Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Laura i Igor wiedzą już, że Apartament 27 nigdy nie był zwykłym mieszkaniem.
Za jego ścianami pozostały ślady eksperymentu sprzed lat. Nagrania. Ukryte pomieszczenia. Dokumenty, które prowadzą do ich dzieciństwa. I nazwiska ludzi, którzy przez lata decydowali o tym, kto powinien pamiętać, a kto zapomnieć.
Jednym z nich był Marek Bielski.
Ojciec Laury.
Człowiek, którego Laura przez całe życie znała jako zwyczajnego ojca, okazuje się częścią historii znacznie większej i bardziej niebezpiecznej, niż mogła przypuszczać.
Ale Marek nie jest jedynym, który pozostawił po sobie sekrety.
Igor zaczyna odzyskiwać fragmenty wspomnień z pierwszego L27. Konrad Werner w końcu przyznaje, że wiedział więcej o zniknięciu Leny. Pojawiają się nowe nazwiska, dawne nagrania oraz informacje o eksperymencie określanym jako Protokół 17.
Jego zasada była prosta i przerażająca.
Poznaj największy lęk człowieka.
Poznaj osobę, której nie chce stracić.
Potem zbuduj sytuację tak, aby decyzja wydawała się jego własna.
Laura coraz mocniej podejrzewa, że nie tylko wydarzenia sprzed lat były zaplanowane. Ktoś nadal korzysta z tej samej metody.
Ktoś obserwuje ich teraz.
Ktoś pozostawia wiadomości.
Ktoś wie, czego będą szukać, zanim sami podejmą decyzję.
A kiedy otwierają kolejne ukryte pomieszczenie, odkrywają, że część znalezionych dowodów mogła zostać przygotowana specjalnie dla nich.
Najbardziej niebezpieczne pytanie przestaje brzmieć: co wydarzyło się w Apartamencie 27?
Zaczyna brzmieć: kto chce, żeby właśnie teraz poznali odpowiedź?
„Nie otwieraj ostatnich drzwi” to drugi tom trylogii Apartament 27. Mroczniejszy, bardziej psychologiczny i pełen zwrotów akcji thriller o pamięci, miłości i manipulacji.
Bo jeśli ktoś potrafi przewidzieć twoją decyzję, pozostaje tylko jedno pytanie.
Czy nadal jest naprawdę twoja?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 339
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
APARTAMENT 27
TOM 2
ŁUKASZ NESTER
Lena przyszła dziewięć minut za wcześnie.
Marek Bielski już czekał.
Siedział przy stoliku w samym końcu kawiarni, plecami do ściany, z filiżanką czarnej kawy, której prawie nie dotknął.
Wybrał miejsce celowo.
Widział wejście.
Widział ulicę.
Widział odbicie ludzi przechodzących za jego plecami w ciemnej szybie.
Lena zauważyła to natychmiast.
Nie dlatego, że Marek zachowywał się podejrzanie.
Właśnie przeciwnie.
Wyglądał jak zwyczajny mężczyzna po pięćdziesiątce, który wyszedł z pracy na kawę.
Granatowa kurtka.
Jasna koszula.
Zmęczona twarz.
Telefon leżący ekranem do dołu.
Tylko dłonie go zdradzały.
Trzymał filiżankę za mocno.
„Obserwujesz drzwi.”
Usiadła naprzeciwko.
Marek spojrzał na nią.
„Ty też.”
„Ja mam powód.”
„Ja również.”
„Śledzą cię?”
„Nie wiem.”
„To znaczy tak.”
Marek westchnął.
„Nie wszystko musi znaczyć najgorsze.”
Lena zdjęła płaszcz.
„Od kiedy się znamy, prawie zawsze znaczy.”
Kelnerka podeszła.
Lena zamówiła wodę.
Bez kawy.
Nie potrzebowała więcej kofeiny.
Od dwóch tygodni spała po trzy albo cztery godziny.
Resztę nocy spędzała przy komputerze, przeglądając dane, do których nigdy nie powinna była mieć dostępu.
Marek poczekał, aż kelnerka odejdzie.
„Masz coś?”
Lena spojrzała na niego.
„Najpierw ty.”
„Nie.”
„Marek.”
„Najpierw powiedz, po co chciałaś się spotkać.”
„Bo znalazłam drugą listę.”
Nie poruszył się.
Tylko oczy zmieniły się odrobinę.
„Jaką?”
„Tę, o której mówiłeś.”
„Powiedziałem, że może istnieć.”
„Istnieje.”
„Gdzie?”
„Nie powiem.”
Marek spojrzał na nią długo.
„Dobrze.”
To ją zaskoczyło.
„Dobrze?”
„Jeżeli nie wiesz, komu ufać, nie mów nikomu wszystkiego.”
„Nawet tobie?”
„Zwłaszcza mnie.”
Lena oparła dłonie na stole.
„To zaczyna być męczące.”
„Co?”
„Wszyscy próbują chronić wszystkich, nie mówiąc im prawdy.”
Marek uśmiechnął się bez humoru.
„Jeszcze będziesz za tym tęsknić.”
„Wątpię.”
Kelnerka postawiła wodę.
Poczekali.
Dopiero kiedy odeszła, Lena wyjęła z torby kopertę.
Nie podała jej Markowi.
Położyła przed sobą.
„Na pierwszej liście były spółki.”
„Wiem.”
„Na drugiej są osoby.”
Marek przestał się uśmiechać.
„Nazwiska?”
„Część.”
„Konrad?”
„Tak.”
„Radecki?”
Lena nie odpowiedziała.
To wystarczyło.
Marek odchylił się na krześle.
„Cholera.”
„Jest więcej.”
„Jak dużo?”
„Siedemnaście nazwisk.”
„Znasz wszystkie?”
„Nie.”
„Igor?”
Zawahała się.
„Nie.”
Marek zmarszczył brwi.
„Na pewno?”
„Sprawdzałam trzy razy.”
„To dobrze.”
Lena zaśmiała się krótko.
„Nie wiem, czy cokolwiek tutaj jest dobre.”
„Jeżeli Igor nie jest na liście, znaczy, że przynajmniej nie był częścią tego na początku.”
„Na początku?”
„Lena.”
„Nie.”
Pokręciła głową.
„Nie próbuj znowu robić z niego niewinnego tylko dlatego, że jest synem Konrada.”
„Nie robię.”
„Mieszkam z nim.”
„Wiem.”
„Śpi obok mnie.”
„Wiem.”
„A jego ojciec pojawia się w dokumentach, które mogą dotyczyć śmierci mojej matki.”
Marek milczał.
„Więc nie mów mi, że Igor nie ma z tym nic wspólnego.”
„Nie powiedziałem tego.”
„Prawie.”
„Powiedziałem, że nie był częścią tego na początku.”
„To duża różnica?”
„Ogromna.”
Lena spojrzała przez szybę.
Na ulicy zatrzymał się czarny samochód.
Serce przyspieszyło.
Marek zauważył.
„Twój?”
„Nie.”
Oboje patrzyli.
Samochód ruszył po kilku sekundach.
Lena wypuściła powietrze.
„Zaczynam wariować.”
„Nie.”
„Śledzę każde auto.”
„To nie znaczy, że wariujesz.”
„Sprawdzam, czy ktoś nie stoi pod mieszkaniem.”
„To rozsądne.”
„Budzi mnie każdy dźwięk.”
„To też.”
Spojrzała na niego.
„Wiesz, że brzmisz dokładnie jak człowiek, który powinien powiedzieć mi, żebym odpoczęła?”
„Odpoczynek jest dobry, kiedy człowiek nie ma powodu się bać.”
„A ja mam?”
Marek nie odpowiedział.
Zacisnęła dłonie.
„Właśnie dlatego tu jestem.”
„Wiem.”
„Powiedz wreszcie.”
„Co?”
„Co znalazła moja matka.”
Marek spojrzał na filiżankę.
„Nie wszystko wiem.”
„To już słyszałam.”
„Tym razem to prawda.”
„A wcześniej?”
„Też.”
„Marek.”
„Anna znalazła dowody na przepływy pieniędzy między spółkami, które oficjalnie nie miały ze sobą nic wspólnego.”
„To wiem.”
„Znalazła pełnomocnictwa.”
„Też.”
„Umowy przenoszące własność.”
„Też.”
„A potem dokument, którego nie powinna zobaczyć.”
Lena nachyliła się.
„Jaki?”
Marek spojrzał na nią.
„Listę.”
„Tę samą?”
„Nie wiem.”
„Osób?”
„Prawdopodobnie.”
„Co na niej było?”
„Nie chciała powiedzieć.”
„Tobie?”
„Tak.”
„Dlaczego?”
Marek długo milczał.
„Bo uznała, że im mniej wiem, tym bezpieczniejsza będzie Laura.”
Lena zamarła.
„Co Laura miała z tym wspólnego?”
„Nic.”
„To dlaczego jej nazwisko pojawia się wszędzie?”
„Nie wszędzie.”
„W twoich notatkach.”
„Bo jest moją córką.”
„Na zdjęciach z L27.”
„Była dzieckiem.”
„W szkicowniku, który kazałeś mi przechować.”
„Bo była tam ze mną.”
„W wiadomości Anny.”
Marek podniósł głowę.
Cisza.
Lena zobaczyła.
„Nie wiedziałeś, że mam tę wiadomość.”
„Jaką wiadomość?”
„Teraz już wiem, że nie wiedziałeś.”
„Lena.”
Oparła się o krzesło.
„Anna napisała moje imię.”
Twarz Marka stężała.
„Gdzie?”
„W jednym z plików.”
„Co dokładnie?”
Lena nie odpowiadała.
„Lena.”
„Napisała, że jeśli coś jej się stanie, mam zaufać Markowi Bielskiemu.”
Marek zamknął oczy.
„I?”
„I nigdy nie pozwolić, żeby Laura znalazła L27.”
Przez kilka sekund nie było między nimi nic poza ciszą.
„Dlaczego?” zapytała Lena.
Marek spojrzał przez szybę.
„Nie wiem.”
„Kłamiesz.”
„Nie.”
„Twoja córka była tam. Anna znała ją. Ty znałeś moją matkę. Konrad znał wszystkich. Radecki finansował projekt. Sanecki budował drzwi. A ty nadal mówisz, że nie wiesz?”
Marek przesunął dłonią po twarzy.
Wyglądał starzej niż kilka miesięcy wcześniej.
Lena dopiero teraz to zauważyła.
„Co ci jest?”
„Nic.”
„Wyglądasz źle.”
„Dziękuję.”
„Mówię poważnie.”
„Ja też.”
„Byłeś u lekarza?”
„Lena.”
„Marek.”
„Nie zmieniaj tematu.”
„Ty go zmieniasz.”
Patrzyli na siebie.
Pierwszy odpuścił.
„Tak. Byłem.”
„I?”
„Nie dzisiaj.”
„Co znaczy nie dzisiaj?”
„Znaczy, że dzisiaj rozmawiamy o tobie.”
„Nie lubię tego.”
„Wiem.”
„Co ci jest?”
„Jeszcze nie wiem.”
Kłamał.
Widziała.
Ale nie miała prawa naciskać.
Nie teraz.
„Dobrze.”
Marek spojrzał na kopertę.
„Co jeszcze znalazłaś?”
„Radecki.”
Jego twarz zmieniła się natychmiast.
„Co z nim?”
„Ktoś korzystał z jego konta po śmierci.”
Marek zesztywniał.
„Jesteś pewna?”
„Tak.”
„Jak długo?”
„Kilka lat.”
„Kto?”
„Nie wiem.”
„Przelewy dokąd?”
„Różne miejsca.”
„Do ciebie?”
Lena zamilkła.
Marek zobaczył.
„Dostałaś pieniądze.”
„Dwa razy.”
„Kiedy?”
Podała daty.
Marek zaklął cicho.
„Nie ruszałam ich.”
„Dobrze.”
„Myślałam, że to Konrad.”
„Dlaczego?”
„Bo kto inny?”
„Nie wiem.”
„Radecki nie żyje.”
Marek spojrzał jej prosto w oczy.
„Nie zakładaj tego.”
Lena poczuła chłód.
„Co?”
„Nie zakładaj, że umarł.”
„Był pogrzeb.”
„Nie widziałaś ciała.”
„Byłam dzieckiem.”
„Właśnie.”
„Marek.”
„Nie mam dowodu.”
„Ale?”
„Twoja matka bała się go jeszcze po jego śmierci.”
„Skąd wiesz?”
„Bo napisała do mnie wiadomość trzy miesiące później.”
Lena znieruchomiała.
„Co?”
„Nie do mnie bezpośrednio. Do skrzynki, której już nie używała.”
„Co napisała?”
„Jedno zdanie.”
„Jakie?”
Marek mówił wolno.
„Jeśli Aleksander wróci, zabierz Helenę.”
Lena przestała oddychać.
„Moja matka żyła trzy miesiące po swoim wypadku?”
„Nie.”
„To jak…”
„Wiadomość była zaprogramowana wcześniej.”
„Skąd wiesz?”
„Data utworzenia.”
„Czyli przewidywała, że może zginąć.”
„Tak.”
Lena spojrzała na dłonie.
„I nigdy mi tego nie powiedziałeś.”
„Miałaś szesnaście lat.”
„Teraz mam trzydzieści.”
„Wiem.”
„I nadal decydujesz, co powinnam wiedzieć.”
„Tak.”
„Dlaczego?”
„Bo gdybyś wiedziała wszystko, szukałabyś.”
„Szukam.”
„Wiem.”
„Więc plan nie zadziałał.”
„Nie.”
Marek uśmiechnął się smutno.
„Pod tym względem jesteś podobna do Laury.”
„Laura nie wie o niczym.”
„I tak ma zostać.”
Lena odchyliła się.
„Znowu.”
„Tak.”
„Dlaczego aż tak bardzo chcesz ją trzymać z dala?”
„Bo ona nie wybierała tej historii.”
„Ja też nie.”
Marek spojrzał na nią.
„Wiem.”
To jedno słowo wystarczyło.
Lena odwróciła wzrok.
„Przepraszam.”
„Nie musisz.”
„Nienawidzę, kiedy mówisz jak ojciec.”
„Możliwe, że za długo nim jestem.”
„Nie moim.”
„Nie.”
„Mój podobno nie żyje.”
„Podobno.”
„Ale nadal nie powiesz, czy Radecki nim był.”
„Nie wiem.”
„Anna wiedziała?”
„Prawdopodobnie.”
„Konrad?”
„Tak.”
Lena podniosła głowę.
„Konrad wie?”
„Tak.”
„I nigdy mi nie powiedział?”
„Dlaczego miałby?”
„Bo przez lata zachowywał się, jakby…”
Urwała.
Marek czekał.
„Jakby co?”
„Jakby był mi coś winien.”
„Był.”
„Co?”
„Pomoc.”
„Dlaczego?”
„Bo Anna pomogła jemu.”
„W czym?”
Marek znowu zamilkł.
Lena uderzyła dłonią w stół.
Cicho.
Ale wystarczająco, żeby para przy drugim końcu kawiarni spojrzała.
„Do cholery.”
Marek nie zareagował.
„Przestańcie wszyscy mówić połowami zdań.”
„Nie mogę.”
„Możesz.”
„Nie.”
„Bo?”
„Bo istnieje rzecz, której jeśli się dowiesz, zaczniesz szukać M27.”
Zamarła.
„Skąd wiesz o M27?”
Marek nie odpowiedział.
„Masz je.”
Teraz zobaczyła.
Nie w jego twarzy.
W ciszy.
„Marek.”
„Nie tutaj.”
„Masz pudełko?”
„Nie tutaj.”
„Ale masz.”
„Tak.”
Serce zaczęło jej bić szybciej.
„Co jest w środku?”
„Nie wiem.”
„Nie otworzyłeś?”
„Nie.”
„Dlaczego?”
„Anna powiedziała, żeby tego nie robić.”
„Anna dała ci M27?”
„Sanecki.”
„Skąd miał?”
„Od niej.”
Lena poczuła, że cała historia znowu zmienia kierunek.
„Gdzie jest?”
„Bezpiecznie.”
„Chcę je zobaczyć.”
„Nie.”
„To dotyczy mojej matki.”
„Tak.”
„Mojego ojca.”
„Możliwe.”
„Mnie.”
„Tak.”
„I nadal mówisz nie?”
„Tak.”
„Dlaczego?”
Marek spojrzał na nią.
„Bo dopóki pudełko jest zamknięte, ludzie mogą tylko przypuszczać, co jest w środku.”
„A jeśli je otworzymy?”
„Ktoś zacznie wiedzieć.”
„Kto?”
„Nie wiem.”
„To absurdalne.”
„Właśnie dlatego działa.”
Lena oparła się o krzesło.
„Gdzie je schowałeś?”
Marek milczał.
„Nie powiesz.”
„Nie.”
„A jeśli coś ci się stanie?”
Pierwszy raz jego twarz naprawdę się zmieniła.
Lena zauważyła.
„Co?”
„Nic.”
„Marek.”
„Jeśli coś mi się stanie, dostaniesz instrukcję.”
„Od kogo?”
„Nie mogę powiedzieć.”
„Dlaczego?”
„Bo wtedy wiedziałabyś, gdzie szukać wcześniej.”
„Nienawidzę cię.”
„Nie.”
„Trochę.”
Uśmiechnął się.
„To przeżyję.”
Tym razem słowo zabrzmiało źle.
Przeżyję.
Lena spojrzała na niego.
„Co powiedział lekarz?”
„Nie teraz.”
„Marek.”
„Lena.”
„Umierasz?”
Cisza.
Wystarczyła.
Lena poczuła, jak całe powietrze znika z kawiarni.
„Nie.”
Marek nie odpowiedział.
„Nie.”
„Jeszcze nie.”
„Co to znaczy?”
„Mam badania.”
„Jakie?”
„Nie chcę o tym rozmawiać.”
„A ja nie chcę kolejnego człowieka, który wie, że może umrzeć i zostawia mi instrukcję zamiast prawdy.”
Marek patrzył na nią.
„Nie robię tego tobie.”
„Robisz.”
„Robię to Laurze.”
Lena zamilkła.
„Co masz na myśli?”
Marek sięgnął do kurtki.
Wyjął małą kopertę.
Położył na stole.
Na przodzie jedno imię.
LAURA.
„Co to?”
„Coś, czego nie wolno ci jej dać, jeśli nie będzie potrzeby.”
„Marek…”
„Jeśli umrę i temat L27 zniknie, zniszcz to.”
„Nie.”
„Lena.”
„Nie zniszczę czegoś, co zostawiłeś córce.”
„Właśnie dlatego proszę ciebie.”
„Nie.”
„Posłuchaj.”
Jego głos zrobił się twardszy.
Pierwszy raz podczas tej rozmowy.
„Laura nie ma o niczym wiedzieć.”
„Do kiedy?”
„Najlepiej nigdy.”
„A jeśli ktoś ją znajdzie?”
„Kto?”
„Radecki.”
Marek zamilkł.
„Konrad.”
„Nie.”
„Skąd wiesz?”
„Konrad jej nie szuka.”
„Jeszcze.”
„Nie zacznie.”
„Naprawdę mu ufasz?”
Marek spojrzał przez szybę.
„Nie.”
„To świetnie.”
„Ale wiem, czego się boi.”
„Czego?”
„Tego samego co my.”
„Czyli?”
„Że stare L27 zostanie odtworzone.”
Lena zmarszczyła brwi.
„Jak?”
„W nowym miejscu.”
„Po co?”
„Żeby przenieść archiwum.”
„Kto chce to zrobić?”
Marek nie odpowiedział.
Lena poczuła, że wie.
„Konrad.”
„Tak.”
„Buduje nowe L27?”
„Planuje.”
„Gdzie?”
„Jeszcze nie wiem.”
„Sanecki?”
„Tak.”
„Ty?”
„Nie zgodziłem się.”
„Dlaczego?”
„Bo to głupota.”
„A jeśli zrobią bez ciebie?”
„Zrobią.”
„I wtedy?”
Marek spojrzał na kopertę.
„Wtedy będę potrzebował kogoś, kto będzie pamiętał, po co pierwsze L27 w ogóle powstało.”
„Mnie?”
„Tak.”
„Dlaczego nie Sanecki?”
„Bo się boi.”
„A ty?”
„Ja też.”
„Konrad?”
„On boi się czegoś innego.”
„Radeckiego?”
Cisza.
Odpowiedź.
„Możliwe.”
Lena podniosła szklankę.
Dłoń jej drżała.
Odłożyła bez picia.
„Igor wie o nowym projekcie?”
„Nie.”
„Nie możesz mu powiedzieć?”
„Nie ja.”
„A kto?”
„Konrad.”
„Nie powie.”
„Wiem.”
„To ja mu powiem.”
„Nie.”
„Dlaczego?”
„Bo wtedy Igor zapyta, skąd wiesz.”
„Powiem prawdę.”
„I właśnie tego nie możesz zrobić.”
„Znowu.”
„Tak.”
Marek pochylił się.
„Posłuchaj mnie bardzo uważnie.”
Lena patrzyła.
„Igor nie może wiedzieć o pierwszym L27.”
„Dlaczego?”
„Bo był tam.”
Serce Leny zamarło.
„Co?”
„Miał siedemnaście lat.”
„Nie.”
„Tak.”
„Nigdy mi nie powiedział.”
„Bo nie pamięta.”
Lena patrzyła na Marka.
„Co znaczy nie pamięta?”
„Dokładnie to.”
„Jak można nie pamiętać czegoś takiego?”
„Zapytaj Konrada.”
„Co zrobił?”
Marek zacisnął szczękę.
„Nie wiem.”
„Kłamiesz.”
„Nie wiem dokładnie.”
„Ale coś.”
„Tak.”
„Co?”
„Po spotkaniu Igor był przez kilka dni poza szkołą.”
„To ma być odpowiedź?”
„Wrócił i nie rozpoznawał miejsca ze zdjęć.”
„Jakich zdjęć?”
Marek patrzył na nią długo.
„Tych z Laurą.”
Lena poczuła dreszcz.
„Igor znał Laurę?”
„Spotkał ją raz.”
„Kiedy miała dziesięć lat?”
„Tak.”
„A ona?”
„Też go nie pamięta.”
„Co się wtedy wydarzyło?”
„Nie wiem wszystkiego.”
„Marek.”
„Naprawdę.”
„Ale wiesz, co zobaczyła Laura.”
Cisza.
„Wiesz.”
Marek spojrzał na wejście.
Potem na ulicę.
Dopiero później na Lenę.
„Widziała Radeckiego.”
„I?”
„Rozmawiał z Konradem.”
„O czym?”
„O Annie.”
„Co powiedział?”
„Nie wiemy.”
„Jak to nie wiemy?”
„Laura była jedyną osobą wystarczająco blisko.”
„Miała dziesięć lat.”
„Tak.”
„I dlatego wszyscy się jej boją?”
„Nie jej.”
„To czego?”
„Tego, co mogła usłyszeć.”
Lena siedziała nieruchomo.
„Ale nie pamięta.”
„Nie.”
„Więc?”
„Niektóre wspomnienia wracają.”
„Po dziewiętnastu latach?”
„Czasami.”
„I Radecki o tym wie?”
„Jeśli żyje.”
To zdanie wróciło.
Jeśli żyje.
Lena spojrzała na kopertę.
„Co mam zrobić?”
Marek odsunął ją w jej stronę.
„Zabierz.”
„Nie chcę.”
„Wiem.”
„Co jest w środku?”
„Instrukcje.”
„Dla mnie?”
„Dla ciebie i dla niej.”
„A jeśli nic się nie wydarzy?”
„Spal.”
„A jeśli się wydarzy?”
Marek patrzył jej w oczy.
„Znajdź Laurę, zanim zrobi to ktokolwiek z nich.”
„Konrad?”
„Tak.”
„Radecki?”
„Tak.”
„Sanecki?”
„Nie.”
„Igor?”
Marek zawahał się.
„To zależy.”
„Od czego?”
„Od tego, czy będzie pamiętał.”
„Co?”
„Ciebie.”
Lena nie zrozumiała.
„Przecież mnie zna.”
„Teraz tak.”
„Marek.”
„Jeśli kiedyś zaczną odtwarzać L27, wszystko może wrócić.”
„Co?”
„Nie wiem.”
„Nie znoszę, kiedy to mówisz.”
„Ja też.”
„Igorowi grozi coś?”
„Możliwe.”
„Laura?”
„Tak.”
„Mnie?”
Marek spojrzał na nią.
„Najbardziej.”
Cisza.
Lena wzięła kopertę.
Schowała do torby.
„Powiem Igorowi.”
Marek zamknął oczy.
„Nie.”
„Nie mogę wrócić do niego i udawać, że nic nie wiem.”
„Musisz.”
„Nie.”
„Jeśli go kochasz, musisz.”
To zabolało.
„Nie używaj tego.”
„Nie używam.”
„Właśnie użyłeś.”
Marek odsunął filiżankę.
„Igor jest synem człowieka, który przez lata ukrywał rzeczy związane z L27.”
„Nie jest swoim ojcem.”
„Wiem.”
„Więc?”
„Dlatego go chronię.”
„Przed prawdą?”
„Przed tym, co może zrobić, kiedy ją pozna.”
Lena patrzyła na niego.
„Nie znasz go.”
„Ty też nie wszystko.”
„Nie mów mi tego.”
„To prawda.”
„Kocham go.”
„Wiem.”
„On mnie też.”
„Wiem.”
„Więc nie będę go okłamywać.”
Marek wstał.
„Będziesz.”
„Nie.”
„Będziesz, bo jeśli mu powiesz, zacznie szukać.”
„Tak jak ja.”
„Nie.”
„Dlaczego nie?”
„Bo ty szukasz odpowiedzi.”
Zapiął kurtkę.
„Igor będzie szukał człowieka, który skrzywdził ciebie.”
Lena zamilkła.
Marek spojrzał na nią.
„I właśnie na to ktoś może czekać.”
Wyszli z kawiarni osobno.
Tak ustalili.
Marek pierwszy.
Lena pięć minut później.
Zanim wyszła, poszła do toalety.
Nie dlatego, że musiała.
Chciała zostać sama.
Otworzyła torbę.
Koperta z imieniem Laury leżała na dnie.
Obok telefonu.
Wyjęła ją.
Nie powinna otwierać.
Marek powiedział wyraźnie.
Nie była dla niej.
Patrzyła przez kilka sekund.
Potem schowała z powrotem.
Po raz pierwszy od wielu tygodni zrobiła dokładnie to, o co ją poproszono.
Telefon zawibrował.
Igor.
„Gdzie jesteś?”
Serce zacisnęło się boleśnie.
Napisała:
„Spotkanie się przeciągnęło.”
Kłamstwo przyszło za łatwo.
Odpowiedź natychmiast.
„Mam coś ugotować?”
Prawie się uśmiechnęła.
Igor gotujący oznaczał zwykle makaron i zbyt dużo oliwy.
„Nie ryzykuj.”
„Obraźliwe.”
„Prawdziwe.”
Trzy kropki.
„Wracaj.”
Jedno słowo.
Wracaj.
Chciała.
Bardziej niż czegokolwiek.
Chciała wrócić do apartamentu.
Zdjąć buty.
Usiąść na blacie, kiedy Igor będzie udawał, że umie gotować.
Opowiedzieć mu wszystko.
O Radeckim.
O M27.
O Marku.
O Laurze.
O pierwszym L27.
O jego własnym zdjęciu sprzed lat.
O tym, że spotkał Laurę jako nastolatek i nie pamiętał.
O tym, że ktoś kiedyś zrobił coś z jego wspomnieniami.
O tym, że jego ojciec prawdopodobnie wiedział.
Chciała wyłożyć wszystko na stół i pozwolić, żeby Igor zdecydował.
Ale usłyszała głos Marka.
Igor będzie szukał człowieka, który skrzywdził ciebie.
I właśnie na to ktoś może czekać.
Schowała telefon.
Wyszła.
Na ulicy było zimno.
Zrobiła kilkanaście kroków.
Potem zobaczyła samochód.
Czarny.
Zaparkowany po drugiej stronie.
Ten sam model, który zatrzymał się wcześniej przed kawiarnią.
Drzwi kierowcy były zamknięte.
Silnik pracował.
Nie widziała twarzy mężczyzny za szybą.
Przyspieszyła.
Samochód ruszył.
Powoli.
Równolegle z nią.
Serce zaczęło walić.
Wyjęła telefon.
Nie zadzwoniła do Igora.
Nie mogła.
Zadzwoniła do Marka.
Odebrał po pierwszym sygnale.
„Co?”
„Samochód.”
Cisza.
„Ten sam?”
„Tak.”
„Gdzie jesteś?”
Podała ulicę.
„Nie wracaj do domu.”
„Marek…”
„Nie wracaj do Igora.”
„Dlaczego?”
„Jeśli śledzą ciebie, zaprowadzisz ich do niego.”
„Wiedzą, gdzie mieszka.”
„Może nie chodzi o adres.”
„To o co?”
„O to, co mu powiesz.”
Samochód nadal jechał.
„Co mam zrobić?”
„Idź w stronę ludzi.”
Lena rozejrzała się.
Przystanek.
Kilka osób.
Ruszyła.
„I słuchaj mnie.”
„Słucham.”
„Od tej chwili nie kontaktujesz się ze mną z własnego telefonu.”
„Dobrze.”
„Nie piszesz do nikogo o L27.”
„Dobrze.”
„Nie otwierasz koperty.”
„Dobrze.”
„I nie mówisz Igorowi.”
Zatrzymała się.
„Tego nie obiecuję.”
„Lena.”
„Nie.”
Marek zamilkł.
„Dobrze.”
Nie spodziewała się.
„Co?”
„Nie obiecuj.”
„Marek…”
„Po prostu zanim mu powiesz, sprawdź jedną rzecz.”
„Jaką?”
„Czy jego ojciec wie, że spotkałaś się ze mną.”
Spojrzała na samochód.
Zatrzymał się.
Kilka metrów dalej.
„Jak?”
„Zapytaj Igora, gdzie jest Konrad.”
„I?”
„Jeśli powie, że nie wie, nie wracaj do apartamentu.”
Zrobiło jej się zimno.
„Dlaczego?”
„Bo wtedy prawdopodobnie właśnie patrzy na ciebie.”
Lena odwróciła się gwałtownie.
Samochód ruszył.
Przyspieszył.
Minął ją.
Na miejscu pasażera nikogo.
Za kierownicą mężczyzna.
Zobaczyła tylko profil.
Starszy.
Siwe włosy.
Nie Konrad.
Nie Radecki ze starych fotografii.
Ktoś inny.
„To nie on.”
„Kto?”
„Nie wiem.”
„Dobrze.”
„Co w tym dobrego?”
„Że nadal nie wiedzą wszystkiego.”
„Skąd wiesz?”
„Bo gdyby wiedzieli, nie obserwowaliby ciebie.”
Samochód zniknął.
Lena usiadła na ławce przystanku.
Dłonie jej drżały.
„Marek.”
„Tak?”
„Jeśli coś ci się stanie…”
Nie odpowiedział.
„Marek?”
„Masz kopertę.”
„Nie o to pytam.”
„Wiem.”
„Jeśli coś ci się stanie, Laura zostanie sama.”
„Ma matkę.”
„Wiesz, o co mi chodzi.”
Marek milczał.
„Kto ją ochroni?”
„Ty.”
Lena zamknęła oczy.
„Nie mogę.”
„Możesz.”
„Nie znam jej.”
„Znasz wystarczająco.”
„Miała dziesięć lat, kiedy ostatnio ją widziałam.”
„Pięć, kiedy zobaczyłaś ją pierwszy raz.”
Lena zamilkła.
„Pamiętasz?”
„Tak.”
„Ona nie.”
„Wiem.”
„I tak ma zostać.”
Lena spojrzała na ludzi stojących obok.
Zwyczajnych.
Nieświadomych.
„A jeśli wróci do L27?”
Po drugiej stronie zapadła długa cisza.
„Wtedy zawiedliśmy wszyscy.”
Telefon się rozłączył.
Lena siedziała jeszcze chwilę.
Potem dostała wiadomość od Igora.
„Lena?”
Nie odpowiedziała od razu.
Druga.
„Wszystko dobrze?”
Zamknęła oczy.
Kochała go.
To było najgorsze.
Bo Marek miał rację.
Igor zacząłby szukać.
Nie dlatego, że nie ufał.
Dlatego, że kochał.
Napisała:
„Tak. Wracam.”
Kłamstwo numer dwa.
Wstała.
Nie wróciła do apartamentu przez kolejne trzy godziny.
Najpierw pojechała do banku.
Potem do skrytki, której Igor nie znał.
Kopertę Marka zostawiła w środku.
Obok kilku zdjęć.
Pendrive'a.
I małej kartki, na której napisała jedno zdanie.
„Jeżeli cokolwiek mi się stanie, znajdźcie Laurę Bielską.”
Zatrzymała długopis.
Dopisała:
„Zanim zrobi to mój ojciec.”
Patrzyła na te słowa.
Mój ojciec.
Aleksander Radecki.
Człowiek, którego oficjalnie nie było wśród żywych.
Człowiek, którego bała się Anna.
Człowiek, którego Marek nie chciał nazwać.
Człowiek, który według dokumentów nie powinien już istnieć.
Lena zamknęła skrytkę.
Jeszcze wtedy nie wiedziała, że dwa lata później Marek będzie martwy.
Nie wiedziała, że sama stanie przed koniecznością zniknięcia.
Nie wiedziała, że Igor zatrudni Laurę.
Nie wiedziała, że Apartament 27 zostanie zbudowany dokładnie tak, jak pierwsze L27.
Nie wiedziała, że ostatnie drzwi wrócą.
Wiedziała tylko jedno.
Jeżeli kiedykolwiek Laura Bielska znowu trafi do miejsca oznaczonego numerem 27, to nie będzie przypadek.
I ktoś, kto przez lata czekał, aż trzy części prawdy znajdą się razem, wreszcie rozpocznie ostatni etap.
Do domu Konrada Wernera dotarliśmy o drugiej siedemnaście.
Nie zadzwoniliśmy wcześniej.
Igor uznał, że tym razem uprzejmość nie jest konieczna.
Nie protestowałam.
Po wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu godzin, miałam coraz mniejszą ochotę przejmować się tym, czy budzimy człowieka odpowiedzialnego za przynajmniej połowę tajemnic w naszym życiu.
Brama otworzyła się, zanim zatrzymaliśmy samochód.
Spojrzałam na Igora.
„Nie dzwoniłeś?”
„Nie.”
„Czyli wie.”
„Najwyraźniej.”
„Skąd?”
Nie odpowiedział.
Nie musiał.
Konrad wiedział rzeczy, których nie powinien wiedzieć.
Zaczynałam traktować to jak jedną z podstawowych zasad świata.
Wysiedliśmy.
Igor zabrał z tylnego siedzenia teczkę.
W środku mieliśmy kopie zdjęć.
Fotografię, na której jako siedemnastoletni chłopak stał w pierwszym L27 obok dziesięcioletniej mnie.
Zdjęcie wykonane następnego dnia, podpisane:
„I.W. po procedurze. Brak reakcji na L27.”
Kartkę mojego ojca.
Fotografię z małego domu, na której pięcioletnia ja stałam obok dziesięcioletniej Leny, a w oknie za nami znajdował się Aleksander Radecki.
I najnowsze zdjęcie.
Mnie i Igora przed ostatnimi drzwiami.
Wykonane kilka godzin wcześniej.
Z odręcznym napisem:
„Wiedziałam, że znowu znajdziecie się po tej samej stronie drzwi.”
Podpisu nie było.
Ale Igor twierdził, że rozpoznaje pismo Leny.
Nie wiedziałam, czy bardziej chciałam, żeby miał rację, czy żeby się mylił.
Drzwi domu otworzyły się.
Tym razem nie było mężczyzny, który ostatnio zaprowadził nas do biblioteki.
Stał w nich sam Konrad.
Nie miał marynarki.
Koszula rozpięta pod szyją.
Rękawy podwinięte.
Wyglądał mniej jak człowiek, który zarządzał dziesiątkami spółek, a bardziej jak ktoś, kto naprawdę został wyrwany ze snu.
Tylko oczy miał całkowicie przytomne.
„Spodziewałem się was.”
Oczywiście.
Igor wszedł pierwszy.
„Świetnie. Będzie szybciej.”
Konrad spojrzał na niego.
Potem na mnie.
„Co się stało?”
„Wiesz.”
„Gdybym wiedział, nie pytałbym.”
„To pierwszy raz?”
Konrad zignorował syna.
Patrzył na mnie.
„Laura?”
„M27 zniknęło.”
To wystarczyło.
Po raz pierwszy od chwili, kiedy poznałam Konrada Wernera, zobaczyłam jego prawdziwe zaskoczenie.
Nie trwało długo.
Może sekundę.
Ale było.
„Otworzyliście drzwi.”
Nie było w jego głosie pytania.
„Tak.”
„Mówiłem, żeby tego nie robić.”
„Wiem.”
„Lena też.”
„Wiem.”
„Marek…”
„Też.”
Przerwałam.
„Lista ludzi, którzy mówili mi, czego mam nie robić, jest naprawdę długa.”
Konrad patrzył na mnie.
„A jednak otworzyłaś.”
„Tak.”
„I co znaleźliście?”
„Najpierw ty.”
Igor położył teczkę na stole w holu.
„Biblioteka.”
Konrad przez moment nic nie mówił.
Potem odwrócił się.
„Chodźcie.”
Ta sama biblioteka.
Te same fotele.
Ten sam stół.
Tylko tym razem nie zamierzałam grzecznie siedzieć i czekać, aż Konrad wybierze, którą część prawdy raczy nam przekazać.
Zostałam na nogach.
Igor również.
Konrad usiadł sam.
„Co znaleźliście?”
Wyjęłam pierwszą fotografię.
Położyłam przed nim.
Zdjęcie z L27.
Marek.
Anna.
Sanecki.
Konrad.
Lena.
Ja.
I siedemnastoletni Igor.
Konrad spojrzał.
Nie drgnął.
„Znasz.”
Powiedziałam.
Nie zaprzeczył.
„Tak.”
Igor stał nieruchomo.
„Czyli wiedziałeś.”
Konrad podniósł wzrok.
„O czym?”
„Że tam byłem.”
„Tak.”
Cisza.
Igor zaśmiał się krótko.
Nie było w tym niczego zabawnego.
„Przez całe moje dorosłe życie wiedziałeś, że byłem w L27.”
„Tak.”
„A kiedy Lena zniknęła i zacząłem szukać tego miejsca…”
„Nie wiedziałeś wtedy, że go szukasz.”
„Nie pierdol.”
Konrad spojrzał na niego chłodno.
„Uważaj.”
Igor zrobił krok w stronę stołu.
„Nie.”
Głos miał spokojny.
To było gorsze.
„Ty tym razem uważaj.”
Konrad nie odpowiedział.
Igor położył drugą fotografię.
Tę wykonaną dzień później.
Młody Igor na krześle.
Opaska na nadgarstku.
„I.W. po procedurze. Brak reakcji na L27.”
Konrad patrzył długo.
„Co mi zrobiłeś?”
Cisza.
„Konrad.”
„Nic.”
Igor prawie się roześmiał.
„Na zdjęciu mam siedemnaście lat. Jestem po jakiejś procedurze. W notatce Marka znajduje się zdanie, że załatwiłeś moją pamięć. Nie pamiętam tego miejsca. Nie pamiętam Laury. Nie pamiętam Leny. I chcesz powiedzieć, że nic mi nie zrobiłeś?”
Konrad wstał.
„Powiedziałem, że ja ci niczego nie zrobiłem.”
To była różnica.
Wszyscy ją usłyszeliśmy.
„Kto?”
Zapytałam.
Konrad spojrzał na mnie.
„Nie wiem.”
„Kłamiesz.”
„Nie.”
„To co oznacza procedura?”
„Leczenie.”
Igor zamarł.
„Jakie leczenie?”
„Po tym spotkaniu źle się czułeś.”
„Źle?”
„Straciłeś przytomność.”
Cisza.
„Dlaczego?”
„Nie wiemy.”
„Co znaleziono?”
„Środki uspokajające.”
Serce zaczęło bić szybciej.
Igor patrzył na ojca.
„Ktoś mnie odurzył?”
„Tak.”
„Kto?”
„Nie wiem.”
„I nigdy mi nie powiedziałeś?”
„Nie pamiętałeś.”
„To miał być powód?”
„Miałeś siedemnaście lat.”
„Miałem prawo wiedzieć.”
Konrad patrzył na niego.
„Prawdopodobnie.”
„Prawdopodobnie?”
„W tamtym czasie miałem kilka godzin, żeby zdecydować, czy chcę powiedzieć ci, że ktoś podał ci substancję, po której nie pamiętasz kilku godzin, czy chcę zabrać cię stamtąd i sprawić, żebyś nigdy więcej nie miał kontaktu z ludźmi związanymi z tym miejscem.”
„Wybrałeś za mnie.”
„Tak.”
To słowo brzmiało znajomo.
Igor przez kilka dni robił dokładnie to samo mnie.
Zaczynałam rozumieć, skąd się tego nauczył.
„Co dostałem?”
„Nie pamiętam nazwy.”
„Michał znajdzie dokumentację.”
Twarz Konrada zmieniła się.
Minimalnie.
Igor zauważył.
„Czyli istnieje.”
„Część.”
„Gdzie?”
„W prywatnym archiwum.”
„Chcę wszystko.”
„Dobrze.”
Igor wyglądał na zaskoczonego.
Ja też.
„Tak po prostu?”
„Tak.”
„Dlaczego nie wcześniej?”
Konrad spojrzał na fotografię.
„Bo wcześniej nie wiedziałem, że dokumenty z L27 nadal istnieją.”
To zabrzmiało prawdziwie.
Co nie znaczyło, że było.
Wyjęłam kolejne zdjęcie.
Pięcioletnia ja.
Dziesięcioletnia Lena.
Marek.
Radecki w oknie.
Położyłam.
„A to?”
Konrad pobladł.
Bardzo delikatnie.
„Skąd to masz?”
„Z apartamentu.”
„Gdzie było?”
„Za ostatnimi drzwiami.”
Nie dotknął zdjęcia.
„Znałeś je?”
„Nie.”
„Ale znasz miejsce.”
Spojrzał.
„Tak.”
„Gdzie to jest?”
„Było.”
„Nie odpowiedziałeś.”
„Dom pod Warszawą.”
„Czyj?”
Cisza.
„Radeckiego?”
„Tak.”
Poczułam zimno.
„Byłam w domu Aleksandra Radeckiego, kiedy miałam pięć lat.”
„Tak.”
„Wiedziałeś?”
„Nie wtedy.”
„Kiedy się dowiedziałeś?”
„Później.”
„Kiedy?”
„Po śmierci Anny.”
„Czyli wiedziałeś od prawie dwudziestu lat.”
„Tak.”
Patrzyłam na niego.
„Wiedziałeś, kim jestem.”
Tym razem nie odpowiedział od razu.
„Tak.”
Te dwa znaki.
Jedno słowo.
A mimo to poczułam, jak coś we mnie pęka.
Nie dlatego, że odpowiedź była niespodzianką.
Właśnie przeciwnie.
Była potwierdzeniem wszystkiego, czego zaczynałam się domyślać.
„Kiedy spotkaliśmy się tutaj pierwszy raz…”
„Wiedziałem.”
„Kiedy powiedziałam swoje nazwisko…”
„Wiedziałem.”
„Kiedy pytałam o ojca…”
„Tak.”
„Kiedy udawałeś, że próbujesz sobie przypomnieć…”
Konrad pokręcił głową.
„Nigdy nie udawałem, że cię nie znam.”
„Nie powiedziałeś też, że znasz.”
„To nie to samo.”
„Dla ludzi takich jak ty może.”
Igor patrzył na ojca.
„Jak dużo o niej wiedziałeś?”
Konrad milczał.
„Konrad.”
„Wystarczająco.”
„To znaczy?”
„Wiedziałem, gdzie mieszka. Gdzie pracuje. Kiedy zaczęła prowadzić własne studio.”
Odwróciłam się do niego.
„Obserwowałeś mnie.”
„Nie w sposób, który sugerujesz.”
„A jaki istnieje przyjemny sposób obserwowania kogoś przez kilkanaście lat?”
„Sprawdzałem, czy nikt z dawnych ludzi się do ciebie nie zbliża.”
„Jakich dawnych ludzi?”
„Związanych z Radeckim.”
„Który podobno nie żyje.”
„Podobno.”
Pierwszy raz Konrad sam użył tego słowa.
„Czyli też nie wierzysz, że umarł.”
„Nie wiem.”
„Michał znalazł użycie jego dokumentów po śmierci.”
Konrad nie wyglądał na zaskoczonego.
„Wiesz o tym.”
„Tak.”
„Od kiedy?”
„Od dawna.”
„I znowu nic.”
„Nie miałem pewności, że to on.”
„Ale wiedziałeś o przelewach do Leny.”
Konrad spojrzał na Igora.
Nie odpowiedział.
Igor zrobił krok bliżej.
„Wiedziałeś.”
„Tak.”
„Kiedy?”
„Zanim ją poznałeś.”
W pokoju zrobiło się tak cicho, że usłyszałam pracę starego zegara stojącego na komodzie.
Igor przestał się poruszać.
„Zanim ją poznałem.”
„Tak.”
„Wiedziałeś, kim była Lena.”
„Tak.”
„Nie tylko jako pracownica funduszu.”
„Tak.”
„Wiedziałeś o Annie.”
„Tak.”
„O Radeckim.”
„Tak.”
„O L27.”
„Tak.”
Igor odwrócił się.
Przeszedł dwa kroki.
Wrócił.
Nie wiedział, co zrobić z własnym ciałem.
„A kiedy przyprowadziłem ją na kolację…”
Konrad nie odpowiedział.
„Kiedy przedstawiłem ci ją jako kobietę, z którą jestem…”
„Wiedziałem.”
„I nic nie powiedziałeś.”
„Nie.”
„Dlaczego?”
Konrad spojrzał na syna.
„Bo Lena mnie o to poprosiła.”
To zatrzymało wszystko.
„Kiedy?”
„Kilka tygodni wcześniej.”
Igor znieruchomiał.
„Kontaktowała się z tobą przed naszym związkiem?”
„Tak.”
„Po co?”
„Żeby upewnić się, że jej nie zdradzę.”
„Dlaczego?”
„Chciała, żebyś poznał ją jako Lenę Voss.”
„A nie Helenę Wolską.”
„Tak.”
Igor zaśmiał się gorzko.
„Czyli nasz związek zaczął się od umowy między moją dziewczyną i moim ojcem.”
„Nie.”
„Tak właśnie brzmi.”
„Nigdy nie obiecałem, że pomogę jej zbliżyć się do ciebie.”
„Tylko ukryłeś przede mną, kim jest.”
„Tak.”
„To wystarczy.”
Nie wiedziałam, komu bardziej współczuję.
Igorowi, który odkrywał, że prawie każdy etap jego związku z Leną miał drugą warstwę.
Czy Lenie, która najwyraźniej całe życie próbowała uciekać od ludzi wiedzących o niej za dużo.
„Dlaczego Lena chciała być blisko Igora?”
Zapytałam.
Konrad spojrzał na mnie.
„Nie wiem.”
„Nie wierzę.”
„Naprawdę.”
„Powiedziała ci tylko, żebyś milczał?”
„Tak.”
„I zgodziłeś się?”
„Tak.”
„Dlaczego?”
Konrad długo milczał.
„Bo byłem jej coś winien.”
„Co?”
„Życie jej matki.”
Igor odwrócił głowę.
„Co to znaczy?”
Konrad podszedł do barku.
Nie nalał alkoholu.
Oparł tylko dłonie o blat.
„Anna znalazła rzeczy, których nie powinna była znaleźć.”
„Dokumenty.”
„Tak.”
„Radeckiego?”
„Między innymi.”
„A ty?”
Konrad odwrócił się.
„Część dotyczyła również moich spółek.”
„Byłeś w to zamieszany.”
„Tak.”
Pierwszy raz powiedział to tak wprost.
„W co?”
„W struktury, które miały ukrywać własność i przepływy finansowe.”
Michał pewnie użyłby jeszcze kilkudziesięciu słów.
Konrad nie potrzebował.
„Nielegalne?”
„Część przekraczała granice, których nie powinno się przekraczać.”
„Pranie pieniędzy?”
Nie odpowiedział.
To wystarczyło.
„Radecki robił więcej.”
„Co?”
„Nie wiem wszystkiego.”
„Znowu.”
Konrad spojrzał na mnie.
„Laura, bardzo łatwo jest dziś zbudować historię, w której każdy z nas wiedział wszystko. Nie wiedzieliśmy.”
„Ale ty wiedziałeś najwięcej.”
„Możliwe.”
„I dlatego wszyscy umierali albo znikali wokół ciebie?”
Igor spojrzał na mnie.
Konrad nie.
„Uważasz, że zabiłem Annę?”
„Nie wiem.”
„Saneckiego?”
„Nie wiem.”
„Marka?”
To zabolało.
Mimo że to ja zaczęłam.
„Nie wiem.”
Konrad podszedł bliżej.
„Marek zmarł na chorobę.”
„Wiem.”
„Miał dokumentację medyczną.”
„Wiem.”
„Nie wszystko w tej historii jest morderstwem.”
„A Radecki?”
Cisza.
„Co z nim?”
„Zabił Annę?”
Konrad odwrócił wzrok.
Pierwszy raz.
„Nie mam dowodu.”
„Ale wierzysz, że tak.”
„Tak.”
Serce przyspieszyło.
„Dlaczego?”
„Bo Anna zadzwoniła do mnie dwie godziny przed wypadkiem.”
„Co powiedziała?”
Konrad spojrzał na mnie.
„Że Aleksander wie o kopiach.”
„Jakich?”
„M27.”
Zamarłam.
„Pudełko istniało już wtedy.”
„Tak.”
„Co było w środku?”
„Nigdy go nie otworzyłem.”
„Nie wierzę.”
„To akurat prawda.”
„Dlaczego?”
„Bo Anna podzieliła dokumenty.”
Mój ojciec napisał dokładnie to samo.
Prawda została podzielona celowo.
„Na trzy części.”
Konrad spojrzał na mnie zaskoczony.
„Skąd wiesz?”
„Marek.”
Przez chwilę nic nie mówił.
„Czyli zostawił ci informację.”
„Tak.”
„Co dokładnie?”
„Najpierw ty.”
Konrad prawie się uśmiechnął.
„Jesteś do niego podobna.”
„Słyszałam.”
„Anna stworzyła trzy zestawy.”
„Dlaczego?”
„Żeby żadna osoba sama nie miała całości.”
„Kto dostał części?”
„Marek. Sanecki. Ona.”
„A M27?”
„Było indeksem.”
„Jakim?”
„Kluczem do połączenia wszystkiego.”
Poczułam, jak układa się kolejny fragment.
„Czyli samo pudełko bez pozostałych dokumentów…”
„Nie daje pełnego obrazu.”
„Ale ktoś je ukradł.”
„Tak.”
„Dlaczego?”
„Bo najwyraźniej ma już przynajmniej jedną z pozostałych części.”
Cisza.
To było znacznie gorsze.
„Kto?”
„Nie wiem.”
Igor podszedł do stołu.
Wyjął najnowszą fotografię.
Położył przed ojcem.
Konrad spojrzał.
Długo.
Za długo.
„Co?”
Zapytał Igor.
Konrad nie odpowiedział.
„Rozpoznajesz pismo?”
„Tak.”
„Lena?”
„Tak.”
„Możliwe do podrobienia?”
„Wszystko jest możliwe.”
„Nie pytam o wszystko.”
Igor nachylił się.
„Czy to jej pismo?”
Konrad patrzył na zdanie.
„Wygląda jak jej.”
„Dzisiejsza data.”
„Widzę.”
„Czy Lena żyje?”
To pytanie wisiało nad nami od końca poprzedniej nocy.
Konrad podniósł wzrok.
„Nie wiem.”
„Wierzysz, że żyje?”
„To inne pytanie.”
„Odpowiedz.”
Konrad milczał.
„Tak.”
Igor przestał oddychać.
Ja chyba też.
„Dlaczego?”
„Bo przez cztery lata nie znaleziono ciała.”
„To nie wystarczy.”
„Nie.”
„Co jeszcze?”
Konrad spojrzał na mnie.
„Bo rok po jej zniknięciu ktoś włamał się do mojego prywatnego archiwum.”
Igor zesztywniał.
„Co zginęło?”
„Jedna rzecz.”
„Jaka?”
„Akta Anny Wolskiej.”
„Skąd wiesz, że to Lena?”
„Nie wiem.”
„Ale?”
„Ktoś zostawił wiadomość.”
Poczułam chłód.
„Jaką?”
Konrad spojrzał na syna.
„Przestań szukać grobu, którego nie ma.”
Cisza.
To samo zdanie.
Sanecki zostawił swojej córce instrukcję:
Nie szukaj jej grobu. Nie ma go.
„Sanecki wiedział” powiedziałam.
Konrad skinął głową.
„Prawdopodobnie.”
„Czyli to samo zdanie pojawiło się u niego i u ciebie.”
„Tak.”
„Kiedy Sanecki je dostał?”
„Nie wiem.”
„A ty?”
„Rok po zaginięciu.”
Igor odsunął się od stołu.
„I nadal mówiłeś mi, że Lena nie żyje.”
„Tak.”
„Dlaczego?”
Konrad patrzył na syna.
„Bo jeśli żyła, najwyraźniej nie chciała, żebyś jej szukał.”
„To nie była twoja decyzja.”
„Wiem.”
„Ale znowu podjąłeś ją za mnie.”
Konrad zamilkł.
Igor zaśmiał się gorzko.
„Niesamowite.”
Spojrzał na mnie.
„Rodzinna tradycja.”
Nie odpowiedziałam.
Nie musiałam.
„Gdzie są akta Anny?” zapytałam.
„Zniknęły.”
„Wszystkie?”
„Tak.”
„A kopia?”
„Nie miałem.”
„Czyli jeśli Lena je zabrała…”
„Mogła mieć jedną z trzech części.”
„Marek miał drugą.”
„Tak.”
„Sanecki trzecią.”
„Tak.”
„A M27 łączyło wszystko.”
„Tak.”
„Kto teraz ma M27?”
„Nie wiem.”
„Ale ktoś, kto zna przejścia w Apartamencie 27.”
„Tak.”
„Czyli Lena.”
Igor powiedział to cicho.
Konrad spojrzał na niego.
„Albo ktoś, komu je pokazała.”
Nie wiedziałam, która możliwość była gorsza.
Usiadłam wreszcie.
Nogi miałam ciężkie.
„Dlaczego nazwałeś nowe mieszkanie Apartamentem 27?”
Konrad popatrzył na mnie.
„Nie ja.”
Spojrzałam na Igora.
On też nie wiedział.
„Kto?”
„Lena.”
Cisza.
„Co?”
„To ona poprosiła Saneckiego, żeby po połączeniu lokali numer został zmieniony na 27.”
Igor patrzył na ojca.
„Powiedziała mi, że po prostu podoba jej się numer.”
„Skłamała.”
„Tak.”
„Wiedziałeś.”
„Tak.”
„I nic.”
„Tak.”
Igor przesunął dłonią po karku.
„Czyli mieszkanie od początku było odtworzeniem L27.”
„Nie całe.”
„Ostatnie drzwi.”
„Tak.”
„27C.”
„Tak.”
„Przejście techniczne.”
„Tak.”
„Po co?”
Konrad spojrzał na niego.
„Lena chciała mieć miejsce, w którym mogłaby przechowywać rzeczy związane z matką.”
„A ty pozwoliłeś.”
„Tak.”
„W moim mieszkaniu.”
„To miało być wasze mieszkanie.”
To zabolało Igora.
Widziałam.
„Nie odpowiedziałeś.”
„Pozwoliłem, bo wierzyłem, że lepiej mieć te dokumenty w miejscu, które mogę kontrolować, niż nie wiedzieć, gdzie są.”
„Czyli kontrolowałeś nas.”
„Próbowałem.”
„Dobrze ci poszło.”
Konrad nie odpowiedział.
Zabrałam zdjęcie sprzed dwudziestu czterech lat.
„Radecki.”
Położyłam.
„Mów.”
Konrad spojrzał.
„Nie wiem, czy żyje.”
„To już ustaliliśmy.”
„Jeśli żyje, ma ponad siedemdziesiąt lat.”
„I?”
„I przez ostatnie lata nie znalazłem żadnego wiarygodnego śladu.”
„Przelewy.”
„Mógł wykonać je ktoś inny.”
„Paszport.”
„To samo.”
„Lena bała się, że mnie znajdzie.”
Konrad spojrzał na mnie.
„Skąd wiesz?”
Wyjęłam telefon.
Pokazałam wiadomość, którą Igor dostał dziewięć dni po jej zaginięciu.
„Znajdź Laurę Bielską, zanim zrobi to mój ojciec.”
Niżej:
„Jeśli Konrad dowie się, kim ona jest, będzie za późno.”
Konrad czytał.
Jego twarz zmieniła się.
„Nie widziałem tego.”
Igor zaśmiał się.
„Oczywiście.”
„Naprawdę.”
„Wiedziałeś o raporcie na Laurę?”
Konrad spojrzał na niego.
„Jakim raporcie?”
Pierwszy raz Igor wyglądał na zaskoczonego.
„Zleciłem go po tej wiadomości.”
„Nie wiedziałem.”
Spojrzałam na Konrada.
„Nie wiedziałeś?”
„Nie.”
„A obserwowałeś mnie od lat.”
„Tak.”
„Czyli dwie osoby niezależnie sprawdzały moje życie.”
„Najwyraźniej.”
Poczułam nagłą potrzebę wyjścia z tego pokoju.
Z tego domu.
Z miasta.
Może z kraju.
„Czy wszyscy w tej rodzinie mają prywatnych detektywów?”
Konrad spojrzał na mnie.
„To praktyczne.”
Zaśmiałam się.
Pierwszy raz naprawdę.
Nie dlatego, że było śmiesznie.
Po prostu wszystko przekroczyło poziom absurdu.
„Świetnie.”
Wstałam.
„Mam dość.”
Igor od razu spojrzał.
„Laura.”
„Nie wychodzę.”
„Dobrze.”
„Potrzebuję dwóch minut, żeby nie zacząć rzucać książkami.”
Konrad rozejrzał się po bibliotece.
„Proszę wybrać tańsze.”
Spojrzałam na niego.
I ku własnemu przerażeniu prawie się uśmiechnęłam.
„Teraz rozumiem, po kim on to ma.”
Wyszłam na korytarz.
Potrzebowałam powietrza.
Otworzyłam drzwi prowadzące na taras.
Noc była zimna.
Oparłam dłonie o kamienną balustradę.
Po minucie usłyszałam kroki.
Igor.
Nie stanął obok.
Został kilka metrów dalej.
„Mogę?”
„To nie mój taras.”
„Nie o taras pytam.”
Spojrzałam na niego.
„Podejdź.”
Stanął obok.
Nie dotknął mnie.
Dobrze.
Nie wiedziałam, czy gdyby to zrobił, przytuliłabym się do niego, czy uderzyła.
„Wiedziałeś, kim jestem.”
Powiedziałam.
Igor milczał.
„Cztery lata temu.”
„Wiedziałem, że jesteś córką Marka Bielskiego.”
„To dużo.”
„Tak.”
„Wiedziałeś, gdzie mieszkam.”
„Raport zawierał adres.”
„Gdzie pracuję.”
„Tak.”
„Miałeś zdjęcia.”
„Tak.”
„I przez cztery lata nic.”
„Tak.”
„Dlaczego?”
Patrzył przed siebie.
„Bo wtedy nie znalazłem żadnego połączenia między tobą i Leną.”
„Był Marek.”
„Nie wiedziałem, że go znała.”
„A wiadomość?”
„Myślałem, że ktoś próbuje skierować mnie na fałszywy trop.”
„Po dziewięciu dniach od jej zaginięcia?”
„Dostawałem wtedy dziesiątki wiadomości.”
„Od ludzi podszywających się pod nią?”
„Tak.”
Tego nie wiedziałam.
„I ta była jedną z nich?”
„Tak założyłem.”
„Dlaczego zleciłeś raport?”
„Bo podała twoje pełne nazwisko.”
„I?”
„Bo drugie zdanie było zbyt konkretne.”
Jeśli Konrad dowie się, kim ona jest, będzie za późno.
„A po raporcie?”
„Nic.”
„Nie znalazłeś L27.”
„Nie.”
„Zdjęć.”
„Nie.”
„Mojego dzieciństwa.”
„Nie.”
„Czyli odłożyłeś mnie na półkę.”
Spojrzał na mnie.
„Brzmi okropnie.”
„Bo jest?”
„Tak.”
Cisza.
„A potem kilka miesięcy temu ktoś znowu wysłał ci moje nazwisko.”
„Tak.”
„Córka Marka Bielskiego znajdzie drzwi.”
„Tak.”
„I wtedy postanowiłeś mnie zatrudnić.”
„Tak.”
„Właśnie mnie.”
„Tak.”
Tytuł kolejnego rozdziału niemal wisiał już między nami.
Ale teraz chciałam usłyszeć coś innego.
„Dlaczego?”
Igor nie odpowiedział od razu.
„Nie tylko przez wiadomość.”
„Skąd wiesz?”
„Bo gdyby chodziło tylko o drzwi, mógłbyś znaleźć mnie cztery lata temu.”
Cisza.
„Co się zmieniło?”
„Laura.”
„Nie.”
Odwróciłam się do niego.
„Jeśli mamy robić to dalej razem, nie chcę kolejnego sekretu.”
Patrzył na mnie długo.
„W porządku.”
Wyjął telefon.
Otworzył pliki.
Szukał chwilę.
Potem podał mi ekran.
Zdjęcie.
Nie moje.
Dokument.
Lista katalogów odzyskanych z jednego z dysków Leny po jej zaginięciu.
Większość nazw nic mi nie mówiła.
Firmy.
Daty.
Inicjały.
Jeden folder:
LB.
„Laura Bielska?”
„Tak założyłem.”
„Kiedy to znalazłeś?”
„Cztery lata temu.”
Spojrzałam na niego gwałtownie.
„I nie powiedziałeś?”
„Folder był zaszyfrowany.”
„Co było w środku?”
„Nie mogłem otworzyć.”
„A teraz?”
„Kilka miesięcy temu ktoś przesłał mi hasło.”
Zamarłam.
„Anonimowo?”
„Tak.”
„To samo źródło?”
„Nie wiem.”
„Otworzyłeś.”
„Tak.”
Serce przyspieszyło.
„Co znalazłeś?”
Igor nie odpowiedział.
Patrzył na mnie.
„Co?”
„Zdjęcia.”
„Jakie?”
„Twoje.”
Poczułam chłód.
„Z kiedy?”
„Różne.”
„Dzieciństwo?”
„Tak.”
„L27?”
„Nie.”
„Co jeszcze?”
„Dokumenty.”
„Jakie?”
„Szkoła. Studia. Projekty.”
„Lena mnie obserwowała?”
„Nie wiem, kto stworzył folder.”
„Ale był na jej dysku.”
„Tak.”
„Co jeszcze?”
Igor odebrał telefon.
Przesunął.
Podał ponownie.
Skan odręcznej kartki.
Pismo Leny.
„Laura nie może trafić do 27. Jeśli jednak kiedyś trafi, nie pozwólcie jej odejść, dopóki nie przypomni sobie, co widziała.”
Poczułam, jak serce zamiera.
Nie pozwólcie jej odejść.
Znajome słowa.
Podobne do wiadomości ojca.
Ale znaczenie było inne.
„Kiedy zobaczyłeś ten plik?”
„Trzy miesiące przed tym, jak cię zatrudniłem.”
„I nadal czekałeś.”
„Tak.”
„Dlaczego?”
Igor patrzył na mnie.
„Bo nie wiedziałem, czy chcę ci to zrobić.”
„Co?”
„Sprowadzić cię do tego mieszkania.”
Cisza.
„A potem ktoś wysłał ci kolejną wiadomość.”
„Tak.”
„Córka Marka znajdzie drzwi.”
„Tak.”
„I uznałeś, że to znak?”
„Nie.”
„To co?”
„Uznałem, że ktoś i tak próbuje cię znaleźć.”
To zmieniło wszystko.
„Co?”
„Jeśli wiadomość dostałem ja, mogła trafić też do kogoś innego.”
„Radeckiego?”
„Nie wiedziałem wtedy o nim tyle co teraz.”
„Konrada?”
„Możliwe.”
„Więc postanowiłeś mieć mnie blisko.”
Igor milczał.
Odpowiedź była oczywista.
„Zatrudniłeś mnie, żeby mnie kontrolować.”
„Na początku częściowo.”
Zacisnęłam szczękę.
„Świetnie.”
„Laura.”
„Nie.”
Odeszłam od balustrady.
„Nie mów, że chciałeś mnie chronić.”
„Nie zamierzałem.”
Zatrzymałam się.
„To co?”
„Chciałem wiedzieć, dlaczego Lena trzymała twój folder.”
„I użyłeś mnie, żeby to sprawdzić.”
„Tak.”
„Czyli zlecenie od początku było kłamstwem.”
„Nie.”
„Igor.”
„Naprawdę chciałem przebudować apartament.”
„I przypadkiem projektantką została kobieta, o której twoja zaginiona partnerka zbierała informacje przez lata.”
„Nie przypadkiem.”
Wypowiedział to spokojnie.
Bez obrony.
Bez wymówek.
Podszedł bliżej.
„Zatrudniłem właśnie ciebie.”
„Wiem.”
„Nie.”
Pokręcił głową.
„Jeszcze nie wiesz dlaczego.”
Patrzyłam na niego.
„To powiedz.”
Spojrzał na drzwi prowadzące do biblioteki.
Potem znowu na mnie.
„Bo w folderze było coś jeszcze.”
„Co?”
„Nagranie.”
Serce uderzyło mocniej.
„Leny?”
„Tak.”
„O mnie?”
„Tak.”
„Kiedy nagrane?”
„Dzień przed jej zaginięciem.”
Poczułam, jak nocne powietrze robi się nagle zbyt zimne.
„Co powiedziała?”
Igor patrzył na mnie.
„Że jeśli kiedykolwiek będę musiał wybrać pomiędzy znalezieniem jej a znalezieniem ciebie…”
Urwał.
„Co?”
„Mam wybrać ciebie.”
Nie potrafiłam odpowiedzieć.
Przez kilka sekund słyszałam tylko własne serce.
„Dlaczego?”
„Tego nie powiedziała.”
„Masz nagranie?”
„Tak.”
„Chcę je usłyszeć.”
„Wiem.”
„Teraz.”
Igor skinął głową.
„Dobrze.”
Ruszyliśmy do środka.
Przy drzwiach biblioteki zatrzymałam się.
Konrad stał po drugiej stronie korytarza.
Patrzył na nas.
Nie wiedziałam, jak długo tam był.
Czy słyszał rozmowę.
Jego twarz była spokojna.
Ale kiedy powiedziałam jedno zdanie, zniknęło z niej wszystko.
„Igor ma nagranie Leny z dnia przed jej zaginięciem.”
Konrad pobladł.
Nie lekko.
Naprawdę.
„Jakie nagranie?”
Igor spojrzał na ojca.
„Takie, o którym najwyraźniej nie wiedziałeś.”
Pierwszy raz tej nocy to Konrad wyglądał jak człowiek, który stracił kontrolę.
I właśnie wtedy zrozumiałam, że zanim usłyszymy głos Leny, wydarzyło się coś ważniejszego.
Znaleźliśmy rzecz, której Konrad Werner się bał.
Konrad patrzył na Igora tak, jakby po raz pierwszy tej nocy wydarzyło się coś, czego naprawdę nie przewidział.
„Jakie nagranie?”
Igor nie odpowiedział od razu.
Stałam pomiędzy nimi i pierwszy raz miałam wrażenie, że to nie ja jestem osobą posiadającą najmniej informacji w pokoju.
To było prawie przyjemne.
Prawie.
„Dzień przed zaginięciem Leny” powiedział Igor.
Konrad pobladł.
„Skąd je masz?”
„Z jej dysku.”
„Niemożliwe.”
„Dlaczego?”
Konrad spojrzał na mnie.
Potem ponownie na syna.
„Bo policja zabezpieczyła elektronikę.”
„Nie całą.”
Cisza.
„Co to znaczy?”
Igor wyjął telefon.
„Lena miała drugi dysk.”
Konrad zesztywniał.
„Gdzie?”
„W 27C.”
„Od początku?”
„Nie wiem.”
„Kiedy go znalazłeś?”
„Po jej zaginięciu.”
„I nic mi nie powiedziałeś?”
Igor uniósł brwi.
„Naprawdę zamierzasz mieć do mnie pretensje o ukrywanie informacji?”
Przez sekundę myślałam, że Konrad odpowie.
Nie zrobił tego.
„Co było na dysku?”
„Większość zaszyfrowana.”
„A nagranie?”
„Też.”
„Jak je otworzyłeś?”
„Dostałem hasło.”
„Od kogo?”
„Nie wiem.”
Konrad przeszedł do biblioteki.
Nie zaprosił nas.
Poszliśmy za nim.
Usiadł przy stole.
Tym razem nie wyglądał jak gospodarz własnego domu.
Wyglądał jak człowiek przygotowujący się na coś, czego bardzo nie chce usłyszeć.
Igor położył telefon na blacie.
„Laura ma prawo usłyszeć wszystko.”
Konrad spojrzał na mnie.
„Czy na pewno?”
„Tak” odpowiedziałam, zanim Igor zdążył.
„Nie pytałem ciebie.”
„A szkoda. Bo i tak odpowiem.”
Konrad przez chwilę patrzył.
Potem skinął głową.
„Dobrze.”
Igor odblokował telefon.
Nie naciskał jeszcze odtwarzania.
„Nagranie ma siedem minut i czterdzieści dwie sekundy.”
„Całe?”
„Tak.”
„Słuchałeś?”
„Wielokrotnie.”
„Kiedy pierwszy raz?”
Igor spojrzał na mnie.
„Trzy miesiące temu.”
Poczułam ukłucie.
„Czyli przed naszym poznaniem.”
„Tak.”
„I wtedy już wiedziałeś o mnie.”
„Tak.”
To nadal bolało.
Może jeszcze długo będzie.
„Odtwarzaj” powiedział Konrad.
Igor nacisnął ekran.
Najpierw szum.
Potem cichy oddech.
I głos Leny.
Nie ten z nagrania, które znaleźliśmy w dyktafonie.
Tamten był napięty.
Pilny.
Tutaj brzmiała spokojniej.
Prawie tak, jakby wiedziała, że ma więcej czasu.
„Igor.”
Konrad uniósł wzrok.
Igor nie poruszył się.
Głos mówił dalej.
„Jeżeli słuchasz tego nagrania, znaczy, że albo znalazłeś dysk, albo ktoś uznał, że powinieneś go znaleźć. Nie wiem, która możliwość jest gorsza.”
Krótka pauza.
„Jeżeli znalazłeś go szybko po moim zniknięciu, nie próbuj otwierać wszystkich plików. Nie jesteś gotowy.”
Igor zacisnął palce.
Nie patrzył na mnie.
„Wiem, że to zdanie cię wkurzy. Wiem też, że prawdopodobnie zrobisz dokładnie odwrotnie. Zawsze tak robisz, kiedy ktoś mówi ci, czego nie możesz.”
Spojrzałam na Igora.
Kącik jego ust drgnął.
Bardzo lekko.
To bolało w zupełnie inny sposób.
Lena znała go.
Naprawdę.
„Jest jedna osoba, którą musisz zapamiętać. Laura Bielska.”
Serce przyspieszyło.
Mimo że wiedziałam, że moje nazwisko padnie.
Usłyszenie go w głosie zaginionej kobiety było czymś innym.
„Nie szukaj jej od razu.”
Spojrzałam na Igora.
On na mnie.
