Dałeś mi siłę - Karolina Wilczyńska - ebook + książka

Dałeś mi siłę ebook

Karolina Wilczyńska

4,8

Opis

Gdy sięgasz po książkę z cyklu „Ja, kobieta”, to już wiesz, że za chwilę spotkasz kobietę, którą mogłaś minąć na ulicy, w sklepie czy podczas spaceru – z pozoru zwyczajną. A jednak gdy poznasz jej losy, posłuchasz opowieści o tym, co przeszła i o co przyszło jej walczyć, zrozumiesz, że to ktoś, kogo nie da się zapomnieć.

Gdy Joanna prosi napotkaną w parku malarkę o portret zmarłego przed laty ojca, nie spodziewa się, że sama zostanie modelką. Jest dojrzałą i silną kobietą, która nie boi się otwarcie opowiedzieć Klarze o swoich przejściach, by dzięki temu jej portret był pełny, prawdziwy. Klara, malując i dobierając barwy, słucha historii Joanny i jej rodziny: o ciężkim porodzie, chorobie ukochanego męża, niełatwym życiu w czasach PRL-u i o rezygnacji z marzeń i ambicji dla czyjegoś dobra. Oraz o własnej, długiej i bolesnej walce o zdrowie. Historia Joanny jest utkaną z emocji opowieścią o sile woli, walce i miłości do najbliższych. Lecz jest w niej także przesłanie dla każdego – przypomni nam o tym, co w życiu jest naprawdę ważne.

Karolina Wilczyńska w serii „Ja, kobieta” przedstawia prawdziwe historie kobiet, które opowiedziały jej o swoim życiu. Może bohaterką kolejnej części będziesz właśnie Ty?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 289

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (6 ocen)
5
1
0
0
0
Sortuj według:
Wiola128

Nie oderwiesz się od lektury

świetna
00

Popularność



Podobne


 

 

 

 

Copyright © Karolina Wilczyńska, 2021

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2021

 

Redaktor prowadząca: Sylwia Smoluch

Marketing i promocja: Judyta Kąkol

Redakcja: Barbara Kaszubowska

Korekta: Paulina Jeske-Choińska, Agnieszka Czapczyk

Projekt layoutu i skład: Teodor Jeske-Choiński

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce:

Westend61 / Gettyimages.com

SUPREEYA-ANON / Shutterstock.com

jessicahyde / Shutterstock.com

Segen / Shutterstock.com

Fotografia autorki: Katarzyna Bezak

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-66736-81-8

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Droga Czytelniczko!

 

Oddaję w Twoje ręce drugi tom serii „Ja, kobieta”, a wraz z nim historię nowej bohaterki – historię prawdziwą.

Jeśli znasz już zamysł, który przyświecał mi podczas tworzenia tego cyklu, to wiesz, że za chwilę ujrzysz kobietę, którą mogłaś spotkać na ulicy, w sklepie czy podczas spaceru – z pozoru zwyczajną. A jednak gdy poznasz jej losy, posłuchasz opowieści o tym, co przeszła, czego doświadczyła i o co przyszło jej walczyć – zrozumiesz, że to osoba, której nie da się zapomnieć.

Jeżeli sięgnęłaś po historię z tej serii po raz pierwszy, musisz wiedzieć, że jest ona połączeniem fikcji literackiej z prawdziwą opowieścią. Malarka Klara Werner wprowadzi Cię w życie kolejnych kobiet, których portrety maluje.

Bohaterki, które w swoim literackim wcieleniu zgadzają się być modelkami Klary, w prawdziwym życiu zgodziły się też opowiedzieć mi o sobie. Powierzyły mi własne historie, często trudne, bolesne, ale też niepozbawione chwil szczęścia, nadziei i zwycięstw.

Z tą, która użyczyła swojej historii Joannie, rozmawiałam przez wiele wieczorów. Wracała wówczas wspomnieniami do niełatwych dni, miesięcy i lat. Zrobiła to nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla Ciebie. Mam nadzieję, że po przeczytaniu książki docenisz otwartość bohaterki i zrozumiesz, że samo wspomnienie tamtego czasu musiało być dla niej niełatwe. We mnie jej losy wzbudziły wiele emocji i myślałam o nich o wiele dłużej, niż trwało pisanie tej powieści.

Historia Joanny niesie w sobie nie tylko opowieść o sile, woli walki i miłości do najbliższych. Jest w niej także przesłanie dla każdej z nas, wskazówki przypominające o tym, co w życiu jest naprawdę ważne, i dowód na ogromną siłę wzajemnego wsparcia i rodzinnej więzi.

Zanim poznasz losy bohaterki, przeczytasz jej życiowe przesłanie. Napisała je specjalnie dla Ciebie, dla nas wszystkich. Przekazała w nim to, co jej zdaniem jest w życiu najistotniejsze. Mam nadzieję, że jej słowa będą dla Ciebie inspiracją. A może po zamknięciu tej książki stworzysz własną życiową dewizę?

Mocno wierzę, że to, co przeżyła Joanna, pozwoli Ci lepiej zrozumieć problem, który zwykle znamy tylko z filmów lub beletrystyki. Tym razem masz okazję posłuchać relacji osoby, która sama to wszystko przeżyła. Mówi wprost, bez upiększeń, czasami bardzo bezpośrednio i dosadnie. Ale tylko w ten sposób można powiedzieć prawdę o tym, co dzieje się w szpitalnej izolatce, gdzie nie ma wstępu nikt poza tymi, którzy walczą o życie.

Tym razem także proszę Cię, droga Czytelniczko, abyś podążyła za historią i emocjami bohaterki, nie próbując odnaleźć tej, która ją opowiada. Pragnie ona pozostać anonimowa, więc uszanuj to. Zamiast szukać jej tożsamości, skup się na jej emocjach i spróbuj poczuć je wszystkie razem z nią. Jak ja. Z pewnością będzie to ogromne przeżycie i pozostanie w Tobie na długo po skończonej lekturze.

Z całego serca dziękuję kobiecie, która zechciała opowiedzieć o swoich przejściach: za długie rozmowy, za szczerość i otwartość, ale też za to, że dzięki jej historii wiele sobie uświadomiłam i wiele zrozumiałam. Mam szczęście, że ta nauka przyszła mi bez konieczności bezpośredniego przeżywania tego, co przeżyła ona. Podziwiam ją i mam dla niej ogromny szacunek. To wielki przywilej, że zaufała mi i zgodziła się na wspólne tworzenie tej powieści.

Zostawiam Cię teraz, droga Czytelniczko, z Joanną i Klarą. Wierzę, że będzie to spotkanie pełne emocji i wzruszeń, a obie bohaterki znajdą drogę do Twojego serca.

Pamiętaj też, że możesz podzielić się ze mną swoją historią. Chętnie wysłucham i może właśnie Ty będziesz bohaterką kolejnej części serii „Ja, kobieta”. Możesz napisać na adres: [email protected]

 

W serii dotychczas ukazały się:

1. Światło w jej oczach – historia Łucji

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przesłanie Joanny

 

Nigdy się nie poddawaj!

Czasami mówią Ci, że nie dasz rady. Wznieś się jednak ponad swoje wady i słabości. Bądź cierpliwa. Czasem trzeba przejść przez to, co najgorsze, by osiągnąć to, co najlepsze.

Bierz z życia pełnymi garściami, ale pamiętaj: ono jest jak echo – co wysyłasz, to wraca, co siejesz, to zbierasz, co dajesz innym – oddają Tobie. Miej więc rozwagę i traktuj innych tak, jak chciałabyś, aby oni traktowali Ciebie.

W życiu doświadczamy wielokrotnie bardzo trudnych chwil. Jednak to przede wszystkim one pozwalają nam uświadomić sobie, co jest dla nas najistotniejsze.

Kochaj swoich bliskich, tak jak kochasz siebie. Twoje zasady niech będą zgodne z Twoim sumieniem i pokazuj je czynami, nie słowami.

Staraj się żyć tak, aby nikt przez Ciebie nie płakał. Wiem, że to trudne, ale wierzę, że dasz radę!

 

 

 

 

Rozdział 1

 

 

 

– Ginger, gdzie ty się podziewałeś!

Klara na widok rudego gołębia jednocześnie poczuła ulgę i złość. Ptak nie pokazywał się przez dwa dni i zaczęła się martwić, że przytrafiło mu się coś złego.

– Czy wiesz, że tak się nie robi? – strofowała go, choć pewnie nie rozumiał.

Co prawda kręcił głową i przyglądał się jej uważnie, ale czy to oznaczało, że wie, co Klara chce mu przekazać?

Wszystko jedno – pomyślała. – Najważniejsze, że wrócił.

Przyzwyczaiła się do swego skrzydlatego towarzysza i poranna kawa bez niego jakby mniej smakowała. Przez dwa poranki patrzyła na rozsypane ziarno, a potem rozglądała się po dachach sąsiednich kamienic, wypatrując Gingera.

– Gdzieś ty latał? – Pokręciła głową z dezaprobatą. – Tak się nie robi. Bałam się, że nie wrócisz…

Ptak zagruchał kilkakrotnie, jakby chciał wytłumaczyć swoją nieobecność.

– Dobrze już, dobrze. – Machnęła ręką. – Pewnie miałeś jakieś swoje gołębie sprawy. Najważniejsze, że jesteś. O, i widzę, że głodny. Poczekaj, dosypię ci jeszcze.

Sięgnęła do papierowej torby, w której trzymała ziarno, i rozsypała go jeszcze trochę na parapet. Potem z kubkiem kawy usiadła przy stole i przyglądała się gołębiowi.

– Wiesz, Ginger, zrobiłam kolację dla rodziców. Właściwie było całkiem sympatycznie, ale chyba nie do końca tego się spodziewałam… – wyznała.

Zamyśliła się. Już drugi dzień próbowała dojść do tego, co ją dręczy w związku z tą kolacją, ale nie mogła znaleźć odpowiedzi. Pozornie wszystko przebiegło bez zarzutu.

Usiedli przy stole w kuchni, bo tak chciała Klara.

– Ale skąd ten pomysł? – zdziwiła się matka. – Od tego mamy jadalnię, tam siadamy do posiłków. Kuchnia służy do gotowania…

– Mamo, proszę, tu jest mniej oficjalnie i tak… na luzie.

– Zawsze miałaś dziwne pomysły. – Kobieta wzruszyła ramionami. – Ale niech ci będzie.

Klara chciała, żeby rodzina poczuła się inaczej niż zwykle. Próbowała szukać tego, o czym słyszała od Łucji – domowego ciepła i bliskości, takiej naturalnej, spontanicznej. Bez eleganckiej zastawy i stołu z błyszczącym dębowym blatem, ale za to z miłością, radością z bycia razem i szczerym śmiechem.

Ojciec dołączył do nich, ale Klara czuła, że chociaż on się stara, myślami jest gdzieś indziej.

A ona? Za wszelką cenę starała się wprowadzić miłą atmosferę. Zagadywała rodziców, wypytywała, jak minął im dzień, uśmiechała się do nich. Owszem, odpowiadali. Ojciec nawet dał się wciągnąć we wspomnienia z dzieciństwa Klary, ale matka nieoczekiwanie ucięła temat.

– To dawne dzieje – powiedziała. – Po co rozmawiać o przeszłości? Najważniejsze, że wyrosłaś na piękną i mądrą kobietę. Po co zajmować się tym, co było kiedyś…

Klara spojrzała na nią ze zdziwieniem.

– Opowiem wam lepiej o Janinie, która poznałam dzisiaj zupełnym przypadkiem w jednym ze sklepów. Wyobraźcie sobie, że ma dojście do rewelacyjnych kosmetyków, całkowicie ekologicznych. Podobno rewelacja! Sprowadza je w bardzo ograniczonych ilościach. Taki towar dla wybranych, rozumiecie?

Matka z zapałem ciągnęła opowieść, a Klara zobaczyła, że ojciec od razu spoważniał. Zauważyła też kilka krótkich spojrzeń, które rzucił w stronę żony, i miała wrażenie, że widzi w nich zniecierpliwienie. Później jednak sytuacja wróciła do normy i Klarze nawet udało się kilka razy rozbawić rodziców. Oboje chwalili jej pomysł, jednak ona wciąż miała niedosyt. Wyczuwała między nimi jakieś napięcie.

A może mi się tylko wydaje? – zastanawiała się. – Może po prostu miałam inne wyobrażenie tego, jak będzie?

Bo właściwie czego się spodziewała? Że nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jej rodzice staną się inni, niż byli dotychczas? Jakby zmiana jadalni na kuchnię mogła zmienić relacje.

Tymczasem to, co w bardziej oficjalnym otoczeniu było naturalne, tu, przy kuchennym stole, nagle się ujawniło. I uwierało Klarę, choć nie umiała do końca tego nazwać.

– Muszę powiedzieć, że miałaś bardzo oryginalny pomysł – przyznała po posiłku matka. – Miałam wątpliwości, ale było całkiem miło.

Tak, rzeczywiście, ma rację – pomyślała Klara. – Dla naszej rodziny kolacja w kuchni to coś oryginalnego, taka chwilowa odmiana, kaprys córki.

Ojciec nie powiedział nic. Pocałował ją tylko w czubek głowy i poszedł do swojego gabinetu.

Klara wróciła do pracowni z ciężkim sercem. Coś, co w założeniu miało ich zbliżyć, uświadomiło jej z jeszcze większą mocą, że blisko nie są. Po tej kolacji paradoksalnie poczuła to jeszcze silniej.

Dlaczego? – roztrząsała, lecz nie znajdowała odpowiedzi.

– No, Ginger, nie wiem, jakie ty masz plany, ale ja muszę poszukać kolejnej modelki – oznajmiła po chwili gołębiowi. Wstała od stołu i zaniosła kubek do kuchni.

Znowu stanęła przed tym samym problemem, co przed poznaniem Łucji – gdzie szukać i jak znaleźć kolejną kobietę, której portret namaluje.

Poprzedniego wieczora napisała o tym do niego.

 

Nie będę ukrywać, że dałam się ponieść euforii. Całkowicie pochłonęła mnie praca nad pierwszym portretem i nie myślałam wtedy, co będzie dalej. To chyba kolejna moja cecha, której pewnie nie polubiłbyś – nie potrafię planować, nie zastanawiam się nad przyszłością, żyję dniem dzisiejszym.

Dotychczas sądziłam, że to wspaniałe, świadczy o mojej artystycznej duszy, o wolności i łamaniu konwenansów. Jednak powoli zaczynam rozumieć, że jest inaczej. I żeby zrealizować cel, trzeba najpierw pomyśleć o etapach dojścia do niego.

Nie wiem, czy łatwo mi będzie się zmienić. Oczywiście spróbuję. Chociaż przyznaję też, że w tej drodze nie chciałabym stracić tego, co jednak w sobie lubię: radości z niespodzianek, otwartości na to, co przynosi życie.

Jak to pogodzić? Ty pewnie wiesz, ale oczywiście mi nie powiesz. Czuję, że tak właśnie by było, nawet gdybyś stał obok. Wyobrażam sobie Twoje spojrzenie: takie samo jak to, które rzuciłeś mi wtedy. I zapewne miałbyś satysfakcję z tego, że odkryłam kolejną skazę na autoportrecie namalowanym w mojej głowie.

Dobrze, dojdę do tego sama. Znajdę sposób, żeby uporządkować życie, znaleźć równowagę, nie gubiąc przy tym siebie. Obiecuję, że się tym zajmę. I nie dla Ciebie, ale dla siebie samej.

Nie licz na to, że stanie się to szybko. Na razie muszę znaleźć kolejną modelkę. I chociaż nie mam pojęcia, jak to zrobię, to wierzę, że mi się uda.

 

Oczywiście list dołączył do poprzednich, w folderze niewysłanych maili, bez adresu i nadziei, że kiedyś to się zmieni. Nie to jednak teraz zaprzątało głowę Klary.

 

* * *

 

Z pracowni, gdzie panował miły chłód, wyszła wprost na rozgrzaną słońcem ulicę. Założyła duże przeciwsłoneczne okulary, poprawiła słomkowy kapelusz z szerokim rondem i rozejrzała się dookoła.

Właściwie mogła pójść w każdą stronę, bo nie miała żadnego pomysłu na to, gdzie szukać. Wróciła do punktu wyjścia. Z tą różnicą, że teraz nie była tak skłonna do rezygnacji. Wiedziała, że jej projekt ma sens, i z dumą myślała o pierwszym portrecie, który – już skończony – stał pod ścianą pracowni.

Zakupów nie potrzebuję – analizowała. – Tego, co przywiozłam po rodzinnej kolacji, wystarczy mi jeszcze co najmniej na dwa dni. Zatem dokąd?

Przyszło jej do głowy, że najlepiej byłoby iść gdzieś, gdzie jest więcej ludzi. Tam łatwiej kogoś poznać. Co prawda Łucję spotkała w pustej poczekalni przed gabinetem lekarskim, ale nie była tak naiwna, żeby liczyć na powtórkę.

Przez chwilę miała ochotę wejść do kawiarni, ale o tej porze nie było tam wielu osób. Dopiero wieczorami ogródki zapełniały się kolorowym i szukającym wytchnienia tłumem.

Chyba niezbyt dobrze wybrałam porę – stwierdziła w końcu. – Większość ludzi przed południem jest w pracy albo załatwia ważne sprawy. Nie mają czasu ani ochoty na zawieranie znajomości czy nieplanowane pogawędki. Powinnam była wcześniej się nad tym zastanowić i wybrać lepszy czas.

Pochłonięta myślami Klara przemierzała wąskie uliczki śródmieścia. Było gorąco i nawet lekka sukienka zaczęła lepić się jej do pleców. Kobieta otarła spocone czoło i zamarzyła o szklance zimnej wody wypitej w jakimś przyjemnym, zacienionym miejscu. Pierwsze marzenie szybko udało się spełnić. W najbliższym sklepie spożywczym wyjęła z lodówki dobrze schłodzoną butelkę, do tego dołożyła paczkę chusteczek i tak zaopatrzona ruszyła dalej, aby odnaleźć gdzieś odrobinę cienia.

Mieszkanie w centrum miało swoje zalety. W śródmieściu pozostało wiele zieleni, inaczej niż na nowych osiedlach, gdzie albo wycinano drzewa, żeby postawić kolejne bloki, albo niedawno posadzone rośliny nie zdążyły jeszcze urosnąć na tyle, żeby dawać ochłodę.

Klara zdecydowała, że pójdzie do parku. Była już niedaleko, a staw z fontanną rozpryskującą dookoła maleńkie kropelki wydawał się kuszącym miejscem. Czuła, że chłodna mgiełka na twarzy jest tym, czego teraz potrzebuje.

Gdy doszła do parkowego zbiornika, czekała ją niespodzianka. Wszystkie ławki ustawione w pobliżu wzdłuż alejki i ukryte pod starymi drzewami były zajęte. Na jednych siedziały matki, kołysząc nogami wózki, w których spały dzieci, na innych odpoczywali seniorzy, również zmęczeni upałem. Trawniki nad samym brzegiem stawu, pod zwisającymi gałązkami wierzb, okupowała młodzież, która korzystała z wakacyjnej wolności i głośnym śmiechem zaznaczała swoją obecność, za nic mając karcące spojrzenia innych.

Nie było gdzie usiąść. Klara westchnęła, ale za chwilę uśmiechnęła się do siebie.

Przecież chciałam miejsca, w którym będzie wiele osób – skwitowała w duchu. – Proszę, mam. Jak na zawołanie. Nic, tylko wybierać.

Przesunęła wzrokiem po kolejnych ławeczkach. Żadna postać nie przykuła jej uwagi, na widok żadnej malarka nie poczuła chęci zagadnięcia czy bliższego kontaktu.

Nic tu po mnie – stwierdziła i ruszyła dalej, wzdłuż głównej alei obsadzonej z obu stron kasztanowcami. Miała nadzieję, że gdzieś z boku, w mniej uczęszczanej części parku, znajdzie miejsce na odpoczynek.

Udało się! – pomyślała radośnie po chwili, ujrzawszy wolną ławkę pod parkowym murem. Podeszła do niej powoli, rozglądając się, czy gdzieś obok nie ma żadnego amatora mocnych trunków, którzy wieczorami lubili takie nieco ukryte przed wzrokiem innych miejsca. Na szczęście przed południem najwyraźniej mieli inne zajęcia i zarówno ławka, jak i jej okolica były czyste, puste i spokojne.

Klara z ulgą usiadła i wyciągnęła przed siebie nogi. Zsunęła sandały, których paski odcisnęły ślady na zmęczonych upałem stopach. Zdjęła kapelusz, powiesiła go na oparciu ławki, a torbę postawiła obok siebie. Kilka łyków nadal zimnej wody przyniosło ochłodę i poprawiło jej humor. Zmoczyła też chusteczkę i przetarła nią skronie. Znowu czuła, że żyje. Odchyliła głowę i przez dłuższą chwilę obserwowała gałęzie drzew i plamy światła między liśćmi.

Lubiła zieleń i choć zawsze twierdziła, że miasto jej służy, uwielbia jego zgiełk i nocne życie, to jednak natura przynosiła jej ukojenie i spokój. Doceniała takie chwile jak ta, gdy gwar dobiegał z oddali, a tuż obok były tylko drzewa i ćwierkające na gałęziach ptaki.

Po dłuższej chwili błogiego lenistwa Klarze przyszło do głowy, że skoro już wyszła z domu i zrobiła sobie spacer w upalne przedpołudnie, warto też dodatkowo spożytkować ten czas. Wyjęła z torby szkicownik, który zawsze nosiła przy sobie, i rozejrzała się w poszukiwaniu obiektu, który mogłaby przenieść na kartkę. Od dawna miała taki zwyczaj.

Znajomi śmiali się nawet, że gdy zobaczy coś ciekawego, to nawet w środku imprezy wyjmuje blok i ołówek. Było w tym dużo prawdy, gdyż Klara czasami rzeczywiście w trakcie spotkań towarzyskich zauważała jakiś ciekawy szczegół architektoniczny, scenę albo twarz i czuła, że powinna je utrwalić. Traktowała to jako ćwiczenia, wprawki przed malowaniem, ale też jako coś w rodzaju malarskich notatek. W jej pracowni było już kilka dużych teczek pełnych szkiców. Czasami, gdy szukała tematu albo nastroju do nowego płótna, otwierała je i przeglądała kartki. Czasem znajdowała dawno zapomniany rysunek, który stawał się początkiem nowego obrazu.

Szukanie ciekawych obiektów do rysowania weszło jej w krew i nauczyła się dzięki temu uważniej obserwować otaczającą ją rzeczywistość. Dzięki temu często zauważała to, co innym umykało, widziała więcej w światłocieniach, a wystarczyło, że zmrużyła oczy i przyjrzała się otoczeniu, a już świat pokazywał jej obrazy zupełnie inne, niż widzieli ci, którzy pobieżnie omiatali go wzrokiem.

Teraz uwagę Klary przykuła rzeźba stojąca między krzewami. Nieco zapomniana, jakby ukrywająca się wśród gałęzi, kamienna kobieta wstydliwie zasłaniała ręką pierś. Pokryty mchem posąg, omijany przez przechodniów i służby porządkowe, wydał się malarce ciekawy i tajemniczy.

Otworzyła szkicownik i szybko nakreśliła kilka pierwszych linii. Musiała uchwycić proporcje, ogólny zarys i dopiero potem, już z większą uwagą, dodawać szczegóły. Szybko wpadła w stan, który zawsze towarzyszył jej podczas pracy z pędzlem czy ołówkiem. Rzeczywistość jakby oddalała się, znikała za niewidzialną szybą. Pozostawała tylko ona i obraz. Oprócz tego nic się nie liczyło. I nieważne, czy była sama, czy otaczał ją tłum.

Stawiała kolejne kreski, zerkała na rzeźbę, poprawiała, rozsmarowywała palcem grafit. Tworzyła swoją wizję, łącząc to, co widziały oczy, z tym, co czuło serce. Zupełnie straciła poczucie czasu. Dopiero gdy jakiś cień przesłonił jej promień słońca padający na kamienny posąg, zamrugała szybko oczami i wróciła do rzeczywistości.

Oderwała wzrok od kartki i podniosła głowę znad szkicownika. Tuż obok niej, przy ławce, zatrzymała się kobieta – niewysoka, drobna, o dużych i pięknie wykrojonych oczach, w których teraz malowało się szczere zainteresowanie.

– Przeszkodziłam pani – powiedziała, widząc nieco nieprzytomne spojrzenie Klary. – Bardzo przepraszam, nie chciałam.

Malarka oblizała zaschnięte wargi.

– Nic nie szkodzi – odpowiedziała bardziej z grzeczności, bo właściwie gdyby nie cień, nawet nie zauważyłaby obecności nieznajomej.

Klara nie miała pojęcia, jak długo tamta przyglądała się jej pracy. Wróciła ze swojego świata i potrzebowała chwili, aby odzyskać poczucie realności.

– Szukałam miejsca, żeby chwilę odpocząć. – Nieznajoma uśmiechnęła się przyjaźnie, ale w jej spojrzeniu Klara dostrzegła jakiś rodzaj powagi, która tkwiła tam, mimo pozornej radości kobiety. – Przy głównej alejce wszystkie ławki są zajęte, więc poszłam trochę dalej. I zobaczyłam panią – wyjaśniła. – Pozwoliłam sobie podejść, z nadzieją, że się dosiądę. Ale kiedy zobaczyłam, że pani pracuje, chciałam zrezygnować. Niestety, ciekawość zwyciężyła i przeszkodziłam pani – wyznała szczerze. – Jeszcze raz przepraszam.

– Naprawdę nic się nie stało. – Klara poczuła sympatię do kobiety, którą zainteresowała jej praca. – Proszę usiąść. – Wskazała miejsce obok siebie. – Ja też szukałam odpoczynku, więc rozumiem.

Kobieta się przysiadła i poprawiła krótko obcięte włosy. Klara zauważyła, że ma kształtne dłonie o szczupłych i długich palcach.

– Ładnie pani rysuje – zauważyła nieznajoma.

– Dziękuję, ale to nic wielkiego. Po prostu szkic, wprawka. Normalnie nie pracuję ołówkiem, wolę pędzel.

– Ach, więc pani maluje? – zainteresowała się kobieta. – To hobby czy zawód?

– Skończyłam ASP, uczyłam się też w Paryżu. – Klara poczuła lekkie ukłucie w sercu na myśl o tym, że ktoś mógł ją wziąć za amatorkę.

– Wspaniale! To musiało być fantastyczne: studiować malarstwo w Paryżu! Od razu przyszły mi na myśl klimatyczne mansardy, kawiarenki pełne przedstawicieli bohemy, paryskie noce, ubodzy malarze i piękne modelki. – Nieznajoma wyraźnie dała się porwać swojej wizji i oczy rozbłysły jej, jakby odbijały jakieś wewnętrzne światło.

– Aż tak to może nie – stwierdziła z uśmiechem Klara. – Raczej dużo ciężkiej pracy. Ale owszem, paryskie noce mają niepowtarzalny klimat – przyznała. – Była pani w Paryżu?

– Niestety, osobiście nie. Ale w marzeniach wielokrotnie – wyznała jej rozmówczyni, uśmiechając się szeroko. – Czasami też dzięki lekturze. Książki pomagają przenosić się w różne miejsca i czasy… A nawet do światów, które nie istnieją – westchnęła.

– Mnie tam przenosi malowanie.

– Nie wątpię, miałam okazję to obserwować. Była pani zupełnie gdzie indziej. – Kobieta ze zrozumieniem pokiwała głową i dodała: – Proszę mi nie brać za złe ostatniego pytania. Nie ukrywam, że nie znam się na sztuce. Nie profesjonalnie. Co nie znaczy, że jej nie lubię. Z tym, że bardziej odbieram ją duszą, jeśli można tak ująć. – Poprawiła się na ławeczce i rzuciła kolejne spojrzenie na rysunek Klary. – Jak pani to ciekawie narysowała – powiedziała. – Kiedy patrzę na tę kartkę, to mam wrażenie, jakby ta kobieta ukrywała się między krzewami, wstydząc się swojej nagości.

Dokładnie tak samo przecież pomyślałam – stwierdziła z zaskoczeniem Klara. – Czyżby zobaczyła to samo co ja?

– A czy pani maluje portrety? – Kolejne pytanie nieznajomej sprawiło, że malarka na moment znieruchomiała.

– Owszem, maluję – odpowiedziała po chwili wahania. – A nawet ostatnio szczególnie mnie interesują. Dlaczego pani pyta?

– Proszę się nie obrazić, ale pomyślałam, że jeśli pani je maluje, to może zgodziłaby się pani stworzyć jeden na zlecenie…

Klara zmarszczyła brwi.

– Jeśli to niemożliwe, to nie ma problemu. – Kobieta przepraszająco uniosła dłonie. – Ale musiałam zapytać. Jakoś przemówił do mnie ten pani rysunek. Zwykle nie jestem aż tak bezpośrednia, jednak przyszło mi do głowy, że skoro w taki dzień spotkałam akurat panią i coś mi podszepnęło, żeby podejść, to może to jakiś znak?

– Co pani ma na myśli? – Klara nerwowo przełknęła ślinę.

O jakim znaku ona mówi? – pomyślała. – I jeszcze ten portret… Co to ma być?

– Nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić. – Nieznajoma wzruszyła ramionami. – Takie przeczucie, sama nie wiem… Tylko niech mnie pani nie weźmie za wariatkę. – Znowu się uśmiechnęła, ale zaraz spoważniała. – Widzi pani, od dawna myślałam o portrecie, ale dotąd nie znalazłam na to czasu i odpowiedniej osoby. A ten pani szkic jest taki… chwytający za serce. Poruszył mnie, sama nie wiem dlaczego. Odważyłam się zapytać, bo pomyślałam, że właśnie pani mogłaby namalować mojego ojca. I czuję, że zrobiłaby to pani doskonale.

– Chce pani, żeby pozował mi pani ojciec? – dopytywała zaskoczona malarka.

– Niezupełnie. – Kobieta pokręciła głową. – To byłby portret ze zdjęcia. Tata już nie żyje. – Ostatnie zdanie powiedziała przyciszonym głosem, zapatrzywszy się w głąb pustej alejki.

– Niestety, nie maluję ze zdjęć. I raczej nie przyjmuję zleceń.

– Szkoda. Naprawdę bardzo chciałabym mieć jego portret. Cóż, rozumiem. Miło było panią poznać. – Nieznajoma podniosła się i przygładziła bluzkę. – Dziękuję za miłą rozmowę i chwilę artystycznych doznań.

Uśmiechnęła się, a Klara zobaczyła w tym uśmiechu nie tylko życzliwość i szczerość, ale coś jeszcze. Jakby zmarszczki w kącikach oczu i ust chciały jej powiedzieć coś ważnego. Było też w słowach tej kobiety coś, co zaintrygowało malarkę. Nie umiała tego nazwać, ale czuła, że nieznajoma nosi w sobie historię. Zapragnęła ją poznać. I pokazać innym.

Co kryje się na dnie tych pięknych oczu o wyrazistym spojrzeniu? Czy jej usta częściej układały się w uśmiech, czy w grymas cierpienia? Kim był ojciec, którego portret tak bardzo chciała mieć?

– Proszę poczekać! – Zatrzymała kobietę, gdy ta odeszła już kilka kroków od ławki.

– Tak, słucham? – Nieznajoma odwróciła się w stronę Klary.

– Nie maluję na zamówienie i nie maluję ze zdjęć. Ale chciałabym sportretować panią – powiedziała wprost.

– Mnie? – zdziwiła się kobieta. – A dlaczego?

– Odpowiem tak, jak pani przed chwilą: nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Po prostu poczułam, że chciałabym.

– Sama nie wiem… To dość nieoczekiwana propozycja. Musiałabym to przemyśleć. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłabym pozować…

Klara czuła, że chociaż kobieta się waha, to ma ochotę przyjąć nieoczekiwane wyzwanie. Śmiałość i ciekawość, która popchnęła ja w kierunku ławeczki, teraz walczyła w niej z zaskoczeniem i niepewnością. Malarka przeczuwała, co wygra.

Jeśli to naprawdę był jakiś znak – pomyślała – jeżeli rzeczywiście los skierował ją do mnie, to zgodzi się pozować.

– A, w sumie co mi szkodzi! – Usłyszała słowa, na które czekała. – Tylko uprzedzam, że mogą być pewne problemy, bo nie zawsze jestem… dyspozycyjna.

– Ja się dostosuję – zapewniła ją Klara.

– Skoro tak, to proszę powiedzieć, dokąd mam przyjść. – Nieznajoma wyjęła z torebki notesik i długopis. – Chyba że tutaj, w parku? – Spojrzała pytająco.

– Ależ skąd! – roześmiała się malarka. – Mam pracownię, proszę sobie zapisać adres.

– No tak, profesjonalistka. – Nieznajoma mrugnęła porozumiewawczo i uśmiechnęła się szeroko. – Chyba popełniłam kolejną gafę.

Klara odpowiedziała uśmiechem. Nie sposób gniewać się na tę kobietę. Były w niej szczerość, ciepło i spokój, które udzielały się rozmówcy. Żadnych złych emocji.

Pożegnały się i nowa modelka Klary odeszła niespiesznym, ale równym krokiem. Malarka obserwowała drobną postać w jasnym kostiumie i poczuła, że nie może się doczekać kolejnego spotkania.

Nawet nie zapytałam jej o imię – pomyślała. – Ale na pewno jest jasne i świetliste jak ona.

Często określała ludzi za pomocą barw. Uważała, że imiona też mają kolory i światłocienie. Jedne były zamglone i tajemnicze, inne pastelowe i ciepłe, a jeszcze inne jasne i pełne światła. Zwykle pasowały do noszących je ludzi. Klara zastanawiała się, czy tym razem też tak będzie.

 

* * *

 

Podekscytowana przygotowywała nowe płótno. Ustawiła je na sztaludze i popatrzyła z radością na pusty prostokąt. Jasna plama, na której wkrótce miała się pojawić nowa twarz, oblicze. Była go ciekawa tak samo jak swojej nowej modelki.

Zgasiła światło i w półmroku rozjaśnianym jedynie światłami ulicznych latarni szybko wystukiwała kolejne litery na klawiaturze laptopa.

 

I co na to powiesz? Czy to mieściłoby się w Twoim sposobie postrzegania świata? Jeszcze wczoraj uważałam, że kolej na stabilizację, rozsądek i plany, a tymczasem nowa modelka przyszła do mnie sama, wiedziona jakimś przeczuciem, nieuchwytnym znakiem. Może to przeznaczenie? Kto wie.

Mogę sobie wyobrazić, że ściągasz brwi i patrzysz drwiąco tymi swoimi zielonymi oczami. A patrz sobie! Ja w tym czasie będę malowała kolejny portret. I wiem, czuję, że ten także będzie wyjątkowy.

Przyznam Ci się, że trochę mnie uraziło pytanie o to, czy jestem profesjonalistką. Nawet zastanawiałam się dlaczego. Widzisz, dotychczas sądziłam, że moją artystyczną duszę widać na pierwszy rzut oka. A okazuje się, że chyba nie. I o czym to świadczy? Jak myślisz? Bo ja na pewno muszę się nad tym zastanowić…

 

Usłyszała pukanie, więc zamknęła pokrywę laptopa, urywając w połowie pisane zdanie.

– Kto tam? – zapytała.

– Julian, a spodziewałaś się kogoś innego? – Usłyszała zza drzwi.

– Właśnie nie spodziewałam się nikogo – odparła, otwierając.

Mężczyzna pochylił się i pocałował ją w policzek. Jakby wcale nie usłyszał tego, co powiedziała.

– Dość już tego pozowania na wyalienowaną artystkę – powiedział stanowczo.

Pozowania? Zdenerwował ją tym stwierdzeniem. Co on sobie wyobraża? Myśli, że malowanie to jakiś jej kaprys?

– Wyalienowaną? A skąd ty znasz takie słowa? – odparowała z ironią.

– Brat mnie nauczył. On zawsze był mądrzejszy. – Julian przeczesał palcami grzywkę i uśmiechnął się uroczo.

– To ty masz brata? – zdziwiła się.

Tak długo się znali, a Klara była przekonana, że podobnie jak ona Julian jest jedynakiem.

– Owszem, mam. – Mężczyzna usiadł na kanapie i wyciągnął przed siebie nogi w zamszowych mokasynach. – Starszego o dwa lata, mądrzejszego, grzeczniejszego, spokojniejszego. Ale za to brzydszego i nudnego – dodał, puszczając oczko do Klary.

– A dlaczego ja go nigdy nie poznałam?

– Bo to dzikus, kujon i nie interesują go melanże. Siedzi przy komputerze i nie ma pojęcia o świecie. Tyle w temacie, nie ma o czym mówić. – Zbył ją machnięciem ręki. – Zbieraj się, mała, wychodzimy.

– Ja się nigdzie nie wybieram – zaprotestowała.

– Nawet się nie wygłupiaj! Siedzisz na tym strychu, odkąd przyjechałem. Przyznam, że już mam tego trochę dość. Zresztą dziwię się, że ty nie. Serio, nie tęsknisz za dobrą imprezą? Najlepiej zakończoną przyjemnie w łóżku? – Nie bawił się w niedomówienia.

To akurat jej nie przeszkadzało. Nie była pruderyjna, zresztą jej związek z Julianem polegał właśnie na mówieniu wprost. To zawsze ceniła.

Klara spojrzała na mężczyznę, przesunęła wzrokiem po mięśniach rysujących się pod obcisłą koszulką i pomyślała, że właściwie brakuje jej silnych ramion unoszących jej biodra w miarowym rytmie i dreszczyku wzdłuż kręgosłupa wywołanego przez usta błądzące po szyi.

– W sumie dlaczego nie? – Wydęła wargi, gdy przez chwilę się namyślała. – Co prawda jutro pracuję, ale dopiero po południu. Zdążę odespać – zdecydowała w jednej chwili.

– Widzisz, wreszcie mówisz z sensem. Bo już myślałem, że ktoś tu się pojawił pod moją nieobecność i cię podmienił – roześmiał się Julian. – Zakładaj jakąś kieckę i jedziemy, bo tam się już szampan mrozi.

Klara poczuła dawne podniecenie, które zawsze towarzyszyło jej przed zabawą. W pośpiechu przesuwała wieszaki w poszukiwaniu odpowiedniej sukienki. Wreszcie znalazła to, czego chciała, i w ciągu pół godziny przeistoczyła się w wampa.

Ta przemiana najwyraźniej spodobała się Julianowi, bo cmoknął z uznaniem.

– No, taką cię lubię! Chodzący na długich nogach seks… – mruknął i przyciągnął kobietę do siebie. – Widzę, że będziemy mieli udany wieczór.

Podeszli do drzwi i Klara odwróciła się, żeby wyłączyć lampę. Jej spojrzenie padło na białą plamę płótna stojącego na sztaludze. Przez moment poczuła ukłucie w sercu, jakby żal, że je zostawia.

Bez przesady – pomyślała szybko. – Nie samą pracą człowiek żyje. Należy mi się odrobina rozrywki. Taki reset między jednym a drugim portretem.

Światło w pracowni zgasło i tylko biała dioda w laptopie migała raz za razem jak maleńka latarnia morska w bezbrzeżnej ciemności pustego poddasza.

 

 

 

 

Rozdział 2

 

 

 

Ból głowy poczuła, jeszcze zanim otworzyła oczy. Dotknęła dłonią czoła i próbowała podnieść powieki. Ostre słońce sprawiło jednak, że natychmiast z powrotem je zacisnęła. Powoli odtwarzała w myślach wydarzenia minionej nocy. Głośna muzyka, śmiechy, szaleństwo na parkiecie i szampan. Dużo szampana. Wyglądało na to, że znalazła przyczynę dzisiejszego fatalnego samopoczucia.

Głośno wypuściła powietrze.

Nie wstaję, nie ma mowy – pomyślała i z powrotem opadła na poduszkę.

Pomacała ręką miejsce obok, ale było puste. A przecież powinien tam leżeć Julian.

– Julian… – Zachrypnięty głos ledwie wydobył się z krtani. – Jesteś w kuchni? Podaj mi szklankę wody, proszę…

Żadnej odpowiedzi.

Klara oblizała zaschnięte usta i stwierdziła, że musi wstać, gdyż pragnienie było tak samo dokuczliwe jak boląca głowa. Lecz za chwilę; chciała dać sobie trochę czasu.

Poleżę jeszcze trochę. Może nawet zasnę… – uznała.

Niestety, ktoś właśnie pukał do drzwi.

– Nie ma mnie! – krzyknęła, ściskając rękami skronie.

Pukanie nie ustawało. Najwyraźniej ktoś był bardzo uparty. Stukał głośno i miarowo, w równym rytmie – trzy razy szybko i dwa razy wolno.

Klara ostrożnie usiadła na łóżku i powoli otworzyła oczy. Ostre światło sprawiło, że potrzebowała chwili, aby przyzwyczaić wzrok. Kiedy już mogła swobodnie się rozejrzeć, od razu zrozumiała, skąd dobiegał uporczywy stukot.

Podeszła do okna i otworzyła je na oścież, wpuszczając do pracowni powiew świeżego powietrza.

– Ginger, czyś ty zwariował?! – powiedziała karcąco do ptaka siedzącego na parapecie. – Daj żyć! Chciałam dłużej pospać…

Gołąb zagruchał głośno, jakby udzielał jej reprymendy.

– Głodny jesteś? – zapytała. – OK, zaraz coś ci dam, tylko najpierw muszę napić się wody.

Ptak zrobił kilka drobnych kroków wzdłuż parapetu i ponownie zastukał dziobem w metal. Pukanie odbiło się echem w głowie malarki.

– Przestań, proszę – jęknęła. – Miej litość!

Powlokła się do aneksu kuchennego, po drodze podnosząc iPhone’a leżącego przy kanapie. Zerknęła na wyświetlacz i nie mogła uwierzyć własnym oczom.

– Już południe?! To niemożliwe!

Za plecami usłyszała gruchanie. Odwróciła się i spojrzała z wdzięcznością na gołębia.

– Dzięki, Ginger, że mnie obudziłeś. Nie wiem co prawda, skąd wiedziałeś, że najwyższa pora, żebym doprowadziła się do porządku, ale najważniejsze, że to zrobiłeś.

Za trzy godziny miała się u niej zjawić kobieta, którą poznała poprzedniego dnia w parku. Klara miała zacząć malowanie jej portretu. Tymczasem ból rozsadzał jej czaszkę, nadal paradowała – a wcześniej wyspała się – w sukience z poprzedniego wieczora i nie musiała patrzeć w lustro, żeby wiedzieć, że nie zmyła makijażu i z pewnością wygląda fatalnie.

Nie miała jednak czasu, żeby rozczulać się nad sobą. To, że wczorajsza impreza nie była dobrym pomysłem, już zrozumiała, ale w tym momencie jej refleksja nie miała znaczenia.

– Trzeba wziąć się w garść – powiedziała do gołębia. – Dam ci ziarno i biorę się za siebie.

Zostawiła swojego skrzydlatego przyjaciela, który z zapałem zajął się dziobaniem spóźnionego śniadania, i poszła do łazienki.

Po długim prysznicu Klara poczuła się lepiej, a dwie szklanki wody z cytryną, które wypiła duszkiem, stojąc przy kuchennym blacie, wreszcie ugasiły pragnienie. Owinięta ręcznikiem i z kolejną szklanką wody usiadła na kanapie. Potrzebowała chwili, żeby zebrać myśli.

Nigdy więcej – postanowiła. – Mało brakło, a zawaliłabym sprawę. I tak pewnie nie będę mogła się dzisiaj skoncentrować. Zachowałam się jak dziecko, które nie potrafi przewidzieć konsekwencji swoich decyzji. Samej siebie mi żal.

Zaczęła porządkować pościel i zobaczyła laptop, który odłożyła po prostu na podłogę, gdy wczoraj przyszedł Julian. Podniosła komputer i otworzyła klapę. Ekran się rozjaśnił, a jej oczom ukazał się urwany w połowie zdania list. Przebiegła wzrokiem po rzędach liter.

 

Chyba nie muszę się już zastanawiać. Wczoraj pokazałam, że żadna ze mnie profesjonalistka.

 

Gdy dopisała to zdanie, poczuła, że chce jej się płakać. Szybko przeniosła mail do folderu z wcześniejszymi wiadomościami i wyłączyła laptopa.

Nie ma co się nad sobą roztkliwiać – skarciła się w duchu. – Mądre to nie było i teraz zamiast płakać, muszę zrobić wszystko, żeby nie było gorzej.

Ubrała się, nie przejmując się fryzurą – włosy zostawiła wilgotne, żeby same wyschły. Przygotowała farby i pędzle, ustawiła siedzisko i wentylator. Potem wstawiła jeszcze dwie duże butelki wody do lodówki, przewidując, że będzie potrzebowała sporo płynów, zanim dręczące ją pragnienie całkiem ustąpi. Na jedzenie nie miała ochoty. Sama myśl o przełknięciu czegokolwiek poza płynami sprawiała, że czuła ścisk w brzuchu.

Naprawdę przesadziłam – pomyślała. – Dawno nie miałam takiego kaca.

Do przyjścia nowej modelki pozostało jeszcze koło dwudziestu minut, więc zdecydowała się na kawę. Może espresso na pusty żołądek to nie był dobry pomysł, ale Klara liczyła na to, że solidna dawka kofeiny da jej energię potrzebną do pracy.

Popijając gorący i aromatyczny napar, zastanawiała się, jak będzie wyglądało jej pierwsze spotkanie z nową modelką. Z Łucją wszystko poszło spontanicznie i naturalnie, ale były w zbliżonym wieku. Nieznajoma z parku wydawała się Klarze dużo starsza. O ile? Nie potrafiła dokładnie określić, bo zbyt dokładnie się nie przyglądała, poza tym kobieta była zadbana, umalowana i trudno było jednoznacznie określić jej wiek. Na pewno jednak dzieliło je więcej niż kilkanaście lat.

Zobaczymy, na pewno jakoś uda nam się porozumieć – rozmyślała malarka. – Nie będę się martwiła na zapas. Kobieta robiła wrażenie otwartej, a to najważniejsze, bo bez szczerości i gotowości na mówienie o sobie nie zdołam namalować prawdziwego portretu.

Praca nad poprzednim obrazem nauczyła ją, że dopiero podczas szczerej rozmowy malarz może zobaczyć autentyczne emocje. Bez nich twarz jest tylko nieruchomą maską, to uczucia nadają rysom autentyczności. A właśnie prawdziwą twarz malarka pragnęła dostrzec i przenieść na płótno.

Z każdą chwilą coraz bardziej niecierpliwie czekała na gościa. Ostatni kwadrans oczekiwania upłynął jej na zastanawianiu się, czy modelka przypadkiem nie zmieniła zdania. Na szczęście w końcu przyszła.

– Dzień dobry – przywitała ją malarka. – Punktualnie co do minuty. – Z uśmiechem zaprosiła ruchem dłoni, żeby kobieta weszła dalej.

– Nie lubię się spóźniać. Zawsze jestem na czas.

– Mnie, niestety, nie zawsze się to udaje – wyznała ze skruchą Klara. – Ale staram się…

Kobieta rozejrzała się dookoła.

– Piękna pracownia – oceniła. – Poddasze, dużo okna, światło… Tak właśnie sobie zawsze wyobrażałam takie miejsce.

– Aktualnie służy mi także jako mieszkanie – wyjaśniła malarka. – Może nie ma tu luksusów, ale mnie w zupełności wystarczy.

– Czyli jednak przeniosła sobie pani jakąś namiastkę Paryża do naszego miasta – zauważyła kobieta.

Malarka zaśmiała się cicho i zaproponowała:

– Proszę mi mówić po imieniu. Nazywam się Klara Werner.

– Rzeczywiście, tak będzie łatwiej. Mam na imię Joanna. – Nowa znajoma wyciągnęła rękę. – Joanna Terlecka.

Artystka uścisnęła dłoń swojego gościa i poprosiła z wahaniem:

– Jeśli jestem zbyt bezpośrednia, to proszę powiedzieć…

– Gdybym tak myślała, to możesz być pewna, że powiedziałabym od razu – przyznała z szerokim uśmiechem nowa znajoma. – Już dawno doszłam do wniosku, że szkoda życia na niedomówienia. Wyznaję zasadę, że należy mówić wprost. I nie robić niczego wbrew sobie.

– OK, w takim razie bardzo się cieszę. – Klara odetchnęła z ulgą.

Wyglądało na to, że jej druga modelka to nie tylko miła, ale też konkretna i szczera osoba. A to z pewnością bardzo ułatwi pracę.

– Proszę, rozgość się – zaprosiła na kanapę. – Możemy zacząć od razu albo najpierw porozmawiać. Pewnie masz do mnie jakieś pytania. Chętnie rozwieję wszystkie twoje wątpliwości. No i chciałabym ci podziękować, że zgodziłaś się na pozowanie.

Joanna usiadła. Klara z przyjemnością patrzyła na nienaganną postawę i eleganckie ruchy kobiety. Widać było, że przywiązuje wagę do odpowiedniego zachowania, ale robiła to w sposób naturalny, pozbawiony sztuczności. Kobieta z klasą – takie określenie przyszło Klarze do głowy i wydało się najbardziej odpowiednie.

– Zgodziłam się, bo lubię wyzwania – odpowiedziała tymczasem Joanna. – Właściwie to nawet kilka razy przychodziło mi do głowy, że chciałabym mieć portret. Skoro więc nadarzyła się okazja, czemu miałabym nie spróbować? W końcu nie każdemu trafia się spotkanie z prawdziwą malarką w parkowej alejce, prawda?

– Rzeczywiście, wygląda na to, że obie miałyśmy szczęście – przytaknęła Klara. – Zaprosiłam cię, bo maluję cykl kobiecych portretów, które mają złożyć się na moją kolejną wystawę. Założyłam, że nie będą to zawodowe modelki czy znane postaci, ale kobiety, które spotkam na swojej drodze. Chcę pokazać prawdę i naturalność, bez sztucznych póz, wyrafinowanych gestów czy wymyślnych stylizacji. Rozumiesz, o co mi chodzi?

– Myślę, że tak. I brzmi ciekawie. Czuję, że pozowanie dla ciebie będzie niezwykłą przygodą. Tylko ta wystawa… Sądzisz, że mój portret będzie odpowiedni?

– Bez obaw, tam nikt nie będzie oceniał ciebie, tylko moje umiejętności i sposób artystycznej ekspresji – roześmiała się Klara.

– Skoro tak, to nie widzę przeszkód. – Joanna uśmiechnęła się ciepło. – Tylko musisz mi powiedzieć, co mam robić. Bo to mój debiut, jak możesz się domyślić.

Klara poczuła, że znowu zaschło jej w ustach.

– Może na początek przygotuję coś do picia? – zaproponowała. – A ty zastanów się, gdzie będzie ci najwygodniej siedzieć. Chciałabym, żebyś czuła się swobodnie.

Zostawiła kobietę na chwilę i przeszłą do kuchennej części, a po chwili wróciła z dzbankiem i szklankami.

– Woda z cytryną. Może być?

– Jak najbardziej.

– Wybrałaś miejsce?