Bambusowe Królestwo. Świetlisty szlak. Bambusowe Królestwo, Tom 5 - Erin Hunter - ebook

Bambusowe Królestwo. Świetlisty szlak. Bambusowe Królestwo, Tom 5 ebook

Erin Hunter

0,0
39,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Zaufanie nie wybacza błędów

Po krwawych wydarzeniach Mrocznego Słońca Trzej Smoczy Mówcy muszą najpierw zmierzyć się z własnymi problemami, zanim zdołają pomóc Bambusowemu Królestwu. Duch zostaje wygnany z obozu Ulewy i oskarżony o morderstwo. Choć Ulewa nie jest przekonana o jego winie, uznanie jego niewinności oznaczałoby przyjęcie przerażającej prawdy: na Kwitnącym Wzgórzu grasuje morderca, a ona, jako Smocza Mówczyni, ma obowiązek chronić pandy z Południowego Lasu. Zwłaszcza teraz, kiedy Wspaniały Smok został rozszczepiony w podstępnym, małpim rytuale, a Łodyga zniknęła bez śladu.

W trop za przyjaciółką rusza Zrywek, jej wierny towarzysz, jednak jego misja nie uchodzi uwadze gromady Krzepkiej Stopy, zdolnej do najnikczemniejszych czynów, aby ukrócić rządy Smoczych Mówców.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 225

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Erin Hunter Świetlisty szlak. Bambusowe królestwo. Tom V Tytuł oryginału Bamboo Kingdom 5: The Lighting Path ISBN Copyright © 2024 Working Partners Ltd. Series created by Working Partners Ltd. Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2026 Wszystkie prawa zastrzeżone Redaktor prowadząca Izabela Troinska Redakcja Edyta Malinowska-Klimiuk Konsultacja merytoryczna Dominika Kuc Projekt typograficzny i łamanie Jarosław Szumski Projekt graficzny okładki Johanna Tarkela/Lemonade Illustration Agency Ilustracja rozdziałowa i mapa Jan Kryciński Wydanie 1 Wydawnictwo Nowa Baśń ul. Święty Marcin 77 lok. 8a, 61-808 Poznań telefon 881 000 125www.nowabasn.com Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich. Konwersję do wersji elektronicznej wykonał Jarosław Szumski.
Specjalne podziękowania dla Rosie Best Specjalne podziękowania dla CCPPG za inspirację i kreatywność oraz za umożliwienie Erin Hunter przedstawienia światu Bambusowego Królestwa

Mieszkańcy Kwitnącego Wzgórza:

Ulewa — młoda samica pandy, Smocza Mówczyni

Liczi — młody samiec pandy, przyjaciel Ulewy

Szkwał — starszy samiec pandy

Peonia — samica pandy, przybrana matka Ulewy

Kwiat — starsza samica pandy

Żeńszeń — starszy samiec pandy

Lilia — samica pandy, partnerka Grani

Grań — samiec pandy

Horyzont — samica pandy, matka Jodły

Jodła — młodziutka samica pandy

Pieprz — młody samiec pandy

Goji — samica pandy, matka Pieprza

Azalia — samica pandy

Granit — samiec pandy

Mgła — samica pandy

Mieszkańcy Smukłego Lasu:

Zrywek Wytrawny Wspinacz — młody samiec pandki rudej, najlepszy przyjaciel Łodygi

Tropicielka Wytrawna Wspinaczka — samica pandki rudej, matka Zrywka

Spieszka Wytrawna Wspinaczka — samica pandki rudej

Skoczek Wytrawny Wspinacz — młody samiec pandki rudej

Łamacz Zajadły Kopacz — samiec pandki rudej

Biegacz Uzdrawiające Serce — samiec pandki rudej, uzdrowiciel

Podskoczka Wysoka Skoczka — samica pandki rudej

Mieszkańcy Połamanego Lasu:

Żwawy Ogon — młoda rokselana złocista

Szybki Ogon — młoda rokselana złocista, siostra Żwawego Ogona

Krzepka Stopa — samiec rokselany złocistej, przywódca małp

Zakrzywiony Pazur — samica rokselany złocistej, najbliższa wspólniczka Krzepkiej Stopy

Dziarska Ręka — samiec rokselany złocistej

Podrygująca Łapa — samica rokselany złocistej, jedna z Silnych Łap

Kościsty Ogon — samiec rokselany złocistej

Mieszkańcy Białych Kolców:

Duch — śnieżnobiały młody samiec pandy, Smoczy Mówca, wychowany przez irbisy, przybrany brat Ciarki, Śnieżycy i Szrona

Ciarka — młoda samica irbisa śnieżnego, najsłabsza z miotu, siostra Śnieżycy i Szrona, przybrana siostra Ducha

Śnieżyca — młoda samica irbisa śnieżnego, siostra Ciarki i Szrona, przybrana siostra Ducha

Szron — młody samiec irbisa śnieżnego, brat Śnieżycy i Ciarki, przybrany brat Ducha

Szadź — młoda samica irbisa śnieżnego, siostra Grada

Grad — młody samiec irbisa śnieżnego, brat Szadzi

Pozostali bohaterowie:

Łodyga ze Smukłego Lasu — młoda samica pandy, zaginiona Smocza Mówczyni

Wędrująca Nocą — tygrysica, Obserwatorka i opiekunka Smoczych Mówców

Spiralny Księżyc — samiec łuskowca, członek Dzieci Smoka; więzień małp

Wirująca Burza — samiec łuskowca, członek Dzieci Smoka; więzień małp

Krążąca Bryza — samica łuskowca, członkini Dzieci Smoka; więźniarka małp

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Woda spływała ze skał i wąskimi strumieniami wpadała do sadzawki. Wodospad i szeleszczące ponad nim liście tworzyły razem cichy, przyjemny szum kontrastujący z nerwowym rytmem serca stworzenia czekającego na szczycie. Patrzyło ponad stromy spadek na falujące wzgórza Południowego Lasu, które prowadziły aż do wielkiej rzeki. Słyszało dźwięk licznych bambusowych palików, które łagodnie zderzały się ze sobą na wietrze, a także rozmowy pand kroczących pandzią ścieżką i ptasi śpiew. U podnóża wodospadu żurawie łowiły ryby, przebijając je długimi, ostrymi dziobami.

Stworzenie stojące na szczycie skał usiadło, czekając i obserwując. Wszystko było gotowe.

Pokażę Krzepkiej Stopie, że można mi zaufać — pomyślało. — Udowodnię mu, że się nie mylił, wysyłając mnie tutaj…

Od kiedy Krzepka Stopa udzielił mu audiencji, stworzenie czekało cierpliwie na dzień, kiedy będzie mogło spełnić swoją obietnicę. Wkrótce nadejdzie na to szansa, a stworzenie nie miało zamiaru się wahać.

W Połamanym Lesie padało. Stanął przed małpim przywódcą, z kończynami wyprostowanymi w zdeterminowanej pozie, chociaż woda płynąca po futrze sprawiała, że miał ochotę się wzdrygnąć.

Krzepka Stopa siedział na szczycie sterty wykręconych gałęzi pełnych drzazg i przygryzał owoce miłorzębu przyniesione mu przez grupę zaufanych pobratymców, których nazywał Silnymi Łapami. Przywódca małp spuścił wzrok, a jego płaska, błękitna twarz miała zamyślony wyraz.

— Dobrze wybrałeś, przyjacielu — powiedział. — Staniesz się częścią zarania nowej ery, w której Bambusowe Królestwo uwolni się od kontroli Wspaniałego Smoka. A ty odegrasz ważną rolę w uzyskaniu tej wolności.

Stworzenie ukłoniło się przed nowym przywódcą.

— Jestem gotowy na twe rozkazy.

— Smoczy Mówcy muszą zostać zniszczeni — kontynuował Krzepka Stopa tak beztroskim tonem, jakby wspominał o wschodzie słońca lub nadchodzącym deszczu. — Dzięki temu Smok będzie sam i bez ochrony. Najpierw trzeba oddzielić Mówców od siebie i od innych pand. Najłatwiej będzie pozbyć się tego górskiego dziwoląga, białej pandy z gór. Nikt mu w pełni nie ufa, nawet jego rodzeństwo. Zresztą on sam sobie nie ufa. Gorzej będzie z tą arogancką niedźwiedzicą, Ulewą.

— Ulewa jest uparta — zgodziło się stworzenie. — I sprytna. Niełatwo będzie się jej pozbyć.

— Zbliż się — rzekł Krzepka Stopa — a ja powiem ci, co musisz zrobić.

Stworzenie wyszło naprzód i wspięło się do połowy wykręconych pni, aby małpa mogła szepnąć mu do ucha.

Kiedy stworzenie słuchało planu przywódcy, poczuło, jak zalewa je fala obrzydzenia. Stłumiło ją jednak w sobie, wyobraziło, że zakopuje swoje uczucia w głębokim dole, takim jak ten w samym środku Połamanego Lasu. Aby uwolnić wszystkich spod kontroli Smoka, potrzebne jest poświęcenie. Wtedy stworzenie będzie mogło zająć swoje prawowite miejsce w królestwie i wszystko, co zrobi, będzie tego warte.

— W porządku — zgodziło się.

— Wiedziałem, że na to przystaniesz — odparł Krzepka Stopa. Wyciągnął rękę i położył ją na barku stworzenia, jakby chciał dodać mu otuchy, ale jego chude palce mocno ścisnęły futro. — Zawiedź mnie, a srogo za to zapłacisz.

— Nie zawiodę — szepnęło samo do siebie tak cicho, że nie słyszało własnego głosu na tle łagodnego szumu wodospadu. — Nie mogę.

Napięło mięśnie, kiedy żurawie w sadzawce gwałtownie przestały polować na ryby i zamarły ze wzrokiem wbitym w niewielki zagajnik. Następnie odleciały w stronę nieba, a ich długie, patykowate nogi zawisły w powietrzu.

To, co je przestraszyło, wyłoniło się spomiędzy drzew i zatrzymało, żeby popatrzeć, jak ptaki odlatują. Była to panda o imieniu Kamyk.

Na niego właśnie czekam — pomyślało stworzenie.

Kamyk obwąchał ziemię przy sadzawce i ruszył w górę po skałach, gdzie rosło mnóstwo grubych i zielonych bambusowych palików, wśród których czaiło się stworzenie. Za moment znajdą się nos w nos, ale kiedy Kamyk zauważy stworzenie, będzie już za późno.

Śmierć Kamyka będzie ostatnim płatkiem śniegu, który spadnie na górski stok tuż przed lawiną.

Właśnie miała nadejść nowa era.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ulewa dryfowała swobodnie tuż przy brzegu rzeki, czując przepływający przez jej futro prąd, a falujące wodorosty łaskotały ją w poduszki łap. Swój kamień oparła na klatce piersiowej, a kropelki wody błyszczały na jego granatowej powierzchni. Wstrzymała oddech, przyłożyła łapę do piersi, by przytrzymać kamień, i się zanurzyła.

Pod wodą świat był spokojny, choć w ciągłym ruchu. Widziała połyskujące łuski ryb, które szybko zmykały z drogi zanurzającej się pandy. Fale znosiły drobinki pyłu i kawałki roślin, które pojawiały się dookoła niej. W tym miejscu czuła, że może wyciągnąć łapy i dotknąć każdej części królestwa.

Wspaniały Smoku — wezwała go w myślach Ulewa, mocno trzymając niebieski kamień. — Potrzebuję cię. Proszę, odpowiedz mi, jeśli tu jesteś.

Zaczekała, zawieszona w wodzie, dopóki płuca nie zaczęły jej palić od wstrzymywanego oddechu. Odpowiedź jednak nie nadeszła.

Ulewa wypłynęła na powierzchnię, wzięła głęboki wdech i warknęła, plując wodą.

— No, dalej! — ryknęła, trzymając kamień przed oczami. — Po co mi to coś, skoro nie jesteś mi nawet w stanie za jego pomocą przekazać, kiedy sam jesteś w niebezpieczeństwie?

Wzięła uspokajający oddech.

— Przepraszam — powiedziała, chociaż była już całkiem pewna, że Wspaniały Smok wcale jej nie słyszał, niezależnie od tego, czy go przeklinała, czy przepraszała. — Na pewno próbowałeś.

Podpłynęła do brzegu i usiadła na zanurzonej w wodzie skale. Fale sięgały połowy jej ciała. Nastał ciepły poranek i zarówno rzeka, jak i cały Południowy Las pogrążone były w ciszy. Większość pand nie miała pojęcia, że do Bambusowego Królestwa wróciło potworne niebezpieczeństwo.

Nawet ja bym o tym nie wiedziała, gdyby Żwawy Ogon nie ryzykowała życia, aby otworzyć mi oczy na to, co się tutaj dzieje — pomyślała.

Jak długo żyłaby tak jak wcześniej, pływając w wodzie, spędzając czas z Liczim i radząc zwierzętom, które prosiły ją o pomoc? Przeżyłaby żałobę po swoim przyjacielu, Kamyku, żałowałaby własnych błędów, które popełniła w kwestii swojego brata, Ducha, ale czy wiedziałaby, że to wszystko było częścią spisku, który miał doprowadzić do końca Smoczych Mówców i samego Smoka?

Ktoś zabił Kamyka. Wydawało się, że to Duch mógł być za to odpowiedzialny, a ona, pogrążona w bólu, powiedziała mu, że żaden z niego Smoczy Mówca, i wygnała go z lasu… W głębi serca wiedziała jednak, że to była pomyłka. Po wszystkim, co powiedziała jej Żwawy Ogon, była przekonana, że zabicie Kamyka miało na celu odizolowanie Ducha od pozostałych pand, od wszystkich innych zwierząt, aby dwójka irbisów śnieżnych mogła go zagonić w gęstwinę i zabić.

Nie uwierzę, że zginął — powtarzała sobie. — Nie zostawię go tak, jak zostawiałam go już wielokrotnie.

Ale dopóki nie będzie miała pewności, powstrzymać plany Krzepkiej Stopy będzie mogła tylko ona i Łodyga… a ostatniej nocy, kiedy pandy kończyły przygaszoną Ucztę w porze Wspinaczki Księżyca, para rozdygotanych pandek rudych wbiegła na polanę z kolejnymi złymi wieściami. Łodyga zniknęła. W przerażającym blasku Mrocznego Słońca oddaliła się od nich i słuch po niej zaginął.

Poczucie winy i strach oplątały Ulewę niczym pnącza, które nadal ciągnęły ją za futro. Pragnęła pobiec w las, odnaleźć siostrę i poznać prawdę na temat Ducha, ale nie mogła tego zrobić. Na Kwitnącym Wzgórzu grasował morderca, a jako Smocza Mówczyni Ulewa miała obowiązek chronić pandy z Południowego Lasu.

Zostałam ostatnią Mówczynią — pomyślała Ulewa, trzymając niebieski kamień tuż pod powierzchnią wody. Patrzyła, jak migoczące fale bez końca na niego wpływały. Czy Krzepka Stopa dorwał się również do Łodygi, tak jak do Ducha? I jak do samego Smoka?

Żwawy Ogon mówiła, że małpy podstępnie i okrutnie zmusiły Smoka, aby rozszczepił się na dwoje — Smoka Światła i Smoka Cienia. W ten sposób egzystowały wiele, wiele lat temu. Małpy myślały, że to osłabi Smoka, dzięki czemu będą w stanie zniszczyć go na zawsze. Jednak zamiast dwóch Smoków pojawiły się trzy: świetlisty, mroczny i trzeci, który nie był ani taki, ani taki. I wszystkie zniknęły, co rozwścieczyło Krzepką Stopę. Ulewa uśmiechnęła się do siebie, wyobrażając sobie frustrację małpiego przywódcy, kiedy jego plan w ostatniej chwili zawiódł.

Przez moment, kiedy Żwawy Ogon powiedziała jej o wszystkim, co stało się ze Smokiem, kamień się zmienił. Nie był już ciemnoniebieski, a przezroczysty, jak woda lub lód. W jego wnętrzu odbijały się postrzępione tęczowe refleksy. Po chwili jednak wrócił do dawnej barwy.

— Co to znaczy? — zastanawiała się na głos.

Kamień nie odpowiedział.

Czymkolwiek i gdziekolwiek były teraz Smoki, nie zostały one zniszczone, a to znaczyło, że nadal była nadzieja.

Nie mogę używać kamienia, ale to nie znaczy, że mogę pozwolić dobrać się do niego małpom — pomyślała. — Ta jego chwilowa zmiana… musiała coś oznaczać. Jeśli małpy się o tym dowiedzą, na pewno będą chciały mi go ukraść.

Powinnam go ukryć.

Może pod skałą na dnie rzeki? To byłoby ryzykowne — jeśli nie udałoby jej się go wystarczająco przygnieść, mógłby go porwać prąd wody. Niewiele stworzeń miałoby siłę, aby zanurzyć się i go zabrać, ale właśnie dlatego byłoby to też pierwsze miejsce, o którym pomyślą małpy podczas poszukiwań.

Nie, musiała znaleźć inną kryjówkę.

Wstała, otrząsnęła wodę z zadu i zaczęła się rozglądać po brzegu. Wiedziała jednak, że omszone korzenie drzewa czy stara, opuszczona kryjówka aligatora to zbyt oczywiste miejsca. Postanowiła ruszyć w głąb lądu, ale nie pandzią ścieżką — chociaż kilka pand z Kwitnącego Wzgórza odeszło, aby odnaleźć własne terytorium, to nadal była najbardziej uczęszczana droga z rzeki na polanę uczt. Ulewa wgramoliła się na skały i wspinała w górę, aż dotarła do pokrytego mchem dużego kamienia, z którego nie było już widać rzeki. Kamień otoczony był wysokimi palikami bambusa, a niektóre z nich były prawie tak szerokie jak jej noga. Jeden z palików wydał z siebie przyjemne dla ucha stuknięcie, kiedy się o niego otarła, a następnie uderzył o sąsiadującą łodygę.

Hmm — pomyślała Ulewa. Stanęła na tylnych łapach, chwyciła bambus i delikatnie wygięła go w swoją stronę. Tak jak sądziła, jego wnętrze było puste.

— Ulewo? — odezwał się głos spod skały. Należał do kogoś ukrytego za gęstwiną z bambusa. — To ty? Wszystko w porządku?

Ulewa wychyliła się przez szparę pomiędzy palikami bambusa. Zobaczyła charakterystyczne łaty wokół oczu, które niemal sięgały uszu. Liczi.

— Tak, wszystko w porządku — skłamała. — Szukam dobrego bambusa na ucztę.

Przez chwilę Ulewa myślała o tym, aby powiedzieć mu, co tak naprawdę chciała zrobić. Do tej pory chroniła go przed tym wszystkim, co się tu działo, ale jeśli chciała wszystko naprawić, przyda jej się więcej sojuszników niż tylko małpia szpieżka, Żwawy Ogon.

Ale jeśli małpy dowiedzą się, że Liczi zna lokalizację kamienia, skrzywdzą go albo wrzucą do jednego ze swoich dołów… — rozważała w myślach.

Zamiast tego szybkim ruchem wsunęła kamień w pustą łodygę bambusa i puściła go. Kamień odbił się dźwięcznym tonem, gdy opadł na samo dno.

No dobrze. Teraz tylko ja wiem, gdzie jest kamień — pomyślała. — A jedynie szczęki pandy są na tyle silne, żeby otworzyć łodygę i wyjąć go na wierzch.

W pośpiechu odgryzła cieńszą łodygę i pociągnęła ją za sobą, schodząc do miejsca, w którym czekał na nią Liczi.

— Szukałeś mnie? — zapytała, delikatnie szturchając nosem jego policzek. — Czy ktoś potrzebuje Smoczej Mówczyni?

— Tylko ja — odparł Liczi z niewielkim uśmiechem. Zamrugał do niej, a zamyślony wyraz pyska zmarszczył mu czoło. — Ulewo… Wiem, że jest trudno, od kiedy straciliśmy Kamyka. Zastanawiałem się jednak, czy coś jeszcze… Cóż, nie musisz o tym mówić, ale chcę, żebyś wiedziała, że jestem przy tobie. Dobrze?

Ulewa wypuściła długi oddech.

— Wiem — odparła. Spojrzała w jego ciemnobrązowe oczy i była pewna, że może mu się zwierzyć. Wiedziała jednak, że mówiąc mu zbyt dużo, naraża go na niebezpieczeństwo.

— Łodydze na pewno nic nie jest — dodał Liczi. — Jeśli naprawdę się martwisz, może moglibyśmy wysłać kogoś na poszukiwania. Grań pewnie chętnie by się tym zajął. Peonia też by poszła, gdybyś ją poprosiła. Wiem, że zaczęła myśleć o Łodydze jak o własnej córce…

Ulewa pokręciła głową i westchnęła.

— Och, Liczi. Masz rację. Ale chciałabym, żeby Łodyga była moim jedynym zmartwieniem.

Usiadła zgarbiona, opierając się o omszoną skałę, a Liczi usiadł tuż obok. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, co może mu powiedzieć, aby nie narażać na niebezpieczeństwo ani jego, ani jej informatorki, Żwawego Ogona.

— Nie sądzę, że to Duch zabił Kamyka — powiedziała w końcu. Liczi zamrugał, a jego pysk otworzył się z niedowierzaniem.

— Ale… przecież widzieliśmy…

— Widzieliśmy? — zapytała Ulewa. — Duch był pokryty krwią, ale zjawił się po tym, jak odkryliśmy ciało Kamyka. Kwiat i Żeńszeń mówili, że widzieli go wcześniej, ale ja nadal im nie ufam. A jeśli Duch miał rację co do irbisów…

Liczi powoli kiwał głową, jednocześnie marszcząc pysk.

— Ale jeśli zrobiły to irbisy, to dlaczego Kwiat i Żeńszeń mieliby kłamać? Co się naprawdę stało?

— Nie mam pojęcia — odparła Ulewa. — Ale mam okropne przeczucie, że zmusiliśmy Ducha do oddania swojego kamienia i wygnaliśmy go bez powodu.

— Ach, tak — szepnął Liczi. Następnie powoli wyciągnął łapę i położył ją na łapie Ulewy. — Posłuchaj. Jesteś jego siostrą. Znasz go lepiej niż my wszyscy. Jeśli mówisz, że jest niewinny, to ja ci wierzę.

Ulewa uśmiechnęła się, czując, jak jej serce zalewa fala wdzięczności, chociaż nadal kłuła je drzazga zwątpienia.

— Znałam go lepiej niż wy, ale to nie znaczy, że znałam go dobrze — przyznała. — I masz rację na temat Kwiatu i Żeńszenia. To nie ma sensu. Nadal mogę się co do tego wszystkiego mylić.

Liczi wstał ze zdeterminowanym wyrazem pyska.

— Jeśli nie jesteś pewna, to musimy to zbadać, prawda? Nie możemy pozwolić, aby Duch cierpiał za coś, czego nie zrobił.

— Ale co możemy zrobić? — zapytała Ulewa.

— Hm… Zastanawiam się, czy Brzask i Kumak zobaczyli na ciele Kamyka coś dziwnego, kiedy przygotowywali jego ostatnią ucztę — odpowiedział powoli Liczi. — Moglibyśmy ich zapytać.

Ulewa skinęła głową i wstała, by wrócić z nim na polanę. Nie sądziła, aby Brzask i Kumak mogli pomóc, ale to i tak był lepszy pomysł niż jej własne i była za to wdzięczna.

Idąc, drżała na myśl o ostatnim pożegnaniu, jakie pandy wyprawiły Kamykowi. Praktycznie nie była w stanie patrzeć na posłanie ze świeżego bambusa i białe irysy, które zakrywały głaz reprezentujący jego ciało. Bambus był ucztą, która miała dać mu siłę do ostatniej wspinaczki między gwiazdy a kwiaty, jak powiedziała matka Kamyka, miały oświetlić mu drogę.

Kiedy dotarli na polanę, Brzask była na miejscu. Jej syn, Kumak, i jego młoda przyjaciółka, Jodła, turlali się na stercie skrzypiącego bambusa, który Brzask próbowała przenieść z miejsca na miejsce. Ulewa uśmiechnęła się na widok ich zabawy.

— Brzasku — odezwał się Liczi, spiesznym krokiem podchodząc do pandy. — Czy Ulewa i ja możemy z tobą porozmawiać?

— Oczywiście — odparła Brzask, upuszczając bambus. Kumak i Jodła zawiwatowali zwycięsko.

— Chciałabym też porozmawiać z Kumakiem — powiedziała Ulewa. — Chodzi… o pożegnanie Kamyka.

Pysk Kumaka natychmiast posmutniał. Młody samiec wstał i dołączył do nich.

— Co chcecie wiedzieć? — zapytała łagodnie Brzask.

Ulewa nie była pewna, jak zapytać o to, co chciała wiedzieć. Po chwili milczenia w końcu zmusiła się, by zadać pytanie.

— Przenieśliście ciało — przemówiła. — Widzieliście je z bliska. Jesteście pewni, że Kamyk został zabity przez pandę?

Kumak szeroko otworzył oczy i spojrzał na matkę, która nerwowo przebierała łapami na trawie.

— No… tak — odpowiedziała.

— Jesteście tego absolutnie pewni? — naciskała Ulewa. — Postarajcie się zapomnieć o tym, co wydarzyło się z Duchem. Gdybyście po prostu zobaczyli ciało, nadal myślelibyście, że właśnie to się wydarzyło?

— Tak — potwierdziła Brzask. — Ja… Ulewo, jesteś pewna, że chcesz to usłyszeć?

Ulewa na moment wbiła wzrok w łapy.

— Tak — odparła. — Opowiedz mi.

— Chodzi o ranę — wyznała Brzask. — Na jego szyi. Była ogromna i… głęboka. Tylko szczęki pandy byłyby w stanie zrobić coś takiego. Chciałabym, żeby to nie była prawda — dodała w pośpiechu. — Nie rozumiem, dlaczego Duch to zrobił, ale zrobił. A ty postąpiłaś właściwie, odsyłając go.

Ulewa przez moment wpatrywała się w Brzask, a potem zmusiła się do tego, by skinąć głową, a nawet uśmiechnąć się smutno do Kumaka.

— Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje pytania — rzekła i odeszła, zanim zdołała powiedzieć coś jeszcze. Jej serce przepełnione było nieprzyjemnym, ostrym lękiem, a żałoba po śmierci Kamyka mroziła jej kości.

Liczi szedł za nią, kiedy przechodziła przez polanę uczt i usiadła na szczycie zbocza z widokiem na rzekę i Północny Las. Białe Kolce były niewidoczne za falującymi wzgórzami i puchatymi chmurami.

— Przykro mi — przemówił Liczi, usiadłszy obok. — Też chciałem wierzyć.

Ulewa pokręciła głową.

— Nadal nie sądzę, że on to zrobił — stwierdziła. Zobaczyła prawdę ostro i wyraźnie, gdy tylko Brzask powiedziała jej, co się stało. Może Krzepka Stopa nie zrobił tego własnymi łapami, ale to on za tym stał. — Nie poddam się. Ale się boję. Boję się, co to wszystko znaczy. — Odwróciła się do niego. — Liczi, Kamyka zabiła panda. I uszło jej to płazem. Na Kwitnącym Wzgórzu grasuje morderca.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Mapa

Bohaterowie piątego tomu Bambusowego królestwa

Prolog

Rozdział pierwszy

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki