Wydawca: Klasyka Legimi Kategoria: Edukacja Język: polski

Sonety krymskie ebook

Adam Mickiewicz  

3.5 (2)
0,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opinie o ebooku Sonety krymskie - Adam Mickiewicz

Fragment ebooka Sonety krymskie - Adam Mickiewicz

Adam Mickiewicz

Sonety krymskie

[Mot­to i de­dy­ka­cja]

Wer den Dich­ter will ver­ste­hen,  
Muss in Dich­ter’s Lan­de ge­hen.  
Go­ethe im Chuld Na­meh.[1]

Ste­py aker­mań­skie[3][4]

Wpły­ną­łem na su­che­go prze­stwór oce­anu,  
Wóz nu­rza się w zie­lo­ność i jak łód­ka bro­dzi,  
Śród fa­li łąk szu­mią­cych, śród kwia­tów po­wo­dzi,  
Omi­jam ko­ra­lo­we ostro­wy bu­rza­nu[5][6].  
Już mrok za­pa­da, ni­g­dzie dro­gi ni kur­ha­nu[7];  
Pa­trzę w nie­bo, gwiazd szu­kam prze­wod­ni­czek ło­dzi;  
Tam z da­la błysz­czy ob­łok? tam ju­trzen­ka wscho­dzi?  
To błysz­czy Dniestr, to we­szła lam­pa Aker­ma­nu[8].  
Stój­my! – Jak ci­cho! – Sły­szę cią­gną­ce żu­ra­wie,  
Któ­rych by nie do­ści­gły źre­ni­ce so­ko­ła;  
Sły­szę, kę­dy się mo­tyl ko­ły­sa[9] na tra­wie,  
Kę­dy wąż śli­ską pier­sią do­ty­ka się zio­ła.  

Ci­sza mor­ska[10]

Na wy­so­ko­ści Tar­kan­kut[11]

Już wstąż­kę pa­wi­lo­nu[12] wiatr za­le­d­wie mu­śnie,  
Ci­che­mi gra pier­sia­mi roz­ja­śnio­na wo­da;  
Jak ma­rzą­ca o szczę­ściu na­rze­czo­na mło­da,  
Zbu­dzi się, aby wes­tchnąć, i wnet zno­wu uśnie.  
Ża­gle, na kształt cho­rą­gwi gdy woj­nę skoń­czo­no,  
Drzémią na masz­tach na­gich; okręt lek­kim ru­chem  
Ko­ły­sa się, jak gdy­by przy­ku­ty łań­cu­chem;  
Maj­tek wy­tchnął, po­dróż­ne roz­śmia­ło się gro­no.  
O mo­rze! po­śród two­ich we­so­łych ży­ją­tek  
Jest po­lip[13], co śpi na dnie, gdy się nie­bo chmu­rzy,  
A na ci­szę dłu­gie­mi wy­wi­ja ra­mio­ny.  

Że­glu­ga

Szum więk­szy, gę­ści­éj mor­skie snu­ją się stra­szy­dła,  
Maj­tek wbiegł na dra­bi­nę: go­tuj­cie się dzie­ci!  
Wbiegł, roz­cią­gnął się, za­wisł w nie­wi­dzial­néj sie­ci,  
Jak pa­jąk, cza­tu­ją­cy na ski­nie­nie si­dła.  
Wiatr! – wiatr! – Dą­sa się okręt, zry­wa się z wę­dzi­dła,  
Prze­wa­la się, nur­ku­je w pie­ni­stéj za­mie­ci,  
Wzno­si kark, zdep­tał fa­le, i skroś nie­bios le­ci,  
Ob­ło­ki czo­łem sie­ka, wiatr chwy­ta pod skrzy­dła.  
I mój duch masz­tu lo­tem bu­ja śród od­mę­tu,  
Wzdy­ma się wy­obraź­nia, jak war­kocz tych ża­gli,  
Mi­mo­wol­ny krzyk łą­czę z we­so­łym or­sza­kiem;  
Wy­cią­gam rę­ce, pa­dam na pier­si okrę­tu,  

Bu­rza

Zdar­to ża­gle, stér pry­snął, ryk wód, szum za­wiei,  
Gło­sy trwoż­néj gro­ma­dy, pomp zło­wiesz­cze ję­ki,  
Ostat­nie li­ny majt­kom wy­rwa­ły się z rę­ki,  
Słoń­ce krwa­wo za­cho­dzi, z ni­ém resz­ta na­dziei.  
Wi­cher z try­um­fem za­wył; a na mo­kre gó­ry,  
Wzno­szą­ce się pię­tra­mi z mor­skie­go od­mę­tu,  
Wstą­pił ge­niusz śmier­ci i szedł do okrę­tu,  
Jak żoł­ni­érz, sztur­mu­ją­cy w po­ła­ma­ne mu­ry.  
Ci le­żą na pół mar­twi, ów za­ła­mał dło­nie,  
Ten w ob­ję­cia przy­ja­ciół że­gna­jąc się pa­da,  
Ci mo­dlą się przed śmier­cią, aby śmierć ode­gnać.  

Wi­dok gór ze ste­pów Ko­zło­wa[14]

Piel­grzym i Mi­rza

PIEL­GRZYM

Tam!… czy Al­lah po­sta­wił ścia­ną mo­rze lo­du?  
Czy anio­łom tron od­lał z za­mro­żo­néj chmu­ry?  
Czy Di­wy[15] z ćwier­ci lą­du dźwi­gnę­li te mu­ry,