9,99 zł
Tych Świąt Bożego Narodzenia Basia długo nie zapomni, ponieważ będą naprawdę wyjątkowe!
Jednak okres przed Świętami nie jest zbyt wesoły. Mama Basi łamie sobie rękę, a lekarz zabrania jej cokolwiek robić. Wszystko stanęło pod znakiem zapytania. I co teraz? Bez pomocy mamy Święta mogą się nie udać...
Jednak na pomoc rusza cała rodzina Basi! Wspólnie robią dekoracje, pakują prezenty i gotują świąteczne potrawy. Babcia, Tato, Janek i Basia – każdy z nich ma swoje zadanie, a razem działają jak jedna wielka drużyna.
Poza tym Basia z bratem szykują niespodziankę na wigilijną kolację... Co tym razem wymyślą?
"Basia i Boże Narodzenie" to wyjątkowa i pouczająca historia dla dzieci. Z niej dowiedzą się, czy prawdziwy Święty Mikołaj istnieje? Jakie dania powinny znaleźć się na wigilijnym stole? Na kogo podczas świątecznej kolacji czeka jeden pusty talerz?
Żywa i barwna opowieść Zofii Staneckiej o ważnych sprawach dla mniejszych i nieco większych dzieci. Książeczka jest napisana w ciekawy i przystępny sposób, idealna dla dzieci w wieku od 3 do 7 lat. Część ogromnej serii opowiadającej o zabawnych i pouczających przygodach małej Basi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 8
Mama miała wypadek. W sobotę rano, na dwa tygodnie przed Wigilią. Kiedy nikt nie spodziewał się katastrofy.
Tata spał, zmęczony po nocnym dyżurze w szpitalu. Janek zamknął się w pokoju i groźnie powiedział, żeby mu nie przeszkadzać. Mama, z Frankiem zawieszonym w chuście na plecach, grzebała w spiżarni w poszukiwaniu przyprawy do piernika. A Basia kiwała się na kuchennym stołku i też grzebała, tylko że palcem w jogurcie.
– Zuzia powiedziała – zawołała w kierunku spiżarni – że Święty Mikołaj nie istnieje.
Ze spiżarni dobiegło westchnienie.
– Powiedziała – Basia włożyła sobie do ust garść oblepionych jogurtem czekoladowych kulek – że jesztem głupie dżeczko, jeszli wierzę w Szwiętego Mikołaja, bo to wszysztko brzdura.
Mama wyszła ze spiżarni, poprawiła chustę z Frankiem i wprawnym ruchem zmiotła ze stołu okruszki po śniadaniu Janka.
– Nie mów z pełną buzią – rzuciła w stronę Basi. – I przestań się kiwać na krześle.
– Zuzia powiedziała – ciągnęła niezrażona Basia – że chyba nie myślę, że jakiś krasnal w czerwonej czapce podrzuca mi prezenty.
– Wiesz, córeczko – Mama poddała się i usiadła na chwilę – Zuzia z jednej strony zupełnie nie ma racji, ale z drugiej to ja się z nią troszkę zgadzam.
– Jak to?!! – Basia z wrażenia przestała się kiwać na stołku.
– Zgadzam się z nią w sprawie tego krasnala. Ja też bym nie chciała dostawać prezentów od przebierańca w czerwonej czapce. Tylko że Święty Mikołaj nie jest wymysłem. Naprawdę żył. Był biskupem, który rozdał cały swój majątek. Nie zrobił tego na pokaz. Zależało mu na szczęściu dzieci, a nie na tym, żeby go chwalono. Dlatego podrzucał prezenty w tajemnicy. Rozumiesz chyba, że raczej trudno byłoby mu się ukryć, gdyby robił to w czerwonej czapce? A teraz skończ już ten rozgrzebany jogurt i pomóż mi robić pierniczki.
Mama wyjęła z szuflady foremki do pierniczków.
Podgrzała masło z miodem i wylała je na stolnicę pełną mąki i przypraw.
– Kiedy to wszystko zmieszamy – powiedziała do Basi – wyjdzie nam…
– Piernikowy Potwór! – zawołała radośnie Basia i wyciągnęła przed siebie ręce upaćkane lepką masą.
– Uaaaaa! Uciekajcie wszyscy! Nadchodzę!
Zerwała się z krzesła i wybiegła z kuchni.
– Basiuuu! – zawołała za nią Mama. – Wracaj! Rozniesiesz ciasto po całym domu.
Było już jednak za późno. Lepkie kleksy z ciasta wskazywały drogę, którą przebiegał Piernikowy Potwór. Mama w końcu osaczyła go w łazience. Oczyszczony i umyty Potwór powrócił do kuchni. Mama położyła Frania do łóżeczka, wyrobiła ciasto i zawołała Janka, żeby i on powykrawał trochę pierniczków. A sama poszła posprzątać łazienkę.
Basia z Jankiem zostali sami w kuchni.
– Mój aniołek nie ma głowy – zachichotał Janek.
– Eee tam, bo to w ogóle nuda tak wyciskać.
