Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Żorach
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 694
Rok wydania: 2019
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Muzealnik - kolekcjoner
czy etnolog - afrykanista?_
Na tak postawione pytanie trudno znaleźć prostą odpowiedź. Trudności są rozliczne, Począwszy od ogarnięcia zakresu zainteresowań Jacka Łapotta - znamy go przecież jako muzealnika, etnologa, afrykanistę, a skończywszy na osobistym stosunku do bohatera artykułu. 0 wiele prościej byłoby napisać ten artykuł gdybyśmy uczestniczyli w jednej wyprawie. Udział w takiej wyprawie to wydarzenie życia, pamięta się każdy szczegół. Wspólnie uczestniczyliśmy w wielu ekspedycjach w zmieniającej się rzeczywistości. Począwszy od wielomiesięcznych wyjazdów samochodowych po „krótkie" wyjazdy z biletem lotniczym w ręku. W czasie wyprawy „Sahara-Sahel 1990" nasze rozmowy były zdominowane stanem technicznym samochodów, do tego dochodziło zmęczenie, które skutecznie zniechęcało do naukowych wywodów. Kiedyś wieczorem nasze Tarpany zakopały się w piasku, były oddalone od siebie o 50-60 metrów, a my nie mieliśmy sił, aby je wypchać z piasku. Dopiero następnego dnia rano, kiedy odpoczęliśmy udało się wydobyć samochody z piasku i ruszyć w dalszą drogę. Wieczorne rozmowy podczas wypraw lotniczych były o wiele bardziej naukowe.
Jacka Łapotta poznałem na początku lat 80. w trakcie przygotowań Studenckiej Ekspedycji Etnograficznej „Afryka '85" organizowanej przez studentów etnologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Już wtedy, dla nas studentów, był autorytetem w zakresie badań etnograficznych w Afryce, a co najważniejsze miał doświadczenie w organizowaniu tego typu wypraw. Jak to się stało, że Jacek stał się znaną postacią w świecie polskich afry-kanistów, muzealników i etnologów? Przyjrzyjmy się obiektywnym faktom znajdującym potwierdzenie w źródłach, które pozwolę sobie opatrzyć osobistym komentarzem.
Pochodzi z Kalisza i mimo, iż już dawno opuścił rodzinne miasto nadal utrzymuje z nim żywe kontakty, szczególnie ze środowiskiem „asnykowców". Z Kalisza pochodził jeden z pierwszych polskich afrykanistów Stefan Szolc-Rogoziński1, który pod koniec XIX wieku próbował zainicjować polskie osadnictwo w Kamerunie. Jacek w pewnym sensie jest kontynuatorem afrykańskich zainteresowań kaliszan. Jak sam zauważa w „wywiadzie-rzece" zamieszczonym w periodyku „Afryka", w czasach szkolnych, nie tyle interesowała go „sama Afryka, co afrykańskie maski. [...] artykuł o maskach był tym przysłowiowym ziarenkiem afrykanistyki, które we mnie zasiano"2. W 1966 roku ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Asnyka, w tym samym roku rozpoczął studia, na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu (UAM) na kierunku etnografia. W1971 roku obronił pracę magisterską na temat tajnych stowarzyszeń w tak zwanych pozaeuropejskich kulturach plemiennych. W październiku tegoż roku rozpoczął „pracę w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku (skansen) oczekując blisko rok (w sierpniu 1972 roku - LB) na wymarzony etat w ówczesnym Muzeum Narodowym w Szczecinie. Była to podówczas jedna, z bardzo nielicznych placówek naukowych w Polsce, podejmujących działania na kontynencie afrykańskim"3. W owym czasie zbiory etnograficzne zarówno z Pomorza Zachodniego, jak i afrykańskie były w strukturze Działu Morskiego, zaś w Dziale Sztuki Dawnej znajdowały się zbiory azjatyckie. Doprowadził do połączenia tych zbiorów, tworząc w ten sposób w 1972 roku Dział Etnografii, którego został kierownikiem. Prace kolekcjonerskie Działu początkowo koncentrowały się na pozyskiwaniu obiektów z Pomorza Zachodniego. Łącznie pozyskał do zbiorów kilka tysięcy eksponatów regionalnych, dołączając do kolekcji w okresie późniejszym obiekty pozaeuropejskie (głównie afrykańskie). Doprowadziło to do wyodrębnienia w 1983 roku Działu Kultur Pozaeuropejskich, w którym znakomitą większość stanowiły etnograficzne zbiory afrykańskie4, w znakomitej części pozyskane przez Jacka.
Momentem przełomowym w etnologicznej karierze Jacka był udział w Studenckiej Ekspedycji Etnograficznej Afryka 76-77, zorganizowanej przez studentów etnologii UAM.
Wtedy rozpoczęła się jego przygoda z Afryką „po raz pierwszy - wspomina - przejechałem w Afryce z północy na południe trasę 13 000 kilometrów (Algieria, Niger, Mali, Nigeria i Kamerun). Dzięki pokonaniu podówczas w Kamerunie tzw. Trasy Stefana Szolc--Rogozińskiego, Muzeum w Kaliszu wzbogaciło o 100 sztuk eksponatów ukazujących kulturę społeczności odwiedzanych przez tego podróżnika blisko sto lat wcześniej. Wtedy to po raz pierwszy miałem sposobność spotkać się z plemieniem Dogoń z Mali, z którym utrzymuję kontakt do dziś"5. W swojej dotychczasowej karierze uczestniczył w 25 wyprawach badawczych i wyjazdach studialnych, których efektem były tysiące pozyskanych eksponatów, liczne prace naukowe i grono wychowanków.
Wyprawy samochodowe
We wspomnianym już wywiadzie, Jacek swoje wyjazdy badawcze dzieli na dwa etapy, okres wypraw samochodowych i wypraw samolotowych6. Te pierwsze, związane były przede wszystkim z wyprawami studenckimi, specyficznym przejawem aktywności naukowej studentów i oryginalnym zjawiskiem społecznym subkultury akademickiej lat 70. i 80. XX wieku. Aby móc, w owym czasie, prowadzić badania etnologiczne poza granicami kraju należało posiadać paszport - co współcześnie nie wydaje się być przeszkodą, w PRL-u był to jednak poważnym problem - i dewizy, których zdobycie też nie było łatwe. Należy pamiętać, że wartość nabywcza ówczesnej złotówki była zdecydowanie mniejsza niż tej, którą znamy obecnie. Problemy te można było próbować rozwiązać tworząc komitety organizacyjne wypraw studenckich, rozumianych jako wyjazdy badawcze, których inicjatorami i organizatorami byli studenci. Komitety organizacyjne, czyli grupa osób zainteresowanych wyjazdem, starały się przede wszystkim uzyskać pozwolenia na otrzymanie paszportu, zbierały środki finansowe oraz gromadziły towar na wymianę barterową w Afryce. W konsekwencji, wspólnie wyjeżdżano samochodem w wymarzony teren badan. W czasach PRL-u podróż lotnicza, poruszanie się w terenie lokalnymi środkami transportu czy też wynajem samochodu terenowego na miejscu, przekraczały możliwości finansowe uczestników, dlatego wybierano tańszą metodę, tj. dojazd z Polski do terenu badań w Afryce własnym samochodem ciężarowym. Podyktowane to było również koniecznością zabrania na czas trwania wyprawy (kilka miesięcy) prowiantu, sprzętu obozowego, lekarstw, sprzętu do prowadzenia badań, a także towaru na wymianę.
Na ogólnym tle kilkudziesięciu wypraw wyjeżdżających z Polski w latach 70.-80. XX wieku, wyprawy etnologiczne odznaczają się pozytywnymi dokonaniami. Ich efektem były przede wszystkim duże ilości artefaktów zasilających polskie muzea i eksponowanych później na licznych wystawach w kraju i za granicą. W sferze naukowej zaowocowały pracami dyplomowymi, licznymi artykułami w literaturze fachowej. Wyprawy studenckie były swoistym poligonem dla wielu polskich współczesnych afrykanistów, którzy po skończeniu studiów rozpoczęli karierę badawczą na uczelniach czy w muzeach. Wielu kontynuowało badania w Afryce czy to indywidualnie czy też organizując kolejne wyprawy.
Jedną z bardziej znanych wypraw lat 70. była, uważana za pionierską, Studencka Ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76-77" zorganizowana przez studentów Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu i Muzeum Narodowe w Szczecinie, z ramienia którego w wyjeździe wziął udział Jacek Łapott, pełniący funkcję kierownika naukowego wyprawy. Pierwotnie nie planowano prowadzić badań w kraju Dogonów (Republika Mali), zamierzano jechać bezpośrednio na południe do Kamerunu. Jackowi - będącemu pod wpływem artykułów traktujących o kosmogonii Dogonów ukazujących się w tygodniku „Dookoła Świata"7 oraz książki Marcela Griaule'a o maskach dogońskich8 - udało się namówić uczestników wyprawy do korekty trasy9. „Celem tej ściśle etnograficznej wyprawy było w pierwszym rzędzie zebranie dokładnych materiałów, wywiadów, zdjęć itp. dokumentacji do pisanych przez studentów - organizatorów tej ekspedycji - prac magisterskich"10. Na podstawie zgromadzonych materiałów naukowych powstało kilka prac dyplomowych, później opublikowanych w postaci artykułów naukowych11. Biorąc pod uwagę przyszłe badania bohatera artykułu, najważniejszy był tekst poświęcony tradycjonalizmowi kulturowemu Dogonów, do której to tematyki później wracał12. Wnikliwe badania nad tradycyjną kulturą Dogonów nie byłyby możliwe, gdyby nie Gadiolou Dolo - pierwszy i chyba najważniejszy przewodnik Jacka. Tak wspomina ich pierwsze spotkanie: „naszym przewodnikiem został Gadiolou Dolo - młody, inteligentny przedstawiciel tej społeczności, cierpliwie tłumaczący nam podstawowe zasady funkcjonowania miejscowej kultury. Dogonowie wierzą w swoistą reinkarnację dusz. Po urodzeniu Gadiolou, znalazła w nim miejsce dusza jego zmarłego dziadka cieszącego się w całym regionie dużym poważaniem. Wszyscy o tym wiedzieli, a my mogliśmy to zauważyć w trakcie tamtej podróży. Młody, niespełna dwudziestopięcioletni Dogoń, otaczany był przez innych szacunkiem, Z muzealniczego punktu widzenia, najważniejsze było
pozyskanie 1155 eksponatów. Gros kolekcji dotyczyła kultur, wśród których prowadzono badania stacjonarne (Dogonów z Mali 393 eksponaty i Kirdi z Kamerunu 614)14. Eksponaty wzbogaciły przede wszystkim Muzeum Narodowe w Szczecinie oraz Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej w Kaliszu, prezentowane były na wystawach w tychże muzeach, później także poza granicami kraju15.
Wyprawa ta miała decydujący wpływ na dalszą karierę zawodową Jacka, jak sam wspomina „w grudniu 1976 roku po raz pierwszy postawiłem stopę na lądzie afrykańskim. W owym czasie nie sądziłem, że ta wydająca się podówczas epizodem, egzotyczna przygoda stanie się prawdziwym celem mojego zawodowego życia"16. Jego pasją stało się pozyskiwanie eksponatów dla szczecińskiego muzeum, jak wielkie znaczenie miały dla niego te pierwsze, pozyskane osobiście, afrykańskie przedmioty świadczy jego wypowiedź z cytowanego już wywiadu. „Po pierwszej wyprawie doskonale pamiętałem ~ choć przywieźliśmy setki przedmiotów - kiedy, w jakiej wiosce uzyskałem dany eksponat i za co go wymieniłem"17. W latach 70. i 80. w zasadzie nie kupowało się obiektów, tylko wymieniało przywiezione z Polski przedmioty na wyroby lokalne. Wymiana barterowa była codziennością na wyprawach, dotyczyła także paliwa do samochodu, opłat za prom czy innych niezbędnych w podróży usług i zakupów.
W latach 80. wiele grup zainteresowanych wyjazdem na „egzotyczne ekspedycje zwracało się do Muzeum Narodowego w Szczecinie z prośbą o współpracę w organizowaniu wypraw. W praktyce, to Jacek, jego wiedza i doświadczenie były „magnesem Przyciągającym zainteresowanych. Piszący niniejsze słowa należy do takiej właśnie gru-Py. która zwróciła się o pomoc do Muzeum. Rozpoczynając prace nad organizacją naszej wyprawy (SEE „Afryka '85") kluczową sprawą było nawiązanie kontaktu z Jackiem. Uważaliśmy, że „jak Jacek Łapott się w to zaangażuje to wyprawa dojdzie do skutku . W tym celu wysłano mnie do Szczecina, abym z nim porozmawiał. Nie bardzo wiedziałem jak się zabrać do tego zadania. Jedyna rzecz, która była pewnikiem, to miejsce pracy. '.Uzbrojony" w wiedzę ze wspomnianych już artykułów o kosmogonii Dogonów z „Do okoła Świata", monografii Dogonów18 oraz artykułów w „Kontynentach prezentujących "Wyprawę do Dogonów"19 udałem się do szczecińskiego muzeum. „Przegadałem z Jac kiem wiele godzin, omawiając problemy związane z organizacją wyprawy w PRL u oraz sposoby poruszania się w afrykańskiej rzeczywistości. Nie wiedząc kiedy, student z Wro cławia „przeszedł na Ty" ze znanym muzealnikiem, afrykanistą.
J- Łapott. Studencka ekspedycja etnograficzna ..Afryka 76-77".... s. 316. Najnowsze wyliczenia pokazują, ze podcz j wyprawy pozyskano więcej obiektów. Zob. artykuł K.Findlik, zamieszczony w tym tomie (przyp s re .).
I Łapott, Dogonowie i Inni (katalog do wystawy). Szczecin 1977; j. Łapott. Dogonome I inni (katalog do wystawy). Kalisz 1978.
1E .
^ nttp://www.info.kalisz.pl/asnyk/PoLatach/Lapott.htm.
^ W. Bolimowska i In., Zostaję..., s. 53.
M. Palau-Marti, Les Doaon Paris 1957 " I- Łapott. Dogonów mdi. ..Kontynenty. 1978. nr 6. s. 16-17: C. Crekala. 2ycie I «mta£ Mu skal. „Kontynenty. l978.nrG.s.9-13.
TO
Kolejną wyprawą, w której Jacek brał udział, była Studencka Wyprawa Naukowa „Afryka '84-85", organizowana przez Uniwersytet Warszawski i Muzeum Narodowe w Szczecinie. Podobnie jak poprzednio, pełnił funkcję jej kierownika naukowego. Planowano pokonać „trasę wiodącą przez Egipt, Sudan, Zair, Rwandę i Tanzanię. Inspiracją oraz jednym z celów jej przygotowania były dokonania wybitnego etnologa i antropologa - prof. Jana Czekanowskiego"13. Rzeczywistość jednak nieco zmodyfikowała te zamierzenia (problem z wyjściem z portu w Aleksandrii, oczekiwanie na uzyskanie wizy Sudanu oraz niestabilna sytuacja w tymże kraju). W konsekwencji, zasadniczą część badań przeprowadzono w Sudanie, do Afryki Środkowej ekspedycji nie udało się jednak dotrzeć. Przeprowadzone badania pozwoliły jednej z uczestniczek na napisanie pracy dyplomowej, później opublikowanej w postaci artykułu14. Przede wszystkim pozyskano i przywieziono do kraju 1306 eksponatów (do Muzeum w Kaliszu przekazano 392 eksponaty, a do Muzeum w Szczecinie 889). Według szczegółowego wykazu, w Szczecinie najliczniejsza była kolekcja odzieży i ozdób, garncarstwa i wyrobów z gliny, broni i oporządzenia do walki. Pozostałe nabytki stanowiły przedmioty codziennego użytku ukazujące kulturę rodzimego ludu rolniczego Nuba-Moro, ale także ich sąsiadów koczowników z grup Shenabla i Baggara15. Zbiory pozyskane dla kaliskiego muzeum były eksponowane na wystawie w 1986 roku16.
Jacek Łapott - podobnie jak Marcel Griaule, francuski etnolog, wybitny znawca kultury Dogonów - kończąc jedną wyprawę, myślał już o organizacji kolejnej. Jacek, pisząc sprawozdanie z wyprawy „Afryka '84-85", nawiązywał w tekście do planowanej wyprawy „Sahel '87", której celem miało być kontynuowanie dokonań poprzedniej ekspedycji. Pisał o rozszerzeniu jej zakresu w „kierunku pełniejszych badań porównawczych dotyczących zarówno koczowników tego rejonu Afryki, jak i sąsiadujących z nimi osiadłych ludów grupy paleonigryckiej"17.
Kolejna Wyprawa Naukowa „Sahel '87" zorganizowana została przez Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu i Muzeum Narodowe w Szczecinie. Pierwotnie, planowano nawiązać do poprzedniej wyprawy (prowadzenie badań na terenie Sudanu i Czadu), z przyczyn niezależnych od organizatorów stało się to niemożliwe. Postanowiono więc realizować program rezerwowy na terenie Afryki Zachodniej, polegający na kontynuowaniu „rozpoczętych wcześniej badań nad kulturą ludów refu-gialnych na zupełnie nowym terenie, nie znanym do tej pory polskiej etnologii. Prace postanowiono skoncentrować w Beninie, w rejonie Cór Atakora wśród plemienia Somba
(Betamanbe) oraz na terenie Burkina Faso w okolicy Caoua - kraju plemienia Lobi"25. W trakcie trwania wyprawy rozszerzono obszar badawczy o tereny zamieszkałe przez ludy Bąule i Gagou na Wybrzeżu Kości Słoniowej.
Zebrano bogatą dokumentację naukową, która pozwoliła na przygotowanie wielu niecodziennych opracowań źródłowych. Na uwagę zasługują prace dyplomowe opublikowane później w postaci artykułów26. W czasie tej wyprawy, Jacek rozpoczął badania nad kowalstwem wśród Sombów, które kontynuował w czasie kolejnych wypraw badawczych27. Kilkuletnie badania zakończone zostały napisaniem pracy doktorskiej, którą obronił na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu w 2005 roku28. Podobnie, jak podczas poprzednich wypraw, szczególną uwagę poświęcono pozyskiwaniu „eksponatów dla Muzeum Narodowego w Szczecinie - łącznie zgromadzono ich 1390 sztuk. To swoisty rekord. Nigdy jeszcze nie udało się przywieźć do Polski, jednorazowo, takiej ilości eksponatów w formie zwartej kolekcji"29. Kończąc sprawozdanie z wyprawy, zwraca uwagę na potrzebę kontynuacji działań „w ramach kolejnej ekspedycji zaplanowanej na rok 1990"30. Była to jednak ostatnia „studencka" ekspedycja do Afryki. Zmiany spowodowane „okrągłym stołem" znacząco ułatwiły organizowanie badań poza granicami kraju. Nie było już, na szczęście, potrzeby tworzenia komitetów organizacyjnych wypraw 1 dopraszania się paszportu.
Przygotowania do kolejnej wyprawy rozpoczęły się jeszcze w warunkach schyłkowego PRL-u. Nadal jednak siła nabywcza złotówki była niska, a co za tym idzie - uczestni-cy posiadali ograniczone możliwości finansowe. W związku z powyższym zdecydowano się na wyjazd dwoma samochodami marki Tarpan, na które zapakowano „tradycyjnie" sprzęt obozowy i dużą ilość prowiantu na kilkumiesięczny pobyt dla ośmiu uczestników. Jak się później okazało, była to ostatnia wyprawa badawcza samochodem.
Ekspedycja Etnologiczna „Sahara-Saher90" zorganizowana została przez Muzeum Narodowe w Szczecinie, jej kierownikiem był Jacek. „Przewidywano kontynuację badań stacjonarnych u Somba (Betamaribe) w Beninie oraz ewentualnie u Lobi w Burkina Faso, a także rozpoznanie wśród innych grup etnicznych leżących na trasie podróży 3'. Rozważano
J- Łapott, Wyprawa Naukowa SAHEL '87 - Sprawozdanie z przebiegu i wyników dziolalnoici etnologicznej ekspedycji do Afryki. „Materiały Zachodniopomorskie", 1991, t. 37, s. 281-282.
W. Dohnal, Tradycyjna gospodarka rolna ludu Somba z północnego Beninu. „Materiały Zachodniopomorskie. 1991. t37' s- 211-279; S. Krysik, Tradycyjne budownictwo ludów Somba z regionu wzgórz Atacora w północno-zachodnim Beninie. ..Materiały Zachodniopomorskie", 1993, t. 39, s. 353-380; M. Ząbek. Zagroda Lobi wpoludniowo-zachodniej Burkina £°so, „Materiały Zachodniopomorskie". 1993, t. 39. s. 321-352.
J. Łapott, Kowalstwo w kulturze ludów Somba z północnego Benlny w epoce przemian. „Materiały Zachodniopomorskie" 2000, t. 46, s. 503-600.
Doktorat został opublikowany: J. Łapott, Pozyskiwanie żelazo w Afryce Zachodniej no przykładzie masywu Atakora. orY 2008. Jest też autorem pracy poświęconej kowalstwu w północnym Kamerunie: J. Łapott. Kowalstwo w życiu codziennym plemienlo Doba I Cuidar w Kamerunie Północnym, „Materiały Zachodniopomorskie, 1984. t. 30. s. 245-262 J- Łapott. Wyprawa Naukowa ..SAHEL "87".... s. 305-306.
"Tamże. s. 305.
I■ Łapott, Ekspedycja Etnologiczna „SAHARA-SAHEL '90" - sprawozdanie z przebiegu I wyników dzialalnoici wyprawy
także możliwość wizyty na północy Burkiny Faso u Kurumbów. Podobnie jak w przypadku poprzednich wypraw, życie napisało swój scenariusz. Psujące się samochody spowodowały znaczne zmiany w planach badawczych. Badania prowadzono głównie w Masywie Atakora, eksponaty zaś zbierano na całej trasie wyprawy. Wizyta po trzech latach nieobecności we wsi Takpanta wprawiła Jacka w przygnębiający nastrój. Chodziło głównie o architekturę wioski, tradycyjne budownictwo obronne zaczęło odchodzić w przeszłość. Jeden z etnonimów ludów zamieszkujących Masyw Atakora odnosi się do budownictwa. Betamaribe znaczy „ci, którzy dobrze budują". Tradycja budowy zagród zwanych tota, będących prawie synonimem kultury tego plemienia, zda się należeć dziś do przeszłości"32. To wtedy chyba narodziło się powtarzane często przez Jacka (i nie tylko) powiedzonko odnoszące się do znanej pracy Claude Levi-Straussa - Smutek tropików. Bezpowrotnie utracona tradycyjna kultura, która pozostawia nie budzącą ani zachwytu, ani szacunku rzeczywistość. W tym konkretnym przykładzie, „koszmarki architektoniczne" wprawiające etnologa w mieszany nastrój - czyli właśnie „smutek tropików". Pobyt we wsi był jedną z ostatnich okazji rejestracji tradycyjnej organizacji przestrzennej wsi, architektury itp. Kolejne lata badań wśród Sombów, potwierdziły ówczesne przypuszczenia, że urokliwa tradycyjna architektura zostanie zastąpiona niezbyt urodziwymi konstrukcjami z dwuspadowymi dachami krytymi blachą falistą. Żeby to udowodnić, musieliśmy poczekać dwadzieścia lat.
Efektem tej wyprawy, tak jak poprzednich, były przywiezione do Muzeum w Szczecinie eksponaty w liczbie 562 sztuki33. Było to zdecydowanie mniej niż podczas poprzednich wypraw, a powodu należało upatrywać głównie w zmianie środka lokomocji. Wcześniej używano ciężarówek, tym razem skorzystano z samochodów rolniczych przystosowanych do przewozu niewielkiej ilości towaru. W rezultacie, w czasie tej wyprawy więcej czasu poświęcano badaniom etnologicznym niż pozyskiwaniu eksponatów.
Jacek, jako doświadczony organizator wypraw naukowych, dwukrotnie prowadził wyjazdy turystyczne organizowane przez powstające wtedy biura turystyczne (1991 i 1992). Jak sam zauważa, było to ciekawe doświadczenie: „pomimo pokonania wielu tysięcy kilometrów wiązały się raczej z turystyczno-poznawczym [...] charakterem [wyjazdów - LB], niż z działalnością stricte naukową. Tym niemniej były one dla mnie - jak wspomina - nowym, ciekawym doświadczeniem. Po raz pierwszy, poznaję ludy Sahary Hiszpańskiej i Mauretanii, w tym zapewne jako jeden z nielicznych Polaków, prowadzę swoją grupę, do zagubionych na bezdrożach Sahelu - ruin dawnej stolicy średniowiecznego państwa Chana - Kumbi Saleh"3". W celu wykorzystania ciężarówki jako środka transportu dla uczestników wyjazdu trzeba było dokonać kilku modyfikacji. Przede wszystkim część bagażową ciężarówki należało przerobić na przedział pasażerski (podobnie jak to
ih Afryki, „Materiały Zachodniopomorski!;1992, t. 38, s. 386. " l.irriM v )')/
11 l.im/T', v AU8.
14 htip //www.ififo k.Jli',/ pl/.i:,fiyk/Pol.-it.irh/l .ipotl htm.
było w przypadku wypraw etnologicznych), w którym podróżowali turyści. W tym celu wykonywano ściankę wydzielającą z części bagażowej przedział osobowy, w którym montowano fotele. Wykonywano dodatkowe bagażniki na kabinie kierowcy i z tyłu samochodu, montowano dodatkowe baki na paliwo, na zewnątrz umieszczano zaczepy na blachy służące do wyciągania samochodu z piasku. Były to ostatnie wyprawy samochodowe do Afryki, pojawił się bowiem „nowy" - dostępny już finansowo - środek lokomocji jakim był samolot. W wyjazdach samochodowych wzięło udział wiele osób. Jacek obliczył, że podróżował z 36 osobami, z niektórymi kilkakrotnie35. Wyjazdy lotnicze były bardziej kameralne.
Wyprawy samochodowe były jedyną możliwością podróżowania do Afryki w czasach PRL-u i w pierwszych latach odrodzonej Rzeczpospolitej. Wiązało się to z wieloma niedogodnościami: długi czas dojazdu do terenu badań, awaryjność sprzętu itp. Miało jednak swoje plusy, najważniejszym z nich były duże możliwości przywozu eksponatów do kraju. Dzięki tym ekspedycjom zbiory Działu Kultur Pozaeuropejskich Muzeum Narodowego w Szczecinie, powiększyły się o tysiące nierzadko unikalnych eksponatów 1 to formie, tak cenionych w muzealnictwie, etnologicznych monograficznych kolekcji. -Dziś zbiory szczecińskie należą, bez wątpienia, do największych w Polsce i mają swoją rangę europejską. [...] Zgromadzone kolekcje były wielokrotnie prezentowane na kilku-dz'esięciu wystawach czasowych w Polsce, ale także w Niemczech, Czechach i Danii. p°dejmowane przez uczestników wypraw tematy badawcze omawiające rzeczywistość kulturową odwiedzanych w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat, społeczności doczekały się wielu publikacji w Polsce i poza jej granicami"36.
Kończąc wątek wypraw samochodowych należy poruszyć mało merytoryczną, ale jakże ważną kwestię - stan techniczny pojazdów a co za tym idzie awarie i naprawy. Pod-C2as wVPrawy w roku 1990, obładowane sprzętem, żywnością itp., Tarpany od początku sPrawiały pewne problemy. Ich apogeum nastąpiło na pustyni, na której to na dodatek zgubiliśmy. Wyjechaliśmy 27 marca z leżącego na wschodzie Algierii Zaouatanlaz §3 N55 na zachód. Droga była słabo oznaczona, co powodowało, że często zjeżdżali-Po • 28 Budziliśmy, co nas bardzo niepokoiło i wprowadzało pewną nerwowość. blic^k"'17^ CZas'0, zna'eźliśmy szlak, a przy nim tzw. balizy (słupy), na których były ta-f 1 2 ''terami FC i AM oraz cyfry. FC zinterpretowaliśmy jako Zaouatanlaz (dawny Ąm§u S| ' F°rt kardel), skąd wyjechaliśmy, zaś AM jako In Amguel, dokąd jechaliśmy. In któ U9 09 zac^ od Zaouatanlaz przy drodze nr 1 biegnącej do Tamanrasset, do C2ały^j^jCłlC'?'iŚm^ C'0jechać, aby dalej skierować się na południe do Nigru. Cyfry oznakę Utw" ^ k''0metrów PrzV FC (Zaouatanlaz) zwiększały się, a przy AM zmniejszały °d Zaou'81^23*0 RaS t0 W Prze'<onan'u' ze jedziemy w dobrym kierunku, oddalamy się atanlaz, a zbliżamy do In Amguel. Niepokoiło nas tylko, że nie spotkaliśmy
zaznaczonych na mapie miejscowości, gdzie zamierzaliśmy uzupełnić zapasy wody, której ubywało. Po pewnym czasie, zaczęliśmy podejrzewać, że nie jedziemy do In Amguel, lecz do leżącej na północy osady Amguid. Wieczorem, 29 marca, rozbiliśmy obóz przy balizie „AM 80". Zauważyliśmy, że z daleka zbliża się do nas ciężarówka. Od kierowcy, w drodze wymiany, nabyliśmy wodę i paliwo. Potwierdził też, że jesteśmy w pobliżu Amguid. Krótko mówiąc, kierowaliśmy się nie na zachód tylko na północny--zachód. Nie był to jednak największy problem, 30 marca popsuły się półośki w pierwszym Tarpanie, co skutecznie go unieruchomiło. Sprawny samochód rozładowaliśmy, aby był lżejszy. Piszący te słowa wraz z jednym uczestnikiem został przy uszkodzonym pojeździe pilnując bagażu i zapasów. Reszta ekipy pojechała po pomoc. Droga nie była łatwa, samochód zakopywał się w piasku (Tarpany nie były samochodami terenowymi), do tego dokuczał brak wody. W kategoriach cudu należy traktować fakt, że „ekipę ratunkową" spotkali francuscy turyści, którzy dali im wody i pomogli dotrzeć do Amguid, gdzie był samochód terenowy. Drugim cudem było to, że następnego dnia odnaleźli nas na pustyni. Gdyby tak się nie stało, to te słowa pisałby pewnie ktoś inny. Kiedy ponownie ruszyliśmy (popsuty Tarpan holował sprawny samochód) w kierunku Tamanrasset, po kilkudziesięciu kilometrach zepsuły się półośki w drugim Tarpanie. Po kilku dniach udało się doholować samochody do Tamanrasset, zaczął się proces sprowadzania części zapasowych z kraju. Straciliśmy ponad dwa tygodnie. Takie lub podobne problemy miały miejsce w każdej wyprawie samochodowej, jednak mimo tych przeciwności losu program badawczy należało realizować a eksponaty pozyskiwać. Powyższa historia, którą dzisiaj z sentymentem wspominamy, pokazuje jak uczestnik wyprawy zależny jest od warunków przyrodniczych i sprzętu. Są to sprawy, na które nie ma się wpływu. Od uczestników wymagane jest coś znacznie ważniejszego: siła psychiczna, konsekwentne dążenie do celu i wzajemne zaufanie. Szczególnie ważne są relacje między kierownikiem wyprawy a uczestnikami, które muszą się cechować wzajemnym zaufaniem i odpowiedzialnością. Z jednej strony odpowiedzialność kierownika wyprawy za uczestników, a z drugiej strony zaufanie uczestników do kierownika. W opisanej sytuacji kluczowe było i jedno i drugie.
Wyprawy samolotowe
Nowa rzeczywistość, w jakiej znalazła się Polska na początku lat 90. skutkowała nowymi możliwościami organizacji badań. Ciężarówka i kilka ton bagażu, z którym udawały się dotychczasowe wyprawy w drogę do Afryki zostały zastąpione biletem lotniczym i plecakiem. Trzeba jednak zauważyć, że wyjazdy lotnicze Jacek zaczął już realizować dekadę wcześniej. Można zaryzykować twierdzenie, że był w Polsce prekursorem tego typu badań. W 1978 roku odwiedził Indie i Nepal, skąd przywiózł interesującą kolekcję broni oraz sztuki (maski). Większość tych zbiorów trafiła do Muzeum Narodowego w Szczecinie, Dwa lata później, również samolotem, a w terenie środkami miejscowej
komunikacji, zwiedził „Tunezję i niezły kawałek Algierii"37. Wymienione wyjazdy lotnicze (1978 i 1980) i dwie ostatnie samochodowe (1991,1992), oprócz walorów poznawczych, miały wyraźny akcent turystyczny. Czy etnograf może być jednak w takich okolicznościach na urlopie? Czy wyjazd turystyczny nie niesie ze sobą aspektów poznawczych? Myślę, że to pytania retoryczne.
W 1996 roku po raz pierwszy Muzeum Narodowe w Szczecinie zorganizowało wyprawę, która nie posiadała własnego środka lokomocji. Uczestnicy tejże ekspedycji udali się samolotem do Bamako, a później poruszali się już lokalnymi środkami transportu. Łącznie przemierzyli 6 000 km przez cztery kraje (Mali, Burkina Faso, Togo, Benin). We wstępie do sprawozdania z badań Jacek zauważa, że „ten rodzaj wyprawy należałoby jednak w przyszłości zarezerwować dla prac typu stacjonarnego, działań terenowych w jednym miejscu"38. Przyszłość pokazała, jak słuszna była ta uwaga, a kolejne wyprawy miały bardzo precyzyjnie określone tereny badawcze. Dla Jacka wyjazd ten był „kontynuacją badań nad dawnym kowalstwem i obróbką metali wśród plemion refugialnych usytuowanych na pograniczu Beninu, Togo oraz Burkiny Faso"39. Sporo czasu poświęcił także na badania w kraju Dogonów, głównie nad procesem przemian zachodzących w tradycyjnej kulturze. Mając punkt odniesienia, jakim były badania z 1977 roku, potrafił dostrzec gwałtowność zachodzących zmian tak w zakresie życia codziennego, jak i sfery duchowej.
Efektem wyjazdu były 42 obiekty przekazane w darze muzeum szczecińskiemu. W wyprawie uczestniczył pracownik Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie - Jacek Kukuczka, który pozyskał dla swojego muzeum 51 obiektów. Porównując możliwości gromadzenia eksponatów z okresu samochodowego, kiedy uczestnicy mieli do dyspozycji samochód i okresu samolotowego, kiedy obiekty musiały zmieścić się w plecaku, Jacek dochodzi do wniosku, że ten sposób prowadzenia badań daje niewielkie możliwości gromadzenia kolekcji muzealnych40. W późniejszym okresie udało nam się jednak wypracować bardziej efektywne sposoby gromadzenia większej ilości obiektów i ich wysyłki do Polski.
Wyprawa z 1996 roku wyznaczyła nowy kierunek w karierze zawodowej Jacka. Wyjazdy w epoce samochodowej sprzyjały pozyskiwaniu dużej ilości eksponatów, korzystanie z transportu lotniczego w znaczący sposób ograniczało te działania. Siłą rzeczy, głównym akcentem stały się dla niego badania naukowe, gromadzenie obiektów - sprawą drugorzędną. Obiekty pozyskiwane były głównie w terenie badań, ale zdarzały się przypadki nabywania ich „na trasie". Koniec lat 90. XX wieku i początek pierwszej dekady XXI wieku to także czas poszukiwań efektywnych sposobów przemieszczania
37http://www.lnfo.kallsz.pl/asnyk/PoLatach/Lapott.htm
38 . ,
J- Łapott, Sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności wyprawy ctnologlc/ncj „Afryka Zachodnia „Materiały Zachodniopomorskie", 19%, t. 42, s. 431,
JJ Tamże, s. 433.
A° Tamże. s. 458-453. 433.
się w terenie. Wynajem samochodów terenowych był dość kosztowny, a co za tym idzie pozostawał poza zasięgiem możliwości finansowych uczestników. Do poruszania się w terenie wykorzystywano popularne w owym czasie w Burkinie Faso i Mali motorowery P-50, zwane tam mobiletkami. W przeciwieństwie do samochodów można je było naprawić za pomocą śrubokręta i młotka. Był to tani w eksploatacji, łatwy do wynajęcia i prosty w prowadzeniu środek lokomocji.
W tym czasie, Jacek koncentrował się nad zbieraniem materiałów do swojej pracy doktorskiej poświęconej pozyskiwaniu żelaza w Afryce Zachodniej. Tematem tym zainteresował się już na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Materiał źródłowy zbierał na przestrzeni kilkunastu lat w sezonach badawczych trwających od kilku do kilkunastu tygodni głównie w Togo i Beninie, ale także w okolicach Korhogo (Wybrzeże Kości Słoniowej w latach 1999 i 2001), u Kurumbów (Burkina Faso w latach 1998,1999, 2001) oraz oczywiście u Dogonów (od roku 1977)18. Mimo intensywności prowadzonych badań nie udało mu się uczestniczyć w procesie budowy dymarki i wytopu żelaza19. Początkowo były problemy nawet z odnalezieniem, w Masywie Atakora, pozostałości po dymarkach. Prowadzone badania przypominały nieco poszukiwanie zjawy. Nastąpił jednak przełom. Po powrocie z wyprawy badawczej w 1996 roku, opowiadał z wielkim przejęciem, jak z kucharzem z misji w Bassar (Togo), jadąc na wynajętym motocyklu przez busz dotarł do pozostałości dymarek. Spowodowało to przełom w badaniach, od tego momentu zintensyfikował swoje poszukiwania. Bardzo zależało mu na zaobserwowaniu procesu technologicznego, pracy przy dymarce. Nie ustawał w tym dążeniu nawet po obronieniu pracy doktorskiej.
W czasie tych wypraw Jacek sporadycznie gromadził eksponaty dla Muzeum Narodowego w Szczecinie. Pomagał natomiast autorowi tych słów w pozyskiwaniu obiektów dla tworzącego się Muzeum Miejskiego w Żorach. Istniejąca w Żorach kolekcja afrykańska powstała przy niemałym jego udziale. Gromadząc eksponaty dla „swojego" muzeum, a także prowadząc wywiady korzystałem z wiedzy i doświadczenia Jacka.
Kilkakrotnie przebywał wśród Kurumbów, głównie w wodzostwie Lurum (il. 1, s. 378). Najważniejszy był chyba pobyt w Yoro (2001) leżącym w wodzostwie Pela na terenie dzisiejszej Republiki Mali (il. 2, s. 378). Miejscowość ta była istotna dla badań prowadzonych przez Jacka wśród Dogonów, bowiem w myśl mitologii Dogonów to do tej miejscowości udali się Tellemowie po opuszczeniu Falez Bandiagary. W świetle tej historii, współcześni mieszkańcy Yoro mieliby być ich potomkami, choć jak wykazały badania - mają oni jednak odmienne zdanie w tej kwestii43.
Po obronieniu przez Jacka doktoratu, nieco dla „odświeżenia" zmieniliśmy teren badań w Afryce. W 2005 roku udaliśmy się do Kamerunu i Czadu śladem dwóch znanych etnografów. Nigela Barleya - autora prac, który pokazywał badania etnologiczne od strony praktycznej, będąc za to często krytykowanym przez swoich oponentów. Badacz w swoich pracach przekonywał, że praktyka badań terenowych niewiele ma wspólnego z teorią. Trudne doświadczenia terenowe traktuje z humorem, a swoje naukowe obserwacje przedstawia w sposób daleki od akademickiego nudziarstwa20. Drugim naukowcem był austriacki etnolog Peter Fuchs prowadzący badania wśród Hadżerajów w środkowym Czadzie45. W wyprawie uczestniczyły jeszcze dwie osoby: Katarzyna Podyma (historyk sztuki z Muzeum Miejskiego w Żorach) oraz Agnieszka Tomaszewska (historyk z Muzeum Narodowego w Szczecinie). Głównym celem ekspedycji było prowadzenie badań wśród ludów refugialnych - Doweyo i Duupów w okolicy Poli (Kamerun), dokumentacja tradycyjnej architektury Musgum (Kamerun)46 oraz Hadżerajów w okolicy Bitkin (Czad), a także nabywanie eksponatów dla Muzeum Miejskiego w Żorach. Łącznie pozyskano dla Muzeum 222 eksponaty.
W 2006 roku Jacek „wraca do Dogonów". Pozyskiwanie eksponatów schodzi na plan dalszy (il. 3-6, s. 379-381). Odkąd w 2007 roku zaczął pracować na Uniwersytecie Szczecińskim w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych, swoje pobyty terenowe prawie całkowicie skupił się na badaniach etnologicznych wśród Dogonów w ramach projektu badawczego poświęconego procesowi przemian w tradycyjnej kulturze Dogonów. Wyjątkiem są wyprawy z lat: 2007, 2009 i 2012.
W 2007 roku, wspólnie z Maciejem Ząbkiem, prowadził badania w Sudanie w ramach projektu badawczego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW): „Etniczna struktura ludności południowego Kordofanu. Zmiana w wyniku migracji i przesiedleń przymusowych w latach 1986-2004". Efektem tego były wystąpienia na konferencjach i publikacje21. Był to jego drugi pobyt w Sudanie, niestabilna sytuacja polityczna komplikowała wyjazd i prowadzenie badań w terenie. Uczestnicy, zaopatrzeni w oficjalne pozwolenia wyjechali ze stolicy, aby dotrzeć do terenu badań. Na przeszkodzie stanął jeden z wielu lokalnych patroli, który nie respektował oficjalnych dokumentów władz państwowych. Wydawało się, że stanowisko uzbrojonego patrolu skutecznie uniemożliwi prowadzenie badań. Podczas długich rozmów z dowódcą patrolu, w czasie których starano się wytłumaczyć cel przyjazdu, Jacek pokazał.zdjęcie wykonane w czasie poprzedniego pobytu w 1985 roku. Pomógł przypadek. Dowódca rozpoznał na pokazanym zdjęciu członków swojej rodziny. Spowodowało to zmianę nastawienia do etnologów, którzy w konsekwencji otrzymali stosowne pozwolenia, tym razem wydane przez władzę lokalną i rozstali się w serdecznej atmosferze.
Rok 2009, to oprócz badań wśród Dogonów także wyjazd do Bamanów celem uczestniczenia w tradycyjnym procesie pozyskiwania żelaza. Był to rezultat odnalezienia 1 marca 2008 roku w miejscowości Kena niedaleko Nossombougou na północ od Bamako - według informatorów - ostatniej, czynnej w Afryce Zachodniej dymarki (il.7, s.381). Mistrzem wytopu był ponad stuletni Diatrou Fane. Wydarzenie to zostało dobrze udokumentowane (nakręcono m.in. film) i wykorzystane w pracy naukowej. Jacek był usatysfakcjonowany, w kilka lat po opublikowaniu pracy poświęconej pozyskiwaniu żelaza, mógł osobiście uczestniczyć w tym procesie. Mógł zweryfikować swoje poglądy na temat technologii procesu (il. 8, s. 382). Większość stawianych w jego pracy tez znalazła potwierdzenie w obserwowanym procesie wytopu48. Jedyne różnice polegały na wielkości uzyskanej w wyniku wytopu łupy oraz sposobu spuszczania żużla. Ciekawym projektem był również wyjazd do Ouagadougou w 2012 roku, jego głównym celem było wykonanie posągu prof. Jana Czekanowskiego (il. 9, s. 382). Posąg został wykonany z okazji III Kongresu Afrykanistów Polskich odbywającego się Szczecinie i umieszczony w centrum miasta, w Parku gen. W. Andersa. Proces wykonania posągu został opisany w roczniku „Afryka"49.
Pod koniec drugiej dekady XXI wieku Jacek ogranicza czas pobytu w Afryce. Badania organizuje w myśl zasady: częściej, krócej, intensywniej. Jest to niewątpliwie wynik zdobytego doświadczenia i ciągłego udoskonalania technik badawczych, ale także problemów związanych ze znoszeniem trudów podróży. Prof. J. Czekanowski wielokrotnie zwracał uwagę jak jego stan zdrowia wpływał na prowadzone badania50. Problemy związane z długim przebywaniem na badaniach w terenie opisywał również Michel Le-iris - francuski etnolog prowadzący badania wśród Dogonów51. Były to czasy wielomiesięcznych wypraw najpierw statkiem do Afryki, a potem lokalnymi środkami transportu (konno, łodzią, pieszo). Krótkie pobyty w terenie były niemożliwe. Dzisiaj w dobie rozwiniętego transportu lotniczego, krótkie i intensywne badania terenowe są w pełni realne. Tą metodą, od 2015 roku, Jacek realizuje projekt poświęcony ludności zamieszkującej Falezy Bandiagary zanim przybyli tam Dogonowie: „Kultura Tellem w tradycji oralnej społeczności Dogoń". Traktuje on o postrzeganiu Tellemów, autochtonicznej ludności Falez Bandiagary przez Dogonów, współczesnych mieszkańców tego terenu (il. 10, s. 383).
41 Znb J Łapott.Pozyskiwanie żelaza...
41 J \ .iputt, L Buclidlik, Afrykanie - Afryknnikie, czyli jak powstawał pomnik profesora lana Czekanowskiego, „Afryka", /tiU. nr 36. v
10I t/(.'k-jfiow.ki, W tjlrjl) lasów Aruwlnii Dziennik wyprawy do Afryki Środkowej, Wrocław 1958.
11 M I <'iri'„ l'Afri»iie funWrrw. (fraijmpnty). „Konteksty. Polska 5/tuka LurJowa", 7007, t. 61(3-4), s. 92-104.
Muzealnik - kolekcjoner
Jacek jest muzealnikiem z pasji i powołania, większą część życia zawodowego - 35 lat - spędził w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Rozpoczynał pracę w czasie kiedy dyrektorem był prof. Władysław Filipowiak - archeolog prowadzący badania w Gwinei. Nie uważa się jednak za jego ucznia. We wspomnianym wywiadzie mówi, „jestem chyba rodzajem samouka, sam zdobywałem wiedzę i doświadczenie w Afryce"22. Na stwierdzenia, że jest specjalistą, znawcą Afryki, zaprzecza, mówi skromnie, że jest tylko poszukującym wiedzy. Sam nie pamięta, kto wpoił mu wiedzę kolekcjonerską i nauczył pozyskiwania eksponatów. Jak wspomina „starałem się, aby kolekcja jak najpełniej pokazywała kulturę grupy etnicznej, w której prowadziliśmy badania. Tak było podczas pierwszej wyprawy w przypadku Dogonów, a także ludów Kirdi Daba, Kirdi Cuidar z Północnego Kamerunu. Jeśli chce się bowiem przedstawić kolekcję prezentującą różne aspekty danej kultury, to musi ona liczyć co najmniej kilkaset eksponatów i będą w niej oczywiście przedmioty bardziej i mniej cenne"23.
Pierwsze wyprawy samochodowe, to przede wszystkim pozyskiwanie eksponatów, można by powiedzieć, że Jacek to przede wszystkim muzealnik-kolekcjoner. Pozyskał do polskich muzeów kilka tysięcy eksponatów, przede wszystkim Muzeum Narodowego w Szczecinie, ale także Muzeum Okręgowego w Kaliszu, Muzeum Etnograficznego w Warszawie, Muzeum Etnograficznego w Poznaniu, Muzeum Misyjno-Etnograficz-nego Księży Werbistów w Pieniężnie i na koniec Muzeum Miejskiego w Żorach. Biorąc pod uwagę zasób polskich zbiorów pozaeuropejskich, praca Jacka jest trudna do przecenienia. Podobnie jak Jacek, pozyskuję zbiory do muzeum - nie śmiałbym jednak porównywać się z nim - wiem, ile trudu to wymaga, czasem trochę intuicji (rozumianej jako emocjonalna emanacja doświadczenia) i szczęścia. Obiekt trzeba w terenie znaleźć, dowiedzieć się, kto jest jego właścicielem (to nie zawsze jest prosta sprawa) i zakupić, w międzyczasie robić notatki i zdjęcia. W momencie, kiedy obiekt jest już pozyskany, należy uporządkować informacje na jego temat, nadać numer terenowy, zapakować i bezpiecznie przywieźć do kraju. Powyższy opis pozyskiwania eksponatów zajął mi dwa zdania, rzeczywistość terenowa jest o wiele bardziej skomplikowana.
Pozyskując obiekty do żorskiego muzeum podpatrywałem pracę Jacka, korzystałem z jego doświadczenia zdobytego w czasie wypraw samochodowych. W tym względzie czuję się jego uczniem. Pomimo że czasy i sposoby podróżowania zmieniały się, zasadnicze sposoby pozyskiwania obiektów w terenie nie ufegły jednak zmianie. Modyfikowałem szczegóły, a raczej dostosowywałem się do okoliczności.
Jak już zostało powiedziane, czas pozyskiwania gigantycznych kolekcji w trakcie wypraw dobiegł końca. Bez samochodu w terenie nie można gromadzić dużych kolekcji, Jackowi tego brakuje. W wiosce zachowuje się jak tropiciel, który musi znaleźć poszukiwany
obiekt. Kiedyś w Yendouman już wsiadaliśmy do stojącego w słońcu samochodu (czasami nas było stać na wynajęcie). Jacek trochę poganiał: „wsiadajcie, wsiadajcie, już idę", ale pojawił się antiąuer z interesującą ofertą. Nie pamiętam, co to były za przedmioty, pamiętam upał w samochodzie i dyskutującego Jacka nieczułego na nasze ponaglenia. Dla niego, trudności, temperatura są nieważne, ważny jest obiekt do pozyskania. W tym względzie był wymagający dla siebie i innych. Powtarzane przez niego, prawie jak zaklęcie, „koniec z kolekcjonerstwem", oraz „kupiłem, żeby nie wyjść z wprawy", nie oznacza, że niczego nie pozyskuje. Stwierdzenia te odnoszą się do zaprzestania zbierania określonych przedmiotów w sytuacji, kiedy otwiera się nowe pole kolekcjonerskie. Obiekty zawsze wybierane są ze smakiem i znawstwem przedmiotu. Czasami mu tego zazdroszczę. Zbierając różne (nie zawsze ładnfe) przedmioty, mam na uwadze, że brzydota także jest częścią codziennego życia. Jacek czasem kręci na to nosem, ale po cichu chyba się zgadza.
Etnolog - afrykanista
Kolekcjonerstwo z Jacka chyba nigdy „nie wyszło". Zresztą, czy z tego można wyjść? Zaprzyjaźniony niemiecki kolekcjoner Gustav Wilhelm powiada, że kolekcjonerstwo to nałóg, z którego nie można się wyleczyć. Nie stoi ono jednak w sprzeczności z ciekawością stricte naukową. Pozyskiwanie eksponatów i badania naukowe są u Jacka powiązane. W fazie samochodowej przebywając w wioskach uczestnicy wypraw prowadzili badania i kupowali przedmioty wchodząc w posiadanie znaczącej wiedzy o nich. Tworzone w ten sposób kolekcje były dobrze udokumentowane, miały solidne podstawy naukowe, stając się w przyszłości ozdobą muzeów.
Jacka interesowała nie tyle wiedza teoretyczna, tworzona przez etnologów „biurkowych", co wiedza praktyczna, którą pozyskuje się w terenie. Kiedyś siedząc na tarasie hotelu Delwende (Ouagadougou) czytał książkę i co jakiś czas opowiadał o jej treści, był wyraźnie zadowolony wywodem autora. Ale gdzieś około setnej strony autor zauważył, że przedstawiony dotychczas wywód jest teorią niepopartą faktami. Jacek zdenerwował się nieco, że stracił tyle czasu na czyjeś teoretyzowanie. Wywód naukowy musi być dobrze udokumentowany, osadzony w faktach, w przeciwnym wypadku jest tylko spekulacją. W czasie licznych dyskusji z Jackiem, kiedy po dniu wywiadów na ich podstawie budowałem pewne teorie, zawsze stawiał pytania: „A skąd to wiesz? Zadałeś to pytanie?" Krytycznym okiem oceniał moje wywody zmuszając mnie do dużej dyscypliny w prowadzeniu wywiadów i dogłębnej analizie uzyskanych informacji.
Na przełomie XX i XXI wieku skoncentrował się na badaniach dotyczących afrykańskich społeczności refugialnych stojących wobec wyzwań współczesnej rzeczywistości. Poznał wiele grup kwalifikujących się do tego rodzaju określenia, oprócz wspominanych często Dogonów, wymienić należy też: Kurumbów z Burkiny Faso, Nuba z Sudanu, Som-ba l Beninu, Kirdl, Doweyo i Duupa w Kamerunie, Hadżeraj w Czadzie, Cagou na Wy -for/eżu Kośr.i Słoniowej. Skoncentrował się na badaniach wśród Dogonów, gdzie zdobył największe doświadczenie, sięgające lat 70. XX wieku, czyli jeszcze sprzed wielkiego boomu turystycznego, który wprowadził wiele zmian w ich życiu tradycyjnym. Te spostrzeżenia (zdjęcia, notatki) były bezcenne w przygotowywanych badaniach. W latach 2006-07 przygotowywał grant habilitacyjny, którego pomysł powstał wskutek zwiększenia częstotliwości wyjazdów do Dogonów. Pamiętał Dogonów z lat 70., z pierwszej wyprawy, zauważył gwałtowny proces przemian, jaki spotkał ich kulturę. We wstępie do pracy podsumowującej badania pisał: „powrót po kilkunastu latach spowodował niemały szok i chęć opisania tego niecodziennego zjawiska, jakie zastałem"24, no cóż, „smutek tropików".
W roku 2008 otrzymał z MNiSW grant habilitacyjny (nr 2641/B/H03/2008/35), realizowany w latach 2008-09, pod tytułem „Dogonowie z Mali (Afryka Zachodnia) - społeczność tradycyjna w warunkach globalizacji". Celem prowadzonych badań było: udokumentowanie współczesnego obrazu kultury Dogonów. Wyodrębnienie różnic i zmian, jakie zaszły w kulturze Dogonów w konfrontacji z obrazem kultury dogońskiej utrwalonym przez francuskich etnologów w połowie XX wieku oraz w konfrontacji z własnymi obserwacjami poczynionymi w trakcie badan nad tradycyjnymi aspektami kultury tego ludu prowadzonymi od lat 70. XX wieku. Wyodrębnienie i opisanie czynników petryfikujących elementy kultury tradycyjnej oraz czynników działających destrukcyjnie na miejscową kulturę. Projekt był realizowany wspólnie z muzealnikami Ewą Prądzyńską (etnograf) ze Szczecina oraz Katarzyną Podymą (historyk sztuki) i Lucjanem Buchalikiem (etnograf) oboje z Żor. Dużą rolę odegrał także pierwszy przewodnik i „stary" przyjaciel Jacka - Cadiolou Dolo (1948-2010). Jego rolę można porównać do roli, jaką dla Marcela Griaule'a pełnił Kaguem Dolo opisany w pracy Bóg wodyss. Istotnie, Cadiolou to więcej niż przewodnik, służył swoją wiedzą, ale także rozciągał nad badaczami niewidoczny parasol ochronny, który dawał jego autorytet i rola, jaką pełnił w społeczności Dogonów. Wyniki badań Jacek opisał w pracy Dogonowie z Mali. Społeczność tradycyjna w procesie zmian, przedstawiając „przemiany związane z ich [Dogonów - LB] kontaktami ze światem zewnętrznym. Nie ograniczam się do współczesnych przemian, ale nawiązuję do stosunku Dogonów do czasów i rządów administracji francuskiej oraz do cywilizacji islamu. Oba te zjawiska miały oczywiście nie mniej znaczący wpływ na kulturę Dogonów. A mówiąc bardziej precyzyjnie - próbowały mieć takowy wpływ. Dogonowie i ich kultura skutecznie opierali się bowiem tym wpływom. Dowodem na to jest chociażby fakt, że pomimo tych wielowiekowych kontaktów - jeszcze 6'0-70 lat temu za czasów badań ekipy M. Griaule'a - kultura dogońska okazywała się zwartym systemem, a i współcześnie jej główne zręby wydają się być nienaruszone"". Książka ta była podstawą do uzyskania przez niego w 2012 roku stopnia doktora habilitowanego.
Dogonowie
Obojętnie, czy będziemy na Jacka patrzeć jak na muzealnika - kolekcjonera czy naukowca, etnologa - afrykanistę i tak Dogonowie zawsze stanowią centrum jego zainteresowań, rodzaj młodzieńczej naukowej miłości sięgającej fascynacji maskami z czasów licealnych. To zauroczenie Dogonami niewątpliwie pojawiło się w trakcie pierwszej wyprawy. A może stało się to wcześniej, w czasie lektury wspomnianych już artykułów poświęconych kosmogonii Dogonów? Jego pierwszym przewodnikiem po zawiłościach kultury Dogonów był wspomniany już Cadiolou Dolo, z którym pracował od 1977 roku. Szczególnie intensywnie w czasie grantu habilitacyjnego. Między Jackiem i Cadiolou zachodziła pewna oryginalna interakcja, prawie telepatia. Cadiolou w lot „łapał" o co Jackowi chodziło. Obserwując niejednokrotnie ich rozmowy można było zauważyć, że panowie darzą się wzajemną przyjaźnią, byli jak „wielokulturowe bliźnięta". Efektem tego było przekazanie Jackowi działki na budowę stacji badawczej. Krótko przed śmiercią Ga-diolou wspominał o przekazaniu Jackowi kawałka ziemi należącej do rodziny. Wcześniej, w czasie grantu Jacka niejednokrotnie była mowa o budowie stałej bazy dla polskich etnologów. Cadiolou pamiętał te rozmowy, być może stąd jego decyzja. Prace nad budową stacji rozpoczęły się w 2015 roku. Ciężar finansowy wziął na siebie Jacek z pomocą grona znajomych. Na zakończenie V Kongresu Afrykanistów Polskich w kwietniu 2018 roku, kiedy prace budowlane dobiegały końca, złożył propozycję Polskiemu Towarzystwu Afrykanistycznemu wykorzystania domu w Sangha na potrzeby członków Towarzystwa. Trudno powiedzieć, na ile zbudowana stacja będzie służyła polskim naukowcom - czas pokaże. Niemniej w kraju Dogonów nadal jest wiele tematów badawczych, zainteresowanie naukowców tym ludem szybko się nie skończy. Należy mieć nadzieję, że polscy badacze skorzystają z tej interesującej oferty. Biorąc pod uwagę stosunek Jacka do Cadiolou, czy też Dolo jak go nazywał, należy się spodziewać stosownego uhonorowania go w stacji25.
Inną ważną dla Jacka postacią był Atmo Doumbo z Youga-Na, poznany podobnie jak Cadiolou w 1977 roku26, który później podarował mu swój bardzo charakterystyczny, chociaż prosty w wyglądzie naszyjnik (miedziany pierścień na rzemieniu). Przedmiot ten był jednak czymś więcej niż tylko naszyjnikiem, według Dogonów był on obdarzony siłą metafizyczną. Atmo był jednym z lokalnych autorytetów i darowany Jackowi naszyjnik pomagał w przemieszczaniu się po kraju Dogonów, otwierał niejedne dogońskie drzwi. Wśród współpracowników należy wymienić także antykwariusza Antimbe Cuindo (pseudonim Lotrszos), Jeremy'ego Poudjougo z oberży „Campement Cite de la Fem-me Dogoń", gdzie najczęściej się zatrzymywaliśmy, Boubakara Ogobara Dolo z hotelu „Cuinna Dogoń" i wiele innych osób z różnych sfer społeczeństwa dogońskiego. Jacek
cieszy się dużym zaufaniem, szczególnie w regionie Sanghi i kompleksie wiosek Youga. Efektem tego było dość niespodziewane zaproszenie nas do jaskini zstąpienia Nommo w październiku 2008 roku. Pangale Dolo, zarządzający budynkiem byłej francuskiej misji etnologicznej (tzw. „dom Dieterlen"), 24 października 2008 roku zaprowadził nas do jaskini nama kommo donu (miejsca zstąpienia Nommo)ss. Mówił, że Germaine Dieterlen ostrzegała Dogonów, aby tam nie wprowadzać turystów, że to jest sekretna, intymna część ich kultury. Nie wszystko jest na sprzedaż, turystom można pokazywać folklor i piękno przyrody. Pewne fragmenty swojej kultury powinni strzec przed obcymi. Ta jej emocjonalna wypowiedź była efektem ukazania się w prasie francuskiej zdjęć z tejże jaskini, pokazanych jako ilustracja z pobytu turystów u Dogonów. Pangale mówił o tym, przyznając jej rację i twierdząc, że „od tego czasu nikogo tu nie przyprowadzili". Pokazanie nam tej jaskini było aktem wielkiego zaufania do nas. Przyznaję, że początkowo byłem tak zdumiony zaistniałą sytuacją, że nie zdawałem sobie sprawy, gdzie się znajduję. Analiza wykonanych zdjęć (porównanie ich do znanych w literaturze) utwierdziły mnie dopiero w przekonaniu, gdzie Pangale nas zaprowadził. Zapewne bez obecności Jacka i Cadiolou ta wizyta nie doszłaby do skutku - weszliśmy na wyższy poziom wtajemniczenia.
Prowadząc przez wiele lat badania wśród konkretnych ludzi, których zna się z imienia i nazwiska, zna się ich sytuację rodzinną, a czasem żyje ich problemami, trudno nie pomagać potrzebującym. Jacek zawsze jedzie do kraju Dogonów z dużym bagażem, najczęściej są to prezenty dla przyjaciół, ale także bardzo konkretna pomoc w postaci na przykład kul dla inwalidy. Etnolodzy prowadzący badania w terenie starają się pomagać, nie tyle osobom indywidualnym, co wspólnotom. Wspominany już M. Griaule, wprowadził uprawę cebuli szalotki, zbudował pierwsze zapory wodne, co umożliwiło uprawę roślin wymagających większej ilości wody. Jacek widząc problemy z wodą w Youga-Pilou pozyskał od sponsora środki na podwyższenie istniejącej zapory tak, aby mogła gromadzić większą ilość wody. Działania pomocowe etnologów wprowadzają zmiany jakościowe w życiu badanej społeczności. Ktoś może uczynić z tego zarzut: etnolog powinien badać kulturę, a nie w nią ingerować. Teoretycznie to prawda. Należy jednak pamiętać, że etnolog też człowiek i nawiązuje osobiste relacje z drugim człowiekiem, przedstawicielem badanej kultury. Czy w tej sytuacji można powstrzymać się od pomagania, ingerowania w ich kulturę?
* * *
Wracając do pytania postawionego na wstępie: „Kim jest Jacek: muzealnikiem, kolekcjonerem, naukowcem, etnologiem, afrykanistą, fotografem czy może filmowcem?" Każda z tych odpowiedzi jest prawdziwa, ale niepełna. Jest to zrozumiałe, angażując się
59 M. Griaule, Ci. Dieterlen, ic rcnard póle. l-lc mythe rosmoqoniquc. 1 - Lu crcotion ilu momJe. P.irK 1%5, s. ?/A.
w wyprawy badawcze, nie można ograniczać się tylko do jednej roli. Trzeba być po trosze dobrym organizatorem, kierownikiem niewielkiej grupy ludzi skazanych na siebie przez kilka miesięcy (a nie jest to łatwe), muzealnikiem - kolekcjonerem (aby przynieść pożytek swojemu muzeum), wnikliwym naukowcem dążącym do poznania kultury, w której się przebywa. Prowadząc zaś wyprawy wspólnie z młodymi ludźmi, siłą rzeczy człowiek staje się ich nauczycielem, przewodnikiem po naukowym poznawaniu Afryki.
Przyjeżdżając po raz pierwszy do kraju Dogonów, Jacek potrzebował przewodnika po meandrach tradycyjnej kultury, jakże odmiennej od naszej, zachodniej cywilizacji. Dzisiaj sam jest przewodnikiem i tłumaczem. Nie chodzi o proste tłumaczenie słów, zapewne niejeden romanista jest w tym lepszy, lecz o tłumaczenie sensu wypowiedzi i zachowań ludzkich. Pełniąc funkcję tłumacza międzykulturowego, jest w tym niezrównany. Dla studentów i doktorantów jest nauczycielem i promotorem, w środowisku afrykanistów uchodzi za specjalistę. A dla mnie? Niewątpliwie jednym z nielicznych Mistrzów, których spotkałem w swej karierze zawodowej.
Bibliografia:
[b.a.], Sudan. Ludy rolnicze i plemiona koczownicze południowo-wschodniego Kordofanu (katalog wystawy), Kalisz 1986.
Barley N„ Niewinny antropolog, tłum. E.T. Szyler, Warszawa 1997.
Barley N., Plaga gąsienic, tłum. E.T. Szyler, Warszawa 1998.
Bolimowska W., Bytyn-Buchajczyk A., Prądzyńska E., Zostaję przy Dogonach, rozmowa z dr. Jackiem Łapottem - etnologiem, „Afryka", wydanie specjalne, Szczecin 2012, s. 47-74.
Buchalik L., Niewolnicy kobiet, czyli pokrewieństwo żartów Dogonów i Kurumba. Studium z etnohi-storii Afryki Zachodniej, Wrocław 2009.
Buchalik L., Łapott J., Sprawozdanie z realizacji programów badawczych „Lurum 2000" oraz „Ataco-ra-Lurum 2001" i „Yoro 2002", [w:] Ludzie i kultury, I. Bukowska-Floreńska (red.), Żory 2003, t.1, s. 69-84.
Czekała G., Życie i śmierć ludu skal, „Kontynenty", 1978, nr 6, s. 9-13.
Czekanowski J., Wglqb lasów Aruwimi. Dziennik wyprawy do Afryki Środkowej, Wrocław 1958.
Dohnal W., Tradycyjna gospodarka rolna ludu Somba z północnego Beninu, „Materiały Zachodniopomorskie", 1991, t. 37, s. 211-305.
Griaule M., Masques dogons, Paris 1938.
Griaule M„ Bóg wody. Rozmowy z Ogótemmelim, tłum. E. Klekot, A. Lebeuf, Kęty 2006.
Griaule M., Uleterlen G., Le renardpóle, 1.1: Le mythe cosmogonique, z. 1: La creation du monde, Parls, 1%5.
f ucho P,, Amłwim: kminu demonów, tłum. J. Storynowska, j. Storynowski, Warszawa, 1967.
Fuchs R. La religion des Hadjeray, tłum. H. Fuchs, Paris 1997.
Kostuch R, Zagroda północno-kameruńskiego plemienia Daba, „Materiały Zachodniopomorskie", 1981, t. 27, s. 281-305.
Krysik 5., Tradycyjne budownictwo ludów Somba z regionu wzgórz Atacora w północno-zachodnim Beninie, „Materiały Zachodniopomorskie", 1993, t. 39, s. 353-380.
Leiris M., L'Afrique fantóme (fragmenty), tłum. Tomasz Szerszeń, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa". 2007, t. 61(3-4).
Łapott J., Atmo Domno - system władzy i stratyfikacji społecznej w plemieniu Dogoń z Mali, [w:] Przywódcy i przywództwo w Afryce, A. Żukowski (red.), Seria „Forum Politologiczne", Olsztyn 2008, t. 7, s. 341-352.
tapott J., „Długa podróż" do kroju Dogonów, „Afryka", 2018, nr47.
Łapott J., Dogonowie i inni (katalog wystawy), Szczecin 1977.
Łapott J„ Dogonowie i inni (katalog wystawy), Kalisz 1978.
Łapott J., Dogonowie z Mali. Społeczność tradycyjna w procesie zmian, Szczecin 2012.
Łapott J., Ekspedycja Etnologiczna „Sahara - Sahel '90" - sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności wyprawy do Afryki, „Materiały Zachodniopomorskie", 1992, t. 38, s. 385-414.
Łapott J., Kowalstwo w kulturze ludów Somba z północnego Beninu w epoce przemian, „Materiały Zachodniopomorskie", 2000, t. 46, s. 503-600.
Łapott J., Kowalstwo w życiu codziennym plemienia Daba i Cuidar w Kamerunie Północnym, „Materiały Zachodniopomorskie", 1984, t. 30, s. 245-262.
Łapott J., Nuba Moro z południowego Kordofanu - społeczeństwo refugialne w świecie współczesnej wojny, [w:] Afryka na progu XXI wieku polityka Kwestie społeczne i gospodarcze, D. Kopiński, A. Żukowski (red.), Warszawa 2009, s. 89-100.
Łapott J., Pozyskiwanie żelaza w Afryce Zachodniej na przykładzie masywu Atakora, Żory 2008.
Łapott J., Sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności wyprawy etnologicznej „Afryka Zachodnia '96". „Materiały Zachodniopomorskie", 1997, t. 43, s. 431-479.
Łapott J., Studencka Ekspedycja Etnograficzna „Afryko '76-77" - sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności etnologicznej wyprawy do Afryki, „Materiały Zachodniopomorskie", 1978, t. 24, s. 283-319.
Łapott J„ Studencka Wyprawa Naukowa „Afryka '84-85" - sprawozdanie z przebiegu etnologicznej ekspedycji do Sudanu, „Materiały Zachodniopomorskie", 1985, t. 31, s. 337-364.
Łapott J., Tradycjonalizm kulturowy plemienia Dogoń, [w:] Trzeci Świat w polskich badaniach etnograficznych, M. Paradowska (red.), Warszawa 1987, s. 211-233.
Łapott J., Wyprawa Naukowa „SAHEL '87" - sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności etnologicznej ekspedycji do Afryki, „Materiały Zachodniopomorskie". 1991, t. 37, s. 281-311.
Łapott J., Wśród Dogonów i Kirdi, „Kontynenty", 1978, nr 6, s. 16-17.
Łapott J., Buchalik L., Afrykanie - Afrykaniście, czyli jak powstawał pomnik profesora Jana Czekanów-sklego, „Afryka", 2012, nr 36, s, 117-126,
Palau-Marti M., Les Dogoń, Parls 1957.
Stom j., Astronomia Dogonów, „Dookoła Świata", 1976, nr 3, s. 12-13.
Stom J., Dogoni i kosmos, „Dookoła Świata", 1976, nr 2, s. 12-14.
Stom J., Kosmogoniczny mit Dogonów, „Dookoła Świata", 1976, nr 1, s. 8-9.
Stom J., Kosmogoniczny mit Dogonów. Podróże kosmiczne, „Dookoła Świata", 1976, nr 5. s. 13-14.
Stom J., Największa tajemnica Amma, „Dookoła Świata", 1976, nr 4, s. 12-13.
Targosz-Krysik B., Garncarstwo u ludu Nuba-Moro z Południowego Kordofanu w Sudanie, „Materiały Zachodniopomorskie", 1997, t. 43, s. 275-430.
Vorbrich R., Naczynia gliniane Dogonów, „Materiały Zachodniopomorskie", 1980, t. 26, s. 471-488.
Vorbrich R., Produkcja garncarska Dogonów, „Etnografia Polska", 1982, t. 26(1), s. 245-266.
Ząbek M., Zagroda Lobi w południowo-zachodniej Burkina Faso. „Materiały Zachodniopomorskie", 1993, t. 39, s. 321-352.
Strona internetowa:
http://www.info.kalisz.pl/asnyk/PoLatach/Lapott.htm [10.07.2018].
mgr Katarzyna Findlik
Muzeum Narodowe w Szczecinie
W pogoni za kolekcją etnograficzną. Pozyskiwanie zbiorów dla polskich muzeów przez Jacka Łapotta w latach 1972-2018
Jacka Łapotta poznałam w 2016 roku, kiedy podjęłam pracę w Muzeum Narodowym w Szczecinie w Dziale Kultur Pozaeuropejskich. Profesor w łatach 1972-2008 był kierownikiem Działu, toteż do dzisiaj jest częstym gościem muzeum. Jego osoba od razu zrobiła na mnie duże wrażenie. Już podczas pierwszego spotkania wypytywał o moje zainteresowania badawcze, starając się zarazić swoją pasją do Afryki. Szczególnie zapamiętałam jego słowa, w których stwierdził, że pracownik Działu Kultur Pozaeuropejskich powinien choć raz, ze względu na przeważające zbiory afrykańskie, wybrać się do Afryki. Oczywiście prof. Łapott z chęcią wyznaczył kierunek tej pierwszej podróży. Był to kraj Dogonów. Od tej pory na każdym kolejnym spotkaniu starał się zmobilizować mnie do podjęcia decyzji o wyjeździe do Afryki.
Słuchając historii, które opowiadał przenosiłam się w czasie i przestrzeni. Dla osoby z pokolenia millenialsów27, która nigdy nie uczestniczyła w długotrwałych badaniach terenowych, opowieści profesora były jak z innej epoki. Problemy, z jakimi etnolodzy jego pokolenia zmagali się, aby móc wyjechać na badania terenowe były dla mnie zupełną abstrakcją. Szczególnie, iż obecnie w czasach Erasmusa i Unii Europejskiej nie jest to duży problem. Rzeczywistość opisywana przez J.Łapotta - stan wojenny, trudności z otrzymaniem paszportu i opuszczeniem ojczyzny, podróżowanie ciężarówką, finansowanie wypraw ze środków dewizowych - nadawała się na film o przygodach polskiego Indiany Jonesa. Pomimo niesprzyjających warunków i problemów, jakie wynikały z tych ciężkich czasów udało mu się zorganizować kilkadziesiąt wypraw badawczych, tych dalekich - do Afryki (głównie Zachodniej) oraz bliskich - prowadzonych na Pomorzu Zachodnim. W artykule chciałabym szczególnie zwrócić uwagę na zgromadzone przez profesora obiekty etnograficzne: historie ich pozyskiwania, drogi, jakie przebyły oraz muzea, w których się znalazły.
Pozyskiwanie kolekcji etnograficznych: POMORZE ZACHODNIE
.Jacek Łapott już jako student rozpoczął gromadzenie kolekcji etnograficznych z Pomorza Zachodniego. Badania terenowe odbywały się wówczas pod kierownictwem mgr Marii Pinińskiej, pracownicy Muzeum Pomorza Zachodniego w Szczecinie28. W owym czasie studenci chętnie uczestniczyli w muzealnych badaniach terenowych. Szczecińskie muzeum przez wiele lat współpracowało z ośrodkiem akademickim w Poznaniu29, od którego otrzymywało wsparcie w postaci studentów etnografii. Studenci przyjeżdżali zarówno na obowiązkowe praktyki, jak i fakultatywnie brali udział w badaniach. Ich staż rozpoczynał się w połowie czerwca i trwał do pierwszej dekady sierpnia30. Praca studentów polegała m.in. na przeszukiwaniu wiosek pod kątem obiektów, które mogłyby zasilić szczecińskie muzeum. Właścicielom wypatrzonych, przyszłych muzealiów proponowano przekazanie ich w postaci darowizny.
W czasie tychże badań chętnie zbierano eksponaty reprezentujące dwie dziedziny życia: rybołówstwo i tkactwo. Były to sfery bardzo silnie rozwinięte na Pomorzu Zachodnim. Warsztaty tkackie z tego regionu były nietypowe, niespotykane w innych. Tkaniny tkano używając aż kilkunastu nicielnic. Praktykowano pozostawianie fragmentu utkanej tkaniny na warsztacie, aby podczas pracy mieć przed oczami wzór. Obiekty z zakresu rybołówstwa pozyskiwane do zbiorów należały do wymagających, chociażby w kwestii transportu. W latach 70. zorganizowanie przewozu dla podarowanej łodzi było wielkim wyzwaniem. Zdarzały się przypadki, że transport był tak trudny w realizacji, iż zakupiona łódka w rezultacie nie docierała do muzeum: „Była taka sytuacja, że kupiliśmy łodzie, które zostały u właściciela, bo nie było transportu, żeby je przewieźć do Szczecina. Właściciel czekał rok, dwa, trzy, pięć, nikt się nie zgłosił, to porąbał łódź i koniec. [...] Wtedy była taka rzeczywistość, żeby przewieźć łódź do muzeum to potrzebny był samochód z tzw. hds-em, czyli z dźwigiem z tyłu, który uniesie przynajmniej dwie tony"31. Problem z transportem wielkogabarytowych obiektów pojawiał się kilkakrotnie w czasie badań na Pomorzu Zachodnim.
Praktyka terenowa odbyta na Pomorzu i rzetelne wykonywanie obowiązków (m.in. kierowanie zespołem) nie umknęły ówczesnemu dyrektorowi szczecińskiego muzeum, Władysławowi Filipowiakowi. J. Łapott, jak tylko uzyskał stopień magistra etnografii, dostał propozycję pracy w Szczecinie, jednak względy prywatne zdecydowały, że podjął pracę w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku32. Po roku odświeżył kontakt z W. Filipo-wiakiem i w sierpniu 1972 roku został zatrudniony w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Był to dobry okres, ponieważ w muzeum został wyodrębniony nowy Dział Etnografii, jego kierownikiem został właśnie mgr Łapott. Ze względu na specyfikę działu i obiektów znajdujących się pod jego opieką został podzielony na trzy pracownie: Etnografię Pomorza, Etnografię Afryki oraz Etnografię Powszechną33.
Początkowo dyrektor Filipowiak miał inne plany względem obiektów gromadzonych na Pomorzu Zachodnim. Chciał powołać nowy oddział muzeum: Park Etnograficzny w Wolinie. Doświadczenie nabyte przez Jacka Łapotta w czasie pracy w skansenie w Olsztynku, odgrywało istotną rolę w planach dyrektora: „[...] wiedziałem już wtedy, ile obiektów zmieści się do takiego domostwa. Miały to być nie wystawy w obejściach, ale zagrody w pełni wyposażone, z całym asortymentem. Dlatego gromadziliśmy wszystko, co tylko się dało"34. Plan dyrektora nie powiódł się, skansen jako oddział Muzeum Narodowego w Szczecinie nie powstał.
Jacek Łapott od początku swojej drogi w szczecińskim muzeum kładł duży nacisk na powiększanie zbiorów. Jego misji zgromadzenia jak największej kolekcji obiektów etnograficznych towarzyszył jasny cel: „[...] trzeba te zbiory tak powiększyć, aby ciężko było je ogarnąć w jednym dziale". Od 1973 roku, już jako pracownik muzeum w Szczecinie, zaczął kierować badaniami na Pomorzu Zachodnim. Nie było^to łatwe zadanie, chociażby pod względem logistycznym. Należało wszystkich zmobilizować do pracy i zorganizować ją tak, żeby zarówno studenci (w niektórych latach było ich nawet 20), jak i pracownicy nie wchodzili sobie w drogę i nie powielali swojej pracy: „[...] w dalszym ciągu jeździliśmy na badania terenowe. W teren jeździliśmy wszyscy, każdy pracownik działu, niezależnie od tego, czy interesował się Afryką, Pomorzem, czy czymkolwiek innym"35.
Najtrudniej było zorganizować komunikację pomiędzy wioskami i transport pozyskanych obiektów. Kierownik Łapott wraz z dyrektorem Filipowiakiem wymyślili dość ciekawe rozwiązanie tego problemu. Wyposażyli muzealnych eksploratorów w rowery z dwukołowymi wózkami, dzięki którym można było przewieźć o wiele więcej obiektów.
Braliśmy ze sobą od sześciu do ośmiu rowerów. Jeździliśmy nimi po wioskach. Pozyskane eksponaty przywoziło się do jednego miejsca, z którego małe rzeczy były zabierane przez muzealnego żuka, a duże, np. wóz, bryczka, sanie - ciężarówką [...]. W jednej miejscowości była baza. Rowerami pokonywaliśmy obszar 10 km w każdą stronę od bazy. W pewnym momencie, namówiłem dyrektora Filipowiaka, aby wykonał dla nas dwukołowe wózki, które przywiązywałoby się do roweru. Jeżdżąc po 10 km z obiektami,
trzeba było uważać, aby za bardzo nie obciążyć roweru [...]. Szczególnie ciężko było. jak przewoziliśmy większe przedmioty, np. kołowrotki, nicielnice. Gdy pojawiły się wózki, to obiekty pakowaliśmy do nich i nawet je prowadząc było to jakieś ułatwienie. Jest to ciekawy kawałek historii gromadzenia kolekcji w tym muzeum36.
Jedną z metod pozyskiwania obiektów w terenie było zachęcanie właścicieli do przekazania posiadanych przedmiotów do muzeum w darze. Dysponenci nie zawsze się na to godzili. Bardziej efektywny sposób na zgromadzenie zbiorów dawała metoda Jacka Łapotta. Wszystko opierało się o prostą transakcję barterową37. Za interesujący go eksponat oferował inny przedmiot. Jakie przedmioty proponowano do wymiany? Jacek Łapott, za zgodą dyrektora, prezentował zainteresowanym właścicielom stary biurowy sprzęt muzealny lub zakupione z budżetu muzeum przedmioty codziennego użytku, m.in. pościel, ręczniki, obrusy.
Czasem ciekawsze obiekty kupowaliśmy albo wymienialiśmy. Moim pomysłem było [...] zamienianie biurowego sprzętu muzealnego, np. krzeseł biurowych m.in. na zydle pomorskie. [...] uzyskiwałem również z muzeum pieniądze i kupowałem różne przedmioty na wymianę, np. obrusy, ręczniki, pościel. Był to dość niekonwencjonalny sposób. W tamtych czasach ludzie byli z tej wymiany bardzo zadowoleni. Po pierwsze, komunikacja była gorsza, mieszkańcy wiosek nie mieli samochodów, motorów, rowerów, a więc jeżeli ktoś przyjeżdżał z nowym krzesłem i chciał je zamienić na stare, to była to dla nich znakomita transakcja. Nie musieli jeździć po sklepach i szukać. Tak samo było z pościelą, ręcznikami, itd. Bardzo chętnie się zgadzali na taką wymianę".
W czasie badań na Pomorzu, poza gromadzeniem obiektów, równie ważna była rzetelnie przygotowana dokumentacja terenowa. Miała ona pomóc w inwentaryzowaniu i opracowywaniu pozyskanych muzealiów oraz w pełnej charakterystyce zbiorów pomorskich. Prowadzono dziennik badań i inwentarz polowy, w których notowano nazwy odwiedzanych wsi, wykazy pozyskiwanych obiektów i ich funkcje. Dodatkowo tworzono karty terenowe. Umieszczano w nich informacje na temat przedmiotów odnotowanych przez badaczy, ale z jakichś przyczyn nie pozyskanych do zbiorów muzealnych. W ten sposób chciano zaznaczyć obecność pozostałych w terenie obiektów, atrakcyjnych pod kątem muzealnym. Karty zawierały charakterystykę i rysunek przedmiotu, nazwę wsi oraz zagrody, w której się znajdował. Miały służyć odnalezieniu obiektu podczas przyszłych badań muzealnych. Tak sporządzona dokumentacja terenowa dawała pełny obraz zbiorów pomorskich.
Podsumowując ten etap gromadzenia kolekcji etnograficznych należałoby zauważyć, że dzięki pracy terenowej Jacka Łapotta do szczecińskiego muzeum trafiło kilka tysięcy eksponatów z Pomorza Zachodniego. Wśród zgromadzonych obiektów znalazły się m.in. meble gryfickie, bogaty zestaw narzędzi tkackich i tkanin, różnorodna ceramika, sanie paradne, bryczki oraz tradycyjne akcesoria używane w rybołówstwie zalewowym38. Kierownik badań tak wspomina ten okres: „To wszystko było ważne. Na Pomorzu zdobyłem doświadczenie w rozmowach z ludźmi, w pozyskiwaniu obiektów. Zarówno wtedy, jak i na początku moich badań w Afryce, nabywałem eksponaty głównie na zasadzie wymiany". Pomorze Zachodnie było ważnym etapem w muzealnej karierze Jacka Łapotta. Jego celem było pozyskanie ogromnej i różnorodnej kolekcji etnograficznej. Swoją misję zrealizował i w 1983 roku doprowadził do podziału Działu Etnografii i wyodrębnienia nowego bytu muzealnego: Działu Kultur Pozaeuropejskich, którego stał się kierownikiem39.
Pozyskiwanie kolekcji etnograficznych: AFRYKA
Jacek Łapott już od czasów studenckich był żywo zainteresowany kontynentem afrykańskim i podjęciem tam stacjonarnych badań terenowych. Po objęciu stanowiska kierownika Działu Etnografii, od razu zaczął planować wzbogacenie muzealnych zbiorów afrykańskich. Początki pozyskiwania eksponatów z Afryki opierały się na współpracy muzeum z Polską Żeglugą Morską oraz Polakami przebywającymi na zagranicznych kontraktach w Afryce. Trzeba zauważyć, że muzeum szczecińskie posiadało również własne doświadczenia badawcze z terenu Afryki. Muzealnicy prowadzili wykopaliska archeologiczne w Niani (w Gwinei), jednak nie były one związane z gromadzeniem większych kolekcji etnograficznych. Jacek Łapott pragnął czegoś więcej, dlatego zajął się organizacją etnologicznej ekspedycji naukowej do Afryki. Podjął ryzyko, które opłaciło się. W czasie wszystkich wypraw, to właśnie on był odpowiedzialny za gromadzenie afrykańskich zbiorów etnograficznych dla szczecińskiego muzeum40.
I WYPRAWA SAMOCHODOWA:
Studencka Ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76-77"41 - m.in. badania w Mali i Kamerunie, łącznie pozyskano około 1300 obiektów
Inicjatorami pomysłu zorganizowania pierwszej wyprawy badawczej byli studenci etnografii z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Muzeum, za namową J.Łapotta, wsparło przedsięwzięcie i w jego osobie sprawowało opiekę merytoryczną nad ekspedycją42. Celem pierwszej wyprawy było przeprowadzenie stacjonarnych badań terenowych w Afryce Zachodniej, dzięki którym studenci mieli zgromadzić materiał badawczy do prac dyplomowych, a kierownik naukowy kolekcję eksponatów afrykańskich. W tym miejscu warto zacytować afrykanistę, który tak wspomina rozmowę z dyrektorem Filipowiakiem, na temat jego pierwszej wyprawy do Afryki: „Filipowiak z Szerniewiczem mieli jechać do Gwinei. Wtenczas, do muzeum zgłosili się studenci z Poznania, z propozycją zorganizowania etnologicznej wyprawy. Dogadałem się z nimi i poszedłem w tej sprawie do dyrektora FilipoWiaka, na co on powiedział: «panie Łapott nie wierzę, żeby pan coś ciekawego z tej Afryki przywiózł, ale jak pana nie puszczę, to będzie mi to pan do końca życia wypominał»".
5EE „Afryka '76-77" wyruszyła z kraju 5 grudnia 1976 roku43. Było to pierwsze spotkanie jej uczestników z Afryką. Przejechali przez Algierię, Niger, Mali, Nigerię i Kamerun, pokonali 13 tys. kilometrów. Ich środkiem transportu był samochód ciężarowy STAR 266A44: „[...] taki środek transportu to ogromny dar, dzięki niemu pierwsze wyprawy były tak obfite w obiekty"45. Analizując wszystkie wyprawy, w jakich brał udział afrykanista, od razu zauważamy, że ciężarówka daje o wiele więcej możliwości, szczególnie dla muzealnika. Po pierwsze, łatwiej jest gromadzić obiekty, szczególnie te o dużych gabarytach. Nie trzeba się martwić przenoszeniem ich z miejsca do miejsca oraz o ich podróż powrotną. Przede wszystkim jednak, własny samochód pozwala pozyskiwać wielkie kolekcje monograficzne, na co nie można sobie pozwolić podczas wypraw samolotowych.
W czasie tej ekspedycji przeprowadzono stacjonarne badania terenowe m.in. wśród Dogonów w Mali oraz Kirdi w Kamerunie. Przedmiotem zainteresowań uczestników cieszyło się kowalstwo, budownictwo oraz garncarstwo. Jacek Łapott nadzorował pozyskiwanie zbiorów do szczecińskiego muzeum. Zebrano dwie duże kolekcje monograficzne badanych grup etnicznych. Liczba obiektów przywiezionych przez ekspedycję liczyła 1309 sztuk. Za sprawą jednej wyprawy podwojono dotychczas zgromadzone (w ciągu 15 lat) zbiory Muzeum Narodowego w Szczecinie21.
W czasie badań pozyskano różnorodną kolekcję, reprezentującą kulturę materialną Dogonów oraz ludów Kirdi, m.in.: ceramikę, odzież, obiekty plecione, narzędzia rolnicze i rzemieślnicze, broń, instrumenty muzyczne, biżuterię oraz eksponaty związane z religią, kultem i magią (np. maski, figurki, fetysze). Zebrane w terenie zabytki ukazywały wszystkie dziedziny życia badanych społeczności zastane przez badaczy w roku 1977. Bardzo ciekawym zabytkiem pozyskanym przez członków ekspedycji okazała się papirusowa łódź znad jeziora Czad. Należałoby również przytoczyć wspomnienie Jacka Łapotta na temat pierwszego obiektu pozyskanego przez ekspedycję na kontynencie afrykańskim:
Z tej ekspedycji pamiętam, że pierwszy obiekt, to - jak się potem okazało - nie był do końca legalnie pozyskany. Leżał porzucony, gdzieś na skrzyżowaniu dróg [...]. Teraz ten eksponat, siodło juczne na wielbłąda, jest w zbiorach tutejszego muzeum". Potem dowiedzieliśmy się, że było w zwyczaju zostawiać tak przedmioty przy drodze. Nie było ono porzucone, tak jak sądziliśmy. [...] Jednak dla miejscowych, mam nadzieję, nie była to aż tak duża strata.
5EE „Afryka 76-77" okazała się wielkim sukcesem, szczególnie na płaszczyźnie muzealnej. Uczestnicy wyprawy przywieźli jednorazowo ogromną kolekcję etnograficzną, którą przekazano polskim placówkom muzealnym w Szczecinie, Poznaniu i Kaliszu. Muzea, do których trafiły obiekty, wyceniły wartość tej kolekcji na 1400 000 zł23.
Rzetelna praca Jacka Łapotta oraz innych członków ekspedycji wzbogaciła Muzeum Narodowe w Szczecinie o unikatowe zbiory. Bardzo ważna okazała się kompetencja człowieka nadzorującego wyprawę. To właśnie zaangażowanie pracownika muzeum, który osobiście pozyskiwał obiekty w terenie - nadało dodatkową wartość naukową zgromadzonej kolekcji. W trakcie badań, zyskał wiedzę na temat nabytych przedmiotów, co dało możliwość ich pełnego opracowania.
Uczestnicy wyprawy sporządzili wyczerpującą dokumentację fotograficzną, fonograficzną i filmową. Fotografie i filmy miały za zadanie nie tylko wzbogacić przyszłe wystawy poświęcone kulturom Dogonów i Kirdi, ale również pokazać procesy produkcji wybranych przedmiotów. Dzięki tym materiałom, muzealnikom łatwiej jest obecnie pracować z obiektem. Zmontowano również dwa filmy krótkometrażowe, które były kilkakrotnie emitowane w TVP („Z Syriusza na Ziemię" - o Dogonach oraz „Dwa Kameruny" - o ludach
" E. Prądzyńska, dz, cyt., s. 364.
" Mowa o Muzeum Narodowym w Szczecinie.
11 A. Czerner-Lebedew. Studencka Ekspedycja etnograficzna ..Afryka 7fc-77". Wystawo c/osowm P2.W,?0U>-1/.w:a)U> (folder wystawy), Żory 2016.
Kirdi i podróży polskiego eksploratora Kamerunu, Stefana Szolc-Rogozińskiego). Uczestnictwo w badaniach wykwalifikowanego muzealnika oraz wszystkie dodatkowo pozyskane materiały wpłynęły na wartość nowych kolekcji muzealnych. W rezultacie polskie muzea wzbogaciły się o wyjątkowe zbiory z Afryki Zachodniej.
Sukces tej wyprawy spowodował, że Muzeum Narodowe w Szczecinie zaczęło chętniej podejmować współpracę badawczą z innymi instytucjami. Prestiżu szczecińskiej placówce dodało przyznanie Jackowi Łapottowi oraz Władysławowi Filipowiakowi medali Per aspera ad astra za zasługi w poznawaniu i popularyzowaniu kultur ludów Afryki46. Przyznane medale wyróżniły Muzeum Narodowe w Szczecinie na arenie polskiego muzealnictwa w dziedzinie afrykanistyki. Grono osób zainteresowanych współpracą z muzeum powiększyło się.
II WYPRAWA SAMOCHODOWA:
Studencka Wyprawa Naukowa „Afryka '84-85"47 - m.in. badania w Sudanie, łącznie pozyskano ok. 1300 obiektów
Druga wyprawa badawcza Jacka Łapotta odbyła się w latach 80. XX wieku. SWN „Afryka '84-85" została zorganizowana dzięki współpracy Muzeum Narodowego w Szczecinie z Uniwersytetem Warszawskim. Uczestnicy wyruszyli do Sudanu48. Kierownikiem naukowym ekspedycji został J. Łapott. Celem ekspedycji były stacjonarne badania terenowe wśród grup Nuba. Wybrany przez etnologów obszar był prawie całkowicie nieznany polskim badaczom, dlatego okazał się tak atrakcyjny do penetracji poznawczej. Uczestnicy ekspedycji ponownie skupili się na pozyskaniu materiałów do prac dyplomowych oraz zbieraniu kolekcji dla Muzeum Narodowego w Szczecinie49, dla którego zgromadzono 889 obiektów etnograficznych50. Po wyprawie powstały prace magisterskie i publikacje naukowe.
Etnolodzy, pozyskując w terenie kolekcje, skupili się na zbieraniu nadwyżek lub przedmiotów już niepotrzebnych ich użytkownikom. Należy podkreślić, że wyprawy etnologicz-ne, w których brał udział J. Łapott, koncentrowały się na kolekcjonowaniu eksponatów używanych przez użytkowników danej kultury (stworzonych na ich potrzeby). Rzadko kupowano nowe wyroby etnograficzne (często skierowane do turystów), w przeciwieństwie do wcześniejszych muzealnych wypraw archeologicznych.
Jacek Łapott, po doświadczeniu pomorskim, wypracował charakterystyczny sposób pozyskiwania obiektów w Afryce. Najczęściej gromadzono eksponaty drogą wymiany. Jednak nim do tego doszło, jeszcze na etapie planowania ekspedycji, starano się pozyskać środki finansowe i przedmioty, które w Afryce wymieniano na eksponaty. Studenckie wyprawy z tamtych czasów wysyłały pisma do przedsiębiorstw i instytucji. Podobnie zrobili etnolodzy z ekspedycji „Afryka '84-85". W listach prosili o darmowe przekazanie sprzętów, żywności lub pomoc finansową. W zamian oferowali pozyskanie kolekcji, reklamę marki w krajach afrykańskich lub nieodpłatne odpracowanie przyznanych środków finansowych. Przeglądając archiwum ekspedycji naliczyłam kopie stu pism wysłanych w sprawie wsparcia młodych badaczy. Ciekawe wydaje się zaprezentowanie, kogo proszono o pomoc. W archiwum Działu Kultur Pozaeuropejskich znajdują się kopie dokumentów wysłanych m.in. do linii lotniczych KLM, firmy POLSPORT - Zakładu Odzieży i Sprzętu Sportowego, sklepów SPOŁEM - Powszechnej Spółdzielni Spożywczej, Przedsiębiorstwa Hurtu Spożywczego w Warszawie, Amino - Poznańskich Zakładów Koncentratów Spożywczych, Grudziądzkiego Zakładu Przemysłu Cumowego „Stomil", Zakładu Przemysłu Cukierniczego Wawel, Universal - Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego, Centralnego Związku Spółdzielni Mleczarskich w Warszawie, Łódzkiego Przedsiębiorstwa Instalacji Sanitarnych i Elektrycznych, Okręgowego Przedsiębiorstwa Przemysłu Mięsnego w Bydgoszczy oraz Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego w Gdyni. Wszystkie wymienione przedsiębiorstwa odmówiły pomocy, zazwyczaj powołując się na brak zainteresowania propozycją reklamy, brak środków lub na ogólnokrajową reglamentację. Na sto listów tylko jeden doczekał się pozytywnej odpowiedzi. Fabryka Wagonów „Świdnica", wykazała chęć udzielenia pomocy finansowej w zamian za odpracowanie przez uczestników wyprawy ich wkładu pieniężnego51.
Muzea, które współpracowały przy organizowaniu ekspedycji, wydawały wyprawie sprzęt. Kupowano również nowe artykuły, które miały zostać przeznaczone na wymianę za przyszłe muzealia. Dodatkowo uczestnicy ekspedycji, z myślą o handlu wymiennym, zabierali swoje przedmioty, za które później pozyskiwali afrykańskie artefakty. Najlepiej zasady dotyczące wymiany barterowej i przedmiotów wymiennych oddadzą słowa Jacka Łapotta:
