9,99 zł
W przedszkolu Basi pojawia się nowy chłopiec. Ma na imię Titi, brązową skórę i mało mówi. We wszystkich dzieciach wzbudza ciekawość, ale także strach przez odmiennością. Kiedy jednak poznają go bliżej, okazuje się, że nie ma się czego bać, a wręcz przeciwnie, świetnie jest mieć w grupie nowego kolegę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 10
Do przedszkola Basi przyszedł nowy chłopiec. Mały, ciemnoskóry i milczący. Pani Marta powiedziała, że nazywa się Titi, ma niecałe pięć lat i dopiero uczy się mówić po polsku.
– Przyjechał do Polski niedawno – dodała – i wszystko jest dla niego nowe i nieznane. Chciałabym, żeby poczuł się wśród nas dobrze i bezpiecznie.
Basia uśmiechnęła się do nowego kolegi i puściła do niego oko, ale on odwrócił głowę. Stał tuż przy Pani sztywno wyprostowany i poważny. I tak było przez większość przedpołudnia. W pewnym momencie Titi podszedł jednak do półki z książkami. Stanął przy niej i wpatrywał się w wulkan na okładce „Encyklopedii Ziemi”.
Basia trąciła go przyjaźnie w ramię.
– Chcesz pooglądać? – spytała.
Nawet na nią nie spojrzał.
– On nic nie rozumie – powiedział Bartek. – Umie tylko po afrykańsku.
– Skąd wiesz? – szepnęła Basia.
– To chyba widać! – prychnął głośno Bartek.
Titi aż podskoczył. Stanął na rozstawionych nogach i zacisnął pięści, jakby szykował się do walki.
– Ty, nowy – zdenerwował się Bartek i też wyciągnął przed siebie pięści, gotowy przyjąć wyzwanie. – Chcesz się bić?
Titi zerknął na niego, a potem popchnął tak silnie, że Bartek aż usiadł.
– Proszę Pani, proszę Pani! – zawołała Zuzia. – Nowy się bije!
Titi odwrócił się od nich i uciekł na drugi koniec sali. Wszedł pod jeden ze stolików i kucnął skulony.
Basia poszła za nim, ale widziała, że Pani podchodzi do Zuzi i Bartka i coś im zaczyna tłumaczyć.
Mijał dzień, a Titi wciąż siedział pod stolikiem. Kiedy Pani rozdawała kredki, kucnęła i podała mu blok i pudełko z kredkami.
Basia nic z tego nie rozumiała. Dwa dni wcześniej ta sama Pani Marta nie pozwoliła jej bawić się plasteliną pod stołem. Sięgnęła po kredkę, ale była tak ciekawa, co robi Titi, że zamiast wziąć kartkę, zajrzała do niego.
Rysował. W ciągu paru minut zdążył już skończyć dwa obrazki i właśnie zaczynał trzeci. Wszystkie były niesamowite i jakieś dziwne. Czerwone słońce, czarne domy bez dachów i ludzie leżący z zamkniętymi oczami.
– Dlaczego oni śpią na ziemi? – spytała go Basia. Titi był tak zajęty rysowaniem, że w pierwszej chwili jej nie zauważył.
– Nie mają łóżek? Też bym chciała spać na ziemi, ale Mama mi nie pozwala.
Titi sięgnął po swoje rysunki i odwrócił się bez słowa do ściany.
– Nie, to nie – powiedziała Basia obrażonym tonem.
Następnego dnia do przedszkola wróciła po długiej chorobie Anielka. Basia od razu do niej podbiegła i zaczęła zdawać relację z najważniejszych przedszkolnych wydarzeń.
– Mamy nowego w grupie – szeptała Anielce do ucha. – Z nikim nie chce się bawić, a wczoraj popchnął Bartka. Nic nie mówi i prawie cały czas siedzi pod stołem.
Anielka spojrzała w kierunku nowego kolegi.
