Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Mężny i zdystansowany od świata pisarz Le Maitre uważa się za egoistę niezdolnego do głębszych uczuć. Pewnego słonecznego, wiosennego poranka wyrusza z Londynu na wycieczkę do bukowych lasów Buckinghamshire ze swoją wieloletnią sekretarką i przyjaciółką. Zwykła niedzielna wyprawa szybko zmienia jednak swój charakter.
Dwoje w jednym to jedno z najbardziej kameralnych i przejmujących opowiadań Algernona Blackwooda. To nasycone słońcem, nastrojowe studium bliskości, samotności oraz tajemniczej siły, która potrafi scalić dwa odrębne istnienia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 13
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Algernon Blackwood
Dwoje w jednym
Tytuł oryginalny: Two in one
Przekład: Maciej Niewiadomski
Redakcja: Maciej Niewiadomski
Korekta: Maciej Niewiadomski
Projekt okładki: Maciej Niewiadomski
Copyright © Algernon Blackwood– utwór w domenie publicznej
Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone
Lusina 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-983015-8-9
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dwoje w jednym
Jakiś próżny gaduła, rzucając półprawdami, powiedział mu kiedyś, że jest zbyt wielkim samolubem, by zdołał się zakochać. Miał nie potrafić wyjść poza samego siebie ani nie chcieć zatracić się w drugiej osobie. I to właśnie miał być powód, dla którego nigdy się nie ożenił. W gruncie rzeczy jednak Le Maitre nie był większym egoistą, niż wymaga tego pożyteczne życie. Człowiek zbyt bezinteresowny bywa przecież bezradny i nieskuteczny. Ta uwaga utkwiła w nim jednak na dobre i sprawiała mu przykrość. Nie był przecież wielkim filozofem, a jedynie autorem poczytnych opowiadań – pisanych głównie z miłości do dzikiej przyrody. „Wątek ludzki” (by użyć określenia jego wydawcy) wyraźnie u niego kulał. Wielka, tajemnicza natura człowieka – a zwłaszcza duszy zakorzenionej w miłości czy duszy kobiecej – być może nigdy nie przyciągnęła jego uwagi w wystarczającym stopniu. Był nieco zbyt zdystansowany wobec ludzkich spraw. Natura po prostu całkowicie nim zawładnęła...
„Mam nadzieję, że się nie spóźni” – przemknęła mu przez głowę czysto praktyczna myśl. Czekał owego wczesnego niedzielnego poranka na dworcu Great Central Station. Rozważał przy tym, że to najczystszy, najjaśniejszy i najbardziej przestronny dworzec w całym Londynie. Obiecał jej cały dzień na świeżym powietrzu. Obietnica ta od dawna czekała na spełnienie. Nie miał przy tym poczucia, że zdobywa się na poświęcenie. Choć w głębi ducha zapewne wolałby – a przynajmniej równie chętnie – spędzić ten czas samotnie.
Powietrze pachniało wiosną, a słońce kładło na torach miękkie, białe plamy światła. Piękno tej wyjątkowej pory roku poruszało go do głębi. Tak, chyba wolałby ruszyć na łąki i do lasów sam, bez niej. Tyle tylko że... była to doprawdy kochana osoba. Ktoś znacznie, znacznie ważniejszy niż zwykła sekretarka i maszynistka. Kimś więcej nawet niż oddaną dziewczyną, która pielęgnowała go w chorobie. Była przyjaciółką. Lata wspólnej pracy zżyły ich ze sobą, a ona była przy tym mądra i łagodna. O tak, to będzie cudowne mieć ją obok siebie. Jakże zachwyci ją ten długi, słoneczny dzień!
Wtem dostrzegł, jak idzie ku niemu przez dworcową halę. Wyłoniła się z plamy światła, jakby zrodziło ją samo słońce. Pojawiła się nagle, wyłaniając się z grupy mężczyzn we flanelowych strojach, niosących kije do golfa. Uśmiechnął się do niej na powitanie nieco ojcowsko. Starał się przy tym zdusić samolubną myśl, że wolałby być sam. Wokół jej sylwetki falowały miękkie tkaniny. Duży kapelusz niezwykle jej pasował. Miała na sobie coś w odcieniach brązu, tak mu się przynajmniej zdawało.
