Apartament 27 - Tom 3: Nie pytaj, kto był tu przed tobą - Łukasz Nester - ebook

Apartament 27 - Tom 3: Nie pytaj, kto był tu przed tobą ebook

Łukasz Nester

0,0

Opis

Największa tajemnica Apartamentu 27 nie znajduje się za kolejnymi drzwiami.

Znajduje się w ludziach, którzy przez lata próbowali decydować, kto ma przez nie przejść.

Laura i Igor są przekonani, że poznali już najważniejsze elementy historii L27. Wiedzą o eksperymentach. Wiedzą o Protokołach. Wiedzą, że ich dzieciństwo zostało wykorzystane przez dorosłych próbujących stworzyć model ludzkich decyzji.

Ale wtedy pojawia się dowód, który zmienia wszystko.

Lena żyje.

Jej powrót burzy równowagę między Laurą i Igorem, ale jeszcze bardziej komplikuje historię Apartamentu 27. Lena zna część prawdy, której nigdy wcześniej nie ujawniła. Wie, dlaczego zniknęła. Wie, co naprawdę próbował zrobić Marek Bielski. I wie, że ktoś ponownie uruchomił mechanizm stworzony wiele lat wcześniej.

Tym razem jego celem są oni wszyscy.

Laura.

Igor.

Lena.

Kolejne odkrycia prowadzą do pierwszego miejsca, w którym rozpoczął się eksperyment. Do ludzi, którzy stworzyli jego podstawy. I do tajemniczego dostępu oznaczonego W03, którego przez lata używali różni ludzie pod cudzymi nazwiskami.

Im więcej prawdy poznają, tym wyraźniej widzą największe kłamstwo całego projektu.

Nikt nigdy nie potrafił naprawdę przewidywać ich decyzji.

Potrafił jedynie ograniczać możliwości, ukrywać informacje i budować sytuacje tak, aby wybrana droga wydawała się jedyną.

Kiedy ktoś ponownie próbuje doprowadzić Laurę, Igora i Lenę do finałowej sytuacji w Apartamencie 27, muszą zrobić coś, czego twórcy systemu nigdy nie potrafili przewidzieć.

Odmówić udziału.

„Nie pytaj, kto był tu przed tobą” to finałowy tom trylogii Apartament 27. Historia o miłości, winie, pamięci i odzyskiwaniu prawa do własnych decyzji.

Laura musi w końcu odpowiedzieć sobie nie na pytanie, kto był w Apartamencie 27 przed nią.

Tylko czy można przestać żyć według historii, którą ktoś napisał wiele lat wcześniej.

A czasami największą wolnością nie jest znalezienie właściwych drzwi.

 

Jest nią świadomość, że wcale nie trzeba ich otwierać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 347

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Apartament 27

Tom 3

Nie pytaj, kto był tu przed tobą

Łukasz Nester

PROLOG

Lena

Trzy miesiące wcześniej

Lena Voss nauczyła się nie patrzeć przez okno dłużej niż kilka sekund.

Nie dlatego, że ktoś mógł ją zobaczyć.

Ludzie przeceniali znaczenie twarzy.

Zmieniały się włosy, ubrania, sposób chodzenia, okulary, sylwetka. Po kilku latach można było minąć człowieka na ulicy i nie rozpoznać osoby, z którą kiedyś dzieliło się łóżko.

Znacznie bardziej niebezpieczne były przyzwyczajenia.

To, o której godzinie zapalało się światło.

Gdzie zostawiało samochód.

W jakiej kawiarni kupowało się kawę.

Którą ręką trzymało telefon.

Jak długo patrzyło się przez okno.

Lena odsunęła firankę na szerokość dwóch palców.

Ulica była pusta.

Mokra.

Deszcz padał od rana.

Dwa zaparkowane samochody.

Biały dostawczy.

Granatowe kombi.

Ten sam zestaw od czterdziestu minut.

Spojrzała na zegarek.

18:06.

Za dwadzieścia minut powinna wyjść.

Nie wyjdzie.

Zmieniła plan godzinę temu.

Nie dlatego, że zauważyła coś konkretnego.

Właśnie dlatego, że nie zauważyła niczego.

Zbyt długo wszystko było spokojne.

Zamknęła firankę.

Na stole leżał laptop.

Obok telefon, którego używała tylko w tym mieszkaniu.

Dwa pendrive.

Karta bankowa wystawiona na nazwisko kobiety, która formalnie mieszkała w Brnie.

Paszport, którego nie zamierzała dziś używać.

I zdjęcie.

Laura.

Igor.

Apartament 27.

Zdjęcie pochodziło sprzed kilku dni.

Nie powinna była go dostać.

Andrzej powiedział dokładnie to samo.

Potem wysłał je jej mimo wszystko.

Lena podniosła fotografię.

Igor wyglądał inaczej.

Starszy.

To było oczywiste.

Cztery lata.

Ale nie chodziło o twarz.

Było w nim mniej pewności.

Kiedyś mogłaby uznać to za coś złego.

Teraz nie.

Pewność siebie Igora zawsze była częściowo zbudowana na przekonaniu, że odpowiednio duża ilość kontroli może zatrzymać katastrofę.

Nie mogła.

Lena nauczyła się tego wcześniej.

Igor potrzebował więcej czasu.

Na zdjęciu stał obok Laury.

Nie przed nią.

Nie pół kroku przed.

Obok.

Lena zauważyła to od razu.

„Wreszcie.”

Powiedziała sama do siebie.

Odłożyła fotografię.

Nie powinna była myśleć o nich jak o parze.

Nie wiedziała, kim dla siebie byli.

Andrzej nie podał szczegółów.

Celowo.

„Nie pytaj o rzeczy, których nie potrzebujesz wiedzieć.”

Nienawidziła, kiedy mówił do niej jej własnymi zasadami.

Telefon zawibrował.

Jedna wiadomość.

Numer jednorazowy.

„Przyjechał.”

Lena spojrzała na drzwi.

Nie odpowiedziała.

Wstała.

Laptop zamknęła.

Pendrive schowała do metalowego pudełka pod luźną deską podłogi.

Kartę pamięci wsunęła do wewnętrznej kieszeni kurtki.

Zdjęcie Laury i Igora zostawiła na stole.

Nie dlatego, że zapomniała.

Chciała, żeby je zobaczył.

Minutę później ktoś zapukał.

Dwa razy.

Przerwa.

Raz.

Nie umówiony kod.

Nie potrzebowali go.

Podeszła.

Spojrzała przez wizjer.

Mężczyzna miał siwe włosy.

Długi, ciemny płaszcz.

Nie nosił okularów.

Kiedyś nosił.

To była jedna z niewielu rzeczy, które naprawdę się w nim zmieniły.

Otworzyła.

„Za wcześnie.”

Mężczyzna wszedł.

„Ty zawsze jesteś za późno.”

„To nie jest zabawne.”

„Nie miało.”

Zamknęła drzwi.

Przez kilka sekund patrzyli na siebie.

Gdyby ktoś pokazał jej tę scenę dwadzieścia lat wcześniej, nie uwierzyłaby.

Gdyby pokazał dziesięć lat wcześniej, uciekłaby.

Pięć lat wcześniej prawdopodobnie zadzwoniłaby do Marka.

Teraz Marek nie żył.

Anna nie żyła.

Julia nie żyła.

Wiktor nie żył.

Tomasz oficjalnie też.

Lista zmarłych była dłuższa niż lista ludzi, którym mogła zadzwonić.

„Sprawdzałeś?”

Zapytała.

„Tak.”

„I?”

„Nikt za mną nie jechał.”

„Nie o to pytam.”

Mężczyzna spojrzał.

„Wiem.”

Zdjął płaszcz.

Nie usiadł.

Zauważył zdjęcie.

Laura i Igor.

Jego twarz prawie się nie zmieniła.

Prawie.

„Czyli się spotkali.”

„Tak.”

„Szybciej, niż zakładałaś.”

„Nie zakładałam terminu.”

„Kłamiesz.”

Lena spojrzała.

„Nie zaczynaj.”

Mężczyzna przesunął zdjęcie palcem.

„Podobna do Marka.”

„Nie.”

„Oczy.”

„Nie.”

„Sposób patrzenia.”

„Nie znasz jej.”

„Ty też nie.”

To bolało bardziej, niż powinno.

Lena odwróciła wzrok.

„Dlatego nie zamierzam udawać, że znam.”

„A jednak ją prowadzisz.”

„Nie.”

„Hasło.”

„Nie moje.”

Spojrzał.

„Nagranie w C3.”

„Nie moje zmiany.”

„Zdjęcia.”

„Nie moje.”

„Wiadomości?”

„Nie.”

Mężczyzna patrzył długo.

„Czyli ktoś wyprzedził cię w twoim własnym planie.”

„Nie ma mojego planu.”

„Zawsze był.”

„Było ich kilka.”

„To semantyka.”

„Nie.”

Lena podeszła do stołu.

„To właśnie błąd, który wszyscy popełnialiśmy.”

„Jaki?”

„Próbowaliśmy złożyć wszystkie działania w jeden plan.”

„Bo łatwiej wtedy znaleźć winnego.”

Mężczyzna milczał.

„Nie ma jednego.”

Dodała.

„Nigdy nie było.”

„Tomasz?”

„Stworzył metodę.”

„Radecki?”

„Finansował.”

„Konrad?”

„Kontrolował.”

„Rudzki?”

„Rozwinął.”

„Karski?”

„Ukrywał.”

„Ty?”

Lena spojrzała na niego.

„Uciekłam.”

Mężczyzna uśmiechnął się bez humoru.

„Cztery lata to długo jak na ucieczkę.”

„Wiem.”

„Igor myślał, że nie żyjesz.”

„Wiem.”

„Laura nie wiedziała, że istniejesz.”

„Wiem.”

„Marek…”

„Nie używaj Marka.”

Ton wystarczył.

Mężczyzna przestał.

Cisza.

Lena wzięła zdjęcie.

„Ktoś wszedł do C3 trzy miesiące temu.”

„Wiem.”

„Andrzej twierdzi, że nie on.”

„Wierzysz mu?”

„W części.”

„To nie jest odpowiedź.”

„Przy Andrzeju nigdy nie ma pełnej.”

„Wiesz, kto zmienił nagranie?”

„Mam podejrzenie.”

„Nazwisko?”

„Nie.”

„Dlaczego?”

„Bo ty jako pierwszy nauczyłeś mnie, że nazwisko bez dowodu jest tylko kierunkiem.”

Mężczyzna odwrócił wzrok.

„Nie przypisuj mi mądrości, której nie miałem.”

„Nie przypisuję.”

Podeszła do kuchni.

Włączyła czajnik.

„Kawa?”

„Nie.”

„Herbata?”

„Nie.”

„Woda?”

„Lena.”

„Więc stój i wyglądaj groźnie.”

„Nie jestem twoim wrogiem.”

„Nigdy nie powiedziałam, że jesteś.”

„Nie musiałaś.”

Odwróciła się.

„To nie jest to samo.”

„Dla ciebie zawsze było.”

Czajnik zaczął szumieć.

Przez chwilę słuchali.

Zbyt normalny dźwięk.

Lena nienawidziła normalnych dźwięków w rozmowach, które nigdy nie powinny istnieć.

„Andrzej znalazł mnie sześć tygodni temu.”

Powiedziała.

Mężczyzna zesztywniał.

„Nie wiedziałem.”

„Nie miałeś.”

„Gdzie?”

„Nie powiem.”

„Czy ktoś go śledził?”

„Nie wiem.”

„Właśnie dlatego…”

„Przestań.”

Wyłączyła czajnik.

„Nie będziesz znowu decydował, gdzie mam mieszkać, z kim rozmawiać i kiedy wychodzić.”

„Nie próbuję.”

Spojrzała.

„Naprawdę?”

Cisza.

„Dobrze.”

Mężczyzna poprawił.

„Próbuję.”

„Przynajmniej.”

Nalała wodę.

„Andrzej przyniósł kopię finalnego pliku.”

„Z C3?”

„Tak.”

„Jak ją zdobył?”

„Nie powiedział.”

„I przyjęłaś?”

„Tak.”

„Mogła być spreparowana.”

„Była.”

Spojrzał.

„Co?”

„Ktoś wstawił fragment.”

„Jaki?”

„O Laurze.”

„Co dokładnie?”

„Nagranie z dzieciństwa.”

Mężczyzna pobladł.

„Skąd…”

„Właśnie.”

Lena postawiła kubek.

„Ktoś wiedział, że istnieje.”

„Ty też.”

„Tak.”

„Andrzej?”

„Tak.”

„Wiktor?”

„Tak.”

„Marek?”

„Oczywiście.”

„Kto jeszcze?”

„Tomasz.”

Cisza.

„I prawdopodobnie człowiek, który ma dostęp do jego późniejszych archiwów.”

„Czyli…”

„Nie mów.”

„Dlaczego?”

„Bo nie chcę zacząć budować historii pod jedną osobę.”

Mężczyzna odszedł od stołu.

Stanął przy oknie.

Nie odsłonił firanki.

Dobrze.

Znał zasady.

„Co z nagraniem?”

„Mam.”

Odwrócił się.

„Tutaj?”

„Nie.”

„Gdzie?”

„Nie powiem.”

„Lena.”

„Nie.”

Cisza.

„Laura ma prawo zobaczyć.”

„Wiem.”

„Więc?”

„Kiedy będę mogła jej je dać bez prowadzenia kogoś do miejsca, w którym jest przechowywane.”

„A jeśli nie będziesz mogła?”

Lena spojrzała.

„Wtedy nie zobaczy.”

„Znowu decydujesz.”

To trafiło.

Nienawidziła tego.

„Wiem.”

„I?”

„Nie znalazłam jeszcze rozwiązania, które nie naraża jej na większe ryzyko.”

„Marek powiedziałby…”

„Marek nie żyje.”

Cisza.

Za ostro.

Nie przeprosiła.

Mężczyzna przyjął.

„Tak.”

Powiedział.

„Nie żyje.”

Lena usiadła.

Pierwszy raz od jego wejścia.

„Kiedyś wszystko było prostsze.”

„Nie było.”

„Miałam wrażenie.”

„To co innego.”

Spojrzała na zdjęcie.

„Igor otworzy C3.”

„Skąd wiesz?”

„Bo jeśli Laura będzie z nim, dojdą tam.”

„Znowu przewidujesz.”

„Nie.”

„Właśnie.”

„Przewidywanie nie jest tym samym co sterowanie.”

„Tomasz powiedziałby dokładnie to samo.”

Zacisnęła szczękę.

„Nie porównuj mnie do niego.”

„Więc przestań mówić o ludziach jak o zmiennych.”

Cisza.

Miał rację.

To było irytujące.

„Laura może odmówić.”

Powiedziała.

„I?”

„I wtedy nie otworzą.”

„A ty?”

„Nic.”

„Nie wyślesz wiadomości?”

„Nie.”

„Nie zostawisz wskazówki?”

„Nie.”

„Nie popchniesz?”

„Nie.”

Mężczyzna patrzył długo.

„Wreszcie.”

Lena uśmiechnęła się gorzko.

„Nie ciesz się.”

„Nie cieszę.”

„To może ich zabić.”

„Albo uratować.”

„Nienawidzę, kiedy mówisz jak Marek.”

„Marek nienawidził, kiedy mówiłem jak Marek.”

Przez sekundę oboje się uśmiechnęli.

To zniknęło szybko.

„Dlaczego przyszedłeś?”

Lena zapytała.

Mężczyzna usiadł naprzeciw.

„Bo znalazłem coś.”

„Co?”

„Rzeczy Elizy.”

Zamarła.

„Gdzie?”

„Nie wszystkie.”

„Gdzie?”

„Skrytka.”

„Julia?”

„Tak.”

„Konrad wie?”

„Nie.”

„Igor?”

„Nie.”

„Jeszcze.”

„Jeszcze?”

„Powinien.”

Lena patrzyła.

„Nie ty.”

„Wiem.”

„Nie możesz mu tego powiedzieć.”

„Dlaczego?”

„Bo jeśli to ty…”

Urwała.

Mężczyzna uśmiechnął się smutno.

„Wiem.”

„Nie, nie wiesz.”

„Wiem wystarczająco.”

„Igor cię rozpozna.”

„Możliwe.”

„Konrad na pewno.”

„Tak.”

„I wszystko…”

„Nie da się już utrzymać wszystkiego.”

Cisza.

„Może czas.”

Lena wstała.

„Nie mów tego.”

„Dlaczego?”

„Bo za każdym razem, kiedy ktoś w tej historii mówił, że nadszedł czas, ktoś inny tracił możliwość wyboru.”

Mężczyzna spojrzał.

„Więc co proponujesz?”

„Eliza zostawiła pełnomocnictwo.”

„Wiem.”

„Możemy użyć.”

„Kto?”

Lena nie odpowiedziała.

„Ty.”

„Tak.”

„Bank ma kamery.”

„Wiem.”

„Igor zobaczy.”

„Tak.”

„Chcesz, żeby zobaczył.”

Cisza.

„Chcę, żeby dostał możliwość zobaczenia.”

„To samo.”

„Nie.”

„Dla niego?”

„Dla mnie.”

Mężczyzna patrzył.

„Lena.”

„Nie mogę pojawić się przy nim.”

„Dlaczego?”

„Bo nie wiem, kto obserwuje.”

„Minęły cztery lata.”

„Właśnie.”

„Może już nikt.”

„Ktoś zmienił C3 trzy miesiące temu.”

Cisza.

„Ktoś uruchomił Laura27.”

„Nie ty?”

„Nie.”

„Andrzej?”

„Twierdzi, że nie.”

„Wierzysz?”

„Nie wiem.”

„Konrad?”

„Nie miał dostępu do 26.”

„Mógł zdobyć.”

„Możliwe.”

„Paweł?”

Lena spojrzała.

„Skąd wiesz o Pawle?”

Mężczyzna zamilkł.

I to było pierwsze naprawdę niebezpieczne zdanie tej rozmowy.

Lena przestała oddychać.

„Skąd?”

Powtórzyła.

„Marek Rudzki.”

„Nie pytam, skąd znasz Pawła.”

Jej głos stwardniał.

„Pytam, skąd wiesz, że Paweł jest teraz częścią tego.”

Mężczyzna nie odpowiedział.

Lena zrobiła krok do tyłu.

Nie do drzwi.

Do stołu.

Do telefonu.

„Nie.”

Powiedział.

„Nie dotykaj.”

Zatrzymała się.

„Dlaczego?”

„Bo nie jestem jedynym, który wie.”

„Kto jeszcze?”

„Nie wiem.”

„Kłamiesz.”

„Nie.”

„Właśnie zrobiłeś to samo.”

„Co?”

„Powiedziałeś coś, czego nie powinieneś wiedzieć, a potem próbujesz zbudować mi wersję.”

„Lena.”

„Nie.”

Podniosła telefon.

Nie wybierała numeru.

Jeszcze.

„Powiedz prawdę.”

Mężczyzna patrzył.

„Paweł kontaktował się ze mną.”

Cisza.

„Kiedy?”

„Dwa miesiące temu.”

„Dlaczego?”

„Szukał Saneckiego.”

„Sanecki nie żyje.”

„Wiem.”

„Paweł też.”

„Nie.”

„Szukał dokumentów Saneckiego.”

„Jakich?”

„C3.”

Zimno przeszło jej po plecach.

„Po co?”

„Powiedział, że dostał wiadomość.”

„Jaką?”

„Jedno słowo.”

Lena wiedziała zanim usłyszała.

„Gotowe.”

Mężczyzna skinął.

Cisza.

Dwa miesiące temu.

Czyli ktoś już przygotowywał Pawła.

Przed Igorem.

Przed Laurą.

Przed hasłem.

„Dlaczego mi nie powiedziałeś?”

„Bo nie wiedziałem, czy to ma znaczenie.”

„Nie ty decydujesz.”

„Wiem.”

„Nie wygląda.”

Wzięła oddech.

„Co mu powiedziałeś?”

„Że jeśli Sanecki zostawił mu identyfikator, ma go nie używać bez powodu.”

„To wszystko?”

„Tak.”

„Nie wierzę.”

„Powiedziałem też, że jeśli dostanie wiadomość, najpierw ma sprawdzić źródło.”

„I?”

„Nie sprawdzi.”

„Skąd wiesz?”

„Bo chce odpowiedzi bardziej, niż boi się ryzyka.”

Lena zamknęła oczy.

Metoda.

Znowu.

„Ktoś go zna.”

„Tak.”

„Kto?”

„Nie wiem.”

„Marek Rudzki znał.”

„Nie żyje.”

„Tomasz?”

„Nie żyje.”

„Nie wiemy.”

„Lena.”

„Nie wiemy.”

Cisza.

Nie chciała wracać do tego.

Nie dziś.

Nie teraz.

„Bank.”

Powiedziała.

„Co?”

„Włożę film do skrytki.”

Mężczyzna patrzył.

„Dla Igora?”

„Dla nich.”

„Jak go dostaną?”

„Nie od razu.”

„To?”

„Najpierw C3.”

„Dlaczego?”

„Bo jeśli film trafi wcześniej, Igor pójdzie za mną.”

„Tak.”

„I przestanie patrzeć na Laurę.”

„Prawdopodobnie.”

„A wtedy ktoś wygra.”

Mężczyzna westchnął.

„Znowu używasz go jako zmiennej.”

„Nie.”

„Właśnie.”

„Staram się nie wracać przed czasem.”

„To jest decyzja za niego.”

„To jest decyzja o mnie.”

Cisza.

To była granica.

Nie wiedziała, czy prawdziwa.

Ale potrzebowała jej.

„Jeżeli po C3 nadal będą szukać…”

„Co?”

„Dostaną skrytkę.”

„I zobaczą cię.”

„Tak.”

„A jeśli Igor przyjedzie?”

„Nie spotkam się z nim.”

„Lena.”

„Nie.”

„Cztery lata.”

„Wiem.”

„On…”

„Wiem.”

Głos jej zadrżał.

Pierwszy raz.

Mężczyzna przestał.

Lena odwróciła się.

Nie chciała, żeby widział.

Za późno.

„Wiem.”

Powtórzyła ciszej.

„Wiem, co mu zrobiłam.”

„Więc dlaczego?”

Nie odpowiedziała od razu.

„Bo jeśli zobaczę go pierwszy raz po czterech latach, nie wiem, czy będę potrafiła znowu odejść.”

Cisza.

To była najbardziej egoistyczna prawda, jaką powiedziała od dawna.

I najbardziej uczciwa.

„A Laura?”

Mężczyzna zapytał.

Lena spojrzała na zdjęcie.

„Z Laurą jest inaczej.”

„Dlaczego?”

„Bo jej nie kocham.”

Cisza.

„Więc mogę powiedzieć jej rzeczy, których Igorowi nie umiem.”

„Chcesz się z nią spotkać.”

„Tak.”

„Bez niego.”

„Tak.”

„To zły pomysł.”

„Prawdopodobnie.”

„Dlaczego więc?”

„Bo ona jest jedyną osobą w tej historii, której niczego nie jestem winna w sposób, który mnie paraliżuje.”

Mężczyzna pokręcił głową.

„Jesteś jej winna bardzo dużo.”

„Wiem.”

„Więc?”

„Ale nie kochałam jej.”

Pauza.

„Nie straciłam jej.”

„Nie muszę przy niej być dawną sobą.”

To było ważne.

Igor znał Lenę sprzed zniknięcia.

Laura znała wersję z dokumentów.

Obie były niepełne.

Może z Laurą mogła pierwszy raz powiedzieć prawdę bez próby naprawiania związku, którego nie dało się wrócić do poprzedniego kształtu.

„Kiedy?”

Mężczyzna zapytał.

„Nie wiem.”

„Gdzie?”

„Nie powiem.”

„Mnie?”

„Nikomu.”

„A jeśli cię śledzą?”

„Wtedy nie przyjdę.”

„I zostawisz ją samą?”

„Nie.”

„To?”

Lena spojrzała.

„Spotkanie będzie jej decyzją.”

„Jak?”

„Dostanie wybór.”

„Przez wiadomość?”

„Może.”

„Z anonimowego numeru?”

„Nie.”

„To jak?”

Lena uśmiechnęła się słabo.

„Jeszcze nie wiem.”

Mężczyzna spojrzał na zegarek.

„Muszę iść.”

„Nie.”

Zatrzymał się.

„Co?”

„Najpierw odpowiedź.”

„Na jakie pytanie?”

Lena podeszła bliżej.

„Dlaczego naprawdę pomagasz?”

Cisza.

„Lena…”

„Przez cztery lata odpowiadałeś na to inaczej.”

„Bo jestem coś winien Annie.”

„Nie wystarcza.”

„Bo Tomasz…”

„Nie.”

„Bo Marek.”

„Nie używaj go.”

Zamilkł.

„Więc?”

Długo nic.

Potem mężczyzna spojrzał na zdjęcie Laury.

„Bo kiedyś podjąłem decyzję, której nie mogę cofnąć.”

„Jaką?”

„Nie teraz.”

Lena prawie się roześmiała.

„Naprawdę?”

„Wiem.”

„Wszyscy jesteście niemożliwi.”

„Ty też.”

„To nie argument.”

„Nie.”

Wziął płaszcz.

Lena patrzyła.

„Jedno.”

Powiedział.

„Co?”

„Jeżeli spotkasz Laurę…”

„Tak?”

„Nie mów jej wszystkiego od razu.”

Lena zesztywniała.

„Wyjdź.”

„Lena.”

„Wyjdź.”

„Nie o to…”

„Właśnie o to.”

Otworzyła drzwi.

„Nie będziesz mi mówił, ile prawdy ona może znieść.”

Mężczyzna stał.

Potem skinął.

„Masz rację.”

„Wiem.”

„To było bardzo markowe.”

„Wyjdź.”

Prawie się uśmiechnął.

Wyszedł.

Lena zamknęła.

Została sama.

Przez minutę nie ruszała się.

Potem wróciła do stołu.

Zdjęcie Laury i Igora.

Laptop.

Telefon.

Pendrive.

Otworzyła komputer.

Nowy plik.

Kamera.

Usiadła.

Przez chwilę patrzyła na własną twarz na ekranie.

Starszą.

Chudszą.

Bardziej zmęczoną.

Igor rozpozna.

Jeżeli zobaczy.

To było nieuniknione.

Nie bała się, że jej nie rozpozna.

Bała się, że rozpozna natychmiast.

Nacisnęła nagrywanie.

„Igor.”

Przerwała.

Usunęła.

Jeszcze raz.

„Igor.”

Nie.

Zamknęła oczy.

Marek powiedział kiedyś, że prawda wypowiedziana zbyt późno nie staje się przez to mniej prawdziwa.

Tylko bardziej bolesna.

Wtedy się z nim pokłóciła.

Dzisiaj rozumiała.

Nacisnęła.

„Igor.”

Tym razem nie przerwała.

„Jeżeli to oglądasz, prawdopodobnie najpierw sprawdziłeś, czy nagranie zostało zmienione.”

Nagrywała dwadzieścia siedem minut.

Dłużej, niż planowała.

Potem osobny plik.

DLA LAURY.

Tego nie umieściła razem.

Jeszcze nie.

Otworzyła nowy dokument.

Napisała tylko:

„Nie pokazuj Igorowi, dopóki sama nie zdecydujesz.”

Zatrzymała się.

Usunęła.

To znowu było decydowanie za nią.

Napisała inaczej.

„Laura, ten plik dotyczy czegoś, czego Igor nie wie. Możesz obejrzeć go sama albo z nim. Tym razem wybór naprawdę należy do ciebie.”

Lepiej.

Włożyła pliki na pendrive.

Następnego dnia miała pojechać do banku.

Skrytka Elizy.

Pełnomocnictwo.

Kamera.

Pozwoli się zobaczyć.

Celowo.

To nie było bezpieczne.

Ale cztery lata bezpieczeństwa wystarczyły, żeby zrozumieć, że można przeżyć i jednocześnie przestać żyć.

Spojrzała jeszcze raz na zdjęcie.

Laura.

Igor.

Stał obok niej.

Nie przed.

„Nie zepsuj tego.”

Powiedziała cicho.

Nie wiedziała, do kogo.

Do niego.

Do siebie.

Do wszystkich.

Telefon zawibrował.

Nieznany numer.

Nie ten, którego używał Andrzej.

Nie ten, którego używał mężczyzna, który właśnie wyszedł.

Nowy.

Jedna wiadomość.

„Wiem, że wróciłaś do Warszawy.”

Lena przestała oddychać.

Druga.

„Nie martw się.”

Trzecia.

„Igor jeszcze nie wie.”

Serce zaczęło walić.

Podeszła do okna.

Nie odsłoniła.

Telefon znowu.

„Laura też nie.”

Cisza.

Ktoś wiedział.

Już.

Czwarta wiadomość.

„Ale niedługo oboje będą.”

Lena patrzyła na ekran.

Nie odpowiadała.

Piąta.

Zdjęcie.

Zrobione przed chwilą.

Wejście do budynku.

Siwy mężczyzna wychodzący na ulicę.

Czyli ktoś obserwował.

Szósta wiadomość.

„Nadal spotykasz się z ludźmi, którzy oficjalnie nie powinni istnieć.”

Zimno.

Siódma.

„To rodzinne.”

Lena zesztywniała.

Nie dlatego, że zdanie było groźbą.

Dlatego, że znała sposób, w jaki zostało zbudowane.

Krótkie.

Prawie lekkie.

Dokładnie tak Tomasz pisał notatki na marginesach.

Nie mógł pisać.

Nie powinien.

Telefon zawibrował ostatni raz.

„Do zobaczenia w 27.”

Lena patrzyła.

Potem usunęła kartę SIM.

Złamała.

Tak samo jak cztery lata wcześniej.

Tym razem jednak nie uciekła do samochodu.

Nie zabrała torby.

Nie wyłączyła światła.

Usiadła ponownie przy stole.

Wyjęła czystą kartkę.

Napisała jedno nazwisko.

Patrzyła na nie długo.

Potem złożyła kartkę na pół.

Schowała do koperty.

Na przodzie napisała:

LAURA.

Bo jeśli ktoś właśnie rozpoczął kolejną rundę, nie zamierzała ponownie popełnić tego samego błędu.

Nie będzie trzymała Laury z daleka.

Nie tym razem.

Tym razem sama ją znajdzie.

I powie jej prawdę.

Całą.

Nawet jeśli po wszystkim Laura znienawidzi ją bardziej niż człowieka, przed którym obie od lat próbowały uciec.

ROZDZIAŁ 1

Ona żyje

Przez kilka minut nikt nie powiedział nic.

Laptop stał otwarty na stole.

Czarny ekran.

Nagranie się skończyło.

Lena zniknęła.

Znowu.

Tylko tym razem zostawiła po sobie coś, czego przez cztery lata nie miał Igor.

Datę.

Twarz.

Głos.

Jedno zdanie.

Ja żyję.

Trzy miesiące temu.

Nie cztery lata.

Nie jedenaście miesięcy po zniknięciu.

Trzy miesiące.

Spojrzałam na Igora.

Siedział nieruchomo.

Nie wiem, czego się spodziewałam.

Ulgi.

Szoku.

Złości.

Może wszystkiego naraz.

Nie wyglądał jak człowiek, który właśnie odzyskał nadzieję.

Wyglądał jak ktoś, komu ktoś w jednej chwili oddał i zabrał cztery lata życia.

„Igor.”

Nie odpowiedział.

Jego dłoń nadal leżała obok mojej.

Nie dotykałam.

Nie chciałam decydować, czego potrzebuje.

Po chwili sam przesunął palce.

Złapał mnie.

Mocno.

Nie za mocno.

„Trzy miesiące.”

Powiedział.

„Tak.”

„Była w Warszawie.”

„Tak.”

„W banku.”

„Tak.”

„Weszła tam sama.”

„Na nagraniu tak.”

Spojrzał.

Dobrze.

Zauważył.

Na nagraniu.

Nie wiemy, co było przed.

Nie wiemy, co po.

„Wyglądała…”

Urwał.

„Jak ona?”

Zapytałam.

Zamknął oczy.

„Tak.”

Nie było wahania.

„Nie podobnie.”

„Nie?”

„To była ona.”

Michał siedział po drugiej stronie stołu.

Nie komentował.

Dobrze.

Igor mówił dalej.

„Sposób, w jaki patrzyła w kamerę.”

„Gest?”

„Też.”

„To można skopiować.”

„Wiem.”

„Głos?”

„Można.”

„Twarz?”

„Też.”

„Czyli?”

Spojrzał na mnie.

„Wiem, co próbujesz zrobić.”

„Co?”

„Zatrzymać mnie.”

„Nie.”

Pokręciłam głową.

„Próbuję sprawić, żebyś nie musiał zatrzymywać siebie za kilka godzin.”

Cisza.

„Film jest sprzed trzech miesięcy.”

„Tak.”

„Jeżeli autentyczny.”

„Tak.”

„Potwierdza tylko jedną rzecz.”

Igor zacisnął szczękę.

Wiedział.

Powiedział sam.

„Że trzy miesiące temu żyła.”

„Tak.”

Nie dziś.

Nie teraz.

Nie w tej chwili.

Trzy miesiące temu.

Widziałam, jak trudno mu to zaakceptować.

Mnie też.

A przecież to nie ja czekałam cztery lata.

Nie ja spałam w mieszkaniu z jej rzeczami.

Nie ja kupiłam pierścionek, którego nigdy nie dałam.

Nie ja wstawałam przez pierwszy rok po każdym nieznanym numerze.

Nie ja szukałam twarzy na lotniskach, w hotelach, na ulicach.

Nie ja słuchałam, jak własny ojciec mówi, że kobieta, którą kocham, nie żyje.

„Musimy znaleźć miejsce nagrania.”

Powiedział Igor.

„Tak.”

„Dzisiaj.”

„Tak.”

Spojrzał, jakby spodziewał się sprzeciwu.

Nie dostał.

„I bank.”

„Michał już ma monitoring.”

„Cały?”

Michał odpowiedział:

„Jeszcze nie.”

Igor natychmiast odwrócił głowę.

„Dlaczego?”

„Bank wydał materiał z wejścia, recepcji i korytarza przy skrytce. Nadal czekam na parking, windę i wyjście od strony zaplecza.”

„Ile?”

„Nie wiem.”

„Michał.”

„Naprawdę nie wiem.”

„Załatw.”

„Załatwiam.”

Igor wstał.

Zrobił dwa kroki.

Wrócił.

Nie potrafił usiedzieć.

„Pełnomocnictwo.”

Powiedział.

„Elizy.”

Michał skinął.

„Oryginał.”

„Kto je podpisał?”

„Eliza Werner.”

„Kiedy?”

„Trzynaście lat temu.”

Igor zamarł.

„Miała wtedy…”

„Osiemnaście.”

Cisza.

Rok przed śmiercią.

Prawdziwą.

„Dla kogo?”

Zapytałam.

Michał spojrzał na dokument.

„Pełnomocnictwo nie wskazuje jednego imienia.”

„Co?”

„Jest skonstruowane inaczej.”

„Jak?”

„Eliza upoważniła osobę posiadającą określony dokument depozytowy i kod.”

„Bez nazwiska?”

„Tak.”

Igor patrzył.

„To legalne?”

Michał westchnął.

„Dzisiaj miałbym kilka pytań.”

„A wtedy?”

„Najwyraźniej bank zaakceptował.”

„Czyli Lena nie musiała podszywać się pod Elizę.”

Powiedziałam.

„Nie.”

Michał.

„Musiała mieć właściwy dokument i kod.”

„Skąd?”

Nikt nie odpowiedział.

Julia.

Marek.

Eliza.

Konrad.

Ktoś jej przekazał.

Tylko kto?

„Skrytka była Julii.”

Powiedziałam.

„Formalnie.”

„Eliza miała dostęp.”

„Tak.”

„Marek opłacił przedłużenie.”

„Tak.”

„A trzy miesiące temu weszła Lena.”

Cisza.

Cztery osoby.

Jedno miejsce.

I oczywiście żadnej prostej odpowiedzi.

Igor podszedł do laptopa.

„Film.”

„Który?”

Zapytał Michał.

„Jeszcze raz.”

Nie protestowałam.

Michał uruchomił.

Lena.

Biała ściana.

Stół.

Światło.

„Igor.”

Tym razem patrzyłam nie na nią.

Na niego.

Twarz prawie nieruchoma.

Tylko oddech.

Kiedy Lena powiedziała:

„W chwili, kiedy to nagrywam, żyję.”

Igor zamknął oczy.

Tylko na sekundę.

Potem patrzył dalej.

Na końcu:

„Ja żyję.”

Michał zatrzymał.

Cisza.

„Jeszcze raz.”

Powiedział Igor.

Włączyliśmy.

Drugi raz.

Potem trzeci.

Za trzecim razem przestałam słuchać słów.

Patrzyłam na tło.

Biała ściana.

Lampa.

Niewielki stół.

Metalowa rama krzesła.

Za Leną fragment czegoś.

Cień?

Nie.

Drzwi?

„Zatrzymaj.”

Michał zatrzymał.

„Cofnij trzy sekundy.”

Cofnął.

„Tam.”

Powiększył.

W prawym górnym rogu.

Fragment lustra.

Albo szyby.

W odbiciu widoczna była część pomieszczenia za kamerą.

I sylwetka.

Nie ta z miniatury pliku DLA LAURY.

Inna.

„Ktoś był z nią.”

Igor natychmiast.

„Tak.”

„Mężczyzna?”

„Nie wiem.”

Michał powiększył.

Słaba jakość.

Postać siedziała.

Jasna koszula.

Dłoń na stole.

„Pierścień.”

Powiedziałam.

Serce przyspieszyło.

Na dłoni coś odbijało światło.

Igor podszedł.

„Koło?”

„Nie wiem.”

„Powiększ.”

Michał.

„Dalej stracimy szczegóły.”

„Zrób.”

Obraz rozpadł się na piksele.

Pierścień.

Albo sygnet.

Albo zwykłe odbicie.

„Nie budujemy.”

Powiedziałam.

Igor zacisnął szczękę.

„Nie.”

Dobrze.

„Ale ktoś tam był.”

„Tak.”

„Czyli nagranie nie zostało zrobione przez Lenę samodzielnie.”

„Prawdopodobnie.”

„Mogła ustawić kamerę i ktoś później wejść.”

Michał.

„Tak.”

„Albo ktoś ją nagrywał.”

„Tak.”

„Dobrowolnie?”

Nikt nie wiedział.

Zatrzymałam wzrok na Lenie.

Nie wyglądała jak zakładniczka.

Ale już wiedziałam, jak niewiele znaczy wygląd człowieka na nagraniu.

Zwłaszcza jeśli człowiek wie, że ktoś kiedyś będzie analizował każdą sekundę.

„Plik DLA LAURY.”

Powiedział Michał.

Natychmiast poczułam spojrzenie Igora.

Nie otworzyliśmy.

W banku zamknęłam laptop.

Zostawiłam decyzję na później.

Teraz plik nadal istniał.

Czekał.

„Nie.”

Powiedziałam.

Igor nie odpowiedział.

Michał spojrzał.

„Nie dzisiaj?”

„Nie teraz.”

„Może dotyczyć tego miejsca.”

„Może.”

„Może mówić, gdzie jest Lena.”

Igor powiedział.

Nie oskarżył.

Nie naciskał.

Po prostu fakt.

Spojrzałam.

„Jeśli tak, otworzymy.”

Cisza.

„Ale najpierw chcę wiedzieć, czy film, który już mamy, jest prawdziwy.”

„Pełna analiza.”

Michał.

„Tak.”

„Potrzebujemy kilku godzin.”

„Zrób.”

„Już robią.”

Dobrze.

„I miniatura.”

Powiedziałam.

Igor zesztywniał.

Nie musiałam wyjaśniać.

Zanim zamknęłam laptop, zobaczyłam klatkę pliku DLA LAURY.

Lena.

I mężczyzna za nią.

Starszy.

Siwy.

Znajomy.

„Otwieramy tylko miniaturę.”

Powiedziałam.

„Bez filmu.”

Michał skinął.

Uruchomił podgląd pliku bez odtwarzania.

Miniatura pojawiła się większa.

Lena siedziała przy stole.

Innym niż w pierwszym filmie.

Za nią mężczyzna.

Bokiem.

Siwe włosy.

Ciemna marynarka.

Bez okularów.

Twarz częściowo widoczna.

Igor patrzył.

„Znasz?”

Zapytałam.

Milczał.

„Igor?”

„Widziałem go.”

„Gdzie?”

„Nie pamiętam.”

Cisza.

Poczułam dreszcz.

Nie najlepsze zdanie w tej historii.

„Na zdjęciu?”

„Może.”

„Pierwsze L27?”

Zamknął oczy.

„Nie wiem.”

Nie naciskałam.

Michał powiększył.

„Ja go znam.”

Spojrzeliśmy.

„Skąd?”

„Archiwum ojca.”

„Marek Rudzki?”

„Tak.”

„Nazwisko?”

Długa cisza.

Michał otworzył swój tablet.

Szukał.

Zdjęcia.

Dokumenty.

Archiwum.

W końcu zatrzymał.

Fotografia konferencyjna.

Marek Rudzki.

Tomasz Wolski.

Kilka innych osób.

I ten sam mężczyzna.

Młodszy o kilkanaście lat.

„To on.”

Powiedział Michał.

Igor patrzył.

„Kto?”

Michał powiększył podpis pod fotografią.

Nazwisko częściowo zasłonięte.

Pierwsza litera.

A.

„Nie mam pełnego opisu.”

„W innym pliku?”

„Szukam.”

Kilka minut.

„Mam.”

Cisza.

Michał czytał.

„Aleksander Radecki.”

Zrobiło mi się zimno.

Igor nie poruszył się.

Radecki.

Człowiek, który oficjalnie popełnił samobójstwo siedemnaście lat temu.

Mężczyzna, którego konta działały po śmierci.

Paszport.

Przelewy.

Prawdopodobny ojciec Leny.

Potem nie.

Człowiek, przed którym Anna ostrzegała Marka.

I teraz.

Na miniaturze filmu sprzed trzech miesięcy.

Obok Leny.

„To nie może być dowód.”

Powiedziałam.

Od razu.

Dla siebie.

Dla Igora.

Dla wszystkich.

„Może być stare zdjęcie w tle.”

Michał.

Spojrzałam.

Rzeczywiście.

Mężczyzna mógł nie stać tam naprawdę.

Mógł być na fotografii.

Ekranie.

Odbiciu.

Miniatura była za mała.

„Otworzymy plik.”

Igor powiedział.

„Nie teraz.”

„Laura.”

„Nie.”

Spojrzałam.

„Właśnie dlatego nie.”

„Dlaczego?”

„Bo zobaczyłeś nazwisko Radecki i już chcesz wiedzieć.”

„Oczywiście.”

„Ja też.”

„Więc?”

„Więc jesteśmy dokładnie tam, gdzie ktoś chce.”

Cisza.

Michał odłożył tablet.

„Ma rację.”

Igor spojrzał ostro.

„Nie potrzebuję głosowania.”

„Nie głosujemy.”

Powiedziałam.

„To mój plik.”

Cisza.

DLA LAURY.

To wystarczyło.

Igor cofnął się.

„Masz rację.”

Powiedział.

Bez złości.

„Dziękuję.”

Nie lubiłam tego, jak dużo znaczyło.

Zamknęliśmy laptop.

Michał zabrał kopię do analizy.

Oryginał trafił do depozytu.

Nie do Apartamentu 27.

Nie do domu Konrada.

Nie do domu Julii.

Do miejsca, którego nie znał Igor.

Ja też nie.

Michał.

To było jego zabezpieczenie.

Normalnie bym zaprotestowała.

Tym razem nie.

Jeżeli nikt poza nim nie zna adresu, ktoś nie mógł wykorzystać nas obojga, żeby tam dotrzeć.

Przynajmniej przez kilka godzin.

Wyszliśmy z banku po szesnastej.

Igor stał na chodniku.

Nie ruszał się do samochodu.

„Co?”

Zapytałam.

„Nie wiem, dokąd jechać.”

To było tak zwyczajne, że przez sekundę nie zrozumiałam.

„Do domu?”

„Którego?”

Cisza.

Apartament 27?

Drugie mieszkanie?

Dom Julii?

Jego normalne życie przestało mieć jedno miejsce.

„Do mnie.”

Powiedziałam.

Spojrzał.

„Na pewno?”

„Tak.”

„Nie musisz…”

„Wiem.”

Cisza.

„Dobrze.”

Pojechaliśmy.

Nie rozmawialiśmy o Lenie.

Przez pierwsze dwadzieścia minut.

Potem Igor powiedział:

„Boję się.”

Spojrzałam.

Nie spodziewałam się.

„Czego?”

„Że ją znajdziemy.”

Cisza.

Nie że nie znajdziemy.

Że znajdziemy.

„Dlaczego?”

Długo milczał.

„Bo przez cztery lata mogłem wyobrażać sobie wszystko.”

„Że wróci.”

„Tak.”

„Że nie żyje.”

„Tak.”

„Że uciekła.”

„Tak.”

„Że nie mogła wrócić.”

„Tak.”

„A teraz?”

„Teraz jedna z tych wersji przestanie istnieć.”

Rozumiałam.

Nadzieja jest łatwiejsza, kiedy nie ma twarzy.

Kiedy twarz wraca, trzeba zacząć zadawać pytania, których wcześniej można było unikać.

Dlaczego nie wróciłaś?

Czy nadal mnie kochasz?

Czy ja nadal kocham ciebie?

Co z nami?

Co z Laurą?

Co z czterema latami?

„Nie musisz znać odpowiedzi przed spotkaniem.”

Powiedziałam.

„A jeśli ona zna?”

„To będzie jej odpowiedź.”

„Nie moja.”

„Właśnie.”

Spojrzał.

„Jak ty to robisz?”

„Co?”

„Mówisz rzeczy, które brzmią prosto.”

„Bo nie jestem tobą.”

„To pomocne.”

„Wiem.”

Po chwili:

„A ty?”

„Co ja?”

„Boisz się, że ją znajdziemy?”

Oczywiście.

„Tak.”

„Dlaczego?”

Nie chciałam kłamać.

Nie po wszystkim.

„Bo nie wiem, kim będę przy niej.”

Igor zmarszczył brwi.

„Co?”

„Przez kilka tygodni Lena była dla mnie historią.”

„Tak.”

„Potem kimś, z kim mnie porównywano.”

„Tak.”

„Potem kobietą, którą kochałeś.”

„Tak.”

„Potem osobą, która próbowała mnie chronić, manipulując wszystkim wokół.”

„Tak.”

„A teraz może stać przede mną.”

Cisza.

„Nie wiem, czy będę na nią zła.”

„Masz prawo.”

„Nie wiem, czy będę chciała ją przytulić.”

Igor spojrzał.

„Naprawdę?”

„Nie wiem.”

„Dlaczego?”

„Bo znam ją od dziecka.”

„Nie pamiętasz.”

„Ale ciało czasem pamięta rzeczy, których głowa nie.”

„To niebezpieczne zdanie przy Karskim.”

„Nie ma Karskiego.”

„Właśnie.”

Cisza.

„I boję się jeszcze jednej rzeczy.”

„Jakiej?”

Spojrzałam przez szybę.

„Że ją polubię.”

Igor prawie się uśmiechnął.

„To akurat niebezpieczne.”

„Dlaczego?”

„Bo jest nieznośna.”

„Zauważyłam.”

„I zawsze chce mieć ostatnie słowo.”

„Brzmi strasznie.”

„Bardzo.”

„Czyli pewnie się dogadamy.”

Uśmiechnął się.

Pierwszy prawdziwy raz od filmu.

Na kilka sekund.

Wystarczyło.

W moim mieszkaniu nie było koperty.

Nie było wiadomości.

Nie było śladów wejścia.

To zaczynało być luksusem.

Zrobiliśmy jedzenie.

Igor prawie nic nie zjadł.

Nie komentowałam.

O dziewiętnastej Michał zadzwonił.

„Mam pierwszą analizę.”

Natychmiast włączyliśmy głośnik.

„Film?”

„Tak.”

„Montaż?”

„Nie znaleźliśmy cięć.”

Serce przyspieszyło.

„Głos?”

„Zgodność z wcześniejszymi próbkami bardzo wysoka.”

„Bardzo wysoka to?”

„Nie sto procent.”

„Wiem.”

„Twarz?”

„Brak oznak syntetycznego obrazu w dostępnych testach.”

„Metadane?”

„Spójne z datą sprzed trzech miesięcy.”

Igor usiadł.

„Czyli…”

„Nie powiem, że to dowód absolutny.”

Michał.

„Ale na tę chwilę wszystko wskazuje, że nagranie jest autentyczne.”

Cisza.

„Ona żyje.”

Igor powiedział.

Nie pytanie.

Zdanie.

Spojrzałam.

„Trzy miesiące temu.”

Dodałam.

Zamknął oczy.

„Tak.”

Nie odebrał mi tego jako chłodu.

Dobrze.

Michał:

„I mamy miejsce.”

Zamarliśmy.

„Co?”

Igor natychmiast.

„Tło nagrania.”

„Jak?”

„Na metalowej ramie krzesła jest naklejka producenta wyposażenia konferencyjnego. W Polsce ten konkretny model był dostarczany głównie do kilku obiektów.”

„Gdzie?”

„Jeden odpadł.”

„Drugi?”

„Hotel.”

„Trzeci?”

Michał zawahał się.

„Prywatny ośrodek pod Warszawą.”

„Jaki?”

„Dawny dom szkoleniowy fundacji.”

Serce przyspieszyło.

„Której?”

Wiedziałam.

Zanim powiedział.

„Radeckiego.”

Cisza.

Igor wstał.

„Adres.”

„Nie jedź.”

„Michał.”

„Obiekt został sprzedany dziewięć lat temu.”

„Komu?”

„Spółce.”

„Jakiej?”

„Nieaktywnej.”

„Nazwisko.”

Cisza.

„Helena Wolska.”

Zamarliśmy.

Lena była właścicielką?

„Od kiedy?”

„Dziewięć lat.”

„Przed poznaniem Igora.”

„Tak.”

Kolejny lokal.

Kolejne miejsce.

„Czy nagranie mogło być tam?”

Zapytałam.

„Tak.”

„Pewność?”

„Nie.”

„Co jeszcze?”

„Układ gniazdek, fragment lampy i stolik odpowiadają zdjęciom archiwalnym.”

„Czyli?”

„Duże prawdopodobieństwo.”

Igor już sięgał po klucze.

„Nie.”

Powiedziałam.

Zatrzymał.

„Laura.”

„Nie jedziemy.”

„Dlaczego?”

„Bo ktoś chciał, żebyśmy znaleźli miejsce.”

„Skąd wiesz?”

„Nie wiem.”

„Więc?”

„Więc najpierw sprawdzamy własność, monitoring, sąsiadów, prąd, rachunki, wszystko.”

Cisza.

Igor patrzył.

„Ona mogła tam być.”

„Trzy miesiące temu.”

„Tak.”

„Jeśli nadal jest, dwie godziny niczego nie zmienią.”

„Nie wiesz.”

„Ty też.”

To trafiło.

Zacisnął szczękę.

Potem odłożył klucze.

„Dobrze.”

Dobrze.

Naprawdę.

„Michał.”

„Tak?”

„Sprawdź wszystko.”

„Już.”

„Bez kontaktowania kogokolwiek na miejscu.”

„Tak.”

„I bez Konrada.”

„Tak.”

Rozłączyliśmy.

Igor stał przy oknie.

„Nienawidzę tego.”

„Czego?”

„Czekania.”

„Wiem.”

„Cztery lata czekałem.”

„Wiem.”

„A teraz mam adres.”

„Masz potencjalny adres sprzed trzech miesięcy.”

„Wiem.”

„Nie chcę cię hamować.”

Odwrócił się.

„Co?”

„Nie mówię nie dlatego, że nie chcę znaleźć Leny.”

„To dlaczego?”

„Bo nie chcę, żeby ktoś wiedział, że wystarczy rzucić ci adres, a pojedziesz.”

Cisza.

Igor patrzył.

Potem skinął.

„Masz rację.”

Powiedział.

„Nie przyzwyczajaj mnie.”

„Za późno.”

Po dwudziestej pierwszej zadzwonił Michał.

„Obiekt stoi.”

„Ktoś korzysta?”

„Tak.”

Serce przyspieszyło.

„Kto?”

„Nie wiem.”

„Prąd?”

„Aktywny.”

„Woda?”

„Tak.”

„Internet?”

„Tak.”

„Na kogo?”

„Spółka zarządzająca.”

„Kto płaci?”

„Konto zagraniczne.”

„Kraj?”

„Szwajcaria.”

Radecki.

Znowu.

„Monitoring?”

„Brama ma kamerę.”

„Możemy dostać?”

„Nie legalnie bez właściciela.”

„Właściciel to Helena.”

„Formalnie.”

„Czyli Lena.”

„Tak.”

Igor patrzył.

„Jedziemy.”

Tym razem nie powiedziałam nie od razu.

Pomyślałam.

Co mamy?

Adres prawdopodobnego nagrania.

Obiekt należący formalnie do Leny.

Aktywne media.

Brak pewności, kto jest w środku.

I być może człowiek z miniatury.

Aleksander Radecki.

Oficjalnie martwy.

„Ochrona.”

Powiedziałam.

„Tak.”

„Michał.”

„Tak.”

„Nie wchodzimy bez sprawdzenia.”

„Tak.”

„I jeśli zobaczymy Lenę…”

Zatrzymałam się.

Igor czekał.

„Nie biegniesz do niej.”

Twarz mu się zmieniła.

„Laura.”

„Nie dlatego, że ci zabraniam.”

„To jak brzmi?”

„Dlatego, że nie wiemy, z kim będzie.”

Cisza.

Radecki.

Karski.

Ktoś jeszcze.

„Dobrze.”

Nie chciał.

Ale powiedział.

Pojechaliśmy.

Ośrodek znajdował się około czterdziestu minut od Warszawy.

Las.

Wąska droga.

Stary mur.

Brama.

Kamery.

Zatrzymaliśmy samochody kilkaset metrów wcześniej.

Ochrona podjechała bliżej jednym autem.

Nie wysiadaliśmy.

Michał siedział z tyłu.

Patrzyliśmy na podgląd z kamery ochrony.

Brama zamknięta.

Światło w jednym oknie.

Pierwsze piętro.

„Ktoś jest.”

Igor powiedział.

„Albo światło zostało.”

„Laura.”

„Wiem.”

Pięć minut.

Nic.

Dziesięć.

Potem brama się otworzyła.

Samochód wyjechał.

Czarny.

Nie znałam modelu.

Ochrona zrobiła zdjęcia.

Tablice.

Michał natychmiast sprawdzał.

„Kto?”

Igor.

„Chwila.”

Samochód przejechał obok nas.

Nie za blisko.

Kierowca.

Mężczyzna.

Siwe włosy.

Twarz odwrócona.

Igor zesztywniał.

„To on.”

„Kto?”

„Z miniatury.”

Serce przyspieszyło.

Aleksander Radecki?

Nie widziałam dobrze.

„Nie jedziemy za nim.”

Powiedziałam.

Igor patrzył, jak samochód znika.

„Wiem.”

Dobrze.

Brama zamknęła się.

Światło na pierwszym piętrze nadal świeciło.

„Czyli ktoś został.”

Powiedział Michał.

„Albo automat.”

„Tak.”

Tablice wróciły.

Michał spojrzał.

Twarz mu się zmieniła.

„Co?”

Igor.

„Samochód zarejestrowany na spółkę.”

„Jaką?”

„Tę samą, która opłaca media.”

„Właściciel?”

„Zagraniczny fundusz.”

„Beneficjent?”

„Nie mam.”

„Czyli nic.”

„Nie do końca.”

Michał pokazał.

Adres korespondencyjny spółki.

Praga.

Czechy.

Igor pobladł.

Wypłata trzy miesiące po zniknięciu Leny.

Praga.

„To nie przypadek.”

Powiedział.

„Może nie.”

„Laura.”

„Nie mówię, że jest.”

„Ale?”

„Ale mamy więcej niż wcześniej.”

Cisza.

Ochrona sprawdziła teren.

Brama.

Ogrodzenie.

Brak ruchu.

„Wchodzimy?”

Igor zapytał.

Michał:

„Formalnie nie.”

„Michał.”

„Własność Heleny Wolski nie daje nam prawa wejścia.”

„Jeśli ona jest w środku?”

„To może wyjść.”

„Jeśli nie może?”

Cisza.

Zły argument.

Dobry argument.

Nie wiedzieliśmy.

I właśnie dlatego był niebezpieczny.

„Nie wchodzimy.”

Powiedziałam.

Igor odwrócił się.

„Laura.”

„Nie mamy dowodu zagrożenia.”

„Światło.”

„To nie zagrożenie.”

„Radecki.”

„Nie wiemy, czy to Radecki.”

„Wyglądał jak on.”

„Na sekundę.”

„Widziałem zdjęcia.”

„I właśnie dlatego twój mózg chce potwierdzić.”

Cisza.

Igor zacisnął dłonie.

„Wiem.”

To kosztowało.

„Co robimy?”

„Dzwonimy.”

„Do kogo?”

Spojrzałam na bramę.

„Do właścicielki.”

Igor zamarł.

„Nie mamy numeru.”

„Mamy stary.”

„Wyłączony.”

„Mamy numer bankowy?”

Michał spojrzał.

„Pełnomocnictwo miało kontakt awaryjny.”

„Jaki?”

Sprawdził.

Numer.

Polski.

Aktywny?

Nie wiedzieliśmy.

Igor patrzył.

„Dzwonisz?”

Zapytałam.

Nie.

Zawahał się.

Dobrze.

„Ty.”

Powiedział.

„Ja?”

„Jeśli to jej numer…”

„Dlaczego ja?”

„Bo jeśli odbierze i usłyszy mnie…”

Urwał.

Rozumiałam.

Może się rozłączyć.

Może spanikować.

Może on.

„Dobrze.”

Wprowadziłam numer.

Głośnik.

Pierwszy sygnał.

Drugi.

Trzeci.

Czwarty.

Ktoś odebrał.

Cisza.

Nie powiedziałam nic od razu.

Kobiecy oddech.

Serce zaczęło walić.

„Halo?”

Mój głos brzmiał obco.

Cisza.

Potem:

„Laura?”

Igor zamknął oczy.

Głos.

Ten sam.

Z filmu.

Z nagrań.

Lena.

Nie wiedziałam, co powiedzieć.

Przygotowywałam się na tysiąc rzeczy.

Nie na to, że odbierze.

„Tak.”

Długa cisza.

„Skąd masz ten numer?”

„Ze skrytki Elizy.”

Po drugiej stronie nic.

„Lena?”

Powiedziałam.

Igor patrzył.

Nie oddychał.

„Nie powinnaś tam jechać.”

Serce przyspieszyło.

„Gdzie?”

Cisza.

„Wiem, gdzie jesteś.”

To nie było pytanie.

„Nie wiesz.”

„Jestem przed bramą.”

Igor spojrzał gwałtownie.

Może za dużo.

Za późno.

Po drugiej stronie usłyszałam szybki wdech.

„Co?”

„Przed ośrodkiem.”

Cisza.

„Laura, odjedź.”

„Dlaczego?”

„Po prostu.”

„Nie.”

Igor prawie się uśmiechnął.

Nie teraz.

„Laura.”

„Nie będę wykonywać poleceń bez powodu.”

Cisza.

„Kto jest z tobą?”

Spojrzałam na Igora.

„Michał.”

Nie skłamałam.

Nie powiedziałam wszystkiego.

„Kto jeszcze?”

„Dlaczego?”

„Kto?”

Głos Leny stwardniał.

„Igor.”

Cisza.

Po drugiej stronie nic.

Bardzo długo.

„Lena?”

Kiedy odezwała się ponownie, głos był cichszy.

„Nie pozwól mu wysiąść z samochodu.”

Igor zesztywniał.

„Słyszę cię.”

Powiedział.

Nie planował.

Nie wytrzymał.

Po drugiej stronie cisza.

Absolutna.

„Lena.”

Igor.

Jedno słowo.

Cztery lata.

Nie potrafiłam na niego patrzeć.

„Igor.”

Odpowiedziała.

Głos jej się załamał.

Tylko trochę.

To wystarczyło.

Igor zamknął oczy.

„Żyjesz.”

„Tak.”

Cisza.

Nie trzy miesiące temu.

Nie nagranie.

Teraz.

W tej chwili.

Głos po drugiej stronie telefonu.

Żyje.

Dzisiaj.

„Gdzie jesteś?”

Zapytał.

Lena milczała.

„Czy jesteś w środku?”

„Nie.”

Zamarliśmy.

„Nie jesteś w ośrodku?”

„Nie.”

„Kto jest?”

„Nie wiem.”

„Właśnie stamtąd wyjechał mężczyzna.”

Cisza.

„Jaki?”

Igor opisał.

Siwe włosy.

Czarny samochód.

Lena nie odpowiedziała.

„Radecki?”

Zapytał.

Po drugiej stronie usłyszałam tylko:

„Odjedźcie.”

„Lena.”

„Natychmiast.”

Tym razem strach w głosie był prawdziwy.

Albo bardzo dobry.

„Dlaczego?”

Powiedziałam.

„Bo ten adres nie miał być aktywny.”

Cisza.

„Od trzech miesięcy?”

„Od dwóch tygodni.”

Serce przyspieszyło.

„Co się stało dwa tygodnie temu?”

„Laura.”

„Co?”

„Ktoś wszedł.”

„Kto?”

„Nie wiem.”

„A człowiek, który wyjechał?”

Długa cisza.

„Jeśli wyglądał tak, jak mówicie…”

Pauza.

„Nie jedźcie za nim.”

„Kim jest?”

„Odjedźcie.”

„Lena.”

„Proszę.”

Pierwszy raz.

Nie rozkaz.

Proszę.

Spojrzałam na Igora.

Skinął.

„Dobrze.”

Powiedziałam.

„Odjedziemy.”

Lena wypuściła powietrze.

„Teraz.”

„Tak.”

Silniki.

Ochrona dostała sygnał.

Wycofaliśmy.

Brama została za nami.

Nie odzywaliśmy się przez kilka minut.

Telefon nadal połączony.

Lena też milczała.

Dopiero kiedy wyjechaliśmy na główną drogę, powiedziałam:

„Jesteśmy dalej.”

„Dobrze.”

„Teraz ty.”

Cisza.

„Co?”

„Powiedz, gdzie jesteś.”

„Nie.”

Igor zacisnął szczękę.

Nie odezwał się.

Dobrze.

„Dlaczego?”

„Bo nie wiem, kto was obserwuje.”

„A ty?”

„Nie wiem, kto obserwuje mnie.”

„Czyli nadal uciekasz.”

Długa cisza.

„Tak.”

To jedno słowo zabrzmiało inaczej niż wszystkie nagrania.

Nie jak plan.

Jak zmęczenie.

„Chcę się z tobą spotkać.”

Powiedział Igor.

Natychmiast.

Lena milczała.

„Lena.”

„Wiem.”

„Nie. Chcę…”

„Wiem.”

Głos jej drżał.

„Nie mogę.”

Igor zamknął oczy.

„Dlaczego?”

„Nie przez ciebie.”

„Nie mów mi tego.”

„To prawda.”

„Cztery lata.”

„Wiem.”

„Nie możesz po czterech latach powiedzieć wiem.”

Cisza.

„Nie.”

Lena odpowiedziała.

„Nie mogę.”

Igor odwrócił twarz do szyby.

Nie wtrącałam się.

To należało do nich.

„Więc co możesz?”

Zapytał.

Długa cisza.

Potem Lena:

„Mogę spotkać się z Laurą.”

Zamarłam.

Igor odwrócił się.

Michał spojrzał.

Telefon nagle wydawał się cięższy.

„Ze mną?”

„Tak.”

„Dlaczego nie z nim?”

Lena milczała.

„Lena.”

„Bo jeśli spotkam Igora…”

Głos urwał się.

„Co?”

Powiedziałam.

„Nie wiem, czy będę potrafiła odejść.”

Cisza.

Igor zamknął oczy.

Nie wyglądał na ulgę.

Nie wyglądał na triumf.

Bolało go.

Mnie też.

„A ode mnie potrafisz?”

Zapytałam.

„Tak.”

Szczera.

Brutalna.

Dobrze.

„Czyli jestem bezpieczniejsza.”

„Nie.”

„To?”

„Jesteś łatwiejsza.”

Prawie się roześmiałam.

„Dziękuję.”

„Wiesz, co mam na myśli.”

„Niestety.”

Igor nic.

„Kiedy?”

Zapytałam.

Lena milczała.

„Nie przez ten numer.”

„To jak?”

„Dostaniesz wiadomość.”

„Anonimową?”

„Nie.”

„Jak mam wiedzieć, że od ciebie?”

Cisza.

„Będzie coś, czego nikt poza tobą nie powinien wiedzieć.”

Nie podobało mi się.

„Nie mam takich rzeczy.”

„Masz.”

Serce przyspieszyło.

„Jakich?”

Lena odpowiedziała:

„Kiedy miałaś dziesięć lat, narysowałaś mi kobietę bez twarzy i powiedziałaś, że to ty, kiedy będziesz dorosła.”

Zamarłam.

Obraz.

Nie wspomnienie.

Rysa.

Szkicownik.

Czarna kredka.

Kobieta.

Bez twarzy.

Poczułam zimno.

„Skąd…”

„Bo siedziałam obok.”

Cisza.

Igor patrzył na mnie.

„Jeśli dostaniesz zdjęcie tego rysunku…”

Lena mówiła.

„Będziesz wiedzieć.”

„Masz go?”

„Tak.”

„Dlaczego?”

Pauza.

„Bo Marek mi dał.”

Ojciec.

Znowu.

„Kiedy?”

„Później.”

„Dlaczego?”

Cisza.

„To opowiem ci osobiście.”

Serce przyspieszyło.

„Sama.”

Dodała.

„Bez Igora.”

Spojrzałam na niego.

Twarz nieruchoma.

„Lena.”

Igor odezwał się.

„Tak?”

„Jeśli Laura się zgodzi…”

Zatrzymał się.

Trudno było mu powiedzieć.

„Nie będę jej zatrzymywał.”

Cisza.

Po drugiej stronie słyszałam oddech Leny.

„Dziękuję.”

„Nie dziękuj.”

„Wiem.”

„Ale jeśli ją skrzywdzisz…”

„Igor.”

„Nie rozkazuję.”

Głos mu zadrżał.

„Mówię.”

Cisza.

„Wiem.”

Lena odpowiedziała.

„Nie skrzywdzę jej.”

„Nie możesz tego wiedzieć.”

Tym razem to ja.

Lena milczała.

„Masz rację.”

Dobrze.

„Laura.”

„Tak?”

„Kiedy dostaniesz wiadomość, nie pokazuj jej nikomu przez pierwsze dziesięć minut.”

Igor zesztywniał.

„Nie.”

Powiedziałam.

„Co?”

Lena.

„Nie będziesz zaczynać od instrukcji, co mam ukrywać.”

Cisza.

„Masz rację.”

„Jeśli chcesz spotkania, żadnych gier.”

„Dobrze.”

„Żadnych ukrytych warunków.”

„Dobrze.”

„Żadnego wybierania za mnie.”

„Dobrze.”

„I nie zakładaj, że przyjdę.”

Długa cisza.

„Dobrze.”

Głos Leny był cichy.

Prawie ulgowy.

„Czy to wszystko?”

Zapytałam.

„Nie.”

Oczywiście.

„Co?”

„Nie wracajcie dziś do Apartamentu 27.”

Serce przyspieszyło.

„Dlaczego?”

„Bo ktoś tam będzie.”

Igor natychmiast:

„Kto?”

„Nie wiem.”

„Skąd wiesz?”

„Dostałam wiadomość.”

„Jaką?”

Cisza.

„Nie pytaj, kto był tu przed tobą.”

Poczułam chłód.

„Co to znaczy?”

Zapytałam.

„Nie wiem.”

„Kiedy?”

„Dwadzieścia minut temu.”

„Od kogo?”

„Nie wiem.”

„Numer?”

„Jednorazowy.”

„Co jeszcze?”

„Zdjęcie.”

„Jakie?”

Cisza.

„Apartament 27.”

Igor zamarł.

„Z dzisiaj?”

„Tak.”

„Z wnętrza?”

„Tak.”

„Ktoś jest w środku?”

„Na zdjęciu nie.”

„To skąd wiesz?”

„Bo zdjęcie zrobiono z miejsca, którego kamera nie obejmuje.”

„Jakiego?”

„Za pianinem.”

Poczułam dreszcz.

Pierwszy raz.

Zdjęcie z korytarza.

Obserwacja.

Lena znała martwe punkty.

„Co jest za pianinem?”

Zapytałam.

„Nic.”

„Nie wierzę.”

„Teraz nic.”

Cisza.

„A wcześniej?”

Lena nie odpowiedziała.

„Lena?”

„Muszę kończyć.”

„Nie.”

Igor.

„Proszę.”

„Nie znikaj znowu.”

To było zbyt ciche.

Za prawdziwe.

Po drugiej stronie cisza.

Długa.

„Nie zniknę.”

Powiedziała.

Igor zamknął oczy.

„Skąd mam wiedzieć?”

„Nie wiesz.”

Pauza.

„Ale tym razem spróbuję zrobić to inaczej.”

Cisza.

„Laura dostanie wiadomość.”

„Kiedy?”

„Niedługo.”

„Co to znaczy?”

„Nie wiem jeszcze.”

„Lena.”

„Naprawdę.”

Pierwszy raz wierzyłam, że nie wie.

„Muszę się przenieść.”

„Dlaczego?”

„Bo ten numer nie jest już bezpieczny.”

„Skąd…”

Połączenie się urwało.

Koniec.

Igor patrzył na telefon.

Nie dzwonił ponownie.

Numer i tak prawdopodobnie zniknął.

„Nie zadzwonisz?”

Zapytałam.

„Chcę.”

„Ale?”

„Powiedziała, że numer nie jest bezpieczny.”

Cisza.

„Wierzysz jej?”

„Nie wiem.”

„To dlaczego?”

„Bo jeśli kłamie, telefon niczego nie zmieni.”

„A jeśli mówi prawdę…”

„Mogę jej zaszkodzić.”

Skinęłam.

Decyzja.

Jego.

Nie moja.

Michał przerwał ciszę.

„Mamy problem.”

Spojrzeliśmy.

„Jaki?”

Pokazał telefon.

System ochrony Apartamentu 27.

Alarm.

Nie włamanie.

Otwarcie drzwi wejściowych prawidłowym kodem.

Godzina:

21:47.

„Kto ma kod?”

Zapytałam.

Igor pobladł.

„Ja.”

„Michał.”

„Tak.”

„Konrad?”

„Nie obecny.”

„Ochrona?”

„Oddzielny.”

„Technik?”

„Nie.”

„Lena?”

Cisza.

„Stary kod.”

Igor.

„Miała.”

„Zmieniłeś.”

„Tak.”

„Kto jeszcze?”

Igor patrzył na ekran.

„Nikt.”

Michał przewinął log.

„System przypisał wejście do użytkownika.”

„Jakiego?”

Spojrzał.

Twarz mu się zmieniła.

„L.V.”

Cisza.

Lena Voss.

„Niemożliwe.”

Igor.

„Kod zmieniony cztery lata temu.”

„Może profil został przywrócony.”

„Przez kogo?”

„Nie wiem.”

„Kamera.”

Michał otworzył.

Obraz z korytarza.

Drzwi Apartamentu 27.

21:47.

Otwierają się.

Ktoś wchodzi.

Nie widzieliśmy twarzy.

Ciemny płaszcz.

Kaptur.

Budowa ciała.

Kobieta?

Może.

Drzwi zamykają się.

Po dziesięciu sekundach kamera gaśnie.

Czarny ekran.

Igor patrzył.

„Jedziemy.”

Tym razem ja też chciałam.

Bardzo.

Lena właśnie powiedziała, żeby nie wracać.

Anonimowy ktoś chciał, żebyśmy wiedzieli, że Apartament 27 jest aktywny.

System pokazał profil L.V.

Idealna sytuacja.

Dokładnie taka, w której mieliśmy rzucić wszystko i pojechać.

Spojrzałam na Igora.

On na mnie.

Wiedział.

„Nie jedziemy.”

Powiedział.

Zaskoczył mnie.

„Na pewno?”

„Tak.”

„Dlaczego?”

Patrzył na nagranie.

„Bo jeśli to Lena, wie, gdzie jesteśmy.”

„Tak.”

„I powiedziała, żebyśmy nie wracali.”

„Tak.”

„A jeśli to nie Lena…”

Cisza.

„Właśnie ktoś bardzo chce, żebyśmy pojechali.”

Serce zwolniło.

„Czyli?”

„Ochrona.”

„Tak.”

„Policja?”

Michał.

„Nie.”

Igor spojrł.

„Dlaczego?”

„Jeśli nie ma włamania, a kod był prawidłowy, najpierw prywatna ochrona.”

„Dobrze.”

„Bez wchodzenia?”

„Obserwacja z zewnątrz.”

„Tak.”

Michał wydał polecenia.

Zostaliśmy w samochodzie na poboczu.

Ośrodek Radeckiego daleko za nami.

Apartament 27 kilkadziesiąt kilometrów przed nami.

A Lena gdzieś indziej.

Żywa.

Dzisiaj.

Naprawdę.

Telefon w mojej dłoni zawibrował.

Nowa wiadomość.

Nieznany numer.

Wszyscy zamarliśmy.

Jedno zdjęcie.

Dziecięcy rysunek.

Kobieta bez twarzy.

W prawym dolnym rogu moje dziecięce inicjały.

L.B.

Pod zdjęciem:

„Teraz wiesz, że to ja.”

Serce zaczęło walić.

Druga wiadomość.

„Jeśli nadal chcesz poznać prawdę, spotkajmy się.”

Trzecia.

„Bez Igora.”

Spojrzałam na niego.

On widział ekran.

Nie próbowałam ukrywać.

Nie powiedział nic.

Czwarta wiadomość.

Adres.

Nie znałam.

Godzina.

Jutro.

18:00.

I ostatnie zdanie.

„Nie przychodź, jeśli robisz to dla niego.”

Patrzyłam.

Igor obok mnie.

Lena gdzieś po drugiej stronie miasta.

Dwie osoby, których historia zaczęła się przed moimi wspomnieniami.

A pomiędzy nimi ja.

Tym razem jednak nikt nie powiedział mi, co mam zrobić.

Igor milczał.

Lena dała wybór.

Marek nie żył.

Konrad nie wiedział.

Nie było planu.

Była tylko decyzja.

Moja.

Spojrzałam na adres jeszcze raz.

Potem na Igora.

„Pojadę.”

Powiedziałam.

Zamknął oczy.

Tylko na sekundę.

Kiedy otworzył, skinął.

„Wiem.”

I pierwszy raz od początku tej historii nie zapytałam go, czy naprawdę się zgadza.

Bo nie potrzebowałam jego zgody.

ROZDZIAŁ 2

Wiedziałeś

Nie pojechaliśmy do Apartamentu 27.

To była pierwsza rzecz, którą zrobiliśmy dobrze tamtej nocy.

Druga przyszła trudniej.

Nie zadzwoniliśmy do Leny.

Numer, z którego rozmawiała z nami kilka minut wcześniej, przestał odpowiadać. Igor spróbował tylko raz.

Jeden sygnał.

Potem automat poinformował, że numer nie istnieje.

Nie próbował ponownie.

Siedzieliśmy w samochodzie przy poboczu, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, kiedy ochrona przekazała pierwszą informację z Apartamentu 27.

Osoba, która weszła do środka na profilu L.V., wyszła siedem minut później.

Nie tym samym wyjściem.

„Techniczny korytarz?”

Zapytałam.

Michał pokręcił głową.

„Nie.”

„To jak?”

„Winda serwisowa.”

Igor odwrócił się.

„Nie ma dostępu z mieszkania.”

„Według obecnych planów.”

Cisza.

Oczywiście.

Obecne plany.

To określenie zaczynało brzmieć jak żart.

„Kamera?”

Igor.

„Wyłączona dokładnie na dziewięćdziesiąt trzy sekundy.”

„Przypadek?”

Michał spojrzał.

Nie skomentował.

„Co zostało w mieszkaniu?”

Zapytałam.

„Ochrona nie weszła.”

„Dlaczego?”

„Bo tak ustaliliśmy.”

Spojrzałam na Igora.

Skinął.

To też było nowe.

Jeszcze tydzień temu sam wbiegłby do środka.

Dzisiaj czekał.

Nie dlatego, że przestało mu zależeć.

Właśnie dlatego, że nauczył się, że szybka reakcja może być dokładnie reakcją, której ktoś oczekuje.

„Niech sprawdzą wejście bez dotykania czegokolwiek.”

Powiedziałam.

Michał przekazał.

Po kilku minutach telefon znowu.

„Ktoś zostawił kopertę.”

Igor zacisnął szczękę.

„Gdzie?”

„Na pianinie.”

Pianino.

Lena.

Oczywiście.

„Dla kogo?”

„Dla ciebie.”

Igor odwrócił wzrok.

„Pismo?”

„Druk.”

„Zdjęcia?”

„Ochrona wysłała.”

Michał pokazał.

Biała koperta.

Na środku jedno słowo.

IGOR.

Bez podpisu.

Bez symbolu.

Bez numeru 27.

„Nie otwieramy na miejscu.”

Powiedziałam.

Igor spojrzał.

„Zgadzam się.”

„Przywieźć?”

„Tak.”

Michał wydał polecenie.

Milczeliśmy.

Telefon z wiadomością od Leny nadal leżał w mojej dłoni.

Adres spotkania.

Jutro.

18:00.

Bez Igora.

Nie przychodź, jeśli robisz to dla niego.

Nie wiedziałam jeszcze, czy pojadę.

Powiedziałam, że pojadę.

To nie było to samo.

„Możesz zmienić zdanie.”

Igor odezwał się, jakby czytał mi w głowie.

„Wiem.”

„Nie będę pytał.”

„Już pytasz.”

„Nie.”

Spojrzał.

„Mówię, że możesz.”

„Wiem.”

Cisza.

„I nadal chcesz, żebym nie jechała.”

Długa pauza.

„Tak.”

Uczciwe.

„Dlaczego?”

„Bo jej nie ufam.”

Zaskoczył mnie.

„Lenie?”

„Tak.”

„Przez cztery lata próbowałeś ją znaleźć.”

„To nie znaczy, że jej ufam.”

Cisza.

„Kochałeś ją.”

„Tak.”

„To też nie znaczy, że jej ufasz?”

„Nie.”

Pomyślałam o tym.

Miał rację.

Miłość nie była certyfikatem bezpieczeństwa.

Może nigdy nie była.

„A chcesz ją zobaczyć?”

Zapytałam.

„Bardziej niż czegokolwiek.”