Cenniejsze od pieniędzy - Maggie Cox - ebook
Opis

Drake Ashton jest znanym na świecie architektem. Ma wszystko, o czym mężczyzna może zamarzyć, wciąż jednak dręczą go złe wspomnienia z przeszłości. Chce zburzyć osiedle, w którym się dorastał, żeby zapomnieć o trudnym dzieciństwie. Jego plany krzyżuje piękna Layla, która kocha to miejsce…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maggie Cox

Cenniejsze od pieniędzy

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– No i jak pan to widzi, panie Ashton?

Z pozoru niewinne pytanie szofera było dla niego niczym pchnięcie nożem. W jego rodzinnym mieście nic się przez te lata nie zmieniło. Pozostało tak samo ponure i nieciekawe, jak je zapamiętał.

Zewsząd otaczały go pozbawione jakiejkolwiek oryginalności zabudowania i patrząc na nie, odczuwał jedynie niesmak. Czyżby rzeczywiście był niespełna rozumu, skoro pomyślał, że mógłby tchnąć w to miasto nowe życie? Jego firma, zatrudniająca wielu znanych architektów, przyjęła od rządu zlecenie na stworzenie tu atrakcyjnych osiedli, które przyciągnęłyby nowych mieszkańców.

Drake pomyślał, że kiedy je przyjmował, musiał ulec chwilowemu zamroczeniu. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby mieszkać w tak beznadziejnym miejscu?

Dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę z tego, że Jimmy wciąż czeka na odpowiedź.

– Obawiam się, że wszystko tu wygląda dokładnie tak, jak to zapamiętałem.

– Rzeczywiście, należałoby tu wiele zmienić – mruknął kierowca, spoglądając ze współczuciem we wsteczne lusterko.

– Tutaj się urodziłeś, Jimmy?

– Nie, wychowałem się w Essex. Moja rodzina nie należała do zamożnych, ale zawsze trzymaliśmy się blisko. Byliśmy razem na dobre i na złe.

Drake żałował, że nie mógł powiedzieć tego samego o swojej rodzinie. Odkąd odeszła jego matka, w domu rzadko było słychać śmiech. Wychował go ojciec, któremu trudno było zarzucić nadmiar ciepła i czułości. Jakiekolwiek prośby ze strony syna wyzwalały w nim napady złości, a czasem wręcz okrucieństwa. Drake szybko nauczył się być samowystarczalny.

Koniec z tymi wspomnieniami!

Pochylił się w stronę fotela kierowcy.

– Zatrzymaj się na końcu ulicy. Zauważyłem tam kawiarnię. Muszę coś zjeść i przejrzeć kilka dokumentów. Zadzwonię po ciebie za kilka godzin.

– Naturalnie, panie Ashton. Zechce pan wziąć ze sobą swoją gazetę?

– Tak, dziękuję.

Zapach kawy był tak kuszący, że Drake energicznie pchnął szklane drzwi i wszedł do środka. Przed laty, kiedy chodził jeszcze do szkoły, w tym budynku mieścił się sklep, w którym ojciec kupował tytoń i prasę. Potem powstał tu minimarket i tutaj właśnie nabywał puszki z piwem…

Wspomnienia z dzieciństwa zaatakowały go tak nagle, że prawie zapomniał, po co tu przyszedł. Popatrzył na apetycznie wyglądające rogaliki, mufinki i croissanty, zdecydowany skupić się na tym, co jest tu i teraz.

Zwykle na śniadanie pił filiżankę czarnej kawy z tostem, ale uznał, że pora to zmienić. Musi zatrudnić gospodynię, która potrafi gotować. Ostatnia, która dla niego pracowała, doskonale sprzątała, ale ugotowanie jajka na twardo przekraczało jej możliwości. Dziś miał ochotę na porządne śniadanie, zwłaszcza w obliczu zadania, które go czekało. Przyjechał, żeby rozejrzeć się po rodzinnym mieście i zastanowić, w jaki sposób mógłby z pomocą innych specjalistów zmienić tę beznadziejną okolicę w coś bardziej atrakcyjnego.

Kiedy zaproponowano mu wzięcie udziału w tym przedsięwzięciu, początkowo chciał odmówić. Ten region kojarzył mu się z dzieciństwem i chętnie by go odwiedził, ale nic ponadto.

Większość prac wykonywał na zlecenie prywatnych inwestorów i powinien był przy tym pozostać. Na tym właśnie się wzbogacił i dzięki tej pracy mógł zapomnieć o swoim dzieciństwie i młodości. Po namyśle jednak zdecydował się przyjąć to zlecenie. Miało ono być swoistego rodzaju katharsis, rozliczeniem z bolesną przeszłością. Zamierzał zburzyć dom, w którym się wychował, i na jego miejsce postawić coś pięknego.

Wprawdzie ojciec dawno już nie żył, ale dzięki temu Drake miałby wrażenie, że choć w symboliczny sposób, ale jednak uwalnia się spod jego kontroli.

Mógł sobie wyobrazić, jak staje przed nim i mówi: „Niezależnie od tego, co zrobiłeś mi, kiedy byłem dzieckiem, teraz uwolniłem się od ciebie. Nie będziesz już mi mówił, co mam robić. Zamierzam rozwalić ten dom i na jego miejscu wznieść coś, co pozostanie tu po mnie na przyszłość i dzięki czemu świat stanie się może odrobinę piękniejszy”.

Nikt nie będzie mógł mu zarzuć tchórzostwa i tego, że bał się stawić czoło demonom z przeszłości. Zamierzał podejść do tego projektu tak samo, jak do każdego innego zlecenia, oddzielając sprawy osobiste od pracy.

Do tej pory uważał, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z traumą dzieciństwa jest spychanie niemiłych wspomnień w najgłębsze zakamarki duszy i udawanie, że się ich nie pamięta. Nie zawsze mu to wychodziło, ale przynajmniej dzięki temu mógł się skupić na pracy i osiągać w niej coraz większe sukcesy.

– Dzień dobry. Czym mogę panu służyć?

Spoglądała na niego para najpiękniejszych brązowych oczu, jakie widział w życiu. Patrzył w nie jak zauroczony. Należały do dziewczyny ubranej w prostą bawełnianą koszulkę z logo kawiarni i dżinsy. Była równie piękna jak jej oczy.

Gęste włosy miała związane w koński ogon i nie nosiła żadnego makijażu, z wyjątkiem kreski podkreślającej dolną powiekę. Cóż za miła odmiana. Większość znanych mu kobiet malowała się do pracy tak, jakby szła do nocnego klubu. Ta dziewczyna przypomniała mu włoską aktorkę, którą uwielbiał, tyle tylko, że była od niej znacznie ładniejsza.

Przyjemność, jaką odczuwał, patrząc na nią, zupełnie go zaskoczyła. Poczuł się jak uczniak, którego wyrwano do tablicy i który nie zna odpowiedzi na najprostsze pytania.

– Poproszę o dużą kawę i kilka croissantów. Mają państwo jakieś pikantne pieczywo, na przykład panini? Jestem bardzo głodny.

Oczy dziewczyny rozszerzyły się, jakby jego słowa ją rozbawiły. Szybko odwróciła wzrok.

– Nie mamy panini, ale mogę zrobić panu tosta z bekonem, a może nawet z jajkiem.

– Z chęcią spróbuję.

– Okej. – Sięgnęła po duży kubek i tacę, ale zanim odwróciła się do ekspresu, jej wzrok na chwilę skrzyżował się z jego. – Proszę sobie usiąść przy stoliku. Zaraz przyniosę panu jedzenie.

– Naturalnie. Dziękuję.

W kawiarni było prawie pusto. Drake z zainteresowaniem rozejrzał się po wnętrzu. Dekoracje, choć nieco już wyblakłe, sprawiały miłe wrażenie. Wygodne sofy z wielkimi poduszkami zachęcały, żeby na nich usiąść. Na ścianach wisiały półki z książkami, a w rogach paliły się lampy. Bez wątpienia też było bardzo czysto. Zdziwił się jedynie, że o tej porze jest tu tak pusto. Ceny nie były zbyt wygórowane i właściciel zapewne nie zarabiał kokosów.

Nie wiedzieć czemu, poczuł się winny. Najwyraźniej ten region kraju nie należał do najbardziej rozwiniętych. Miał szczęście, że stąd wyjechał i znalazł pracę, która pozwoliła mu żyć na bardzo przyzwoitym poziomie.

Usiadł na sofie w rogu sali i ponownie spojrzał na młodą kelnerkę. Poruszała się z gracją, przypominała mu motyla.

Drake poczuł nagłą irytację. Zazwyczaj nic nie było w stanie oderwać go od pracy, tym razem jednak ona najwyraźniej zawładnęła jego myślami. Zamiast wyjąć plany terenu i zacząć je studiować albo przejrzeć „Financial Times” wpatrywał się w jakąś dziewczynę.

Był jednym z najbardziej znanych architektów w kraju i nie mógł się uskarżać na brak zainteresowania ze strony płci pięknej. Minęło jednak pół roku, odkąd Kirsty, jego ostatnia dziewczyna, zerwała z nim, nazywając go „paskudnym samolubem”. I tak był zdziwiony, że ich znajomość przetrwała prawie rok, podczas gdy zazwyczaj jego związki z kobietami trwały jakieś trzy, cztery miesiące.

Drake bardzo cenił sobie wolność. Problem polegał na tym, że miał zdrowe libido, a nie należał do mężczyzn, którzy idą z kobietą do łóżka tylko po to, aby je zaspokoić.

– Proszę. – Dziewczyna z promiennym uśmiechem podała mu talerz z jedzeniem i kawę. – Życzę smacznego.

– Jak masz na imię? – spytał, zanim zastanowił się nad tym, co chce powiedzieć.

– Dlaczego pan pyta?

Wzruszył ramionami.

– Z ciekawości.

– A jak pan ma na imię?

– Drake.

– Ależ tak! To pan jest tym znanym architektem, który ma zmienić oblicze naszego miasta, budując tu nowoczesne osiedla dla nowych mieszkańców.

Ton jej głosu jasno wskazywał na to, że bardzo wątpi w sukces tego przedsięwzięcia.

Drake odczuł nagłą irytację.

– Nie zamierzam tego zrobić sam, ale z grupą innych wybitnych specjalistów.

– Ale jeśli wierzyć temu, co piszą w lokalnej gazecie, to pan jest tym, któremu najbardziej na tym zależy. – Spojrzała mu prosto w oczy. – Wie pan, co piszą? Chłopak z miasteczka powraca, żeby zrobić coś dobrego.

Wyprostował się, odpowiadając szczerym spojrzeniem na jej wzrok.

– Doprawdy? Czy fakt, że urodziłem się w tym mieście, sprawia, że powinienem być nim bardziej zainteresowany niż inni? Jak pani sądzi, panno…? – Spojrzał na jej koszulkę w poszukiwaniu plakietki z imieniem, ale dostrzegł jedynie zarys doskonale ukształtowanych piersi widniejących pod obcisłym materiałem koszulki.

– To nie moja sprawa, z jakiego powodu pan się tu znalazł. Przykro mi, jeśli zabrzmiało to niegrzecznie. Przepraszam. – Wzruszyła ramionami, a na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. – Muszę wracać do pracy.

– Wciąż nie powiedziała mi pani, jak ma na imię. A jeśli pani nie zauważyła, oprócz mnie jest tu jeszcze tylko dwóch klientów. Nie można powiedzieć, żeby miała pani urwanie głowy.

Jej rumieńce przybrały intensywniejszy kolor.

– Nazywam się Layla Jerome i, niezależnie od tego, co pan o tym myśli, muszę wracać do pracy. Praca w kawiarni nie polega jedynie na podawaniu do stołu. Powiedział pan, że jest głodny. Niech pan je, zanim bekon i jajka zrobią się całkiem zimne.

Ruszyła za ladę, z ulgą przyjmując wejście kolejnej klientki z małym dzieckiem.

Layla… To imię z pewnością do niej pasowało. Drake uśmiechnął się do siebie i sięgnął po kubek z kawą. Jeszcze przed wyjściem z kawiarni zamierzał zdobyć jej numer telefonu, a wtedy może się okazać, że ten dzień wcale nie będzie taki zły…

Po jakimś czasie wszyscy klienci kawiarni wyszli i pozostał w niej tylko ten mężczyzna, zagłębiony w architektonicznych planach. Zamówił kolejną kawę, ale na szczęście tym razem nie próbował nawiązać konwersacji. Wpatrywał się w rozłożone na stole mapy, nie zwracając na nią uwagi. Ją natomiast zdecydowanie rozpraszał zapach jego wody, który dochodził aż do bufetu.

Zdenerwował ją także rozbawiony wzrok, jakim ją obdarzył, kiedy przyniosła mu kawę. Co on sobie wyobraża? Że padnie mu do stóp tylko dlatego, że się do niej uśmiechnął? Doskonale znała ten typ mężczyzn: pewnych siebie, bogatych, przystojnych, którym wydawało się, że mogą żądać od kobiet takich jak ona wszystkiego, na co mają ochotę.

Przekonała się o tym na własnej skórze. Porzuciła doskonałą posadę asystentki w dużej firmie, w której pracowała dla pewnego brokera z City, i wróciła do domu, żeby zająć się kawiarnią brata. Jej dochody gwałtownie zmalały, ale przynajmniej prowadziła teraz znacznie spokojniejsze życie. Nie musiała wynajmować w Londynie małej klitki, za którą płaciła absurdalny czynsz, i oszczędzała na pralni chemicznej za kostiumy, które tam musiała nosić do pracy.

Skończyły się także wystawne lunche w modnych restauracjach, na które musiała chodzić z kolegami, mającymi nadzieję, że ktoś ich tam dostrzeże i dzięki temu wskoczą o szczebel wyżej w zawodowej karierze.

Dla niej jednak najważniejsze było to, że teraz pracowała dla kogoś, komu ufała. Jej brat Marc bardzo ją cenił, w przeciwieństwie do poprzedniego szefa, który dodatkowo pozbawił ją wszystkich oszczędności. Namówił ją, żeby zainwestowała w jakieś chybione przedsięwzięcie, które skończyło się fiaskiem.

Westchnęła i spojrzała na wciąż pogrążonego w pracy Drake’a Ashtona. Jego ciemna głowa była pochylona nad mapą i w zamyśleniu gryzł koniec ołówka. Przypominał małego chłopca, który głowi się nad pracą domową. Nagle ogarnęło ją współczucie, jakby ktoś taki jak on go potrzebował.

Z gazety dowiedziała się, że miał ogromy dom w Mayfair, a także posiadłość na południu Francji i w Mediolanie. Zrobił fortunę na projektowaniu domów dla możnych tego świata i zapewne był przyzwyczajony do picia porannej kawy w miejscach znacznie bardziej wystawnych niż kawiarnia jej brata.

Zresztą, co ją to mogło obchodzić? Powinna raczej martwić się tym, że może uzna, że ich kawiarnia jest jak na jego gust zbyt mało reprezentatywna i należy ją zamknąć, a na jej miejsce otworzyć coś znacznie bardziej wyszukanego.

Odczuła nagły niepokój. To miejsce znaczyło dla Marca bardzo wiele. Jeśli dowie się, że Layla nie potraktowała dostatecznie dobrze człowieka, od którego tak wiele zależało, będzie na nią wściekły.

Na zebraniach dotyczących planów rozbudowy miasta podkreślano, że wszyscy powinni być jak najbardziej pomocni dla specjalistów, którzy tu przyjadą. Cóż, ona chyba nie zaczęła najlepiej. Może jednak uda jej się zrobić lepsze wrażenie, nie płaszcząc się przy tym przed nim nadmiernie?

– Layla?

Prawie podskoczyła, słysząc swoje imię. Podeszła do jego stolika.

– Jeszcze jedna kawa? – spytała, uśmiechając się promiennie.

– Nigdy nie piję na śniadanie więcej niż dwie. Obawiam się, że nie mógłbym wtedy pracować. Nie, chciałem cię prosić o coś innego. Mogłabyś na chwilę usiąść? Chciałbym cię o coś spytać.

Layla nie potrafiła ukryć zdenerwowania. Miała nadzieję, że ktoś wejdzie i ją uratuje, ale jak na złość nie było żadnego ruchu.

– A jeśli przyjdzie jakiś klient? Powinnam stać za barem.

– Proszę cię tylko o kilka minut. Jeśli ktoś się zjawi, naturalnie pójdziesz go obsłużyć. Chciałbym zadać ci kilka pytań dotyczących pewnej kwestii.

– Doprawdy?

– Proszę, usiądź na chwilę. A przy okazji, wypełniałaś kwestionariusz, który lokalne władze miały rozdać mieszkańcom?

Odetchnęła z ulgą. Chciał spytać ją o coś dotyczącego rozbudowy miasta.

Usiadła obok niego na krześle i grzecznie oparła dłonie na kolanach.

– Tak.

– Doskonale. Mogłabyś mi powiedzieć, jakie jest twoje zdanie na temat zagadnienia dotyczącego najpilniejszych ulepszeń? Jakie, twoim zdaniem, są w tym mieście niezbędne?

Wyraz jego twarzy był niezwykle poważny, ale dla niej ten temat także był niezwykle istotny.

– Czy pana głównym zadaniem nie jest budowanie osiedli mieszkaniowych?

– To prawda, ale poproszono mnie także, żebym się zastanowił, czy można wprowadzić jakieś ulepszenia w ramach istniejącej zabudowy.

Layla automatycznie pochylił się do przodu.

– Nie znam się na tym, ale moim zdaniem najbardziej potrzeba tu czegoś dla młodych ludzi. Mam na myśli głównie nastolatków. Nie mają dokąd pójść i włóczą się po ulicach, często pakując się w rozmaite kłopoty. Przydałoby się jakieś miejsce zaprojektowane specjalnie dla nich. Lokalne władze nie zadają sobie trudu, żeby poznać potrzeby tych młodych ludzi, za to chętnie ich oceniają i potępiają. Byłoby świetnie, gdyby mieli się gdzie spotkać, żeby porozmawiać, posłuchać muzyki, pograć w bilard czy inne gry. Na pewno znaleźliby się ludzie, którzy chętnie poprowadziliby taki klub i młodzi mogliby się integrować ze starszymi.

– To brzmi jak prawdziwa krucjata.

– Być może. Wiele się mówi o pomaganiu starszym ludziom, ale młodzi także potrzebują pomocy. Nie sądzi pan?

Drake doskonale pamiętał swoje dzieciństwo i uczucie, jakie doświadczał, kiedy nie miał się gdzie podziać. Wypowiedź Layli zrobiła na nim duże wrażenie. Spojrzał na nią zupełnie innym okiem. Utwierdziło go to w przekonaniu, że koniecznie musi zdobyć jej numer telefonu. Nieczęsto spotykał ludzi, którzy tak bardo troszczyli się o innych. Fakt, że była piękna, jedynie zwiększał jej atrakcyjność…

– Zgadzam się. Zastanowię się nad tym i poddam ten pomysł pod rozwagę. Ostateczna decyzja należy oczywiście do zarządu miasta, ponieważ to gmina płaci za całe przedsięwzięcie.

– Domyślam się. Sądzę jednak, że osoba tak wpływowa jak pan na pewno może wiele zdziałać. – Popatrzyła na niego intensywnie. – Dla tych dzieciaków to naprawdę byłaby wielka sprawa.

Oboje spojrzeli w kierunku drzwi, w których pojawiła się para starszych ludzi.

– Wygląda na to, że masz klientów.

Layla zerwała się na równe nogi i pobiegła do kontuaru. Pół godziny później zobaczyła, że Drake pakuje mapy do teczki. Kiedy skończył, podszedł do niej i dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo jest wysoki i potężnie zbudowany. Poruszał się w sposób sugerujący, że cała przestrzeń należy do niego. Wyraz rozbawienia, który dostrzegła w szarych oczach, przyprawił ją o skurcz żołądka.

– Śniadanie było wyśmienite. Zwłaszcza kawa bardzo mi smakowała – powiedział, stawiając teczkę na podłodze.

– Miło mi to słyszeć. To zasługa mojego brata, który zawsze stara się kupić najlepszą kawę, jaką może dostać. Osobiście uczył mnie, jak ją parzyć. Zależy mu na tym, żeby klienci dostali tu najlepsze produkty z możliwych.

– W takim interesie to podstawa. Inaczej nie zarobi. Czyli to twój brat jest właścicielem tego miejsca? Jak się nazywa?

– Marc Jerome.

– Zawsze dla niego pracowałaś?

– Nie. Nie zawsze. Przez kilka lat pracowałam w Londynie, ale uznałam, że potrzebuję zmiany i wróciłam do domu.

– Co tam robiłaś?

– Byłam asystentką w biurze brokerskim w City.

Drake uniósł jedną brew. Sprawiał wrażenie rozbawionego jej wyznaniem.

– Powiedziałbym, że to dość diametralna zmiana.

– To prawda. Czy chciałby pan spytać mnie o coś jeszcze, zanim wrócę do pracy, panie Ashton?

– Tak, jest jeszcze jedna rzecz, Layla. Chciałbym prosić o twój numer telefonu.

– Ale po co?

– Żebym mógł zadzwonić i zaprosić cię na drinka. Dasz mi go?

Layla była zszokowana. Wiedziała, że mu się spodobała, ale nie sądziła, że będzie chciał się z nią spotkać.

– Gdyby spytał pan o numer telefonu mojego brata, żeby porozmawiać z nim na temat planów dotyczących rozwoju miasta, dałabym go bez wahania. Ale, szczerze mówiąc, nie mam zwyczaju podawania mojego numeru ludziom, których ledwo co poznałam.

– Wiesz jednak, kim jestem. Nie jestem obcym człowiekiem, który pojawił się znikąd. I, o ile chętnie zapiszę sobie telefon twojego brata, to jednak w tej chwili znacznie bardziej interesuje mnie twój numer.

– Przykro mi, ale nie mogę się zgodzić. Miło mi się z panem rozmawiało, ale sądzę, że na tym powinniśmy poprzestać. – Nie miała ochoty na znajomość z kolejnym bogatym, pewnym siebie, aroganckim mężczyzną podobnym do jej byłego szefa.

Drake westchnął i uśmiechnął się leniwie.

– Cóż, może powinniśmy, a może nie.

Nie sprawiał wrażenia obrażonego. Sięgnął po teczkę i spojrzał na nią znacząco.

– To miasto nie jest znowu takie duże. Sądzę, że prędzej czy później i tak się na siebie natkniemy. Póki co życzę miłego dnia. Ach, i poproszę o numer brata. Chętnie z nim porozmawiam.

Położył na ladzie swoją wizytówkę i ruszył w stronę drzwi, nie patrząc, czy wzięła ją do ręki.

Wyszedł z kawiarni, a Layla patrzyła za nim, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że cały czas wstrzymuje oddech.

ROZDZIAŁ DRUGI

Jerome… Odwrócił się i spojrzał na fasadę budynku, z którego przed chwilą wyszedł. Powinien skojarzyć to nazwisko, jak tylko Layla mu się przedstawiła. Tak nazywał się człowiek, który prowadził tu kiedyś sklep. To on omawiał z nim wyniki meczów, kiedy Drake czekał, aż ojciec zdecyduje się, co chce kupić.

Policzył, że Layla musiała być od niego jakieś dziesięć lat młodsza. Miała więc koło dwudziestu sześciu lat. Zastanawiał się, czy gdyby powiedział, że pamięta jej ojca i miło go wspomina, pomogłoby mu to namówić ją na drinka, albo jeszcze lepiej na kolację. Nie zamierzał się łatwo poddać, chyba że miała chłopaka. Layla zrobiła na nim duże wrażenie i nie pamiętał już, kiedy ostatnio na widok jakiejkolwiek kobiety jego serce biło tak szybko.

Już sam fakt, że nie chciała dać mu swojego telefonu, był dla niego wyzwaniem.

Ruszył w dalszą drogę, przyglądając się mijanym budynkom i zapamiętując różne szczegóły. Gdzieś w połowie ulicy odniósł nagle wrażenie, że jest obserwowany. Odwrócił się i dostrzegł dwóch mężczyzn, którzy najwyraźniej byli z prasy. Jeden trzymał w ręku aparat, drugi zaś dyktafon. Dziękował Bogu, że nie namierzyli go w kawiarni. Nie mógłby wtedy porozmawiać z uroczą Laylą.

– Jesteśmy z lokalnej gazety, panie Ashton. Moglibyśmy chwilę z panem porozmawiać? Jak się pan zapewne domyśla, wszyscy są bardzo podekscytowani tym, czego ma pan dokonać w naszym mieście.

– Dobrze, ale proszę się streszczać, bo muszę wracać do pracy.

– Naturalnie. Jeśli pan pozwoli, zrobimy najpierw kilka zdjęć.

Reporter zrobił kilka fotografii, po czym obaj zaczęli zadawać pytania. Były zaskakująco inteligentne i wnikliwe. Jednak kiedy jeden z dziennikarzy poprosił go, żeby opowiedział o tym, jak dorastał w tym mieście, Drake zdecydowanie odmówił.

Zatrzymał się gwałtownie i zadzwonił do Jimmy’ego, polecając mu, by po niego podjechał. Podziękował za rozmowę i energicznym krokiem odszedł w swoją stronę.

Kiedy zobaczył nadjeżdżającego astona martina, odetchnął z ulgą. Przed spotkaniem w ratuszu chciał jeszcze obejrzeć kilka miejsc. Potem zamierzał wrócić do Londynu, żeby dopilnować innych spraw. Miał zaczętych kilka prestiżowych projektów, które na pewno znacząco zasilą jego konto, ale które okazały się bardziej skomplikowane i czasochłonne, niż pierwotnie zakładał.

– Jakie odniosłaś wrażenie ze spotkania z Ashtonem?

Marc poprosił, żeby zjadła z nim kolację na dole. Po śmierci ojca oboje mieszkali w rodzinnym domu. Podzielili go na dwa mieszkania: jej na górze, a Marca na dole.

Kiedy jej kariera niespodziewanie się załamała, była wdzięczna, że ma dokąd wracać. Straciła całe oszczędności, ale przede wszystkim wiarę w siebie. Potrzebowała czasu i bezpiecznego miejsca, żeby do siebie dojść. Marc powitał ją w domu i dał pracę w swojej kawiarni.

Teraz rozłożył na talerzach rybę i frytki i włożył do piecyka, żeby się zagrzały. Sprawiał wrażenie zmęczonego. Miał cienie pod oczami, był nieogolony i potargany. Czyżby znów martwił się o pieniądze? Wiedziała, że koszty utrzymania kawiarni są coraz większe, a zyski wcale nie rosną. Recesja dotknęła wszystkich.

– Jakie odniosłam wrażenie?

Zastanawiała się, co powiedzieć Marcowi, a co przemilczeć. Poznanie tego charyzmatycznego architekta było dla niej wielkim przeżyciem.

– Sprawia wrażenie człowieka, który dokładnie wie, czego chce i potrafi to osiągnąć. Nie dziwię się, że odniósł sukces. Był bardzo skupiony i mam wrażenie, że niewiele rzeczy jest w stanie ujść jego uwagi.

– Usiądźmy przy stole. – Marc wziął do ust kawałek chleba i spojrzał na siostrę. – Mówią, że jest nie tylko architektem, ale także inwestorem. Wiedziałaś o tym?

– Nie.

– Naprawdę chciałbym porozmawiać z nim o kawiarni.

– Chcesz prosić go o radę, co zrobić, żeby zwiększyć zyski?

– Nie tylko o to. Chcę spytać, czy nie zechciałby w nią zainwestować.

Layla odłożyła widelec i spojrzała na niego z troską.

– Chcesz powiedzieć, że mamy problemy finansowe?

– Dziwi cię to? Ludzie nie mają pieniędzy i kupują tylko niezbędne rzeczy. Zdobycie nowych klientów graniczy z cudem. Zaciągnąłem w banku dwa kredyty i mam kilkanaście tysięcy długu. Zainwestowałem wszystkie pieniądze, które zostawił mi tata i wygląda na to, że mogę stracić je bezpowrotnie. Potrzebujemy solidnego zastrzyku finansowego, Layla, w przeciwnym razie będziemy musieli zamknąć kawiarnię.

Layla zrobiłaby wszystko, żeby pomóc bratu. Wiedziała, ile ta kawiarnia dla niego znaczy. Jednak myśl o tym, że mieliby prosić o pomoc Drake’a, napawała ją przerażeniem. Nie wiedzieli, jakim jest człowiekiem i czy można mu zaufać.

Po raz kolejny pomyślała o tym, jak mogła być tak głupia, żeby zainwestować wszystkie oszczędności w tak ryzykowne przedsięwzięcie. Gdyby miała te pieniądze, ich problemy zostałyby rozwiązane.

– Dał mi swoją wizytówkę, żebym ci przekazała. Powiedział, że chciałby z tobą porozmawiać.

– Drake Ashton chciałby ze mną rozmawiać? – Marc nie krył zdumienia.

– Pamiętaj o tym, że to jest człowiek interesu. Bardzo wątpię, żeby zechciał zainwestować pieniądze w coś, co nie przyniesie mu zysku.

– Dzięki za wsparcie.

– Wiesz, że w ciebie wierzę, i uważam, że kawiarnia jest wspaniała. Chciałabym tylko, żeby inni też tak sądzili. Nie chcę, żebyś robił sobie fałszywe nadzieje, to wszystko. Musimy obmyślić także inny sposób rozwiązania naszych problemów.

– Masz rację. – Marc potrząsnął głową i uśmiechnął się. – Problem polega na tym, że zbyt zaangażowałem się emocjonalnie w prowadzenie tego interesu. Uważam, że nie zaszkodzi zapytać Ashtona, co o tym myśli. Daj mi tę wizytówkę, to do niego zadzwonię. A tymczasem jedzmy, kolacja stygnie.

Layla uśmiechnęła się, choć była pełna obaw. Miała nadzieję, że Drake nie poradzi Marcowi, żeby porzucił kawiarnię i zajął się czymś innym…

Drake zmrużył oczy. Słońce ostro świeciło przez ogromne okna. Sześciokątny budynek z chromu i szkła, w którym mieściły się jego biura, stał się poniekąd jego wizytówką. Wyróżniał się pośród starych wiktoriańskich budynków, pośród których stał i sam w sobie był częścią jego portfolio.

– Panie Ashton? Dzwoni niejaki Marc Jerome. Twierdzi, że dał pan swoją wizytówkę jego siostrze, żeby mógł z panem porozmawiać.

Sekretarka Monika stała w drzwiach. Była świetnym pracownikiem i potrafiła jak lwica bronić swego pracodawcę. Tym razem jednak jej obawy były nieuzasadnione. Drake bardzo chciał porozmawiać z bratem pięknej kelnerki. Myślał o niej przez cały czas.

– Przełącz go.

Podszedł do okna i zaczął słuchać, co Marc Jerome ma mu do powiedzenia. Młody człowiek przedstawił mu swoje poglądy na temat potrzeb, jakie jego zdaniem istnieją w tym mieście. Postanowili spotkać się osobiście, żeby omówić te kwestie bardziej szczegółowo.

Kiedy skończyli rozmawiać na tematy zawodowe, Drake spytał go wprost, czy jego siostra z kimś się spotyka.

– Aktualnie nie. Z tego co wiem, na razie nie zamierza się z nikim wiązać. Bardzo ceni sobie wolność.

– Jeśli nie ma pan nic przeciw temu, chętnie spytam ją o to osobiście.

Drake doskonale wiedział, jak cienka jest granica między stanowczością, a byciem natrętnym, ale tym razem tak bardzo pragnął spotkania z Laylą, że postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.

– Chętnie porozmawiam z nią poza pracą. Może nawet tego dnia, w którym mamy się spotkać?

– Niech pan do niej zadzwoni i spyta, co ona o tym myśli – usłyszał w odpowiedzi.

– Naturalnie.

Zapisał numer Layli w notesie i uśmiechnął się do siebie.

Postanowił zadzwonić po lunchu, na wypadek gdyby miała dużo klientów.

Wrócił do biurka i ponownie zajął się pracą.

– Layla?

– Tak?

– Mówi Drake Ashton. Dostałem twój numer od Marca.

Layla, która właśnie spacerowała po parku, usiadła na najbliższej ławce. Marc zmusił ją, żeby po lunchu wyszła na chwilę na świeże powietrze i odetchnęła, jednak na dźwięk głosu, który rozległ się w słuchawce, wszelkie uczucie swobody zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– Wspomniał mi, że poprosił pan o mój numer – oznajmiła, gorączkowo myśląc nad tym, jak grzecznie odmówić zaproszeniu na drinka, które niechybnie zaraz usłyszy.

Ku jej niezadowoleniu, nie potrafiła przestać o nim myśleć, co więcej, bardzo chciała znów go zobaczyć.

– To zapewne domyśliłaś się, że zadzwonię, żeby ponowić swoje zaproszenie. – Po tonie jego głosu zrozumiała, że się uśmiechał. – Naprawdę chciałbym cię lepiej poznać. Co ty na to, Layla?

– Mówiąc szczerze, mam wątpliwości, panie Ashton.

– Drake – poprawił ją gładko.

Layla miała wrażenie, że jakaś żelazna obręcz ściska ją wpół.

– Nie chciałabym cię obrazić, ale chwilowo nie mam ochoty na umawianie się z mężczyznami.

– Nie lubisz randek?

– Po prostu nie należę do osób, które muszą mieć w życiu partnera, żeby poczuć się pełnowartościowym człowiekiem.

– Rozumiem, ale chciałbym wiedzieć, czy to jest rzeczywisty powód twojej odmowy, czy może twój poprzedni chłopak zawiódł cię albo źle potraktował?

– Naprawdę myślę, że to nie twoja sprawa.

– Może nie. Chciałbym tylko wiedzieć, dlaczego nie chcesz spotkać się ze mną.

Layla westchnęła zrezygnowana.

– Mężczyzna, który sprawił mi zawód, nie był moim chłopakiem. Przynajmniej nie na początku. Zaufałam mu i okazało się, że był to największy błąd mojego życia. Dlatego…

– I dlatego wolisz nie ryzykować nigdy więcej?

– Dokładnie tak – przyznała niechętnie.

– Nie wszyscy mężczyźni to dranie.

– Wiem. Mój brat Marc na przykład jest wspaniałym człowiekiem.

– A skoro mówimy o twojej rodzinie, wiesz, że znałem twojego ojca?

– Naprawdę? – Layla była prawdziwie zaskoczona.

– Razem z ojcem robiliśmy u niego zakupy.

– Proszę, jaki ten świat jest mały.

– Często rozmawialiśmy o futbolu. Kibicowaliśmy tej samej drużynie i twój tata opowiadał mi o meczach, które widział, gdy był młody.

– To prawda, był zwariowany na punkcie piłki. Chętnie rozmawiał na ten temat z każdym, kto chciał go słuchać. Uwielbiał dzieci i zawsze miał dla nich czas. – Zupełnie niespodziewanie łzy napłynęły jej pod powieki.

– Mogę spytać, co się z nim stało?

– Zmarł na raka gardła.

– Och, tak mi przykro. Musieliście z bratem bardzo to przeżyć.

– Rzeczywiście.

– A wasza mama?

– Zmarła, kiedy miałam dziewięć lat. Niech pan posłucha, panie Ashton…

– Naprawdę wolałbym, żebyś zwracała się do mnie po imieniu.

Layla uśmiechnęła się bezradnie.

– Nie poddaje się pan łatwo, prawda?

– Nie. W przeciwnym razie nie osiągnąłbym tak wiele.

– Dobrze. Słyszałam, że zgodziłeś się spotkać z moim bratem i udzielić mu kilku rad odnośnie kawiarni.

– Jestem z nim umówiony na czwartek. Potem jadę oglądać teren, na którym ma powstać pierwsze osiedle.