BASIA. Basia i podróż - Zofia Stanecka - ebook + audiobook

BASIA. Basia i podróż ebook

Zofia Stanecka

4,9
9,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Mama, Janek, Basia, Franek i Misiek Zdzisiek jadą samochodem w góry. Przed nimi długa, raczej nudna droga, w dodatku w ciasnym aucie. Nie obędzie się jednak bez niespodzianek – w samochodzie psuje się pewna część. Dla Basi będzie to dzień pełen prawdziwych wyzwań.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 9

Oceny
4,9 (23 oceny)
21
1
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Master89wt

Nie oderwiesz się od lektury

Syn jest fanem Basi, dlatego cieszymy się, że możemy czytać o jej przygodach na Legimi. Opisane sytuacje rodzinne są prawdopodobne, problemy realne i życiowe. Do tego dawka humoru, który trafia w nasz gust.
00
sie2956

Nie oderwiesz się od lektury

Dzieci spokojne zasłuchane o to chodziło.
00



Rodzina Basi miała wyjechać na Wielkanoc w góry. Basia już miesiąc wcześniej zaczęła gromadzić rzeczy do zabrania: książki, kredki, plastelinę, klocki, układanki, zeszyt, ukochany dres, piżamę, kapcie z pieskami, kalosze, w których można chodzić do stajni, górskie buty na dalsze wycieczki, gruby sweter w paski z naszytym konikiem, marchewkę dla konia, lizaka od Dziadka Henryka i kawałek kabanosa zachowany specjalnie na drogę. Na samym szczycie stosu siedział Misiek Zdzisiek, który razem z Basią czekał, kiedy wreszcie wyruszą w podróż.

Tydzień przed wyjazdem Tata powiedział:

– Zostajemy w domu. Szef zachorował i muszę go zastąpić aż do Wielkiego Piątku.

– Czy to znaczy – spytała Basia – że nie zobaczymy koników?

– Jak to? Nie pobawię się z Antkiem?! – zawołał Janek.

W górach miał do nich dołączyć Brat Taty z rodziną i Janek od dawna cieszył się na wspólne święta z kuzynem.

– Obawiam się, że nie.

– Ale ja muszę zobaczyć koniki! – krzyknęła Basia.

– Możemy pojechać sami – zaproponował Janek.

– Całkiem sami? Pociągiem? – Basia aż podskoczyła na myśl o czymś tak ekscytującym.

– Samochodem. Z Mamą.

– W sumie… czemu nie – powiedział Tata. – Wy pojedziecie wcześniej, a ja dojadę do was w sobotę po południu. Tośku, co ty na to? Poradzisz sobie?

– Hmmm… – Mama uśmiechnęła się krzywo. – Nie powiem, żebym szaleńczo marzyła o wyprawie przez pół Polski z trójką dzieci na pokładzie, ale jakoś sobie poradzimy.

– Hura!!! – zawołali Janek z Basią, a Franek zaklaskał i zapluł się z przejęcia herbatnikiem.

W dniu wyjazdu spadł deszcz. Tata wstał o świcie, żeby jeszcze przed dyżurem pomóc zapakować samochód. Basia, która poprzedniego wieczora nie mogła zasnąć i szalała do północy, spała tak mocno, że Mama z trudem ją dobudziła.

– Dlaczego tak wcześnie? – marudziła, zwlekając się z łóżka. – Misiek Zdzisiek chce jeszcze spać.

– Musimy ruszyć rano, żeby dojechać na miejsce przed zmrokiem – wyjaśniła Mama.

Śniadanie zjedli w biegu i wciąż rozespani władowali się do samochodu. Ledwo zapięli pasy, Franek zaczął płakać, bo zapomniał pluszowego krokodyla. Tata poszedł już do pracy, więc wszyscy musieli wysiąść i wrócić do mieszkania. W drodze powrotnej Basia zgubiła czapkę. Okazało się, że wpadła do kałuży. Musieli zawrócić, żeby wziąć inną. Kiedy wreszcie dotarli do samochodu, Mama była zgrzana, Franek dostał czkawki, a Basia i Janek zaczęli się kłócić, kto usiądzie przy oknie.

– Nie chcę być koło Franka – marudził Janek. – On się ślini, a ja chcę poczytać.

– A ja chcę patrzeć na konie – denerwowała się Basia. – Mamo, powiedz mu!

– Jeśli nie przestaniecie się kłócić, w ogóle nigdzie nie pojedziemy – powiedziała Mama. – Wsiadajcie raz-dwa. Janek przy oknie, Basia koło Franka.

– Ale… – próbowała protestować Basia.