Apologetyka Radości. C. S. Lewisa argument z Pragnienia na rzecz istnienia Boga - Joe Puckett Jr. - ebook

Apologetyka Radości. C. S. Lewisa argument z Pragnienia na rzecz istnienia Boga ebook

Joe Puckett Jr.

0,0

Opis

Wszystkie kultury na przestrzeni dziejów cechowała tendencja, by szukać czegoś, co wykracza poza widzialny, materialny świat. Według C.S. Lewisa wszyscy posiadamy pragnienie transcendencji, którego nasza rzeczywistość nigdy nie zaspokoi. Skąd bierze się w człowieku taka tęsknota i co ona oznacza?

Choć Lewis nigdy nie użył zwrotu „argument z Pragnienia”, to argument ten wypełnia strony wielu jego cenionych prac. W swej pasjonującej książce Joe Puckett Jr. analizuje i rozszerza rozumowanie Lewisa. Mierzy się także z krytykami religii, takimi jak Nietzsche, Freud, ale też Dawkins i inni współcześni myśliciele, którzy postrzegają Boga jedynie jako projekcję ludzkiej potrzeby bezpieczeństwa lub uznają pragnienie transcendencji za wyłącznie wytwór czysto naturalnych przyczyn.

Opierając się na argumentacji Lewisa, Puckett dowodzi, że wiara w coś poza tym światem, co jest źródłem i wypełnieniem naszej tęsknoty, jest racjonalna. Według Lewisa to właśnie poszukiwanie obiektu Radości może doprowadzić nas do Boga.

Seria książek „C.S. Lewis. Rozum i Wiara” została objęta patronatem Instytutu Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 274

Rok wydania: 2022

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ty­tuł ory­gi­nału:The Apo­lo­ge­tics of Joy:A Case for the Exi­stence of God from C.S. Le­wis’s Ar­gu­ment from De­sire
Co­py­ri­ght © 2021 Joe Puc­kett Jr, of the En­glish ori­gi­nal ver­sion by Joe Puc­kett Jr. This edi­tion li­cen­sed by spe­cial per­mis­sion of Wipf and Stock Pu­bli­shers. www.wip­fand­stock.com
Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Fun­da­cja Pro­do­teo War­szawa 2023
Re­dak­tor na­ukowy se­rii – dr hab. Piotr By­lica, prof. UZ
Re­dak­tor pro­wa­dzący – Anna Ka­szu­bow­ska
Re­dak­tor me­ry­to­ryczny – ks. prof. dr hab. Sta­ni­sław Wszo­łek
Re­dak­cja ję­zy­kowa – Do­mi­nika Zie­miń­ska
Ko­rekta – Anna Ka­szu­bow­ska
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych – Ewa Ja­błoń­ska
Pro­jekt gra­ficzny książki – Sta­ni­sław Tu­chołka • Pan­book.pl
Skład – Ma­rzena Ro­so­chacz
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-66665-90-3 (PDF) ISBN 978-83-66665-92-7 (EPUB) ISBN 978-83-66665-91-0 (MOBI)
Fun­da­cja Pro­do­teo ul. Rudzka 9 lok. 54 01-689 War­szawapro­do­teo.pl ebook do­stępny na: con­tra­gen­ti­les.pl/ksie­gar­nia

Mo­jej żo­nie – Ste­fani, która uczy mnie ko­chać wciąż wię­cej i wię­cej.

„Go­spo­dyni do­mowa to naj­waż­niej­szy ze wszyst­kich za­wo­dów. Wszyst­kie inne za­wody ist­nieją tylko w jed­nym celu – aby go­spo­dyni do­mowa mo­gła peł­nić swoją rolę”[1].

Dla Fa­ith i Hope, dwóch twór­czych có­rek, które uczą mnie wszyst­kiego, co gło­szą ich imiona, i wciąż przy­po­mi­nają mi, bym uży­wał wy­obraźni.

„Opo­wia­da­nie dla dzieci, które może po­do­bać się tylko dzie­ciom, wcale nie jest do­brym opo­wia­da­niem dla dzieci” ‒ C.S. Le­wis

oraz

dr. Mar­kowi Li­nville’owi – chrze­ści­jań­skiemu fi­lo­zo­fowi ana­li­tycz­nemu, który wie­lo­krot­nie przy­pra­wił mnie o ból głowy z po­wodu nad­mier­nej ilo­ści my­śle­nia. Z po­dzię­ko­wa­niem za to, że jest tak wspa­nia­łym przy­ja­cie­lem i men­to­rem.

„Czy­tamy książki, aby wie­dzieć, że nie je­ste­śmy sami” ‒ C.S. Le­wis[2]

PRZED­MOWA

Jak stwier­dził Nie­tz­sche, spo­śród wszyst­kich zwie­rząt czło­wiek jest „naj­nie­bez­piecz­niej precz od swo­ich in­stynk­tów zbłą­ka­nym”[1]. Miał na my­śli sze­reg wy­jąt­ko­wych dla czło­wieka skłon­no­ści, a jedną z nich jest im­puls wiary w ist­nie­nie rze­czy­wi­sto­ści, które trans­cen­dują świat przy­rod­ni­czy. Nie­mal dzie­więć na dzie­sięć osób przyj­muje ja­kieś re­li­gijne prze­ko­na­nia. Choć same te wie­rze­nia bar­dzo się róż­nią, to ich wspól­nym ele­men­tem jest prze­ko­na­nie o ist­nie­niu ja­kiejś me­ta­fi­zycz­nie i ak­sjo­lo­gicz­nie osta­tecz­nej rze­czy­wi­sto­ści, która na­daje sens ludz­kiej eg­zy­sten­cji i okre­śla na­turę oraz tor ludz­kiego Do­brego Ży­cia. Jest to ce­cha na­tury ludz­kiej do­ma­ga­jąca się wy­tłu­ma­cze­nia. Jedno z wy­ja­śnień upa­truje źró­dła tego re­li­gij­nego im­pulsu w pew­nych na­tu­ral­nych ludz­kich skłon­no­ściach i w ten spo­sób stara się pod­wa­żyć za­równo te re­li­gijne prze­ko­na­nia, jak i wszel­kie do­świad­cze­nia, z któ­rych się one wy­wo­dzą. W ten spo­sób Da­niel Den­nett prze­ko­ny­wał, że „mem” re­li­gii jest czymś w ro­dzaju sa­mo­re­pli­ku­ją­cego się umy­sło­wego pa­so­żyta, który za­ata­ko­wał umysł ludzki po­dob­nie jak mo­ty­lica wą­tro­bowa ata­kuje mó­zgi mró­wek. Mrówki za­ka­żone mo­ty­licą ro­bią sza­lone rze­czy, wspi­nają się na sam wierz­cho­łek źdźbeł trawy, przez co są na­tych­mia­stowo zja­dane przez pa­sące się by­dło i owce, które nie­świa­do­mie stają się no­wymi no­si­cie­lami tych pa­so­ży­tów. Lu­dzie za­ka­żeni me­mem re­li­gii cza­sami (a cza­sami nie) wy­ka­zują się za­cho­wa­niami po­dob­nie dzi­wacz­nymi – i nie­kiedy nisz­czy­ciel­skimi dla nich sa­mych – ta­kimi jak: wspi­na­nie się na słupy, by przez dzie­się­cio­le­cia od­da­wać się me­dy­ta­cji, lub wy­bie­ra­nie śmierci na krzyżu za­miast wy­rze­cze­nia się swo­jej wiary. Oczy­wi­ście, je­śli za­czniemy od za­ło­że­nia, że „Ist­nie­jemy jako istoty ma­te­rialne w ma­te­rial­nym świe­cie, w któ­rym wszyst­kie zda­rze­nia są kon­se­kwen­cjami fi­zycz­nych związ­ków mię­dzy ma­te­rial­nymi skład­ni­kami świata”[2], jak nie­gdyś do­gma­tycz­nie twier­dził Ri­chard Le­won­tin, to zna­czy, je­śli za­ło­żymy praw­dzi­wość na­tu­ra­li­zmu, wtedy musi być uznane za słuszne ja­kieś wy­ja­śnie­nie tego typu, pod­wa­ża­jące wiarę re­li­gijną. Le­won­tin jest oczy­wi­ście zde­ter­mi­no­wany, by nie po­zwo­lić na to, aby „bo­ska stopa” prze­kro­czyła próg świata.

Ale czy na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy – to jest pod­sta­wowe py­ta­nie. Inna moż­li­wość jest taka, że tak wielu z nas wie­rzy w ja­kiś ro­dzaj rze­czy­wi­sto­ści, o ja­kiej mó­wią re­li­gie, po­nie­waż daje się ona do­strzec – na­wet je­śli tego nie wi­dzimy bez­po­śred­nio ani cał­ko­wi­cie ja­sno. Jak wy­znał Au­gu­styn, „Stwo­rzy­łeś nas bo­wiem skie­ro­wa­nych ku To­bie. I nie­spo­kojne jest serce na­sze, do­póki w To­bie nie spo­cznie”[3]. Chciał nas prze­ko­nać, że w ludz­kim sercu znaj­duje się tę­sk­nota i tę­sk­nota ta wska­zuje na obiekt, który jako je­dyny może ją za­spo­koić, mia­no­wi­cie na Stwórcę, który umie­ścił wiecz­ność w na­szych ser­cach. Je­śli Ber­trand Rus­sell uznał, że jest „dziw­nym mi­ste­rium” na­tury, iż „wła­snym roz­pę­dem” „wy­dała w końcu z sie­bie dzie­cię pod­dane wciąż swej wła­dzy, ale ob­da­rzone wzro­kiem; zna­jo­mo­ścią do­bra i zła; i zdolne do osą­dze­nia wszyst­kich do­ko­nań swej nie­my­ślą­cej Ma­cie­rzy”[4], to jesz­cze dziw­niej­sze by­łoby, gdyby dziecko wbrew swoim in­stynk­tom stwier­dziło, że po­trze­buje rze­czy, któ­rymi matka nie jest w sta­nie go ob­da­rzyć.

„Ar­gu­ment z Pra­gnie­nia” C.S. Le­wisa opiera się na ta­kim wła­śnie fak­cie. Le­wis prze­ko­nuje, że naj­lep­sze wy­ja­śnie­nie ludz­kiego do­świad­cze­nia „ra­do­ści” i współ­wy­stę­pu­ją­cego z nim uczu­cia tę­sk­noty za tym, co trans­cen­dentne i wieczne, znaj­dziemy w ju­deo-chrze­ści­jań­skiej wi­zji rze­czy­wi­sto­ści. Te­izm wy­ja­śnia tę nie­mal uni­wer­salną ce­chę na­tury ludz­kiej, pod­czas gdy na­tu­ra­lizm stara się ją zra­cjo­na­li­zo­wać. Jak do­tąd ten in­te­re­su­jący ar­gu­ment Le­wisa był po­mi­jany przez apo­lo­ge­tów sta­ra­ją­cych się wy­ka­zać praw­dzi­wość te­izmu chrze­ści­jań­skiego. Uwa­żam jed­nak, że ar­gu­ment z Pra­gnie­nia zaj­muje na­leżne mu miej­sce w ca­ło­ścio­wej ar­gu­men­ta­cji na rzecz te­izmu i je­stem szczę­śliwy, że Apo­lo­ge­tyka Ra­do­ści Jo­ego Puc­ketta wy­peł­nia tę lukę, pre­zen­tu­jąc ten ar­gu­ment oraz od­po­wia­da­jąc jego kry­ty­kom. Apo­lo­ge­tyka Ra­do­ści, o ile wiem, jest pierw­szym książ­ko­wym opra­co­wa­niem tego ar­gu­mentu Le­wisa i je­stem szczę­śliwy, że mogę po­le­cić tę lek­turę.

Mark D. Li­nville

Fay­etville, Geo­r­gia, 31 maja 2012

WSTĘP

W swoim eseju Chrze­ści­jań­ska apo­lo­ge­tyka Le­wis na­pi­sał: „Mam mó­wić o apo­lo­ge­tyce. Ter­min ten ozna­cza obronę. Pierw­sze py­ta­nie brzmi: czego za­mie­rzamy bro­nić? Oczy­wi­ście chrze­ści­jań­stwa [...]”[1]. Tym, czego po­dob­nie bę­dziemy sta­rali się bro­nić w tej książce, jest twier­dze­nie: „Bóg ist­nieje”. Mam jed­nak na­dzieję, że osta­tecz­nie prze­ko­na­cie się, że Bóg ist­nieje, ale też, że stwo­rzył on wspa­niały świat, i że otrzy­ma­łeś ży­cie, by móc się ra­do­wać Bo­giem. Czę­ścią na­tury ludz­kiej jest tę­sk­nota za ży­ciem peł­nym szczę­ścia i sensu. Mamy więc do­brą no­winę, że ist­nieje droga do tego, czego twoje serce ze swej na­tury po­szu­kuje.

Książka ta zo­stała na­pi­sana z my­ślą o trzech ty­pach czy­tel­ni­ków. Jest skie­ro­wana do my­ślą­cych chrze­ści­jan, któ­rzy chcą wie­dzieć wię­cej na te­mat na­tury swo­jej wiary. Książka ta stara się po­ka­zać, że wiara jest za­równo czymś in­stynk­tow­nym dla na­tury ludz­kiej, jak i czymś za­sia­nym przez Boga. Zgod­nie z prze­ko­na­niem au­tora z tego na­sie­nia wiary (w po­łą­cze­niu z ob­ja­wie­niem się Boga, z ja­kim mamy do czy­nie­nia w Bi­blii) może roz­wi­nąć się ży­cie prze­peł­nione czymś o wiele wspa­nial­szym niż wszystko, co może za­ofe­ro­wać świat w jego obec­nym sta­nie.

Jest to także książka dla po­szu­ku­ją­cych, któ­rzy chcie­liby się do­wie­dzieć, dla­czego warto sta­rać się o wiarę. Ufam, że tre­ści za­warte w tej książce po­mogą oso­bom stu­diu­ją­cym li­te­ra­turę i/lub re­li­gię, a prze­peł­nio­nym wąt­pli­wo­ściami, uczy­nić pierw­sze kroki w stronę wiary.

Jest to także książka na­pi­sana dla czy­tel­ni­ków C.S. Le­wisa, któ­rzy zwy­czaj­nie chcą się do­wie­dzieć cze­goś wię­cej na te­mat, który dla niego sa­mego był bar­dzo ważny. Słusz­nie można twier­dzić, że „ar­gu­ment z Pra­gnie­nia” wy­stę­puje w więk­szo­ści prac Le­wisa – za­równo be­le­try­stycz­nych, jak i nie­be­le­try­stycz­nych.

Le­wis był prze­ko­nany, że lu­dzie po­sia­dają na­tu­ralne (nie­mniej nie­uchwytne i ta­jem­ni­cze) pra­gnie­nie trans­cen­dent­nego świata. Jest to więc pra­gnie­nie, któ­rego nie jest w sta­nie za­spo­koić żadna ziem­ska rzecz. Kwe­stią tą zaj­miemy się do­kład­niej w dal­szej czę­ści. Tu chciał­bym je­dy­nie po­wie­dzieć, czego po­wi­nie­neś spo­dzie­wać się po tej lek­tu­rze. Miej­scami ma ona cha­rak­ter nieco aka­de­micki. Jest jed­nak po­wód ku temu. Chciał­bym skło­nić cię do my­śle­nia. Chcę ci po­ka­zać, że w książce tej nie mó­wię ni­czego zu­peł­nie no­wego, czego nie stwier­dzi­liby już dawni my­śli­ciele. Ist­nie­nie Boga było od­czu­wane i do­strze­gane od po­czątku ist­nie­nia ludz­ko­ści. Choć sku­piamy się tu na twór­czo­ści Le­wisa, to przy tej oka­zji za­pre­zen­tu­jemy też wielu in­nych au­to­rów, fi­lo­zo­fów i po­etów. Sprawi to, że książka ta bę­dzie za­równo in­te­lek­tu­al­nie roz­wi­ja­jąca, jak i (mamy na­dzieję) sty­mu­lu­jąca. Pi­szę tę książkę z prze­zna­cze­niem dla prze­cięt­nego (ale po­waż­nego) czy­tel­nika, ale także dla przed­sta­wi­cieli śro­do­wi­ska aka­de­mic­kiego, któ­rych in­te­re­sują fi­lo­zo­fia, li­te­ra­tura i apo­lo­ge­tyka. Sta­ram się w tak krót­kiej for­mie za­wrzeć moż­li­wie dużo od­wo­łań do świa­dectw li­te­rac­kich i fak­tów o cha­rak­te­rze spo­łecz­nym. Choć by­łoby po­mocne, gdyby przed prze­czy­ta­niem tej książki czy­tel­nik znał już nie­które prace Le­wisa, to nie jest to ko­nieczne. W isto­cie mam na­dzieję, że ni­niej­sza po­zy­cja za­chęci jej od­bior­ców do się­gnię­cia po więk­szą liczbę jego prac.

Ce­lem na­pi­sa­nia tej książki jest pod­wa­że­nie na­ce­cho­wa­nego scep­ty­cy­zmem trendu (nie­kiedy okre­śla­nego mia­nem „no­wego ate­izmu”), który uznaje pu­bli­ka­cje sta­ra­jące się za­chę­cać do wiary w Boga za głu­pie. Wiara w Boga wcale nie jest głu­pia. Wiara w ist­nie­nie tego, co bo­skie, jest za­ko­rze­niona w ludz­kiej my­śli i ludz­kim do­świad­cze­niu. In­spi­ro­wała wspa­niałe dzieła sztuki, li­te­ra­tury, dzieła do­bro­czyn­no­ści. Osoby wie­rzące po­tra­fią do­strze­gać piękno w świe­cie w spo­sób, który po­zo­staje nie­do­stępny dla nie­wie­rzą­cych. Osoba wie­rząca po­strzega Wszech­świat jako wy­nik Bo­skiego aktu stwo­rze­nia. Nie­wie­rzący po­trafi do­strzec piękno świata, ale woli igno­ro­wać fakt ist­nie­nia Ar­ty­sty, który, co jest sprawą za­sad­ni­czą, uczy­nił go ta­kim, by ja­wił się nam jako piękny, umoż­li­wia­jąc nam po­dzi­wia­nie go. By zre­zy­gno­wać z przyj­mo­wa­nia tego faktu, nie­wie­rzący, jak bę­dziemy sta­rali się po­ka­zać, musi naj­pierw od­rzu­cić swoje wła­sne in­stynkty. Musi zi­gno­ro­wać coś, co jest naj­bar­dziej na­tu­ralne dla istot ludz­kich – wro­dzony in­stynkt wiary w ist­nie­nie bo­sko­ści.

Od ja­kie­goś czasu mamy do czy­nie­nia z za­le­wem ksią­żek, które sta­rają się wzbu­dzić w ludz­kich umy­słach wąt­pli­wość od­no­śnie do ist­nie­nia i na­tury Boga. Ale, po­mimo tych cią­głych wy­zwań, lu­dzie wciąż wie­rzą. Ist­nieje do­bry po­wód ku temu. Istoty ludz­kie przy­cho­dzą na ten świat, no­sząc w so­bie na­sie­nie kieł­ku­jące pra­gnie­niem osta­tecz­nego sensu i szczę­ścia, któ­rego to pra­gnie­nia nie da się po­zbyć ot tak. Tak jakby coś (lub ktoś) wsz­cze­pił w nas to pra­gnie­nie. Nie­któ­rzy sta­rali się wy­tłu­ma­czyć je, stwier­dza­jąc, że ewo­lu­cja (na dro­dze do­boru na­tu­ral­nego) po­zwala na wy­stę­po­wa­nie ta­kich my­śli, gdyż są one ko­rzystne ze względu na prze­trwa­nie. O tej teo­rii na­pi­szemy wię­cej w roz­dzia­łach 14 i 15. W tym miej­scu stwier­dzę je­dy­nie, że od­po­wiedź ta jest zbyt­nim uprosz­cze­niem.

Cza­sami jed­nak nie po­tra­fimy do­kład­nie po­wie­dzieć, dla­czego wie­rzymy. I nie ma w tym ni­czego złego. Nie po­tra­fię do­kład­nie wy­tłu­ma­czyć, jak to się dzieje, że ro­bię się głodny; po pro­stu tak się dzieje. I kiedy zgłod­nieję, jem. Z wiarą może być tak samo. Jest wiele do­brych ar­gu­men­tów na ist­nie­nie Boga. Nie­kiedy lu­dzie usi­łują zmie­rzyć się z pro­ble­mem, dla­czego tak na­prawdę wie­rzą w Boga. Moim zda­niem (które jest zgodne z tym, co uwa­żał Le­wis) nie mu­sisz za­wsze być w sta­nie wska­zać tego do­kład­nie. Wiara w Boga jest wro­dzo­nym pra­gnie­niem, tak jak głód. Nie mu­sisz prze­ana­li­zo­wać głodu, by wie­dzieć, kiedy po­wi­nie­neś coś zjeść. Nie martw się więc, gdy po­ja­wia się ja­kaś książka wy­ra­ża­jąca scep­ty­cyzm i sta­ra­jąca się wy­ka­zać ilu­zo­rycz­ność two­jego głodu Boga. Sam do­brze wiesz, że je­steś głodny. Je­dyne, co wtedy mu­sisz zro­bić, to jeść. A gdy już skosz­tu­jesz tego Bo­skiego po­siłku, twoje ży­cie ni­gdy nie bę­dzie ta­kie samo.

W czę­ści pierw­szej za­pre­zen­tu­jemy to, co Le­wis mó­wił o ar­gu­men­cie z Pra­gnie­nia. Po­sta­ramy się wy­ja­śnić i okre­ślić główne ka­te­go­rie i kon­cep­cje, które po­zwolą zro­zu­mieć ten ar­gu­ment. W czę­ści dru­giej zaj­miemy się za­rzu­tami wo­bec tego ar­gu­mentu, które przed­sta­wił agno­styczny au­tor John Be­ver­sluis. W czę­ści trze­ciej zaj­miemy się pew­nymi do­świad­cze­niami ży­cio­wymi (to jest świa­dec­twami a po­ste­riori), które w toku na­szego ży­cia wzmac­niają na­szą na­tu­ralną tę­sk­notę (to jest pra­gnie­nie, które ma cha­rak­ter a priori) do Boga. W czę­ści czwar­tej roz­pa­trzymy jedno z naj­waż­niej­szych za­strze­żeń nie­ana­li­zo­wa­nych przez Be­ver­slu­isa, a od­wo­łu­jące się do teo­rii ewo­lu­cji. W Za­koń­cze­niu wy­ko­rzy­stamy wszystko, co zo­stało wcze­śniej po­wie­dziane, by spraw­dzić, czy ar­gu­ment jest trafny i co do­kład­nie po­zwala nam stwier­dzić, a czego nie, w kwe­stii ist­nie­nia Boga. Umie­ści­łem rów­nież Do­da­tek, by przed­sta­wić nie­które inne teo­lo­giczne im­pli­ka­cje tego ar­gu­mentu. Zaj­miemy się w nim sprawą osta­tecz­nego celu i przed­miotu tej sil­nej tę­sk­noty do­świad­cza­nej przez lu­dzi. Cho­ciaż jest to do­da­tek, to w pew­nym sen­sie może on zo­stać uznany za za­wie­ra­jący naj­waż­niej­sze twier­dze­nia w ca­łej książce.

Pra­gnę po­dzię­ko­wać wielu lu­dziom za ich wkład w po­wsta­nie ni­niej­szej pracy. Chcę po­dzię­ko­wać Pau­lowi Co­pa­nowi, Mike’owi Youn­gowi, Da­nowi Pro­mo­zi­cowi za ich po­mocne su­ge­stie i pod­po­wie­dzi. Chciał­bym też po­dzię­ko­wać Mar­kowi Li­nville’owi (bę­dą­cemu jedną z osób, któ­rej de­dy­kuję tę książkę) za to, że jest tak wiel­kim przy­ja­cie­lem i men­to­rem. Nie tylko na­uczył mnie fi­lo­zo­fii, ale także wy­ro­bił we mnie pra­gnie­nie by­cia lep­szym fi­lo­zo­fem ana­li­tycz­nym, który po­trafi jesz­cze le­piej ko­chać Pana Boga „ca­łym swoim umy­słem” (Mt 22,37)[2]. Na końcu chcę po­dzię­ko­wać mo­jej żo­nie i cór­kom za ich stałe wspar­cie i mi­łość. Bez nich nie zdo­łał­bym wy­ko­nać tej pracy. Są one naj­lep­szymi ziem­skimi ob­ra­zami, które po­zwa­lają mi zro­zu­mieć, czym w rze­czy­wi­sto­ści bę­dzie mi­łość w nie­bie.

Joe Puc­kett

Ster­ling, IL, 13 stycz­nia 2012

CZĘŚĆ 1

C.S. LE­WIS I AR­GU­MENT Z PRA­GNIE­NIA

.

WPRO­WA­DZE­NIE

Ist­nieje wiele ro­dza­jów ar­gu­men­tów sta­ra­ją­cych się udo­wod­nić (lub wska­zać) ist­nie­nie trans­cen­dent­nego bytu bo­skiego. Nie­które z nich ze swej na­tury mają cha­rak­ter ze­wnętrzny (exter­nal), a inne – we­wnętrzny (in­ter­nal). Jak su­ge­rują te na­zwy, ar­gu­menty ze­wnętrzne od­no­szą się do tego, co „ze­wnętrzne”, znaj­du­jące się na ze­wnątrz osoby ludz­kiej. Dwoma ro­dza­jami ar­gu­men­tów ze­wnętrz­nych są ar­gu­menty ko­smo­lo­giczny i te­le­olo­giczny. Ar­gu­ment ko­smo­lo­giczny po­lega na wska­za­niu i wy­ja­śnie­niu po­wodu ist­nie­nia Wszech­świata. Stara się to zre­ali­zo­wać po­przez usta­le­nie „pierw­szej przy­czyny” lub „ra­cji do­sta­tecz­nej” za­ist­nie­nia świata oraz rze­czy przy­god­nych, ja­kie na­po­ty­kamy w Ko­smo­sie. Róż­nica mię­dzy tymi dwoma ar­gu­men­tami po­lega na tym, że ar­gu­ment od­wo­łu­jący się do pierw­szej przy­czyny dąży do wy­ka­za­nia, że za­po­cząt­ko­wa­nie Wszech­świata ma swoją przy­czynę. W ar­gu­men­cie tym za­kłada się cza­sową skoń­czo­ność Wszech­świata. Ar­gu­ment z ra­cji do­sta­tecz­nej nie musi ko­niecz­nie za­kła­dać cza­so­wej skoń­czo­no­ści ist­nie­nia Wszech­świata, a tylko to, że ze swej na­tury jest on by­tem przy­god­nym. Stara się wska­zać na ist­nie­nie nie­przy­god­nej i do­sta­tecz­nej ra­cji ist­nie­nia przy­god­nego Wszech­świata[1]. To­masz z Akwinu jest znany jako obrońca tego ro­dzaju ar­gu­mentu ko­smo­lo­gicz­nego[2]. Ar­gu­ment te­le­olo­giczny stara się wy­ja­śnić ce­lo­wość, jaką do­strze­gamy we Wszech­świe­cie. Głosi on, że je­śli ist­nieje świa­dec­two na rzecz ce­lo­wo­ści w świe­cie, to wska­zuje ono na ist­nie­nie od­po­wied­niego pro­jek­tanta, który jest źró­dłem do­strze­ga­nej ce­lo­wo­ści. Wszyst­kie tego typu ar­gu­menty mają tę wspólną ce­chę, że od­wo­łują się do tego, co ist­nieje na ze­wnątrz wzglę­dem su­biek­tyw­nej, psy­cho­lo­gicz­nej sfery istoty ludz­kiej.

Ar­gu­menty we­wnętrzne na rzecz ist­nie­nia Boga róż­nią się od przed­sta­wio­nych wy­żej tym, że od­wo­łują się do tego, co leży w sa­mej ludz­kiej na­tu­rze. Nie cho­dzi o to, że od­wo­łują się do ist­nie­nia pro­jektu w bio­lo­gicz­nym aspek­cie funk­cjo­no­wa­nia czło­wieka. W ta­kim wy­padku mie­li­by­śmy do czy­nie­nia z ar­gu­men­tem te­le­olo­gicz­nym. Ar­gu­menty we­wnętrzne mają na celu wy­ja­śnie­nie tego, co wiąże się z psy­cho­lo­gicz­nym i mo­ral­nym aspek­tem ludz­kiego ży­cia. Jed­nym z przy­kła­dów ta­kiego spo­sobu ro­zu­mo­wa­nia jest ar­gu­ment mo­ralny, który za­równo wy­ja­śnia, co jest źró­dłem ludz­kiego su­mie­nia, jak i wska­zuje na źró­dło ist­nie­nia obiek­tyw­nych praw mo­ral­nych, które rzą­dzą ludz­kim dzia­ła­niem. W pierw­szym z tych przy­pad­ków ar­gu­ment ten wy­ja­śnia, skąd bie­rze się uni­wer­sal­ność wła­dzy su­mie­nia (np. dla­czego wszy­scy lu­dzie są prze­ko­nani o tym, że na­ru­sza­nie wła­snego su­mie­nia jest czymś złym?). W dru­gim przy­padku ar­gu­ment głosi, że je­śli ist­nieje zbiór uni­wer­sal­nych praw mo­ral­nych, to musi ist­nieć mo­ralny pra­wo­dawca. Jesz­cze in­nym ar­gu­men­tem we­wnętrz­nym jest Vic­tora Rep­perta „ar­gu­ment z ro­zumu”, który, po­dob­nie do przed­miotu roz­wa­żań w ni­niej­szej książce, ści­śle wiąże się z pra­cami Le­wisa. Zgod­nie z tym ar­gu­men­tem Wszech­świat, który byłby czymś z gruntu nie­ra­cjo­nal­nym, nie mógłby wy­two­rzyć ra­cjo­nal­nego umy­słu. Głosi on, że od­wo­ła­nie do fi­zycz­nych wła­sno­ści mó­zgu nie po­zwala na wy­ja­śnie­nie za­cho­dzą­cej mię­dzy zda­niami re­la­cji wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego. Wiemy, że ja­kieś zda­nie jest praw­dziwe lub fał­szywe, nie dla­tego, że po pro­stu opi­suje ono coś ist­nie­ją­cego w świe­cie, ale dla­tego, że o praw­dzi­wo­ści da­nego zda­nia prze­ko­nu­jemy się na dro­dze wnio­sko­wa­nia na te­mat tego, o czym mówi to zda­nie. Na­zy­wamy to in­ten­cjo­nal­no­ścią. Ale skąd wziął się ten ra­cjo­nalny umysł? Jak ate­ista może ufać swoim wnio­skom, je­śli opie­rają się one je­dy­nie na nie­ra­cjo­nal­nych obiek­tach fi­zycz­nych, ta­kich jak atomy w mó­zgu? Ar­gu­ment z ro­zumu prze­ko­nuje, że od­wo­ła­nie do ra­cjo­nal­nego Stwórcy jest lep­szym wy­ja­śnie­niem ludz­kiej ra­cjo­nal­no­ści niż od­wo­ła­nie do nie­ra­cjo­nal­nego pro­cesu na­tu­ra­li­stycz­nej ewo­lu­cji. Zgod­nie z wnio­skiem, jaki Rep­pert wy­pro­wa­dza w swo­jej książce, „Nie­bez­pieczną ideą C.S. Le­wisa jest myśl, że wy­ja­śnie­nie funk­cjo­no­wa­nia ro­zumu w ka­te­go­riach na­tu­ra­li­stycz­nych ozna­cza tak na­prawdę jego usu­nię­cie, a przy­naj­mniej ta­kie jego prze­kształ­ce­nie w eks­pla­na­cyj­nym opi­sie, aby nie mógł już być pod­stawą nauk przy­rod­ni­czych, które z ko­lei po­zo­stają fun­da­men­tem na­tu­ra­li­zmu”[3].

„AR­GU­MENT Z PRA­GNIE­NIA” W SKO­RU­PIE OD ORZE­CHA

Ist­nieją jesz­cze inne we­wnętrzne ar­gu­menty po­dobne do ro­zu­mo­wa­nia Rep­perta[4]. Ten, który pre­zen­tu­jemy w ni­niej­szej książce, po­wszech­nie okre­śla się mia­nem „ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia” i jest on szcze­gólny pod wie­loma wzglę­dami. Choć bar­dziej szcze­gó­łowo zaj­miemy się nim w dal­szej czę­ści, tu wskażmy je­dy­nie, że głosi on z gruntu, iż każ­demu na­tu­ral­nemu i po­wszech­nemu pra­gnie­niu od­po­wiada ist­nie­jący przed­miot, który je za­spo­kaja. Dla­tego też, je­śli wy­ka­żemy, że lu­dzie po­sia­dają na­tu­ralne pra­gnie­nie Boga, to Bóg (lub coś w ro­dzaju Boga) musi ist­nieć.

Ten ar­gu­ment z Pra­gnie­nia od­wo­łuje się do ludz­kiej psy­che. Nie ma on na celu do­ko­na­nia osta­tecz­nych roz­strzy­gnięć w kwe­stii tego, kim jest Bóg. Ar­gu­ment z Pra­gnie­nia różni się od wielu in­nych ar­gu­men­tów pod tym wzglę­dem, że od­wo­łuje się do su­biek­tyw­nego pierw­szo­oso­bo­wego do­świad­cze­nia. Choć mamy w nim do czy­nie­nia z in­duk­cyjną tezą, zgod­nie z którą, wszy­scy lu­dzie do­świad­czają pra­gnie­nia trans­cen­dent­nej (to jest bo­skiej) rze­czy­wi­sto­ści, nie­mniej za­chęca on każ­dego z osobna, by wej­rzał do wnę­trza swo­jej du­szy i spraw­dził, jak silny jest to ar­gu­ment. Za­chęca nas także, by­śmy przyj­rzeli się światu i spraw­dzili, czy po­tra­fimy zo­ba­czyć jego ist­nie­nie w świe­tle tego, co ten ar­gu­ment głosi. Jak pi­sze Pe­ter Kre­eft: „Ar­gu­ment ten opiera się więc na oso­bi­stym od­wo­ła­niu do do­świad­cze­nia we­wnętrz­nego. Tak jak nie mo­żemy sku­tecz­nie prze­ko­nać o ist­nie­niu ko­lo­rów ko­goś, kto jest nie­wi­domy, po­nie­waż nie ma on do­stępu do od­po­wied­nich fak­tów, tak też nie je­ste­śmy w sta­nie prze­ko­nać o ist­nie­niu tego pra­gnie­nia ko­goś, kto nie od­naj­duje go w sa­mym so­bie lub kto od­ma­wia po­szu­ka­nia go, lub gdy je od­naj­dzie, nie chce przy­znać, że ono ist­nieje”[5].

Ar­gu­ment ten przyj­muje, że wszy­scy lu­dzie po­sia­dają to pra­gnie­nie, choć nie każdy iden­ty­fi­kuje je w ten spo­sób. Uwa­żamy więc, że ar­gu­ment ten jest ra­cjo­nalny i prze­ko­nu­jący. Nie ozna­cza to jed­nak, że jest lo­gicz­nie nie do od­par­cia. Ali­ster McGrath pi­sze, że nie jest on „ści­słym lo­gicz­nym »do­wo­dem« na ist­nie­nie Boga; ope­ruje on na znacz­nie głęb­szym po­zio­mie. Może mu bra­ko­wać siły lo­gicz­nej, lecz za to po­siada głę­bię eg­zy­sten­cjalną. Mówi, że wiara chrze­ści­jań­ska zdolna jest oświe­tlić głę­biny ludz­kich prze­żyć – rze­czy, które od­czu­wamy jako na­prawdę istotne”[6].

Z tego względu Kre­eft uważa, że „jest to naj­bar­dziej in­try­gu­jący ar­gu­ment w hi­sto­rii ludz­kiej my­śli”[7].

Ale jedna rzecz wy­daje się ja­sna. Je­śli ktoś za­ak­cep­tuje wnio­sek tego ar­gu­mentu, to już ni­gdy nie bę­dzie pa­trzył na ten świat w taki sam spo­sób. Nie bę­dzie po­strze­gał sie­bie w taki sam spo­sób. Są­dzimy, że ze wszyst­kich ar­gu­men­tów na rzecz ist­nie­nia Boga ten wła­śnie po­siada naj­więk­szy po­ten­cjał do prze­miany ludz­kiego ży­cia i spo­sobu wi­dze­nia ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści. Choć ist­nieją do­bre ar­gu­menty na rzecz ist­nie­nia Boga, które od­wo­łują się do kon­dy­cji ludz­kiej, ar­gu­ment z Pra­gnie­nia od­wo­łuje się do cze­goś bar­dziej szcze­gól­nego i wy­jąt­ko­wego. Od­wo­łuje się do ludz­kiego do­świad­cze­nia tę­sk­noty za czymś wy­kra­cza­ją­cym poza wszystko to, co świat był do tej pory w sta­nie dać.

Kre­eft wy­raża na­stę­pu­jącą opi­nię o tym ar­gu­men­cie: „jest to o wiele bar­dziej po­ru­sza­jący, wstrzą­sa­jący i apo­lo­ge­tycz­nie sku­teczny ar­gu­ment niż ja­ki­kol­wiek inny ar­gu­ment na rzecz ist­nie­nia Boga lub nieba”[8]. Z pra­gnie­niami mamy do czy­nie­nia na co dzień. Ich obec­ność jest tak silna, że nie je­ste­śmy w sta­nie od­wró­cić od nich swo­jej uwagi. Wszyst­kie one, po­cząw­szy od głodu, przez pra­gnie­nia wody, seksu, przy­jaźni i snu, wy­peł­niają na­sze co­dzienne ży­cie. O ar­gu­men­cie ko­smo­lo­gicz­nym mo­żemy so­bie przy­po­mnieć je­dy­nie, gdy w bez­chmurną noc spo­glą­damy na gwiazdy. Ar­gu­ment z Pra­gnie­nia może nam się na­rzu­cać za każ­dym ra­zem, gdy bie­rzemy od­dech. O ile ar­gu­menty ko­smo­lo­giczny i te­le­olo­giczny prze­ma­wiają do ro­zumu, ar­gu­ment z Pra­gnie­nia prze­ma­wia także do serca. Nie ozna­cza to, iż jest to ar­gu­ment, który ma nam je­dy­nie dać „do­bre sa­mo­po­czu­cie”, bo jak zo­ba­czymy póź­niej, na jego pod­sta­wie można prze­pro­wa­dzić wy­wód ści­śle lo­giczny.

Cho­ciaż ar­gu­ment z Pra­gnie­nia sam z sie­bie może nie pro­wa­dzić do na­wró­ce­nia ca­łych rzesz lu­dzi, są­dzimy, że po­służy oży­wie­niu i doda mo­ty­wa­cji do wiary tym, któ­rzy już wie­rzą lub wciąż zma­gają się z nie­pew­no­ścią. W apo­lo­ge­tyce nie musi cho­dzić o to, by osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć wszel­kie sporne kwe­stie, ale o po­ka­za­nie, że wiara może w isto­cie być za­równo ra­cjo­nalna, jak i ugrun­to­wana w na­tu­rze rze­czy­wi­sto­ści. Zgod­nie z twier­dze­niem au­tora, choć sfor­ma­li­zo­wany ar­gu­ment z Pra­gnie­nia może nie pro­wa­dzić do na­wró­ce­nia mas, to istota tego, co kryje się za tym ar­gu­men­tem, jest wła­śnie tym, co na­wró­ciło na re­li­gię więk­szość lu­dzi. Nie­za­leż­nie od źró­dła ist­nieje, jak zo­sta­nie wy­ka­zane po­ni­żej, uni­wer­salna tę­sk­nota za bo­sko­ścią (lub czymś w tym ro­dzaju). Na­wet agno­styczny psy­cho­log Freud twier­dził, że idee re­li­gijne na­leżą do „naj­star­szych, naj­sil­niej­szych, naj­bar­dziej na­tar­czy­wych ży­czeń ludz­ko­ści”[9].

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

DE­DY­KA­CJA

[1] „The ho­me­ma­ker has the ul­ti­mate ca­reer. All other ca­re­ers exist for one pur­pose only–and that is to sup­port the ul­ti­mate ca­reer” ‒ C.S. Le­wis: to nie jest w rze­czy­wi­sto­ści do­kładny cy­tat z Le­wisa, zob. https://es­sen­tialc­sle­wis.com/2016/01/23/ccslq-19-ho­me­ma­ke­rul­ti­mate-ca­reer [do­stęp: 14 VII 2022] (przyp. tłum.).
[2] Cy­tat ten, wy­my­ślony przez sce­na­rzy­stę filmu Cie­ni­sta do­lina (1993), Wil­liama Ni­chol­sona, zo­stał nie­słusz­nie przy­pi­sany Le­wi­sowi; zob. https://es­sen­tialc­sle­wis.com/2015/09/05/we-read-to-know/ [do­stęp: 14 VII 2022] (przyp. tłum.).

PRZED­MOWA

[1] F. Nie­tz­sche, An­ty­chryst. Próba kry­tyki chrze­ści­jań­stwa, tłum. L. Staff, Wy­daw­nic­two Zie­lona Sowa, Kra­ków 2003, s. 14 (przyp. tłum.).
[2] R. Le­won­tin, Bil­lions and Bil­lions of De­mons, „New York Re­view of Bo­oks” 1997, Ja­nu­ary 9, s. 28 [28‒32] (przyp. tłum.).
[3] Święty Au­gu­styn, Wy­zna­nia, tłum. Z. Ku­biak, In­sty­tut Wy­daw­ni­czy PAX, War­szawa 1987, I.1, s. 7 (przyp. tłum.).
[4] B. Rus­sell, Kult wol­nego czło­wieka, tłum. A. Li­twi­ni­szyn, „Ko­niec Wieku” 1994, nr 6, s. 35 [34−41]; po­mi­nięty w pol­skim wy­da­niu zwrot in her se­cu­lar hur­ry­ings od­dano za po­mocą wy­ra­że­nia „wła­snym roz­pę­dem” (przyp. tłum.).

WSTĘP

[1] C.S. Le­wis, Chrze­ści­jań­ska apo­lo­ge­tyka, w: tenże, Nie­od­parte ra­cje, tłum. J. Mu­ranty, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza LO­GOS, War­szawa 2003, s. 74 [74–90].
[2] Wszyst­kie cy­taty bi­blijne za wy­da­niem: Pi­smo Święte Sta­rego i No­wego Te­sta­mentu – Bi­blia Ty­siąc­le­cia, wyd. piąte na nowo opra­co­wane i po­pra­wione, Wy­daw­nic­two Pal­lot­ti­num, Po­znań 2020, chyba że za­zna­czono ina­czej (przyp. tłum.).

CZĘŚĆ 1

[1] W spra­wie peł­niej­szego opisu tych dwóch ro­dza­jów ar­gu­men­tów ko­smo­lo­gicz­nych zob. M. Ad­ler, How to Think about God: A Gu­ide for the 20th-Cen­tury Pa­gan, Mac­mil­lan, New York 1991, roz­działy: 5, 12–14.
[2] Zob. To­masz z Akwinu, Suma teo­lo­giczna, Tom 1, O Bogu, Część I, tłum. o. P. Blech OP, Na­kła­dem Ka­to­lic­kiego Ośrodka Wy­daw­ni­czego „Ve­ri­tas”, Lon­don b.r., I.2.3.
[3] V. Rep­pert, Nie­bez­pieczna idea C.S. Le­wisa. Fi­lo­zo­ficzna obrona ar­gu­mentu z ro­zumu, tłum. T. Siecz­kow­ski, „C.S. Le­wis. Ro­zum i wiara”, Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022, s. 124.
[4] In­nym ta­kim in­try­gu­ją­cym ar­gu­men­tem jest Alvina Plan­tingi ewo­lu­cyjny ar­gu­ment prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi. Głosi on za­sad­ni­czo, że je­śli na­sze zdol­no­ści po­znaw­cze, które po­zwa­lają nam na wy­cią­ga­nie wnio­sków, po­wstały na dro­dze na­tu­ra­li­stycz­nej ewo­lu­cji, to nie ma pod­staw, by uznać te zdol­no­ści za godne za­ufa­nia. Nie można ufać wnio­skom bę­dą­cym wy­two­rem zdol­no­ści po­znaw­czych, które po­wstały w wy­niku po­zba­wio­nych in­te­li­gen­cji i przy­pad­kowo dzia­ła­ją­cych sił. Do­bór na­tu­ralny nie jest me­cha­ni­zmem na­kie­ro­wa­nym na prawdę. Jest to me­cha­nizm, który je­dy­nie po­zwala ga­tun­kom na prze­trwa­nie. Je­śli jed­nak uznamy, że to prawda, to sama kon­cep­cja na­tu­ra­li­zmu „strzela so­bie w ko­lano”. Je­śli bo­wiem ewo­lu­cjo­ni­styczny na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to nie mam pod­staw do tego, by ufać, że moje wła­dze po­znaw­cze do­pro­wa­dzą mnie do po­zna­nia prawdy w ja­kiej­kol­wiek spra­wie. Je­śli bo­wiem nie mogę po­le­gać na mo­ich wła­dzach po­znaw­czych, to nie mogę po­le­gać na wnio­skach, które za sprawą tych władz wy­pro­wa­dzam. A je­śli tak się rze­czy mają, to nie mogę ufać prze­ko­na­niu, że ewo­lu­cjo­ni­styczny na­tu­ra­lizm sam jest praw­dziwy. Ale je­śli nie mogę po­le­gać na tym prze­ko­na­niu, to nie po­wi­nie­nem go przyj­mo­wać. W ten spo­sób ewo­lu­cjo­ni­styczny na­tu­ra­lizm sam pod­wa­żałby twier­dze­nie o swo­jej praw­dzi­wo­ści. Lep­sze jest przy­ję­cie wy­ja­śnie­nia, zgod­nie z któ­rym prawdą jest coś w ro­dzaju te­izmu. Je­śli bo­wiem zwy­kle wie­rzymy, że mo­żemy po­le­gać na na­szych zdol­no­ściach po­znaw­czych, je­śli cho­dzi o do­cho­dze­nie do praw­dzi­wych wnio­sków, to lep­szym wy­ja­śnie­niem tego faktu bę­dzie to, które uznaje, że na­sze wła­dze po­znaw­cze po­wstały za sprawą istoty, która je stwo­rzyła. Taki twórca sam cha­rak­te­ry­zo­wałby się wia­ry­god­nymi wła­dzami po­znaw­czymi. Stąd te­izm ofe­ruje so­lid­niej­sze wy­ja­śnie­nie na­szej ra­cjo­nal­no­ści niż na­tu­ra­lizm. Zob. A. Plan­tinga, Where the Con­flict Re­ally Lies: Science, Re­li­gion, & Na­tu­ra­lism, Oxford Uni­ver­sity Press, New York−Oxford 2011, s. 307–50.
[5] P. Kre­eft, He­aven: The He­art’s De­epest Lon­ging, Igna­tius, San Fran­ci­sco 1989, s. 203.
[6] A. McGrath, Apo­lo­ge­tyka po pro­stu. Jak po­móc po­szu­ku­ją­cym i scep­ty­kom w od­na­le­zie­niu wiary, tłum. D. Kru­piń­ska, Wy­daw­nic­two „W dro­dze”, Po­znań 2020, s. 108.
[7] P. Kre­eft, He­aven: The He­art’s De­epest Lon­ging, s. 202.
[8] Tamże, s. 201.
[9] Z. Freud, Przy­szłość pew­nego złu­dze­nia, w: tenże, Kul­tura jako źró­dło cier­pień, tłum. J. Pro­ko­piuk, Wy­daw­nic­two KR, Kra­ków 1995, s. 126 [97−159].