9,99 zł
Basia kocha słodycze. Żelki, czekoladę i ciastka mogłaby jeść codziennie, gdyby pozwolili jej na to rodzice. Czasem jednak z największymi przyjemnościami można przesadzić i Basia odkryje to, gdy zje za dużo słodkości...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 8
Do pokoju Basi weszli rodzice. Uśmiechnęli się i zaśpiewali:
– Sto lat, sto lat niech żyje Basia nam!
– Postanowiliśmy, że z okazji urodzin dostaniesz tyle słodyczy, ile tylko zechcesz – powiedziała Mama.
I wysypała na łóżko cały wór cukierków i miśków żelkowych. Tata zawiesił na lampie lizaki tak, że wyglądały jak różnokolorowe kryształki. A potem przynieśli jeszcze tace z ciastkami i czekoladą. Basia siedziała pośród żelków i zastanawiała się, od czego zacząć. Chyba od ciastka z bitą śmietaną. Sięgnęła po największe, otworzyła usta i…
– Basiu, wstawaj! – Mama odgarnęła kołdrę i delikatnie połaskotała wystającą spod niej rozgrzaną stopę. – Już późno.
Basia podkurczyła nogi, naciągnęła kołdrę na głowę i zacisnęła mocno powieki. Leżała cicho i nieruchomo. Jeśli jej się uda, sen wróci. Kołderka była miękka i ciepła, a powieki Basi bardzo, bardzo ciężkie. Przerwany sen nie miał najmniejszych problemów, żeby powrócić i raz jeszcze zamienić pokój w krainę słodyczy. Pogrążona we śnie Basia sięgnęła po ciastko. Bita śmietana spłynęła jej na rękę, więc wysunęła język, żeby ją zlizać…
– Basiu, nie udawaj, że śpisz. – Głos Mamy brutalnie zburzył cudowną wizję.
Basia wysunęła spod kołdry rozczochraną głowę. Była zła. Zamknęła oczy, ale sen odpłynął na dobre. A razem z nim calutki dobry humor.
– Co się stało? – spytała Mama.
– Nic! – krzyknęła Basia. – Nie wstaję!
– To chyba będziesz się trochę nudzić – rzuciła Mama wesołym tonem. Zdaniem Basi, zbyt wesołym.
– I co z tego! – odburknęła. – Nie wyjdę!
– Chyba że… – dodała po chwili namysłu. – Chyba że dostanę lizaka. Nie! Dwa lizaki!
– Lizaka? W poniedziałek? Przed śniadaniem? – zdziwiła się Mama. – Jeśli szybko wstaniesz i zjesz śniadanie, możesz dostać trochę rodzynek.
– Nie chcę rodzynek! Rodzynki są pas-kud-ne! Chcę lizaka! – Basia wrzeszczała tak głośno, że w drzwiach pojawił się Janek.
– Jakiego lizaka? – spytał. – Jeśli Baśka dostanie lizaka, to ja też chcę.
– Nikt żadnego lizaka nie dostanie – powiedziała Mama. – Po pierwsze, nie je się słodyczy przed śniadaniem, po drugie, dziś nie jest słodyczowy dzień. A poza tym jakieś ktosie wyjadły z szafki ze słodyczami wszystkie krówki i teraz te ktosie powinny mieć karę.
– Słodyczowe dni są głupie!!! – zawyła Basia. – Wstawanie jest głupie!
– Rozumiem, że obudziłaś się w złym humorze. – Mama próbowała załagodzić sytuację. – Mnie też się to czasem zdarza. Powinnaś jednak wstać, bo inaczej się spóźnimy i…
– Spóźnimy?! – Teraz krzyczał też Janek. – O nie! Ja nie mogę się spóźnić do szkoły!
Odkąd poszedł do szkolnej zerówki, pilnował całej rodziny, żeby nie wychodziła za późno z domu.
– Dam ci lizaka, który mi został z soboty, tylko wstawaj – powiedział do siostry.
