Droga Kasiu, jak żyć lepiej? - Katarzyna Miller - ebook
Opis

Masz problem? Nie chowaj go, nie zagłuszaj. Szukaj pomocy i proś o radę. Ten mądry i niezwykle praktyczny poradnik pomoże wyjść z niejednego życiowego zakrętu.

Co robić, gdy:

- rodzina ingeruje w nasze życie osobiste

- w pracy spotykamy osoby toksyczne

- przyjaciele nas opuszczają

- wykańcza nas własna uprzejmość

- boimy się przekroczyć strefę komfortu

- czujemy się rozczarowani i niespełnieni

- rozstaliśmy się, ale… nie do końca

- nasze dzieci się kłócą.

Katarzyna Miller, najsłynniejsza polska psycholog, zawsze uśmiechnięta, pogodna i szczera aż do bólu, odpowiada na listy kobiet i mężczyzn, którzy szukają u niej pomocy i rady w najróżniejszych sytuacjach życiowych. Pytają o związki, miłość, samotność, relacje z samym sobą. Proszą o wskazówki w momentach trudnych, wyjątkowych, czasem po prostu chcą się komuś wygadać. Ufają autorce, bo nigdy nie owija w bawełnę. Potrafi zganić, doradzić, powiedzieć, że coś jest ślepą uliczką. Pisze prostym, żywym, autentycznym językiem. To książka, nad którą się zamyślimy, nieraz roześmiejemy i nierzadko też wzruszymy. Potrzebna każdemu i każdej z nas. A zamykając ją, będziemy trochę lepsi dla samych siebie.

Katarzyna Miller - filozofka, poetka, pisarka, psycholożka, psychoterapeutka z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem w prowadzeniu terapii indywidualnej i grupowej. Autorka wielu bestsellerowych książek. Gość programów telewizyjnych, autorytet dla tysięcy kobiet i mężczyzn, których spotyka na warsztatach, festiwalach i imprezach związanych z rozwojem osobistym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 242

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Opracowanie: DOROTA WIERZBICKA
Opieka redakcyjna: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK
Redakcja: EWELINA KOROSTYŃSKA
Korekta: ANNA MILEWSKA, Pracownia 12A, ANETA TKACZYK
Opracowanie graficzne wersji papierowej: OLGIERD CHMIELEWSKI
Fotografia Katarzyny Miller na okładce, wykonana na potrzeby kampanii Porozmawiajmy o wnętrzu marki VOX: Fot. © by Meble VOX Sp. z o.o. sp. k. z siedzibą w Czerwonaku Fot. Grzegorz Nelec Motyw koperty – Shutterstock
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Katarzyna Miller & Wydawnictwo Literackie, 2019
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-06756-7
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Co robić, gdy...

spotykamy (na przykład w pracy)osoby toksyczne?

    Dzień dobry,

chciałam zapytać, jaką postawę należy przyjąć wobec toksycznych ludzi, jeśli nie możemy ich unikać, bo na przykład pracujemy z nimi.

Ewa

.

    Dzień dobry, Ewo!

Już odpowiadam: wobec osób toksycznych trzeba się OTORBIAĆ. Proszę sobie wyobrazić, że wokół toksycznego człowieka powstaje coś w rodzaju osłony, która odgradza Panią od niego. Na przykład wsadza go Pani do bardzo grubego śpiwora. I ten toksyczny człowiek, on czy ona, chodzi i biega w tym śpiworze (można jeszcze się pośmiać, że się w nim na przykład wywalił, ha, ha!). To, co tam sobie gada, jest ciche (bo stłumione przez śpiwór). Chodzi o to, żeby odjąć osobie toksycznej jej skuteczność.

Nie przypadkiem się mówi: „Jeżeli boisz się szefa, bo jest tyranem, wyobraź go sobie w majtkach w prosiaczki, jak nie może zrobić kupy”. Natychmiast staje się zwykłym człowiekiem, który stęka w ubikacji. Chwilę później wchodzi taki do sali konferencyjnej i ustawia swoich pracowników, ale możesz sobie wtedy wyobrazić, że ma problem z zatwardzeniem i dlatego jest taki wredny. (To się w dodatku zgadza. Ludzie nieżyczliwi i krytycznie oceniający mają najczęściej problem z defekacją. Nie wypuszczają na zewnątrz tego, co naprawdę czują. Muszą swój lęk schować pod agresywnością, pozorną mocą. Ktoś, kto ma prawdziwą moc, nie musi nikomu niczego udowadniać).

Inna piękna wizualizacja: wyobraź sobie, że stoisz na ziemi – czystej, ciepłej, ornej – i rysujesz wokół siebie koło, tak że powstaje niezbyt głęboki rowek. I w tym rowku wzniecasz ogień. Możesz decydować, czy płomienie będą niskie, czy wysokie, i podtrzymywać takie, jakie zechcesz. Niektórym ludziom bardzo potrzebna jest wizja, że mają wokół siebie taki rodzaj ochrony. Jeśli jest obok Ciebie ktoś życzliwy, mocno płomienie zniżasz. Może nawet zostać tylko pełgający ogień, tak że da się zaprosić kogoś do środka – do seksu, do przytulenia, do serdecznych rzeczy. Natomiast jeśli masz obok siebie kogoś, kogo nie znosisz, boisz się, nie lubisz, nie chcesz, żeby Cię męczył – wzniecasz płomienie bardzo wysokie, sięgające ponad wasze głowy. I docinki tej osoby, jej oceny, rady, złośliwości lecą w Twoim kierunku jak czarne papierowe ptaki, ale nie dolecą, bo spalą się w tym ogniu. Słyszysz je, ale Cię nie obchodzą.

Toksyczna osoba musi produkować napaści, przytyki, zaczepki, bo jest napięta, wściekła i nienawidzi ludzi – boi się i jednocześnie chce zasmarować cały świat na czarno. Niech więc to sobie robi w swoim śpiworze.

Tu dotykamy naszych cudownych możliwości – wiele rzeczy potrafimy sobie załatwić dzięki wyobraźni. I mamy to robić świadomie. Psychoterapia polega na tym, że człowiek wraca pamięcią do jakichś wydarzeń z przeszłości i próbuje sobie wyobrazić to, czego mu wtedy zabrakło, na przykład osobę, której potrzebował, a jej nie było, albo to, co chciałby, żeby ona w tamtym momencie zrobiła, a nie zrobiła. Wszystko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Oczywiście nie możemy żyć tylko wyobraźnią, bo wówczas brakuje realności. Ale jeśli połączymy realność z wyobraźnią, to będziemy mieli świetny zestaw. Wyobraźnia pozwala bardzo kreatywnie radzić sobie z tym, na co nie mamy wpływu.

Pani Ewo, życzę dobrej zabawy!

Pozdrawiam

Kasia

.

• Wyobraźnia może Ci pomóc cudownie uporać się z ważnymi sprawami. W wyobraźni możesz wszystko!

• Wobec toksycznych ludzi (jeśli nie możesz ich uniknąć) warto stosować rozmaite wizualizacje: wyobraź sobie, że chroni Cię przed nimi śpiwór, mur, ogień – co tylko chcesz!

Co robić, gdy...

rozstaliśmy się, ale... nie do końca?

    Dzień dobry,

chciałbym zapytać o kwestię rozstania, ale nietypowego o tyle, że ludzie rozstają się ze sobą w sposób przyjazny, cywilizowany, nie mają do siebie pretensji – po prostu im nie wyszło. Powiedzmy, że po tym, jak chemia się skończyła, okazało się, że dzieli ich za duża różnica charakterów. Utrzymują po rozstaniu normalny, przyjacielski kontakt. I tu zaczyna się problem, bo jedna strona – mówię o swoim doświadczeniu – chciałaby zacząć nowy związek, ale nie może. Ma poczucie, że zdradza w ten sposób poprzedniego partnera, że jest wobec niego nie w porządku albo że zadaje mu jakiś rodzaj bólu. Czy to dlatego, że poprzednia relacja nie zakończyła się bardziej dramatycznie, zdecydowanie? Czy minęło za mało czasu? Może powinno się porozmawiać z eks o przyszłych relacjach i zapowiedzieć, że pojawił się ktoś nowy? Bo raczej nie ma tu mowy o trwającym uczuciu, chyba...

Maciek

.

    Panie Maćku,

o kim Pan pisze? Jeżeli o sobie, to dlaczego nie wprost, tylko tak jak o kimś innym? Trochę mnie to przestrasza. Tak jakby Pan nie miał kontaktu ze sobą i kimś się zasłaniał.

Opowiada Pan o jakimś facecie i jakichś ludziach, którzy się ze sobą rozstają. Jest Pan sobie nieznany, daleki i nie rozwiązuje Pan swoich spraw. Chciał Pan mieć eleganckie rozstanie – i się udało. Gratuluję, bardzo to ładne, gdy nie robi się sobie przykrości, nie niszczy drugiej osoby; natomiast bez przesady z tym zaprzyjaźnianiem się. Jeżeli nie wyszedł związek, to nie od razu po rozstaniu uda się przyjaźń. Należy sobie zrobić sporą przerwę w kontaktach, tak by móc się odezwać do byłego partnera po jakimś czasie bez trudnych wspólnych zaszłości.

Myślę, że Pan za bardzo dba o swój wizerunek, pisząc o sobie tak górnolotnie, ale też bezosobowo. Nie umie Pan powiedzieć byłej dziewczynie, że naprawdę od niej odszedł. A może Pan od niej nie odszedł i nie rozumie Pan siebie, nie wie, co się tak naprawdę dzieje? Bo jeżeli rzeczywiście Pan od niej odszedł, proszę zrobić to, o czym Pan napisał – zapowiedzieć jej, że Wasze rozstanie oznacza, iż w Pana życiu może się pojawić ktoś nowy. Życzę Panu powodzenia, ale obawiam się, że jeśli będzie Pan wchodził w kolejne związki z taką asekuracją, to może się okazać, że Pan znowu w coś nie wszedł naprawdę. Może w tym rzecz?

Ludzie oczywiście zadają sobie pytanie: czy da się dobrze rozstać i jak to zrobić? Oczywiście najlepiej się rozstać w momencie, gdy obie strony zaczynają powoli zdawać sobie sprawę, że uczucie już odpłynęło. Wówczas mogą sobie podziękować i pójść każde w swoją stronę, ewentualnie dalej się kolegować, ale dopiero po jakimś czasie. Najgorzej jest wtedy, kiedy jedna strona jest zaangażowana, a druga chce odejść albo odeszła. Ta, która nie chciała rozstania, czuje ból. Niektóre osoby porzucone mówią z dużą klasą: „Życzę ci szczęścia, trudno”, inne zaś zaczynają szantażować, błagać, grozić. To nigdy nie ma sensu, bo po co zatrzymywać kogoś, kto nie chce z nami być? To działanie przeciwko sobie.

Napisał Pan, że rozstaliście się w sposób przyjazny, cywilizowany, że po prostu Wam nie wyszło, a po tym, jak „chemia się skończyła”, okazało się, że dzieli Was „za duża różnica charakterów”. Może polegało to na tym, że była tylko chemia i nic więcej? A może drugiej stronie jeszcze jakoś zależy? Jeśli chcemy odejść, powinniśmy postawić sprawy jasno. Jeżeli tłumaczymy, że chcemy tej drugiej osobie oszczędzić przykrości, i sprawiamy jej przykrość dużo dłużej, udając, że to z dobroci, zachowujemy się bardzo nieładnie.

Pojawia się tu jeszcze wątek przyjaźni z eks i lojalności wobec nowego partnera. Przyjaźń z eks to rzecz trudna i musi być oparta naprawdę na rzetelnych zasadach. Jeżeli związek był ważny i istotny, ma się z byłym partnerem głęboką więź, często na zawsze. Nie znaczy to jednak, że mamy być w relacji z tą osobą. Możemy tego chcieć, ale nie da się określić, do jakiego momentu, bo nie ma zasady, że jeżeli jesteś w nowym związku, to wolno Ci się spotkać z byłym czy byłą raz w tygodniu, a dwa razy w tygodniu już nie. Jeżeli ciągnie Cię do poprzedniej partnerki, zastanów się, dlaczego tak się dzieje. Jeżeli nowa partnerka ma pretensje, pomyśl, czy Ty na jej miejscu też byś je miał.

Jedne pretensje są uzasadnione, inne nie. Czasami ktoś może czuć, że choć partner czy partnerka nadal z nim przebywa, to w głębi jest już z kimś innym. To trudne i nieprzyjemne. Natomiast jeżeli ktoś jest zazdrośnikiem i osobą zawłaszczającą i nie pozwala partnerowi czy partnerce kontaktować się z żadną osobą z poprzednich związków, to jest nie fair. Taka zazdrość wiąże się zawsze z niskim poczuciem wartości zazdrośnika.

Namawiam Pana jednak, żeby uczciwie zapytał Pan sam siebie, czy na pewno skończył Pan z tą eks. A przede wszystkim życzę Panu, by zaczął Pan mówić o sobie j a.

Pozdrawiam

Kasia

.

• Jeżeli po rozstaniu z kimś nadal ciągnie Cię do tej osoby, zastanów się, c o Cię ciągnie. Być może nie rozstaliście się na dobre.

• Pamiętaj, że przyjaźń po rozstaniu jest możliwa, ale trzeba być w niej uczciwym – musisz dać sobie czas oraz zachować szczerość wobec siebie i byłego partnera; spróbuj uszanować również to, że druga osoba może nie chcieć się z Tobą przyjaźnić.

Co robić, gdy...

mam trudną relację z mamą?

    Pani Katarzyno,

mam toksyczną relację z matką, od której nie mogę się uwolnić, choć bardzo bym chciała. Ta problematyczna sytuacja ciągnie się, odkąd pamiętam. Wciąż szukam u mamy akceptacji i miłości, a jednocześnie wiem, że niemal każde nasze spotkanie skończy się wzajemnymi oskarżeniami, wylewaniem żalu i rozgoryczeniem. Gdy próbuję się dystansować i kontaktuję się rzadziej, słyszę, że jestem egoistką i rozwalam rodzinę.

Czy zadbanie o siebie i swoją psychikę rzeczywiście jest egoizmem? Jak pogodzić miłość, chęć troski i opieki z dbaniem o samą siebie?

Z pozdrowieniami

Ewa

.

    Pani Ewo,

bardzo współczuję i rozumiem Panią, bo zła relacja z matką to poważny temat i wielki problem, dla kobiety jedna z najważniejszych spraw w życiu. Znam go z własnego doświadczenia i piszę o nim w książce Bez cukru, proszę.

Niewiele Pani o sobie napisała. Domyślam się, że jest Pani dorosła, ale chciałabym podkreślić, że dopiero wtedy stajemy się dorośli, kiedy uwalniamy się od swoich rodziców. Bardzo trudno się jednak uwolnić od kogoś, kto nas nie dopełnił, nie wyposażył. Niełatwo też odejść od kogoś, kto nam na to nie pozwala, bo mama różnych rzeczy Pani nie daje, ale też Pani nie puszcza. Nie jest dla Pani ciepła, serdeczna, bo tego nie potrafi, ale też pewnie Panią za wszystko krytykuje.

Ogromnie polecałabym, aby zaczęła Pani pracę terapeutyczną, ponieważ ten temat jest za poważny, za duży i za głęboki, żeby sobie radzić samej. Oczywiście nie musi Pani iść na terapię, ale warto.

Pani radzi sobie tak, że raz się do matki przybliża, raz się od niej oddala. Ciągle się Pani łudzi, że jak zrobi coś inaczej niż dotąd, to może mama Panią zrozumie albo lepiej potraktuje. Raczej mało prawdopodobne, że tak się stanie. Matka jest taka, jaka jest, ma już swoje lata i jest ukształtowanym człowiekiem. Co prawda Pani też, ale Pani ma w sobie gotowość do zmiany, szuka pomocy i rozwiązań.

Nie wiem, z kim i jak Pani żyje. Dla Pani byłoby najlepiej, gdyby się Pani od mamy uwolniła. I nie chodzi o to, że ma się Pani z nią nie widywać. Uwolnienie oznacza, że w tej sprawie poczuje Pani względny spokój. Matka jest dla dziecka najważniejszą istotą i duże deficyty z nią związane będą na nas wpływać do końca życia. Ale z czasem ten wpływ będzie coraz słabszy, coraz mniej bolesny, aż w końcu zaczniemy czuć, że nad tym panujemy, że to nas nie obezwładnia i nie odbiera nam wiary w siebie, samoakceptacji ani miłości, którą chcemy dostać od innych. Jeśli nie dostałyśmy miłości od matki, trzeba uwierzyć, że ktoś inny może nas pokochać, choć to nie jest łatwe.

Terapia może pomóc w rozliczeniu się z uczuciami, które ma Pani w sobie, żeby nie musiała Pani wzbudzać ich za każdym razem, gdy widzi Pani mamę. Trzeba też zakończyć starania, by ją zadowolić. Najprawdopodobniej Pani matka nie lubi samej siebie, jest nieszczęśliwa i pewnie też nie dostała od swoich rodziców tego, czego potrzebowała.

To paradoks, że tak trudno nam odejść od tych, którzy nas nie dopełnili. Ale właśnie to nas przy nich trzyma, że ciągle mamy nadzieję na dopełnienie, tęsknimy za tym i czekamy, aż coś się wydarzy – na przykład mama się ocknie i powie: „Kocham cię, przepraszam”. Najprawdopodobniej tego nie zrobi, chociaż nieraz się to zdarza, ale zazwyczaj wtedy, gdy to córka pierwsza zmieni się w stosunku do swej matki. Czasem, gdy dorosła córka powie matce: „Było mi z tobą trudno i jest mi przykro, byłaś dla mnie za zimna, za chłodna, za daleka”, matka potrafi powiedzieć „przepraszam” i przyznać: „Wiesz, czułam, że coś robię nie tak, tylko nie bardzo wiedziałam, jak to robić inaczej”. Pamiętajmy też, że wiedza terapeutyczna zaczęła być szeroko dostępna dopiero od jakichś kilkunastu lat.

Uwolnienie się od matki ma polegać na rozliczeniu się z tym, co czuliśmy jako dzieci, a nie z tą panią, która jest dziś o dwadzieścia czy trzydzieści lat starsza niż wtedy, coraz mniej elastyczna, coraz bardziej znękana swoim życiem. Chodzi o rozliczenie z matką wewnętrzną, czyli z tym, co w nas zostało z okresu dzieciństwa. Możemy wyzdrowieć, jeśli przerobimy sobie naszą niedobrą mamę wewnętrzną, która była, na obraz i podobieństwo realnej mamy – na dobrą, ciepłą i serdeczną. To wszystko jest do zrobienia. Człowiek jest psychologicznie ogromnie elastyczny, bogaty, ma możliwość wracania do przeszłości, wchodzenia w sytuacje, które były dla niego bardzo bolesne, i nadawania im nowego sensu, szukania wsparcia, zarówno w sobie, jak i w ważnych ludziach. A wszystko po to, żeby pamiętać historię swojego życia, ale nie być jej ofiarą.

Pani Ewo, trudno jest być uprzejmą wobec matki, która obraża i wpływa na pogorszenie samopoczucia. Im więcej człowiek „ulewa z siebie” na terapii, na grupie – bardzo polecam w tym celu terapię grupową – tym mniej poruszają go nieprzyjemne słowa matki. Optymalny i zdrowy finał powinien być taki, że co jakiś czas będziemy na krótko spotykać się z rodzicami, wysyłać im miłe kartki czy wiadomości: „Jak tam Wasze zdrowie? Pozdrawiam Was serdecznie”, a przede wszystkim potrafimy im podziękować za to, co nam dali. Ale to będziemy w stanie zrobić dopiero wtedy, gdy się oczyścimy.

Pani uczucia są uczuciami małej dziewczynki. Dorosła kobieta ma je brać w nawias. Na tyle, na ile to jest dla Pani możliwe bez terapii, proszę opiekować się sobą jako tą nieszczęśliwą małą dziewczynką. Jeśli mama jest dla Pani przykra, może jej Pani powiedzieć: „Nie będę do ciebie przyjeżdżała, jeżeli będziesz dla mnie taka niemiła”. A jeśli mama się wtedy obrazi, to będzie spokój na jakiś czas.

Życzę Pani powodzenia, niech Pani myśli o sobie coraz lepiej i pamięta, że matka nie jest Bogiem ani wyrocznią, za to jest być może osobą uszkodzoną w jakiś sposób przez poprzednie pokolenie, o którym nic Pani nie napisała. Dostała Pani tyle, ile Pani mama była w stanie dać, a reszty trzeba szukać gdzie indziej. Przede wszystkim w sobie, ale też u innych ludzi, którzy nas lubią, szanują, wybierają i chcą z nami być.

Pozdrawiam Panią z siostrzanymi uczuciami...

Kasia

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki