9,99 zł
Mama, Janek, Basia, Franek i Misiek Zdzisiek jadą samochodem w góry. Przed nimi długa, raczej nudna droga, w dodatku w ciasnym aucie. Nie obędzie się jednak bez niespodzianek – w samochodzie psuje się pewna część. Dla Basi będzie to dzień pełen prawdziwych wyzwań.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 9
Rodzina Basi miała wyjechać na Wielkanoc w góry. Basia już miesiąc wcześniej zaczęła gromadzić rzeczy do zabrania: książki, kredki, plastelinę, klocki, układanki, zeszyt, ukochany dres, piżamę, kapcie z pieskami, kalosze, w których można chodzić do stajni, górskie buty na dalsze wycieczki, gruby sweter w paski z naszytym konikiem, marchewkę dla konia, lizaka od Dziadka Henryka i kawałek kabanosa zachowany specjalnie na drogę. Na samym szczycie stosu siedział Misiek Zdzisiek, który razem z Basią czekał, kiedy wreszcie wyruszą w podróż.
Tydzień przed wyjazdem Tata powiedział:
– Zostajemy w domu. Szef zachorował i muszę go zastąpić aż do Wielkiego Piątku.
– Czy to znaczy – spytała Basia – że nie zobaczymy koników?
– Jak to? Nie pobawię się z Antkiem?! – zawołał Janek.
W górach miał do nich dołączyć Brat Taty z rodziną i Janek od dawna cieszył się na wspólne święta z kuzynem.
– Obawiam się, że nie.
– Ale ja muszę zobaczyć koniki! – krzyknęła Basia.
– Możemy pojechać sami – zaproponował Janek.
– Całkiem sami? Pociągiem? – Basia aż podskoczyła na myśl o czymś tak ekscytującym.
– Samochodem. Z Mamą.
– W sumie… czemu nie – powiedział Tata. – Wy pojedziecie wcześniej, a ja dojadę do was w sobotę po południu. Tośku, co ty na to? Poradzisz sobie?
– Hmmm… – Mama uśmiechnęła się krzywo. – Nie powiem, żebym szaleńczo marzyła o wyprawie przez pół Polski z trójką dzieci na pokładzie, ale jakoś sobie poradzimy.
– Hura!!! – zawołali Janek z Basią, a Franek zaklaskał i zapluł się z przejęcia herbatnikiem.
W dniu wyjazdu spadł deszcz. Tata wstał o świcie, żeby jeszcze przed dyżurem pomóc zapakować samochód. Basia, która poprzedniego wieczora nie mogła zasnąć i szalała do północy, spała tak mocno, że Mama z trudem ją dobudziła.
– Dlaczego tak wcześnie? – marudziła, zwlekając się z łóżka. – Misiek Zdzisiek chce jeszcze spać.
– Musimy ruszyć rano, żeby dojechać na miejsce przed zmrokiem – wyjaśniła Mama.
Śniadanie zjedli w biegu i wciąż rozespani władowali się do samochodu. Ledwo zapięli pasy, Franek zaczął płakać, bo zapomniał pluszowego krokodyla. Tata poszedł już do pracy, więc wszyscy musieli wysiąść i wrócić do mieszkania. W drodze powrotnej Basia zgubiła czapkę. Okazało się, że wpadła do kałuży. Musieli zawrócić, żeby wziąć inną. Kiedy wreszcie dotarli do samochodu, Mama była zgrzana, Franek dostał czkawki, a Basia i Janek zaczęli się kłócić, kto usiądzie przy oknie.
– Nie chcę być koło Franka – marudził Janek. – On się ślini, a ja chcę poczytać.
– A ja chcę patrzeć na konie – denerwowała się Basia. – Mamo, powiedz mu!
– Jeśli nie przestaniecie się kłócić, w ogóle nigdzie nie pojedziemy – powiedziała Mama. – Wsiadajcie raz-dwa. Janek przy oknie, Basia koło Franka.
– Ale… – próbowała protestować Basia.
