Carpe diem - opowiadanie erotyczne - Alexandra Södergran - ebook + audiobook

Carpe diem - opowiadanie erotyczne ebook

Alexandra Södergran

0,0
3,99 zł

lub
Opis

Lisa podejmuje decyzję, aby zmienić swoje dotychczasowe życie. Gdy stoi samotnie pośród wiatru i chłodu, wszystko okazuje się znacznie trudniejsze. W tej beznadziejnej sytuacji, dzięki zbiegowi okoliczności, poznaje seksownego i pewnego siebie mężczyznę. Lisa zdaje sobie sprawę, że to jej szansa na doświadczenie ciepła i miłości. Postanawia więc skorzystać z tej możliwości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 24




Alexandra Södergran

Carpe diem - opowiadanie erotyczne

Lust

Carpe diem - opowiadanie erotyczneprzełożyła Agata Makowiecka tytuł oryginałuUngefär som Carpe DiemCopyright © 2015, 2019 Alexandra Södergran i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726208665

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

PRAWIE JAK CARPE DIEM

Tej samej autorki:

Pożądanie

Niebezpieczny facet

Ostatnie życzenie lekarza

Wieczór filmowy

Nagranie

Artysta

Wyspy miłości

Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz

O smaku chili

Ze złej woli

Upadek premiera

Awaria zasilania na korytarzu akademika

Swingersi

W tle energicznej muzyki pop, wydobywającej się z radia, można było usłyszeć ciężkie hantle uderzające jedna o drugą oraz sztangi z hukiem odkładane na statyw. Pełen wysiłku krzyk wypełnił pomieszczenie, a po chwili zawtórował mu wyjątkowo donośny szczęk metalu. Duże, nowoczesne centrum fitness przypominało zoo, wypełnione różnymi ludźmi. Przychodziły tu spokojne, introwertyczne typy ze słuchawkami na uszach, ale także hałaśliwe nastolatki. Niektórzy podnosili kilogramy, jakby chodziło o wydobywanie miecza, inni przemieszczali się od urządzenia do urządzenia niczym na codziennym spacerze. Można też było spotkać uprawiających fitness na elitarnym poziomie – świadome siebie osoby, odziane w obcisły, odsłaniający ciało strój przyciągający spojrzenia pozostałych.

Lisa nie czuła się tutaj dobrze. Jej chłopak wydawał się skoncentrowany, ale bynajmniej nie był to trening. Jego uwagę przyciągała kobieta ubraną w sportowy biustonosz i obcisłe spodenki. Była rzeczywiście bardzo pociągająca i gustownie wymalowana, miała przekłuty pępek, a w nim ozdobę. Siedziała na urządzeniu do wzmacniania wewnętrznej strony uda urządzeniu, które przypominało fotel ginekologiczny. Bez pośpiechu, niemal zapraszająco rozchyliła uda. Ponownie je zwarła, znowu rozchyliła i tak raz za razem. Ciężko oddychała. Niemal sapała. Wyglądało to na jeden wielki obsceniczny manewr uwodzenia, w którym z wielkim zapałem brał udział również Fredrik.

Lisę ogarnęła wściekłość.

Kobieta poczerwieniała na twarzy i nie bardzo można było się zorientować, czy to z powodu treningu, czy z podniecenia. Delikatnie się uśmiechała, oczy błyszczały. Doskonale wiedziała, co robi. Uniosła podbródek, wypięła piersi i kolejny raz zwarła nogi. Potem westchnęła. Szczerze mówiąc wyglądało, jakby uprawiała seks z jakimś niewidzialnym mężczyzną.

Lisa nie miała pojęcia co zrobić. Jej złość była niczym kaftan bezpieczeństwa. Próbowała przekonać samą siebie, że to wszystko przecież jest nieistotne. Próbowała sobie wmówić, że Fredrik reaguje jak typowy facet. To wyłącznie wynik męskiego popędu. Taka pierwotna reakcja.

Jednak takie myślenie na niewiele się zdało. Złościła się na siebie, że jeszcze go broni. W centrum fitness ćwiczyło wielu facetów, którzy nie gapili się na kobietę bez przerwy, a mogli to robić do woli, bo nie było z nimi ich dziewczyn.

W pewnej chwili Fredrik odwrócił się w stronę Lisy. Miał na twarzy głupkowaty uśmiech i patrzył na nią, w ogóle jej nie dostrzegając.

–Kochanie, nie pomogłabyś mi przy ławeczce? – zapytał.

Po czym skierował się do ławki do wyciskania, nawet nie czekając na jej odpowiedź. Poruszał się jak kogut z tymi rozpostartymi na boki ramionami. „Jak jakiś klaun, on przecież jest klaunem” – pomyślała coraz bardziej zirytowana Lisa i aby się trochę opanować, policzyła do dziesięciu, wzięła głęboki oddech, po czym podążyła za nim.

Na sztandze umieszczono wcześniej kilka obciążników w różnych kolorach. Wyglądało na dużo więcej niż Fredrik zazwyczaj dźwigał. Miał kilka z nich zdjąć, ale zamiast tego dołożył dwa dodatkowe. Lisa nie odezwała się słowem.

Fredrik usadowił się na ławeczce, nie odrywając wzroku od kobiety w fotelu ginekologicznym. Nadal tam siedziała. Jak jakiś królik na baterie.

Fredrik czekał, aż króliczek obdarzy ich spojrzeniem. Dopiero wtedy położył się na ławce i podniósł sztangę ze statywu. Lisa stała z tyłu. W tle słychać było przytłumione dzwonienie metalowych hantli. Lisa zauważyła, że ramiona Fredrika drżały. Wykrzywił twarz w okropnym grymasie. Pojawiły się na niej zmarszczki, których nigdy przedtem nie widziała. Wolno opuścił sztangę na klatkę piersiową, a jego twarz przybrała mocno czerwoną barwę. Drżał, jakby miał Parkinsona. Gdy zabrał się za wyciskanie sztangi, udało mu się unieść ją zaledwie do połowy planowanej wysokości i ani milimetra wyżej. Lisa zdecydowała się jednak zainterweniować, i aby go uratować musiała chwycić sztangę z całych sił. To było naprawdę ciężkie.

Sytuacja wydawała się komiczna, a Lisa nie potrafiła wyobrazić sobie innego rozwiązania jako to, że po odłożeniu sztangi na statyw, zdejmą z niej kilka obciążników i spróbują ponownie – ale on się zaparł. Spoglądał na nią wściekłym wzrokiem. Lisa nic z tego nie rozumiała.

Ponownie zaczął opuszczać sztangę w kierunku klatki piersiowej. Lisa osłupiała. Właśnie w tym momencie wszystko zrozumiała. Ta myśl wydała jej się jasna jak słońce i wyzwalająca jak szmer połyskujących wód strumyka. To był koniec. Skończyła z nim. Fredrik opuścił sztangę, a potem zdołał ją unieść na dziesięć centymetrów. Prychał i walczył. W kąciku jego ust pojawiła się bańka śliny. Ale sztanga się nie poruszyła.

Lisa spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Najpierw na twarzy Fredrika pojawiło się niedowierzanie, a po chwili jego oczy wypełniły się zwątpieniem. Sztanga wolno zaczęła przemieszczać się w odwrotnym kierunku. Lisa pochyliła się do przodu i wyszeptała: – Powodzenia! Potem odwróciła się z tryumfem na pięcie i odeszła. W jej wnętrzu szalał dziki, wybuchowy jazz, a gdy dotarła do schodów, zaczęła biec. Miała wrażenie, jakby podołała czemuś niemożliwemu albo zrobiła coś zakazanego. Jednak nie czuła się z tym źle, wręcz przeciwnie. Poczuła jakby odniosła niesamowite zwycięstwo!

Minęła automatyczne drzwi, znalazła się na zewnątrz, zaskoczyło ją zimno, jakby ktoś uderzył ją mokrym ręcznikiem. Deszcz przedzierał się przez bezbarwny jesienny, miejski zmrok. Nieliczni przechodnie śpieszyli ulicami, skryci pod parasolami i przemykali pod fasadami budynków.

Lisa miała na sobie tylko strój treningowy. Biały T-shirt, obcisłe spodnie treningowe z cienkiego materiału i sportowe buty. Pożałowała, że wybiegając nie zabrała ze sobą ubrania na zmianę, ale było już za późno.