Antoś Mrówek i Hania Biedronka - Włodzimierz Malczewski - ebook + książka

Antoś Mrówek i Hania Biedronka ebook

Włodzimierz Malczewski

0,0
22,00 zł

lub
Opis

Świat widziany oczami dziecka jest fascynujący, pełen tajemnic i zagadek. Kusi, by wyruszyć w drogę mimo obaw. W końcu nigdy nie wiesz, kogo spotkasz w pobliskim lesie. Światem rządzą nieznane reguły, a odkrywanie go to nieustanna przygoda. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy na swej drodze spotykasz niezwykłych przyjaciół: mrówka Antosia, kota Brooklina czy biedronkę Hanię.

MALI ODKRYWCY RUSZAMY W ŚWIAT!

Gdy dziadkom rodzą się wnuki, oni kupują im prezenty: śpioszki i kaftaniki, czapeczki i skarpetki, grzechotki i gryzaczki, pluszowe i szmaciane przytulanki. Gdy na świat przyszły nasze, tym zajęła się moja żona, a ja napisałem dla nich bajki.

DZIADEK WŁODEK

Włodzimierz Malczewski jest autorem trzech powieści: "Moje Miasto", "Bitwy Aniołów", "Powiedz mi dlaczego".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 34

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



ANTOŚ MRÓWEK

 

– Antoś się urodził! Antoś się urodził! – rozlega się w całym królestwie.

– Antoś przyszedł na świat! – krzyczy główna położna, za nią pielęgniarki i pozostały personel.

– Antoś się urodził! – echo niesie się po piętrach, korytarzach, pokojach i salach, wdzierając się nawet do piwnic i najmniejszych pomieszczeń, i wylatuje na zewnątrz.

Wszyscy zamierają na krótką chwilę, stają w bezruchu, wstrzymują oddech, nawet szmer cichnie. Nasłuchują. Słychać tylko bicie setek, tysięcy, dziesiątków tysięcy serc i…

– Antoś się urodził! – jedni drugim przekazują wspaniałą wiadomość.

– Pokażcie mi moje kochane maleństwo – prosi mama królowa.

I w tejże sekundzie z setek, tysięcy, dziesiątków tysięcy gardeł wydobywa się krzyk: „Nasz Antoś! Nasz Antoś przyszedł na świat!”, a ich właściciele biegną już do sali porodów.

Robotnice rzucają pakunki, wartownicy opuszczają posterunki, żołnierze nie myślą o przeciwniku, a w kuchni nie baczą na to, że obiad może się przypalić, i pędzą zobaczyć małego Antosia. Słychać tupot setek, tysięcy i więcej nóg. Kto pierwszy, ten będzie bliżej, kto stanie bliżej, ten więcej zobaczy. I rączki, i nóżki, i uszy, i nosek, a ten najbliżej nawet pępuszek, którego nie skrywa pieluszka.

– Jaki on śliczny, a jaki zgrabny i uśmiecha się – słychać już głosy w sali porodów, gdy mama królowa podnosi malca do góry i pokazuje obecnym.

– I włoski ma na główce, i paluszkami rusza, i wierzga nóżkami, i patrzy na nas – zachwycają się stojący najbliżej.

– Nie pchajcie się, przecież tak nie można – złoszczą się ci w pierwszym szeregu.

– Dobrze wam tak mówić – odpowiadają im ci z tyłu i na korytarzu. – My nic nie widzimy, a chcemy zobaczyć naszego Antosia.

Mama królowa podnosi dziecko jeszcze wyżej, by wszyscy je zobaczyli.

– Jaki piękny chłopczyk – wzdychają zebrani – a jakie ma śliczne oczęta i kochane usteczka, i te małe rączki, i te nóżki, chciałoby się je wszystkie całować. – Zachwytom nie ma końca.

– Ach! Och! Ach! – Coraz większy gwar, coraz większy ścisk.

A mały Antoś składa usteczka w podkówkę, marszczy czoło i w bek.

– Idźcie już, proszę, idźcie. – Mama królowa odgania ręką zebranych.

– Tak, tak, idźcie już, no idźcie. Niech Antoś trochę odpocznie. – Tata Antosia wypycha za drzwi żołnierzy, wartowników, robotnice, pielęgniarki i położne. Chce się nacieszyć maleństwem.

Bierze synka od mamy królowej. Antoś uspokaja się w jego ramionach, oczka zamykają mu się i zasypia. Białe łóżeczko z białą pościelą jest już gotowe. Tatuś kładzie Antosia, a sam przytula się do mamy królowej. Zasypiają. Słychać ciche pochrapywanie taty, równy oddech zmęczonej mamy królowej i poświstywanie malucha. Antoś śpi.

Jest piękny jesienny wieczór, październik, wcześnie zapada zmierzch. Słońce zaszło już, światła w królestwie zgasły i tylko promienie uśmiechniętego Księżyca, wdzierając się do sypialni przez małe okienko, rozświetlają ją. Księżyc puszcza perskie oko do śpiącego Antosia, drapie go pod brodą i pod paszką księżycowym paluchem, mierzwi mu włoski na głowie i wciska mu ten paluch – srebrny promień – do uszka i małego noska. Psoci.

– Obudź się, Antoś. Obudź – mówi.

Antoś cicho kicha, przeciąga się, otwiera najpierw jedno oko, potem drugie i widzi, że Księżyc przywołuje go do siebie. Wskazuje promieniem na okno i pokazuje coś za nim, tam, na zewnątrz. Maluch rozgląda się. Mama królowa smacznie śpi, a obok cichutko pochrapuje jego tata.

– Nie będę leżał w łóżeczku – mówi do siebie. – Zobaczę, co tam jest, za tym małym oknem. Księżyc zaprasza mnie na wędrówkę. Nie mogę mu odmówić. Muszę z nim zwiedzić świat.

Przeciska się między szczebelkami łóżeczka, zsuwa na podłogę i idzie cichutko do okna. Wspina się na parapet i już jest na zewnątrz.

Myślicie, że to nieprawda? Że taki maluch nie mógł sam, o własnych siłach, opuścić łóżeczko i wyjść przez okno na zewnątrz? Mylicie się, bo nie wiecie, kim jest nasz Antoś.

Przepraszam, zapomniałem wam powiedzieć, że Antoś jest mrówką i urodził się w mrowisku – królestwie mrówek, pod wysokim drzewem, na samym skraju ogromnego lasu, tuż przy wielkim mieście. Wiecie już więc, że Antoś jest małą mrówką. Nie, on nie jest mrówką! On nie jest dziewczynką, lecz chłopczykiem – mrówkiem Antosiem.

Słychać „bum”. To mały Antoś Mrówek potknął się, schodząc z parapetu. Nie utrzymał równowagi i upadł na nosek. Na swój malutki, śliczny nosek. Podniósł się nasz bohater i nie zapłakał. Zabolało go, lecz nie płacze. Nie pokaże nikomu, że go boli. Nie jest przecież mazgajem. Wytarł nosek rączką, poprawił pieluszkę i ruszył przed siebie, nasz bohater i podróżnik, prowadzony w wielki świat przez uśmiechnięty srebrny Księżyc.

Przed