Basia i basen - Zofia Stanecka - ebook + audiobook + książka

Basia i basen ebook

Zofia Stanecka

5,0
9,99 zł

lub
Opis

Kolejna z przygód Basi rozegra się nad wodą! Tym razem tata zabiera Basię i Janka do parku wodnego. Jak pójdzie Basi nauka pływania? Czy odważy się zjechać z największej zjeżdżalni? I czy uda jej się uciec przed... rekinem? Zabawne opowieści z życia Basi pomagają przedszkolakom zrozumieć świat, a swym humorem rozśmieszają dzieci i dorosłych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 10

Oceny
5,0 (5 ocen)
5
0
0
0
0



Mama zachorowała. Leżała w łóżku z gorączką i nie miała siły na nic poza spaniem. Tata ugotował jej rosół, a Basia z Jankiem przygotowali kanapki z kremem czekoladowym. Mama zjadła łyżkę zupy i znów zasnęła.

– To dziwne – powiedział Janek. – Przecież Mama zawsze ma na wszystko siłę.

– Nie zjadła kremu! – Basia wpatrywała się ze zdumieniem w nieruszone kanapki.

– A co będzie, jeśli już zawsze będzie spać? – spytał Janek.

– Nie będzie nam czytać – wyszeptała Basia.

– I nie zrobi zupy pomidorowej z kluseczkami. – Janek złapał się za głowę. – To straszne! Musimy ją obudzić!

– Tylko jak? Tata mówił, że nie wolno nam krzyczeć ani wskakiwać na łóżko.

– Możemy ją połaskotać albo...

Basia nie czekała na dalsze propozycje. Pobiegła do kuchni, gdzie Tata podgrzewał owsiankę.

– Tato! – zawołała. – Musisz pocałować Mamę!

Natychmiast!

– Co się stało?! – Tata z wrażenia upuścił łyżkę.

– Jak jej nie pocałujesz, nigdy się nie obudzi! Będzie spać i spać.

Jak śpiąca królewna. Janek chce ją łaskotać, ale królewny...

– Łaskotać? Obudzić?! – Tata zakręcił gaz, wyjął Franka z fotelika i ruszył w stronę sypialni. Basia za nim. Weszli w chwili, gdy Janek unosił kołdrę. Tata wyprowadził go z pokoju.

– Nie możecie budzić Mamy – powiedział. – Jest chora i musi odpoczywać. Sen to najlepszy lekarz.

– Lepszy niż ty? – zdziwiła się Basia.

– Przy gorączce tak. Mama dostała lekarstwa i na pewno wyzdrowieje, ale nie można jej przeszkadzać. Potrzebuje ciszy.

– To co będziemy robić? Czekać, aż się obudzi? – jęknął Janek.

– Przez sto lat? – podchwyciła Basia.

– Jeśli damy jej w spokoju pochorować, na pewno wstanie wcześniej. Zadzwoniłem już do Babci Marianny z prośbą o pomoc.

Zajmie się Frankiem i będzie w pobliżu, gdyby Mama czegoś potrzebowała. A my w tym czasie pojedziemy na basen.

– Hura! – zawołał Janek.

Basia pobiegła do swojego pokoju po Miśka Zdziśka. Zaniosła go do sypialni rodziców i położyła obok Mamy.

– Pilnuj jej, dopóki nie wrócę – szepnęła.

Tata zawiózł ich do największego parku wodnego w okolicy.

Basia już z daleka zobaczyła wystające z budynku kolorowe rury zjeżdżalni. Wyglądały na gigantyczne. „Może to jest basen dla olbrzymów?” – pomyślała i zrobiło jej się dziwnie w brzuchu.

Tata kupił bilety i dostał od kasjerki trzy zegarki z metalową płytką: jeden niebieski i dwa czerwone. Niebieski był dla Taty.

Kasjerka powiedziała, że jest na nim dwieście złotych kredytu do baru i restauracji, a na czerwonych po dwadzieścia.

– Dwadzieścia złotych?! – Basia wpatrywała się w zegarek jak zaczarowana. To było więcej, niż Zuzia dostawała kieszonkowego! Baseny dla olbrzymów miały jednak dobre strony.

Poszli do szatni rodzinnej. Basia wysypała na podłogę zawartość torby i zaczęła zdejmować buty. Wtedy Tata zawołał:

– A niech to! Nie wziąłem kąpielówek!

Musieli się spakować i wyjść do sklepu ze strojami do pływania.

Janek z Basią próbowali namówić Tatę na kupienie maski z rurką, płetw, bikini z tęczą lub dmuchanego rekina. W końcu wyszli ze sklepu z nowymi kąpielówkami i dwiema parami okularków.

– Nie wiem jak wy, ale ja już jestem zmęczony – wysapał Tata, gdy wyszli z ciasnej przebieralni.

– Idziemy od razu do baru? – spytał Janek z nadzieją.

– Na razie pod prysznic. A potem... Może do jacuzzi?

Basia wcisnęła przycisk w ścianie. Aj! Woda w prysznicu była taka mokra! Tuż obok pluskał się Tata. Włoski na rękach rozprostowały mu się i pociemniały.

– Hi, hi! – zachichotała Basia. – Masz na sobie wodorosty! –

Wybiegła spod prysznica i wskoczyła do brodzika. Chlup, chlup!

I już była na basenie.

A tam nad niebieską wodą kołysały się sztuczne palmy, spomiędzy betonowych skał spływał wodospad i wszędzie było pełno ludzi: dużych i małych, rozmaitego rozmiaru i kształtu.

Chodzili, pływali, stali w wodzie, pławili się w jacuzzi, sączyli sok w wodnym barze lub leżeli na plastikowych leżakach.

Basia upewniła się, że nie ma pośród nich olbrzymów, po czym pobiegła przed siebie.