Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Bajki, które oswajają z tęsknotą
Szukasz książki, która pomoże dziecku zrozumieć i oswoić się z tęsknotą? Sięgnij po najnowszy tom „Dobrych bajek” – to idealne wsparcie na czas rozłąki.
„Dobre bajki o tym, jak radzić sobie z tęsknotą” to zbiór sześciu opowiadań stworzonych z myślą o dzieciach w wieku 3–5 lat. Historie ukazują codzienne sytuacje, które mogą budzić w dzieciach smutek, niepewność lub lęk.
W trakcie lektury przedszkolaki odkryją, że tęsknota to coś, z czym mierzy się każdy. Dowiedzą się, jak poradzić sobie z rozłąką z rodzicami i jak odnaleźć się w nowym miejscu. Zrozumieją też, dlaczego wspomnienia są tak ważne, gdy kogoś brakuje, oraz że tęsknota to nic innego jak wyraz naszej miłości. Bajki pokazują też, że trzeba wspierać siebie nawzajem – nawet wtedy, gdy nie zawsze potrafimy znaleźć właściwe słowa.
„Dobre bajki o tym, jak radzić sobie z tęsknotą” są napisane prostym, zrozumiałym językiem pełnym czułości. To historie, które wspierają rozwój emocjonalny dziecka i pokazują, jak ważne są bliskość, rozmowa i wyobraźnia. Piękne, nastrojowe ilustracje Natalii Berlik dopełniają całości.
To również doskonały pomysł na prezent nie tylko dla przedszkolaka.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 35
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktorka inicjująco-prowadząca: Urszula Pitura
Redakcja: Katarzyna Sarna
Korekta: Jolanta Olejniczak-Kulan
Liternictwo: Agata Łuksza
Projekt okładki: Wojciech Bryda
Copyright © 2026 for the Polish edition by Świetlik, an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-561-3
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Krzyś stał w przedpokoju i patrzył, jak mama wkłada buty. Przytulił się do niej mocno, jakby chciał zatrzymać ją na zawsze. Mama pocałowała go w czoło, szepnęła coś czułego do ucha. Potem chłopiec usłyszał ciche trzaśnięcie zamka w drzwiach. Mama wyszła. Krzyś zacisnął dłonie w pięści, a potem wybuchnął płaczem. Łzy spływały mu po policzkach jak strumyczki po deszczu. Nie chciał się bawić. Nie chciał iść na spacer. Chciał tylko do mamy!
Dziadek, który siedział w fotelu, przyglądał się chłopcu z troską. Wstał powoli, podszedł do wnuka i przykucnął przy nim.
– Krzysiu, wiem, że bardzo tęsknisz za mamą – powiedział. – Zdziwiłbym się, gdyby tak nie było. Tęsknota to takie uczucie w sercu, które pojawia się, gdy kogoś bardzo kochamy, a nie możemy być z nim w tej chwili. Ale wiesz co? Mama wkrótce wróci. Poszła do pracy, gdzie pomaga innym ludziom. Ale mama zawsze potem wraca prosto do ciebie.
Krzyś pociągnął nosem i spojrzał na dziadka spod zmarszczonych brwi.
– Ale ja chcę, żeby mama była tu teraz!
Dziadek pogładził chłopca po głowie.
– Wiem, wnusiu. Może pomogę ci trochę w tym oczekiwaniu? – Uśmiechnął się tajemniczo. – Co powiesz na to, żeby dziś wyruszyć na kosmiczną przygodę? Polecimy razem na Księżyc!
Krzyś otarł łzy rękawem i spojrzał na dziadka z zaciekawieniem.
– Naprawdę?
– Oczywiście! – zapewnił starszy pan.
Obaj ruszyli do łazienki, która tego dnia zamieniła się w wielką halę montażową. Z ręczników przypiętych klamerkami do uchwytów szafki i grzejnika zbudowali kadłub rakiety. Sufit pojazdu podparli kijem od mopa, dzięki czemu czubek rakiety uzyskał charakterystyczny szpic. Potem otworzyli szeroko drzwiczki pralki – wyglądały jak prawdziwe okno na statku kosmicznym!
Usiedli we wnętrzu rakiety. Dziadek zrobił poważną minę i zaczął naśladować odgłos odpalania silników:
– Brrrrr… Wuuuu… Bzzzz! Trzy, dwa, jeden… Startujemy!
Chłopiec poczuł, jakby rakieta oderwała się od ziemi i wzbiła w niebo. Dziadek opowiadał, jak mijają złociste gwiazdy i kolorowe planety. Krzyś uśmiechnął się pierwszy raz tego dnia, choć jeszcze od czasu do czasu ocierał łzy, kiedy przypominał sobie o pożegnaniu z mamą.
Podróżowali w przestrzeni kosmicznej, a dziadek opowiadał tak barwnie, że aż trudno było uwierzyć w to, że obaj wciąż siedzą w łazience.
– Uwaga, uwaga, kapitanie Krzysiu! – wołał dziadek i podskakiwał na pupie, aż trzęsła się cała konstrukcja. – Przed nami roje miodowych asteroid! Trzeba uważać, bo mogą przykleić się do szyby!
Krzyś zaśmiał się, kiedy dziadek wyciągnął zza pleców drewnianą łyżkę i udawał, że to specjalne kosmiczne ramiona do odpychania asteroid.
– O nie! Wielka Planeta Zgniłego Brokuła nadciąga! – Dziadek chwycił się za głowę i udawał przerażenie. – Szybko, musimy zmienić kurs, inaczej będziemy jeść zgniłe brokuły na śniadanie, obiad i kolację!
Krzyś śmiał się już na całego. Chwycił szczotkę do włosów i udawał, że to ster rakiety.
– Lądowanie na Księżycu za pięć… cztery… trzy… – odliczał dziadek, przy czym robił śmieszne miny przy każdej liczbie. – Dwa… jeden… Bum!
W końcu ich rakieta wylądowała. Dziadek wstał i ruszył, dziwnie skacząc, w stronę wyjścia.
– Proszę uważać, kapitanie Krzysiu! Grawitacja tutaj działa inaczej! – wyjaśnił.
Krzyś się roześmiał i też zaczął podskakiwać. Udawał, że każdy krok jest jak wielki skok w dal. Nagle kątem oka zauważył coś małego i srebrzystego, co przemknęło po podłodze.
– Dziadku! Co to było?! – zawołał z przejęciem.
– Może… ufoludek? – odszepnął dziadek, rozglądając się ostrożnie.
Obaj zamarli w bezruchu, kiedy tajemnicze stworzenie wyskoczyło zza drzwiczek pralki i rzuciło się w stronę rakiety. Krzyś przyjrzał się uważnie… i wybuchnął śmiechem.
– To Luna! – zakrzyknął radośnie. – To mój kotek!
Rzeczywiście, przed nimi fikała Luna, która próbowała złapać kulkę ze srebrnej folii. Teraz toczyła ją po płytkach, jakby sama bawiła się w księżycową przygodę.
Dziadek roześmiał się razem z Krzysiem i powiedział:
– No widzisz, nawet na Księżycu można spotkać kogoś bliskiego!
Usiedli razem przy swojej rakiecie, a dziadek wyciągnął coś spod ręczników.
– Spójrz, kapitanie – powiedział i rozwinął przed Krzysiem mapę. – To nasza kosmiczna mapa Ziemi! A tutaj – dziadek wskazał palcem – jest nasz dom. Widzisz?
Krzyś pochylił się z zaciekawieniem.
– Tu jest twoje przedszkole, tu dom mój i babci, a tutaj – dziadek przesunął palec kawałeczek dalej – jest miejsce, gdzie teraz przebywa mama. To budynek, w którym pracuje.
Krzyś zmarszczył czoło, a potem szeroko otworzył oczy.
– To tak blisko? – zapytał zdziwiony.
– Bardzo blisko – potwierdził dziadek. – Mama nie poleciała na inną planetę ani nie zniknęła w kosmosie. Ona jest tuż obok.
Chłopiec posmutniał. Dobrze się bawił z dziadkiem, ale teraz pomyślał o mamie. I zatęsknił.
– Wiesz, Krzysiu, kiedy tęsknimy za kimś, możemy robić różne rzeczy, żeby nasze serduszko poczuło się lepiej.
– Jakie? – zapytał Krzyś.
– Na przykład możemy stworzyć coś pięknego. Albo przypomnieć sobie, że osoba, za którą tęsknimy, wcale nie zniknęła. Ona też myśli o nas w tym miejscu, w którym się teraz znajduje.
Krzyś się zamyślił, a potem energicznie pokiwał głową.
– Chcę coś zrobić dla mamy! – zawołał i pobiegł po kartkę, kredki i nożyczki.
Najpierw narysował swój blok – wysoki, z niebieskimi oknami i małym ogródkiem pełnym kolorowych kwiatów przy wejściu. Obok bloku narysował ich łazienkową rakietę, dokładnie taką, jaką zbudowali: z ręcznikowym kadłubem i drzwiczkami z pralki jako oknem.
Potem dorysował pobliski plac zabaw, otoczony trzema wielkimi drzewami, park i fontannę. Po drugiej stronie kartki znalazło się miejsce pracy mamy – wieżowiec z dużymi szybami, przez które widać było maleńkie biurka i lampy. Krzyś połączył wszystko długą, wijącą się drogą.
– Coś jeszcze! – powiedział nagle i sięgnął po papier kolorowy. Ostrożnie wyciął mały czerwony samochodzik, dorysował na nim gwiazdki, przykleił do niego patyczek i zrobił z niego kosmiczny pojazd dla mamy. – Teraz mama zawsze znajdzie drogę do domu! – ogłosił z dumą.
Przez kilka minut jeździł samochodzikiem po narysowanej mapie: z domu do pracy i z powrotem i mruczał przy tym: „Brrruuum… Brrruuum…”.
W pewnej chwili dobiegło ich wołanie babci:
– Uwaga, kosmonauci! Kosmiczna pomidorowa wylądowała na stole!
– Babciu, lecimy do kuchni! – odkrzyknął radośnie Krzyś.
Zabrali mapę oraz księżycową Lunę i susami dotarli na miejsce. Na stole czekały na nich miski pełne gorącej zupy, w której pływały makaronowe gwiazdki.
– Paliwo dla naszej rakiety! – ucieszył się dziadek.
Krzyś zjadł cały talerz, aż gwiazdki zniknęły z dna miski. Gdy tylko skończyli, dziadek zaproponował:
– Gotowy na powrót na Ziemię?
– Tak! – zawołał chłopiec z energią.
Znów wsiedli do swojej rakiety, Krzyś przytulił Lunę i wraz z dziadkiem odpalił silniki.
– Odliczanie! Dziesięć, dziewięć, osiem… – liczyli razem, coraz głośniej, aż wreszcie dotarli do jednego i krzyknęli: – Start!
Rakieta podskoczyła, a Krzyś wyobrażał sobie, że przelatują przez pył i chmury, a potem wracają na ukochaną Ziemię, dokładnie tam, gdzie ich dom.
Pojazd wylądował na podłodze łazienki. Krzyś wyjrzał przez okno, czyli szybkę w drzwiczkach pralki.
I wtedy zobaczył coś, co sprawiło, że jego serce wywinęło fikołka ze szczęścia.
Przed nim stała uśmiechnięta mama i machała do niego ręką!
– Mamo! – krzyknął chłopiec, wyskoczył z rakiety, jakby był najszybszym kosmonautą świata, i rzucił się jej na szyję.
Mama ścisnęła go mocno, mocniej niż najmocniejsze pasy bezpieczeństwa w kosmicznej rakiecie.
– Tak bardzo za tobą tęskniłem! – szepnął Krzyś i wtulił się w jej ramiona.
Mama pogładziła go po głowie.
– Ja też tęskniłam, kochanie. Cały dzień myślałam o tobie. I odliczałam czas do powrotu.
– Opowiem ci wszystko o naszej podróży na Księżyc! – zawołał Krzyś z przejęciem. – I o brokułowej planecie, i o Lunie, która zamieniła się w księżycowego kotka, i o mapie, którą narysowałem, żebyś zawsze mogła znaleźć drogę do domu!
Mama zaśmiała się wesoło i razem poszli do kuchni, gdzie czekała na nich babcia z porcją kosmicznego obiadu.
Krzyś poczuł, że choć tęsknota nie zniknęła, to osłabła i nie jest już taka straszna. Teraz wiedział, że przygody pomagają przegonić smutek, że można znaleźć sposób na to, by wytrzymać czekanie. I najważniejsze – mama zawsze wraca.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Tęsknię do mamy
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
