Dziady - Adam Mickiewicz - darmowy ebook + książka

Dziady ebook

Adam Mickiewicz

3,6

16 osób interesuje się tą książką

Opis

Jeden z najważniejszych tekstów w historii polskiej literatury, “Dziady” Adama Mickiewicza, jest dostępny za darmo w Legimi w formie ebooka, zarówno w formacie epub jak i mobi.

 

Dziady” są niezwykłym przedsięwzięciem literackim, składają się z trzech osobnych części. Nie są one ani jednorodne ani chronologiczne. Spaja je postać głównego bohatera, jednak w każdym z dramatów występuje on w innej postaci - Upiora, Gustawa i Konrada.

 

Części II I IV “Dziadów” powstały między 1823 a 1824 rokiem. Mickiewicz przeprowadził się wtedy z Wilna do Kowna, dlatego te dwa dramaty nazywa się Dziadami wileńsko-kowieńskimi. Poeta sięga po wierzenia ludowe i pogańskie obrzędy. Mickiewicz łączy dwa światy, żywych i umarłych. Część II jest w swojej istocie dramatem społecznym. Mickiewicz pokazuje w niej współistnienie pogańskich obrzędów i chrześcijańskiej metafizyki. Guślarz, który jest mistrzem ceremonii, odwołuje się zarówno do ludowych przekonań jak i do Boga. Część IV natomiast jest dramatem miłosnym. Gustaw w chaotycznym i ekspresyjnym monologu opowiada historię swojej nieszczęśliwej miłości. Jest on niespełnionym kochankiem, który popadł w obłęd po stracie ukochanej i popełnił samobójstwo.

 

Część III “Dziadów” powstała znacznie później, bo w 1832 roku, czyli tuż po powstaniu listopadowym. Część III jest dramatem narodowo-rewolucyjnym, w którym Mickiewicz zawarł własną koncepcję walki z zaborcą. Dramat opisuje cierpienia Polaków, których doznawali pod carskim nadzorem. Bohaterem jest Konrad, który jest nowym uosobieniem Gustawa znanego z poprzednich części. Jest on symbolem porzucenia własnych problemów na rzecz walki o ojczyznę. Jest on gotowy poświęcić wszystko, aby ratować swój kraj.

 

Dziady”, szczególnie część III, uznawane są za jeden z najważniejszych tekstów jakie miały wpływ na kolejne pokolenia Polaków. Uniwersalność tych dramatów wyraża się w przedstawieniu uczuć, które zawsze towarzyszą człowiekowi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 257

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,6 (82 oceny)
27
21
13
14
7
Sortuj według:
Lepki13

Dobrze spędzony czas

Ciekawa pozycja naszego Wieszcza.
10
PrzemoD

Dobrze spędzony czas

Dobra lektura.
00
Luthiel

Dobrze spędzony czas

Jedyna pozycja Mickiewicza, która mi się podoba. Oczywiście mam na myśli część II, która należy do moich ulubionych lektur.
00
Natalka01

Nie oderwiesz się od lektury

super
00
MagdalenaLukas

Nie polecam

nie polecam
12

Popularność




Adam Mickiewicz

Dziady

Dziady. Poema

Upiór[1]

Ser­ce usta­ło, pierś już lo­do­wa­ta,  
Ścię­ły się usta i oczy za­war­ły;  
Na świe­cie jesz­cze, lecz już nie dla świa­ta!  
Cóż to za czło­wiek? – Umar­ły.  
Patrz, duch na­dziei ży­cie mu na­da­je,  
Gwiaz­da pa­mię­ci pro­my­ków uży­cza,  
Umar­ły wra­ca na mło­do­ści kra­je  
Szu­kać lu­be­go ob­li­cza.  
Pierś zno­wu tchnę­ła, lecz pierś lo­do­wa­ta,  
Usta i oczy sta­nę­ły otwo­rem,  
Na świe­cie zno­wu, ale nie dla świa­ta;  
Czym­że ten czło­wiek? – Upio­rem.  
Ci, któ­rzy bli­żej cmen­ta­rza miesz­ka­li,  
Wie­dzą, iż upiór ten co rok się bu­dzi,  
Na dzień za­dusz­ny mo­gi­łę od­wa­li  
I dą­ży po­mię­dzy lu­dzi.  
Aż gdy za­dzwo­nią na nie­dzie­lę czwar­tą,  
Wra­ca się no­cą opa­dły na si­le,  
Z pier­sią skrwa­wio­ną, jak­by dziś roz­dar­tą,  
Usy­pia zno­wu w mo­gi­le.  
Peł­no jest wie­ści o noc­nym czło­wie­ku,  
Ży­ją, co by­li na je­go po­grze­bie;  
Sły­chać, iż zgi­nął w mło­do­cia­nym wie­ku,  
Po­dob­no za­bił sam sie­bie.  
Te­raz za­pew­ne wiecz­ne cier­pi ka­ry,  
Bo smut­nie ję­czał i pło­mie­niem bu­chał;  
Nie­daw­no je­den za­kry­sty­jan[2] sta­ry  
Oba­czył go i pod­słu­chał.  
Mó­wi, iż upiór, sko­ro wy­szedł z zie­mi,  
Oczy na gwiaz­dę po­ran­ną wy­wró­cił,  
Za­ła­mał rę­ce i usty chłod­ne­mi  
Ta­ko­wą skar­gę wy­rzu­cił:  
„Du­chu prze­klę­ty, po co śród pa­ro­wu[3]
Nie­czu­łej zie­mi ogień ży­cia wznie­casz?  
Bla­sku prze­klę­ty, za­ga­słeś i zno­wu,  
Po co mi zno­wu przy­świe­casz?  
O spra­wie­dli­wy, lecz strasz­ny wy­ro­ku!  
Uj­rzeć ją zno­wu, po­znać się, roz­łą­czyć;  
I com ucier­piał, to cier­pieć co ro­ku,  
I ja­kem skoń­czył, za­koń­czyć.  
Że­bym cię zna­lazł, mu­szę mię­dzy zgra­ją  
Błą­dzić z dłu­gie­go wy­szedł­szy ukry­cia;  
Lecz nie dbam, jak mię lu­dzie po­wi­ta­ją;  
Wszyst­kie­gom do­znał za ży­cia.  
Kie­dyś pa­trzy­ła, mu­sia­łem jak zbro­dzień  
Od­wra­cać oczy; sły­sza­łem twe sło­wa,  
Sły­sza­łem co dzień, i mu­sia­łem co dzień  
Mil­czeć jak de­ska gro­bo­wa.  
Śmie­li się nie­gdyś przy­ja­cie­le mło­dzi,  
Zwa­li tę­sk­no­tę dzi­wac­twem, prze­sa­dą;  
Star­szy ra­mie­niem ści­ska i od­cho­dzi  
Lub mą­drą nu­dzi mię ra­dą.  
Śmiesz­ków i rad­ców za­rów­no słu­cha­łem,  
Choć i sam mo­że nie lep­szy od dru­gich,  
Sam bym się gor­szył zby­tecz­nym za­pa­łem  
Lub śmiał się z ża­lów zbyt dłu­gich.  
Ktoś in­ny my­ślał, że ob­ra­żam cie­bie,  
Uwła­czam je­go ro­do­wi­tej du­mie;  
Prze­cież ule­gał grzecz­no­ści, po­trze­bie,  
Uda­wał, że nie ro­zu­mie.  
Lecz i ja dum­ny, żem go rów­nie zba­dał,  
Choć mię nie py­ta, cho­ciaż mil­czeć umiem;  
Mó­wi­łem gwał­tem, a gdy od­po­wia­dał,  
Uda­łem, że nie ro­zu­miem.  
Ale kto nie mógł da­ro­wać mi grze­chu,  
Le­d­wie obe­lgę na ustach przy­trzy­ma,  
Nie­chęt­nie li­ca gwał­ci do uśmie­chu  
I li­tość kła­mie oczy­ma;  
Ta­kie­mu tyl­ko nig­dym nie prze­ba­czył,  
Wszak­żem skar­ga­mi ni­g­dy ust nie zma­zał,  

Dzia­dy, część II

DZIA­DY. Jest to na­zwi­sko uro­czy­sto­ści ob­cho­dzo­nej do­tąd mię­dzy po­spól­stwem w wie­lu po­wia­tach Li­twy, Prus i Kur­lan­dii, na pa­miąt­kę dzia­dów, czy­li w ogól­no­ści zmar­łych przod­ków. Uro­czy­stość ta po­cząt­kiem swo­im za­się­ga cza­sów po­gań­skich i zwa­ła się nie­gdyś ucztą ko­zła[5], na któ­rej prze­wod­ni­czył Koź­larz, Hu­slar, Gu­ślarz[6], ra­zem ka­płan i po­eta (gę­ślarz).

W te­raź­niej­szych cza­sach, po­nie­waż świa­tłe du­cho­wień­stwo i wła­ści­cie­le usi­ło­wa­li wy­ko­rze­nić zwy­czaj po­łą­czo­ny z za­bo­bon­ny­mi prak­ty­ka­mi i zbyt­kiem czę­sto­kroć na­gan­nym, po­spól­stwo więc świę­ci Dzia­dy ta­jem­nie w ka­pli­cach lub pu­stych do­mach nie­da­le­ko cmen­ta­rza. Za­sta­wia się tam po­spo­li­cie uczta z roz­ma­ite­go ja­dła, trun­ków, owo­ców i wy­wo­łu­ją się du­sze nie­bosz­czy­ków. God­na uwa­gi, iż zwy­czaj czę­sto­wa­nia zmar­łych zda­je się być wspól­ny wszyst­kim lu­dom po­gań­skim, w daw­nej Gre­cji za cza­sów ho­me­rycz­nych, w Skan­dy­na­wii, na Wscho­dzie i do­tąd po wy­spach No­we­go Świa­ta. Dzia­dy na­sze ma­ją to szcze­gól­nie, iż ob­rzę­dy po­gań­skie po­mie­sza­ne są z wy­obra­że­nia­mi re­li­gii chrze­ści­jań­skiej, zwłasz­cza iż dzień za­dusz­ny przy­pa­da oko­ło cza­su tej uro­czy­sto­ści. Po­spól­stwo ro­zu­mie, iż po­tra­wa­mi, na­po­jem i śpie­wa­mi przy­no­si ulgę du­szom czy­sco­wym[7].

Cel tak po­boż­ny świę­ta, miej­sca sa­mot­ne, czas noc­ny, ob­rzę­dy fan­ta­stycz­ne prze­ma­wia­ły nie­gdyś sil­nie do mo­jej ima­gi­na­cji; słu­cha­łem ba­jek, po­wie­ści i pie­śni o nie­bosz­czy­kach po­wra­ca­ją­cych z proś­ba­mi lub prze­stro­ga­mi; a we wszyst­kich zmy­śle­niach po­czwar­nych moż­na by­ło do­strzec pew­ne dą­że­nie mo­ral­ne i pew­ne na­uki, gmin­nym spo­so­bem zmy­sło­wie[8] przed­sta­wia­ne.

Po­ema ni­niej­sze przed­sta­wi ob­ra­zy w po­dob­nym du­chu, śpie­wy zaś ob­rzę­do­we, gu­sła i in­kan­ta­cje[9] są po więk­szej czę­ści wier­nie, a nie­kie­dy do­słow­nie z gmin­nej po­ezji wzię­te.

Gu­ślarz – Sta­rzec pierw­szy z chó­ru – Chór wie­śnia­ków i wie­śnia­czek – ka­pli­ca, wie­czór.
The­re are mo­re things in He­aven and Earth,/ Than are dre­amt of in your phi­lo­so­phy.[10]
Sha­ke­spe­are
Są dzi­wy w nie­bie i na zie­mi, o któ­rych  
ani śni­ło się wa­szym fi­lo­zo­fom.  

CHÓR

Ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie,  
Co to bę­dzie, co to bę­dzie?  

GU­ŚLARZ

Za­mknij­cie drzwi od ka­pli­cy  
I stań­cie do­ko­ła tru­ny[11];  
Żad­nej lam­py, żad­nej świ­écy,  
W oknach za­wie­ście ca­łu­ny.  
Niech księ­ży­ca ja­sność bla­da  
Szcze­li­na­mi tu nie wpa­da.  
Tyl­ko żwa­wo, tyl­ko śmia­ło.  

STA­RZEC

Jak ka­za­łeś, tak się sta­ło.  

CHÓR

Ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie,  
Co to bę­dzie, co to bę­dzie?  

GU­ŚLARZ

Czy­sco­we du­szecz­ki!  
W ja­kiej­kol­wiek świa­ta stro­nie:  
Czy­li któ­ra w smo­le pło­nie,  
Czy­li mar­z­nie na dnie rzecz­ki,  
Czy­li dla do­tkliw­szej ka­ry  
W su­ro­wym wsz­cze­pio­na drew­nie,  
Gdy ją w pie­cu gry­zą ża­ry,  
I pisz­czy, i pła­cze rzew­nie;  
Każ­da spiesz­cie do gro­ma­dy!  
Gro­ma­da niech się tu zbie­rze!  
Oto ob­cho­dzi­my Dzia­dy!  
Zstę­puj­cie w świę­ty przy­by­tek;  
Jest jał­muż­na, są pa­cie­rze,  
I je­dze­nie, i na­pi­tek.  

CHÓR

Ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie,  
Co to bę­dzie, co to bę­dzie?  

GU­ŚLARZ

Po­daj­cie mi garść ką­dzie­li,  
Za­pa­lam ją; wy z po­śpie­chem,  
Sko­ro pło­myk w gó­rę strze­li,  
Pędź­cie go z lek­kim od­de­chem.  
O tak, o tak, da­léj, da­léj,  
Niech się na po­wie­trzu spa­li.  

CHÓR

Ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie,  
Co to bę­dzie, co to bę­dzie?  

GU­ŚLARZ

Na­przód wy z lek­ki­mi du­chy,  
Co­ście śród te­go pa­do­łu  
Ciem­no­ty i za­wie­ru­chy,  
Nę­dzy, pła­czu i mo­zo­łu  
Za­bły­snę­li i spło­nę­li  
Ja­ko ta garst­ka ką­dzie­li[12].  
Kto z was wietrz­nym błą­dzi szla­kiem,  
W nie­bie­skie nie wzle­ciał bra­my,  
Te­go lek­kim, ja­snym zna­kiem  
Przy­zy­wa­my, za­kli­na­my.  

CHÓR

Mów­cie, ko­mu cze­go brak­nie,  
Kto z was pra­gnie, kto z was łak­nie.  

GU­ŚLARZ

Pa­trz­cie, ach, pa­trz­cie do gó­ry,  
Cóż tam pod skle­pie­niem świe­ci?  
Oto zło­ci­sty­mi pió­ry  
Trze­pio­ce się dwo­je dzie­ci.  
Jak li­stek z list­kiem w po­wie­wie,  
Krę­cą się pod cer­kwi wierz­choł­kiem;  
Jak go­łą­bek z go­łąb­kiem na drze­wie,  
Tak anio­łek igra z anioł­kiem.  

GU­ŚLARZ I STA­RZEC

Jak li­stek z list­kiem w po­wie­wie,  
Krę­cą się pod cer­kwi wierz­choł­kiem;  
Jak go­łą­bek z go­łąb­kiem na drze­wie,  
Tak anio­łek igra z anioł­kiem.  
ANIO­ŁEK
do jed­nej z wie­śnia­czek
Do ma­my le­cim, do ma­my.  
Cóż to, ma­mo, nie znasz Jó­zia?  
Ja to Jó­zio, ja ten sa­my[13],  
A to sio­stra mo­ja Ró­zia.  
My te­raz w ra­ju la­ta­my,  
Tam nam le­piej niż u ma­my.  
Patrz, ja­kie głów­ki w pro­mie­niu,  
Ubiór z ju­trzen­ki świa­teł­ka,  
A na obo­im ra­mie­niu  
Jak u mo­tyl­ków skrzy­deł­ka:  
W ra­ju wszyst­kie­go do­sta­tek,  
Co dzień to in­na za­baw­ka:  
Gdzie stą­pim, wy­pły­wa traw­ka,  
Gdzie do­tkniem, roz­kwi­ta kwia­tek.  
Lecz choć wszyst­kie­go do­sta­tek,  
Drę­czy nas nu­da i trwo­ga.  
Ach, ma­mo, dla two­ich dzia­tek  
Za­mknię­ta do nie­ba dro­ga!  

CHÓR

Lecz choć wszyst­kie­go do­sta­tek,  
Drę­czy ich nu­da i trwo­ga,  
Ach, ma­mo, dla two­ich dzia­tek  
Za­mknię­ta do nie­ba dro­ga!  

GU­ŚLARZ

Cze­go po­trze­bu­jesz, du­szecz­ko,  
Że­by się do­stać do nie­ba?  
Czy pro­sisz o chwa­łę Bo­ga,  
Czy­li o przy­sma­czek słod­ki,  
Są tu pącz­ki, cia­sta, mlecz­ko  
I owo­ce, i ja­gód­ki.  
Cze­go po­trze­bu­jesz, du­szecz­ko,  
Że­by się do­stać do nie­ba?  

ANIO­ŁEK

Nic nam, nic nam nie po­trze­ba.  
Zbyt­kiem sło­dy­czy na zie­mi  
Je­ste­śmy nie­szczę­śli­we­mi.  
Ach, ja w mo­jem ży­ciu ca­łem  
Nic gorz­kie­go nie do­zna­łem.  
Piesz­czo­ty, ła­kot­ki, swa­wo­le,  
A co zro­bię, wszyst­ko ca­ca.  
Śpie­wać, ska­kać, wy­biec w po­le,  
Urwać kwiat­ków dla Ro­zal­ki,  
Oto by­ła mo­ja pra­ca,  
A jej pra­ca stro­ić lal­ki.  
Przy­la­tu­je­my na Dzia­dy  
Nie dla mo­dłów i bie­sia­dy,  
Nie­po­trzeb­na msza ofiar­na;  
Nie o pącz­ki, mlecz­ka, chru­sty –  
Pro­sim gor­czy­cy dwa ziar­na;  
A ta usłu­ga tak mar­na  
Sta­nie za wszyst­kie od­pu­sty.  
Bo słu­chaj­cie i zważ­cie u sie­bie,  
Że we­dług bo­że­go roz­ka­zu:  
Kto nie do­znał go­ry­czy ni ra­zu,  
Ten nie do­zna sło­dy­czy w nie­bie.  

CHÓR

Bo słu­chaj­my i zważ­my u sie­bie,  
Że we­dług bo­że­go roz­ka­zu:  
Kto nie do­znał go­ry­czy ni ra­zu,  
Ten nie do­zna sło­dy­czy w nie­bie.  

GU­ŚLARZ

Anioł­ku, du­szecz­ko!  
Cze­go chcia­łeś, ma­cie obie.  
To ziar­necz­ko, to ziar­necz­ko,  
Te­raz z Bo­giem idź­cie so­bie.  
A kto proś­by nie po­słu­cha,  
W imię Oj­ca, Sy­na, Du­cha.  
Wi­dzi­cie Pań­ski krzyż?  
Nie chce­cie ja­dła, na­po­ju,  
Zo­staw­cież nas w po­ko­ju!  
A kysz, a kysz!  

CHÓR

A kto proś­by nie po­słu­cha,  
W imię Oj­ca, Sy­na, Du­cha.  
Wi­dzi­cie Pań­ski krzyż?  
Nie chce­cie ja­dła, na­po­ju,  
Zo­staw­cież nas w po­ko­ju;  
A kysz, a kysz!  
Wid­mo zni­ka.

GU­ŚLARZ

Już strasz­na pół­noc przy­by­wa,  
Za­my­kaj­cie drzwi na kłód­ki;  
Weź­cie smol­ny pęk łu­czy­wa,  
Staw­cie w środ­ku ko­cioł wód­ki.  
A gdy la­ską ski­nę z da­la,  
Nie­chaj się wód­ka za­pa­la.  
Tyl­ko żwa­wo, tyl­ko śmia­ło.  

STA­RZEC

Ju­żem go­tów.  

GU­ŚLARZ

Da­ję ha­sło.  

STA­RZEC

Buch­nę­ło, za­wrza­ło  
I zga­sło.  

CHÓR

Ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie,  
Co to bę­dzie, co to bę­dzie?  

GU­ŚLARZ

Da­lej wy z naj­cięż­szym du­chem,  
Co­ście do te­go pa­do­łu  
Przy­ku­ci zbrod­ni łań­cu­chem  
Z cia­łem i du­szą po­spo­łu.  
Choć zgon le­pian­kę roz­kru­szy,  
Choć was anioł śmier­ci wo­ła,  
Ży­wot z cie­le­snej ka­tu­szy  
Do­tąd wy­drzeć się nie zdo­ła.  
Je­że­li ka­rę tak sro­gą  
Lu­dzie nie­co zwol­nić mo­gą  
I zba­wić pie­kiel­nej ja­my,  
Któ­rej je­ste­ście tak bli­sko:  
Was wzy­wa­my, za­kli­na­my  
Przez ży­wioł wasz, przez ogni­sko!  

CHÓR

Mów­cie, ko­mu cze­go brak­nie,  
Kto z was pra­gnie, kto z was łak­nie?  

GŁOS

za oknem
Hej, kru­ki, so­wy, or­li­ce!  
O wy prze­klę­te żar­ło­ki!  
Puść­cie mnie tu pod ka­pli­cę,  
Puść­cie mnie choć na dwa kro­ki.  

GU­ŚLARZ

Wszel­ki duch! ja­każ po­two­ra!  
Wi­dzi­cie w oknie upio­ra?  
Jak kość na po­lu wy­bla­dły;  
Pa­trz­cie! pa­trz­cie, ja­kie li­ce!  
W gę­bie dym i bły­ska­wi­ce,  
Oczy na gło­wę wy­sia­dły,  
Świe­cą jak wę­gle w po­pie­le.  
Włos roz­czo­chra­ny na cze­le.  
A jak su­chy snop cier­nio­wy  
Pło­nąc mio­tłę ognia ci­ska,  
Tak od po­tę­pień­ca gło­wy  
Z trza­skiem sy­pią się iskrzy­ska.  

GU­ŚLARZ I STA­RZEC

A jak su­chy snop cier­nio­wy  
Pło­nąc mio­tłę ognia ci­ska,  
Tak od po­tę­pień­ca gło­wy  
Z trza­skiem sy­pią się iskrzy­ska.  

WID­MO

zza okna
Dzie­ci! nie zna­cie mnie, dzie­ci?  
Przy­pa­trz­cie się tyl­ko z bli­ska,  
Przy­po­mnij­cie tyl­ko so­bie!  
Ja nie­bosz­czyk pan wasz, dzie­ci!  
Wszak to mo­ja by­ła wio­ska.  
Dziś le­d­wo rok mi­ja trze­ci,  
Jak mnie zło­ży­li­ście w gro­bie.  
Ach, zbyt cięż­ka rę­ka bo­ska!  
Je­stem w złe­go du­cha mo­cy,  
Okrop­ne cier­pię mę­czar­nie.  
Kę­dy noc zie­mię ogar­nie,  
Tam idę szu­ka­jąc no­cy;  
A ucie­ka­jąc od słoń­ca  
Tak pę­dzę ży­wot tu­ła­czy,  
A nie znaj­dę błę­dom[14] koń­ca.  
Wiecz­nych gło­dów je­stem pa­stwą;  
A któż mię na­kar­mić ra­czy?  
Szar­pie mię żar­łocz­ne pta­stwo[15];  
A któż bę­dzie mój obroń­ca?  
Nie masz, nie masz mę­kom koń­ca!  

CHÓR

Szar­pie go żar­łocz­ne pta­stwo,  
A któż mu bę­dzie obroń­ca?  
Nie masz, nie masz mę­kom koń­ca!  

GU­ŚLARZ

A cze­góż po­trze­ba dla du­szy,  
Aby unik­nąć ka­tu­szy?  
Czy pro­sisz o chwa­łę nie­ba?  
Czy o po­świę­co­ne go­dy?  
Jest do­stat­kiem mle­ka, chle­ba,  
Są owo­ce i ja­go­dy.  
Mów, cze­go trze­ba dla du­szy,  
Aby się do­stać do nie­ba?  

WID­MO

Do nie­ba?… bluź­nisz da­rem­nie…  
O nie! ja nie chcę do nie­ba;  
Ja tyl­ko chcę, że­by ze mnie  
Prę­dzej się du­sza wy­wle­kła.  
Sto­kroć wo­lę pójść do pie­kła,  
Wszyst­kie mę­ki znio­sę snad­nie[16];  
Wo­lę ję­czeć w pie­kle na dnie,  
Niż z du­cha­mi nie­czy­ste­mi  
Błą­kać się wiecz­nie po zie­mi,  
Wi­dzieć daw­nych uciech śla­dy,  
Pa­miąt­ki daw­nej szka­ra­dy;  
Od wscho­du aż do za­cho­du,  
Od za­cho­du aż do wscho­du  
Umie­rać z pra­gnie­nia, z gło­du  
I kar­mić dra­pież­ne pta­ki.  
Lecz nie­ste­ty! wy­rok ta­ki,  
Że do­pó­ty w cie­le mu­szę  
Po­tę­pio­ną włó­czyć du­szę,  
Nim kto z was, pod­da­ni moi,  
Po­ży­wi mię i na­poi.  
Ach, jak mnie pra­gnie­nie pa­li;  
Gdy­by ma­ła wo­dy miar­ka!  
Ach! gdy­by­ście mnie po­da­li  
Choć­by dwa psze­ni­cy ziar­ka!  

CHÓR

Ach, jak go pra­gnie­nie pa­li!  
Gdy­by ma­ła wo­dy miar­ka!  
Ach, gdy­by­śmy mu po­da­li  
Choć­by dwa psze­ni­cy ziar­ka!  

CHÓR PTA­KÓW NOC­NYCH

Dar­mo że­brze, dar­mo pła­cze:  
My tu czar­nym ko­ro­wo­dem,  
So­wy, kru­ki i pu­cha­cze,  
Nie­gdyś, pan­ku, słu­gi two­je.  
Któ­reś ty po­mo­rzył gło­dem,  
Zje­my po­kar­my, wy­pi­jem na­po­je.  
Hej, so­wy, pu­cha­cze, kru­ki,  
Szpo­na­mi, krzy­wy­mi dzio­by  
Szar­paj­my[17] ja­dło na sztu­ki!  
Cho­ciaż­byś trzy­mał już w gę­bie,  
I tam ja szpo­nę za­głę­bię;  
Do­sta­nę aż do wą­tro­by.  
Nie zna­łeś li­to­ści, pa­nie!  
Hej, so­wy, pu­cha­cze, kru­ki,  
I my nie znaj­my li­to­ści:  
Szar­paj­my ja­dło na sztu­ki,  
A kie­dy ja­dła nie sta­nie,  
Szar­paj­my cia­ło na sztu­ki,  
Nie­chaj na­gie świe­cą ko­ści.  

KRUK

Nie lu­bisz umie­rać z gło­du!  
A po­mnisz, jak raz w je­sie­ni  
Wsze­dłem do twe­go ogro­du?  
Grusz­ka doj­rze­wa, jabł­ko się czer­wie­ni;  
Trzy dni nic nie mia­łem w ustach,  
Otrzą­sną­łem ja­błek kil­ka.  
Lecz ogrod­nik skry­ty w chru­stach[18]
Za­raz na­ro­bił ha­ła­su  
I po­szczuł psa­mi jak wil­ka.  
Nie prze­sko­czy­łem ta­ra­su[19],  
Do­pę­dzi­ła mię ob­ła­wa;  
Przed pa­nem to­czy się spra­wa,  
O co? o owo­ce z la­su,  
Któ­re na wspól­ną wy­go­dę  
Bóg dał jak ogień i wo­dę.  
Ale pan gniew­ny za­wo­ła:  
„Po­trze­ba dać przy­kład gro­zy”.  
Zbiegł się lud z ca­łe­go sio­ła[20],  
Przy­wią­za­no mnie do so­chy[21],  
Zbi­to dzie­sięć pę­ków ło­zy.  
Każ­dą kość, jak z kło­sa ży­to,  
Jak od su­chych strą­ków gro­chy,  
Od skó­ry mo­jej od­bi­to!  
Nie zna­łeś li­to­ści, pa­nie!  

CHÓR PTA­KÓW

Hej, so­wy, pu­cha­cze, kru­ki,  
I my nie znaj­my li­to­ści!  
Szar­paj­my ja­dło na sztu­ki;  
A kie­dy ja­dła nie sta­nie,  
Szar­paj­my cia­ło na sztu­ki,  
Nie­chaj na­gie świe­cą ko­ści!  

SO­WA

Nie lu­bisz umie­rać z gło­du!  
Po­mnisz, jak w ku­cy­ją[22] sa­mą,  
Po­śród naj­tęż­sze­go chło­du,  
Sta­łam z dzie­cię­ciem pod bra­mą.  
Pa­nie! wo­ła­łam ze łza­mi,  
Zli­tuj się nad sie­ro­ta­mi!  
Mąż mój już na tam­tym świe­cie,  
Cór­kę za­bra­łeś do dwo­ra,  
Mat­ka w cha­cie le­ży cho­ra,  
Przy pier­siach ma­leń­kie dzie­cię.  
Pa­nie, daj nam za­po­mo­gę,  
Bo da­lej wy­żyć nie mo­gę!  
Ale ty, pa­nie, bez du­szy!  
Hu­la­jąc w pja­nej ocho­cie,  
Prze­wa­la­jąc się po zło­cie,  
Haj­du­ko­wi rze­kłeś z ci­cha:  
„Kto tam go­ściom trą­bi w uszy?  
Wy­pędź że­bracz­kę, do li­cha”.  
Po­słu­chał haj­duk nie­cno­ta,  
Za wło­sy wy­wlekł za wro­ta!  
We­pchnął mię z dziec­kiem do śnie­gu!  
Zbi­ta i prze­zię­bła sro­dze,  
Nie mo­głam zna­leźć noc­le­gu;  
Zmar­z­łam z dzie­cię­ciem na dro­dze.  
Nie zna­łeś li­to­ści, pa­nie!  

CHÓR PTA­KÓW

Hej, so­wy, pu­cha­cze, kru­ki,  
I my nie znaj­my li­to­ści!  
Szar­paj­my ja­dło na sztu­ki,  
A kie­dy ja­dła nie sta­nie,  
Szar­paj­my cia­ło na sztu­ki,  
Nie­chaj na­gie świe­cą ko­ści!  

WID­MO

Nie ma, nie ma dla mnie ra­dy!  
Dar­mo po­da­jesz ta­le­rze,  
Co dasz, to pta­stwo za­bie­rze.  
Nie dla mnie, nie dla mnie Dzia­dy!  
Tak, mu­szę drę­czyć się wiek wie­kiem,  
Spra­wie­dli­we zrzą­dze­nia bo­że!  
Bo kto nie był ni ra­zu czło­wie­kiem,  
Te­mu czło­wiek nic nie po­mo­że.  

CHÓR

Tak, mu­sisz drę­czyć się wiek wie­kiem,  
Spra­wie­dli­we zrzą­dze­nia bo­że!  
Bo kto nie był ni ra­zu czło­wie­kiem,  
Te­mu czło­wiek nic nie po­mo­że.  

GU­ŚLARZ

Gdy nic to­bie nie po­mo­że,  
Idź­że so­bie precz, nie­bo­że.  
A kto proś­by nie po­słu­cha,  
W Imię Oj­ca, Sy­na, Du­cha.  
Czy wi­dzisz Pań­ski krzyż?  
Nie bie­rzesz ja­dła, na­po­ju?  
Zo­staw­że nas w po­ko­ju!  
A kysz, a kysz!  

CHÓR

A kto proś­by nie po­słu­cha,  
W imię Oj­ca, Sy­na, Du­cha.  
Czy wi­dzisz Pań­ski krzyż?  
Nie bie­rzesz ja­dła, na­po­ju?  
Zo­staw­że nas w po­ko­ju!  
A kysz, a kysz!  
Wid­mo zni­ka.

GU­ŚLARZ

Po­daj­cie mi, przy­ja­cie­le,  
Ten wia­nek na ko­niec la­ski.  
Za­pa­lam świę­co­ne zie­le,  
W gó­rę dy­my, w gó­rę bla­ski!  

CHÓR

Ciem­no wszę­dzie, głu­cho wszę­dzie,  
Co to bę­dzie, co to bę­dzie?  

GU­ŚLARZ

Te­raz wy, po­śred­nie du­chy,  
Co­ście u te­go pa­do­łu  
Ciem­no­ty i za­wie­ru­chy  
Ży­ły­ście z ludź­mi po­spo­łu;  
Lecz, od ludz­kiej wol­ne ska­zy,  
Ży­ły­ście nie nam, nie świa­tu,  
Ja­ko te czą­bry i śla­zy[23],  
Ni z nich owo­cu, ni kwia­tu.  
Ani się ukar­mi zwie­rzę,  
Ani się czło­wiek ubie­rze;  
Lecz w won­ne skrę­co­ne wian­ki  
Na ścia­nie wi­szą wy­so­ko.  
Tak wy­so­ko, o zie­mian­ki,  
By­ła wa­sza pierś i oko!  
Któ­ra do­tąd z czy­stym skrzy­dłem  
Nie­bie­skiej nie prze­szła bra­my,  
Was tym świa­tłem i ka­dzi­dłem  
Za­pra­sza­my, za­kli­na­my.  

CHÓR

Mów­cie, ko­mu cze­go brak­nie,  
Kto z was pra­gnie, kto z was łak­nie.  

GU­ŚLARZ

A toż czy ob­raz Bo­ga­ro­dzi­cy?  
Czy­li aniel­ska po­stać?  
Jak lek­kim rzu­tem ob­rę­cza  
Po ob­ło­kach zbie­ga tę­cza,  
By z je­zio­ra wo­dy do­stać,  
Tak ona świe­ci w ka­pli­cy.  
Do nóg bia­ła spły­wa sza­ta,  
Włos z wie­trzy­ka­mi swa­wo­li,  
Po ja­go­dach uśmiech la­ta,  
Ale w oczach łza nie­do­li.  

GU­ŚLARZ I STA­RZEC

Do nóg bia­ła spły­wa sza­ta,  
Włos z wie­trzy­ka­mi swa­wo­li,  
Po ja­go­dach uśmiech la­ta,  
Ale w oczach łza nie­do­li.  

GU­ŚLARZ I DZIEW­CZY­NA

GU­ŚLARZ

Na gło­wie ma kra­śny wia­nek[24],  
W rę­ku zie­lo­ny ba­dy­lek,  
A przed nią bie­ży[25] ba­ra­nek,  
A nad nią le­ci mo­ty­lek.  
Na ba­ran­ka bez ustan­ku  
Wo­ła: baś, baś, mój ba­ran­ku,  
Ba­ra­nek za­wsze z da­le­ka:  
Mo­tyl­ka ró­zecz­ką go­ni  
I już, już trzy­ma go w dło­ni;  
Mo­ty­lek za­wsze ucie­ka.  

DZIEW­CZY­NA

Na gło­wie mam kra­śny wia­nek,  
W rę­ku zie­lo­ny ba­dy­lek,  
Przede mną bie­ży ba­ra­nek,  
Na­de mną le­ci mo­ty­lek.  
Na ba­ran­ka bez ustan­ku  
Wo­łam: baś, baś, mój ba­ran­ku,  
Ba­ra­nek za­wsze z da­le­ka;  
Mo­tyl­ka ró­zecz­ką go­nię  
I już, już chwy­tam go w dło­nie;  
Mo­ty­lek za­wsze ucie­ka.  

DZIEW­CZY­NA

Tu nie­gdyś w wio­sny po­ran­ki  
Naj­pięk­niej­sza z te­go sio­ła,  
Zo­sia pa­sa­jąc ba­ran­ki  
Ska­cze i śpie­wa we­so­ła.  
La la la la  
Oleś za go­łąb­ków pa­rę  
Chciał raz po­ca­ło­wać w usta;  
Lecz i proś­bę, i ofia­rę  
Wy­śmia­ła dziew­czy­na pu­sta.  
La la la la  
Jó­zio dał wstąż­kę pa­ster­ce,  
An­toś od­dał swo­je ser­ce;  
Lecz i z Jó­zia, i z An­to­sia  
Śmie­je się pierz­chli­wie Zo­sia[26].  
La la la la  
Tak, Zo­sią by­łam, dziew­czy­ną z tej wio­ski.  
Imię mo­je u was gło­śne,  
Że cho­ciaż pięk­na, nie chcia­łam za­mę­ścia  
I dzie­więt­na­stą prze­igraw­szy wio­snę,  
Umar­łam nie zna­jąc tro­ski  
Ani praw­dzi­we­go szczę­ścia.  
Ży­łam na świe­cie; lecz, ach! nie dla świa­ta!  
Myśl mo­ja, na­zbyt skrzy­dla­ta,  
Ni­g­dy na ziem­skiej nie spo­czę­ła bło­ni.  
Za lek­kim ze­fir­kiem go­ni,  
Za musz­ką, za kra­śnym wian­kiem,  
Za mo­tyl­kiem, za ba­ran­kiem;  
Ale ni­g­dy za ko­chan­kiem.  
Pie­śni i fle­tów słu­cha­łam ra­da:  
Czę­sto, kie­dy sa­ma pa­sę,  
Do tych pa­ste­rzy go­ni­łam sta­da,  
Któ­rzy mą wiel­bi­li kra­sę;  
Lecz żad­ne­go nie ko­cha­łam.  
Za to po śmier­ci nie wiem, co się ze mną dzie­je,  
Nie­zna­jo­mym ogniem pa­łam;  
Choć so­bie igram do wo­li,  
La­tam, gdzie wie­trzyk za­wie­je,  
Nic mię nie smu­ci, nic mię nie bo­li,  
Ja­kie chcę, wy­ra­biam cu­da.  
Przę­dę so­bie z tę­czy rąb­ki[27],  
Z prze­zro­czy­stych łez po­ran­ku[28]
Two­rzę mo­tyl­ki, go­łąb­ki.  
Prze­cież nie wiem, skąd ta nu­da:  
Wy­glą­dam ko­goś za każ­dym sze­le­stem,  
Ach, i za­wsze sa­ma je­stem!  
Przy­kro mi, bez ustan­ku  
Wiatr mną jak piór­kiem po­mia­ta.  
Nie wiem, czy je­stem z te­go, czy z tam­te­go świa­ta:  
Gdzie się przy­bli­żam, za­raz wiatr od­da­li,  
Pę­dzi w gó­rę, w dół, z uko­sa:  
Tak po­śród pierz­chli­wej fa­li  
Wiecz­ną prze­la­tu­jąc dro­gę,  
Ani wzbić się pod nie­bio­sa,  
Ani zie­mi do­tknąć nie mo­gę.  

CHÓR

Tak po­śród pierz­chli­wej fa­li  
Przez wiecz­ne le­cąc bez­dro­że,  
Ani wzbić się pod nie­bio­sa,  
Ani do­tknąć zie­mi nie mo­że.  

GU­ŚLARZ

Cze­go po­trze­bu­jesz, du­szecz­ko,  
Że­by się do­stać do nie­ba?  
Czy pro­sisz o chwa­łę Bo­ga,  
Czy o przy­sma­czek słod­ki?  
Są tu pącz­ki, cia­sta, mlecz­ko,  
I owo­ce, i ja­gód­ki.  
Cze­go po­trze­bu­jesz, du­szecz­ko.  
Że­by się do­stać do nie­ba?  

Dzia­dy, część IV

Miesz­ka­nie Księ­dza – stół na­kry­ty, tyl­ko co po wie­cze­rzy – Ksiądz – Pu­stel­nik – dzie­ci – dwie świe­ce na sto­le – lam­pa przed ob­ra­zem Naj­święt­szej Pan­ny Ma­rii – na scie­nie ze­gar bi­ją­cy.

Ich hab al­le mür­be Le­ichen­schle­ier auf, die in Sär­gen la­gen – ich ent­fern­te den er­ha­be­nen Trost der Er­ge­bung, bloss um mir im­mer fort zu sa­gen: „Ach, so war es ja nicht! – Tau­send Freu­den sind auf ewig na­chge­wor­fen in Grüfte und [du] stehst al­le­in hier und über­rech­nest sie!” Dür­fti­ger! Dür­fti­ger! Schla­ge nicht das gan­ze zer­ris­se­ne Buch der Ver­gan­gen­he­it auf!… Bist du noch nicht trau­rig ge­nug?[33]

Je­an Paul

KSIĄDZ

Dzie­ci, wsta­waj­my od sto­ła!  
Te­raz, po po­wsze­dnim chle­bie,  
Klęk­nij­cie przy mnie do­ko­ła,  
Po­dzię­kuj­my Oj­cu w nie­bie.  
Dzień dzi­siej­szy[34] Ko­ściół świę­ci  
Za tych spół­chrze­ści­jan du­sze,  
Któ­rzy spo­mię­dzy nas wzię­ci  
Czy­sco­we cier­pią ka­tu­sze.  
Za nich ofia­ruj­my Bo­gu.  
roz­kła­da książ­kę
Oto sto­sow­na na­uka.  

DZIE­CI

czy­ta­ją
„One­go cza­su…”  

KSIĄDZ

Kto tam? kto tam stu­ka?  
Pu­stel­nik wcho­dzi ubra­ny dzi­wacz­nie.

DZIE­CI

Je­zus, Ma­ry­ja!  

KSIĄDZ

Któż to jest na pro­gu?  
zmie­sza­ny
Ktoś ty ta­ki?… po co?… na co?  

DZIE­CI

Ach, trup, trup! upiór, la­da­co!  
W imię Oj­ca!… zgiń, prze­pa­daj!  

KSIĄDZ

Ktoś ty, bra­cie? od­po­wia­daj.  

PU­STEL­NIK

po­wol­nie i smut­nie
Trup… trup!… tak jest, mo­je dzie­cię.  

DZIE­CI

Trup… trup… ach! ach! nie bierz ta­ta[35]!  

PU­STEL­NIK

Umar­ły!… o nie! tyl­ko umar­ły dla świa­ta!  
Je­stem pu­stel­nik, czy mnie ro­zu­mie­cie?  

KSIĄDZ

Skąd przy­cho­dzisz tak nie­ra­no[36]?  
Kto je­steś? ja­kie twe mia­no[37]?  
Kie­dy się to­bie przy­pa­tru­ję z bli­ska,  
Zda­je się, że cię kie­dyś wi­dzia­łem w tej stro­nie.  
Po­wiedz, mój bra­cie, ja­kie­goś ty ro­du?  

PU­STEL­NIK

O tak! tak, by­łem tu­taj… o, daw­no! za mło­du!  
Przed śmier­cią!… bę­dzie trzy la­ta!  
Lecz co to­bie do me­go ro­du i na­zwi­ska?  
Gdy dzwo­nią po umar­łym, dziad stoi przy dzwo­nie,  
Py­ta­ją lu­dzie, kto ze­szedł ze świa­ta?  
uda­jąc dzia­da
„A na co ta cie­ka­wość? zmów tyl­ko pa­cie­rze”.  
Otóż ja tak­że umar­ły dla świa­ta.  
Na co to­bie cie­ka­wość, zmów tyl­ko pa­cie­rze.  
Na­zwi­ska.  
pa­trzy na ze­gar
jesz­cze ra­no… po­wie­dzieć nie mo­gę;  
Idę z da­le­ka, nie wiem, z pie­kła czy­li z ra­ju,  
I dą­żę do te­goż kra­ju[38].  
Mój Księ­że, po­każ, je­śli wiesz, dro­gę!  

KSIĄDZ

ła­god­nie, z uśmie­chem
Dróg śmier­ci po­ka­zy­wać nie chciał­bym ni­ko­mu.  
po­ufa­le
My, księ­ża, tyl­ko błęd­ne pro­stu­je­my ścież­ki.  

PU­STEL­NIK

z ża­lem
In­ni błą­dzą, Ksiądz w ma­łym, ale wła­snym do­mu,  
Czy to na wiel­kim świe­cie po­kój lub za­miesz­ki,  
Czy gdzie na­ród upa­da, czy ko­cha­nek gi­nie,  
O nic nie dbasz usiadł­szy z dzieć­mi przy ko­mi­nie.  
A ja się mę­czę w słot­nej, ciem­nej po­rze!  
Sły­szysz, ja­ki szturm na dwo­rze?  
Czy wi­dzisz ły­ska­nie gro­mu?  
oglą­da się
Bło­go­sła­wio­ne ży­cie w ma­łym, wła­snym do­mu!  
śpie­wa
Kto mi­ło­ści nie zna, ten ży­je szczę­śli­wy,  
I noc ma spo­koj­ną, i dzień nie­tę­skli­wy[39].  
W ci­chym, wła­snym do­mu!  
śpie­wa
Z pa­ła­ców ster­czą­cych dum­nie[40]
Znijdź, pięk­na, do mo­jej chat­ki;  
Znaj­dziesz u mnie świe­że kwiat­ki,  
Czu­łe ser­ce znaj­dziesz u mnie.  
Wi­dzisz pta­sząt za­le­can­ki,  
Sły­szysz srebr­ny szmer stru­my­ka;  
Dla ko­chan­ka i ko­chan­ki  
Do­syć dom­ku pu­stel­ni­ka.  

KSIĄDZ