Basia i wyprawa do lasu - Zofia Stanecka - ebook + audiobook

Basia i wyprawa do lasu ebook

Zofia Stanecka

5,0
9,99 zł

lub
Opis

Co takiego może wydarzyć się w lesie? Jakie przygody czekają tam na Basię? Mała sprytna Basia jedzie z rodzicami do lasu zbierać grzyby. Jednak to nie taka prosta sprawa z tym szukaniem. Trzeba na siebie uważać, bo co, jeśli za drzewami czyhają wilki i niedźwiedzie? Niby cel jest prosty, wszyscy mają szukać grzybów w brązowych kapeluszach. I Basi jako pierwszej udaje się coś znaleźć, wpada na czyjś trop... Kto to taki? Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć. Ostatecznie rodzinna wyprawa do lasu kończy się zupełnie inaczej niż wyobrażała to sobie Basia oraz jej Misiu Zdzisiu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 9

Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0



W piątek po przyjściu z pracy Tata oznajmił:

– Szykujcie kalosze, koszyki i noże. W weekend jedziemy do lasu.

– Noże? – Janek uniósł głowę znad lekcji i spojrzał na Tatę z zachwytem.

– Nie, Janku, nie weźmiesz tego największego z ząbkami. – Mama uprzedziła następne pytanie. – Wystarczy nam scyzoryk Taty i mały nożyk do owoców.

– Po co noże w lesie? – spytała Basia.

– Żeby zrobić papier z drewna. A drewno jest przecież z drzew – wygłosił Janek tonem znawcy.

– Będziemy kroić drzewa? Pani Marta mówi, że nie wolno niszczyć drzew, bo to jest przyroda.

– To jak chcesz zrobić papier?

– Scyzorykiem i tak za dużo nie ukroimy – zawyrokowała Basia.

– Właśnie – podchwycił Janek. – Potrzebujemy też tego dużego noża.

– Nikt z nas nie będzie kroił żadnych drzew – powiedział Tata. – To robota dla drwali. Leśnicy mówią im, ile drzew można wyciąć i które. A produkcja papieru to skomplikowany proces, który…

– To po co nam scyzoryk? – Basia wróciła do dawnego tematu.

– Do ścinania grzybów. Jedziemy do lasu, żeby zbierać prawdziwki, koźlarze, kurki i maślaki.

– O nie! Misiek Zdzisiek i ja nie będziemy zbierać kur i ślimaków – zaprotestowała Basia.

– Nie chodzi o kury, tylko kurki, i nie o ślimaki, tylko maślaki. To nazwy grzybów – wyjaśniła Mama. – Można je marynować albo smażyć na maśle z koperkiem.

– Maślaczki są przepyszne… – Tata uśmiechnął się rozmarzony. – Chociaż trochę śliskie.

– Błe! – Basia skrzywiła się z obrzydzeniem. – Misiek Zdzisiek nie lubi śliskich grzybków. Są jak glutki z nosa.

– Albo ślina – dopowiedział Janek.

– Wystarczy – przerwał im Tata. – Lepiej idźcie przygotować się do wyjazdu. Na grzyby trzeba wyruszyć o świcie, żeby to w ogóle miało sens.

Następnego dnia budzik zadzwonił o piątej trzydzieści. Mama, Basia i Janek wstali w miarę sprawnie, a Franek, który zwykle i tak nie spał o tej porze, podskakiwał z radości, że wreszcie ktoś jeszcze oprócz niego jest rano całkiem przytomny. Tylko Tata wciąż spał. Poprzedniego wieczora tak długo szykował się na wyprawę do lasu, że w końcu zasnął sporo po północy. Teraz, gdy Mama usiłowała go obudzić, wymamrotał coś niewyraźnie i zakopał się głębiej pod kołdrą.

Zerwał się z łóżka dopiero wtedy, gdy Basia poklepała go zimną rączką po rozgrzanym od snu brzuchu. Wciąż nieprzytomny ubrał się, poprosił Mamę, żeby poprowadziła samochód, a sam zajął fotel obok kierowcy i przez całą drogę drzemał nad kubkiem termicznym pełnym gorącej kawy.

Zatrzymali się na leśnym parkingu. Ledwo zgasł silnik, a już Basia i Janek wyskoczyli z samochodu i pognali między drzewa.

Chrup, chrup! – pod stopami zachrzęściły im szyszki.

– Zaraz poszukamy twoich kuzynów – szepnęła Basia do siedzącego w koszu Miśka Zdziśka.

– Coś ty!