Duchowe dziedzictwo Żydów polskich - Byron L. Sherwin - ebook
Opis

Książka Byrona L. Sherwina będzie z pewnością dla wielu chrześcijan dużym zaskoczeniem i zmieni ich myślenie o Żydach i judaizmie. Jako chrześcijanie przyzwyczailiśmy się bowiem do myślenia o Żydach w kategoriach dość standardowych. Postrzeganie tego narodu przez pryzmat Biblii jest, wobec współczesnego judaizmu, jak pokazuje to Duchowe dziedzictwo Żydów polskich, nie tyle jednostronne, co ograniczone i mylące. Współczesny judaizm ma bowiem wiele nurtów, i to czasami niezwykle różniących się między sobą.

W swojej książce żydowski teolog daje nam, chrześcijanom, sposobność poznania, jaki tak naprawdę jest współczesny judaizm i jakie były koleje jego rozwoju. Dla wielu Polaków, zwłaszcza młodych, może to być pierwsze spotkanie z judaizmem w ogóle. I w tym właśnie upatrujemy szczególną wartość książki rabina z Chicago.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 388

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Przełożył, opracował i przedmową opatrzył:

ks. Waldemar Chrostowski

Redakcja:

Maria Magdalena Matusiak

Opracowanie graficzne:

Artur Gołębiowski

Skład i łamanie:

Wojciech Kozioł

Korekta:

Anna Palusińska

Copyright © 1995 by Byron L. Sherwin

All rights reserved.

Copyright © 1995, 2016 by Oficyna Wydawnicza VOCATIO

All rights to the Polish edition reserved.

Wszelkie prawa wydania polskiego zastrzeżone.

Książka, ani żadna jej część, nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. W sprawie zezwoleń należy się zwracać do Oficyny Wydawniczej VOCATIO,

02-798 Warszawa, ul. Polnej Róży 1

e-mail:[email protected]

Redakcja: tel. (22) 648 54 50

Dział handlowy: tel. (22) 648 03 78, fax (22) 648 03 79

e-mail:[email protected]

Księgarnia internetowa:

e-mail:[email protected]

www.vocatio.com.pl

Na obwolucie wykorzystano za zgodą Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie fragment obrazu Tadeusza Popiela „Święto Tory”

ISBN 978-83-7829-221-0

Skład wersji elektronicznej:

Tomasz Szymański

konwersja.virtualo.pl

Pamięci moich Dziadków:

Faige Rivke (Fanny) Jasionowskiej Rabinowitz

(urodzonej w 1896 roku w Warszawie,

zmarłej w 1968 roku w Nowym Jorku)

oraz

Szoloma (Samuela) Rabinowitza

(urodzonego w 1894 roku w Berdyczowie,

zmarłego w 1963 roku w Nowym Jorku).

OTO MOJE WIĘZI Z UTRACONĄ ATLANTYDĄ

ŻYDOWSKIEGO ŻYCIA W EUROPIE WSCHODNIEJ

Słowo wstępne

ecydującym impulsem dla nowego spojrzenia Kościoła katolickiego na Żydów i judaizm była soborowa deklaracja Nostra aetate (28 X 1965). W tym roku upływa trzydzieści lat od jej ogłoszenia i przez cały ten okres przynosi ona błogosławione owoce. Są wśród nich inicjatywy i osiągnięcia, które przedtem były prawie nie do pomyślenia. Stało się tak również za przyczyną dwóch później wydanych przez Komisję Stolicy Apostolskiej do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem dokumentów, którymi były Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzenia w życie deklaracji soborowej „Nostra aetate” nr 4 (1 XII 1974) orazŻydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego (24 VI 1985). Także działalność i nauczanie Jana Pawła II stanowią wzór do naśladowania w kształtowaniu nowych stosunków ze „starszymi braćmi” w wierze.

Jeden z postulatów II Soboru Watykańskiego, rozwinięty i przypomniany przez późniejsze dokumenty, to podejmowanie współpracy międzyreligijnej w celu lepszego wzajemnego poznawania się i przedstawiania tożsamości każdej wspólnoty religijnej tak, jak pojmuje ona sama siebie. W nurcie tak pojmowanego dialogu pozostaje działalność rabina Byrona L. Sherwina, wiceprzewodniczącego Spertus Institute of Jewish Studies w Chicago. Jako przewodniczący Komisji Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem, krótko po jej powstaniu, miałem radość i zaszczyt układać wspólny program seminarium naukowego dla kapłanów, wykładowców Pisma Świętego w polskich seminariach duchownych. Rozmowy te zaowocowały pierwszym kursem letnim dla polskich księży profesorów w Chicago, w lecie 1989 roku. Rabin Byron L. Sherwin, obok kard. Josepha Bernardina i dr. Howarda A. Sulkina, ma w tym przedsięwzięciu ogromny udział. Owocem tego seminarium jest wydana w 1991 roku książka Dzieci jednego Boga. Wiele dobrego przyniosły też wizyty rabina Sherwina w Polsce w latach 1990-1993 oraz jego spotkania i wykłady, a także rewizyta w USA ks. Waldemara Chrostowskiego i jego wykłady tamże.

Wyrażam prawdziwą radość i satysfakcję, że otrzymujemy tom Duchowe dziedzictwo Żydów polskich, zawierający teksty wykładów i konferencji rabina Sherwina. W ten sposób uzyskujemy możliwość szerszego zapoznania się z jego przemyśleniami. Widać w nich głębokie przywiązanie do wielowiekowych dziejów Żydów w Polsce, umiłowanie tradycji oraz świadomość, że to właśnie Polska stanowi istotny element tożsamości współczesnych Żydów amerykańskich. Wolno przypuszczać, że dotyczy to również Żydów żyjących w innych rejonach świata. Dla katolików w Polsce, a także dla chrześcijan innych wyznań, takie przemyślenia stanowią wymowny przykład pożytków, jakie płyną ze wzajemnej życzliwości i zbliżenia wyznawców judaizmu i chrześcijan. Wprawdzie obecność Żydów w Polsce została brutalnie przerwana przez nazistów, ale dramat nazywany Holocaustem lub Szoah nie powinien przesłonić tego, co w naszych wspólnych dziejach na ziemiach polskich było chwalebne i piękne, a także powinien być dodatkowym bodźcem do ocalenia i ratowania tego wszystkiego, co jeszcze jest do uratowania, a co stanowi nasze wspólne duchowe dziedzictwo religijne i kulturowe stworzone przez Żydów, szczególnie pobożnych chasydów w dawnej Polsce.

Nie wszyscy zdajemy sobie zapewne sprawę z tego, że wielu Żydów postrzega Polskę jako żydowską Adantydę. Z tętniących życiem, pełnych tęsknych śpiewów i modlitw miasteczek, w których przed wojną mieszkali Żydzi, nie zostało dosłownie nic. „Niestety, ta właśnie ziemia stała się w naszym stuleciu grobem dla kilku milionów Żydów. Nie z naszej woli ani nie z naszej ręki” (list pasterski z okazji 25. rocznicy ogłoszenia soborowej deklaracji Nostra aetate).

„Teraz, kiedy Żydzi nie mieszkają już w Polsce, Polska wciąż mieszka w Żydach” – przypomina rabin Sherwin, dodając: „Dla wielu z nas Izrael jest naszą ojczyzną fizyczną, lecz Polska – ojczyzną duchową”.

Właśnie rabin Byron Sherwin, profesor żydowskiej filozofii i teologii, mistycyzmu i etyki w Spertus Institute of Jewish Studies w Chicago, jako godny uczeń wielkiego żydowskiego mistrza, rabina Abrahama J. Heschela, jest jednym z tych, którzy przypominają i ratują dla nas od zapomnienia wielki skarb duchowy Żydów polskich, szczególnie zaś chasydów. Jest on częścią składową nie tylko historii Żydów na ziemiach polskich, ale stanowi też element tożsamości chrześcijan i katolików w Polsce. Spotykając bowiem „tę wyzywającą obecność, polscy chrześcijanie spotykają swoją własną historię, swoją tożsamość, siebie samych”. Powyższe stwierdzenie rabina Byrona Sherwina w sposób dostateczny uzasadnia nasze żywe zainteresowanie książką, która zostaje właśnie udostępniona czytelnikowi polskiemu. Wypada zaznaczyć, że jej Autor jest nie tylko znakomitym teoretykiem i znawcą problematyki Żydów polskich, ale żyje ich tradycją na co dzień i dlatego, chociaż mieszka w Stanach Zjednoczonych, ciągle wraca do Polski – do kraju swoich korzeni, i czuje się w Polsce jak w domu.

Podczas przyjęcia związanego z moim pobytem w Chicago rabin Sherwin wręczył mi, ku zdumieniu obecnych, mały słoik miodu ze słowami: „Proszę się nie dziwić, biskup wie, co to znaczy, i ja też”. Nie mniejsze zdziwienie wzbudził tenże słoik miodu także wśród moich domowników. Tradycja żydowska nakazuje z okazji Nowego Roku spożywać jabłka maczane w miodzie. Chasydzki mistrz Izrael z Kozienic w sposób następujący tłumaczy ten piękny zwyczaj. Po hebrajsku „miód” to „debasz”. Trzy spółgłoski: d – b – sz to pierwsze litery noworocznego życzenia: „Daj Boże szczęście”. Taka interpretacja mogła się zrodzić tylko w domu, gdzie myślało się po żydowsku, a mówiło po polsku. Chodzi przy tym o szczęście trwałe, zakorzenione w Bogu, które w języku biblijnym zwykło się nazywać błogosławieństwem.

W mądrości chasydzkiej mistrza z Kozienic pragnę zawrzeć moje najlepsze życzenia, zarówno dla znakomitego Autora, jak i dla Czytelników jego nowej książki:

Niech mądrość wyrastająca z żywej wiary w jednego i tego samego Boga, którego prawdziwe oblicze – jak my, chrześcijanie, wierzymy – objawił nam Jezus Chrystus, będzie źródłem błogosławieństwa i szczęścia dla wszystkich, którzy odnajdując wspólne korzenie, znajdują w nich inspirację do budowania lepszego, to znaczy bardziej Bożego i ludzkiego zarazem, świata dla przyszłych pokoleń.

Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński

Henryk Józef Muszyński

Gniezno, 27 lutego 1995

Przedmowa

dyby zapytać przeciętnego Polaka, kogo cechuje największy i najbardziej dla nas dotkliwy antypolonizm, odpowiedź byłaby krótka: Żydów, zwłaszcza Żydów amerykańskich. A skoro znaczny wpływ na życie żydowskie, nie tylko religijne, wywierają rabini, można się domyślać, że to właśnie amerykańscy rabini są uznawani za najbardziej antypolską część zróżnicowanego społeczeństwa amerykańskiego.

Gdyby zapytać przeciętnego amerykańskiego Żyda, kogo cechuje największy i najbardziej dotkliwy antysemityzm, odpowiedź byłaby równie krótka: Polaków, zwłaszcza polskich katolików. A skoro znaczący wpływ na życie katolików, nie tylko religijne, wywierają księża, można się domyślać, że to właśnie polscy księża są uznawani za najbardziej antysemicką część zróżnicowanego społeczeństwa polskiego.

Co więc wydarzyło się takiego, że książkę amerykańskiego rabina przetłumaczył i opracował polski ksiądz? Nie wdaję się w ocenę zasadności czy w rozważania na temat genezy stereotypowych opinii Polaków o amerykańskich Żydach oraz amerykańskich Żydów o Polakach. Wyrażają one ścierające się punkty widzenia i są znakiem obolałości, których nie da się wytłumaczyć, a tym bardziej przezwyciężyć, łatwo ani szybko. Jednak, chociaż znajdujemy się dopiero na początku długiej drogi, ta książka stanowi błogosławiony owoc nawiązanego i pomyślnie rozwijającego się dialogu. Przebiega on na dwóch płaszczyznach: jako dialog polsko-żydowski i katolicko-judaistyczny. Obie są nierozdzielne. Polacy i Żydzi, katolicy i wyznawcy judaizmu spotykają się jako partnerzy, co odzwierciedla i tworzy nowe wzajemne nastawienie, nową postawę, stanowiącą fundament nowego rodzaju kontaktów dzisiaj i w przyszłości.

Partnerami tego dialogu stali się dwaj członkowie zantagonizowanych dotychczas wspólnot: amerykański rabin, wykładowca i wiceprzewodniczący Spertus Institute of Jewish Studies w Chicago, oraz jego tłumacz, katolicki ksiądz, wykładowca w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie i od jesieni 1994 roku dyrektor nowo utworzonego Instytutu Dialogu Katolicko-Judaistycznego. Obaj stwierdzamy, że koleje naszego życia w tajemniczy sposób wiodły ku dialogowi oraz czerpały z niego inspirację i ukierunkowanie.

Początki dialogu, którego owocem jest ta książka, sięgają 1987 roku. Kilkanaście miesięcy wcześniej, w maju 1986 roku, została powołana podkomisja, podniesiona jesienią 1987 roku do rangi Komisji Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem. Na jej czele stanął bp Henryk Muszyński, najpierw biskup pomocniczy w Pelplinie, potem biskup ordynariusz włocławski, a od wiosny 1992 roku arcybiskup metropolita gnieźnieński. Jednym z pierwszych przedsięwzięć Komisji było zorganizowanie w Stanach Zjednoczonych seminarium naukowego dla uczestników z Polski, aby mogli się oni zapoznać z realiami amerykańskiego pluralizmu religijnego, a szczególnie z głównymi aspektami zalecanego przez II Sobór Watykański i nauczanie papieży nowego nastawienia Kościoła wobec Żydów i judaizmu. Był to pomysł bezprecedensowy, który został urzeczywistniony dzięki cierpliwej wytrwałości wielu osób, zarówno ze strony katolickiej, jak i żydowskiej, tak w Polsce, jak i w Watykanie oraz w Stanach Zjednoczonych. Na podkreślenie zasługuje poparcie ze strony Episkopatu Polski, bowiem do Chicago udali się księża profesorowie z prawie wszystkich polskich diecezji.

Seminarium naukowe, które odbyło się między 29 czerwca a 18 sierpnia 1989 roku, odbiło się szerokim echem i było wielokrotnie opisywane1. Wzięło w nim udział dwudziestu jeden księży profesorów z seminariów duchownych i wyższych uczelni teologicznych całego kraju oraz jedna osoba świecka wyznania prawosławnego. Miałem zaszczyt i przyjemność sprawować funkcję koordynatora i rzecznika tego unikatowego wydarzenia. Dało mi to okazję do ściślejszych i częstszych kontaktów z tymi, którzy ze strony amerykańskiej, zarówno katolickiej jak i żydowskiej, decydowali o jego kształcie i przebiegu. Rabin dr Byron L. Sherwin pełnił funkcję dziekana programu akademickiego, zaś jego partnerem ze strony Kościoła amerykańskiego był wybitny teolog i specjalista w dziedzinie dialogu, ks. prof. John T. Pawlikowski z Catholic Theological Union w Chicago. Erudycja, wiedza, wrażliwość i otwarcie obydwu przesądziły o wysokim poziomie naukowym i sukcesie przedsięwzięcia, w którym brało ponadto udział kilkanaście innych kompetentnych i pełnych dobrej woli osób. O powodzeniu zdecydowała też pomoc Archidiecezji Chicagowskiej, a szczególnie wielu parafii polonijnych. Księża proboszczowie, których postawa zasługuje na najwyższe uznanie, ogromnie gościnnie przyjęli polskich uczestników, zapewniając im bardzo dobre warunki do pracy i studiów. A trzeba przypomnieć, że nie tylko nieprzeciętnie wysokie temperatury czyniły lato 1989 roku w Chicago niesłychanie gorącym. Pobyt w Ameryce przebiegał w atmosferze głębokich zmian społeczno-politycznych w Polsce i w klimacie ostrych napięć, które nasiliły się wskutek sporu o klasztor sióstr karmelitanek w Oświęcimiu. Nasi gospodarze czynili wszystko, abyśmy pracowali w duchu porozumienia i współdziałania, dalekim od koniunkturalnej widowiskowości i wyzbytym uprzedzeń czy jakiegokolwiek zacietrzewienia. Pod koniec seminarium wspólnie postanowiliśmy zaprosić rabina Byrona Sherwina do odwiedzenia Polski. Zaproszenie, jak zwykli mawiać dyplomaci, zostało przyjęte z zadowoleniem.

W maju 1990 roku rabin Byron L. Sherwin po raz pierwszy przybył do Polski. W podróży towarzyszył mu ks. prałat Józef Mytych, bliski współpracownik bpa Alfreda L. Abramowicza, sufragana chicagowskiego, którego zasługi dla Kościoła w Polsce są nieocenione, oraz Michael Terry, bibliotekarz Spertus College of Judaica. Amerykański gość przyjechał do Polski z tym samym zaciekawieniem i niepewnością, jakie towarzyszyły większości z nas, gdy rok wcześniej udawaliśmy się do Stanów Zjednoczonych. Jednak w tych pierwszych odwiedzinach było jeszcze coś więcej, coś, co wypływa ze świadomości, jaką ma człowiek, który wie, że kilkanaście pokoleń jego przodków żyło i karmiło się duchowością, kulturą, obyczajowością, bogactwami i niedostatkami polskiej ziemi.

Pierwsza wizyta trwała dziesięć dni (4-14 V 1990), zaś jej program był bardzo bogaty. Rozpoczął się od spotkania z nieżyjącym już bpem Jerzym Dąbrowskim i zwiedzania Starego Miasta w Warszawie, Wilanowa oraz Góry Kalwarii. Rabin Sherwin został też przyjęty przez Księdza Prymasa. Wygłosił wykład w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej i w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Przebywał we Włocławku i Lublinie, wykładając w tamtejszych seminariach duchownych. Udał się też do Krakowa, gdzie gościł w Kolegium Księży Jezuitów, a stamtąd przez Oświęcim pojechał do Częstochowy, skąd wrócił do Warszawy. Ten intensywny program wzbudził ogromne zainteresowanie i stworzył solidne podstawy przyszłych kontaktów międzyreligijnych.

Druga wizyta w Polsce miała miejsce w dniach 10-23 kwietnia 1991 roku. Ponownie wziął w niej udział ks. prałat Józef Mytych. Głównym celem rabina Sherwina było uczestnictwo w III Sympozjum Teologicznym Kościół a Żydzi i judaizm w warszawskiej ATK. Rabin spotkał się również z Prymasem Polski, a także z innymi przedstawicielami Kościoła, członkami wspólnoty religijnej Żydów polskich i osobistościami ze świata kultury.

Po raz trzeci rabin Sherwin odwiedził Polskę w dniach 8-26 maja 1992 roku. Towarzyszyła mu Krystyna Zielińska-Zambrzycka, pracownik Archidiecezji Chicagowskiej. Sedno wizyty stanowił cykl wykładów głoszonych prawie przez tydzień w Aula Magna Uniwersytetu Warszawskiego, poświęconych duchowemu dziedzictwu Żydów polskich. Brało w nich udział 150-200 słuchaczy. Rabin Sherwin uczestniczył też w IV Sympozjum Teologicznym Kościół a Żydzi i judaizm w ATK. Ponadto odwiedził Seminarium Duchowne w Białymstoku oraz Maków Mazowiecki – miasto, w którym na przełomie XIX i XX wieku mieszkali jego przodkowie, zanim przez Warszawę wyemigrowali do Nowego Jorku. W programie znalazł się też wykład podczas seminarium dla pracowników Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie-Międzylesiu, a także wykład i dyskusja z pracownikami Państwowego Muzeum w Oświęcimiu-Brzezince, pobyt w Krakowie i spotkanie w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Warszawie. W Żydowskim Instytucie Historycznym odbył się wykład na temat chasydyzmu. Polska Rada Chrześcijan i Żydów uhonorowała rabina Sherwina tytułem Człowiek Pojednania, nadawanym obcokrajowcom za wybitne zasługi na rzecz dialogu polsko-żydowskiego i katolicko-judaistycznego. Całości dopełniła kolejna rozmowa z Księdzem Prymasem, abpem Józefem Kowalczykiem, nuncjuszem Stolicy Apostolskiej w Polsce, oraz min. Andrzejem Zakrzewskim, sekretarzem Rady do Spraw Stosunków Polsko-Żydowskich przy Prezydencie RP. Ponadto w Bydgoszczy odbyło się spotkanie z bpem Henrykiem Muszyńskim, zaś w drodze powrotnej do Warszawy rabin Sherwin zwiedził Toruń.

W czwartej podróży towarzyszył rabinowi ks. Jeremiah J. Rodell, dyrektor Wydziału do Spraw Mniejszości przy Archidiecezji Chicagowskiej, oraz Krystyna Zielińska-Zambrzycka. Rabin Sherwin znowu spotkał się z Księdzem Prymasem, wygłosił wykład w Zakładzie Historii i Kultury Żydów Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Kolegium Ojców Jezuitów w Krakowie, odwiedził były obóz zagłady w Oświęcimiu-Brzezince i wziął udział w V Sympozjum Teologicznym Kościół a Żydzi i judaizm w ATK. Był także w Poznaniu, gdzie wygłosił wykład w seminarium Księży Chrystusowców, oraz w Gnieźnie, gdzie również słuchano jego wykładu w seminarium duchownym.

Na książkę tę złożyły się teksty wykładów, konferencji i referatów wygłoszonych podczas czterech wizyt rabina Byrona L. Sherwina w naszym kraju.

Duchowe dziedzictwo Żydów polskich składa się z pięciu części. Każda porusza inną tematykę i dotyczy specyficznych aspektów dialogu międzyreligijnego.

W pierwszej, zatytułowanej Polska – kraj bliski i daleki, rabin Byron L. Sherwin przedstawia polskie korzenie swojej rodziny, omawiając dzieje przodków, którzy w połowie XV wieku osiedlili się w Polsce. Kilka stuleci pozostawiło niezatarte ślady. Patrzyłem, z jakim wzruszeniem rabin podróżował w 1992 roku do Makowa Mazowieckiego – miasta, które znał jedynie z opowiadań swojej babci. Pojechaliśmy tam z Białegostoku, podróżując między innymi przez Ostrołękę, w pobliżu której ja się urodziłem i przeżyłem własne dzieciństwo. Odkryliśmy, że mamy wiele wspólnego. Wychowani w różnych rejonach świata, religiach i środowiskach, stwierdziliśmy to samo umiłowanie mazowieckiej ziemi, która na swój sposób w nas żyje. W części pierwszej otrzymujemy też syntezę poglądów na naturę, kierunki i zadania dialogu polsko-żydowskiego i katolicko-judaistycznego w Polsce. Tekst był już drukowany w 1991 roku na łamach miesięcznika „Przegląd Powszechny”, a następnie w kwartalniku „Collectanea Theologica” z materiałami II Sympozjum Teologicznego Kościół a Żydzi i judaizm2. Nakład odpowiednich zeszytów obydwu periodyków został wyczerpany, tekst zaś stanowi dobre wprowadzenie do całości problematyki, której poświęcona jest książka.

Cześć druga, zatytułowana Spotkanie z Bogiem, obejmuje konferencje wygłoszone w 1992 roku na Uniwersytecie Warszawskim. Są to przemyślenia na temat istoty teologii żydowskiej, stosunków między człowiekiem a Bogiem, wiary religijnej, natury ludzkiej, znaczenia Tory oraz zasadniczych składników żydowskiej eschatologii. Te zagadnienia są mało znane wśród nie-Żydów, a przecież bez nich nie można sobie wyobrazić prawdziwego dialogu. Uderza i zastanawia swoistość żydowskiego myślenia religijnego, tak odmiennego od systematycznej i opartej na przesłankach filozoficznych dogmatyki katolickiej. Nietrudno zauważyć, że pod wieloma względami przypomina ono oparte na przypowieściach orędzie Jezusa. W tej części umieszczono także ciekawe rozważania o chasydyzmie, przedstawione w Warszawie (Żydowski Instytut Historyczny) i w Krakowie (Zakład Historii Żydów UJ).

Na część Człowiek obrazem Boga składają się cztery teksty poświęcone problematyce ludzkiej cielesności oraz zdrowia, leczenia i wychowania. Pierwszy był drukowany w książce Dzieci jednego Boga z artykułami uczestników seminarium naukowego w Spertus College of Judaica Pierwszy, w przekładzie Tadeusza Dębskiego, stanowi zapis wykładu IV Sympozjum Teologicznego Kościół a Żydzi i judaizm w warszawskiej ATK3. Drugi to wykład przedłożony rok później, podczas kolejnego sympozjum z tego samego cyklu4. Poruszane są tam trudne kwestie, ale bez nich nie może być dialogu religijnego. Zazwyczaj podkreśla się silne uwarunkowania i zależności chrześcijaństwa od judaizmu, powtarzając tezę o tak zwanej asymetrii: o ile chrześcijaństwo, aby poznać i zrozumieć siebie, potrzebuje judaizmu, o tyle judaizm nie potrzebuje chrześcijaństwa. Rabin Sherwin wykazuje, że długie współistnienie obu siostrzanych religii sprawiło, że również chrześcijaństwo wywierało wpływ na religię żydowską, zaś znajomość tych spraw jest niezbędna, aby w pełni zrozumieć współczesny judaizm, który bez chrześcijaństwa nie byłby tym, czym jest.

Całość kończy posłowie poświęcone przyszłości dialogu polsko-żydowskiego i wskazujące główne kierunki działalności, jaką powinno się kontynuować i rozwijać.

W rozważaniach zawartych w książce dobrze widać pedagogię dialogu, której wierny jest rabin Byron L. Sherwin. Jego podstawowa zasada to wychodzenie od tego, co jest nam wspólne, a nie od tego, co nas dzieli. Wciąż bowiem dzieli nas bardzo wiele, zaś ustawiczne przypominanie różnic prowadzi do separacji i dalszego pogłębiania zastarzałych podziałów. Natomiast podobieństwa i zbieżności mniej rzucają się w oczy, bo dotychczasowe wzajemne nastawienie wyznawców obu religii pozostawało nacechowane uprzedzeniami i nieufnością.

Bodaj największą korzyścią, jaką można odnieść z lektury tej książki, jest poznanie specyfiki żydowskiego myślenia religijnego. Pisząc w sposób bardzo osobisty i odzwierciedlający indywidualne przekonania, rabin Sherwin obficie i kompetentnie korzysta z klasycznych źródeł teologii żydowskiej. Dzięki temu prezentuje on autentyczną teologię żydowską, a nie tylko wykłada jednostkowe poglądy. Łatwo umiejscowić tę teologię w nurcie myślowym, który rozwinął Abraham Joshua Heschel, nauczyciel i mistrz rabina Sherwina. Stwarza to możliwość poznania Żydów tak, jak oni rozumieją i przedstawiają siebie. Jest to niezbędny warunek dialogu, wielokrotnie przypominany w posoborowych dokumentach Stolicy Apostolskiej i w nauczaniu Jana Pawła II.

Cytaty ze Starego Testamentu są podawane za Biblią Tysiąclecia, chyba że Autor przedkłada własne tłumaczenie biblijnego tekstu, odbiegające od wersji przyjętej w BT, ale niezbędne do zrozumienia toku jego rozumowania.

ks. Waldemar Chrostowski

Warszawa, 1 lutego 1995

Przedmowa do drugiego wydania

Po ponad 20 latach, które upłynęły od pierwszego wydania tej książki, ukazuje się ona ponownie. Jej wznowienie było wielokrotnie postulowane, ponieważ wielotysięczny nakład został już dawno wyczerpany. To świadczy, że książka jest bardzo potrzebna – obecnie nie mniej niż w ostatniej dekadzie XX wieku.

Duchowe dziedzictwo Żydów polskich stanowi dojrzały owoc seminarium naukowego dla polskich księży profesorów w Spertus College of Judaica w Chicago (1989) i kilkakrotnych pobytów w Polsce jej autora, którym jest rabin Byron L. Sherwin. Wypracował on bardzo obiecujące podglebie dla partnerskiego dialogu katolicko-judaistycznego i polsko-żydowskiego. Po latach, które upłynęły od tamtej pory, trzeba powiedzieć, że osiągnęliśmy niemało, aczkolwiek można było osiągnąć znacznie więcej. Książka stanowi kamień milowy na tej drodze, odstępuje bowiem od utartych stereotypów w żydowskim postrzeganiu i przedstawianiu Polski i Polaków, natomiast przed Polakami odsłania nieznane, albo bardzo mało znane, karty żydowskiej historii mocno związanej z naszą historią. Potwierdzając bogactwo wielowiekowej tradycji rozwijanej na ziemiach Rzeczypospolitej, podkreśla owocną koegzystencję oraz wzajemne oddziaływanie na siebie dwóch narodów i religii, dwóch tradycji i kultur. Czasami ta symbioza była posunięta tak daleko, że nie sposób ustalić granic, które je dzieliły. Kiedy indziej granice są dobrze widoczne, a fakt, że istnieją, odzwierciedla żmudne wysiłki budowania jedności w różnorodności. Mimo że nie brakowało również konfliktów i napięć, bo są one nieuchronne, właśnie na ziemiach polskich ustaliło się i przetrwało szczególne duchowe dziedzictwo ludu Bożego wybrania.

Niemieccy narodowi socjaliści spowodowali, że nad relacjami polsko-żydowskimi i katolicko-judaistycznymi unosi się mroczny cień Zagłady i „cień ten kłaść się będzie między nasze słowa” (Antoni Słonimski). Rabin Sherwin nie omija tego bolesnego tematu, bo nie da się go ominąć. Ustawia go jednak we właściwej perspektywie. Szkoda, że przez dwie dekady to spojrzenie nie zostało należycie podjęte, przemyślane i wykorzystane przez rozmaite gremia kościelne i świeckie, które zajmują się dialogiem, a nawet roszczą pretensje do monopolu na kontakty z Żydami. Należy wyrazić nadzieję, że wznowienie Duchowego dziedzictwa Żydów polskich będzie skutkowało poprawną reorientacją w doborze i promowaniu problematyki w kontaktach Kościoła katolickiego w Polsce z Żydami i judaizmem. Chodzi o głębsze przyswojenie specyfiki żydowskiego myślenia religijnego zakorzenionego w klasycznych źródłach judaizmu rabinicznego, a także żydowskiej wrażliwości karmionej różnorodnymi doświadczeniami, które stały się udziałem Żydów polskich.

Isaak Baszevis Singer powiedział: „My, Żydzi, cierpimy na wiele chorób, ale amnezja do nich nie należy”. Lektura tej książki dostarcza wielu informacji, lecz bodaj jeszcze więcej wzruszeń, umożliwiając powrót do świata, którego w tamtym kształcie już nie ma ani nie da się go wskrzesić. Lecz wzgląd na ów duchowy świat wciąż stanowi bezcenny element żydowskiej pamięci, a jej cierpliwe poznawanie i zrozumienie jest warunkiem dalszego postępu w promowaniu obustronnego szacunku i współpracy.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

Laureat Nagrody Ratzingera 2014

Warszawa, 23 listopada 2016

Od Wydawcy

siążka Byrona L. Sherwina będzie z pewnością dla wielu chrześcijan dużym zaskoczeniem i zmieni ich myślenie o Żydach i judaizmie. Jako chrześcijanie przyzwyczailiśmy się bowiem do myślenia o Żydach w kategoriach dość standardowych. Postrzeganie tego narodu przez pryzmat Biblii jest, wobec współczesnego judaizmu, jak pokazuje to Duchowe dziedzictwo Żydów polskich, nie tyle jednostronne, co ograniczone i mylące. Współczesny judaizm ma bowiem wiele nurtów, i to czasami niezwykle różniących się między sobą.

Rozległy ideowo i dla chrześcijan niezrozumiały w swych elastycznych koncepcjach współczesny judaizm sięga korzeniami żydowskiego mistycyzmu, który – jak ukazuje to Autor – rozwijał się przez setki lat właśnie na ziemiach polskich. Przez wieki Polska stanowiła dla społeczności żydowskiej bezpieczną przystań. Właśnie w Polsce zakwitła kabalistyka chasydzka, z Polski pochodzili prawie wszyscy najznamienitsi rabini i w Polsce przecież rozwijały się bez skrępowania szkoły i akademie rabiniczne. Dziedzictwo to jest ciągle obecne w każdym prawie nurcie współczesnego judaizmu.

Dla wielu chrześcijan koncepcje judaistyczne przedstawione w Duchowym dziedzictwie Żydów polskich będą z pewnością trudne do zaakceptowania i bardzo kontrowersyjne, jednak zdecydowaliśmy się wydać tę książkę ze względu na rolę, do jakiej została powołana w dialogu chrześcijańsko-judaistycznym i polsko-żydowskim. Nie można bowiem prowadzić dialogu tylko mówiąc, a nie słuchając. Podobnie jak dla chrześcijan, również dla wielu Żydów książka Sherwina będzie miejscami, jak sądzi on sam, dyskusyjna i niełatwa do przyjęcia. Jednak dzięki rzeczowemu ujęciu, odważnemu w swej prezentacji trudnych kwestii, Autor ustrzegł się fałszywego brzmienia, co jest bardzo istotne w delikatnej materii dialogu międzywyznaniowego.

W swojej książce żydowski teolog daje nam, chrześcijanom, sposobność poznania, jaki tak naprawdę jest współczesny judaizm i jakie były koleje jego rozwoju. Dla wielu Polaków, zwłaszcza młodych, może to być pierwsze spotkanie z judaizmem w ogóle. I w tym właśnie upatrujemy szczególną wartość książki rabina z Chicago.

Wydawca

Od Autora

kazanie się nowej książki to dobra sposobność do złożenia podziękowań. Chociaż widnieję z imienia i nazwiska jako autor, jednak napisanie i opublikowanie tej książki byłoby niemożliwe bez łaskawej pomocy wielu osób, którym należy się moja wdzięczność.

Jak zawsze, wdzięczność należy się najpierw Bogu. Aby ją wyrazić, jako najwłaściwsze wybieram słowa Hildegardy z Bingen, znanej mistyczki katolickiej:

„Nikt nie wyprowadza cudów Bożych z samego siebie. Są one raczej jak dźwięk powstający z instrumentu muzycznego pod dłonią muzyka. Jestem oczywiście lirą i harfą łaskawości Bożej”.

Książka ta odzwierciedla rezultaty mojej pracy na rzecz dialogu polsko-żydowskiego, rozpoczętej w 1987 roku. Stała się ona możliwa dzięki zaangażowaniu i wysiłkom, jakie podjęli: Joseph Kardynał Bernardin – arcybiskup Chicago, Józef Kardynał Glemp – Prymas Polski oraz Franciszek Kardynał Macharski – Arcybiskup Krakowski. Dr Howard A. Sulkin, przewodniczący Spertus Institute of Jewish Studies w Chicago, pomagał w przeobrażaniu się marzeń w projekt, który z kolei przeobraził się w rzeczywistość Centrum Kardynała Josepha Bernardina dla Studiów Żydów Wschodnioeuropejskich (The Joseph Cardinal Bernardin Center for the Study of Eastern European Jewry), utworzonym przy Spertus Institute. Arcybiskup Henryk Muszyński, metropolita gnieźnieński, do wiosny 1992 roku biskup włocławski i do 1994 roku przewodniczący Komisji Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem, popierał, wspomagał i ukierunkowywał działania na wszystkich etapach naszych wzajemnych kontaktów. Nie do przecenienia – tak w Polsce, jak i w Chicago – są wskazówki i osobiste zaangażowanie, jakimi służyli: biskup Alfred Abramowicz i ksiądz prałat Józef Mytych, obaj mieszkający w Chicago. Przyczynili się oni znacznie do nawiązania i intensyfikacji dialogu na każdym jego etapie. Również personel Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Chicago, zwłaszcza pan konsul Andrzej Jaroszyński, włączył się w prowadzenie dialogu. Pan Tadeusz Dębski z Chicago, mój student, doradca i tłumacz, z ogromnym poświęceniem wychodził naprzeciw moim potrzebom i pomagał mi zawsze, gdy o to prosiłem.

Książka ta odzwierciedla centralną koncepcję teologii żydowskiej, a mianowicie, że życie człowieka powinno się urzeczywistniać we współdziałaniu z Bogiem, lecz aby działać w służbie Boga oraz wyzwań, jakie niesie z sobą dzieło dialogu, niezbędni są też inni partnerzy. W tym dziele okazały mi skuteczną pomoc dwie osoby, i obie są moimi przyjaciółmi. Są to: ks. Waldemar Chrostowski – wykładowca w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, oraz Krystyna Zielińska-Zambrzycka – pracownik Archidiecezji Chicagowskiej. Dzięki ich staraniom to, co wielu ludzi uznaje za niemożliwe, stało się możliwe. Bez ich udziału moje prace na rzecz dialogu polsko-żydowskiego nie przyniosłyby mi ani satysfakcji, ani poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Inspirujący udział z ich strony nie tylko umożliwił postępy w dialogu, lecz także moje działania na rzecz dialogu. Oboje pomogli mi głębiej zrozumieć ziemię i kulturę Polski – kraju, w którym moi przodkowie mieszkali przez prawie pięćset lat. Pomagając mi zrozumieć moją przeszłość, pozwolili mi lepiej zrozumieć samego siebie oraz święte znaczenie dzieła, w które wspólnie jesteśmy włączeni.

Myśląc o ks. Waldemarze Chrostowskim, chciałbym przytoczyć następujące słowa z Talmudu:

„Ten, kto uprawia studium Pisma, mając na względzie siebie samego, osiąga wiele cnót. Zaprawdę, taki człowiek usprawiedliwia stworzenie świata przez Boga. Takiego człowieka można nazywać «przyjacielem» i «umiłowanym», bo miłuje Boga oraz miłuje człowieka” (Avot 6,1).

Myśląc o Krystynie Zielińskiej, chciałbym przytoczyć następujące słowa z Księgi Przysłów:

Przepasuje mocą swe biodra,

umacnia swoje ramiona.

Z owocu jej rąk jej dajcie,

niech w bramie chwalą jej czyny (Prz 31,17.31).

Tę książkę poświęcam moim najdroższym, błogosławionej pamięci Dziadkom. Mój dziadek, Samuel Rabinowitz, który urodził się w Berdyczowie, nauczył mnie wielu rzeczy, zaś najpiękniejsze z nauk dotyczyły tego, jak wyrażać bezwarunkową miłość i działać pod tchnieniem najgłębszego zaangażowania. W Pierwszym Liście do Koryntian (13,2) Paweł napisał: „Gdybym miał (…) wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”. Moja babcia, Fanny Jasionowska Rabinowitz, urodziła się w Warszawie. Jej przodkowie przybyli do Polski i mieszkali w niej od około 1450 roku, a w pierwszych latach XX wieku wyjechali do Ameryki. Od babci też nauczyłem się wielu rzeczy, włączając w to pragnienie upamiętnienia dziejów naszych przodków, którzy żyli na polskiej ziemi. Mając w pamięci to, czego uczyła mnie, gdy byłem małym chłopcem, rozpoznałem Polskę, którą po raz pierwszy odwiedziłem w 1990 roku, jako kraj obcy, a przecież tak mi bliski.

Jestem bardzo wdzięczny mojej żonie Judycie i mojemu synowi Jasonowi za wyrozumiałość, jaką mi okazywali, gdy udawałem się do Polski, kraju moich przodków, na doroczną pielgrzymkę. Na osobne podziękowanie zasługuje moja sumienna sekretarka, Pamela Spitzner, która cierpliwie przygotowywała maszynopis oryginalnej angielskiej wersji.

Na koniec dziękuję Wydawnictwu „Vocatio” za podjęcie się wydania mojej książki. Mam nadzieję, że okaże się ona godna podjętego wysiłku.

rabin dr Byron L. Sherwin

Chicago, styczeń 1995

Polski rodowód amerykańskiego Żyda

est w Nowym Jorku most przez rzekę, który mieszkańcy tego miasta nazywają „Ka-zi-a-sko”. Właśnie tak wymawiają nazwisko Kościuszko. Most nazwano imieniem Tadeusza Kościuszki, który odegrał doniosłą rolę w rewolucji amerykańskiej, a później wrócił do Polski, aby przewodzić powstaniu przeciw Rosjanom w 1794 roku. W pobliżu mostu Kościuszki znajduje się duży cmentarz żydowski. Widać z niego drapacze chmur Manhattanu, odległe o niespełna kilka kilometrów. Na tym cmentarzu są pogrzebani moi dziadkowie i pradziadkowie. Ich groby tkwią głęboko w ziemi amerykańskiej. Ale wcześniej byli zakorzenieni w innym kraju, geograficznie (i nie tylko geograficznie) odległym od Ameryki. Od pięciu pokoleń moja rodzina mieszka w Stanach Zjednoczonych. Ale przedtem, przez wiele pokoleń, żyła w Polsce.

Moi pradziadowie przybyli do Polski w XIV i XV stuleciu. Przyjechali z Niemiec, Italii, Francji, Czech i Hiszpanii. Oni oraz ich potomkowie mieszkali w miastach i wsiach dawnej Rzeczypospolitej: w Krakowie i Warszawie, Poznaniu i Białymstoku, Kosowie niedaleko Łomży i w Makowie Mazowieckim, Łukowie i Ludźmierzu, Dubnie i Lwowie, a także w innych miejscowościach. W 1906 roku niektórzy potomkowie tych, co przed wiekami przybyli do Polski, wyjechali do dalekiej Ameryki. Ci, którzy się nie przyłączyli do wyjeżdżających, pozostali w Polsce i w czasie okupacji nazistowskiej znaleźli się wśród milionów ludzi, których zamieniono w dym i popiół.

Moja prababcia, Estera Jasionowska, urodziła się w Warszawie, lecz spoczywa na cmentarzu w Nowym Jorku. Na jej kamieniu nagrobnym widnieje napis: „Jest to kamień, który przemawia". Kamień ten to niewielki wycinek długiej historii mojej rodziny w Polsce. Napisano na nim też, że Estera była wnuczką Efraima Fiszela Solomona, rabina Makowa Mazowieckiego – ostatniego rabina z naszej rodziny aż do mnie, pięć pokoleń później. Rabin Efraim w Makowie w 1881 roku. Ten nagrobek to brama do dziejów mojej rodziny w Polsce.

Od dzieciństwa, gdy po raz pierwszy usłyszałem opowiadania o makowskim rabinie, rozmyślałem, kim był i gdzie mieszkał. Rozmyślałem o odległym kraju nazywającym się Polska, o którym babcia wiele mi opowiadała. Rozmyślałem o kraju, w którym moja rodzina zapuściła korzenie. Rozmyślałem całymi latami, nie spodziewając się, że kiedykolwiek pojadę do Polski. Zamiast wybrać się tam osobiście, fizycznie, podróżowałem intelektualnie, spędzając wiele lat na studiowaniu żydowskiego życia, które tak długo kwitło w Polsce. Ale potem, w 1990, 1991, 1992 i 1993 roku – przybyłem tutaj. Mogę teraz stąpać śladami moich pradziadów. Tutaj mogę sobie wyobrażać, jak żyli i o czym śnili. Tutaj mogę robić to, co było niemożliwe w Ameryce, w kraju mojego urodzenia.

Kiedy w 1989 roku zacząłem brać udział w dialogu polsko-żydowskim, nastąpił we mnie przełom. Było to coś zupełnie nowego. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, że wysiłki budowania podstaw przyszłości dialogu polsko-żydowskiego zaprowadzą mnie zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość. W miarę jak dialog się rozwijał, a ja rok po roku przyjeżdżałem do Polski, zacząłem się zastanawiać, dlaczego robię to, co robię. Ale im bardziej wchodziłem w dzieje mojej rodziny w Polsce, tym głębiej byłem przekonany, że kluczem do zrozumienia tego, nad czym pracuję w Polsce i w Ameryce, jest to, co przed pokoleniami i stuleciami wydarzyło się w Polsce.

Wielki XIX-wieczny mistrz chasydzki, Abraham Joszua Heschel z Opatowa, wierzył w wędrówkę dusz. Doktryna ta zawiera głęboką prawdę: aby wiedzieć, kim jesteśmy, aby zrozumieć to, co czynimy, aby wykryć wątek przewodni, który nadaje spoistość i sens na pozór przypadkowym i nie związanym z sobą czynom, trzeba wiedzieć, kim się było, skąd się pochodzi. Dla mnie, tak samo jak i dla wielu innych Żydów, oznacza to poznanie, kim byliśmy, gdy mieszkaliśmy w Polsce. Aby poznać naturę liścia, trzeba poznać naturę drzewa, którego cząstką jest liść. Przeszłość to przesłanka, z której wypływa teraźniejszość. Bez zrozumienia przeszłości teraźniejszość jest złudą. Żaden człowiek nie jest tabula rasa; żaden człowiek nie jest creatio ex nihilo. Wielki amerykański pisarz, Mark Twain, powiedział: „Istnienie człowieka, który uczynił sam siebie, jest równie prawdopodobne, jak istnienie jajka, które samo siebie zniosło”.

Dla Żydów pamięć jest decydująca; wiąże się z naszą tożsamością, z naszą tradycją. Wielki żydowski pisarz, Isaak Bashevis Singer, powiedział mi kiedyś: „My, Żydzi, cierpimy na wiele chorób, ale amnezja do nich nie należy”.

Kilka lat temu pojawiła się popularna książka, a potem oparty na niej film. Napisał ją znany afroamerykański autor, Alex Haley. Jej tytuł brzmi Korzenie. Jest to historia rodziny Haleya w Ameryce. Dla większości Amerykanów amerykańska przygoda zaczyna się od przecięcia pępowiny łączącej Stary Świat z Nowym Światem. Dla Amerykanów życie w Ameryce oznacza oderwanie od korzeni, odcięcie się od tego, co było wcześniej. Jednak, gdy przeczytałem książkę Alexa Haleya i zobaczyłem film, pomyślałem: A gdybym tak ja mógł poznać historię mojej rodziny, odnaleźć ją w czasach, zanim przybyła do Ameryki? A gdybym tak mógł zakończyć moją historię tam, gdzie Haley rozpoczął swoją – podróżą do Ameryki? Teraz, po wielu dociekaniach, postanowiłem to właśnie zrobić. Znam sporą część historii niemal dwudziestu pokoleń mojej rodziny w Polsce. Dziś chciałbym przedstawić kilka fotografii z mojego rodzinnego albumu.

Żydzi Europy Wschodniej tradycyjnie nadają dziecku imię po zmarłym krewnym. W ten sposób zachowują imiona oraz pamięć o zmarłych. Ludzie rodzą się i umierają, ale ich imiona trwają. Przykładowo, moim praprapradziadkiem był Efraim Fiszel z Ludźmierza. Prapradziadek Efraima Fiszela z Ludźmierza nazywał się także Efraim Fiszel z Ludźmierza. Jego dziadkiem był Efraim Fiszel z Łukowa, który zmarł w 1653 roku. Z kolei jego dziadkiem był Efraim Fiszel z Brześcia Litewskiego, który zmarł w 1589 roku. Pradziadkiem Efraima Fiszela z Brześcia Litewskiego był Efraim Fiszel z Krakowa, który zmarł w 1530 roku. A jego dziadek, który także nazywał się Efraim Fiszel z Krakowa, zmarł około 1470 roku. Właśnie z tym Efraimem Fiszelem – czternaście pokoleń przed Efraimem Fiszelem z Makowa Mazowieckiego i dwanaście pokoleń przede mną – rozpoczyna się historia mojej rodziny w Polsce.

Z wielu liści i gałęzi drzewa genealogicznego mojej rodziny, zasadzonego w Polsce przez pierwszego Efraima Fiszela, mogę wymienić jedynie niektóre. Najpierw chciałbym opowiedzieć o rabinie Saulu Wahlu, który żył przed piętnastu pokoleniami, zmarł w 1617 roku i według znanej legendy był królem Polski – chociaż tylko przez jedną noc. Jest wiele wersji tej legendy; niektóre pochodzą ze źródeł polskich, inne z żydowskich. Najbardziej prawdopodobna znajduje się w rękopisie prawnuka Saula Wahla, Pinhasa Katzenellenbogena. Ów rękopis jest przechowywany w Bibliotece Bodleya na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Saul Wahl był członkiem rodziny Katzenellenbogen, która pochodziła z Niemiec. Niektórzy jej członkowie, jak dziadek Saula, przenieśli się z Niemiec do Italii. Potomkami tej rodziny byli między innymi: Karol Marks, żydowscy filozofowie Mojżesz Mendelson i Martin Buber, kompozytor Feliks Mendelsohn-Bartholdy, pianista Artur Rubinstein i królowa amerykańskich kosmetyków – Helena Rubinstein.

Saul Wahl był nader pojętnym synem rabina Samuela Dawida Katzenellenbogena z Wenecji. Gdy Saul nauczył się od ojca wszystkiego co możliwe o żydowskiej tradycji, zaś od profesorów na uniwersytecie w Padwie wszystkiego co możliwe w zakresie nauk świeckich, ojciec wysłał go na studia do wielkiej akademii żydowskiej w Brześciu Litewskim. Saul udał się tam i już nigdy nie powrócił do Italii. Pochodząca od niego gałąź rodziny Katzenellenbogenów w Polsce miała się stać jedną z wielkich dynastii rabinistycznych Europy Wschodniej.

Początek licznych wersji legendy o Saulu Wahlu, zachowanej w tekstach polskich, łacińskich i hebrajskich, jest zawsze taki sam. Wszystkie zaczynają się od spotkania ojca Saula, rabina Samuela Judy Katzenellenbogena, z księciem Krzysztofem Mikołajem Radziwiłłem. Było to we Włoszech.

Według jednej z wersji ojciec księcia Mikołaja popsuł reputację rodzinie, przechodząc na wiarę protestancką. Aby zmazać tę plamę na katolickiej tradycji rodzinnej, Mikołaj nie tylko wrócił do katolicyzmu, ale także postanowił odpokutować za grzechy ojca, pielgrzymując do Ziemi Świętej. W drodze powrotnej książę przejeżdżał przez Italię, gdzie napadli go i obrabowali zbójcy. Wyczerpany i chory, bliski śmierci, trafił do domu ojca Saula, rabina Samuela Judy. Książę zapukał do jego drzwi, szukając pomocy. Gdy rabin otworzył, książę omdlał w jego ramionach. Samuel odratował go. Gdy księciu powróciło dobre samopoczucie, tuż przed odjazdem zapytał rabina:

– Tyle dla mnie zrobiłeś, a co ja mogę zrobić dla ciebie?

– Mój syn, Saul, mieszka w twoim kraju – rzekł rabin do księcia. – Dam list do niego. To bardzo zdolny człowiek i może się wam przydać, panie.

Powróciwszy do domu, Radziwiłł odszukał Saula Wahla. Chociaż nie mógł ocenić jego głębokiej wiedzy w sprawach żydowskich, spostrzegł jednak, że Saul jest człowiekiem wielkiej kultury, obeznanym z naukami humanistycznymi i ścisłymi. Zauważył również, że zna gruntownie wiele języków i świetnie orientuje się w sprawach handlowych. Radziwiłł przekonał się też, że Saul jest człowiekiem zasad i wielkiej uczciwości. Wkrótce Saul został głównym doradcą księcia w sprawach handlowych i politycznych. Również inni możnowładcy chętnie szukali u niego rad i wskazówek, tak iż Saul stał się znany i szanowany wśród magnatów całego kraju. Skorzystał z tych znajomości i otrzymał w dzierżawę największe kopalnie soli w Polsce. Dochody z nich były tak wielkie, że bogactwo Saula przyćmiło fortunę jego teścia, Dawida Druckera z Brześcia Litewskiego.

Dzięki Radziwiłłowi wieści o Saulu dotarły na dwór królewski. Stefan Batory także podziwiał Saula i darzył go zaufaniem. Być może właśnie pod wpływem Saula król ochraniał i bronił swych żydowskich poddanych. A kiedy Stefan Batory umarł, szlachta zebrała się, aby wybrać nowego króla. Elekcję wyznaczono na 18 sierpnia 1587 roku.

Możnowładcy próbowali narzucić wyborcom własnego kandydata. Obce mocarstwa prześcigały się w staraniach i łapówkami oraz intrygami chciały osadzić swojego kandydata na polskim tronie. Kończył się dzień 18 sierpnia, ale nie powzięto żadnej decyzji. Wydawało się, iż królestwo zostanie podzielone, czego rezultatem będzie wojna domowa albo panowanie obcych. Gdy wskazówki zegara zbliżały się do godziny kończącej wybory, możnowładcy wciąż walczyli z sobą i kłócili się. Kiedy napięcie osiągnęło szczyt, książę Radziwiłł wstał, aby przemówić. Musiał coś zrobić. Opowiedzenie się po stronie któregoś z głównych kandydatów wywołałoby chaos. Los Polski znalazł się w rękach księcia. To, co powie, albo zapewni, albo zniweczy jedność narodu.

– Doradzam – rzekł – aby wobec niemożności osiągnięcia zgody, kto ma być monarchą, wybrać na razie kogoś, kto nie jest kandydatem; kogoś, kto zgodzi się być królem tylko do czasu, póki nie dokonamy wyboru; kogoś znanego wam wszystkim z mądrości i uczciwości. Proponuję, aby tymczasowym królem, rex pro tempore, został Saul Wahl.

Możnowładcy jednomyślnie przystali na sugestię Radziwiłła, bo wszyscy obawiali się wojny domowej.

Gdy ubrano Saula w królewskie szaty, zażądał, aby pokazano mu królewskie archiwa. Król bowiem, nawet tymczasowy, miał przywilej pozwalający mu przejrzeć, a nawet zmienić dekrety poprzednich władców. Przez całą noc Saul czytał i pisał. Wszystkie dekrety królewskie wydane przeciwko Żydom zostały anulowane. Ponadto wydał wiele nowych zarządzeń na korzyść Żydów polskich. Nastał poranek i Saul był krańcowo wyczerpany, lecz możnowładcy wstali wypoczęci i w dobrym nastroju. W ciągu kilku godzin wybrano nowego króla, którym został Zygmunt III. Ale przez jedną noc Saul Wahl rządził Polską.

Jedynie legenda odnotowała, że Saul był królem Polski. Ale jego zasługi dla Korony zostały utrwalone w wielu źródłach. W królewskim dekrecie Zygmunta III z 11 lutego 1588 roku Saul jest przedstawiany jako ten, który „sumiennymi wysiłkami swymi pomnożył pomyślność Królestwa (…) w czasie panowania naszych Poprzedników”. W 1589 roku Zygmunt III napisał: „My, Król Polski, przekonawszy się o rzadkich i wybitnych zdolnościach Saula, Żyda, niniejszym wyznaczamy mu miejsce między królewskimi urzędnikami”. Z tym mianowaniem łączyła się osobista opieka króla, chroniąca osobę i majątek Saula. Za zasługi dla Korony Saul otrzymał gruby złoty łańcuch wysadzany drogimi kamieniami. W swoim testamencie zarządził, aby łańcuch sprzedano, zaś uzyskane za niego pieniądze rozdano ubogim.

Saul miał córkę, Hindele, którą bardzo miłował. Była piękna i mądra, a wiele świetnych rodzin żydowskich starało się o jej rękę dla swoich synów. Była wśród nich także wybitna rodzina rabinistyczna, Heschelowie. Sądzono, że Hindele wyjdzie za młodego rabina Heschela. Jednakże, gdy sprowadzono młodego uczonego, aby spotkał się ze swoją przyszłą żoną, ona go odrzuciła. Członkowie rodziny Saula, dumni z jego wyboru na króla Polski, traktowali członków uczonej i pobożnej rodziny z pewną pogardą i lekceważeniem. Odwołano ślub, lecz miejscowi przyjaciele rabina postanowili szukać odwetu na rodzinie Saula i na niczego nie podejrzewającej młodej Hindele. Okazja szybko się nadarzyła, gdy umarła nagle królowa Polski.

Aczkolwiek każda młoda dziewczyna marzy, by zostać królową, to jednak trudno wyobrazić sobie większy problem dla młodej Żydówki niż małżeństwo z chrześcijaninem, nawet jeśli jest królem.

Wrogowie Saula, rozmawiając ze swymi przyjaciółmi na królewskim dworze, wychwalali piękność i mądrość młodej Hindele. Ponieważ wiedzieli, że Saul nigdy nie zgodzi się na takie małżeństwo córki, postanowili ją porwać i przywieźć do pałacu. Hindele spędziła noc w prywatnych komnatach królewskich. Legenda nie mówi jasno, co się tam wydarzyło. Może król ją uwiódł, a może jego lub jej pożądanie, a może pożądanie ich obojga, wzięło górę. Może, chcąc zostać królową, uwiodła króla. Albo może nic się nie wydarzyło – ku jego lub jej albo obopólnemu rozczarowaniu. W każdym razie wkrótce odzyskała wolność, co sprawiło jej ojcu ogromną ulgę.

Następnie legenda opowiada, że wkrótce po uwolnieniu Hindele z pałacu wielce uczony lecz i sędziwy rabin Efraim Zalmen Szur miał widzenie. Kilka lat wcześniej zmarła mu żona, ale ponieważ zbliżał się do siedemdziesiątki, nie zamierzał powtórnie się żenić. Jednak w widzeniu otrzymał polecenie poślubienia Hindele, młodej córki rabina Saula Wahla z Brześcia Litewskiego. Wkrótce małżeństwo zostało zawarte. Nie minął rok, a przyszedł na świat syn, który otrzymał imię Jakub. Wychowywany po śmierci sędziwego ojca przez matkę, wyróżniał się w studiach. Kiedy nadszedł czas na ordynację rabina, Hindele wybrała się z nim do wybitnego rabina, Heschela. Ale rabin nie zapomniał ani nie przebaczył Hindele, iż nie chciała zostać jego żoną, i odmówił ordynacji jej syna. Jak na ironię, inny członek rodziny Katzenellenbogenów wżenił się w rodzinę Heschelów, zaś jednym z potomków Saula Wahla w prostej linii był sławny XIX-wieczny mistrz chasydzki Abraham Joszua Heschel z Opatowa. Jego praprawnukiem był największy żydowski teolog naszego pokolenia, także nazywający się Abraham Joszua Heschel. Heschel urodził się w Warszawie w 1907 roku, a zmarł w Nowym Jorku w 1972 roku. Jestem jego ostatnim uczniem. Jego ojciec, Mojżesz Mordechaj Heschel, spoczywa na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Pierwszym z rodziny Heschelów w Polsce, który zdobył sławę, był Joszua Heschel z Krakowa. W XVII wieku zajmował stanowisko głównego rabina Krakowa. Jeszcze teraz można odwiedzić jego grób niedaleko synagogi Rema w Krakowie. Pogrzebano go obok jednego z moich przodków, Judy Lejba Klausnera, który zajął po nim stanowisko głównego rabina Krakowa i zmarł tam w 1671 roku. Syn Joszuy Heschela z Krakowa ożenił się z córką Judy Lejba Klausnera. Dlatego, niemal trzysta lat przedtem, zanim w Nowym Jorku spotkałem Abrahama Joszuę Heschela i zostałem jego uczniem, nasze rodziny połączyły się w Krakowie. Pokrewieństwo, które nie zawiązało się w Brześciu Litewskim, wolą przeznaczenia stało się faktem w Krakowie.

Powinienem nadmienić, że Judę Lejba z Krakowa myli się często z wielkim rabinem Judą Lejbem z Pragi. Juda Lejb z Pragi urodził się w Poznaniu i przez wiele lat był tam głównym rabinem. Odkryłem, że obaj byli kuzynami i obydwu nadano imię Judy Lejba Starszego z Pragi. Tak się zdarzyło, że moja rozprawa doktorska dotyczyła Judy Lejba z Pragi, a napisałem ją, nie wiedząc, że należy on do historii mojej rodziny. Nagle dane historyczne zyskały nowy wymiar, nowe znaczenie, łączące je z moją osobą. Juda Lejb z Krakowa nie był pierwszym z moich przodków, który mieszkał w tym mieście. Pierwszym był Efraim Fiszel, który przybył do Krakowa około 1450 roku, uciekając przed prześladowaniem Żydów w Niemczech.

Kiedy Żydzi krakowscy zostali wypędzeni na Kazimierz, tylko jedna rodzina żydowska otrzymała pozwolenie na dalszy pobyt w Krakowie. Była to rodzina Fiszelów, to jest dzieci i wnuki pierwszego Efraima Fiszela. Krakowska synagoga, w której się modlili, stała się pierwszym budynkiem biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Mojżesz Fiszel, syn Efraima Fiszela, stanął na czele rodziny. A kiedy zmarł, zastąpiła go jego żona Rachela. Znana Polakom jako Raśka Mojżeszowa, była zapewne pierwszą wpływową kobietą-bankierem w Polsce.

Jedna z córek Racheli poślubiła rabina Jakuba Polaka, który założył w Krakowie pierwszą w Polsce wielką akademię rabinacką. Był on więc ojcem rabinackiego szkolnictwa, stojącego na niezmiernie wysokim poziomie, które miało być wyróżnikiem historii polsko-żydowskiej w nadchodzących stuleciach. Jego zięć i uczeń, Szalom Szachna, założył wyższą szkołę, która miała się stać największą ze wszystkich rabinackich akademii w Polsce – Akademię Lubelską. Uczniem i zięciem Szaloma Szachny był najsławniejszy z polskich rabinów, Mojżesz Isserles z Krakowa, zwany Remu. Zbudował synagogę, nazwaną potem jego imieniem, która przetrwała do dziś. Został pogrzebany w jej pobliżu, zaś napis na jego nagrobku głosi: „Od Mojżesza do Mojżesza nie było takiego jak Mojżesz”.

Druga córka Racheli wyszła za Aszera Lemela, kabalistę i pierwszego z wielu żydowskich mistyków, jacy pojawili się w Polsce. Jeden z synów Racheli, nazwany po swoim dziadku Efraim Fiszel, został w Krakowie wpływowym bankierem.

Raśka Mojżeszowa była damą dworu królowej Elżbiety, żony Kazimierza Jagiellończyka. Znano ją dobrze na królewskim dworze. Jest faktem, że królowie i książęta często zadłużali się u niej. Chociaż jej zięć, Jakub Polak, był naprawdę wielkim uczonym rabinistycznym, być może to bardziej jej wpływ sprawił, że 21 czerwca 1503 roku król Aleksander mianował go pierwszym naczelnym rabinem Polski.

Jedni członkowie rodziny Fiszelów byli rabinami, mędrcami i kabalistami, inni bankierami i lekarzami. Brat męża Raśki Mojżeszowej wybrał inną drogę – przyjął chrzest i religię katolicką. Nie znamy jego żydowskiego imienia. Historia odnotowuje jedynie imię chrześcijańskie – Stefan Powidski. Adoptowany przez Jana Łaskiego, podkanclerzego Polski, Stefan otrzymał później szlachectwo. Dwóch jego synów poszło za nim, rozpoczynając nowe życie; zostali ochrzczeni i otrzymali imiona Jan i Stanisław. Jednak żona i inne dzieci pozostały Żydami. Wkrótce Stefan pojął za żonę chrześcijankę. Choć wyrzekł się religii przodków, pozostał przy ich profesji i dalej, jak się wydaje, pobierał opłaty z królewskich dzierżaw oddanych jego ojcu i bratu. W XVIII wieku jego potomkowie nabyli znaczne dobra w całej Polsce i byli powszechnie szanowanymi szlachcicami. Gdzieś w Polsce wciąż żyją jego potomkowie. Często rozmyślam, czy tak jak ja szukają korzeni drzewa genealogicznego rodziny, którego liśćmi i gałęźmi są i oni, i ja. Często rozmyślam, co powiedzielibyśmy sobie, gdybyśmy się dzisiaj spotkali. Moje poszukiwania genealogiczne skłaniają mnie również do pytania: Jeśli syn Hindele, córki Saula Wahla, był synem Hindele i Zygmunta III, kim ja jestem? I co mogę powiedzieć do moich chrześcijańskich braci i sióstr, którzy mieszkają w Polsce, albo też których przodkowie mieszkali tu razem z moimi?

Bardziej znana od legendy o Hindele i Zygmuncie III jest legenda o Esterce i Kazimierzu Wielkim. Chociaż nie jest ona częścią dziejów mojej rodziny, stanowi ważny rozdział historii i uwarunkowań stosunków polsko-żydowskich. Zachowana w wielu wersjach – polskich i żydowskich – legenda ta była natchnieniem dla wielu powieści, sztuk teatralnych i poezji. Sama w sobie jest piękna – taka, jaka powinna być legenda. Ale fakty stojące za nią oraz jej interpretacje są przedmiotem kontrowersji wśród krytyków i historyków.

Legenda mówi, że Kazimierz Wielki, król Polski, spełnił swój obowiązek wobec poddanych i poślubił królową, do której nie miał serca. Uwięziony w małżeństwie bez miłości, w zamku o wysokich murach, król czuł się samotny i nie kochany. Kazimierz, o którym powiedziano, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, czuł, iż jego życie jest puste, a serce zimne jak kamień. Wtedy pojawiła się Esterka. Legenda nie wyjaśnia, jak, gdzie i kiedy się to zdarzyło. Ale jest jasne, że ich miłość była prawdziwa, czysta, trwała i namiętna. Zjawiła się oto ukochana, o której śnił każdej nocy. Zjawiła się dusza, z którą mógł się zjednoczyć. Choć nie mieli z sobą wiele wspólnego, byli do siebie podobni pod każdym względem. Byli dwiema częściami jednej całości, jedną osobą podzieloną na dwoje, która znów mogła się zespolić. Każda chwila spędzona razem była cudowna. Każda chwila osobno była prawdziwą torturą.

Kazimierz był królem Polski, ona zaś była Żydówką. Choć będąc razem wierzyli, że amor vincit omnia, miłość wszystko zwycięża, w głębi serca wiedzieli, że będąc idealnymi kochankami, nie mogą jednak jawnie żyć jako mąż i żona. Ich związek był zarazem fizyczny i duchowy, ale społeczeństwo, w którym żyli, nigdy by go nie pozwoliło zalegalizować. W ich życiu miłość trwała aż do śmierci, ale w legendzie trwa wiecznie. Legenda powiada, że Esterce i Kazimierzowi urodziło się czworo dzieci: dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Chłopcy wzrastali w pałacu jako książęta i katolicy. Dziewczynki rosły wśród Żydów jako Żydówki. Często myślę o tym, co żydowscy i polscy potomkowie Kazimierza i Esterki mieliby sobie do powiedzenia, gdyby się dzisiaj spotkali.

Mógłbym opowiedzieć dużo, dużo więcej. Chociaż można snuć opowieści o wielu żywotach, w wielu miejscach, w ciągu wielu stuleci, jednak czas nam na to teraz nie pozwala. Historia mojej rodziny przypomina historię wielu Żydów, którzy mają korzenie w Polsce. Moje amerykańskie korzenie mogę prześledzić mniej więcej przez stulecie, lecz moje korzenie w Polsce – przez przeszło cztery stulecia. Kiedy wyobrażam sobie życie moich przodków, pragnąłbym zapytać: Kim byli? Kim ja jestem dlatego, że oni byli tacy, a nie inni? Moje poszukiwania genealogiczne są nie tylko naukowym opracowaniem badań historycznych. Raczej są wędrówką w poszukiwaniu siebie samego. Im więcej odkrywam w przeszłości, tym lepiej rozumiem teraźniejszość. Im więcej wiem o moich przodkach, tym lepiej rozumiem siebie. Rozumiem teraz, że to, co początkowo wydawało się przypadkowe, było może z góry zamierzone. Wiele epizodów w moim życiu, pozornie nie związanych z sobą i przypadkowych, łączy się obecnie w całość. Pytania długo pozostające bez odpowiedzi, przyjmowanie zobowiązań bez wyjaśnienia powodów, działania pozornie luźne – wszystko to układa się w jakiś wzór zakorzeniony w przeszłości, do niedawna niejasny. Dlaczego zostałem uczniem Abrahama Joszuy Heschela? Co mnie do niego pociągnęło i skłoniło? Dlaczego spędziłem tyle lat, studiując historię i dziedzictwo Żydów polskich? Dlaczego opowiadania mojej babci o przodkach zrobiły na mnie takie wrażenie? Dlaczego czuję się, dziwnym trafem, w Polsce jak w domu, chociaż nie mówię po polsku i chociaż Polska jest z gruntu inna niż Ameryka? Dlaczego przygotowałem się do wzięcia udziału w dialogu międzyreligijnym? Dlaczego jestem tak głęboko przejęty dialogiem żydowsko-polskim? Dzieje się tak, jakby to, czego się dowiedziałem o odległej przeszłości mojej rodziny, pomagało wyjaśnić wiele spraw, którymi się obecnie zajmuję. Znajdując klucze do historii przodków w Polsce, znalazłem wyjaśnienie znacznej części dziejów własnego życia w Ameryce.

Jeszcze jedno końcowe spostrzeżenie. Według Biblii żydowski Nowy Rok, Rosz ha-Szana, rozpoczyna się w siódmym miesiącu hebrajskiego kalendarza, w miesiącu Tiszri. To dziwne, żeby zaczynać nowy rok w środku roku. Ale według niektórych komentatorów żydowskich nie jest to wcale dziwne. Ten zwyczaj zawiera ważną naukę: w każdym czasie można zaczynać na nowo. Stosunki polsko-żydowskie i katolicko-judaistyczne trwały przez wiele stuleci. Ale każde spotkanie jest okazją, aby zaczynać na nowo. Ustanawiając nowy początek powinniśmy pamiętać o słowach psalmisty (Ps 133,1): „Jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem”. Może słysząc te słowa, widząc, że historia jest przeznaczeniem, zgoda może przełamać wrogość i uprzedzenia, że więcej nas łączy, niż dzieli, wiedząc, że mamy udział we wspólnym dziedzictwie kraju, w którym kiedyś razem mieszkaliśmy – może Kazimierz i Estera uśmiechnęliby się, zapłakali i padli sobie radośnie w objęcia.

Dialog polsko-żydowski i katolicko-judaistyczny

hociaż nie znam języka polskiego, w Polsce czuję się jak u siebie w domu; wiele rzeczy wydaje mi się znajomych. Tu moi przodkowie co tydzień witali szabat, każdego miesiąca błogosławili nowy księżyc, a każdej Paschy świętowali uwolnienie z niewoli egipskiej. Tu mój dziad, którego imię noszę, nauczył się hebrajskiego alfabetu, nauczył się śpiewać starożytne modlitwy naszej liturgii i był wprowadzany w zawiłości talmudycznej dialektyki. Tu jego ojciec, ostatni rabin w naszej rodzinie aż do mnie (pięć pokoleń później), rozważał tajemnice kabalistyki. Tu moi przodkowie uroczyście obchodzili narodziny i śluby, tu grzebali i opłakiwali swoich zmarłych; zostali oni pogrzebani na zawsze w polskiej ziemi, oprócz tych, których nasi wspólni wrogowie – hitlerowcy – zamienili w dym i których grobem stało się niebo nad tą ziemią. Tu moja babcia bawiła się jako dziecko, zanim przyłączyła się do polsko-żydowskiej diaspory w Ameryce. Pierwsze kołysanki, jakie słyszałem w dzieciństwie, to te, których ona nauczyła się w tym kraju. Tutaj wielcy rabini trudzili się przez całe wieki, by zgłębiać treści ukryte w naszych świętych żydowskich tekstach. Tu, w tym kraju, przemieniali starożytne teksty talmudyczne w literaturę dotyczącą każdego aspektu codziennego życia. Tu natchnieni kabaliści i chasydzi łaknęli Boga i szukali Jego obecności w miasteczkach i lasach, które urozmaicają polski krajobraz. Tutaj Boża Obecność, którą nazywamy Szechinah, zamieszkiwała ze swym ludem w oczekiwaniu ostatecznego odkupienia, które ma nadejść. W latach kiedy studiowałem pisma działających tu talmudystów, chasydów, kabalistów i poetów, ludzi, którzy z życia w tym kraju uczynili Złoty Wiek osiągnięć żydowskich w dziedzinie duchowej, kulturalnej oraz intelektualnej, nie mający sobie równych, autorów tych dzieł uczyniłem moimi mistrzami, nauczycielami i wiernymi towarzyszami. Stali się dla mnie tak realni i drodzy jak rodzina i przyjaciele. Codziennie wołają mnie ze swojego domu w mojej biblioteczce, bym ich znowu ożywił, pisząc i nauczając. To właśnie od polskich mistrzów chasydzkich dowiedziałem się, że uczeń, który studiuje, lecz nie przekazuje swojej wiedzy, nie wyraża jej w działaniu, jest jak książka uśpiona w bibliotece. Od nich dowiedziałem się, że każdy powinien robić to, czego się nauczył, powinien wcielać to w życie. „Co za pożytek z rozumienia tekstu, jeżeli przez to nie rozumie się lepiej samego siebie?” – uczył gorliwy mistrz chasydzki, rabin Mendel z Kocka. Opowiada się, że do tego mistrza przyszedł kiedyś uczeń chwalący się dwukrotnym przestudiowaniem całego Talmudu, co jest z pewnością wyczynem niezwykłym. Na rabinie z Kocka nie zrobiło to wrażenia. Przerobiłeś Talmud dwa razy, ale w jakim stopniu Talmud przerobił ciebie? – zapytał. Niezrównana szkoła chasydzka XIX i początków XX wieku wpajała silnie indywidualistyczne podejście do życia religijnego. Głosiła, że każdy powinien próbować utorować nową ścieżkę tradycji, że powinien usiłować odnaleźć drogę do Boga najlepiej odpowiadającą jego własnej duszy. Lecz chasydzi wiedzieli także, że zanim ktoś stanie się odkrywcą, musi wpierw okazać się godnym dziedzicem spuścizny przekazanej przez tradycję.

Mój mistrz i nauczyciel, rabin Abraham Joshua Heschel, urodzony w 1907 roku w Warszawie, był księciem polskich chasydów. To dzięki niemu poznałem nazwiska wielkich ludzi, których udziałem były niedoścignione osiągnięcia duchowe polskiej społeczności żydowskiej. Znał on środowisko polskich Żydów z pierwszej ręki i przedstawiał mi je tak, jakby wiedział, że kiedyś tu przyjadę. Zalecenia zawarte w jego memorandum skierowanym do kard. Augustyna Bea (1962), stojącego wówczas na czele Sekretariatu ds. Jedności Chrześcijan, zostały w dużej części włączone do czwartego rozdziału dokumentu II Soboru Watykańskiego Nostra aetate (28 X 1965).

A jednak, chociaż tyle nas łączy, tak wiele wciąż nas dzieli. Żydowska Polska, którą we mnie wpoił mój wychowawca, którą przekazała mi moja babka – przeminęła. Nie ma już w Polsce polskich Żydów. Gdyby sto lat temu ktoś powiedział, że polscy Żydzi znikną, uznano by go za obłąkanego. Jakie bogactwa ducha stałyby się naszym udziałem, gdyby polscy Żydzi nie zginęli w słupie ognia? Naród żydowski został nieodwracalnie zubożony przez tę stratę. Również Polska jest z jej powodu uboższa.

Nie ma już świec szabasowych migoczących w piątkowe wieczory, by powitać Królową Szabat w dziesiątkach tysięcy żydowskich domów w całej Polsce. Nie ma chanukowych świeczników palących się jasnym płomieniem na pamiątkę i z nadzieją na wolność. Nie słychać już dźwięków baraniego rogu zapowiadającego Nowy Rok żydowski. Nikt nie pamięta już smaku macy, chleba cierpień i wyzwolenia, spożywanego w czasie Paschy. Przepadł zapach wonnych korzeni, wdychany co tydzień na pożegnanie szabatu. Nie słyszy się szeptów uczniów studiujących w rabinackich akademiach. Nie ma ludzi, którzy owijali ciała w rytualne szale, by się modlić do Boga. Nie ma kobiet zanurzających się co miesiąc w rytualną kąpiel. Nie ma poetów jidysz, z pasją spierających się z Bogiem o sposób, w jaki rządzi On światem. Odeszli chasydzcy Żydzi tańczący przez całą noc, z nadzieją że zapominając o sobie, tracąc poczucie rzeczywistości – odnajdą Boga. Odszedł polski Żyd, a wraz z nim odeszła istotna część polskiej historii i doświadczenia. Nie ma już uczniów chasydzkiego mistrza, Izraela z Kozienic, który w samotności modląc się do Boga, zwracał się do Niego po polsku: Mój Kochanku. A tak napisał poeta, Antoni Słonimski w wierszu zatytułowanym Elegia miasteczek żydowskich:

Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,

W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy

Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek

I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany,

Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto

I wapnem sinym czysto wybielono ściany,

Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto.

Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,

Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,

Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,

Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagalla.

Te księżyce nad inną już chodzą planetą,

Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.

Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,

Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

Już nie ma tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni

Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,

Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni

Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem

I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,

Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa

Dwa narody tym samym karmione cierpieniem.

W 1945 roku mędrzec znany jako kaznodzieja z Chełma przybył z Polski do portu w Hajfie. W ręku trzymał ogromną klatkę pełną ptaków. Celnik spytał go: – Po co przywiozłeś te ptaki aż z Europy? Czy nie ma ich dość w ziemi Izraela? – Tak, tu są ptaki – odrzekł mędrzec – ale w Polsce nie ma już żydowskich dzieci, które by wykarmiły te.

W jednym ze swych ostatnich opowiadań Józef Opatoszu opisuje miasto zamieszkiwane kiedyś głównie przez Żydów, teraz – żydowską Atlantydę. Wszyscy Żydzi zginęli w powodzi ognia. W mieście żyje pewien stary człowiek pamiętający czasy, gdy mieszkali tam Żydzi. Młodzi mieszkańcy proszą staruszka, by opowiedział im o ludziach, których obecność czuje się w mieście, którzy kiedyś śmiali się i płakali w tych samych domach co oni dzisiaj. Opowiadania o żydowskich mieszkańcach staruszek wzbogaca opowieściami o ich życiu po śmierci. Młodzi słuchacze nie wiedzą, czy mówi prawdę, czy zmyśla…

Tak więc Polska jest krajem bliskim, a jednak obcym dla Żydów, zwłaszcza amerykańskich. Dlaczego więc tu przyjeżdżamy? Co chcemy odnaleźć? Czy jesteśmy tylko amerykańskimi turystami przyciągniętymi rozgłosem nadanym Polsce przez amerykańską prasę, czy też pielgrzymami poszukującymi czegoś, co dotyczy naszej tożsamości i znaczenia? Czy przyciąga nas instynkt wracania do domu, którego jeszcze nie pojmujemy? Jaki jest związek między tobą zamieszkującym tę ziemię a nami, których przodkowie tu żyli? Posłuchajcie przypowieści.

Żył kiedyś bardzo biedny rabin. Rabin ów nazywał się Jekel. Mieszkał z rodziną w jednym pokoju w Krakowie. Na środku pokoju stał piecyk, który grzał, gdy mogli sobie pozwolić na kupienie drewna. Pewnej nocy rabin miał sen. Przyśniło mu się, że w dalekiej krainie, zwanej Bohemią, w mieście o nazwie Praga, jest zamek. Koło zamku płynie rzeka. Nad rzeką jest most. A w ziemi pod mostem w pobliżu rzeki został zakopany skarb. Pojechał rabin do dalekiej krainy, znalazł zamek, rzekę i most, które ujrzał we śnie. Lecz nie mógł szukać skarbu, ponieważ na moście stali królewscy strażnicy. Czekał cały dzień, by straże odeszły, ale kiedy pierwsze odeszły, przyszły nowe. Cierpliwie, dzień po dniu, oczekiwał chwili, kiedy most nie będzie strzeżony, a on będzie mógł wykopać skarb. Chwila taka jednak nie nadchodziła. Tymczasem rabin zaprzyjaźnił się z jednym ze strażników. Któregoś dnia przyjaciel powiedział mu, że poprzedniej nocy miał dziwny sen. Przyśniła mu się odległa kraina zwana Polską i miasto o nazwie Kraków, w którym mieszka biedny rabin z rodziną. Ma jeden pokoik z piecem pośrodku, pod tym piecem zaś jest zakopany wielki skarb. Następnego ranka rabin Jekel wyjechał do Krakowa. W domu przesunął piecyk i zaczął kopać. Znalazł tam wielki skarb. Wziął tyle, ile potrzebował, resztę podzielił między ubogich…

Przesłanie tej opowieści jest takie, że skarb, którego wszędzie szukamy, często znajduje się pod naszymi stopami. Żydzi amerykańscy, polsko-żydowska diaspora w Stanach Zjednoczonych, zdobyli wielki majątek, ale nie znaleźli wielkiego skarbu duchowego. Tutaj, w Polsce, tu, pod naszymi stopami, gdzie kiedyś stali rabini, kabaliści i chasydzi, znajduje się skarb ukryty, skarb żydowskiej pamięci, doświadczeń i osiągnięć duchowych. Teraz, kiedy Żydzi nie mieszkają już w Polsce, Polska wciąż mieszka w Żydach. Dla wielu z nas Izrael jest ojczyzną fizyczną, lecz Polska – ojczyzną duchową. Nasze wspomnienia to wspomnienia żydowskiego życia w tym kraju. Skończyła się fizyczna obecność, ale melodia, niggun tego, co stworzono – trwa.

Leży przed nami księga pamięci polskich Żydów. Napisano jej ostatni rozdział. Otwieramy księgę i co znajdujemy?