9,99 zł
Mama Basi ma dość codziennego gotowania. Dziś dowodzenie w kuchni mają przejąć Tata i dzieci. Wspólne przygotowanie kolacji to ciężka praca i jeden wielki bałagan, ale ostateczny efekt tak dobrze smakuje!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 8
W piątek po południu Tata wrócił z pracy bardzo zmęczony. Poszedł prosto do salonu, usiadł na kanapie i włączył telewizor. Po chwili dołączyli do niego Basia i Janek. Leżeli razem i w milczeniu wpatrywali się w ekran. Tak zastała ich Mama, kiedy parę minut później weszła do pokoju z obraną marchewką w ręku. Spojrzała na Tatę, który pochrapywał cicho z głową odchyloną na oparcie, na Janka, który nie zwracał uwagi na nic innego poza migającym ekranem, i na Basię, która usiłowała wsunąć Tacie nadgryziony herbatnik w półotwarte usta.
– No dobrze – powiedziała. – Mam tego dość.
– Czego? – zainteresowała się Basia.
Tata, wyrwany nagle z drzemki, usiłował spojrzeć na Mamę przytomnym wzrokiem.
– Wszystkiego – powiedziała Mama i machnęła znacząco marchewką. – Cały dzień pracowałam, a teraz siedzę sama w kuchni i szykuję jedzenie, podczas gdy moja rodzina patrzy bezmyślnie w telewizor. W ogóle uważam – zwróciła się do Taty – że dzieci oglądają za dużo telewizji. Gdybyś po przyjściu z pracy pobawił się z nimi, zamiast…
– Nie jesteś sama, Mamo – wtrąciła się Basia.
– Jest z tobą Franek.
Tata popatrzył na Mamę uważnie. Przetarł oczy ręką, wstał z kanapy i zarządził:
– Dzieciaki, wyłączamy telewizor i idziemy do kuchni. Dziś my zajmiemy się gotowaniem.
– Jak to? – zdziwił się Janek. – Przecież Mama uwielbia gotować, bo bardzo nas kocha.
Mama zrobiła dziwną minę, a Tata uśmiechnął się krzywo.
– Oczywiście, że bardzo nas kocha. A my kochamy Mamę i dlatego ugotujemy dla niej coś absolutnie wyjątkowego.
– A co w tym czasie będzie robić Mama? – spytała podejrzliwie Basia.
– Poczytam sobie – uśmiechnęła się Mama i wyszła z pokoju, chrupiąc marchewkę.
– To co zrobimy na kolację? – zapytał Tata.
– Macie jakiś pomysł?
– Może coś w paski? – zapytała z nadzieją Basia.
Tata westchnął. Dwa lata wcześniej ciocia Marta przywiozła Jankowi znad morza strój marynarza: kapitańską czapkę, białe spodnie i bluzkę w paski. Janek szybko się nim znudził, za to Basia oświadczyła, że zostanie marynarzem, i zaczęła odmawiać chodzenia w czymkolwiek, co nie miało na sobie pasków. Od jakiegoś czasu zamiast marynarzem wolała zostać opiekunką dzikich zwierząt lub baletnicą, ale paski nadal były dla niej ważne, chociaż nie pamiętała już dlaczego.
– W paski mówisz… – zastanowił się Tata. – No, cóż… Może w takim razie makaron?
– Kolorowy? – ucieszyła się Basia.
Tata zajrzał do spiżarki. Za słoikami z grzybkami w occie znalazł paczkę trójkolorowego makaronu.
– No proszę! – zawołał triumfalnie. – Będziemy mieli na kolację makaron tagliatelle z sosem.
– Ja ucieram ser! – zaklepał Janek.
– Tato, to niesprawiedliwe! – zawołała Basia. – Ja też chcę ucierać!
– Ty zawsze wszystko rozsypujesz – wtrącił z wyższością Janek.
– Nieprawda! To ty…
– Oboje możecie ucierać – przerwał im Tata. – Mamy dwie tarki. A ja w tym czasie poszukam puszki z pomidorami.
Usadził Basię i Janka przy stole i każdemu dał tarkę, miseczkę i po kawałku żółtego sera. Frankowi dał do zabawy drewniane łyżki, a sam zanurkował w spiżarni.
– Ciekawe, gdzie się podziały pomidory? Zawsze tu stały… – mamrotał do siebie, przestawiając kolejne paczuszki i słoiczki. – A niech to! – krzyknął po chwili, kiedy torba z mąką spadła z półki i poleciała prosto na Franka.
– Hi, hi! – zaśmiała się Basia i odstawiła tarkę. – Teraz zamiast Kolanka mamy Franka Bałwanka!
Janek nie zwracał na nią uwagi. Skupiony i poważny, tarł ser na precyzyjne paseczki. Bardzo się starał, żeby były idealnie równe i naprawdę długie.
Tata, zgrzany i czerwony na twarzy, podniósł zachwyconego Franka i trzymając go w wyciągniętych rękach, ruszył w kierunku łazienki.
– Przebiorę waszego brata i już jestem z powrotem – powiedział, wychodząc z kuchni. – A wy dwoje – zawołał jeszcze – nic nie kombinujcie w tym czasie i zaczekajcie z gotowaniem, dopóki nie wrócę.
Janek, zajęty serem, w ogóle Taty nie słuchał. Basia, znudzona ucieraniem i zmartwiona, że musi czekać, zbliżyła się do rozsypanej mąki. Bardzo chciała coś na niej narysować, ale miała niejasne poczucie, że Tata mógłby to uznać za kombinowanie. Wzięła więc mokrą szmatkę i zaczęła zagarniać nią mąkę w jedno miejsce.
– Zobacz – powiedziała do Janka. – Zrobiłam kluseczki, chociaż wcale nie chciałam.
Kiedy wrócił Tata, z czystym i uśmiechniętym Frankiem, od razu wdepnął w wilgotne gluty z mąki rozsmarowane na podłodze. Basi nigdzie nie było.
– Co tu się dzieje?! – zapytał Tata groźnie.
Janek oderwał wzrok od miseczki, w której wyrównywał serowe wiórki.
– Przecież trę ser, jak prosiłeś – powiedział z pretensją.
– Mam pomidory! – zawołała triumfalnie Basia, wyłaniając się z szafki pod oknem.
– Kto tu zrobił taki bałagan? – zapytał Tata.
– Ty, Tato! – zachichotała Basia. – Już nie pamiętasz, że wysypałeś mąkę?
– Ja nie rozsmarowałem jej po całej podłodze – zauważył Tata. – I czy mogłabyś mi powiedzieć, czemu w ogóle jej dotykałaś, skoro mieliście poczekać na mnie z gotowaniem?
– Przecież jej nie gotowałam – powiedziała Basia, a usta zadrżały jej niebezpiecznie i w oczach pokazały się łzy. – Dlaczego krzyczysz?
Tata usiadł na krześle i oparł czoło o stół.
– Dobrze – powiedział. – Zaczniemy wszystko od początku. Najpierw sprzątniemy mąkę, a potem, skoro mamy już pomidory, zrobimy sos. Kto otwiera puszkę?
– Ja! – wrzasnęła Basia, zanim Janek zdążył otworzyć usta.
Złapała puszkę i usiłowała wbić w nią otwieracz.
– Widzisz, nie umiesz – powiedział z satysfakcją Janek. – Daj, ja to zrobię.
W tym właśnie momencie Basi się udało i strumień pomidorowego sosu prysnął prosto na ścianę.
– Jak wam idzie?
– zapytała Mama. Stała w otwartych drzwiach kuchni i patrzyła na mączno-pomidorowe pobojowisko.
– Świetnie sobie radzimy – powiedział Tata. – Wszystko jest pod kontrolą.
– Przyszłam tylko po herbatę.
– Ja zaparzę! – zgłosił się Janek, szczęśliwy, że zdążył przed Basią.
– Lepiej nie – zaprotestował Tata. – Herbatę zrobię ja, a ty, Janku, przygotuj w tym czasie garnek do sosu i oliwę.
– O której będzie kolacja? – zapytała Mama, kiedy po chwili wychodziła z kuchni z kubkiem pełnym aromatycznej herbaty z imbirem i cytryną.
– W swoim czasie – odpowiedział Tata i zamknął za Mamą drzwi.
– No dobrze – powiedział, kiedy wytarli już plamy z pomidorów i resztki mąki. – Teraz posiekam czosnek, a wy…
– Błeee! – wykrzywiła się Basia. – Nie chcę jeść czosnku na kolację.
– W sosie nawet go nie poczujesz, a w połączeniu z ziołami i podsmażoną papryką doda całości niepowtarzalnego aromatu – rozmarzył się Tata i wyłuskał ząbek czosnku z łupinki.
Jankowi dał czerwoną paprykę do pokrojenia w paseczki, a Basię poprosił o umycie sałaty i wyjęcie z lodówki cytryny. Basia jednak szybko porzuciła sałatę, bo właśnie zauważyła coś niepokojącego.
– Tato, dlaczego ten makaron jest zielony? – zapytała.
– Bo jest w paski. Chciałaś paskowaną potrawę – zdziwił się Tata.
– Ale dlaczego jest akurat zielony?
– Ma dodany do środka szpinak – objaśnił Tata. – A pomarańczowy ma w sobie pomidory.
– Nie jem szpinaku – oznajmiła Basia.
– Nigdy go nawet nie spróbowałaś. Przyrządzę ci kiedyś tartę, taki placek z kruchego ciasta z nadzieniem szpinakowym albo prawdziwy, świeży szpinak w liściach, z czosnkiem, oliwą i odrobiną cytryny, to zrozumiesz, jaki może być pyszny.
– Ten nie ma w sobie oliwy z cytryną – powiedziała Basia i zaczęła wydłubywać z paczki zielone makarony.
