Cicha noc - Małgorzata Rogala - ebook

211 osób właśnie czyta

Opis


Show biznes, zbrodnia i śnieg skrzypiący pod butami

Podczas przyjęcia, na którym  świętowano sukces reality show „Nowe życie”, został zamordowany reżyser programu. Wszystko wskazuje na to, że zabójcą jest ktoś z uczestników imprezy. Do rozwiązania sprawy przydzielona zostaje Agata Górska, która mimo problemów ze zdrowiem robi wszystko, żeby spełnić oczekiwanie przełożonego – sprawca ma być ujęty przed świętami!

Tymczasem Sławek Tomczyk wyjeżdża na szkolenie do Budapesztu. Jednak gdy dowiaduje się o uprowadzeniu swojej siostry, błyskawicznie wraca do Polski. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Czy to możliwe, żeby zniknięcie Kingi i sprawa, nad którą pracuje Agata, były ze sobą powiązane?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 276

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

Copyright © Małgorzata Rogala, 2019

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2019

 

Redaktor prowadzący: Szymon Langowski

Redakcja: Monika Orłowska

Korekta: Maria Moczko | panbook.pl

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka

Zdjęcia na okładce: Alison Archinuk | Trevillion Images

Avesun, Potapov Alexander | Shutterstock

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-66431-54-6

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ewentualne podobieństwo

do istniejących osób

lub rzeczywistych zdarzeń

jest dziełem przypadku.

 

 

 

 

17 grudnia 2015 (czwartek)

 

 

ROZDZIAŁ 1

 

 

Do odlotu pozostała godzina. Sławek poprawił uchwyt sportowej torby, która wisiała mu na ramieniu, i objął Agatę.

– Już pora – powiedział, przyciągając ją do siebie.

Szkolenie CEPOL-u na temat zwalczania cyberprzestępczości odbywało się w Budapeszcie i było adresowane nie tylko do policyjnych informatyków, ale i do śledczych, by wyposażyć ich w umiejętności w zakresie wykorzystywania zaawansowanych technologii w prowadzeniu dochodzeń. Podinspektor Wolski, biorąc pod uwagę poziom znajomości języka angielskiego u swoich podwładnych, skierował na szkolenie Tomczyka i Kalickiego. Chudy, który dwa lata wcześniej zaliczył podobny kurs i bardzo go sobie chwalił, przekonał kolegę, że warto wziąć w nim udział nawet za cenę dzielenia przez kilka dni pokoju z nielubianym współpracownikiem.

– Niedługo wrócę. – Sławek musnął wargami usta Agaty.

– Wiem. Na święta będziesz już w domu. – Chciała jeszcze coś dodać, ale po chwili zrezygnowała. To nie był dobry moment, żeby przypominać Tomczykowi o obietnicy, którą złożył kilka miesięcy temu, gdy przełożony odwołał ją z zasłużonego urlopu. Miły pobyt na Mazurach w towarzystwie dawno niewidzianej przyjaciółki został przerwany decyzją podinspektora Wolskiego, który nakazał podwładnej powrót do Warszawy i poprowadzenie wraz z Tomczykiem śledztwa w sprawie zabójstwa córki sędziego.

– Mam nadzieję, że Kalicki nie będzie mi wchodził w drogę – powiedział policjant, wypuszczając Górską z uścisku. – Mamy wspólny pokój, a nie znoszę skurwysyna.

– O wilku mowa – mruknęła Agata, spoglądając ponad ramieniem mężczyzny. Podkomisarz Grzegorz Kalicki po wejściu do hali odlotów postawił na podłodze torbę i wyjął z kieszeni telefon, ale stał zbyt daleko, żeby można było usłyszeć rozmowę, której przebieg wywołał na jego twarzy grymas złości, a ręce pobudził do gwałtownej gestykulacji. – Słyszałam plotki, że jeżeli ty i ja mamy razem zostać w wydziale, będziesz pracować z Kalickim na co dzień, więc może potraktuj to wszystko jak chrzest bojowy. – Agata parsknęła śmiechem i po chwili spoważniała. – Żartuję! Chyba wrócę na stare śmieci, rozmawiałam już z Wolskim. – Znów odbiegła spojrzeniem do Kalickiego, a później przeniosła je na młodego mężczyznę, który stał nieopodal podkomisarza w leniwej pozie i popijał kawę z papierowego kubka. Coś w jego wyglądzie wydało jej się znajome, więc wytężyła wzrok. Jednak wysiłek spełzł na niczym, ponieważ ów człowiek znajdował się zbyt daleko, by mogła dostrzec rysy jego twarzy, zwłaszcza że częściowo zasłaniał ją daszek czapki. Agata ponownie spojrzała na Kalickiego i zdała sobie sprawę, że kolega skończył telefonować i właśnie zmierza w ich stronę. Od czasu, gdy go spoliczkowała, w odwecie za nieuczciwe postępowanie, minął ponad rok. Choć emocje dawno opadły, niechęć tkwiła w niej wciąż jak zadra. Grzegorz nigdy jej nie przeprosił, ale trzymał się z daleka i od niej, i od Tomczyka, który nie ukrywał, że z przyjemnością wyśle go na oddział chirurgii szczękowej, jeśli tylko tamten da mu stosowny pretekst.

– Pogadamy przez Skype’a – powiedziała Agata, unosząc rękę w pożegnalnym geście. – Miłego lotu.

– Zaczekaj. – Sławek ponownie otoczył ją ramionami. – Nie myśl, że zapomniałem. Co powiesz na wypad w góry między świętami a sylwkiem? Ukryjemy się w małej chatce, napalimy w kominku i wyłączymy telefony aż do Nowego Roku.

Czytał w jej myślach, bez dwóch zdań.

– Brzmi dobrze – powiedziała Górska, czując radość wypełniającą każdą komórkę jej organizmu. – Nawet lepiej niż dobrze. – Zarzuciła Tomczykowi ręce na szyję i na chwilę przylgnęła do niego całym ciałem. – Idę, bo Kalicki już coraz bliżej. – Zmrużyła oczy w uśmiechu. – Nie pozabijajcie się tam.

Dochodząc do wyjścia, Agata zerknęła kątem oka w stronę bramek, ale policjanci już zniknęli z jej pola widzenia. Poszła więc na parking, nucąc pod nosem Last Christmas, wsiadła do służbowego mondeo i skierowała się w stronę centrum.

 

* * *

 

Oparty o ścianę, z jedną ręką wciśniętą do kieszeni kurtki, małymi łykami popijał kawę z papierowego kubka i obserwował Górską. Robił to od kilku tygodni, od chwili, gdy zobaczył ją w jednym z centrów handlowych. Widok policjantki tak go zelektryzował, że z trudem powstrzymał głośne przekleństwo. Wszedł za nią do sklepu i czekał z zaciśniętymi zębami, aż wybierze coś ze świątecznej tandety, pod którą już od początku grudnia uginały się półki. Później podążył jej śladem i niebawem pogratulował sobie cierpliwości i spokoju; to, co zobaczył, wynagrodziło mu wszystkie doznane krzywdy. Dalsza obserwacja przyniosła nowe dane, dlatego teraz wiedział, że policjant, którego Górska żegnała na lotnisku, jest nie tylko jej współpracownikiem, ale także, co można było wywnioskować z ich zachowania, kimś bliskim. Jeszcze nie miał pomysłu, jak wykorzysta tę wiedzę, ale był pewny, że pośpiech nie jest wskazany. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, przekonał się o tym wiele razy i dlatego emocje trzymał na wodzy. Na razie wrzucił do skrzynki pocztowej wiadomość i miał nadzieję, że koperta bez znaczka, zaadresowana na nazwisko policjantki, lada chwila trafi w jej ręce. Żywił przekonanie, że odpowiednie słowa przekazane tradycyjną drogą wzbudzą większy niepokój niż informacja wysłana drogą elektroniczną. Wkładając do skrytki papierowy list, dawał znać, że jest blisko, że zna jej adres, że może stali obok siebie w sklepie albo minęła go przed wejściem do klatki schodowej. Uradowała go myśl, że dokładnie tak było.

Teraz, kiedy zobaczył, że Górska idzie w jego stronę, leniwym ruchem odwrócił twarz w stronę szyby, zgniótł opróżniony papierowy kubek i wycelował nim do kosza. Gdy policjantka minęła go i wyszła na zewnątrz hali, wolno ruszył za nią w stronę lotniskowego parkingu. Znów poczuł zadowolenie na myśl, że jego auto stoi w pobliżu jej samochodu, a ona nie ma o tym pojęcia.

 

* * *

 

Teren przed wejściem do centrum handlowego oszałamiał bogactwem dekoracji. Korony pobliskich drzew, pełne świetlnych punktów, przywodziły na myśl rozgwieżdżony nieboskłon, kilkumetrowa choinka mieniła się złotem i czerwienią, z głośnika umieszczonego nad obrotowymi drzwiami płynęły tony Let it Snow, a w powietrzu tańczyły drobne płatki śniegu. Baśniową scenerię uzupełniał siedzący w saniach święty mikołaj, który co pewien czas potrząsał dzwonkami i wołał do oszołomionych przedświąteczną atmosferą, zmierzających ku wejściu ludzi:

– Ho, ho, ho!

Kinga Tomczyk, z uśmiechem na ustach, przez kilka minut obserwowała postać odzianą w czerwony strój, a następnie dała się ponieść fali klientów, przybyłych w poszukiwaniu gwiazdkowych podarków i gotowych bez wahania uszczuplić zawartość swoich portfeli. Ruszyła główną aleją w stronę ronda z fontanną, po drodze zerkając na pełne blasku i kolorów, udekorowane witryny sklepowe. Świadomie przyszła na spotkanie z Dawidem prawie godzinę wcześniej; po pierwsze chciała nasycić się tą szczególną atmosferą, na którą czekała przez cały rok, a po drugie – wybrać prezenty gwiazdkowe dla bliskich.

Zewsząd dochodziły dźwięki świątecznych melodii, a w powietrzu unosił się zapach cytrusów i korzennych przypraw. Kinga wciągnęła w nozdrza kuszącą woń, nabierając ochoty na skosztowanie kawałka piernika oblanego gęstą, ciemną czekoladą, najlepiej z dodatkiem kandyzowanej skórki pomarańczowej. Przełknęła napływającą do ust ślinę i przyspieszyła kroku. Postanowiła najpierw zajrzeć do księgarni i wybrać coś dla Agaty i Sławka, a później odwiedzić swój ulubiony sklep z ceramiką i produktami wyposażenia wnętrz, gdzie miała zamiar kupić prezenty dla rodziców i sióstr. Po zakupach czekały ją miłe chwile z Dawidem.

 

* * *

 

– Zimnych dni będzie w tym roku więcej niż w ostatnich latach – prognozowała radiowa pogodynka. – Od początku listopada niemal w całej Europie odnotowano spadek temperatury i pojawienie się fali chłodów, a to zwiastuje wystąpienie ostrzejszej zimy.

Jakby dla potwierdzenia, w światłach samochodowych reflektorów zawirowały płatki śniegu.

– Czy to znaczy, że czekają nas białe święta? – spytał radosnym tonem prezenter. – Będzie śnieg?

– Będzie śnieg i lekki mróz – obiecała pogodynka.

– Zatem, drodzy słuchacze, trzymajmy za to kciuki, ponieważ wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia – powiedział spiker nabrzmiałym emocjami głosem. – Wszystkich nas ogarnęła świąteczna gorączka, na ulicach i w sklepowych witrynach zachwycające dekoracje, trwa zakupowe szaleństwo, więc…

Górska włączyła wycieraczki i zmieniła stację radiową. Wnętrze samochodu wypełnił śpiew Kasi Kowalskiej:

 

W blasku świec cały dom

Obok mnie pusto wciąż

Czegoś jest żal, kiedy zbliża się noc

Choć ciebie brak

Chcę dziś poczuć magię tych świąt[1].

 

Agata pomyślała o najmłodszej siostrze Tomczyka, Kindze, która rok temu, nie rozstając się ze słuchawkami, nieprzerwanie nuciła piosenki polskiej wokalistki. Na skrzyżowaniu Żwirki i Wigury z 1 Sierpnia światło zmieniło się na czerwone, więc Górska zahamowała i wybrała numer telefonu.

– Cześć, Kinga, co powiesz na małe przedświąteczne zakupy? – rzuciła propozycję, z góry znając odpowiedź.

– Właśnie jestem w centrum handlowym, ale z tobą spotkam się zawsze i wszędzie – zapewniła osiemnastolatka, która przylgnęła do Agaty niemal od początku ich znajomości.

– Co prawda mam już dla ciebie prezent gwiazdkowy od Sławka i ode mnie, w końcu jakaś niespodzianka musi być. – Górska pomyślała o śnieżnej kuli, którą kupiła kilka tygodni wcześniej, po ostatnim spotkaniu z Kingą. Szaleństwo zakupowe trwało już na całego, pojawiły się stoiska z typowo świątecznymi ozdobami i w jednym z punktów siostra Sławka zauważyła śnieżną kulę ze scenką rodzajową i pozytywką. Po nakręceniu mechanizmu grała melodia, a w szklanej bańce wirowały płatki białego puchu. Kinga tak długo wpatrywała się w ozdobę roziskrzonym wzrokiem, że później Agata zostawiła dziewczynę na kilka minut w cukierni i wróciła, żeby kupić jej kulę na prezent. – Co nam jednak szkodzi pobiegać trochę po sklepach, a później wypić gorącą czekoladę? – dodała.

– Super! W sobotę?

– W sobotę – potwierdziła Górska. – O której ci pasuje?

– Spotkajmy się późnym południem – zaproponowała Kinga. – Nie masz pojęcia, jakie cuda są przed wejściem, a najlepiej je widać, jak jest ciemno.

– Dobrze. – Światło zmieniło się na zielone. Policjantka nacisnęła sprzęgło i przesunęła dźwignię biegu. – Zadzwonię w sobotę rano i dogadamy konkrety.

Agata zakończyła połączenie i ruszyła dalej Żwirki i Wigury. Jadąc, wróciła myślami do nocy sylwestrowej sprzed dwóch lat, podczas której poznała Kingę. Nastolatka, obecnie uczennica ostatniej klasy liceum, jeszcze nie tak dawno, uporczywie szukając miłości życia, nawiązywała relacje z osobnikami, którzy kompletnie nie zasługiwali na jej zaufanie. Po kolejnej przygodzie, która zaowocowała najpierw próbą gwałtu, a później wpisaniem Kingi na listę świadków w sprawie zabójstwa, dziewczyna stała się ostrożniejsza w swoich wyborach i czujna do tego stopnia, że czasem prosiła brata lub Agatę o sprawdzenie nowo poznanej osoby w bazie policyjnej. Kinga wybrała też Górską na powiernicę swoich sekretów i zwierzała się jej częściej niż członkom własnej rodziny.

Policjantka, wciąż rozmyślając o siostrze Sławka, skręciła w Racławicką, a później przecięła Wołoską. Niebawem zaparkowała przed blokiem na Odyńca i spojrzała w ciemne okna na pierwszym piętrze. Miesiąc temu przeprowadziła się do Tomczyka. Decyzja była poprzedzona długim namysłem, trudnymi rozmowami i perypetiami osobistymi, które towarzyszyły ich ostatniemu wspólnie prowadzonemu śledztwu. To Sławek zaproponował zrobienie kolejnego kroku, a ona na początku spanikowała. Bała się utraty niezależności i przestrzeni, a także była zdania, że wspólna praca i wspólne mieszkanie prędzej czy później doprowadzą do rozpadu związku. Obydwoje, w sekrecie przed drugą osobą, złożyli wnioski o przeniesienie; zanim jednak szef podjął jakąkolwiek decyzję, Franek Osa, dawny kolega z wydziału, w którym kiedyś pracowała Agata, zaproponował jej dołączenie do zespołu, który został stworzony na potrzeby nowego śledztwa.

Współpraca Górskiej z Tomczykiem polegająca na wykrywaniu sprawców zabójstw, a także zdarzenia w życiu osobistym, które pozwoliły jej uporać się z traumatyczną przeszłością, spowodowały, że policjantka czuła się silna wewnętrznie i gotowa, by wrócić na stare śmieci i na nowo podjąć działania zmierzające do ujęcia tych, którzy byli zdania, że drugi człowiek jest towarem na sprzedaż i przedmiotem do sprawiania przyjemności. Agata nie miała nic przeciwko ofercie Franka, ale Wolski jeszcze nie wyraził zgody na przeniesienie.

– Jest robota, Tomczyk i Kalicki jadą na szkolenie, potrzebuję ludzi – powiedział, gdy policjantka złożyła oficjalne podanie. – Zobaczymy po Nowym Roku, a na razie pracujesz z Chudeckim.

Mijając zawieszone na ścianie skrzynki pocztowe, Górska zajrzała do środka i zauważyła biel koperty. Wyjęła przesyłkę razem z plikiem ulotek, a następnie wbiegła na pierwsze piętro, otworzyła drzwi i zapaliła światło w przedpokoju. Borys wyszedł jej na spotkanie, co znaczyło, że przywykł już do zmiany w swoim kocim życiu i przestał się kryć w zakamarkach. Na szczęście w niedalekiej przeszłości Tomczyk kilka razy zabierał go do siebie, więc kąty nowego domu nie były zwierzęciu zupełnie obce.

– Co tam, kotku? – Agata położyła klucze na szafce i wzięła Borysa na ręce. – Sprawdźmy, czy mamy coś do jedzenia.

Ze zwierzakiem w ramionach zlustrowała zawartość lodówki, a następnie napełniła kocią miskę. Po długim, rozgrzewającym prysznicu zrobiła kolację również dla siebie i usiadła przed telewizorem. Żując kawałek pieczywa, podciągnęła nogi, a pod plecy podłożyła poduszkę. W tym momencie Borys, który po jedzeniu zniknął z pola widzenia, głośnym miauczeniem ujawnił swoją obecność, wskoczył na kanapę i zaanektował drugą poduszkę.

– Co chciałbyś obejrzeć? – spytała Górska, zmieniając kanały. – Może zrobimy sobie wieczór filmowy, co ty na to?

 

* * *

 

Dawid czekał w ogródku kawiarni usytuowanej w pobliżu fontanny. Na widok Kingi z uśmiechem poderwał się od stolika, pocałował ją i wziął z rąk dziewczyny kurtkę.

– Pięknie wyglądasz – powiedział, gdy usiedli, i delikatnym ruchem odsunął ciemne pasmo z jej policzka. – Z tymi długimi włosami i rumieńcami kojarzysz mi się z Królewną Śnieżką. – Przytrzymał palcami jej podbródek. – Jesteś cudowna – wyszeptał tuż przy dziewczęcych ustach i dotknął ich swoimi wargami. – Nie wiem, jak mogłem żyć, gdy cię nie znałem.

– No co ty? – bąknęła Kinga, trochę zawstydzona jego wywołującym dreszcz spojrzeniem, ale jej serce zalała fala szczęścia.

– Czego się napijesz? – Dawid wreszcie oderwał wzrok od jej twarzy i zerknął przez ramię w poszukiwaniu kelnerki.

– Poproszę herbatę – odpowiedziała dziewczyna i wciągnęła powietrze do płuc.

– A co do herbaty? Jakieś ciacho?

Kinga znów głęboko odetchnęła.

– To może piernik, jeśli jest.

– Na pewno. Idą święta, piernik to obowiązkowa pozycja wśród ciast.

Poznali się kilka miesięcy wcześniej, pod koniec sierpnia, w klubie, w którym Kinga i jej przyjaciółka Dominika żegnały tamtego wieczoru ostatnie uczniowskie wakacje. Dawid siedział przy barze i spoglądał w ich stronę od czasu do czasu, a później zaprosił Kingę na parkiet, gdy zabrzmiały tony romantycznej melodii. Wyglądał na kilka lat starszego od niej, co potwierdził, gdy zaczęli rozmawiać podczas następnego tańca. Kołysząc ją w swoich ramionach, w rytmie One Moment in Time, powiedział, że studiuje zaocznie i jednocześnie pracuje w korporacji. Nie jest mu łatwo, więc niekiedy przychodzi tu, żeby się zrelaksować. W rewanżu Kinga wyznała, że od września zaczyna naukę w klasie maturalnej, a gdy wychodziła z klubu, Dawid zaproponował, by wymienili numery telefonów.

Dziewczyna nie wierzyła, że nowy znajomy zadzwoni, a jednak kilka dni później usłyszała jego głos w słuchawce. Zaproponował spotkanie nad Wisłą i znajomość, ku obopólnemu, jak sądziła Kinga, zadowoleniu zaczęła nabierać tempa. Dawid pochodził z małej miejscowości na Mazowszu. W domu się nie przelewało, więc on i jego rodzeństwo musieli jak najprędzej osiągnąć samodzielność i zarabiać na swoje utrzymanie. Starsza siostra miała więcej szczęścia niż brat. Na drugim roku studiów poznała Austriaka, wyszła za niego za mąż i zamieszkała w Wiedniu. Dawid zaś po skończeniu szkoły średniej przyjechał do Warszawy i znalazł pracę w korporacji, na początku w charakterze przynieś-podaj-pozamiataj. Bez mrugnięcia okiem wykonywał nawet najdziwniejsze polecenia, w międzyczasie zaś poznawał ludzi w firmie. Dość szybko uświadomił sobie, z kim i na jaki temat warto rozmawiać, i gdy podjął studia zaoczne na wydziale finansów i bankowości, rozpoczął starania o przeniesienie na stanowisko, na którym mógłby zacząć zdobywać doświadczenie w branży. W taki sposób został asystentem szefa działu.

Kindze zaimponowały jego wytrwałość i siła woli. Doceniała też to, że jest uprzejmy, dobrze wychowany, nosi ładne ubrania, pachnie przyjemnie, dba o nią i uważnie jej słucha. W dobie zapatrzonych w siebie lub w smartfon młodych mężczyzn Dawid był na wagę złota. Z biegiem czasu pojawiła się między nimi bliskość, a w jej następstwie czułe gesty, przytulenia i pocałunki. Pewnego wieczoru Dawid, odwożąc Kingę samochodem po spotkaniu, zaparkował w ciemnym zaułku i obsypał ją śmiałymi pieszczotami. Wtedy dziewczyna, rozpływając się pod dotykiem jego rąk i ust, wyznała, trochę zawstydzona, że jeszcze nie ma na tym polu znaczących doświadczeń.

– Chcesz powiedzieć, że nigdy tego nie robiłaś? – spytał.

– Nie trafiłam jeszcze na właściwego faceta – odparła. – Aż do teraz – dodała po chwili.

Chłopak się cofnął, a ona pomyślała, że jest rozczarowany jej brakiem obeznania w sprawach damsko-męskich. Po chwili zrozumiała, że była w błędzie. Gdy wygładziła spódnicę na kolanach i pochyliła głowę, by zapiąć guziki bluzki, usłyszała jego, nabrzmiały czułością, głos:

– Kochanie, to cudownie!

Spojrzała na niego, zdezorientowana.

– Naprawdę? – spytała. – Nie jesteś zawiedziony?

– Ależ skąd! – zapewnił. – To takie… – Wyglądał, jakby szukał właściwego sformułowania. – Takie wzruszające. I z tego powodu nie mogę się zgodzić, żeby twój pierwszy raz odbył się byle jak, na siedzeniu w samochodzie – oświadczył. – Chcę również, żebyś była gotowa i stuprocentowo pewna.

Teraz, patrząc na Dawida popijającego kawę przy kawiarnianym stoliku, Kinga, upojona przedświąteczną atmosferą, poczuła wzbierającą w niej falę emocji i zdała sobie sprawę, że jest zakochana po uszy. Utwierdziła się w tym przekonaniu, gdy Dawid rzucił jej uwodzicielskie spojrzenie, jedno z tych, które dawały jej do zrozumienia, że jest dla niego jedyną dziewczyną na ziemi. Kinga postanowiła, że powie mu o swoich uczuciach i w ten sposób zachęci go do wyznania wzajemności. Przełknęła kawałek pełnego aromatycznych przypraw piernika, popiła herbatą i nabrała powietrza do płuc. Zanim jednak powiedziała słowo, z głośnika popłynął lekko zachrypnięty głos Mariah Carey:

 

I don’t want a lot for Christmas

There’s just one thing I need…[2]

 

– Uwielbiam tę piosenkę. – Kinga poruszyła się na krześle, wykonując kilka tanecznych ruchów.

– Ja też. I mam dla ciebie niespodziankę – oświadczył Dawid, odstawiając filiżankę z kawą na spodek. – Chciałabyś zobaczyć jarmark bożonarodzeniowy w Wiedniu?

– Ale jak to? – Kinga rozchyliła wargi ze zdumienia. – To znaczy oczywiście, chciałabym, pewnie! Może kiedyś.

 

I just want you for my own

More than you could ever know…

 

– Może nie będziesz musiała czekać na bliżej nieokreślone „kiedyś” – powiedział ze śmiechem. – Rozmawiałem z kolegą i jego dziewczyną, oni też chcą pobuszować między straganami, mamy zatem świetną okazję. Moglibyśmy zabrać się jednym samochodem, więc i koszty byłyby znacznie mniejsze.

– Ale…

– Wszystko przemyślałem, a o forsę nie musisz się kłopotać – zapewnił Dawid. – Chcę ci zrobić prezent, w końcu pracuję i zarabiam. Pojechalibyśmy po południu, przekimamy gdzieś po stronie polskiej, a wczesnym rankiem ruszymy dalej i przed południem będziemy na miejscu. Dzwoniłem już do siostry, możemy się u niej zatrzymać na jedną noc, a kolejnego dnia wrócimy. – Położył rękę na dłoni Kingi. – Co ty na to? – Posłał jej rozpromienione spojrzenie, pod którym topniała niczym rozgrzany słońcem śnieg.

– Nie wiem, czy mnie rodzice puszczą – powiedziała i pomyślała o matce, która była zdania, że współczesny świat obfituje w wiele zagrożeń, których kiedyś próżno by szukać, i z tego powodu wciąż próbowała trzymać najmłodszą córkę pod kloszem.

– Jesteś pełnoletnia, nie potrzebujesz zgody mamy i taty. – Dawid delikatnie uścisnął palce Kingi i posłał jej proszące spojrzenie małego psa.

– Fakt, ale nie chcę, żeby się martwili. – Parsknęła śmiechem. – Nie patrz tak na mnie, bo mi serce pęknie, taki los najmłodszej córki. Kiedy ten wyjazd?

– W sobotę wczesnym popołudniem – odpowiedział Dawid. – W poniedziałek pod wieczór będziemy z powrotem, więc jeszcze zdążysz ulepić pierogi na wigilię. – Mrugnął do niej, rozbawiony. – Będzie cudownie, zobaczysz – dodał. – Następna okazja dopiero za rok.

– Wiem, wiem. Pogadam z rodzicami – obiecała Kinga. – W końcu jarmark bożonarodzeniowy to wyjątkowa sytuacja.

– No właśnie. – Dawid, nie wypuszczając jej dłoni, pochylił się w stronę dziewczyny, spojrzał jej głęboko w oczy i zanucił razem z wokalistką:

– Make my wish come true / All I want for Christmas / Is you…

– You baby – dokończyła Kinga, czując wszechogarniające szczęście.

 

 

 

[1] Kasia Kowalska, Magia tych świąt.

[2] Tu i dalej: All I Want for Christmas is You, tekst Mariah Carey i Walter Afanasieff.

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 2

 

 

Zakątek madame Reginy mieścił się w połączonych ze sobą drewnianymi schodami dwóch mieszkaniach w kamienicy na ulicy Brzozowej. Nie był to zwykły burdel, dom publiczny, ani nawet agencja towarzyska, co podkreślała przy każdej okazji właścicielka przybytku, jeśli tylko ktoś w jej obecności ważył się na takie określenia. Na parterze w obszernym pomieszczeniu urządzono kameralny bar z wygodnymi kanapami i niskimi stolikami, a jeśli gość miał ochotę na uciechę cielesną, wybrana dziewczyna prowadziła go przez salon do pokoju w drugiej części mieszkania lub zapraszała do jednego z pokoi na piętrze. Żeby pracować u madame Reginy, nie wystarczyło być sprawną i chętną w swoim fachu, należało również ładnie się wysławiać, znać język angielski, mieć rozeznanie w świecie polityki, kultury i sztuki oraz umieć prowadzić zajmującą rozmowę. W zamian za to madame Regina dawała opiekę i dach nad głową, i nie tolerowała przemocy wobec dziewczyn. Klienci podlegali selekcji, musieli brać prysznic i używać prezerwatyw. Jeśli ktoś próbował łamać zasady wprowadzone przez właścicielkę, płacił za karę podwójną stawkę, a jeśli odmawiał, rosły ochroniarz przemawiał mu do rozumu.

Emma stanęła na szczycie dębowych schodów, które prowadziły do przytulnego salonu na parterze, i spojrzała w kierunku, z którego dochodził do niej szmer rozmowy. Ciepłe światło lamp wydobywało z mroku zimowego popołudnia fragment umeblowania: dwie pluszowe kanapy w kolorze czerwonego wina i okrągły stolik do kawy, przykryty koronkową serwetą, na którym stały dwie, dobrze jej znane, białe filiżanki z delikatnym kwiatowym wzorem i złoconym brzegiem. Emma przeniosła spojrzenie na twarz szefowej, która uśmiechała się do siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny. Nowy klient, stwierdziła, obserwując pijącą kawę parę, stałym bywalcom nie proponowano poczęstunku w salonie. To z jego powodu zostałam wezwana na dół, pomyślała Emma i wychyliła się nieco przez balustradę, żeby dokładniej zlustrować konwersującego z właścicielką Zakątka gościa. Miał ciemne, klasycznie ostrzyżone włosy, ubrany był w marynarkę w kratkę, ciemne spodnie i buty, co do których nie miała wątpliwości, że noszą logo znanej firmy. Znudzony i zamożny czterdziestolatek w delegacji służbowej, doszła do wniosku, a on w tym momencie podniósł filiżankę do ust. Na jego małym palcu błysnął sygnet, którego blask wydobył z pamięci dziewczyny bolesne wspomnienie. Potrząsnęła głową, jakby ten gest mógł sprawić, że obrazy z przeszłości znikną, i zeszła wolno po schodach.

– Przedstawiam panu Emmę – powiedziała Regina.

Mężczyzna odwrócił się i obrzucił sylwetkę przybyłej uważnym spojrzeniem. Potem przeniósł wzrok na twarz i uniósł brwi, zaskoczony. Emmie na jego widok krew odpłynęła do stóp, a przed oczami zaczęły latać czarne punkty. Wyglądał inaczej niż kiedyś, utył z dziesięć kilogramów, miał nabrzmiałą twarz i zakola czołowe, ale to był on. Zerknęła na jego palce z wypielęgnowanymi paznokciami i poczuła napływającą falę mdłości. Zrobiła głęboki wdech i zauważyła, że przybysz wodzi oczami po jej ustach, a później piersiach, szczelnie okrytych usztywnianym, atłasowym stanikiem i dopasowaną do ciała bluzką z czarnej koronki.

– Emmo? – Głos szefowej przywrócił ją do rzeczywistości i sprawił, że drgnęła.

– Tak, oczywiście. – Zmusiła się do profesjonalnego uśmiechu. – Zapraszam pana na górę. – Wiedziała, co należy do jej obowiązków.

Słysząc jego kroki za sobą, miała ochotę odwrócić się i zrzucić go ze schodów. Przez chwilę wyobrażała sobie, jak jego ciało stacza się po stopniach, a z rozbitej głowy wypływa krew.

– Miałem nosa – powiedział, gdy weszli do pokoju, w którym stało szerokie na dwa metry łoże zasłane czerwoną pościelą. – Od początku czułem, że się do tego nadajesz. – Zachichotał. – I proszę, minęło parę lat, a ty zrobiłaś karierę! Zmieniłaś obskurną norę na luksusy u madame Reginy i masz nowy pseudonim. Jak mówili na ciebie poprzednio?

– Nic ci do tego, gadaj, czego chcesz i wynocha, bo mój czas kosztuje – odparła Emma spokojnym głosem, choć w środku kipiała z wściekłości i pragnienia, by widzieć go martwym.

– Proszę, proszę, nigdy nie byłaś taka pyskata, to ci dodaje uroku. – Na ustach mężczyzny igrał złośliwy uśmieszek. – Pamiętasz, jak ci mówiłem, że zawsze i wszędzie cię znajdę, jeśli tylko będę tego chciał? Niepotrzebnie ostatnim razem uciekłaś. – Rozpiął spodnie i pociągnął Emmę za ramię. – Zrób mi laskę – polecił. – Zobaczymy, czego się nauczyłaś od tamtego czasu.

 

* * *

 

Agata obejrzała w telewizji To właśnie miłość[3], hit kinowy, który niezmiennie od lat ją wzruszał. Obraz przedstawiał kilka splatających się ze sobą historii miłosnych, których akcja rozgrywała się w atmosferze nadchodzących świąt Bożego Narodzenia, i stanowił dla Górskiej jedną z żelaznych pozycji, jeśli chodzi o świąteczny repertuar filmowy. Policjantka siedziała przez kilka minut wpatrzona w migający reklamami ekran, dopóki nie zdała sobie sprawy, że jej niedawne zadowolenie ustępuje irytacji. Zmarszczyła czoło i zmieniła kanał na konkurencyjny.

Prywatna stacja telewizyjna PTV rozpoczynała właśnie nadawanie na żywo wywiadu ze zwyciężczynią i realizatorami reality show zatytułowanego Nowe życie, który podczas kilkutygodniowej emisji bił rekordy popularności, pokonując inne tego typu programy rozrywkowe. Kiedy prezenterka w czerwonej czapce mikołaja przystąpiła do przedstawiania gości zebranych w udekorowanym świątecznie studiu, Agata postanowiła posłuchać, na czym polega magia telewizyjnych projektów, które gromadzą przed ekranami kilkumilionową publiczność, chętną, by oglądać odartych z prywatności i doprowadzanych do płaczu uczestników. Ona sama nigdy nie zdobyłaby się na taki krok, nawet jeśli nie pracowałaby w policji. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby powierzać swoje myśli, uczucia i historie z życia wpatrzonemu w nią oku kamery. Dlatego słuchała z rosnącym zdumieniem najpierw wypowiedzi zwyciężczyni, a później reżysera Nowego życia, przyłapując się na refleksji, że nie do końca rozumie przemiany zachodzące we współczesnym świecie. Z osłupienia, w które wpadła pod wpływem kolejnych słów mężczyzny, wyrwał ją dzwonek telefonu.

– Doleciałeś? – spytała, nie patrząc na wyświetlacz.

– To ja, Kinga. – W słuchawce zabrzmiał głos siostry Tomczyka.

– A, cześć, myślałam, że to Sławek. Co tam?

– Nie przeszkadzam?

– Nie. – Górska oderwała wzrok od ekranu. – Mów śmiało. Siedzę jak gapa przed telewizorem i słucham jakichś głupot, których nie pojmuję.

– Bo wiesz… – Kinga urwała. – Dzwonię w sprawie soboty.

– Tak?

– Możemy jednak spotkać się po niedzieli?

– Po niedzieli? – Agata zmarszczyła brwi. – Skąd zmiana w tak krótkim czasie?

– Okazało się, że wyjeżdżam na weekend do Wiednia – bąknęła Kinga.

– Wyjeżdżasz do Wiednia? Tak nagle? – Zdumienie Górskiej rosło w szybkim tempie. – A mogę wiedzieć z kim, jeśli to nie tajemnica? – spytała i po chwili skarciła się w duchu za wypytywanie dziewczyny, która w świetle przepisów była dorosła i miała prawo do swoich planów. – Przepraszam, jestem pracoholiczką, wciąż funkcjonuję w trybie „policjantka”.

– To żaden sekret, tylko… – W głosie osiemnastolatki zabrzmiało wahanie. – Po prostu nie mówiłam ci wcześniej, bo jakoś się nie składało, ale mam kogoś, tym razem już na poważnie, i to z nim jadę, i z jego przyjaciółmi – odparła.

– Rozumiem. – Agata skinęła głową, jakby Kinga mogła ją zobaczyć. – Zapomniałaś, że to w sobotę po południu.

– Nie, to nie tak – odparła siostra Sławka. – Jak dzwoniłaś, szłam na spotkanie z Dawidem… Tak ma na imię mój chłopak. No i siedzieliśmy w kawiarni i on mi zaproponował wyjazd. Trochę na wariata, ale zgadał się ze znajomymi, że też mają plany i… W grupie taniej i raźniej.

– Okej, Kinga, nie ma sprawy, spotkamy się po weekendzie.

– W sumie to chciałabym z tobą pogadać przed wyjazdem, tylko nie wiem kiedy. Bo jest jeszcze coś… Może znalazłabyś chwilę jutro w ciągu dnia? W piątki mam tylko pięć lekcji, zerwałabym się z wuefu i mogłybyśmy zjeść zupę w tym twoim barku U Mamusi.

– Hej, mała, masz jakiś problem?

– Nie – roześmiała się dziewczyna. – A może tak. Zależy, ale to nie jest to, co myślisz, po prostu przyda mi się porada kogoś bardziej doświadczonego.

– Dobrze, zadzwoń do mnie jutro od razu po lekcjach – zaproponowała Agata. – Pójdziemy na obiad i pogadamy.

– Okej. – W głosie nastolatki zabrzmiała radość. – Bardzo się cieszę.

– Kinga, na pewno wszystko w porządku?

– Tak, tak, to tylko takie babskie sprawy – zapewniła. – Jutro wszystko ci opowiem.

– W porządku. To do jutra, pa!

Górska odłożyła telefon, spojrzała na ekran telewizora. Właśnie zakończono nadawanie serii reklam i jej oczom ponownie ukazało się wnętrze studia, w którym gościli twórcy reality show.

 

* * *

 

Ryszard Urbaniak, reżyser Nowego życia, był w swoim żywiole. Z godną podziwu pewnością siebie wkroczył na scenę telewizyjnej rozrywki, pokonał konkurentów i zamierzał sięgnąć po więcej. Popularność jego programu stanowiła początek niekończącego się pasma sukcesów, co do tego nie miał wątpliwości. Podczas bloku reklamowego mężczyzna słuchał oczarowanej nim gospodyni talk show, a gdy kobieta wyrzucała z siebie z prędkością karabinu słowa zachwytu dla jego znajomości potrzeb współczesnego widza, obserwował kołyszący się przy każdym ruchu ciała pompon jej mikołajowej czapki. W pewnym momencie oczami wyobraźni zobaczył prezenterkę ubraną wyłącznie w to śmieszne nakrycie głowy i ujeżdżającą go niczym renifera. Pobudzony przywołanym obrazem pomyślał, że przy takiej okazji może dałby sobie nałożyć opaskę z rogami, taką samą, jaką niedawno widział we włosach sklepowej ekspedientki.

Blok reklamowy dobiegł końca i gościom w studiu polecono wrócić na miejsca. Urbaniak usiadł na kanapie i popatrzył na prezenterkę, która na dany sygnał ponownie przywitała widownię zgromadzoną przed telewizorami i zadała reżyserowi następne pytanie:

– Co sprawiło, że Nowe życie odniosło tak spektakularny sukces?

Urbaniak wciągnął powietrze do płuc i spojrzał prosto w oko kamery.

– Widzowie polskiej telewizji mieli okazję oglądać w programach typu reality show różne zjawiska, między innymi pijackie awantury, seks w wannie, jedzenie obrzydliwych rzeczy, rozebrane do naga przyszłe modelki i przekleństwa ordynarnych kandydatek na damy – powiedział. – Ale ludzie, którzy brali udział w tych produkcjach, dawali się mniej lub bardziej lubić i można było wpasować ich w jakieś ramy. My postanowiliśmy pójść o krok dalej i zaprosić do udziału zupełnie inne osoby: ludzi skonfliktowanych z prawem, byłych narkomanów, panny lekkich obyczajów. – Uśmiechnął się do kamery. – Ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa.

– Pomysł kontrowersyjny, przyznaję – powiedziała prowadząca talk show. – Czy trudno było przekonać inwestora?

Urbaniak nie musiał zbyt długo namawiać właściciela stacji, bowiem nikt o zdrowych zmysłach nie mógł przejść obojętnie wobec perspektywy zaserwowania widzom dawki szoku w postaci uczestników o popapranych życiorysach. Jarosław Piotrowski, prezes PTV, zgodził się wysupłać pieniądze i sfinansować kontrowersyjny projekt, a gdy Urbaniak roztoczył przed nim wizję umiejętnie podgrzewanej w mediach społecznościowych walki między kołtuństwem, które będzie niszczyć graczy, a tymi, którzy chcieli uchodzić za empatycznych i pełnych zrozumienia, więc będą ich bronić, Piotrowski był wniebowzięty i zlecił przygotowanie spotów reklamowych o odpowiednio chwytliwej treści. Już podczas trwania castingów zaczęli się zgłaszać reklamodawcy, a po pierwszym odcinku na żywo pieniądze płynęły wartkim strumieniem. Uruchomiona przed emisją Nowego życia strona na Facebooku przeżywała oblężenie jakich mało. Internauci lajkowali, komentowali, udostępniali zdjęcia i wpisy, kłócili się i wyzywali. Urbaniak miał to, na co liczył: szok, oburzenie, zgorszenie, słowem obyczajową burzę, która przynosiła oglądalność i pieniądze.

Ryszard nie mógł jednak tego wszystkiego powiedzieć właścicielce płonących ciekawością oczu, nie mógł też narazić się telewidzom, zwłaszcza że stacja miała już w planach nabór uczestników do drugiej edycji. Powiedział więc tylko kilka pochlebnych zdań na temat otwartego na nowe doświadczenia właściciela PTV, a gospodyni talk show na szczęście to wystarczyło.

 

* * *

 

Tego wieczoru Emma już nie przyjmowała klientów. Dziewczyny madame Reginy miały do tego prawo, gdy dostały okres, i raz w tygodniu bez powodu. Jednak wtedy musiały spędzać czas przy barze, zabawiać klientów rozmową i zachęcać ich do kupowania kosztownych drinków. Dostawały od barmana kolorowe koktajle z minimalną dawką alkoholu, żeby mogły w pełni kontrolować sytuację i pilnować, by klient miał co pić. Dbały, żeby zostawił w kasie jak najwięcej pieniędzy, ponieważ od tej kwoty dziewczyna dostawała swój procent.

Emma, ubrana w czarną sukienkę przybraną beżową koronką, zeszła po schodach, minęła salon i zatrzymała się w progu baru. W pomieszczeniu panował półmrok, na przystrojonej w staroświeckim stylu choince migotały lampki, a na jednej z kanap koleżanka, sącząc drinka przez słomkę, słuchała z uwagą opowieści klienta. Zbliżały się święta i mężczyźni spędzali więcej czasu ze swoim bliskimi; pomagali żonom w robieniu zakupów, wybierali prezenty dla dzieci. Inni siedzieli dłużej w pracy, robiąc podsumowania, zestawienia i bilanse. Emma wiedziała, że przyjdą po świętach, znużeni kilkudniowym biesiadowaniem przy stole, żeby nie tylko zaspokoić ich fizycznie, ale również wysłuchać, przytulić i powiedzieć im, jacy są wspaniali. Niektórzy, ci najbardziej zaprzyjaźnieni, przynosili wtedy prezenty, zwykle biżuterię lub bieliznę. Byli też tacy, którzy żywili przekonanie, że Emma jest w nich zakochana.

Wielu mężczyzn nie miało ochoty inwestować czasu i energii w pielęgnowanie swojego związku. Jedni uważali, że ich żony lub partnerki nie wiedzą, czego chcą, albo mają wygórowane oczekiwania, inni twierdzili, że kobiety chcą nimi rządzić, przyznając sobie prawo do decydowania nie tylko o tym, czy chcą się z nimi kochać, ale też kiedy i w jaki sposób. Ci mężczyźni woleli zapłacić za seks z dziewczyną, która bez słowa wypełniała ich żądania, i nie zawracali sobie głowy myśleniem o tym, jakie koleje losu sprowadziły ją na ścieżkę prostytucji.

Emma usiadła na stołku przy barze, poprosiła o dżin z tonikiem i zerknęła na migoczący ekran telewizora. Nadawali rozmowę z reżyserem reality show, programu, którego pierwsza edycja zawładnęła uwagą kilkumilionowej widowni.

– Byłem ciekaw reakcji odbiorców oraz tego, który z uczestników zdobędzie przychylność widzów. Chciałem pokazać, że tacy ludzie też istnieją: nieudacznicy życiowi, pokiereszowani przez los, spychani na margines. I że oni także zasługują na drugą szansę – powiedział Ryszard Urbaniak, patrząc na prowadzącą wywiad.

Emma, na widok jego zadowolonej twarzy, z trudem przełknęła łyk napoju o delikatnym aromacie jałowca i lekko gorzkim smaku.

– Nie wierzę – szepnęła do siebie.

Wyjęła ze stojaka łyżeczkę o długim trzonku i przycisnęła do dna szklanki pływający na powierzchni plaster limonki. Zamieszała i upiła kolejny łyk alkoholowego koktajlu. Pomyślała, że życie wciąż funduje jej niespodzianki, z którymi musi umieć sobie radzić, a świat nigdy nie przestanie jej zaskakiwać. Stwierdziła również z uczuciem goryczy w sercu, że niektórzy źli ludzie chyba urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą, skoro podłe uczynki uchodzą im bezkarnie.

Obok Urbaniaka siedziało troje jurorów i młoda kobieta, która wygrała w programie główną nagrodę. Z informacji wyświetlonej na pasku wynikało, że uczestniczka nazywa się Maja Krzycka, o czym Emma od dawna wiedziała, jednak dane osobowe w dalszym ciągu nic jej nie mówiły. Podczas emisji poszczególnych odcinków próbowała umiejscowić twarz obecnej zwyciężczyni w jakimś kontekście, ale bez efektu. Dziewczyna radziła sobie dobrze z zadaniami przydzielanymi przez jurorów i najwyraźniej zdobyła również przychylność publiczności, ponieważ, mimo dwukrotnego zagrożenia, nie tylko nie odeszła z programu, ale go w końcu wygrała. Emma też polubiła Maję i kibicowała jej podczas każdego odcinka na żywo, chociaż nie rozumiała, jaki jest powód jej sympatii wobec uczestniczki Nowego życia, która teraz siedziała w studiu obok jurorów reality show oraz reżysera, zapowiadającego właśnie rychły nabór do drugiej edycji programu.

Emma zamieniła kilka słów z barmanem, a później znów zerknęła w stronę monitora, akurat w chwili, gdy wyświetlono napisy końcowe. Kamera oddaliła się od prowadzącej i jej gości, którzy opuścili przypisane im miejsca i zaczęli ze sobą rozmawiać. Obserwując postacie, Emma mogła liczyć jedynie na mowę ciała, bowiem głośna muzyka zagłuszała wypowiadane słowa. Dziewczyna skupiła wzrok na zwyciężczyni programu, wiedząc, że odpowiedź na pytanie jest tuż, tuż, za ostatnią zasłoną. Niespodziewanie ręka, w której trzymała szklankę, zadrżała, a ona sama poczuła, że ma dreszcze. Kilkoma łykami dopiła drinka i postawiła przed barmanem puste szkło.

– Tylko tym razem trochę więcej dżinu – poprosiła.

– Jesteś pewna? – spytał mężczyzna, rzucając szybkie spojrzenie w stronę szefowej.

– Tak, dam radę. Za godzinę zamykamy, będę pić wolno – przyrzekła, ale miała nadzieję, że tego wieczoru nie będzie musiała nikogo zabawiać, ponieważ bardzo chciała się znieczulić, a alkohol był dobrym środkiem przeciwbólowym.

 

* * *

 

– Uczestnicy naszego programu wiedli burzliwe, często nieciekawe życie, zmuszani okolicznościami do robienia czegoś, z czego nie są dziś dumni, czego się wstydzą – wyjaśnił reżyser, Ryszard Urbaniak. – Wielokrotnie próbowali zmienić swój los, ale mieli pecha, który nieustannie ich prześladował. My postanowiliśmy dać im szansę zawalczenia o zmianę, o nowe życie, i wybraliśmy tych, których historie najbardziej nas poruszyły – dodał i rozłożył ręce na znak, że to wszystko, co ma do powiedzenia.

Program dobiegł końca, więc Agata, czując senność, wyłączyła odbiornik i spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta trzecia dziesięć, Tomczyk powinien być już dawno w hotelu, pomyślała. Borys przeciągnął się i oparł łapę o jej stopę. Górska delikatnie odczepiła koci pazur od swojej skarpetki i sięgnęła po telefon. W skrzynce odbiorczej czekał SMS: „Doleciałem. Kalicki wciąż żyje ;-)”.

Policjantka uśmiechnęła się do siebie. Wzięła na ręce kota i zaniosła go do sypialni, a później wróciła do salonu, żeby sprzątnąć naczynia po posiłku. Gdy szła z powrotem z zamiarem udania się na spoczynek, potrąciła plik ulotek, który zostawiła wcześniej w przedpokoju. Kolorowe, cienkie kartki zawirowały w powietrzu, a oczom Agaty ukazała się leżąca pod nimi biała koperta bez znaczka, zaadresowana na jej nazwisko. Policjantka zmarszczyła brwi. Nikogo jeszcze nie informowała o zmianie adresu. Obejrzała przesyłkę w poszukiwaniu nadawcy, a później otworzyła ją i wyjęła złożoną kartkę formatu A4. Wewnątrz było jedno wydrukowane zdanie:

 

Kup nową sukienkę, żebyś ładnie wyglądała w trumnie, suko!

 

* * *