Drużynowa jest wśród nas - Wanda Kańska-Albricht - ebook

Drużynowa jest wśród nas ebook

Wanda Kańska-Albricht

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Miechowie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 99

Rok wydania: 2010

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

© Copyright: Wanda Kańska-Albricht

Wydano nakładem autorki

e-mail: [email protected]

 

Książkę tę dedykuję moim wiernym, niezapomnianym Druhnom, z których część odeszła już na Wieczną Wartę, a także Harcerkom i Harcerzom z pokolenia moich prawnuków z okazji Jubileuszu 100-lecia Związku Harcerstwa Polskiego

Autorka

 

Wanda Kańska-Albricht

Drużynowajest wśród naspamiętnik

Kraków 2010

 

© Copyright: Wanda Kańska-Albricht

Wydano nakładem autorki

e-mail: [email protected]

 

Książkę tę dedykuję moim wiernym, niezapomnianym Druhnom, z których część odeszła już na Wieczną Wartę, a także Harcerkom i Harcerzom z pokolenia moich prawnuków z okazji Jubileuszu 100-lecia Związku Harcerstwa Polskiego

Autorka

 

SPIS TREŚCI

Rozdział I.

Jak to się zaczęło, początki pracy w harcerstwie

Rozdział II.

Cudowne harcerskie życie

Rozdział III.

Niezapomniana wizyta w Rumunii

Rozdział IV.

Okupacja i czasy powojenne

Ilustracje

Rozdział I.

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO,POCZĄTKI PRACY W HARCERSTWIE

Pewnego dnia, snując opowieść o swej młodości pokazywałam mojej prawnuczce zachowane do dziś pamiątki harcerskie. Westchnęłam wtedy: „Och, żeby te przedmioty mogły mówić”. Na to ona zawołała: „Ale przecież ty babciu możesz mówić, a raczej opisać to wszystko!”. Pomyślałam, że to może dobry pomysł. Siadłam więc, wzięłam pióro, zagłębiłam we wspomnieniach i zaczęłam tę swoją opowieść...

Urodziłam się w 1919 roku w Miechowie, niewielkim mieście powiatowym, należącym wówczas do województwa kieleckiego (obecnie małopolskiego). Miasto to, liczące teraz około 12 tys. mieszkańców ma bogatą historię, m.in. dzięki zakonowi Bożogrobców, którzy w 1163 roku przywieźli do Miechowa 12 worów ziemi z Jerozolimy i na niej wybudowali najpierw niewielki kościółek. Obecnie na tym miejscu stoi wspaniała bazylika, z widoczną z daleka wieżą zwieńczoną olbrzymią kulą i postacią Chrystusa. Co godzinę z wieży płyną melodie pieśni religijnych.

Tu, w Miechowie rozpoczęłam naukę w szkole powszechnej. Pewnego dnia z początkiem roku szkolnego 1929/30 w naszej szkole pojawiła się nowa nauczycielka, p. Stanisława Sietnicka i ogłosiła, że ma zamiar zorganizować drużynę harcerek. Należało poprosić mamę o pozwolenie wstąpienia do harcerstwa. Widząc mnie rozpromienioną i uradowaną, mama moja od razu wyraziła zgodę, obiecała również uszyć mi mundurek z szarego płótna. Byłam pierwszą dziewczynką, która przyszła na spotkanie organizacyjne, wkrótce dołączyły inne koleżanki. Pani Sietnicka nauczyła nas pięknej, starej piosenki: „Matuś moja matuś, daj mnie do harcerek, bo mi się podoba mina tych rycerek. Mundur cały szary, pęk wstęg u ramienia, jak idą - każdemu twarz się rozpromienia. A gdy będę zdrowa i Pan Bóg pozwoli, to i drużynową zostanę powoli...” Słowa piosenki były łatwe do zapamiętania, melodia ładna, więc nauczyłyśmy się jej szybko.

Pierwsze spotkania dziewcząt, które pragnęły zostać harcerkami odbywały się raz w tygodniu. Druhna drużynowa prowadziła z nami ciekawe gry sprawnościowe i opowiadała o swojej dotychczasowej pracy w harcerstwie. Organizowała dla nas wycieczki poza miasto, zwracając naszą uwagę na piękno ziół i kwiatów polnych. Uczyła jak się one nazywają oraz jak cenne mają właściwości lecznicze. Wtedy też nauczyłyśmy się nowej piosenki:” Gdy wędruje zastęp nasz, wszystkie zioła wkoło znasz. A jeśli chcesz wpleść je w wianek, znajdziesz krwawnik i rumianek. Tu podbiału srebrny liść, macierzanki wonna kiść, tam cię mięta cieszy wonią, za nią oczy bratka gonią. Jak te zioła chcemy być, wciąż dla innych rosnąć, żyć. Nieść pociechę, rany goić, smutki i cierpienia koić...”

Na spotkania przychodziłyśmy bardzo chętnie. Byłyśmy punktualne i zdyscyplinowane. Po niedługim czasie drużynowa oznajmiła nam radosną wiadomość, że widząc naszą postawę i zapał, zdecydowała się utworzyć I Drużynę Harcerek przy Szkole Powszechnej w Miechowie. Dużo dziewcząt zapisało się wtedy do naszej drużyny. Równocześnie zostałyśmy podzielone na dwa zastępy. Odtąd można było przeprowadzać różne gry zespołowe, zawody oraz konkursy, w których zastępy rywalizowały ze sobą. Pomyślałyśmy też o uszyciu mundurków harcerskich.

Wkrótce wybrałyśmy nazwę dla naszej drużyny: ponieważ często wychodziłyśmy na wycieczki w pola okalające miasto, podziwiając tam kwiaty i zioła, przyjęłyśmy nazwę „„Polne zioła”, a dwa zastępy nazwałyśmy: „Polne bratki” i „Macierzanki”. Postanowiłyśmy też, że jak tylko ubierzemy swoje mundury, zawiesimy sobie na lewym ramieniu pęk wstążek w kolorach zielonym, złotym i blado niebieskim, co miało przypominać barwy kwiatów symbolizujących nasze zastępy. Ja zostałam zastępową „Macierzanek”, a Hania Wrońska, moja koleżanka, zastępową „Polnych bratków”. Tak zaczęła się moja przygoda z harcerstwem, która przetrwała do dziś, a zatem ponad 80 lat!

Kiedy już zapoznałyśmy się z najbliższą okolicą, przy sprzyjającej pogodzie druhna zabierała nas na dalsze wycieczki, do szkół powszechnych w sąsiedztwie Miechowa. Wszędzie byłyśmy miło witane przez kierownictwo tych placówek oraz przez tamtejszą młodzież. Powstawały nowe przyjaźnie, byłyśmy częstowane herbatą, smacznymi ciasteczkami, a nawet kakao, co stanowiło przysmak. Odwdzięczałyśmy się śpiewaniem harcerskich piosenek, zachęcałyśmy też młodzież do odwiedzenia Miechowa, jak również do zorganizowania u nich drużyn harcerskich, obiecując w tym zakresie pomoc.

Po pewnym czasie nasza ukochana drużynowa została przeniesiona do pracy w Krakowie. Zanim to jednak nastąpiło zdążyłam poprosić ją o wpis do mojego pamiętnika, co w tamtym czasie było bardzo modne. Ten stary pamiętnik stale jeszcze mam i od czasu do czasu ze wzruszeniem odczytuję wiersze i dedykacje wpisane tam przez moich przyjaciół. Druhna Sietnicka wpisała tak: „Uśmiechnij się harcerzu mój kochany, a oczy twe niech jak dwie gwiazdy lśnią. Choć trud i znój miast wygód ci jest dany i każdy cud okupion twoją krwią. Uśmiechnij się harcerzu mój kochany i naprzód dąż, choć wicher będzie dąć. Przez pot i znój osiągniesz cel świetlany, lecz czuwaj wciąż i zawsze gotów bądź”. Wiersz podpisano: „Harcerce - Stanisława Sietnicka, 5. XI. 1930 r.”. Wpis ten jest dla mnie cenną pamiątką, a jednocześnie dowodem, że w ZHP jestem co najmniej od 1930 roku, czyli od 11 roku życia. To dla mnie wielki honor!

Do tego samego pamiętnika 7 lat później wpisała mi się druhna Franciszka Kaczmarska, nasza hufcowa: "Wandzi, dzielnej drużynowej - Wytrwajmy w pracy dla idei harcerskiej, a osiągniemy wyżyny nie dla wszystkich dostępne. Buczę 8. I. 1937”. Kto nigdy nie był w harcerstwie zapewne przeczyta te słowa obojętnie, a być może z drwiącym uśmiechem. Ale kto, jako harcerz jeździł na obozy, śpiewał piosenki harcerskie przy ognisku, wśród lasu... kto wie, może nawet uroni łzę z tęsknoty za tamtym czasem.

Po wyjeździe druhny Sietnickiej zostałyśmy same i czekając na nową drużynową, dalej spotykałyśmy się. Choć nie było z nami naszej druhny, zbiórki przebiegały według wpojonego przez nią wzorca. Byłyśmy punktualne, uczynne, chętne do pomocy potrzebującym, tak w szkole czy na ulicy, jak i w naszych domach. Nasze harcerskie obowiązki traktowałyśmy niezmiernie poważnie. Ja stale byłam zastępową jednego zastępu, a koleżanka Hania Sobolewska prowadziła drugi, po wyjeździe z Miechowa Hani Wrońskiej.

Tymczasem w organizacji szkolnictwa w naszym rodzinnym mieście zapowiadały się duże zmiany. W Miechowie (oprócz szkoły powszechnej) było 8-klasowe gimnazjum męskie. Dziewczęta pragnące kontynuować naukę po ukończeniu szkoły powszechnej, musiały przenosić się do Olkusza, Krakowa lub innych większych miast, niestety dość oddalonych od Miechowa. Istniała nadzieja, że wkrótce i u nas otwarte zostanie gimnazjum dla dziewcząt. Ja miałam to szczęście, że naukę w szkole powszechnej zaczęłam już w wieku 6 lat, zatem mogłam pozwolić sobie na stratę jednego roku nauki. Nie leniuchowałam jednak, przerabiając materiał pierwszej klasy gimnazjum, dla zachowania ciągłości w nauce.

Wkrótce powstało w Miechowie 4-klasowe gimnazjum koedukacyjne, o dwu kierunkach: humanistycznym i matematyczno-przyrodniczym. Było w planie również utworzenie 2-letniego liceum, w którym nauka kończyłaby się maturą. Matura taka dawała prawo wstępu na uniwersytet i do wyższych szkół innego typu, bez egzaminu. Wszystko układało się zatem pomyślnie dla młodzieży żeńskiej mojego miasta.

My, harcerki cieszyłyśmy się ogromnie z takiego przebiegu zdarzeń, kontynuując nasze spotkania. W tym czasie odwiedziła nas druhna Franciszka Kaczmarska. Była ona młodą nauczycielką, która z początkiem lat trzydziestych rozpoczęła pracę w pobliskich Słomnikach. Jednocześnie zorganizowała tam drużynę harcerską, oddając się całym sercem tej działalności. Wiedziała o istnieniu naszej drużyny i słyszała o mnie. W roku szkolnym 1933/34 oficjalnie powierzyła mi zaszczytną funkcję drużynowej I Drużyny Harcerskiej (czyli właśnie tej, którą już prowadziłam) przy Szkole Powszechnej w Miechowie. Nasza drużyna przyjęła imię Jadwigi Tejszerskiej, zasłużonej harcerki i członka Polskiej Organizacji Wojskowej, więzionej i rozstrzelanej w 1920 roku przez bolszewików. Równocześnie moja przyjaciółka - Maryna Niedźwiecka została drużynową nowej drużyny (im. Zofii Wocalewskiej, zmarłej w 1934 roku harcmistrzyni, Naczelniczki Harcerek ZHP), przy gimnazjum koedukacyjnym w Miechowie.

Mnóstwo kolejnych dziewcząt zgłosiło się do naszych drużyn. Wszystkim podobał się mundur uszyty z szarego płótna, z kołnierzykiem i długimi rękawami, zapinany na guziki. Na lewym rękawie była przyszyta tarcza z herbem Miechowa, a pod nią wąski pasek z nazwą miasta. Zarówno tarcza, Jak i pasek były z tego samego szarego płótna jak mundur, dodatkowo z czerwonym obramowaniem. Na lewym ramieniu, podwiązany pod patką zwisał sznur harcerski z gwizdkiem. Ja miałam gwizdek z maleńkim kompasem, który jako wyjątkowo oryginalną pamiątkę ofiarowałam kiedyś mojemu wnukowi, druhowi Mateuszowi. Mundur nosiło się ze skórzanym pasem, zapinanym na klamrę. Często do tego pasa przywiązywało się ulubione maskotki, na przykład małe pluszowe misie, które jeździły z nami na biwaki i obozy. Na głowę zakładało się szary beret z lilijką harcerską, na której widniały litery: ZHP, czyli pierwsze litery nazwy naszej organizacji - oraz ONC, oznaczające słowa haseł - Ojczyzna, Nauka, Cnota. Pod kołnierz munduru zakładało się chustę harcerską, a na nogi skórzane, sznurowane, brązowe buty i grube skarpety.

Na prawym rękawie umieszczone były symbole zdobywanych kolejno sprawności. Symbole te wykonywało się ręcznie, wycinając z szarego płótna kółeczka o średnicy 3 cm, dziergając brzeg i haftując symbol sprawności czerwoną, bawełnianą nicią. Do dziś mam ich kilkanaście, schowanych na pamiątkę w szkatułce. Zniekształcone i wyblakłe od starości symbolizują: sprawność sanitariuszki, wskazidrogi, wędrowniczki, gimnastyczki, organizatorki gier i zabaw, szwaczki, prasowaczki, hafciarki, kucharki, ciastkarki, opiekunki dzieci, zdobniczki, wartowniczki... Do patki na ramieniu munduru przyszyty był pęk wstążek. Wstążki te, o szerokości l cm i długości 12 cm, symbolizowały kolory drużyny i zastępu. Każda drużyna miała kolor związany z jej nazwą. Moja drużyna miała kolor zielony, ponieważ przyjęła nową nazwę „Las”, zastępy natomiast, o nazwach: „Sarenki” - kolor jasno brązowy, „Pszczółki” - złoty, „Mrówki” - brązowo/szary i „Skowronki” - błękitny, jak kolor nieba.

Mundur był strojem galowym. Na obozy zabierałyśmy również tzw. obozówki. Były to proste, szare sukienki robocze, z paskiem i z krótkim rękawkiem, z okrągłym wycięciem pod szyją i kieszonką. Mundur wkładało się jedynie na zbiórki, obozowe apele lub ogniska albo na uroczystości harcerskie oraz państwowe, jeśli występowałyśmy oficjalnie jako organizacja młodzieżowa. Na obozy zabierało się ponadto plecak (zawsze wypełniony po brzegi), z przytroczonym, zrolowanym kocem i menażką. Do ręki brało się kij, czyli laskę harcerską o długości 1,5 metra. Nie przypominam sobie już co taki kij oznaczał i po się go zabierało, za to dobrze pamiętam, że był wielkim naszym utrapieniem, zwłaszcza przy wsiadaniu i wysiadaniu z pociągu czy autobusu. Musiał być, więc był!

Były jeszcze mundury instruktorskie - wełniane, szare, dwuczęściowe, składające się z żakietu i spódnicy - szczyt marzeń każdej harcerki. Druhna Franciszka właśnie w takim mundurze przychodziła do nas na zbiórki. Ani ja, ani moja przyjaciółka Maryna niestety nie miałyśmy szczęścia nosić takiego munduru, choć obie po kilku latach otrzymałyśmy stopień podharcmistrza (zielona podkładka pod krzyż ze złotą lilijką). Stopień ten nadała nam komendantka Chorągwi Kieleckiej, druhna Gębicowa.

Największą ozdobą był krzyż harcerski, który otrzymywało się po kilkumiesięcznym okresie próby. Na krzyż trzeba było zasłużyć swoją postawą. Należało wykazać się wiernością hasłu wypisanemu na lilijce harcerskiej i dawać gwarancję, że będzie się wiernym przyrzeczeniu, które składało się kładąc dwa palce prawej ręki na sztandarze drużyny. Wypowiadano przy tym słowa: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce; nieść chętną pomoc bliźnim; być posłusznym Prawu Harcerskiemu”. Niżej przytaczam jego treść, w brzmieniu dostosowanym - dla dziewcząt:

Prawo Harcerskie:

Harcerka służy Bogu i Polsce i sumiennie spełnia swoje obowiązki.

Na słowie harcerki można polegać jak na Zawiszy.

Harcerka jest pożyteczna i niesie pomoc bliźnim.

Harcerka w każdym widzi bliźniego, a za siostrę uważa każdą inną harcerkę.

Harcerka postępuje po rycersku.

Harcerka miłuje przyrodę i stara się ją poznać.

Harcerka jest kama i posłuszna rodzicom i wszystkim swoim przełożonym.

Harcerka jest zawsze pogodna.

Harcerka jest oszczędna i ofiarna.

Harcerka jest czysta w myśli, mowie i uczynkach; nie pali tytoniu, nie pije napojów alkoholowych.

Jak bardzo pasowały wtedy do treści przyrzeczenia słowa harcerskiej pleśni Chorągwi Lwowskiej:

„Ślubujem dziś

Iż nas nie złamie życia trud

Mirażem snów, pogonią złud

Iż będziem przyrzeczeniu wierni

My w archanielską moc pancerni

Ślubujem dziś”

W roku szkolnym 1933/34 były już zatem dwie drużyny harcerskie w Miechowie. A ponieważ była też drużyna w pobliskich Słomnikach - dało to podstawę do utworzenia Miechowskiego Hufca Harcerek. Hufcową została instruktorka harcerska druhna Franciszka Kaczmarska. Nasz Hufiec należał do Chorągwi Kieleckiej, z siedzibą w Kielcach.

W mojej drużynie miałam wspaniałe harcerki, zdolne, pracowite, ofiarne i pełne ciekawych pomysłów. W krótkim czasie nasza drużyna „Las” miała już swoją piosenkę, napisaną przez dziewczęta, w której pojawiają się nazwy zastępów:

„Wśród lasu kwitnącej polany, słońca promykiem zbudzone wre życie

Już wstały do pracy Mrówki w swym gmachu uśpione

Pszczółki na kwiatów kielichach, co tęczą kolorów się mienią

Sarenki wyszły z gęstwiny, lśniącej gałązek zielenią

Nad lasem cudną piosenkę Skowronki nucą w błękicie

Wre życie, praca i radość w poranek leśny o świcie”.

Miałyśmy też specjalny szyk swojej drużyny. Trzeba było dość dużo czasu, aby go wyćwiczyć. W szyku stawałyśmy błyskawicznie. Przyjęłyśmy też sobie tylko znane znaki - symbole do stosowania w terenie oznaczające np.:

-idź w tym kierunku

-nie chodź tędy

- w odległości ....kroków jest ukryty list (liczba nerwów na liściu wskazywała liczbę kroków, a wierzchołek jego blaszki - kierunek

-czekać ....minut

-spieszcie się

-nieprzyjaciel blisko

-spieszcie nam na pomoc.