Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
ISBN 8320003377
Książka dostępna w zasobach:
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Koninie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 256
Rok wydania: 1981
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
KINGA WIŚNIEWSKA-ROSZKOWSKA
PAŃSTWOWY ZAKŁAD WYDAWNICTW LEKARSKICH
trzecia mbodość
Wojewodzka Biblioteka Publiczna w Koninie 1
002-016689-00-0
druga i trzecia mtodość kobiety
Lekarz radzi kobietom
Doc. dr med. KINGA WIŚNIEWSKA-ROSZKOWSKA
cl ruga i trzecia mboclość
Starzenie się i przekwitanie a choroby
Starzenie się mężczyzny i kobiety
Czy nas to
Problemy wielkie i małe
Czego nas uczy Pawłów?
Szukamy eliksirów młodości
Demaskujemy podstępnych wrogów
Układamy jadłospisy
Głód leczy, odmładza i przedłuża życie
Chudniemy bez głodu
Najprostsze, najłatwiejsze i najtańsze
Czy pamiętamy o higienie psychicznej i odpoczynku?
Nasza wielka nadzieja: kosmetyka
Rodzina — źródło szczęścia lub niedoli
Cuda uśmiechu i dobrego słowa
a
cl ruga i trzecia mboclość
WARSZAWA 1981
PAŃSTWOWY ZAKŁAD WYDAWNICTW LEKARSKICH
©Copyright by Kinga Wiśniewska-Roszkowska, Warszawa 1964—1975, 1981
Recenzent prof. dr med. Halina Szwarc
Redaktor mg Danuta Koncewiczowa Redaktor techniczny Wiesława Chmielewska Korektor Joanna Piórkowska
Projekt okładki i winiet Michał Maryniak
ISBN 83-200-0337-7
PAŃSTWOWY ZAKŁAD WYDAWNICTW LEKARSKICH WARSZAWA 1981 r.
Wydanie V, Nakład 50 000+225 egz.
Papier offsetowy kl. V 71 g, rola 61 cm.
Oddano do składania w marcu 1980 r.
Podpisano do druku i druk ukończono w kwietniu 1981 r.
Skład: DRUKARNIA SKARBOWA — WARSZAWA
Zam. nr 1025
Druk i oprawa: Rzeszowskie Zakłady Graficzne,
Rzeszów, ul. Marchlewskiego 19.
Zam. nr 5263/81 Cena zł 28__
Spis treści
Wstęp
Trzydzieści i czterdzieści, pięćdziesiąt i sześćdziesiąt lat są to kamienie milowe na drodze życia. Drogę tę można przebywać i przeżywać bardzo różnie. Różne też czyhają na niej zasadzki, niebezpieczeństwa i niepokoje.
Dla mężczyzn problemem jest przede wszystkim utrata zdrowia, kobiety zaś cierpią głównie z powodu utraty młodego wyglądu i urody. Nie znaczy to, że mężczyźni, starzejąc się, zachowują młody wygląd i urodę — bynajmniej — ale brzydka połowa rodzaju ludzkiego nie przywiązuje do ich utraty takiej wagi, jak połowa zwana piękną.
Wprawdzie daleko za nami są te czasy, gdy w kobiecie ceniono tylko urodę, ale i dziś jeszcze wielu mężczyzn uważa ją za najwyższą, a nawet za jedyną wartość kobiety. I dziś jeszcze modny ,,kociak" triumfujący na łamach ilustrowanych tygodników jest ideałem wielu kobiet, które — spłycając to zagadnienie — wartość życia widzą jedynie w młodości, urodzie i seksualnym oddziaływaniu na mężczyzn.
Młodość i uroda pojęte właściwie są wyrazem pełnego zdrowia tak duchowego, jak i cielesnego, i w tym sensie są największym skarbem człowieka. Jeśli się umie ten skarb zachować, można być w pełni sprawnym, żywotnym i uroczym człowiekiem... nawet mając osiemdziesiąt lat.
W każdym wieku obowiązani jesteśmy dbać o zachowanie młodości oraz o swój wygląd — nie dla erotycznych podbojów, lecz dlatego, że jest to równoznaczne z troską o własne zdrowie i szczę-ście.
Przekroczywszy czterdziestkę trzeba już bardzo serio pomyśleć, jak to będzie za dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści lat. Czy zachowamy sprawność i zdrowie, czy też popadniemy w choroby i odrażające niedołęstwo starości.
Warto też zrobić bilans dotychczasowego życia i zdać sobie sprawę z zapasu sił żywotnych, młodości i zdrowia. Jak to ocenić? W bardzo prosty sposób. Wystarczy spojrzeć na siebie naprawdę trzeźwo i krytycznie. Z punktu widzenia biologii i medycyny nie ma żadnego powodu, by kobieta czterdziestoparoletnia wyglądała wyraźnie starzej od swej dwudziestoletniej córki. Powinna wyglądać najwyżej na jej starszą siostrę i być tak samo zdrowa, młodzieńczo szczupła, ruchliwa, pełna życia i radości.
Co jest przyczyną, że rzeczywistość tak często odbiega od tego wzoru, jak to wygląda w życiu kobiety, na czym polega starzenie się i co można zrobić, by jak najdłużej zachować młodość, zdrowie i urodę — oto sprawy, którym poświęcona jest niniejsza książka.
Medycyna współczesna mocno podkreśla, że walkę ze starością rozpoczynać trzeba bardzo wcześnie, gdyż dużo łatwiej jest zapobiegać niż leczyć i naprawiać. A, niestety, już bardzo wcześnie bo w wieku dziewczęcym, a nawet dziecięcym, nabieramy szkodliwych przyzwyczajeń, które później fatalnie odbijają się na naszym zdrowiu i tempie starzenia się. Już w dzieciństwie wytwarza się silny pociąg do słodyczy, które rujnują zęby, a w późniejszynr okresie są przyczyną otyłości. Już młode dziewczęta zaczynają palić, nie myśląc wcale o tym, jak straszną klęskę ściągają przez to na dojrzałe lata. Miażdżyca zaczyna się już w dzieciństwie — tak! to nie przesada. Ta zmora naszego wieku podeszłego i starości tkwi korzeniami w latach dziecięcych. Będę o tym pisać w odpowiednich rozdziałach tej książki i jeżeli tu poruszam te sprawy, to dlatego, by mocno uprzytomnić Czytelniczkom, że w wieku dojrzałym i podeszłym zbieramy to, co zasiane zostało w pierwszej młodości i że im wcześniej zaczniemy walkę o drugą i trzecią młodość — prawdziwie młodą, zdrową i szczęśliwą — tym łatwiej i pewniej ją wygramy.
Bardzo proszę każdą z Czytelniczek, by po przeczytaniu tej książeczki dała ją również do przeczytania córce, wnuczce czy siostrzenicy — niech już w swej pierwszej młodości zastanowią się, od czego zależy zdrowie i uroda i jak je na długie lata zachować.
Lata około czterdziestki nazywa się niekiedy „drugą młodością" kobiety. Później wyjaśnię, dlaczego. Ta „druga młodość", niewiele różniąca się od pierwszej, powinna być pełnią rozkwitu fizycznego i psychicznego.
Po pięćdziesiątce i po przejściu okresu przekwitania kobieta ma
otvło4H°o dZ'ej.d0jrZałego co nie oznacza bynajmniej
otyłości ani wyraźnego postarzenia się. Powińna ona zachować młodzieńczą sylwetkę, ruchliwość i zdrowie, pozostać nadal młoda i pełna uroku.
Jak nazwać te lata po przekwitaniu? Czy kierować się teraźniejszością, czy nadzieją na lepszą przyszłość? Wybierzmy optymizm i nazwijmy ten okres „trzecią młodością" kobiety w przekonaniu, że to, co udaje się dziś tylko jednostkom, stanie się wkrótce zdobyczą ogółu. Odniesiemy pełne zwycięstwo nie tylko nad czterdziestką, ale i nad pięćdziesiątką, bo przecież zależy to przede wszystkim od nas samych.
W tym okresie życia często zostajemy już babciami. Dawniej kobiety piękne i „błyszczące" w świecie panicznie się tego bały. Dziś nie mamy czego się obawiać: zniknęło pojęcie babci pomarszczonej, zgarbionej, zdolnej tylko do niańczenia wnuków. Na podstawie nowych zdobyczy medycyny lansujemy dziś model babci młodej i pięknej, żyjącej bogatym, własnym życiem. I coraz częściej takie właśnie babcie spotykamy.
Realizacja tego ideału wymaga jednak siły woli i charakteru, walorów serca i rozumu. Pamiętajmy, że człowiek to psychofizyczna jedność i że chcąc utrzymać młodość i zdrowie musimy dbać nie tylko o ciało, ale i o psychikę, rozwijać inteligencję, kształcić wolę, pogłębiać życie duchowe.
Wszystko to trzeba budować na naszej zwykłej, codziennej egzystencji, która dla każdego, ma inną twarz, przed każdym stawia inne problemy i zadania, zmieniające się również z wiekiem. Inne będą one dla kobiety trzydziestoletniej, inne po pięćdziesiątce, a jeszcze inne po siedemdziesiątce. „Druga i trzecia młodość" to bardzo długi okres życia. W niewielkiej książce nie można dokładnie omówić wszystkich związanych z nim zagadnień — można je tylko „musnąć", mocno przy tym podkreślając, że te trudności i bolączki dnia powszedniego mają ogromny wpływ na zdrowie i urodę. Wpływ ten jest zresztą obustronny — są to sprawy ściśle ze sobą związane i nawzajem od siebie zależne. Prawidłowe rozwiązanie trudności i problemów życiowych bardzo przyczynia się do utrzymania zdrowia i młodości, i na odwrót — człowiek zdrowy i energiczny dużo łatwiej opanowuje te wszystkie trudności.
Jak długo może trwać trzecia młodość kobiety? Nie stawiajmy jej granic, nie patrzmy na metryki i kalendarze. Dopóki umiemy cieszyć siężyciem i przyczyniać się do szczęścia innych — jesteśmy młodzi.
Kiedy, jak i dlaczego się starzejemy?
Gdy w pierwszej połowie XIX wieku Balzak w swej słynnej powieści dał prawo do miłości i szczęścia kobiecie trzydziestoletniej, stało się to rewelacją na miarę światową. Dziś uśmiechamy się, myśląc o tym — zwróćmy jednak uwagę, że wtedy oceniano kobietę z punktu widzenia jej przydatności do małżeństwa i macierzyństwa. A przecież i dziś ginekolodzy głoszą, że najlepszy wiek do pierwszego porodu to 22—28 lat, potem już nazywają kobietę ,.starą pierwiastką", uprzejmie dodając, że nie odnosi się to absolutnie do jej wieku jako takiego, tylko do jej sprawności przy pierwszym porodzie. Po trzydziestce tkanki są już mniej elastyczne, krocze częściej pęka, ujście macicy rozwiera się gorzej... warunki pogarszają się z roku na rok.
Czyżby więc nasi przodkowie z czasów pana Balzaka mieli rację? W każdym razie niedawna moda na młodzieżowość, krótkie spódniczki i dziecięce fryzurki nie zmieniła faktu, że już koło trzydziestki zmniejsza się sprężystość tkanek, pojawiają się pierwsze zmarszczki, ba — nawet pierwsze siwe włosy.
Objawy starzenia się są ogólnie znane i każdy na pierwszy rzut oka potrafi ocenić stopień zaawansowania tych zmian. Wbrew ogólnie przyjętym, kurtuazyjnym zapewnieniom zwykle w głębi duszy trafnie określamy prawdziwy wiek kobiety, nieraz ulegając tylko ogólnemu wrażeniu i nie zdając sobie sprawy, co stanowi tę nieomylną wskazówkę. Z początku mogą to być bardzo nikłe objawy, jakieś ogólne przygaszenie, spowolnienie ruchów, zmarszczka na szyi, nieznaczne przygarbienie albo przytycie. Każdy z tych drobnych jeszcze i ledwie zaznaczonych objawów ma swoje podłoże w zmianach, jakie z upływem lat zachodzą w ośrodkowym układzie nerwowym, w stawach, tkance podskórnej i układzie gruczołów dokrewnych.
Kiedy kobieta zaczyna się starzeć? Trudno odpowiedzieć, gdyż nie ma tu żadnej reguły. Wiek kalendarzowy może zupełnie nie zgadzać się z tzw. wiekiem biologicznym, czyli z ogólnym stanem organizmu, jego zasobem sił i energii życiowej. Wielką rolę odgrywa tu tryb życia, sposób odżywiania, temperament, przeżycia psychiczne, warunki ekonomiczne, a nawet klimat kraju, w którym się żyje. Ponadto duże znaczenie ma dziedziczność. Po rodzicach dziedziczymy nie tylko kształty ciała, lecz i sposób starzenia się. Dziedzicznością też i wrodzonym zapasem sił tłumaczyć należy fakt, że jedni ludzie starzeją się wcześniej, pomimo dobrych warunków, inni zaś mimo licznych szkodliwości życiowych zwycięsko opierają się zniszczeniu aż do późnej starości. U tego samego człowieka pewne narządy są biologicznie silniejsze i bardziej odporne, dłużej więc zachowują swą młodość, inne zaś szybciej ulegają zmianom starczym i chorobom. Trzeba też wziąć pod uwagę, że procesy starzenia się są na ogół — zwłaszcza w początkowych stadiach — w dużej mierze odwracalne, to znaczy, że mogą zarówno narastać, jak cofać się i ustępować, zależnie od warunków życia, od leczenia itp. Wiele razy obserwujemy, że młoda dotychczas kobieta szybko się starzeje pod wpływem ciężkich przeżyć lub przemęczenia, a po pewnym czasie z niejakim zdziwieniem stwierdzamy, że wystarczył miesięczny dobry wypoczynek i znów wróciła jej młodość. Podobnie miłość i szczęście mogą przywrócić młodość samotnej, starzejącej się kobiecie. Przykłady takie można mnożyć.
Wielkie znaczenie ma w tych sprawach gruntowny wypoczynek, zmiana diety, a przede wszystkim poprawa stanu układu nerwowego, szczęśliwe wydarzenia, powodzenie życiowe itp.
Zależnie od tych czynników starzenie się kobiety występuje wcześniej lub później, stopniowo lub etapami, nieraz zaskakująco szybko, a nieraz tak powoli i niedostrzegalnie, że przez długie dziesiątki lat dana osoba prawie się nie zmienia.
W naszych warunkach życia pierwsze oznaki starzenia się występują na ogół między 25 a 30 rokiem życia i w jednakowym stopniu u obu płci. Powszechne prżekonanie o szybszym starzeniu się kobiet opiera się na pewnych procesach biologicznych występujących dopiero około 50 roku życia (będzie o tym mowa później). Jeśli chodzi o wiek wcześniejszy, opinię tę powodują raczej pewne zewnętrzne okoliczności życiowe. Przede wszystkim kobiety są znacznie bardziej obciążone i przemęczone niż mężczyźni. Stwierdzono, że absencja chorobowa robotnic mężatek jest kilkakrotnie wyższa niż robotnic niezamężnych (nie biorąc pod uwagę urlopow macierzyńskich i wypadków tzw. bumelanctwa). Porody, poronienia, karmienie, zajmowanie się dziećmi, praca domowa i do tego praca poza domem—to wszystko^ nie tylko osłabia odporność p,rzeciw chorobom,ale musi spowodować przedwczesne starzenie się. Innym powodem natury bardziej psychologicznej jest fakt, że kobieta oceniana jest przez mężczyzn, a ci zawsze chcą w niej widzieć piękno i wdzięk pierwszej młodości, urok dziewczęcości. Tracąc dziewczęcość kobieta traci wartość w ich oczach.
Jeśli kobieta nie jest przedwcześnie zniszczona przez ciężkie życie, to porównanie 38-letniej kobiety z 38-letnim mężczyzną nie wykaże wyraźnych różnic na jego korzyść, jeśli chodzi o ich twarze, figury, włosy — czasem jest wręcz odwrotnie. Zachodzi tu jednak taka różnica, że od niego nikt nie wyfnaga chłopięcości — przeciwnie — im bardziej jest „męski", tym lepiej, i nawet łysina go nie dyskwalifikuje, podczas gdy do niej wciąż przykłada się miarę dziewczynki.
Koło czterdziestki postępująca utrata elastyczności tkanek objawia się w liczniejszych już zmarszczkach i wiotczeniu skóry, zwłaszcza w miejscach, w których z natury jest ona luźniejsza, np. na szyi. Zaznacza się to u kobiet chudych. U skłonnych do tycia utrata elastyczności objawia się obwisaniem obciążonej tłuszczem skóry, co postarza bardziej niż zmarszczki. Zjawiają się też inne defekty, np. drobne brodaweczki na szyi, plamy barwnikowe na twarzy — skóra gorzej reaguje na opalanie. Nie są to jeszcze wielkie kłopoty i przy odrobinie starań i rozsądnym trybie życia kobieta ma duże szanse utrzymania młodego wyglądu aż do przekwitania, czyli do 48—50 roku życia. Dopiero-przekwitanie jest tym przełomem, po którym trudniej zachować młody wygląd.
O tym będzie mowa w następnym rozdziale, teraz zaś należy omówić przyczyny starzenia się, by móc wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski.
Od najdawniejszych czasów uczeni zastanawiali się nad przyczynami starości. Gdyby udało się znaleźć istotną przyczynę, można by zapobiegać, wynaleźć skuteczne lekarstwo, przedłużyć życie i młodość... kto wie , na jak długo? Za przywrócenie młodości Faust oddał diabłu duszę. Jakiż majątek i sławę zdobyłby lekarz, tóry umiałby skutecznie odmładzać! Już średniowieczni uczeni przypuszczali, że człowiek mógłby żyć 150, a nawet 200 lat, ale ratu"e^ Wldz|e!i w stosowaniu różnych czarodziejskich eliksirów, w s ad których wchodziły głównie sproszkowane drogie kamienie mi Jnn! ma9'czne środki. Niektórzy radzili spożywać narządy młodych zwierząt, a nawet pić krew dzieci. W miarę rozwoju nauk
biologicznych — medycyny i higieny w XVII! i XIX wieku — zaczynają pojawiać się coraz rozsądniejsze poglądy oparte na obserwacjach naukowych. Zaczyna przeważać opinia, że człowiek sam przyspiesza swą starość i śmierć przez liczne błędy, które popełnia w ciągu życia. Aby przedłużyć młodość, trzeba więc unikać szkodliwości, prowadzić rozsądny i umiarkowany, zgodny z naturą tryb życia, odżywiać się lekko i skromnie, unikać wszelkich ekscesów i psychicznych wstrząsów, dużo wypoczywać i zachowywać dobry humor. Słowem, chcąc przedłużyć życie, trzeba nauczyć się nie skracać go.
Współcześni gerontolodzy, czyli uczeni zajmujący się zagadnieniami starości, mają bardzo różne poglądy na przyczyny starzenia się i możliwości przedłużania życia. Niektórzy na przykład sądzą, że przyczyną starości jest odkładanie się w komórkach i tkankach organizmu szkodliwych substancji, odpadków przemiany materii, które powstają w ciągu życia i nie są dostatecznie wydalane lub unieszkodliwiane. Można by więc przedłużyć życie przez ograniczenie wytwarzania tych substancji lub zwiększenie ich wydalania. Według innych każdy organizm ma wrodzony zapas energii życiowej, którym może rozporządzać, a w miarę wyczerpywania się tego zapasu starzeje się i ginie.
Teorii jest wiele, ale żadna z nich nie jest oficjalnie uznana przez naukę, która — mimo ogromu badań, doświadczeń i obserwacji— jeszcze nie wykryła istotnych, przyczyn starzenia się.
Wielu uczonych uważa, że starość jest po prostu okresem życia, podobnie jak niemowlęctwo, dzieciństwo i młodość. Nie jest więc zjawiskiem chorobowym ani objawem niszczenia się organizmu—tylko naturalną fazą. Można więc postawić pytanie: kiedy ta starość ma nastąpić i jak ona ma wyglądać?
Bardzo ciekawych spostrzeżeń dostarczają sztuczne hodowle komórek i tkanek. Wiemy z biologii, że komórka jest to najmniejsza zorganizowana, niedostrzegalna gołym okiem, bryłka żywej substancji, składająca się z tzw. plazmy i umieszczonego w środku jądra. Z takich komórek składają się organizmy roślin i zwierząt, a najmniejsze ustroje, a więc bakterie i tzw. pierwotniaki, składają się z jednej tylko komórki. Ciało człowieka zawiera olbrzymią, niezliczoną wprost ilość komórek, wysoce zróżnicowanych i przystosowanych do najrozmaitszych czynności życiowych. Jedne z nich przybierają postać wydłużonych włókien mięsnych i kurcząc się powodują ruchy. Inne — komórki nabłonkowe — pokrywają powierzchnię ciała, jeszcze inne, jak komórki gruczołowe, produkują różne potrzebne dla życia soki i wydzieliny. Komórki kostne wytwarzają substancję międzykomórkową, w której osadzają się sole wapnia i fosforu, przez co powstaje twardy zrąb kostny dla naszego ciała. Takich różnych czynności można by wymieniać wiele.
Aby komórki mogły spełniać swe różnorodne czynności, muszą mieć zagwarantowane podstawowe warunki życiowe: 1) oddychanie, a więc pobieranie tlenu, a wy-daianie dwutlenku węgla; 2) odżywianie, czyli dopływ koniecznych do życia sub' stancji - 3) wydalanie szkodliwych produktów, powstających przy procesach życiowych, czyli przy tzw. przemianie materii. Te substancje muszą być ciągle wydalane, gdyż pozostając w komórce zatrułyby ją.
Tlen i pokarm komórki czerpią z krwi, a do krwi wycalają toksyczne produkty swej przemiany materii, jak dwutlenek węgla i inne związki chemiczne.
Zbiór połączonych ze sobą komórek, jednakowych co do budowy i pełniących te same czynności,* nazywamy tkanką. W organizmie ludzkim są rozmaite tkanki, np. tłuszczowa, mięsna, kostna, chrzęstna, nabłonkowa, nerwowa. Z tkanek zbudowane są narządy, np. w skład żołądka wchodzą tkanki: nabłonkowa, mięsna, tłuszczowa i łączna. Tkanka łączna spełnia rolę kitu spajającego ze sobą tkanki i narządy, wciska się też wszędzie tam, gdzie występuje jakiś ubytek z powodu zniszczenia cząstki organizmu. Główną tkankę czynną każdego narządu nazywamy miąższową, np. w żołądku będzie to tkanka nabłonkowa, wytwarzająca gruczoły produkujące żołądkowy sok trawienny.
Przekonano się, że kawałki tkanek wycięte z organizmu zwie-rzęcią lub człowieka-i umieszczone w specjalnym odżywczym płynie można utrzymywać przy życiu bardzo długo, nawet znacznie dłużej niż organizm, z którego zostały wzięte. Poszczególne komórki nie żyją nieograniczenie długo. Po pewnym czasie trwania giną albo rozmnażają się przez podział, przy czym z jednej komórki powstają dwie nowe, młode. „Nieśmiertelny" mógłjby więc być taki organizm, w którym na miejscy zużytych, uszkodzonych i ginących komórek stale powstawałyby nowe. Taką odnowę nazywamy regeneracją. Niektóre organizmy stojące na niskim stopniu rozwoju rzeczywiście wykazują coś w rodzaju takiej „nieśmiertelności", np. stułbia, drobne zwierzątko morskie, rozmnażające się przez pączkowanie. Stułbia nie kończy swego życia naturalną śmiercią, dlatego że stale z jednego końca obumiera, a z drugiego przyrasta. Warunkiem tego jest bardzo niskie zróżnicowanie komórek i bardzo duża zdolność regeneracji. W miarę różnicowania się komórek u wyższych form zwierzęcych ich zdolność odnowy i rozmnażania się słabnie, a komórki ośrodkowego układu nerwowego, czyli mózgu i rdzenia, w ogóle nie rozmnażają się od wczesnego okresu życia organy te nie mogą się więc regenerować, czyli odnawiać. W podobnej sytuacji jest serce.
BiaiP i r7o1'Zm'e 'udzk'm największą zdolność regeneracji ma krew i tkanka łączna, ne Drzez nil!6 m'3 a ,krwi stale w 09romnych ilościach obumierają i są zastępowa-wielka zdolnrvłr mf'^ V wewnętrzne również mają pewną, choć stosunkowo niezdolności — diatonn°ry W- Przypadku uszkodzenia lub zniszczenia. Mózg nie ma tej czyć na całe żvcio i -690 nazwano ..stuletnimi", gdyż muszą nam wystar-
CatS ZyCle' Jes" ktoraś z n^h zostanie zniszczona, nowa ,uz nie powstanie.
Pamiętajmy, że w tym wielkim, bardzo skomplikowanym i precyzyjnie zorganizowanym „państwie komórek", jakie stanowi nasz organizm, mózg jest władzą centralną, sprawującą bardzo ścisłe rządy za pomocą dwóch układów nerwowych. Jeden z nich, związany z naszą świadomością, dostarcza wrażeń zmysłowych lub bólowych i przekazuje nasze rozkazy do mięśni, dzięki czemu możemy wykonywać ruchy — jest to układ nerwów obwodowych. Drugi to układ nerwowy autonomiczny, kierujący narządami wewnętrznymi i wszystkimi czynnościami organizmu, odbywającymi się bez^ udziału naszej woli i świadomości. Poprzez niesłychanie rozgałęzioną i skomplikowaną sieć włókien nerwowych tych dwóch układów mózg wpływa w wysokim stopniu na procesy życiowe wszystkich komórek i tkanek organizmu. Na przykład tak podstawowa czynność jak oddychanie zależna jest w zupełności od ośrodkowego układu nerwowego. Podobnie jest z innymi ważnymi czynnościami organizmu. Wszystkie zaś niższe ośrodki mózgowe związane są z korą mózgową, siedliskiem naszego życia psychicznego i świadomości.
Rozumiemy już teraz, dlaczego życie psychiczne tak bardzo wpływa na stan zdrowia fizycznego i odgrywa tak wielką rolę w procesie starzenia się. Rozumiemy też, dlaczego musimy zestarzeć się i umrzeć. Nawet jeślibyśmy zdołali uchronić się od wszelkich chorób, czeka nas w końcu starość i śmierć tzw. fizjologiczna, a więc nie w wyniku choroby tylko naturalna, niejako programowa, spowodowana wyczerpaniem mózgu, który nie może się odnawiać. Gdy ten centralny motor naszych życiowych czynności skończy swą pracę, zamiera oddychanie i krążenie krwi — wszystkie narządy i tkanki kończą życie.
Obliczono, że przy odpowiednim postępowaniu mózg ludzki mógłby funkcjonować przez 150 lat, a nawet dłużej. Jakże więc źle musimy się z nim obchodzić, skoro jego życie trwa przeciętnie połowę tego okresu.
Komórki mózgowe są niesłychanie delikatne i wrażliwe na wszelkie, nawet niewielkie czynniki szkodliwe, na zmęczenie, brak tlenu, na wszelkie zatrucia i zaburzenia składu krwi. Pod wpływem chorób lub zatruć człowiek traci często przytomność — uszkodzone komórki jego mózgu przestają funkcjonować. Stany te, na szczę-. ście, mogą być odwracalne. Jeśli wpływy szkodliwe nie są za silne i nie trwają zbyt długo, to po usunięciu ich mózg wraca do poprzedniego stanu. Szkodliwe dla komórek mózgowych są też zmartwienia, przemęczenie, ciężkie przeżycia i wstrząsy psychiczne, a najlepszym lekarstwem, przywracającym prawidłowy stan tego
narządu, jest odpoczynek, sen, pogodny nastrój i świeże, bogate w tlen powietrze.
Wróćmy do naszych sztucznych hodowli komórek i tkanek. Obserwując je uczeni, stwierdzili, że decydujące znaczenie dla zachowania ich w dobrym stanie ma prawidłowy skład płynu, w którym żyją hodowane komórki. Płyny te muszą mieć ściśle określoną zawartość substancji, muszą być też często zmieniane dla usunięcia wydalonych przez komórki, szkodliwych produktów przemiany materii. Jeśli do płynu hodowlanego dodamy zbyt dużą ilość pokarmu, albo nie będziemy płynu wymieniać i dopuścimy do tego, że nagromadzi się w nim duża ilość wydalonych produktów przemiany, wtedy komórki przestaną się rozmnażać i zaczną wykazywać objawy degeneracji, czyli zwyrodnienia, a w końcu zginą, co zupełnie przypomina zwyrodnienie i obumieranie komórek w procesach starzenia się organizmów wielokomórkowych. Zasadniczą różnicą jest fakt, że starzenie się takich organizmów jest procesem stopniowym, rozciągniętym na długi czas.
W organizmie ludzkim rolę płynu hodowlanego spełnia krew, która dostarcza do wszystkich komórek tlen i pokarm, a zbiera produkty przemiany. Tlen dostarczają do krwi płuca, pokarm — żołądek i jelita, a produkty przemiany wydalane są przez nerki.
W świetle wyżej podanych faktów zrozumiemy bez trudu jedno z podstawowych zjawisk życia: mianowicie walkę organizmu o zachowanie stale takiego samego, prawidłowego stanu krwi. Krew przenika i obmywa jednocześnie wszystkie narządy i tkanki, zarówno bardzo ważne dla życia, jak mózg i serce, jak i mniej ważne, np. mięśnie. W momentach krytycznych, gdy grozi zachwianie równowagi i zaburzenie składu krwi, organizm — dla zachowania tego składu i utrzymania prawidłowego stanu ważnych narządów — odkłada nadmiar szkodliwych produktów w narządach mniej ważnych, albo też odciąga pewne substancje z tych mniej cennych tkanek.
Jeśli w pożywieniu brak wapnia, organizm zabiera wapń z zębów i kości. Zęby się psują, kości kruszeją, ale zawartość wapnia we krwi pozostaje prawidłowa. Przy długotrwałym głodzie organizm „żywi się" własną tkanką tłuszczową i mięśniami, oszczędzając jak najdłużej narządy wewnętrzne, a prawie do końca mózg i serce. Natomiast przy nadmiarze pewnych substancji w pożywieniu, a niemożliwości ich wydalenia lub przerobienia, organizm odkłada je w tkankach mniej ważnych, w chrząstkach, stawach, mięśniach, w tkance podskórnej i skórze. Takie złogi - h °rz^i!^ ^was moczowy i cholesterol, wapń, różne organiczne Darwniki i inne substancje. Narządy, w których osadzają się z ogi, zaczynają chorować — mogą powstawać przewlekłe
wypryski skórne, zaburzenia stawowe czy mięśniowe. Do takich schorzeń należy też miażdżyca, czyli skleroza tętnic, polegająca na osadzaniu się złogów cholesterolu w błonie wyściełającej tętnice od wewnątrz. Tętnice są to rozgałęziające się rurki, którymi krew płynie od serca do narządów. Miażdżyca, dotycząca zwykle tętnicy głównej oraz tętnic mózgu, serca i nerek, stanowi bardzo poważną chorobę, która ujawnia się głównie w wieku podeszłym i starczym.
Trzeba stwierdzić, że — niestety — nie zawsze organizm nasz ma możność uratowania sytuacji przez pozbycie się szkodliwych nadmiarów, choćby kosztem obarczenia mniej ważnych tkanek. Jeśli to się nie uda i wystąpią zmiany składu krwi uchwytne dla badań laboratoryjnych, oznacza to wyraźną już, a często ciężką i nieuleczalną chorobę. Organizm nasz ma bardzo wiele tzw. ochronnych mechanizmów regulujących, za pomocą których może przeciwdziałać szkodliwym wpływom i ratować zagrożoną sytuację. Szkodliwości życiowe prawdopodobnie jednak znacznie przerastają te obronne możliwości, gdyż organizm ludzki często ponosi klęskę, popadając w chorobę.
Wyobraźmy sobie teraz, że szkodliwości te działają dzień po dniu przez dziesiątki lat. Nie są tak duże, by spowodować jakąś gwałtowną, ciężką chorobę, jesteśmy wciąż „zdrowi", czujemy się dobrze. Badania nie wykrywają żadnych odchyleń ani w stanie narządów, ani w składzie krwi. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że metody naszych badań są bardzo jeszcze niedoskonałe i mało subtelne. Często jeden rzut oka, ogólne wrażenie, jakie człowiek czyni, mówi więcej niż badania, które niczego nie wykrywają, ale trudno się opierać na wrażeniach.
A życie trwa dalej. I wciąż wchłania się dym z papierosów i zatrute wyziewy nie wietrzonych lokali, wciąż płyną potoki czarnej kawy, wciąż wpycha się do żołądka zbyt duże ilości jedzenia: tłuszczu, mięsa, wędlin, słodyczy. Na urlop i świeże powietrze wyjedzie się raz na rok, a i tam nie wypuszcza się papierosa z ust.
0 gimnastyce nie ma mowy, o ruchu też nie — przecież ideałem jest własny samochód. A do tego i w domu, i w pracy ciągłe zmartwienie, zdenerwowania, obawy. „Takie jest życie — powiadamy
1 na to nie ma rady". Goni się tylko za rozrywką, chwyta się wszelką chwilową przyjemność, nie interesując się jej skutkami. Nudne i oklepane higieniczne przepisy uważa się za bzdury wymyślone przez dziwaków. Im więcej się o nich pisze, tym mniejsze wrażenie, w końcu nikt nie traktuje ich na serio. — Po co?^^0£s-teśmy przecież zdrowi i nic nam nie zaszkodzi.
Krew natomiast jest wciąż niedotleniona, zatruta, przeładowana, mózg stale rozdrażniony i przemęczony, a organizm z rozpaczliwą energią uruchamia wciąż wszystkie swe urządzenia obronne. Unieszkodliwia, zobojętnia, ratuje jak może, dzień po dniu. I nagle grom z jasnego nieba: zawał serca, cukrzyca, nadciśnienie, rak... Co za straszne nieszczęście i skąd się to wzięło tak nagle?
Pewien lekarz higienista powiedział, że aby żyć długo, trzeba dostatecznie wcześnie popaść w przewlekłą chorobę, która zmusi do unikania szkodliwości, do zachowania diety itp. Stąd może powiedzenie, że skrzypiące drzewo najdłużej wytrzymuje. Faktem jest, że ludzie tzw. zdrowi, żyjący „jak im serce dyktuje", często padają ofiarą nagłej, nieuleczalnej choroby. Czasem jednak organizm załamuje się stopniowo, nie uważamy się w ogóle za chorych, ale w pewnym momencie życie brutalnie uświadamia nam naszą otyłość, ociężałość, zadyszkę wysiłkową, kłucie w sercu, worki pod oczami i zwiędłą cerę. I znów: „Skąd się to wzięło, przecież nie mam jeszcze pięćdziesięciu lat"?
Niewiele przesadzając można by nasze życie codzienne nazwać nieustannym psuciem i rujnowaniem organizmu. Nie można się potem dziwić, że śmierć fizjologiczna to biały kruk, a fizjologiczna prawidłowa starość to coś, o czym nawet nie wiemy, jak wygląda, bo nie znamy starców wolnych od przewlekłych chorób. Sama miażdżyca tętnic powoduje ponad 50% zgonów w wieku starszym, głównie z powodu zawałów serca i wylewów domózgowych. A nowotwory złośliwe? A niewydolność krążenia? Nie starość, lecz choroby kładą kres naszemu życiu. I właściwie nawet trudno te sprawy ściśle rozdzielić, bo wszystko, co upośledza podstawowe czynności życiowe komórek i tkanek, działając przez czas dłuższy, prowadzi do ich postępującego zwyrodnienia, a to jest podstawą zarówno przewlekłych chorób, jak i przedwczesnego starzenia się.
Pamiętajmy, że wszystkie opisywane zmiany, jakim organizm ludzki ulega na starość, powstały nie tylko wskutek samej starości, ale i z powodu licznych szkodliwych wpływów, działających na człowieka przez całe życie. Gdyby człowiek od urodzenia żył ściśle według przepisów higieny i zdołał uniknąć wszelkich szkodliwych wpływów i chorób, dopiero wtedy starość jego byłaby zupełnie prawidłowa, czyli fizjologiczna, a życie jego trwałoby niewąt-p iwie znacznie dłużej. W obecnych warunkach cywilizacyjnych starość ludzka jest z reguły połączona z chorobami, które nie są Koniecznością i których można byłoby uniknąć, lub też z nich się
Powstaje tu pytanie, jak długo moglibyśmy żyć, gdyby nam się udało rzeczywiście uniknąć tych szkodliwości. Kilkaset lat temu pewien przyrodnik zwrócił uwagę na fakt, że zwierzęta należące do różnych gatunków ssaków żyją przeciętnie 6 razy dłużej niż trwa okres ich osobniczego rozwoju '(tj. okres od urodzenia do pełnej dojrzałości). Jeśli u jakiegoś gatunku zwierząt okres ten trwa np. 2 lata, to właściwa dla tego gatunku długość życia wy-wynosi około 12 lat. Ponieważ okres rozwoju człowieka trwa około 20 lat, to według tego prawa przeciętna długość jego życia powinna wynosić około 120 lat. Obecnie wynosi ona 70 lat (ok. 67 dla mężczyzn i około 73 dla kobiet).
Trudno oczywiście twierdzić, że takie prawidło ze świata zwierzęcego można stosować i do człowieka. Wiele jednak za tym przemawia. Trzeba tu uwzględnić, że miażdżyca, która w krajach europejskich występuje prawie u wszystkich starców — zawsze przyspieszając ich starzenie i skracając życie — nie jest wcale jakimś nieuniknionym przeznaczeniem człowieka starego, lecz jest chorobą spowodowaną przede wszystkim przez wadliwe, zbyt obfite i tłuste odżywianie się. W krajach, gdzie#przeciętne pożywienie jest dużo mniej energetyczne i prawie pozbawione tłuszczów zwierzęcych, miażdżycę spotyka się rzadko (w Japonii, Korei czy w Indiach). Wiemy też, że istnieją na świecie takie „oazy długowieczności", gdzie ludzie przy prostym i raczej skąpym odżywianiu i przy pracy fizycznej na świeżym powietrzu nierzadko osiągają 110, a nawet 120 lat, zachowując niezłą sprawność. Jako ciekawostkę przytoczę tu fakt, że w starożytnym Egipcie, składając komuś życzenia, wymieniano nie 100, a 110 lat jako wiek upragniony i możliwy do osiągnięcia.
Na zakończenie tego rozdziału wyjaśnić trzeba kilka podstawowych pojęć, często używanych w dalszych częściach książki. Przede wszystkim rozróżniać należy geriatrię i geron-t o I o g i ę. Geriatria jest medycyną starości (podobnie jak pediatria jest medycyną wieku dziecięcego), a geriatrą może być tylko lekarz. Natomiast gerontologia jest to nauka o starzeniu się; zajmuje się ona badaniem tych procesów nie tylko u ludzi, ale również u zwierząt i roślin, i uwzględnia wszystkie związane z tym problemy. W gerontologii pracować więc mogą przedstawiciele różnych dziedzin, zarówno medycyny, jak biologii, psychologii, socjologii i innych.
Profilaktyką geriatryczną nazywamy zapobieganie przedwczesnemu starzeniu się, chorobom i zniedołężnieniu wieku starczego. Jest to więc postępowanie zmierzające do utrwalenia młodości i zdrowia. Szerzeniem zasad profilaktyki geriatrycznej zajmuje się geriatria, czyli medycyna starości.
Wiek kalendarzowy jest to po prostu liczba przeżytych lat, natomiast wiek biologiczny jest określany przez ogólną sprawność i żywotność organizmu, które z wiekiem stopniowo maleją, ale z różną szybkością u różnych osób. Wiek biologiczny nie zawsze • posuwa się równolegle i zgodnie z kalendarzowym. Można to łatwo stwierdzić, obserwując starych ludzi w tym samym wieku kalendarzowym — jeden z nich może być jeszcze zupełnie sprawny i zdrowy, drugi zaś już niedołężny i otępiały. Mówimy wówczas, że ich wiek biologiczny jest różny.
Wiemy już, kiedy, jak i dlaczego się starzejemy, ale opis samej starości odłożymy do innego rozdziału, bo zanim kobieta się zestarzeje, musi najpierw przejść przez swego rodzaju katastrofę, a mianowicie — przez przekwitanie.
Przekwitanie — kobieca „katastrofa" hormonalna
Najpierw pytanie: czy można nazwać katastrofą coś, co jest w programie i o czym wiadomo z góry, że musi nastąpić? Określenie to nie jest wprawdzie zupełnie trafne, ale dobrze charakteryzuje skutki, jakie ten proces powoduje w organizmie kobiety. O cóż chodzi? Po prostu o zestarzenie się jajników, które kończą śwą działalność. „Katastrofa" polega na tym, że kończą one swą czynność o wiele wcześniej niż inne narządy i gruczoły dokrewne, a to ich wyłączenie się z ogólnej gospodarki hormonalnej organizmu powoduje mniej lub więcej wyraźne zachwianie równowagi, zakłócenia i wstrząsy, a więc właśnie — „katastrofę".
Najgorszym skutkiem tej „katastrofy" jest właśnie to, że przyspiesza ona ogólne starzenie się, a kobieta przekraczająca czterdziestkę, jeśli chce zachować młody wygląd i zdrowie, musi bardzo zwiększyć czujność i starania. Musi też dobrze poznać procesy biologiczne zachodzące w jej organizmie w okresie tzw. przekwitania.
Dlatego tym sprawom poświęcę nieco więcej miejsca, podając najpierw trochę podstawowych wiadomości.
Tajniki cyklu miesiączkowego
Cykl miesiączkowy jest wyrazem okresowo występującej gotowości organizmu kobiety do zajścia w ciążę. Długość cyklu liczymy od pierwszego dnia miesiączki do ostatniego dnia przed wystąpieniem następnej miesiączki, czyli średnio cztery tygodnie. Szczytowym osiągnięciem cyklu jest owulacja (jajeczkowanie), a więc wydalenie z jajnika komórki jajowej, która poprzez jajowód wędruje do macicy. Owulacja występuje zwykle około 14 dnia cyklu. W ciągu całego cyklu błona śluzowa wyściełająca wnętrze macicy przerasta, przygotowując się na przyjęcie zapłodnionego jajeczka. Jeśli jednak zapłodnienie nie nastąpi, podłoże przygotowane w macicy ulega zniszczeniu i zostaje wydalone w postaci krwawej wydzieliny miesiączkowej.
Chcąc zrozumieć zmiany okresu przekwitania musimy wniknąć głębiej w mechanizm cyklu miesiączkowego. Kieruje nim układ hormonalny razem z układem nerwowym autonomicznym. Układ hormonalny składa się z gruczołów, które nazwano dokręwnymi dlatego, że oddają swą wydzielinę wprost do krwi, nie mając żadnych przewodów wyprowadzających. Gruczoły dokrewne produkują tzw. hormony, czyli swoiste, silnie działające substancje, które — krążąc we krwi — regulują rozmaite procesy życiowe oraz czynności różnych narządów.
Najważniejsza wśród gruczołów dokrewnych jest przysadka, gruczołek wielkości grochu, przylegający do dolnej powierzchni mózgu. Przysadka produkuje hormony zwane zwrotnymi, czyli tropowymi (tropiny), regulujące czynności poszczególnych gruczołów dokrewnych, a więc tarczycy, nadnerczy i jajników, a u mężczyzn — jąder. Do gruczołów dokrewnych zalicza się też trzustkę i przytarczyczki. Hormony przysadkowe regulujące czynności jajników i jąder nazywa się hormonami gonadotropowymi. Gonady, czyli gruczoły płciowe, spełniają podwójną rolę, a mianowicie produkują elementy płciowe (jajeczka lub plemniki) i jednocześnie wydzielają do krwi hormony płciowe, powodujące rozwój cech płciowych i zapewniające prawidłowość czynności rozrodczych.
Hormony gonadotropowe przysadki kierują czynnością hormonalną jajników, a jajniki z kolei produkują hormony, które działają na błonę śluzową macicy. Cykl miesiączkowy powstaje w ten sposób, że przysadka zaczyna produkować hormon gonadotropowy, zwany folikulostymuliną, pod wpływem którego w jednym z jajników rozwija się tzw. pęcherzyk Graafa. Twór ten zawiera w sobie dojrzewające jajeczko, jednocześnie zaś produkuje hormon lub raczej kilka pokrewnych i podobnie działających hormonów, zwanych estrogenami (inna nazwa: folikulina — od łac. folliculus, czyli pęcherzyki).
Hormony estrógenowe pobudzają do rozrostu błonę śluzową wyściełającą wnętrze macicy. Jednocześnie, gdy stężenie ich we krwi wzrośnie, tłumią wydzielanie folikulostymuliny w przysadce, która z kolei zaczyna wydzielać dwa inne hormony, a mianowicie: hormon luteinizujący i luteostymułinę. PocLich wpływem następuje owulacja, czyli pęknięcie pęcherzyka Graafa z wydaleniem jajeczka. W pękniętym pęcherzyku rozbudowuje się twór zwany ciałkiem żółtym. Ciałko żółte produkuje również estrogeny, ale w mniejszej liczbie, głównie jednak wytwarza ormon zwany progesteronem albo luteiną. Pod wpływem tych obu hormonów błona uzowa macicy rozrasta się coraz bardziej, przygotowując się na przyjęcie zapłodnionego jajeczka. Jeśli jednak zapłodnienie nie nastąpiło, duża zawartość proges-eronu we krwi tłumi wydalanie hormonów przysadki, a wraz z zanikiem hormonów przysadki ginie i ciałko żółte, którego czynność nagle się kończy. Raptowny spadek 01 pro?esteronu ' estrogenów we krwi pociąga za sobą nagłe zniszczenie ulana j ' Podtrzymywanej przez te hormony błony śluzowej macicy. Błona ta 9 ozpadowi i wydaleniu, co objawia się jako miesiączka.
Jeśli te wahania nie przekraczają 5 dni, nie są uważane za chorobowe, natomiast większe niż 5 dni świadczą już o pewnych zabu-niach i wskazane jest wtedy zwrócenie się do lekarza. U 20% kobiet występują cykle dłuższe (30—36 dni) i u 20% krótsze (21—25).
Cykle krótsze niż 20 dni nie zdarzają się na ogół u zdrowych kobiet.
Cykle prawidłowe utrzymują zawsze ten sam typ i rytm (np. zawsze co 3 lub 5 tygodni). Pierwszą połowę cyklu — aż do owu-lacji — nazywamy fazą przedowulacyjną lub estrogenową, lub też fazą pęcherzyka Graafa, drugą połowę — fazą poowulacyjną, progesteronową lub lutealną, albo fazą ciałka żółtego. Prawidłowy cykl miesiączkowy jest więc dwufazowy. W fazie poowulacyjnej kilka ostatnich dni przed miesiączką nazywamy okresem przed-miesiączkowym, a w fazie przedowulacyjnej kilka dni krwawienia nazywamy okresem miesiączkowym lub po prostu miesiączką (menstruacją, periodem).
