20 000 słów fantastyki - Rafał Cywicki - ebook

20 000 słów fantastyki ebook

Rafał Cywicki

0,0
15,00 zł

lub
Opis

“20 000 Słów Fantastyki” to e-book zbierający najlepsze teksty z ostatnich 10 lat życia bloga „Sto Słów Fantastyki”: wyselekcjonowane i zredagowane dwieście stusłówek dotykających tematów duchowości, polityki, nowoczesności i miłości.

Czytelnika czekają scenki z przyszłości (dalekiej i bliskiej), refleksje ze światów alternatywnych lub zaświatów, odległych planet, krain fantasy i swojskiej Ziemi. W swoich podróżach spotka androidy pragnące potomka, anioła strzegącego praw fizyki, astronautów na randce, postludzki byt na wakacjach, boga w burdelu i wampira na rauszu. Będą okazje roześmiać się, zasmucić, zezłościć lub pomyśleć. Każde z opowiadań to oczko kalejdoskopu światów, które czasem układają się w spójną całość, ale nigdy na zbyt długo. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 103

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



20 000 słów fantastyki

Rafał Cywicki

Patroni:

Autor: Rafał Cywicki

Okładka: Simeon Genew

Redakcja i skład: Cyrus Bukowsky

Kraków 2021

ISBN 978-83-961719-0-0

Drabble

Sto słów

To trwalsze niż tatuaż i epitafium na płycie nagrobnej.

Pisze się sto słów, nie licząc tytułu i podpisu.

Pod własnym imieniem i nazwiskiem – weryfikują. Teksty nie są moderowane, autor bierze za nie pełną odpowiedzialność.

Te sto słów trafi do wszystkich użytkowników portalu. Również po całej sieci znajomości autora – przeczytają je wszyscy przyjaciele, współpracownicy, członkowie rodziny. Pozycjonują wszystkie wyszukiwarki. Zawsze będzie pierwszą odpowiedzią na zapytanie o autora.

Te sto słów pod żadnym pozorem nie może zostać zmienione lub usunięte z portalu. Nawet na życzenie użytkownika. Pilnuje tego sztab prawników i rozproszona sieć serwerów.

Piszesz coś?

Czy nie masz nic do powiedzenia?

Magia liczb

Inne liczby świętość wzięły z kosmosu. Dni tygodnia mamy siedem, bo mezopotamscy kapłani doliczyli się siedmiu błądzących ciał niebieskich. Miesięcy dwanaście od lunacji księżyca w roku.

Jednak nie pozostawia wątpliwości, że decymalność naszego ludzkiego systemu liczbowego jest jedynie konsekwencją takiej, a nie innej liczby palców u rąk – paciorków najporęczniejszego liczydła.

Również dwójka to najbardziej boska z liczb, a niezłomnie związana jest bilateralną symetrią ciała kręgowców. Świat postrzegamy binarnie, dobro i zło, światło – mrok, mężczyzn – kobiety, nie dlatego, że taki jest, lecz dlatego, że mamy rękę (nogę, oko, ucho) prawe i lewe.

Więc dziesięć do potęgi drugiej. Sto słów. Już rozumiesz?

Inspiracja

– Zepniemy te obszary na krótko. – pokazuje mi elektrody i wskazuje nimi na fMRI mojego mózgu. – Normalnie, zanim wygeneruje się innowacyjny pomysł, impulsy krążą do neuronu do neuronu przez całe tygodnie, najczęściej nigdy nie opuszczając utartych ścieżek. To, co zrobimy, to wytrącenie ich ze ścieżek.

– To nie będzie boleć?

– Zupełnie nie. Mózg nie posiada swoich receptorów bólu. Dla pana będzie przypominać to świadome śnienie.

– I pozwoli mi napisać drugi bestseller? Bo próbowałem już wszystkiego. Podróży, medytacji, psychotropów…

– Książka to przeważnie jeden, dwa dobre pomysły. Pan po zabiegu będzie miał ich wystarczająco, żeby założyć bloga z miniaturkami wrzucanymi trzy razy w tygodniu…

Uzależnienie

Zaczyna się niewinnie. Od stu słów raz w tygodniu. Tak, by nie zapomnieć dobrego pomysłu. Pochwalić się znajomym. Dla siebie.

Ale to rośnie. Z czasem piszesz dwa w tygodniu. Trzy.

Czytasz więcej, oglądasz więcej, myślisz więcej. Widzisz, szukasz i kojarzysz dalej – wszystko, by napisać kolejne sto słów.

Czasem źródło wysycha. To najgorsze momenty. Obsesyjnie skaczesz po sieci. Błagasz ludzi o krople inspiracji. Niech podrzucą temat albo głupie słowo.

Myślisz czasem: „Po co to?”. Próbujesz skończyć. Ale jeszcze tylko pięć do okrągłej setki. Potem dwóch setek. Myślisz: „kiedyś będzie tysiąc”.

Dzięsięć lat później. Nie możesz się powstrzymać. To jest częścią ciebie.

Ukradnij mnie

Psst… Czytelniku.

Chciałem tylko powiedzieć ci, że coś nas łączy. W głębi serca, ty i ja, znamy sekret. Nie bez przyczyny w Internecie wszystko jest za darmo. Jest za darmo, bo… powiedz to ze mną… bo jest bezwartościowe. Cały ten czas, marzenia, praca, kreatywność, lęki, doświadczenia, krew, pot i łzy autorskie. Bez wartości. Kolejny random w internetach, rojący sobie, że zasługuje na coś. My wiemy lepiej. Takich jak on można na kilogramy. To nie kradzież, jeżeli zabrałeś coś bez wartości. Tylko ty jesteś coś wart. Tylko ty zasługujesz na najlepsze. Tylko ty…

A! Zapłaciłeś za mnie? To nie było sprawy.

Szybkie czasy

Lata 50 XXI w. „Epoka Strumieni Świadomości”. Wyróżniki: skracane toki myślowe, makdonaldyzacja kultury, przycinane do minimum formy narracji – tzw. traileryzacja kina i drablizacja literatury.

Zjawiska towarzyszące: legalizacja przekazów subliminalnych, personalizowane roboty do zappingu TV, haikuzacja poezji, YTyzacja w Internecie, wikipediacja nauki, esemesyzacja języka, rozwój inżynierii memetycznej i rozkwit konsumpcji szortalowej.

Kontrkultura: długowcy, powolniacy, „przynudziarze”. Wyróżniki: celebracja form czasochłonnych (filmów 10 min plus, opowiadań 100 słów plus, powieści 100 stron plus), swoista chluba z: długiego podtrzymania stanu uwagi, stosowania myślenia linearnego (nie: hipertekstowego), odrzucenia form trailerowych i drabblowych, gloryfikacja „wczuwania” lub „zanurzenia” w dziele.

***

Powyższa rozprawka: wnikliwa, niewyczerpująca, przydługa. Trzy plus.

Miłość

Bilokerka

To miłe z twojej strony, ale jestem bilokerką.

Nie słyszałeś? W dużym skrócie, jestem w związku z samą sobą.

O, patrz tam. Właśnie wchodzi moje „drugie ja”. Nie mówimy „drugie”, bo to bez sensu.

Tak, jak dwie krople wody. Ciężko inaczej, skoro jesteśmy tą samą osobą. Nie bliźniaczki, nie klonowanie. Bilokacja. Splątanie kwantowe, dużo medytacji. Poczytaj żywoty świętych katolickich. Po prostu jesteśmy jedną osobą. Podejdź, zapytaj. Będzie, będziemy, będę pamiętać, o czym rozmawialiśmy.

Tak, to nieco konfundujące. Dwa ciała, jedne wspomnienia, półtora wolnej woli.

Ale działa. Kocham siebie bez reszty. Jestem swoją małżonką od roku.

Nie. Trójkąt nas nie interesuje.

Cyborgizacja

Romantyczna muzyka i przygaszone oświetlenie włączają się, gdy wprowadzam poznaną dziewczynę do mieszkania.

– Neuro?

– Wario – pokazuję jej podskórny czujnik. – Siądziemy?

Nalewam wina. Gdy rozmawiamy, EyeUpDisplay wyświetla mi SMS na siatkówce oka. Odpisuję w międzyczasie, stukając językiem w klawiaturę na tyłach zębów.

Dziewczyna opowiada o miniwibratorze wszczepionym pod łechtaczkę. Nie pamiętam jej imienia. Mrugnięciem robię zdjęcie, wpuszczam w wyszukiwarkę po Wi–Fi.

– Mary Ann, jesteś naprawdę wyjątkowa.

Dorabiam jej elfie uszy w AugR.

Przechodzimy do pocałunków. Wyłączam ciekłokrystaliczne tatuaże, gdy ściąga mi koszulę. Dobiera się do spodni, gdy zaczyna mi migać alarm w widzeniu obwodowym…

– Cholera. Nic z tego…

– Co?

– Bateria padła.

Jednym ciałem

– Po trzech latach uznaliśmy, że małżeństwo to za mało. Postanowiliśmy zostać jednym ciałem.

– Kochamy się tak bardzo, że jakakolwiek rozłąka nie wchodzi w grę i…

– Rok wcześniej wymieniliśmy się swoimi sercami. W Paryżu.

– W dzisiejszych czasach to prosta operacja…

– Wtedy zaczęliśmy o tym myśleć. Najpierw na próbę połączyliśmy na stałe swoje dłonie.

– Ależ to było niewygodne…

– Myśleliśmy o jakimś hybrydowym ciele, z czterema rękami i w ogóle.

– Rodzina się nie zgodziła…

– Wybraliśmy moje ciało. Kobieta ma dziś łatwiej. I może kiedyś będziemy chcieli urodzić dziecko.

– Wymagało to ponad pięćdziesięciu przeszczepów…

– Ale teraz zawsze już będziemy razem.

– Daj mi dokończyć zdanie!

Lunatycy

– Spacer?

– Tylko jeśli nie włączysz autopilota.

– Wciąż się nie przekonałeś?

– Staroświecki jestem.

– Ale czego się boisz?

– Wiesz, kiedyś lunatyzm był chorobą.

– A dziś jest normą. Rano skończyło mi się mleko. Co robię? Programuję trasę do sklepu, to pięć minut drogi. Włączam autopilota i budzę się w sklepie. Robię zakupy, włączam trasę powrotną, budzę się w mieszkaniu. Jeszcze wyspana.

– Ale to nie jest naturalny sen. To indukowana hipnoza.

– No i? Co dziś jest naturalne? Wszyscy jadą na autopilocie. W siłowni chociaż.

– Patrz, Johnson pracuje na autopilocie.

– To jeszcze nic. Wiesz, raz byłam z takim facetem…

– Co ty? I on…?

– Nie, ja.

Definicja

– Zdefiniuj miłość.

„Gra dwuosobowa o sumie niezerowej dodatniej, niezdefiniowanym zakończeniu (pozornie nieskończona), charakteryzująca się przeważnie dużą współzależnością graczy.

W wersji romantycznej wiąże się z wzajemnym przekazywaniem partnerowi gratyfikacji w postaci pozytywnych bodźców: psychologicznych, materialnych i seksualnych. Niekiedy powodowana jest biologiczną potrzebą przekazania materiału genetycznego potomkowi.

W kontekście psychologicznym wyróżnione zostały trzy aspekty: fascynacja, intymność, przywiązanie – o wykresie w postaci jednogrzbietowej fali. Wszystkie z czasem stabilizują się lub wygasają. Pozorna nieskończoność gry wynika z możliwości zmiany partnera do gry w miłość. Stąd wiele rytualnych gestów i instytucji, ograniczających dostęp innych graczy do własnego partnera”.

– Dzięki, komputerze. Diagnoza?

„To chyba nie to”.

Nadgodziny

– Założyli im dwa do jednego na cały budynek. Teraz w pełen etat wyrabia szesnaście godzin.

– Tadkowi w szpitalu też, ale z gęstszą membraną. Zakrzywienie tak 6:1 na chirurgii.

– To co innego. Ile tam spędza?

– Trzy godziny?

– To będzie trzydzieści minut. I życie ratuje. A mój? Informatyk! Dzień w dzień, ważny projekt. Spłacamy samochód, więc przesiaduje nadgodziny. Sypia tam nawet. Policzyłam sobie, za 10 lat będzie dwa razy starszy ode mnie. Poznaliśmy się, jak kończył studia. A gęstość membran rośnie, ścigają się korporacje. Kiedyś przecież tydzień w godzinę!

– Jola?

– No?

– Sypia tam?

– Tak… Chyba nie myślisz?

– Ja nic, ale wiesz.

Komunia dusz

Od drzwi zauważam, że hydraulik jest telepatą, tak jak ja.

– Gdzie ta pralka, pszepani?

Myślę tylko o niej. Już wie.

W trakcie naprawy prowadzimy myślkonwersację.

Nagle stwierdza: „Masz fascynujący umysł”.

Rumieniec uderza na twarz. Budzą się kosmate myśli. Wyczuł?

„Mogę dotknąć?” – słyszę bezgłośnie pytanie. Myślę nieśmiałą zgodę.

Czuję pieszczotę na korze nowej. Zafascynowana głaszczę myślami jego szyszynkę.

„Zrzuć to poczucie winy”.

„Twój ciąg skojarzeń, jest taki długi i twardy”.

„Musisz poszerzyć horyzonty”.

Czuję, jak pociera spoidło wielkie. Widzę pulsującą żyłę na jego skroni.

Nie wytrzymuję.

„Wejdź we mnie. Do mojej głowy”.

Chwilę potem oboje przeżywamy katharsis.

– Dziękuję.

– Na koszt firmy.

Mowa kwiatów

Na pierwszą randkę przyszedł z różą–miniaturką, jeszcze w pączku, ale o czerwieni niczym krew. (Nie wiedział o tym, ale zasuszyłam ją i zachowałam). W trakcie spaceru dokupiłam do niej bukiecik konwalii.

Zrozumiał aluzję i na drugie spotkanie przyszedł z polnymi kwiatami, głównie stokrotkami i cykorią. Pocałowałam go pod koniec wieczoru.

Po dwóch miesiącach, gdy zadecydowaliśmy, że będziemy razem, był tak szczęśliwy, że kupił młodego słonecznika.

Pół roku później mieliśmy już rabatkę z ziołami w donicy na balkonie.

A wczoraj… przyniósł żółtą różę. Bez okazji. Zapytałam: jak ma na imię?

Dziś będę go widzieć po raz ostatni. Otrzyma niezapominajkę na pożegnanie.

Niezręczna sytuacja

Niestety, nie mogę odpowiedzieć ci tym samym.

Ale lubię cię, jesteś moim dobrym przyjacielem, dlatego mogę dla ciebie zrobić swoją kopię.

Będzie wyglądać identycznie. Chyba że zmieniłbyś coś, mów śmiało. W trakcie klonowania zapuszczę warunkowanie pozytywne na bodźce z tobą związane. Bez przesady, wciąż się będziesz musiał postarać, ale na starcie będziesz mieć fory. Nie, nie zmienię za dużo, nie zauważysz różnicy.

Alimenty dzielimy pół na pół.

Oczywiście, że to nie to samo, ale tyle mogę dla ciebie zrobić. Póki co ludzkość nie ma lepszej odpowiedzi na naszą sytuację.

Jedna prośba, gdybyś się rozmyślił – zrób dla niej to samo, ok?

Samomiłość

...bardziej od telejaźni, na trzecią rewolucję seksualną wpłynął bilokator: urządzenie wytrącające materię z jedności kwantowej, by stworzyć czasową współświadomą kopię osobniczą.

Internet zapełnił się filmami typu samoral, samolod, samanal, z czasem również samorgiami. Co bardziej liberalne miejsca dopuszczały nawet samogwałt, samomaso i samotność.

Popularna miejska legenda mówi o nastolatku przyłapanym na masturbacji z użyciem czterdziestu czterech bilokacji.

Również pożycie małżeńskie wytworzyło nowe formy monogamii bilokacyjnej: dwuosobowe trójkąty, czworokąty lub monoorgie.

Oddzielne dyskusje toczyły się nad nową osią w układzie ludzkiej seksualności. Na popularności zyskuje akcja „Bądź sobą, bądź z sobą”. Czy samoseksualność (bilokacyjny pociąg do siebie samego) to zwykły narcyzm?

Gestykulacja 2.0

– Wiesz…?

Ucisza go palcem. „Nie mów, pokaż”.

Przechodzi na Gestykulację 2.0. Rozpuszcza ubrania, bierze ją od tyłu. Seks jest tu wyrazem twarzy.

Ona staje obok, maska LOLemotikonowa.

Złość bierze górę. Wpuszcza przemoc na godmode do legalnej mowy ciała – protokół 3.8. Skręca jej kark.

„Tak?” Urywa mu rękę, policzkuje go jego własną dłonią.

Odgryza sobie stopę. Za mało. Znów brak im znaków.

Zezwalają obopólnie na antropomorfizację otoczenia (4.4). On trzęsie ziemią. Ona uderza go piorunem kulistym.

Już jej przechodzi – sztorm cichnie. Chłopak stwarza nieśmiałą tęczę.

Protokół 5.03. Zmieniła stałą fizyczną dyspersji światła.

Dostał kosza. Śmierć termiczna wszechświata.

Kosmos to samotne miejsce

Serwis randkowy ssww.astromance.com.mars wyznaczył nam randkę na orbicie księżyca Jowisza. Przez tydzień lotu nie odzywałem się do swojej randki w ciemno – bałem się zepsuć pierwsze wrażenie.

Dokuję na jej pokładzie. Wręczam specjalnie wyhodowane kwiaty z uprawy hydroponicznej. Zasiadamy do „kolacji” (inne rytmy dnia, dla mnie to śniadanie). Rozmowa toczy się wokół astronautyki, pierścieni Saturna i pasa Kuipera. Silę się na żarty i oryginalne tematy, ale jestem już pewien, że to porażka. Zero kontaktu, jakby była nieobecna.

– Miło było cię poznać – mówię na pożegnanie.

Zagryza wargę. Czy ona…?

– Chcesz…? – pytam skrępowany.

– Jak nic innego – rzuca się na mnie.

Pieski los

Tak się cieszę, że cię widzę. Nie znasz mnie, ale…

Dojdziemy do Azora. Posłuchaj.

Miałem ciężki okres w życiu. Stres, alimenty, długi.

Widzisz czasem zwierzaka w parku i myślisz sobie: „Taki to ma fajnie”?

Jest sposób. Psychografting – przepisują treść umysłu do mózgu zwierzęcia.

Bogacze zasuwają wśród fal w ciałach delfinów, polują jako wielkie koty sawanny albo spełniają sny o lataniu.

Ja marzyłem jedynie o tym, żeby ktoś się mną zajął, pokochał, cieszył na mój widok.

Zostałem psem. Twoim psem. Żyłem z tobą kilka lat. Uciekłem, bo… nie mogłem dłużej. Kocham cię, Asiu.

Nie uciekaj.

Wróć!

Mogę dalej być twoim Azorem.

Panspermia

– Wiem, co o nas mówią. Homo Sapiens, wielcy dupczyciele kosmosu. „Schowajcie samice, nadlatują nagie małpy z Ziemi”. To znasz: „Dla Ziemian panspermia to nie teoria, to styl życia”. Nie mam żalu. To zasłużona opinia. Czasem myślę, czy nie właśnie dlatego rozpoczęliśmy misję kosmiczną. Brakło nam na Ziemi rzeczy do wyruchania, więc z rozpiętym rozporkiem wyruszyliśmy w kosmos, gotowi przelecieć choćby i czarne dziury.

– Klik–klik–klaklik.

– Ja? Nie udaję świętego. Zostawiłem na swojej trasie złamane serca i wkurzonych narzeczonych. Szaleństwa młodości. Te dni już za mną.

– Klik–lik–lik–klak.

– Jesteś taka miła. Tak, we wszechświecie zawsze jest miejsce na drugą szansę. Może jeszcze drinka?