Błogosławieństwo Abrahama - Świderski Michał - ebook

Błogosławieństwo Abrahama ebook

Świderski Michał

0,0

Opis

Czy wiesz, że błogosławieństwo dane Abrahamowi dotyczy również Ciebie i CAŁEJ Twojej CODZIENNOŚCI? To właśnie w codzienności toczy się nasze życie i właśnie tam Bóg pragnie być blisko. W Twoich finansach, relacjach, planach, decyzjach, sukcesach i porażkach. Ta książka pokazuje, że wiara przenika całe życie i przynosi realne owoce każdego dnia.

Usłysz i w końcu przyjmij Bożą OBIETNICĘ dla Twojego życia: Będę Ci błogosławił i staniesz się błogosławieństwem! (Rdz 12,2-3).

Nie ma dwóch światów: „z Bogiem” i „bez Boga”. Nasze życie nie dzieli się na część duchową i zwyczajną. Nie ma miejsca, do którego nie sięga Boża obecność.

Bóg wie, do czego Cię przeznaczył. Każdy człowiek został stworzony z konkretnymi darami, talentami i drogą życia. Twoje powołanie może realizować się dokładnie tam, gdzie dziś jesteś. Błogosławieństwo jednak nie wygląda identycznie dla wszystkich. Inaczej objawia się u przedsiębiorcy. Inaczej u nauczyciela, rodzica, lidera. Inaczej u człowieka, który dopiero szuka swojej drogi.

Bóg interesuje się Twoją pracą, Twoimi decyzjami, Twoim rozwojem. Bóg interesuje się Twoją przyszłością i teraźniejszością.

Ta książka jest dla tych, którzy:

  • pragną spójności pomiędzy życiem duchowym a codziennością
  • szukają zachęty do odważnego wchodzenia w błogosławieństwo i przyjęcia tego, co Bóg przygotował
  • przyjmują zaproszenie do wierności i ufności Bogu, które są gwarantem wywyższenia i błogosławieństwa
  • chcą przyjąć powierzone im pieniądze bez popadania w chciwość
  • chcą żyć w Bożym błogosławieństwie i stawać się błogosławieństwem dla innych.

MICHAŁ ŚWIDERSKI

Lider licznych wspólnot SNE, ewangelizator posługujący modlitwą uzdrowienia oraz głoszący słowo Boże w internecie (kanał „Dotyk Boga”). Przedsiębiorca, właściciel grupy spółek informatycznych Software Interactive, spółki developerskiej oraz Fundacji Abraham działającej w Pakistanie (wykup niewolników) i w Polsce (pomoc dzieciom). Prywatnie mąż Lilianny, ojciec trzech synów, miłośnik gór i skyrunner.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 97

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Spis treści

Na start

(Nie)święta codzienność

Problemy świeckich

Ewangelizacja codzienności

Dlaczego diabeł może działać na Ziemi?

Powszechne powołanie do królowania

Drogi Bożego błogosławieństwa

Błogosławieństwo Abrahama – czym jest?

Jakimi sposobami Bóg błogosławi?

Wyzwoleni z przekleństwa

Zasady życia w błogosławieństwie

Posłuszeństwo

Praca

Hojność

Przyjmowanie

Walka duchowa

Nagromadzone błogosławieństwo

Rozeznawanie woli Bożej

Jak mówi Bóg?

Warsztat rozeznawania

Kryteria rozeznawania

Posłuszeństwo, czyli wyruszanie w drogę

Bogaci we wszystko

Recenzja

O Autorze

Na start

Panie Jezu, chcemy stanąć w Twojej obecności i prosić Cię o światło. O mądrość dla mnie, bym jak najprościej umiał wyłożyć te sprawy, które wkładasz mi w serce, a dla moich Braci i Sióstr, którzy będą to czytać – gdziekolwiek się znajdują i w jakimkolwiek położeniu życiowym stykają się z tymi treściami – o otwartość. Daj im gorliwość w przyjmowaniu tego słowa1. Niech ono zapuści w nich korzenie i wyda plon, by ich codzienność mogła zostać dogłębnie przemieniona, ich życie pobłogosławione, a oni sami stali się błogosławieństwem dla innych. Przez Chrystusa Pana naszego, amen.

Zacząłem od modlitwy, bo treści, które znajdziesz w tej książce, mogą o sto osiemdziesiąt stopni zmienić twoje myślenie, a co za tym idzie także twoją codzienność. Może niektóre z nich będą dla ciebie trudne do przyjęcia – dla mnie też takie były, gdy je odkrywałem. Rozważałem je wiele lat, a potem jeszcze sporo zajęło mi, by tę całą zdobytą wiedzę i doświadczenie zebrać, usystematyzować, sprawdzić, by móc się nimi podzielić. W tej książce jak na talerzu dostajesz to w skompresowanym pakiecie. Mimo że zrobiłem wszystko, by podać ci te treści w dobrej, „zjadliwej” formie, to i tak mogą być wymagające – mogą wywrócić do góry nogami to, czym żyjesz na co dzień.

(Nie)Święta

Codzienność

Czy słyszałeś kiedyś w kościele na kazaniu lub na jakimś chrześcijańskim wykładzie, by ktoś mówił o błogosławieństwie danym przez Boga Abrahamowi? Z pewnością wielu z nas odpowie negatywnie. Tymczasem, gdy zajrzymy do Biblii, to okaże się, że niemalże cały Stary Testament odwołuje się do tego wydarzenia, a Nowy Testament przywołuje je w wielu ważnych miejscach. Przyznam, że zanim sam nie sięgnąłem do tego tekstu, nigdy nie słyszałem o nim w kościele. Jak to się stało, że teraz wiem, że błogosławieństwo Abrahama jest kluczowe dla każdego wierzącego?

Wszystko zaczęło się od studiów, podczas których nosiłem w sobie przekonanie, że w przyszłości będę księdzem. Wcześniej formowałem się w Szkole Nowej Ewangelizacji prowadzonej przez księdza Artura Godnarskiego w Gubinie. Byłem pewny, że będę ewangelizował jako kapłan. Kiedy jednak skończyłem studia, postanowiłem poświęcić dosłownie pół roku na to, by codziennie się modlić, wyciszać swoje serce i emocje, i zadawać Bogu pytanie o Jego plan na mnie. Szczerze stawałem przed Bogiem i oddawałem Mu całą władzę nad moim życiem, by mógł w nim zrealizować swój plan. Choć byłem przekonany o słuszności swoich pomysłów, to jednak stwierdziłem, że przez te pół roku chcę słuchać, co Bóg chce mi powiedzieć.

I tak krok po kroku Pan Bóg pokazywał mi moje pragnienia, a także moje braki i niewłaściwe motywacje. Na przykład, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego chcę być księdzem, zorientowałem się, że wynikało to z chęci posiadania władzy nad ludźmi. Ponadto, odkryłem w sercu ogromną tęsknotę za małżeństwem, pragnienie posiadania kogoś bliskiego, a także tęsknotę za dziećmi. Na końcu zaś tego procesu Bóg pokazał mi, że mam żyć dla Niego w codzienności – że będę ewangelizatorem, będę uzdrawiał i dokonywał znaków, cudów, ale będę to robił w zwykłej codzienności.

W czasie rozeznawania wpadła mi też w ręce książka ks. Józefa Kudasiewicza o Duchu Świętym2. Czytając ją, w pewnym momencie usłyszałem Ducha Świętego – niemalże fizycznie, jakby zadzwonił dzwon – który powiedział: „Masz zrobić doktorat”. Zabrzmiało to jak żart, bo do tej pory studia traktowałem jako tło do tego, by jeździć i ewangelizować. Skoro jednak Bóg powiedział „doktorat”, oznaczało to, że zostałem na uczelni i sukcesywnie nadrabiałem wszystko, czego nie zrobiłem na studiach. Co więcej, pojawił się jeszcze jeden „problem” – codzienność. Wcześniej w ogóle nie myślałem o zarabianiu pieniędzy, a tu nagle trzeba było zatroszczyć się o rodzinę, mieszkanie i sprawy dnia powszedniego. Wcześniej byłem nastawiony na zupełnie inne życie, mój pociąg pędził w jednym określonym kierunku, a Bóg powiedział „stop” i okazało się, że trzeba zastanowić się nad wieloma dotychczas nieistotnymi dla mnie sprawami.

Bóg powiedział: „Stop, będziesz żył zwyczajnie”.

Michał Świderski

Uświadomiłem sobie, że w ogóle nie wiem, jak żyć. To znaczy wiem, jak to robią ludzie, ale nie mam pojęcia, jak na naszą codzienność patrzy Bóg, jak On ją widzi i co o niej mówi. Wpadłem w panikę, bo jedyne, co mi świtało w głowie na ten temat, to fragment jakiegoś włoskiego filmu o Jezusie. Oglądałem go kiedyś z matką i pamiętam jej reakcję na słowa, które tam padły z ust Jezusa, mówiącego Kazanie na górze – słowa o tym, żeby o nic się nie troszczyć, tylko o Królestwo Niebieskie, a wszystko inne będzie nam dodane. Matka, słysząc to, roześmiała się i powiedziała: „Co za bzdury!”. We mnie zaś na lata została ta jej reakcja i po studiach, gdy stanąłem przed pytaniem o codzienność, miałem w sobie dylemat: „Pan Jezus powiedział, żeby się nie troszczyć, ale moja mama powiedziała, że to głupoty. Zatem jak żyć? Czy Bóg jest obecny w mojej codzienności czy nie? Mam się starać czy nie? Mam się przejmować czy odpuścić?”.

Znałem też wtedy inny fragment biblijny, z Listu do Filipian – „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!” (Flp 4,6). Pomyślałem więc, że dobrze byłoby znaleźć jakichś wierzących ludzi, którzy dobrze radzą sobie w życiu. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem jednak, że nie znam takich chrześcijan. Wszyscy albo klepią biedę, albo mają rozwalone małżeństwo, albo są ciągle chorzy lub coś jeszcze innego rozsypało się w ich życiu. Pomyślałem: „Co jest nie tak? Może jestem w złym miejscu?” – czułem się bardzo zdezorientowany, bo chwilę temu odkrywałem charyzmaty i ewangelizację, miałem wspaniały plan, po czym Bóg powiedział: „Stop, będziesz żył zwyczajnie”, ale ta normalność wydawała się jakąś katastrofą.

Zacząłem wnikliwie studiować temat codzienności z perspektywy wiary. Dlaczego? Potrzebowałem tego jak wody, jak powietrza. Robiłem to przez lata dla siebie samego, by żyć, ale to, czego się dowiedziałem, czego doświadczyłem, co się wydarzyło i co osiągnąłem razem z Bogiem, jest tym, czym mogę i chcę się podzielić.

Problemy świeckich

Na co dzień widzę, że mnóstwo ludzi mierzy się z podobnymi problemami, przed jakimi ja stanąłem wiele lat temu. Bo czy szczerze możesz powiedzieć, że wszystko masz w życiu poukładane? Że żyje ci się dobrze i spokojnie? Powiem otwarcie, jestem dość szanowany w biznesie. Gdy więc siedzimy przy stole i okazuje się, że przyznaję się do wiary, do Jezusa, to zwykle nie jest to wyśmiewane, ale niemalże tego samego dnia, najpóźniej następnego, ktoś próbuje to wykorzystać. Wielu kieruje się zasadą: „Jesteś wierzący, więc jesteś naiwniakiem, można cię naciągnąć”. Tymczasem, jeśli próbują tego na mnie, zawsze się dziwią, bo mnie nie da się naciągnąć. Niestety wierzący ludzie często są postrzegani jako naiwniacy i ofiary losu. Dlaczego? Nie wiem, ale tak właśnie jest.

Kiedy założyłem firmę, naturalnie stwierdziłem, że będę zatrudniał znajomych ze wspólnoty – bo będzie się nam wspaniale pracowało i żyło na co dzień w miłości. I co się stało? To było dla mnie wielkie zaskoczenie. Tylko jedna osoba, z którą rzeczywiście pracuję od początku, jest człowiekiem godnym zaufania, który sam trzyma dyscyplinę pracy i jest rzetelny we wszystkim. Niestety jest to wyjątek od reguły. Dziś nie zatrudniam osób ze wspólnoty, bo z mojego doświadczenia wynika, że to najgorsi pracownicy. Zawsze spóźnieni, zawsze mają wymówkę, dlaczego coś jest zepsute, zniszczone lub niezrobione, a na końcu zwykle też pada: „Michał, no przecież Pan Bóg mnie kocha, też powinieneś mnie kochać, wybacz mi to po raz 115”. Przykro mi to pisać, ale znajomi ze wspólnoty najczęściej okazywali się najgorszymi pracownikami pod względem terminowości wykonywanych zadań, jakości pracy czy komunikacji.

Co więcej, wierzący i charyzmatycy to – według moich doświadczeń – notoryczni kłamcy i oszuści, a obecnie moi najwięksi dłużnicy. Nie chodzi o to, że brakuje mi cierpliwości do ludzkich błędów – na przykład dla jednego z nich byłem cierpliwy przez dwa lata, aż w końcu podałem go do sądu. Ile wysiłku musiał włożyć w to, by przez dwa lata mnie okłamywać? Zawsze miał jakąś nową wymyśloną opowieść. Mówię tu nie tylko o katolikach, ale mam takie historie z ludźmi z różnych denominacji. Kiedyś na przykład pastor i jego syn próbowali ukraść mi pracownika. Złapałem ich na gorącym uczynku, palcem pokazałem, co zrobili, powiedziałem: „Powinienem nałożyć na was takie a takie kary, mamy to zapisane w umowie”, a oni na to: „Myśleliśmy, że się nie zorientujesz. Ale skoro nas złapałeś, przepraszamy”. A gdybym nie zauważył, to co? Jak my, chrześcijanie się zachowujemy? Przecież Pan Jezus powiedział, że mamy być sprawiedliwsi od pogan (por. Mt 5,20), a ja takich numerów nigdy nie miałem z ludźmi niewierzącymi.

Przez wiele lat byłem liderem wielu wspólnot – kiedyś nawet dwudziestu wspólnot naraz – więc trochę się naoglądałem. Tysiące ludzi to chyba wiarygodna statystyka, czyż nie? Spotkałem wielu gorliwych, wierzących, doświadczających Boga ludzi, przez których Pan uzdrawiał i przemieniał serca. Wielu z nich jednak w zderzeniu z codziennością, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, byli coraz bardziej ostygli, zmieleni tak bardzo, że niektórzy z czasem nawet odeszli od wiary. Co było powodem? Zwykłe codzienne problemy. Jezus to zapowiedział, mówiąc, że troski doczesne i ułuda bogactwa czynią słowo Boże bezowocnym (por. Mt 13,22). Czy tak to ma wyglądać? Czy Bóg naprawdę nie ma nic do powiedzenia na temat codzienności?

Do pełnego obrazu tego, z czym się zmagamy, dołóżmy jeszcze stres, pracoholizm i często wynikające z nich nerwice. Niestety wielu ludzi dochodzi do wniosku, że Pan Bóg i wiara to sprawy duchowe, a o wszystko inne w życiu trzeba się troszczyć samemu, zawalczyć o to własnymi rękami, bo Boga to nie interesuje – czy na pewno? Czy da się tak napracować i wzbogacić, by ostatecznie zyskać spokój? Weźmy na przykład takiego Jen-Hsun Huanga, dyrektora generalnego firmy Nvidia, jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Mimo rynkowego sukcesu firmy i jej astronomicznej wyceny pracuje w ciągłym „stanie niepokoju” (ang. state of anxiety), napędzanym obawą przed bankructwem. Huang określa swoje podejście do pracy jako mentalność zarządzania firmą, która jest „30 dni od bankructwa”, a tę postawę utrzymuje od 33 lat. Lęk sprawia, że Huang nie wycofuje się z bieżącej działalności i pracuje siedem dni w tygodniu, włączając w to święta. Mimo bycia jednym z najbogatszych ludzi na świecie, opisuje swoje życie jako „wyczerpujące” i pełne napięcia. Podczas jednego ze szczytów biznesowych nawet stwierdził, że rano budzi się nie z poczuciem triumfu, lecz pełen zmartwień i niepokoju. Przecież spokojnie mógłby odłożyć sobie na czarną godzinę jakieś sto milionów dolarów i już się nie przejmować, a on wybiera życie w ciągłym stresie. Wszystkie największe centra danych AI działają na procesorach Nvidii – jak widać, ogromny sukces niczego nie zmienia w głowie człowieka. Lęk, stres, niepokój sięgają znacznie głębiej niż pieniądze, stają się chorobą ludzkiego serca.

Problemy, z którymi stykamy się, żyjąc w świecie, są bardzo realne. Czy zatem Bóg ma coś do powiedzenia w tej materii? Gdyby nie miał, nie zaczynałbym tego wątku, więc idźmy dalej.

Ewangelizacja codzienności

Czego potrzebujemy, by nie zmieliły nas problemy świata? Ewangelizacji codzienności. W praktyce oznacza to, że Dobra Nowina musi głęboko dotknąć naszego życia codziennego. Inaczej wpadniemy w którąś z pułapek, o których wspominałem: albo będziemy leniuchami, albo ulegniemy prawu dżungli i staniemy się oszustami (bo przecież „trzeba sobie jakoś radzić”), zdepczemy kogoś lub ktoś nas zdepcze albo będziemy zestresowani, znerwicowani i wiecznie niespokojni.

W Ewangelii według św. Mateusza Pan Jezus wyjaśnia, że ziarno „posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne” (Mt 13,22). Oznacza to, że niebezpieczne dla nas są i troski, i ułuda bogactwa. Gdzie jest zatem dobra droga? To wąski pas gdzieś pośrodku, bo przejmowanie się wszystkim i ciągłe zamartwianie to przepaść po jednej stronie, a gonienie za bogactwem po drugiej.