Basia i upał w ZOO - Zofia Stanecka - ebook + audiobook

Basia i upał w ZOO ebook

Zofia Stanecka

4,3
9,99 zł

lub
Opis

W gorący, upalny dzień lepiej być Basią czy włochatym misiem? Tak zastanawia się mała, rezolutna bohaterka książek Zofii Staneckiej, kiedy wybiera się z tatą do zoo. A może uda się jej zabrać ze sobą jakieś zwierzątko do domu, np. lwa albo słonia? Na miejscu okazuje się, że nic z tego. Upał odstraszył prawie wszystkie zwierzęta, więc pochowały się do wody lub swoich kryjówek. Poza tym i tak mama Basi nie zgodziła się na zwierzątka w domu. Zwłaszcza te, które mają futerko, tupią, biegają lub śpiewają. I co teraz? Mała Basia czuje się rozczarowana zoo i wycieczką, ale jej finał okaże się małą, dużą niespodzianką nie tylko dla niej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 8

Oceny
4,3 (4 oceny)
1
3
0
0
0



Wszystko zaczęło się w pewną sobotę. Upał tego dnia był straszny. Mama źle się czuła, bo puchły jej nogi, a Wielka Mała Niewiadoma rozpychała się jej w brzuchu tak, że wszystko, co Mama zjadła, wyjeżdżało z powrotem. Tata podsypiał przy śniadaniu, strasznie zmęczony po nocnym dyżurze – Tata jest lekarzem i czasem musi zostać na noc w szpitalu. Janek, który nie lubi, jak jest gorąco, zamknął się w swoim pokoju i powiedział, że wyjdzie w grudniu. Tylko Basia była zadowolona, że świeci słońce, bo Basia lubi każdą pogodę, a nie lubi tylko, gdy nic się nie dzieje. Wgramoliła się Tacie na kolana i zaczęła nudzić.

– Tatusiuuu! Chodźmy na rolki.

– Mmmmm… Co mówisz? – wybudził się Tata.

– Chodźmy na rolki.

– Jestem zmęczony, Basiu. Daj mi chwilę posiedzieć.

– A ile będziesz siedział?

– Minutkę.

– A ile to jest minutka?

– Sześćdziesiąt sekund.

– O nie! To strasznie długo!

– Malutko.

– Bardzo malutko czy tylko trochę?

– No dobrze, pójdziemy gdzieś, tylko nie na rolki. Jest za gorąco. Może do zoo, tam przynajmniej jest dużo drzew.

– A jak pojedziemy do zoo, to przywieziemy stamtąd jakieś zwierzątko? – Basia od zawsze chciała coś hodować, choćby miał to być ślimak.

– Nie, nie! żadnych zwierzątek – jęknęła Mama. – Już i tak bez przerwy coś rozrzucacie i rozlewacie. Jeszcze tylko brakuje tu psich lub kocich kłaków.

– Ptaszki nie mają kłaków.

– Mają piórka. I pryskają pokarmem. I ćwierkają.

– Kanarki śpiewają.

– Właśnie. I żeby nie było wątpliwości: króliki bobczą, ślimaki wydzielają śluz, a rybki zarastają glonami.

– A pająki?

– Basiu!

– A nie możemy pojechać do zoo na rolkach? – zmieniła temat Basia.

– Po zoo się chodzi, nie jeździ – pouczył Tata.

– Dlaczego?

– Może dlatego, żeby nie przestraszyć zwierząt, a może dlatego, że tam nie ma specjalnej dróżki dla rolkarzy i dla rowerzystów. Poza tym idziemy do zoo po to, żeby obejrzeć zwierzęta, a nie leczyć podrapane na rolkach kolana.

– Oj, Tato!

– Nie oj Tato, tylko zapytaj Janka, czy pójdzie z nami, czy woli poczekać na pierwszy śnieg. Ja w tym czasie zapakuję nam coś do jedzenia i picia.

Janek uznał, że wyprawa do zoo jest dla maluchów i został w domu. Basia prawie się obraziła o tego malucha, ale w końcu stwierdziła, że Janek się nie zna i wydaje mu się, że jest nie wiadomo kim, tylko dlatego że skończył sześć lat. Też coś!

Do zoo pojechali tramwajem. Trochę dlatego, żeby było zabawniej, a trochę dlatego, że tuż przy przystanku tramwajowym jest wybieg dla niedźwiedzi i, jeśli ma się szczęście, można je obejrzeć z całkiem bliska. Tym razem nie mieli szczęścia. Zza skałki na wybiegu wystawała tylko jedna niedźwiedzia łapa.

– To niesprawiedliwe – zdenerwowała się Basia. – Nie po to przyjechaliśmy, żeby nie oglądać misie.

– Misiów, Basiu.

– Oj, Tato! Kup mi balonik i lody, to może się trochę pocieszę.

– Hmmm…

– Poproszę, Tatusiu kochany!

– Zawrzyjmy układ. Balonik nie, lody tak. Jedną kulkę. Malinowe czy waniliowe?

– Malinowe. Tato? A może niedźwiedzie się pochowały, bo nie mają takiego kochanego Tatusia, który kupowałby im lody?

– To całkiem możliwe. W taki upał musi być im strasznie gorąco. Nie mogą zdjąć futra, jak ty sweterek. Pomyśl tylko, jak byś się czuła, gdybyś była cała porośnięta grubym, brunatnym futrem. Gdybyś miała futro na brzuchu, na plecach…

– I na nosie!

– …i na nosie…

– I na rękach!

– …i na rękach…

– I na pupie!

– …i na… W każdym razie gdybyś miała futro wszędzie, to na pewno szukałabyś cienia w taki upał jak dziś.

– Jakbym miała wszędzie futro, to bym była wielka i groźna. I ryczałabym na Janka, jak by mi zabierał kredki. I Mama musiałaby ciągle sprzątać, bo bym liniała. Może nawet musiałabym uciec z domu, żeby się nie denerwowała? Dobrze chociaż, że niedźwiedzie nie ćwierkają i nie pryskają pokarmem. A może Mama nie miałaby nic przeciwko temu, żebym była niedźwiedziem, gdybym poszła do fryzjera i ostrzygła się na jeża? Jeże chyba nie robią nic złego?

– Tupią po nocach i rozlewają mleko z miseczki.

– Wiedziałam, że coś robią nie tak. Zawsze tak jest.

– Gdybyś obcięła się na jeża, miałabyś straszny kłopot. Misiom w futrze jest gorąco, ale to futro chroni ich skórę przed oparzeniami w lecie i przed mrozem w zimie. Taki ostrzyżony miś bardzo by cierpiał.

– Biedny miś. Chyba już wolę być Basią!

– Ja myślę! Chodźmy lepiej do innych zwierząt. Zobaczymy, jak chowają się przed słońcem. A może znajdziemy takie, którym upał nie przeszkadza?

I poszli. Najpierw znaleźli wróble, które chowały się przed upałem w cieniu drzew – Basia dała im okruchy z lodowego wafelka.

Potem znaleźli flamingi, które chłodziły sobie nogi w wodzie. Basia też chciała wejść do bajorka, ale Tata pokazał jej tabliczkę z napisem „Zabrania się kąpieli w stawie”, więc nic z tego nie wyszło.

Zobaczyli ogon geparda – cały w kropki, zobaczyli bąbelki w wodzie zostawione przez fokę i zobaczyli czubek głowy hipopotama, który spał w swoim stawie i ani myślał zjeść jabłuszko, które Basia specjalnie dla niego przyniosła. A potem mieli już dość. Tata zgrzał się i zmęczył, a Basia z wściekłością kopała jakiś kamyczek.

– To niesprawiedliwe! Człowiek wybiera się w taki upał do zoo, nawet sukienkę zakłada i wszystko organizuje, a te głupie zwierzęta tylko chowają się i chowają. Ciekawe, jak one by się poczuły, gdybym to ja się schowała i już nigdy nie przyszła na nie patrzeć!

– Na pewno byłoby im przykro. Ale ja je rozumiem. Sam najchętniej wlazłbym pod wodę, albo położył się w cieniu skały. Leżałbym jak tata lew pod drzewem, a wy – moje lwice – przynosiłybyście mi napoje chłodzące.

– Oj Tato! Przecież Mama nie może teraz nic nosić. A ja jestem jeszcze malutka. Janek by przynosił, bo jest chłopcem, a dziewczynkom trzeba ustępować.

– To fakt. Tylko że Janek nie mógłby być lwem. Wiesz, że nie znosi gorąca. Mógłby ewentualnie być słoniem. One mają tak grubą skórę, że nie boją się nawet największych upałów. A w razie czego mogą polać się wodą z trąby jak prysznicem.

– No to chodźmy do słoni! Może chociaż one nie schowają się przed nami.