Dramaty VIII - Juliusz Słowacki - ebook

Dramaty VIII ebook

Juliusz Słowacki

0,0
74,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

W kolejnym tomie dramatów, który ukazuje się nowej edycji Dzieł zebranych Juliusza Słowackiego pod redakcją Marka Troszyńskiego, znajdą się Balladyna, Mazepa i Lila Weneda.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 405

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



redaktor prowadzący: Hubert Musiał

projekt okładki: Piotr Tarasiuk

projekt typograficzny i karty tytułowe: Grzegorz Majcher

© Copyright by Państwowy Instytut Wydawniczy

Wydanie pierwsze, Warszawa 2025

Państwowy Instytut Wydawniczy

ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa

tel. 22 826 02 01

e-mail: [email protected]

księgarnia internetowa www.piw.pl

www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy

ISBN 978-83-8442-039-3

Balladyna

Tragedia w 5 aktach

Kochany poeto ruin!1

List dedykacyjny

Pozwól, że pisząc do ciebie, zacznę od apologu2, który mi opowiedziano nad Salaminy zatoką3.

Stary i ślepy harfiarz z wyspy Scio4 przyszedł nad brzegi Morza Egejskiego, a usłyszawszy z wielkim hukiem łamiące się fale, myślał, że szum ów pochodził od zgiełku ludzi, którzy się zbiegli pieśni rycerskich posłuchać. – Oparł się więc na harfie i śpiewał pustemu morza brzegowi; a kiedy skończył, zadziwił się, że żadnego ludzkiego głosu, żadnego westchnienia, żadnego pieśń nie zyskała oklasku. Rzucił więc harfę precz daleko od siebie, a te fale, które śpiewak mniemał tłumem ludzkim, odniosły złote pieśni narzędzie i położyły mu je przy stopach. I odszedł od harfy swojej smutny Greczyn5, nie wiedząc, że najpiękniejszy rapsod6 nie w sercach ludzi, ale w głębi fal Egejskiego Morza utonął.

Kochany Irydionie!7 ta powiastka o falach i harfiarzu zastąpi wszelką do Balladyny przemowę. Wychodzi na świat Balladyna z ariostycznym8 uśmiechem na twarzy, obdarzona wnętrzną siłą urągania się z tłumu ludzkiego, z porządku i z ładu, jakim się wszystko dzieje na świecie, z nieprzewidzianych owoców, które wydają drzewa ręką ludzi szczepione. Niech naprawiacz wszelkiego bezprawia Kirkor pada ofiarą swoich czystych zamiarów; niech Grabiec miłuje kuchnią Kirkora; niechaj powietrzna Goplana kocha się w rumianym chłopie, a sentymentalny Filon szuka umyślnie męczarni miłośnych i umarłej kochanki; niechaj tysiące anachronizmów przerazi śpiących w grobie historyków i kronikarzy: a jeżeli to wszystko ma wnętrzną siłę żywota, jeżeli stworzyło się w głowie poety podług praw Boskich, jeżeli natchnienie nie było gorączką, ale skutkiem tej dziwnej władzy, która szepce do ucha nigdy wprzód niesłyszane wyrazy, a oczom pokazuje nigdy, we śnie nawet niewidziane istoty; jeżeli instynkt poetyczny był lepszym od rozsądku, który nieraz tę lub ową rzecz potępił: to Balladyna wbrew rozwadze i historii zostanie królową polską, a piorun, który spadł na jej chwilowe panowanie, błyśnie i roztworzy mgłę dziejów przeszłości.

Uśmiechnij się teraz, Irydionie, bo oto naśladując francuskich poetów9, powiem ci, że Balladyna jest tylko epizodem wielkiego poematu, w rodzaju Ariosta10, który ma się uwiązać z sześciu tragedii, czyli kronik dramatycznych. Cienie już różne ludzi niebyłych wyszły ze mgły przedstworzenia i otaczają mnie ciżbą gwarzącą: potrzeba tylko, aby się zebrały w oddzielne tłumy, ażeby czyny ich ułożyły się w postacie piramidalne wypadków, a jedną po drugiej garstkę na świat wypychać będę; i sprawdzą się może sny mego dzieciństwa. Bo ileż to razy, patrząc na stary zamek11 koronujący ruinami górę mego rodzinnego miasteczka, marzyłem, że kiedyś w ten wieniec wyszczerbionych murów nasypię widm, duchów, rycerzy; że odbuduję upadłe sale i oświecę je przez okna ogniem piorunowych nocy, a sklepieniom każę powtarzać dawne Sofoklesowskie12 n i e s t e t y!  A za to imię moje słyszane będzie w szumie płynącego pod górą potoku, a jakaś niby tęcza z myśli moich unosić się będzie nad ruinami zamku. – O! nie mów mi, że z dzwonków polnych większa ozdoba ruinom niż z tego wieńca myśli, w który je ubierze poeta – bo choć róże rosnące na ruinach pałacu Nerona13 rozwidniły nam pięknie te gruzy, to jednak jaśniej mi je oświecił ów duch Irydiona, któregoś ty pod krzyżem w Koloseum14 położył i nakrył złotymi skrzydłami anioła.

Tak więc kiedy ty dawne posągowe Rzymian postacie napełniasz wulkaniczną duszą wieku naszego; ja z Polski dawnej tworzę fantastyczną legendę, z ciszy wiekowej wydobywam chóry prorockie – i na spotkanie twojej czarnej, piorunowej, dantejskiej15 chmury, prowadzę lekkie, tęczowe i ariostyczne obłoki, pewny, że spotkanie się nasze w wyższej krainie nie będzie walką, ale tylko grą kolorów i cieni, z tym smutnym dla mnie końcem, że twoja chmura większym wichrem gnana i pełniejsza piorunowego ognia, moje wietrzne i różnobarwne obłoki roztrąci i pochłonie.

Doniosły mi sylfy16, żeś powędrował teraz odwiedzić Etnę17 czerwoną: posłałem natychmiast Skierkę, aby ci na drodze wszystkie pootwierał kwiaty i wszystkie gwiazdy nad tobą zapalił; za to przez wdzięczność, stanąwszy na szczycie wulkanu, spojrzyj na mórz rozległe błękity i pomyśl, że niedawnymi czasy przez te zwierciadła wędrował okręt mój jak łabędź żaglami nakryty. Powiedz, czy nie dojrzysz jakiego rysu na fali, jakiego śladu po zniknionym okręcie? Księża wtenczas śpiewali hymn do Najświętszej Panny, a ja stałem z wlepionymi w ogień Etny oczyma, smutny, że mnie fala znów tylko do Europy odnosiła. Słuchaj w ciszy powietrznej, czy echo tego hymnu, który mi serce uciszał, nie drga dotąd w kryształowej atmosferze? Szukaj mojego śladu w powietrzu i na fali, a jeśli o mnie na fali i w powietrzu nie słychać, to znajdź mnie w sercu twoim i niech ja będę jeszcze z tobą przez jedną godzinę. Wszak darem to jest Boga, że my umiemy myślą latać do siebie w odwiedziny.

Rozpisałem się długo, a zamierzyłem był tylko napisać:

AUTOROWI «IRYDIONA»

NA PAMIĄTKĘ

«BALLADYNĘ»

POŚWIĘCA

JULIUSZ SŁOWACKI

Paryż, d. 9 lipca 1839 r.

Balladyna

OSOBY:

 P U S T E L N I K, Popiel III wygnany

 K I R K O R, pan zamku

 M A T K A   W D O W A 

 F I L O N, pasterz

 G R A B I E C, syn zakrystiana

 F O N   K O S T R Y N, naczelnik straży w zamku Kirkora

 G R A L O N, rycerz Kirkora

 K A N C L E R Z 

 W A W E L, dziejopis

 P A Ź 

 P O S E Ł   Z E   S T O L I C Y   G N E Z N A 

 O S K A R Ż Y C I E L   S Ą D O W Y 

 L E K A R Z   K O R O N N Y 

Pany – rycerze – służba zamkowa – wieśniacy – dzieci.

OSOBY FANTASTYCZNE:

 G O P L A N A, nimfa, królowa Gopła

 C H O C H L I K 

 S K I E R K A 

Za czasów bajecznych, koło jeziora Gopła.

Akt I

Scena I

Las blisko jeziora Gopła – chata  P u s t e l n i k a  ustrojona kwiatami i bluszczem.

 K i r k o r  wchodzi w karaceńskiej1 zbroi – bogato ubrany, z orlimi skrzydłami2…

KIRKOR

sam

Rady zasięgnąć warto u człowieka,

Który się kryje w tej zaciszy leśnej;

Pobożny starzec – ma jednak w rozumie

Nieco szaleństwa: ilekroć mu prawisz

5     O zamkach, królach, o królewskich dworach,

To jak szalony od rozumu błądzi,

Miota przekleństwa, pieni się, narzeka;

Musiał od królów doznać wiele złego,

I zowąd został przyjacielem gminu.

stuka do celi

10    Puk! puk! puk!

GŁOS Z CELI

Kto tam?

KIRKOR

Kirkor.

PUSTELNIK

wychodząc z celi

Witaj synu…

Czego chcesz?

KIRKOR

Rady.

PUSTELNIK

Zostań pustelnikiem.

KIRKOR

Gdybym podstarzał dziesiątym krzyżykiem,

Może bym w smutne schronił się dąbrowy;

Ale ja młody, pan czterowieżowy,

15    Przemyślam dzisiaj, jak by się ożenić…

Poradź mi, starcze?

PUSTELNIK

Lat dwadzieścia z górą,

Jak żyję w puszczy…

KIRKOR

Cóż stąd?

PUSTELNIK

Więc ocenić

Ludzi nie mogę – ani wskazać, którą

Weźmiesz dziewicę.

KIRKOR

Te, co rozkwitały

20    Z dzieciństwa pączków, gdyś ty żył na świecie,

Są dziś pannami… czerwony li biały

Pączek na róży, taka będzie róża…

Przypomnij niegdyś najpiękniejsze dziecię,

Białą jak w ręku anielskiego stróża

25    Kwiat lilijowy – niech jej słowik śpiewny

Zazdrości głosu, a synogarlica

Wiernością zrówna… gdzie taka dziewica,

Wskaż mi, o starcze? Mówią, że królewny

Słyną wdziękami?

PUSTELNIK

Nieba! to ród węża,

30    Żona zbrodniami podobna do męża,

Córki do ojca, a do matek syny;

Jak w jednym gnieździe skłębione gadziny.

O bogdaj piorun!…

KIRKOR

Nie przeklinaj.

PUSTELNIK

Młody,

Przeklinaj ze mną – oni klątwy warci.

35    Bogdaj doznali, co pomór i głody!

Bogdaj piorunem na poły pożarci,

Padając w ziemi paszczę rozdziawioną,

Proch mieli płaszczem, a węża koroną.

Bogdaj! – Klnąc zbójcę, potargałem siły,

40    Wściekłem się jako brytan3 uwiązany.

Bo też ja kiedyś byłem pan nad pany,

Stutysiącznemu narodowi miły,

Żyłem w purpurze, dziś noszę łachmany;

Muszę przeklinać. Miałem dziatek troje,

45    Nocą do komnat weszli brata zboje,

Różyczki moje trzy z łodygi ścięto!

Dziecinki moje w kołyskach zarżnięto!

Aniołki moje!… wszystkie moje dzieci!

KIRKOR

Któż jesteś, starcze?

PUSTELNIK

Ja… król Popiel trzeci4…

KIRKOR

schyla kolano

50    Królu mój!

PUSTELNIK

Któż mię z żebraki rozezna?…

KIRKOR

Uzbrajam chamy i lecę do Gnezna

Mścić się za ciebie…

PUSTELNIK

Młodzieńcze, rozwagi!

KIRKOR

Bezprawie gorzej od Mojżesza plagi5

Kala tę ziemię i prędzej się szerzy;

55    Popiel, skalany dzieci krwią niewinną,

Niegodny rządzić tłumowi rycerzy.

Niech więc się stanie, co się stać powinno,

Pod okiem Boga, na tej biednej ziemi.

PUSTELNIK

Czy ty skrzydłami anioła złotemi

60    Z nieba zleciałeś?

KIRKOR

Na barkach orlicy

Para tych białych skrzydeł wyrastała;

Gdy na rycerskiej są naramiennicy,

Będzieszli rycerz mniej niż owa biała

Ptaszyna ludziom użyteczny? Ma-li

65    Gadom przepuszczać rycerz uskrzydlony

Orła piórami?

PUSTELNIK

O mężu ze stali!

Ty jesteś z owych, którzy walą trony.

KIRKOR

Ty wiesz, jak nasza ziemia wszeteczeństwem

Króla skalana. Wiesz, jak Popiel krwawy

70    Pastwi się coraz nowym okrucieństwem…

Zaczerwienione krwią widziałem stawy:

Król żywi karpie ciałem niewolników.

Nieraz wybiera dziesiątego z szyków

I tnąc w kawały, ulubionym rybom

75    Na żer wyrzuca; resztę ciał wymiata

Na dworskie pola i czerwonym skibom

Ziarno powierza. Sąsiad ziemię kata

Na pośmiewisko zwie Rusią Czerwoną6.

Dotąd żyjącym pod Lecha koroną

80    Bóg dawał żniwo szczęścia niezasiane,

Lud żył szczęśliwy; dzisiaj niesłychane

Pomory, głody sypie Boża ręka.

Ziemia upałem wysuszona pęka;

Wiosenne runa złocą się, nim ziarno

85    Czoła pochyli, a wieśniacy garną

Sierpami próżne tylko włosy żyta.

Ta sama Polska, niegdyś tak obfita,

Staje się co rok szarańczy szpichlerzem;

Niegdyś tak bitna, dziś bladym rycerzem

90    Z głodami walczy i z widmem zarazy.

PUSTELNIK

Ach jam przeklęty! przeklęty! trzy razy

Przeklęty! winien jestem nieszczęść ludu.

KIRKOR

Jako, tyś winien?…

PUSTELNIK

Z rozlicznego cudu

Korona Lecha7 sławną niegdyś była,

95    W niej szczęście ludu, w niej krainy siła

Cudem zamknięta… oto ja, wygnany,

Lud pozbawiłem tej korony.

KIRKOR

Starcze?…

PUSTELNIK

Korona brata mego jak liczmany8

Fałszywa… moja pod spróchniałe karcze9

100   Lasu wkopana… miałem ją do grobu

Ponieść za sobą.

KIRKOR

Skądże tej koronie

Cudowna władza?

PUSTELNIK

Ku ojczystej stronie

Wracali niegdyś od Betleem żłobu,

Święci królowie10 – dwóch Magów i Scyta11.

105   Ów król północy zaszedł w nasze żyta,

Zabłądził w zbożu jak w lesie – bo zboże

Rosło wysokie jak las w kraju Lecha;

Więc zabłądziwszy rzekł: «Wyprowadź, Boże!»

A oto przed nim odkrywa się strzecha

110   Królewskiej chaty – bo Lech mieszkał w chacie.

Wszedł do niej Scyta i rzekł: «Królu! bracie!

Idę z Betleem, a gwiazda błękitna

Twoich bławatków ciągle szła przede mną,

Aż tu zawiodła». – Lech rzekł: «Zostań ze mną.

115   Kraina moja szczęśliwa i bitna,

Jeśli chcesz, to się tą ziemicą z tobą

Dzielę na poły». – Scyta rzekł: «Zostanę,

Lecz kraju nie chcę, bo ziemie złamane12,

Rozgraniczają się krwią i żałobą

120   Dzieci i matek». Więc razem zostali;

Ale to długa powieść…

KIRKOR

Mów! mów dalej!

PUSTELNIK

Więc jako dawniej czynili mocarze,

Z Lechem się mieniał Scyta na obrączki13;

A pokochawszy mocniej sercem, w darze

125   Dał mu koronę… stąd nasza korona.

Zbawiciel niegdyś, wyciągając rączki,

Szedł do niej z matki zadumanej łona;

I ku rubinom podawał się cały

Jako różyczka z liści wychylona,

130   I wołał: caca! i na brylant biały,

Różanych ustek perełkami świecił.

KIRKOR

O! biedny kwiatku! na toż ty się kwiecił,

By cię na krzyżu ćwiekami przybito?

Czemuż nie było mnie tam na Golgocie14,

135   Na czarnym koniu, z uzbrojoną świtą,

Zbawiłbym Zbawcę – lub wyrąbał krocie

Zbójców na zemstę umarłemu.

PUSTELNIK

Synu!

Bóg weźmie twoją pochopność do czynu,

Za czyn spełniony. Wróćmy w nasze czasy.

140   Gdy mię brat wygnał, uniosłem w te lasy

Świętą koronę…

KIRKOR

Wróci ona! wróci!

Przysięgam tobie… Lecz…

PUSTELNIK

Co chcesz powiadać?

KIRKOR

Nim Kirkor w przepaść okropną się rzuci,

Szukając zemsty – chcę – chciałbym cię badać,

145   Na jakim pieńku zaszczepić rodowe

Drzewo Kirkorów, aby kiedyś nowe

Plemię rycerzy tronu twego strzegło?

Kogo wprowadzić w podwoje zamkowe

Z żony imieniem?

PUSTELNIK

Tylu ludzi biegło

150   Z pierścionkiem ślubnym za marą wielkości,

A prawie wszyscy wzięli kość niezgody

Zamiast straconej z żebra swego kości.

Postąp inaczej – ty szlachetny, młody;

Niechaj ci pierwsza jaskółka pokaże

155   Pod jaką belką gniazdo ulepiła;

Gdzie okienkami błysną dziewic twarze,

A dach słomiany, tam jest twoja miła.

Ani się wahaj, weź pannę ubogą,

Żeń się z prostotą i niechaj ci błogo

160   I lepiej będzie, niżbyś miał z królewną…

KIRKOR

Tak radzisz, starcze?

PUSTELNIK

Idź, synu, na pewno

Do biednej chaty – niechaj żona karna,

Miła, niewinna…

KIRKOR

Jaskółeczko czarna!

Ptaszyno moja, gdzie mię zaprowadzisz?…

PUSTELNIK

165   Słuchaj mię, synu…

KIRKOR

Starcze, dobrze radzisz…

Prowadź, jaskółko!

odchodzi Kirkor

PUSTELNIK

sam

O! ci młodzi ludzie

Odchodzą od nas i wołają głośno:

Idziemy szukać szczęścia. Więc my, starce,

Cośmy przebiegli po tej biednej ziemi,

170   A nigdy szczęścia w życiu nie spotkali;

Możeśmy tylko szukać nie umieli…

Idź! idź! idź, starcze, do pustelnej celi…

chce wchodzić do celi – i zatrzymuje się na progu

Wchodzi Filon,pasterz, zamyślony – fantastycznie we wstążki i kwiaty ubrany.

FILON

z egzaltacją

O! złote słońce! drzewa ukochane!

O! ty strumieniu, który po kamykach

175   Z płaczącym szumem toczysz fale śklane!

Rozmiłowane w jęczących słowikach

Róże wiosenne! Z wami Filon skona!

Bo Filon marzył los Endymijona15,

Marzył, że kiedyś po blasku miesiąca

180   Biała bogini16, różami wieńczona,

Z niebios błękitnych przypłynie i drżąca

Czoło pochyli, a koralowemi

Ustami usta moje rozpłomieni.

Ach! tak marzyłem! Ale na tej ziemi

185   Nie ma Dyjanny17. Samotny uwiędnę,

Jako fijołek – albo kwiat jesieni.

PUSTELNIK

Co znaczą owe narzekania zrzędne?

Młody szaleńcze, gdzie zimny rozsądek?

Wywracasz świata Boskiego porządek,

190   A że ty chciwy Akteona18 wanien,

Czekasz na ziemi anielskiego bóstwa:

Dlatego tyle zestarzałych panien

Dotąd się mężów swych nie doczekały;

Szukaj kochanki na ziemi.

FILON

Świat cały

195   Na próżno zbiegłem, przeglądając mnóstwa

Dziewic śmiertelnych. Nieraz wzrok łakomy

Śledził spod złotej kapeluszów słomy

Żniwiarek twarze, podobne czerwienią

Makom zbożowym. Nieraz poglądałem

200   Na białe płótna, łąk jasną zielenią

Słońcu podane; rojąc serca szałem,

Że z bieli płócien jako z morskiej piany

Alabastrowa miłości bogini

Wyjdzie na słońce. Ach! tak obłąkany,

205   Żyłem na świecie jako na pustyni;

Nienasycony, dumający, rzewny.

Byłem na dworach, widziałem królewny

Podobne gwiaździe Wenus19, co wynika

Wieczorem z nieba różowego zorzą,

210   Zaczerwieniona, ale bez promyka.

Serca nie mają, a sercem się drożą

Więcej niż koron brylantami.

PUSTELNIK

Głupcze!

Niedoścignionych gwiazd szalony kupcze!

Ty, co na dworach szukałeś kochanki:

215   Precz! precz ode mnie, kwiecie beznasienny,

Studniom niezdatny jak stłuczone dzbanki,

Światowi jako słońca blask jesienny

Bezużyteczny. Skoro na tron wrócę,

Zamknę cię w szpital szalonych lub rzucę

220   Na bakalarską20 ławę między dzieci.

FILON

Mój dobry ojcze! niechaj ci Bóg świeci!

Musisz być chory, gadasz nieprzytomnie.

PUSTELNIK

Wszyscy szaleńcy zlatują się do mnie,

A wszyscy marzą o królewskich dworach,

225   Myślą o królach, a kryją się w borach,

I jęczą, jęczą jak oślepłe sowy.

FILON

Wsadź, starcze, głowę w strumień kryształowy,

Może ochłonie.

PUSTELNIK

Woda nie obmyje

Na moim czole czerwonego pasu.

230   Widzisz! czy widzisz, jak korona ryje?

Dwudziestoletnie życie w głębi lasu

Nie zagoiło rany. Pas na czole,

A drugi taki pas mi serce płata;

Ten od korony,

pokazując na serce

ten od mieczów kata.

235   O! moje dzieci! o! sieroctwa bole!

O! moja przeszłość!

FILON

Nudzi mię ten stary,

W głowie ma jakieś bezcielesne mary;

Pewnie oszalał samotnością, postem.

PUSTELNIK

Cierpienie myśli jest kolącym ostem,

240   Lecz rzeczywistość… O! ta jak żelazo

Rani, zabija…

FILON

O tym inną razą

Mówić będziemy, a przekonam ciebie,

Że smutek serca…

PUSTELNIK

Niechaj cię pogrzebie,

Mdława istoto.  N i c  niech  n i c  zabije;

245   A twój grobowiec zamknie  n i c. 

FILON

O luba!

Nieznaleziony twój obraz

pokazując na serce

tu żyje!

Nieznalezienie gorsze niźli zguba;

Jam cię nie znalazł, a widzę przed sobą!

Idę do lasu, gdzie będę sam… z tobą…

250   Błogosławiony wyobraźni cudzie,

Ty mnie ocalasz!

odchodzi w las

PUSTELNIK

Jak szaleją ludzie!

wchodzi do celi

Scena II

Inna część lasu – widać jezioro Gopło.

Skierka i Chochlik wchodzą.

SKIERKA

Gdzie jest Goplana, nasza królowa?

CHOCHLIK

Śpi jeszcze w Gople.

SKIERKA

I woń sosnowa,

I woń wiosenna nie obudziła

255   Królowej naszej? Woń taka miła!

Czyliż nie słyszy, jak skrzydełkami

Czarne jaskółki biją w jezioro

Tak, że się całe zwierciadło plami

W tysiące krążków.

CHOCHLIK

Zanadto skoro

260   Zbudzi się jędza i będzie

Do pracy nas zaprzęgać. To w puste żołędzie

Wkładać jaja motylic21 – to pomagać mrówkom

Budującym stolice i drogi umiatać

Do mrównika wiodące… to majowym krówkom22

265   Rozwiązywać pancerze, aby mogły latać,

To zwiedzać pszczelne ule i z otwartej księgi

Czytać prawa ulowe lub rotę przysięgi

Na wierność matce pszczelnej od zrodzonej pszczółki;

To na trzcinę jeziora zwoływać jaskółki,

270   I uczyć budownictwa pierworoczne matki.

Już zamykać stawiane na ptaszęta klatki,

Nim jaki biedny ptaszek uwięźnie w zapadni,

Na przekór ptasznikowi23; już to pani sroce

Ciągle trąbić do ucha naukę: nie kradnij;

275   Albo wróblowi wmawiać, że pięknie świegoce,

Aby ciągle świegotał nad wieśniaczą chatą…

Pracuj jak koń pogański, pracuj całe lato,

A zimą śpij u chłopa za brudnym przypieckiem,

Między garnkami, babą szczerbatą i dzieckiem.

SKIERKA

280   Bo też ty jesteś leniwy, Chochliku!

patrzy na jezioro

Ach patrz! na słońca promyku

Wytryska z wody Goplana;

Jak powiewny liść ajeru24,

Lekko wiatrem kołysana;

285   Jak łabędź, kiedy rozwinie

Uśnieżony żagiel steru,

Kołysze się – waha – płynie.

I patrz! patrz! lekka i gibka

Skoczyła z wody jak rybka,

290   Na nezabudek25 warkoczu

Wiesza się za białe rączki,

A stopą po fal przezroczu

Brylantowe iskry skrzesza.

Ach czarowna! któż odgadnie,

295   Czy się trzyma z fal obrączki?

Czy się na powietrzu kładnie?

Czy dłonią na kwiatach się wiesza?

CHOCHLIK

Ona ma wianek na głowie…

Czy to kwiaty? czy sitowie?

SKIERKA

300   O nie… to na włosach wróżki,

Uśpione leżą jaskółki.

Tak powiązane za nóżki

Kiedyś, w jesienny poranek,

Upadły na dno rzeczułki:

305   Rzeczułka rzuciła wianek,

Wianek czarny jak hebany26

Na złote włosy Goplany.

CHOCHLIK

Radzę ci, uciekajmy, mój Skierko kochany,

Wiedźma gotowa zaraz nową pracę zadać.

310   Albo obracać młyny, skąd woda uciekła

Biednemu młynarzowi, lub każe spowiadać

Leniwego szerszenia, nim pójdzie do piekła

Za kradzież słodkich miodów… lub malować pawie.

SKIERKA

Więc uciekaj… ja się bawię…

315   Promienie słońca przenikły

Jaskółeczek mokre piórka…

Ożyły – pierszchły – i znikły

Jak spłoszonych wróbli chmurka.

Królowa nasza bez ducha,

320   Zadziwiona stoi, słucha;

Nie śmie wiązać i zaplatać

Kos rozwianych, nie wie, czemu

Wianeczkowi uwiędłemu

Przyszło ożyć? skąd mu latać?

325   Goplano! Goplano! Goplano!

Wchodzi Goplana.

GOPLANA

Narwij mi róż, Chochliku! Poleciał mój wianek.

CHOCHLIK

Już się zaczyna praca.

Chochlik odchodzi, mrucząc

GOPLANA

Czy to jeszcze rano?

SKIERKA

Pierwsza wiosny godzina.

GOPLANA

Ach! gdzież mój kochanek?

SKIERKA

Co mi rozkażesz, królowo?

330   Zadaj piękną jaką pracę.

Winąć27 tęczę kolorową

Albo budować pałace,

Powojami wiązać dachy,

I opierać kwiatów gmachy

335   Na kolumnach malw i dzwonów

Lazurowych.

GOPLANA

zamyślona

Nie!

SKIERKA

Chcesz tronów

Z wypłakanych nieba chmurek?

Czy ci przynieść pereł sznurek,

Z owych pereł, które dają

340   Lep na ptaszki28; ale mają

Takie blaski, takie wody,

Jak kałakuckie jagody29.

Chcesz? lecę na trzęsawice30,

Dojrzę – dogonię – pochwycę –

345   Błędnego moczar ognika31;

I zaraz w lilijkę białą

Oprawię jak do świecznika,

I nakryję białym dzwonkiem,

By ci świecił… Czy to mało?

350   Rozkaż, pani! Co pod słonkiem,

Co na ziemi, wszystko zniosę:

Drzewa, kwiaty, światło, rosę.

Co nad ziemią, w ziemi łonie,

Dźwięki, echa, barwy, wonie,

355   Wszystko, o czym kiedy śniły

Myśli twoje, w jezior burzy

Kołysane.

GOPLANA

Skierko miły,

Ja się kocham.

SKIERKA

W czym? czy w róży

Bezcierniowej? czy w kalinie?

360   W czterolistnej koniczynie?

Może w kwiatku «niech Bóg świeci»32,

Który posadzi macocha

Na grobie mężowskich dzieci?

Może w Magdaleny nitce33,

365   Co bez wiatru leci płocha?

Może w białej margieritce34,

Co piątym listkiem: «nie kocha»

Zabiła młodą pasterkę?

W czym się kochasz? poszlij Skierkę!

370   A przyniesie ci kochanka,

I wplecie do twego wianka,

I będziesz go wiecznie miała,

Pieściła i całowała

Do przyszłej wiosny poranka,

375   Do drugiego kwiatów wieku.

GOPLANA

Ach! ja się kocham, kocham się w człowieku.

SKIERKA

To ludzkie czary.

GOPLANA

Tej zimy, gdym usnęła

Na skrysztalonym łożu, światło mię jakieś

Z głuchego snu gwałtownie ocuciło.

380   Otwieram oczy – patrzę… płomień czerwony

Jako pożaru łuna bije przez lody,

I słychać głuchy huk. Rybacy to rąbali

Przełomkę35 biednym rybakom zdradliwą… Nagle

Okropny krzyk – w przełomkę człowiek pada.

385   Na moje upadł łoże; a czy to światło

Podobne barwie róż, które świeciło

W moim pałacu szklistym? czy też prawdziwe

Róże na jego licach śmiercią mdlejące;

Ale się piękny wydał – ach! piękny tak, że chciałam

390   Zatrzymać go na wieki w zimnych pałacach,

I nie rozwiązać z wieńca ramion, i przykuć

Łańcuchem pocałunków. Wtem zaczął konać…

Musiałam wtenczas, ach! musiałam go wypuścić!

Gdybym przynajmniej mogła była go wynieść

395   Z wody na rękach moich, usta z ustami

Spoić i życie wlać w ostygłe jego piersi:

Ale ty wiesz, co to za męka dla nas,

Kiedy, podobne kwiatom, musimy składać

Rumieniec nasz i piękne barwy wiosny,

400   I do kamieni białych podobne leżyć

W głębiach jeziora. Taką ja wtenczas byłam.

Musiałam leżyć na dnie, ani się płocho

Na światło dnia wyrywać. Na pół martwego

Wyniosłam drżącą ręką i przez otwory

405   W lodzie wybite rzucam: sama boleśnie

Wracam na puste łoże, na zimne łoże;

A serce moje rozdarł okrzyk rybaków,

Którzy witali wtenczas, gdy ja żegnałam.

Jakżem czekała wiosny, przyszła nareszcie.

410   Z miłością w moim sercu budzę się… kwiaty

To nic przy jego licach – gwiazdy gasną

Przy jego jasnych oczach… Ach! kocham! kocham!

SKIERKA

Ktoś idzie tutaj lasem.

GOPLANA

To on! to on! mój miły.

Bądź niewidomym, Skierko.

Skierka odchodzi.

Wchodzi na scenę Grabiec – rumiany – w ubiorze wieśniaka.

GRABIEC

Ach, cóż to za panna?

415   Ma twarz, nogi, żołądek – lecz coś niby szklanna.

Co za dziwne stworzenie z mgły i galarety!

Są ludzie, co smak czują do takiej kobiety;

Ja widzę coś rybiego w tej dziwnej osobie.

GOPLANA

Jak się nazywasz, piękny młodzieńcze?

GRABIEC

Nic sobie…

GOPLANA

420   Miły nic sobie!

GRABIEC

Jakżeś głupia, mościa pani –

Nic sobie, to znaczy, że nic nie przygani

Mojej piękności… to jest, żem piękny. A zwę się

Grabiec.

GOPLANA

Cóż cię za anioł obłąkał w tym lesie?

GRABIEC

Proszę, co za ciekawość w tym wywiędłym schabku?

GOPLANA

425   Proszę cię, panie Grabiec!

GRABIEC

Wolno mówić: Grabku!

Panie Grabku!

GOPLANA

Któż jesteś?…

GRABIEC

Aśćki panny sługa…

A pytasz, kto ja jestem?… to historia długa.

W naszym kościółku stały ogromne organy;

Mój tata grał na dudach; pięknie grywał pjany,

430   Ale kiedy na trzeźwo, okropnie rzępolił;

Do tego był balwierzem36 i wieś całą golił,

Golił i grał na dudach37, bo golił w sobotę,

Na dudach grał w niedzielę; a miał taką cnotę,

Że nie pił, kiedy golił, a pił, kiedy grywał.

435   I wszystko szło jak z płatka. Wtem kogut zaśpiewał,

I mój ojciec małżeństwem z żoną los zespolił.

Panna młoda wąs miała, ojciec wąs ogolił

I wszystko szło jak z płatka. Lecz tu nowe cuda!

Żona grała na dudach, a tatuś był duda;

440   Grała więc po tatusiu i dopóty grała,

Aż go na cmentarzyku wiejskim pogrzebała.

Ja zaś, pośmiertne dzieło pana organisty,

Jestem, jak mówią, ojca wizerunek czysty,

Bo lubię stary miodek i kocham gorzonnę38,

445   I uciekam od matki…

GOPLANA

Słowa jego wonne

Przynosi wiatr wiosenny do mojego ucha…

O luby! ja cię kocham…

GRABIEC

Cóż to za dziewucha?

Obcesowo zaczyna. Wprawdzie to nie dziwy.

Ilekroć przez wieś idę, to serca jak śliwy

450   Lecą pod moje nogi… wołają dziewczęta:

Panie Grabku! Grabiątko, niech Grabiec pamięta,

Że jutro grabim siano – pomóż, Grabku, grabić.

A to znaczy, że za mnie dałyby się zabić,

I to, że się na sienie dadzą pocałować.

GOPLANA

455   Czy mię kochasz, mój miły…?

GRABIEC

Ha?… trzeba skosztować…

Na przykład… daj całusa…

GOPLANA

Stój!… pocałowanie

To ślub dla czystych dziewic. Na dziewiczym wianie

Za każdym pocałunkiem jeden listek spada.

Nieraz dziewica czysta i smutkami blada

460   Dlatego, że spadł jeden liść u serca kwiatu,

Nie śmie kochać i daje pożegnanie światu.

I do mogiły idzie nigdy nie kochana.

GRABIEC

Coś waćpanna jak mniszka.

GOPLANA

Raz pocałowana

Będę twoją na wieki – i ty mój na wieki…

GRABIEC

465   Ha, pocałunek bliski, a ten  m ó j  daleki.

całuje

GOPLANA

O mój luby!…

GRABIEC

Dalibóg… pfu!… pocałowałem

Niby w pachnącą różę… pfu… róża jest ciałem,

Ciało jest niby różą… niesmaczno!…

GOPLANA

Mój drogi!

Więc teraz co wieczora na leśne rozłogi39

470   Musisz do mnie przychodzić. Będziemy błądzili,

Kiedy księżyc prześwieca, kiedy słowik kwili,

Nad falą szklistych jezior, pod wielkim modrzewiem

Będziemy razem marzyć przy księżycu…

GRABIEC

do siebie

Nie wiem,

Co odpowiedzieć babie…

GOPLANA

Ty smutny? ty niemy?

475   O! my z tobą będziemy szczęśliwi!

GRABIEC

Będziemy,

Lecz nie wieczorem – i nie przy jeziorze…

GOPLANA

Czemu?

GRABIEC

Bo ja nie lubię wody jak wściekły.

GOPLANA

Mojemu

Kochankowi rwać będę poziomki, maliny.

GRABIEC

Lecz ja nie lubię malin… a kiedy dziewczyny

480   Niosą dzbanek na głowie, nieraz zrzucam dzbanek,

Ale to nie dla malin.

GOPLANA

Lecz ty mój kochanek…

Ty musisz lubić kwiaty… Więc przyjdź co wieczora.

GRABIEC

A to już tego nadto!… co za nudna zmora!

Nie przyjdę w żaden wieczór…

GOPLANA

Dlaczego?

GRABIEC

Za borem

485   Pewna dziewczyna czeka na Grabka wieczorem.

GOPLANA

Dziewczyna?

GRABIEC

Tak… dziewczyna…

GOPLANA

Czy piękna dziewczyna?

GRABIEC

Ha?… co pannie do tego?… zwie się Balladyna…

GOPLANA

Siostra Aliny?… córka wdowy?… ale ona,

Złe ma serce…

GRABIEC

Waćpanna, widzę, coś szalona…

490   Nie wierzę w babskie dziwy, sądy i przestróżki.

Wszystkie dziewczęta, które mają małe nóżki,

To mają piękne usta i serca – a właśnie

Ona piękną ma nóżkę…

GOPLANA

zapalając się

Niech słońce zagaśnie

Jeśli mi ciebie kto wydrze, kochanku.

495   Ty jesteś moim! moim! moim wiecznie!

Choćbyś miał księżyc za ślubny pierścionek,

Choćbyś miał księżyc, to ja go rozłamię,

Zagaszę księżyc, który cię prowadzi

Do pocałunków, do kochanki domu.

500   Ach bądź mi wiernym! błagam cię! zaklinam!

Na twoje własne szczęście. Ach! zaklinam!

Bo zginiesz, luby… nie… razem zginiemy,

Ale ty zginiesz także, gdy ja zginę…

Więc nie chcę zginąć, abyś ty nie zginął.

505   Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam wieczorem,

Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam… ja każę…

GRABIEC

A któż ty jesteś, co każesz?

GOPLANA

Królowa!

Królowa fali Goplana.

GRABIEC

Ej!… w nogi!

Jezus Maryja! a tom popadł w biedę,

510   Szatana żona chce być moją żoną.

Grabiec ucieka

GOPLANA

sama

Niech słońce gaśnie! niechaj gwiazdy toną

W bezdrożne niebo! niechaj róże więdną!

Co mi po słońcu, po gwiazdach, po kwiatach,

Wolę je stracić niż kochanka stracić.

515   Co mam potęgi, co nadprzyrodzonej

Siły nad światem, to obrócę na to,

Aby to serce podbić i mieć moim…

Skierko! Chochliku!…

SKIERKA

przybiega

Czy słyszałeś, Skierko,

Moją rozmowę z kochankiem? aniołem?

SKIERKA

520   Nie karz… ciekawość… szczera moja skrucha,

Biały powoju kwiatek uszczyknąłem

I końcem różka włożywszy do ucha

Słyszałem… przez kwiat…

GOPLANA

Gdzie Chochlik?

SKIERKA

Leniwy

Ciągnie się z wiankiem…

Wchodzi Chochlik z wiankiem.

GOPLANA

A wstydź się, Chochliku!

525   Patrz, coś ty narwał chwastu i pokrzywy,

Brzydkich piołunów, koniczyn, trawniku.

SKIERKA

Pozwól mi, pani, niech ja go wysiekę

Za taki wianek…

CHOCHLIK

Ej!… ja cię urzekę…

GOPLANA

Słuchajcie mię cicho, diabliki…

530   Oto, Chochło, polecisz za moim kochankiem;

Idź przy nim, przed nim, za nim, jak skoczne ogniki,

I błąkaj po murawach, tak by przed porankiem

Nie trafił do mieszkania – ani do tej chaty,

Gdzie mieszkają dwie piękne dziewczęta – dwa kwiaty,

535   Córki wdowy… Rozumiesz… a o wschodzie słońca

Tu miłego przyprowadź.

CHOCHLIK

Będę go bez końca

Błąkał i sadzał w błocie… cha! cha! cha! cha! cha! cha!

odchodzi Chochlik

GOPLANA

A ty, mój Skierko, leć na mały mostek,

Gdzie jest mogiła samobójcy stracha.

540   Ukryj się w łozy zarostek40.

Za godzinę przez ten mostek

Będzie jechał pan bogaty,

Ustrojony w złote szaty,

Jak do ślubu – bez oręży,

545   I kareta złotem błyska,

I pięć rumaków w zaprzęży;

Cztery karych i klacz biała

Przodem lecąc iskry ciska.

A na mostku wypróchniała

550   Leży belka drżąca, śliska.

Czy rozumiesz?

SKIERKA

Wywrócić?

GOPLANA

skłaniając głowę

Lecz nie szkodzić żywym,

Ani ludziom, ni koniom.

SKIERKA

A potym?

GOPLANA

Tego pana w płaszczu złotym,

Hymnem wiatru czułym, tkliwym,

555   Zaprowadzić aż do chaty,

Gdzie mieszka uboga wdowa,

I dwie młode córki chowa.

Uczyń tak, by pan bogaty

Wziął tam żonę i we dwoje

560   Odjechał złotą karetą.

Luby Skierko! dziecię moje!

SKIERKA

Dziewczyna będzie kobietą,

Nim dwa razy słońce zaśnie,

Nim dwa razy księżyc zgaśnie.

odlatuje

GOPLANA

sama

565   Więc rozesłałam sylfy; niechaj pracują

Na moje szczęście. Teraz nie idzie o to,

Aby wojskami kwiatów zdobywać niwy;

Nie kwiatów strzec mi teraz, nie tęcze winąć,

Ani słowiki uczyć piosenek, ani

570   Budzić jaskółki wodne… kocham!… ginę!…

A jeśli on mię kochać nie będzie? cała

W mgłę się rozpłynę białą, i spadnę łzami

Na jaki polny kwiat, i z nim uwiędnę.

rozpływa się w powietrzu

Scena III

Chata Wdowy.

Wdowa i córki jej Balladyna i Alina wchodzą z sierpami.

WDOWA

Zakończony dzień pracy. Moja Balladyno,

575   Twoje rączki od słońca całe się rozpłyną

Jak lodu krysztaliki. Już my jutro rano

Z Alinką na poletku dożniemy ostatka;

A ty, moje dzieciątko, siedź sobie za ścianą…

ALINA

Nie! nie, nie, jutro odpoczywa matka,

580   A my z siostrzycą idziemy na żniwo.

Słoneczko lubi twoją główkę siwą

I leci na nią by natrętna osa

Do białych kwiatków; ani go od włosa

Liściem odpędzić; że też nigdy chmurki

585   Bóg nie nadwieje, aby cię zakryła.

O! biedna matko!

WDOWA

Dobre moje córki,

Z wami to nawet ubożyzna miła,

A kto posieje dla Boga, nie straci.

Zawsze ja myślę, że wam Bóg zapłaci

590   Bogatym mężem… a kto wie? a może

Już o was słychać na królewskim dworze?

A my tu żniemy, aż tu nagle z boru

Jaki królewic – niech i kuchta dworu

Albo koniuszy41 – zajeżdża karetą…

595   I mówi do mnie: «Podściwa kobieto,

Daj mi za żonę jedną z córek». – «Panie!

Weź Balladynę, piękna jak dziewanna». –

Tobie się także, Alino, dostanie

Rycerz za męża… ale starsza panna

600   Powinna prędzej zostać panną młodą.

W rzeczułkach woda goni się za wodą.

Mój królewicu, żeń się z Balladyną.

BALLADYNA

Gdzie ty mój grzebień podziałaś, Alino,

Co ty tam słuchasz, jak się matce marzy.

ALINA

605   Wiesz, Balladyno, że to jej do twarzy,

Kiedy śni głośno, kiedy się uśmiecha.

WDOWA

do Balladyny

Dobrze ty mówisz! Chata taka licha,

A mnie się marzy Bóg wie nie co… Ale

Bogu się także w wiekuistej chwale

610   Musi coś marzyć… a gdyby też Bogu

Chciało się matce dać złotego zięcia…

BALLADYNA

Ach! słychać jakiś tarkot na rozłogu;

Jedzie gościńcem dwór jakiegoś księcia.

Pięć koni… złota kareta… ach kto to?…

615   Jedzie aleją… Jak to pięknie złoto

Między drzewami błyska… Ach! mój Boże,

Co im się stało?… Śród naszego mostu

Powóz prrr… stanął… i ruszyć nie może…

WDOWA

Pewnie chcą konie napoić…

BALLADYNA

Ot właśnie,

620   Pan poi konie na drodze po prostu…

WDOWA

Ha! jeśli pić chcą…

ALINA

Już słoneczko gaśnie,

Trzeba zapalić sosnowe łuczywo…

BALLADYNA

biegnąc od okna

Ach lampę zaświeć… ach lampę… co żywo…

O! gdzie mój grzebień?

Słychać pukanie do drzwi.

WDOWA

Cóż to? co?… ktoś puka…

625   Otwórz, Bladyno…

BALLADYNA

Niech siostra otworzy…

WDOWA

Prędzej otwórzcie… ktoś do chaty stuka.

ALINA

Ach ja się boję…

WDOWA

Niech wszelki duch Boży

Boga wychwala… ja odemknę chatę…

patrzy przez dziurkę od klucza

O jakie stroje złocisto bogate.

otwiera

630   Czy w imię Boga?…

Kirkor wchodzi.

KIRKOR

Tak, z Boga imieniem.

Proszę wybaczyć, ale nad strumieniem

Mostek pod moim załamał się kołem,

Szukam schronienia…

WDOWA

Proszę poza stołem,

Mój królewicu, siadać – proszę siadać.

635   Chata uboga – raczyłeś powiadać,

Że powóz… O! to nieszczęście! – Dziewczęta!

To moje córki, jasny królewicu –

A to już dawno człowiek nie pamięta

Takich przypadków, chyba przy księżycu

640   Młynarz, co jechał przeszłej wiosny.

BALLADYNA

Matko,

Dosyć – daj panu mówić…

Wchodzi Skierka,niewidzialny dla aktorów.

KIRKOR

Przed tą chatką

Słyszałem dźwięki luteń… czy to córki

Wasze grywają na lutni?

WDOWA

Przepraszam –

Nie… królewicu…

SKIERKA

Z niewidzialnej chmurki

645   Sympatycznymi kwiaty poukraszam

Obie dziewice, bo moja królowa

Nie powiedziała, do której nakłonić

Serce Kirkora… Muzyka echowa

Zacznie hymnami powietrznymi dzwonić;

650   A wieniec kwiatów taką woń rozleje,

Że serce tego człowieka omdleje,

Że jednym sercem dwa serca pokocha.

Wkłada wieńce kwiatów na głowy dziewicom – słychać muzykę.

WDOWA

Może królewic chce odpocząć trocha…

KIRKOR

z zadziwieniem i niespokojnością

Odpocząć, kiedy dźwięki takie cudne

655   Słyszę… Dziewice, wasze są to pieśni?…

Słyszę śpiewanie…

ALINA

Czy się panu nie śni?

Tu w chacie… cicho…

KIRKOR

Ach jakże mi nudne

Wspomnienie zamku pustego!…

SKIERKA

na stronie

Czar działa…

KIRKOR

Z jakich kadzideł ta woń się rozlała?…

660   To spewna wasze wieńce, uroszone

Łzami wieczora, dają takie wonie?

BALLADYNA

Lecz my nie mamy wieńców.

Wchodzi Sługa Kirkora bogato ubrany.

SŁUGA

Naprawione

Koło w powozie…

KIRKOR

Wyprząc z dyszla konie,

Ja tu zostanę…

Sługa odchodzi.

WDOWA

Cóż to za zjawienie?

665   Królewic w chacie! Na jakim on sienie

Spać będzie?… Jemu listki róży cisną…

KIRKOR

do siebie

Prawdę wróżyłeś, pustelniku stary:

Gdzie okienkami dwie różyczki błysną,

Gdzie dach słomiany…

SKIERKA

do siebie

Zakończone czary…

KIRKOR

do Wdowy

670   Słuchajcie, matko! na świat wyjechałem

Szukać ubogiej i cnotliwej żony;

Dalej nie jadę, bo tu napotkałem

Cudowne bóstwa… O! gdybym dwa trony –

Ach, powiem raczej… gdybym miał dwa serca!

675   Lecz zdaje mi się, że dwa serca noszę…

Dwoma sercami o dwie córki proszę;

Ale Bóg jedną tylko wziąść pozwala

I do ślubnego prowadzić kobierca;

Więc trzeba wybrać… Czemuż losu fala

680   Rozbiła serce moje o dwie skały?

Ach czemuż oczy pierwej nie wybrały

I nie powiodły czucia. Dziś nie umiem

Wybrać…

WDOWA

Ja ciebie, panie, nie rozumiem?…

KIRKOR

Proszę o rękę jednej z córek… może

685   Słyszałaś kiedy o hrabi Kirkorze,

Co ma ogromny zamek, cztery wieże,

Złocisty powóz, konie i rycerze

Na swych usługach?… Otóż Kirkor… to ja…

Proszę o jedną z córek…

WDOWA

Córka moja?…

690   Ja dwie mam córki – ale Balladyna…

KIRKOR

Czy starsza?

WDOWA

Tak jest… a młodsza Alina

Także jak anioł…

KIRKOR

do siebie

Jaki wybór trudny.

Starsza jak śniegi – u tej warkocz cudny

Niby listkami brzoza przyodziana;

695   Ta z alabastrów – a ta zaś różana –

Ta ma pod rzęsą węgle – ta fijołki –

Ta jako złote na zorzy aniołki,

A ta zaś jako noc biała nad rankiem.

Więc jednej mężem – drugiej być kochankiem;

700   Więc obie kochać, a jedną zaślubić?

Lecz którą kochać? którą tylko lubić?…

Niech się przynajmniej z ust różanych dowiem,

Która mnie kocha?…

do dziewic

Moje smugłe łanie,

Czy mnie kochacie?

BALLADYNA

Ach! ja ci nie powiem:

705   «Nie»… ale nie śmiem wymówić: «Tak, panie» –

Może ty zgadniesz, choć będę milczała.

Zgadnij, rycerzu.

KIRKOR

do Aliny

A ty, różo biała?

ALINA

rzucając się na łono matki

Kocham…

KIRKOR

Obiedwie kochają.

WDOWA

Zapewne,

Że muszą kochać!… tożby to dopiero,

710   Gdyby nie kochać rycerza, co szczerą

Mógłby za żonę wziąść sobie królewnę,

Piękny i śmiały.

KIRKOR

Któraż z was, dziewice,

Będzie mię więcej kochała po ślubie?

Jak będzie kochać? lubić, co ja lubię?

715   Jak mi rozchmurzać gniewu nawałnice?

BALLADYNA

O panie! jeśli w zamku są czeluście,

Z czeluści ogień bucha, a ty każesz

Wskoczyć – to wskoczę. Jeśli na odpuście

Ksiądz nie rozgrzeszy, to wezmę na siebie

720   Śmiertelne grzechy, którymi się zmażesz.

Jeżeli dzida będzie mierzyć w ciebie,

Stanę przed tobą, i za ciebie zginę…

Czegoż chcesz więcej?…

WDOWA

Weź! weź Balladynę.

Szczera jak złoto.

KIRKOR

do Aliny

A ty, młodsza dziewo,

725   Co mi przyrzekasz?

ALINA

Kochać i być wierną.

KIRKOR

Ach nie wiem, której oddać rękę lewą

Jako szwagierce – a której z pierścionkiem.

O! żebym ujrzał tę gwiazdę przedsterną42,

Co wiodła króle do Dzieciątka żłobu.

730   Serce mam jedno, a ciągnie do obu.

Którą odrzucić? której być małżonkiem?

Obie kochają, więc niesprawiedliwość

Poniesie jedna, jeśli wezmę drugą.

W obojgu jedna prostota i tkliwość,

735   W obojgu miłość jednaką zasługą…

Którą tu wybrać?…

ALINA

Jeśli mnie wybierzesz,

Szlachetny panie, to musisz obiecać,

Że mię do zamku twojego zabierzesz

Z matką i z siostrą… Bo któż będzie matce

740   Gotować garnek? kto ogień rozniecać?

Ona nie może zostać w biednej chatce,

Kiedy ja będę w pałacach mieszkała.

Patrz, ona siwa jak różyczka biała.

O! widzisz, panie… musisz także ze mną

745   I matkę zabrać…

KIRKOR

O! jakąż tajemną

Rozkoszą serce napełnia… o! miła…

WDOWA

Lecz Balladyna to samo mówiła

W sercu i w myśli… Wierzaj mi, rycerzu,

I Balladyna kocha matkę starą.

KIRKOR

750   Jużem był wybrał i znów mi w puklerzu

Dwa serca biją…

BALLADYNA

Byłabym poczwarą,

Niegodną twojej ręki, ale piekła,

Żebym się matki kochanej wyrzekła.

Prócz matki, siostry, wszystko ci poświęcę.

KIRKOR

755   Oślepionego chyba losu ręce

Wskażą mi żonę…

SKIERKA

śpiewa do ucha Wdowy

Matko, w lesie są maliny,

Niechaj idą w las dziewczyny.

Która więcej malin zbierze,

760   Tę za żonę pan wybierze.

WDOWA

Coś matce staruszce

Przyszło do głowy… Mój ty królewicu,

Jeśli pozwolisz twej pokornej służce,

To ci poradzi, piękny krasnolicu.

765   Oto niech rankiem idą w las dziewczyny,

A każda weźmie dzbanek z czarnej gliny;

I niechaj malin szukają po lesie,

A która pierwsza dzban pełny przyniesie

Świeżych malinek, tę weźmiesz za żonę.

KIRKOR

770   Wyborna rada… O! złota prostoto!

Ty mi dasz szczęście niczym nieskłócone,

Dnie rozkoszami przeplatane z cnotą.

Tak, moja matko… niech o słońca wschodzie

W las idą córki z dzbankami na głowie.

775   A my w lipowym usiądziemy chłodzie;

Która powróci pierwsza, ta się zowie

Grabini Kirkor… Sądź sam, wielki Boże.

WDOWA

Królewic znajdziesz w tej chateczce łoże,

Pachnące siano zakryte bielizną.

780   Wierzaj mi, panie, żabki się nie wślizną

Do twego sianka… proszę do alkowy.

KIRKOR

klaszcze

Wchodzi sługa.

Przynieś z powozu puchar kryształowy,

Wino – i zimne żubrowe pieczywo43…

Sługa odchodzi.

Bądźcie mi zdrowe, piękne narzeczone…

odchodzi do alkowy poprzedzany przez Wdowę

ALINA

785   Siostrzyco moja… o! jakież to dziwo,

O! jakie szczęście!

BALLADYNA

Jeszcze niezłowione

To szczęście, siostro, może nie dla ciebie…

ALINA

O! moja siostro… wszakaże to na niebie

Jeśli nie słońce, to gwiazdy nad głową :

790   Jeśli nie będę panią Kirkorową,

To będę pani Kirkorowej siostrą.

A tobie jutro trzeba wziąść się ostro

Do tych malinek, bo wiesz, że ja zawsze

Uprzedzam ciebie i mam pełny dzbanek.

795   Nie wiem, czy na mnie jagody łaskawsze

Same się tłoczą… czy tam… twój kochanek…

BALLADYNA

Milcz!…

ALINA

Ha siostrzyczko? a ja wiem, dlaczego

Malin nie zbierasz…

BALLADYNA

Co tobie do tego?

ALINA

Nic… tylko mówię, że ja bym nie chciała

800   Rzucić kochanka ani dla rycerza,

Ani dla króla… a gdybym kochała,

Wzajem kochana, rolnika, pasterza,

To już by żaden Kirkor…

BALLADYNA

Nie chcę rady

Od głupiej siostry…

Słychać klaskanie za chatą – Balladyna zapala świeczkę i ukrywszy ją w dłoni, wychodzi.

ALINA

Ha! zaklaskał w borze –

805   Wyszła ze świeczką… O! mój wieki Boże,

Co tam pan Grabek powie na te zdrady.

Bo też ta siostra chce iść za Kirkora,

A jam widziała na kwiatach ugora,

Ba! i pod naszą osiną słyszałam

810   Sto pocałunków… przebacz mi, o! Chryste,

Że sądzę miłość, której ach! nie znałam…

klęka

Widzisz, mój Boże! ja mam serce czyste,

A przysięgając, nie złamię przysięgi…

Boże! ptaszęta u Twojej potęgi

815   Mogą uprosić o wiszeńkę czarną,

Jaskółkom w dziobek dajesz muszkę marną.

Jeśli ty zechcesz, Boże mój jedyny,

Gdzie stąpię… wszędzie czerwone maliny…

siada na ławie i usypia

SKIERKA

śpiewa

Niech sen szczęścia pozłacany

820   Zamyka oczy dziewczyny…

A ja lecę do Goplany…

odchodzi

ALINA

przez sen

Wszędzie maliny! maliny! maliny…

KONIEC AKTU I

Akt II

Scena I

Las przy jeziorze Gople. – Wschód słońca.

Chochlik i Grabiec w czerwone błoto trzęsawic uwalany – i dobrze podpity.

GRABIEC

Nie pójdę krokiem dalej.

CHOCHLIK

Ale tu już blisko

Do twojego domostwa.

GRABIEC

Moje czarne psisko,

Nie wierzę tobie… bo mię błąkasz – sadzasz w błocie

I wykręcasz ogonem… Nie… mój czarny kocie,

5     Chciałem ciebie pogłaskać, a ogień wytrysnął…

Spać chcę.

CHOCHLIK

Zażyj tabaki…

GRABIEC

trzymając się dębu

Patrz, dąb mię uścisnął…

I nie dziw, dąb przyjaciel grabiny… Mój dębie,

Wierz mi, że cię szacuję; co w sercu, to w gębie.

CHOCHLIK

Chodźmy dalej…

GRABIEC

Znalazłem dęba przyjaciela;

10    Choćbyś mi raj pokazał, gdzie Bóg wróble strzela,

To nie porzucę dębu, co się cały chwieje

I potrzebuje wsparcia. – Patrz, biedaczek mdleje.

Tu, psie! tutaj z latarnią! zgubiłem dębinę.

Ha! dąb uciekł… nie poznał mnie… obrosłem w trzcinę

15    Siedząc w błotach noc całą…

CHOCHLIK

Chodź do karczmy.

GRABIEC

Na to

Masz ze mnie przyjaciela – na to jak na lato…

Nie… to już nie przystoi… jeśli karczma dama…

Kocha mię, jak ja kocham… to nadejdzie sama…

Głupstwo chodzić do dziewcząt… Skąd ty masz tabakę?

CHOCHLIK

20    Od pana Lucyfera.

GRABIEC

Ty mi świecisz bakę1.

Psie mój miły, poszukaj zająca – a strzelę.

CHOCHLIK

Czym?…

GRABIEC

Gromem… Cośmy z tobą dobrzy przyjaciele,

Przepraszam ciebie bardzo, żem cię zawiódł w błota,

Siedzieliśmy w kałuży po uszy jak cnota,

25    I kichali – kichali… mój nos w nos waćpana.

CHOCHLIK

Pamiętasz, co nam trzcina mówiła?

GRABIEC

Kochana!

Przyszła na pomoc…

CHOCHLIK

Trzcina ratowała dudę…

GRABIEC

Ja zawsze obwiniałem trzciny o obłudę…

kładzie się

CHOCHLIK

Chodź dalej…

GRABIEC

Spać chcę…

CHOCHLIK

Lepiej wleź na dąb…

GRABIEC

śpiewa

30    Na dębie

Siedzą gołębie,

Na stawku pływają kaczki…

Jeżeliś przyjacielem, to zanieś do praczki

Moje spodnie…

CHOCHLIK

Co? jak to? chcesz spać bez szlafmycy?2

GRABIEC

35    Nie chcesz?… to idź do diabła, kocie czarownicy.

CHOCHLIK

Dobrej nocy…

GRABIEC

Dobranoc… dobranoc, psie miły.

Szedłbym jeszcze do karczmy, ale nie mam siły.

Dobranoc…

zasypia

CHOCHLIK

Co za głupie stworzenia ci ludzie!

Spił się, cały w czerwonej umazgał się rudzie3,

40    I śpi; niech sobie teraz nadchodzi Goplana.

Goplana wchodzi ze Skierką.

GOPLANA

Gdzie on? ach zasnął… Niech zorza różana

Pierwsze mu blaski na oblicze rzuci;

Lecz niech się zorza na poły zasmuci

I płaczem rosy słońce tak przesłoni,

45    Aby łagodne powiek nie raziło…

A ty, Chochliku, weźmij z hojnej dłoni

Twoją nagrodę…

CHOCHLIK

biorąc dar

Orzech świstun4, zgniłą

Pełny tabaką… dzięki ci, królowo,

Przez dwa dni będę częstował hiszpanką5

50    Chłopstwo pijane…

GOPLANA

do Skierki

Któraż jest kochanką

Kirkora?…

SKIERKA

Obie…

GOPLANA

O szalona głowo!

SKIERKA

Przyjdą do lasu szukać malin obie,

Jak ci mówiłem…

GOPLANA

Poradź mi, co zrobię?

SKIERKA

Spuść się na czarne Balladyny serce;

55    Zazdrość widziałem w maleńkiej iskierce,

Więcej niż zazdrość…

GOPLANA

Cóż robiły w nocy?

SKIERKA

Alina Boskiej wzywając pomocy

Usnęła cicho, marząc o malinach;

A Balladyna zapaliła świécę

60    I wyszła, bo ktoś zaklaskał w osinach.

Leciałem za nią śledzić tajemnicę

Nocnej przechadzki… Jako mgliste mary

Szła po murawach i drżąca, i cicha:

A płomyk świecy przez różowe szpary

65    Białych paluszków, jak z róży kielicha,

Błyskał i gasnął, to błyskał, to gasnął.

Zbudził się ptaszek w osinach i zasnął,

Tak cicho przeszła wietrznymi poloty,

Tak cicho przeszła… Ćmy wianeczek złoty

70    Zwinął się, leciał nad dziewicy głową.

Stanęła… słucham… ona ciche słowo

Wmieszała w szmery listeczków osiny…

Ktoś odpowiedział…

GOPLANA

Może Balladyny

Drużka?…

SKIERKA

Nie, pani.

GOPLANA

Kto?

SKIERKA

Mamże powiedzieć?

GOPLANA

pokazując na śpiącego Grabka

75    On?

SKIERKA

Tak…

GOPLANA

do Chochlika

Chochliku!… kazałam ci śledzić,

Przeszkodzić.

CHOCHLIK

Diabeł kochankom przeszkodzi.

GOPLANA

Zamknij Chochlika, Skierko, w muszli żabiej

I na jezioro puść by kota w łodzi.

CHOCHLIK

O! pani! pani, lepiej ty mię zabij…

GOPLANA

80    Zabić nie mogę, lecz mogę ukarać…

SKIERKA

Pójdź, panie Chochło, o łódkę się starać.

Chochlik, przekrzywiając się jak krnąbrne dziecko, odchodzi ze Skierką.

GOPLANA

sama

Więc on ją widział… on ją widział nocą;

Przekleństwo! wczoraj widział ją w osinie.

Niechaj te gwiazdy nigdy się nie złocą,

85    Co im świeciły! Niech ten miesiąc ginie!

Niechaj anielskiej drogi mleczne stopnie

W proch się rozsypią!… On był tam? – okropnie.

Żeby ta dziewa jedno mi spojrzenie

Przedała dzisiaj za brylanty światów…

90    Jak go ukarać?… ach ja się zamienię

W błękitny powój i węzłami kwiatów

Na śmierć uścisnę… O nie… z tego wianka

Kochanek żywy wyjdzie, a kochanka

Rozpłomieniona miłością omdleje.

95    Jak go ukarać?… Niechaj wrośnie wszystek

W płaczącą wierzbę, korą się odzieje,

Niech się na drzewie skłoni każdy listek,

Jakoby smutny przewinieniem spadał

I płakał… Luby, gdy cię tak zobaczę,

100   Że będziesz płaczem na płacz odpowiadał,

To będę płakać, ach! że wierzba płacze.

Skierka wraca.

SKIERKA

Zamknięty w muszli po strumykach skacze,

I na jezioro wyjeżdża w powozie

Nieboszczki żaby.

GOPLANA

Wytnij rózgę w łozie.

Skierka podaje Goplanie pręcik.

105   Obudź się teraz! obudź się, kochany!

Powiedz, dlaczego?…

GRABIEC

senny

Śpię… bo jestem pjany.

GOPLANA

Powiedz, dlaczego? jak miłośny słowik

Piosnką wieczora?…

GRABIEC

śniąc na pół

Podaj mi borowik

I włóż pod głowę za poduszkę… a nie?

110   To idź do stawu, rybo, koczkodanie.

GOPLANA

Więc poznaj władzę Goplany!

Wrośnij w ziemię i z tej ziemi

Wyrośnij korą odziany

I liściami płaczącemi.

Grabiec tonie w ziemię, wierzba na tym miejscu wyrasta.

115   Rośnij, wierzbo płacząca;

Skarż się, gdy ptaszek trąca,

Gdy cię strumyk podrywa;

Kiedy wietrzyk rozniesie

Twoje listki po lesie.

120   Skierko! przyszlij słowika, niech tej wierzbie śpiewa

Słowa miłośne i niech ją nauczy

Kochać i płakać;

Ale niech żaden dziób kruczy

125   Nie śmie nad nią smutnie krakać

Pieśni pogrzebu,

Bo ta wierzba nie umarła.

SKIERKA

O! jakże pięknie listki rozpostarła!

Jak się kłania kwiatom, niebu.

Wierzba wyrosła z człowieka,

130   I piękniejsza, niż był człowiek.

GOPLANA

Niechaj teraz kochanek Balladyny czeka,

Niechaj sękowym okiem spod korzanych powiek

Upatruje dziewicy…

SKIERKA

Widzę dwie dziewczyny.

Niosą na głowach czarne dzbanki z gliny,

135   Szukają malin.

GOPLANA

Skryjmy się w gęstwiny.

Goplana i Skierka kryją się – Alina wchodzi z dzbankiem na głowie.

ALINA

Ach pełno malin – a jakie różowe!

A na nich perły rosy kryształowe.

Usta Kirkora takie koralowe

Jak te maliny… Fijołeczki świeże,

140   Wzdychacie próżno, bo ja nie mam czasu

Zrywać fijołków – bo siostrzyczka zbierze

Dzban pełny malin i powróci z lasu

I weźmie męża; a ja z fijołkami

Zostanę panną… Choćbyście wy były,

145   Fijołki moje, złotymi różami,

Wolę maliny.

śpiewa, szukając malin

Mój miły! mój miły!

Złoty wielki pan.

Mojemu miłemu

150   Niosę malin dzban.

Bo on woli, mój kochanek,

Taki pełny malin dzbanek,

Niż zbożowy łan. Och!

Niż zbożowy łan.

odchodzi w las

Wchodzi Balladyna z dzbankiem na głowie.

BALLADYNA

155   Jak mało malin! A jakie czerwone

By krew. – Jak mało – w którą pójdę stronę?

Nie wiem… a niebo jakie zapalone

Jak krew… Czemu ty, słońce, wschodzisz krwawo?

Noc wolę ciemną niż taki poranek…

160   Gdzie moja siostra… musiała na prawo

Pójść i napełnić malinami dzbanek;

A ja śród jagód chodzę obłąkana

Jakąś rozpaczą i łzy gubię w rosie.

ALINA

z głębi lasu

Siostrzyczko moja! siostrzyczko kochana!

165   A gdzie ty?…

BALLADYNA

Jaki śmiech w Aliny głosie.

Musi mieć pełny dzbanek…

Alina wchodzi.

ALINA

Cóż, siostrzyczko?

BALLADYNA

Co?…

ALINA

Czy masz pełny dzbanek?

BALLADYNA

Nie…

ALINA

Bladyno,

Cóż ty robiłaś?

BALLADYNA

Nic…

ALINA

To źle, różyczko…

Ja mam dzban pełny mniej jedną maliną.

BALLADYNA

170   Weź tę malinę z mego dzbanka.

ALINA

Miła!…

Siostrzyczko moja, powiedz, gdzieżeś była?

Wyszłyśmy razem, miałaś dosyć czasu;

Wszak ja ci, siostro, nie ukradłam lasu.

Dlaczegoż teraz z taką białą twarzą?

175   I z przyciętymi ustami…

BALLADYNA

Wyłażą

Z twojego dzbanka maliny jak węże,

Aby mię kąsać żądłami wymówek.

Idź i bądź panią! Siostra się zaprzęże

Jak wół do pługa, będzie tłoczyć olej

180   Z kolących siemion i z brzydkich makówek.

ALINA

A wstydź się, siostro… proszę cię, nie bolej

Nad moim szczęściem.

BALLADYNA

Cha! cha! cha!

ALINA

Co znaczy

Ten śmiech okropny? Siostro! czy ty chora?

Jeżeli wielkiej doznajesz rozpaczy,

185   To powiedz… Ale ty kochasz Kirkora?

Ty bardzo kochasz? Siostro! powiedz szczerze?

Bo widzisz, rybko, są inni rycerze,

Jak będę panią, to ci znajdę męża…

BALLADYNA

Ty będziesz panią? ty! ty!

dobywa noża

ALINA

Balladyno!…

190   Co ten nóż znaczy?…

BALLADYNA

Ten nóż?… to na węża

W malinach…

ALINA

Siostro, jesteś blada, sina.

Kalinko moja! co tobie? co tobie?

Czemu ty blada? Ach! jak to okropnie!

Przemów choć słówko! Usiądźmy tu obie,

195   I mówmy z sobą otwarcie, roztropnie,

Jak dwie siostrzyczki.

Siadają na murawie.

Ja kocham Kirkora,

Ach nie dlatego, że Kirkor bogaty,

Że wielki rycerz, pan możnego dwora,

Że ma karetę złotą, złote szaty;

200   A jednak miło mi, że chodzi w złocie,

Że miecz ma jasny, służebników krocie:

Bo to jak rycerz w bajce, co się rodzi

Z wielkiego króla i w lesie znachodzi

Jakąś zaklętą królewnę.

BALLADYNA

wstaje z pomieszaniem

Och!…

ALINA

wstając

Miła!…

205   Co tobie?…

BALLADYNA

ze wzrastającym pomieszaniem

Gdybym cię, siostro – zabiła…

ALINA

Co też ty mówisz?…

BALLADYNA

Daj mi te maliny!…

ALINA

A kto wie, siostro? żebyś poprosiła,

Pocałowała usteczka Aliny,

Może bym dała?… spróbuj, Balladynko…

BALLADYNA

210   Prosić?…

ALINA

Inaczej żegnaj się z malinką.

BALLADYNA

przystępując

Co?…

ALINA

Bo też widzisz, siostro, że ten dzbanek

To moje szczęście, mój mąż, mój kochanek,

Moje sny złote i mój ślubny wianek,

I wszystko moje…

BALLADYNA

z wściekłością natrętną

Oddaj mi ten dzbanek.

ALINA

215   Siostro?…

BALLADYNA

Oddaj mi… bo!…

ALINA

z dziecinnym naigrawaniem się

Bo!… i cóż będzie

Bo!… Nie masz malin, więc suche żołędzie

Uzbierasz w dzbanek – czy wierzbowe liście?…

I tak… ja prędzej biegam, i przez miedzę

Ubiegnę ciebie…

BALLADYNA

Ty?…

ALINA

A oczewiście,

220   Że ciebie w locie, siostrzyczko, wyprzedzę…

BALLADYNA

Ty!

ALINA

O! nie zbliżaj się do mnie, z takimi

Oczyma… Nie wiem… ja się ciebie boję.

BALLADYNA

zbliża się i bierze ją za rękę

I ja się boję… połóż się na ziemi…

Połóż! ha!

zabija

ALINA

Puszczaj!… och!… konam…

pada

BALLADYNA

Co moje

225   Ręce zrobiły?… O!…

GŁOS Z WIERZBY

Jezus Maryja…

BALLADYNA

przerażona

Kto to?… zawołał ktoś?… czy to ja sama

Za siebie samą modliłam się?… Żmija,

Kobieta, siostra – nie siostra… Krwi plama

Tu – i tu – i tu –

pokazując na czoło, plami je palcem

i tu. – Któż zabija

230   Za malin dzbanek siostrę?… Jeśli z bora

Kto tak zapyta? Powiem – ja. – Nie mogę

Skłamać i powiem: ja! – Jak to ja?… Wczora

Mogłabym przysiąc, że nie… W las!… w las!… w drogę,

Wczorajsze serce niechaj się za ciebie

235   Modli. – Ach jam się wczoraj nie modliła.

To źle! źle! – dzisiaj już nie czas… Na niebie

Jest Bóg… zapomnę, że jest, będę żyła,

Jakby nie było Boga.

odbiega w las

Goplana i Skierka wchodzą. – Alina leży zabita.

Goplana

Ach okropność,

Ludzie tak siebie zarzynają nożem.

240   Nie wiem, jak ludzka poczyna roztropność

W takim zdarzeniu?… My duchy nie możem

Znać owych ziółek, które rany leczą;

A ona ciepła, może jeszcze żywa?

Pustelnik nieraz ziółka w lesie zrywa,

245   Więc może, gdyby miał koło niej pieczą,

Do życia wróci… Ach Skierko mój drogi,

Sprowadź tu pustelnika.

Skierka odbiega.

Wy ciernie i głogi,

Jeżeli zabójczyni padnie na kolana,

Bądźcie pod jej kolanami.

250   Niech leci wiatrem ścigana,

Przerażona strumyka mruczącego łzami

Jak siostry płaczem…

patrząc w las

Widzę tego pasterza, co się zwie tułaczem

Wygnanym z kraju szczęścia i po całym świecie

255   Szukał próżno kochanki… dziś kocha się w kwiecie,

W słońcu, w gwiazdach… w jutrzeńce… niech ujrzy te ciało.

odchodzi w las

Wchodzi Filon patrząc w niebo.

FILON

z emfazą

Po co mi świecisz, małżonko Tytana6,

Twarzą, co przeszła z różowej na białą?…

Po co mi świecisz, Febie?7 Tyś do rana

260   Miłością konał na Tetydy8 łonie;

A teraz puszczasz rozhukane konie,

I z szat wilgotnych srebrną trzęsiesz rosę,

Szczęśliwy Febie!… Tam blada Dyjanna,

Patrząc na twoje czoło złotowłose,

265   Przed Endymionem kryje się w błękicie,

Do głębi serca promieniami ranna…

Miłość – to światło, to niebo, to życie!

A jam nie kochał! o biada mi! biada!

spostrzega ciało Aliny

Cóż to za bóstwo?… Jak marmury blada!

270   Nieżywa?… Boże! a taka podobna

Do nieśmiertelnych bogiń – i nieżywa –

Jak nad nią płacze ta wierzba żałobna?

A moja dusza na marzenia tkliwa

Łez dla niej nie ma?… Samotność popsuła

275   Źródło łez moich!… Jaka postać cudna!…

Jak ona wczoraj musiała być czuła!

Jak do niej wianek przypadał weselny!

Jak mogła kochać!… A dziś!… śmierć obłudna

Życie wydarła, a wdzięk pośmiertelny

280   Na moją zgubę nieżywej nadała…

O! mój aniele! ty śmierci kochanka!

O! jak miłośnie twoja ręka biała

Ujęła czarny dzbanek… z tego dzbanka

Płyną maliny, a z alabastrowej

285   Piersi wytryska drugi taki strumień,

Piękniejszy barwą od krwi malinowej.

Ach! twój zabójca od dwu będzie sumień

Ścigany za te dwa strumienie krwawe…

Nie… to zwierz leśny musiał zabić ciebie,

290   Człowiek by nie mógł – Boże!… oto rdzawe

Leży żelazo – to człowiek!… Ach w niebie

Szukać schronienia przed tłumem tych ludzi.

Śpij, moja luba! ciebie nie obudzi

Ten pocałunek… a mnie niech zabije…

całuje usta umarłej i podnosi nóż…

Pustelnik nadbiega.

PUSTELNIK

295   Stój! stój, zabójco! – On żelazo kryje

Do swoich piersi…

FILON

Ojcze! patrzaj na nią!

Znalazłem przecie kochankę… nieżywą.

PUSTELNIK

Czyjeż to miecze takie kwiaty ranią?