Czy psychodeliki uratują świat? - Maciej Lorenc - ebook
Opis

Po niemal pięciu dekadach wojny z narkotykami ugruntowane przekonanie o szkodliwości wszelkich substancji psychoaktywnych zaczyna rozpadać się pod naporem kolejnych dowodów naukowych.

Badania pokazują, że psychodeliki mogą pomagać w leczeniu depresji, stresu pourazowego, uzależnień i lęku związanego z chorobami terminalnymi, ale również poprawiać jakość życia u osób, które nie mają żadnych dolegliwości. Doświadczenia mistyczne wywołane za pomocą tych substancji sprawiają, że z większym zrozumieniem podchodzimy do własnej osoby, innych ludzi i ekologii naszej planety. W odpowiednich warunkach prawie każdy może przeżyć tego rodzaju stany.

Maciej Lorenc rozmawia z czołowymi ekspertami odpowiedzialnymi za renesans psychodeliczny i zgłębia wraz z nimi zagadnienia z różnych dziedzin - między innymi neuronauki, psychofarmakologii, psychologii, antropologii, religioznawstwa i polityki narkotykowej. Dzięki tej książce poszerzysz swoją perspektywę prawie jak po zażyciu LSD.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 352

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dziękuję wszystkim moim rozmówcom, którzy zgodzili się poświęcić własny czas, aby podzielić się ze mną swoją wiedzą i doświadczeniami.

Podziękowania za nieocenioną pomoc należą się również Mariannie Dębskiej, Mateuszowi Janiszewskiemu, Annie Juniewicz i Justynie Hobot.

WSTĘP

KRÓTKA HISTORIA PSYCHODELIKÓW W KULTURZE ZACHODNIEJ

Substancje psychodeliczne znane są ludzkości co najmniej od neolitu1. Były i nadal są powszechnie stosowane do celów rytualnych w różnych częściach świata2, ale zachodni badacze zaczęli poznawać ich potencjał stosunkowo niedawno, a mianowicie na przełomie XIX i XX wieku3. Wielu naukowców zainteresowało się wówczas szerokim wachlarzem środków psychoaktywnych i wywoływanymi przez nie zmianami w percepcji – między innymi opium i haszyszem, ale także meskaliną, którą wyizolowano z halucynogennego kaktusa z gatunku Lophophora williamsii znanego jako pejotl.

Rozkwit badań naukowych nad psychodelikami nastąpił jednak dopiero w latach 50. i 60. XX wieku, a jego główną przyczyną stał się dietyloamid kwasu lizergowego (LSD) odkryty w 1943 roku przez Alberta Hofmanna4, szwajcarskiego chemika zatrudnionego w laboratoriach firmy Sandoz. Środek ten zaczęto dystrybuować pod nazwą handlową Delysid i oferować go za darmo psychiatrom w zamian za szczegółowe raporty dotyczące jego wpływu na pacjentów5. Szybko wzbudził ogromne zainteresowanie z powodu niezwykłego oddziaływania na świadomość i ogromnej mocy (substancję tę dawkuje się w mikrogramach, czyli milionowych częściach grama). W następnych latach naukowcom udało się wyizolować ze świata przyrody dwie inne substancje psychodeliczne: psylocybinę zawartą w halucynogennych grzybach (w większości należących do rodzaju Psilocybe) i dimetylotryptaminę (DMT) zawartą w wielu halucynogennych roślinach południowoamerykańskich. Drugi z tych związków odkryto następnie w niezliczonych organizmach żywych – między innymi w ludzkim ciele.

Niektórzy badacze postrzegali nowo odkryte środki jako narzędzie, które pozwala wywołać stan imitujący psychozę, dzięki czemu pomaga w lepszym zrozumieniu natury zaburzeń psychicznych. Inni natomiast traktowali je jako użyteczne wsparcie w psychoterapii i sprawdzali ich wpływ na pacjentów cierpiących na przeróżne dolegliwości, takie jak autyzm, schizofrenia czy uzależnienia. Szczególnie dobre wyniki udało się uzyskać psychiatrom zajmującym się leczeniem alkoholizmu. Należeli do nich między innymi Abram Hoffer i Humphry Osmond, którzy pracowali w kanadyjskiej prowincji Saskatchewan6. Podczas swoich eksperymentów doszli do wniosku, że doświadczenia wywoływane przez LSD pod pewnymi względami przypominają delirium tremens, więc postanowili podawać tę substancję alkoholikom, aby wywołać u nich awersję do alkoholu i pomóc im w rzuceniu nałogu. Stan pacjentów rzeczywiście ulegał poprawie, ale było to spowodowane nie przez ich deliryczne przeżycia, lecz przez to, że zaczynali lepiej rozumieć swoje wewnętrzne problemy. Rezultaty wstępnych badań były tak obiecujące, że terapia z użyciem LSD wkrótce stała się powszechnie akceptowaną formą leczenia alkoholizmu w prowincji Saskatchewan, a jej orędownikiem był między innymi William Wilson, twórca ogólnoświatowej wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Humphry Osmond zaczął używać wobec nowo odkrytych środków nazwy „psychodeliki”, która szybko została zaakceptowana przez innych badaczy. Słowo to powstało z połączenia dwóch greckich wyrazów: psyche oznaczającego „umysł” oraz delein oznaczającego „ukazywać”.

W latach 50. i 60. opracowano dwa podstawowe podejścia do stosowania psychodelików w psychiatrii. Pierwsze z nich zostało nazwane „terapią psychodeliczną” i polegało na podawaniu wysokich dawek w celu wywołania doświadczeń szczytowych, które miały doprowadzić do głębokiej transformacji duchowej. Drugie podejście zostało natomiast nazwane „terapią psycholityczną” i polegało na podawaniu mniejszych dawek, które miały pomagać w pokonywaniu blokad psychicznych i wyciąganiu z umysłu nieuświadamianych treści. Pierwsze podejście stosowano głównie w Stanach Zjednoczonych, drugie głównie w Europie. Eksperymenty z psychodelikami przeprowadzone w latach 50. i 60. w większości przypadków nie spełniały współczesnych standardów metodologicznych, ale pokazały, że tego rodzaju substancje mogą być bezpiecznie podawane pacjentom w kontrolowanych warunkach.

W połowie ubiegłego wieku psychodelikami interesowali się jednak nie tylko psychiatrzy, lecz również pracownicy amerykańskiego wywiadu i wojska, którzy przypuszczali, że tego rodzaju substancje mogą zostać wykorzystane jako broń chemiczna, serum prawdy albo narzędzie pomagające w „praniu mózgu”7. Rządowe badania dotyczące tych zagadnień prowadzono potajemnie na żołnierzach, więźniach, pacjentach psychiatrycznych, a także zupełnie przypadkowych cywilach. Najbardziej znany projekt tego rodzaju nosił nazwę MK-ULTRA i był realizowany w latach 1953–1973 z udziałem tysięcy ludzi (dla niektórych zakończył się śmiercią). Szczegóły tej operacji wyszły na jaw w 1975 roku za sprawą Komisji Rockefellera, która została powołana niedługo po aferze Watergate i zajmowała się badaniem nieprawidłowości w pracy wywiadu.

W roku 1953 z psychodelikami po raz pierwszy zetknął się słynny pisarz Aldous Huxley, który w przełomowej książce Drzwi percepcji8 przedstawił fenomenologiczny opis swoich doświadczeń meskalinowych. Postrzegał tego rodzaju substancje jako efektywne narzędzie do wywoływania stanów mistycznych i uważał, że mogą one bardzo pomóc umierającym osobom w przejściu przez kryzys egzystencjalny i pogodzeniu się ze śmiercią. Jednocześnie jednak zaznaczał, że psychodeliki powinny pozostać w kręgu elit intelektualnych i nie być dostępne dla szerokich mas społecznych, które nie byłyby w stanie zrozumieć ich potencjału ani zrobić z nich dobrego użytku. Huxley do tego stopnia wierzył w ich cudowny potencjał, że na łożu śmierci poprosił swoją żonę Laurę o podanie mu LSD i zmarł pod wpływem tego środka. W ciągu kilku następnych lat wpływ psychodelików na stany lękowe u śmiertelnie chorych pacjentów zaczęli badać między innymi Stanislav Grof, William Richards i Walter Pahnke w Marylandzkim Ośrodku Badań Psychiatrycznych9.

W połowie lat 60. substancje psychodeliczne zyskały ogromną popularność w USA i stały się obiektem fascynacji dziesiątków milionów ludzi, którzy przyjmowali je w różnych okolicznościach bez jakiegokolwiek nadzoru. Zainteresowanie nimi rozbudził już w 1957 roku amerykański bankier i mykolog-amator Gordon Wasson, który jako pierwszy mieszkaniec Zachodu wziął udział w tradycyjnej ceremonii szamańskiej z użyciem meksykańskich grzybów halucynogennych z rodzaju Psilocybe, a następnie opisał swoje doświadczenia na łamach magazynu „Life”10. Co ciekawe, wydatki związane z podróżami do Ameryki Środkowej pokrywał po części dzięki środkom finansowym otrzymywanym od fundacji, które były sponsorowane przez CIA w ramach tajnych projektów badawczych.

Kluczowy wpływ na popularyzację psychodelików w USA mieli jednak dwaj inni ludzie. Na Zachodnim Wybrzeżu ich głównym orędownikiem był pisarz Ken Kesey – autor Lotu nad kukułczym gniazdem, przywódca grupy o nazwie Merry Prankstersi organizator słynnych „testów kwasowych”, podczas których każdy mógł się zapoznać z działaniem LSD przy dźwiękach rocka psychodelicznego, błyskach stroboskopów i świetle ultrafioletowych lamp11. Na Wschodnim Wybrzeżu propagował je natomiast przede wszystkim harwardzki profesor psychologii Timothy Leary, który pretendował do roli mesjasza nowej ery i zachęcał swoich zwolenników do niepohamowanego eksperymentowania ze świadomością w celu osiągnięcia oświecenia12. Leary w znacznym stopniu przyczynił się do rozpowszechnienia kontrkulturowych idei, które przemawiały do milionów młodych ludzi sprzeciwiających się konsumpcjonistycznemu stylowi życia i wzorujących się na outsiderach z pokolenia bitników (takich jak Jack Kerouac, Allen Ginsberg czy William Burroughs)13. Z psychodelikami eksperymentowało również wielu znanych artystów, którzy następnie opowiadali publicznie o swoich przeżyciach, między innymi Jack Nicholson, Cary Grant czy John Lennon. Substancje te szybko stały się integralnym elementem rosnącego w siłę kontrkulturowego ruchu hipisowskiego, który opowiadał się za pacyfizmem, ekologią, rewolucją seksualną, prawami kobiet i działaniami na rzecz mniejszości. W pewnym sensie doprowadziły także do demokratyzacji doświadczenia religijnego, ponieważ za ich sprawą szerokie rzesze amerykańskiego społeczeństwa uzyskały dostęp do głębokich stanów mistycznych i mogły nawiązać bezpośredni kontakt z dowolnie rozumianą świętością. Wpływ psychodelików na sferę duchową po raz pierwszy przebadał Walter Pahnke w 1962 roku podczas mszy wielkopiątkowej w świątyni na kampusie Uniwersytetu Bostońskiego. W eksperymencie wzięli udział studenci teologii, z których połowa przyjęła psylocybinę, a druga połowa aktywne placebo. Niemal wszystkie osoby należące do pierwszej grupy osiągnęły stan, który w znacznym stopniu przypominał przeżycia mistyczne opisane w literaturze religijnej różnych epok14. Warto jednak zaznaczyć, że jednemu z uczestników przytrafił się krótkotrwały epizod psychotyczny i trzeba było uspokoić go za pomocą zastrzyku z chloropromazyny15.

Rosnące zainteresowanie psychodelikami doprowadziło do tego, że w połowie lat 60. firma Sandoz zaczęła ograniczać dostęp do LSD środowisku naukowemu, a niedługo później rząd Stanów Zjednoczonych oficjalnie zdelegalizował tę substancję. Amerykańscy politycy zaczęli nawoływać do „wojny z narkotykami” i narzucili innym krajom rygorystyczne regulacje prawne dotyczące środków psychoaktywnych. Dzisiejsza międzynarodowa polityka narkotykowa w znacznym stopniu opiera się na trzech konwencjach ONZ, które zostały podpisane w latach 1961, 1971 i 1988. Sygnatariusze tych umów zostali zobowiązani do karania za produkcję, dystrybucję i posiadanie określonych substancji, które mogą być szkodliwe dla użytkowników i nie mają zastosowania w medycynie ani badaniach naukowych. W tym kontekście warto przypomnieć o katastrofalnych skutkach prohibicji alkoholowej, która obowiązywała w USA w latach 1919–1933 i pokazała, że surowe regulacje prawne niezbyt skutecznie rozwiązują kłopoty związane z nadużywaniem środków psychoaktywnych. Zamiast tego prowadzą do całkowitej utraty kontroli nad sytuacją i do rozrostu czarnego rynku, przez co ogromne kwoty zaczynają zasilać budżety organizacji przestępczych, a do użytkowników trafiają zanieczyszczone lub kompletnie nowe substancje, które są niebezpieczne dla zdrowia i stanowią źródło wielu problemów społecznych16. Przykład krajów takich jak Portugalia, Szwajcaria czy Urugwaj pokazuje, że znacznie lepsze rezultaty przynosi edukacja i polityka oparta na kampaniach edukacyjnych oraz ograniczaniu szkód związanych z przyjmowaniem środków psychoaktywnych17.

Po ogólnoświatowej delegalizacji psychodelików wielu badaczy zajęło się innymi zagadnieniami, ale część z nich zaczęła szukać legalnej alternatywy. Stanislav Grof i jego żona Christina opracowali wówczas metodę terapeutyczną, która została nazwana „oddychaniem holotropowym” i polega na wywoływaniu odmiennych stanów świadomości za pomocą hiperwentylacji. Niektórzy terapeuci psychodeliczni postanowili wbrew prawu kontynuować dotychczasową pracę, a inni przerzucili się na substancję o nazwie 3,4-metylenodioksymetamfetamina (MDMA), która wciąż była legalna18. Związek ten po raz pierwszy zsyntetyzowano w 1912 roku w laboratoriach firmy Merck, ale nie znaleziono dla niego żadnych praktycznych zastosowań i wkrótce o nim zapomniano. W drugiej połowie lat 70. chemik Alexander Shulgin opracował nową metodę jego syntezy i zaczął popularyzować go wśród zaprzyjaźnionych terapeutów19. Substancja ta wywołuje bowiem stosunkowo łagodne zmiany w percepcji, a jednocześnie oferuje łatwy dostęp do ukrytego życia emocjonalnego i osłabia psychiczne mechanizmy obronne, przez co stanowi idealne wsparcie dla psychoterapii – zwłaszcza w przypadku pacjentów mających problemy z mówieniem o swoich traumach. Zainteresował się nią między innymi jungowski terapeuta Leo Zeff, który w największym stopniu przyczynił się do rozpowszechnienia jej w amerykańskim undergroundzie terapeutycznym i zapoznał z jej działaniem kilka tysięcy osób20. Niedługo później MDMA wzbudziło powszechne zainteresowanie i trafiło na rynek narkotykowy w formie tabletek sprzedawanych pod nazwą ecstasy. W drugiej połowie lat 80. zaczęli z niego powszechnie korzystać uczestnicy całonocnych imprez rave z muzyką acid house, która cieszyła się popularnością przede wszystkim w USA – zwłaszcza w Chicago – i Wielkiej Brytanii. W rezultacie substancja ta szybko podzieliła los klasycznych psychodelików i została zdelegalizowana na całym świecie, przez co terapeuci i badacze stracili do niej dostęp.

Kryminalizacja środków psychodelicznych przeszkodziła w prowadzeniu badań, ale nie sprawiła, że ludzie przestali się nimi interesować i ich używać. Na przełomie lat 80. i 90. subkultura rave stała się zjawiskiem o zasięgu globalnym, a związane z nią osoby traktowały przyjmowanie MDMA i klasycznych psychodelików jako integralny element swojego stylu życia. W ciągu kilku następnych lat uległa ona jednak stopniowej komercjalizacji i stała się elementem mainstreamu kulturowego, przez co w znacznym stopniu utraciła pierwotną autentyczność i kontestacyjny charakter21.

W tym samym okresie wielu hipisów podróżowało do indyjskiego stanu Goa i tworzyło tam unikatowe zjawisko kulturowe, które doprowadziło do narodzin nowego stylu muzycznego o nazwie psychedelic trance (psytrance)22. Całonocne imprezy z rytmiczną muzyką elektroniczną organizowane na plażach pod gołym niebem przyciągały coraz większą liczbę młodych mieszkańców Zachodu i wkrótce zaczęły odbywać się w wielu innych zakątkach świata – głównie w zachodniej Europie, Izraelu, Brazylii, RPA i Australii. Rozwój technologii komputerowych i internetu w znacznym stopniu przyczynił się do ewolucji i popularyzacji nowego gatunku muzycznego oraz skupionej wokół niego barwnej kultury neohipisowskiej, której głównym przejawem stały się duże międzynarodowe festiwale trwające przez wiele dni – przede wszystkim portugalski Boom i węgierska Ozora.

Przełom lat 80. i 90. był również okresem, w którym rozrósł się festiwal Burning Man. Wydarzenie to jest organizowane od 1986 roku i początkowo odbywało się na kalifornijskiej plaży Baker Beach, a następnie przeniosło się na pustynię Black Rock w stanie Nevada. Opiera się ono na ściśle określonym zbiorze zasad etycznych, a jego cechami rozpoznawczymi są nie tylko trudne warunki pustynne, ale również rozmach w tworzeniu imponujących instalacji artystycznych i ogromnej kukły, która pod koniec zabawy zostaje podpalona w ramach swoistego rytuału. Jednym z głównych twórców tego festiwalu był Larry Harvey, który pisał o nim w następujący sposób: „Burning Man jest powrotem do sztuki będącej nośnikiem kultury i spoiwem łączącym ludzi. To sztuka przeznaczona do tego, aby wszyscy jej dotykali, manipulowali przy niej, bawili się nią i przesuwali ją po przestrzeni publicznej. Domaga się reakcji ze strony odbiorców i zachęca ich do współpracy w równie dużym stopniu jak artystów. Celowo rozpuszcza podziały pomiędzy widzem a formą sztuki, pomiędzy profesjonalistami a amatorami, pomiędzy obserwatorem a uczestnikiem. Burning Man to sztuka wytwarzana przez określony styl życia, a jej celem – w najszerszym znaczeniu – jest odzyskanie polityki, natury, historii, rytuału i mitu na rzecz praktyki artystycznej. To sztuka oparta na utopijnych założeniach”23. Wraz z upływem czasu Burning Man stał się największym na świecie świętem kultury psychodelicznej i wzorem dla rosnącej liczby mniejszych festiwali, które w ostatnich latach pojawiły się w wielu innych miejscach – nie tylko w USA, ale również w Europie, Kanadzie, RPA i Australii.

W latach 90. najbardziej znanym propagatorem stosowania psychodelików w świecie zachodnim był Terence McKenna, który wraz ze swoim bratem Dennisem w znacznym stopniu spopularyzował grzyby psylocybinowe, a także dimetylotryptaminę (DMT) – zarówno w formie kryształów nadających się do palenia, jak i pod postacią pochodzącego z Amazonii halucynogennego wywaru o nazwie ayahuasca24. W swoich książkach i wykładach poruszał on wiele zagadnień związanych z szamanizmem, ekologią, mistycyzmem i alchemią, a fragmenty jego wypowiedzi do dziś często są wykorzystywane przez artystów komponujących muzykę elektroniczną. Najbardziej znana z zaproponowanych przez niego hipotez głosi, że w czasach prehistorycznych psychodeliki odegrały kluczową rolę w ewolucji człowieka, ponieważ przyczyniły się do rozwoju języka, kultury i duchowości.

W drugiej połowie lat 90. nastąpił wyraźny wzrost zainteresowania ceremoniami ayahuaskowymi organizowanymi zarówno w Ameryce Południowej, jak i w krajach zachodnich25. Podczas rewolucji hipisowskiej w latach 60., a także w kilku następnych dekadach użytkownicy psychodelików często odwoływali się do buddyzmu, hinduizmu i taoizmu, aby za pomocą tych religii uporządkować i wyjaśnić własne doświadczenia. Na początku XXI wieku wielu z nich zwróciło się jednak ku amazońskiemu szamanizmowi i zaczęło traktować go jako układ odniesienia pomagający w interpretowaniu podróży psychodelicznych. Moda na spożywanie ayahuaski panuje obecnie wśród ludzi z różnych warstw społecznych i stała się częścią ogólnoświatowego mainstreamu kulturowego, przez co doprowadziła do powstania dużego przemysłu turystycznego skupionego wokół krajów południowoamerykańskich, w których napój ten jest stosunkowo łatwo dostępny (chodzi przede wszystkim o Peru, Ekwador, Brazylię i Kolumbię). Warto wspomnieć, że w niektórych krajach istnieją legalne organizacje religijne, które podczas swoich ceremonii korzystają z substancji psychodelicznych. Najważniejszymi z nich są brazylijskie Kościoły ayahuaskowe União de Vegetal (UDV) i Santo Daime26, a także północnoamerykański Kościół pejotlowy o nazwie Native American Church27.

W ostatnich latach psychodeliki zaczęły przenikać do głównego nurtu kultury zachodniej również za sprawą zwolenników metody nazywanej mikrodawkowaniem (ang. microdosing)28. Osoby te przyjmują bardzo małą ilość substancji (zazwyczaj LSD lub psylocybiny), która nie wywołuje zmian w percepcji ani rozpadu ego, lecz ma wpływać korzystanie na produktywność, kreatywność i zdolności kognitywne. Ten sposób korzystania z psychodelików jest szczególnie rozpowszechniony wśród pracowników Doliny Krzemowej, ale jego skuteczność w dalszym ciągu nie została potwierdzona naukowo29. Znamienny jest również fakt, że pół wieku temu tego rodzaju substancje były postrzegane jako broń w rękach kontrkultury i pomagały hipisom w uwolnieniu się od ograniczeń technokratycznego systemu, a obecnie w niektórych przypadkach służą do realizowania celów kapitalistycznego establishmentu, który kładzie nacisk na wydajność i szybkość akumulacji kapitału. Pod tym względem wpisują się one w bardziej ogólny trend polegający na tym, że mieszkańcy Zachodu na różnych szczeblach kariery zawodowej coraz częściej wspomagają się różnego rodzaju substancjami – przede wszystkim środkami nootropowymi, a także pobudzającymi lekami psychiatrycznymi takimi jak adderall czy ritalin.

Psychodeliki zajmują jednak coraz ważniejsze miejsce we współczesnej kulturze zachodniej nie tylko z uwagi na rosnącą liczbę ludzi, którzy korzystają z nich nielegalnie podczas osobistych poszukiwań wewnętrznych, ceremonii szamańskich, festiwali muzycznych albo wymagających zadań w miejscu pracy. W ostatnim czasie kraje takie jak USA, Wielka Brytania, Szwajcaria, Hiszpania, Czechy, Izrael czy Kanada zmieniły swoje podejście do tych substancji i udzieliły zezwoleń na prowadzenie legalnych eksperymentów dotyczących ich właściwości. Dzięki temu psychodeliki po kilku dekadach wróciły do świata nauki i stały się przedmiotem badań na wielu uczelniach, takich jak choćby Johns Hopkins University, UCLA, University of New Mexico, Imperial College London, New York University czy Uniwersytet w Zurychu. Mamy obecnie do czynienia z prawdziwym renesansem w tej dziedzinie. Autorzy współczesnych eksperymentów z użyciem środków psychodelicznych w znacznym stopniu opierają się na wcześniejszych projektach z lat 50. i 60., ale korzystają z bardziej rygorystycznych narzędzi metodologicznych – przede wszystkim z randomizowanych badań z użyciem placebo i podwójnie ślepej próby. Osoby te są mocno osadzone w świecie akademickim i przestrzegają surowych wymogów prawnoadministracyjnych związanych z wykorzystywaniem nielegalnych substancji podczas eksperymentów klinicznych. W wielu przypadkach dystansują się od idei kontrkulturowych i nie sprzeciwiają się systemowi społeczno-politycznemu, lecz próbują działać w wyznaczonych przez niego granicach30.

Na początku lat 70. instytucje rządowe na całym świecie przestały zezwalać na badania nad wpływem psychodelików na ludzi, przez co projekty dotyczące tego zagadnienia wkrótce dobiegły końca. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero dwie dekady później. W latach 1990–1995 amerykański psychiatra Rick Strassman zrealizował przełomowy projekt, podczas którego podał dożylnie DMT kilkudziesięciu zdrowym ochotnikom i sprawdził ich reakcje fizjologiczne na tę substancję. Niedługo później opisał kulisy tego przedsięwzięcia w popularnej książce DMT: MolekułaDuszy31, przedstawiając w niej przy okazji wiele spekulacji dotyczących natury doświadczeń psychodelicznych i ich związku z funkcjonowaniem ludzkiego organizmu. Eksperymenty te nie miały nic wspólnego z terapią ani poznawaniem ludzkiego wnętrza, ale pod wieloma względami utorowały drogę innym badaczom, którzy obecnie sprawdzają wpływ psychodelików na różnego rodzaju dolegliwości psychiczne, takie jak zespół stresu pourazowego (PTSD), depresja, uzależnienia i stany lękowe spowodowane nadchodzącą śmiercią. Ogromne koszty związane z realizowaniem badań nad właściwościami tych substancji pokrywają przede wszystkim trzy organizacje, których dokonaniom warto poświęcić kila zdań: Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies (MAPS), Heffter Research Institute oraz Beckley Foundation.

Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies powstało w 1986 roku z inicjatywy Ricka Doblina, który od ponad trzydziestu lat jest jednym z głównych propagatorów terapii psychodelicznej32. Jego organizacja koncentruje się głównie na wykorzystywaniu MDMA w leczeniu stresu pourazowego i dąży do tego, aby substancja ta trafiła na rynek w formie leku wydawanego na receptę. Jednocześnie zajmuje się szkoleniem terapeutów i rozwijaniem u nich kwalifikacji niezbędnych do prowadzenia sesji z substancjami psychodelicznymi, a także ograniczaniem szkód związanych z przyjmowaniem środków psychoaktywnych w niekontrolowanych warunkach (na przykład podczas festiwali muzycznych). Ostatecznym celem MAPS jest jednak doprowadzenie do zmiany restrykcyjnego prawa dotyczącego psychodelików i włączenie ich do kultury zachodniej. Użyteczność MDMA w leczeniu stresu pourazowego została po raz pierwszy jednoznacznie wykazana w 2010 roku przez małżeństwo Michaela i Ann Mithoeferów, a dalsze eksperymenty dotyczące tego zagadnienia są prowadzone w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Szwajcarii i Izraelu. MAPS finansuje również badania dotyczące wpływu tej substancji na alkoholizm, na stany lękowe spowodowane zbliżającą się śmiercią oraz na fobie społeczne u osób z autyzmem. Oprócz tego wspiera realizacje projektów dotyczących terapeutycznych właściwości konopi, ayahuaski i LSD.

Heffter Research Institute został założony w 1993 roku przez chemika Davida Nicholsa, który skupił wokół siebie grupę badaczy zajmujących się wieloma dziedzinami. Znaleźli się wśród nich między innymi psychiatra Charles Grob, etnofarmakolog Dennis McKenna i psychofarmakolog Mark Geyer. Organizacja ta koncentruje się przede wszystkim na wspieraniu badań dotyczących wpływu psylocybiny na doświadczenia duchowe, praktykę medytacyjną, depresję, stany lękowe u osób umierających, a także uzależnienie od nikotyny i alkoholu. Większość swoich projektów realizuje we współpracy z badaczami z Johns Hopkins University i New York University, w szczególności z Rolandem Griffithsem i Stephenem Rossem. Finansuje również liczne badania neuronaukowe, które w większości są prowadzone w laboratoriach Franza Vollenweidera z Uniwersytetu w Zurychu33.

Beckley Foundation powstała natomiast w 1998 roku za sprawą ekscentrycznej arystokratki lady Amandy Feilding, która już od lat 60. interesowała się odmiennymi stanami świadomości. Głównym celami tej organizacji jest finansowanie rzetelnych projektów naukowych dotyczących psychodelików i konopi, a także działanie na rzecz ogólnoświatowej reformy polityki narkotykowej. W 2005 roku Amanda Feilding nawiązała współpracę ze znanym brytyjskim psychofarmakologiem Davidem Nuttem i młodym neuronaukowcem Robinem Carhart-Harrisem, który w ciągu kilku następnych lat wykonał przełomowe obrazy aktywności mózgu u osób znajdujących się pod wpływem psylocybiny i LSD, a obecnie kieruje działem badań psychodelicznych w Imperial College London. Beckley Foundation finansuje również badania nad właściwościami konopi, DMT, ayahuaski i MDMA, a także pionierskie eksperymenty dotyczące skuteczności mikrodawkowania.

Rosnące zainteresowanie psychodelikami w kręgach akademickich skutkuje tym, że odbywa się coraz więcej konferencji naukowych poświęconych terapeutycznemu potencjałowi tych substancji i ich wpływowi na kulturę. Największe tego rodzaju wydarzenie nosi nazwę Psychedelic Science i jest organizowane w Stanach Zjednoczonych od 2010 roku, a podczas edycji w 2017 roku wzięło w nim udział aż trzy tysiące osób. Na terenie Europy badacze psychodelików spotykają się natomiast przede wszystkim podczas konferencji Breaking Convention w Wielkiej Brytanii oraz Beyond Psychedelics w Czechach. Wiele wskazuje na to, że główną przeszkodą w badaniu właściwości tych substancji obecnie nie są rygorystyczne wymogi prawne, lecz raczej kwestie finansowe. Eksperymenty kliniczne wymagają sporego nakładu czasu i pieniędzy, a firmy farmaceutyczne nie są skłonne inwestować w rozwój badań nad terapeutycznymi właściwościami MDMA, LSD lub psylocybiny. Wynika to z tego, że w ramach terapii tego rodzaju środki są zazwyczaj podawane pacjentom tylko kilka razy, więc wprowadzenie ich na rynek nie przyniosłyby zbyt dużych korzyści finansowych.

Badacze psychodelików podkreślają, że działanie tych substancji zależy nie tylko od dawki, ale również od dwóch innych kluczowych czynników, a mianowicie od nastawienia i otoczenia (ang. set and setting). Z tego względu dbają o to, aby każdy uczestnik eksperymentów czuł się komfortowo i wiedział, że w razie jakichkolwiek problemów może liczyć na natychmiastową pomoc. Standardowy protokół stosowany w terapii psychodelicznej polega na tym, że pacjent znajduje się w spokojnym pomieszczeniu, leży na kanapie i koncentruje się na swoim wnętrzu. Ma zasłonięte opaską oczy i słucha muzyki ze słuchawek, a obok niego siedzi zwykle dwoje terapeutów: mężczyzna i kobieta. Wynika to z tego, że obecność przedstawicieli obu płci pomaga w otworzeniu się na większą liczbę aspektów doświadczenia psychodelicznego. Przed sesją badacze przeprowadzają szczegółowe badania przesiewowe, aby wyeliminować z eksperymentów osoby, u których mogłoby dojść do jakichkolwiek poważnych komplikacji. Po jej zakończeniu umawiają się natomiast z pacjentami na dodatkowe spotkania, podczas których pomagają im w zintegrowaniu doświadczeń i monitorują ich stan.

Oczywiście psychodeliki nie są w pełni bezpieczne i nie należy traktować ich jako cudowne lekarstwo. Gdy są zażywane w niekontrolowanych warunkach przez osoby z niestabilną psychiką albo z predyspozycjami do zaburzeń psychicznych, mogą doprowadzić do poważnych i długotrwałych konsekwencji, takich jak nawracające stany psychotyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że w porównaniu z innymi środkami psychoaktywnymi ich przyjmowanie jest stosunkowo bezpieczne. Wskazują na to chociażby wyniki badań nad szkodliwością różnych substancji odurzających opublikowane w 2010 roku w renomowanym czasopiśmie „Lancet” przez Davida Nutta, który stwierdził nawet, że statystycznie rzecz biorąc, przyjmowanie tabletek ecstasy jest mniej niebezpieczne niż jazda konna. O relatywnie niskiej szkodliwości konopi, psychodelików i MDMA świadczą również informacje gromadzone podczas ogólnoświatowych sondaży Global Drug Survey, największych i najbardziej przekrojowych badań dotyczących użytkowników środków psychoaktywnych. Warto również zaznaczyć, że ludzka tendencja do zmieniania świadomości za pomocą różnego rodzaju metod wydaje się mieć charakter uniwersalny i prawdopodobnie nie da się jej wyeliminować nawet za pomocą najbardziej rygorystycznych przepisów prawa.

Od początku lat 90. klasyczne psychodeliki przeszły wiele badań klinicznych i nie spowodowały podczas nich ani jednej niepożądanej reakcji o długotrwałym charakterze. W znacznej mierze wynika to z faktu, że tego rodzaju substancje w niewielkim stopniu oddziałują na funkcje fizjologiczne, nie są toksyczne i nie prowadzą do uzależnienia. Warto również zaznaczyć, że większość osób używających tych środków poza kontekstem klinicznym przyjmuje je sporadycznie (zazwyczaj tylko kilka razy w roku albo rzadziej) i bardzo rzadko potrzebuje po ich zażyciu jakiejkolwiek pomocy lekarskiej. W przypadku MDMA wpływ na ciało jest nieco silniejszy i wiąże się z większą liczbą potencjalnych zagrożeń zwłaszcza u osób mających problemy z układem krążenia. Wyniki dotychczasowych badań wskazują jednak, że początkowe doniesienia o wysokiej toksyczności tej substancji zostały w znacznym stopniu wyolbrzymione i że może ona być bezpiecznie stosowana w warunkach klinicznych.

Niniejsza książka stanowi pierwszą w Polsce publikację na temat ogólnoświatowego wzrostu zainteresowania właściwościami klasycznych psychodelików takich jak LSD, psylocybina i DMT, a jej głównym celem jest oddanie głosu osobom, które w największym stopniu przyczyniły się do wznowienia badań nad tymi środkami i wydają się wiedzieć najwięcej o ich właściwościach. Pojawia się w niej również mowa o wielu innych substancjach – przede wszystkim o MDMA, które nie jest zaliczane do substancji psychodelicznych, ale pozostaje z nimi kulturowo związane i pod pewnymi względami działa na umysł w podobny sposób.

Po kilku dekadach surowej prohibicji kultura Zachodu zaczyna otwierać się na psychodeliki i wywoływane przez nie odmienne stany świadomości. Po części dostosowuje ich potencjał do własnych potrzeb i realiów współczesnego świata, ale na pewnym poziomie niewątpliwie zostanie przez nie przekształcona. Do głosu dochodzi młode pokolenie badaczy, którzy wydają się patrzeć na nie przychylnym okiem i nie boją się otwarcie mówić o ich korzystnych właściwościach. Wyniki dotychczasowych badań sugerują, że psychodeliki mogą mieć pozytywny wpływ na osobowość, ponieważ zwiększają poziom otwartości i empatii. W jaki sposób zachodnie społeczeństwa zmienią się pod wpływem rosnącego zainteresowania tego rodzaju substancjami? Rick Doblin z MAPS twierdzi, że mistycyzm jest antidotum na fundamentalizm. Mówi również otwarcie: „Nie jesteśmy kontrkulturą. Jesteśmy kulturą”.

1 Wskazują na to neolityczne malowidła naskalne odkryte w obszarze pasma górskiego Tasili Wan Ahdżar w Algierii. Widać na nich między innymi biegnące istoty przypominające grzyby, a także porośniętą grzybami postać z głową pszczoły. Patrz: Jean-Dominique Lajoux, The Rock Paintings of Tassili, Thames and Hudson, London 1963.

2 Patrz: Peter T. Furst (red.), Flesh of the Gods, George Allen & Unwin, London 1972; Richard Evans Schultes i Siri von Reis (red.), Ethnobotany. Evolution of a Discipline, Timber Press, Portland 2008; Michael J. Harner (red.), Hallucinogens and Shamanism, Oxford University Press, Oxford 1973; Richard Evans Schultes, Albert Hofmann i Christian Rätsch, Plants of the Gods, Healing Arts Press, Rochester (Vermont) 2001, Marlene Dobkin de Rios, Hallucinogens: Cross-cultural Perspectives, University of New Mexico Press, Albuquerque 1984; Richard Rudgley, Alchemia kultury. Od opium do kawy, tłum. Ewa Klekot, PWN, Warszawa 2002.

3 Najważniejszymi badaczami środków psychoaktywnych byli w tamtym okresie Louis Lewin, Arthur Carl Wilhelm Heffter i Havelock Ellis.

4 Patrz: Albert Hofmann, LSD. Moje trudne dziecko, tłum. Krzysztof Lewandowski, Cień Kształtu, Warszawa 2016; Albert Hofmann, Eliksir Hofmanna. LSD i Nowe Eleuzis, tłum. Maciej Lorenc, Okultura, Warszawa 2011; Dieter Hagenbach i Lucius Werthmüller, Mystic Chemist. The Life of Albert Hofmann and His Discovery of LSD, Synergetic Press, Santa Fe 2013.

5 Patrz: Torsten Passie i Anneline Hintzen, The Pharmacology of LSD. Critical Review, Oxford University Press, Oxford 2010.

6 Erika Dyck, Psychedelic Psychiatry – LSD from Clinics to Campus, Johns Hopkins University Press, Baltimore 2008.

7 Patrz: Martin A. Lee i Bruce Shlain, Acid Dreams – The Complete Social History of LSD: the CIA, the Sixties and Beyond, Grove Press, New York 1992; John Marks, The Search for the “Manchurian Candidate” – The CIA and Mind Control, W. W. Norton & Company, New York 1988; Łukasz Kamieński, Farmakologizacja wojny. Historia narkotyków na polu bitwy, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2012; James Ketchum, Chemical Warfare Secrets Almost Forgotten: A Personal Story of Medical Testing of Army Volunteers during the Cold War (1955–1975), Santa Rosa, Chembook 2006.

8 Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło, tłum. Marta Mikita, Cień Kształtu, Warszawa 2018.

9 Patrz: William Richards, Sacred Knowledge – Psychedelics and Religious Experience, Columbia University Press, New York 2015; Stanislav Grof, Najdalsza podróż, tłum. Maciej Lorenc i Dariusz Misiuna, Okultura, Warszawa 2010.

10 Patrz: Wasson, R. Gordon, The Wondrous Mushroom: Mycolatry in Mesoamerica, McGraw-Hill, New York 1980; Thomas J. Riedlinger, The Sacred Mushroom Seeker, Park Street Press, Rochester 1997; Ralph Metzner (red.), Teonanacácatl. Święte grzyby, tłum. Maciej Lorenc i Dariusz Misiuna, Okultura, Warszawa 2013.

11 Patrz: Tom Wolfe, Próbakwasu w Elektrycznej Oranżadzie, tłum. Richard Bialy i Tomasz Tłuczkiewicz, Iskry, Warszawa 1995; Rick Dodgson, It’s All Kind of Magic – The Young Ken Kesey, The University of Wisconsin Press, Madison 2013.

12 Patrz: John Higgs, Osaczyłem Amerykę. Timothy Leary, tłum. Andrzej Appel, Officyna, Warszawa 2015; John Bryan, Whatever Happened To Timothy Leary?, Renaissance Press, San Francisco 1980; Robert Greenfield, Timothy Leary: A Biography, Harcourt, New York 2006.

13 Patrz: Jay Stevens, Storming Heaven – LSD and the American Dream, Grove Press, New York 1987; Ram Dass i Ralph Metzner, Birth of a Psychedelic Culture, Synergetic Press, Santa Fe 2010; Theodore Roszak, The Making of Counterculture, University of California Press, Berkeley 1995.

14 Autor badania posłużył się typologią stanów mistycznych złożoną z dziewięciu kategorii: 1) poczucie jedności, 2) wykroczenie poza czas i przestrzeń, 3) głęboko odczuwany pozytywny nastrój, 4) uczucie świętości, 5) obiektywność i realność doświadczenia, 6) paradoksalność, 7) niewyrażalność, 8) przemijalność, 9) trwałe pozytywne zmiany w podejściu i/lub zachowaniu (patrz: Walter N. Pahnke, Drugs and Mysticism – An Analysis of the Relationship between Psychedelic Drugs and the Mystical Consciousness, Harvard University, Cambridge 1963).

15 Patrz: Huston Smith, Oczyścić drzwi percepcji, tłum. Ewa Maria Ulińska, Gaia Mater, Warszawa 2010.

16 Patrz: Richard Davenport-Hines, Odurzeni. Historia narkotyków 1500–2000, tłum. Agnieszka Cioch,WAB, Warszawa 2001; Johann Hari, Ścigając krzyk. Dzieje wojny z narkotykami, tłum. Janusz Ochab, Czarne, Wołowiec 2018.

17 Więcej informacji o rozsądnej polityce narkotykowej można znaleźć w: David Nutt, Drugs without the Hot Air, UIT Cambridge Ltd, Cambridge 2012.

18 Patrz: Julie Holland (red.), Ecstasy: The Complete Guide, Park Street Press, Rochester (Vermont) 2001; Claudio Naranjo, The Healing Journey: Pioneering Approaches to Psychedelic Therapy, MAPS, Santa Cruz 2013.

19 Patrz: Alexander Shulgin i Ann Shulgin, PiHKAL: A Chemical Love Story, Transform Press, Berkeley 1991.

20 Patrz: Myron J. Stolaroff, The Secret Chief Revealed. Conversations with Leo Zeff, pioneer in the underground psychedelic therapy movement, MAPS, Santa Cruz 2004.

21 Patrz: Matthew Colin, Odmienny stan świadomości. Historia kultury ecstasy i acid house, tłum. Magdalena Bugajska, Muza, Warszawa 2006.

22 Patrz: Graham St. John, Global Tribe – Technology, Spirituality and Psytrance, Equinox, Sheffield/Bristol 2012; Graham St. John (red.), The Local Scenes and Global Culture of Psytrance, Routledge, London/New York 2010.

23 Jennifer Raiser, Burning Man – Art on Fire, Race Point Publishing, New York, s. 13.

24 Patrz: Graham St. John, Mystery School in Hyperspace. A Cultural History of DMT, Evolver Editions, Berkeley 2015.

25 Więcej informacji o ayahuasce można znaleźć w: Christian Rätsch, Claudia Müller-Ebeling i Arno Adelaars, Ayahuasca – Rituals, Potions and Visionary Art From the Amazon, Divine Arts, Studio City 2016; Stephen V. Beyer, Singing to the Plants. A Guide to Mestizo Shamanism in the Upper Amazon, University of New Mexico Press, Albuquerque 2009; Benny Shannon, The Antipodes of the Mind: Charting the Phenomenology of the Ayahuasca Experience, Oxford University Press, Oxford 2003.

26 Patrz: Andrew Dawson, Santo Daime: A New World Religion, Bloomsbury Academic, London 2013.

27 Mirosława Posern-Zielińska, Peyotyzm. Religia Indian Ameryki Północnej, Wydawnictwo PAN, Wrocław 1972; Barbara Myerhoff, Pejotlowe łowy, tłum. Andrzej Szyjewski, Wydawnictwo Znak, Kraków 1997.

28 Patrz: Torsten Passie, The Science of Microdosing Psychedelics, Psychedelic Press, London 2019; James Fadiman, Przewodnik psychodelicznego podróżnika, tłum. Maciej Lorenc, Cień Kształtu, Warszawa 2019.

29 Więcej informacji o związkach pomiędzy kulturą psychodeliczną a przemysłem technologicznym można znaleźć w: John Markoff, What the Dormouse Said. How the Sixties Counterculture Shaped the Personal Computer Industry, Penguin Books, New York 2005.

30 Patrz: Don Lattin, Changing our Minds. Psychedelic Sacraments and the New Psychotherapy, Synergetic Press, Santa Fe/London 2017; Ben Sessa, The Psychedelic Renaissance, Muswell Hill Press, London 2017; Michael Pollan, How to Change Your Mind – What the New Science of Psychedelics Teaches Us About Consciousness, Dying, Addiction, Depression and Transcendence, Penguin Press, New York 2018.

31 Rick Strassman, DMT. Molekuła Duszy, tłum. Maciej Lorenc, Illuminatio, Białystok 2011.

32 Patrz: Tom Schroder, Acid Test – LSD, Ecstasy and the Power to Heal, Blue Rider Press, New York 2014.

33 Patrz: Nicolas Langlitz, Neuropsychedelia – The Revival of Hallucinogen Research since the Decade of the Brain, University of California Press, Berkeley/Los Angeles 2013.

CZĘŚĆ 1.

CIAŁO I FIZJOLOGIA

AMANDA FEILDING jest założycielką i kierowniczką Beckley Foundation. Powszechnie uważa się ją za jedną z osób w największym stopniu odpowiedzialnych za obecny renesans badań nad psychodelikami. Dzięki współpracy z najbardziej prestiżowymi uniwersytetami na świecie od ponad dwudziestu lat popycha tę dziedzinę do przodu. Udało jej się także zrealizować wiele przełomowych projektów, między innymi po raz pierwszy użyć techniki fMRI do wykonania obrazów aktywności mózgu u osób znajdujących się pod wpływem LSD (we współpracy z naukowcami z Imperial College London). Od założenia Beckley Foundation w 1998 roku gromadzi rzetelną wiedzę naukową i działa na rzecz globalnej reformy prawa antynarkotykowego, w czym pomaga jej międzynarodowa sieć kontaktów złożona z badaczy, polityków i ekspertów od polityki narkotykowej. Opowiada się za stworzeniem prawnie uregulowanego rynku obrotu narkotykami. Udzielała konsultacji politykom z różnych krajów, przygotowała wiele niezwykle wpływowych raportów dotyczących polityki narkotykowej i jest współautorką ponad pięćdziesięciu artykułów naukowych.

PRZEŁAMYWANIE TABU Z POMOCĄ NAUKI

LADY AMANDA FEILDING

ml: W 1998 roku założyła pani Beckley Foudation. Czy mogłaby pani opowiedzieć o początkach działania tej organizacji i jej głównych celach?

af: Postanowiłam ją założyć, ponieważ od wielu lat byłam zaangażowana w badania dotyczące psychodelików. W 1965 roku po raz pierwszy przyjęłam LSD, a rok później poznałam holenderskiego naukowca Barta Hugesa i nawiązałam z nim współpracę, która trwała przez następne trzydzieści lat. Zajmowaliśmy się zgłębianiem mechanizmów leżących u podstaw odmiennych stanów świadomości – zarówno pojawiających się naturalnie, jak i wywoływanych za pomocą różnego rodzaju czynników zewnętrznych, takich jak środki psychoaktywne. Interesował nas również mechanizm ego. Odeszliśmy jednak od teorii freudowskich, które odnoszą się do wielu niezwykle ważnych kwestii, ale nie są wystarczające. Uważaliśmy, że mechanizm ego stanowi rezultat odruchu warunkowego i opiera się na zdolności do rozpoznawania słów, a jego główną funkcją jest kontrolowanie i wypieranie określonych treści psychicznych. Pojawia się w okresie, w którym dziecko zaczyna uczyć się języka. Co ciekawe, najnowsze badania pod wieloma względami wydają się potwierdzać trafność naszych hipotez.

W drugiej połowie lat 60. zaczęłam również mikrodawkować psychodeliki, które były jeszcze wtedy legalne. Szybko jednak rozpętała się okropna „wojna z narkotykami”. Nie miałam wątpliwości, że nie przyniesie ona żadnych rezultatów i spowoduje więcej złego niż dobrego. Przez dwie następne dekady szukałam naukowców chętnych do prowadzenia badań dotyczących psychodelików. Moje osobiste doświadczenia i studia z zakresu religioznawstwa porównawczego rozbudziły we mnie przekonanie, że u podstaw wielkich cywilizacji i niemal wszystkich religii znajdują się przeżycia mistyczne, które wraz z upływem czasu zostały utracone za sprawą biurokracji i nadmiaru słów. Prehistoryczne malowidła naskalne świadczą o tym, że nasi przodkowie doskonale znali stany duchowe, które możemy wywołać za pomocą psychodelików. Znalezienie naukowców zainteresowanych badaniem tych substancji było jednak niezwykle trudne, ponieważ wskutek prohibicji nie można było nawet o nich rozmawiać. Na początku lat 90. naukowcy opracowali nowe metody neuroobrazowania, które okazały się wspaniałymi narzędziami do badania procesów zachodzących w mózgu. Postanowiłam, że przestanę działać na własną rękę i założę fundację. W roku 1996 stworzyłam organizacją o nazwie The Foundation to Further Consciousness, a dwa lata później przemianowałam ją na The Beckley Foundation. W skład mojej rady konsultacyjnej weszło wielu wybitnych badaczy, takich jak Albert Hofmann, Alexander Shulgin, Colin Blakemore, Leslie Iversen, David Nutt, Raphael Mechoulam, David Nichols czy Vilayanur Ramachandran. W tamtym czasie byli to czołowi naukowcy zainteresowani środkami psychoaktywnymi. Zdałam sobie jednak sprawę, że badania związane z tą dziedziną są blokowane przez międzynarodowe konwencje, w związku z czym niezbędne jest zreformowanie ogólnoświatowej polityki narkotykowej. Naukowcy zatrudnieni w instytucjach rządowych mogli mówić wyłącznie o negatywnych odkryciach dotyczących konopi i psychodelików. Moja fundacja od początku swojego istnienia miała więc dwa podstawowe cele. Pierwszym było badanie świadomości i stanów wywoływanych przez środki psychoaktywne, zwłaszcza przez cannabis i psychodeliki. Interesowało mnie, czy tego rodzaju substancje mogą przyczynić się do przekształcenia i uzdrowienia ludzkości. Drugim celem mojej fundacji było natomiast dążenie do zreformowania globalnej polityki narkotykowej. Próbowałam wytłumaczyć przedstawicielom instytucji rządowych i ONZ, że podejście prohibicyjne jest ogromnym błędem i wyrządza wiele szkód. Dwadzieścia lat temu tego rodzaju twierdzenia nie były czymś oczywistym, ponieważ wszyscy traktowali prohibicję jako jedyne słuszne rozwiązanie. Doszłam do wniosku, że najlepszym sposobem na zmianę panujących poglądów jest edukowanie najwyższych warstw społecznych, zwłaszcza polityków sprawujących władzę. Zorganizowałam więc w Izbie Lordów cykl seminariów, w których wzięli udział czołowi naukowcy i eksperci zajmujący się środkami psychoaktywnymi. Jednym z nich był dawny kierownik National Institute on Drug Abuse. Uczestnicy tych seminariów byli zaskoczeni tym, że można otwarcie rozmawiać o sprawach związanych z narkotykami. Oczywiście inicjowanie zmian w polityce jest niezwykle długotrwałym procesem.

ml: Od kilku dekad interesuje się pani różnymi sposobami badania ludzkiej świadomości, ale skoncentrowała się pani przede wszystkim na neuroobrazowaniu. Dlaczego uważa pani tę dziedzinę za szczególnie istotną?

af: Od lat 60. opieram się na hipotezie, że zmiany w ludzkiej świadomości są silnie powiązane ze zmianami w krążeniu mózgowym. Kiedy wzrasta objętość krwi w naczyniach włosowatych, zmniejsza się objętość płynu mózgowo-rdzeniowego. Komórki mózgowe dostają wówczas więcej tlenu i glukozy, przez co są bardziej aktywne i zaczynają sprawniej funkcjonować. Jeżeli zwiększymy aktywność mózgu, zacznie zużywać więcej cukru i zmniejszy jego poziom we krwi. Dotyczy to zwłaszcza rozwiniętych ośrodków kory mózgowej. Jeśli więc chcemy zachować wysoki poziom koncentracji podczas poszerzania świadomości za pomocą psychodelików lub innych narzędzi, musimy utrzymywać poziom cukru we krwi na normalnym poziomie. W tym celu prawdopodobnie powinniśmy dostarczyć organizmowi dodatkową glukozę, a także witaminę C, która wspomaga regulację poziomu adrenaliny we krwi. Wszystkie te hipotezy były dla mnie fascynujące, ale nie byłam w stanie ich zweryfikować z powodu braku odpowiednich technik do badania mózgu. W latach 60. metody neuroobrazowania były bardzo niedokładne. Skupiłam się na tej dziedzinie, ale jestem również zainteresowana badaniami klinicznymi, a także medytacją i innymi sposobami wywoływania zmian w percepcji. Najwięcej uwagi postanowiłam poświęcić najbardziej tabuizowanym zagadnieniom: trepanacji czaszki, konopiom i psychodelikom.

ml: Pani fundacja finansuje wiele badań dotyczących psychodelików i współpracuje z szanowanymi uniwersytetami na całym świecie. Czy któryś z projektów badawczych miał dla pani szczególnie duże znaczenie?

af: Media w największym stopniu nagłośniły nasze badania realizowane we współpracy z badaczami z Imperial College London – przede wszystkim z Davidem Nuttem i Robinem Carhart-Harrisem. Dotyczyły one między innymi wpływu psychodelików na ludzki mózg. Podczas naszego pierwszego badania z użyciem psylocybiny zaobserwowaliśmy obniżony przepływ krwi w „sieci standardowej aktywności” (ang. default mode network34), która w znacznej mierze odpowiada za nasze poczucie „ja” i może zostać uznana za ekwiwalent mechanizmu ego. Kiedy zmniejsza się aktywność tej represyjnej i kontrolującej sieci, ludzie przeżywają doświadczenia szczytowe i osiągają mistyczne stany świadomości. Ich ego się „rozpuszcza” i czują się zjednoczeni ze wszystkim wokół. Nadaktywność „sieci standardowej aktywności” ma związek z wieloma problemami psychicznymi – między innymi depresją i uzależnieniami. Doszliśmy więc do wniosku, że za pomocą psychodelików można tymczasowo obniżyć aktywność tej sieci i uwolnić pacjenta od sztywnych wzorców myślowych stanowiących przyczynę jego dolegliwości. Otrzymaliśmy dofinansowanie od Medical Research Council i niedługo później przeprowadziliśmy badanie dotyczące skuteczności terapii z użyciem psylocybiny. Wzięła w nim udział grupa pacjentów, którzy od wielu lat zmagali się z depresją oporną na leczenie. Wyniki okazały się być niezwykle obiecujące. Początkowo podawaliśmy uczestnikom stosunkowo niewielką ilość psylocybiny, aby sprawdzić ich reakcję. Tydzień później dawaliśmy im większą dawkę. Sześćdziesiąt siedem procent z nich w ciągu pierwszego tygodnia uwolniło się od przewlekłej depresji. Trzy miesiące później czterdzieści dwa procent badanych w dalszym ciągu nie odczuwało przygnębienia, a po upływie pół roku wielu z nich nadal czuło się dobrze. Zauważyliśmy również korelację pomiędzy stanem rozpuszczenia ego a skutecznością terapii. Im bardziej pacjenci uwalniali się od kontrolujących struktur psychicznych, w tym większym stopniu ich mózgi się „resetowały” i dostosowywały się do okoliczności. W wielu przypadkach mieli poczucie, że po sesji psychodelicznej stali się bardziej otwarci i optymistyczni.

Duże znaczenie miał dla mnie również projekt, który kilka lat wcześniej zrealizowałam wraz Rolandem Griffithsem i Mattem Johnsonem z Johns Hopkins University. Zasugerowałam im, aby przeprowadzili badanie dotyczące wpływu psylocybiny na osoby uzależnione od nikotyny. W latach 60. byłam palaczką tytoniu i pewnego dnia postanowiłam przyjąć LSD z intencją uwolnienia się od tego nałogu. Nigdy więcej nie sięgnęłam po papierosa. Na własnej skórze przekonałam się, że psychodeliki mogą bardzo pomagać w zmianie zachowań i rzucaniu nałogów. Kiedy więc poznałam badaczy z Johns Hopkins University, zaproponowałam im współpracę przy badaniu dotyczącym uzależnienia od nikotyny. Ten projekt był bardzo mały i miał wiele niedociągnięć metodologicznych, takich jak brak grupy kontrolnej. Wyniki były jednak niezwykle imponujące, ponieważ mniej więcej osiemdziesiąt procent uczestników przestało palić. Obecnie realizujemy następny projekt, w ramach którego badamy to zagadnienie również za pomocą neuroobrazowania.

Dlaczego psychodeliki mogą wywierać tak silny wpływ na ludzi? To bardzo ciekawa kwestia. Aby lepiej ją zrozumieć, powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że na pewnym etapie naszego rozwoju zaczynamy tłumić nasze zachowania i kontrolować je przy użyciu słów, przez co nasza osobowość ulega wzmocnieniu. Język staje się czymś w rodzaju filtra, który oddziela nas od rzeczywistości. Wraz z upływem czasu nasz umysł staje się coraz sztywniejszy, przez co utrwalają się w nim wszelkiego rodzaju traumy i błędne wyobrażenia na temat rzeczywistości. Ten mechanizm leży u podstaw przeróżnych neurotycznych symptomów. Według mnie psychodeliki oferują nam zupełnie nowy paradygmat dotyczący leczenia, ponieważ wydają się umożliwiać dostęp do obszarów, do których pacjenci nie są w stanie dotrzeć podczas terapii opartej na mówieniu. Zmniejszają represyjną kontrolę „sieci standardowej aktywności” i sprawiają, że pozostałe sieci mózgu mogą komunikować się ze sobą w swobodny sposób. Aktywność mózgu staje się wtedy bardziej zunifikowana, a jego ośrodki porozumiewają się w znacznie większym stopniu niż normalnie. Wzrasta nie tylko jego chaotyczność, ale również elastyczność i podatność na zmiany.

ml: Pani fundacja finansuje również badania dotyczące ayahuaski i jej wpływu na mózg. Czy może pani o nich opowiedzieć?

af: Nasze badania nad ayahuaską prowadzi przede wszystkim dr Jordi Riba, który pracuje w Szpitalu św. Pawła w Barcelonie. Obecnie tworzę również projekt badawczy we współpracy z ośrodkami w Brazylii. Odkryliśmy, że ayahuaska pod wieloma względami oddziałuje na mózg w podobny sposób jak LSD i psylocybina. Wpływa bowiem między innymi na receptory serotoninowe 5-HT2A, które wydają się odpowiadać za działanie wszystkich psychodelików. Podczas jednego z badań zablokowaliśmy te receptory za pomocą ketanseryny i zauważyliśmy, że zniknęła większość efektów wywoływanych przez ayahuaskę. Poza tym zaobserwowaliśmy, że za sprawą tego wywaru „sieć standardowej aktywności” staje się mniej dominująca. Mamy tu więc do czynienia z podobną sytuacją jak w przypadku innych psychodelików. Bardzo ciekawe były również nasze wyniki dotyczące tak zwanego afterglow, czyli lekko zmienionego stanu świadomości, który utrzymuje się przez jakiś czas po ustąpieniu głównych efektów substancji psychoaktywnej. Gdy najsilniejszy etap działania ayahuaski dobiega końca, ludzie przez jakiś czas są bardziej optymistyczni i wypadają lepiej w testach dotyczących uważności. Osiągają równie dobre rezultaty jak osoby, które od wielu lat medytują. Wiele wskazuje na to, że techniki medytacyjne wydają się wpływać na nasz mózg w bardzo podobny sposób jak przyjmowanie niskich dawek psychodelików. W obu przypadkach dochodzi bowiem do dezorganizacji „sieci standardowej aktywności”, która odpowiada za działanie mechanizmu ego. Mózg zaczyna wówczas działać w bardziej całościowy sposób, a ludzie stają się mniej ograniczeni przez ośrodki związane z komunikacją werbalną. Tego rodzaju efekty wydają się mieć uzdrawiający wpływ.