Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
W tekstach Słobodzianka uwiodło mnie, jeśli mam być szczery, rzadkie połączenie spontaniczności i przemyślności: jest to, zdaje się, facet, który cholernie lubi to, co robi i zna właściwe chwyty. Cieszy go opowiadanie historii i wie zarazem, że najlepsze historie, zwłaszcza te opowiadane w teatrze, nigdy nie są nowe i nieznane, przeciwnie, znają je wszyscy i nieraz się nimi cieszyli. Tylko to, co opowiadane wielokroć, pozwala smakować swoją urodę: ponieważ znamy fabułę i generalia narracji, uwagę przyciągają detale, drobne innowacje, niespodziewane wtręty, a także język opowieści (jak wtedy, gdy nam ktoś znany tekst przedstawi na przykład w suahili). A właśnie w takich szczegółach kryje się nie tylko diabeł, ale również piękno świata.
Krzysztof Wolicki
Tadeusz Słobodzianek (1955) – dramatopisarz, krytyk teatralny, reżyser, kierownik literacki i dyrektor teatrów. Studiował teatrologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie pod kierunkiem m.in. prof. Jana Błońskiego. W latach 1978-1981 pisał recenzje teatralne pod pseudonimem Jan Koniecpolski, najpierw w „Studencie”, następnie dla tygodnika „Polityka”. W latach 2010-2012 dyrektor Teatru Na Woli im. T. Łomnickiego, w latach 2012-2022 dyrektor Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy, twórca Laboratorium Dramatu, Fundacji Sztuka Dialogu oraz Szkoły Dramatu. Współtwórca Teatru Wierszalin. Autor dramatów takich jak: Nasza klasa, Car Mikołaj, Obywatel Pekosiewicz, Turlajgroszek, Prorok Ilja, Merlin, Kowal Malambo, Sen pluskwy, Młody Stalin, Śmierć Proroka, Historia Jakuba, Niedźwiedź Wojtek, Fatalista, Akropolis nasze oraz cyklu Kwartety otwockie, na które składają się: Geniusz, Sztuka intonacji, Powrót Orfeusza, Krzew gorejący, Helsinki, Cerber z Beaubourg, Pociąg do Moskwy, Obiad u Giulietty.Laureat wielu nagród, m.in. Paszportu „Polityki” (1993), Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1994), Medalu im. Stanisława Bieniasza (2002 i 2018), Nike (2010). Dramaty Słobodzianka przetłumaczono na kilkadziesiąt języków i wystawiano na scenach całego świata.
***
Publikacja powstała we współpracy z Wydawnictwem ADIT
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 374
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
tadeusz słobodzianek
Żydowskie historie
WARSZAWA 2025
Copyright © Tadeusz Słobodzianek
Copyright © for the Polish edition by Agencja Dramatu i Teatru ADiT
ISBN 978-83-60699-69-0
Wydanie pierwsze
Warszawa 2025
Redakcja
Witold Loska
Korekta
Marta Orczykowska
Projekt okładki
Łukasz Zbieranowski / Fajne Chłopaki
DTP
Oliwia Mróz
Praw do wykorzystania sztuk na wszelkich polach eksploatacji udziela:Agencja Dramatu i Teatru [email protected]. 228221199www.adit.art.pl
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Projekt powstał przy współpracy Fundacji Gutenberg na Rzecz Kultury i Nauki
Żydowskie historie powstały na przestrzeni bez mała czterdziestu lat. W tym czasie zmienił się świat, zmieniała się moja wiedza o relacjach polsko-żydowskich, świadomość materii dramaturgicznej i architekturę scen teatrów, z którymi miałem zaszczyt współpracować. Wiele się nauczyłem. Wszystkim reżyserom, scenografom, aktorkom i aktorom, z którymi los mnie zetknął, dziękuję.
W Obywatelu Pekosiewiczu inspirowałem się reportażem Romualda Karasia Nazywam się Pekosiński (1977) i wieloma innymi materiałami prasowymi z epoki, a także rozmowami z bohaterem, którego w 1978 roku odwiedziłem w Zamościu. Dwukrotna praca nad realizacją spektaklu z reżyserem Mikołajem Grabowskim i aktorami: Mariuszem Saniternikiem, Leonem Charewiczem, Andrzejem Wichrowskim, Mariuszem Wojciechowskim, Marianem Dziędzielem, Zbigniewem Rucińskim i innymi, pozwoliła mi doszlifować dramaturgię. Dziękuję.
W Naszej klasie inspirację i wiedzę czerpałem głównie z książek: W czterdziestym nas matko na Sibir zesłali... pod red. Ireny Grudzińskiej Gross i Jana T. Grossa (1983); Sąsiedzi Jana T. Grossa (2000), Wokół Jedwabnego pod red. Pawła Machcewicza i Krzysztofa Persaka (2002) i My z Jedwabnego Anny Bikont (2004) oraz filmów: Miejsce urodzenia Pawła Łozińskiego (1992), Shtetl Mariana Marzyńskiego (1996) i Sąsiedzi Agnieszki Arnold (2001). Wszystkim w tym miejscu dziękuję. Wykorzystałem wiersze śp. Marcina Wichy, któremu zawsze będę wdzięczny, gdziekolwiek przebywa. Reżyserom Ondrejowi Spisakowi, i Bijanowi Sheibani, a także prof. Jagodzie Hernik Spalińskiej i śp. prof. Leonardowi Neugerowi dziękuję za istotne uwagi.
W Historii Jakuba inspirację i wiedzę czerpałem z książek Dariusza Rosiaka Człowiek o twardym karku (2013) i Wielka odmowa (2014); Barbary Engelking Jest taki piękny słoneczny dzień… (2011); Romualda Jakuba Waszkinela-Wekslera Zgłębiając tajemnice Kościoła (2003) i Rozmowy z ojcem Krąpcem o człowieku (2008), a także z filmów Grzegorza Linkowskiego …wpisany w gwiazdę Dawida – krzyż (1997) i Marsz żywych (2003) oraz Ronit Kertsner Na rozstaju (2010). Wszystkim, a szczególnie Jakubowi Wekslerowi za to, że zechciał się podzielić ze mną swoimi przemyśleniami, bardzo dziękuję. Pragnę też dodać, że ksiądz ostatecznie pod wpływem grzechów w Kościele przeciwko Prawu Boskiemu, dokonał apostazji, zrzucił sutannę i przeszedł na judaizm, za co go bardzo podziwiam. Dziękuję śp. prof. Leonardowi Neugerowi i ks. Andrzejowi Lutrowi za cenne uwagi. Dziękuję także Łukaszowi Lewandowskiemu za wkład, jaki wniósł, grając rolę Jakuba.
Fatalista powstał, kiedy przechodziłem poważny kryzys zdrowotny i w ramach rekonwalescencji dużo czytałem. Najwięcej Isaaca Bashevisa Singera. Z inspiracji motywami pisarza powstał mój dramat. Reżyserowi Wojciechowi Urbańskiemu, aktorce Magdzie Czerwińskiej i aktorowi Robertowi Majewskiemu, którzy byli cierpliwymi odtwórcami głównych ról, dziękuję.
Akropolis nasze powstało w oparciu o wiedzę, którą zaczerpnąłem z książek Zbigniewa Osińskiego Teatr Dionizosa (1972) i Grotowski i jego Laboratorium (1980), Ludwika Flaszena Grotowski & Company (2016), Małgorzaty Dziewulskiej Artyści i pielgrzymi (1995), Zbigniewa Raszewskiego Bilet do teatru (1998), Eugenio Barby Ziemia popiołu i diamentów (2001), Agnieszki Wójtowicz Od Orfeusza do Studium o Hamlecie. Teatr 13 Rzędów w Opolu 1959-1964 (2004) i Grotowski polityczny (2024), Petera Brooka Z Grotowskim (2015) oraz Dariusza Kosińskiego Profanacje (2015). Wszystkim dziękuję.
Jednak chciałbym dodać, że najprecyzyjniejsza wiedza nie zwolniła mnie z obowiązku fantazjowania i uczynienia tego, co teatralne, teatralnym.
Mikołajowi Grabowskiemu, reżyserowi
Ofiary istnieją, bo istnieją kaci.
Franz Kafka
BRONEK Pekosiewicz,dyspozytor PKS
REDAKTOR, z Polskiego Radia w Warszawie
Adam,kierowca PKS, kolega Bronka z Domu Dziecka
KRYŚKA,jego żona
LUŚKA, konduktorka PKS
SEKRETARZ,dawniej wychowawca w Domu Dziecka, obecnie I sekretarz PK PZPR.
KOPERSKI,dawniej komendant UB, obecnie II sekretarz PK PZPR
KOPERSKA, jego żona
JÓZEK,ich syn
BISKUP,ordynariusz w Zamościu
KSIĄDZ,kolega Bronka z Domu Dziecka
KOŚCIELNY
KOMENDANT,dawniej partyzant „Franek”, obecnie komendant SB
RYSIEK,kapitan MO, kolega Bronka z Domu Dziecka
OFICER I,funkcjonariusz SB
OFICER II,funkcjonariusz SB
MILICJANT I
MILICJANT II
MILICJANT III
LEKARKA
sanitariusz
SEKRETARKA,sekretarka Sekretarza
Rzecz dzieje się w Zamościu w Wielkim Tygodniu 1968 roku.
Kawalerka Bronka. Bronek udziela wywiadu Redaktorowi.
BRONEK
Nie, panie redaktorze. Pekosiewicz jest od Pekosu, a nie od Pekaesu. Od Polskiego Komitetu Opieki Społecznej w Zamościu. Przedtem inaczej się nazywałem. U Urszulanek podczas wojny Ocalony. W Domu Dziecka po wojnie Bezimienny. Tego Pekosiewicza sekretarz Michalak zmyślił, panie redaktorze, żeby się ludzie nie czepiali. Imię Bronisław i datę urodzenia 1 września 1939 roku zmyślił na cześć wybuchu wojny. Pan rozumie, panie redaktorze, symboliczna sprawa. Miejsce urodzenia Zwierzyniec na cześć obozu, skąd mnie mama chyba przez druty przerzuciła. A imiona rodziców, panie redaktorze, Leopold i Natalia zmyślił nie wiadomo, dlaczego.
REDAKTOR
A pamięta pan coś z tego obozu?
BRONEK
Z obozu, panie redaktorze, druty kolczaste.
REDAKTOR
A mamy pan nie pamięta?
BRONEK
Śni mi się czasem, panie redaktorze, to chyba pamiętam, bo skądś do tych snów musiało wlecieć, nie?
REDAKTOR
A co się panu śni, panie Bronku?
BRONEK
Barak mi się śni, panie redaktorze, długi jak na filmach o Oświęcimiu pokazują, jakieś jęki, płacze, narzekania i ta kobieta, moja mama chyba, trzyma mnie na rękach...
REDAKTOR
I co?
BRONEK
Co, co?
REDAKTOR
Co jeszcze pan pamięta, panie Bronku?
BRONEK
Ten moment, kiedy ta kobieta szybkim ruchem mnie przez druty przerzuciła, mówiłem już, panie redaktorze, że z tego wszystkiego druty kolczaste najlepiej pamiętam.
REDAKTOR
Ale co dalej, panie Bronku?
BRONEK
Dalej, panie redaktorze? Dalej pamiętam dwie serie z automatu. Po pierwszej serii pada ta kobieta, która mnie przez druty przerzuciła i dlatego zastrzelił ją ten wartownik, Niemiec, a potem druga seria od strony lasu i wtedy pada ten wartownik, Niemiec, a ja czuję, jak mnie ktoś podnosi i biegnie ze mną do lasu. Widzę uciekające do tyłu drzewa, wojskowy płaszcz, a na ramieniu, blisko oczu, biało-czerwona opaska i litery: A eL...
REDAKTOR
A eL?
BRONEK
A eL, panie redaktorze, był to legendarny partyzant „Franek”.
REDAKTOR
Pan żartuje, panie Bronku
BRONEK
A co ja mam opowiadać, panie redaktorze, prawdę? Jak przez to, że mnie ktoś przez druty przerzucił, w kręgosłup coś mi się stało? I po wojnie chodziłem w gorsecie żelaznym? I dlatego nie jestem dziś całkiem garbaty? Tylko takie ni to, ni sio? Ni garbaty, ni prosty? Mówiłem już o tym. Do radia mówiłem. Do kroniki filmowej. Do gazet różnych. I co z tego mam? Jak bym został w tym obozie, panie redaktorze, to bym teraz był Niemcem i świat białym Mercedesem zwiedzał!
Redaktor wyłącza magnetofon, wyjmuje z teczki pół litra.
REDAKTOR
Niech pan da jakieś szkło.
Bronek przynosi kieliszki, Redaktor nalewa.
BRONEK
Niech pan ludzi w mieście o mnie popyta.
REDAKTOR
Pana zdrowie.
Piją.
BRONEK
Powiem szczerze, że przyniósł pan wódkę to ładnie, ale mnie trudno jest kupić, panie redaktorze.
REDAKTOR
Panie Bronku, dajmy sobie spokój z tymi „panami”. Zygmunt jestem.
Nalewa.
BRONEK
Bronek.
Piją bruderszaft.
REDAKTOR
Wiem, Bronek, że dużo złego cię w życiu spotkało.
BRONEK
Złego? Mnie samo dobro spotykało. Pani Helena na przykład...
REDAKTOR
Mogę?
Włącza magnetofon.
BRONEK
Pani Helena na przykład. Moja pierwsza wychowawczyni. Dobra była. Do pierwszej komunii mnie zaprowadziła. Z biskupem poznała. Pozwalała do siebie mówić „mamo”. Na Wigilię do domu zapraszała.
REDAKTOR
Już nie zaprasza?
BRONEK
Obraziła się, że nie chciałem jej w zimie węgla nosić.
REDAKTOR
A biskup?
BRONEK
Widzisz, ile mam lat?
REDAKTOR
Widzę.
BRONEK
A jeszcze do mszy mogę służyć. Widzisz, jaki biskup dla mnie dobry?
REDAKTOR
A sekretarz?
BRONEK
Jak panią Helenę z Domu Dziecka wyrzucili i on przyszedł na jej miejsce, od razu się mną zajął. „Opowieść o prawdziwym człowieku” czytał. Wiesz, tą o ruskim pilocie, co bez nóg był, a latał. A jak była u nas rocznica Dzieci Zamojszczyzny, to takiego bohatera ze mnie zrobił, że aż sam sekretarzem został i od razu do willi się przeprowadził. Ale żeby było sprawiedliwie. Tę kawalerkę to on mi załatwił. Tak. Kawalerkę partia mi dała. Bo jestem kawaler.
REDAKTOR
Jesteś w partii?
BRONEK
Oczywiście, że tak.
REDAKTOR
A co biskup na to?
BRONEK
Do mszy dobrze służę.
REDAKTOR
A sekretarz?
BRONEK
Przyzwyczaił się. A wiesz, co ludzie mówią? Że biskup i sekretarz Michalak to bracia. Nieślubni. Michałek ślubny, a Michalak nieślubny. Ojca mieli podobno jednego. Podobno w Katyniu zginął, czy gdzieś tam...
Redaktor nalewa.
REDAKTOR
Twoje zdrowie, Bronek.
Piją.
BRONEK
A wiesz, Zygmunt, że w tym roku rozpoczynam wiek Chrystusowy? Czuję, że coś mnie spotka. Ale co to może być? Może mamę odnajdę? Ta, co mnie przez druty przerzuciła, to wcale nie musiała być moja mama. A jak moja mama mieszka w Ameryce i dowie się o mnie? Wiesz, jakie rzeczy się zdarzały? Po ilu latach ludzie się spotykali? Powiem ci, Zygmunt, te wywiady to ja tylko po to udzielam, żeby mama o mnie usłyszała.
Pukanie, Bronek idzie otworzyć, Redaktor wyłącza magnetofon, wchodzi Adam z Konduktorką.
BRONEKprzedstawia
Redaktor z Warszawy. Adam, kolega z Domu Dziecka i z Pekaesu teraz, Adam. I Lusia, Luśka. Siadajcie.
Bronek idzie po kieliszki.
REDAKTOR
Państwo razem z Pekosiem pracujecie?
ADAM
W Pekaesie, nie, Luśka?
LUŚKA
No…
Bronek przynosi kieliszki, nalewa.
BRONEK
Wódka pana redaktora…
ADAM
My też mamy, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
Adam wyjmuje z teczki pół litra.
BRONEK
Zdrowie!
WSZYSCY
Zdrowie!
Piją.
ADAM
Pan ze stolicy do nas przyjechał, panie redaktorze, tak?
REDAKTOR
Tak.
ADAM
Po magnetofonie się domyślam, że z radia, tak?
REDAKTOR
Tak.
ADAM
Niech pan nagra, panie redaktorze, że takiego drugiego Polaka i obywatela, jak nasz Bronek, to drugiego takiego nie ma, panie redaktorze, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
ADAM
I drugiego takiego dyspozytora to nasz Pekaes nie ma, nie miał i nie będzie miał, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
Adam nalewa.
ADAM
Zdrowie Bronka, panie redaktorze.
WSZYSCY
Zdrowie.
Piją.
ADAM
Nagrywa pan, panie redaktorze?
REDAKTOR
Nie.
ADAM
To dobrze, panie redaktorze, bo ja coś chciałem pana zapytać, ale prywatnie, że tak powiem, i osobiście, jako zwykły Polak, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
ADAM
Mówi się u was w radiu, że w stolicy studenci, literaci i Żydzi rozrabiają, a gdzie indziej, powiem odważnie, panie redaktorze, w „Wolnej Europie” się słyszy, że odwrotnie, studentów, literatów i Żydów bije przebrana za robotników milicja. I stąd się bierze moje pytanie, panie redaktorze, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
ADAM
Odpowie mi pan, ale szczerze?
REDAKTOR
Oczywiście.
Redaktor nalewa.
ADAM
A skąd u nas tyle lat po wojnie Żydzi, panie redaktorze, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
REDAKTOR
Zdrowie.
WSZYSCY
Zdrowie.
Piją
REDAKTOR
To ci Żydzi, panie Adamie, co ich Ruscy do nas za Stalina przysłali, żeby nas za mordę trzymali, rozumie pan?
ADAM
Rozumiem, panie redaktorze, komuniści, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
REDAKTOR
No i jak ich Gomułka od żłobu odsunął, dawaj podjudzać literatów i studentów, a literaci i studenci mądrzy ludzie, ale naiwni jak dzieci, żeby rozrabiali, że w Polsce wolności i demokracji nie ma, żeby Ruscy powiedzieli: nu, ten Gomułka nie umie rządzić...
ADAM
Rozumiem, panie redaktorze. Patrz pan, kombinują ci komuniści, a zwykły Polak tylko cierpi na tym, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
Pukanie, Bronek idzie otworzyć, wchodzi Józek.
BRONEKprzedstawia
Redaktor z Warszawy. Z radia. Koperski Józek.
ADAM
Syn komunisty, ale nasz kolega. Cześć.
JÓZEK
Najpierw damy.
Józek całuje w rękę Luśkę, wita się z pozostałymi, wyjmuje pół litra, Bronek przynosi kieliszek.
BRONEK
Oho, libacja, a ja jutro do mszy służę.
Bronek nalewa.
WSZYSCY
Zdrowie.
Piją.
JÓZEK
Słyszeliście nowy kawał z „Wolnej Europy”? Woła Gomułka Moczara i mówi: „Słuchajcie, Moczar, co to za jakiś Mickiewicz jakieś „Dziady” antyradzieckie stworzył? Sprawdźcie, kto jemu pozwolił!”. Moczar idzie, sprawdza, wraca i mówi: „Głupia sprawa, towarzyszu Wiesław, ale ten Mickiewicz już nie żyje”. Na to Gomułka: „Już nie żyje? Oj, Moczar, wy się zawsze śpieszycie!”.
ADAM
Dobre, dziady im już też przeszkadzają, nie, Luśka?
LUŚKA
No.
ADAM
Chodź, Luśka, zatańczymy!
Adam nastawia radio, tańczą.
REDAKTORdo Józka
A tobie tatuś pozwala słuchać „Wolnej Europy”?
JÓZEK
Mamusia.
Wpada Kryśka, żona Adama.
KRYŚKA
Do domu, gnoju ty!
BRONEK
Kryśka...
KRYŚKA
A ty co się wtrącasz, alfonsie garbaty? Dzieci zapomniały, jak ojciec wygląda, a ten gnój tylko kurwy i gorzała, kurwy i gorzała...
ADAM
Kryśka, pan redaktor z Warszawy!
KRYŚKA
Co Kryśka?! Co pan redaktor?! Co z Warszawy?! Do domu!
Adam bierze teczkę i wychodzi.
KRYŚKAdo Luśki
A ty, kurwo, jak cię jeszcze raz z nim zobaczę, to tak tobie ten twój świński ryj zrobię, że będziesz się mogła dupczyć, ale po ciemku!
Kryśka wychodzi.
BRONEK
Kawałeczek życia, panie redaktorze.
LUŚKA
Ja nie jestem kurwa! Nie jestem! Ona Adamowi życie zniszczyła! Co Adam z nią ma? No co? Kurwa jedna! Ja nie jestem kurwa!
REDAKTOR
Niech się pani nie przejmuje...
Redaktor kładzie rękę na kolanie Luśki.
LUŚKA
Gdzie z tą ręką?!
Redaktor zabiera swoje rzeczy i wychodzi.
BRONEK
Nawet do widzenia nie powiedział.
JÓZEK
A czemu ty, Bronek, takiej mendzie wywiadu udzielasz?
BRONEK
A, sekretarz nasłał.
LUŚKA
Ja nie jestem kurwa! Nie jestem!
BRONEK
Luśka, Kryśki nie znasz? Nie bierz do głowy.
LUŚKA
Weź, Bronek, nie bierz.
Zabiera swoje rzeczy.
JÓZEK
Odprowadzę cię, Luśka?
LUŚKA
Nie trzeba.
Wychodzi.
BRONEK
Oj, ten Adam.
JÓZEK
Mogę się u ciebie przespać?
BRONEK
A co się stało?
JÓZEK
Pokłóciłem się z ojcem.
BRONEK
Znowu?
JÓZEK
Wiesz, co mi zrobił? Wczoraj była fajna impreza u Ewy, bo przywiozła z Paryża tę ostatnią płytę Beatlesów z „Yellow Submarine”. Piliśmy, ale trochę, więcej tańczyliśmy. Rano chciałem wziąć książki i iść prosto do szkoły. Myślałem, że on już poszedł do tego swojego cyrku i że w domu będzie tylko mama. A on czekał na mnie, bo jakaś menda zadzwoniła w nocy, że pijemy i rozrabiamy. I wiesz, co zrobił? Zadzwonił do dyrektora szkoły, że wróciłem pijany, a więc nie przyjdę do szkoły i że on wyciągnie wobec mnie konsekwencje. Rozumiesz, co jest grane?
BRONEK
Nie za bardzo.
Nalewa.
JÓZEK
On wyciągnie konsekwencje wobec mnie, czyli, że obowiązkiem dyrektora jest wyciągnąć wobec reszty klasy. Rozumiesz? Wszyscy, którzy byli na imprezie, będą mieli obniżone sprawowanie. Taki numer przed maturą...
Pije.
BRONEK
Twoje zdrowie.
Pije.
JÓZEK
Taki numer! Ubek! Zobaczysz, jaki ja mu numer...
Józek zaczyna rzygać i wybiega do ubikacji, Bronek za nim.
RADIO
W całym kraju jutro zachmurzenie o charakterze zmiennym z przelotnymi opadami śniegu z deszczem lub deszczu. Wiadomości z zagranicy. W piątek w Memphis w stanie Tennessee został zastrzelony przez białego rasistę przywódca ludności murzyńskiej w Stanach Zjednoczonych doktor Martin Luther King, co wywołało powstanie czarnej społeczności w całym kraju. Lotnictwo amerykańskie dokonało pirackiego nalotu na miasteczko Dong Thu. Nalot nastąpił o godzinie szóstej rano, kiedy mieszkańcy szykowali się do pracy. Śmierć poniosło 28 osób, a 56 zostało rannych. Rząd izraelski przystąpił do dalszego zacieśniania stosunków z Niemiecką Republiką Federalną. Wiadomości z kraju. Wiosenne siewy w pełni. Z całego kraju, z dużych zakładów pracy i z odległych małych wsi nadal napływają liczne listy i rezolucje kierowane na ręce Towarzysza Wiesława, w których cała Polska wyraża pełną solidarność z polityką zmierzającą do odsunięcia od możliwości wpływów na życie polityczne i społeczne kraju ludzi, którzy zawiedli zaufanie partii i narodu. Jutro niedziela, siódmy kwietnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku. Imieniny obchodzą Jan i Rufin. Dobranoc państwu.
Hymn.
Komitet. Sekretarz, Komendant i Redaktor.
SEKRETARZ
I jak, redaktorze, zadowoleni?
REDAKTOR
Tak sobie, towarzyszu sekretarzu.
SEKRETARZ
A dlaczego, jeśli wolno spytać?
REDAKTOR
Tak jak radziliście, wziąłem wódkę i, faktycznie, rozkręcił się trochę, ale przyszli jacyś jego znajomi i libacja się zrobiła.
SEKRETARZ
Zrozumcie go, redaktorze. Jemu życie osobiste się nie układa. Faszyści na nim jakieś doświadczenia robili i, rozumiecie, nie w pełni jest mężczyzną, że tak powiem.
REDAKTOR
A czy on jest Żydem, towarzyszu sekretarzu?
KOMENDANT
Wykluczone, towarzyszu redaktorze.
SEKRETARZ
Towarzysz Komendant jest u nas specjalistą. Znacie się, towarzysze?
REDAKTOR
A kto nie słyszał o legendarnym „Franku”, który granat do kasyna niemieckiego wrzucił. Ale wracając do Pekosiewicza, towarzyszu sekretarzu, to jego towarzystwo?! Jakiś Adam alkoholik, jakieś dziwki, jakiś gówniarz w amerykańskich portkach kawały z „Wolnej Europy” opowiadał. Koperski się nazywa i podobno jest synem jakiegoś towarzysza. Nie żebym się skarżył, towarzysze, ale powiedzcie sami, czy ja mogę puścić coś takiego w moim reportażu.
Redaktor włącza magnetofon.
BRONEK
Tę kawalerkę to on mi załatwił. Tak. Kawalerkę partia mi dała. Bo jestem kawaler.
REDAKTOR
Jesteś w partii?
BRONEK
Oczywiście, że tak.
REDAKTOR
A co biskup na to?
BRONEK
Do mszy dobrze służę.
REDAKTOR
A sekretarz?
BRONEK
Przyzwyczaił się. A wiesz, co ludzie mówią? Że biskup i sekretarz Michalak to bracia. Nieślubni. Biskup ślubny, a sekretarz nieślubny. Ojca mieli podobno jednego. W Katyniu zginął, czy gdzieś tam...
REDAKTOR
Twoje zdrowie, Bronek.
Redaktor wyłącza magnetofon.
REDAKTOR
I jeszcze parę takich kawałków, towarzysze. Ciężko będzie to ciąć.
SEKRETARZ
Ale z tą kawalerką to prawda, redaktorze. Daliśmy jemu tę kawalerkę. Jeszcze kawy, redaktorze?
REDAKTOR
Dziękuję, towarzyszu sekretarzu, ale pociąg mam zaraz. Wieczorem w firmie czyścić będziemy, towarzysze… A jak tam u was te sprawy, towarzysze?
SEKRETARZ
U nas spokój jest, towarzyszu. Wiecie, Zamość małe miasto. Pozwolicie, redaktorze, że nasz kierowca odwiezie was do pociągu?
REDAKTOR
Nie śmiałem prosić, towarzyszu sekretarzu.
SEKRETARZ
Nic wielkiego, redaktorze. Wybaczcie, że nie wszystko wyszło, jak chcieliście, ale jak to mówią, co złego, to nie my.
REDAKTOR
Jakoś wybrniemy.
SEKRETARZ
Do widzenia.
REDAKTOR
Do widzenia.
KOMENDANT
Do widzenia.
Redaktor wychodzi.
SEKRETARZ przeztelefon
Powiedzcie, towarzyszko, towarzyszowi, żeby odwiózł towarzysza na pociąg.
Sekretarz odkłada słuchawkę.
KOMENDANT
No, ale ci się Bronek odwdzięczył.
SEKRETARZ
Wypierdek mamuta! Weź, Franek, skop mu dupę.
KOMENDANT
A co z tym „kawalarzem” w amerykańskich portkach?
SEKRETARZ
Józka zostaw Emilowi. Jak to mówią, bierz, jak dają, nie wchodź, jak nie zapraszają.
Wchodzi Koperski.
KOPERSKI
Cześć pracy.
SEKRETARZ
Cześć.
KOMENDANT
Cześć.
SEKRETARZ
Trzeba zorganizować wiec, towarzysze...
KOMENDANT
Nareszcie! Czy my z Zamościa wiecznie musimy się spóźniać?
SEKRETARZ
Jak to mówią, Franek, śpiesz się, ale powoli.
KOPERSKI
Kiedy?
SEKRETARZ
Dajmy na to, towarzysze, że we wtorek. W samo południe. W wózkowni PeZetGie. Studenci do nauki. Literaci do piór. Syjoniści do Syjamu. I cały Zamość popiera Wiesława! I...
Dzwoni telefon.
Odpowiedzialny towarzysz Koperski.
Podnosi słuchawkę.
Słucham. Jest.
Oddaje słuchawkę Komendantowi.
Do ciebie...
KOMENDANT bierze słuchawkę
Słucham.
Odkłada słuchawkę
Jest meldunek z kazania biskupa.
SEKRETARZ
Skocz.
Komendant wychodzi.
KOPERSKI
Wacek, muszę ja ten cyrk w wózkowni robić?
SEKRETARZ
A co, chcesz, żeby robił? Słuchaj, Emil, weź ty się za swojego gówniarza! Wiesz, co on wczoraj robił? Chlał wódę u Bronka i przy takiej jednej mendzie dziennikarskiej z Warszawy popisywał się, że słucha „Wolnej Europy”. Co, zapomniałeś już, jak wziąć głowę między nogi i lać w dupę?
Wchodzi Komendant.
KOMENDANT
Nóż w plecy.
Czyta:
„Nie dajcie się najmilsi podjudzać. Nie pozwólcie, aby rozpalono haniebną żagiew antysemityzmu, która imię Polski okryje w świecie hańbą”. A ewangelia znowu o pszenicy i kąkolu. I dalej: „Módlmy się za odważnych polskich studentów. Módlmy się za odważnych polskich pisarzy. A zwłaszcza za słynnego Kisiela, którego dziś spotwarza się po gazetach za to, że wraz z innymi luminarzami naszej literatury, ośmielił się dać świadectwo prawdzie. Amen”.
SEKRETARZ
Kurwa jego mać! Jak nie urok, to sraczka! Masz coś na niego?
KOMENDANT
Jest jakaś afera z cegłami.
SEKRETARZ
Mało.
KOMENDANT
Rewizję mu zrobię?
KOPERSKI
W Wielkim Tygodniu? Zróbcie jakiś stary numer z tymi, co dzieci na religię posyłają.
SEKRETARZ
Mało! Tym razem...
Otwierają się drzwi, wchodzi Józek, za nim Sekretarka.
JÓZEK
Cześć pracy, towarzysze!
SEKRETARKA
Nie chciałam puścić, towarzysze, ale puściłam.
KOPERSKI
Natychmiast stąd wyjdź!
SEKRETARZ
Spokojnie. Pijany jest. Co się stało, Józek?
JÓZEK
Nie, mon senateur, nic się nie stało. Tak sobie wpadłem. Na chwilę. Zobaczyć, mon senateur, co z tego okna widać...
SEKRETARZ
Zobacz sobie, Józek, tylko wiesz, kupę roboty jeszcze mamy, a niedziela jest...
JÓZEK
Rozumiem, mon senateur.
Podchodzi do okna
Co za widok smutny! Pomnik Wdzięczności i deszcz. Dania jest więzieniem! Nie duszno wam w Danii, towarzysze?
KOPERSKI
Nieee!
Józek wybija szybę, krew, krzyk.
KOMENDANT
Pogotowie!
KOPERSKI
Nie pogotowie, kierowcę!
SEKRETARZ
Nie ma kierowcy! Rękę zawińcie, bo dywan zachlapie!
JÓZEKśpiewa
Jaka muzyka, jaki śpiew...
Widzi krew i mdleje.
SEKRETARZ
Weźcie go stąd i pogotowie wezwijcie!
Do Komendanta:
Ty, Franek, zajmij się wiecem!
Wszyscy wynoszą Józka.
Zakrystia po mszy. Wchodzi Biskup, ksiądz Piotr, Bronek i Ministranci, którzy pomagają Biskupowi rozebrać się z szat liturgicznych.
BISKUP
Ilu miał ksiądz dzisiaj komunikantów?
KSIĄDZ
Około stu siedemdziesięciu.
BISKUP
A ja dwustu. Miałem dwieście komunii i wszystkie dziś wydałem. Takiej Palmowej Niedzieli od trzech lat nie pamiętam. Tak, proszę księdza, to jest zawsze tak samo. Ile razy oni coś znowu wymyślą, my mamy więcej komunikantów. Codziennie Bogu powinniśmy dziękować, proszę księdza, że dał nam Prymasa, a im tego orła Wiesława.
KSIĄDZ
Tylko, że znowu ktoś na tym ucierpi.
BISKUP
No cóż! Rewolucja pożera własne dzieci. Tak to już jest. Pamięta ksiądz ten starożytny mit o Chronosie? Kto mieczem wojuje... A poza tym, proszę księdza, nie przesadzajmy. Nic takiego strasznego się nie dzieje. Proszę, żeby obiad był punktualnie o wpół do drugiej, a samochód o drugiej. Musimy być o piątej na miejscu.
KSIĄDZ
Dobrze.
Wychodzi.
BISKUP do Ministrantów
A wy, coście zapamiętali z dzisiejszej mszy świętej?
MINISTRANCI
O pszenicy i kąkolu.
BISKUP
I co jeszcze?
MINISTRANCI
Żydów biją.
BISKUP
Ech wy, mali antysemici.
Biskup daje Ministrantom cukierki.
MINISTRANCI
Bóg zapłać, księże biskupie! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Ministranci wychodzą.
BISKUP
Na wieki wieków. Amen. Dobrze, Bronek, że zostaliśmy sami. Mam do ciebie prośbę. Nie przychodź więcej do kościoła w takim stanie. Nie tylko służyć do mszy. W ogóle. Masz mnie za głupca? Jesteś siny z niewyspania i aż bije do ciebie smród alkoholu. I to się nie zdarza po raz pierwszy, a po raz któryś z kolei. Mam już tego dość, Bronek! Pomyślałeś, jaki to brak szacunku? Dla Pana Naszego Jezusa Chrystusa? Dla Kościoła Świętego? Dla mnie? Jaki to jest przykład dla tych małych chłopców? A może chcesz, żeby władze to wykorzystały przeciwko nam? Jeżeli jeszcze raz przyjdziesz do Kościoła w takim stanie, Bronek, rozstaniemy się.
BRONEK
To się więcej nie powtórzy.
BISKUP
Słowo?
BRONEK
Słowo honoru, proszę księdza biskupa. Ja mam taką sprawę. Bardzo dla mnie ważną i że ja już pić nie będę.
BISKUP
Słucham.
BRONEK
Pamięta ksiądz biskup, jak mnie ksiądz biskup zabrał w lutym na Jasną Górę i jak mi załatwił, żebym do mszy służył? Przez calutką mszę jak służyłem, patrzyłem Matce Boskiej prosto w oczy i modliłem się, żeby mi powiedziała, kim byli moi rodzice i kim ja jestem. No, kim jestem? Polakiem? Ruskiem? No bo Żydem chyba nie jestem.
BISKUP
Na pewno nie.
BRONEK
I kiedy przyjąłem komunię, i spuściłem głowę, żeby się pomodlić, i potem znów spojrzałem Matce Boskiej w oczy, wtedy Ona łzę nade mną uroniła i uśmiechnęła się do mnie. Samymi oczami uśmiechnęła. Wie ksiądz biskup, poczułem wtedy coś takiego, że nie ma ksiądz biskup pojęcia, jakbym fruwał po całym kościele ponad modlącymi się ludźmi...
Wchodzi Ksiądz Piotr.
KSIĄDZ
Obiad na stole, proszę księdza biskupa.
BISKUP
Już idę.
Do Bronka:
I co?
BRONEK
Postanowiłem wtedy, że zostanę księdzem. I mam prośbę, żeby ksiądz biskup mi to umożliwił.
BISKUP
To piękne przeżycie, Bronek, bardzo piękne, mistyczne. Czemuś mi wcześniej o nim nie powiedział?
BRONEK
Chciałem.
BISKUP
Widzisz, Bronek, gdyby to ode mnie zależało, pomógłbym ci z przyjemnością. To byłby piękny przykład dla wszystkich, że właśnie ty chcesz zostać księdzem.
BRONEK
Byłbym dobrym katechetą, proszę księdza biskupa, dzieci mnie lubią.
BISKUP
Tak, Bronek, ale to ode mnie nie zależy. W Piśmie Świętym powiedziane jest, że kapłanem może zostać jedynie mężczyzna nieposzlakowany fizycznie.
BRONEK
Ale ja nie jestem kaleką!
Wchodzi Kościelny.
BISKUP
Nie krzycz mi tu, Bronek. To niemożliwe. Przykro mi to mówić. Ale nie martw się. Takie przeżycie, taka ingerencja Matki Bożej w twoje życie, zostawi w tobie trwały ślad. A z Kościołem, jeżeli przestaniesz pić, możesz związać się na trwałe. Możesz przecież być ogrodnikiem albo kościelnym...
Biskup wychodzi.
BRONEK
Piotrek, czemu Pan Bóg się tak na mnie uwziął?
KSIĄDZ
Pan Bóg wcale się nie uwziął na ciebie, Bronek...
BRONEK
A co ze mną wyprawia? Bawi się mną? Jak ksiądz biskup?
KSIĄDZ
Pan Bóg kocha ludzi, Bronek, i tylko tak doświadcza czasem.
BRONEK
Jak szczura w laboratorium?
KSIĄDZ
Bronek, widzę, że cierpisz, i wierz mi, cierpię wraz z tobą, że tak cierpisz.
BRONEK
A czemu ja nie mogę żyć jak wszyscy, tylko mam cierpieć? Za co? Komu ja co złego wyrządziłem? Księdzu biskupowi? Komu?
KSIĄDZ
Bronek, nikomu nic złego nie wyrządziłeś, tylko głową muru nie przebijesz, a i z cierpienia może być pożytek.
BRONEK
Jaki pożytek może być z cierpienia, Piotrek?
KSIĄDZ
A pomyśl, Bronek, jak cierpiał Pan Jezus. Dzisiaj jest Palmowa Niedziela. Przypomnij sobie, Bronek, jak wszyscy witali Pana Jezusa z palmami i jak wołali: „Hosanna!”, a potem Go opuścili. Co Pan Jezus czuł, kiedy został sam? Kiedy Go biczowano i opluwano? Kiedy mu koronę cierniową na głowę włożono? Kiedy upadał pod krzyżem? Kiedy do krzyża Go przybijano? Kiedy umierał na krzyżu i wołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”?
BRONEK
I co z tego, Piotruś?
KSIĄDZ
Pan Jezus zmartwychwstał, Bronek, i zbawił nas wszystkich, a z Jego cierpienia zrodziła się siła, która tyle dobrego przyniosła ludziom.
BRONEK
Gdzie ta siła teraz, Piotruś?
KSIĄDZ
Musisz jej poszukać w sobie, Bronek, twoje cierpienie też może przynieść wiele dobrego. Wierz mi, Bronek, wcale nie trzeba być księdzem, żeby nieść ludziom dobro i prawdę...
BRONEK
To co ja mam robić, Piotruś?
KSIĄDZ
Pamiętaj, Bronek, że cierpienie też może być szczęściem.
Wychodzi.
KOŚCIELNY
A wie Bronek, czemu cierpi? A ja powiem, czemu cierpi. Chce posłucha, a nie to nie. Cierpi, bo pije. Jakby nie pił, nie cierpiałby. A jak pije, cierpi. Od picia nerwy wysiadają. A jak nerwy wysiadają, człowiek zły się robi i wszystko drażni. A co najbardziej człowieka drażni? Sam siebie człowiek najbardziej drażni. I zły jest na siebie. A jak na siebie i na wszystko dookoła. Na cały świat. Do tego prowadzi picie. No, idzie już.
Bronek wychodzi.
Komitet. Szyba nie wstawiona. Sekretarz Michalak rozmawia przez telefon.
SEKRETARZ przez telefon
Nie, u mnie spokój jest. Literatów nie mam. Profesorów nie mam. Studentów nie mam. Dyjmków nie mam, bo teatru nie mam. Syjonistów nie mam… U mnie spokój mam. A nie, bracie, to jasne! Potępiamy. Protestujemy. Popieramy. Tak. Jasne. Jak to mówią, trzeba czasowi dać czas. Cześć.
Michalak odkłada słuchawkę, wchodzi Sekretarka.
SEKRETARKA
Towarzysz Koperski, towarzyszu sekretarzu?
SEKRETARZ
Prosić.
Sekretarka wychodzi, wchodzi Koperski.
KOPERSKI
Nie wstawili ci jeszcze szyby?
SEKRETARZ
Wiesz, jak to u nas jest. Niczego doprosić się nie można. Jak Józek?
KOPERSKI
Rękę zszyli, zastrzyk dali i śpi. Wiesz, że w szpitalu Franek postawił milicjanta?
SEKRETARZ
Wychowałeś gówniarza, Emil, że daj ty spokój! Na wszystko pozwalałeś. I masz: pije, wagaruje, a jakie ma poglądy? Sam słyszałeś.
KOPERSKI
Uczy się dobrze.
SEKRETARZ
A co nam z jego dobrej nauki?
KOPERSKI
Wezmę się teraz za niego, Wacek, powiedz Frankowi, żeby zdjął milicjanta.
SEKRETARZ
Za późno, Emil.
KOPERSKI
Na co za późno, Wacek, żeby milicjanta zdjąć?
SEKRETARZ
Milicjanta zdjąć zawsze można, Emil, ale tu towarzysze wszystko widzieli. I z pogotowia widzieli. I w szpitalu. Już na pewno chyr poszedł po mieście. A wiesz, jak to u nas jest. Małe miasto.
KOPERSKI
Pieprzysz, Wacek, nie możesz tego odkręcić?
SEKRETARZ
Tobie mam tłumaczyć, Emil? Z Frankiem załatw, to odkręcę.
KOPERSKI
Z Frankiem nawet gadać o tym nie będę.
SEKRETARZ
Sam rozumiesz, Emil, ja muszę pilnować spokój, żeby był.
KOPERSKI
Spokój, żeby był? A co ma spokój do tego, że gówniarz tatusiowi stłukł szybkę na złość?
SEKRETARZ
W domu stłukł? Nie da rady, Emil, musisz dymisję złożyć.
KOPERSKI
O to ci chodzi, Wacek?
Koperski wyjmuje z kieszeni dymisję.
SEKRETARZ
A co to?
KOPERSKI
Podanie o Fiata.
Koperski wręcza dymisję.
SEKRETARZ
A co chcesz robić?
KOPERSKI
Nie wiem.
SEKRETARZ
Ja bym na twoim miejscu zrezygnował z polityki. Sam widzisz, co się dzieje. Masz prawo skończone, kancelarię mógłbyś otworzyć, ludziom pomóc...
KOPERSKI
Wypuścisz Józka?
SEKRETARZ
Emil, póki ja tu jestem, nikt nikomu krzywdy nie zrobi.
Czyta dymisję:
A coś ty tu napisał?
Czyta:
„...proszę o zwolnienie mnie w proteście przeciwko odchodzeniu naszej partii od zasad leninowskiego demokratyzmu, a zwłaszcza przeciwko nacjonalistycznym, a wręcz faszystowskim metodom Komendanta...”. A co to, kurwa?
KOPERSKI
Prawda, Wacek, partia odeszła od demokracji.
SEKRETARZ
A od kiedy to ty taki demokrata jesteś?
KOPERSKI
Od zawsze, Wacek, tylko lojalny wobec partii byłem.
SEKRETARZ
To jest lojalność?
KOPERSKI
To już nie ta partia, Wacek.
SEKRETARZ
A jaka?
KOPERSKI
Taka, Wacek, że sumienie nie pozwala milczeć.
SEKRETARZ
A co ty o sumieniu pierdolisz? Mało ty krwi masz na rękach? Zapomniałeś już, jak ty i te twoje orły z UB załatwiliście tego księdza? Jak ksiądz proboszcz po pijanemu zgwałcił gospodynię, udusił stułą, podpalił kościół i sam się powiesił?
KOPERSKI
A ty od kiedy adwokat kościoła jesteś? Zapomniałeś, co ten nawiedzony kretyn wygadywał na naszą partię z ambony? Mieliśmy go aresztować i zrobić z niego męczennika?
SEKRETARZ
A ten stary ruski numer, za który tak naprawdę dostałeś podkomendanta? Ten po amnestii dla akowców, jak ci gówniarze od „Ponurego” się poujawniali? Jak poprzebieraliście się za Ukraińców, wyrżnęliście tę wieś pod Krosnem, bo na ludowców głosowała, a potem jako zebrana na nowo banda „Ponurego” zrównaliście z ziemią tę wieś ukraińską? A co potem robiliście z tymi prawdziwymi akowcami od „Ponurego”? A pamiętasz tego jego adiutanta? Kto jemu w tej piwnicy na Ogrodowej w głowę strzelił? Żeby pokazać swoim orłom, jaki twardy ma być prawdziwy ubek? Ile ten gówniarz miał lat? Dwadzieścia? Dziewiętnaście? Czy tyle, co twój Józek teraz?
KOPERSKI
Zostaw Józka, dobra?! Dobrze wiesz, że to była sytuacja: kto kogo? A co, może nie dzięki nam, siedzisz tu teraz i pierdzisz w krzesło? Ciekawe, co ci jeszcze ten legendarny partyzant naopowiadał? A co zrobił z tymi Żydami, którzy przyszli do niego do oddziału, ci opowiadał? Jak kazał ich rozwalić za współpracę z Niemcami, bo z obozu uciekli?
SEKRETARZ
Jak wiedziałeś o tych Żydach, to czemu legendarny partyzant nie wrócił do liczenia krów? Bo tak wam wygodniej było? Bo mieliście na niego haka i mógł odwalać za was brudną robotę? I macie teraz, legendarni partyzanci upomnieli się o swoje. Czekali na swój czas i doczekali się, ale odpowiedzialność za to ponosicie wy, bo prawda jest taka, że to ich wyście stworzyli!
KOPERSKI
A was nie?
SEKRETARZ
Nas?
KOPERSKI
A co by było, gdybym cię wtedy za te machlojki z willami nie wyciągnął z łap „Franka” i nie dał tej roboty w Domu Dziecka? Wróciłbyś po Październiku jako prześladowany przez stalinistów wielki bohater i zwolennik „Wiesława”? Zapomniałeś już o tym?
SEKRETARZ
A ty zapomniałeś, że jak cię wypierdolili z Ministerstwa, to mogłeś wrócić tutaj, dostałeś robotę, willę i spokój miałeś? Odwdzięczyłem się tobie, jak umiałem najlepiej, ale teraz naprawdę nic nie mogę zrobić, bo „Franek” tylko czeka, żebym stanął za tobą! Naprawdę tego nie rozumiesz? Ja nic do ciebie nie mam, Emil, i przetrwalibyśmy to wszystko, jak przetrwaliśmy niejedno, ale ten twój głupi gówniarz nasłuchał się „Wolnej Europy” i postanowił, że tu w Zamościu będzie Michnikiem albo jakimś innym Szlajferem, a to jest Zamość, a nie Warszawa i kwiecień, a nie marzec. Nie rozumiesz, że ja nie mogę podkładać się teraz?
KOPERSKI
I myślisz, że jak mnie teraz odsuniesz, „Franek” spokój ci da? To zapamiętaj moje słowa, Wacek, jak cię niedługo kopnie w dupę, to w powietrzu z głodu umrzesz.
SEKRETARZ
Kurwa, Emil, jak Boga kocham, weź przestań! Po co te bzdury tu powypisywałeś? Komu myślisz zaszkodzisz? Partii? „Frankowi”? Czy sobie? Kto ci da po czymś takim spokój? Już nie mówię o kancelarii. A może „Franek” ma rację? Może ty myślisz, że znowu będzie Październik i na moje miejsce wrócisz?
KOPERSKI
To co mam napisać, Wacek?
SEKRETARZ
A ja wiem? Ty jesteś filozof.
KOPERSKI
Że z powodu zdrowia?
SEKRETARZ
O!
KOPERSKIdrze dymisję
Dzwoń do „Franka”.
SEKRETARZ telefonuje
Z Komendantem. Franek? A po coś ty, kurwa, tego milicjanta w szpitalu postawił? A ty, gdzie wtedy byłeś? Chcesz, żeby nas wszystkich za to ciągali? Za pięć minut, żeby tego milicjanta tam nie było, jasne?
KOPERSKI
Pozdrów go ode mnie.
SEKRETARZ
Emil cię pozdrawia. Z powodu zdrowia odchodzi. Cześć!
Michalak odkłada słuchawkę, Koperski pisze nową dymisję.
SEKRETARZ
Wiesz, Emil, czasem myślę, że tak naprawdę chodzi o czas. Teraz Frankowi zdaje się, że ma swój czas, przedtem ty miałeś swój, a czyj czas jest tak naprawdę, okazuje się dopiero po czasie.
KOPERSKIdaje mu dymisję
A twój czas, Wacek?
SEKRETARZ
Mój czas ma zawsze czas.
Koperski wychodzi.
SEKRETARZ przez telefon
Jolka, wstawią wreszcie tą szybę, czy nie?
Kawalerka Bronka. Bronek, Adam i Luśka. Bronek przynosi kieliszki, Adam nalewa.
ADAM
No to nasze!
LUŚKA
Kurwa jestem, ale bez popitki pić nie będę. Ja tu dla Bronka przyszłam, nie dla ciebie.
ADAM
O Jezu, Luśka! Weź zrób herbaty, Bronek.
BRONEK
Zdrowie.
Bronek pije i wstaje.
LUŚKA
Nie trzeba, Bronek, ja i tak zaraz idę.
ADAM
O Jezu, Luśka! Mówiłem tobie. Ja Kryśki nie kocham. Nie kocham. Dzieci kocham. I ciebie kocham, Lusieczka, obłędnie kocham.
Do Bronka:
Weź idź przejdź się, Bronek.
BRONEK
A po co?
ADAM
Jajca z nas robi, nie, Luśka?
LUŚKA
No, ja i tak zaraz idę.
ADAM
O Jezu, Luśka...
Do Bronka:
Weź idź przejdź się, Bronek!
BRONEK
A po co? Co będziecie robić w mojej kawalerce? Jak nie powiecie, nie pójdę przejść się! Jaka to sprawiedliwość jest? Ty, Adam, masz Luśkę i Kryśkę masz, i dzieci masz. I Luśka ciebie kocha, i Kryśka kocha, i dzieci kochają. A ja? Co mam? Kto mnie kocha? To jaka to sprawiedliwość jest? Co ja takiego zrobiłem, że cierpienie ma być dla mnie szczęściem? Komu ja coś złego zrobiłem? Wam? Księdzu biskupowi? Panu Bogu? Komu? Co?
Nalewa:
Nie pójdę przejść się, jak nie powiecie, co będziecie robić w mojej kawalerce...
Pije.
ADAM
Turlać się będziemy, wystarczy?
LUŚKA
Kurwa jestem, ale turlać się nie będę. Idę już. Jak chcesz, możesz mnie odprowadzić.
ADAM
O Jezu, poczekaj, Luśka.
Do Bronka:
Weź idź przejdź się, Bronek.
BRONEK
Nie wystarczy. Wszystko chcę. Detalicznie chcę.
ADAM
A w ryja, kurwa, chcesz?
Zabiera mu butelkę.
Oddawaj!
BRONEK
Co ty, Adam? Żartowałem. Idę przejść się.
ADAMdaje mu butelkę
Na drugi raz tak, kurwa, nie żartuj!
LUŚKA
Nie martw się, Bronek, zobaczysz i do ciebie się życie uśmiechnie...
BRONEK
No, w tym roku zaczynam wiek Chrystusowy...
Pije z butelki i śpiewa:
„Ludu, mój ludu,Cóżem ci uczynił...?”
Wychodzi.
LUŚKA
Biedny Bronek.
ADAM
O Jezu, Luśka, takie życie.
Bierze kieliszek.
No, Lusieczka, nasze.
Odstawia kieliszek.
Herbatki zrobię, Lusieczka, dobra?
LUŚKA
Teraz Lusieczka, a potem Krysieczka.
ADAM
O Jezu, Luśka, weź już przestań.
Adam i Luśka wychodzą do kuchni.
LUŚKAz kuchni
Weź przestań, Adam, w kuchni się będziemy turlać?
ADAMz kuchni
A czemu nie, Lusieczka, czemu nie?
LUŚKAz kuchni
O Jezu, Adam!
Izba Wytrzeźwień. Sanitariusz i Lekarka.
SANITARIUSZ
A słyszała pani doktór, że w amerykańskich i całego świata synagogach z okazji 25 rocznicy powstania w getcie żydowskim Naczelny Rabin Międzynarodowego Stowarzyszenia Żydów ma rzucić klątwę na Polskę i na Polaków?
LEKARKA
A za cóż to, panie Mietku?
SANITARIUSZ
A za to, pani doktór, że za okupacji jakoby Polacy nie tylko, że nie ratowali Żydów, ale że jakoby sami Polacy Żydów w ręce Niemców wydawali, jak gdyby nie nam Polakom Żydzi zawdzięczali, że ich Hitler do samego końca nie wytłukł, słyszała pani doktór?
LEKARKA
Nie słyszałam, panie Mietku.
SANITARIUSZ
A słyszała pani doktór o tym, że Niemcy z RFN-u zapłacili Żydom z Izraela 5 miliardów dolarów za tosamo?
LEKARKA
Ale to już pan bajki opowiada, panie Mietku.
SANITARIUSZ
Bajki, pani doktór? A kto płaci tym naszym literatom, profesorom i studentom, tym Kisielom, Michnikom i innym Kurwoniom, żeby szczekali, że w Polsce wolności nie ma, kto pani doktór?
LEKARKA
Międzynarodowe Stowarzyszenie Żydów brudnymi erefenowskimi markami.
SANITARIUSZ
Właśnie, pani doktór. A zapyta pani doktór, a po co?
LEKARKA
Właśnie, panie Mietku, a po co?
SANITARIUSZ
A po to, pani doktór, żeby odebrać nam Polakom nasze dobre imię i pokazać światu, że Polacy są jego najgorszymi wrogami i skierować przeciwko Polsce rakiety atomowe...
Milicjanci I i II wtaszczają Bronka skutego kajdankami.
MILICJANT I
Idziemy, Pekosiewicz!
MILICJANT II
Pekosiewicz, kurde mol!
SANITARIUSZ
Dawaj go!
Sanitariusz wyjmuje pałkę milicyjną i rzuca się na pomoc.
BRONEK
O Jezu! Ja nic nie zrobiłem! Ja Bronek jestem!
Milicjanci i Sanitariusz ciągną Bronka do pomieszczenia obok, słychać łomot.
O Jezu! Za co, panowie!? Ja nic nie zrobiłem! O Jezu, ratunku! Na pomoc! Milicja!
Wchodzą Milicjant I i II, łomot trwa dalej.
LEKARKA
Panowie, co się stało? Przecież to Bronek...
MILICJANT I
Pomnik znieważył, pani doktór.
MILICJANT II
Wdzięczności, kurde mol.
MILICJANT I
Promile, pani doktór, zbada.
MILICJANT II
We krwi, kurde mol.
Lekarka bierze sprzęt i wychodzi.
MILICJANT I
Pisz, Roman. O godzinie siedemnastej trzydzieści siedemnasty marca tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty ósmy rok pełniący służbę na dzielnicy Zwierzyniec starszy kapral Sienkiewicz Eugeniusz i kapral Owczarek Roman widzą, jak obywatel Pekosiewicz Bronisław, syn Leopolda, który był pod wpływem alkoholu, znieważa pomnik Wdzięczności. Kropka.
MILICJANT II
Wdzięczności z dużej, kurde mol?
MILICJANT I
Tak jest. Rzucał w jego butelką po wódce Czysta kropka wykrzykując antypaństwowe...
MILICJANT II
I antysocjalistyczne, kurde mol...
MILICJANT I
Dobra, i antysocjalistyczne okrzyki. Kropka. Na wezwanie funkcjonariuszy odmówił okazania dowodu tożsamości używa słów uznanych powszechnie za obelżywe i dopuszczając się wobec funkcjonariuszy rękoczynów...
MILICJANT II
Rękoczynów, kurde mol?
MILICJANT I
Rękoczynów, Roman, pisz.
Wchodzi Lekarka.
SANITARIUSZza drzwiami
Rozbieraj się, Pekosiewicz, po polsku mówię!
Łomot.
BRONEKza drzwiami
O Jezu, za co!? To Polska tak bije? Polska?
MILICJANT I
Pisz, Roman. Obywatel Pekosiewicz doprowadzony na Izbę Wytrzeźwień, gdzie badanie wykazało... ile, pani doktór?
LEKARKA
Jeden i siedem... sześć dziesiątych...
MILICJANT II
Napiszemy dwa, kurde mol, i już.
LEKARKA
Nie, panowie, dwa nie.
MILICJANT I
Pisz, Roman, jeden i siedem dziesiątych promila alkoholu we krwi. Kropka. Na izbie obywatel Pekosiewicz Bronisław stawiał opór i wykrzykiwał ubliżające Polsce okrzyki. Kropka. Świadkowie dyżurny Sanitariusz Kowalik Mieczysław zamieszkały Klonowa cztery mieszkania pięć numer dowodu de el czterdzieści cztery osiemset pięćdziesiąt dwa, sąsiad mój i dyżurny lekarz, spisz Roman, panią doktór...
LEKARKA
Ależ panowie, przecież to Bronek, chluba naszego miasta, człowiek, który w życiu tyle się nacierpiał, tyle przeszedł, tyle...
Wchodzi Sanitariusz.
SANITARIUSZ
Uspokoił się karakon.
LEKARKA
Będzie pan świadkiem, panie Mietku?
SANITARIUSZ
A czemu nie, pani doktór? To trójkę z garbu zrzuci słynny Pekosiewicz?
MILICJANT I
No, albo i lepiej.
MILICJANT II
Pomnik Wdzięczności, kurde mol, działalność anty-państwowa i antysocjalistyczna, kurde mol, stawianie oporu i pobicie dwóch milicjantów, kurde mol, na służbie.
MILICJANT I
To co z tym dowodem, pani doktór?
LEKARKAdając dowód osobisty
Nie szkoda wam człowieka, panowie?
SANITARIUSZ
A co się pasożyt będzie stawiał?
Gabinet w Komisariacie MO. Kapitan w cywilu rozmawia przez telefon.
RYSIEKprzez telefon
Tak jest, towarzyszu Komendantu.
Notuje.
Koperski Józef, syn Emila. Tak jest, Dreikoper? Jasne jak drut, towarzyszu Komendantu.
Odkłada słuchawkę, naciska ukryty dzwonek, Milicjant III wprowadza Bronka w kajdankach.
MILICJANT III
Pekosiewicz Bronisław, syn Leopolda.
Zdejmuje Bronkowi kajdanki i wychodzi.
RYSIEK
A co ty tutaj robisz, Bronek?
BRONEK
Rysiek?
RYSIEK
Nie poznajesz, pawianie?
BRONEK
Na milicji pracujesz, Rysiek?
RYSIEK
A co, Bronek, nie wiedziałeś? Fakt. Od wojska żeśmy się nie widzieli.
BRONEK
Ostatni raz jak na przepustce byłeś.
RYSIEK
Wtedy, jak tym piwem z jarzębiakiem w „Słoneczku”?
BRONEK
Daj ty spokój.
RYSIEK
Zarzygałeś całą Lenina.
BRONEK
Daj ty spokój.
RYSIEK
Były czasy.
BRONEK
A Piotruś księdzem został, wiesz?
RYSIEK
Wiem, Bronek.
BRONEK
Dziwne to życie, nie? Ty na milicji, Piotruś księdzem, a ja?
RYSIEK
A ty, Bronek, najwyżej zaszedłeś. Na Kronice ciebie widziałem. W radiu słyszałem. W gazetach czytałem. I chwaliłem się zawsze wszystkim, że słynny Pekosiewicz to mój najlepszy kumpel z Domu Dziecka...
BRONEK
Daj ty spokój.
RYSIEK
Co to było z tym pomnikiem, Bronek?
BRONEK
Nic nie było, Rysiek.
RYSIEK
Podobno dałeś wpierdol dwóm gliniarzom.
BRONEK
Ja, Rysiek?
RYSIEK
Tu pisze tak: „pełniący służbę na dzielnicy Zwierzyniec... widzą jak obywatel Pekosiewicz Bronisław, syn Leopolda, który był pod wpływem działania alkoholu...” Pisać ciemnota po polsku nie umie! „... znieważa Pomnik Wdzięczności. Rzucał w jego butelką po wódce Czysta wykrzykując antypaństwowe i antysocjalistyczne okrzyki. Na wezwanie funkcjonariuszy odmówił okazania dowodu tożsamości używa słów uznanych powszechnie za obelżywe i dopuszczając się wobec funkcjonariuszy rękoczynów...”. Widzisz, z jakimi bucami człowiek musi pracować? I jeszcze w Izbie Wytrzeźwień narozrabiałeś, czterech świadków jest, a zeznania milicjantów liczą się podwójnie, czyli razem sześciu. Niełatwa sprawa, Bronek, ale masz szczęście, że na mnie trafiło. Opowiedz mi wszystko, jak było, ze szczegółami. Nigdy nic nie wiadomo.
BRONEK
Normalnie było, Rysiek, napiłem się trochę z kolegą.
RYSIEK
Z kim?
BRONEK
Z Adamem.
RYSIEK
Z jakim Adamem?
BRONEK
Adama nie pamiętasz? Czwarty muszkieter.
RYSIEK
A, z Adamem! Co u niego?
BRONEK
Normalnie. Pracujemy razem w Pekaesie. Żonę ma, trójkę dzieci.
RYSIEK
Zawsze lubił ogóra zamoczyć. No i co?
BRONEK
Wrócił w niedzielę z dodatkowego kursu i przyszedł do mnie zobaczyć, jak się czuję, w sobotę wypiliśmy trochę.
RYSIEK
Dobra, to zacznij od soboty. U ciebie piliście?
BRONEK
U mnie.
RYSIEK
Kto był?
BRONEK
Redaktor z Warszawy. Wywiad ze mną robił. Do radia. No i wyjął pół litra. Potem przyszedł Adam z Luśką. I też przynieśli pół litra.
RYSIEK
Po co przyszli?
BRONEK
Normalnie, się napić.
RYSIEK
A ta Luśka to co?
BRONEK
Luśka u nas.
RYSIEK
Dupa Adama?
BRONEK
Skąd wiesz?
RYSIEK
Skąd wiem, to wiem. I kto jeszcze był?
BRONEK
Nikt.
RYSIEK
A Józek Koperski?
BRONEK
Skąd wiesz?
RYSIEK
Ja dużo wiem, Bronek. O czym rozmawialiście?
BRONEK
Normalnie, o niczym.
RYSIEK
A kawały z „Wolnej Europy” kto opowiadał?
BRONEK
Skąd wiesz?
RYSIEK
Kurwa, Bronek, zwariowałeś? Ty mnie chcesz przesłuchiwać? Koperski opowiadał?
BRONEK
Koperski.
RYSIEK
A co na to redaktor?
Zaczyna pisać na maszynie.
BRONEK
Mówił, żeby Józek nie słuchał Wolnej Europy.
RYSIEK
A co Adam?
BRONEK
Nic. Tańczył z Luśką.
RYSIEK
A ty?
BRONEK
Mnie polityka nie obchodzi.
RYSIEK
I bardzo dobrze. Piliście cały czas?
BRONEK
No.
RYSIEK
Dużo?
BRONEK
Półtora litra prawie.
RYSIEK
I co dalej?
BRONEK
Przyszła Kryśka, żona Adama.
RYSIEK
I co?
BRONEK
No i Adam poszedł z Kryśką do domu.
RYSIEK
A Luśka?
BRONEK
Też poszła. I redaktor też. Upił się.
RYSIEK
Razem poszli?
BRONEK
Osobno. Redaktor zaczął się do Luśki dowalać, ale ona mu nie pozwoliła. To poszedł. A potem Luśka.
RYSIEK
A Koperski?
BRONEK
Został na noc. Z ojcem się pokłócił. Zaczął rzygać, a potem zasnął.
RYSIEK
A rano?
BRONEK
Jak się obudziłem i szedłem do mszy służyć, Józek jeszcze spał. A jak wróciłem, już go nie było.
RYSIEK
U kogo służyłeś?
BRONEK
U Michałka.
RYSIEK
Co mówił w kazaniu?
BRONEK
O pszenicy i kąkolu mówił.
RYSIEK
A na władzę co mówił?
BRONEK
Nic nie mówił.
RYSIEK
Może nie pamiętasz? Przypomnę ci. „Nie dajcie się najmilsi podjudzać. Nie pozwólcie, aby rozpalono haniebną żagiew antysemityzmu, która okryje w świecie imię Polski hańbą”. I tak dalej. Przypominasz sobie?
BRONEK
Może i mówił.
RYSIEK
Kac cię jebał?
BRONEK
No.
RYSIEK
Ładny z ciebie ministrant. Po mszy o czym rozmawialiście?
BRONEK
O niczym.
RYSIEK
Nie kłam. Widzę po oczach. Co ci powiedział?
BRONEK
Że źle wyglądam i żebym poszedł do domu się wyspać.
RYSIEK
Wódkę poczuł?
BRONEK
No.
RYSIEK
I co dalej.
BRONEK
Poszedłem do domu. Ale nie mogłem zasnąć. Słuchałem „W Jezioranach” i kawałek koncertu życzeń. Ubrałem się. Poszedłem do „Słoneczka”. Wypiłem pięć piw. I poszedłem zobaczyć, czy Adam z trasy nie wrócił.
RYSIEK
Wrócił?
BRONEK
Wrócił.
RYSIEK
Z konduktorką?
BRONEK
No, mieli pół litra. Poszliśmy do mnie i zaczęliśmy pić, potem ja poszedłem...
RYSIEK
A oni zostali?
BRONEK
No.
RYSIEK
Burdel z mieszkania robisz. Chcesz, żeby ci zabrali? I co dalej?
BRONEK
Poszedłem do parku, wypiłem wódkę i wyrzuciłem butelkę, ale nie rzucałem w Pomnik Wdzięczności, Rysiek! Znasz mnie przecież. Ja do Związku Radzieckiego nic nie mam. Mnie Niemcy skrzywdzili. To ci dwaj milicjanci wszystko zmyślili. W żaden pomnik nie rzucałem, Rysiek!
RYSIEKkończąc pisanie
Masz szczęście, Bronek, że na mnie trafiło. Góra będzie kolegium.
Daje mu długopis.
Podpisz tu.
BRONEK
Co?
RYSIEK
Zeznanie.
BRONEK
Gdzie?
RYSIEK
Tu.
BRONEKczyta
„... namówiony został przez Koperskich Józefa i Emila vel Dreikoperów i znanego ze swoich reakcyjnych wystąpień biskupa...”. Jezus Maria, Rysiek!
RYSIEK
Podpisz.
BRONEK
W co ty chcesz mnie wrobić, Rysiek?
RYSIEK
Chcę ci pomóc, Bronek. Podpisz, że cię namówili i góra będzie kolegium. Znam ciebie przecież, Bronek, i wiem, że sam byś tego nie zrobił. Podpisz.
BRONEK
Przecież to nieprawda, Rysiek, ja tego nie podpiszę.
RYSIEK
Podpiszesz, Bronek. Nie teraz, to później. Lepiej od razu.
BRONEK
Nie, Rysiek, ja Judaszem nie będę.
RYSIEK
Masz czas, Bronek, pomyśl.
Naciska dzwonek.
BRONEK
Ja Judaszem nie będę, Rysiek, to ten redaktor z Warszawy powiedział o wszystkim Michalakowi, stąd wiesz...
RYSIEK
Potrzebne ci coś, Bronek, szczoteczkę do zębów masz?
Naciska dzwonek.
BRONEK
A Józek jest Żydem, Rysiek?
RYSIEK
A co, Bronek, nie wiedziałeś?
Naciska dzwonek, wpada Milicjant III.
RYSIEK
Co jest sierżancie, do kurwy garbatej?!
MILICJANT III
Stokrotnie przepraszam, towarzyszu kapitanie, ale myślałem, że to dłuższa sprawa i byłem w kiblu na trzecim, bo tu kibel kompletnie, ale to kompletnie zatkany...
RYSIEK
Wyprowadzić.
Milicjant III zakłada Bronkowi kajdanki i wyprowadza.
Pokój w willi Koperskich. Koperski rozmawia przez telefon.
KOPERSKIprzez telefon
Tak. Wiesz, jak jest, nie pytaj nigdy, komu bije dzwon. Nie, Putrament. Co? Jeszcze nie wiem. Na razie odpoczywam. Może kancelarię otworzę, a może zwykłą praktykę. Cywilną, najwyżej kryminalną. Nigdy więcej żadnej polityki, stary. Co? „... namówiony został przez Koperskich vel Dreikoperów i znanego ze swoich reakcyjnych poglądów biskupa Michałka...”? Przecież to się kupy nie trzyma. Za krótkie rączki! Dzięki. Cześć.
Odkłada słuchawkę, wchodzi Koperska i Józek z ręką na temblaku.
KOPERSKA
No i w domu.
KOPERSKI
Jak ręka?
KOPERSKA
