Żydowskie historie - Tadeusz Słobodzianek - ebook

Żydowskie historie ebook

Tadeusz Słobodzianek

0,0

Opis

W tekstach Słobodzianka uwiodło mnie, jeśli mam być szczery, rzadkie połączenie spontaniczności i przemyślności: jest to, zdaje się, facet, który cholernie lubi to, co robi i zna właściwe chwyty. Cieszy go opowiadanie historii i wie zarazem, że najlepsze historie, zwłaszcza te opowiadane w teatrze, nigdy nie są nowe i nieznane, przeciwnie, znają je wszyscy i nieraz się nimi cieszyli. Tylko to, co opowiadane wielokroć, pozwala smakować swoją urodę: ponieważ znamy fabułę i generalia narracji, uwagę przyciągają detale, drobne innowacje, niespodziewane wtręty, a także język opowieści (jak wtedy, gdy nam ktoś znany tekst przedstawi na przykład w suahili). A właśnie w takich szczegółach kryje się nie tylko diabeł, ale również piękno świata.

Krzysztof Wolicki

Tadeusz Słobodzianek (1955) – dramatopisarz, krytyk teatralny, reżyser, kierownik literacki i dyrektor teatrów. Studiował teatrologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie pod kierunkiem m.in. prof. Jana Błońskiego. W latach 1978-1981 pisał recenzje teatralne pod pseudonimem Jan Koniecpolski, najpierw w „Studencie”, następnie dla tygodnika „Polityka”. W latach 2010-2012 dyrektor Teatru Na Woli im. T. Łomnickiego, w latach 2012-2022 dyrektor Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy, twórca Laboratorium Dramatu, Fundacji Sztuka Dialogu oraz Szkoły Dramatu. Współtwórca Teatru Wierszalin. Autor dramatów takich jak: Nasza klasaCar MikołajObywatel PekosiewiczTurlajgroszekProrok IljaMerlinKowal MalamboSen pluskwyMłody Stalin, Śmierć ProrokaHistoria JakubaNiedźwiedź WojtekFatalistaAkropolis nasze oraz cyklu Kwartety otwockie, na które składają się: GeniuszSztuka intonacjiPowrót OrfeuszaKrzew gorejącyHelsinkiCerber z BeaubourgPociąg do MoskwyObiad u Giulietty.Laureat wielu nagród, m.in. Paszportu „Polityki” (1993), Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1994), Medalu im. Stanisława Bieniasza (2002 i 2018), Nike (2010). Dramaty Słobodzianka przetłumaczono na kilkadziesiąt języków i wystawiano na scenach całego świata.

***

Publikacja powstała we współpracy z Wydawnictwem ADIT

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 374

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



tadeusz słobodzianek

Żydowskie historie

WARSZAWA 2025

Copyright © Tadeusz Słobodzianek

Copyright © for the Polish edition by Agencja Dramatu i Teatru ADiT

ISBN 978-83-60699-69-0

Wydanie pierwsze

Warszawa 2025

Redakcja

Witold Loska

Korekta

Marta Orczykowska

Projekt okładki

Łukasz Zbieranowski / Fajne Chłopaki

DTP

Oliwia Mróz

Praw do wykorzystania sztuk na wszelkich polach eksploatacji udziela:Agencja Dramatu i Teatru [email protected]. 228221199www.adit.art.pl

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Projekt powstał przy współpracy Fundacji Gutenberg na Rzecz Kultury i Nauki

OD AUTORA

Żydowskie historie powstały na przestrzeni bez mała czterdziestu lat. W tym czasie zmienił się świat, zmieniała się moja wiedza o relacjach polsko-żydowskich, świadomość materii dramaturgicznej i architekturę scen teatrów, z którymi miałem zaszczyt współpracować. Wiele się nauczyłem. Wszystkim reżyserom, scenografom, aktorkom i aktorom, z którymi los mnie zetknął, dziękuję.

W Obywatelu Pekosiewiczu inspirowałem się reportażem Romualda Karasia Nazywam się Pekosiński (1977) i wieloma innymi materiałami prasowymi z epoki, a także rozmowami z bohaterem, którego w 1978 roku odwiedziłem w Zamościu. Dwukrotna praca nad realizacją spektaklu z reżyserem Mikołajem Grabowskim i aktorami: Mariuszem Saniternikiem, Leonem Charewiczem, Andrzejem Wichrowskim, Mariuszem Wojciechowskim, Marianem Dziędzielem, Zbigniewem Rucińskim i innymi, pozwoliła mi doszlifować dramaturgię. Dziękuję.

W Naszej klasie inspirację i wiedzę czerpałem głównie z książek: W czterdziestym nas matko na Sibir zesłali... pod red. Ireny Grudzińskiej Gross i Jana T. Grossa (1983); Sąsiedzi Jana T. Grossa (2000), Wokół Jedwabnego pod red. Pawła Machcewicza i Krzysztofa Persaka (2002) i My z Jedwabnego Anny Bikont (2004) oraz filmów: Miejsce urodzenia Pawła Łozińskiego (1992), Shtetl Mariana Marzyńskiego (1996) i Sąsiedzi Agnieszki Arnold (2001). Wszystkim w tym miejscu dziękuję. Wykorzystałem wiersze śp. Marcina Wichy, któremu zawsze będę wdzięczny, gdziekolwiek przebywa. Reżyserom Ondrejowi Spisakowi, i Bijanowi Sheibani, a także prof. Jagodzie Hernik Spalińskiej i śp. prof. Leonardowi Neugerowi dziękuję za istotne uwagi.

W Historii Jakuba inspirację i wiedzę czerpałem z książek Dariusza Rosiaka Człowiek o twardym karku (2013) i Wielka odmowa (2014); Barbary Engelking Jest taki piękny słoneczny dzień… (2011); Romualda Jakuba Waszkinela-Wekslera Zgłębiając tajemnice Kościoła (2003) i Rozmowy z ojcem Krąpcem o człowieku (2008), a także z filmów Grzegorza Linkowskiego …wpisany w gwiazdę Dawida – krzyż (1997) i Marsz żywych (2003) oraz Ronit Kertsner Na rozstaju (2010). Wszystkim, a szczególnie Jakubowi Wekslerowi za to, że zechciał się podzielić ze mną swoimi przemyśleniami, bardzo dziękuję. Pragnę też dodać, że ksiądz ostatecznie pod wpływem grzechów w Kościele przeciwko Prawu Boskiemu, dokonał apostazji, zrzucił sutannę i przeszedł na judaizm, za co go bardzo podziwiam. Dziękuję śp. prof. Leonardowi Neugerowi i ks. Andrzejowi Lutrowi za cenne uwagi. Dziękuję także Łukaszowi Lewandowskiemu za wkład, jaki wniósł, grając rolę Jakuba.

Fatalista powstał, kiedy przechodziłem poważny kryzys zdrowotny i w ramach rekonwalescencji dużo czytałem. Najwięcej Isaaca Bashevisa Singera. Z inspiracji motywami pisarza powstał mój dramat. Reżyserowi Wojciechowi Urbańskiemu, aktorce Magdzie Czerwińskiej i aktorowi Robertowi Majewskiemu, którzy byli cierpliwymi odtwórcami głównych ról, dziękuję.

Akropolis nasze powstało w oparciu o wiedzę, którą zaczerpnąłem z książek Zbigniewa Osińskiego Teatr Dionizosa (1972) i Grotowski i jego Laboratorium (1980), Ludwika Flaszena Grotowski & Company (2016), Małgorzaty Dziewulskiej Artyści i pielgrzymi (1995), Zbigniewa Raszewskiego Bilet do teatru (1998), Eugenio Barby Ziemia popiołu i diamentów (2001), Agnieszki Wójtowicz Od Orfeusza do Studium o Hamlecie. Teatr 13 Rzędów w Opolu 1959-1964 (2004) i Grotowski polityczny (2024), Petera Brooka Z Grotowskim (2015) oraz Dariusza Kosińskiego Profanacje (2015). Wszystkim dziękuję.

Jednak chciałbym dodać, że najprecyzyjniejsza wiedza nie zwolniła mnie z obowiązku fantazjowania i uczynienia tego, co teatralne, teatralnym.

Obywatel Pekosiewicz

POUCZAJĄCA HISTORIA W XIV STACJACH

Mikołajowi Grabowskiemu, reżyserowi

Ofiary istnieją, bo istnieją kaci.

Franz Kafka

OSOBY:

BRONEK Pekosiewicz,dyspozytor PKS

REDAKTOR, z Polskiego Radia w Warszawie

Adam,kierowca PKS, kolega Bronka z Domu Dziecka

KRYŚKA,jego żona

LUŚKA, konduktorka PKS

SEKRETARZ,dawniej wychowawca w Domu Dziecka, obecnie I sekretarz PK PZPR.

KOPERSKI,dawniej komendant UB, obecnie II sekretarz PK PZPR

KOPERSKA, jego żona

JÓZEK,ich syn

BISKUP,ordynariusz w Zamościu

KSIĄDZ,kolega Bronka z Domu Dziecka

KOŚCIELNY

KOMENDANT,dawniej partyzant „Franek”, obecnie komendant SB

RYSIEK,kapitan MO, kolega Bronka z Domu Dziecka

OFICER I,funkcjonariusz SB

OFICER II,funkcjonariusz SB

MILICJANT I

MILICJANT II

MILICJANT III

LEKARKA

sanitariusz

SEKRETARKA,sekretarka Sekretarza

Rzecz dzieje się w Zamościu w Wielkim Tygodniu 1968 roku.

Stacja I

Kawalerka Bronka. Bronek udziela wywiadu Redaktorowi.

BRONEK

Nie, panie redaktorze. Pekosiewicz jest od Pekosu, a nie od Pekaesu. Od Polskiego Komitetu Opieki Społecznej w Zamościu. Przedtem inaczej się nazywałem. U Urszulanek podczas wojny Ocalony. W Domu Dziecka po wojnie Bezimienny. Tego Pekosiewicza sekretarz Michalak zmyślił, panie redaktorze, żeby się ludzie nie czepiali. Imię Bronisław i datę urodzenia 1 września 1939 roku zmyślił na cześć wybuchu wojny. Pan rozumie, panie redaktorze, symboliczna sprawa. Miejsce urodzenia Zwierzyniec na cześć obozu, skąd mnie mama chyba przez druty przerzuciła. A imiona rodziców, panie redaktorze, Leopold i Natalia zmyślił nie wiadomo, dlaczego.

REDAKTOR

A pamięta pan coś z tego obozu?

BRONEK

Z obozu, panie redaktorze, druty kolczaste.

REDAKTOR

A mamy pan nie pamięta?

BRONEK

Śni mi się czasem, panie redaktorze, to chyba pamiętam, bo skądś do tych snów musiało wlecieć, nie?

REDAKTOR

A co się panu śni, panie Bronku?

BRONEK

Barak mi się śni, panie redaktorze, długi jak na filmach o Oświęcimiu pokazują, jakieś jęki, płacze, narzekania i ta kobieta, moja mama chyba, trzyma mnie na rękach...

REDAKTOR

I co?

BRONEK

Co, co?

REDAKTOR

Co jeszcze pan pamięta, panie Bronku?

BRONEK

Ten moment, kiedy ta kobieta szybkim ruchem mnie przez druty przerzuciła, mówiłem już, panie redaktorze, że z tego wszystkiego druty kolczaste najlepiej pamiętam.

REDAKTOR

Ale co dalej, panie Bronku?

BRONEK

Dalej, panie redaktorze? Dalej pamiętam dwie serie z automatu. Po pierwszej serii pada ta kobieta, która mnie przez druty przerzuciła i dlatego zastrzelił ją ten wartownik, Niemiec, a potem druga seria od strony lasu i wtedy pada ten wartownik, Niemiec, a ja czuję, jak mnie ktoś podnosi i biegnie ze mną do lasu. Widzę uciekające do tyłu drzewa, wojskowy płaszcz, a na ramieniu, blisko oczu, biało-czerwona opaska i litery: A eL...

REDAKTOR

A eL?

BRONEK

A eL, panie redaktorze, był to legendarny partyzant „Franek”.

REDAKTOR

Pan żartuje, panie Bronku

BRONEK

A co ja mam opowiadać, panie redaktorze, prawdę? Jak przez to, że mnie ktoś przez druty przerzucił, w kręgosłup coś mi się stało? I po wojnie chodziłem w gorsecie żelaznym? I dlatego nie jestem dziś całkiem garbaty? Tylko takie ni to, ni sio? Ni garbaty, ni prosty? Mówiłem już o tym. Do radia mówiłem. Do kroniki filmowej. Do gazet różnych. I co z tego mam? Jak bym został w tym obozie, panie redaktorze, to bym teraz był Niemcem i świat białym Mercedesem zwiedzał!

Redaktor wyłącza magnetofon, wyjmuje z teczki pół litra.

REDAKTOR

Niech pan da jakieś szkło.

Bronek przynosi kieliszki, Redaktor nalewa.

BRONEK

Niech pan ludzi w mieście o mnie popyta.

REDAKTOR

Pana zdrowie.

Piją.

BRONEK

Powiem szczerze, że przyniósł pan wódkę to ładnie, ale mnie trudno jest kupić, panie redaktorze.

REDAKTOR

Panie Bronku, dajmy sobie spokój z tymi „panami”. Zygmunt jestem.

Nalewa.

BRONEK

Bronek.

Piją bruderszaft.

REDAKTOR

Wiem, Bronek, że dużo złego cię w życiu spotkało.

BRONEK

Złego? Mnie samo dobro spotykało. Pani Helena na przykład...

REDAKTOR

Mogę?

Włącza magnetofon.

BRONEK

Pani Helena na przykład. Moja pierwsza wychowawczyni. Dobra była. Do pierwszej komunii mnie zaprowadziła. Z biskupem poznała. Pozwalała do siebie mówić „mamo”. Na Wigilię do domu zapraszała.

REDAKTOR

Już nie zaprasza?

BRONEK

Obraziła się, że nie chciałem jej w zimie węgla nosić.

REDAKTOR

A biskup?

BRONEK

Widzisz, ile mam lat?

REDAKTOR

Widzę.

BRONEK

A jeszcze do mszy mogę służyć. Widzisz, jaki biskup dla mnie dobry?

REDAKTOR

A sekretarz?

BRONEK

Jak panią Helenę z Domu Dziecka wyrzucili i on przyszedł na jej miejsce, od razu się mną zajął. „Opowieść o prawdziwym człowieku” czytał. Wiesz, tą o ruskim pilocie, co bez nóg był, a latał. A jak była u nas rocznica Dzieci Zamojszczyzny, to takiego bohatera ze mnie zrobił, że aż sam sekretarzem został i od razu do willi się przeprowadził. Ale żeby było sprawiedliwie. Tę kawalerkę to on mi załatwił. Tak. Kawalerkę partia mi dała. Bo jestem kawaler.

REDAKTOR

Jesteś w partii?

BRONEK

Oczywiście, że tak.

REDAKTOR

A co biskup na to?

BRONEK

Do mszy dobrze służę.

REDAKTOR

A sekretarz?

BRONEK

Przyzwyczaił się. A wiesz, co ludzie mówią? Że biskup i sekretarz Michalak to bracia. Nieślubni. Michałek ślubny, a Michalak nieślubny. Ojca mieli podobno jednego. Podobno w Katyniu zginął, czy gdzieś tam...

Redaktor nalewa.

REDAKTOR

Twoje zdrowie, Bronek.

Piją.

BRONEK

A wiesz, Zygmunt, że w tym roku rozpoczynam wiek Chrystusowy? Czuję, że coś mnie spotka. Ale co to może być? Może mamę odnajdę? Ta, co mnie przez druty przerzuciła, to wcale nie musiała być moja mama. A jak moja mama mieszka w Ameryce i dowie się o mnie? Wiesz, jakie rzeczy się zdarzały? Po ilu latach ludzie się spotykali? Powiem ci, Zygmunt, te wywiady to ja tylko po to udzielam, żeby mama o mnie usłyszała.

Pukanie, Bronek idzie otworzyć, Redaktor wyłącza magnetofon, wchodzi Adam z Konduktorką.

BRONEKprzedstawia

Redaktor z Warszawy. Adam, kolega z Domu Dziecka i z Pekaesu teraz, Adam. I Lusia, Luśka. Siadajcie.

Bronek idzie po kieliszki.

REDAKTOR

Państwo razem z Pekosiem pracujecie?

ADAM

W Pekaesie, nie, Luśka?

LUŚKA

No…

Bronek przynosi kieliszki, nalewa.

BRONEK

Wódka pana redaktora…

ADAM

My też mamy, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

Adam wyjmuje z teczki pół litra.

BRONEK

Zdrowie!

WSZYSCY

Zdrowie!

Piją.

ADAM

Pan ze stolicy do nas przyjechał, panie redaktorze, tak?

REDAKTOR

Tak.

ADAM

Po magnetofonie się domyślam, że z radia, tak?

REDAKTOR

Tak.

ADAM

Niech pan nagra, panie redaktorze, że takiego drugiego Polaka i obywatela, jak nasz Bronek, to drugiego takiego nie ma, panie redaktorze, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

ADAM

I drugiego takiego dyspozytora to nasz Pekaes nie ma, nie miał i nie będzie miał, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

Adam nalewa.

ADAM

Zdrowie Bronka, panie redaktorze.

WSZYSCY

Zdrowie.

Piją.

ADAM

Nagrywa pan, panie redaktorze?

REDAKTOR

Nie.

ADAM

To dobrze, panie redaktorze, bo ja coś chciałem pana zapytać, ale prywatnie, że tak powiem, i osobiście, jako zwykły Polak, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

ADAM

Mówi się u was w radiu, że w stolicy studenci, literaci i Żydzi rozrabiają, a gdzie indziej, powiem odważnie, panie redaktorze, w „Wolnej Europie” się słyszy, że odwrotnie, studentów, literatów i Żydów bije przebrana za robotników milicja. I stąd się bierze moje pytanie, panie redaktorze, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

ADAM

Odpowie mi pan, ale szczerze?

REDAKTOR

Oczywiście.

Redaktor nalewa.

ADAM

A skąd u nas tyle lat po wojnie Żydzi, panie redaktorze, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

REDAKTOR

Zdrowie.

WSZYSCY

Zdrowie.

Piją

REDAKTOR

To ci Żydzi, panie Adamie, co ich Ruscy do nas za Stalina przysłali, żeby nas za mordę trzymali, rozumie pan?

ADAM

Rozumiem, panie redaktorze, komuniści, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

REDAKTOR

No i jak ich Gomułka od żłobu odsunął, dawaj podjudzać literatów i studentów, a literaci i studenci mądrzy ludzie, ale naiwni jak dzieci, żeby rozrabiali, że w Polsce wolności i demokracji nie ma, żeby Ruscy powiedzieli: nu, ten Gomułka nie umie rządzić...

ADAM

Rozumiem, panie redaktorze. Patrz pan, kombinują ci komuniści, a zwykły Polak tylko cierpi na tym, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

Pukanie, Bronek idzie otworzyć, wchodzi Józek.

BRONEKprzedstawia

Redaktor z Warszawy. Z radia. Koperski Józek.

ADAM

Syn komunisty, ale nasz kolega. Cześć.

JÓZEK

Najpierw damy.

Józek całuje w rękę Luśkę, wita się z pozostałymi, wyjmuje pół litra, Bronek przynosi kieliszek.

BRONEK

Oho, libacja, a ja jutro do mszy służę.

Bronek nalewa.

WSZYSCY

Zdrowie.

Piją.

JÓZEK

Słyszeliście nowy kawał z „Wolnej Europy”? Woła Gomułka Moczara i mówi: „Słuchajcie, Moczar, co to za jakiś Mickiewicz jakieś „Dziady” antyradzieckie stworzył? Sprawdźcie, kto jemu pozwolił!”. Moczar idzie, sprawdza, wraca i mówi: „Głupia sprawa, towarzyszu Wiesław, ale ten Mickiewicz już nie żyje”. Na to Gomułka: „Już nie żyje? Oj, Moczar, wy się zawsze śpieszycie!”.

ADAM

Dobre, dziady im już też przeszkadzają, nie, Luśka?

LUŚKA

No.

ADAM

Chodź, Luśka, zatańczymy!

Adam nastawia radio, tańczą.

REDAKTORdo Józka

A tobie tatuś pozwala słuchać „Wolnej Europy”?

JÓZEK

Mamusia.

Wpada Kryśka, żona Adama.

KRYŚKA

Do domu, gnoju ty!

BRONEK

Kryśka...

KRYŚKA

A ty co się wtrącasz, alfonsie garbaty? Dzieci zapomniały, jak ojciec wygląda, a ten gnój tylko kurwy i gorzała, kurwy i gorzała...

ADAM

Kryśka, pan redaktor z Warszawy!

KRYŚKA

Co Kryśka?! Co pan redaktor?! Co z Warszawy?! Do domu!

Adam bierze teczkę i wychodzi.

KRYŚKAdo Luśki

A ty, kurwo, jak cię jeszcze raz z nim zobaczę, to tak tobie ten twój świński ryj zrobię, że będziesz się mogła dupczyć, ale po ciemku!

Kryśka wychodzi.

BRONEK

Kawałeczek życia, panie redaktorze.

LUŚKA

Ja nie jestem kurwa! Nie jestem! Ona Adamowi życie zniszczyła! Co Adam z nią ma? No co? Kurwa jedna! Ja nie jestem kurwa!

REDAKTOR

Niech się pani nie przejmuje...

Redaktor kładzie rękę na kolanie Luśki.

LUŚKA

Gdzie z tą ręką?!

Redaktor zabiera swoje rzeczy i wychodzi.

BRONEK

Nawet do widzenia nie powiedział.

JÓZEK

A czemu ty, Bronek, takiej mendzie wywiadu udzielasz?

BRONEK

A, sekretarz nasłał.

LUŚKA

Ja nie jestem kurwa! Nie jestem!

BRONEK

Luśka, Kryśki nie znasz? Nie bierz do głowy.

LUŚKA

Weź, Bronek, nie bierz.

Zabiera swoje rzeczy.

JÓZEK

Odprowadzę cię, Luśka?

LUŚKA

Nie trzeba.

Wychodzi.

BRONEK

Oj, ten Adam.

JÓZEK

Mogę się u ciebie przespać?

BRONEK

A co się stało?

JÓZEK

Pokłóciłem się z ojcem.

BRONEK

Znowu?

JÓZEK

Wiesz, co mi zrobił? Wczoraj była fajna impreza u Ewy, bo przywiozła z Paryża tę ostatnią płytę Beatlesów z „Yellow Submarine”. Piliśmy, ale trochę, więcej tańczyliśmy. Rano chciałem wziąć książki i iść prosto do szkoły. Myślałem, że on już poszedł do tego swojego cyrku i że w domu będzie tylko mama. A on czekał na mnie, bo jakaś menda zadzwoniła w nocy, że pijemy i rozrabiamy. I wiesz, co zrobił? Zadzwonił do dyrektora szkoły, że wróciłem pijany, a więc nie przyjdę do szkoły i że on wyciągnie wobec mnie konsekwencje. Rozumiesz, co jest grane?

BRONEK

Nie za bardzo.

Nalewa.

JÓZEK

On wyciągnie konsekwencje wobec mnie, czyli, że obowiązkiem dyrektora jest wyciągnąć wobec reszty klasy. Rozumiesz? Wszyscy, którzy byli na imprezie, będą mieli obniżone sprawowanie. Taki numer przed maturą...

Pije.

BRONEK

Twoje zdrowie.

Pije.

JÓZEK

Taki numer! Ubek! Zobaczysz, jaki ja mu numer...

Józek zaczyna rzygać i wybiega do ubikacji, Bronek za nim.

RADIO

W całym kraju jutro zachmurzenie o charakterze zmiennym z przelotnymi opadami śniegu z deszczem lub deszczu. Wiadomości z zagranicy. W piątek w Memphis w stanie Tennessee został zastrzelony przez białego rasistę przywódca ludności murzyńskiej w Stanach Zjednoczonych doktor Martin Luther King, co wywołało powstanie czarnej społeczności w całym kraju. Lotnictwo amerykańskie dokonało pirackiego nalotu na miasteczko Dong Thu. Nalot nastąpił o godzinie szóstej rano, kiedy mieszkańcy szykowali się do pracy. Śmierć poniosło 28 osób, a 56 zostało rannych. Rząd izraelski przystąpił do dalszego zacieśniania stosunków z Niemiecką Republiką Federalną. Wiadomości z kraju. Wiosenne siewy w pełni. Z całego kraju, z dużych zakładów pracy i z odległych małych wsi nadal napływają liczne listy i rezolucje kierowane na ręce Towarzysza Wiesława, w których cała Polska wyraża pełną solidarność z polityką zmierzającą do odsunięcia od możliwości wpływów na życie polityczne i społeczne kraju ludzi, którzy zawiedli zaufanie partii i narodu. Jutro niedziela, siódmy kwietnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku. Imieniny obchodzą Jan i Rufin. Dobranoc państwu.

Hymn.

Stacja II

Komitet. Sekretarz, Komendant i Redaktor.

SEKRETARZ

I jak, redaktorze, zadowoleni?

REDAKTOR

Tak sobie, towarzyszu sekretarzu.

SEKRETARZ

A dlaczego, jeśli wolno spytać?

REDAKTOR

Tak jak radziliście, wziąłem wódkę i, faktycznie, rozkręcił się trochę, ale przyszli jacyś jego znajomi i libacja się zrobiła.

SEKRETARZ

Zrozumcie go, redaktorze. Jemu życie osobiste się nie układa. Faszyści na nim jakieś doświadczenia robili i, rozumiecie, nie w pełni jest mężczyzną, że tak powiem.

REDAKTOR

A czy on jest Żydem, towarzyszu sekretarzu?

KOMENDANT

Wykluczone, towarzyszu redaktorze.

SEKRETARZ

Towarzysz Komendant jest u nas specjalistą. Znacie się, towarzysze?

REDAKTOR

A kto nie słyszał o legendarnym „Franku”, który granat do kasyna niemieckiego wrzucił. Ale wracając do Pekosiewicza, towarzyszu sekretarzu, to jego towarzystwo?! Jakiś Adam alkoholik, jakieś dziwki, jakiś gówniarz w amerykańskich portkach kawały z „Wolnej Europy” opowiadał. Koperski się nazywa i podobno jest synem jakiegoś towarzysza. Nie żebym się skarżył, towarzysze, ale powiedzcie sami, czy ja mogę puścić coś takiego w moim reportażu.

Redaktor włącza magnetofon.

BRONEK

Tę kawalerkę to on mi załatwił. Tak. Kawalerkę partia mi dała. Bo jestem kawaler.

REDAKTOR

Jesteś w partii?

BRONEK

Oczywiście, że tak.

REDAKTOR

A co biskup na to?

BRONEK

Do mszy dobrze służę.

REDAKTOR

A sekretarz?

BRONEK

Przyzwyczaił się. A wiesz, co ludzie mówią? Że biskup i sekretarz Michalak to bracia. Nieślubni. Biskup ślubny, a sekretarz nieślubny. Ojca mieli podobno jednego. W Katyniu zginął, czy gdzieś tam...

REDAKTOR

Twoje zdrowie, Bronek.

Redaktor wyłącza magnetofon.

REDAKTOR

I jeszcze parę takich kawałków, towarzysze. Ciężko będzie to ciąć.

SEKRETARZ

Ale z tą kawalerką to prawda, redaktorze. Daliśmy jemu tę kawalerkę. Jeszcze kawy, redaktorze?

REDAKTOR

Dziękuję, towarzyszu sekretarzu, ale pociąg mam zaraz. Wieczorem w firmie czyścić będziemy, towarzysze… A jak tam u was te sprawy, towarzysze?

SEKRETARZ

U nas spokój jest, towarzyszu. Wiecie, Zamość małe miasto. Pozwolicie, redaktorze, że nasz kierowca odwiezie was do pociągu?

REDAKTOR

Nie śmiałem prosić, towarzyszu sekretarzu.

SEKRETARZ

Nic wielkiego, redaktorze. Wybaczcie, że nie wszystko wyszło, jak chcieliście, ale jak to mówią, co złego, to nie my.

REDAKTOR

Jakoś wybrniemy.

SEKRETARZ

Do widzenia.

REDAKTOR

Do widzenia.

KOMENDANT

Do widzenia.

Redaktor wychodzi.

SEKRETARZ przeztelefon

Powiedzcie, towarzyszko, towarzyszowi, żeby odwiózł towarzysza na pociąg.

Sekretarz odkłada słuchawkę.

KOMENDANT

No, ale ci się Bronek odwdzięczył.

SEKRETARZ

Wypierdek mamuta! Weź, Franek, skop mu dupę.

KOMENDANT

A co z tym „kawalarzem” w amerykańskich portkach?

SEKRETARZ

Józka zostaw Emilowi. Jak to mówią, bierz, jak dają, nie wchodź, jak nie zapraszają.

Wchodzi Koperski.

KOPERSKI

Cześć pracy.

SEKRETARZ

Cześć.

KOMENDANT

Cześć.

SEKRETARZ

Trzeba zorganizować wiec, towarzysze...

KOMENDANT

Nareszcie! Czy my z Zamościa wiecznie musimy się spóźniać?

SEKRETARZ

Jak to mówią, Franek, śpiesz się, ale powoli.

KOPERSKI

Kiedy?

SEKRETARZ

Dajmy na to, towarzysze, że we wtorek. W samo południe. W wózkowni PeZetGie. Studenci do nauki. Literaci do piór. Syjoniści do Syjamu. I cały Zamość popiera Wiesława! I...

Dzwoni telefon.

Odpowiedzialny towarzysz Koperski.

Podnosi słuchawkę.

Słucham. Jest.

Oddaje słuchawkę Komendantowi.

Do ciebie...

KOMENDANT bierze słuchawkę

Słucham.

Odkłada słuchawkę

Jest meldunek z kazania biskupa.

SEKRETARZ

Skocz.

Komendant wychodzi.

KOPERSKI

Wacek, muszę ja ten cyrk w wózkowni robić?

SEKRETARZ

A co, chcesz, żeby robił? Słuchaj, Emil, weź ty się za swojego gówniarza! Wiesz, co on wczoraj robił? Chlał wódę u Bronka i przy takiej jednej mendzie dziennikarskiej z Warszawy popisywał się, że słucha „Wolnej Europy”. Co, zapomniałeś już, jak wziąć głowę między nogi i lać w dupę?

Wchodzi Komendant.

KOMENDANT

Nóż w plecy.

Czyta:

„Nie dajcie się najmilsi podjudzać. Nie pozwólcie, aby rozpalono haniebną żagiew antysemityzmu, która imię Polski okryje w świecie hańbą”. A ewangelia znowu o pszenicy i kąkolu. I dalej: „Módlmy się za odważnych polskich studentów. Módlmy się za odważnych polskich pisarzy. A zwłaszcza za słynnego Kisiela, którego dziś spotwarza się po gazetach za to, że wraz z innymi luminarzami naszej literatury, ośmielił się dać świadectwo prawdzie. Amen”.

SEKRETARZ

Kurwa jego mać! Jak nie urok, to sraczka! Masz coś na niego?

KOMENDANT

Jest jakaś afera z cegłami.

SEKRETARZ

Mało.

KOMENDANT

Rewizję mu zrobię?

KOPERSKI

W Wielkim Tygodniu? Zróbcie jakiś stary numer z tymi, co dzieci na religię posyłają.

SEKRETARZ

Mało! Tym razem...

Otwierają się drzwi, wchodzi Józek, za nim Sekretarka.

JÓZEK

Cześć pracy, towarzysze!

SEKRETARKA

Nie chciałam puścić, towarzysze, ale puściłam.

KOPERSKI

Natychmiast stąd wyjdź!

SEKRETARZ

Spokojnie. Pijany jest. Co się stało, Józek?

JÓZEK

Nie, mon senateur, nic się nie stało. Tak sobie wpadłem. Na chwilę. Zobaczyć, mon senateur, co z tego okna widać...

SEKRETARZ

Zobacz sobie, Józek, tylko wiesz, kupę roboty jeszcze mamy, a niedziela jest...

JÓZEK

Rozumiem, mon senateur.

Podchodzi do okna

Co za widok smutny! Pomnik Wdzięczności i deszcz. Dania jest więzieniem! Nie duszno wam w Danii, towarzysze?

KOPERSKI

Nieee!

Józek wybija szybę, krew, krzyk.

KOMENDANT

Pogotowie!

KOPERSKI

Nie pogotowie, kierowcę!

SEKRETARZ

Nie ma kierowcy! Rękę zawińcie, bo dywan zachlapie!

JÓZEKśpiewa

Jaka muzyka, jaki śpiew...

Widzi krew i mdleje.

SEKRETARZ

Weźcie go stąd i pogotowie wezwijcie!

Do Komendanta:

Ty, Franek, zajmij się wiecem!

Wszyscy wynoszą Józka.

Stacja III

Zakrystia po mszy. Wchodzi Biskup, ksiądz Piotr, Bronek i Ministranci, którzy pomagają Biskupowi rozebrać się z szat liturgicznych.

BISKUP

Ilu miał ksiądz dzisiaj komunikantów?

KSIĄDZ

Około stu siedemdziesięciu.

BISKUP

A ja dwustu. Miałem dwieście komunii i wszystkie dziś wydałem. Takiej Palmowej Niedzieli od trzech lat nie pamiętam. Tak, proszę księdza, to jest zawsze tak samo. Ile razy oni coś znowu wymyślą, my mamy więcej komunikantów. Codziennie Bogu powinniśmy dziękować, proszę księdza, że dał nam Prymasa, a im tego orła Wiesława.

KSIĄDZ

Tylko, że znowu ktoś na tym ucierpi.

BISKUP

No cóż! Rewolucja pożera własne dzieci. Tak to już jest. Pamięta ksiądz ten starożytny mit o Chronosie? Kto mieczem wojuje... A poza tym, proszę księdza, nie przesadzajmy. Nic takiego strasznego się nie dzieje. Proszę, żeby obiad był punktualnie o wpół do drugiej, a samochód o drugiej. Musimy być o piątej na miejscu.

KSIĄDZ

Dobrze.

Wychodzi.

BISKUP do Ministrantów

A wy, coście zapamiętali z dzisiejszej mszy świętej?

MINISTRANCI

O pszenicy i kąkolu.

BISKUP

I co jeszcze?

MINISTRANCI

Żydów biją.

BISKUP

Ech wy, mali antysemici.

Biskup daje Ministrantom cukierki.

MINISTRANCI

Bóg zapłać, księże biskupie! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Ministranci wychodzą.

BISKUP

Na wieki wieków. Amen. Dobrze, Bronek, że zostaliśmy sami. Mam do ciebie prośbę. Nie przychodź więcej do kościoła w takim stanie. Nie tylko służyć do mszy. W ogóle. Masz mnie za głupca? Jesteś siny z niewyspania i aż bije do ciebie smród alkoholu. I to się nie zdarza po raz pierwszy, a po raz któryś z kolei. Mam już tego dość, Bronek! Pomyślałeś, jaki to brak szacunku? Dla Pana Naszego Jezusa Chrystusa? Dla Kościoła Świętego? Dla mnie? Jaki to jest przykład dla tych małych chłopców? A może chcesz, żeby władze to wykorzystały przeciwko nam? Jeżeli jeszcze raz przyjdziesz do Kościoła w takim stanie, Bronek, rozstaniemy się.

BRONEK

To się więcej nie powtórzy.

BISKUP

Słowo?

BRONEK

Słowo honoru, proszę księdza biskupa. Ja mam taką sprawę. Bardzo dla mnie ważną i że ja już pić nie będę.

BISKUP

Słucham.

BRONEK

Pamięta ksiądz biskup, jak mnie ksiądz biskup zabrał w lutym na Jasną Górę i jak mi załatwił, żebym do mszy służył? Przez calutką mszę jak służyłem, patrzyłem Matce Boskiej prosto w oczy i modliłem się, żeby mi powiedziała, kim byli moi rodzice i kim ja jestem. No, kim jestem? Polakiem? Ruskiem? No bo Żydem chyba nie jestem.

BISKUP

Na pewno nie.

BRONEK

I kiedy przyjąłem komunię, i spuściłem głowę, żeby się pomodlić, i potem znów spojrzałem Matce Boskiej w oczy, wtedy Ona łzę nade mną uroniła i uśmiechnęła się do mnie. Samymi oczami uśmiechnęła. Wie ksiądz biskup, poczułem wtedy coś takiego, że nie ma ksiądz biskup pojęcia, jakbym fruwał po całym kościele ponad modlącymi się ludźmi...

Wchodzi Ksiądz Piotr.

KSIĄDZ

Obiad na stole, proszę księdza biskupa.

BISKUP

Już idę.

Do Bronka:

I co?

BRONEK

Postanowiłem wtedy, że zostanę księdzem. I mam prośbę, żeby ksiądz biskup mi to umożliwił.

BISKUP

To piękne przeżycie, Bronek, bardzo piękne, mistyczne. Czemuś mi wcześniej o nim nie powiedział?

BRONEK

Chciałem.

BISKUP

Widzisz, Bronek, gdyby to ode mnie zależało, pomógłbym ci z przyjemnością. To byłby piękny przykład dla wszystkich, że właśnie ty chcesz zostać księdzem.

BRONEK

Byłbym dobrym katechetą, proszę księdza biskupa, dzieci mnie lubią.

BISKUP

Tak, Bronek, ale to ode mnie nie zależy. W Piśmie Świętym powiedziane jest, że kapłanem może zostać jedynie mężczyzna nieposzlakowany fizycznie.

BRONEK

Ale ja nie jestem kaleką!

Wchodzi Kościelny.

BISKUP

Nie krzycz mi tu, Bronek. To niemożliwe. Przykro mi to mówić. Ale nie martw się. Takie przeżycie, taka ingerencja Matki Bożej w twoje życie, zostawi w tobie trwały ślad. A z Kościołem, jeżeli przestaniesz pić, możesz związać się na trwałe. Możesz przecież być ogrodnikiem albo kościelnym...

Biskup wychodzi.

BRONEK

Piotrek, czemu Pan Bóg się tak na mnie uwziął?

KSIĄDZ

Pan Bóg wcale się nie uwziął na ciebie, Bronek...

BRONEK

A co ze mną wyprawia? Bawi się mną? Jak ksiądz biskup?

KSIĄDZ

Pan Bóg kocha ludzi, Bronek, i tylko tak doświadcza czasem.

BRONEK

Jak szczura w laboratorium?

KSIĄDZ

Bronek, widzę, że cierpisz, i wierz mi, cierpię wraz z tobą, że tak cierpisz.

BRONEK

A czemu ja nie mogę żyć jak wszyscy, tylko mam cierpieć? Za co? Komu ja co złego wyrządziłem? Księdzu biskupowi? Komu?

KSIĄDZ

Bronek, nikomu nic złego nie wyrządziłeś, tylko głową muru nie przebijesz, a i z cierpienia może być pożytek.

BRONEK

Jaki pożytek może być z cierpienia, Piotrek?

KSIĄDZ

A pomyśl, Bronek, jak cierpiał Pan Jezus. Dzisiaj jest Palmowa Niedziela. Przypomnij sobie, Bronek, jak wszyscy witali Pana Jezusa z palmami i jak wołali: „Hosanna!”, a potem Go opuścili. Co Pan Jezus czuł, kiedy został sam? Kiedy Go biczowano i opluwano? Kiedy mu koronę cierniową na głowę włożono? Kiedy upadał pod krzyżem? Kiedy do krzyża Go przybijano? Kiedy umierał na krzyżu i wołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”?

BRONEK

I co z tego, Piotruś?

KSIĄDZ

Pan Jezus zmartwychwstał, Bronek, i zbawił nas wszystkich, a z Jego cierpienia zrodziła się siła, która tyle dobrego przyniosła ludziom.

BRONEK

Gdzie ta siła teraz, Piotruś?

KSIĄDZ

Musisz jej poszukać w sobie, Bronek, twoje cierpienie też może przynieść wiele dobrego. Wierz mi, Bronek, wcale nie trzeba być księdzem, żeby nieść ludziom dobro i prawdę...

BRONEK

To co ja mam robić, Piotruś?

KSIĄDZ

Pamiętaj, Bronek, że cierpienie też może być szczęściem.

Wychodzi.

KOŚCIELNY

A wie Bronek, czemu cierpi? A ja powiem, czemu cierpi. Chce posłucha, a nie to nie. Cierpi, bo pije. Jakby nie pił, nie cierpiałby. A jak pije, cierpi. Od picia nerwy wysiadają. A jak nerwy wysiadają, człowiek zły się robi i wszystko drażni. A co najbardziej człowieka drażni? Sam siebie człowiek najbardziej drażni. I zły jest na siebie. A jak na siebie i na wszystko dookoła. Na cały świat. Do tego prowadzi picie. No, idzie już.

Bronek wychodzi.

Stacja IV

Komitet. Szyba nie wstawiona. Sekretarz Michalak rozmawia przez telefon.

SEKRETARZ przez telefon

Nie, u mnie spokój jest. Literatów nie mam. Profesorów nie mam. Studentów nie mam. Dyjmków nie mam, bo teatru nie mam. Syjonistów nie mam… U mnie spokój mam. A nie, bracie, to jasne! Potępiamy. Protestujemy. Popieramy. Tak. Jasne. Jak to mówią, trzeba czasowi dać czas. Cześć.

Michalak odkłada słuchawkę, wchodzi Sekretarka.

SEKRETARKA

Towarzysz Koperski, towarzyszu sekretarzu?

SEKRETARZ

Prosić.

Sekretarka wychodzi, wchodzi Koperski.

KOPERSKI

Nie wstawili ci jeszcze szyby?

SEKRETARZ

Wiesz, jak to u nas jest. Niczego doprosić się nie można. Jak Józek?

KOPERSKI

Rękę zszyli, zastrzyk dali i śpi. Wiesz, że w szpitalu Franek postawił milicjanta?

SEKRETARZ

Wychowałeś gówniarza, Emil, że daj ty spokój! Na wszystko pozwalałeś. I masz: pije, wagaruje, a jakie ma poglądy? Sam słyszałeś.

KOPERSKI

Uczy się dobrze.

SEKRETARZ

A co nam z jego dobrej nauki?

KOPERSKI

Wezmę się teraz za niego, Wacek, powiedz Frankowi, żeby zdjął milicjanta.

SEKRETARZ

Za późno, Emil.

KOPERSKI

Na co za późno, Wacek, żeby milicjanta zdjąć?

SEKRETARZ

Milicjanta zdjąć zawsze można, Emil, ale tu towarzysze wszystko widzieli. I z pogotowia widzieli. I w szpitalu. Już na pewno chyr poszedł po mieście. A wiesz, jak to u nas jest. Małe miasto.

KOPERSKI

Pieprzysz, Wacek, nie możesz tego odkręcić?

SEKRETARZ

Tobie mam tłumaczyć, Emil? Z Frankiem załatw, to odkręcę.

KOPERSKI

Z Frankiem nawet gadać o tym nie będę.

SEKRETARZ

Sam rozumiesz, Emil, ja muszę pilnować spokój, żeby był.

KOPERSKI

Spokój, żeby był? A co ma spokój do tego, że gówniarz tatusiowi stłukł szybkę na złość?

SEKRETARZ

W domu stłukł? Nie da rady, Emil, musisz dymisję złożyć.

KOPERSKI

O to ci chodzi, Wacek?

Koperski wyjmuje z kieszeni dymisję.

SEKRETARZ

A co to?

KOPERSKI

Podanie o Fiata.

Koperski wręcza dymisję.

SEKRETARZ

A co chcesz robić?

KOPERSKI

Nie wiem.

SEKRETARZ

Ja bym na twoim miejscu zrezygnował z polityki. Sam widzisz, co się dzieje. Masz prawo skończone, kancelarię mógłbyś otworzyć, ludziom pomóc...

KOPERSKI

Wypuścisz Józka?

SEKRETARZ

Emil, póki ja tu jestem, nikt nikomu krzywdy nie zrobi.

Czyta dymisję:

A coś ty tu napisał?

Czyta:

„...proszę o zwolnienie mnie w proteście przeciwko odchodzeniu naszej partii od zasad leninowskiego demokratyzmu, a zwłaszcza przeciwko nacjonalistycznym, a wręcz faszystowskim metodom Komendanta...”. A co to, kurwa?

KOPERSKI

Prawda, Wacek, partia odeszła od demokracji.

SEKRETARZ

A od kiedy to ty taki demokrata jesteś?

KOPERSKI

Od zawsze, Wacek, tylko lojalny wobec partii byłem.

SEKRETARZ

To jest lojalność?

KOPERSKI

To już nie ta partia, Wacek.

SEKRETARZ

A jaka?

KOPERSKI

Taka, Wacek, że sumienie nie pozwala milczeć.

SEKRETARZ

A co ty o sumieniu pierdolisz? Mało ty krwi masz na rękach? Zapomniałeś już, jak ty i te twoje orły z UB załatwiliście tego księdza? Jak ksiądz proboszcz po pijanemu zgwałcił gospodynię, udusił stułą, podpalił kościół i sam się powiesił?

KOPERSKI

A ty od kiedy adwokat kościoła jesteś? Zapomniałeś, co ten nawiedzony kretyn wygadywał na naszą partię z ambony? Mieliśmy go aresztować i zrobić z niego męczennika?

SEKRETARZ

A ten stary ruski numer, za który tak naprawdę dostałeś podkomendanta? Ten po amnestii dla akowców, jak ci gówniarze od „Ponurego” się poujawniali? Jak poprzebieraliście się za Ukraińców, wyrżnęliście tę wieś pod Krosnem, bo na ludowców głosowała, a potem jako zebrana na nowo banda „Ponurego” zrównaliście z ziemią tę wieś ukraińską? A co potem robiliście z tymi prawdziwymi akowcami od „Ponurego”? A pamiętasz tego jego adiutanta? Kto jemu w tej piwnicy na Ogrodowej w głowę strzelił? Żeby pokazać swoim orłom, jaki twardy ma być prawdziwy ubek? Ile ten gówniarz miał lat? Dwadzieścia? Dziewiętnaście? Czy tyle, co twój Józek teraz?

KOPERSKI

Zostaw Józka, dobra?! Dobrze wiesz, że to była sytuacja: kto kogo? A co, może nie dzięki nam, siedzisz tu teraz i pierdzisz w krzesło? Ciekawe, co ci jeszcze ten legendarny partyzant naopowiadał? A co zrobił z tymi Żydami, którzy przyszli do niego do oddziału, ci opowiadał? Jak kazał ich rozwalić za współpracę z Niemcami, bo z obozu uciekli?

SEKRETARZ

Jak wiedziałeś o tych Żydach, to czemu legendarny partyzant nie wrócił do liczenia krów? Bo tak wam wygodniej było? Bo mieliście na niego haka i mógł odwalać za was brudną robotę? I macie teraz, legendarni partyzanci upomnieli się o swoje. Czekali na swój czas i doczekali się, ale odpowiedzialność za to ponosicie wy, bo prawda jest taka, że to ich wyście stworzyli!

KOPERSKI

A was nie?

SEKRETARZ

Nas?

KOPERSKI

A co by było, gdybym cię wtedy za te machlojki z willami nie wyciągnął z łap „Franka” i nie dał tej roboty w Domu Dziecka? Wróciłbyś po Październiku jako prześladowany przez stalinistów wielki bohater i zwolennik „Wiesława”? Zapomniałeś już o tym?

SEKRETARZ

A ty zapomniałeś, że jak cię wypierdolili z Ministerstwa, to mogłeś wrócić tutaj, dostałeś robotę, willę i spokój miałeś? Odwdzięczyłem się tobie, jak umiałem najlepiej, ale teraz naprawdę nic nie mogę zrobić, bo „Franek” tylko czeka, żebym stanął za tobą! Naprawdę tego nie rozumiesz? Ja nic do ciebie nie mam, Emil, i przetrwalibyśmy to wszystko, jak przetrwaliśmy niejedno, ale ten twój głupi gówniarz nasłuchał się „Wolnej Europy” i postanowił, że tu w Zamościu będzie Michnikiem albo jakimś innym Szlajferem, a to jest Zamość, a nie Warszawa i kwiecień, a nie marzec. Nie rozumiesz, że ja nie mogę podkładać się teraz?

KOPERSKI

I myślisz, że jak mnie teraz odsuniesz, „Franek” spokój ci da? To zapamiętaj moje słowa, Wacek, jak cię niedługo kopnie w dupę, to w powietrzu z głodu umrzesz.

SEKRETARZ

Kurwa, Emil, jak Boga kocham, weź przestań! Po co te bzdury tu powypisywałeś? Komu myślisz zaszkodzisz? Partii? „Frankowi”? Czy sobie? Kto ci da po czymś takim spokój? Już nie mówię o kancelarii. A może „Franek” ma rację? Może ty myślisz, że znowu będzie Październik i na moje miejsce wrócisz?

KOPERSKI

To co mam napisać, Wacek?

SEKRETARZ

A ja wiem? Ty jesteś filozof.

KOPERSKI

Że z powodu zdrowia?

SEKRETARZ

O!

KOPERSKIdrze dymisję

Dzwoń do „Franka”.

SEKRETARZ telefonuje

Z Komendantem. Franek? A po coś ty, kurwa, tego milicjanta w szpitalu postawił? A ty, gdzie wtedy byłeś? Chcesz, żeby nas wszystkich za to ciągali? Za pięć minut, żeby tego milicjanta tam nie było, jasne?

KOPERSKI

Pozdrów go ode mnie.

SEKRETARZ

Emil cię pozdrawia. Z powodu zdrowia odchodzi. Cześć!

Michalak odkłada słuchawkę, Koperski pisze nową dymisję.

SEKRETARZ

Wiesz, Emil, czasem myślę, że tak naprawdę chodzi o czas. Teraz Frankowi zdaje się, że ma swój czas, przedtem ty miałeś swój, a czyj czas jest tak naprawdę, okazuje się dopiero po czasie.

KOPERSKIdaje mu dymisję

A twój czas, Wacek?

SEKRETARZ

Mój czas ma zawsze czas.

Koperski wychodzi.

SEKRETARZ przez telefon

Jolka, wstawią wreszcie tą szybę, czy nie?

Stacja V

Kawalerka Bronka. Bronek, Adam i Luśka. Bronek przynosi kieliszki, Adam nalewa.

ADAM

No to nasze!

LUŚKA

Kurwa jestem, ale bez popitki pić nie będę. Ja tu dla Bronka przyszłam, nie dla ciebie.

ADAM

O Jezu, Luśka! Weź zrób herbaty, Bronek.

BRONEK

Zdrowie.

Bronek pije i wstaje.

LUŚKA

Nie trzeba, Bronek, ja i tak zaraz idę.

ADAM

O Jezu, Luśka! Mówiłem tobie. Ja Kryśki nie kocham. Nie kocham. Dzieci kocham. I ciebie kocham, Lusieczka, obłędnie kocham.

Do Bronka:

Weź idź przejdź się, Bronek.

BRONEK

A po co?

ADAM

Jajca z nas robi, nie, Luśka?

LUŚKA

No, ja i tak zaraz idę.

ADAM

O Jezu, Luśka...

Do Bronka:

Weź idź przejdź się, Bronek!

BRONEK

A po co? Co będziecie robić w mojej kawalerce? Jak nie powiecie, nie pójdę przejść się! Jaka to sprawiedliwość jest? Ty, Adam, masz Luśkę i Kryśkę masz, i dzieci masz. I Luśka ciebie kocha, i Kryśka kocha, i dzieci kochają. A ja? Co mam? Kto mnie kocha? To jaka to sprawiedliwość jest? Co ja takiego zrobiłem, że cierpienie ma być dla mnie szczęściem? Komu ja coś złego zrobiłem? Wam? Księdzu biskupowi? Panu Bogu? Komu? Co?

Nalewa:

Nie pójdę przejść się, jak nie powiecie, co będziecie robić w mojej kawalerce...

Pije.

ADAM

Turlać się będziemy, wystarczy?

LUŚKA

Kurwa jestem, ale turlać się nie będę. Idę już. Jak chcesz, możesz mnie odprowadzić.

ADAM

O Jezu, poczekaj, Luśka.

Do Bronka:

Weź idź przejdź się, Bronek.

BRONEK

Nie wystarczy. Wszystko chcę. Detalicznie chcę.

ADAM

A w ryja, kurwa, chcesz?

Zabiera mu butelkę.

Oddawaj!

BRONEK

Co ty, Adam? Żartowałem. Idę przejść się.

ADAMdaje mu butelkę

Na drugi raz tak, kurwa, nie żartuj!

LUŚKA

Nie martw się, Bronek, zobaczysz i do ciebie się życie uśmiechnie...

BRONEK

No, w tym roku zaczynam wiek Chrystusowy...

Pije z butelki i śpiewa:

„Ludu, mój ludu,Cóżem ci uczynił...?”

Wychodzi.

LUŚKA

Biedny Bronek.

ADAM

O Jezu, Luśka, takie życie.

Bierze kieliszek.

No, Lusieczka, nasze.

Odstawia kieliszek.

Herbatki zrobię, Lusieczka, dobra?

LUŚKA

Teraz Lusieczka, a potem Krysieczka.

ADAM

O Jezu, Luśka, weź już przestań.

Adam i Luśka wychodzą do kuchni.

LUŚKAz kuchni

Weź przestań, Adam, w kuchni się będziemy turlać?

ADAMz kuchni

A czemu nie, Lusieczka, czemu nie?

LUŚKAz kuchni

O Jezu, Adam!

Stacja VI

Izba Wytrzeźwień. Sanitariusz i Lekarka.

SANITARIUSZ

A słyszała pani doktór, że w amerykańskich i całego świata synagogach z okazji 25 rocznicy powstania w getcie żydowskim Naczelny Rabin Międzynarodowego Stowarzyszenia Żydów ma rzucić klątwę na Polskę i na Polaków?

LEKARKA

A za cóż to, panie Mietku?

SANITARIUSZ

A za to, pani doktór, że za okupacji jakoby Polacy nie tylko, że nie ratowali Żydów, ale że jakoby sami Polacy Żydów w ręce Niemców wydawali, jak gdyby nie nam Polakom Żydzi zawdzięczali, że ich Hitler do samego końca nie wytłukł, słyszała pani doktór?

LEKARKA

Nie słyszałam, panie Mietku.

SANITARIUSZ

A słyszała pani doktór o tym, że Niemcy z RFN-u zapłacili Żydom z Izraela 5 miliardów dolarów za tosamo?

LEKARKA

Ale to już pan bajki opowiada, panie Mietku.

SANITARIUSZ

Bajki, pani doktór? A kto płaci tym naszym literatom, profesorom i studentom, tym Kisielom, Michnikom i innym Kurwoniom, żeby szczekali, że w Polsce wolności nie ma, kto pani doktór?

LEKARKA

Międzynarodowe Stowarzyszenie Żydów brudnymi erefenowskimi markami.

SANITARIUSZ

Właśnie, pani doktór. A zapyta pani doktór, a po co?

LEKARKA

Właśnie, panie Mietku, a po co?

SANITARIUSZ

A po to, pani doktór, żeby odebrać nam Polakom nasze dobre imię i pokazać światu, że Polacy są jego najgorszymi wrogami i skierować przeciwko Polsce rakiety atomowe...

Milicjanci I i II wtaszczają Bronka skutego kajdankami.

MILICJANT I

Idziemy, Pekosiewicz!

MILICJANT II

Pekosiewicz, kurde mol!

SANITARIUSZ

Dawaj go!

Sanitariusz wyjmuje pałkę milicyjną i rzuca się na pomoc.

BRONEK

O Jezu! Ja nic nie zrobiłem! Ja Bronek jestem!

Milicjanci i Sanitariusz ciągną Bronka do pomieszczenia obok, słychać łomot.

O Jezu! Za co, panowie!? Ja nic nie zrobiłem! O Jezu, ratunku! Na pomoc! Milicja!

Wchodzą Milicjant I i II, łomot trwa dalej.

LEKARKA

Panowie, co się stało? Przecież to Bronek...

MILICJANT I

Pomnik znieważył, pani doktór.

MILICJANT II

Wdzięczności, kurde mol.

MILICJANT I

Promile, pani doktór, zbada.

MILICJANT II

We krwi, kurde mol.

Lekarka bierze sprzęt i wychodzi.

MILICJANT I

Pisz, Roman. O godzinie siedemnastej trzydzieści siedemnasty marca tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty ósmy rok pełniący służbę na dzielnicy Zwierzyniec starszy kapral Sienkiewicz Eugeniusz i kapral Owczarek Roman widzą, jak obywatel Pekosiewicz Bronisław, syn Leopolda, który był pod wpływem alkoholu, znieważa pomnik Wdzięczności. Kropka.

MILICJANT II

Wdzięczności z dużej, kurde mol?

MILICJANT I

Tak jest. Rzucał w jego butelką po wódce Czysta kropka wykrzykując antypaństwowe...

MILICJANT II

I antysocjalistyczne, kurde mol...

MILICJANT I

Dobra, i antysocjalistyczne okrzyki. Kropka. Na wezwanie funkcjonariuszy odmówił okazania dowodu tożsamości używa słów uznanych powszechnie za obelżywe i dopuszczając się wobec funkcjonariuszy rękoczynów...

MILICJANT II

Rękoczynów, kurde mol?

MILICJANT I

Rękoczynów, Roman, pisz.

Wchodzi Lekarka.

SANITARIUSZza drzwiami

Rozbieraj się, Pekosiewicz, po polsku mówię!

Łomot.

BRONEKza drzwiami

O Jezu, za co!? To Polska tak bije? Polska?

MILICJANT I

Pisz, Roman. Obywatel Pekosiewicz doprowadzony na Izbę Wytrzeźwień, gdzie badanie wykazało... ile, pani doktór?

LEKARKA

Jeden i siedem... sześć dziesiątych...

MILICJANT II

Napiszemy dwa, kurde mol, i już.

LEKARKA

Nie, panowie, dwa nie.

MILICJANT I

Pisz, Roman, jeden i siedem dziesiątych promila alkoholu we krwi. Kropka. Na izbie obywatel Pekosiewicz Bronisław stawiał opór i wykrzykiwał ubliżające Polsce okrzyki. Kropka. Świadkowie dyżurny Sanitariusz Kowalik Mieczysław zamieszkały Klonowa cztery mieszkania pięć numer dowodu de el czterdzieści cztery osiemset pięćdziesiąt dwa, sąsiad mój i dyżurny lekarz, spisz Roman, panią doktór...

LEKARKA

Ależ panowie, przecież to Bronek, chluba naszego miasta, człowiek, który w życiu tyle się nacierpiał, tyle przeszedł, tyle...

Wchodzi Sanitariusz.

SANITARIUSZ

Uspokoił się karakon.

LEKARKA

Będzie pan świadkiem, panie Mietku?

SANITARIUSZ

A czemu nie, pani doktór? To trójkę z garbu zrzuci słynny Pekosiewicz?

MILICJANT I

No, albo i lepiej.

MILICJANT II

Pomnik Wdzięczności, kurde mol, działalność anty-państwowa i antysocjalistyczna, kurde mol, stawianie oporu i pobicie dwóch milicjantów, kurde mol, na służbie.

MILICJANT I

To co z tym dowodem, pani doktór?

LEKARKAdając dowód osobisty

Nie szkoda wam człowieka, panowie?

SANITARIUSZ

A co się pasożyt będzie stawiał?

Stacja VII

Gabinet w Komisariacie MO. Kapitan w cywilu rozmawia przez telefon.

RYSIEKprzez telefon

Tak jest, towarzyszu Komendantu.

Notuje.

Koperski Józef, syn Emila. Tak jest, Dreikoper? Jasne jak drut, towarzyszu Komendantu.

Odkłada słuchawkę, naciska ukryty dzwonek, Milicjant III wprowadza Bronka w kajdankach.

MILICJANT III

Pekosiewicz Bronisław, syn Leopolda.

Zdejmuje Bronkowi kajdanki i wychodzi.

RYSIEK

A co ty tutaj robisz, Bronek?

BRONEK

Rysiek?

RYSIEK

Nie poznajesz, pawianie?

BRONEK

Na milicji pracujesz, Rysiek?

RYSIEK

A co, Bronek, nie wiedziałeś? Fakt. Od wojska żeśmy się nie widzieli.

BRONEK

Ostatni raz jak na przepustce byłeś.

RYSIEK

Wtedy, jak tym piwem z jarzębiakiem w „Słoneczku”?

BRONEK

Daj ty spokój.

RYSIEK

Zarzygałeś całą Lenina.

BRONEK

Daj ty spokój.

RYSIEK

Były czasy.

BRONEK

A Piotruś księdzem został, wiesz?

RYSIEK

Wiem, Bronek.

BRONEK

Dziwne to życie, nie? Ty na milicji, Piotruś księdzem, a ja?

RYSIEK

A ty, Bronek, najwyżej zaszedłeś. Na Kronice ciebie widziałem. W radiu słyszałem. W gazetach czytałem. I chwaliłem się zawsze wszystkim, że słynny Pekosiewicz to mój najlepszy kumpel z Domu Dziecka...

BRONEK

Daj ty spokój.

RYSIEK

Co to było z tym pomnikiem, Bronek?

BRONEK

Nic nie było, Rysiek.

RYSIEK

Podobno dałeś wpierdol dwóm gliniarzom.

BRONEK

Ja, Rysiek?

RYSIEK

Tu pisze tak: „pełniący służbę na dzielnicy Zwierzyniec... widzą jak obywatel Pekosiewicz Bronisław, syn Leopolda, który był pod wpływem działania alkoholu...” Pisać ciemnota po polsku nie umie! „... znieważa Pomnik Wdzięczności. Rzucał w jego butelką po wódce Czysta wykrzykując antypaństwowe i antysocjalistyczne okrzyki. Na wezwanie funkcjonariuszy odmówił okazania dowodu tożsamości używa słów uznanych powszechnie za obelżywe i dopuszczając się wobec funkcjonariuszy rękoczynów...”. Widzisz, z jakimi bucami człowiek musi pracować? I jeszcze w Izbie Wytrzeźwień narozrabiałeś, czterech świadków jest, a zeznania milicjantów liczą się podwójnie, czyli razem sześciu. Niełatwa sprawa, Bronek, ale masz szczęście, że na mnie trafiło. Opowiedz mi wszystko, jak było, ze szczegółami. Nigdy nic nie wiadomo.

BRONEK

Normalnie było, Rysiek, napiłem się trochę z kolegą.

RYSIEK

Z kim?

BRONEK

Z Adamem.

RYSIEK

Z jakim Adamem?

BRONEK

Adama nie pamiętasz? Czwarty muszkieter.

RYSIEK

A, z Adamem! Co u niego?

BRONEK

Normalnie. Pracujemy razem w Pekaesie. Żonę ma, trójkę dzieci.

RYSIEK

Zawsze lubił ogóra zamoczyć. No i co?

BRONEK

Wrócił w niedzielę z dodatkowego kursu i przyszedł do mnie zobaczyć, jak się czuję, w sobotę wypiliśmy trochę.

RYSIEK

Dobra, to zacznij od soboty. U ciebie piliście?

BRONEK

U mnie.

RYSIEK

Kto był?

BRONEK

Redaktor z Warszawy. Wywiad ze mną robił. Do radia. No i wyjął pół litra. Potem przyszedł Adam z Luśką. I też przynieśli pół litra.

RYSIEK

Po co przyszli?

BRONEK

Normalnie, się napić.

RYSIEK

A ta Luśka to co?

BRONEK

Luśka u nas.

RYSIEK

Dupa Adama?

BRONEK

Skąd wiesz?

RYSIEK

Skąd wiem, to wiem. I kto jeszcze był?

BRONEK

Nikt.

RYSIEK

A Józek Koperski?

BRONEK

Skąd wiesz?

RYSIEK

Ja dużo wiem, Bronek. O czym rozmawialiście?

BRONEK

Normalnie, o niczym.

RYSIEK

A kawały z „Wolnej Europy” kto opowiadał?

BRONEK

Skąd wiesz?

RYSIEK

Kurwa, Bronek, zwariowałeś? Ty mnie chcesz przesłuchiwać? Koperski opowiadał?

BRONEK

Koperski.

RYSIEK

A co na to redaktor?

Zaczyna pisać na maszynie.

BRONEK

Mówił, żeby Józek nie słuchał Wolnej Europy.

RYSIEK

A co Adam?

BRONEK

Nic. Tańczył z Luśką.

RYSIEK

A ty?

BRONEK

Mnie polityka nie obchodzi.

RYSIEK

I bardzo dobrze. Piliście cały czas?

BRONEK

No.

RYSIEK

Dużo?

BRONEK

Półtora litra prawie.

RYSIEK

I co dalej?

BRONEK

Przyszła Kryśka, żona Adama.

RYSIEK

I co?

BRONEK

No i Adam poszedł z Kryśką do domu.

RYSIEK

A Luśka?

BRONEK

Też poszła. I redaktor też. Upił się.

RYSIEK

Razem poszli?

BRONEK

Osobno. Redaktor zaczął się do Luśki dowalać, ale ona mu nie pozwoliła. To poszedł. A potem Luśka.

RYSIEK

A Koperski?

BRONEK

Został na noc. Z ojcem się pokłócił. Zaczął rzygać, a potem zasnął.

RYSIEK

A rano?

BRONEK

Jak się obudziłem i szedłem do mszy służyć, Józek jeszcze spał. A jak wróciłem, już go nie było.

RYSIEK

U kogo służyłeś?

BRONEK

U Michałka.

RYSIEK

Co mówił w kazaniu?

BRONEK

O pszenicy i kąkolu mówił.

RYSIEK

A na władzę co mówił?

BRONEK

Nic nie mówił.

RYSIEK

Może nie pamiętasz? Przypomnę ci. „Nie dajcie się najmilsi podjudzać. Nie pozwólcie, aby rozpalono haniebną żagiew antysemityzmu, która okryje w świecie imię Polski hańbą”. I tak dalej. Przypominasz sobie?

BRONEK

Może i mówił.

RYSIEK

Kac cię jebał?

BRONEK

No.

RYSIEK

Ładny z ciebie ministrant. Po mszy o czym rozmawialiście?

BRONEK

O niczym.

RYSIEK

Nie kłam. Widzę po oczach. Co ci powiedział?

BRONEK

Że źle wyglądam i żebym poszedł do domu się wyspać.

RYSIEK

Wódkę poczuł?

BRONEK

No.

RYSIEK

I co dalej.

BRONEK

Poszedłem do domu. Ale nie mogłem zasnąć. Słuchałem „W Jezioranach” i kawałek koncertu życzeń. Ubrałem się. Poszedłem do „Słoneczka”. Wypiłem pięć piw. I poszedłem zobaczyć, czy Adam z trasy nie wrócił.

RYSIEK

Wrócił?

BRONEK

Wrócił.

RYSIEK

Z konduktorką?

BRONEK

No, mieli pół litra. Poszliśmy do mnie i zaczęliśmy pić, potem ja poszedłem...

RYSIEK

A oni zostali?

BRONEK

No.

RYSIEK

Burdel z mieszkania robisz. Chcesz, żeby ci zabrali? I co dalej?

BRONEK

Poszedłem do parku, wypiłem wódkę i wyrzuciłem butelkę, ale nie rzucałem w Pomnik Wdzięczności, Rysiek! Znasz mnie przecież. Ja do Związku Radzieckiego nic nie mam. Mnie Niemcy skrzywdzili. To ci dwaj milicjanci wszystko zmyślili. W żaden pomnik nie rzucałem, Rysiek!

RYSIEKkończąc pisanie

Masz szczęście, Bronek, że na mnie trafiło. Góra będzie kolegium.

Daje mu długopis.

Podpisz tu.

BRONEK

Co?

RYSIEK

Zeznanie.

BRONEK

Gdzie?

RYSIEK

Tu.

BRONEKczyta

„... namówiony został przez Koperskich Józefa i Emila vel Dreikoperów i znanego ze swoich reakcyjnych wystąpień biskupa...”. Jezus Maria, Rysiek!

RYSIEK

Podpisz.

BRONEK

W co ty chcesz mnie wrobić, Rysiek?

RYSIEK

Chcę ci pomóc, Bronek. Podpisz, że cię namówili i góra będzie kolegium. Znam ciebie przecież, Bronek, i wiem, że sam byś tego nie zrobił. Podpisz.

BRONEK

Przecież to nieprawda, Rysiek, ja tego nie podpiszę.

RYSIEK

Podpiszesz, Bronek. Nie teraz, to później. Lepiej od razu.

BRONEK

Nie, Rysiek, ja Judaszem nie będę.

RYSIEK

Masz czas, Bronek, pomyśl.

Naciska dzwonek.

BRONEK

Ja Judaszem nie będę, Rysiek, to ten redaktor z Warszawy powiedział o wszystkim Michalakowi, stąd wiesz...

RYSIEK

Potrzebne ci coś, Bronek, szczoteczkę do zębów masz?

Naciska dzwonek.

BRONEK

A Józek jest Żydem, Rysiek?

RYSIEK

A co, Bronek, nie wiedziałeś?

Naciska dzwonek, wpada Milicjant III.

RYSIEK

Co jest sierżancie, do kurwy garbatej?!

MILICJANT III

Stokrotnie przepraszam, towarzyszu kapitanie, ale myślałem, że to dłuższa sprawa i byłem w kiblu na trzecim, bo tu kibel kompletnie, ale to kompletnie zatkany...

RYSIEK

Wyprowadzić.

Milicjant III zakłada Bronkowi kajdanki i wyprowadza.

Stacja VIII

Pokój w willi Koperskich. Koperski rozmawia przez telefon.

KOPERSKIprzez telefon

Tak. Wiesz, jak jest, nie pytaj nigdy, komu bije dzwon. Nie, Putrament. Co? Jeszcze nie wiem. Na razie odpoczywam. Może kancelarię otworzę, a może zwykłą praktykę. Cywilną, najwyżej kryminalną. Nigdy więcej żadnej polityki, stary. Co? „... namówiony został przez Koperskich vel Dreikoperów i znanego ze swoich reakcyjnych poglądów biskupa Michałka...”? Przecież to się kupy nie trzyma. Za krótkie rączki! Dzięki. Cześć.

Odkłada słuchawkę, wchodzi Koperska i Józek z ręką na temblaku.

KOPERSKA

No i w domu.

KOPERSKI

Jak ręka?

KOPERSKA