Opis

Pustka po Żydach, którzy zostali zamordowani w Polsce podczas II wojny światowej albo wyemigrowali po tej wojnie, jest szczególnie odczuwalna właśnie na krakowskim Kazimierzu. Na terenie dawnej żydowskiej dzielnicy jest zawsze pełno ludzi – ale tak naprawdę, jest jednak pusto, nie ma tu bowiem dawnych mieszkańców, ani nawet ich potomków. Razem z nimi wyparowały treści, które stanowiły sens ich życia.

Żydowski Kraków przez kilkaset lat był jednym z najważniejszych miast w żydowskim świecie. To tutaj mieszkali najwybitniejsi żydowscy uczeni, tutaj ukształtowała się aszkenazyjska tożsamość – tożsamość Żydów Europy Środkowowschodniej.
Autor tej książki chciałby, aby w świadomości ludzkiej przyczyniła się ona – choćby nawet tylko w małym stopniu – do odzyskania tożsamości żydowskiego Krakowa, do wypełnienia pustych domów, ulic i placów istotną treścią.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 292

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Henryk Halkowski

ŻYDOWSKI KRAKÓW

Legendy i ludzie

Wydawnictwo Austeria

Henryk HalkowskiŻydowski Kraków. Legendy i ludzie

© Copyright for this edition: Wydawnictwo Austeria

Redakcja: Anna Madeyska-Pawlikowska Ewa Gordon

Korekta: Grzegorz Małek

Projekt okładki: Karolina Wałaszek

Skład i łamanie: Jakub Kowalski

Konwersja do formatów epub i mobi: Karolina Wałaszek

Kraków Budapeszt 2011

ISBN: 978-83-61978-46-6

Wydawnictwo Austeria Klezmerhojs sp. z o.o. 31-053 Kraków, ul. Szeroka 6 tel. (012) 411 12 45 austeria@austeria.euwww.austeria.eu

Książka ukazała się dzięki wsparciu pana Tadeusza Jakubowicza, przewodniczącego Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie

Jeszcze jedna Legenda…

Kiedy przed dwoma laty Henryk przyniósł do redakcji Wydawnictwa Austeria rękopis swojej nowej książkiLegendy żydowskiego Krakowa, wiedziałem, że pracował nad nią od bardzo dawna i bardzo mu zależało, aby ukazała się jak najszybciej. Umówiliśmy się, że książkę wydamy w ciągu trzech miesięcy, ale co rusz, podczas prac redakcyjnych, Henryk dopisywał nowe historie i wydanie przesuwało się w czasie miesiąc, dwa, trzy, cztery… rok, aż niespodziewanie dla nas odszedł od Świata, który opisywał – Świata istniejącego na kartach jego książki i w opowieściach nielicznych już świadków. Może chciał nam, czytelnikom, zdradzić jakąś niezwykłą tajemnicę sprzed wieków i Najwyżsi Sędziowie mu to uniemożliwili? Bo Henio miał zawsze ogromną ilość tajemnic, którymi chętnie się z nami dzielił. Znakomity pisarz żydowski Grigorij Kanowicz, z którym Henryka łączyła głęboka przyjaźń, napisał mu w dedykacji do swojej książki, że „…nie ma Krakowabez Henryka Halkowskiego i nie ma Henryka Halkowskiegobez Krakowa”. Henryk z właściwą sobie ironią mówił, że tym wpisem czuje się jak chłop pańszczyźniany przypisany do ziemi i nie może się z Krakowa nigdzie ruszać, żeby się przypadkiem Krakowowi coś nie stało. A był Kraków, a krakowski Kazimierz w szczególności, jego wielką miłością i przedmiotem nieustającej troski. Przemierzał codziennie uliczki Kazimierza po kilka razy i jak dobry gospodarz zaglądał do wszystkich miejsc – wszyscy go znali i on wszystkich znał, sprawdzał, czy wszystko jest na swoim miejscu, wszelkie zmiany natychmiast zauważał i podnosił larum, jeżeli uznał, że coś narusza porządek. Henryk był człowiekiem instytucją, jego wiedza i erudycja były onieśmielające, rozmowa z nim zawsze była intelektualną ucztą; jak napisał jeden z jego amerykańskich znajomych w liście kondolencyjnym, do Krakowa przyjeżdżało się, aby zobaczyć Wawel, Rynek Główny, Synagogę Remuh i porozmawiać z Henrykiem Halkowskim.

I tak przyjdzie nam dopisać jeszcze jedną legendę – legendę o Henryku Halkowskim.

Wojciech Ornat

Od Autora

Na przełomie minionego i obecnego wieku i tysiąclecia (licząc oczywiście według nieżydowskiego kalendarza) opracowałem tekst i przygotowałem ilustracje do książki, którą chciałem nazwaćŻydowski Kraków. Dzieje – legendy – ludzie – miejsca. Okoliczności sprawiły, że nie mogłem wówczas tamtej książki wydać. Tekst niniejszej publikacji w znacznym stopniu opiera się na zebranych wówczas materiałach.

Pustka po Żydach, którzy zostali zamordowani w Polsce podczas II wojny światowej albo wyemigrowali po tej wojnie, jest szczególnie odczuwalna właśnie na krakowskim Kazimierzu. Na terenie dawnej żydowskiej dzielnicy jest zawsze pełno ludzi – ale tak naprawdę, jest jednak pusto, nie ma tu bowiem dawnych mieszkańców, ani nawet ich potomków. Razem z nimi wyparowały treści, które stanowiły sens ich życia.

Większość turystów zainteresowanych żydowską przeszłością w Polsce odwiedza trzy miejsca: Oświęcim, Warszawę iKraków. Oświęcim to obóz Auschwitz-Birkenau, miejsce, które – obok Jerozolimy – najbardziej odcisnęło się w żydowskiej świadomości. Warszawa to teren getta, oglądany przez pryzmat powstania (które w takiej perspektywie staje się mitem założycielskim izraelskiej armii i Państwa Izraela).

A Kraków? Żydowski Kraków przez kilkaset lat był jednym z najważniejszych miast w żydowskim świecie. To tutaj mieszkali najwybitniejsi żydowscy uczeni, tutaj ukształtowała się aszkenazyjska tożsamość – tożsamość Żydów Europy Środkowo-Wschodniej. A jednak w świadomości większości ludzi żydowski Kraków nie posiada niestety żadnej tożsamości. Są to tylko puste, pozbawione treści domy, ulice i place. Powszechne jest przekonanie, że jedynym inajwiększym osiągnięciem krakowskich Żydów w ciągu ich ponad osiemsetletniej historii było to, iż łaskawie pozwolili się uratować Oskarowi Schindlerowi. Z tego właśnie powodu wielu ludzi na świecie wie o Krakowie tylko to, że jest to położone w pobliżu Auschwitz i Salt Mine miasto, w którym dobry Niemiec Oskar Schindler ratował Żydów (i w którym jest dużo barów i pubów, gdzie można się dobrze zabawić).

Polacy na ogół wiedzą dużo omieszkających ongiś w Krakowie wybitnych nie-Żydach i znają związane z tym miastem nie-żydowskie legendy; niewiele (albo zgoła nic) wiedzą o mieszkających tutaj wybitnych Żydach i nie znają tutejszych żydowskich legend. Z kolei wielu Żydów – jeśli nawet słyszeli coś o tych ludziach i zetknęli się z tymi legendami – nie wiąże ich na ogół ztym właśnie miejscem. A przecież bez pamięci o żydowskim Krakowie kaleka jest zarówno tożsamość tego miasta (a więc także i całej Polski), jak i tożsamość aszkenazyjskich Żydów (i Żydów w ogólności).

Do 1939 roku tożsamość żydowskiego Krakowa była bardzo wyrazista (a w okresie bezpośrednio przed tą datą być może nawet można mówić odwóch tożsamościach: jednej – religijnej, a drugiej – świeckiej). Podczas II wojny światowej nastąpiło zaćmienie tej tożsamości; została ona całkowicie zepchnięta w cień. Wydaje się, że obecnie – ponad sześćdziesiąt lat po zakończeniu tej wojny – najwyższy już czas na jej przywrócenie. Autor tej książki chciałby, aby w świadomości ludzkiej przyczyniła się ona – choćby nawet tylko w małym stopniu – do odzyskania tożsamości żydowskiego Krakowa, do wypełnienia pustych domów, ulic i placów istotną treścią.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Aczkolwiek tylko ja odpowiadam za treść i kształt tej książki, nie mogłaby się ona ukazać albo byłaby znacznie skromniejsza bez mniejszej lub większej pomocy wielu osób – którym jestem za to wdzięczny. Nie będę zanudzał Czytelników wymienianiem ich nazwisk – ale jednego nie mogę pominąć. Chciałbym więc podziękować rabinowi Boazowi Paszowi za nieocenioną pomoc przy opracowywaniu ostatecznej wersji tej książki.

Henryk Halkowski

Kraków, 5768/2008

LEGENDY I OPOWIEŚCI Z ŻYDOWSKIEGO KRAKOWA

Wprowadzenie

Świat polskich Żydów odszedł w przeszłość. Zapewne nie tylko on. Jednakże on odszedł bardziej niż wszystko inne. Nie ma już np. świata kresowych dworów; jednak ludzie ztego świata albo ich potomkowie żyją – i to często wcale nie tak daleko od miejsc, gdzie mieszkali ich przodkowie. Kultywują tradycję, żywią sentyment dla przeszłości. Polscy Żydzi zostali zamordowani. Ci, co przeżyli, w większości wyjechali w dalekie strony. Ci nieliczni, którzy tu pozostali, na ogół utracili kontakt z wartościami, kierującymi życiem ich przodków (czyż nie jest paradoksem, że podstaw judaizmu uczą dziś polskich Żydów przybysze z Ameryki, w której ongiś Żydzi zarabiali pieniądze, ale nie kultywowali własnych tradycji?). Ci, co wyjechali, przeważnie pamiętają tylko wszelke zło, które ich spotkało na tej ziemi, a nie chcą pamiętać, co tu było dobrego; odeszli do innych społeczności, innych klimatów, innych problemów.

W Polsce od kilkunastu już lat istnieje zainteresowanie Żydami – ich historią, kulturą, religią. Najczęściej jednak jest ono dość powierzchowne. Jak się wydaje, przyczyną tego jest pewna hermetyczność i niedostępność żydowskiego świata. Żydzi iPolacy (a może raczej przodkowie ludzi uważających się dziś za Polaków i uważających się dziś za Żydów) przez stulecia mieszkali na tej samej ziemi, na ogół jednak żyli odrębnym życiem. Sąsiedzi mało o sobie wiedzieli. Tym trudniej przekroczyć tę niewidzialną granicę teraz, kiedy Żydów w Polsce jest tak niewielu (a dzisiejsza egzystencja żydowskiej społeczności w małym tylko stopniu odzwierciedla bogactwo i różnorodność życia Żydów w Polsce w minionych wiekach), zaś burzliwe dzieje koszmarnego XX wieku spowodowały powstanie całego szeregu mniej lub bardziej uzasadnionych wzajemnych animozji.

Wjaki sposób można przybliżyć (sobie i innym) odeszły w niebyt świat polskich Żydów? Wydawałoby się, że można to zrobić poprzez poznawanie żydowskiej historii, kultury, religii.

Na ogół podstawowe informacje o życiu tych czy innych społeczności czerpiemy z ich historii. Jednakże historia Żydów jest odmienna od historii innych narodów. W Biblii, jak to określił AndréNeher, „żydowska myśl wbudowała czas w konstruktywny wymiar historii”; w późniejszym jednak okresie Żydzi przestali dbać o historię. Pobożni Żydzi uważali, że skoro powierzona im została Tora, to nie jest im na nic potrzebny zapis historycznych wydarzeń. Abraham Joshua Heschel w przełożonej przeze mnie na język polski książcePańska jest ziemiapisze: „Obdarzono nas świadomością tego, że jesteśmy uwikłani w historię przekraczającą zyski i chwałę wszelkich dynastii i imperiów. Zostaliśmy wezwani do nastawiania zegara wiecznej historii”.

Życie żydowskie odmierzały nie aktualne wydarzenia polityczne, ale cykl świąt: powtarzający się co tydzień Szabat, co miesiąc Rosz Chodesz (początek nowego miesiąca) i co rok – pozostałe święta. Za ważne uważano tylko te indywidualne ludzkie czyny, które przybliżają albo oddalają odkupienie i przyjście Mesjasza; wtedy dopiero wydarzenia historyczne nabiorą sensu. Zapewne dlatego po pochodzących z okresu starożytności księgach Józefa Flawiusza następną żydowską książką historyczną jest dopiero wielotomowe dzieło Heinricha Graetza, wydane w drugiej połowie XIX wieku, w okresie modernizacji żydowskiego życia, reprezentujące „martyrologiczny” punkt widzenia na żydowską historię. Dwa wydarzenia: Holocaust, a potem powstanie Państwa Izraela, zdecydowały o tym, jak większość Żydów postrzega dziś swoją historię. Filozof Emil Fackenheim pisze wtym kontekście o „powrocie Żydów do historii”. W związku z tym Polska pojmowana jest przez Żydów jednoznacznie – jako kraj Holocaustu, zaś historia Żydów w Polsce przed Holocaustem wydaje się przy takim podejściu czymś nieistotnym i nieważnym. Również i ci historycy, których interesuje wkład Żydów w powstanie i rozwój współczesnego zachodniego społeczeństwa kapitalistycznego, demokratycznego i liberalnego, po macoszemu traktują dzieje Żydów wPolsce. Polscy historycy przez długie lata ledwo dostrzegali obecność Żydów na polskiej ziemi. Dopiero nie tak dawno zaczęli ją uwzględniać – jednakże najczęściej w kontekście ich roli raczej w polskiej, a nie w żydowskiej historii.

W jaki sposób można poznać żydowską kulturę? Cóż to właściwie jest ta „żydowska kultura”? Czy taka sama była kultura Żydów np. w Maroku i w Rosji? Nawet jeśli będziemy mówić tylko o polskich Żydach, to itak mówienie o jednej kulturze Żydów polskich wydaje się nieuzasadnione – z powodu różnorodności geograficznej (jeszcze pogłębionej przez zabory), rozmaitości języków (hebrajski, aramejski, jidysz, polski, niemiecki, rosyjski), odmiennego stosunku do żydowskiej tradycji i religii, różnic politycznych (jak np. rozmaite traktowanie ideologii syjonistycznej) itd. Jeśli chodzi o religię, to czy jest możliwe poznanie jej „od zewnątrz”? Czy nie jest tak, że religię może poznać tylko ten, kto uznaje ją za swoją? Czy może naprawdę poznać żydowską religię ktoś nie będący wyznawcą judaizmu?

Oczywiście, dla prawdziwego poznania zamordowanego świata polskich Żydów potrzebne są długie i dogłębne studia. Można jednak starać się wejść w ten świat niejako przez boczną furtkę – poprzez opowieści. W zależności od poziomu wiedzy i wrażliwości odbiorcy, będą one inaczej do nich przemawiać, inne treści odsłaniać. Każdemu jednak mogą coś powiedzieć – jednym więcej, a drugim mniej. Stąd tak wielkie znaczenie opowieści wżydowskiej tradycji.

Wydawałoby się, że byłoby czymś najzupełniej wystarczającym, gdyby Tora była tylko i wyłącznie zbiorem wypisanych po kolei przykazań – zakazów i nakazów, które powinien wypełniać pobożny Żyd. Znajdują się w niej jednak również najrozmaitsze opowieści: o pierwszych ludziach, o praojcach i pramatkach, o życiu Mojżesza i wyjściu z Egiptu; zopowieści tych ludzie mają czerpać nauki moralne. W Talmudzie opróczhalachy– czyli przepisów prawnych i dyskusji na ich temat, znajdują się równieżagady– opowieści. Wielki chasydzki mistrz Nachman z Bracławia opowiadał swoim uczniom najróżniejsze historie i przypowieści; miały one budzić ludzi, którzy – na skutek długotrwałego przebywania wgolusie(na wygnaniu) – znajdują się jakby w stanie duchowego uśpienia. Dlatego też śpiewający rabin ikompozytor Shlomo Carlebach – który w 1989 roku powiedział mi, że celem jego działalności jest to, aby Żydzi stawali się lepszymi Żydami, a nie-Żydzi byli świadomi żydowskich wartości – starał się osiągnąć ten cel nie tylko poprzez swoją muzykę, ale również poprzez opowiadanie legend i historii z życia rabinów, chasydzkich mistrzów i innych pobożnych Żydów – mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej.

W przypadku żydowskich opowieści zawsze istotniejsze było to, jaka wypływa z nich nauka moralna, niż to, w jakim stopniu są one zgodne z historyczną prawdą. Osile tych opowieści mówi następująca chasydzka historia, pochodząca od rabina Izraela z Rużyna:

Gdy święty Baal Szem Tow chciał kiedyś uratować życie chorego chłopca, kazał ulać świecę z czystego wosku, wziął ją do lasu, umocował na drzewie i zapalił. Potem odmówił długą modlitwę. Świeca płonęła przez całą noc. Rankiem chłopiec był zdrów. Kiedy mój pradziad Wielki Magid, uczeń świętego Baal Szem Towa, chciał spowodować podobne uzdrowienie, nie znał już tajemnego znaczenia słów, na którym miał się skupić. Uczynił jednak to samo, co jego mistrz, i wezwał jego imię. Dzieło się udało. Kiedy rabin Mosze Lejb z Sasowa, uczeń ucznia Wielkiego Magida, chciał dokonać podobnego uzdrowienia, powiedział: „Nie mamy już mocy dokonać tego, co zrobiono kiedyś. Ale opowiem o tamtym wydarzeniu, a Bóg pomoże”. I jego dzieło również się udało.

Żydzi w Europie Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza po powstaniu ruchu chasydzkiego, żyli jakby w mistycznym czasie. Teraźniejszość wystąpiła dla nich ze swoich granic. Żyli nie według chronologii, ale w stopieniu się przeszłego z teraźniejszym. Żyli razem z wielkimi mężami z przeszłości – nie tylko opowiadając historie o nich, ale także dzieląc ich uczucia i marzenia.

W jaki sposób tłumaczymy sobie to, co widzimy wokół nas? Na ogół za pomocą jakiegoś ciągu przyczynowo-skutkowego; dostrzegamy historyczne przesłanki, racjonalnie interpretujemy wynikające znich wnioski. Chasydzi – widząc te same fakty co inni – w zupełnie czym innym upatrywali ich przyczyny.

Dlatego znaczenie miała dla nich nie historia, lecz legendy i opowieści – związane z konkretnymi historycznymi postaciami, ale często dość odległe od ich rzeczywistych dziejów. Za pomocą tych legend i opowieści tłumaczono sobie wydarzenia i wyciągano z nich wskazówki co do postępowania. Każdy opowiadający taką legendę dawał jakąś własną jej wersję, odbiegającą od wersji poprzednich. W książce tej zamieszczona jest moja wersja trzydziestu siedmiu legend i opowieści z żydowskiego Krakowa.

***

ZKrakowem wiąże się zapewne więcej żydowskich legend niż z jakimkolwiek innym miastem w Europie. Dlaczego tak jest? Można tłumaczyć to specyficzną atmosferą tego miejsca, szczególnie sprzyjającą takiemu właśnie, baśniowemu widzeniu świata (przecież Krakowa dotyczy także bardzo wiele najzupełniej nieżydowskich legend; jedne znane są każdemu polskiemu dziecku, inne – tylko specjalistom).

Można też tłumaczyć to sobie na inny sposób. W okresie „złotego wieku”, a więc w XVI i w pierwszej połowie XVII wieku, był Kraków najważniejszym żydowskim miastem w Polsce i jednym znajważniejszych w Europie; z tego powodu mieszkali wówczas tutaj najwybitniejsi polscy rabini (jak i inne wybitne postacie żydowskiego świata). Wielu ludzi uważa stary cmentarz żydowski w Krakowie za najważniejszy z religijnego punktu widzenia – obok cmentarza w Cfacie (Safedzie) w Górnej Galilei – żydowski cmentarz na świecie. W późniejszym okresie, w XIX wieku, przybrał żydowski Kraków wznacznym stopniu chasydzki charakter. Chasydzi świadomi byli tego faktu, że w ich mieście kiedyś przebywało tak wielu wielkich rabinów i innych wybitnych ludzi; odczuwali dumę z tego powodu – i dlatego opowiadali sobie o nich legendy. Większość z zamieszczonych w tej książce opowieści to takie właśnie legendy. W przypadku żydowskiego Krakowa źródłem najjaśniejszego światła jest „złoty wiek”; w późniejszej epoce odbiło się ono wzwierciadle chasydzkiego światopoglądu; jeżeli zechcemy, to i dzisiaj możemy dostrzec jego promienie.

O Królu Kazimierzu Wielkim i Esterce

Legenda o królu Kazimierzu Wielkim (który panował w latach 1333–1370) i Esterce zdecydowanie różni się od wszystkich innych legend i opowieści zamieszczonych w tej książce. Nie jest bezpośrednio związana z krakowskim Kazimierzem, nie powstała w środowisku pobożnych Żydów, częściej odwoływali się do niej Polacy i Żydzi zasymilowani niż Żydzi zachowujący tradycję. Legenda ta była bardzo popularna w XIX i na początku XX wieku. Zainspirowała wówczas powstanie wielu utworów literackich, zarówno w języku polskim – np. powieści Feliksa Aleksandra Geysztowta Bernatowicza (1786–1836) Nałęcz [1828] i niezwykle wówczas popularnego pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812–1887) Król chłopów [1881], czy też dramaty Stanisława Kozłowskiego (1860–1922) Esterka [1887] i Kazimierza Glińskiego (1850–1920) Żydzi [1901], jak i w języku jidysz – dramaty Heszla Eppelberga Esterke [„Esterka”, 1890], Szaloma Asza (1880–1957) Mosziachs cajtn [„Czasy Mesjasza”, 1906] i Aarona Zeitlina (1898–1973) Esterke [„Esterka”, 1932], a także poematy Samuela Jakuba Imbera (1889–1942) Esterke [„Esterka”, 1911] i Zusmana Segałowicza (1884–1949) In Kazmerz [„W Kazimierzu”, 1921]. Także i w innych językach powstawały utwory literackie na ten temat, jak np. napisana w języku niemieckim powieść Aleksandra Bronikowskiego (1787–1834) Kazimierz Wielki i Esterka [1828] oraz napisana w języku rosyjskim powieść Tadeusza Bułharyna (1789–1859) Esterka [1828]. Za źródło tej legendy uważa się na ogół krótką wzmiankę w kronikach Jana Długosza (1415–1480), który pod datą 1356 roku zanotował, co następuje:

Król zaś Kazimierz…w jej [tzn. swojej poprzedniej kochanki Rokiczany] miejsce wziął znowu Żydówkę imieniem Estera, ślicznej urody niewiastę, za nałożnicę, z którą spłodził dwóch synów: Niemierzę i Pełkę. Na prośbę rzeczonej Estery, Żydówki i miłośnicy swojej, ponadawał Żydom, w królestwie polskim mieszkającym, wielkie wolności i przywileje na piśmie wydanym w imieniu królewskim, które wielu poczytywało za fałszywe, a w których była niemała krzywda i obraza Boża. Te obrzydłe nadania po dziś dzień się jeszcze utrzymują. Jeden zaś zowych synów królewskich z Żydówki urodzonych, Pełka, zszedł ze świata za wcześnie, śmiercią zwyczajną; drugi, Niemierza, który po śmierci Kazimierza sprawował służbę u Władysława, księcia litewskiego, a potem króla polskiego, w zatargu wszczętym w Koprzywnicy pomiędzy mieszczanami z powodu wyciskania na nich podwód, zabity został. I to sromotnym także było postępkiem, że córkom zrodzonym z onej Żydówki Estery pozwolono, jak ludzie powiadają, przejść na wiarę żydowską.

Insynuacje Jana Długosza, iż to związek z Esterką był przyczyną nadania przez króla Kazimierza Wielkiego przywileju Żydom, są bezzasadne choćby tylko z tego powodu, że nadanie to nastąpiło w 1334 roku, a więc dwadzieścia dwa lata wcześniej niż określona przez niego data romansu króla z piękną Żydówką. Żydowski astronom, matematyk, historyk i kronikarz Dawid Gans (1541–1613), który był uczniem rabina Mojżesza Isserlesa (i to właśnie za jego namową zajął się świeckimi naukami), a po wyjeździe z Krakowa mieszkał w Pradze, wspomniał w swojej niezwykle kiedyś popularnej kronice Cemach Dawid (po raz pierwszy wydanej w Pradze w 1595 roku) o miłości króla Kazimierza Wielkiego i Esterki. Zapewne skutkiem podwójnego sensu użytego przez niego hebrajskiego słowa isza, oznaczającego „kobietę” albo „żonę”, rozpowszechniona była wśród Żydów wersja tej legendy, mówiąca o ślubie króla z Esterką; stąd oczywiście już tylko krok do porównania Esterki z biblijną królową perską Esterą. Również i antysemiccy pisarze (tacy jak np. ksiądz Przecław Mojecki w wydanej w 1589 roku książce Żydowskie okrucieństwa, mordy i zabobony) powtarzali insynuacje Długosza pod adresem króla Kazimierza Wielkiego, porównując go z perskim królem Ahaszweroszem.

W XVIII wieku biskup-poeta Ignacy Krasicki (1735–1801) w poemacie Myszeidos pisał:

Kazimierz Wielki!

a przecie kwaterką

łykał miód smaczny

wŁobzowie z Esterką.

Tadeusz Czacki (1765–1813), historyk i czołowy działacz polskiego Oświecenia, w Rozprawie o Żydach pisał:

Ester Żydówka z Opoczna po Rokiczance Czeszce została nałożnicą Kazimierza Wielkiego, ożenionego wtenczas z Adelajdą, córką Landgrafa Heskiego. Mogiłę w której miały być zwłoki Esterki złożone, pokazują w Łobzowskim ogrodzie pod Krakowem. Miałem Esterki współczesny ile się zdawało portret, ten podczas ostatniej rewolucji zginął. (…) Nienawiść nazwała tego dobroczyńcę kraju Asswerem. Wielu zapomniało, że Kazimierz wyższy nad wiek, któremu panował, podnosił miasta, handel ubezpieczał, usuwał ucisk przez możnych rozbójników zrządzony, że na koniec grób jego, kosztem narodu wystawiony, łzami wywołujących jego cienie był zroszony, a pamiętać tylko chcieli, że Kazimierz miał słabość do pięknej Żydówki.

Według najbardziej rozpowszechnionej wersji tej legendy Esterka pochodziła z miasta Opoczna. Król Kazimierz Wielki miał uratować ją z pogromu, kiedy jeszcze była małą dziewczynką. Kilkanaście lat później spotkał ją podczas polowania. Oczarowany jej urodą król – czuły na kobiece wdzięki – zbudował dla niej zamek w Bochotnicy (koło Kazimierza Dolnego), a później przeniósł ją do swojej letniej rezydencji w Łobzowie – kiedyś pod Krakowem, a dzisiaj w zachodniej części miasta. Inna wersja legendy podaje, że Esterka zamieszkała na krakowskim Kazimierzu, w domu przy ulicy Krakowskiej 46. Podziemny tunel miał łączyć ten dom z zamkiem królewskim na Wawelu, co pozwalało kochankom na sekretne spotkania. Aleksander Kraushar (1843–1931), historyk, pisarz, prawnik i działacz polsko-żydowski, w wydanej w 1865 roku Historii Żydów w Polsce pisze, że Żydzi z Opoczna sprzeciwiali się związkowi Esterki z królem i zamierzali ją zabić, a jej dom spalić. Kiedy spisek ten został wykryty, tylko wstawiennictwo Esterki uchroniło spiskowców od kary wymierzonej przez rozgniewanego króla. Historyk i publicysta Julian Bartoszewicz (1821–1870) również sądzi, że pobratymcy Esterki nie mogli pogodzić się ze związkiem Żydówki i nie-Żyda (choćby nawet był on królem), i tak to opisuje:

Król, rozmiłowawszy się wpięknej ulubienicy, wszędzie ją ze sobą woził po kraju; kazał dla niej wystawić pałac w Opocznie, w którym ulubienica mieszkała, i tu ją często nawiedzał. Ale niedługo Żydzi opoczyńscy dowiedzieli się, że Esterka jada trefne i nie odprawia szabasu. Chcieli ją więc natychmiast ukamienować i w tym celu przekupili burmistrza, żeby patrzał przez szpary. Króla wtedy naturalnie nie było w Opocznie. Esterka, ostrzeżona zawczasu, zakopała wszystkie swoje skarby i diamenty i nocą lochami, które aż do samego Krakowa prowadziły, uciekła zOpoczna do króla piechotą. Kazimierz bardzo się jej użalił i wyniósł gdzieś za Wisłę, pod Lublin. Chciał powywieszać wszystkich Żydów w Opocznie, ale Esterka ich wyprosiła i skrupiło się podobno na burmistrzu.

Według jednej z wersji legendy Esterka zmarła opłakiwana przez króla; według innej Kazimierz Wielki z nią zerwał; według jeszcze innej wersji po śmierci króla popełniła samobójstwo; kolejna mówiła o śmierci Esterki kilka lat po śmierci Kazimierza (jak się zdaje, wykorzystano wszystkie możliwe warianty zakończenia romansu). Wybitny izraelski pisarz, laureat Nagrody Nobla, Szmuel Josef Agnon (1888–1970) zapisał (zapewne wykorzystując motyw pochodzący ze sztuki Mosziachs cajtn Szaloma Asza) taką wersję zakończenia tej legendy:

Pozostałe żony i kochanki króla Kazimierza Wielkiego były bardzo zazdrosne oEsterkę, gdyż król wolał ją od wszystkich innych. Dlatego też przyszły kiedyś w nocy pod drzwi jej komnaty i napisały na nich swoimi paznokciami czarnoksięskie zaklęcia. Skutkiem tych zaklęć Esterka zmarła. Król rozpaczał po jej śmierci, a ponieważ nie miał żadnego jej portretu, przed pogrzebem kazał wyjąć z jej ciała serce i wyłupić jej oczy. Umieścił je na obitej kirem kolumnie w swojej sypialni na wawelskim zamku; miały mu one przypominać o utraconej ukochanej.

Z tego właśnie powodu Esterka nie zaznała po śmierci spokoju w grobie (ponieważ ciało Żyda musi zostać pochowane wcałości). Każdej nocy ociemniała Esterka wstaje z grobu i w całunie udaje się na poszukiwanie swoich oczu i serca. Stara się odnaleźć drogę do królewskiej sypialni, jednak jej wysiłki nie odnoszą żadnego skutku; cały czas błądzi, nie mogąc do niej trafić, nie posiada bowiem oczu. Czyni to jednak tak długo, dopóki jej bracia, odmawiając podczas porannej modlitwySzma Jisrael, HaSzem Eloheinu, HaSzem Echad, nie dotrą do słów, pochodzących z KsięgiBemidbar[Liczb] 15:39:Lo taturu acharei lewawchem weacharei eineichem aszer atem zonim achareihem(„Nie podążajcie za sercami waszymi i za oczyma waszymi, za którymi błądzicie”). Kiedy Esterka słyszy te słowa, wraca do grobu.

W ogrodzie letniej rezydencji królewskiej w Łobzowie znajdował się do niedawna kilkumetrowy kopiec nazywany Mogiłą Esterki. W 1787 roku król Stanisław August Poniatowski kazał go rozkopać, ale żadnych ludzkich szczątków w nim nie znaleziono. Kopiec został zniszczony w latach pięćdziesiątych XX wieku, podczas budowy stadionu Klubu Sportowego „Wawel”.

O urodzeniu ReMu, czyli strata i zysk

Rodzina Isserlesów przybyła do Krakowa z Regensburga (Ratyzbony) w początkach XVI wieku. Izrael Isserl był kupcem i bankierem, prowadził rozległe interesy, m.in. z dworem króla Zygmunta Augusta; w 1557 roku zbudował drugą synagogę w Mieście Żydowskim na krakowskim Kazimierzu. Jeden z jego synów, Izaak zwany Bogatym, przejął większość interesów ojca i był przez wiele lat seniorem krakowskiej gminy. Chwałą rodziny był jednak jego drugi syn, Mojżesz Isserles, znany jako ReMU (co jest galicyjską formą wymowy akronimu utworzonego od Reb Mosze Isserles), najsłynniejszy żydowski uczony w Polsce, naczelny rabin krakowskiej gminy żydowskiej i rektor tutejszej jesziwy, najważniejszy aszkenazyjski kodyfikator żydowskiego prawa. O jego narodzinach opowiadali sobie krakowscy Żydzi następującą legendę:

Izrael Isserl był jednym z najbardziej znanych żydowskich kupcóww Krakowie. Posiadał duży sklep pełen najrozmaitszych towarów. Klienci chętnie kupowali w jego sklepie – nie tylko ze względu na różnorodność zgromadzonych w nim towarów, ale także dlatego, że Izrael Isserl był człowiekiem absolutnie uczciwym.

W każdy piątek zamykał on w południe swój sklep i szedł do domu, aby przygotować się na przyjście Szabatu. Kiedy zegar wybijał godzinę dwunastą, grzecznie prosił klientów, aby opuścili jego sklep.

Pewnego piątku, wczesnym przedpołudniem, do jego sklepu przybył klient. Był to znany kupiec, handlujący suknem i przyborami krawieckimi. Powiedział on, że ma zamiar dokonać dużego zakupu, i zaczął przeglądać towary na półkach, ściągając je na dół i rozkładając na ladzie i na podłodze sklepu; te towary, które miał zamiar kupić, odkładał na bok. Zegar wybił godzinę dwunastą. Izrael Isserl podszedł do kupca i powiedział do niego:

– Bardzo mi przykro, ale muszę zamknąć sklep. Przyjdź po Szabacie; wtedy dokończysz wybierania towaru, który chcesz kupić.

– Nie bądź śmieszny – powiedział kupiec. – Jest teraz dopiero piątkowe południe. Mamy jeszcze kilka godzin do rozpoczęcia Szabatu. Spokojnie zdążymy zakończyć transakcję przed nadejściem świętego dnia. Dostałem bardzo duże zamówienie od licznych krawców, którzy mają sporządzić stroje dla dworu i szlachciców na uroczystości na królewskim zamku. Chciałbym zakupić połowę towarów z twojego sklepu. A nie jest to ostatnie takie zamówienie. Jeśli uda mi się załatwić dla nich te towary, zostanę stałym dostawcą dla królewskich krawców. I jeśli teraz kupię towary w twoim sklepie, to będę się zaopatrywał tylko u ciebie. Jeśli mnie wyrzucisz teraz, kiedy zdążyłem już wybrać większość towarów, które mam zakupić, to już nie zdążę ich kupić przed Szabatem w żadnym innym sklepie – a potem będzie już za późno. Stracę zamówienie i szansę zostania stałym dostawcą dworu. Możesz być pewnym, że jeśli tak się stanie, to już nigdy więcej nie odwiedzę twojego sklepu ibędę wszystkich znajomych kupców namawiał, aby nic u ciebie nie kupowali.

– Bardzo mi przykro – powiedział Izrael Isserl. – Taki jest mój zwyczaj i nie odstąpię od niego nawet za największe skarby tego świata.

– W takim razie będę odtąd kupował gdzie indziej – powiedział kupiec.

– Trudno – rzekł Izrael Isserl. – To już twoja sprawa. Ja muszę teraz zamknąć sklep. Proszę cię zatem, abyś mi w tym nie przeszkadzał.

Zostawił wszystkie zdjęte przez kupca towary na podłodze, wyszedł razem z nim ze sklepu i udał się do domu, gdzie rozpoczął przygotowywać się na nadejście świętego dnia Szabatu.

Była to naprawdę wielka strata. Izrael Isserl mógł wówczas sprzedać połowę zawartości swojego sklepu. Ponadto kupiec nigdy już więcej nie pojawił się w jego sklepie, stracił więc bardzo dobrego klienta. Jednakże w Niebiosach zauważono, jaką to stratę poniósł Izrael Isserl z powodu szacunku dla Szabatu – ipostanowiono go wynagrodzić. Żona Izraela Isserla poczęła i po dziewięciu miesiącach urodził mu się syn, któremu nadano imię Mosze – Mojżesz. I tak pamięć o Izraelu Isserlu przetrwała w imieniu jego syna; jest on bowiem znany pod imieniem urobionym od imienia jego ojca – Mosze Isserles (czyli Mojżesz syn Isserla).

Istnieje jeszcze inna wersja tej historii, bardziej zgodna z chasydzką wyobraźnią. Według niej przybyły do sklepu w piątek był Szatanem, który wystawił Izraela Isserla na próbę. Nagrodą za niepoddanie się pokusie były narodziny syna – wielkiego mędrca w Torze. Uderzył mnie jeszcze jeden aspekt tej legendy; otóż ukazuje nam ona upadek społecznego znaczenia Żydów, jaki dokonał się podczas kilkuset lat – od czasu, kiedy dzieje się jej akcja, do czasu jej ułożenia. W XVI wieku, a więc w tzw. „Złotym Wieku”, Izrael Isserl mógł – dzięki powiązaniu z królewskim dworem – należeć do elity jednego z najważniejszych krajów Europy. Kiedy jednak w XIX wieku chasydzi tworzyli tę legendę, sytuacja uległa zmianie. Bankier i kupiec, prowadzący interesy na szeroką skalę (acz oczywiście nieporównanie węższą, niż było to możliwe w XVI wieku) mógł być wówczas jedynie Żydem zasymilowanym i religijnie indyferentnym (a w najlepszym przypadku – wyznawcą postępowego judaizmu). Bogaty i równocześnie tradycyjnie pobożny Żyd nie mógł być nikim więcej, jak tylko właścicielem sklepu – i w takiej roli pojawia się w tej legendzie Izrael Isserl.

ReMU i wesele w piątkowy wieczór

Przed synagogą ReMU znajduje się mały ogrodzony skwerek. W miejscu tym był ongiś żydowski cmentarz, zmniejszony na przełomie XVIII i XIX wieku podczas regulacji ulicy Szerokiej; historycy spierają się na temat pochodzenia i datowania tego cmentarza. Przed wojną otoczony był murem, ale nie było na nim żadnego nagrobka. Z miejscem tym niektórzy łączą zwyczaj nieudzielania w Krakowie ślubów w piątek. Dwie podobne, a jednak różne legendy wyjaśniają przyczynę powstania tego zwyczaju.

Bogata rodzina z Krakowa zaręczyła swoją córkę z synem rodziny mieszkającej w innym mieście. Zanim jednak nadszedł dzień ślubu, zmarł ojciec dziewczyny i z tego powodu rodzina bardzo zbiedniała. Krewni i znajomi obiecali matce, że przekażą jej pieniądze na (obiecany wkontrakcie narzeczeńskim) posag panny młodej. Kiedy jednak poprosiła ich ona o wywiązanie się ze swoich zobowiązań, okazało się, że niektórzy z nich wycofali się ze złożonych wcześniej obietnic. Udało się więc jej zebrać tylko połowę umówionej kwoty. A czas naglił, bowiem rodzina pana młodego przyjechała właśnie do Krakowa, gdzie w piątek koło południa miało zostać zawarte małżeństwo. Kiedy rodzice chłopca dowiedzieli się, jak wygląda sytuacja, stwierdzili, że wobec niedotrzymania zawartej w kontrakcie zaręczynowym obietnicy, nie ożenią swojego syna z jego narzeczoną. Dla dziewczyny byłaby to prawdziwa tragedia. W owym okresie zerwanie narzeczeństwa uważano za hańbę dla narzeczonej; mogłaby ona z tego powodu już nigdy nie wyjść za mąż (a pozycja społeczna starej panny była wówczas nie do pozazdroszczenia). Poza tym młodzi ludzie bardzo przypadli sobie do gustu iszczerze pragnęli się pobrać.

Zaczął się już Szabat. Rabin Mojżesz Isserles wrócił do domu ze swojej synagogi i siedział z rodziną przy stole, spożywając świąteczną kolację. Wtedy ktoś załomotał do jego drzwi. Była to młoda para razem z matką dziewczyny i kilkoma członkami rodziny chłopca. Narzeczonym udało się przekonać niektórych członków rodziny pana młodego, aby zgodzili się na ich ślub. Jednak jego rodzice byli nieugięci. Przybysze prosili rabina, aby jak najprędzej udzielił młodym ślubu. Jeśli bowiem ślub zostanie przesunięty, to rodzice chłopca już nigdy na niego nie pozwolą; po zakończeniu Szabatu na pewno wywiozą go z Krakowa i nie pozwolą, aby jeszcze kiedykolwiek spotkał się z dziewczyną.

Rabin Mojżesz Isserles namyślił się głęboko. Był już Szabat i nie wolno było podpisywać umowy ślubnej. Poza tym, jeśliby uznać zawarcie małżeństwa za formę nabycia własności, to także i to zakazane jest wSzabat. Z drugiej jednak strony odmowa byłaby ciężkim ciosem dla obojga młodych ludzi, a zwłaszcza dla dziewczyny. Przecież niedawno straciła ona ojca i była sierotą, więc ślub z ukochanym był dla niej wyzwoleniem z jej ciężkiego położenia. Rabin Mojżesz Isserles był człowiekiem bardzo uczonym – i udało mu się znaleźć wyjście z tej niełatwej sytuacji (chociaż zapewne niektórzy uznaliby to nie za wyjście, ale za wykręt). Otóż jeden z autorytetów rabinicznych twierdził, że w przypadku pierwszego małżeństwa (anie małżeństwa ludzi, którzy mają już dzieci z poprzednich związków), jego zawarcie – jako wypełnienie pierwszego przykazania Tory:pru urwu(„Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”, KsięgaBereszit[Rodzaju] 1:28) – ma pierwszeństwo przed przykazaniami dotyczącymi Szabatu. Była to najzupełniej odosobniona opinia i żaden inny rabin się z nią nie zgadzał. Rabin Mojżesz Isserles uznał jednak, że może oprzeć się na tej opinii i udzielić ślubu młodej parze. Co więcej, nie tylko zgodził się na podpisanieketuby(kontraktu małżeńskiego), ale nawet – nie chcąc zawstydzać państwa młodych – pozwolił, aby odbyły się weselne tańce przy dźwiękach granej przez kapelę muzyki (co także zakazane jest w Szabat). Wielu rabinów negatywnie oceniło tę decyzję rabina Mojżesza Isserlesa. Uważali oni, że dopuścił się nadużycia prawa, igwałtownie go za to krytykowali. Jednak jego autorytet był tak duży, że nikt nie ośmielił się rzucić na niego z tego powodu klątwy. Rabin Mojżesz Isserles uważał oczywiście, że postąpił słusznie; nie mógł jednak nie przyznać, że faktycznie dość elastycznie potraktował żydowskie prawo. Dlatego też uznał, że podobna sytuacja nie powinna powtórzyć się w przyszłości; zarządził więc, aby już nigdy więcej w Krakowie nie udzielano ślubu w piątek.

Szerzej znana jest druga legenda, gdyż jako znacznie bardziej dramatyczna, lepiej przemawiała do chasydzkiej wyobraźni:

W domu stojącym na miejscu dzisiejszego skwerku odbywało się w piątkowy wieczór huczne wesele. Do ReMU, który modlił się w swojej synagodze, doszły dźwięki głośnej muzyki. Przerwał modlitwę i poszedł do weselników, napominając ich kilkakrotnie, aby nie gwałcili przepisów Szabatu, aby przestali tańczyć ibawić się i aby poszli do synagogi na modlitwę. Jednakże bawiący się nie chcieli go słuchać i natrząsali się z jego napomnień, więc ReMU ich przeklął; i wtedy dom – razem z całym bawiącym się towarzystwem – zapadł się pod ziemię. Z tego właśnie powodu zaniechano w Krakowie udzielania ślubów w piątek.

Inna wersja tej legendy mówi, że na skutek pogwałcenia przepisów Szabatu umrzeć mieli wszyscy weselnicy (albo też tylko państwo młodzi) i to oni właśnie mieli być pochowani na znajdującym się tutaj cmentarzu.

Według jeszcze innego wariantu wesele nie odbywało się wdomu, ale na cmentarzu. Panowała wówczas w Krakowie zaraza; żeby ją przerwać zorganizowano na cmentarzu ślub dwojga kalek, tak aby rozbawiony Bóg przestał się gniewać i powstrzymał plagę. Goście weselni bawili się pomimo nastania Szabatu, skutkiem czego ziemia rozstąpiła się i pochłonęła ich wszystkich.

Jest też i taka wersja tej legendy (popularna zwłaszcza w środowisku ChaBaDu – chasydów z Lubawicz), według której powodem zapadnięcia się weselników pod ziemię nie było pogwałcenie Szabatu, ale fakt, że do tego ślubu w ogóle nie powinno było dojść, gdyż był on sprzeczny z żydowskim prawem.

Otóż królewski bankier, który byłkohenem(potomkiem kapłana z Jerozolimskiej Świątyni) przyszedł do rabina i oświadczył, że pragnie ożenić się z rozwódką. Rabin stanowczo odmówił udzielenia mu ślubu, ponieważhalacha(żydowskie prawo) kategorycznie zabrania zawierania takich małżeństw. Bankier udał się do króla i poskarżył się na rabina, prosząc o interwencję w tej sprawie. Król wezwał do siebie rabina i zagroził mu, że jeśli ślubu nie udzieli, to zarówno on osobiście, jak i cała żydowska społeczność Krakowa poniosą jak najsurowsze konsekwencje. Rabin nie mógł odmówić; idąc jednak w stronę państwa młodych, stojących podchupą(baldachimem ślubnym), zwrócił się do Boga, prosząc go, aby stało się coś, co uwolniłoby go od konieczności pogwałcenia żydowskiego prawa. Wtedy otwarła się ziemia i połknęła państwa młodych i pozostałych weselników (podobnie jak Koracha ijego popleczników w XVI rozdziale KsięgiBemidbar[Liczb]).

Legendy te obrazują różne podejścia do żydowskiej tradycji ze strony tych, którzy je opowiadali. Ta pierwsza opiera się zresztą zasadniczo na prawdziwych faktach. ReMU rzeczywiście zgodził się na udzielenie ślubu w piątkowy wieczór, był bowiem przekonany, że jeśli ślub zostanie odłożony na później, to nigdy nie dojdzie do skutku. Wywołało to protesty wielu rabinów i stało się przyczyną obowiązującego po dziś dzień w Krakowie zakazu udzielania ślubów w piątek. Cała ta sprawa wiąże się z budzącą wiele kontrowersji kwestią. Otóż jedni uważali, że jest czymś jak najbardziej właściwym, jeśli pierwsza noc, jaką spędzi ze sobą młoda para, jest nocą szabatową – ze względu na pewne specyficzne aspekty tego święta, dotyczące łączenia w jedno tego, co przedtem było podwójne, co w potocznym rozumieniu wiązało się z aktem seksualnym. Poza tym biedni ludzie chcieli urządzać wesela w piątek, albowiem mogli w ten sposób zaoszczędzić pieniądze, łącząc posiłek szabatowy z przyjęciem weselnym. Inni jednak sądzili, że nocą poślubną nie powinna być noc szabatowa – gdyż to, co wówczas się dzieje, narusza przepisy Szabatu. Drugim problemem jest pytanie o to, czy akt zawarcia małżeństwa należy rozumieć jako objęcie w posiadanie. Jeśliby tak było, to noc szabatowa nie powinna być nocą poślubną, ponieważ podczas Szabatu zakazana jest zmiana własności czegokolwiek, a noc poślubną uważa się za przypieczętowanie aktu zawarcia małżeństwa. Jednakże w przypadku Krakowa ta kontrowersja nie miała żadnego praktycznego znaczenia; zawieranie ślubu w piątek nie było tutaj możliwe. Jeśli jacyś krakowscy Żydzi chcieli jednak brać ślub w piątek, to musieli przekroczyć rzekę i ustawić chupę w Podgórzu. Tam była odrębna (aż do 1937 roku) Gmina Żydowska, a więc obowiązywały inne minhagim (lokalne zwyczaje).

Co robił ReMU w dniu święta Purim

Obchody każdego żydowskiego święta łączą się z uroczystym świątecznym posiłkiem. Zazwyczaj taki posiłek spożywany jest wieczorem, po odmówieniu modlitwy maariw. Istnieje jednak jeden wyjątek. Jest nim święto Purim. Uroczysty posiłek podczas tego święta to nie wieczorna kolacja po modlitwie maariw, ale popołudniowy obiad po modlitwie mincha. Zwyczaj ten został ustanowiony przez krakowskiego rabina Mojżesza Isserlesa – ReMU. Otóż jednym z najważniejszych przykazań dotyczących święta Purim jest ad lo jada – picie alkoholu tak długo, aż nie będzie się mogło rozróżnić pomiędzy „Niech będzie błogosławiony Mordechaj” i „Niech będzie przeklęty Haman”. Nie zwalnia to jednak od przykazania odmówienia porannej modlitwy – szacharit, i popołudniowej – minchy. Jednakże po spożyciu alkoholu trudno jest porządnie się modlić, nie bełkocąc i nie myląc słów; a może się i tak zdarzyć, że będąc w takim stanie, w ogóle zapomni się o tych modlitwach. Zauważył ten fakt rabin Isserles i dlatego zarządził, aby purimowy posiłek, połączony z piciem alkoholu, odbywał się dopiero po odmówieniu tych modlitw, w świąteczne popołudnie. Z ustanowieniem przez rabina Isserlesa tego zwyczaju łączy się następująca chasydzka legenda:

Życie krakowskiego rabina Mojżesza Isserlesa, zwanego ReMU, związane jest z liczbą 33. Żył on 33 lata, napisał 33 dzieła, zmarł w 33 dniu liczenia Omeru, w roku 5333 od stworzenia świata (czyli w skróconym zapisie – 333). Dlatego też postanowiono, że podczas jego pogrzebu zostaną wygłoszone 33 laudacje – pochwalne mowy, każda związana z jakąśmicwąlub dobrym uczynkiem spełnionym przez rabina. Kiedy jednak wygłoszono już 32 mowy, przemawiający nad grobem zatrzymał się i nie wiedział, co dalej powiedzieć. Wtedy wystąpił szames zmarłego rabina i tak powiedział:

– Mój rabin martwił się bardzo tym, że podczas święta Purim wielu Żydów zapomina o odmówieniu popołudniowej modlitwy –minchy. Postanowił coś zrobić, aby temu zaradzić. Wczesnym popołudniem w dniu tego święta kazał mi podać sobie płaszcz i czapkę. Owinął się płaszczem, a czapkę nasunął głęboko na oczy, tak żeby nikt go nie mógł poznać, i wyszedł na ulicę. Zastukał w okno sąsiedniego domu, prosząc otrochę wody, aby mógł umyć ręce przed odmówieniem popołudniowej modlitwy, po czym – nie czekając na wodę – oddalił się w stronę następnego domu, gdzie zrobił to samo. Przez całe popołudnie chodził od domu do domu, przypominając w taki sposób ludziom o odmówieniuminchy. I to samo robił podczas święta Purim w następnym roku, i w jeszcze następnym.

I znowu nadeszło święto Purim, irabin wziął płaszcz i czapkę, zamierzając wyjść na ulicę, jednak cofnął się w progu i rzekł:

– A może ludzie odmawiająminchęnie dlatego, że chcą wypełnić przykazanie, ale dlatego, że poznają mnie po głosie, i słysząc, że mam zamiar odmówić popołudniową modlitwę, czują się zobligowani zrobić to samo? Muszę zatem postępować inaczej. Księga Estery, czytana podczas święta Purim, opowiada o tym, jak to Haman oprowadzał po mieście królewskiego rumaka, na którym siedział Mordechaj, ubrany w królewski płaszcz i koronę. Midrasz do Księgi Estery mówi o