9,99 zł
Dopiero co skończyły się wakacje, a Basia zachorowała. Czekała na nią jeszcze wyprawa do babci Krystyny i dziadka Henryka, tylko wszystko na nic! Chora Basia musi zostać w domu. Następnego dnia niespodzianka! To dziadkowie przyjechali odwiedzić swoją wnuczkę! Z nimi żadna choroba nie jest straszna i nigdy nie można się nudzić. Zwłaszcza z dziadkiem Henrykiem, który pewnego dnia musi jechać do szpitala. Jak poradzi sobie z tym mała Basia?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 8
Pod koniec wakacji Basia zachorowała. Musiała leżeć w łóżku i pić lekarstwo w syropie. Tata powiedział, że to antybiotyk i że na pewno jej pomoże. Syrop był obrzydliwy i Basi było wszystko jedno, czy jej pomoże, czy nie. Na dodatek lekarz zakazał jej wstawania, męczenia się i biegania. A i tak najgorsze w tym wszystkim było to, że właśnie wtedy, kiedy zaczęła się choroba, Basia miała pojechać do Dziadka Henryka i Babci Krystyny – rodziców Taty.
– Nie będę leżeć! – chrypiała Basia spod kołdry. – Macie mnie tam zaaawieźć! A jak nie, to i tak wstanę i pojaaadę! Wszystko mi jeeedno! Jankowi to dooobrze, wyjechał sooobie, a ja leżę tu sama i pewnie nigdy już nie zobaczę Dziaaadkaaa…
– Córeczko… – Mama położyła rękę na rozpalonej głowie Basi. – Wiem, że ci ciężko. Ale nie krzycz tak, bo to ci tylko zaszkodzi. Może chcesz, żebym ci poczytała? Albo zagramy w jakąś grę? A jak już będziesz zdrowa, na pewno coś wymyślimy, żebyś mogła zobaczyć się z Dziadkami. Może to oni nas odwiedzą?
– Niepraaawda… Sama słyszaaałam, jak mówiłaś do Taty, że musiałoby się nie wiem co wydarzyć, żeby zechcieli do nas przyjeeeechać!
Basia ukryła twarz w poduszce i zaniosła się głośnym płaczem.
Dzień później nadal była nieszczęśliwa i obrażona na cały świat. Leżała twarzą do ściany, z kołdrą naciągniętą na głowę i nie odpowiadała na pytania. Nie poruszyła się nawet na dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych, chociaż zwykle pierwsza witała gości. Po chwili drzwi do jej pokoju lekko skrzypnęły. Ktoś wszedł.
– Kogo ja widzę? – powiedział. – Czy to moja ulubiona wnuczka leży w wymiętej pościeli? Zaraz, zaraz, jak jej było na imię? Chyba Hortensja? Nie, Pelagia!
Basia ani drgnęła. To na pewno Tata się wygłupia, żeby ją rozśmieszyć. Ale nic z tego! Nie miała ochoty na żarty.
– Nie Pelagia? – ciągnął ten ktoś. – W takim razie poddaję się.
– Basia – mruknęła Basia spod kołdry.
– Że też mogłem zapomnieć o czymś tak oczywistym! A więc Basiu, czy myślisz, że mogłabyś uściskać swojego zgrzybiałego Dziadka?
Basia wysunęła spod kołdry grzywkę i oczy. Spojrzała w kierunku drzwi. Stał w nich Dziadek Henryk. Duży i piegowaty, z łysiną i szerokim, zadowolonym z siebie uśmiechem na twarzy.
– Nie masz na sobie żadnych grzybów, Dziadku – oznajmiła oskarżycielskim tonem.
– Nie? – Dziadek był zdumiony. – Czy w takim razie zechciałabyś uściskać swojego niezgrzybiałego Dziadka?
Basia odrzuciła kołdrę i wyskoczyła z łóżka. Świat nagle wydał jej się piękny.
W tym momencie weszła Babcia. Szybkim spojrzeniem ogarnęła pokój – skotłowane łóżko, uśmiechniętego Dziadka i Basię stojącą na bosaka na podłodze.
– Witaj Basiu – przywitała się krótko. – Henryku – ciągnęła – czy mógłbyś jej nie rozbrykiwać? A ty, moja panno – zwróciła się znowu do Basi – nie stój tak, tylko wskakuj do łóżka.
