Być parą i nie zwariować - Katarzyna Miller, Andrzej Gryżewski - ebook + audiobook
lub
Opis

Szczęśliwe życie we dwoje. To możliwe!

Większość ludzi postrzega udany związek jako jeden z filarów szczęśliwego życia. Jednak życie we dwoje, mimo że wymarzone, niesie ze sobą dziesiątki problemów i dylematów.

Jak pogodzić pragnienia, nawyki i życiowe cele dwóch osób? Czy namiętność może trwać wiele lat? W jaki sposób pielęgnować swoją indywidualność, tworząc jednocześnie szczęśliwą parę? Czy związek to romans czy sojusz? Co jest ważniejsze: rozsądek czy uczucia? Czy zdrada zawsze oznacza koniec związku?

Dwoje cenionych terapeutów – psycholożka Katarzyna Miller i seksuolog Andrzej Gryżewski – w książce Być parą i nie zwariować zmierzy się nie tylko z tymi, ale również z wieloma innymi, najczęściej występującymi w związkach problemami oraz dylematami i spróbuje znaleźć najlepszy sposób, by je rozwiązać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 345

Popularność


Andrzej: Kasiu, właśnie byliśmy na sztuce Czworo do poprawki w Teatrze IMKA. W skondensowanej wersji była w niej pokazana dynamika dwóch związków. Jeden – z rocznym stażem, drugi – z kilkudziesięcioletnim. Niby są to dwie różne historie, ale sporo je łączy. Żywo pokazano, jak ludzie dobierają się w pary, jak rozwiązują konflikty. Co robią, gdy u dojrzałego mężczyzny pojawią się zaburzenia erekcji, a co, gdy młody facet nie pożąda swojej niedawno poślubionej żony. Co się dzieje, gdy związek przepełnia zazdrość. Napiszmy książkę z perspektywy dwóch praktyków, psychoterapeutki i seksuologa.

Katarzyna: To będzie książka dla par. Dla tych zaobrączkowanych i żyjących na kartę rowerową (kto pamięta jeszcze to określenie?). Dla tych z krótkim i długim stażem. Dla par szczęśliwych i tych w kryzysie. I dla tych, które nie bardzo wiedzą, co chcą ze sobą wzajemnie począć…

Takie mamy ciekawe czasy, że wersji par narobiło ci się u nas dostatek. Narobiło się dużo chaosu. Jedni są za totalną wolnością, inni za tradycją. Zdarzają się rodzice frywolniejsi od dzieci i dzieci grzeczniejsze od rodziców. Są namiętne trójkąty i inne wielokąty, jest łatwy dostęp do pornografii, która negatywnie wpływa na młodych ludzi i wygodnych facetów. Jest kupa rozwodów po dwóch latach pożycia. I jest marzenie o wiecznej miłości.

Tak bardzo chciałabym umieć Wam i sobie powiedzieć, co z tym robić, jak żyć, żeby było nam cieplej w środku i na zewnątrz, ale im dłużej żyję, tym dobitniej wiem, że na nic nie ma w życiu gwarancji. I przepisów na życie też nie ma.

Wierzę jednak mocno w naszą ludzką wydolność i w to, że warto pytać, szukać, sprawdzać, błądzić i decydować, co wybieramy. I dzielić się z innymi, i od nich czerpać.

Warto pogadać z seksuologiem, któremu ludzie opowiadają rzeczy, do jakich się nikomu innemu nie przyznają.

Pogadać z facetem, który różne rzeczy widzi inaczej niż kobieta (ale mądre zdanie mi wyszło).

Zastanowić się nad tym, co myślę, co mi się wydaje, co przeżyłam/przeżyłem, lub nad tym, czego nie wiem.

Ale jeśli pragniecie rozwiązań, to wiem na pewno, Kochani, one są w Was.

Andrzej: Napiszmy więc naszą książkę z sercem.

Po co nam związki?

Andrzej: Od czego zaczynamy? Po co babie chłop?

Katarzyna: A może po co chłopu baba? A może po prostu – po co nam związki? Dlaczego nie samemu, tylko w parze?

Andrzej: Ja zapewne będę wypowiadał się głównie w kwestiach seksuologicznych, ze względu na moje wykształcenie stricte seksuologiczne i na to, że około 70 procent moich klientów to klienci seksuologiczni.

Katarzyna: Po pierwsze, seks oprócz tego, że się robi samemu, robi się też w parach, więc to się łączy. Wiesz więc, co się dzieje w parach. Po drugie, będąc ciągle młody, jesteś już człowiekiem nieco doświadczonym. Po trzecie, jesteś mężczyzną i mam wielką nadzieję, że będziemy się uzupełniać.

Po co komu para? Jak myślisz, czy wszyscy uważają, że lepiej żyć w parze niż samemu?

Andrzej: Zazwyczaj gdy ktoś mi zadaje tego typu pytanie, odnoszę się do grupy moich klientów z ostatniego tygodnia lub miesiąca. I zastanawiając się nad tym, co oni mówili, przewrotnie odpowiedziałbym, że trawa u sąsiada jest bardziej zielona, a namiot zawsze można było rozstawić sto metrów dalej. Ci, którzy żyją w parach, sądzą, że pewnie fajniej być samemu, robić, co się chce, chodzić, dokąd się chce. Z kolei ci, którzy obecnie są singlami, myślą o korzyściach, które płyną z bycia w związku.

Pewien mój klient, który jest singlem od dwóch lat, poleciał ostatnio do Madrytu i poznał tam za pomocą aplikacji Tinder kobietę. Pierwszego dnia poszli na randkę, drugiego dnia ona przyszła do niego do hotelu. Spali ze sobą, ale nie było seksu. Dla niego ta bliskość z nią była bardzo odkrywcza.

Katarzyna: I pewnie to, że rano nie obudził się sam, a z nią.

Andrzej: Kolejną noc również spędzili razem. Doszło do pocałunków i pieszczot, a potem on już musiał wracać do Warszawy. Co do niej, zostały w nim mieszane uczucia: bardzo nieprzyjemne i bardzo przyjemne. Podczas zasypiania przeszkadzał mu jej oddech. Nie mógł zasnąć, bo jest przyzwyczajony, że panuje całkowita cisza. Poza tym ona się wierciła, to zabrała kołdrę, to go łokciem trąciła. Było mu gorąco, bo ona przytulała się do niego. Stwierdził: ja nie wyrobię w stałym związku. To jakaś katorga.

Katarzyna: A co mu się podobało?

Andrzej: Poranek. Budzi się, a tu dziewczyna, przytula się i uśmiecha… I czuł jej bliskość, coś do niego zagadała i go pogłaskała. Następnej nocy znowu katorga godzinę przed zaśnięciem i raj godzinę po pobudce. I on mówi, że nie wie, co wybrać: czy być w związku czy nie, bo on chyba nie może spać z kimś w łóżku.

Katarzyna: Ja nie znoszę! Można przecież mieszkać razem i nie sypiać w jednym łóżku.

Andrzej: Właśnie tak. To częste.

Katarzyna: Prawda? W takiej sytuacji, jak ta opisana przez ciebie, można się umówić, że ona będzie przychodziła do niego albo on do niej w połowie nocy. Warto, żeby taki facet powiedział o tym partnerce spokojnie i życzliwie, że wieczorem mu trudno zasnąć razem, ale za to rankiem jest razem cudnie. I żeby się dogadali. Bo inaczej znów będą singlami.

Ludzie lubią mówić o singlach, że to jest taki nowy twór. Szczególnie o kobietach singielkach, które twierdzą, że one nie potrzebują faceta albo że – co wydaje mi się dużo ważniejsze – nie chcą być z byle kim.

Andrzej: Mówiłaś o tym wiele razy, że teraz jest dużo singielek, którym facet jest średnio potrzebny.

Katarzyna: Patriarchalni faceci i patriarchalne kobiety nie wierzą tym prawdziwym singielkom, które na tyle siebie cenią, że nie chcą być z byle kim. Oni wiedzą najlepiej: singielki kłamią, żeby się nie przyznać, że nikt ich nie chciał. To jest ten odwieczny, obrzydliwy styl mówienia o kobiecie czy o facecie: stary kawaler, nikt go nie chciał, albo stara panna, nikt jej nie chciał.

Andrzej: Selektywności nie dopuszcza się do głowy.

Katarzyna: Coraz rzadziej na szczęście mówi się w ten sposób. Natomiast ciągle wszyscy uważają, że singielki na pewno wolałyby być w związku. A one przyznają, że owszem, chciałyby mieć kogoś, ale kogoś fajnego – a wcale nie jest tak łatwo się dobrać. Patriarchalni na to, że to egoistki, które tyle wymagają, że nawet sam bóg nie wie, jaki ten facet ma być. Ale do wielu kobiet dotarło, że mają prawo chcieć bóg wie jakiego faceta. Czyli naprawdę udanego. Udanego dla nich. Inna sprawa, czy go spotkają.

Andrzej: Chcą związku dobrej jakości z dobrej jakości facetem.

Katarzyna: Dokładnie tak! Jeżeli jej się dotychczasowi panowie nie wydają tacy, może mieć romanse, sporadyczne kontakty, może mieć przyjaciół, kumpli, dużo znajomych. Coraz bardziej popularne są mieszkania wynajmowane razem w kilka osób. I to jest bardzo sympatyczne, bo ludzie nie są sami, ale są niezależni.…

Andrzej: Wielkomiejskie rodziny z wyboru.

Katarzyna: Dzielą wydatki, obowiązki i jeszcze się mogą razem powygłupiać, i do tego nie czują się raz na zawsze zaobrączkowani.

Andrzej: Spotykam taki model wśród klientów. Mieszkanie trzy-, czteropokojowe, każda osoba czy para ma swój pokój, a we wspólnej przestrzeni spotykają się wszyscy razem i kipi życie. Połączenie zielonej szkoły z akademikiem.

Katarzyna: Kiedyś ludzie mieszkali stadnie i taka duża tradycyjna rodzina miała sporo zalet, ale i tę wadę, że trzeba było słuchać dziadków lub rodziców. A tu nikt nikogo nie musi słuchać. Każdy robi, co chce. Tolerancja i trochę anarchia, choć oczywiście muszą też mieć jakąś umowę, jakieś określone zasady. Ludzie uczą się w ten sposób życia we wspólnocie i może to być świetny wstęp do zamieszkania z kimś.

Andrzej: Tak jak na terapii grupowej mówi się, że grupa jest odzwierciedleniem świata. Myślę sobie, że taka społeczność to też jest świat. Ludzie uczą się partnerstwa, funkcjonowania.

Katarzyna: Kiedyś dawały to podwórka i trzepaki.

Andrzej: Oj tak. Trzepak to był peerelowski Facebook.

Katarzyna: Bardzo żałuję, że one zniknęły, te podwórka, trzepaki, piwnice i strychy, po których się latało… Tu był starszy kolega, w którym się podkochiwałaś, a tam był młodszy kolega, który się w tobie podkochiwał. Był ktoś, kogo się nie lubiło, i był ktoś, kogo lubiło się bardzo. A tam ktoś nagadał, a tam ktoś naintrygował, a tam ktoś się z tobą zaprzyjaźniał. Po prostu cudownie, bo wszystko się przerabiało. Młodszych, starszych, głupszych, bogatszych, biedniejszych, brzydszych, ładniejszych. Wszyscy byli na tym podwórku. A teraz w dodatku rodzice przesadnie pilnują dzieci, choć życie wcale nie jest bardziej niebezpieczne niż kiedyś. Moim zdaniem niebezpieczne było zawsze. Jak się coś ma stać, to się stanie.

Andrzej: Myślę, że ten brak podwórkowej integracji wpływa na nieumiejętność nawiązywania damsko-męskich relacji. Mnie się z kolei podoba pewna twoja koncepcja.

Katarzyna: Która?

Andrzej: Że można mieć w życiu różne osoby do różnych zadań specjalnych. Wśród moich klientów zdarzają się pary, w których jedna osoba czepia się ramienia tej drugiej, bo ma poczucie, że ta druga powinna spełniać wszystkie jej potrzeby. A przecież to niemożliwe. Miło by było, ale nie. Potrzebna jest cała gromada. Tylko cała gromada jest w stanie spełnić nasze wszystkie potrzeby, te emocjonalne, intelektualne, seksualne. Często się zdarza, że jedna osoba zaspokoi nasze dwie, trzy ważne potrzeby, ale dwóch kolejnych ważnych już nie.

Katarzyna: Mnie dały wewnętrzny spokój wskazówki amerykańskich psychologów: jeśli twój partner spełnia twoje potrzeby w 60 procentach, nie musisz się z nim rozwodzić, tylko znajdź te 40 procent gdzie indziej. Poskładaj sobie. Był okres, kiedy się lansowało na Zachodzie sposób na rozwiązanie problemu, że jeden mężczyzna kobiecie nie wystarcza. Zaspokoi ją w jej różnych potrzebach wielu mężczyzn.

Andrzej: I żeby oni się wszyscy nie znali? (śmiech)

Katarzyna: Niekoniecznie. (śmiech) To nie o to chodziło. Tylko żeby mieć na przykład z kim wyjść do kina lub na bankiet. Na przykład mój facet jest domowy kocur i nie lubi nigdzie chodzić. W gości to tylko do tych, co ich zna. Do opery broń Boże, na premierę do teatru – broń Boże, bankiet – broń Boże. Nie i już. No to ja idę sobie z różnymi ludźmi, na przykład czasem wybieram się z tobą, Andrzej, albo z innym kolegą lub z koleżanką, z przyjaciółką. Nie jest to dla mnie żaden problem. I dla niego też. Czasem zapyta: a z kim idziesz? I czasem troszeczkę z zazdrością się zadziwi: znowu idziesz z Jurkiem. Nie za często? Ja mówię: kochanie, nie idziesz, no to Jurek idzie. I wtedy przeżywamy sobie takie miłe ożywienie.

Mówiąc o tych, którzy się wczepiają w drugą osobę, bardzo poważnie zapytajmy: kto zostaje wampirem? Ktoś, kto jest bardzo pusty. Nienakarmiony. Ktoś, kto nie dostał, strasznie potrzebuje i aż w nim to wyje. Jest jak wilk podczas pełni. Ssie go od środka. To są osoby o przepastnej wewnętrznej pustce.

Andrzej: Często ta pustka jest wielka jak Syberia. Wtedy jej nosiciel stara się stopić z tą drugą osobą, tak że partnerowi coraz bardziej brakuje tlenu. Komuś tak pustemu partner jest potrzebny, aż niezbędny do przeżycia, i tutaj nie przesadzam. Ciągle wydzwania, pisze esemesy, a kiedy są razem w domu, nie odstępuje na krok.

Katarzyna: Jednym z największych problemów w wychowaniu jest niedostarczanie właściwych bodźców. Często te bodźce są straszliwie jednorodne. Polegają na tym, że w domu jest zimno, nieprzyjemnie, chłodno. Albo się wszyscy siebie czepiają, dokuczają sobie, umniejszają, krytykują. Albo panuje przemoc. Bardzo dużo w Polsce jest takich domów, w których się nic nie dzieje. Nie czytają, nie chodzą nigdzie, nie spotykają się z ludźmi. Praca, dom, praca, dom. A czasami mama w ogóle nie pracuje i prawie nigdzie poza dom się nie rusza. I te teksty: nie idź do tych, bo oni za biedni. Nie idź do tamtych, bo oni za bogaci. A tamci piją, a ci to chodzą tacy ważni. Siedź w domu.

Podsumowując: zostań, nie chodź do ludzi, bo cię zawsze oszukają albo wykorzystają, bo ludzie są niefajni. I potem taka osoba jest głodna i pusta.

Andrzej: I bliska osoba staje się oknem na świat…

Katarzyna: Czasem jedynym oknem i jedynym buforem. A osoba pusta nie wie, ile jest różnych potrzeb i sposobów ich zaspokajania. Nie zna tego, że można poczytać, porozmawiać, popatrzeć, powąchać, połazić, podotykać, potańczyć, posłuchać muzyki. No może z muzyką jest ciut lepiej. Muzyka jest popularna wśród młodych ludzi, oni się tym dzielą. Ale zauważ, że w pokazywanych w mediach mieszkaniach obrazy nie wiszą i książki nie leżą.

Andrzej: Masz rację, teraz popularne są lofty, gdzie nic nie ma. Minimalizm.

Katarzyna: Jest pusto. Co się powiesi? Zegar się wiesza na ścianie. Okrągły. Wielki. Może i ładny, ale…

Andrzej: Albo lampa zawieszona na pałąku, który przechodzi przez pół pokoju.

Katarzyna: Tylko do czego ta lampa? Przecież pod tą lampą trzeba usiąść i coś czytać. Za to zawsze jest telewizor, a w telewizji coraz mniej treści i coraz więcej rozrywki masowej. Pozornie ludzi to bawi, choć tak naprawdę są nienakarmieni – nie tylko przez rodziców, ale i przez szkołę, gdzie ważne jest wkuwanie nikomu potem niepotrzebnych treści, są straszeni przez rząd i oceniani przez media. Nie wiedzą, czym się zająć, by osiągnąć dobrostan. Oczywiście zarabiają, sprzątają, załatwiają, są zabiegani i zmęczeni, ale nie znają siebie, swoich uczuć, nie czują się ważni ani wartościowi i ciągle to ukrywają, co jest bardzo wyczerpujące. No to co robią? Piją lub wpijają się w partnera.

Andrzej: Aż mi się ciężko zrobiło, jak sobie to wyobraziłem. W terapii tacy klienci są bardzo obciążający dla psychoterapeuty, a co dopiero dla partnera…

Katarzyna: Bo to jest ciężkie. Gdy pracuję w grupie, widzę, że iluś ludzi żywo reaguje. Przeżywają, mają dużo do powiedzenia, do wspominania, a niektórzy tylko tak patrzą, a spytani: co tam u ciebie?, odpowiadają: ja to nie umiem mówić o sobie. A ja to się wstydzę. A ja to właściwie nie wiem.

Andrzej: I masz poczucie, że to akurat ci są takimi wampirami?

Katarzyna: Niektórzy z nich przekształcają się w wampiry. To ci, którzy mają roszczeniową postawę, że ktoś musi ich nakarmić. A inni, typu niewidzialne dziecko, uważają, że nic nie dostaną, że nie mają żadnych praw. Oni nie są wampirami, oni przepraszają, że żyją. A czasem dwa wampiry wczepią się w siebie. Bywa różnie.

Andrzej: Ale wróćmy do naszego pytania: we dwójkę czy osobno? Jest jasne, że we dwójkę życie jest łatwiejsze. Bytowo na pewno. Można się podzielić rachunkiem za prąd.

Katarzyna: I jedna lodówka wystarczy.

Andrzej: Czasem słyszę od facetów: wie pan co, kryzys jest od pięciu lat, właściwie nic już do niej nie czuję, nie mamy seksu, ale gdzie ja się wyprowadzę? Ja naprawdę dobrze zarabiam, ale żebym mógł na swoje mieszkanie osobne zarobić i jeszcze żeby w nim były pokoje dla dzieci…

Katarzyna: I jeszcze inną kobietę mieć potem, jakieś pieniądze na przyjemności…

Andrzej: …to mi się nie chce. Nie stać mnie na razie. To mi się nie kalkuluje.

Katarzyna: W tym właśnie momencie dotykamy podstawy bytu. Teraz jest nieco lepiej. Są mieszkania i kredyty na nie. W tak zwanym realnym socjalizmie po prostu nie było się gdzie wyprowadzić. Teraz nowa para z odzysku może się zrzucić na mieszkanie.

Andrzej: On może chętnie by wziął ten kredyt, ale już ma kredyt na samochód i na inne rzeczy i na mieszkanie zwyczajnie może nie starczyć. Zwłaszcza jeśli poprzednie też jest na kredyt.

Katarzyna: Jezu, jak sobie człowiek pomyśli, ile ludzi jest zatrzymanych tymi kredytami, w takiej niewoli, to koszmar. To dopiero jest małżeństwo na zawsze.

Andrzej: Mam wielu takich klientów, którzy wracają do partnerek lub się z nimi nie rozstają z powodów mieszkaniowych. Jeden pan schował dumę do kieszeni i mieszka z pewną panią, bo nie ma po prostu dokąd się wyprowadzić. Ona ma sto metrów kwadratowych, więc jego ego też się tam mieści.

Katarzyna: A w trzydziestu metrach kwadratowych jego ego by się nie zmieściło.

Andrzej: Tak, ale w sześćdziesięciu metrach już by się zmieściło, tylko że nie stać go na taki kredyt.

Katarzyna: Zaczęliśmy od braków w spełnianiu potrzeb, a doszliśmy do braku pieniędzy – jako powodów, dla których warto być razem. Na to niektóre dziewczyny od razu zapytają: a gdzie jest miłość? Czy prawdziwej miłości nie ma? Ja się wtedy zawsze troszkę podśmiewam. Bo to jest urojenie. Marzenie. „A w niebo płyną marzenia dziewcząt”. Odpowiadam: jest miłość, tylko że miłość to romans, a niekoniecznie akurat związek na długie lata. Chociaż najwspanialej jest, jak się związek z miłości poczyna i z miłością zostaje. A i jeszcze się przyjaźń czasem zdarzy. I sympatia dobrze robi. I porozumienie dobrze robi. I różne inne rzeczy dobrze robią. Jednak to jest tak zwany pakiet de lux. A normalnie w tych związkach jest tak, jak powiedziałeś: zaczęło się od czegoś, a potem się już jakoś tak ciągnie. Magdalena Samozwaniec powiedziała kiedyś, że w małżeństwie jest jak w pochodzie pierwszomajowym w Warszawie: Wola ciągle jeszcze idzie, choć Ochota już przeszła.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Copyright © Katarzyna Miller i Andrzej Gryżewski 2019

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2019

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor prowadzący: Magdalena Chorębała

Opracowanie: Magdalena Chorębała

Redakcja: Katarzyna Raźniewska

Projekt serii i opracowanie graficzne okładki: Urszula Gireń

Rysunkowy portret Katarzyny Miller: Mirosława Szawińska

Ilustracja na okładce

© nito/Shutterstock.com

Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Być parą i nie zwariować, wyd. I, Poznań 2019)

ISBN 978-83-8062-646-1

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer