Basia i pieniądze - Zofia Stanecka - ebook + audiobook

Basia i pieniądze ebook

Zofia Stanecka

4,7
9,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Basia jedzie z mamą, Jankiem i małym Frankiem na zakupy do ogromnego sklepu. Wszystko w nim jest takie kolorowe, piękne i ciekawe! Każdą rzecz można dotknąć i obejrzeć. Wszystkie są na wyciągnięcie ręki. Dziewczynka nie do końca rozumie, co znaczy słowo „gratis". Nie jest też pewna do czego służy bankomat. I dlaczego właściwie nie można sobie kupić tego, na co ma się ochotę? Mama Basi ma przed sobą nie lada wyzwanie, jak wytłumaczyć córce, czym są pieniądze i na czym polega konsumpcjonizm?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 9

Oceny
4,7 (19 ocen)
16
2
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Master89wt

Nie oderwiesz się od lektury

Syn jest fanem Basi, dlatego cieszymy się, że możemy czytać o jej przygodach na Legimi. Opisane sytuacje rodzinne są prawdopodobne, problemy realne i życiowe. Do tego dawka humoru, który trafia w nasz gust.
00
magdaz78

Nie oderwiesz się od lektury

fajowy tekst
00
ksmaza

Z braku laku…

No fajną dla 3-6- latków
00



– Skończyło się mleko – oświadczyła Mama w sobotę przy śniadaniu. Zajrzała do szafki. – I płatki też. I makaron.

– I papier toaletowy! – zawołał z głębi mieszkania Janek.

– Jedziemy do sklepu, do sklepu, do sklepu! – zaśpiewała Basia i zaczęła skakać na jednej nodze wokół stołu.

Mama westchnęła i usiadła ciężko na krześle. Nie wyglądała na zachwyconą. Od jakiegoś czasu to Tata robił większe zakupy, ale teraz wyjechał na tygodniową konferencję medyczną.

– Franku, słyszałeś? – Basia pochyliła się nad młodszym bratem, który siedział na podłodze pod stołem i zjadał okruchy. – Jedziemy do sklepu!

– Bła, bła! – ucieszył się Franek i zaklaskał obślinionymi rączkami.

– Kupimy plastelinę – wyliczała Basia – i blok, i…

– …zeszyty – włączył się Janek – i farby, i chipsy…

– …i czekoladę, i…

– Chwileczkę – zaśmiała się Mama. – Myślałam, że jedziemy po papier toaletowy i makaron.

– I po plastelinę – dodała Basia.

– I po zeszyty – wtrącił Janek.

– I po czekoladę, i…

– Dobrze, już dobrze – Mama przerwała im wyliczanie. – Najlepiej będzie, jeśli zrobimy listę zakupów. Zanotujemy wszystko, co musimy kupić dla domu, w tym zeszyty, plastelinę i bloki. A jeśli wystarczy pieniędzy, może kupimy też jakieś słodycze.

Do sklepu pojechali samochodem. Mama trochę się denerwowała, bo silnik nie chciał zapalić, a Franek zaczął krzyczeć i usiłował wydostać się z fotelika. W końcu jednak udało im się bezpiecznie dojechać. Wzięli wózek, do którego Mama wsadziła wyrywającego się Franka, i ruszyli na zakupy.

Sklep był ogromny. Na półkach i w koszach ustawionych między nimi piętrzyły się stosy jedzenia, słodyczy, książek, filmów, ubrań i kosmetyków.

– Biegniemy? – zawołała Basia do Janka i ruszyła prosto do kosza z zabawkami.

– Basiu! Janku! – krzyknęła za nimi Mama. – Proszę do mnie wrócić!

Basia nie słyszała. Z zaczerwienioną z przejęcia twarzą pochylała się nad koszem z małymi laleczkami. Obok niej Janek oglądał pudełka z metalowymi samochodzikami.

– Pro-moc-ja – przeczytał. – Przy za-ku-pie dwóch sa-mo-cho-dzi-ków la-lecz-ka gratis.

– Co to znaczy gratis? – zainteresowała się Basia.

– Że jak kupisz dwa samochody, laleczkę dostaniesz za darmo.

– Mamo! – Basia odwróciła się od kosza i poszukała wzrokiem Mamy. – Kupisz mi laleczkę za darmo?

Mama podjechała do nich z miną niewróżącą nic dobrego.

– Nie wolno wam tak odbiegać – powiedziała surowym tonem. – Musicie być blisko mnie, tak żebym was widziała, bo jak nie, zaraz wrócimy do domu i nie kupimy ani plasteliny, ani czekolady, ani jedzenia. I aż do powrotu Taty będziemy się żywić suchym ryżem.

– A jeśli będziemy blisko – zapytała Basia – to kupisz mi laleczkę za darmo?

– Ona nie jest za darmo. Żeby ją dostać, musiałabym kupić dwa samochodziki.

– Jeden byłby dla Janka, a drugi dla mojej laleczki. Tej za darmo.

– Basiu – tłumaczyła Mama – gratis nie oznacza, że ta rzecz nic nie kosztuje. To tylko taka próba naciągnięcia ludzi, żeby kupowali niepotrzebne im rzeczy. Zresztą nie planowaliśmy kupowania zabawek. Nie dziś. Gdybym wydała pieniądze na samochody i lalkę, mogłoby mi nie starczyć na jedzenie.

– Eee tam – Basia uśmiechnęła się szeroko. – Przecież zawsze możemy pójść do bankomatu i wziąć więcej pieniędzy.

– Widziałem bankomat koło wejścia – zawołał ucieszony Janek.

Mama przejechała ręką po twarzy. Wyglądała na zmęczoną.

– Bankomat nie rozdaje ludziom pieniędzy, które do nich nie należą. Wypłacamy z niego to, co wcześniej wpłaciliśmy do banku. I jeśli wszystko wydamy, nic nam nie zostaje, i już.

Basia zmarszczyła brwi.

– Zupełnie nic? Nawet na jedzenie? – zapytała. – Czy to znaczy, że umrzemy z głodu i zamieszkamy na ulicy jak dziewczynka z zapałkami? I nikt nie będzie chciał kupić od nas zapałek, a mróz będzie taki okropny, i…

– Nie, Basiu – uśmiechnęła się Mama. – Nie umrzemy z głodu. Chodziło mi tylko o to, że nie możemy wydawać pieniędzy bezmyślnie. Mamy ze sobą listę zakupów. Trzymajmy się tego, co na niej zapisaliśmy. I rozchmurz się, wciąż mam dość pieniędzy, żeby kupić plastelinę i czekoladę.

Basia odwróciła się od kosza z laleczkami i smętnie powlokła się za wózkiem. Milczała, kiedy Mama pakowała do niego kolejne rzeczy z listy.

– A gdybyśmy tak – powiedziała nagle – nie kupili papieru toaletowego i mleka, to wtedy mielibyśmy pieniądze na tę laleczkę, która nie jest za darmo?

Mama westchnęła.

– Tak, wtedy mielibyśmy pieniądze, ale nie mielibyśmy mleka do płatków i do kawy.

– Nie muszę pić mleka – oświadczyła Basia.

– Myślę, że powinnaś. A ja lubię wypić rano kawę z mlekiem. I nie próbuj mi wmówić, że nie musisz używać papieru toaletowego.

Janek zachichotał, a Basia spojrzała na niego obrażona.

– Mamo, on się ze mnie śmieje – zawołała.

– Nie ma co się śmiać – powiedziała Mama i wrzuciła do wózka paczkę herbaty. – Każdy używa papieru toaletowego. Ja też. To jedna z tych rzeczy, które po prostu musimy kupić. Podobnie jak mleko. I herbatę. A laleczkę to już niekoniecznie.

– Ale ja chcę ją mieć! – krzyknęła Basia i stanęła między półkami.

– Rozumiem – zaczęła Mama. – Ja też często…

– Nieprawda! – zdenerwowała się Basia. – Wcale nie rozumiesz! Zuzia ma chyba milion takich laleczek, a ja nawet jednej! Wy nigdy nic mi nie kupujecie!

– Nie krzycz, Basiu – powiedziała Mama i dodała: – To naprawdę trudna sytuacja, kiedy ktoś obok ma bardzo dużo rzeczy. Kiedy byłam mała, miałam koleżankę, która miała chyba wszystko i…

– Ja, jak już dorosnę, będę miała całe góry pieniędzy – przerwała Mamie Basia. – I będę kupowała mojej córeczce miliony laleczek.

– Ciekawe, skąd weźmiesz te pieniądze? – zadrwił Janek. – Wykopiesz spod ziemi?

– A żebyś wiedział! Wezmę i założę kopalnię pieniędzy i kiedy mi się skończą pieniądze w bankomacie, pójdę do mojej kopalni i je sobie wykopię, i włożę do bankomatu, żebym mogła z niego znowu wyjąć!

– Ale ty jesteś dziecinna! – zaśmiał się Janek. – Pieniądze zarabia się w pracy, a nie wykopuje z ziemi.

– Nieprawda! – Basia była teraz naprawdę wściekła. – Jak jest się górnikiem, to się wykopuje!

– Górnik wykopuje węgiel albo sól, a pieniądze to się zarabia, jak się leczy ludzi, jak Tata, albo pisze na laptopie, jak Mama.

– Dzieci, uspokójcie się – Mama podeszła do Basi i Janka i kucnęła obok nich. Uniesioną ręką przytrzymywała wiercącego się Franka. – To prawda, że pieniądze zarabia się w pracy. W każdej pracy. Takiej pod ziemią też. Górnik za to, że wydobywa węgiel lub sól, też dostaje pieniądze, więc w jakimś sensie wykopuje je z ziemi.

– A widzisz! – Basia wykrzywiła się do Janka.

– Tylko że – ciągnęła Mama – nawet ktoś, kto ma górę pieniędzy, nie powinien ich wydawać na miliony laleczek.

– Dlaczego? – zdziwiła się Basia.

– Przecież i tak by się nimi nie bawił. Kupowanie czegoś tylko po to, żeby mieć, jest zupełnie bez sensu. Ty, Basiu, masz całe stosy lalek w pudle pod łóżkiem, a i tak bawisz się tylko Miśkiem Zdziśkiem.

Basia stała przez chwilę ze zmarszczonym czołem, a potem powiedziała cicho:

– Wszystkie dziewczynki w przedszkolu mają takie laleczki. Tylko Anielka i ja nie.

– I jest ci z tego powodu przykro? – w głosie Mamy brzmiała teraz prawdziwa troska.

Basia kiwnęła głową.

– Zuzia mówi – szepnęła jeszcze ciszej niż poprzednio – że nasze zabawki są badziewne. I że wszystkie fajne dziewczyny mają takie laleczki jak ona.

– Badziewne? – zdziwiła się Mama. – Czy uważasz, że Misiek Zdzisiek jest właśnie taki? Cokolwiek to znaczy…

Basia pokręciła głową, ale wciąż miała smutną minę.

– I czy myślisz, że Anielka byłaby fajniejsza, gdyby miała taką laleczkę jak reszta dziewczynek?

Basia jeszcze raz pokręciła głową.

– Widzisz, córeczko – Mama pogłaskała ją po włosach. – Nie można oceniać ludzi po tym, co mają. Wiem, że to dla ciebie bardzo trudne, ale myślę, że lepiej kupić plastelinę i kredki i zaprosić do nas Anielkę na popołudnie na wspólne lepienie i rysowanie.

– Naprawdę? – rozchmurzyła się Basia. – Zaprosimy Anielkę? W takim razie pobawię się z nią w sklep.

– A Jankowi zaprosimy Antka – uśmiechnęła się Mama. – I razem zjemy czekoladę, którą zaraz kupimy.

– W takim razie musimy kupić dwie czekolady – oświadczyła Basia całkiem już wesoło.

– I chipsy – dorzucił Janek. – Antek bardzo lubi chipsy.