Dwoje w jednym - Algernon Blackwood - ebook

Dwoje w jednym ebook

Algernon Blackwood

0,0

Opis

Mężny i zdystansowany od świata pisarz Le Maitre uważa się za egoistę niezdolnego do głębszych uczuć. Pewnego słonecznego, wiosennego poranka wyrusza z Londynu na wycieczkę do bukowych lasów Buckinghamshire ze swoją wieloletnią sekretarką i przyjaciółką. Zwykła niedzielna wyprawa szybko zmienia jednak swój charakter.

Dwoje w jednym to jedno z najbardziej kameralnych i przejmujących opowiadań Algernona Blackwooda. To nasycone słońcem, nastrojowe studium bliskości, samotności oraz tajemniczej siły, która potrafi scalić dwa odrębne istnienia. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 13

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Algernon Blackwood

Dwoje w jednym

Tytuł oryginalny: Two in one

Przekład: Maciej Niewiadomski

Redakcja: Maciej Niewiadomski

Korekta: Maciej Niewiadomski

Projekt okładki: Maciej Niewiadomski

Copyright © Algernon Blackwood– utwór w domenie publicznej

Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone

Lusina 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-983015-8-9

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dwoje w jednym

Jakiś próżny gaduła, rzucając półprawdami, powiedział mu kiedyś, że jest zbyt wielkim samolubem, by zdołał się zakochać. Miał nie potrafić wyjść poza samego siebie ani nie chcieć zatracić się w drugiej osobie. I to właśnie miał być powód, dla którego nigdy się nie ożenił. W gruncie rzeczy jednak Le Maitre nie był większym egoistą, niż wymaga tego pożyteczne życie. Człowiek zbyt bezinteresowny bywa przecież bezradny i nieskuteczny. Ta uwaga utkwiła w nim jednak na dobre i sprawiała mu przykrość. Nie był przecież wielkim filozofem, a jedynie autorem poczytnych opowiadań – pisanych głównie z miłości do dzikiej przyrody. „Wątek ludzki” (by użyć określenia jego wydawcy) wyraźnie u niego kulał. Wielka, tajemnicza natura człowieka – a zwłaszcza duszy zakorzenionej w miłości czy duszy kobiecej – być może nigdy nie przyciągnęła jego uwagi w wystarczającym stopniu. Był nieco zbyt zdystansowany wobec ludzkich spraw. Natura po prostu całkowicie nim zawładnęła...

„Mam nadzieję, że się nie spóźni” – przemknęła mu przez głowę czysto praktyczna myśl. Czekał owego wczesnego niedzielnego poranka na dworcu Great Central Station. Rozważał przy tym, że to najczystszy, najjaśniejszy i najbardziej przestronny dworzec w całym Londynie. Obiecał jej cały dzień na świeżym powietrzu. Obietnica ta od dawna czekała na spełnienie. Nie miał przy tym poczucia, że zdobywa się na poświęcenie. Choć w głębi ducha zapewne wolałby – a przynajmniej równie chętnie – spędzić ten czas samotnie.

Powietrze pachniało wiosną, a słońce kładło na torach miękkie, białe plamy światła. Piękno tej wyjątkowej pory roku poruszało go do głębi. Tak, chyba wolałby ruszyć na łąki i do lasów sam, bez niej. Tyle tylko że... była to doprawdy kochana osoba. Ktoś znacznie, znacznie ważniejszy niż zwykła sekretarka i maszynistka. Kimś więcej nawet niż oddaną dziewczyną, która pielęgnowała go w chorobie. Była przyjaciółką. Lata wspólnej pracy zżyły ich ze sobą, a ona była przy tym mądra i łagodna. O tak, to będzie cudowne mieć ją obok siebie. Jakże zachwyci ją ten długi, słoneczny dzień!

Wtem dostrzegł, jak idzie ku niemu przez dworcową halę. Wyłoniła się z plamy światła, jakby zrodziło ją samo słońce. Pojawiła się nagle, wyłaniając się z grupy mężczyzn we flanelowych strojach, niosących kije do golfa. Uśmiechnął się do niej na powitanie nieco ojcowsko. Starał się przy tym zdusić samolubną myśl, że wolałby być sam. Wokół jej sylwetki falowały miękkie tkaniny. Duży kapelusz niezwykle jej pasował. Miała na sobie coś w odcieniach brązu, tak mu się przynajmniej zdawało.