Dobre bajki o tym, jak radzić sobie z tęsknotą - Małgorzata Korbiel - ebook + książka

Dobre bajki o tym, jak radzić sobie z tęsknotą ebook

Korbiel Małgorzata

0,0

Opis

Bajki, które oswajają z tęsknotą

Szukasz książki, która pomoże dziecku zrozumieć i oswoić się z tęsknotą? Sięgnij po najnowszy tom „Dobrych bajek” – to idealne wsparcie na czas rozłąki.

„Dobre bajki o tym, jak radzić sobie z tęsknotą” to zbiór sześciu opowiadań stworzonych z myślą o dzieciach w wieku 3–5 lat. Historie ukazują codzienne sytuacje, które mogą budzić w dzieciach smutek, niepewność lub lęk.

W trakcie lektury przedszkolaki odkryją, że tęsknota to coś, z czym mierzy się każdy. Dowiedzą się, jak poradzić sobie z rozłąką z rodzicami i jak odnaleźć się w nowym miejscu. Zrozumieją też, dlaczego wspomnienia są tak ważne, gdy kogoś brakuje, oraz że tęsknota to nic innego jak wyraz naszej miłości. Bajki pokazują też, że trzeba wspierać siebie nawzajem – nawet wtedy, gdy nie zawsze potrafimy znaleźć właściwe słowa.

„Dobre bajki o tym, jak radzić sobie z tęsknotą” są napisane prostym, zrozumiałym językiem pełnym czułości. To historie, które wspierają rozwój emocjonalny dziecka i pokazują, jak ważne są bliskość, rozmowa i wyobraźnia. Piękne, nastrojowe ilustracje Natalii Berlik dopełniają całości.

To również doskonały pomysł na prezent nie tylko dla przedszkolaka.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 35

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redaktorka inicjująco-prowadząca: Urszula Pitura

Redakcja: Katarzyna Sarna

Korekta: Jolanta Olejniczak-Kulan

Liternictwo: Agata Łuksza

Projekt okładki: Wojciech Bryda

Copyright © 2026 for the Polish edition by Świetlik, an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie I

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-561-3

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Tęsknię do mamy

Krzyś stał w przedpokoju i patrzył, jak mama wkłada buty. Przytulił się do niej mocno, jakby chciał zatrzymać ją na zawsze. Mama pocałowała go w czoło, szepnęła coś czułego do ucha. Potem chłopiec usłyszał ciche trzaśnięcie zamka w drzwiach. Mama wyszła. Krzyś zacisnął dłonie w pięści, a potem wybuchnął płaczem. Łzy spływały mu po policzkach jak strumyczki po deszczu. Nie chciał się bawić. Nie chciał iść na spacer. Chciał tylko do mamy!

Dziadek, który siedział w fotelu, przyglądał się chłopcu z troską. Wstał powoli, podszedł do wnuka i przykucnął przy nim.

– Krzysiu, wiem, że bardzo tęsknisz za mamą – powiedział. – Zdziwiłbym się, gdyby tak nie było. Tęsknota to takie uczucie w sercu, które pojawia się, gdy kogoś bardzo kochamy, a nie możemy być z nim w tej chwili. Ale wiesz co? Mama wkrótce wróci. Poszła do pracy, gdzie pomaga innym ludziom. Ale mama zawsze potem wraca prosto do ciebie.

Krzyś pociągnął nosem i spojrzał na dziadka spod zmarszczonych brwi.

– Ale ja chcę, żeby mama była tu teraz!

Dziadek pogładził chłopca po głowie.

– Wiem, wnusiu. Może pomogę ci trochę w tym oczekiwaniu? – Uśmiechnął się tajemniczo. – Co powiesz na to, żeby dziś wyruszyć na kosmiczną przygodę? Polecimy razem na Księżyc!

Krzyś otarł łzy rękawem i spojrzał na dziadka z zaciekawieniem.

– Naprawdę?

– Oczywiście! – zapewnił starszy pan.

Obaj ruszyli do łazienki, która tego dnia zamieniła się w wielką halę montażową. Z ręczników przypiętych klamerkami do uchwytów szafki i grzejnika zbudowali kadłub rakiety. Sufit pojazdu podparli kijem od mopa, dzięki czemu czubek rakiety uzyskał charakterystyczny szpic. Potem otworzyli szeroko drzwiczki pralki – wyglądały jak prawdziwe okno na statku kosmicznym!

Usiedli we wnętrzu rakiety. Dziadek zrobił poważną minę i zaczął naśladować odgłos odpalania silników:

– Brrrrr… Wuuuu… Bzzzz! Trzy, dwa, jeden… Startujemy!

Chłopiec poczuł, jakby rakieta oderwała się od ziemi i wzbiła w niebo. Dziadek opowiadał, jak mijają złociste gwiazdy i kolorowe planety. Krzyś uśmiechnął się pierwszy raz tego dnia, choć jeszcze od czasu do czasu ocierał łzy, kiedy przypominał sobie o pożegnaniu z mamą.

Podróżowali w przestrzeni kosmicznej, a dziadek opowiadał tak barwnie, że aż trudno było uwierzyć w to, że obaj wciąż siedzą w łazience.

– Uwaga, uwaga, kapitanie Krzysiu! – wołał dziadek i podskakiwał na pupie, aż trzęsła się cała konstrukcja. – Przed nami roje miodowych asteroid! Trzeba uważać, bo mogą przykleić się do szyby!

Krzyś zaśmiał się, kiedy dziadek wyciągnął zza pleców drewnianą łyżkę i udawał, że to specjalne kosmiczne ramiona do odpychania asteroid.

– O nie! Wielka Planeta Zgniłego Brokuła nadciąga! – Dziadek chwycił się za głowę i udawał przerażenie. – Szybko, musimy zmienić kurs, inaczej będziemy jeść zgniłe brokuły na śniadanie, obiad i kolację!

Krzyś śmiał się już na całego. Chwycił szczotkę do włosów i udawał, że to ster rakiety.

– Lądowanie na Księżycu za pięć… cztery… trzy… – odliczał dziadek, przy czym robił śmieszne miny przy każdej liczbie. – Dwa… jeden… Bum!

W końcu ich rakieta wylądowała. Dziadek wstał i ruszył, dziwnie skacząc, w stronę wyjścia.

– Proszę uważać, kapitanie Krzysiu! Grawitacja tutaj działa inaczej! – wyjaśnił.

Krzyś się roześmiał i też zaczął podskakiwać. Udawał, że każdy krok jest jak wielki skok w dal. Nagle kątem oka zauważył coś małego i srebrzystego, co przemknęło po podłodze.

– Dziadku! Co to było?! – zawołał z przejęciem.

– Może… ufoludek? – odszepnął dziadek, rozglądając się ostrożnie.

Obaj zamarli w bezruchu, kiedy tajemnicze stworzenie wyskoczyło zza drzwiczek pralki i rzuciło się w stronę rakiety. Krzyś przyjrzał się uważnie… i wybuchnął śmiechem.

– To Luna! – zakrzyknął radośnie. – To mój kotek!

Rzeczywiście, przed nimi fikała Luna, która próbowała złapać kulkę ze srebrnej folii. Teraz toczyła ją po płytkach, jakby sama bawiła się w księżycową przygodę.

Dziadek roześmiał się razem z Krzysiem i powiedział:

– No widzisz, nawet na Księżycu można spotkać kogoś bliskiego!

Usiedli razem przy swojej rakiecie, a dziadek wyciągnął coś spod ręczników.

– Spójrz, kapitanie – powiedział i rozwinął przed Krzysiem mapę. – To nasza kosmiczna mapa Ziemi! A tutaj – dziadek wskazał palcem – jest nasz dom. Widzisz?

Krzyś pochylił się z zaciekawieniem.

– Tu jest twoje przedszkole, tu dom mój i babci, a tutaj – dziadek przesunął palec kawałeczek dalej – jest miejsce, gdzie teraz przebywa mama. To budynek, w którym pracuje.

Krzyś zmarszczył czoło, a potem szeroko otworzył oczy.

– To tak blisko? – zapytał zdziwiony.

– Bardzo blisko – potwierdził dziadek. – Mama nie poleciała na inną planetę ani nie zniknęła w kosmosie. Ona jest tuż obok.

Chłopiec posmutniał. Dobrze się bawił z dziadkiem, ale teraz pomyślał o mamie. I zatęsknił.

– Wiesz, Krzysiu, kiedy tęsknimy za kimś, możemy robić różne rzeczy, żeby nasze serduszko poczuło się lepiej.

– Jakie? – zapytał Krzyś.

– Na przykład możemy stworzyć coś pięknego. Albo przypomnieć sobie, że osoba, za którą tęsknimy, wcale nie zniknęła. Ona też myśli o nas w tym miejscu, w którym się teraz znajduje.

Krzyś się zamyślił, a potem energicznie pokiwał głową.

– Chcę coś zrobić dla mamy! – zawołał i pobiegł po kartkę, kredki i nożyczki.

Najpierw narysował swój blok – wysoki, z niebieskimi oknami i małym ogródkiem pełnym kolorowych kwiatów przy wejściu. Obok bloku narysował ich łazienkową rakietę, dokładnie taką, jaką zbudowali: z ręcznikowym kadłubem i drzwiczkami z pralki jako oknem.

Potem dorysował pobliski plac zabaw, otoczony trzema wielkimi drzewami, park i fontannę. Po drugiej stronie kartki znalazło się miejsce pracy mamy – wieżowiec z dużymi szybami, przez które widać było maleńkie biurka i lampy. Krzyś połączył wszystko długą, wijącą się drogą.

– Coś jeszcze! – powiedział nagle i sięgnął po papier kolorowy. Ostrożnie wyciął mały czerwony samochodzik, dorysował na nim gwiazdki, przykleił do niego patyczek i zrobił z niego kosmiczny pojazd dla mamy. – Teraz mama zawsze znajdzie drogę do domu! – ogłosił z dumą.

Przez kilka minut jeździł samochodzikiem po narysowanej mapie: z domu do pracy i z powrotem i mruczał przy tym: „­Brrruuum… Brrruuum…”.

W pewnej chwili dobiegło ich wołanie babci:

– Uwaga, kosmonauci! Kosmiczna pomidorowa wylądowała na stole!

– Babciu, lecimy do kuchni! – odkrzyknął radośnie Krzyś.

Zabrali mapę oraz księżycową Lunę i susami dotarli na miejsce. Na stole czekały na nich miski pełne gorącej zupy, w której pływały makaronowe gwiazdki.

– Paliwo dla naszej rakiety! – ucieszył się dziadek.

Krzyś zjadł cały talerz, aż gwiazdki zniknęły z dna miski. Gdy tylko skończyli, dziadek zaproponował:

– Gotowy na powrót na Ziemię?

– Tak! – zawołał chłopiec z energią.

Znów wsiedli do swojej rakiety, Krzyś przytulił Lunę i wraz z dziadkiem odpalił silniki.

– Odliczanie! Dziesięć, dziewięć, osiem… – liczyli razem, coraz głośniej, aż wreszcie dotarli do jednego i krzyknęli: – Start!

Rakieta podskoczyła, a Krzyś wyobrażał sobie, że przelatują przez pył i chmury, a potem wracają na ukochaną Ziemię, dokładnie tam, gdzie ich dom.

Pojazd wylądował na podłodze łazienki. Krzyś wyjrzał przez okno, czyli szybkę w drzwiczkach pralki.

I wtedy zobaczył coś, co sprawiło, że jego serce wywinęło fikołka ze szczęścia.

Przed nim stała uśmiechnięta mama i machała do niego ręką!

– Mamo! – krzyknął chłopiec, wyskoczył z rakiety, jakby był najszybszym kosmonautą świata, i rzucił się jej na szyję.

Mama ścisnęła go mocno, mocniej niż najmocniejsze pasy bezpieczeństwa w kosmicznej rakiecie.

– Tak bardzo za tobą tęskniłem! – szepnął Krzyś i wtulił się w jej ramiona.

Mama pogładziła go po głowie.

– Ja też tęskniłam, kochanie. Cały dzień myślałam o tobie. I odliczałam czas do powrotu.

– Opowiem ci wszystko o naszej podróży na Księżyc! – zawołał Krzyś z przejęciem. – I o brokułowej planecie, i o Lunie, która zamieniła się w księżycowego kotka, i o mapie, którą narysowałem, żebyś zawsze mogła znaleźć drogę do domu!

Mama zaśmiała się wesoło i razem poszli do kuchni, gdzie czekała na nich babcia z porcją kosmicznego obiadu.

Krzyś poczuł, że choć tęsknota nie zniknęła, to osłabła i nie jest już taka straszna. Teraz wiedział, że przygody pomagają przegonić smutek, że można znaleźć sposób na to, by wytrzymać czekanie. I najważniejsze – mama zawsze wraca.

Dalsza część w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Spis treści

Tęsknię do mamy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Meritum publikacji