Biuro papieża. Pius XII i Żydzi - Ickx Johan - ebook + książka

Biuro papieża. Pius XII i Żydzi ebook

Ickx Johan

0,0
60,00 zł

lub
Opis

W 2020 papież Franciszek zezwolił na udostępnienie badaczom archiwaliów z czasów pontyfikatu papieża Piusa XII. W labiryncie milionów odtajnionych dokumentów doskonale odnalazł się Johan Ickx, kierownik Archiwów Historycznych w Sekretariacie Stanu, czyli  Ministerstwa Spraw Zagranicznych Watykanu. Potrzebny był wybitny ekspert, by odtworzyć prawdę o działalności Biura i odsłonić tajemniczy świat kurii rzymskiej, która z racji dyplomatycznego i poufnego charakteru przekazywanych informacji, posługuje się językiem niezrozumiałym dla laika.
Publikacja ukazuje się po śmierci Rolfa Hochhuth’a, autora słynnej sztuki Der Stellvertreter (Namiestnik), niezwykle żywotnej kreacji sfinansowanej przez sowieckie tajne służby. Utwór wystawiony w 1963 i przetłumaczony na niemal wszystkie języki europejskie, na wiele lat zdeprecjonował działalność Piusa XII – od chwalonej na całym świecie przez najwyższych rangą polityków i osobistości żydowskie, do obrzuconej obelgami.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 570

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Tytuł oryginału

Le Bureau. Les Juifs de Pie XII

Redaktor prowadzący

Michał Karpowicz

Redakcja

Leszek Kamiński

Korekta

Mirosława Kostrzyńska

Opracowanie graficzne i projekt okładki

Mimi Wasilewska

© Copyright by Éditions Michel Lafon, 2020

© Copyright for the Polish translation by Grażyna Majcher, 2022

© Copyright by Państwowy Instytut Wydawniczy, 2022

Wydanie pierwsze

Państwowy Instytut Wydawniczy

ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa

tel. 22 826 02 01

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa www.piw.pl

www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy

ISBN 978-83-8196-486-9

Dla Herberta† i Adelinde Hoischen-Scheirle, mieszkających w Rzymie niemieckich dziadków Annelies, Charlotte i Cathariny

Informacja dla Czytelnika

Wszystkie dokumenty cytowane w tej książce są przechowywane w Watykanie, w Archiwach Historycznych Sekretariatu Stanu, w Sekcji do spraw Stosunków z Państwami (ASRS). Dokładnie znajdują się – o ile nie wskazano innej lokalizacji – w Zbiorze „Kongregacja Nadzwyczajnych Spraw Kościoła” (AA.EE.SS.), Pius XII, część I lub II.

Na końcu książki Czytelnik znajdzie biografie głównych postaci kurii rzymskiej w czasach Piusa XII, jak również słowniczek wyjaśniający znaczenie terminów technicznych używanych w tekście.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z Archiwów Historycznych: „Copyright © Archivio Storico – Sezione per i Rapporti con gli Stati – Segreteria di Stato”.

Ze wstępu francuskiego wydawcy

Drugiego marca 2020 roku papież Franciszek podjął decyzję o udostępnieniu badaczom archiwaliów z czasów pontyfikatu Piusa XII, tym samym umożliwiając wyjaśnienie stanowiska papieża i Kościoła wobec nazistów.

Kto lepiej by się odnalazł w labiryncie odtajnionych dokumentów składających się na archiwum Piusa XII niż Johan Ickx, kierownik Archiwów Historycznych w Sekretariacie Stanu Watykanu? Potrzebny był ekspert jego klasy, by odszyfrować dokumenty i znaleźć w nich dowody działań i przekonań papieża. Przede wszystkim potrzebne było jego ponad dziesięcioletnie doświadczenie pracy w Archiwach, by podjąć się tego ogromnego zadania i przebrnąć przez blisko milion siedemset tysięcy dokumentów, na podstawie których powstała ta fascynująca książka.

W tym jedynym w swoim rodzaju dokumencie, który nie pretenduje do bycia wyczerpującym, Johan Ickx przedstawia nam wielką historię przez pryzmat indywidualnych i emblematycznych losów, w których przejawiają się rozbieżności opinii istniejących w łonie Watykanu. Zaprasza czytelnika do tajemniczego świata kurii rzymskiej, która z racji dyplomatycznego i poufnego charakteru przekazywanych informacji często posługuje się językiem niezrozumiałym dla laika.

Autor przywraca do życia Biuro, krąg bliskich współpracowników Piusa XII, instancję, z której pochodzą wszystkie decyzje papieskie i która jako jedyna jest upoważniona do przemawiania w jego imieniu. Każdy rozdział zaczyna się opisem codziennej aktywności Biura i ożywionej działalności Sekretariatu Stanu (czyli Ministerstwa Spraw Zagranicznych Watykanu) podczas wojny. To praca życia.

Podczas drugiej wojny światowej cały świat zwracał się o pomoc do Watykanu i wiązał z nim liczne nadzieje. Johan Ickx, narrator i śledczy zarazem, w nigdzie do tej pory niepublikowanych dokumentach archiwalnych (listach, zdjęciach, rysunkach, artykułach prasowych) szukał przede wszystkim odpowiedzi na pytanie o stosunek Biura do nazistów i Szoah.

W życiu wydawcy rzadko zdarza się okazja, by opublikować dzieło o równie wielkim znaczeniu historycznym, stanowiące ważny etap poszukiwań prawdy o roli, jaką odegrał Kościół w obliczu absolutnego zła.

Wprowadzenie

Po raz pierwszy w naszym pełnym emocji życiu, 24 stycznia 2020 roku zawitaliśmy razem z małżonką w Nowym Świecie. W odpowiedzi na zaproszenie stałego obserwatora Stolicy Apostolskiej przy Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz fundacji Pave the Way (PTWF) dołączyłem w Nowym Jorku do grona wybitnych badaczy, aby wygłosić wykład na temat „Pius XII i rzymscy Żydzi” z okazji ustanowionego przez ONZ Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. W jadalni naszego hotelu dowiedzieliśmy się z telewizyjnego programu informacyjnego o rosnącym zaniepokojeniu wywołanym obecnością Covid 19 w Ameryce.

Blisko rok wcześniej papież Franciszek zapowiedział otwarcie watykańskich archiwów dotyczących pontyfikatu Piusa XII, co skłoniło licznych moich przyjaciół i kolegów do zachęcania mnie, bym poświęcił temu papieżowi książkę. Prawdę mówiąc, już od pewnego czasu taki pomysł chodził mi po głowie. To pandemia i lockdown, który w jej efekcie został wprowadzony, wymusiły na mnie ostateczną decyzję.

Dziwnym zbiegiem okoliczności podczas lockdownu związanego z koronawirusem w Niemczech zmarł Rolf Hochhuth, autor słynnej sztuki DerStellvertreter (Namiestnik). Dzieło to, obmyślone i sfinansowane przez sowieckie tajne służby, zostało wystawione w Berlinie w 1963 roku, potem przetłumaczone na niemal wszystkie języki europejskie. Takim sposobem przekaz, który rzucał cień na działalność Piusa XII podczas wojny, w kilka miesięcy rozprzestrzenił się niczym zabójczy wirus. Ponętny manicheizm, którym przepojona jest sztuka, będąca jedynie teatralną konfabulacją, przyczynił się do umocnienia „historycznego fałszerstwa”. Nie lękajmy się nazwać rzeczy po imieniu: dzieło to jest niezwykle żywotną kreacją, jednym z wielu wytworów sowieckich tajnych służb.

Działalność Piusa XII podczas drugiej wojny światowej, tuż po wojnie uznana i chwalona na całym świecie przez najwyższych rangą polityków i osobistości żydowskie, w kilka miesięcy została obrzucona obelgami. „Oskarżenie o milczenie” skierowane przeciwko Piusowi XII, które pojawiało się w prasie socjalistycznej i radzieckiej już na początku zimnej wojny, dzięki sztuce zostało rozpowszechnione wśród zachodniej opinii publicznej. Wrosło w nią i od tej pory było wykorzystywane do różnych celów. Wyznaczyło kierunek myślenia dla następnych pokoleń.

W styczniu 1964 roku, pod koniec swojej pierwszej podróży międzynarodowej, podczas której odwiedził Jordanię i Izrael, papież Paweł VI odpowiedział na zarzuty stawiane Piusowi XII, niemal wywołując incydent dyplomatyczny. Odwołując się do głównej zasady moralnej każdego historyka, oświadczył:

Historia, nie zaś sztuczna manipulacja faktami i ich z góry ustalona interpretacja, jak ta w sztuce Namiestnik, ustali, jaka jest prawda o działalności Piusa XII podczas ostatniej wojny, działalności wymierzonej przeciwko zbrodniom nazistowskim, i wykaże, jak bardzo była ona czujna, wspaniałomyślna i odważna, zważywszy na prawdziwy kontekst i sytuację tamtych lat1.

Warto przypomnieć, że papież Paweł VI był kluczową postacią i świadkiem codziennej aktywności watykańskiej dyplomacji podczas drugiej wojny światowej. Od grudnia 1937 roku pełnił funkcję substytuta sekretarza stanu Eugenia Pacellego, przyszłego Piusa XII. O tym człowieku, u którego boku stał przez ponad dwadzieścia lat, powie później:

pod delikatnym i łagodnym wyglądem, za nieodmiennie wyważonymi wypowiedziami krył się szlachetny i silny temperament, zdolny zająć stanowisko wymagające wielkiej siły moralnej, nielękający się ryzyka. Nieprawdą jest, że był chłodny w obejściu i stronił od ludzi. W rzeczywistości był bardzo delikatny i wrażliwy. Lubił samotność, bo bogactwo życia duchowego i niezwykła zdolność refleksji i pracy wymagały, by unikał bezużytecznych i zbędnych, rozpraszających uwagę czynności; sprawy życiowe nie były mu jednak obce, nie był też obojętny na otaczających go ludzi i wydarzenia, zawsze zabiegał o to, by informowano go o tym, co się dzieje, i starał się brać czynny udział w historii, nawet gdyby miał z tej przyczyny cierpieć, gdyż czuł się jej uczestnikiem2.

Nie jest zaskoczeniem, że papież Paweł VI wyznaczył czterech jezuitów – Pierre’a Bleta, Roberta A. Grahama, Angela Martiniego i Bernharda Schneidera – do odparcia tych straszliwych oskarżeń poprzez publikację dokumentów dotyczących dyplomacji politycznej Stolicy Apostolskiej. Takim sposobem doszło do wydania Actes et documents du Saint--Siège relatifs à la Seconde Guerre mondiale[Akta i dokumenty Stolicy Apostolskiej związane z drugą wojną światową], które spotkał podobny los jak Piusa XII – ledwo się ukazały, zostały zaatakowane za braki i przemilczenia. Jeszcze niedawno czterem jezuitom zarzucano, na podstawie bezzasadnych posądzeń i teorii spiskowych, że celowo pominęli niektóre dokumenty3.

Kiedy i gdzie Pius XII pojawił się w moim życiu? Nim przyjechałem do Rzymu, studiowałem filozofię, religioznawstwo i teologię na uniwersytecie katolickim w Louvain, w Belgii. Zainteresowanie włoskim renesansem – w szczególności zafascynowanie neoplatońskimi kręgami na dworze florenckich Medyceuszy – sprowadziło mnie w 1988 roku do Rzymu, gdzie zacząłem studiować historię kościelną na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, prowadzonym przez jezuitów.

Musiały być lata dziewięćdziesiąte, kiedy przyjaciel mojej rodziny przywiózł mi do Rzymu w prezencie dzieło Alexisa Courversa wydane w Paryżu w 1964 roku: Pie XII, le pape outragé [Pius XII, oszkalowany papież]. Lektura tej książki sprawiła, że musiałem radykalnie zmienić wszystkie moje opinie na temat Piusa XII i jego reputacji, i zrodziła w moim umyśle przejmującą intuicję, która z czasem się umacniała. Książka PieXII et la Seconde Guerre mondiale d’après les archives du Vatican [Pius XII i druga wojna światowa w świetle archiwów watykańskich], opublikowana w 1997 roku przez jednego z moich jezuickich profesorów, ojca Pierre’a Bleta, dopełniła dzieła.

W 2000 roku zacząłem pracować w Stolicy Apostolskiej w Archiwach Historycznych Kongregacji Nauki Wiary, Archiwach Inkwizycji Rzymskiej i Kongregacji Indeksu. Pięć lat później zostałem mianowany archiwistą w Archiwach Historycznych trybunału Penitencjarii Apostolskiej i w związku z tą funkcją miałem przyjemność przygotować udostępnienie publiczności tego wspaniałego zbioru dokumentów w nowej sali studiów w Pałacu Kancelaryjnym. W 2010 roku poproszono mnie o zajęcie się Archiwami Historycznymi Sekcji ds. Stosunków z Państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, watykańskim odpowiedniku Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Żeby dopełnić obrazu moich związków z Piusem XII, muszę dodać jeszcze jeden element: w latach 2000–2018 byłem również archiwistą w Papieskim Instytucie Santa Maria dell’Anima, który jest w posiadaniu nieocenionych skarbów dotyczących historii Rzymu, a także tysięcy dokumentów monsignore Aloisa Hudala, Austriaka będącego kontrowersyjnym rektorem tej instytucji podczas drugiej wojny światowej.

Często dokumenty źródłowe wprowadzają archiwistów i historyków w stan, który John Keats nazwał „wieczną radością”. Wciąż przebiegają mnie dreszcze za każdym razem, gdy wchodzę do wielkiego magazynu archiwów i muskam dłonią dokumenty. Po tylu latach jeszcze się nimi nie znużyłem. Jednak dokumenty przechowywane w Archiwach Historycznych Sekretariatu Stanu są absolutnie wyjątkowe: dzięki powszechności Kościoła katolickiego oferują przemyślenia dotyczące dziejów wszystkich narodów świata.

Niektóre wcześniejsze opracowania, jak te autorstwa Pierre’a Bleta, Ronalda Rychlaka, Michaela Hesemanna czy parmeńskiego profesora Alessandra Ducego, stanowiły ważny etap badań nad działalnością Piusa XII podczas wojny, gdyż ukazały, na ile było to w tamtych czasach możliwe, aktywność Sekretariatu Stanu i jego Sekcji ds. Stosunków z Państwami, lecz nie zdołały naświetlić osobowego wymiaru Biura. Istotnie, przedstawiały historię niepełną i skrótową: Actes et documents, będące podstawowym źródłem, zawierały tylko oficjalną korespondencję. Gdzie znaleźć prawdziwe postacie, które dramaturg Rolf Hochhuth swego czasu umieścił na teatralnej scenie? Co działo się naprawdę za zasłoną oficjalnej dyplomacji Watykanu? A co z postaciami i działaniami, o których Hochhuth w swojej sztuce nawet nie wspominał?

Czy możliwy jest obecnie powrót do prawdziwej historii, odartej z tej komicznej iluzji? Czy możliwe jest odnalezienie autentycznej wymowy dokumentów, ich lektury bez uprzedzeń, tak by przywołać do życia tych, którzy je pisali, zainspirowali, przechowywali? Czy te dokumenty mogą przywrócić postaciom sztuki Hochhutha ich autentyczne głosy, ich dokładne intencje i ich prawość, uwalniając je od późniejszych literackich zanieczyszczeń, przywrócić słowom i wypowiedziom historycznych protagonistów język ich epoki, umożliwić dotarcie do najbardziej intymnych ludzkich myśli, zrywając krępujące je od dziesięcioleci łańcuchy atramentu i papieru? Czy możliwe jest przeobrażenie aktorów w postacie z krwi i kości, sprowadzenie ich ze sceny i umieszczenie we właściwym im otoczeniu, w gabinetach, przedpokojach i prezydenckich apartamentach w rozmaitych stolicach, rzymskich bazylikach lub Pałacu Apostolskim na Watykanie? Wówczas mogłoby się rozpocząć prawdziwe przedstawienie.

W tym celu czerpałem z ogromnych archiwów historycznych Sekcji ds. Stosunków z Państwami w Sekretariacie Stanu i pod tym kątem dokonałem selekcji tych wciąż nieopublikowanych materiałów, w pełni świadom, że inne archiwa – watykańskie czy inne – mogą umożliwić nowe odkrycia historyczne.

Otwarcie archiwów Stolicy Apostolskiej dotyczących pontyfikatu Piusa XII może przywrócić do życia „prawdziwych aktorów” tych czasów, ale jak zarządzać tysiącami dokumentów, które mamy pod ręką? Inspirację zaczerpnąłem od autora znacznie zdolniejszego i bardziej utalentowanego ode mnie, obok Dantego i Petrarki uważanego wręcz za jedną z „trzech koron” włoskiej literatury. W 1348 roku we Włoszech i całej Europie szaleje dżuma. Zrozpaczeni ludzie starają się organizować sobie „kwarantannę”. Do tego grona należy dziesięcioro młodych bohaterów wspaniałego Dekamerona Giovanniego Boccaccia. Zamknęli się oni w wiejskiej willi, by uniknąć zarażenia, i tam snują swoje opowieści.

Sam od ponad trzydziestu lat jestem dobrowolnym „wygnańcem w Italii” i żyję jak fiammingo a Roma, Flamandczyk w Rzymie, tak więc tematyka życia z dala od rodzimych stron jest mi dobrze znana. Naturalne mi się wydało, by sięgnąć po inspirację do tego arcydzieła włoskiej literatury. Czy to zwykły zbieg okoliczności, że pandemia zmusiła nas – członków rodzin, przyjaciół, kolegów – do życia w odosobnieniu? Choć nie jestem równie młody co gawędziarze Boccaccia, pomysł wzorowania się na nich, by opowiedzieć te kroniki i historie tak, jakbym je opowiadał przyjaciołom, wzbudził mój entuzjazm.

Wyjaśnia to moją decyzję, by przedstawić te fragmenty naszej niedawnej historii w rzadko praktykowanej formie – zbioru historii i kronik, jak nazwałem rozdziały mojej książki. Oczywiście pociąga to za sobą pewne konsekwencje: następujące po sobie historie i kroniki, niekoniecznie posłuszne logice chronologii, pozwalają naświetlić ten sam temat pod różnymi kątami, ukazać go w różnych perspektywach. Historie są związane z dokładnie określonym tematem, podczas gdy kroniki przedstawiają „życiowe doświadczenie” Żydów, ochrzczonych lub nie, którzy zwrócili się o pomoc do Piusa XII. Historie są oparte na materiałach przechowywyanych w Archiwach Historycznych Sekcji ds. Stosunków z Państwami w Sekretariacie Stanu, natomiast kroniki są zainspirowane „Serie Ebrei”, którą można by nazwać także „listą Pacelli”. Ta seria materiałów archiwalnych zawiera dokumenty dotyczące niemal wszystkich Żydów, ochrzczonych lub nie, którzy uzyskali pomoc Biura. Należy czytać tę książkę tak, jak słucha się Obrazków z wystawy Modesta Musorgskiego, pamiętając przy tym, że postacie, rozmowy i sytuacje są historycznie realne.

Oczywiście moje historie i kroniki nie zdołają zdać sprawy z ogromu rzeczywistości oraz faktów i anegdot, niekiedy zaskakujących, które zawierają Archiwa Historyczne. Lecz książka, którą trzymacie w dłoniach, nie miała być tradycyjną książką historyczną. Jej celem jest przywołanie do życia postaci z Biura, lecz tym razem opierając się na źródłach historycznych, w miarę możliwości bez naleciałości z powojennej literatury i interpretacji badaczy. Chciałem, by nagie dokumenty z pełną swobodą podyktowały swoje prawa, swój rytm, swoją treść.

Przedstawione historie i kroniki uchylają drzwi prowadzące do kuluarów i salonów watykańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i jego ambasad, czyli nuncjatur apostolskich. Czytelnik odkryje, jak ci żarliwi i pełni poświęcenia ludzie pracowali i działali w służbie papieża i w obronie chrześcijańskich zasad, przeważnie „bez robienia szumu”. W moim towarzystwie Czytelnik zapozna się z nadzwyczajnymi dokumentami politycznymi, dyplomatycznymi i historycznymi. To zanurzenie się w materiałach archiwalnych jest dla Was, Czytelników, wyjątkową okazją, bo przywilejem zwykle zastrzeżonym dla badaczy akademickich…

Wędrując po Archiwach Historycznych Sekretariatu Stanu, zobaczycie, jak papież zorganizował całą siatkę potajemnych dróg ucieczki, stanowiących ratunek dla ludzi w niebezpieczeństwie, i nadzorował siatkę księży działającą w całej Europie w jednym celu: ratować ludzkie życie, kiedy tylko możliwe. O ile mi wiadomo, a moja wiedza wciąż jest ograniczona, Sekretariat Stanu Watykanu był jedynym na świecie Ministerstwem Spraw Zagranicznych, posiadającym specjalne biuro i prawdziwą międzynarodową siatkę, które niosły pomoc ludziom prześladowanym podczas drugiej wojny światowej. Po dziś dzień zaświadcza o tym „Serie Ebrei”. Niedawno ujawnione dokumenty rzucą nowe światło na ważny wpływ papieża Pacellego i na zorganizowaną przezeń siatkę kontaktową, oplatającą niczym labirynt całą Europę okupowaną przez nazistów. Ukażą też Biuro, krąg jego najbliższych, zaufanych współpracowników, o różnych osobowościach, różnych wadach i zaletach, lecz wszystkich tak samo zaangażowanych we wspieranie jego działania.

Wcześniej niepublikowane dokumenty Piusa XII i jego Biura stanowią przeciwwagę dla błędnych narracji, które wiele osób przyjęło jako ustalone prawdy. Nikt nie prowadzi doskonałego życia, nawet najbardziej miłowani i czczeni święci, lecz wszyscy zasługujemy na sprawiedliwe wobec nas wspomnienia. Niniejsza książka ukaże człowieka borykającego się z brzemieniem swojej funkcji, by służyć ideałom Kościoła katolickiego i nauczaniu Chrystusa w epoce, która wielu ludzi mogła doprowadzić do zakwestionowania istnienia Boga.

Biuro papieżaPius XII i Żydzi

Papież: Pius XII (Eugenio Pacelli)

Kardynał: Jego Eminencja Luigi Maglione, sekretarz stanu

Sekretarz: Jego Ekscelencja Mons. Domenico Tardini, sekretarz Nadzwyczajnych Spraw Kościoła

Substytut: Mons. Giovanni Battista Montini, substytut Spraw Zwyczajnych i sekretarz Kodeksu

Podsekretarz: Mons. Giuseppe Malusardi, podsekretarz Świętej Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościoła

Zespół

Mons. Giulio Barbetta, kancelista, urzędnik Biura

Mons. Angelo Dell’Acqua, doradca nuncjatury, urzędnik Biura

Mons. Giuseppe Di Meglio, audytor nuncjatury pierwszej klasy, urzędnik Biura

Mons. Antonio Samorè, audytor nuncjatury drugiej klasy, urzędnik Biura

Mons. Pietro Sigismondi, audytor nuncjatury drugiej klasy, urzędnik Biura

Mons. Armando Lombardi, audytor nuncjatury drugiej klasy, urzędnik Biura

Mons. Corrado Bafile, sekretarz nuncjatury pierwszej klasy, urzędnik Biura

Aktorzy zewnętrzni

Mons. Bernardini, Mons. Burzio, Mons. Cassulo, Mons. Hurley,

Mons. Orsenigo, Carlo Pacelli, Mons. Roncalli, Mons. Rotta,

Mons. Valeri, siostra Slachta, ojciec Musters i wielu innych…

1Historia o dwóch szaleńcach, zaginionych dziewczętach i pewnym chargé d’affaires

Willa Berghof, Obersalzberg, Alpy Bawarskie, 28 lipca 1940.

Alpejskie góry w zielonej, letniej szacie były nakrapiane żywymi barwami dzikich kwiatów. Nasycone zapachem sosen powietrze drżało śpiewem ptaków. W sercu tego malowniczego krajobrazu gór i gęstych lasów wznosiła się samotna willa z drewna i kamienia.

W tym sielankowym i pogodnym miejscu spotkało się czterech przywódców politycznych oraz ich asystenci. Siedzieli z zakasanymi rękawami przy stole zastawionym filiżankami kawy i żywo debatowali. Ich niespokojna dyskusja, która miała pogrążyć w zawierusze inny kraj europejski, zapowiadała jeden z najmroczniejszych i najgwałtowniejszych okresów drugiej wojny światowej.

Prezydent Słowacji Jozef Tiso – ksiądz Kościoła katolickiego – i jego premier, Vojtech Lazár Tuka, zwany Beka, rozmawiali z Adolfem Hitlerem i Joachimem von Ribbentropem, niemieckim ministrem spraw zagranicznych. To oficjalne spotkanie w sercu gór miało zaowocować nowym traktatem. W słowackim życiu politycznym opozycja wobec nazizmu, a nawet neutralność przeszły już do historii. Cały przód sceny zajmowali teraz zwolennicy narodowego socjalizmu.

Słowacki minister spraw zagranicznych, Ferdinand Ďurčanský, wykluczony z rozmów w leśnej willi, bo krytycznie nastawiony do narodowego socjalizmu, podał się do dymisji, gdy słowackie media doniosły o spotkaniu z Niemcami. Wówczas – jakby zapowiadając konfiskatę władzy przez bliskie otoczenie Tisa, do której już wkrótce miało dojść – ministerialną tekę Ďurčanskýego przejął Tuka, który od tej pory pełnił jednocześnie funkcje premiera i ministra spraw zagranicznych.

Artykuł w „Grenzbote” donoszący o zastąpieniu Ďurčanskýego przez Tukę na czele resortu spraw zagranicznych4

Przedstawicielem Stolicy Apostolskiej na Słowacji był chargé d’affaires monsignore Giuseppe Burzio. Jak na gorliwego urzędnika przystało, Burzio zgromadził najbardziej godne zaufania informacje dotyczące wolty politycznej Słowacji – artykuły prasowe, informacje nieopublikowane i anegdoty – i wysłał je do Rzymu. Był to początek całej serii bardzo szczegółowych, niezwykle ważnych raportów.

Jeden z jego pierwszych raportów jest datowany na 7 sierpnia 1940 roku5, lecz jako że w rozdartej wojną Europie korespondencja podróżowała wolno, dotarł on do Biura dopiero po dziewięciu dniach. Przedstawiając zwięźle zaistniałą sytuację sekretarzowi stanu kardynałowi Maglionemu, Burzio przekazał kłopotliwe wieści o mianowaniu trzech sympatyków nazistów – biskupa spiskiego Jána Vojtaššáka i dwóch innych duchownych – do Rady Stanu, najwyższej instancji prawodawczej na Słowacji. To może się wydać zaskakujące, ale w tamtych czasach obecność członków kleru w słowackim rządzie była czymś normalnym, tradycją tak mocno zakorzenioną, że sam prezydent był księdzem. Przyłączenie się do rządu ściśle związanego z nazistami nie miało jednak precedensu i wiodło kraj ku mrocznym, niezbadanym obszarom. Tymczasem od jednego krańca Europy do drugiego biskupi i inni duchowni aktywnie sprzeciwiali się nazizmowi, często ryzykując życiem, i ta schizofreniczna sytuacja powodowała silne rozdarcia w łonie Kościoła.

Stawiała także Stolicę Apostolską przed poważnym dylematem.

Monsignore Burzio zaznaczył, że stanowiska, których dotyczyły te nominacje, były na ogół czysto honorowe, choć „zważywszy na obecne okoliczności, mogą wiązać się z pewną odpowiedzialnością polityczną i moralną”6. Tę odpowiedzialność powierzono niebezpiecznym ludziom.

W Rzymie władze kościelne już wcześniej wiedziały o tych niepokojących wydarzeniach, zanim dotarły tam raporty Burzia. W połowie sierpnia biskup Vojtaššák osobiście zwrócił się z prośbą o benestare (zezwolenie) na przyjęcie stanowiska7. Kiedy kardynał Maglione dowiedział się o zachowaniu Vojtaššáka, odjęło mu mowę, nagryzmolił tylko na raporcie Burzia lakoniczne pytanie: „Quid agendum? Co z tym zrobić?” i potem przekazał Piusowi XII.

Archiwa Historyczne rzucają wyjątkowe światło na stanowisko Piusa XII w sprawie biskupa, który odwraca się od podstawowych zasad wiary chrześcijańskiej, zasady miłości i sprawiedliwości, by współpracować z nazistami. Monsignore Tardini, piastujący urząd sekretarza Biura, podczas audiencji u papieża 20 sierpnia 1940 roku zwrócił uwagę na stan ducha Piusa XII i bardzo wyraźnie zapisał piórem: „Ojciec Święty patrzy na to wszystko nie bez niepokoju…”8.

Odpowiedź Rzymu na raport Burzia też była jednoznaczna: „niech ksiądz jasno, lecz uprzejmie przekaże biskupowi spiskiemu, że Stolica Apostolska nie bez niepokoju patrzy, zwłaszcza w obecnych okolicznościach, na przyjmowanie przez członków kleru stanowisk odpowiedzialnych w wymiarze politycznym i moralnym”9.

Język wypowiedzi jest, jak to przyjęte, dyplomatycznie ostrożny. Lecz przytoczenie słów samego Ojca Świętego – „patrzy nie bez niepokoju” – jak również sformułowania Burzia o „odpowiedzialności politycznej i moralnej”, jasno wskazują, że decyzja biskupa spiskiego o przyjęciu takiego stanowiska nie wzbudziła jednomyślnej reakcji. Burzio przekazał list Vojtaššákowi i osobiście oświadczył mu, że „niestosowne jest przyjmowanie stanowisk instytucjonalnych i rządowych”10.

Lecz w międzyczasie, 13 sierpnia, Vojtaššák wysłał jeszcze jeden oficjalny list do papieża Piusa XII, tym razem „pokorną prośbę” o zezwolenie, umniejszając celowo swoją rolę, pisząc o „stanowisku honorowym”11. Słowem nie wspomniał, że członkowie Rady Stanu bezustannie mieli aprobować konkretne środki podejmowane przeciwko Żydom. List ten dotarł na biurko Burzia i 21 sierpnia został przekazany do Rzymu, który tego samego dnia wystosował swoją niechętną odpowiedź na pierwszą prośbę Vojtaššáka.

Rzym jednak nie wiedział, że 6 sierpnia, zatem tydzień przed wysłaniem swej „pokornej prośby”, Vojtaššák, nie czekając na zezwolenie Stolicy Apostolskiej, posunął się w swej zuchwałości do przyjęcia stanowiska i złożenia przysięgi w charakterze członka Rady Stanu. Wystosował tę swoją „pokorną prośbę”, gdy już podjął decyzję. Innymi słowy, kłamał. Można postrzegać takie zachowanie jako wykalkulowany zabieg Vojtaššáka i jego wspólników, mający na celu wymuszenie od Watykanu pisemnej zgody, która stanowiłaby swoiste trofeum dla nazistów i faszystów, stosownie przez nich wykorzystane.

Kiedy 21 sierpnia Ojciec Święty jasno napisał, że „niestosowne jest, by księża przyjmowali oficjalne stanowiska”, biskup spiski powinien pokornie okazać posłuszeństwo i sam zrezygnować z urzędu.

Lecz co zrobić, gdy zdradzają nas bliscy? Choć niewątpliwie rozczarowana i niezadowolona, że została postawiona przed faktem dokonanym, Stolica Apostolska nie miała innego wyjścia, jak się ugiąć. Odpowiedź Rzymu z 9 września 1940 roku była uprzejma, ale oschła: „Jego Świątobliwość przekazuje, że nie przeciwstawia się przyjęciu przez biskupa Vojtaššáka nominacji na członka Rady Stanu”12.

Trzeba wyjaśnić użyty w tym miejscu język. Zwykle kiedy papież wyraża zgodę na jakąś prośbę, używa słów nulla osta, to znaczy, że nie ma żadnych obiekcji. Tutaj zadowolił się wyrażeniem braku sprzeciwu, co w języku dyplomacji nie znaczy, że aprobuje.

Ogólnie rzecz biorąc, Stolica Apostolska nie może wpływać na hierarchię lub rząd innego państwa. Ponadto wedle dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego przydzielanie stanowisk publicznych księżom było prerogatywą miejscowego episkopatu, a nie papieża czy dykasterii kurii rzymskiej13. Niewątpliwie wiele osób w Stolicy Apostolskiej chciałoby interweniować w tej krytycznej sytuacji, lecz nie tak działa Kościół katolicki.

Stolica Apostolska specjalnie użyła zauważalnie oschłego tonu, by uniknąć uwikłania w tę dwuznaczną sytuację. Piszący tę odpowiedź świadomie wymieniali tylko Vojtaššáka, aby nie stworzyć precedensu, na który inni księża sympatyzujący z nazistami mogliby się później powołać.

Nieco później w tym samym tygodniu chargé d’affaires urzędujący w Bratysławie, monsignore Burzio, wysłał do Rzymu nowy raport14. Tym razem była to osobista analiza konsekwencji oficjalnego spotkania prezydenta Tisa z Hitlerem. Zdaniem Burzia naziści nadskakiwali Tisowi, od kiedy rozczarowali się rządem słowackim jako całością, w szczególności zaś byłym ministrem spraw zagranicznych Ďurčanským, który usiłował zachować niepodległość Słowacji i ograniczyć działania antysemickie. Burzio napisał: „Nazistowscy przywódcy oskarżyli pana Ďurčanskýego o próby chronienia Żydów i niektórzy obserwatorzy w tym właśnie upatrują przyczyny jego upadku”. A teraz, gdy Ďurčanský odszedł z rządu, Burzio pesymistycznie przewidywał, że „bardzo szybko” zostaną podjęte „drastyczne kroki” przeciwko Żydom15.

Trzeźwo patrząc na scenę polityczną, Burzio twierdził również, że nowy słowacki rząd jest zdecydowany, by oczyścić kraj z wszelkiej prosowieckiej propagandy. Zgodnie z nowym prawem, skonstruowanym tak, by sterroryzować ludność i dostarczyć pretekstów do aresztowania politycznych oponentów, każdy podejrzany o komunistyczne sympatie miał być traktowany jak przestępca. W Rzymie niektórzy uznali, że ta antykomunistyczna linia polityczna stanowi dobrą wiadomość. Inni natomiast byli nią zatroskani.

Mroczne przewidywania Burzia sprawdziły się, z tym że pierwszym celem represji rządowych okazali się nie Żydzi, lecz adwentyści dnia siódmego i protestanci. Wedle analizy Burzia tym nowym działaniom na obszarze Słowacji, kraju w przeważającej mierze katolickiego, przyświecały nie cele religijne, lecz nacjonalistyczne. Ludność słowacka pochodzenia czeskiego, bardziej zróżnicowana pod względem wyznania i w większości protestancka, była przedmiotem zaciekłej nienawiści, Odium Cechorum16.

W swojej bezwzględnej analizie Burzio zadał pytanie: „Jak długo przekonania polityczne i w szczególności sumienie księdza pozwolą Tisowi kroczyć ręka w rękę z narodowo-socjalistycznymi przywódcami?”.

Chargé d’affaires był przekonany, ale może było to jedynie jego pobożne życzenie, że Tiso prowadził grę strategiczną: „Ma nadzieję, że zdoła uratować, co uratować można, i że metody nazistowskie nie zostaną zastosowane w ich skrajnej postaci”. Jednocześnie jednak, jakby przeczuwając przyszły terror, konkludował: „Tylko przyszłość pokaże, czy nie pomylił się w rachubach”17.

Burzio dobrze rozumiał, że Niemcy nie mieli względem Słowacji zamiarów ideologicznych, przyświecały im cele ekonomiczne – łakomym okiem patrzyli na kwitnącą słowacką gospodarkę. Tak więc następnym obiektem ataku miały być przedsiębiorstwa należące do Żydów. Burzio donosił, że żydowscy sklepikarze i przedsiębiorcy musieli w widocznym miejscu wywiesić tablice z napisem „Sklep żydowski” albo „Przedsiębiorstwo żydowskie”. Ulice, wcześniej urzekające pogodną atmosferą, gdzie Słowacy mogli spacerować i wydawać pieniądze, były teraz oszpecone nienawistnymi oznakami nazistowskiej dyskryminacji. Burzio napisał:

„Ludzie ze zdumieniem odkrywają, że całe życie gospodarcze kraju było w rękach Żydów, i stwierdzają w duchu, że kilka praw ograniczających tę dominację byłoby jak najbardziej na miejscu”. Jest jednak pewne „ale”:

Niestety podjęte środki wykraczają poza granice sprawiedliwości i zmierzają do całkowitego wyeliminowania Żydów z życia gospodarczego i społecznego kraju. A to wszystko z korzyścią nie dla Słowaków, lecz dla Niemców, bo to do ich rąk przejdą wszystkie źródła dochodów i bogactwa do tej pory należące do Żydów18.

Następnie podał listę najbardziej restrykcyjnych kroków podjętych przeciwko ludności żydowskiej:

Zamknięcie wszystkich (żydowskich) lokali publicznych; zakaz zatrudniania pomocy domowych w wieku poniżej czterdziestu lat; zgłoszenie i zarejestrowanie wszystkich domów i posiadanych dóbr; zakaz uczęszczania do szkół średnich i wyższych, lecz także organizowania lub zakładania takich szkół dla samych siebie, wskutek czego dla młodych Żydów dostępne będzie jedynie wykształcenie podstawowe.

Obejmujący żydowską młodzież zakaz uczęszczania do szkół średnich i wyższych natychmiast spowodował

problemy dla władz kościelnych, bo gdyby cały ten zestaw ustaw był ściśle wprowadzany w życie, liczne dzieci pochodzenia żydowskiego, lecz wyznania katolickiego, musiałyby opuścić katolickie szkoły podstawowe i przenieść się do żydowskich szkół podstawowych. A dzieci już uczęszczające do szkół średnich i wyższych musiałyby przerwać naukę19.

Następnie Burzio wyrażał mroczne przypuszczenie, że jeszcze ostrzejsze i okrutniejsze środki zostaną podjęte w „dziedzinie prawodawstwa matrymonialnego”. A Stolicę Apostolską bardzo niepokoiła ewentualna ingerencja państwa w sakrament małżeński. Takie zakusy – ograniczenia albo wręcz zerwania świętej więzi między dwiema osobami – były policzkiem wymierzonym wierze katolickiej. Burzio żywił nadzieję, że słowaccy biskupi przyjmą „wspólną, silną linię działania przeciwko” wszelkim prawnym rozwiązaniom w zakresie małżeństw między różnymi rasami. Jednak wiedział, że jest to mało prawdopodobne, gdyż kler był podzielony na sympatyków i przeciwników nazizmu.

Wiemy, że Pius XII z zatroskaniem przeczytał przysłany z Bratysławy raport, gdyż w odpowiedzi skierowanej do Burzia Maglione prosił go o dalsze informowanie Rzymu o tych wydarzeniach i w szczególności o postawie słowackich biskupów oraz o „krokach podjętych przez tych biskupów w celu ochrony praw, zwłaszcza prawa młodych katolików, także niearyjskiego pochodzenia, do wykształcenia zgodnego z ich religią”20. Słowa użyte przez Maglionego jednoznacznie wskazują, że te instrukcje pochodziły od samego Ojca Świętego. Dla mnie stanowi to niepodważalny dowód, że Pius XII nie przywiązywał najmniejszej wagi do etnicznego pochodzenia osoby.

*

Słowacja w szybkim tempie pogrążała się w terrorze. Prezydent Tiso 8 października 1940 roku wygłosił przemówienie przed dwudziestoma tysiącami katolickich pielgrzymów zgromadzonych koło miasta Żylina na północy kraju, aby usprawiedliwić antysemickie działania rządu21. Ośmielił się twierdzić, że dawniej Żydzi mieli bardzo dobrych przywódców, by potem niewątpliwie celowo przeinaczyć jedno z zaleceń Mojżesza i oświadczyć, że nakazał on swemu ludowi oddawanie swych zarobków co pięćdziesiąt lat22. W rzeczywistości Mojżesz rzekł, że wszystkie dobra nabyte niezgodnie z prawem powinny zostać zwrócone prawowitemu właścicielowi. Tiso miał nadzieję, że w ten sposób dowodzi, iż nawet zgodnie z samym judaizmem Słowacja miała prawo zabrać Żydom to, co oni wcześniej zabrali. W swoim przemówieniu deklarował, że było to dowodem na to, iż naród żydowski zapomniał o własnym nauczaniu. Dlatego, argumentował, mogą sobie żałować, że pozbawiono ich na przykład radia. Tiso rozpoczął swoje przemówienie w rejestrze nienazwanej wprost nienawiści, a kontynuował je następująco:

Z perspektywy zasad chrześcijańskich niesłusznie skarżą się, że zabiera się im sklepy i licencje handlowe, podczas gdy zmusza się ich tylko do zwrócenia tego, co oni wcześniej zabrali chrześcijanom. Niesłusznie też skarżą się na wykluczenie z państwowych szkół, podczas gdy ich dewizą zawsze było pracować mało i zarabiać dużo23.

Ten czystej wody rasizm, wypluty niczym toksyczny śmieć z ust księdza, jest niewątpliwie szokujący. Tekst całego przemówienia Tisa został przekazany do rąk własnych rzymskiego Biura 8 października 1940 roku24 i papież Pius XII zapoznał się z nim 10 października.

Biuro odnotowało datę, kiedy otrzymało tekst przemówienia, ale także nazwisko źródła. Przeszukując setki dokumentów dotyczących Słowacji, zauważyłem, że to samo źródło pojawia się dość regularnie przy kilku innych okazjach. Zapis atramentem głosi „przekazane przez Commendatore Babuscio”. Tylko tyle. Ale bez tych zapisków nie wiedzielibyśmy, jak te dokumenty dotarły do Sekretariatu Stanu i później na biurko papieża.

Kim był tajemniczy Commendatore Babuscio? Mój sędziwy profesor jezuita i wybitny historyk, ojciec Pierre Blet25 podaje, że Francesco Babuscio Rizzo był dyplomatą rządu włoskiego. W momencie wybuchu drugiej wojny światowej pełnił oficjalnie funkcję „radcy ambasady Włoch przy Stolicy Apostolskiej”, czyli był urzędnikiem włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z racji pełnionej funkcji musiał regularnie kontaktować się ze Stolicą Apostolską. Zadziwiające jest to, że najwyraźniej przekazywał jej również informacje zastrzeżone dla własnego rządu. Warto również zauważyć, że dokumenty, które przekazywał, nie były opieczętowane ani oznakowane jako oficjalnie pochodzące z włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Są na swój sposób anonimowe, tyle że Biuro zapisało nazwisko dyplomaty. Może to sugerować, że ten cenny i odważny informator działał z własnej inicjatywy, w cieniu, nie zaś w ramach pełnionych oficjalnie funkcji. Jest również możliwe, że jego przełożony, ambasador Włoch w Watykanie, był o tym poinformowany. Z pewnością te najwyraźniej tajne działania nie były aprobowane przez wyższe stopnie hierarchii Mussoliniego. Wiedząc, jakie upodobanie mieli faszyści do represji, łatwo się domyślić, co spotkałoby Babuscia Rizza, gdyby władze go namierzyły. Jakie motywy nim powodowały, dla kogo działał? Te pytania wymagałyby pogłębionego śledztwa. Wiemy, że Babuscio był przyjacielem i zaufanym informatorem sekretarza Biura Tardiniego i że przy innej okazji – jak zasygnalizował to już wcześniej Pierre Blet – ostrzegł Watykan o antyklerykalnych krokach, jakie zamierzał podjąć Mussolini.

Babuscio 28 sierpnia 1940 roku przekazał trzy inne teksty: kopię memorandum rządu włoskiego dotyczącego polityki słowackiej w zakresie „Kościołów i sekt religijnych”, przemówienie słowackiego premiera Tuki oraz artykuł prasowy wzmiankujący inne przemówienie pod tytułem „Zarządzenia dotyczące Żydów”, wygłoszone przez ministra spraw wewnętrznych, Sana (Aleksandra) Macha26.

Przemówienia Tuki oraz Macha ujawniają, jak szybko kraj pogrążał się w gwałtownym i brutalnym antysemityzmie. W przemówieniu wygłoszonym 24 sierpnia 1940 premier Tuka jasno zapowiedział, jak będzie wyglądała sytuacja słowackich Żydów:

Żydzi są nie do pogodzenia z narodowym socjalizmem, bo są oni albo kapitalistami, albo komunistami. Dlatego musimy radykalnie rozwiązać kwestię żydowską. Nie chcemy zabijać Żydów, ale nie możemy pozwolić na to, by żydowski kapitał z każdym dniem rozpościerał szerzej swoje macki na Słowacji. Nie możemy dłużej znosić tego, że nasze życie gospodarcze i handlowe jest zatrute żydowskim duchem, nie możemy też pozwolić, by nasza literatura i sztuka pozostawały pod ich wpływem. Mówi się, że Żydzi są niezbędni do prowadzenia interesów, więc powinni być tolerowani. To absolutna nieprawda. Możemy się bez nich obejść, nie chcę zatem więcej słyszeć o tym, że są niezbędni27.

Pozdrowienie Tuki podczas hymnu narodowego odegranego po jego przemówieniu28

Następnego dnia Mach wygłosił przemówienie zatytułowane „Zarządzenia dotyczące Żydów”, którego ton był równie groźny.

W tej sytuacji relacje w łonie słowackiego episkopatu między zwolennikami Tisa i nazistów a tymi, którzy odrzucali ich poglądy i deklaracje, stawały się coraz bardziej napięte. Jednym z najżarliwszych sympatyków Tisa był niejaki kanonik Koerper, który piastował rozmaite funkcje publiczne: był deputowanym do parlamentu, kapelanem gwardii Hlinki (milicji Słowackiej Partii Ludowej w latach 1938–1945, zwanej także gwardią prezydencką), a także urzędnikiem w Ministerstwie Szkolnictwa Publicznego. Ten ksiądz stał się obiektem ostrego ataku ze strony wpływowego na Słowacji tygodnika „Katolicky Noviny”, finansowanego przez biskupów. Jeden z artykułów oskarżał Koerpera o bezwstydne wykorzystywanie pełnionych funkcji publicznych29. Choć był on jednym z kluczowych sprzymierzeńców Tisa, naziści odwrócili się od niego; jego niełaska okazała się niespodziewanym pretekstem do pozbycia się także licznych innych katolików zatrudnionych w administracji państwowej.

Również chargé d’affaires Burzio przyglądał się temu wszystkiemu nie bez niepokoju. W nowej depeszy twierdził, że nieuniknione jest, iż narodowi socjaliści wyeliminują wszystkich katolików, nawet tych, którzy im sprzyjają i akceptują ich rasistowską ideologię.

W ambasadzie Włoch przy Stolicy Apostolskiej Commendatore Babuscio nadal słał do Biura swoje raporty z pierwszej ręki o sytuacji na Słowacji:

Niełatwo pogodzić narodowy socjalizm z zasadami Hlinki (opartymi na katolicyzmie) i zastosować je w kraju, w którym Kościół, religia i księża zawsze odgrywali pierwszoplanową rolę. […] Ochrona nazistowskich Niemiec nie jest czymś, co można uzyskać częściowo: to system, który organizuje życie narodu w najdrobniejszych szczegółach. Trzeba zaakceptować wszystko albo nic30.

*

Sytuacja na Słowacji uległa kolejnemu zaostrzeniu 21 stycznia 1941 roku. Tuka ogłosił swój „słowacki program narodowo-socjalistyczny” w czternastu punktach. Nazwa programu była zasłoną dymną, która miała sugerować, że kraj działa z własnej nieprzymuszonej woli, że nie podziela ekstremizmu nazistów i nie zamierza – takie były słowa samego Tuki – „wyeliminować Żydów”. Oczywista prawda jest taka, że nieugięty prezydent Tiso okłamywał naród, jak tego miały dowieść późniejsze wydarzenia.

Kopia tego programu, który ukazał się w pronazistowskim piśmie „Slowakische Rundschau”, dotarła do Biura. Ktoś, być może sam kardynał Maglione, podkreślił na czerwono punkty 13 i 14.

13. Będąc podstawą życia moralnego, religia jest chroniona przez państwo. Kapłani Boga będą opłacani przez państwo. Zgodnie z fundamentalnymi zasadami sprawiedliwości społecznej, dochody księży będą musiały zostać podzielone między wszystkich kapłanów tej samej religii. Słowacki kler zawsze był zbrojnym ramieniem słowackiego nacjonalizmu. Słowaccy księża zawsze mieli słowackie serca, jak tego dowiedli w przeszłości, dowodzą dziś i będą dowodzić także w przyszłości.

Użycie słów „w przyszłości” jest istotne. Przeinaczając tradycyjne ideały słowackiego nacjonalizmu, łagodzą one aktualną ideologię i brutalność nazizmu. W nowym słowackim ładzie religia miała być ponoć chroniona, ale nie powinna się wychylać.

Punkt 14 był w znacznie mniejszej mierze elementem gry politycznej, a jego okrutna wymowa była jasna jak słońce: „14. Rozwiązać ostatecznie kwestię żydowską”31.

Metody używane przez nazistów w celu przechwycenia słowackiego nacjonalizmu (i części słowackiego Kościoła) są doskonale widoczne w materiałach archiwalnych, w szczegółowych odpisach z niemieckich gazet przesyłanych przez monsignore Burzia. W jednym ze swoich raportów zacytował on artykuł z „Völkischer Beobachter”, oficjalnego organu prasowego Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników NSDAP. Burzio podkreślił kilka kluczowych zdań: „Kwestia religijna jest znacznie ważniejsza i ma większy ciężar gatunkowy na Słowacji niż w innych krajach słowiańskich, gdzie państwo i wyznanie się ze sobą pokrywają. […] Młody nacjonalizm słowacki, chcąc nie chcąc, będzie musiał zająć się tym problemem”32. Artykuł, zatytułowany Nie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, został przedrukowany w innych gazetach.

Machina propagandowa Rzeszy miała zamiar stworzyć sytuację, która zmusiłaby słowackich polityków, a nawet społeczeństwo jako całość do uznania, że nazizm niczym się nie różni od ich koncepcji nacjonalizmu. Z jednym ale: przyjęcie takiego poglądu pociągało za sobą rezygnację z wszelkiej świadomości religijnej. Niestety, niektórzy księża słowaccy pójdą tą właśnie drogą i odłączą się od Rzymu – jak sugerował artykuł.

Nieustraszony słowacki tygodnik katolicki „Katolicky Noviny” uparcie pozostawał krytyczny wobec nazistów. W ukazujących się na jego łamach artykułach dziennikarze podkreślali coraz głębsze podziały w kraju i określali nazizm mianem fałszywego proroctwa:

Dla celów propagandowych nagłośnią przypadek jednego księdza, może dwóch lub trzech, którzy odwrócili się i zostali porwani przez oszukańczy prąd daleko od wybrzeży Kościoła ku oceanom niezadowolenia i niepewności. Jednak ci księża nie są już prawdziwymi sługami Bożymi, lecz tylko apostatami i renegatami, jak tego dowiodą ich czyny33.

Niemniej nowa „nacjonalizacja” Słowacji nadal się szerzyła, szybko i pozornie bezustannie, niczym nieuleczalna choroba.

W artykule sympatyzującej z narodowo-socjalistycznym nurtem gazety „Gardista” autor ubolewał nad tym, że „wiele żydowskich przedsiębiorstw, które już dawno powinny zostać zlikwidowane, zdołało umknąć rządowym zarządzeniom, a to dzięki wysoko postawionym osobom”34. Przez te „wysoko postawione osoby” dziennikarz rozumiał biskupów i innych duchownych przeciwnych nazizmowi.

W swoim raporcie Burzio cytował też inny artykuł, który ukazał się w gazecie „Slovak” pod tytułem Przygotowania do transferu wszystkich Hebrajczyków poza Europę i wyjaśniał między innymi:

Rząd zlikwidował wszystkie przedsiębiorstwa i organizacje żydowskie… i w ich miejsce zorganizował jedną fabrykę żydowską z dziewięcioma działami. Ta centralna fabryka rozpoczęła działalność kilka dni temu i pracuje w niej już teraz 144 robotników. Ta liczba ma wzrosnąć do 250. Wszyscy Żydzi mieszkający na Słowacji muszą zostać członkami tej centralnej fabryki, by być w zgodzie z prawem.

W praktyce to wstrząsające zarządzenie oznaczało, że wszyscy Żydzi z miast i wiosek całej Słowacji mieli opuścić swoje miejsce zamieszkania i udać się do pracy do tej nowej fabryki, Fabryki Centralnej. Stało się oczywiste, że prędzej lub później oni wszyscy zostaną niewolnikami w służbie nazistów. Taka była bezpośrednia konsekwencja – konkretyzacja – przemówienia Tisa, w którym przeinaczył on słowa Mojżesza.

Dalej w artykule czytamy:

Centrala będzie pełniła rolę ośrodka kształcenia, gdzie wszyscy Żydzi będą mogli nauczyć się rzemiosła, które będzie im przydatne w nowej ojczyźnie. Szacuje się, że wszyscy Żydzi zostaną wysiedleni z Europy na przestrzeni dwóch, trzech lat po wojnie. Koszty tej kolonizacji zostaną poniesione przez państwa proporcjonalnie do liczby Żydów mieszkających na ich terytorium. W przypadku Słowacji koszt ten powinien wynosić czterdzieści do pięćdziesięciu koron, jako że ogólna liczba Żydów na Słowacji wynosi 85 tysięcy. Gdyby koszt był zbyt wysoki dla państwa, bogaci Żydzi powinni dołożyć się do wsparcia biedniejszych braci35.

Ten mrożący krew w żyłach tekst ujawniał rzeczywiste zamiary słowackiego rządu. Kiedy się go czyta, jasne się staje, co rządzący mieli na myśli: wykorzystać pracę Żydów, nadając im status niewolników, a potem wszystkich wydalić ze Słowacji.

W tym samym czasie w Rzymie ojciec Włodzimierz Ledóchowski, preposito generale jezuitów, poinformował Biuro o treści telegramu, który Tiso wysłał do Hitlera z okazji jego pięćdziesiątych drugich urodzin. Trudno by było znaleźć dobitniejsze, żarliwsze wyznanie miłości do Reichkanzlera36 i jego programu. Oto, co napisał Tiso:

Pańskie pięćdziesiąte drugie urodziny zbiegają się z innym ważnym dniem w walce o przyszłość naszych narodów, dniem zwycięstwa armii Waszej Ekscelencji. Proszę przyjąć moje najbardziej szczere życzenia i wyrazy oddania, oby Bóg nadal błogosławił armię niemiecką, która walczy o słuszną sprawę37.

Premier Tuka też wysłał urodzinowy telegram, w którym zapewniał Führera o „swej wierności i głębokiej wierze w ich wielkiej wagi dzieło”.

Wkrótce potem niejaki monsignore Ferencik – ksiądz katolicki i deputowany do słowackiego parlamentu – napisał jeszcze jeden artykuł, w którym wynosił Hitlera pod niebiosa. Dla Piusa XII to wszystko było niedopuszczalne. Został zmuszony do przełknięcia afrontu, jakim było bezwstydne nieposłuszeństwo Vojtaššáka i innych przedstawicieli słowackiego kleru, którzy wbrew jego opinii przyłączyli się do narodowosocjalistycznego rządu, ale tym razem czara goryczy się przelała. Wykreślił nazwisko monsignore Ferencika z listy prałatów domowych Jego Świątobliwości38. Był to jasny znak zaadresowany do innych członków słowackiego kleru: takie publiczne popieranie nazistów nie będzie tolerowane.

Biuro nadal otrzymywało nowe informacje ze Słowacji. Pewien jezuita z miasta Hriňová opisywał kraj jako „nazistowską kolonię, w której siedemdziesiąt pięć procent przemysłu znajduje się w rękach nazistów. Pociągi liczące pięćset załadowanych mąką wagonów zniknęły, nikt nie wie gdzie. Tymczasem w kraju jemy już tylko chleb razowy. W stolicy już od trzech dni nie ma chleba”39. Donosił również, że Słowacja „musiała przyjąć dziesięć tysięcy młodych Niemców (z Hitlerjugend), którzy mają zakaz wchodzenia do kościołów, nawet jeśli byli wychowywani »w wierze chrześcijańskiej«. Ci młodzieńcy są bezczelni. Kiedy defilują, muszą śpiewać taki refren: »Jezus był synem Żyda, a jego matką była Maria Kohn«”. Owa Maria Kohn była bohaterką żydowskiego ruchu oporu, Marianną Cohn.

Dalej jezuita pisał:

W szkołach nazistowskich Chrystus jest przedstawiany jako godny pogardy Żyd, a doradca do spraw niemieckiej propagandy wygłasza wykłady o tym, jak sparaliżować i unicestwić wpływy Kościoła. Premier Tuka codziennie przyjmuje komunię świętą, lecz stał się ślepym narzędziem nazistów. Wartościowi ludzie coraz bardziej wycofują się z życia publicznego i administracji państwowej, podczas gdy księża apostaci, wolnomularze i inne mroczne indywidua przejmują kierownictwo sfery publicznej, pobierając za to astronomiczne wynagrodzenia, ponad 40 tysięcy koron miesięcznie. Przyłączenie się Słowacji do wojny spowodowało duże poruszenie wśród ludności, zważywszy na fakt, że to ksiądz wypowiedział tę wojnę40.

Burzio też zwrócił na to uwagę w jednym ze swoich raportów. Opisywał nie tylko atmosferę zastraszenia, lecz także wyraźne zniesmaczenie wielu katolików tym, że Tuka i wielu innych nadal przystępuje do sakramentów, idąc ramię w ramię z nazistami.

*

We wrześniu 1941 roku, gdy kończyło się lato, sytuacja z dnia na dzień się pogarszała. Katolickie gazety konfiskowano, dziennikarzy aresztowano, na przykład redaktora naczelnego gazety „Katolicky Noviny”. Dziennikarzy i reporterów osadzano w więzieniu i brutalnie przesłuchiwano, a wszystko na rozkaz Berlina41. Media podlegały bardzo ostrej cenzurze, która miała zastraszyć katolickich dziennikarzy. Na przykład słowa „neopogaństwo” czy duch „neopogański” zastępowano zwrotem „duch świata”. Obowiązywał zakaz cytowania encyklik, zwłaszcza tych, w których mowa była o współczesnych błędach ludzkich42. Przemówienia Ojca Świętego też były zakazane, w szczególności te zawierające refleksje na temat jedności ludzkości lub niesprawiedliwości – dla nazistów niedopuszczalne było wszystko, co niezgodne z pojęciem „wyższej rasy”, rasy panów; do tej pory tylko dzięki prasie katolickiej ludność mogła poznać przekazy Rzymu i słowa Piusa XII. Teraz jednak stało się to zbyt niebezpieczne, zatem niemożliwe.

Kiedy Biuro dowiedziało się o tych okropnych zmianach i restrykcjach, natychmiast zaczęło wysyłać teksty do Burzia, aby opublikował je na Słowacji. Nakazano mu, by znalazł sposób na rozpowszechnianie słów papieża przez słowackie media i by informował sekretarza stanu o rezultatach swoich starań. Poradzono, by powołał się na swój status dyplomaty, gdyby rząd Tisa sprawiał trudności albo mu zagrażał. Ta agresja wymierzona w Kościół rzymskokatolicki szła w parze z rosnącą nienawiścią wobec Żydów.

W tym samym wrześniu 1941 roku Burzio przekazał do Biura szczegółowy raport o publikacji Judenkodex, słowackiego Kodeksu dla Żydów43. Papieski chargé d’affaires podkreślał, że w wielu punktach był on prawie dokładnie taki sam, jak pierwsze ustawy norymberskie ogłoszone w nazistowskich Niemczech – czy to zwykły zbieg okoliczności? – we wrześniu sześć lat wcześniej44. Zachodziła tylko jedna drobna różnica, dotycząca pół-Żydów oraz małżeństw mieszanych żydowsko-chrześcijańskich. Ustawy norymberskie nie wprowadzały w tej kwestii żadnych rozróżnień, natomiast słowacki Judenkodex uznawał jednostkę za Żyda tylko wtedy, gdy zawarła ona związek małżeński z nie-Żydem po 20 kwietnia 1939 roku.

Rankiem w dniu, kiedy prasa poinformowała o ogłoszeniu Judenkodex, chargé d’affaires Burzio złożył oficjalną wizytę prezydentowi Tisowi. Monsignore Burzio mógł tylko ubolewać nad tymi zarządzeniami i wyrazić zdecydowaną dezaprobatę45.

Wkrótce po ogłoszeniu Kodeksu dla Żydów zaczęły się masakry. Rzym otrzymał świadectwa dotyczące rozmaitych okropieństw, do jakich dochodziło od końca 1941 do wiosny 1942 roku46.

Niemiecka wersja Słowackiego Kodeksu dla Żydów47

Monsignore Burzio przekazał do Biura 20 marca 1942 roku prośbę rabina z Budapesztu, który błagał o interwencję u władz słowackich w sprawie deportacji Żydów do Galicji, okupowanego regionu Polski48. W tym samym tygodniu, 24 marca, rabin z Budapesztu odwiedził Angela Rottę, węgierskiego nuncjusza, i błagał o interwencję papieża, żeby ratować tysiące młodych słowackich Żydówek, które wywożono na front, by służyły niemieckim żołnierzom jako prostytutki49.

Informacja ta dotarła na biurko Piusa XII i musiała go oburzyć, bo natychmiast nakazał, by kardynał Maglione skontaktował się z ambasadorem Słowacji przy Stolicy Apostolskiej, „by powiadomić go o sprawie i prosić o interwencję u własnego rządu”50. Maglione, świadom powagi sytuacji, natychmiast wykonał rozkaz, rankiem 25 marca. Za pięć ósma nadeszła pilna depesza od Burzia, w której informował, że krąży plotka, jakoby rząd zaprzestał deportowania Żydów wskutek interwencji Stolicy Apostolskiej. W tej samej depeszy zamieścił jednak inną jeszcze informację, mrożącą krew w żyłach: „Wczoraj wieczorem wiele kobiet żydowskich w wieku od szesnastu do dwudziestu pięciu lat zostało zabranych z rodzinnych domów i sądzimy, że mają one zostać prostytutkami na froncie rosyjskim”51. Wydarzenia potoczyły się bardzo szybko na najwyższym szczeblu Sekretariatu Stanu. Minutante Dell’Acqua został odesłany do swojego biura bez zaleceń, sprawą mieli się zająć najwyżsi dygnitarze. Zanotował on: „Jego Ekscelencja czcigodny monsignore Tardini powiedział mi, że Jego Eminencja w trybie pilnym wezwała słowackiego ministra przy Stolicy Apostolskiej”. W efekcie kardynał Maglione, który tego dnia przyjął w swoim gabinecie ambasadora Słowacji Sidora, napisał streszczenie tego, co można nazwać rozmową dyplomatyczną krótką, lecz „poruszającą sedno sprawy”52.

„Wezwałem ministra i zwróciłem się do niego z prośbą, by natychmiast interweniował u swojego rządu w celu powstrzymania bezużytecznego okropieństwa”53.

W następnym telegramie, który Burzio wysłał 25 marca pod koniec dnia, a który dotarł do Rzymu dopiero o wpół do dziesiątej rano następnego dnia, chargé d’affaires jasno twierdził, że prośby papieża nie odniosły żadnego skutku. Właśnie dowiedział się od swoich źródeł w słowackim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, że rząd ogłosił, iż „trwa deportacja pierwszego kontyngentu około dziesięciu tysięcy kobiet i mężczyzn”54.

Mniej więcej w tym samym czasie – trudno powiedzieć, czy miało to miejsce przed, czy po spotkaniu Maglionego ze słowackim ambasadorem – D’Arcy Osborne, ambasador Anglii przy Stolicy Apostolskiej, mówił o niepokojących informacjach, jakie dotarły do Anglików. Chodziło o przymusowe przesiedlenie dziewięćdziesięciu tysięcy słowackich Żydów do getta w Polsce. D’Arcy Osborne napisał:

Mój rząd zwrócił się do mnie, bym poinformował o tym Waszą Eminencję i zapytał, czy Stolica Apostolska sądzi, że istnieje możliwość złagodzenia tej nieludzkiej operacji zainspirowanej przez Niemców55.

Oczywiście szanse na sukces były znikome, Biuro było tego świadome. Niemniej spróbowało. Wezwało ambasadora Słowacji przy Watykanie i poprosiło o natychmiastową interwencję w słowackim rządzie, by uniemożliwić „tego rodzaju smutne działania”.

Kadry kierownicze Watykanu są znane z tego, że nie poddają się emocjom, gdy prowadzą działalność dyplomatyczną, jednak w głębi ducha Tardini aż się gotował. Rozmawiał o sytuacji na Słowacji z Piusem XII i kardynałem sekretarzem stanu Maglionem 27 marca, po czym papież nakazał, by natychmiast wysłano telegram do chargé d’affaires Burzia z żądaniem „wskazania prób podejmowanych do tej pory i podjęcia osobistych starań u Tiso”. Tardini, wyposażony w typowo rzymskie poczucie realizmu, nie mógł się powstrzymać i wyraził swój sprzeciw, jasno dając do zrozumienia, jak wielką odrazę wzbudza w nim prezydent Tiso. Zanotował w nawiasie: „Nie wiem, czy starania mogą powstrzymać… szaleńców! A szaleńców jest dwóch: Tuka, który działa i Tiso – ksiądz – który pozwala, by takie rzeczy się wydarzały!”56.

Czy to możliwe, by interwencje Rzymu tylko pogarszały sprawę, jak to już wcześniej miało miejsce, na przykład w Polsce? Zdaje się to potwierdzać raport nuncjusza Rotty wysłany miesiąc później z Budapesztu, który sugeruje, że deportacje się nasiliły. Zgodnie z pewnym świadectwem, trzydzieści wagonów bydlęcych pełnych młodych Żydówek pojechało w stronę niemieckiej granicy. Dokąd zmierzał ten transport, zorganizowany, jak się wydaje, przez SS57, nie wiadomo.

Świadkiem, zaufanym źródłem nuncjusza Rotty, była młoda Węgierka, Anna Végh, wolontariuszka ze stowarzyszenia niosącego pomoc Żydom. Anna mówiła także o drugim kontyngencie pięćdziesięciu wagonów bydlęcych, tym razem pełnych żydowskich chłopców. Transport wyruszył z Żyliny, a celem była prawdopodobnie Polska. Tysiąc innych młodych żydowskich dziewcząt zostało deportowanych „w nieznanym kierunku”58. Za każdego deportowanego Żyda Słowacja podobno płaciła Niemcom 500 reichsmarek – około 1700 dzisiejszych euro.

Anna napisała też naiwnie, a może dlatego, że brała swoje życzenia za rzeczywistość, iż „prezydent Tiso był tak wzruszony interwencją Ojca Świętego, że […] podupadł na zdrowiu…”. Ze zrozumiałym poniekąd cynizmem Tardini uznał tę uwagę za zabawną. Nie potrafił ukryć osobistej niechęci do słowackiego prezydenta i posłużył się słowem z rzymskiego dialektu, by oddać swoje uczucia: jego zdaniem Tiso „nie sprawia wrażenia, by podupadł na zdrowiu – na zdjęciach wciąż wygląda… paffutello [pyzaty]”59.

Kilka dni później Biuro dostało list od kierownictwa Światowego Kongresu Żydów i Agencji Żydowskiej dla Palestyny. Zawierał on podziękowania dla Stolicy Apostolskiej za starania podejmowane u słowackiego rządu. W samym środku wojny żydowscy przywódcy wciąż pokładali nadzieję w Piusie XII i jego zespole. Zespół był uparty i aktywny, lecz zderzając się z niewzruszonym murem reżimów totalitarnych, stracił na politycznej skuteczności i zdolności wpływania na bieg europejskich wydarzeń.

*

Niszczycielska burza deportacji nie słabła, jak o tym donosił Burzio w kolejnym raporcie: w porozumieniu z władzami niemieckimi rząd słowacki potajemnie przygotował plan nowych masowych deportacji. Lecz utrzymanie tak wielkiej operacji w tajemnicy było niemożliwe. Wszystkie szczegóły, łącznie z datą operacji, przeciekły do prasy i wzbudziły oburzenie ludności. Rząd został przyparty do muru i minister Mach musiał publicznie zdementować pogłoskę, że rząd działa pod dyktando Niemców: „Słowacja brała na siebie przed całym światem pełną odpowiedzialność za swoje działania i wyraźnie oświadczała, że nie jest poddana żadnym naciskom ze strony Niemiec”60.

Burzio jednak nadal był rozgniewany. Jego zdaniem część słowackiego episkopatu, która przymykała oczy na te wydarzenia, ponosiła winę za rozwój wypadków. Podczas posiedzeń parlamentu, na których zapadały decyzje o deportacji Żydów, monsignore Vojtaššák – biskup, który nie usłuchał Piusa XII i przyjął stanowisko rządowe – „pozostał bierny, zamiast zaprotestować przeciwko temu nieludzkiemu projektowi”. Mówiono też, że Vojtaššák powiedział innemu księdzu, że lepiej by było, gdyby władze kościelne trzymały się z dala od całej sprawy, „niż gdyby stwarzały trudności rządowi i Prezydentowi”. Podczas tej samej rozmowy Vojtaššák miał też określić Żydów mianem „najgorszych wrogów Słowacji”. W swoim raporcie Burzio nie krył zniesmaczenia: „Vojtaššák jest niepoprawnym szowinistą. Jeśli o mnie chodzi, jestem o tym głęboko przekonany”61.

Dalej czynił aluzję do innego epizodu, mianowicie scysji między Vojtaššákiem a polskim biskupem Sapiehą, która ujawniła ultranacjonalistyczną nietolerancję Vojtaššáka. Polski biskup próbował interweniować w sprawie księży polskiego pochodzenia, którzy zostali niesłusznie wygnani z ich słowackich parafii. „Usłyszałem odpowiedź Vojtaššáka: humanitas nostra esset fere peccaminosa (nasz ludzki stosunek do tych księży był niemal grzeszny)”.

Burzio starał się wyrażać w zawoalowanych słowach, dyplomatycznie, niemniej jasno wytykał wyzbyty kompleksów antysemityzm Vojtaššáka: „Nie sposób sobie wyobrazić, by taki człowiek żywił ciepłe uczucia wobec Żydów”62. Burzio podkreślał jednak, że w łonie słowackiego kleru rozbrzmiewały także dysydenckie głosy, na przykład biskupa Carsky’ego z Preszowa, „który nie daje sobie zamydlić oczu”. Biskup Preszowa oświadczył: „Skoro pozostajemy bierni, kiedy uprowadzają córki Żydów, to co zrobimy, gdy zaczną uprowadzać córki naszego ludu?”63.

Biuro żywo przejmowało się losem żydowskich dziewcząt, uprowadzonych nie wiadomo dokąd. Koszmarne wizje niewinnych młodych kobiet zabranych rodzinom, rzuconym do wagonów i potem gwałconych i poniewieranych przez nazistowskich żołnierzy, były nie do zniesienia. Operacje te rozpoczęto 25 marca i były co noc przeprowadzane przez Słowaków z gwardii Hlinki. Godne zaufania źródła podają, że uprowadzone

młode kobiety były przewożone do fabryki zwanej Patronka na przedmieściu Bratysławy. Tam je przeszukiwano, zabierano im wszystko, co miały przy sobie (walizki, portmonetki, pierścionki, kolczyki, pióra, jedzenie…), także dokumenty tożsamości, i nadawano im numer. Jeżeli któraś protestowała lub się skarżyła, traktowano ją brutalnie, calci e bastonate (kopano ją i bito kijami). A niegodziwości tej dopuszczali się ludzie najniższego pochodzenia… pod kierunkiem inspektora Rzeszy64.

Burzio pisał nie tylko o porwaniach młodych kobiet, lecz także o brutalnych napaściach na żydowskie domy i o rozpaczliwej ucieczce tysięcy Żydów do Węgier. Lecz po drugiej stronie granicy czekali na nieszczęśników inni naziści.

Siedząc przy swoim biurku, Maglione, wstrząśnięty i straszliwie bezsilny, napisał w odpowiedzi do Burzia między innymi: „Wiadomości, które był ksiądz uprzejmy nam przekazać, mogą jedynie wywołać wielki smutek w sercu Stolicy Apostolskiej”65.

*

Do prezydenta Tisa docierały tysiące indywidualnych próśb o „prezydencką łaskę” albo miłosierdzie. Burzio wyjaśniał:

Jedyną nadzieją tych Żydów jest uzyskanie od prezydenta Republiki [Tiso] łaski „wyłączenia”. Obecnie Kancelaria Prezydenta rozpatruje tysiące podań, w pierwszym rzędzie podań Żydów wyznania chrześcijańskiego […]. Jak mnie zapewniono, już przyznano bardzo liczne zwolnienia66.

Wciąż napływały nowe wieści. Z Budapesztu wolontariuszka Anna Végh napisała:

Do dzisiaj, to znaczy do 11 kwietnia 1942 roku, deportowano około ośmiu i pół tysiąca osób. Rząd zamierza osiągnąć liczbę dwudziestu tysięcy do końca tygodnia67.

Ambasador Wielkiej Brytanii przy Watykanie, D’Arcy Osborne, 11 kwietnia ponownie skontaktował się z kardynałem Maglionem i raz jeszcze zapytał, „czy Stolica Apostolska interweniowała w obronie słowackich Żydów”. Maglione sporządził odręczne notatki z tej rozmowy: „Powiedziałem, że tak. Osborne już wcześniej został poinformowany o podjętych krokach. Poza tym ponownie wywierałem nacisk na słowackiego ambasadora przy Stolicy Apostolskiej”68.

Była to najprawdziwsza prawda. Sidor, słowacki przedstawiciel przy Stolicy Apostolskiej, stawił się tego samego dnia na spotkanie z Maglionem. Podczas rozmowy, która odbywała się w Pałacu Apostolskim, Sidor mówił o swoim niedawnym pobycie w Bratysławie, gdzie spotkał się z prezydentem Tisem i premierem Tuką. Dyskutowali o krokach podjętych wobec Żydów. Dyplomata powiedział Maglionemu, „że prezydent Tiso zapewnił go, iż zainterweniuje w celu złagodzenia tych środków. I kilkorgu ochrzczonym Żydom przyznał zwolnienia i dyspensy, które był władny przyznać”. Premier Tuka z kolei miał powiedzieć, że do tej pory nie odpowiedział na różne listy i prośby Stolicy Apostolskiej, bo miał zamiar „w późniejszym czasie udzielić Ojcu Świętemu i sekretarzowi stanu stosownych wyjaśnień ustnych”69.

Maglione nie uwierzył w zapewnienia Słowaka. Istotnie, zanotował:

Sidor próbował usprawiedliwić – ale mnie nie przekonał – masowe deportacje Żydów. Kilkakrotnie wykorzystałem okazję, by wyrazić punkt widzenia Stolicy Apostolskiej i osobiście ostro zaprotestowałem przeciwko traktowaniu, jakiemu zostały poddane setki dziewcząt wyrwanych z rodzin i zaginionych w otchłani. Powiedziałem mu, że takie działania są okropieństwem dla katolickiego kraju70. Wówczas Sidor usiłował mi wytłumaczyć – ale także tym razem mnie nie przekonał – że te biedne dziewczęta miały uczciwie pracować w innym miejscu. Odpowiedziałem na to, że nawet gdyby tak było w istocie, byłoby to smutne, bo nieludzkie jest rozłączanie młodych kobiet i mężczyzn wbrew ich woli od rodziny. Zwłaszcza po to, by pracowali w miejscu, w którym, pozbawieni wsparcia, byliby narażeni na najgorsze niebezpieczeństwa. Powiedziałem mu, że zgodnie z informacjami, jakie dostałem, los przeznaczony tym dziewczętom był zupełnie inny niż on twierdził! Poprosiłem go, by przekazał swojemu rządowi treść naszej rozmowy71.

Niestety ślad po uprowadzonych młodych kobietach się urwał. Można było jedynie wyobrażać sobie piekło, które je pochłonęło. W oczach Biura rząd Tisa przekroczył granicę zbrodni i dotarł tam, skąd nie było już odwrotu.

Biuro otrzymało anonimowy raport bez daty: „Dzisiaj w południe minister Mach zaprosił do gabinetu premiera dziennikarzy z krajów alianckich i innych mediów na konferencję prasową poświęconą Hebrajczykom na Słowacji. W szczególności w związku z kontrowersyjnymi głosami rozbrzmiewającymi w łonie ludności słowackiej”.

Fakt, że słowacki rząd postanowił zorganizować konferencję prasową, by dumnie ogłosić, iż przyznaje sobie prawo do zabijania setek tysięcy ludzi, jest absolutnie zdumiewający. Istotnie, Mach oświadczył dziennikarzom:

Żeby rozwiązać kwestię żydowską w sposób całościowy, mający doprowadzić do wykluczenia wszystkich Żydów z życia publicznego Słowacji… Decyzja o „transferze Żydów” jest obecnie wcielana w życie. Liczne pociągi już opuściły Słowację i następne opuszczą, aż ostatni Żyd zniknie z kraju. Ostateczne rozwiązanie problemu żydowskiego na Słowacji zostało postanowione przez Radę Stanu72.

Ktoś z Biura zaznaczył ten akapit krzyżykiem, jakby chciał podkreślić jego znaczenie i cynizm. Nad całą sprawą unosił się mroczny cień Vojtaššáka – zasiadał w Radzie Stanu, gdy podejmowano te decyzje.

Maglione otrzymał zapis całego przemówienia, a przekazał mu go lojalny pośrednik, Commendatore Babuscio Rizzo z ambasady Włoch73.

Minister Mach zapowiedział również, że

chrzty udzielane przez niektórych członków kleru nie będą dłużej uwzględniane. Ochrzczeni czy nie, wszyscy Żydzi muszą wyjechać. […] Żydzi, którzy schronili się na Węgrzech, będą musieli zostać odesłani do słowackiego rządu, ponieważ takie ustalenia są czynione w porozumieniu z rządem Węgier74.

Nazistowska pętla się zacieśniała. Nie było już widać żadnej drogi ucieczki. Nieszczęśnicy schwytani w słowacką pułapkę mieli zostać deportowani, a ci, którzy uciekli, mieli zostać odesłani z powrotem. Mach głosił dalej:

Wiadomo mi o sanatoriach i szpitalach pełnych Żydów, mężczyzn i kobiet: to chorzy z urojenia, którzy mają nadzieję, że uda im się umknąć prawu. Komisja lekarska odwiedzi wszystkich tych „okazjonalnych” chorych i zadecyduje o ich losie… Żydzi niezbędni zostaną zbadani przez specjalną komisję, która wyda wówczas tymczasowe zezwolenie, odnawialne co określony czas, aż zostanie znaleziony element aryjski, który zastąpi Żyda75.

Rząd Tisa był prawdopodobnie najgorliwszym wykonawcą nazistowskiej doktryny, działającym bez krycia się za jakąkolwiek propagandą, niepróbującym choćby umniejszyć zgrozę prowadzonych operacji. Nawet sami naziści niekiedy usiłowali zwieść wspólnotę międzynarodową, kryjąc się ze swoimi zbrodniami, tymczasem słowacka klasa polityczna działała bezwstydnie jawnie, jakby dumna z haniebności swych działań. Słowacka konferencja prasowa wywołała falę oburzenia w zdjętej zgrozą Europie. Jednak w faszystowskich Włoszech „Corriere della Sera” zamieścił taki oto tytuł: Słowacki rząd ma pełnię władzy w sprawie wydaleniaŻydów76.

Wśród listów napływających do Sekretariatu Stanu znajduje się nowy raport, przysłany przez zwyczajnego Niemca, świadka wydarzeń: „Jako że spędziłem tydzień w Budapeszcie w interesach, poproszono mnie o powiadomienie Państwa o pewnych faktach”. Nie podając swoich źródeł, informator napisał:

Żydzi, którzy z oczywistych względów próbują dostać się na Węgry, są odstawiani do służb granicznych państwa, z którego pochodzą. A to wszystko jest efektem nacisków niemieckich. Ci Żydzi są internowani w obozach koncentracyjnych, gdzie nie ma ani żywności, ani sanitariatów, ani opieki zdrowotnej. Tak więc wielu tych nieszczęśników umiera. Węgierski Czerwony Krzyż próbował interweniować, ale nie dostał pozwolenia77.

To jeszcze jeden dowód na to, że naziści nie tolerowali żadnej ingerencji w prowadzone prześladowania i eksterminację: ani ze strony Czerwonego Krzyża, ani – zapewne w jeszcze większym stopniu – ze strony Stolicy Apostolskiej.

W dalszym ciągu swojego raportu niemiecki świadek powrócił do sprawy, którą Biuro dobrze znało, mianowicie do tragicznej historii młodych kobiet: „Także inne wydarzenie, jeszcze gorsze, miało miejsce na Słowacji, gdzie tysiące młodych Żydówek wysłano, nie wiem dokładnie dokąd, by służyć za »pokarm« żołnierzom”78. Świadek twierdził, że sam jest rasy aryjskiej, a „poinformował o tym wszystkim z czystego humanitaryzmu”. Jego szczere sprawozdanie dotyczące żydowskich dziewcząt uzmysławia, że wśród niemieckich obywateli byli i tacy, którzy choć zintegrowani z ogromną machiną, mogli sprzeciwiać się nazistowskiej brutalności.

Na Słowacji kilku spośród głównych biskupów nadal głośno się wypowiadało. Napisali oni zbiorowy list na temat kwestii żydowskiej, który miał się ukazać na łamach tygodnika „Katolicke Noviny”. Początkowo cenzura państwowa zakazała jego publikacji, potem zmieniła zdanie, pod warunkiem jednak że biskupi wprowadzą do tekstu modyfikacje łagodzące jego wymowę lub zmieniające sens. Biskupi odważnie odmówili podpisania się pod wersją poprawioną przez propagandę i zupełnie pozbawioną akcentów krytycznych wobec rządu. Zignorowali zalecenia cenzury i opublikowali list w jego oryginalnym brzmieniu79.

Ambasador Wielkiej Brytanii D’Arcy Osborne ponownie odezwał się 6 lipca i zapytał, czy Stolica Apostolska zdołała interweniować w sprawie deportacji słowackich Żydów i jakie były efekty jej działań80. Minutante Dell’Acqua miał za zadanie udzielić odpowiedzi na te pytania na piśmie. Nalegania brytyjskiego dyplomaty pobudziły jego czujność. Wszak D’Arcy Osborne już wcześniej był kilkakrotnie informowany przez kardynała sekretarza stanu Maglionego o rozmaitych interwencjach papieża. Dell’Acqua obawiał się zatem, że brytyjski dyplomata chce uzyskać od watykańskiego sekretarza stanu dokument na piśmie, który alianci mogliby wykorzystać w swojej propagandzie. Zdaniem Dell’Acquy to wszystko było assai delicato (co w języku dyplomatycznym znaczy „bardzo delikatne”) i zasugerował on swoim przełożonym, by odpowiedzieć ustnie Brytyjczykowi, powtarzając, że Stolica Apostolska podejmowała kroki w tej sprawie, „nie uzyskała jednak znaczących… efektów”81.

Tardini najpierw się zgodził. Jednak po rozmowie z Piusem XII zlecił Dell’Acqui przygotowanie pisemnej odpowiedzi, w której miał on nawiązać do ostatniego listu protestacyjnego słowackich biskupów. Tardini zapisał swoje refleksje w Nota Bene:

Katastrofalne jest to, że prezydentem Słowaków jest ksiądz. Że Stolica Apostolska nie może powstrzymać Hitlera, wszyscy są w stanie zaakceptować. Lecz kto zrozumie, że nie może położyć kresu działaniom księdza?82.

Sekretarz Biura Tardini, podobnie jak dzisiejsi czytelnicy, zadawał sobie fundamentalne pytanie: dlaczego Stolica Apostolska nie mogła zapobiec działaniom morderczego księdza? Był skonfrontowany z niemożnością Stolicy Apostolskiej mieszania się w sprawy lokalnych episkopatów i w ich polityczne wybory. Ponadto niemiecka machina propagandowa robiła, co w jej mocy, by osłabić pozycję Kościoła. I tak nieodmiennie pomocny włoski Commendatore Francesco Babuscio przekazał tekst radiowej wypowiedzi ministra Macha, w której ten usiłował wmówić słuchaczom, że słowaccy katolicy w końcu zaaprobowali, przynajmniej pośrednio, „rozwiązanie” problemu Żydów wciąż przebywających w kraju83.

*

W dniu 15 maja 1942 roku nowa konstytucja Macha weszła w życie. Wszyscy Żydzi mieli zostać deportowani poza terytorium Słowacji. Wyjątkami były dwie grupy: Żydzi, którzy przeszli na chrześcijaństwo przed 14 marca 1939 roku, oraz Żydzi, którzy mogli okazać ważny kontrakt małżeński z nie-Żydem zawarty przed 10 września 1941.

Było to skromne ustępstwo, będące efektem słynnej konferencji prasowej Macha, anulujące zresztą wszystkie akty chrztu wydane przez Kościół, na Słowacji podobnie jak w innych krajach, na przestrzeni ostatnich trzech lat z nadzieją na uratowanie czyjegoś życia.

Chargé d’affaires Burzio był skonsternowany. Nie krył zniesmaczenia tym, że „niektórzy księża, deputowani do parlamentu, głosowali za przyjęciem tej ustawy, że inni powtrzymali się od głosu, a żaden nie ośmielił się zagłosować przeciwko”84.

W kręgu bliskich współpracowników Piusa XII wywołało to taką samą konsternację. Kardynał Maglione odpowiedział listownie Burziowi:

Stolica Apostolska przyjęła z głębokim niepokojem wiadomości o nowych rygorystycznych krokach podjętych przez słowacki rząd przeciwko nie-Aryjczykom. Najgorsze jest to, że jak się wydaje, opierając się na przekazanych przez księdza informacji, nowa ustawa została przegłosowana z udziałem niektórych księży, deputowanych do tego parlamentu85.

Było to przygnebiające, ale Biuro niewiele mogło zrobić, by ukarać winnych. Komuś, kto nie jest katolikiem, może być trudno zrozumieć, że rzymska hierarchia ma niewielkie możliwości wpływania na lokalne organizacje. Zgodnie z katolickim kanonem, kapłaństwo nie jest pracą, lecz sakramentem emanującym z Ducha Świętego i z tej racji jest nienaruszalne.

Księża w polityce… Od dawien dawna to kwestia drażliwa dla Kościoła, zarówno w czasach Piusa XII, jak i obecnie. Dla monsignore Tardiniego obecność księży w polityce nie była czymś normalnym i także później, w 1945 roku, był on świadom tego problemu i potencjalnych związanych z nim skandali i żałował, że nie może interweniować:

Czy obecnie zbyt wielu księży nie zajmuje ważnych stanowisk politycznych? Czy nie stanowi to zagrożenia dla Kościoła? Ale z drugiej strony, czy można tego zakazać? Jedyne, czego można by zażądać, to by ci księża byli „dobrzy”. Bo jak nie…! Być może zatem wskazana byłaby instrukcja dla ordynariuszy [lokalnych biskupów i arcybiskupów], tak by tego rodzaju zezwolenia były wydawane jedynie bardzo wartościowym księżom86.

Wkrótce Commendatore Babuscio przekazał raport włoskich służb wywiadowczych donoszący, że garstka Żydów, w większości ułaskawionych przez Tisa – monsignore Burzio później stwierdził, że te jakże nieliczne ułaskawienia były okazją do niesamowitej korupcji w otoczeniu prezydenta87 – albo ochrzczonych jako katolicy, wciąż była zbyt liczna dla nazistów:

Kręgi narodowosocjalistyczne, zaniepokojone dużą liczbą tych uprzywilejowanych Żydów, przerwały milczenie i rozpętały niesłychanie gwałtowną kampanię antysemicką w swoich gazetach – wytykając liczne przypadki korupcji, fałszowania aktów chrztu, sabotażu i gwałcenia zarządzeń komisariatów do spraw dystrybucji żywności, działalności na szkodę narodu słowackiego, propagandy antyrządowej – i ujawniły informacje o przeszłości tych Żydów i ich aryjskich wspólników lub protektorów…88.

Raport włoskich służb wywiadowczych cytował słowacką prasę:

„Najbardziej niebezpieczni są właśnie ci Żydzi, którzy zdołali uniknąć deportacji dzięki stosunkom i przebiegłości albo dzięki ich ulubionemu skorumpowanego systemowi”. Dalej czytamy w tym raporcie: „Teza ta jest powtarzana w gazetach, audycjach radiowych i w prasie Słowackiej Partii Ludowej […]. Rząd powziął silne postanowienie, by rozwiązać »kwestię żydowską do ostatniej kropli«”89.

Autor tego raportu twierdził, że w oczach słowackiego rządu nowe akty chrztu były częścią tej „korupcji”, i sugerował, że należy „ponownie zbadać wszystkie akty chrztu i zezwolenia na pracę wydane Żydom i w przypadku wykrycia fałszerstwa stosować nie jakąś karę, lecz natychmiastową deportację”90.

Może wydać się bezsensowne, w każdym razie niezrozumiałe, że deportacja do obozu koncentracyjnego nie była uważana za karę. Warto również zauważyć, że w oficjalnej narracji rządowej nigdy nie ma wzmianek o eksterminacji Żydów. Rząd Tisa publicznie mówił jedynie o rozwiązaniu „problemu żydowskiego”, polegającym na wykluczeniu Żydów ze słowackiego społeczeństwa, i nigdy nie odpowiadał na pytania o dalszy los deportowanych. Zadowalał się cynicznym twierdzeniem, że z chwilą gdy Żydzi opuszczają kraj, nie są już problemem słowackiego rządu, który powierza jego rozwiązanie swoim niemieckim panom.

Na początku 1943 roku Biuro dostało kolejne złe wieści od nuncjusza Rotty na Węgrzech: dwadzieścia tysięcy Żydów, którzy pozostali na Słowacji, w tym wielu ochrzczonych katolików, zostało deportowanych. Bezpieczeństwo tych, którzy przeszli na katolicyzm przed 1939 rokiem, okazało się krótkotrwałe.

Liczni błagali o pomoc papieża. Siostra Margit Slachta, węgierska zakonnica, osobista powierniczka Piusa XII, specjalnie udała się do Rzymu91, by próbować nieść pomoc ostatnim słowackim Żydom. Przekazała papieżowi raporty, które sama napisała. W jednym z nich wyjaśniała:

Minister Mach zapowiedział, że w dwa miesiące, czyli w marcu i kwietniu 1943 roku, powinna się zakończyć całkowita deportacja wszystkich Żydów, którzy pozostali na Słowacji. Jest ich dwadzieścia tysięcy. Połowa z nich to chrześcijanie92.

Na tym raporcie bezsilny Tardini zanotował:

Już wcześniej zajmowaliśmy się sytuacją na Słowacji. Czy to prawda? Co możemy zrobić?93.

Minutante Di Meglio dopisał niżej:

Dzisiaj wysłano podpisaną przez kardynała depeszę do monsignore Burzia, któremu zlecono interwencję na rzecz dwudziestu pięciu tysięcy Słowaków…94.

Szczegóły, jakie siostra Slachta podała odnośnie do deportacji dwudziestu tysięcy Żydów, pokrywały się z wcześniejszym raportem Burzia z końca lutego95. Natomiast w innym raporcie z marca tego roku żaden namacalny dowód nie poparł twierdzeń zakonnicy co do egzekucji Żydów, a władze słowackie nie podały żadnych dokładnych informacji w tej sprawie96. Niemniej Biuro mogło domyślić się, jakie są rzeczywiste intencje słowackiego rządu, wystarczyło posłuchać przemówienia ministra Macha:

Jednym z naszych obowiązków, zważywszy na to, że wyeliminowaliśmy 80 procent Żydów, jest zamknięcie sprawy z tymi, co nam pozostali. Wszyscy wiemy doskonale, co oznacza obecność dwudziestu tysięcy Żydów97.

Tym razem katoliccy biskupi nie pozostali bierni: w lutym wystosowali do rządu wspólny list, w którym bronili ochrzczonych Żydów, odwołując się do słowackich katolickich uczuć narodowych i powołując się na prerogatywy Kościoła katolickiego w kraju98.

Zaalarmowany tymi nowinami papież skorzystał z końca audiencji, by natychmiast wydać rozkaz „poinformowania monsignore Burzia”99