Opis

Żołnierze Wyklęci, zwani też Żołnierzami Niezłomnymi bądź Żołnierzami II Konspiracji – wierni Ojczyźnie do końca, samotni w swej ostatniej walce. Walce już nie tyle o zwycięstwo, lecz przede wszystkim o honor. Dla tych, którzy zbrojnie opierali się sowietyzacji Polski, wojna nie skończyła się w 1945 roku. Nie godzili się na ustalony siłą porządek. W odróżnieniu od tej części społeczeństwa, która uznała narzuconą odgórnie przez Stalina „władzę ludową”, oni – wyklęci przez komunistyczny system – nie złożyli broni. Wybrali krętą drogę przez lasy. Jeszcze raz wrócili tam, by bronić miejscowej ludności przed kradzieżami i gwałtami, tym razem ze strony UB, MO i NKWD. Wielokrotnie dowodzili swego bohaterstwa. Wolnej Polski już nie było, ale pozostała nadzieja. Ona zawsze umiera ostatnia… Traktowana z najwyższą pogardą, skazana na zapomnienie, opluwana przez lata (przez wielu do dziś) podziemna armia powróciła! Z bezimiennych dołów, z ubeckich katowni, z mroku zapomnienia. Trudno z nią walczyć przy pomocy współczesnego arsenału socjotechniki – propagandy, rechotu czy relatywizacji. To dlatego jest tak groźna dla współczesnych władców dusz. Przybyła z innego świata. I wygrywa tę walkę. Bez jednego wystrzału.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 460

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 14 godz. 37 min

Lektor: Roch Siemianowski

Popularność

Podobne


Re­dak­cja

Anna Se­we­ryn

Pro­jekt okad­ki

Pra­cow­nia WV

Fo­to­gra­fia na okład­ce

©Ma­ciej Szcze­pań­czyk / Wi­ki­me­dia Com­mons

Re­dak­cja tech­nicz­na, skład, ła­ma­nie oraz opra­co­wa­nie wer­sji elek­tro­nicz­nej

Grze­gorz Bo­ciek

Ko­rek­ta

Ur­szu­la Bań­ce­rek

Źró­dła ilu­stra­cji

©Wi­ki­me­dia Com­mons

Wy­da­nie I, Cho­rzów 2017

Wy­daw­ca:

Wy­daw­nic­twa Vi­de­ograf SA

41-500 Cho­rzów, Ale­ja Har­cer­ska 3c

tel. 600-472-609

of­fi­[email protected]­de­ograf.pl

www.vi­de­ograf.pl

Dys­try­bu­cja wer­sji dru­ko­wa­nej:

DIC­TUM Sp. zo.o.

01-942 War­sza­wa, ul. Ka­ba­re­to­wa 21

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dys­try­bu­[email protected]­tum.pl

www.dic­tum.pl

© Wy­daw­nic­twa Vi­de­ograf SA, Cho­rzów 2016

ISBN 978-83-7835-584-7

Po­wiedz prze­chod­niu pol­skiej Spar­cie,

Jak na­praw­dę było,

Jak trwa­li na tra­gicz­nej war­cie,

Od wzgar­dy po mi­łość.

Hen­ryk Pa­jąk

Kim byli Żoł­nie­rze Wy­klę­ci

Żoł­nie­rze Wy­klę­ci, zwa­ni też Żoł­nie­rza­mi Nie­złom­ny­mi bądź Żoł­nie­rza­mi II Kon­spi­ra­cji. Wier­ni Oj­czyź­nie do koń­ca. Sa­mot­ni w swej ostat­niej wal­ce. Wal­ce już nie tyle o zwy­cię­stwo, lecz przede wszyst­kim o ho­nor. Dla tych, któ­rzy zbroj­nie opie­ra­li się so­wie­ty­za­cji Pol­ski, woj­na nie skoń­czy­ła się w 1945 roku. Nie go­dzi­li się na za­pro­wa­dza­ny siłą po­rzą­dek. W od­róż­nie­niu od tej czę­ści spo­łe­czeń­stwa, któ­ra uzna­ła na­rzu­co­ną od­gór­nie przez Sta­li­na „wła­dzę lu­do­wą”, Oni – wy­klę­ci przez ko­mu­ni­stycz­ny sys­tem – nie zło­ży­li bro­ni. Wy­bra­li krę­tą dro­gę przez lasy. Jesz­cze raz wró­ci­li tam, by bro­nić miej­sco­wej lud­no­ści przed kra­dzie­ża­mi i gwał­ta­mi, tym ra­zem ze stro­ny UB, MO i NKWD. Wie­lo­krot­nie do­wo­dzi­li swe­go bo­ha­ter­stwa. Wol­nej Pol­ski już nie było, ale po­zo­sta­ła na­dzie­ja. Ona za­wsze umie­ra ostat­nia…

Jak po­wie­dział pro­fe­sor An­drzej Pacz­kow­ski: „Pod­zie­mie było to­czą­cą cięż­kie boje od­wro­to­we arier­gar­dą Pol­ski Nie­pod­le­głej. Tyle że nie było już się gdzie wy­co­fać”. Dla żoł­nie­rzy pod­zie­mia to, co dzia­ło się w la­tach po­wo­jen­nych, było ko­lej­ną oku­pa­cją, woj­ną wy­da­ną na­ro­do­wi pol­skie­mu. Po­dob­nie jak w cza­sie woj­ny wła­dza i wszel­kie jej in­sty­tu­cje znaj­do­wa­ły się w rę­kach ob­cych. Zbroj­nie wy­stą­pi­li więc prze­ciw dru­gie­mu – obok na­zi­zmu – za­bor­cze­mu to­ta­li­ta­ry­zmo­wi. Sta­nę­li nie tyl­ko prze­ciw po­tęż­nym si­łom no­we­go agre­so­ra, lecz tak­że wo­bec jego gi­gan­tycz­nej, bez­względ­nej pro­pa­gan­dy, któ­ra na­zy­wa­ła ich „ban­dy­ta­mi”, „wro­ga­mi ludu” bądź „za­plu­ty­mi kar­ła­mi re­ak­cji”. Mie­czy­sław Mo­czar na przy­kład – były par­ty­zant ko­mu­ni­stycz­nej Gwar­dii Lu­do­wej, a póź­niej dy­gni­tarz PRL – w swo­ich pa­mięt­ni­kach na­pi­sał, że NSZ „to kil­ka naj­po­twor­niej­szych kre­atur re­pre­zen­tu­ją­cych czar­ną re­ak­cję współ­pra­cu­ją­cą z Niem­ca­mi, ban­da krzy­ża­ków, płat­nych słu­gu­sów po­zo­sta­ją­cych na żoł­dzie pru­skim”.

Wpły­wy Mo­cza­ra i jemu po­dob­nych wi­dać jesz­cze dzi­siaj. Wi­dać, sły­chać i czuć… Kie­dy 1 mar­ca 2011 roku nie­pod­le­gła Pol­ska po raz pierw­szy ob­cho­dzi­ła Na­ro­do­wy Dzień Pa­mię­ci Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych – jako do­rocz­ne świę­to pań­stwo­we – wie­lu lu­dzi re­ago­wa­ło zdzi­wie­niem: „Jak to? Na­ro­do­wa pa­mięć, tym ban­dy­tom?”. Dla po­go­dzo­nych z ko­mu­ni­zmem i ofiar pe­ere­low­skiej pro­pa­gan­dy żoł­nie­rze ci do dziś po­zo­sta­li wy­klę­ty­mi. Bez cu­dzy­sło­wu.

To wła­śnie za­bie­gi pro­pa­gan­do­we do­pro­wa­dzi­ły do stwo­rze­nia czar­nej le­gen­dy pod­zie­mia. Przez kil­ka dzie­się­cio­le­ci ta le­gen­da była po­wie­la­na we wszyst­kich pu­bli­ka­cjach. Sami uczest­ni­cy walk z „lu­do­wą” wła­dzą nie mo­gli, a czę­sto nie chcie­li za­brać gło­su w dys­ku­sji. Bo przy­zna­nie się do by­cia w od­dzia­le „Za­po­ry”, „Or­li­ka” czy „Łu­pasz­ki” ozna­cza­ło przy­zna­nie się do prze­stęp­czej dzia­łal­no­ści. A za to gro­zi­ły ko­lej­ne szy­ka­ny. Zdję­cia żoł­nie­rzy le­śnych zo­sta­ły więc znisz­czo­ne lub po­cho­wa­ne głę­bo­ko w szu­fla­dach, wspo­mnie­nia zaś rzad­ko prze­ka­zy­wa­no z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie. Na ko­niec „Żoł­nie­rze Wy­klę­ci za­bra­li je ze sobą do gro­bów”.

Tra­ge­dią Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych (a za­ra­zem ca­łej Pol­ski) było tak­że to, że pań­stwa za­chod­nie do­ga­da­ły się ze Sta­li­nem co do lo­sów na­sze­go kra­ju, w czym prze­wod­nią rolę ode­grał Fran­klin De­la­no Ro­ose­velt. Mi­lio­ny le­wi­cu­ją­cych Ame­ry­ka­nów do dziś uwa­ża­ją go za naj­lep­sze­go ze wszyst­kich pre­zy­den­tów USA, za mę­dr­ca i do­bro­czyń­cę. Po­la­cy, Cze­si, Wę­grzy czy Ru­mu­ni mają na ten te­mat zgo­ła od­mien­ne zda­nie. Dla nich pre­zy­dent Ro­ose­velt jest przede wszyst­kim czło­wie­kiem, któ­ry cy­nicz­nie od­dał Sta­li­no­wi Eu­ro­pę Środ­ko­wo-Wschod­nią jako łup, zwa­ny eu­fe­mi­stycz­nie „so­wiec­ką stre­fą wpły­wów”. Na sku­tek jego idio­tycz­nej po­li­ty­ki kil­ka­set mi­lio­nów lu­dzi cier­pia­ło przez kil­ka­dzie­siąt lat ko­mu­ni­stycz­ny ter­ror.

Poza kłam­stwem ka­tyń­skim pre­zy­dent Ro­ose­velt już od li­sto­pa­da 1942 roku, czy­li od dru­gie­go spo­tka­nia z pre­mie­rem Wła­dy­sła­wem Si­kor­skim, za­czął otwar­cie oszu­ki­wać pol­skie wła­dze na uchodź­stwie. Jesz­cze pod­czas spo­tka­nia z Si­kor­skim w mar­cu 1942 roku ame­ry­kań­ski pre­zy­dent zga­dzał się z pol­skim pre­mie­rem, że trze­ba bro­nić przed za­ku­sa­mi Sta­li­na zie­mie Pol­ski i państw nad­bał­tyc­kich. Ale już w li­sto­pa­dzie tego roku otwar­cie łgał, że do mo­men­tu za­koń­cze­nia woj­ny nie do­pu­ści do ja­kich­kol­wiek roz­mów o zmia­nach te­ry­to­rial­nych w Eu­ro­pie. Tym­cza­sem na kil­ka mie­się­cy przed kon­fe­ren­cją w Te­he­ra­nie był już go­tów od­dać Związ­ko­wi So­wiec­kie­mu pol­skie zie­mie wschod­nie w za­mian za włą­cze­nie się Sta­li­na do woj­ny z Ja­po­nią oraz wspól­ne z USA urzą­dze­nie no­we­go po­rząd­ku świa­to­we­go w ra­mach wiel­kiej or­ga­ni­za­cji mię­dzy­na­ro­do­wej prze­wi­dy­wa­nej przez sy­gna­ta­riu­szy Kar­ty Atlan­tyc­kiej. Ame­ry­kań­ski pre­zy­dent opo­wia­dał się za tym, żeby świa­to­wy po­rzą­dek gwa­ran­to­wa­ła czwór­ka żan­dar­mów: USA, ZSRS, Chi­ny i Wiel­ka Bry­ta­nia.

Na kon­fe­ren­cji w Te­he­ra­nie, na prze­ło­mie li­sto­pa­da i grud­nia 1943 roku, Ro­ose­velt, przy peł­nej ak­cep­ta­cji Chur­chil­la, sprze­dał Pol­skę Sta­li­no­wi. Pre­zy­dent USA po pro­stu uznał, że sprze­da­nie Pol­ski i in­nych państw tej czę­ści Eu­ro­py jest ade­kwat­ną ceną za sta­bi­li­za­cję w Eu­ro­pie, na­wet pod so­wiec­kim bu­tem w jej wschod­niej czę­ści. W wi­zji Ro­ose­vel­ta Sta­lin i ZSRS mie­li być gwa­ran­ta­mi po­ko­ju na tym te­re­nie. Ceną było od­da­nie Sta­li­no­wi wschod­nich te­ry­to­riów RP (wschod­nia gra­ni­ca na tak zwa­nej li­nii Cur­zo­na). Za­chod­nia gra­ni­ca mia­ła prze­bie­gać na Od­rze.

O sprze­da­niu Pol­ski Sta­li­no­wi pre­mier Sta­ni­sław Mi­ko­łaj­czyk do­wie­dział się do­pie­ro 13 paź­dzier­ni­ka 1944 roku, pod­czas roz­mów w Mo­skwie ze Sta­li­nem, w obec­no­ści Win­sto­na Chur­chil­la. Wte­dy zro­zu­miał, że od po­ło­wy 1943 roku, gdy za­stą­pił na sta­no­wi­sku pre­mie­ra Wła­dy­sła­wa Si­kor­skie­go, był bez­czel­nie i z peł­nym cy­ni­zmem okła­my­wa­ny, szcze­gól­nie przez Ro­ose­vel­ta. Chur­chill zresz­tą też ra­dził Mi­ko­łaj­czy­ko­wi przy­ję­cie wa­run­ków Sta­li­na, pod­kre­śla­jąc, że Wiel­ka Bry­ta­nia zo­bo­wią­za­ła się do obro­ny Pol­ski je­dy­nie przed Niem­ca­mi. Dla gra­ni­cy wschod­niej na li­nii Cur­zo­na obie­cy­wał gwa­ran­cje An­glii i ZSRS. Od­rzu­ce­nie pro­po­zy­cji mia­ło spo­wo­do­wać zrze­cze­nie się przez Wiel­ką Bry­ta­nię od­po­wie­dzial­no­ści za dal­szy roz­wój wy­pad­ków w Pol­sce.

Od cza­su bez­pre­ce­den­so­we­go prze­han­dlo­wa­nia Pol­ski w Te­he­ra­nie pre­zy­dent Ro­ose­velt po­pie­rał żą­da­nia Sta­li­na, by w Pol­sce po­wstał rząd przy­ja­zny Mo­skwie, czy­li wy­zna­czo­ny przez Jo­se­fa Wis­sa­rio­no­wi­cza. Gdy w czerw­cu 1944 roku Mi­ko­łaj­czyk roz­ma­wiał w Wa­szyng­to­nie z Ro­ose­vel­tem, ten ogra­ni­czał się tyl­ko do wy­wie­ra­nia na­ci­sków na pol­skie­go pre­mie­ra, by po­ro­zu­miał się ze Sta­li­nem. I łu­dził Mi­ko­łaj­czy­ka, że wszyst­ko, w tym spra­wa gra­nic Pol­ski, jest kwe­stią otwar­tą. Sta­lin zaś jest go­tów do ne­go­cja­cji.

* * *

Wkro­cze­nie Ar­mii Czer­wo­nej na zie­mie pol­skie w la­tach 1944 i 1945 wy­wo­ła­ło cał­ko­wi­cie nową sy­tu­ację. Wal­czą­cy do­tąd wspól­nie z Ro­sja­na­mi prze­ciw­ko Niem­com żoł­nie­rze Ar­mii Kra­jo­wej po za­koń­cze­niu zwy­cię­skich ope­ra­cji byli przez Ro­sjan roz­bra­ja­ni i aresz­to­wa­ni. Oca­la­łych od śmier­ci zsy­ła­no w głąb Związ­ku So­wiec­kie­go lub wcie­la­no do jed­no­stek pol­skich na fron­cie wschod­nim.

Ka­drę do­wód­czą trak­to­wa­no znacz­nie go­rzej. Przy­kła­dem tego są cho­ciaż­by tra­gicz­ne losy od­dzia­łów AK po za­koń­cze­niu ope­ra­cji „Ostra Bra­ma” – wal­ki o Wil­no we współ­dzia­ła­niu z Ar­mią Czer­wo­ną. Kie­dy mia­sto zo­sta­ło już zdo­by­te (13 lip­ca 1944 roku), do­wód­ca zgru­po­wa­nia wi­leń­sko-no­wo­gródz­kie­go, puł­kow­nik Alek­san­der Krzy­ża­now­ski „Wilk”, zo­stał wraz z ca­łym szta­bem aresz­to­wa­ny i wy­wie­zio­ny na Wschód. Po­dob­ny los spo­tkał for­ma­cje AK wal­czą­ce o Lwów w dniach od 22 do 27 lip­ca 1944 roku. Po­nie­waż ko­men­dant Ob­sza­ru Po­łu­dnio­wo-Wschod­nie­go, puł­kow­nik Wła­dy­sław Fi­lip­kow­ski „Cis”, od­mó­wił w Ży­to­mie­rzu zgo­dy na wcie­le­nie pod­le­głych mu sił do Lu­do­we­go Woj­ska Pol­skie­go, do­wo­dzo­ne­go przez Mi­cha­ła Rolę-Ży­mier­skie­go, zo­stał wraz ze swo­imi ofi­ce­ra­mi poj­ma­ny przez NKWD i wy­wie­zio­ny do Ki­jo­wa. Resz­tę ka­dry do­wód­czej pod­stęp­nie aresz­to­wa­no we Lwo­wie. Iden­tycz­ny los cze­kał żoł­nie­rzy pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go z ziem pol­skich na za­chód od Bugu.

Aresz­to­wa­nych akow­ców pod­da­wa­no bru­tal­nym prze­słu­cha­niom (fil­tra­cjom), po­zba­wia­no mie­nia oso­bi­ste­go i czę­sto­kroć włą­cza­no do ko­lumn jeń­ców nie­miec­kich. Z tak zwa­nych wię­zień ope­ra­cyj­nych NKWD wy­wo­żo­no ich trans­por­ta­mi ko­le­jo­wy­mi do obo­zów pra­cy i ko­palń, mię­dzy in­ny­mi na Ura­lu i w za­chod­niej Sy­be­rii. We­dług in­for­ma­cji Na­czel­ne­go Wo­dza, ge­ne­ra­ła Ta­de­usza Ko­mo­row­skie­go „Bora”, de­por­to­wa­no w tym cza­sie na Wschód oko­ło pięć­dzie­się­ciu ty­się­cy żoł­nie­rzy Ar­mii Kra­jo­wej. In­nych ter­ror i re­pre­sje do­tknę­ły w kra­ju, ze stro­ny „ro­dzi­mych” sił bez­pie­czeń­stwa.

Już pierw­sze ty­go­dnie rzą­dów no­wej wła­dzy roz­wia­ły wszel­kie złu­dze­nia: żad­nych mrzo­nek o de­cy­do­wa­niu o lo­sach wła­sne­go kra­ju i bez­względ­ne po­słu­szeń­stwo wo­bec Ro­sjan. NKWD we­spół z ro­dzi­my­mi, do­pie­ro ro­dzą­cy­mi się na jego wzór bez­pie­ką i mi­li­cją ener­gicz­nie i bez­względ­nie przy­stą­pi­ły do dzie­ła nisz­cze­nia za­ląż­ków pol­skiej wol­no­ści i de­mo­kra­cji. Roz­po­czę­ła się wiel­ka fala aresz­to­wań akow­ców, wy­wó­zek do ła­grów i prze­śla­do­wa­nie w pierw­szej ko­lej­no­ści ka­dry woj­sko­wej, a wraz z nią in­te­li­gen­cji i zie­miań­stwa.

Gra­ni­ca pań­stwa nie ist­nia­ła. Ro­sja­nie za­cho­wy­wa­li się w Pol­sce jak w kra­ju pod­bi­tym. Na cze­le Po­wia­to­wych Urzę­dów Bez­pie­czeń­stwa sta­wa­li z re­gu­ły Ży­dzi, im­por­to­wa­ni z ZSRS, lub miej­sco­wi, któ­rzy ucie­kli do Ro­sji po wkro­cze­niu Niem­ców. Te­raz po­wra­ca­li w roli mę­czen­ni­ków „za spra­wę ludu”.

Wsku­tek bra­ku re­ak­cji alian­tów na ko­mu­ni­stycz­ne fał­szer­stwo za­miast de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rów, wo­bec uzna­nia przez pań­stwa za­chod­niej Eu­ro­py na­rzu­co­ne­go Pol­sce ko­mu­ni­stycz­ne­go rzą­du, świa­do­mi bra­ku per­spek­tyw żoł­nie­rze nie­pod­le­gło­ścio­wych or­ga­ni­za­cji zmu­sze­ni byli pro­wa­dzić swą wal­kę sa­mot­nie, opusz­cze­ni przez wszyst­kich. Kie­dy Pol­skę za­la­ła bez­kre­sna, wzbie­ra­ją­ca fala so­wie­ty­zmu, sta­li się si­ła­mi zbroj­ny­mi bez pań­stwa i bez rzą­du. I bez szan­sy na ze­wnętrz­ną po­moc.

Jesz­cze w roku 1943 w związ­ku z nie­miec­ki­mi klę­ska­mi na fron­cie wschod­nim do­wódz­two Ar­mii Kra­jo­wej roz­po­czę­ło two­rze­nie struk­tur na wy­pa­dek so­wiec­kiej oku­pa­cji kra­ju. Po­wsta­ła łą­czą­ca struk­tu­ry cy­wil­ne i woj­sko­we or­ga­ni­za­cja „NIE”, ma­ją­ca na celu sa­mo­obro­nę i pod­trzy­my­wa­nie mo­ra­le pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa w ocze­ki­wa­niu na woj­nę Za­cho­du z ZSRS. Or­ga­ni­za­cja ta jed­nak zo­sta­ła znacz­nie osła­bio­na w wy­ni­ku ak­cji „Bu­rza” i po­wsta­nia war­szaw­skie­go. Do­dat­ko­wym cio­sem było aresz­to­wa­nie dwóch naj­waż­niej­szych osób w kon­spi­ra­cji: ge­ne­ra­ła bry­ga­dy Au­gu­sta Emi­la Fiel­dor­fa „Nila” oraz ge­ne­ra­ła bry­ga­dy Le­opol­da Oku­lic­kie­go „Niedź­wiad­ka”. 7 maja 1945 roku roz­wią­za­no „NIE”. W jej miej­sce po­wo­ła­no nową or­ga­ni­za­cję: De­le­ga­tu­rę Sił Zbroj­nych na Kraj, któ­ra prze­trwa­ła za­le­d­wie kil­ka mie­się­cy i zo­sta­ła za­stą­pio­na Ru­chem Opo­ru bez Woj­ny i Dy­wer­sji „Wol­ność i Nie­za­wi­słość”.

Już od po­cząt­ku 1945 roku Bry­tyj­czy­cy cen­zu­ro­wa­li ko­re­spon­den­cję do­wódz­twa Ar­mii Kra­jo­wej z pol­skim rzą­dem. Od­mó­wi­li rów­nież utrzy­my­wa­nia ko­mu­ni­ka­cji z od­dzia­ła­mi i przed­sta­wi­cie­la­mi pod­zie­mia po­zo­sta­ją­cy­mi za li­nią Cur­zo­na, ma­ją­cą być czę­ścio­wo wschod­nią gra­ni­cą no­wej Pol­ski. W za­ist­nia­łej sy­tu­acji, chcąc po­zba­wić NKWD pre­tek­stu do re­pre­sji, dzia­ła­jąc na mocy in­struk­cji rzą­du z 16 li­sto­pa­da 1944 roku, ge­ne­rał Le­opold Oku­lic­ki wy­dał 19 stycz­nia 1945 roku roz­kaz roz­wią­za­nia Ar­mii Kra­jo­wej, zwal­nia­ją­cy żoł­nie­rzy z przy­się­gi, su­ge­ru­jąc jed­no­cze­śnie po­zo­sta­nie w kon­spi­ra­cji.

„Wal­ki z So­wie­ta­mi nie chce­my pro­wa­dzić, ale ni­g­dy nie zgo­dzi­my się na inne ży­cie, jak tyl­ko w cał­ko­wi­cie su­we­ren­nym, nie­pod­le­głym i spra­wie­dli­wie urzą­dzo­nym spo­łecz­nie Pań­stwie Pol­skim – pi­sał w tym roz­ka­zie. – Obec­ne zwy­cię­stwo so­wiec­kie nie koń­czy woj­ny. Nie wol­no nam ani na chwi­lę tra­cić wia­ry, że woj­na ta skoń­czyć się może je­dy­nie zwy­cię­stwem słusz­nej Spra­wy, trium­fem do­bra nad złem, wol­no­ści nad nie­wol­nic­twem […] Dal­szą swą pra­cę i dzia­łal­ność pro­wadź­cie w du­chu od­zy­ska­nia peł­nej nie­pod­le­gło­ści Pań­stwa i ochro­ny lud­no­ści pol­skiej przed za­gła­dą. Sta­raj­cie się być prze­wod­ni­ka­mi Na­ro­du i re­ali­za­to­ra­mi nie­pod­le­głe­go Pań­stwa Pol­skie­go. W tym dzia­ła­niu każ­dy z Was musi być dla sie­bie do­wód­cą”.

Tego sa­me­go dnia ge­ne­rał Oku­lic­ki wy­dał rów­nież taj­ne po­le­ce­nie pod­le­głym mu do­wód­com: „W zmie­nio­nych wa­run­kach no­wej oku­pa­cji dzia­łal­ność na­szą na­sta­wić mu­si­my na od­bu­do­wę nie­pod­le­gło­ści i ochro­nę lud­no­ści przed za­gła­dą. W tym celu i w tym du­chu wy­ko­rzy­stać mu­si­my wszyst­kie moż­li­wo­ści dzia­ła­nia le­gal­ne­go, sta­ra­jąc się opa­no­wać wszyst­kie dzie­dzi­ny ży­cia Tym­cza­so­we­go Rzą­du Lu­bel­skie­go […]. AK zo­sta­je roz­wią­za­na. Do­wód­cy nie ujaw­nia­ją się. Żoł­nie­rzy zwol­nić z przy­się­gi, wy­pła­cić dwu­mie­sięcz­ne po­bo­ry i za­me­li­no­wać. […] Za­cho­wać małe do­brze za­kon­spi­ro­wa­ne szta­by i całą sieć ra­dio. Utrzy­mać łącz­ność ze mną i dzia­łaj­cie w po­ro­zu­mie­niu z apa­ra­tem De­le­ga­ta Rzą­du”.

Czte­ry dni póź­niej pań­stwa za­chod­nie prze­sta­ły uzna­wać je­dy­ny le­gal­ny rząd RP, ten w Lon­dy­nie. Tym spo­so­bem alian­ci otwo­rzy­li na oścież furt­kę ko­mu­ni­stycz­nym re­pre­sjom. Za­czę­ła się po­dob­na czyst­ka, jak ta za­po­cząt­ko­wa­na in­wa­zją Ar­mii Czer­wo­nej na wschod­nie zie­mie Rze­czy­po­spo­li­tej w 1939 roku. Aresz­to­wa­nia i zsył­ki były na po­rząd­ku dzien­nym. Pod lupą NKWD, a na­stęp­nie UB, zna­leź­li się wszy­scy, któ­rzy nie go­dzi­li się na „pro­le­ta­riac­ką dyk­ta­tu­rę” i za­mia­nę jed­ne­go oku­pan­ta na dru­gie­go. Na za­ję­tych przez Ar­mię Czer­wo­ną te­re­nach Pol­ski usta­na­wia­ne były so­wiec­kie ko­men­dan­tu­ry woj­sko­we, a obo­wią­zu­ją­ce pra­wo woj­sko­we umoż­li­wia­ło dzia­łal­ność i ter­ror NKWD oraz pol­skich służb bez­pie­czeń­stwa.

W mar­cu 1945 roku wraz z pięt­na­sto­ma in­ny­mi przy­wód­ca­mi Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go ostat­ni do­wód­ca AK zo­stał pod­stęp­nie aresz­to­wa­ny przez NKWD w Prusz­ko­wie (Ro­sja­nie za­pro­si­li ich tam na per­trak­ta­cje po­li­tycz­ne). Wy­wie­zio­no ich do Mo­skwy, gdzie urzą­dzo­no po­ka­zo­wy pro­ces. Ska­za­ny przez so­wiec­ki sąd na dzie­sięć lat po­zba­wie­nia wol­no­ści Oku­lic­ki zmarł 24 grud­nia w wię­zie­niu na Łu­bian­ce, w nie­wy­ja­śnio­nych do dziś oko­licz­no­ściach (czy­taj: zo­stał za­mor­do­wa­ny).

24 lip­ca 1945 roku ode­zwę do żoł­nie­rzy roz­wią­za­nej Ar­mii Kra­jo­wej wy­dał też puł­kow­nik Jan Rze­pec­ki „Pre­zes”, de­le­gat Sił Zbroj­nych na Kraj:

„Nie daj­cie po­słu­chu na­ma­wia­ją­cym Was do ja­ło­we­go szkod­nic­twa, do two­rze­nia od­dzia­łów zbroj­nych, do de­struk­cyj­ne­go ban­dy­ty­zmu po­li­tycz­ne­go, zwal­czaj­cie psy­cho­zę de­zer­cji z woj­ska i agi­ta­cję za de­zer­cją. Są to dzia­ła­nia nie­od­po­wie­dzial­ne, war­chol­skie, spo­łecz­nie i po­li­tycz­nie szko­dli­we i cał­ko­wi­cie sprzecz­ne z kon­struk­tyw­ną za­wsze po­sta­wą Pol­ski Pod­ziem­nej.

Je­że­li tyl­ko po­zwa­la na to Wa­sze oso­bi­ste po­ło­że­nie, je­że­li bez­myśl­ne prze­śla­do­wa­nie przez tak zwa­ne bez­pie­czeń­stwo nie za­my­ka Wam tej dro­gi – przy­stę­puj­cie do jaw­nej pra­cy na wszyst­kich po­lach nad od­bu­do­wą Pol­ski, po­zo­sta­jąc wier­ny­mi dro­gim każ­de­mu żoł­nie­rzo­wi by­łej AK de­mo­kra­tycz­nym ha­słom: Wol­ność oby­wa­te­la – Nie­za­wi­słość na­ro­du. Wal­ka po­li­tycz­na o ich re­ali­za­cję jest Wa­szym obo­wiąz­kiem i Wa­szym pra­wem, któ­re­go nie może Wam od­mó­wić ża­den uczci­wy Po­lak uwa­ża­ją­cy się za de­mo­kra­tę”.

Roz­kaz Oku­lic­kie­go i ode­zwa Rze­pec­kie­go sta­ły się dla ty­się­cy wciąż za­kon­spi­ro­wa­nych żoł­nie­rzy Ar­mii Kra­jo­wej wiel­kim dy­le­ma­tem. Sta­nę­li przed trud­nym wy­bo­rem po­go­dze­nia się z so­wiec­ką do­mi­na­cją i ewen­tu­al­ne­go bu­do­wa­nia wol­nej Pol­ski ma­ły­mi kro­ka­mi, w co­dzien­nym, cy­wil­nym ży­ciu, ocze­ku­jąc lep­szej sy­tu­acji we­wnętrz­nej i mię­dzy­na­ro­do­wej, bądź też kon­ty­nu­owa­nia wal­ki prze­ciw­ko no­wym oku­pan­tom i na­rzu­co­ne­mu przez nich apa­ra­to­wi bez­pie­czeń­stwa w pol­skich mun­du­rach.

Oko­ło pięć­dzie­się­ciu ty­się­cy żoł­nie­rzy wy­bra­ło tę pierw­szą moż­li­wość, ujaw­nia­jąc się je­sie­nią 1945 roku, po ape­lu Jana Ma­zur­kie­wi­cza „Ra­do­sła­wa”, le­gen­dar­ne­go już wte­dy do­wód­cy zgru­po­wa­nia w po­wsta­niu war­szaw­skim. Przy­ję­li więc z god­no­ścią od ko­mu­ni­stycz­nych władz ten sym­bo­licz­ny kie­lich go­ry­czy w po­sta­ci tak zwa­nej amne­stii, któ­ra oka­za­ła się per­fid­nym pod­stę­pem, zwy­kłą pu­łap­ką. Na­dal tro­pio­no ich jak wście­kłe zwie­rzę­ta, za­my­ka­no w wię­zie­niach i mor­do­wa­no. Naj­bar­dziej zna­mien­nym skut­kiem amne­stii były bro­czą­ce krwią pol­skich żoł­nie­rzy pod­ło­gi ubec­kich ka­tow­ni i wię­zie­nia peł­ne an­ty­ko­mu­ni­stycz­nych po­wstań­ców. Ko­mu­ni­ści po­stę­po­wa­li tak nie tyl­ko wo­bec tych, któ­rzy nie chcie­li się ujaw­nić, ale tak­że tych, któ­rzy to uczy­ni­li. „Wła­dza lu­do­wa” po raz ko­lej­ny po­ka­za­ła w ten spo­sób, ile war­te są jej zo­bo­wią­za­nia i obiet­ni­ce.

Tak zwa­na amne­stia była po­dwój­nym oszu­stwem. Nie tyl­ko obie­cy­wa­ła „ła­skę” – tak jak­by pod­le­ga­ją­cy jej do­pu­ści­li się ja­kie­go­kol­wiek prze­stęp­stwa. Taj­ne in­struk­cje dla UB na­ka­zy­wa­ły, by ujaw­nia­ją­cych się akow­ców po ich ewi­den­cji „in­ter­no­wać i od­osob­nić”. Było to więc na­rzę­dzie do odła­wia­nia praw­dzi­wych i do­mnie­ma­nych wro­gów no­we­go ustro­ju. Ża­den z nich nie mógł się czuć w no­wej Pol­sce bez­piecz­nie.

Inni wy­bra­li wal­kę…

* * *

Część za­si­li­ła sze­re­gi or­ga­ni­za­cji Wol­ność i Nie­za­wi­słość, po­wsta­łej 2 wrze­śnia 1945 roku w War­sza­wie. W szczy­to­wym okre­sie dzia­łal­no­ści li­czy­ła ona dwa­dzie­ścia pięć do trzy­dzie­stu ty­się­cy człon­ków. Jej trzon sta­no­wi­ły po­zo­sta­ło­ści roz­wią­za­nej De­le­ga­tu­ry Sił Zbroj­nych na Kraj. WiN prze­jął jej struk­tu­rę or­ga­ni­za­cyj­ną, ka­dry, ma­ją­tek, a tak­że czę­ścio­wo od­dzia­ły le­śne. Do­wód­cy ob­sza­rów DSZ zo­sta­li pre­ze­sa­mi ob­sza­rów WiN.

Po­cząt­ko­wo or­ga­ni­za­cja chcia­ła nie do­pu­ścić do zwy­cię­stwa wy­bor­cze­goko­mu­ni­stów dro­gą cał­ko­wi­cie le­gal­nej wal­ki po­li­tycz­nej. Stąd jej peł­na na­zwa:Ruch Opo­ru bez Woj­ny i Dy­wer­sji „Wol­ność i Nie­za­wi­słość”. Pod­po­rząd­ko­wa­ła się rzą­do­wi emi­gra­cyj­ne­mu i Na­czel­ne­mu Wo­dzo­wi Pol­skich Sił Zbroj­nych na Za­cho­dzie. Ce­lem było wspar­cie dzia­łań Sta­ni­sła­wa Mi­ko­łaj­czy­ka i jego stron­nic­twa (PSL), zmie­rza­ją­cych do prze­pro­wa­dze­nia w Pol­sce wol­nych, de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rów. Z tych po­wo­dów WiN po­stu­lo­wał za­prze­sta­nie wal­ki zbroj­nej, któ­ra nie stwa­rza­ła szans na peł­ne zwy­cię­stwo. Był to prze­cież okres trium­fu po­tę­gi so­wiec­kie­go im­pe­rium. Znisz­czo­na dwie­ma oku­pa­cja­mi Pol­ska nie była w sta­nie pod­jąć rów­no­rzęd­nej wal­ki ze sta­li­now­skim ko­lo­sem.

WiN do­ma­gał się, by Ar­mia Czer­wo­na i NKWDopu­ści­ły ob­szar Pol­ski. Od­rzu­cał usta­lo­ny w Jał­cie kształt gra­ni­cy wschod­niej, sprze­ci­wiał się też prze­śla­do­wa­niom po­li­tycz­nym i czy­nio­nej przez woj­ska ro­syj­skie de­wa­sta­cji kra­ju. Człon­ko­wie WiN chcie­li stwo­rzyć wspól­ną ar­mię, unie­za­leż­nić się po­li­tycz­nie od Związ­ku So­wiec­kie­go, uspo­łecz­nić duże przed­się­bior­stwa i za­kła­dy pra­cy. W ha­słach or­ga­ni­za­cji po­ja­wia­ły się po­stu­la­ty po­wszech­nej edu­ka­cji i re­for­my rol­nej – mimo to or­ga­ni­za­cja w re­fe­ren­dum 1946 wzy­wa­ła do od­rzu­ce­nia re­for­my rol­nej i na­cjo­na­li­za­cji prze­my­słu.

Jed­nak je­sie­nią 1946 roku w kie­row­nic­twie or­ga­ni­za­cji osta­tecz­nie zwy­cię­ży­ła teza o zbli­ża­niu się trze­ciej woj­ny świa­to­wej i ko­niecz­no­ści przy­go­to­wa­nia się do niej. W związ­ku z tym w stycz­niu 1947 kie­row­nic­two WiN we­zwa­ło PSL do boj­ko­tu wy­bo­rów do Sej­mu Usta­wo­daw­cze­go.

Od sa­me­go po­cząt­ku ko­mu­ni­ści pró­bo­wa­li roz­bić or­ga­ni­za­cję. Już 5 li­sto­pa­da 1945 roku zo­stał aresz­to­wa­ny puł­kow­nik Rze­pec­ki, pierw­szy pre­zes WiN, po­dob­nie jak wszy­scy do­wód­cy ob­sza­rów. Za­wie­rzyw­szy gwa­ran­cjom śled­czych MBP o nie­re­pre­sjo­no­wa­niu, ujaw­nił wszyst­kich swo­ich współ­pra­cow­ni­ków i na­wo­ły­wał do ujaw­nie­nia się po­zo­sta­łych człon­ków or­ga­ni­za­cji. Wy­dał bez­pie­ce cały ma­ją­tek, któ­ry po­zo­stał mu w spad­ku po AK – mi­lion do­la­rów w zło­cie i bank­no­tach, dru­kar­nie, ar­chi­wa i ra­dio­sta­cje. Sta­ło się to po­wo­dem ko­lej­nej fali aresz­to­wań pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go. Ska­za­ny w pro­ce­sie po­ka­zo­wym w 1947 roku na karę ośmiu lat po­zba­wie­nia wol­no­ści, dwa dni póź­niej zo­stał uła­ska­wio­ny przez Bo­le­sła­wa Bie­ru­ta. W trak­cie pro­ce­su mó­wił o „smut­nej sła­wie WiN”, po­tę­piał „fa­szy­stow­skie NSZ”, wy­ra­ził sa­tys­fak­cję z po­wo­du so­wiec­kiej anek­sji ziem wschod­nich RP. Po wstą­pie­niu do Lu­do­we­go Woj­ska Pol­skie­go pra­co­wał jako wy­kła­dow­ca w Aka­de­mii Szta­bu Ge­ne­ral­ne­go w War­sza­wie. W 1949 roku zo­stał po­now­nie aresz­to­wa­ny i w wię­zie­niu po­zo­stał aż do 1956 roku. Póź­niej był pra­cow­ni­kiem In­sty­tu­tu Hi­sto­rii Pol­skiej Aka­de­mii Nauk, gdzie obro­nił dok­to­rat. Zmarł 28 kwiet­nia 1983 w War­sza­wie.

22 paź­dzier­ni­ka 1946 roku aresz­to­wa­ny zo­stał na­stęp­ca Rze­pec­kie­go, puł­kow­nik Fran­ci­szek Nie­po­kól­czyc­ki „Teo­dor”. Pro­po­no­wa­no mu współ­pra­cę z rzą­dem ko­mu­ni­stycz­nym, łącz­nie z awan­sem ge­ne­ral­skim i od­zna­cze­niem or­de­rem Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri. Od­mó­wił. 10 wrze­śnia 1947 roku, w po­ka­zo­wym pro­ce­sie II Za­rzą­du Głów­ne­go WiN i dzia­ła­czy PSL, zo­stał ska­za­ny na trzy­krot­ną karę śmier­ci. Od­mó­wił zwró­ce­nia się o ła­skę do Bo­le­sła­wa Bie­ru­ta. Mimo to za­mie­nio­no mu wy­rok naj­pierw na do­ży­wo­cie, a na­stęp­nie dwa­na­ście lat po­zba­wie­nia wol­no­ści. Był wię­zio­ny we Wron­kach i Szcze­ci­nie. Zwol­nio­ny 22 grud­nia 1956 roku, od­mó­wił for­mal­nych za­bie­gów o re­ha­bi­li­ta­cję. Po uwol­nie­niu pra­co­wał w Sto­wa­rzy­sze­niu Wy­na­laz­ców Pol­skich, Spół­dziel­ni Pra­cy „Tech­no­mon­taż” i Spół­dziel­ni In­wa­li­dów i Eme­ry­tów Ko­le­jo­wych w War­sza­wie. Do koń­ca ży­cia był in­wi­gi­lo­wa­ny przez Służ­bę Bez­pie­czeń­stwa. Zmarł 11 czerw­ca 1974 roku.

Od­dzia­ły le­śne (par­ty­zanc­kie) WiN roz­bi­ja­ły wię­zie­nia, ata­ko­wa­ły po­ste­run­ki mi­li­cji i człon­ków ORMO, pro­wa­dzi­ły wal­kę zbroj­ną z od­dzia­ła­mi woj­ska, KBW i WOP,za­bi­ja­ły oso­by współ­pra­cu­ją­ce z wła­dzą ko­mu­ni­stycz­ną i człon­ków PPR, trak­tu­jąc to jako obro­nę przed ter­ro­rem. Zwal­cza­no wspie­ra­ją­cych wła­dze sta­ro­stów, wój­tów i soł­ty­sów.

Wo­bec utra­ty je­sie­nią 1945 fun­du­szy or­ga­ni­za­cji i zni­ko­me­go fi­nan­so­wa­nia za­gra­nicz­ne­go od­dzia­ły WiN dla zdo­by­cia środ­ków ma­te­rial­nych na dzia­łal­ność pro­wa­dzi­ły tak zwa­ne ak­cje do­cho­do­we, któ­re wła­dza lu­do­wa wy­ko­rzy­sty­wa­ła do sze­rze­nia pro­pa­gan­dy o ban­dyc­kim cha­rak­te­rze or­ga­ni­za­cji. W związ­ku z opar­ciem WiN na ogni­wach roz­wią­za­nej Ar­mii Kra­jo­wej i De­le­ga­tu­ry Sił Zbroj­nych na Kraj or­ga­ni­za­cja zo­sta­ła dość ła­two zde­kon­spi­ro­wa­na przez UB. Ko­lej­ne kie­row­nic­twa aresz­to­wa­no co kil­ka mie­się­cy (WiN miał w okre­sie swo­je­go ist­nie­nia czte­rech pre­ze­sów i dwóch peł­nią­cych obo­wiąz­ki pre­ze­sa).

Od wio­sny 1948 rokuor­ga­ni­za­cja znaj­do­wa­ła się pod kon­tro­lą zor­ga­ni­zo­wa­nej przez UBP przy po­mo­cy zwer­bo­wa­nych ofi­ce­rów WiN i AK – oraz nie­świa­do­mych mi­sty­fi­ka­cji sze­re­go­wych człon­ków or­ga­ni­za­cji – tak zwa­nej V Ko­men­dy WiN o kryp­to­ni­mie „Mu­zeum”. Przy jej po­mo­cy ko­mu­ni­stycz­na służ­ba bez­pie­czeń­stwa pod­ję­ła grę z wy­wia­da­mi państw za­chod­nich – ame­ry­kań­skim i bry­tyj­skim. Przyj­mo­wa­no prze­sy­ła­nych z Za­cho­du dro­gą lot­ni­czą i mor­ską agen­tów, do­la­ry i zło­to, no­wo­cze­sny sprzęt łącz­no­ści (w tym sie­dem­na­ście ra­dio­sta­cji), wy­sy­ła­jąc w za­mian fał­szy­we in­for­ma­cje oraz (nie­świa­do­mych na ogół rze­czy­wi­ste­go cha­rak­te­ru V Ko­men­dy) emi­sa­riu­szy i ku­rie­rów, a tak­że lu­dzi na prze­szko­le­nie wy­wia­dow­cze i dy­wer­syj­ne. Wo­bec pla­nów CIA przy­sła­nia do Pol­ski ofi­ce­rów ame­ry­kań­skich na in­spek­cję WiN oraz przy­go­to­wy­wa­nia ma­so­wych zrzu­tów lu­dzi i sprzę­tu w grud­niu 1952 rokuMBP zde­cy­do­wa­ło się na prze­rwa­nie gry. Opi­nię pu­blicz­ną po­in­for­mo­wa­no o „do­bro­wol­nym ujaw­nie­niu się do­wódz­twa”. Wraz z pro­ce­sa­mi kie­row­nic­twa WiN UBP roz­pra­co­wy­wa­ło tak­że w peł­ni niż­sze ogni­wa or­ga­ni­za­cji.

W lu­tym 1947 roku wła­dze uchwa­li­ły ko­lej­ną amne­stię. Z pod­zie­mia wy­szło wte­dy po­nad sie­dem­dzie­siąt ty­się­cy lu­dzi – nie tyl­ko człon­ków WiN, choć po niej zrze­sze­nie zo­sta­ło prak­tycz­nie zdzie­siąt­ko­wa­ne. I znów na tych, któ­rzy się wte­dy ujaw­ni­li, po paru mie­sią­cach spa­dły re­pre­sje. Ze­bra­na w toku prze­słu­chań wie­dza po­słu­ży­ła do uni­ce­stwie­nia osób na­dal pro­wa­dzą­cych wal­kę.

* * *

Oprócz stop­nio­wo neu­tra­li­zo­wa­ne­go WiN pod­sta­wo­wą siłą pod­zie­mia i wal­ki okre­śla­nej obec­nie jako po­wsta­nie an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne były Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne, któ­re wy­ro­sły z pnia po­pu­lar­ne­go przed woj­ną Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, opar­te­go na idei Ro­ma­na Dmow­skie­go.

Utwo­rze­nie Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych na­stą­pi­ło 20 wrze­śnia 1942 roku, na mocy roz­ka­zu 1/42, wy­da­ne­go przez puł­kow­ni­ka Igna­ce­go Ozie­wi­cza „Cze­sła­wa”, pierw­sze­go ko­men­dan­ta głów­ne­go for­ma­cji. Po­wsta­ły oraz z po­łą­cze­nia Związ­ku Jasz­czur­cze­go i czę­ści od­dzia­łów Na­ro­do­wej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej (NOW), któ­re nie pod­po­rząd­ko­wa­ły się pod­ję­tej przez wła­dze Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go de­cy­zji sca­le­nio­wej i nie we­szły w skład Ar­mii Kra­jo­wej. Or­ga­nem kie­ru­ją­cym NSZ zo­sta­ła Tym­cza­so­wa Na­ro­do­wa Rada Po­li­tycz­na.

Brak peł­nych in­for­ma­cji o dzia­łal­no­ści zbroj­nej Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych w cza­sie oku­pa­cji hi­tle­row­skiej, po­nie­waż do cza­su sca­le­nia tej or­ga­ni­za­cji z AK obo­wią­zy­wał po­wo­do­wa­ny tro­ską o bez­pie­czeń­stwo cał­ko­wi­ty za­kaz umiesz­cza­nia in­for­ma­cji o wła­snych ak­cjach zbroj­nych w pra­sie i w roz­ka­zach. Naj­gło­śniej­szą ak­cją NSZ była nie­wąt­pli­wie prze­pro­wa­dzo­na 26 sierp­nia 1943 roku li­kwi­da­cja ge­ne­ra­ła Kur­ta Ren­ne­ra – naj­wyż­sze­go ran­gą wśród oku­pan­tów ofi­ce­ra nie­miec­kie­go – i jego szta­bu, któ­rzy zgi­nę­li z rąk pol­skie­go pod­zie­mia.

Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne pra­gnę­ły ob­jąć swo­im dzia­ła­niem te­re­ny Pol­ski sprzed 1939roku, a tak­że re­jo­ny za­miesz­ka­ne przez Po­la­ków, a znaj­du­ją­ce się przed woj­ną na te­ry­to­rium nie­miec­kim. Na tych ob­sza­rach utwo­rzo­no sześć in­spek­to­ra­tów, po­dzie­lo­nych na sie­dem­na­ście okrę­gów. W opra­co­wa­niach po­da­wa­ne są róż­ne dane do­ty­czą­ce li­czeb­no­ści or­ga­ni­za­cji: sie­dem­dzie­siąt dwa ty­sią­ce pięć­set, osiem­dzie­siąt ty­się­cy,a na­wet dzie­więć­dzie­siąt ty­się­cy lu­dzi. Po za­koń­cze­niu ak­cji sca­le­nio­wej w nie­za­leż­nych od AK Na­ro­do­wych Si­łach Zbroj­nych po­zo­sta­ło oko­ło sześć­dzie­się­ciu pię­ciu ty­się­cy par­ty­zan­tów.

„Wo­bec prze­kro­cze­nia przez woj­ska so­wiec­kie gra­ni­cy Pol­ski, Rząd Pol­ski w Lon­dy­nie oraz spo­łe­czeń­stwo pol­skie w Kra­ju wy­ra­ża­ją swą nie­złom­ną wolę przy­wró­ce­nia nie­pod­le­gło­ści ca­łe­go te­ry­to­rium pol­skie­go do gra­ni­cy na Wscho­dzie sprzed roku 1939, usta­lo­nej za obu­stron­ną zgo­dą trak­ta­tem ry­skim […] – tak głów­ny cel wal­ki NSZ stresz­czał w roz­ka­zie ogól­nym nr 3 ze stycz­nia 1944 roku ów­cze­sny ko­men­dant głów­ny, puł­kow­nik Ta­de­usz Kur­cy­usz „Że­go­ta”. – Jed­na jest dla nas Pol­ska praw­dzi­wie Nie­pod­le­gła i Wiel­ka, zdol­na za­pew­nić po­kój so­bie i in­nym na­ro­dom Eu­ro­py Środ­ko­wej i dać wszyst­kim Po­la­kom zie­mię lub warsz­tat pra­cy. Jest nią Pol­ska od gra­ni­cy trak­ta­tu ry­skie­go na wscho­dzie, po Odrę i Nysę Łu­życ­ką na Za­cho­dzie […].Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne wal­czyć będą o przy­wró­ce­nie Pol­sce wszyst­kich Jej ziem wschod­nich”.

NSZ pra­gnął wal­czyć tak prze­ciw­ko Niem­com, jak i ZSRS,uzna­jąc So­wie­tów za naj­więk­sze za­gro­że­nie, szcze­gól­nie od mo­men­tu, kie­dy podko­niec 1943 roku klę­ska Niem­ców sta­ła się kwe­stią cza­su. „ZSRS, rów­no­cze­śnie z gło­szo­ny­mi rosz­cze­nia­mi do po­ło­wy ziem pol­skich, pro­wa­dzi w Kra­ju przez swe agen­tu­ry PPR i Ar­mię Lu­do­wą, ko­mu­ni­stycz­ną ak­cję dy­wer­syj­no-re­wo­lu­cyj­ną wy­mie­rzo­ną prze­ciw ustro­jo­wi i ca­ło­ści Pań­stwa Pol­skie­go” – pod­kre­ślił w przy­to­czo­nym wy­żej roz­ka­zie„Że­go­ta”.

Jego for­ma­cja pra­gnę­ła oprzeć od­ro­dzo­ną Rzecz­po­spo­li­tą na wie­rze i war­to­ściach ka­to­lic­kich oraz wła­sno­ści pry­wat­nej. Głów­ne cele pro­gra­mo­we zo­sta­ły sfor­mu­ło­wa­ne w„De­kla­ra­cji Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych”z lu­te­go 1943. Na­le­ża­ły do nich przede wszyst­kim: wal­ka o nie­pod­le­głość Pol­ski i jej od­bu­do­wę z gra­ni­cą wschod­nią sprzed 1939 (usta­lo­ną na mocy trak­ta­tu ry­skie­goz roku 1921), a za­chod­nią na li­nii rzek Odry i Nysy Łu­życ­kiej (tak zwa­na kon­cep­cja mar­szu na Za­chód), prze­bu­do­wa sys­te­mu spra­wo­wa­nia wła­dzy (wzmoc­nie­nie po­zy­cji pre­zy­den­ta i se­na­tu w celu prze­ciw­dzia­ła­nia cha­oso­wi par­la­men­tar­ne­mu), de­cen­tra­li­za­cja or­ga­nów ad­mi­ni­stra­cji w celu roz­wi­nię­cia sa­mo­rzą­dów, wzmoc­nie­nie po­zy­cji ro­dzi­ny w spo­łe­czeń­stwie, a tak­że ogra­ni­czo­na re­for­ma rol­na.

Po­wsta­nie Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych nie zo­sta­ło po­zy­tyw­nie przy­ję­te przez wła­dze AK,dą­żą­ce do kon­so­li­da­cji sił pod­zie­mia. Za­ini­cjo­wa­no jed­nak dia­log na te­mat wspól­nych dzia­łań bo­jo­wych i wio­sną 1944 roku za­war­to umo­wę po­mię­dzy Ko­men­dą Głów­ną AK a Do­wódz­twem Głów­nym NSZ o włą­cze­niu od­dzia­łów NSZ do AK. Wła­dze NSZ kry­ty­ko­wa­ły też ideę po­wsta­nia war­szaw­skie­go, cho­ciaż w ob­li­czu jego roz­po­czę­cia pod­ję­ły z jed­nost­ka­mi AK wspól­ną wal­kę.

W sierp­niu 1944 roku siły NSZ do­ko­na­ły kon­cen­tra­cji od­dzia­łów woj­sko­wych w Kie­lec­kiem. Sfor­mo­wa­na wów­czas Bry­ga­da Świę­to­krzy­ska NSZ, pod do­wódz­twem An­to­nie­go Szac­kie­go „Dą­brow­skie­go”,wy­co­fa­ła się w 1945 roku na Za­chód, rów­no­cze­śnie z ustę­pu­ją­cą ar­mią nie­miec­ką. Po­zo­sta­łe w kra­ju od­dzia­ły NSZ otrzy­ma­ły za­kaz czyn­ne­go wy­stę­po­wa­nia prze­ciw wkra­cza­ją­cej na zie­mie pol­skie Ar­mii Czer­wo­nej. Wy­da­jąc ten roz­kaz, kie­row­nic­two NSZ wy­szło z za­ło­że­nia, że po­dej­mo­wa­nie ak­cji bo­jo­wo-dy­wer­syj­nych stwo­rzy­ło­by pre­tekst do utrzy­my­wa­nia woj­sko­wej oku­pa­cji ziem pol­skich przez ZSRS.

Prze­wa­ża­ją­ca część for­ma­cji NSZ nie pod­po­rząd­ko­wa­ła się roz­ka­zom Ko­men­dy Głów­nej AK. Uzna­jąc zwierzch­nic­two Na­ro­do­wej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej, utwo­rzy­łaNa­ro­do­we Zjed­no­cze­nie Woj­sko­we.Nie obo­wią­zy­wał ich więc roz­kaz ge­ne­ra­ła Oku­lic­kie­go z 19 stycz­nia 1945 roku o roz­wią­za­niu tej for­ma­cji.Wo­bec nie­wy­ra­ża­nia przez PKWN zgo­dy na dzia­łal­ność Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, zgod­nie ze swo­ją ide­olo­gią od­dzia­ły NSZ pod­ję­ły wal­kę zbroj­ną z rzą­da­mi ko­mu­ni­stycz­ny­mi. Prze­pro­wa­dza­ły ak­cje uwal­nia­nia więź­niów, li­kwi­do­wa­ły in­for­ma­to­rówUrzę­du Bez­pie­czeń­stwai ak­ty­wi­stów PPR, ata­ko­wa­ły pla­ców­ki MO i UB, pro­wa­dzi­ły tak­że ak­cje par­ty­zanc­kie prze­ciw­ko jed­nost­kom UPA. Wal­czy­ły czyn­nie aż do po­cząt­ku 1947 roku, kie­dy to służ­bom bez­pie­czeń­stwa uda­ło się roz­bić ich głów­ne siły. Zwal­cza­ne za­cie­kle przez ko­mu­ni­stycz­ne wła­dze, ostat­nie od­dzia­ły NZW pro­wa­dzi­ły dzia­ła­nia aż do po­ło­wy lat pięć­dzie­sią­tych.

Ko­mu­ni­ści za­rzu­ca­li im po woj­nie ko­la­bo­ra­cję z Niem­ca­mi, roz­pę­ta­nie walk bra­to­bój­czych w pod­zie­miu i zbrod­nie po­peł­nio­ne na lud­no­ści ży­dow­skiej. Na pod­sta­wie tych za­rzu­tów „wła­dza lu­do­wa” za­mor­do­wa­ła dzie­siąt­ki ty­się­cy nie­win­nych lu­dzi, hań­biąc ich na­zwi­ska i przez całe lata prze­śla­du­jąc ich ro­dzi­ny. Przy­czy­ny były jed­no­znacz­ne – nie­pod­le­gło­ścio­we ob­li­cze NSZ już od mo­men­tu ich po­wsta­nia pod­czas oku­pa­cji nie­miec­kiej i kon­ty­nu­owa­nie dzia­łal­no­ści nie­pod­le­gło­ścio­wej w la­tach po­wo­jen­nych. W PRL nie pro­wa­dzo­no na te­mat NSZ rze­tel­nych ba­dań hi­sto­rycz­nych, nie pu­bli­ko­wa­no ory­gi­nal­nych do­ku­men­tów, a te, któ­re przy­wo­ły­wa­no w ide­olo­gicz­nych pu­bli­ka­cjach, były or­dy­nar­nie fał­szo­wa­ne.

Do­pie­ro cał­kiem nie­daw­no ujaw­nio­ne do­ku­men­ty kon­spi­ra­cji ko­mu­ni­stycz­nej po­ka­za­ły praw­dzi­wy ob­raz rze­czy (mam tu na my­śli trzy­to­mo­wą pu­bli­ka­cjęTaj­ne ob­li­cze GL-AL i PPR. Do­ku­men­ty,au­tor­stwa Mar­ka J. Cho­da­kie­wi­cza, Pio­tra Gon­tar­czy­ka i Lesz­ka Że­brow­skie­go). Oka­za­ło się, że licz­ne zbrod­nie po­peł­nio­ne pod­czas woj­ny na lud­no­ści ży­dow­skiej, a przy­pi­sy­wa­ne póź­niej NSZ i AK, jed­no­znacz­nie ob­cią­ża­ją ban­dy ko­mu­ni­stycz­ne spod zna­ku PPR, GL i AL. Wbrew ste­reo­ty­po­wym opi­niom w Na­ro­do­wych Si­łach Zbroj­nych słu­ży­ło wie­lu Ży­dów. NSZ ma tak­że duże za­słu­gi w udzie­la­niu po­mo­cy (tak­że w get­tach) i schro­nie­nia lud­no­ści ży­dow­skiej. Wy­ni­ka to na­wet z za­cho­wa­nych akt pro­ce­sów są­do­wych człon­ków tego pod­zie­mia, są­dzo­nych po woj­nie. Oca­le­ni z za­gła­dy przez człon­ków NSZ Ży­dzi skła­da­li nie­jed­no­krot­nie świa­dec­twa, któ­re ra­to­wa­ły ży­cie żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów tej for­ma­cji. Na­le­ży pod­kre­ślić, że były to ze stro­ny oca­lo­nych z Ho­lo­cau­stu akty od­wa­gi – oni tak­że mo­gli na­ra­zić się na re­pre­sje ko­mu­ni­stów, a mimo to wie­lu z nich dało świa­dec­twa praw­dzie.

O szczyt­nych ide­ach tej for­ma­cji świad­czy tak­że tekstMo­dli­twy żoł­nie­rzy Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych: „Pa­nie Boże Wszech­mo­gą­cy, daj nam siłę i moc wy­trwa­nia w wal­ce o Pol­skę, któ­rej po­świę­ca­my na­sze ży­cie. Niech z krwi nie­win­nie prze­la­nej bra­ci na­szych, po­mor­do­wa­nych w lo­chach ge­sta­po i cze­ki, niech z łez na­szych ma­tek i sióstr, wy­rzu­co­nych z od­wiecz­nych swych sie­dzib, niech z mo­gił żoł­nie­rzy na­szych, po­le­głych na po­lach ca­łe­go świa­ta, po­wsta­nie Wiel­ka Pol­ska”.

Obok „NIE”, De­le­ga­tu­ry Sił Zbroj­nych na Kraj, WiN oraz NSZ i NZW po woj­nie dzia­ła­ło w Pol­sce jesz­cze wie­le in­nych kon­spi­ra­cyj­nych or­ga­ni­za­cji an­ty­ko­mu­ni­stycz­nych. Z naj­waż­niej­szych na­le­ża­ło­by wy­mie­nić: Ar­mię Kra­jo­wą Oby­wa­tel­ską, Kon­spi­ra­cyj­ne Woj­sko Pol­skie, Ar­mię Pol­ską w Kra­ju, Ruch Opo­ru Ar­mii Kra­jo­wej, Wiel­ko­pol­ską Sa­mo­dziel­ną Gru­pę Ochot­ni­czą War­ta oraz Wol­ność i Spra­wie­dli­wość.

W okre­sie od stycz­nia 1946 do kwiet­nia 1947 roku do­szło do nie­mal ty­sią­ca wy­da­rzeń ra­por­to­wa­nych jako ude­rze­nia „band zbroj­ne­go pod­zie­mia” na jed­nost­ki mi­li­cji i bez­pie­czeń­stwa. W la­tach 1947–1950 mia­ło miej­sce oko­ło dwie­ście pięć­dzie­siąt ta­kich przy­pad­ków, a w la­tach 1950–1956 już tyl­ko sześć­dzie­siąt. Wśród naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych ak­cji wy­mie­nić moż­na uwol­nie­nie dwu­stu dzie­więć­dzie­się­ciu ośmiu więź­niów we wrze­śniu 1945 roku w Ra­do­miu czy roz­bi­cie wię­zie­nia w Rem­ber­to­wie, w wy­ni­ku cze­go wy­pusz­czo­no kil­ku­set prze­trzy­my­wa­nych, któ­rzy mie­li być wy­wie­zie­ni na Da­le­ki Wschód. Ostat­nia duża ak­cja nie­pod­le­gło­ścio­we­go pod­zie­mia prze­pro­wa­dzo­na zo­sta­ła w maju 1946 roku, kie­dy to z ma­ją­ce­go złą sła­wę wię­zie­nia w Za­mo­ściu uwol­nio­no po­nad trzy­stu prze­trzy­my­wa­nych.

* * *

Okre­śle­nie „Żoł­nie­rze Wy­klę­ci” po­ja­wi­ło się po raz pierw­szy w 1993 roku w ty­tu­le wy­sta­wyŻoł­nie­rze Wy­klę­ci – an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne pod­zie­mie zbroj­ne po 1944 roku, zor­ga­ni­zo­wa­nej na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim przez Ligę Re­pu­bli­kań­ską. Jego au­to­rem jest Le­szek Że­brow­ski. In­spi­ra­cję sta­no­wił list, jaki otrzy­ma­ła wdo­wa po jed­nym z żoł­nie­rzy pod­zie­mia, za­wia­da­mia­ją­cy ją o wy­ko­na­niu wy­ro­ku śmier­ci na mężu. Au­tor li­stu, ofi­cer Lu­do­we­go Woj­ska Pol­skie­go, wzy­wał nie­szczę­sną ko­bie­tę do wy­rze­cze­nia się pa­mię­ci o ska­za­nym i za­bi­tym mężu, pi­sząc: „Wiecz­na hań­ba i nie­na­wiść na­szych żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów to­wa­rzy­szy mu i poza grób. Każ­dy, kto czu­je w so­bie pol­ską krew, prze­kli­na go – niech więc wy­rzek­nie się go wła­sna jego żona i dziec­ko”. Sześć lat póź­niej wy­daw­ca Adam Bo­row­ski roz­wi­nął tę ini­cja­ty­wę, przy­go­to­wu­jąc al­bum pod tym sa­mym co wy­sta­wa ty­tu­łem. Ter­min upo­wszech­nił na do­bre w swo­jej książ­ceŻoł­nie­rze wy­klę­ciJe­rzy Śla­ski – pod­po­rucz­nik Ar­mii Kra­jo­wej, pseu­do­nim „Nie­czu­ja”, czło­nek od­dzia­łu par­ty­zanc­kie­go do­wo­dzo­ne­go przez Ma­ria­na Ber­na­cia­ka „Or­li­ka”, uczest­nik zbroj­nej uciecz­ki z obo­zu NKWD w pod­lu­bel­skim Skro­bo­wie 27 mar­ca 1945 roku. Dzi­siaj ter­min ten in­ter­pre­tu­je­my nie­co sze­rzej. Uczest­ni­cy pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go byli w isto­cie wy­klę­ty­mi bo­jow­ni­ka­mi o wol­ność, opusz­cza­ny­mi stop­nio­wo przez ko­lej­ne gru­py, łącz­nie z hie­rar­cha­mi pol­skie­go Ko­ścio­ła. 14 kwiet­nia 1950 roku, dą­żąc do nor­ma­li­za­cji bar­dzo na­pię­tych sto­sun­ków z wła­dzą ko­mu­ni­stycz­ną, Epi­sko­pat Pol­ski zmu­sił pry­ma­sa Ste­fa­na Wy­szyń­skie­go do pod­pi­sa­nia po­ro­zu­mie­nia z rzą­dem. Punkt ósmy trak­ta­tu gło­sił:„Ko­ściół ka­to­lic­ki, po­tę­pia­jąc zgod­nie ze swy­mi za­ło­że­nia­mi każ­dą zbrod­nię, zwal­czać bę­dzie rów­nież zbrod­ni­czą dzia­łal­ność band pod­zie­mia oraz bę­dzie pięt­no­wał i ka­rał kon­se­kwen­cja­mi ka­no­nicz­ny­mi du­chow­nych, win­nych udzia­łu w ja­kiej­kol­wiek ak­cji pod­ziem­nej i an­ty­pań­stwo­wej”. Le­śnych żoł­nie­rzy opusz­cza­ły więc ostat­nie przy­czół­ki wspar­cia.

Sto­su­nek pol­skiej lud­no­ści do wal­czą­cych zbroj­nie od­dzia­łów też był róż­ny i zmie­niał się z upły­wem lat. Wca­le nie­ma­ła część miesz­kań­ców wsi, prze­ku­pio­na przez wła­dze re­for­mą rol­ną, par­ce­lu­ją­cą wcze­śniej­sze ma­jąt­ki zie­miań­skie, była na­sta­wio­na do par­ty­zan­tów wręcz wro­go. Na­tu­ral­ną ko­le­ją rze­czy dzia­łal­ność le­śnych od­dzia­łów opar­ta była na współ­pra­cy z wło­ścia­na­mi. To głów­nie chło­pi ży­wi­li ich i da­wa­li zi­mo­we schro­nie­nie. Z cza­sem jed­nak to po­świę­ce­nie za­czę­ło być trak­to­wa­ne jako przy­kra po­win­ność. Do tego do­cho­dzi­ły do­tkli­we re­pre­sje wo­bec po­ma­ga­ją­cych par­ty­zan­tom, sto­so­wa­ne przez „lu­do­wą wła­dzę”. Zda­rza­ło się więc, że po­moc była wy­mu­sza­na, co po­zo­sta­ło do dziś w pa­mię­ci miesz­kań­ców nie­któ­rych re­gio­nów Pol­ski.

Wal­ka Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych była pierw­szym od­ru­chem sa­mo­obro­ny spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go prze­ciw­ko so­wiec­kiej agre­sji i na­rzu­co­nym siłą wła­dzom ko­mu­ni­stycz­nym. Była też przy­kła­dem naj­licz­niej­szej kon­spi­ra­cji zbroj­nej w ca­łej Eu­ro­pie, po­dob­nie jak wcze­śniej­sze Pol­skie Pań­stwo Pod­ziem­ne, pod­le­głe Rzą­do­wi Rze­czy­po­spo­li­tej na uchodź­stwie. Ob­ję­ła te­ren ca­łe­go kra­ju, w tym tak­że utra­co­ne na rzecz Związ­ku So­wiec­kie­go Kre­sy Wschod­nie II RP, szcze­gól­nie zie­mię gro­dzień­ską, no­wo­gródz­ką i wi­leń­ską. Na tym wła­śnie, na li­czeb­no­ści, po­le­ga mię­dzy in­ny­mi fe­no­men po­wo­jen­nej kon­spi­ra­cji nie­pod­le­gło­ścio­wej. Aż do po­wsta­nia So­li­dar­no­ści w 1980 roku była ona naj­licz­niej­szą for­mą zor­ga­ni­zo­wa­ne­go opo­ru spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go wo­bec na­rzu­co­nej wła­dzy. Żoł­nie­rze Wy­klę­ci dzię­ki swo­jej dzia­łal­no­ści przy­czy­ni­li się do prze­su­nię­cia ko­lej­nych se­kwen­cji utrwa­la­nia sys­te­mu ko­mu­ni­stycz­ne­go, po­zo­sta­jąc dla wie­lu śro­do­wisk opo­zy­cji de­mo­kra­tycz­nej wzo­rem po­sta­wy oby­wa­tel­skiej. Licz­bę człon­ków wszyst­kich or­ga­ni­za­cji i grup kon­spi­ra­cyj­nych sza­cu­je się na sto dwa­dzie­ścia do stu osiem­dzie­się­ciu ty­się­cy osób! W ostat­nich dniach woj­ny na te­re­nie Pol­ski dzia­ła­ło po­nad osiem­dzie­siąt ty­się­cy par­ty­zan­tów an­ty­ko­mu­ni­stycz­nych.

O ska­li zbroj­ne­go opo­ru wo­bec wła­dzy świad­czyć mogą siły skie­ro­wa­ne do jego pa­cy­fi­ka­cji. „Wszyst­kich tych, któ­rzy dzia­ła­ją prze­ciw­ko nam, nisz­czyć w spo­sób po­da­ny w okól­ni­ku z dnia 18 lu­te­go 1945 […] z tym, że każ­dy wy­pa­dek na­le­ży uprzed­nio zgło­sić na ręce sze­fa NKWD da­nej miej­sco­wo­ści – gło­si­ła wy­da­na przez Ko­mi­tet Cen­tral­ny PPR in­struk­cja. – W ra­zie prze­ja­wów więk­szej i nie­uchwyt­nej dzia­łal­no­ści AK w da­nym te­re­nie na­le­ży wy­ko­nać ogól­ną pa­cy­fi­ka­cję. Wszyst­kie prze­stęp­stwa, ja­kie zda­rza­ją się na te­re­nie, skła­dać na ra­chu­nek AK”. Do wal­ki z pol­skim pod­zie­miem Pań­stwo­wy Ko­mi­tet Bez­pie­czeń­stwa prze­zna­czył: czter­dzie­ści sie­dem puł­ków pie­cho­ty, dwie bry­ga­dy ar­ty­le­rii cięż­kiej, osiem­na­ście puł­ków ar­ty­le­rii lek­kiej, pięć sa­mo­dziel­nych dy­wi­zjo­nów ar­ty­le­rii cięż­kiej, pięć puł­ków czoł­gów, trzy puł­ki ka­wa­le­rii i je­den pułk sa­pe­rów Woj­ska Pol­skie­go, dwa puł­ki Kor­pu­su Bez­pie­czeń­stwa We­wnętrz­ne­go, czter­na­ście ba­ta­lio­nów ope­ra­cyj­nych, osiem­na­ście ba­ta­lio­nów ochro­ny i trzy­na­ście kom­pa­nii kon­wo­jo­wych. Z Mi­li­cji Oby­wa­tel­skiej skie­ro­wa­no łącz­nie pięć­dzie­siąt dwa ty­sią­ce ośmiu­set ośmiu funk­cjo­na­riu­szy, nie li­cząc pra­cow­ni­ków Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa. Ogó­łem, ra­zem z si­ła­mi Ochot­ni­czej Re­zer­wy Mi­li­cji Oby­wa­tel­skiej (ORMO), do walk z pod­zie­miem zbroj­nym za­an­ga­żo­wa­no po­nad ćwierć mi­lio­na lu­dzi.

Wy­mie­nio­ne wy­żej jed­nost­ki wy­po­sa­żo­ne były w spraw­dzo­ny bo­jo­wo sprzęt, uży­wa­ny wcze­śniej w do­pie­ro co za­koń­czo­nej woj­nie, wspar­te siłą ubec­kich i mi­li­cyj­nych prze­słu­chań oraz na­ci­skiem ze stro­ny spra­wu­ją­cej czuj­ną ob­ser­wa­cję nad prze­bie­giem ope­ra­cji NKWD. Aresz­to­wa­ni żoł­nie­rze pod­zie­mia i wszy­scy ci, któ­rzy coś na jego te­mat wie­dzie­li (albo tak się opraw­com zda­wa­ło), pod­da­wa­ni byli be­stial­skim prze­słu­cha­niom, pod­czas któ­rych nie­jed­no­krot­nie wy­mu­sza­no na nich wy­god­ne dla władz ze­zna­nia, świad­czą­ce na przy­kład o rze­ko­mej współ­pra­cy z Niem­ca­mi. Nie­któ­rzy współ­cze­śni hi­sto­ry­cy, zwłasz­cza ci zwią­za­ni du­cho­wo z So­ju­szem Le­wi­cy De­mo­kra­tycz­nej – spad­ko­bier­cą nie­sław­nej pa­mię­ci PZPR (wcze­śniej PPR) – do dziś uwa­ża­ją akta z ta­kich śledztw za wia­ry­god­ne ma­te­ria­ły do wy­pi­sy­wa­nia roz­ma­itych dyr­dy­ma­łów na te­mat Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych.

Ostat­nim po­le­głym w boju żoł­nie­rzem pod­zie­mia był Jó­zef Fran­czak, pseu­do­nim „La­lek”, z daw­ne­go od­dzia­łu ka­pi­ta­na Zdzi­sła­wa Broń­skie­go „Usko­ka”. Ska­za­ny na ba­ni­cję, wy­ję­ty spod pra­wa przez ów­cze­sne wła­dze, aż do 1963 roku ukry­wał się bez prze­rwy, bę­dąc jed­ną z naj­bar­dziej po­szu­ki­wa­nych w kra­ju osób. W kon­spi­ra­cji spę­dził łącz­nie dwa­dzie­ścia czte­ry lata! Za­de­nun­cjo­wa­ny przez Sta­ni­sła­wa Ma­zu­ra, bra­ta stry­jecz­ne­go swo­jej part­ner­ki ży­cio­wej, a za­ra­zem taj­ne­go współ­pra­cow­ni­ka Służ­by Bez­pie­czeń­stwa, o pseu­do­ni­mie „Mi­chał”, zgi­nął w ob­ła­wie w Maj­da­nie Ko­zic Gór­nych pod Pia­ska­mi (wo­je­wódz­two lu­bel­skie). Osiem­na­ście lat po woj­nie – 21 paź­dzier­ni­ka 1963 roku. Ochra­nia­ny był przez bli­sko dwie­ście osób! Tylu lu­dzi udzie­la­ło mu noc­le­gu, ży­wi­ło go, ukry­wa­ło przed or­ga­na­mi bez­pie­czeń­stwa. Do­pie­ro zdra­da do­pro­wa­dzi­ła do jego śmier­ci.

W prak­ty­ce jed­nak więk­szość or­ga­ni­za­cji zbroj­nych upa­dła na sku­tek bra­ku re­ak­cji mo­carstw za­chod­nich na sfał­szo­wa­nie przez PPR wy­bo­rów do Sej­mu Usta­wo­daw­cze­gow stycz­niu 1947 i ko­lej­nej amne­stii, po któ­rej pod­zie­mie li­czy­ło nie wię­cej niż dwa ty­sią­ce osób. Zor­ga­ni­zo­wa­ny zbroj­ny opór zo­stał osta­tecz­nie zła­ma­ny na po­cząt­ku lat pięć­dzie­sią­tych, wraz z roz­bi­ciem w 1953 roku resz­tek od­dzia­łu po­le­głe­go czte­ry lata wcze­śniej Ana­to­la Ra­dzi­wo­ni­ka „Ole­cha”.

* * *

Dru­ga woj­na świa­to­wa ofi­cjal­nie za­koń­czy­ła się w maju 1945 roku. 7 maja o go­dzi­nie dru­giej czter­dzie­ści je­den w kwa­te­rze głów­nej Alianc­kich Sił Eks­pe­dy­cyj­nych ge­ne­ra­ła Dwi­gh­ta Eisen­ho­we­ra, w Re­ims, Niem­cy ska­pi­tu­lo­wa­ły przed przed­sta­wi­cie­la­mi ar­mii USA i Wspól­no­ty Bry­tyj­skiej oraz Ar­mii Czer­wo­nej. W imie­niu alian­tów pod ak­tem ka­pi­tu­la­cji (póź­niej na­zwa­nym „wstęp­nym pro­to­ko­łem ka­pi­tu­la­cji”) pod­pi­sa­li się ze stro­ny alian­tów ge­ne­rał Wal­ter Be­dell Smith– jako przed­sta­wi­ciel Na­czel­ne­go Do­wód­cy Wojsk Eks­pe­dy­cyj­nych – oraz ge­ne­rał ar­ty­le­rii Iwan Su­sło­pa­row –re­pre­zen­tu­ją­cy naj­wyż­sze do­wódz­two ra­dziec­kie. Ze stro­ny nie­miec­kiej zło­ży­li pod­pi­sy ge­ne­rał Al­fred Jodl(Szef Szta­bu Do­wo­dze­nia We­hr­mach­tu, re­pre­zen­tu­ją­cy ca­łość sił zbroj­nych oraz woj­ska lą­do­we), ge­ne­rał Wil­helm Oxe­nius (przed­sta­wi­ciel Na­czel­ne­go Do­wód­cy Luft­waf­fe) oraz ad­mi­rał Hans-Georg von Frie­de­burg (Na­czel­ny Do­wód­ca Krieg­sma­ri­ne). De­le­ga­cja nie­miec­ka dzia­ła­ła z upo­waż­nie­nia Na­czel­ne­go Do­wód­cy We­hr­mach­tu, wiel­kie­go ad­mi­ra­ła Kar­la Dönit­za. War­to pod­kre­ślić, że nie wy­wie­szo­no wów­czas fla­gi fran­cu­skiej, a za­pro­szo­ny w ostat­niej chwi­li ge­ne­rałFra­nço­is Se­vez– przed­sta­wi­ciel go­spo­da­rzy – był pod­czas tej ce­re­mo­nii świad­kiem, nie stro­ną.

Na ka­te­go­rycz­ne żą­da­nie Sta­li­na pod­pi­sa­nie bez­wa­run­ko­wej ka­pi­tu­la­cji We­hr­mach­tu i in­nych sił zbroj­nych Trze­ciej Rze­szy po­wtó­rzo­no na­stęp­ne­go dnia w kwa­te­rze mar­szał­ka Gie­or­gi­ja Żu­ko­wa,usy­tu­owa­nej w gma­chu szko­ły sa­pe­rów w dziel­ni­cy Karl­shorst w Ber­li­nie. Od­by­ło się to póź­nym wie­czo­rem, we­dług cza­su mo­skiew­skie­go na­stał już 9 maja, w związ­ku z czym przez na­stęp­nych czter­dzie­ści kil­ka lat świat za­chod­ni ob­cho­dził rocz­ni­cę za­koń­cze­nia woj­ny z hi­tle­row­ski­mi Niem­ca­mi 8 maja, a ZSRSi pań­stwa blo­ku so­cja­li­stycz­ne­go (w tym PRL) – 9 maja.

Za­koń­cze­nie woj­ny przy­nio­sło Po­la­kom oswo­bo­dze­nie spod oku­pa­cji nie­miec­kiej, ale rów­nież – jak wte­dy cy­nicz­nie mó­wio­no – oswo­bo­dze­nie od wszel­kich dóbr ma­te­rial­nych, ja­kie jesz­cze lu­dziom po­zo­sta­ły. A tak­że od mo­ral­no­ści i wie­lu cnót nie­wie­ścich. Przed­sta­wi­cie­le no­wych władz – i to nie tyl­ko ci w so­wiec­kich mun­du­rach – za­cho­wy­wa­li się na zie­miach „no­wej Pol­ski” jak w kra­ju pod­bi­tym i prze­zna­czo­nym do sko­lo­ni­zo­wa­nia wszel­ki­mi do­stęp­ny­mi, for­mal­ny­mi i nie­for­mal­ny­mi me­to­da­mi. Bo owa „nowa Pol­ska” mia­ła być ra­jem… ale tyl­ko dla ak­cep­tu­ją­cych nowy po­rzą­dek po­li­tycz­ny i sys­tem na­rzu­co­ny przez ościen­ne, so­wiec­kie mo­car­stwo, cał­ko­wi­cie wbrew ocze­ki­wa­niom na­ro­du pol­skie­go.

Żoł­nie­rze Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go nie chcie­li sie­dzieć da­lej w la­sach czy ukry­wać się w kon­spi­ra­cji. Pra­gnę­li wró­cić do nor­mal­ne­go ży­cia, uczyć się i pra­co­wać. Nie­ste­ty, nie było to moż­li­we. Wła­dza lu­do­wa ogła­sza­ła wpraw­dzie „amne­stie”, ale ich for­ma i spo­sób prze­pro­wa­dza­nia wy­raź­nie wska­zy­wa­ły, że jest to pa­ra­wan po­li­tycz­ny, ma­ją­cy ukryć rze­czy­wi­ste za­mia­ry ko­mu­ni­stów. Ale tak­że (a może w głęb­szym, pod­skór­nym zna­cze­niu przede wszyst­kim) słu­żyć one mia­ły przy­go­to­wa­niu re­pre­sji wo­bec naj­ak­tyw­niej­szej czę­ści spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, ze­wi­den­cjo­no­wa­niu wszel­kich prze­ja­wów na­ro­do­we­go i spo­łecz­ne­go opo­ru oraz wszyst­kich lu­dzi mo­gą­cych prze­ciw­sta­wić się no­wej wła­dzy – za­rów­no po­li­tycz­nie, jak i zbroj­nie.

Ci, któ­rym uda­ło się prze­żyć tam­te naj­bar­dziej bru­tal­ne lata, przez ko­lej­ne trzy­dzie­ści kil­ka pod­da­wa­ni byli nie­ustan­nej in­wi­gi­la­cji i za­szczu­wa­ni przez funk­cjo­na­riu­szy ko­mu­ni­stycz­ne­go pań­stwa. Po­le­głych oplu­wa­no i od­są­dza­no od czci i wia­ry. Trze­ba było ich zna­cze­nie zmar­gi­na­li­zo­wać, a ich sa­mych za­stra­szyć, za­szczuć, a naj­le­piej zli­kwi­do­wać, za­nim sta­ną się mi­tem. Byli wszak dla przed­sta­wi­cie­li no­we­go po­rząd­ku praw­dzi­wym wy­rzu­tem su­mie­nia i au­ten­tycz­nym świa­dec­twem rze­czy­wi­stych po­staw i są­dów Po­la­ków.

Wo­bec pol­skiej lud­no­ści cy­wil­nej so­wiec­ki oku­pant sto­so­wał ter­ror i de­por­ta­cje. Dzia­łal­ność ro­syj­skich dy­wer­san­tów spa­do­chro­no­wych po­le­ga­ła głów­nie na: tro­pie­niu i roz­szy­fro­wy­wa­niu od­dzia­łów Ar­mii Kra­jo­wej, mor­do­wa­niu lud­no­ści wiej­skiej, udzie­la­ją­cej po­mo­cy AK, na­pa­da­niu na dwo­ry, pa­le­niu ko­ścio­łów i li­kwi­do­wa­niu in­te­li­gen­cji pol­skiej. Do kon­tro­li pol­skich ziem wschod­nich uży­to od­dzia­łów NKWD, od­dzia­łów Ar­mii Czer­wo­nej i miej­sco­wej mi­li­cji, re­kru­tu­ją­cej się z czer­wo­nej par­ty­zant­ki.

Szcze­gól­nie wy­róż­ni­ły się tu od­dzia­ły imie­nia Cza­pa­je­wa, ra­bu­ją­ce wsie w okrę­gu no­wo­gródz­kim. W re­jo­nie Lidy w cią­gu trzech mie­się­cy NKWD wy­mor­do­wa­ło dzie­więć ty­się­cy osiem­set osób. W Szczu­czy­nie No­wo­gródz­kim za­mor­do­wa­no osiem ty­się­cy, w Oszmia­nie sześć ty­się­cy lu­dzi. W sierp­niu 1944 roku z Wil­na wy­wie­zio­no kil­ka­na­ście ty­się­cy męż­czyzn do Ka­łu­gi. Trzy­dzie­ści pięć ty­się­cy aresz­to­wa­nych w Wil­nie de­por­to­wa­no do po­łu­dnio­wej czę­ści Związ­ku So­wiec­kie­go i na Sy­be­rię. Licz­bę Po­la­ków de­por­to­wa­nych z te­re­nów by­łych wo­je­wództw wi­leń­skie­go i no­wo­gródz­kie­go do grud­nia 1944 sza­co­wa­no na oko­ło osiem­dzie­siąt ty­się­cy. Do stycz­nia 1945 roku licz­ba Po­la­ków aresz­to­wa­nych i wy­wie­zio­nych do Związ­ku So­wiec­kie­go się­gnę­ła pię­ciu ty­się­cy w Grod­nie i oko­ło dzie­się­ciu ty­się­cy w Bia­łym­sto­ku.

W Rze­szow­skiem, wśród ba­gien Kra­sko­wa Wło­daw­skie­go, w 1944 roku zor­ga­ni­zo­wa­no obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne dla ofi­ce­rów Ar­mii Kra­jo­wej i dzia­ła­czy pol­skich z okre­su oku­pa­cji nie­miec­kiej. Pod Sie­dl­ca­mi w miej­sco­wo­ści Kru­ślin NKWD zor­ga­ni­zo­wa­ło obóz kon­cen­tra­cyj­ny dla aresz­to­wa­nych dzia­ła­czy pol­skich, któ­rych umiesz­czo­no w do­łach o głę­bo­ko­ści ośmiu me­trów i po­wierzch­ni dwa na dwa me­try, gdzie woda się­ga­ła do ko­lan.

Oce­nia się, że mię­dzy li­sto­pa­dem 1944 a ma­jem 1945 roku do obo­zów pra­cy naSy­be­riitra­fi­ło co naj­mniej pięć­dzie­siąt ty­się­cy Po­la­ków, a przy­naj­mniej dwu­krot­nie wię­cej zna­la­zło się w obo­zach utwo­rzo­nych w Pol­sce.

„W Lu­bar­to­wie pod Lu­bli­nem jest obóz dla ofi­ce­rów AK oraz ofi­ce­rów ar­mii Ży­mier­skie­go, któ­rym udo­wod­nio­no przy­na­leż­ność do AK, lub inne «prze­stęp­stwa» po­li­tycz­ne – ra­por­to­wał puł­kow­nik Jan Zien­tar­ski ge­ne­ra­ło­wi Le­opol­do­wi Oku­lic­kie­mu 21 lu­te­go 1945 roku. – W obo­zie jest oko­ło sześć ty­się­cy ofi­ce­rów. Obóz jest kie­ro­wa­ny i do­zo­ro­wa­ny przez NKWD. Wa­run­ki hi­gie­nicz­ne, od­ży­wia­nie i trak­to­wa­nie fa­tal­ne. Co kil­ka dni wy­wo­zi się więk­szą par­tię więź­niów w nie­wia­do­mym kie­run­ku”.

„Ber­lin­gow­cy i NKWD sto­su­ją nie­sły­cha­ny ter­ror do lud­no­ści pol­skiej. Gra­bie­że, mor­dy, gwał­ty. Dnia 7.3. spa­lo­no wieś Futy, pow. Ostrów Ma­zo­wiec­ki. Lud­ność wy­mor­do­wa­no. Dzie­ci i ko­bie­ty żyw­cem rzu­ca­no w ogień” – gło­si ra­port Ko­men­dan­ta Okrę­gu Bia­ły­stok do Na­czel­ne­go Wo­dza w Lon­dy­nie z 2 maja 1945 roku. W po­dob­nym to­nie utrzy­ma­ny jest ra­port puł­kow­ni­ka Jana Rze­pec­kie­go do Cen­tra­li z 3 maja 1945 roku: „Rząd lu­bel­ski i NKWD wal­czą bez­względ­nie z każ­dym, kto nie współ­pra­cu­je. Ter­ror wzma­ga się, prze­peł­nio­ne wię­zie­nia. Licz­ne obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne. Naj­więk­sze: Rem­ber­tów, Si­ka­wa koło Ło­dzi i My­sło­wi­ce”. Po­dob­nie de­pe­sza ko­men­dan­ta Ob­wo­du Mińsk Ma­zo­wiec­ki, ka­pi­ta­na Wa­len­te­go Sudy, nada­na 1 lip­ca 1945 roku: „Dnia 28.V, do obo­zu w Rem­ber­to­wie przy­wie­zio­no ok. 100 więź­niów po­li­tycz­nych z Bia­łe­go­sto­ku. Obec­nie w obo­zie umie­ra z gło­du 13–15 osób dzien­nie. Cia­ła cho­wa się w le­sie, na mo­gi­łach sa­dzi się drze­wa, by nie było śla­du”.

Zda­niem pro­fe­so­ra Jana Ża­ry­na po 1945 roku po­nad dwa­dzie­ścia ty­się­cy żoł­nie­rzy zgi­nę­ło w wal­ce bądź zo­sta­ło za­mor­do­wa­nych skry­to­bój­czo lub w wię­zie­niach NKWD i UB. Część wy­wie­zio­no na Wschód, wie­lu ska­za­no na wie­lo­let­nie kary po­zba­wie­nia wol­no­ści. W koń­cu lat czter­dzie­stych i na po­cząt­ku pięć­dzie­sią­tych po­nad dwie­ście pięć­dzie­siąt ty­się­cy lu­dzi wię­zio­no i prze­trzy­my­wa­no w obo­zach pra­cy. Ćwierć mi­lio­na lu­dzi w cza­sach rze­ko­me­go po­ko­ju…

* * *

Dziw­nym tra­fem w pol­skich me­diach eks­po­no­wa­ne są dziś tyl­ko do­ko­na­ne na Po­la­kach zbrod­nie Ukra­iń­skiej Po­wstań­czej Ar­mii. O zbrod­niach so­wiec­kich ci­sza. W re­zul­ta­cie nie­wie­lu oby­wa­te­li zda­je so­bie na przy­kład spra­wę, że w la­tach 1939–1945 z rąk ro­syj­skich zgi­nę­ło oko­ło stu pięć­dzie­się­ciu ty­się­cy oby­wa­te­li pol­skich. Pra­wie tyle samo po­nio­sło śmierć w wy­ni­ku tak zwa­nej ope­ra­cji pol­skiej, prze­pro­wa­dzo­nej przez NKWD w la­tach 1937–1938. Przy czym na­zwa „ope­ra­cja pol­ska” to eu­fe­mizm, ma­ją­cy „przy­kryć” sys­te­ma­tycz­nie i ma­so­wo prze­pro­wa­dzo­ny mord, kla­sycz­ne lu­do­bój­stwo, gdzie do tego, aby zgi­nąć, wy­star­czy­ło je­dy­nie być na­ro­do­wo­ści pol­skiej. Kto dziś o tym pa­mię­ta? W więk­szo­ści opra­co­wań do­ty­czą­cych dzie­jów Pol­ski wy­da­rze­nie to jest cał­ko­wi­cie po­mi­ja­ne. Taką wła­śnie po­sta­wę kul­ty­wu­je głów­ny nurt pol­skiej nar­ra­cji po­li­tycz­nej. Ha­sła typu: „wy­bierz­my przy­szłość” (ra­dy­kal­nie ode­rwa­ną od prze­szło­ści) prze­ciw­sta­wia­ne są uzna­nym za ja­ło­we spo­rom o za­ko­rze­nio­ne w hi­sto­rii war­to­ści czy ra­czej – we­dług ich na­zew­nic­twa – „war­to­ści”. W ten spo­sób rzą­dzą­cy wspie­ra­ją (czy też ra­czej wspie­ra­li – do 2015 roku) wy­god­ną dla post­ko­mu­ni­stycz­nej i post­ko­lo­nial­nej eli­ty po­li­ty­kę hi­sto­rycz­ną: po­li­ty­kę to­tal­nej amne­zji, od­dzie­lo­ną gru­bą kre­ską od prze­szło­ści. Cy­wi­li­za­cyj­ny awans za cenę su­we­ren­no­ści i nie­pod­le­gło­ści. Bar­dzo wąt­pli­wy zresz­tą – do­daj­my – awans.

26 wrze­śnia 1936 roku lu­do­wym ko­mi­sa­rzem spraw we­wnętrz­nych (NKWD) w Związ­ku So­wiec­kim zo­stał mia­no­wa­ny Ni­ko­łaj Iwa­no­wicz Je­żow – je­den z głów­nych wy­ko­naw­ców pro­wa­dzo­nej tam przez Sta­li­na w la­tach 1936–1938 po­li­ty­ki ma­so­we­go ter­ro­ru. Swo­im pod­wład­nym Je­żow na­ka­zał sto­so­wa­nie wszyst­kich me­tod wy­do­by­wa­nia ze­znań, łącz­nie z tor­tu­ra­mi, w któ­rych zresz­tą sam ocho­czo uczest­ni­czył. Z uwa­gi na pod­ły wzrost – za­le­d­wie sto pięć­dzie­siąt je­den cen­ty­me­trów – przy­nio­sło mu to przy­do­mek „Krwa­we­go Kar­ła”.

11 sierp­nia 1937 roku Je­żow wy­dał roz­kaz Nr 00485, do­ty­czą­cy roz­pra­wy z Po­la­ka­mi – oby­wa­te­la­mi Związ­ku So­wiec­kie­go. Roz­kaz za­ak­cep­to­wa­ło Biu­ro Po­li­tycz­ne Ko­mi­te­tu Cen­tral­ne­go WKP(b) z Jó­ze­fem Sta­li­nem na cze­le. We­dług do­ku­men­tów NKWD w wy­ni­ku spraw­nie prze­pro­wa­dzo­nej ak­cji w cią­gu dwóch lat, to zna­czy od roku 1937 do 1938, za­mor­do­wa­nych zo­sta­ło sto je­de­na­ście ty­się­cy dzie­więć­dzie­się­ciu je­den Po­la­ków, a dwa­dzie­ścia osiem ty­się­cy sied­miu­set czter­dzie­stu czte­rech ska­za­no na po­byt w pod­le­głych NKWD ła­grach, co dla więk­szo­ści ozna­cza­ło rów­nież wy­rok śmier­ci. Ska­za­nych pod­czas pro­wa­dzo­nych w try­bie do­raź­nym pro­ce­sów Po­la­ków naj­czę­ściej mor­do­wa­no strza­łem w tył gło­wy, a nie­jed­no­krot­nie po­zba­wia­no ży­cia przy po­mo­cy ki­jów. W trak­cie mor­dów uży­wa­no spe­cjal­ne­go oprzy­rzą­do­wa­nia – far­tu­chów, wia­der, sznu­rów, szczo­tek itp., co po­ma­ga­ło uchro­nić ubra­nia i mun­du­ry ka­tów oraz miej­sca kaź­ni przed bry­zga­ją­cą na wszyst­kie stro­ny krwią.

Po­nad sto ty­się­cy Po­la­ków, za­miesz­ku­ją­cych głów­nie re­pu­bli­ki bia­ło­ru­ską i ukra­iń­ską, de­por­to­wa­no na Sy­be­rię lub do Ka­zach­sta­nu. Te ma­so­we de­por­ta­cje tak­że były w rze­czy­wi­sto­ści świa­do­mym lu­do­bój­stwem, bo­wiem ofia­ry po­zo­sta­wia­no naj­czę­ściej same, w miej­scach po­zba­wio­nych ja­kie­go­kol­wiek do­stę­pu do żyw­no­ści. Ci, któ­rym uda­ło się prze­trwać, za­ło­ży­li póź­niej spo­rą licz­bę no­wych miej­sco­wo­ści, jak np. Ta­jyn­sza czy Ża­na­szar. Ich po­tom­ko­wie do dziś za­miesz­ku­ją w Ka­zach­sta­nie.

Ope­ra­cja Lu­do­we­go Ko­mi­sa­ria­tu Spraw We­wnętrz­nych Związ­ku So­cja­li­stycz­nych Re­pu­blik So­wiec­kich do­ty­czą­ca Po­la­ków była jed­ną z kil­ku za­pla­no­wa­nych i zre­ali­zo­wa­nychtego typu ope­ra­cji, prze­pro­wa­dzo­nych w cza­sie wiel­kie­go ter­ro­ru. Ich ofia­rą pa­dło w su­mie co naj­mniej osiem mi­lio­nów oby­wa­te­li ZSRS. Była to jed­no­cze­śnie naj­więk­sza ope­ra­cja NKWD do­ty­czą­ca człon­ków kon­kret­nej na­ro­do­wo­ści. Ob­ję­ła wszyst­kich Po­la­ków, bez wzglę­du na przy­na­leż­ność kla­so­wo-spo­łecz­ną, ele­men­tem de­cy­du­ją­cym była sama na­ro­do­wość.

W naj­bar­dziej do­tkli­wy spo­sób eks­ter­mi­na­cja do­tknę­ła pol­skie du­cho­wień­stwo, prze­zna­czo­ne przez Sta­li­na do cał­ko­wi­tej li­kwi­da­cji. Spo­śród czte­ry­stu sie­dem­dzie­się­ciu pra­cu­ją­cych w so­wiec­kiej Ro­sji księ­ży po za­koń­cze­niu czyst­ki et­nicz­nej po­zo­sta­ło za­le­d­wie dzie­się­ciu, i tyl­ko dwa czyn­ne ko­ścio­ły ka­to­lic­kie – w Mo­skwie i Le­nin­gra­dzie. Oce­nia się, że we wszyst­kich ope­ra­cjach w cza­sie wiel­kiej czyst­ki zgi­nę­ło nie mniej niż dwie­ście ty­się­cy Po­la­ków, czy­li dzie­się­cio­krot­nie wię­cej niż w ope­ra­cji ka­tyń­skiej. Zgi­nę­li, po­nie­waż Pol­ska i pol­skość prze­szka­dza­ły w re­ali­za­cji im­pe­rial­nej eks­pan­sji po­tęż­ne­go są­sia­da…

* * *

Od 2011 roku dzię­ki ini­cja­ty­wie Le­cha Ka­czyń­skie­go ob­cho­dzi­my Na­ro­do­wy Dzień Pa­mię­ci Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych. Jego data, wy­zna­czo­na na 1 mar­ca, upa­mięt­nia wy­rok śmier­ci wy­ko­na­ny tego dnia na sied­miu człon­kach kie­row­nic­twa IV Ko­men­dy Zrze­sze­nia Wol­ność i Nie­za­wi­słość. Eg­ze­ku­cja mia­ła miej­sce w 1951 roku w War­sza­wie, w wię­zie­niu przy uli­cy Ra­ko­wiec­kiej.

„Na­ro­do­wy Dzień Pa­mię­ci Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych ma być wy­ra­zem hoł­du dla żoł­nie­rzy dru­giej kon­spi­ra­cji za świa­dec­two mę­stwa, nie­złom­nej po­sta­wy pa­trio­tycz­nej i przy­wią­za­nia do tra­dy­cji nie­pod­le­gło­ścio­wych, za krew prze­la­ną w obro­nie Oj­czy­zny […] – po­wie­dział śp. pre­zy­dent. – Na­ro­do­wy Dzień Pa­mię­ci Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych to tak­że wy­raz hoł­du licz­nym spo­łecz­no­ściom lo­kal­nym, któ­rych pa­trio­tyzm i sta­ła go­to­wość ofiar na rzecz idei nie­pod­le­gło­ścio­wej po­zwo­li­ły na kon­ty­nu­ację opo­ru na dłu­gie lata”.

Ofia­ry zbrod­ni ko­mu­ni­stycz­nych do­ko­ny­wa­nych w pierw­szych la­tach po dru­giej woj­nie świa­to­wej wciąż jed­nak cze­ka­ją na upa­mięt­nie­nie. Ich ro­dzi­ny po­zba­wia­ne były in­for­ma­cji o lo­sie naj­bliż­szych, ocze­ku­jąc ich wy­pusz­cze­nia przy ko­lej­nych prze­pro­wa­dza­nych amne­stiach. Ty­sią­ce człon­ków ro­dzin żoł­nie­rzy pod­zie­mia ni­g­dy się ich nie do­cze­ka­ło, nie otrzy­mu­jąc na­wet in­for­ma­cji o da­cie śmier­ci czy miej­scu po­chów­ku. Mimo kon­spi­ra­cyj­nych dzia­łań, mię­dzy in­ny­mi gra­ba­rzy war­szaw­skich cmen­ta­rzy, któ­rzy po­ta­jem­nie spi­sy­wa­li daty i miej­sca grze­ba­nia ciał, wie­lu wciąż nie uda­ło się od­na­leźć. Po­szu­ki­wa­nia, pro­wa­dzo­ne mię­dzy in­ny­mi na osła­wio­nej Łącz­ce na Po­wąz­kach, przy­no­szą spo­dzie­wa­ne efek­ty dzię­ki wy­ko­rzy­sty­wa­niu tech­no­lo­gii po­rów­naw­czej iden­ty­fi­ka­cji DNA. Są one jed­nak bar­dzo utrud­nio­ne, gdyż w ko­lej­nych po­wo­jen­nych la­tach nad gro­ba­mi człon­ków ru­chu opo­ru grze­ba­no – czę­sto w oka­za­łych sar­ko­fa­gach – lu­mi­na­rzy no­wej wła­dzy. Eks­hu­ma­cja ta­kich war­stwo­wych gro­bów bez zgo­dy jed­nej z ro­dzin była jesz­cze do nie­daw­na praw­nie nie­moż­li­wa.

„Bul­wer­su­je to, że pań­stwo pol­skie nie jest w sta­nie osą­dzić po­peł­nia­ją­cych prze­stęp­stwa prze­ciw­ko ludz­ko­ści, zbrod­nie wo­jen­ne czy też mor­dy są­do­we ube­ków, pro­ku­ra­to­rów i sę­dziów – po­wie­dział hi­sto­ryk Ma­ciej Grze­siń­ski. – Do dziś w Niem­czech są­dzi się straż­ni­ków obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, choć ci lu­dzie są sta­rzy, scho­ro­wa­ni, nie­do­łęż­ni. Ich prze­wi­nie­nia są tak ogrom­ne i oczy­wi­ste, że nikt nie ma za­mia­ru ich uspra­wie­dli­wiać. Nie od­kry­li­śmy jesz­cze wie­lu miejsc po­chów­ku na­szych żoł­nie­rzy wy­klę­tych. Wie­my na­to­miast do­sko­na­le, jak ogrom­na to licz­ba. Lasy Za­mojsz­czy­zny, Lu­belsz­czy­zny, Kie­lec­czy­zny, a tak­że Wiel­ko­pol­ski kry­ją zbio­ro­we mo­gi­ły za­mor­do­wa­nych strza­łem w tył gło­wy par­ty­zan­tów, dzia­ła­czy pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go, by­łych żoł­nie­rzy AK i NSZ, któ­rych głów­ną winą była mi­łość oj­czy­zny”.

Inny hi­sto­ryk, Ja­nusz Wa­li­szew­ski, do­da­je: „Do­pie­ro nie­daw­no roz­po­czął się trud­ny pro­ces zwra­ca­nia tym lu­dziom na­leż­ne­go miej­sca w hi­sto­rii. Przy­wra­ca­nia im god­no­ści. Przez wie­le dzie­się­cio­le­ci dzia­ła­cze pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go byli zwy­kły­mi ban­dy­ta­mi, a ich prze­śla­dow­cy z UB, KBW czy so­wie­cia­rze bo­ha­te­ra­mi. Na po­mni­kach zna­la­zły się na­zwi­ska ka­tów, a nie ofiar”.

Po śmier­ci pre­zy­den­ta Ka­czyń­skie­go pre­zy­dent Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski pod­trzy­mał pro­jekt i oto po wie­lu la­tach mamy w koń­cu Na­ro­do­wy Dzień Pa­mię­ci Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych. Trak­to­wa­na z naj­wyż­szą po­gar­dą, ska­za­na na za­po­mnie­nie, oplu­wa­na przez lata (przez wie­lu do dziś) pod­ziem­na ar­mia po­wró­ci­ła! Z bez­i­mien­nych do­łów, z ubec­kich ka­tow­ni, z mro­ku za­po­mnie­nia. Trud­no z nią wal­czyć przy po­mo­cy współ­cze­sne­go ar­se­na­łu so­cjo­tech­ni­ki – pro­pa­gan­dy, re­cho­tu czy re­la­ty­wi­za­cji. To dla­te­go jest tak groź­na dla współ­cze­snych wład­ców dusz. Przy­by­ła z in­ne­go świa­ta. I wy­gry­wa tę wal­kę. Bez jed­ne­go wy­strza­łu.

Nie po­rzu­ci­li Boga i bro­ni

Na sty­ku dwóch oku­pa­cji

Wście­kłe pla­ka­ty krzy­cza­ły o nich

Za­plu­te kar­ły re­ak­cji

Za­ak­cep­to­wać nie po­tra­fi­li

Rzą­du czer­wo­nej za­ra­zy

I w pol­skich Kre­sówpo­wrót wie­rzy­li

Cze­ka­jąc na roz­ka­zy

Ref. Na­ród, co pra­gnie wol­nym być

Musi o wol­ność się bić

Ro­bić po­wsta­nia, zdraj­ców prze­ga­niać

Ina­czej nie zdzia­ła nic.

Udo­wad­nia­ła wła­dza lu­do­wa

Dzia­ła­niem w spo­sób sta­now­czy

Że lu­dzi umie eks­ter­mi­no­wać

Nie go­rzej niż hi­tle­row­cy.

Rot­mistrz Pi­lec­ki prze­żył Oświę­cim

Zgi­nął od kuli ube­ka

W ustro­ju tym Żoł­nie­rze Wy­klę­ci

Nie mie­li praw czło­wie­ka

Ref. Na­ród, co pra­gnie wol­nym być…

W przy­ja­znych wil­kom gę­stwi­nach la­sów

Wza­jem­nie się po­cie­sza­li

Że trze­cia woj­na jest kwe­stią cza­su

I że ją prze­gra Sta­lin

Wie­rzy­li, że się ob­ró­cić uda

W proch po­jał­tań­ski po­rzą­dek

Wie­rzy­li, że ich ży­cie w tru­dach

To dzie­jo­wy roz­są­dek

Ref. Na­ród, co pra­gnie wol­nym być…

Na wschód ska­za­ni z woli za­cho­du

Wal­czy­li o nie­pod­le­głość

Tak ra­to­wa­li ho­nor na­ro­du

I wie­lu z nich po­le­gło

Bę­dzie­my o nich pa­mię­tać sta­le

To na­sza nowa pra­ca

Dziś do hi­sto­rii w na­leż­nej chwa­le

Pod­ziem­na Ar­mia po­wra­ca!

Ref. Na­ród, co pra­gnie wol­nym być

Musi o wol­ność się bić

Ro­bić po­wsta­nia, zdraj­ców prze­ga­niać

Ina­czej nie zna­czy nic!

(Tekst i mu­zy­ka: Le­szek Czaj­kow­ski)

Trze­ba jesz­cze tyl­ko wy­ko­pać ko­ści na­szych bo­ha­te­rów z bło­ta, bo już w spo­rej czę­ści wie­my, gdzie je po­cho­wa­no. I jesz­cze opo­wie­dzieć o nich świa­tu. Temu głów­nie słu­ży ta książ­ka.