Basia i gotowanie - Zofia Stanecka - ebook

Basia i gotowanie ebook

Zofia Stanecka

5,0
9,99 zł

lub
Opis

Mama Basi ma dość codziennego gotowania. Dziś dowodzenie w kuchni mają przejąć Tata i dzieci. Wspólne przygotowanie kolacji to ciężka praca i jeden wielki bałagan, ale ostateczny efekt tak dobrze smakuje!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 8

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0



W piątek po południu Tata wrócił z pracy bardzo zmęczony. Poszedł prosto do salonu, usiadł na kanapie i włączył telewizor. Po chwili dołączyli do niego Basia i Janek. Leżeli razem i w milczeniu wpatrywali się w ekran. Tak zastała ich Mama, kiedy parę minut później weszła do pokoju z obraną marchewką w ręku. Spojrzała na Tatę, który pochrapywał cicho z głową odchyloną na oparcie, na Janka, który nie zwracał uwagi na nic innego poza migającym ekranem, i na Basię, która usiłowała wsunąć Tacie nadgryziony herbatnik w półotwarte usta.

– No dobrze – powiedziała. – Mam tego dość.

– Czego? – zainteresowała się Basia.

Tata, wyrwany nagle z drzemki, usiłował spojrzeć na Mamę przytomnym wzrokiem.

– Wszystkiego – powiedziała Mama i machnęła znacząco marchewką. – Cały dzień pracowałam, a teraz siedzę sama w kuchni i szykuję jedzenie, podczas gdy moja rodzina patrzy bezmyślnie w telewizor. W ogóle uważam – zwróciła się do Taty – że dzieci oglądają za dużo telewizji. Gdybyś po przyjściu z pracy pobawił się z nimi, zamiast…

– Nie jesteś sama, Mamo – wtrąciła się Basia.

– Jest z tobą Franek.

Tata popatrzył na Mamę uważnie. Przetarł oczy ręką, wstał z kanapy i zarządził:

– Dzieciaki, wyłączamy telewizor i idziemy do kuchni. Dziś my zajmiemy się gotowaniem.

– Jak to? – zdziwił się Janek. – Przecież Mama uwielbia gotować, bo bardzo nas kocha.

Mama zrobiła dziwną minę, a Tata uśmiechnął się krzywo.

– Oczywiście, że bardzo nas kocha. A my kochamy Mamę i dlatego ugotujemy dla niej coś absolutnie wyjątkowego.

– A co w tym czasie będzie robić Mama? – spytała podejrzliwie Basia.

– Poczytam sobie – uśmiechnęła się Mama i wyszła z pokoju, chrupiąc marchewkę.

– To co zrobimy na kolację? – zapytał Tata.

– Macie jakiś pomysł?

– Może coś w paski? – zapytała z nadzieją Basia.

Tata westchnął. Dwa lata wcześniej ciocia Marta przywiozła Jankowi znad morza strój marynarza: kapitańską czapkę, białe spodnie i bluzkę w paski. Janek szybko się nim znudził, za to Basia oświadczyła, że zostanie marynarzem, i zaczęła odmawiać chodzenia w czymkolwiek, co nie miało na sobie pasków. Od jakiegoś czasu zamiast marynarzem wolała zostać opiekunką dzikich zwierząt lub baletnicą, ale paski nadal były dla niej ważne, chociaż nie pamiętała już dlaczego.

– W paski mówisz… – zastanowił się Tata. – No, cóż… Może w takim razie makaron?

– Kolorowy? – ucieszyła się Basia.

Tata zajrzał do spiżarki. Za słoikami z grzybkami w occie znalazł paczkę trójkolorowego makaronu.

– No proszę! – zawołał triumfalnie. – Będziemy mieli na kolację makaron tagliatelle z sosem.

– Ja ucieram ser! – zaklepał Janek.

– Tato, to niesprawiedliwe! – zawołała Basia. – Ja też chcę ucierać!

– Ty zawsze wszystko rozsypujesz – wtrącił z wyższością Janek.

– Nieprawda! To ty…

– Oboje możecie ucierać – przerwał im Tata. – Mamy dwie tarki. A ja w tym czasie poszukam puszki z pomidorami.

Usadził Basię i Janka przy stole i każdemu dał tarkę, miseczkę i po kawałku żółtego sera. Frankowi dał do zabawy drewniane łyżki, a sam zanurkował w spiżarni.

– Ciekawe, gdzie się podziały pomidory? Zawsze tu stały… – mamrotał do siebie, przestawiając kolejne paczuszki i słoiczki. – A niech to! – krzyknął po chwili, kiedy torba z mąką spadła z półki i poleciała prosto na Franka.

– Hi, hi! – zaśmiała się Basia i odstawiła tarkę. – Teraz zamiast Kolanka mamy Franka Bałwanka!

Janek nie zwracał na nią uwagi. Skupiony i poważny, tarł ser na precyzyjne paseczki. Bardzo się starał, żeby były idealnie równe i naprawdę długie.

Tata, zgrzany i czerwony na twarzy, podniósł zachwyconego Franka i trzymając go w wyciągniętych rękach, ruszył w kierunku łazienki.

– Przebiorę waszego brata i już jestem z powrotem – powiedział, wychodząc z kuchni. – A wy dwoje – zawołał jeszcze – nic nie kombinujcie w tym czasie i zaczekajcie z gotowaniem, dopóki nie wrócę.

Janek, zajęty serem, w ogóle Taty nie słuchał. Basia, znudzona ucieraniem i zmartwiona, że musi czekać, zbliżyła się do rozsypanej mąki. Bardzo chciała coś na niej narysować, ale miała niejasne poczucie, że Tata mógłby to uznać za kombinowanie. Wzięła więc mokrą szmatkę i zaczęła zagarniać nią mąkę w jedno miejsce.

– Zobacz – powiedziała do Janka. – Zrobiłam kluseczki, chociaż wcale nie chciałam.

Kiedy wrócił Tata, z czystym i uśmiechniętym Frankiem, od razu wdepnął w wilgotne gluty z mąki rozsmarowane na podłodze. Basi nigdzie nie było.

– Co tu się dzieje?! – zapytał Tata groźnie.

Janek oderwał wzrok od miseczki, w której wyrównywał serowe wiórki.

– Przecież trę ser, jak prosiłeś – powiedział z pretensją.

– Mam pomidory! – zawołała triumfalnie Basia, wyłaniając się z szafki pod oknem.

– Kto tu zrobił taki bałagan? – zapytał Tata.

– Ty, Tato! – zachichotała Basia. – Już nie pamiętasz, że wysypałeś mąkę?

– Ja nie rozsmarowałem jej po całej podłodze – zauważył Tata. – I czy mogłabyś mi powiedzieć, czemu w ogóle jej dotykałaś, skoro mieliście poczekać na mnie z gotowaniem?

– Przecież jej nie gotowałam – powiedziała Basia, a usta zadrżały jej niebezpiecznie i w oczach pokazały się łzy. – Dlaczego krzyczysz?

Tata usiadł na krześle i oparł czoło o stół.

– Dobrze – powiedział. – Zaczniemy wszystko od początku. Najpierw sprzątniemy mąkę, a potem, skoro mamy już pomidory, zrobimy sos. Kto otwiera puszkę?

– Ja! – wrzasnęła Basia, zanim Janek zdążył otworzyć usta.

Złapała puszkę i usiłowała wbić w nią otwieracz.

– Widzisz, nie umiesz – powiedział z satysfakcją Janek. – Daj, ja to zrobię.

W tym właśnie momencie Basi się udało i strumień pomidorowego sosu prysnął prosto na ścianę.

– Jak wam idzie?

– zapytała Mama. Stała w otwartych drzwiach kuchni i patrzyła na mączno-pomidorowe pobojowisko.

– Świetnie sobie radzimy – powiedział Tata. – Wszystko jest pod kontrolą.

– Przyszłam tylko po herbatę.

– Ja zaparzę! – zgłosił się Janek, szczęśliwy, że zdążył przed Basią.

– Lepiej nie – zaprotestował Tata. – Herbatę zrobię ja, a ty, Janku, przygotuj w tym czasie garnek do sosu i oliwę.

– O której będzie kolacja? – zapytała Mama, kiedy po chwili wychodziła z kuchni z kubkiem pełnym aromatycznej herbaty z imbirem i cytryną.

– W swoim czasie – odpowiedział Tata i zamknął za Mamą drzwi.

– No dobrze – powiedział, kiedy wytarli już plamy z pomidorów i resztki mąki. – Teraz posiekam czosnek, a wy…

– Błeee! – wykrzywiła się Basia. – Nie chcę jeść czosnku na kolację.

– W sosie nawet go nie poczujesz, a w połączeniu z ziołami i podsmażoną papryką doda całości niepowtarzalnego aromatu – rozmarzył się Tata i wyłuskał ząbek czosnku z łupinki.

Jankowi dał czerwoną paprykę do pokrojenia w paseczki, a Basię poprosił o umycie sałaty i wyjęcie z lodówki cytryny. Basia jednak szybko porzuciła sałatę, bo właśnie zauważyła coś niepokojącego.

– Tato, dlaczego ten makaron jest zielony? – zapytała.

– Bo jest w paski. Chciałaś paskowaną potrawę – zdziwił się Tata.

– Ale dlaczego jest akurat zielony?

– Ma dodany do środka szpinak – objaśnił Tata. – A pomarańczowy ma w sobie pomidory.

– Nie jem szpinaku – oznajmiła Basia.

– Nigdy go nawet nie spróbowałaś. Przyrządzę ci kiedyś tartę, taki placek z kruchego ciasta z nadzieniem szpinakowym albo prawdziwy, świeży szpinak w liściach, z czosnkiem, oliwą i odrobiną cytryny, to zrozumiesz, jaki może być pyszny.

– Ten nie ma w sobie oliwy z cytryną – powiedziała Basia i zaczęła wydłubywać z paczki zielone makarony.