31,90 zł
Twój wewnętrzny dom ma cztery pokoje. Czy pamiętasz, żeby odwiedzać je wszystkie?
Umysł, emocje, ciało i duch – każda z tych sfer jest równie ważna. Kiedy którąś zaniedbujesz, tracisz równowagę, energię i kontakt ze sobą.
Ta książka pomoże ci przyjrzeć się sobie i odkryć, czego naprawdę potrzebujesz. Dowiesz się, jak lepiej rozumieć własne emocje, uwolnić się od ograniczających schematów, wsłuchać się w ciało oraz odnaleźć więcej spokoju, harmonii i sensu. Nauczysz się wyciszać wewnętrznego krytyka i nie działać wyłącznie na autopilocie. Praktyczne wskazówki, prawdziwe historie i proste ćwiczenia pokażą ci, jak metodą małych kroków wprowadzać zmiany, które z czasem mogą stać się naturalną częścią twojej codzienności.
Wejdź do środka i zacznij żyć w większej zgodzie ze sobą.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Wydawca: Joanna Laprus-Mikulska Redaktor prowadzący: Grażyna Woźniak Redakcja: Anna Płaskoń-Sokołowska Korekta: Joanna Sobota
Copyright © by Justyna Król-Filipiuk, 2026 Copyright © for this edition by Dressler Dublin Sp. z o.o., 2026
Producent Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: sekretariat@dressler.com.pl tel. + 48 22 733 50 00 www.dressler.com.pl
Dane do kontaktu Wydawnictwo Świat Książki 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 e-mail: biuro@swiatksiazki.pl tel. + 48 22 45 70 402 www.wydawnictwoswiatksiazki.pl
Warszawa 2026
Księgarnie internetowe: swiatksiazki.pl, ksiazki.pl, czytam.pl
Dystrybucja Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki ul. Poznańska 91 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl tel. + 48 22 733 50 31/32 www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-68921-82-3
Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
WSTĘP
Zastanawiasz się, co zrobić, aby lepiej się czuć? Żeby pokonać codzienne zmęczenie, a na dodatek czerpać radość z życia? Lata pracy z ludźmi w zawodzie psychologa i psychoterapeuty nauczyły mnie, że wszyscy bardzo lubimy gotowe rozwiązania. Marzy nam się podany na tacy magiczny eliksir, który sprawi, że wszystkie nasze problemy znikną, a my w końcu będziemy szczęśliwi.
No cóż, zmartwię cię – magicznego eliksiru nie ma. Współczesna psychologia zna jednak skuteczne sposoby, które pomogą ci zdecydowanie podnieść jakość życia i sprawić, że będziesz czerpać z niego dużo więcej radości i satysfakcji niż dotychczas. Kilka prostych działań – jeśli będą systematycznie powtarzane – pomoże ci uchronić się przed wewnętrznym niepokojem. Może też sprawić, że osiągniesz spełnienie i dobrostan, czyli po prostu… szczęście.
Chciałabym, abyś dzięki temu poradnikowi nauczył się – powoli, lecz skutecznie – jak osiągnąć spokój i odnaleźć swoje prawdziwe potrzeby. Mam tu na myśli zapomniane sprawy, które znikają w obliczu wyzwań codzienności. Co ciekawe, możesz to osiągnąć poprzez praktykowanie życia i korzystanie ze swoich doświadczeń.
Aby ułatwić ci osiągnięcie tego celu, wykorzystałam znaną w psychologii metaforę domu.
Człowiek jest jak dom, w którym są cztery pokoje:
1.pokój umysłu
2.pokój emocji
3.pokój ciała
4.pokój ducha
Warto codziennie odwiedzać każdy z tych pokoi, a przynajmniej je „przewietrzyć”.
Często całą uwagę skupiamy na jednym aspekcie życia, zaniedbując pozostałe. Wchodzimy do jednego z czterech pokoi naszego wewnętrznego domu i pozostajemy w nim, zapominając o innych pomieszczeniach. Jednych bardzo absorbuje praca i nie mają czasu dla rodziny czy na swoje przyjemności. Dla drugich z kolei całym światem jest dom, wszystko robią z myślą o dzieciach, nie dostrzegając własnych potrzeb. Codzienne odwiedzanie każdego z pokoi oznacza, że trzeba choć przez chwilę zadbać o każdą z tych sfer życia, które mieszczą się w poszczególnych obszarach.
Najczęściej odwiedzamy pokój umysłu – i nierzadko wcale go nie opuszczamy. Jesteśmy przyzwyczajeni do postrzegania świata przez pryzmat naszych myśli. Staramy się wszystko przyjąć „na głowę”. Ciągle coś nazywamy, porównujemy i oceniamy, by móc to zaszufladkować zgodnie z własną koncepcją świata. Szukamy sposobu zapanowania nad życiem poprzez myśli. Tymczasem człowiek jest przecież czymś więcej niż jego umysł!
Przede wszystkim posiadamy ciało, które nie tylko „pracuje dla głowy”, ale też gromadzi i przekazuje rozmaite informacje. Gdy próbujemy zapanować rozumem nad ciałem, przestajemy czuć i kierować się emocjami. Tracimy przez to naszą kartę przetargową, która sprawia, że jesteśmy lepiej przystosowani do życia. Rozregulowane ciało i zaniedbywane emocje powodują w końcu, że całkowicie oddzielamy się od swojej wewnętrznej rzeczywistości. Cała skumulowana energia idzie w jednym kierunku, co wcale nam nie służy.
Omijanie latami niektórych pokoi – jak ciało, emocje czy duchowość – sprawia, że nasz autonomiczny układ nerwowy, odpowiedzialny za zachowanie stałości w organizmie, przestaje funkcjonować prawidłowo. Wcześniej czy później dostrzegamy, że samopoczucie zaczyna nam szwankować, że czegoś nam brakuje. Zmusza nas to do pracy ponad siły, powoduje wyczerpanie i brak energii. Tymczasem codzienne odwiedzanie wszystkich pokoi i zakamarków naszego domu wcale nie jest takie trudne. Co więcej: to sposób, by w końcu prawdziwie żyć swoim życiem – oddzielić rozwiązania, które ślepo podpowiada nam umysł, od spraw rzeczywiście dla ciebie ważnych. I o tym jest ta książka.
Na początek zachęcam cię do narysowania domku i powieszenia go w widocznym miejscu, np. na lodówce. Nieważne, od którego pokoju zaczniesz swoją podróż. Zmiany nie muszą być ani nagłe, ani radykalne. W większości przypadków wystarczy postępować małymi krokami, byle iść do przodu. Japońska filozofia kaizen mówi, że rozpoczęcie dowolnej sprawy, w której chcesz rozpocząć zmianę, to już coś.
O skuteczności powyższej praktyki przekonała mnie wiele lat temu pewna pani sprzątająca w przedszkolu, w którym prowadziłam wieczorne warsztaty dla rodziców. Pewnego razu, gdy kończyłam spotkanie, spytała mnie, co właściwie robimy na tych zajęciach. Przedstawiłam jej teorię domku, a że okazała zaciekawienie, dałam jej jeden z arkuszy z rozrysowanymi pokojami. Gdy spotkałyśmy się kilka miesięcy później, opowiedziała mi o zmianach, jakie wprowadziła po tym, jak rozrysowała swoje potrzeby. Przede wszystkim odzyskała sens życia – zaczęła działać jako wolontariuszka na rzecz pewnej organizacji, a tam poznała człowieka, z którym się związała.
Zacznijmy więc – wyruszrazem ze mną w drogę ku nowej, lepszej jakości życia. Pomogą ci w tym zawarte w niniejszym poradniku:
– praktyczne wskazówki,
– propozycje rozwoju – ćwiczenia, działania, sugestie,
– doświadczenia innych osób,
– prawdziwe historie,
– propozycje literatury rozszerzającej zagadnienia, które cię zainteresują.
Lojalnie jednak uprzedzam: moje porady przyniosą korzyści tylko wtedy, gdy wprowadzisz je do swojej codzienności. Zatem do dzieła!
Pamiętam siedmioletnią dziewczynkę, która przyszła kiedyś do mojego gabinetu, zobaczyła obrazek domu na ścianie i stwierdziła, że nie jest kompletny. Dałam jej go i poprosiłam, by przerobiła rysunek po swojemu. Domalowała serce – jako łącznik między pokojami. Pomyślałam, że to w sumie mądre – jeśli uwzględniamy swoje uczucia, mamy mniejsze trudności w poruszaniu się między pokojami, w skierowaniu uważności na siebie. Tylko skąd siedmiolatka to wiedziała?
Historie, które przytaczam na dalszych stronach książki, wydarzyły się naprawdę. Imiona osób i okoliczności życiowe zostały nieco zmienione, aby uniemożliwić identyfikację – jakakolwiek zbieżność jest przypadkowa.
ROZDZIAŁ I
POKÓJ UMYSŁU
Naszą podróż rozpoczynamy od pokoju umysłu, w którym każdy z nas bywa codziennie. To dlatego, że najczęściej identyfikujemy się ze swoimi myślami – przyjmujemy, że ta wewnętrzna narracja, która pojawia się w naszej głowie, w jakiś sposób nas określa.
Mamy kilka tysięcy myśli dziennie. Jesteśmy tak owładnięci tym, co w każdej sekundzie przychodzi nam do głowy, że często nawet się nie zastanawiamy, jakie uczucia to w nas wyzwala i jakie konsekwencje niesie wiara w prawdziwość danej myśli.
Jeśli nasz zestaw myśli na temat świata i nas samych jest pozytywny, możemy wieść całkiem spokojną i szczęśliwą egzystencję. Optymistyczne nastawienie pomaga w osiąganiu sukcesów, poprawia relacje z ludźmi i korzystnie wpływa na zdrowie, a nawet potrafi wydłużyć życie. I – co ciekawe – można się go nauczyć, co postaramy się wspólnie zrobić.
Niestety często mamy skłonność do myślenia w sposób pesymistyczny i do zauważania głównie negatywnych aspektów różnych sytuacji. Lubimy narzekać. Na pogodę, na brak pieniędzy, na zdrowie, na politykę… Ta lista nie ma końca. Jak na dłoni widzimy czyjeś wady, ale zalet już nie. Nie dostrzegamy nawet tego, co w nas samych jest dobre – albo z zasady to marginalizujemy. Nierzadko nie umiemy też przyjmować komplementów. Kiedy ktoś na przykład pochwali naszą sukienkę, zamiast powiedzieć: „Dziękuję, miło mi, że ci się podoba”, mówimy: „To stara, z wyprzedaży”. Takie podejście powoduje w nas zniechęcenie – nie motywuje do działania, nie daje radości, a na pewno nie przybliża nas do osiągnięcia szczęścia.
Zacznijmy od początku, czyli od ustalenia źródeł takiego negatywnego myślenia. Wytłumaczenie znajdziemy w ewolucyjnych uwarunkowaniach pracy naszego mózgu. Ze względu na instynkt przetrwania, który zawsze towarzyszył człowiekowi, jesteśmy nastawieni na wyłapywanie bodźców, które sygnalizują zagrożenie. Dobre informacje natomiast nasz mózg odruchowo ignoruje. Rick Hanson, neuropsycholog i autor licznych książek o szczęściu i rozwoju osobistym, powiedział: „Umysł jest jak rzep, kiedy chodzi o negatywne doświadczenia – i jak teflon, gdy chodzi o te pozytywne”.
Druga sprawa to nasze uwarunkowania środowiskowe, w tym historyczne. W wyniku drugiej wojny światowej Polacy doświadczyli głębokiego stresu pourazowego. Potem weszliśmy w trudny okres PRL-u, który nie sprzyjał leczeniu traum. Nasi dziadkowie i rodzice przez lata żyli w strachu i nie wykształcili w sobie nawyku szukania pozytywów. Wielu przekazało tę postawę kolejnym pokoleniom.
W tym, jak pojmujemy świat, dużą rolę odgrywają nasze doświadczenia z przeszłości, zwłaszcza te z najwcześniejszych lat życia. Wielu z nas ma na koncie mało budujące przeżycia z dzieciństwa bądź wczesnej młodości, co niesie ze sobą szereg negatywnych przekonań na przyszłość. Nasz umysł ma tendencje do przechowywania schematów – pokonanie wynikających z nich zagrożeń jest dla niego priorytetowe. Na bazie jednego trudnego doświadczenia może powstać wiele negatywnych skojarzeń, które wygenerują setki, a potem tysiące negatywnych myśli. W takich sytuacjach kluczowe jest rozróżnienie tego, co jest myślą, co odczuciem, a co reakcją zapisaną od dawna w ciele.
Magda niedawno skończyła studia dziennikarskie. Zawsze marzyła, by pracować w mediach, a szczególnie w radiu. Potrafi pięknie opowiadać, jest niezwykle kreatywna i twórcza. Niestety, gdy angażuje się emocjonalnie w jakąś sytuację, mówi cicho, szybko i niewyraźnie. Kiedy przyszła do mojego gabinetu, zaczęłyśmy od zbadania, co Magda myśli na swój temat w sytuacji wystąpień publicznych. Po wielu sesjach znalazłyśmy w końcu źródło jej problemu, wynikające z pierwotnych doświadczeń. Otóż już gdy była w szkole podstawowej, zawsze starała się wypaść lepiej niż inni, bo wtedy zyskiwała uznanie rodziców, a bardzo jej zależało na ich aprobacie. Robiła to z takim zaangażowaniem, że w końcu straciła zdolność płynnego wypowiadania się przed większym audytorium. Stała się cicha i wycofana – i pozostała taka prawie do końca liceum. Jej przekonania i myśli na własny temat przejmowały kontrolę nad ciałem, gdy tylko zaczynała angażować się emocjonalnie w jakąś sytuację zawodową.
Musiało upłynąć wiele czasu, by umysł Magdy zaczął wyłapywać tę niezgodność. Długo nie była ona w stanie połączyć strumienia negatywnych myśli na swój temat z realną sytuacją zewnętrzną. Chociaż była postrzegana jako niezwykle sprawna intelektualnie dziennikarka, zdobywała nagrody i dostawała liczne wyrazy uznania za swoją pracę, gdy chciała prowadzić audycję w radiu, jej głos odmawiał współpracy. Stawała się bezradna wobec siebie samej i traciła zaufanie do własnych kompetencji. A przecież to były TYLKO jej krytyczne myśli na swój temat. Jednak to przez nie tak niezwykle surowo traktowała swoją tożsamość. Traciła chęć do działania i wiarę w swoje możliwości.
W wielu przypadkach za niską, wręcz krytyczną samoocenę odpowiada postawa naszego pierwotnego opiekuna, zwykle matki. Zdarza się, że ta najbliższa osoba jednocześnie jest niedostępna emocjonalnie i zamiast wspierać dziecko w rozwoju, mniej lub bardziej świadomie angażuje je w swoje problemy. Młody człowiek nie chce martwić opiekuna (zwykle matki), stara się nie przeciwstawiać jego woli, a jednocześnie pragnie być dla niego ważny. Często jedynym sposobem na poradzenie sobie w takiej sytuacji jest nieuzewnętrznianie własnych zmartwień, czyli blokowanie emocji. Ta nieumiejętność ich rozpoznawania i okazywania pozostaje z nim na resztę życia, sprawiając liczne problemy.
Jedną z form ewaluowania nabytych w dzieciństwie przekonań jest potwierdzanie ich poprzez przypisywanie innym ludziom ukrytych intencji, zamiarów czy uczuć, czyli spodziewanie się, że ktoś potraktuje nas tak, jak zostaliśmy potraktowani w przeszłości. Dziecko krytycznego opiekuna w dorosłym życiu instynktownie spodziewa się krytyki, przyjmuje postawę podporządkowania, żeby zadowolić partnera, pracodawcę, znajomych – i uchronić się przed wyobrażonym gniewem lub potencjalną dezaprobatą.
W niedzielne popołudnie oglądałam już trzeciz rzędu odcinek emocjonującego serialu, gdy nagle poczułam, jak ściska mnie w brzuchu. Na początku myślałam, że to z wrażenia, ale zaraz do mojej świadomości przebił się wewnętrzny głos, który zaczął zadawać pytania: Dlaczego tak bezużytecznie spędzasz czas? Dlaczego nie zajmiesz się czymś pożytecznym? Dlaczego nie odpoczywasz aktywnie? Dlaczego nie jesteś z rodziną?
Często jesteśmy przekonani, że coś musimy zrobić. Zapętleni w tym poczuciu przymusu, zwykle nawet nie pomyślimy, że przecież możemy zrobić coś innego. Obowiązki. Praca. Powinności wobec innych. Czas wolny też nieco na siłę wykrojony dla siebie w nagrodę za poświęcenie. A wszystko to uwarunkowane tym, co trzeba, wypada, co jest odpowiednie. To są nasze przekonania. Gotowe historie w naszym umyśle, warunkujące codzienne decyzje, ale też blokujące możliwości podejmowania kreatywnych działań, które dałyby nam coś więcej niż utrwalone schematy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby oglądanie seriali przez całe popołudnie weszło nam w nawyk, zakłócając życie prywatne lub zawodowe, czasem jednak można, a nawet trzeba się ponudzić i pozwolić sobie na mniej ambitne, spontaniczne przyjemności.
Relacje z pierwotnymi opiekunami kształtują naszą samoocenę, sposób budowania więzi i umiejętność radzenia sobie z emocjami. To w dzieciństwie uczymy się, czym są bliskość, poczucie bezpieczeństwa, akceptacja – lub ich brak. Ale na to, jak funkcjonujemy w dorosłym życiu, mają też wpływ nasze późniejsze wybory i relacje z innymi ludźmi. Dlatego warto zachować zdrowe proporcje, by nie wpaść w pułapkę obarczania rodziców wyłączną winą za wszystkie nasze niepowodzenia.
Negatywne podejście do swoich umiejętności, kompetencji czy nawet wyglądu może zupełnie zniekształcić postrzeganie rzeczywistości. Nadmierny samokrytycyzm odbiera wiarę w siebie, poczucie własnej wartości i sprawczość działania, przez co skutecznie tłumi nawet najsilniejszy wiatr wiejący w żagle. Nie pozwala się rozwijać zawodowo i emocjonalnie, utrudnia nawiązywanie relacji, ogranicza nas i systematycznie wyniszcza.
WAŻNE!
Bardzo istotne dla kształtowania postawy opartej na rzeczywistych przekonaniach jest rozróżnienie między:
myślami i przekonaniami,
odczuciami płynącymi z ciała,
odczuwanymi emocjami.
Nauczenie się oddzielania tych trzech sfer jest podstawą budowania świadomej komunikacji ze sobą i z całym światem.
Dotarcie do swoich myśli i rozróżnienie stojących za nimi emocji bywa latami bombardowane przez system zależności rodzinnych i społecznych oraz wpajanych nam od dzieciństwa powinności. Uczymy się wchodzić w jedne role, a innych unikać. Im człowiek starszy, tym trudniej mu porzucić utarte sposoby reagowania, uznać inne możliwości odpowiadania na codzienne konflikty. Przywiązanie do schematów utrwalanych w naszym umyśle warunkuje bezpieczeństwo. Wobec sygnałów lęku w ciele nie jest łatwo snuć nowe plany i marzenia. Dla naszego umysłu produkowanie kolejnych myśli bywa tak naturalne, że każde wybicie z rytmu wywołuje dyskomfort. To wszystko sprawia, że niełatwo nam wprowadzić w życie zmiany.
Z mojego doświadczania wynika, że prawdopodobnie większość tych kobiet pozostanie w swojej niesatysfakcjonującej relacji partnerskiej. Bo niby czemu miałyby zmieniać coś, co jest umiarkowanie dobre, na coś nieznanego i narażać się na ewentualny dyskomfort? Strumień myśli zapobiega tej zmianie.
Ale to właśnie stan obniżonego komfortu popycha ludzi do działania. Ten stan zaprowadził Magdę na terapię, by połączyła swoje doświadczenia z przeszłości z odpowiedzią płynącą z ciała i zauważyła, co blokuje jej rozwój zawodowy. Aktualnie, gdy słucham w radiu jej audycji, wiem, że udało się jej osiągnąć to, co kiedyś wydawało się niemożliwe. Przekuła odczuwany od lat dyskomfort w aktywność, która daje jej satysfakcję. Jej mózg nie odbiera już sytuacji wystąpienia na antenie jako zagrożenia. Dzięki dostrzeżeniu emocjonalnych sygnałów połączyła swoją moc kreatywnego myślenia z wolą do działania. Nie podporządkowuje się już sygnałom z ciała blokującym myślenie. Pracowała nad tym ciężko dwa lata – ale było warto.
Wyobraź sobie, że twój umysł to dobrze prosperującebiuro księgowe. Wzdłuż ścian ciągną się regały, a na nich stoją setki segregatorów. Każdy z nich ma swoją etykietę: „Jak reagować na krytykę”, „Poranna rutyna”, „Co myślę o sobie” czy „Zagrożenia i potwory. Codziennie do biura trafiają tysiące nowych dokumentów – to twoje bieżące doświadczenia, myśli i docierające z zewnątrz informacje. Mózg księgowego nie lubi chaosu. Jego głównym zadaniem jest jak najszybsze posortowanie tych papierów i wpięcie ich do już istniejących segregatorów.
Co się jednak dzieje, gdy nagle zmieniasz swoje życie, chcesz rzucić nałóg albo zacząć myśleć pozytywnie? Przynosisz do biura dokument, który nie pasuje do dotychczasowych teczek. Twój wewnętrzny urzędnik patrzy na niego z ukosa i… zaczyna się problem.
Mózg najlepiej działa w trybie oszczędzania energii. Dla niego idealny porządek to taki, w którym każdą nową informację da się błyskawicznie przyporządkować do starej szuflady. Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Jeśli nie znajduje właściwego miejsca dla nowego zachowania, staje przed koniecznością założenia całkowicie nowego segregatora. A to wymaga czasu, wysiłku i mnóstwa energii. Zanim ten nowy segregator na stałe zagości na półce i zacznie płynnie przyjmować kolejne dokumenty, miną tygodnie, a nawet miesiące. Właśnie dlatego wprowadzanie zmian w życie jest takie trudne – musisz dosłownie przełamać opór biurokratyczny własnego umysłu. Wprowadzenie realnej zmiany to nic innego jak założenie nowego segregatora na zupełnie innych zasadach. W języku neuronauki nazywamy to tworzeniem nowej ścieżki neuroplastycznej. Budujesz nowy nawyk, który z czasem stworzy w twoim mózgu zupełnie inny, zdrowszy klimat emocjonalny.
Skoro wiesz już, dlaczego twoje wewnętrzne biuro tak uparcie opiera się nowościom, czas je nieco przechytrzyć. Pojedynczy zryw rzadko działa – urzędnik po prostu wyrzuci nowy dokument do kosza. Aby zmiana się przyjęła, musisz okazać cierpliwość – na wytworzenie nowego nawyku potrzeba co najmniej trzech tygodni regularnej praktyki:
1. Zmień otoczenie (zreorganizuj biurko). Ułatw sobie zadanie: jeśli chcesz zdrowiej jeść, nie trzymaj słodyczy pod ręką. Zmień fizyczną przestrzeń wokół siebie, by mózg nie odpalał automatycznie starych nawyków.
2. Działaj małymi krokami (dozuj napływ dokumentów). Nie przynoś od razu całego kartonu nowych zasad – zacznij od jednej kartki dziennie. Jeśli chcesz biegać, najpierw postaw buty sportowe w przedpokoju. Pozwól nowemu segregatorowi poleżeć na półce.
3. Zadbaj o emocje (zmień atmosferę w biurze). Bądź dla siebie wyrozumiały. Stres i samokrytyka to paliwo dla starych, negatywnych segregatorów. Doceniaj małe sukcesy, by mózg zaczął kojarzyć nowy folder z nagrodą i przyjemnością.
4. Powtarzaj do znudzenia (wytwórz nową rutynę): Każde powtórzenie nowego zachowania to włożenie kolejnej kartki do nowego segregatora. Z czasem stanie się on widoczny i mózg zacznie sięgać po niego automatycznie.
Pamiętaj, że wychodzenie ze starych schematów i uwarunkowań to proces. Twoje biuro księgowe potrzebuje czasu na reorganizację. Daj mu ten czas, ale bądź nieustępliwy w dostarczaniu nowych, bardziej wartościowych dokumentów.
Oprócz małych celów dobrze mieć jeden duży cel, weryfikujący twoje życiowe nastawienie. Gdy będzie ci brakowało energii i nagród wynikających z pracy nad pojedynczymi celami, ten jeden cel/motto/cytat będzie oświetlał twoje działania i kolejne drobne kroki. Dla mnie to słowa przypisywane C.G. Jungowi: „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”1.
Klaus W. Vopel w swojej książce Medytacje dla menedżerów przytacza niezwykłą opowieść z czasów, gdy ziemię zamieszkiwało jeszcze niewielu ludzi. Bóg był na wyciągnięcie ręki – regularnie wysłuchiwał ludzkich próśb i natychmiast na nie odpowiadał. Z czasem jednak Stwórca poczuł się tym ogromnie obciążony. Postanowił zmienić zasady gry. Ukazał się pewnemu pobożnemu człowiekowi i zapowiedział: „Od teraz nie będę już spełniał każdej twojej zachcianki. Daję ci jednak coś wyjątkowego: trzy życzenia, które zrealizuję bez mrugnięcia okiem”. Mężczyzna natychmiast pobiegł podzielić się tą nowiną z żoną. Kobieta, oszołomiona wizją nagłego luksusu, zaczęła chaotycznie wymyślać coraz to kolejne zachcianki. Jej zachłanność tak wyprowadziła męża z równowagi, że ten krzyknął wściekły: „A żebyś zniknęła!”. Słowo się rzekło – Stwórca spełnił pierwsze życzenie i kobieta zmarła. Mąż, przerażony i nękany wyrzutami sumienia, natychmiast wypowiedział drugie życzenie: „Chcę, żeby moja żona znowu żyła i była przy mnie!”. I w ten oto sposób – pod wpływem emocji – stracił dwa z trzech życzeń. Zostało mu tylko jedno. Przez długie miesiące bił się z myślami. Radził się przyjaciół, a ci prześcigali się w pomysłach: „Poproś o nieskończone bogactwo!”, „Zażycz sobie władzy!”. Żadna z tych rad nie dawała mu jednak spokoju. W końcu, bezradny, postanowił zapytać samego Boga: „Panie, o co mam Cię prosić, by nie zmarnować tej ostatniej szansy?”. Odpowiedź Stwórcy była uderzająco prosta: „Poproś o wewnętrzny spokój. Jeśli go otrzymasz, możesz być w życiu biedny lub bogaty, zdrowy lub chory, możesz odnieść wielki sukces w interesach lub ponieść porażkę. Jeśli osiągniesz SPOKÓJ, nic więcej nie będzie dla ciebie ważne”.
Jak to jest: budzisz się rano i… co pojawia się w twoim umyśle? Poświęć na zbadanie tego kilka minut. Weź pod uwagę:
1. Listę obowiązków/planów na nowy dzień;
2. Przekonania o tym, co może się nie udać, bo… (wstałeś za późno, źle wyglądasz, wczoraj nie wykonałeś czegoś itd.);
3. Myśli o tym, co trzeba, „powinno się”;
4. Analizowanie sytuacji prywatnej, zawodowej;
5. Zastanawianie się nad przyszłością;
6. Rozważanie zdarzeń z przeszłości.
To tylko przykłady, w jaki sposób od rana może rozkręcić się umysł. Znam mnóstwo osób, które mówią, że nie mogą rano poświęcić nawet pięciu minut na taką obserwację. Wydaje się to mało logiczne, gdy pomyślisz, że od tego zależy twój dzień. W ten sposób możemy zyskać dostęp do kołowrotka w głowie, do chomika na karuzeli, potrafiącego od rana odpalać się w postaci myśli, przekonań i uczuć, do których dostępu jesteśmy pozbawieni.
Czasem to jedno poranne spotkanie ze sobą może nie być wystarczające. Nieraz potrzeba wielu momentów zatrzymania, by zacząć zauważać to, co blokuje dostęp do osiągnięcia ciszy w głowie, do zatrzymania w teraźniejszości. Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mamy myśli, które uruchamiają mechanizmy zakłócające świadomość samych siebie – nasze prawdziwe potrzeby i pragnienia.
Na bazie doświadczeń z dzieciństwa, zwłaszcza dezaprobaty ze strony rodziców i otoczenia, kształtuje się w nas tzw. wewnętrzny krytyk. To negatywny, oceniający głos wewnętrzny, który nieustannie krytykuje nas samych, nasze działania i osiągnięcia. Ocenia nasze zachowanie, wygląd i zdolności, podkreślając błędy i defekty. Tworzy negatywne przekonania na nasz temat, np. „Jestem za mało…”, „Nigdy mi się nie uda”, „Nie zasługuję na…”. Ten deprymujący wewnętrzny głos był odpowiedzią na różne wcześniejsze zagrożenia – niekiedy sprawdzał się wobec nieznanych okoliczności, pomagał w przetrwaniu.
Jak pokonać takiego wewnętrznego krytyka i wyzwolić się od niego? Dobrym sposobem może okazać się pisanie pamiętnika, w którym będziesz koncentrować się na swoich myślach, a nie zdarzeniach. Kiedy skupisz się na myślach, które towarzyszyły ci w określonych sytuacjach, możesz się mocno zdziwić własnymi spostrzeżeniami i przewidywaniami. To pozwoli ci wyłonić twojego wewnętrznego krytyka, który często cię sabotuje. Dla ułatwienia – możesz nazwać go jakimś imieniem, którego nie lubisz – umożliwi ci to podjęcie dialogu wobec zmieniających się okoliczności i konfrontację z bezużytecznymi przekonaniami. Taka Krystyna, Małgorzata czy Joanna w twojej głowie staje się konkretną osobą, można ją zestawić z tym, czego obawia się ONA, a nie TY. A pisanie, najlepiej odręczne, zawsze konfrontuje to, co się dzieje wewnątrz nas, z tym, co towarzyszy nam na zewnątrz.
Moja klientka, czterdziestoletnia Iza, po ponad roku terapii oznajmiła, że w końcu zaczęła zauważać, czego potrzebuje, by czuć spokój. Zwykle mówiła bardzo szybko, odgradzając się od świata swoich przeżyć i emocji. Tym razem zwolniła… Po raz pierwszy nie musiałam jej zatrzymywać, by zobaczyła, na czym polega jej wewnętrzny emocjonalny problem. Odkąd się spotykałyśmy, cały czas była nastawiona wyłącznie na potrzeby innych: partnera, matki, sióstr. Tego dnia rozpoczęła właściwą relację ze sobą. Uświadomiła sobie, że w pracy wykonuje różne obowiązki ponad swoje siły, by spełnić oczekiwania szefowej i czuć się przez nią dostrzegana i wyróżniana. Tamtego dnia po raz pierwszy powiedziała światu NIE, odmawiając udziału w przygotowaniach do konferencji, która miała się odbyćw wolny weekend. Ta decyzja przyszła jej z trudem, ponieważ jej umysł przywykł na co dzień skanować otoczenie pod kątem spełniania oczekiwań innych.
Czy nie byłoby miło mieć w życiu więcej takich chwil, kiedy możemy wybierać coś zgodnie ze swoimi potrzebami? Izie dotarcie do nieuświadomionego schematu spełniania życzeń otaczających ją osób zajęło ponad rok. Była ona przekonana, że wszystko, co robi, odpowiada jej pragnieniom. Czasami buntowało się jej ciało, ale przyzwyczajona do ignorowania i pomijania własnego dyskomfortu, nie koncentrowała się na tym. Dopiero gdy nie mogła wstać z łóżka z powodu bólu kręgosłupa, zaczęła zauważać, że nieustająco funkcjonowała w napięciu.
Odczuwasz frustrację w swoim działaniu, ale nie wiesz, skąd ona się bierze? To dobry moment, aby odkryć, czego rzeczywiście ci brakuje i jakie myśli hamują twój naturalny rozwój. Zanurzenie się w świecie doznań i połączenie ich z emocjami – po oddzieleniu mało produktywnych myśli – dają możliwość wprowadzania twórczych zmian w życiu. Zacznij od pięciu minut dziennie i poświęć je na zatrzymanie kołowrotka w głowie, nakazującego podążanie utartymi schematami. Wyjdź z trybu „autopilota” – wycisz umysł, rób przerwy między bodźcem a reakcją.
ĆWICZENIE – mapa myśli
Zapisz na kartce nazwę problemu, który cię nurtuje. Wokół niego luźno zanotuj wszystkie myśli, które nasuwają ci się w związku z tym zagadnieniem. Następnie zastanów się, czy te myśli łączą się z jakimiś emocjami. Spróbuj ocenić, czy są one prawdziwe.
ĆWICZENIE – metoda 4 pytań Byron Katie
Stań przed lustrem i pomyśl o swoim problemie. Patrząc na swoje odbicie, szczerze odpowiedz na cztery poniższe pytania:
1. Czy to jest prawda? („Wszyscy mnie krytykują…”);
2. Czy masz absolutną pewność, że to jest prawda? („No nie – moja przyjaciółka wierzy we mnie i zawsze mówi dobre rzeczy na mój temat”);
3. Jak reagujesz, gdy wierzysz, że ta myśl jest prawdziwa? („Smutno mi, jestem zła na siebie”);
4. Kim byłabyś bez tej myśli? („Byłoby mi lżej”).
Sama Byron Katie za pomocą tych pytań podobno podniosła się z depresji. Teraz szkoli ludzi, a jej książka na temat tej formuły cieszy się popularnością na całym świecie. Oczywiście nie wystarczy użyć tych pytań jednorazowo. Zapisz je sobie na kartce, w notesie i miej je przed oczami, gdy spotka cię coś niemiłego.
ĆWICZENIE – focusing
Sztuka wczuwania się w siebie polega na skupieniu się na własnym ciele i uświadomieniu sobie tego, co czujemy w danej chwili.
– Usiądź wygodnie, weź kilka głębokich, świadomych oddechów. Niech oddech przechodzi powoli do twoich płuc i brzucha, a następnie, jeszcze wolniej, wypływa z twojego ciała. Powtórz to kilka razy. Najważniejsze to się nie spieszyć.
– Powiedz swojemu ciału: „witaj”. Rozgość się spokojnie w sobie, odsuń niepotrzebne obrazy, powitaj swoje „poczucie w ciele” (felt sense). To tak, jakby znaleźć pierwszą wskazówkę przy wejściu do labiryntu. Gdy mówisz „witaj”, sprawdzaj odpowiedź z wewnątrz i podążaj dalej, do środka. Takie przywitanie to akceptacja tego, co napotykasz; przyjęcie do świadomości, że bez względu na wszystko – jest dobrze.
– Spróbuj opisać swoje „poczucie w ciele” za pomocą obrazu, dźwięku lub innego skojarzenia.
– Teraz powiedz kolejne „witaj” do skojarzenia, które powstało w twojej głowie. Podejdź w myślach bliżej – poczuj to wszystkimi zmysłami: jak wygląda, czy pachnie, czy jest cicho, jakie może być w dotyku… To trochę tak, jakbyś powoli przywoływał sen, który może być dziwaczny, niekoniecznie zadowalający, ale twój, wynikający z momentu, w którym jesteś.
Znalezienie tego opisu może doprowadzić cię do centrum twoich doświadczeń – wtedy poczujesz ulgę. Może się zdarzyć tak, że nie będziesz w stanie tego oglądać, pojawi się lęk. Daj sobie czas – wyreguluj lęk oddechem, zmianą napięcia innych części ciała (np. poprzez napinanie mięśni przez kilka minut). Potem spróbuj powtórzyć to ćwiczenie. Czasem pomaga, jeśli ktoś może cię przez to przeprowadzić, dając ci poczucie bezpieczeństwa.
Potrzebujemy pozytywnego myślenia – aby mieć energię do działania, rzadziej ulegać stresowi i trudnym sytuacjom oraz cieszyć się życiem. Co zatem robić, by myśleć pozytywnie?
Duże znaczenie ma skupianie myśli na miłych wydarzeniach i emocjach, a także doszukiwanie się we wszystkim pozytywnych aspektów. To, że ktoś myśli pozytywnie, nie oznacza, że omijają go złe doświadczenia. On tylko potrafi je inaczej interpretować.
Najlepiej by było, aby stosunek pozytywnych myśli do negatywnych w ciągu dnia wynosił 3:1. Oznacza to, że większość dotykających nas wydarzeń powinniśmy interpretować w sposób optymistyczny. Jak to zrobić?
Trzeba wypracować w swoim mózgu nowe „ścieżki” przepływu informacji. Można tego dokonać poprzez ukształtowanie odpowiednich nawyków. Najlepiej zacząć od drobnych, codziennych rzeczy: rano zauważyć, że mieliśmy dobrą noc, że dobrze się czujemy, że może spotka nas coś miłego. A na koniec dnia zrobić podsumowanie – z uwzględnieniem tylko dobrych rzeczy, które się wydarzyły, np.: ugotowałem pyszną zupę, miło pogawędziłem ze znajomym, obejrzałem ciekawy film, wykonałem zadania, które sobie zaplanowałem.
Dobrą praktyką jest prowadzenie dziennika wdzięczności. Zapisuj w nim wszystko, co danego dnia sprawiło ci przyjemność, pozytywnie wpłynęło na twój nastrój. Skup się na tym, bez czego twój dzień nie mógłby się wydarzyć: wygodne łóżko, w którym możesz odpoczywać, poranna kawa z kimś bliskim, pies przytulający się do ciebie, spacer po pracy, odpoczynek przy ulubionym serialu itp. Jeśli masz trudność z określeniem kilku najważniejszych rzeczy, po prostu skup uwagę na tym, bez czego komfort twojego życia znacznie by się obniżył. W tym ćwiczeniu ważna jest systematyczność. Podejmij wyzwanie na minimum trzy tygodnie – i nie zrażaj się pojedynczym niepowodzeniem.
Wdzięczność odgrywa ogromną rolę w naszym życiu. Jeśli masz problem z jej praktykowaniem, po prostu postaraj się wypracowywać ten nawyk. To o wiele trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, ponieważ ludzki umysł ma naturalną tendencję do szybkiego adaptowania się do nowych warunków. To, co posiadamy w danym momencie – niezależnie od tego, czy są to pieniądze, stabilna praca, zdrowe dzieci czy jakikolwiek inny zasób – błyskawicznie staje się dla nas nową normą i neutralnym punktem odniesienia. Zamiast dostrzegać w tym powód do radości, zaczynamy traktować te elementy jako coś oczywistego.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że o wiele łatwiej przychodzi nam porównywanie się z innymi, zwłaszcza z osobami z naszego najbliższego otoczenia. Budzi to w nas zazdrość o rzeczy, których jeszcze nie mamy, zamiast skłaniać do docenienia tego, co już udało nam się zgromadzić. W efekcie wpadamy w pułapkę ciągłego niedoszacowania własnych zasobów. Ta podświadoma skłonność do umniejszania wartości swojego obecnego życia skutecznie blokuje proste, codzienne dostrzeganie obfitości i uniemożliwia czerpanie prawdziwej satysfakcji z tego, co jest tu i teraz.
Nie prowokujmy złych myśli – starajmy się unikać wydarzeń, które wywołują u nas negatywne emocje, np. nie oglądajmy horrorów czy filmów katastroficznych, w których obecne są przemoc i śmierć. Nie ulegajmy pokusom plotkowania, nie słuchajmy pomówień, sąsiedzkich sensacji i narzekań, nie wdawajmy się w czcze dyskusje.
Dobrze mówić innym miłe rzeczy i otaczać się pozytywnymi, pogodnymi i pomocnymiludźmi, dla których szklanka jest zawsze do połowy pełna. Wtedy jest duża szansa, że ich optymistyczne nastawienie udzieli się także nam.
– Staraj się skupiać uwagę na pozytywnych aspektach różnych spraw;
– Pielęgnuj miłe wspomnienia i oglądaj zdjęcia budzące pozytywne skojarzenia;
– Napawaj się pięknymi widokami, słuchaj muzyki, która poprawia ci nastrój, oglądaj pozytywnie nastrajające filmy;
– Działaj kreatywnie – rysuj, koloruj (są kolorowanki dla dorosłych), haftuj, dziergaj na drutach, szydełkuj;
– Zapal świeczkę i przez pięć minut skoncentruj na niej całą uwagę, postaraj się o niczym wtedy nie myśleć;
– Wyjdź na spacer i zaczerpnij świeżego powietrza;
– Możesz spróbować jogi, medytacji czy technik mindfulness.
Spotkanie ze sobą może nastąpić tylko w ciszy… A co, jeśli jest tak trudne lub abstrakcyjne, że celowo unikasz ciszy? Niekoniecznie świadomie możesz wprowadzać swój mózg w stan nieustającej aktywności i wykonywać kolejne czynności takie jak:
– wymyślanie nowych działań,
– słuchanie,
– czytanie,
– zagadywanie,
– częste spotkania z ludźmi,
– kontrolowanie innych/siebie,
– snucie planów,
– robienie zakupów,
– scrollowanie internetu,
– oglądanie seriali,
– jedzenie w nadmiarze,
– inne… (jakie?).
Naszą naturalną ludzką potrzebą jest kontakt z drugim człowiekiem, ale na zasadzie relacji, czyli bycia w kontakcie, a nie zagłuszania go poprzez czynności, zadania, hałas. Układ nerwowy najlepiej reguluje się poprzez obcowanie z uważnymi na nas osobami. Jesteśmy bardzo czuli na kontakt wzrokowy, koi nas spokojny głos, a możliwość bycia wysłuchanym i przyjętym – bez oceniania – dodaje nam skrzydeł. Czemu więc tak wiele osób ciągle gdzieś goni, nie skupia się na chwili, wciąż DZIAŁA, zamiast po prostu BYĆ?
Z czasów pracy w roli psychologa szkolnego pamiętam dziecko, które było bardzo zaniedbane emocjonalnie i fizycznie przez swoją mamę. Chłopiec ten często chodził w brudnych ubraniach, nie miał zeszytów czy wymaganych przyborów. Zwykle był zamyślony, mówił cicho, unikał kontaktu wzrokowego. Natomiast jego mama – kobieta bardzo elegancka, zdecydowana, zaangażowana w sprawy klasowe – potrafiła wykonać najpiękniejszą dekorację na szkolną uroczystość. Była tak pomocna, że wychowawczyni nie umiała rozmawiać z nią o problemach syna, aby jej nie urazić.
W tej historii widać jaskrawo przedstawiony kontrast między dwoma pozornie wykluczającymi się zachowaniami – matka ignoruje jakość życia swojego syna, jednocześnie manifestując swoje zaangażowanie w sprawy klasowe w nadmierny sposób. W domu nie ma czasu dla dziecka, ale potrafi spędzić wiele godzin w szkole, przygotowując dekoracje. W taki sposób, zwykle nieświadomie, bronimy się przed niepożądanymi emocjami. Matka jest w stanie manifestować swoją troskę o syna, a w rzeczywistości go nie akceptuje (może przypominał jej partnera, z którym rozstała się w złości?) i nie chce spędzać z nim czasu. Postawa taka może przybierać różne formy – na przykład żona jest zła na męża, bo ten ją zranił, ale zamiast z nim porozmawiać, unika konfrontacji i piecze ciasto, które on lubi.
Przyczyna nieświadomych zachowań jest jedna: twoje emocje związane z określonymi sytuacjami czy wyborami zagłusza wysoki poziom lęku fizjologicznego. Najczęściej nawet nie rejestrujesz go jako lęku, bo myślisz, że ciebie to nie dotyczy – mylisz lęk ze strachem czy myślami, które niosą obawę o to, co się stanie, co ktoś o tobie pomyśli. Jaka jest różnica pomiędzy strachem a lękiem? Strach dotyczy sytuacji rzeczywistej: widzisz tygrysa – czujesz strach i uciekasz lub podejmujesz walkę. Lęk nie jest realny, dotyczy wyobrażeń. Myślisz z obawą o przyszłości, choć nie masz wpływu na to, co się wydarzy? To właśnie jest lęk – i potrafi on zawładnąć naszymi myślami, wręcz odcinając nas od rzeczywistości.
Zapewniam cię, że gdy skupisz się na teraźniejszości, na swoich odczuciach płynących z ciała (interocepcja) czy bodźcach powstających w twoim otoczeniu (eksterocepcja), zaczniesz patrzeć na to inaczej.
Zatrzymaj się. Usiądź na chwilę, poczuj kontakt swoich nóg z podłożem, pleców z oparciem. Zrób dwa głębokie oddechy do brzucha (poczuj, jak unosi się niczym balonik). Przymknij oczy. Skup się przez chwilę na dźwiękach. Poczuj własny dotyk (poklep się w udo lub uszczypnij). Poczuj zapach miejsca, w którym jesteś. I jeszcze jeden wdech. Jakie są teraz twoje myśli?
Obudziłam się dziś rano ze wspomnieniem słów mojej klientki dotyczących samotności, której bardzo się bała. Nałożył się na nie obraz płaczącego lekarza, wyznającego w jednym z podcastów, jak pewne spotkanie zmieniło jego życie. W końcu poczułam, co przeżywałam jako siedmioletnia dziewczynka, gdy usłyszałam, że moja mama umrze. Pamiętam nawet, jakie miałam wtedy sandałki i jak wyglądały moje zakurzone nogi. Biegłam szybko do szpitala do mamy, aby sprawdzić, czy jeszcze nie zniknęła. Mama siedziała na łóżku przy oknie i zrugała mnie za brudne stopy…
Pewne wydarzenia zmieniają życie na zawsze. Ta historia dotyczy akurat mojej własnej traumy. Traumy, która oddzieliła mnie od świata uczuć na wiele lat. Gdy cofam się pamięcią do tego momentu, doskonale przypominam sobie wszystkie okoliczności. Moja mama zachorowała na stwardnienie rozsiane – żyje do dziś, ale tamtego dnia powiedziano mi, że umrze. Jej choroba nieodwracalnie zmieniła życie naszej rodziny. Przypomniałam sobie to zdarzenie po mojej pierwszej terapii około trzydziestego roku życia. Do tamtej pory trwałam w złudzeniu, że mam wspaniałe życie, a moje problemy emocjonalne w różnych relacjach są skutkiem niestabilnego charakteru. To częsty mechanizm w obliczu traumy – zapamiętujesz rzeczywistość w nieprawdziwy sposób. Ja na wiele lat wymazałam konsekwencje tego zdarzenia ze swojej świadomości. Nawet przewlekła choroba mamy przestała być czymś trudnym, bo mój umysł nie odtwarzał wydarzeń z tamtych dni. Pamiętałam obraz za obrazem, ale nie miały one emocjonalnego zabarwienia. W pamięci pozostało tylko szczegółowo zapamiętane zdarzenie, czasem pojawiające się w snach.
Trauma wywołuje silną reakcję w ciele. Powstają w nim niewidzialne rany, które nasz mózg, nastawiony na przetrwanie, traktuje jako zagrożenie. Odpowiedź organizmu na traumatyczne wydarzenie będzie pojawiać się zawsze, gdy znajdziesz się w podobnej sytuacji. Kiedy trauma jest bardziej złożona, powoduje, że latami odgrywasz ten sam spektakl w różnych relacjach. Skutki długotrwałych zaniedbań emocjonalnych czy psychicznych będą wpływać na postrzeganie funkcjonowania całego ciała, jak również samego siebie w kolejnych związkach. Odczuwane przez wiele lat napięcie staje się normą i człowiek przestaje widzieć swoje reakcje emocjonalne. Stała czujność i brak zaufania do własnych reakcji fizycznych skutkują zaniedbaniem własnych granic. Takie doświadczenia można zmienić przede wszystkim w terapii, gdyż stoi za tym potężna reakcja ze strony układu nerwowego. To, co zostało zapamiętane jako trauma z poprzedniej relacji, może zostać zmodyfikowane w innej, bezpiecznej dla ciała i emocji.
Gdy zdarzy się coś jednoznacznie traumatyzującego – wypadek, rozstanie, śmierć bliskiej osoby – jesteśmy w stanie jednoznacznie określić to wydarzenie, umiejscowić je na osi czasu. Niekiedy jednak przyczyną kłopotów w rozpoznawaniu uczuć i emocji są małe traumy, czyli z pozoru drobne incydenty, którym towarzyszyły wstyd, poczucie winy bądź strach. To, co dla ciebie subiektywnie było traumą, ktoś inny mógł odebrać inaczej. Ciało nie było w stanie przetworzyć tych emocji, umysł nie zdołał ich sklasyfikować, więc mechanizm wyparcia doprowadził do oddzielenia wspomnień od świadomości. I mimo że ich nie pamiętamy, mają one wpływ na nasze postawy – unikanie określonych zachowań lub nadmiarowe działania. Czy nie byłoby miło wiedzieć, co i kiedy uruchamia w nas niepożądane reakcje?
Warto mieć świadomość swoich tzw. trigerów (celowo używam angielskiego określenia, bo polskie słowo „bodziec” wydaje się mniej pojemne, a triger wchodzi już do uzusu), ponieważ doprowadzają one do skomplikowanych reakcji, w wyniku których pewne nasze zachowania są dla nas samych nieczytelne. Jak do nich dotrzeć w najprostszy sposób?
1. Czy przypominasz sobie jakieś swoje nagłe, niestabilne, gwałtowne zachowania? Spróbuj je opisać i nazwać – jaka emocja ci wtedy towarzyszyła? Najprawdopodobniej wysoki poziom lęku oddzielił cię od kontroli poznawczej. Spróbuj sobie przypomnieć ze szczegółami to zdarzenie. Jaka myśl ci wtedy towarzyszyła? Czy rozpoznajesz jakiś wzorzec swojej reakcji? Czy podobne uczucie towarzyszyło ci kiedykolwiek w przeszłości? To ćwiczenie nie jest łatwe. Jeśli pojawi się w twojej głowie obraz, który będzie przyczyną niepokoju, smutku bądź złości, porozmawiaj z kimś bliskim, aby ustabilizować swoje uczucia. Wybierz osobę, która zapewni ci wsparcie bez oceniania. Każda silna/nieadekwatna reakcja dotycząca wypartych kiedyś uczuć może być źródłem bezcennych informacji potrzebnych do rozwoju osobistego.
2. Stwórz playlistę swoich ulubionych piosenek, które cię poruszają. Mogą one generować jakieś wspomnienia, które wywołają reakcję w twoim ciele. Czasem wyłoni się tylko niejasne wrażenie, odczucie, jakaś myśl. Pozwól sobie na to – nie oceniaj, nie wybiegaj z interpretacją typu „Co by było gdyby?”. To już przeszłość. Kiedy w końcu uwolnisz to, co cię męczy i boli, gdy przyjdą kolejne małe „aha” (połączenie twoich myśli, reakcji i uczuć), zaczniesz… czuć!
3. Pamiętasz książkę czy film, które zmieniły twoje życie? Te niekończące się obrazy powracające, gdy ciało zamraża się w nieoczywisty sposób, myśli błądzą, a wzrok zatrzymuje się w jednym punkcie? Jeśli w takich skojarzeniach odnajdujesz coś, co pojawia się czasami w twojej głowie, to może być wskazówka, by zatrzymać się dłużej nad jakimś obrazem z przeszłości. Opisać go. Pozwolić na określanie myśli, dłużej poczuć reakcje z ciała. Może to być echo jakiejś zaniedbywanej potrzeby, niedostrzeżonego uczucia.
Bardzo często reagujemy na różne trudne doświadczenia, tworząc własny wyimaginowany świat. W naszej głowie powstają schematy, przekonania bądź nawyki oddzielające nas od rzeczywistości, która wydaje się dla naszego systemu nerwowego nie do zniesienia.
Klaudia, jedna z moich klientek, miała świadomość, że dorastała w cieniu choroby alkoholowej ojca, ale przez wiele lat nie umiała dostrzec, jakie miało to konsekwencje dla jej rozwoju. Gdy wspominała okres dzieciństwa, mówiła, że nigdy nie wiedziała, czego chce. Zawsze sugerowała się zdaniem otoczenia, wybierając wariant najmniej korzystny dla siebie. Kiedy koledzy szli na spacer do lasu, szła z nimi, choć nie znosiła spacerować bez celu. Po latach, gdy mąż zaplanował wypoczynek, zgadzała się na jego rozwiązania bez refleksji, czy jej samej to pasuje – chętnie poleciałaby w jakieś ciepłe miejsce, a jednak jechała na narty i biegała później pod stokiem, pilnując dzieci. W końcu mąż, niezadowolony z jej biernej postawy i ciągłych frustracji, zaczął układać sobie życie bez niej. Wtedy zrozumiała, że to droga donikąd.
Klaudia nie dostrzegała swojego wewnętrznego sprzeciwu, bo od dziecka była nauczona zaprzeczania własnym uczuciom. Despotyczny ojciec podporządkowywał sobie całe otoczenie, więc kobiety w rodzinie były nastawione na unikanie konfrontacji – sprzeciw w ich rozumieniu oznaczał niebezpieczeństwo. Dlatego gdy tylko Klaudia myślała o zamanifestowaniu swojego zdania, traciła dostęp do swoich odczuć, gdyż jej ciało zalewał paraliżujący lęk. Ostatecznie wycofywała się na bezpieczną pozycję. Dopiero gdy dobitnie poczuła, jak wiele traci, zrozumiała, że musi nauczyć się odczytywać język emocji, zauważać myśli, które tworzą jej rzeczywistość, pokonać paraliżujący lęk, zamiast zagłuszać go przyklaskiwaniem innym.
Bardzo często mamy w głowie pewne przekonania i schematy, do których nie jest łatwo dotrzeć. Pani Klaudia od najwcześniejszych lat dorastała w domu, gdzie „dzieci i ryby głosu nie miały”. Przekształciła to później na model zachowań w relacji z mężem, podporządkowując się jego woli. Jej strefa komfortu uniemożliwiała konfrontację. Gdy uświadomiła sobie ten wzorzec, zaczęła inaczej zachowywać się we wszystkich relacjach. Dostrzeżenie kosztów takiego zachowania jest zwykle bardzo trudne, gdyż wymaga spojrzenia na wiele dotychczasowych doświadczeń z innej perspektywy.
Samo uświadomienie sobie istnienia wzorca i jego kosztów jest już sukcesem, który możesz świętować. Istnieje bowiem szansa, że zaczniesz dostrzegać ograniczenia obecne tylko w twojej głowie. To tak, jakbyś siedział w klatce z kompletem kluczy i mówił, że to normalne, że tak właśnie trzeba. Kiedy jednak dostrzeżesz swój wzorzec, zrozumiesz, że to bezsensowne.
Najszybciej możesz to przeanalizować za pomocą trójkąta konfliktu. To bardzo pomocne narzędzie, ułatwiające odczytanie tego, co się z tobą dzieje. Sprawdza się w szczególności wtedy, gdy zamierzasz coś zmienić, gdy czujesz chaos bądź rozdrażnienie. Zobacz, jak to działa.
Trójkąt konfliktu ma postać odwróconego trójkąta, przy czym analizę zaczynamy od dołu. To na dole jest początek naszego procesu. Wyobraź sobie jakąś sytuację, która wywołała silne emocje. Możesz nie mieć świadomości, jakie to emocje – ważne jest zauważenie samej reakcji. Kiedy pomijasz ten obszar w swoim życiu, wzrasta poziom fizjologicznego napięcia w twoim ciele. Gdy również ten stan umyka twojej uwadze, przechodzimy do trzeciego wierzchołka. Na szczęście na tym etapie jest trochę łatwiej, bo używasz zwykle trzech, czterech mechanizmów typowych dla siebie.
W pracy prezes miał do ciebie nieuzasadnione pretensje. Zareagowałeś ze spokojem, tłumacząc mu okoliczności swojego zachowania. Potem jednak długo myślałeś o tym, co mogłeś zrobić lepiej. Prawdopodobnie na dole trójkąta jest twoja złość na prezesa o niesłuszne oskarżenia. Poziom lęku był bardzo wysoki, a jednak wydawałeś się opanowany, musiałeś więc odłączyć się od lęku – nastąpiło zamrożenie, stąd pozorny spokój. Aby ten system się utrzymał, a złość mogła zostać stłumiona, pojawiają się krytyczne myśli na własny temat.
Mechanizmy obronne są łatwe do rozpoznania. Wiedząc, że masz takie tendencje, następnym razem możesz zatrzymać się na wierzchołku trójkąta i odwrócić sytuację. Stopniowo zacznij obserwować swoje ciało – zobacz, na czym polega fizjologiczny lęk, a stąd już krótka droga do rozpoznania emocji i uczuć. Zaczynasz łączyć konkretne zdarzenia ze swoim zachowaniem. Powtarzalność pewnych wzorców staje się sygnałem do budowania bardziej korzystnych dla ciebie zachowań.
Gdy następnym razem prezes zarzuci cię niesłusznymi oskarżeniami, będziesz w stanie odeprzeć atak merytorycznie, bez wypierania sytuacji do swojej nieświadomości i odłączania istotnych informacji z twojego ciała.
Czym jest odwaga bycia sobą? Jestem przekonana, że dla wielu osób ten termin kojarzy się jedynie z walką o swoje zdanie. Tu jednak nie chodzi o zakładanie kolejnej maski czy postawę „będę walczyć o swoje – od dziś przestaję robić zakupy”. W takiej sytuacji zakupy staną się kolejnym terytorium walki. A to nigdy nie są tylko zakupy.
Mam nadzieję, że w tym rozdziale przekonałam cię, że granice, jakie podpowiada ci umysł, nie zawsze są prawdziwe – często to tylko myśli. Aby spróbować je zweryfikować i zmienić, trzeba przebić się przez ich fasadę i połączyć z innymi częściami w twoim wewnętrznym domu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Klaus W. Vopel, Medytacje dla menedżerów, przeł. Aneta Ciuła, Kielce 2003 [wróć]
