Zmartwychwstanie Jezusa: fakt czy fikcja? - Pod redakcją Paula Copana i Ronalda K. Tacellego - ebook + książka

Zmartwychwstanie Jezusa: fakt czy fikcja? ebook

Pod redakcją Paula Copana i Ronalda K. Tacellego

0,0

Opis

 

Czy zmartwychwstanie Jezusa to fakt historyczny, czy też fikcja zrodzona z halucynacji?

Czy z tym wydarzeniem wiążą się wskrzeszone i przemienione ciało oraz pusty grób?

A może polegało ono na subiektywnym doznaniu, lub zbiorowym urojeniu?

Od odpowiedzi na te pytania zależy prawdziwość chrześcijaństwa, co stwierdził już św. Paweł: „jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara” (1 Kor 15,17).

„Zmartwychwstanie Jezusa: fakt czy fikcja?” to prowokująca do myślenia, ożywiona debata między chrześcijańskim filozofem i apologetą Williamem Lane’em Craigiem a badaczem Nowego Testamentu i ateistą Gerdem Lüdemannem. Publikacja debaty, stoczonej pierwotnie w Boston College w 1997 r., wywołała reakcje czterech uczonych, badaczy Nowego Testamentu, po dwóch z każdej strony sporu. Robert Gundry i filozof Stephen Davis opowiadają się za prawdziwością fizycznego zmartwychwstania Jezusa, podczas gdy Michael Goulder i Roy Hoover wspierają stanowisko Gerda Lüdemanna, że opowieść o zmartwychwstaniu powstała na podstawie wizji uczniów dręczonych poczuciem winy. Uczeni zgadzają się, że rada „po prostu uwierz” nie jest wystarczającą odpowiedzią na wątpliwości związane z historycznością zmartwychwstania. Czytelnik zapozna się zatem z rzetelną argumentacją i fascynującymi dowodami z zakresu logiki, historii i psychologii na poparcie dyskutowanych tez.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 351

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Prze­czy­taj nasz ar­ty­kuł „Czy Je­zus zmar­twych­wstał? Od­po­wie­dzi na po­pu­larne za­rzuty”
Ty­tuł ory­gi­nałuJe­sus’ Re­sur­rec­tion: Fact or Fig­ment? A De­bate Be­tween Wil­liam Lane Craig & Gerd Lüde­mann
Co­py­ri­ght © 2000 by Paul H. Co­pan, Ro­nald K. Ta­celli, Gerd Lüde­mann and Wil­liam Lane Craig. Trans­la­ted and prin­ted by per­mis­sion of In­te­rVar­sity Press, P.O. Box 1400, Do­wners Grove, IL 60515, USA. www.ivpress.com Ori­gi­nally pu­bli­shed by In­te­rVar­sity Press asJe­sus’ Re­sur­rec­tion: Fact or Fig­ment? edi­ted by Paul Co­pan and Ro­nald K. Ta­celli Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2023
Re­dak­tor me­ry­to­ryczny – dr hab. Ry­szard Mor­dar­ski, prof. UKW
Re­dak­tor pro­wa­dzący – Anna Ka­szu­bow­ska
Re­dak­cja ję­zy­kowa – Anna Ka­szu­bow­ska
Ko­rekta – Do­mi­nika Zie­miń­ska
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych –Ja­dwiga To­po­low­ska
Pro­jekt gra­ficzny książki – Sta­ni­sław Tu­chołka • Pan­book.pl
Skład – Ama­de­usz Tar­goń­ski
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-67634-11-3 (PDF) ISBN 978-83-67634-09-0 (EPUB) ISBN 978-83-67634-10-6 (MOBI)
Fun­da­cja Pro­do­teo ul. Rudzka 9 lok. 54 01-689 War­szawapro­do­teo.pl ebook do­stępny na: con­tra­gen­ti­les.pl/ksie­gar­nia

Va­le­remu i Val­traut Co­pa­nom

w 50. rocz­nicę ślubu:

So­lang mein Je­sus lebt

Und se­ine Kraft mich hebt,

Muß Furcht und Sorge von mir fliehn,

Mein Herz in Lieb er­glühn[1].

P.C.

Po­świę­cam mo­jej ma­mie Grace

i pa­mięci Wil­liama, mo­jego ojca:

„Mi­łość ni­gdy nie ustaje”.

R.K.T.

WSTĘP

„Co skła­nia na­wet mnie do wiary w zmar­twych­wsta­nie Chry­stusa?” Fi­lo­zof Lu­dwig Wit­t­gen­stein po­sta­wił to py­ta­nie w oso­bi­stym no­tat­niku, w któ­rym za­pi­sy­wał swoje liczne zma­ga­nia we­wnętrzne. „Jest to tak” – wy­ja­śnił –

jak gdy­bym igrał z tą my­ślą: Je­śli nie po­wstał z mar­twych, to uległ roz­kła­dowi w gro­bie jak każdy inny czło­wiek. Nie żyje, roz­padł się. W ta­kim ra­zie jest tylko na­uczy­cie­lem jak każdy inny i nie może już po­móc, za­tem znów je­ste­śmy osie­ro­ceni i sa­motni. Mu­simy więc za­do­wo­lić się mą­dro­ścią i do­my­słami. Znaj­du­jemy się w swego ro­dzaju pie­kle, w któ­rym mo­żemy tylko śnić, mamy nad sobą jakby su­fit i je­ste­śmy od­gro­dzeni od nieba[1].

Słowa te mogą się ko­muś wy­dać na­iwne i na­zbyt pom­pa­tyczne, lecz w isto­cie traf­nie uj­mują po­wagę i pa­lący cha­rak­ter py­ta­nia o to, czy Je­zus rze­czy­wi­ście zmar­twych­wstał, oraz da­le­ko­siężne na­stęp­stwa dla nie­prze­li­czo­nej rze­szy lu­dzi, je­śli od­po­wiedź okaże się prze­cząca.

Rzućmy nieco świa­tła na ten pro­blem i spójrzmy na bi­blijny opis hi­sto­rii Elia­sza i pro­ro­ków Ba­ala (1 Krl 18,20–39). Eliasz, od­ważny pro­rok Jahwe, oraz 450 pro­ro­ków Ba­ala stają w szranki swo­istego tur­nieju ma­ją­cego do­wieść, kto jest praw­dzi­wym Bo­giem. W tym celu przy­go­to­wano ca­ło­pa­le­nie z ciel­ców, a praw­dziwy Bóg ma od­po­wie­dzieć na we­zwa­nie i ze­słać ogień, który po­chło­nie ofiarę. Jako pierwsi wy­stę­pują pro­rocy Ba­ala.

[Pro­rocy Ba­ala] [...] wzy­wali imie­nia Ba­ala od rana aż do po­łu­dnia, wo­ła­jąc: «O Ba­alu, od­po­wiedz nam!» Ale nie było ani głosu, ani od­po­wie­dzi. Za­częli więc tań­czyć, przy­klę­ka­jąc przy oł­ta­rzu, który przy­go­to­wali. Kiedy zaś na­stało po­łu­dnie, Eliasz szy­dził z nich, mó­wiąc: «Wo­łaj­cie gło­śniej, bo to bóg! Więc może jest za­my­ślony albo za­jęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obu­dzi!» Po­tem wo­łali gło­śniej i ka­le­czyli się we­dług swo­jego zwy­czaju mie­czami oraz oszcze­pami, aż się po­krwa­wili. Kiedy już po­łu­dnie mi­nęło, oni jesz­cze pro­ro­ko­wali aż do czasu skła­da­nia ofiary po­kar­mo­wej. Ale nie było ani głosu, ani od­po­wie­dzi, ani też do­wodu uwagi (1 Krl 18,26-29)[2].

Ta hi­sto­ria za­wiera odro­binę czar­nego hu­moru – wolno nam się ro­ze­śmiać, a przy­naj­mniej uśmiech­nąć, gdy oglą­damy ten spek­takl próż­nego i da­rem­nego po­świę­ce­nia ze strony pro­ro­ków Ba­ala. A chrze­ści­ja­nie? Jak tra­dy­cyj­nie pod­kre­ślają, je­śli Je­zus nie po­wstał cie­le­śnie z mar­twych, czyż ich po­świę­ce­nie nie jest co naj­mniej tak samo próżne i da­remne? Chrze­ści­ja­nie mo­dlą się do Boga i wzy­wają Jego imie­nia, a na­wet od­dają ży­cie za wiarę. Gdyby jed­nak oka­zało się, że Je­zus nie zmar­twych­wstał, po­dob­nie jak wo­bec pro­ro­ków Ba­ala zna­czy to, że nikt nie słu­cha ich wo­ła­nia. Wszyst­kie ich mo­dli­twy i bła­ga­nia, akty wiary, na­dziei i mi­ło­ści, choćby naj­wznio­ślej­sze, są kie­ro­wane do Boga, któ­rego nie ma. Księga zaś, która we­dle ich twier­dzeń jest ob­ja­wio­nym Sło­wem Bo­żym, do któ­rej zwra­cają się po nie­za­wodne wska­zówki, po­cie­chę i na­tchnie­nie, oka­zuje się księgą taką jak wszyst­kie, za­mkniętą w ra­mach z jed­nej strony czy­sto ludz­kiej mą­dro­ści, z dru­giej zaś ty­powo ludz­kiej głu­poty. Jest to więc na pewno do­sta­tecz­nie ważne py­ta­nie, aby pod­dać je pod de­batę.

W dniu 18 wrze­śnia 1997 roku To­wa­rzy­stwo św. To­ma­sza Mo­rusa z Bo­ston Col­lege go­ściło dwóch uczo­nych o mię­dzy­na­ro­do­wej re­no­mie: Wil­liama Lane’a Cra­iga i Gerda Lüde­manna. Każdy z nich miał za­pre­zen­to­wać moż­li­wie naj­lep­szą obronę swo­jego sta­no­wi­ska.

We­dług Cra­iga „naj­roz­sąd­niej­szym hi­sto­rycz­nym wy­ja­śnie­niem fak­tów pu­stego grobu, uka­zy­wa­nia się Je­zusa po zmar­twych­wsta­niu oraz po­cząt­ków chrze­ści­jań­stwa wy­daje się to, że Je­zus po­wstał z mar­twych. [...] Trudno obec­nie czy­nić czło­wie­kowi ra­cjo­nal­nie my­ślą­cemu za­rzut z tego, że wnio­skuje, iż o świ­cie w tam­ten wiel­ka­nocny po­ra­nek w gro­bie Je­zusa wy­da­rzył się bo­ski cud”[3].

W kwe­stii zmar­twych­wsta­nia Lüde­mann opo­wiada się za hi­po­tezą wi­zji. Od dawna stoi na sta­no­wi­sku, że „nie mo­żemy już dłu­żej brać do­słow­nie wy­po­wie­dzi o zmar­twych­wsta­niu Je­zusa [...] grób Je­zusa nie był pu­sty, lecz za­jęty, a Jego ciało nie zni­kło, lecz ule­gło roz­kła­dowi”[4]. W świe­tle „re­wo­lu­cji w na­uko­wym po­glą­dzie na świat” wszyst­kie wy­po­wie­dzi o zmar­twych­wsta­niu Je­zusa utra­ciły swój do­słowny sens[5].

Pod­czas de­baty Lüde­mann uwa­żał się za teo­loga chrze­ści­jań­skiego. Za­py­tany już w 1995 roku o to, czy można być chrze­ści­ja­ni­nem, od­rzu­ca­jąc cie­le­sne zmar­twych­wsta­nie Je­zusa, Jego bó­stwo itd., od­rzekł, że „od­po­wiedź jest zde­cy­do­wa­nie twier­dząca”[6]. Zre­du­ko­wa­nie wiary chrze­ści­jań­skiej „do mi­ni­mum w po­rów­na­niu z daw­niej­szymi cza­sami” jest – jak to ujął – „wiel­kim wy­zwo­le­niem”[7]. To się jed­nak zmie­niło. Choć Lüde­mann wciąż po­zo­staje wierny swej me­to­dzie hi­sto­rycz­nej i hi­po­te­zie wi­zji, dziś już „głę­boko ża­łuje”, iż zaj­mo­wał ta­kie sta­no­wi­sko. Opo­wiada się obec­nie za du­cho­wo­ścią ate­istyczną, sku­pioną na czło­wieku.

Po­mimo zmiany świa­to­po­glądu Lüde­manna – a może wła­śnie dzięki niej – na­sza książka po­zwoli czy­tel­ni­kom uczest­ni­czyć w de­ba­cie, w któ­rej ście­rają się wy­raź­nie za­ry­so­wane i zde­cy­do­wa­nie prze­ciwne sta­no­wi­ska.

WZGLĘDY FI­LO­ZO­FICZNE

Je­zus albo umarł i zmar­twych­wstał, albo nie. Je­śli tak, to chrze­ści­jań­stwo głosi prawdę. Ka­no­niczne Ewan­ge­lie twier­dzą, że Je­zus rze­czy­wi­ście po­wstał z mar­twych i uka­zy­wał się swoim uczniom. Jak jed­nak in­ter­pre­to­wać „po­wsta­nie z mar­twych” i „uka­zy­wa­nie się”? Jak pod­cho­dzić do świa­dectw hi­sto­rycz­nych? Obie strony, rzecz ja­sna, in­ter­pre­tują i oce­niają te sprawy skraj­nie od­mien­nie. Zga­dzają się jed­nak ze sobą w wy­star­cza­ją­cym stop­niu, aby ze­trzeć się na polu hi­sto­rio­gra­fii kry­tycz­nej. Obie strony pro­szą nas o roz­wa­że­nie, co w świe­tle wszyst­kich do­stęp­nych nam da­nych na te­mat zmar­twych­wsta­nia Je­zusa by­łoby naj­roz­sąd­niej­szym wnio­skiem.

Mimo że jest to po­dej­ście spra­wie­dliwe, w tle de­baty ma­ja­czą pewne ukryte za­ło­że­nia fi­lo­zo­ficzne. Po­mocne może się więc oka­zać na­świe­tle­nie ich po­krótce wła­śnie te­raz, we wstę­pie.

1. Hume o cu­dach. Szkocki fi­lo­zof Da­wid Hume (1711–1776) za­pro­po­no­wał pe­wien ar­gu­ment, który, je­śli oka­załby się mocny, prze­kre­śliłby każdą de­batę na te­mat zmar­twych­wsta­nia Je­zusa już na star­cie. Oto bo­wiem zmar­twych­wsta­nie pod każ­dym wzglę­dem trzeba uznać za cud – nie jest ono wy­da­rze­niem, któ­rego można by się spo­dzie­wać w re­zul­ta­cie na­tu­ral­nego biegu wy­da­rzeń. Je­śli do niego do­szło, to wy­łącz­nie wsku­tek nad­zwy­czaj­nej in­ge­ren­cji Boga. Jed­nakże we­dług Hume’a ni­gdy nie może za­ist­nieć uza­sad­niony po­wód do wiary w to, że ta­kie wy­da­rze­nie na­prawdę na­stą­piło: „Cud jest za­kłó­ce­niem praw przy­rody, a po­nie­waż prawa te opie­rają się na nie­wzru­szo­nym i nie­zmien­nym do­świad­cze­niu, przeto do­wód prze­ciw cu­dowi dzięki wła­śnie isto­cie faktu jest tak zu­pełny, ja­kim tylko można so­bie w ogóle wy­obra­zić ja­kiś do­wód, za­czerp­nięty z do­świad­cze­nia”[8].

Wielu kry­ty­ków wy­ty­kało Hume’owi oczy­wi­ste błędne koło w ar­gu­men­ta­cji: do­świad­cze­nie sta­no­wiące opar­cie dla praw przy­rody by­łoby nie­zmienne tylko pod tym wa­run­kiem, że ni­gdy nie na­stą­piłby – i ni­gdy nie mógłby na­stą­pić – cud. Tak więc to, co z po­zoru wy­gląda na ar­gu­ment – żad­nej re­la­cji o cu­dzie czło­wiek mą­dry i roz­tropny ni­gdy nie może uznać za praw­dziwą – jest w isto­cie ni­czym in­nym jak de­kla­ra­cją, można by rzec – wy­zna­niem wiary w to, że cuda są nie­moż­liwe.

Obrońcy Hume’a z ko­lei wska­zują, że jego żar­liwa po­garda dla tego, co cu­downe, w szcze­gól­no­ści dla re­li­gii chrze­ści­jań­skiej, być może spra­wiła, że wy­po­wia­dał się w zbyt ogra­ni­czony spo­sób. Poza tym ar­gu­men­tem lo­gicz­nym prze­ciwko cu­dom po­daje on bo­wiem wiele po­moc­ni­czych ar­gu­men­tów ba­zu­ją­cych na hi­sto­rii i psy­cho­lo­gii, na przy­kład taki, że opo­wie­ści o cu­dach mnożą się ra­czej wśród igno­ran­tów i bar­ba­rzyń­ców niż po­mię­dzy wy­kształ­co­nymi i trzeźwo my­ślą­cymi, że lu­dzie mają w so­bie ta­kie pra­gnie­nie zna­ków i cu­dów, iż skła­niają się do po­wta­rza­nia, a na­wet ubar­wia­nia do­nie­sień o cu­dow­nych wy­da­rze­niach, sta­jąc się tym sa­mym współ­spraw­cami wła­snego zwie­dze­nia. W nie­któ­rych spo­śród tych spo­strze­żeń ma on z pew­no­ścią nieco ra­cji.

Być może mo­gli­by­śmy ująć ar­gu­ment Hume’a w ten spo­sób: Cud musi wy­ma­gać szcze­gól­nej in­ge­ren­cji Boga. Je­śli ja­kieś wy­da­rze­nie można by wy­ja­śnić skut­kiem na­tu­ral­nego biegu wy­pad­ków, to już sam ten fakt wy­klu­czałby uzna­nie go za cud. Z tej ra­cji mamy skłon­ność do scep­ty­cy­zmu, na­wet gdy ktoś na ogół bę­dący przy zdro­wych zmy­słach i mocno stą­pa­jący po ziemi mówi nam, że wy­da­rzyło się coś cu­dow­nego. My­ślimy so­bie: „Ten ktoś wy­daje się wie­rzyć w to, co mówi. Naj­praw­do­po­dob­niej jed­nak wy­da­rze­nie to nie prze­bie­gło tak, jak on je opi­suje. A je­śli na­wet rze­czy­wi­ście tak ono wy­glą­dało, praw­do­po­dob­nie nie był to wcale ża­den cud, lecz coś spra­wia­jące wra­że­nie i nie­zwy­kłe, co jed­nak można w ja­kiś spo­sób wy­ja­śnić jako wy­nik czy­sto na­tu­ral­nych przy­czyn”.

Cud jest za­zwy­czaj ostat­nią al­ter­na­tywną in­ter­pre­ta­cją z moż­li­wych, którą przyj­muje się do­piero po wy­klu­cze­niu po­zo­sta­łych opcji. Py­ta­nie tylko, czy te po­zo­stałe moż­li­wo­ści można kie­dy­kol­wiek cał­ko­wi­cie wy­klu­czyć? Hume wy­po­wiada się nie­raz tak, jak gdyby ni­gdy nie można było ich wy­klu­czyć. W tym wła­śnie punk­cie na­raża się na za­rzut błęd­nego koła w ro­zu­mo­wa­niu, for­so­wa­nia do­gma­tycz­nego scep­ty­cy­zmu pod płasz­czy­kiem swo­bod­nego i otwar­tego do­cie­ka­nia. Nie­kiedy też Hume stoi na sta­no­wi­sku, że w rze­czy­wi­sto­ści ża­den cud nie zo­stał ni­gdy do­sta­tecz­nie po­twier­dzony przez wia­ry­god­nych świad­ków. Tym cu­dem, który ma on w pierw­szym rzę­dzie na my­śli, jest oczy­wi­ście zmar­twych­wsta­nie Je­zusa.

Taki też jest przed­miot tej de­baty. Czy dys­po­nu­jemy w przy­padku zmar­twych­wsta­nia Je­zusa tego ro­dzaju da­nymi: wia­ry­god­nymi świad­kami i oko­licz­no­ściami, które pro­wa­dzi­łyby nas (czy też po­winny nas pro­wa­dzić) do wy­klu­cze­nia po­zo­sta­łych moż­li­wo­ści? O tę wła­śnie sprawę ście­rają się ad­wer­sa­rze w tej de­ba­cie. Lüde­mann uważa, że dane, ja­kie za­cho­wały się do na­szych cza­sów, można bez trudu zin­ter­pre­to­wać na­tu­ra­li­stycz­nie, na przy­kład w ka­te­go­riach „wi­zji” re­li­gij­nych. Je­śli tak jest, to wszyst­kie wy­da­rze­nia zwią­zane z naj­wcze­śniej­szymi dzie­jami chrze­ści­jań­stwa można roz­pa­try­wać bez ucie­ka­nia się do cu­dów, co ozna­cza rów­nież obej­ście się bez zmar­twych­wsta­nia. Jed­nakże Craig wi­dzi to ina­czej. Uważa, że naj­roz­sąd­niej­sza, naj­mniej wy­du­mana in­ter­pre­ta­cja ca­ło­ści do­stęp­nych nam da­nych wska­zuje na praw­dzi­wość zmar­twych­wsta­nia. In­nymi słowy, w tym przy­padku naj­roz­sąd­niej­sze wy­daje się uwie­rze­nie w to, iż cud rze­czy­wi­ście na­stą­pił. Sam Da­wid Hume, gdyby był w swoim scep­ty­cy­zmie au­ten­tycz­nie otwarty, słu­chałby tego z uwagą.

2. Kant i ho­ry­zont na­uki. Im­ma­nuel Kant (1724–1804) to oj­ciec chrzestny praw­do­po­dob­nie wszyst­kich naj­waż­niej­szych szkół no­wo­cze­snej fi­lo­zo­fii. Ide­alizm, po­zy­ty­wizm, fe­no­me­no­lo­gia, eg­zy­sten­cja­lizm, de­kon­struk­cja – ich źró­dła można się do­szu­kać w jego „prze­wro­cie ko­per­ni­kań­skim” w fi­lo­zo­fii: w jego na­ucza­niu, że świat wie­dzy jest ugrun­to­wany w struk­tu­rach po­zna­ją­cego ro­zumu. W uję­ciu Kanta wie­dzieć to ująć coś nie­po­zna­wal­nego w so­bie i nadać temu po­strze­galną zmy­słowo formę oraz in­te­lek­tu­alną struk­turę. Naj­bar­dziej pod­sta­wowe formy po­strze­galne zmy­słowo to prze­strzeń i czas. Naj­bar­dziej pod­sta­wo­wymi struk­tu­rami in­te­lek­tu­al­nymi są ka­te­go­rie – owe fun­da­men­talne po­ję­cia (jak jed­ność, sub­stan­cja, przy­czyna, sku­tek), pod któ­rych ką­tem mu­simy my­śleć (a za­tem są­dzić, a za­tem wie­dzieć) o tym, co zaj­muje ob­szar prze­strzeni i czasu. Ka­te­go­rie te same w so­bie są pu­ste i czy­sto for­malne; aby stać się skład­ni­kami wie­dzy, mu­szą od­no­sić się do kon­kret­nych rze­czy wy­stę­pu­ją­cych w cza­sie i prze­strzeni. Ta in­dy­wi­du­alna treść – okre­ślana tech­nicz­nym ter­mi­nem da­nych na­ocz­nych – sama w so­bie jed­nak ni­gdy nie do­star­czy nam wie­dzy, do­póki nie zo­sta­nie ujęta my­ślowo. Wie­dza bo­wiem jest wy­ra­żana w po­staci sądu, a nie ma sądu bez po­jęć (a za­tem i ka­te­go­rii). Kant ujął to w zna­mien­nych sło­wach: „My­śli bez tre­ści na­ocz­nej są pu­ste, dane na­oczne bez po­jęć – ślepe”[9].

Wy­ni­kają z tego dwie kwe­stie: (1) Ni­gdy nie mo­żemy po­znać rze­czy ta­kimi, ja­kimi są one same w so­bie, a je­dy­nie ta­kimi, ja­kimi nam się ja­wią – to zna­czy ta­kimi, ja­kie na­daje im zmy­słowa forma i w jaki spo­sób po­my­ślane są przy po­mocy po­jęć. Ni­gdy (2) za­tem nie mo­żemy uzy­skać kon­kret­nej wie­dzy o rze­czy­wi­sto­ści nie­em­pi­rycz­nej i wszyst­kie na­sze naj­bar­dziej fun­da­men­talne po­ję­cia (do któ­rych za­li­cza się po­ję­cie przy­czyny i skutku) mogą do­star­czać wie­dzy tylko w ta­kim stop­niu, w ja­kim mogą się od­no­sić do rze­czy­wi­sto­ści em­pi­rycz­nej lub da­nej zmy­słowo, do cze­goś po­sia­da­ją­cego formę prze­strzenną i cza­sową. Lecz prze­cież tra­dy­cyjne przed­mioty me­ta­fi­zyki (jak Bóg czy du­sza) są skraj­nie nie­em­pi­ryczne. Me­ta­fi­zyka za­tem jako dzie­dzina usys­te­ma­ty­zo­wa­nej wie­dzy jest nie­moż­liwa. Je­dy­nie na­uki ści­słe, które zaj­mują się rze­czy­wi­sto­ściami em­pi­rycz­nymi (na­wet w ich naj­ogól­niej­szej i naj­bar­dziej abs­trak­cyj­nej po­staci, jak ma­te­ma­tyka i fi­zyka), mogą do­star­czać wie­dzę.

Nie spo­sób prze­ce­nić do­nio­sło­ści wpływu, jaki wy­warł Kant na swo­ich spad­ko­bier­ców in­te­lek­tu­al­nych. Na­wet ci, któ­rzy od­rzu­cają jego po­gląd na wie­dzę, pra­cują w at­mos­fe­rze, na którą pada cień jego obec­no­ści. Pa­nuje mgli­ste „po­czu­cie”, że sys­te­ma­tyczna me­ta­fi­zyka goni za ja­kimś wciąż umy­ka­ją­cym jej obiek­tem oraz że teo­lo­gia, gdy wy­cho­dzi poza po­zy­tywne ba­da­nia na­ukowe (jak od­naj­do­wa­nie ma­nu­skryp­tów, po­rząd­ko­wa­nie tek­stów czy roz­biór gra­ma­tyczny), może nam dać nie­wiele wię­cej po­nad ba­ła­mut­nie pod­nio­słe nar­ra­cje, przy­brane w po­zory do­wo­dów.

Tego ro­dzaju post­kan­tow­skie po­dej­ście do­strze­gamy w znacz­nej czę­ści dwu­dzie­sto­wiecz­nej teo­lo­gii. Weźmy na przy­kład ty­powy ustęp z prac Ru­dolfa Bult­manna:

Nie­moż­li­wym jest ko­rzy­sta­nie ze świa­tła elek­trycz­nego i ra­dia tu­dzież czer­pa­nie po­żytku z no­wo­cze­snych od­kryć me­dycz­nych i chi­rur­gicz­nych przy jed­no­cze­snej wie­rze w no­wo­te­sta­men­towy świat du­chów i cu­dów. Mo­żemy uwa­żać, że zdo­łamy to po­go­dzić we wła­snym ży­ciu, lecz ocze­ki­wa­nie tego od in­nych ozna­cza czy­nie­nie wiary chrze­ści­jań­skiej nie­zro­zu­miałą i nie do przy­ję­cia dla współ­cze­snego świata[10].

Mogą się nam te słowa nie po­do­bać, lecz nie­wąt­pli­wie wy­ra­żają one wprost to, co czę­sto bywa nie­wy­po­wie­dzia­nym za­ło­że­niem znacz­nej czę­ści dys­kursu teo­lo­gicz­nego XX stu­le­cia i a for­tiori w du­żej mie­rze po­dej­ścia hi­sto­ryczno-kry­tycz­nego do tek­stów bi­blij­nych.

Otóż w ta­kim stop­niu, w ja­kim te nie­wy­po­wie­dziane za­ło­że­nia obej­mują na­rzu­cone przez Kanta ogra­ni­cze­nia za­kresu wie­dzy na­uko­wej, są one istot­nie i cał­ko­wi­cie wa­dliwe. Kant bo­wiem mu­siałby przy­naj­mniej utrzy­my­wać, że po­siada wie­dzę o tym, w jaki spo­sób pewne rze­czy (np. ro­zum wraz z jego struk­tu­rami i funk­cjo­no­wa­niem) ist­nieją same w so­bie, a nie tylko jako zja­wi­ska; tym­cza­sem bez cie­nia wąt­pli­wo­ści stwier­dza on, że na przy­kład idea Boga po­siada wła­sność nie­po­zna­wal­no­ści[11]. Teo­ria ta opiera się za­tem na wie­dzy, któ­rej teo­ria ta – gdyby była praw­dziwa – nie do­pu­ści­łaby ani nie mo­głaby do­pu­ścić. Dla­tego też F.H. Bra­dley, me­ta­fi­zyczny ide­ali­sta, zmu­szony był stwier­dzić, że:

Ten, kto jest go­tów do­wo­dzić, że wie­dza me­ta­fi­zyczna jest cał­ko­wi­cie nie­moż­liwa, [...] sam, być może nie­świa­do­mie, już nań [te­ren me­ta­fi­zyki – przyp. aut.] wkro­czył. Jest ko­legą me­ta­fi­zy­kiem bro­nią­cym kon­ku­ren­cyj­nej teo­rii pierw­szych za­sad. [...] Po­wie­dzieć, iż rze­czy­wi­stość jest taka, że na­sza wie­dza nie po­zwala nam do niej do­trzeć, to ro­ścić so­bie pre­ten­sje do wie­dzy o rze­czy­wi­sto­ści. Prze­ko­ny­wa­nie, że jest to wie­dza tego ro­dzaju, iż nie może wy­kro­czyć poza zja­wi­sko, kryje w so­bie ta­kie wy­kra­cza­nie. Gdy­by­śmy bo­wiem nie po­sia­dali po­ję­cia tego, co jest poza wie­dzą, z pew­no­ścią nie wie­dzie­li­by­śmy, jak mó­wić o nie­po­wo­dze­niu albo po­wo­dze­niu w jej zdo­by­wa­niu. Pro­bie­rzem, za po­mocą któ­rego od­róż­niamy te dwie rze­czy, musi oczy­wi­ście być ja­kaś zna­jo­mość na­tury celu[12].

Nie trzeba jed­nak wcale być zde­kla­ro­wa­nym wy­znawcą kan­ty­zmu, aby stać na sta­no­wi­sku, że na­uki em­pi­ryczne po­winny do­szu­ki­wać się przy­czyn em­pi­rycz­nych. Hi­sto­rycy po­winni nie­wąt­pli­wie wy­pa­try­wać tego, co w na­tu­ral­nym biegu wy­da­rzeń mo­głoby tłu­ma­czyć ba­dane przez nich wy­da­rze­nia. A je­śli czują się czymś za­sko­czeni i nie po­tra­fią tego wy­ja­śnić, będą szu­kać da­lej do­póty, do­póki nie zo­sta­nie uwzględ­nione każde moż­liwe, na­tu­ralne wy­ja­śnie­nie.

Przy­pu­śćmy jed­nak, że sprawa mimo wszystko po­zo­staje za­gadką. Za­łóżmy, że hi­sto­rycy roz­kła­dają ręce i przy­znają, że ża­den czyn­nik em­pi­ryczny nie wy­daje się sa­tys­fak­cjo­nu­jąco wy­ja­śniać da­nego wy­da­rze­nia. Rów­na­łoby się to przy­zna­niu, że hi­sto­ria em­pi­ryczna nie wy­ja­śnia tego w do­sta­tecz­nym stop­niu. In­nymi słowy, że za­do­wa­la­ją­cego wy­ja­śnie­nia na­le­ża­łoby szu­kać w czymś wy­kra­cza­ją­cym poza sieć przy­czyn na­tu­ral­nych, okre­ślo­nych ra­mami prze­strzeni i czasu. Za­tem hi­sto­ryk, który po­szu­kuje wy­ja­śnień na­tu­ral­nych dla zda­rzeń hi­sto­rycz­nych, może być zmu­szony przy­znać: „Nie wiem, co spo­wo­do­wało to wy­da­rze­nie”. Po­dob­nie le­karz, który staje wo­bec nie­ocze­ki­wa­nego ozdro­wie­nia, umy­ka­ją­cego wszel­kim po­dej­mo­wa­nym przez niego pró­bom wy­ja­śnie­nia go w ka­te­go­riach fi­zycz­nych i psy­cho­lo­gicz­nych, może po­wie­dzieć: „Jako le­karz nie po­tra­fię wy­ja­śnić, co tu­taj na­stą­piło”. Jed­nakże za­równo hi­sto­rycy, jak i le­ka­rze są nie tylko spe­cja­li­stami w swo­ich dzie­dzi­nach, ale rów­nież ludźmi, isto­tami za­da­ją­cymi py­ta­nia i po­szu­ku­ją­cymi od­po­wie­dzi. A je­śli to hi­sto­rycz­nie nie­wy­tłu­ma­czalne wy­da­rze­nie albo ozdro­wie­nie ta­jem­ni­cze z me­dycz­nego punktu wi­dze­nia spo­wija spójny kon­tekst re­li­gijny, to wów­czas ów hi­sto­ryk bądź le­karz – bę­dący za­ra­zem czło­wie­kiem, istotą po­szu­ku­jącą prawdy – mógłby dojść do roz­sąd­nego prze­ko­na­nia, że gra­nice hi­sto­rii bądź me­dy­cyny wska­zują na przy­czynę le­żącą poza ob­rę­bem tychże gra­nic. Hi­sto­ryk bądź le­karz nie mu­siałby wie­rzyć w to, że hi­sto­ria bądź me­dy­cyna jako ta­kie po­winny od­wo­łać się do Boga jako hi­po­tezy wy­ja­śnia­ją­cej. Mógłby on jed­nak i po­wi­nien uznać, że skoro da­li­śmy wszel­kie moż­liwe szanse wy­ja­śnie­niu em­pi­rycz­nemu, a mimo to oka­zało się ono nie­wy­star­cza­jące, to lu­dzie po­szu­ku­jący sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cych od­po­wie­dzi na drę­czące ich py­ta­nia po­winni bez obawy spo­glą­dać tam, gdzie zdają się wska­zy­wać dane em­pi­ryczne, na­wet je­śli wska­zują one wy­żej, niż po­cząt­kowo są­dzili.

I tak po­wra­camy do na­szej de­baty. Za­równo Craig, jak i Lüde­mann zga­dzają się co do tego, że w dą­że­niu do wy­ja­śnie­nia wszyst­kich da­nych na te­mat zmar­twych­wsta­nia Je­zusa, ja­kimi dys­po­nu­jemy, po­winny zo­stać wy­ko­rzy­stane wszel­kie źró­dła hi­sto­rii kry­tycz­nej. Zga­dzają się co do tego, że „cud” byłby okre­śle­niem po­chop­nym (ad hoc) i bez­war­to­ścio­wym w sy­tu­acji, gdyby wszyst­kie świa­dec­twa po­zwa­lały się prze­kształ­cić w roz­sądną nar­ra­cję o przy­czy­nach i na­stęp­stwach jak naj­bar­dziej z tego świata. We­dług Lüde­manna tak wła­śnie jest, we­dług Cra­iga nie. Czy­tel­nik musi zde­cy­do­wać sam.

ZA­PIS DE­BATY I RE­AK­CJI NA NIĄ

Książka dzieli się na trzy czę­ści: samą de­batę, cztery po­le­miki – dwie przy­chy­la­jące się do spoj­rze­nia Cra­iga i dwie po­pie­ra­jące Lüde­manna – oraz koń­cowe re­flek­sje Lüde­manna i Cra­iga na te­mat de­baty i owych czte­rech po­le­mik. Każdą z tych trzech czę­ści pod­su­mo­wano po­ni­żej, zwra­ca­jąc uwagę na jej naj­istot­niej­sze ce­chy.

Część 1. Na progu de­baty Craig zga­dza się z Lüde­man­nem co do tego, że „Zmar­twych­wsta­nie sta­nowi cen­tralny punkt chrze­ści­jań­stwa”. Broni czte­rech klu­czo­wych „po­twier­dzo­nych fak­tów” za po­mocą ar­gu­men­tów na rzecz cie­le­snego zmar­twych­wsta­nia Je­zusa:

• po­grzeb Je­zusa,

• od­kry­cie pu­stego grobu,

• Jego uka­zy­wa­nie się po śmierci,

• zro­dze­nie się w uczniach wiary w Jego zmar­twych­wsta­nie.

Każda „ade­kwatna hi­po­teza hi­sto­ryczna” musi wy­ja­śniać te fakty, a w prze­ko­na­niu Cra­iga naj­le­piej wy­ja­śnia je tra­dy­cyjne chrze­ści­jań­skie twier­dze­nie, że Bóg wskrze­sił Je­zusa z mar­twych.

Craig przed­sta­wia sze­reg świa­dectw na po­twier­dze­nie tych tez i od czasu do czasu po­wo­łuje się na sa­mego Lüde­manna w kwe­stii hi­sto­rycz­nej pew­no­ści co do tego, że ucznio­wie do­świad­czyli po­śmiert­nego uka­zy­wa­nia się Je­zusa oraz „na­głego zro­dze­nia się” w nich wiary w zmar­twych­wsta­nie. Po­nadto Craig wska­zuje, że po­dąża po pro­stu śla­dem kla­sycz­nej me­to­do­lo­gii hi­sto­rycz­nej, po­le­ga­ją­cej na po­szu­ki­wa­niu naj­lep­szego wy­ja­śnie­nia fak­tów hi­sto­rycz­nych. Do ty­powo sto­so­wa­nych kry­te­riów słu­żą­cych do oceny hi­po­tez hi­sto­rycz­nych za­li­czamy:

• sze­roki za­kres eks­pla­na­cyjny i moc eks­pla­na­cyjną,

• praw­do­po­do­bień­stwo,

• cha­rak­ter nie­do­raźny, nie­bę­dący hi­po­tezą ad hoc,

• zgod­ność z uzna­nymi prze­ko­na­niami,

• gó­ro­wa­nie nad wszyst­kimi kon­ku­ren­cyj­nymi teo­riami.

Craig kry­ty­kuje ne­go­wa­nie cu­dów przez Lüde­manna jako nie­upraw­nione od­wo­ły­wa­nie się do au­to­ry­tetu – mia­no­wi­cie do Da­wida Hume’a oraz Im­ma­nu­ela Kanta, któ­rzy ja­koby wy­klu­czyli moż­li­wość wy­ja­śnień w ka­te­go­riach cudu. Lecz na­wet opo­nenci w dzie­dzi­nie fi­lo­zo­fii zgo­dzą się co do tego, że ani Hume, ani Kant ni­czego ta­kiego nie zro­bili.

Wy­po­wiedź wstępna Lüde­manna od­biega od wcze­śniej przy­go­to­wa­nej wer­sji i jest bez­po­śred­nią re­ak­cją na wy­stą­pie­nie Cra­iga. Lüde­mann sta­wia py­ta­nia o to, co Je­zus ro­bił po zmar­twych­wsta­niu: „Czy w sen­sie do­słow­nym wstą­pił do nieba? Czy roz­kła­da­jące się zwłoki – zimne, z mó­zgiem po­zba­wio­nym krą­że­nia – mo­głyby zo­stać oży­wione? Czy Je­zus w swym zmar­twych­wsta­łym ciele mu­siałby się wy­próż­niać po je­dze­niu?”. Zda­niem Lüde­manna ta­kie kwe­stie to „non­sens” (do tej ka­te­go­rii można by rów­nież za­li­czyć na­ro­dze­nie z dzie­wicy).

Lüde­mann pod­kre­śla swoje od­da­nie me­to­do­lo­gii hi­sto­rycz­nej, po­słu­gu­jąc się na­stę­pu­ją­cymi okre­śle­niami: „nie­pod­wa­żalny re­zul­tat 250 lat ba­dań hi­sto­rycz­nych”, „kry­tyka hi­sto­ryczna”, „ka­te­go­rie stricte hi­sto­ryczne” itp. Wska­zuje też na pewne upięk­sze­nia po­ja­wia­jące się z upły­wem czasu w trak­cie pi­sa­nia Ewan­ge­lii: „im póź­niej­sze źró­dło, tym bar­dziej po­zy­tywny ob­raz osoby, która zło­żyła Je­zusa w gro­bie”. Ewan­ge­lie nie są za­tem wia­ry­god­nym źró­dłem in­for­ma­cji hi­sto­rycz­nych.

Naj­wcze­śniej­szą tra­dy­cję pi­saną do­ty­czącą zmar­twych­wsta­nia Je­zusa znaj­du­jemy w 15 roz­dziale Pierw­szego Li­stu do Ko­ryn­tian. Lüde­mann po­wąt­piewa w to, że Pa­weł za­kła­dał, iż grób był pu­sty, i że ów­cze­sny Żyd uznałby ot tak, iż „zmar­twych­wsta­nie” miało cha­rak­ter cie­le­sny. Zde­cy­do­wa­nie nie zga­dza się z Cra­igiem w kwe­stii tego, czy Pa­weł znał nar­ra­cję o pu­stym gro­bie. Jest ra­czej tak, że po­nie­waż Pa­weł za­li­cza sie­bie do grona świad­ków wy­mie­nio­nych w 1 Kor 15, sta­nowi on tym sa­mym „główne źró­dło tezy, iż to wi­zja zro­dziła wiarę w zmar­twych­wsta­nie Je­zusa”.

Poza tym Lüde­mann jest za­nie­po­ko­jony tym, co po­strzega jako ko­rze­nie an­ty­se­mi­ty­zmu tkwiące w Ewan­ge­liach. Jak już wcze­śniej zwró­cił uwagę w swo­jej książce The Unholy in Holy Scrip­ture[13], Bi­blia za­wiera „ne­ga­tywne stwier­dze­nia” o Ży­dach. Ci „źli Ży­dzi” są od­po­wie­dzialni za śmierć Je­zusa.

W swo­jej pierw­szej re­plice Craig stara się bar­dziej bez­po­śred­nio roz­pra­wić z hi­po­tezą wi­zji pro­po­no­waną przez Lüde­manna i już na po­czątku pod­kre­śla, że jest w rów­nej mie­rze od­dany idei ba­dań hi­sto­rycz­nych i me­to­do­lo­gii hi­sto­rycz­nej co jego ad­wer­sarz: „Gramy na tym sa­mym bo­isku”. W świe­tle tego po­dej­ścia Craig kry­ty­kuje hi­po­tezę Lüde­manna, ja­koby Piotr, cier­piący na kom­pleks winy z po­wodu trzy­krot­nego za­par­cia się Chry­stusa, do­znał wi­zji (czy też „ha­lu­cy­na­cji”) Je­zusa, co miało do­pro­wa­dzić do re­ak­cji łań­cu­cho­wej w po­staci wi­zji Je­zusa u in­nych Jego uczniów oraz apo­stoła Pawła. Tego ro­dzaju psy­cho­lo­gi­zo­wa­nie bu­dzi wąt­pli­wo­ści z per­spek­tywy wy­ja­śnień hi­sto­rycz­nych, a taka hi­po­teza nie mówi nam nic na te­mat pu­stego grobu. Co wię­cej, ta wąt­pliwa hi­po­teza za­kłada, że spo­tka­nie Pawła z Je­zu­sem na dro­dze do Da­maszku było tego sa­mego ro­dzaju co po­śmiertne uka­zy­wa­nie się Je­zusa uczniom. W prze­ko­na­niu Cra­iga sze­reg kry­te­riów hi­sto­rycz­nych prze­ma­wia za cie­le­snym zmar­twych­wsta­niem Je­zusa, nie zaś za hi­po­tezą wi­zji (czy „ha­lu­cy­na­cji”).

Lüde­mann w swo­jej pierw­szej re­plice za­rzuca Cra­igowi, że nie od­niósł się on do kwe­stii pod­nie­sio­nych przez niego w jego wy­po­wie­dzi po­cząt­ko­wej. Po pew­nych re­flek­sjach na te­mat tek­stu 1 Kor 15 (za­sta­na­wia­nie się, dla­czego Pa­weł w ogóle nie na­po­myka o pu­stym gro­bie) Lüde­mann wy­raża zde­cy­do­waną dez­apro­batę wo­bec po­słu­gi­wa­nia się okre­śle­niem ha­lu­cy­na­cja, jako ter­mi­nem ne­ga­tyw­nym, i pre­fe­ruje po­ję­cie wi­zji. Wi­zja może być bo­wiem po­tęż­nym i po­zy­tyw­nym mo­to­rem pro­wa­dzą­cym do „cał­ko­wi­tego zwrotu i prze­miany czy­je­goś ży­cia”.

Lüde­mann po­strzega kon­cep­cję bo­skiej in­ge­ren­cji jako deus ex ma­china: wy­daje się ona je­dy­nie do­star­czać wy­ja­śnie­nia czy roz­wią­za­nia, ale w zde­rze­niu z twardą, kon­kretną rze­czy­wi­sto­ścią oka­zuje się po­zba­wiona mocy eks­pla­na­cyj­nej. „Ża­den współ­cze­sny na­uko­wiec czy hi­sto­ryk, nie li­cząc pew­nych krę­gów teo­lo­gicz­nych, nie wy­obraża so­bie, że Bóg może in­ter­we­nio­wać”.

Pod­kre­śla, że tek­stów Ewan­ge­lii nie można trak­to­wać jako spój­nego zbioru świa­dectw, re­pre­zen­tują one ra­czej różne etapy roz­woju tra­dy­cji Zmar­twych­wsta­nia, po­czy­na­jąc od uka­zy­wa­nia się Je­zusa w wi­zjach („zmar­twych­wsta­nie du­chowe”), a koń­cząc na wy­pie­ra­ją­cych je nar­ra­cjach pod­kre­śla­ją­cych fi­zyczny cha­rak­ter Zmar­twych­wsta­nia. Ist­niały sprzeczne opi­nie co do na­tury zmar­twych­wsta­nia Je­zusa (np. chrze­ści­jań­skich gno­sty­ków), a wśród au­to­rów Ewan­ge­lii pa­no­wała skłon­ność od­no­sze­nia się do rze­czy­wi­stych pro­ble­mów w kon­kret­nych wspól­no­tach i mo­dy­fi­ko­wa­nia opo­wie­ści o Je­zu­sie tak, aby za­spo­ka­jały ich po­trzeby.

W swo­jej dru­gie re­plice Craig od­po­wiada, że Lüde­mann musi z góry za­kła­dać ja­kie­goś ro­dzaju „amne­zję zbio­rową” władz ży­dow­skich – naj­prost­szym dla nich spo­so­bem uci­sze­nia uczniów by­łoby prze­cież wska­za­nie na grób Je­zusa wraz ze znaj­du­ją­cym się w nim cia­łem. Poza tym ce­lem Pawła w 1 Kor 15 jest do­wieść nie tego, że zmar­twych­wstałe ciało jest fi­zyczne, lecz że jest ono w ja­kimś sen­sie du­chowe, że zwy­kłe fi­zyczne ciało zło­żone w gro­bie zo­staje wskrze­szone jako ciało du­chowe. Choć za­tem pierw­szo­pla­no­wym ce­lem Pawła nie jest po­twier­dze­nie, że grób był pu­sty, to jed­nak czyni to po­śred­nio.

Od­no­sząc się do py­tań Lüde­manna o na­turę po­śmiert­nego ciała Je­zusa, Craig ar­gu­men­tuje, że odej­ście Je­zusa z na­szego uni­wer­sum cza­so­prze­strzen­nego nie kłóci się z teo­rią względ­no­ści – czy to ogólną, czy szcze­gólną. Co wię­cej, Craig nie twier­dzi, że „wszyst­kie ko­mórki w ciele Je­zusa spon­ta­nicz­nie ożyły i że w spo­sób na­tu­ralny po­wstał On z mar­twych”. Nie, tego ro­dzaju wy­da­rze­nie nie mo­gło na­stą­pić na­tu­ral­nie, je­dy­nie w spo­sób nad­przy­ro­dzony.

W kwe­stii na­tury wy­ja­śnia­nia Craig stwier­dza, że in­ge­ren­cja Boga w isto­cie po­siada funk­cję eks­pla­na­cyjną. Oczy­wi­ście po­win­ni­śmy w pierw­szym rzę­dzie do­szu­ki­wać się wy­ja­śnień na­tu­ral­nych, je­śli jed­nak ta­kich brak, a wy­ja­śnie­nie nad­przy­ro­dzone wy­daje się prze­ko­nu­jące, to wy­ja­śnie­nia ta­kiego nie na­leży od­rzu­cać a priori. Je­śli bo­wiem Bóg ist­nieje, to zmar­twych­wsta­nie cie­le­sne nie jest nie­moż­liwe.

Osta­tecz­nie hi­po­teza Lüde­manna może się utrzy­mać tylko pod tym wa­run­kiem, że wszy­scy ucznio­wie do­świad­czyli zmar­twych­wsta­łego Chry­stusa w taki sam spo­sób jak Pa­weł do­świad­czył swo­jej „nie­biań­skiej wi­zji”. Sy­tu­owa­łoby to jed­nak wszyst­kie do­stępne nam nar­ra­cje w „pro­kru­sto­wym łożu” wy­ja­śnie­nia.

W swej dru­giej re­plice Lüde­mann po­wta­rza, że to, iż „ja­kieś wy­da­rze­nie jest nad­przy­ro­dzone, nie wy­ja­śnia ni­czego”, i jest go­towy wziąć na swoje barki brze­mię „ko­niecz­no­ści za­ofe­ro­wa­nia in­nego wy­ja­śnie­nia”. Dla­czego – za­sta­na­wia się – nie miałby od­czy­ty­wać do­świad­czeń uczniów po­przez pry­zmat kon­kret­nego do­świad­cze­nia Je­zusa przez Pawła? Nie po­win­ni­śmy my­śleć, że mo­żemy ufać Ewan­ge­liom, które zo­stały ukształ­to­wane przez ko­rzy­ści i po­trzeby dru­giego i trze­ciego po­ko­le­nia chrze­ści­jan. Re­la­cje, któ­rymi dys­po­nu­jemy, są za­nadto od­le­głe od pier­wot­nych wy­da­rzeń. A sama obiet­nica po­wtór­nego przyj­ścia Je­zusa, do któ­rego nie do­szło po­mimo upływu bli­sko dwóch ty­sięcy lat, sta­nowi mocny ar­gu­ment prze­ciwko tra­dy­cyj­nym prze­ko­na­niom chrze­ści­jań­skim.

W swo­ich koń­co­wych uwa­gach Craig opo­wiada o oso­bi­stym do­świad­cze­niu zmar­twych­wsta­łego Je­zusa, które prze­mie­niło jego ży­cie, co po­zo­staje w zgo­dzie z do­stęp­nymi świa­dec­twami hi­sto­rycz­nymi do­ty­czą­cymi Zmar­twych­wsta­nia.

W od­po­wie­dzi na to Lüde­mann, za­zna­cza­jąc swój sza­cu­nek dla oso­bi­stych prze­żyć Cra­iga, stwier­dza, że trudno mu przy­jąć tego ro­dzaju wiarę, mię­dzy in­nymi ze względu na an­ty­se­mi­tyzm obecny w Ewan­ge­liach. Po­nadto au­ten­tyczne prze­ży­cia re­li­gijne mogą wy­stę­po­wać także poza chrze­ści­jań­stwem. Lüde­mann do­cho­dzi do wnio­sku, że sam nie może uznać, iż Je­zus po­wi­nien być czczony ani że umarł On za na­sze grze­chy („mit z pierw­szego stu­le­cia”, nie­ma­jący żad­nego zna­cze­nia dla nas dzi­siaj).

Część 2. Fi­lo­zof Ste­phen T. Da­vis, wy­wo­dzący się z krę­gów ewan­ge­li­kal­nego chrze­ści­jań­stwa, jako pierw­szy usto­sun­ko­wuje się do de­baty w eseju za­ty­tu­ło­wa­nym Pro­blem cu­dów, wnie­bo­wstą­pie­nia i an­ty­se­mi­ty­zmu. Zaj­muje się tam trzema za­rzu­tami:

Hume i Kant pod­wa­żyli wia­ry­god­ność nad­przy­ro­dzo­nego świa­to­po­glądu bi­blij­nego, czyli rów­nież cie­le­snego zmar­twych­wsta­nia.

Prze­ko­na­nie o do­słow­nym cie­le­snym zmar­twych­wsta­niu Je­zusa nie spo­sób utrzy­mać z po­wodu ab­sur­dal­nych kon­se­kwen­cji wy­ni­ka­ją­cych z Jego wnie­bo­wstą­pie­nia.

An­ty­se­micki ma­te­riał za­warty w No­wym Te­sta­men­cie nie po­zwala żad­nej ro­zum­nej oso­bie przy­jąć wszyst­kiego, co głosi Nowy Te­sta­ment.

Je­śli cho­dzi o sta­no­wi­sko Hume’a i Kanta w spra­wie cu­dów, Da­vis wska­zuje, że więk­szość współ­cze­snych fi­lo­zo­fów uważa ich ar­gu­menty za „za­sad­ni­czo wa­dliwe”. Je­śli bo­wiem Bóg rze­czy­wi­ście ist­nieje i je­śli do­ko­nuje cza­sami cu­dow­nych in­ge­ren­cji, to nie można cu­dów wy­klu­czyć a priori – na­wet je­śli nie ak­cep­tuje ich ża­den hi­sto­ryk czy przed­sta­wi­ciel nauk em­pi­rycz­nych. Da­vis po­wta­rza sta­no­wi­sko Cra­iga, gło­szące, że na­wet ci, któ­rzy wie­rzą w moż­li­wość cu­dów, „po­winni sta­rać się z ca­łych sił znaj­do­wać wy­ja­śnie­nia na­tu­ralne”. Nie­mniej mu­simy rów­nież po­szu­ki­wać wy­ja­śnień naj­lep­szych.

Da­vis pro­po­nuje trzy kry­te­ria słu­żące usta­le­niu, kiedy od­wo­ły­wa­nie się do wy­ja­śnie­nia bo­skiego jest ra­cjo­nalne.

1. Ist­nie­jące wy­ja­śnie­nia na­tu­ralne za­wo­dzą, a wszyst­kie inne na­tu­ralne moż­li­wo­ści nie wy­dają się obie­cu­jące.

2. Wy­da­rze­nie jest do­nio­słe z re­li­gij­nego bądź mo­ral­nego punktu wi­dze­nia.

3. Wy­da­rze­nie, o któ­rym mowa, po­zo­staje w zgo­dzie z na­szymi ugrun­to­wa­nymi prze­ko­na­niami na te­mat pra­gnień i za­my­słów Boga, uka­za­nymi przez re­li­gię, którą wy­zna­jemy.

Da­vis jest prze­ko­nany, że zmar­twych­wsta­nia Je­zusa nie spo­sób wy­ja­śnić ina­czej jak tylko przez od­wo­ła­nie się do Boga.

Wo­bec Jego wnie­bo­wstą­pie­nia pro­blemy są moż­liwe do prze­zwy­cię­że­nia. Przy­kła­dowo, je­śli na­wet au­to­rzy No­wego Te­sta­mentu po­słu­gi­wali się kon­cep­cją trój­po­zio­mo­wego Wszech­świata, była to ra­czej me­ta­fora niż pre­cy­zyjna ko­smo­lo­gia w do­słow­nym sen­sie (au­to­rzy ci ro­zu­mieli na przy­kład, że nie­biosa nie­bios nie są w sta­nie ogar­nąć Boga). Wnie­bo­wstą­pie­nie było za­tem ak­tem o cha­rak­te­rze przede wszyst­kim sym­bo­licz­nym, do­ko­na­nym przez wzgląd na uczniów, cho­dziło ra­czej o zmianę sta­tusu niż miej­sca prze­by­wa­nia.

W kwe­stii an­ty­se­mi­ty­zmu Da­vis stwier­dza, że na­wet gdyby ist­niał on w No­wym Te­sta­men­cie, to nie wy­ni­ka­łoby z tego, iż Je­zus nie zo­stał wskrze­szony przez Boga z mar­twych. Jed­nakże nie ma żad­nych pod­staw do twier­dze­nia, ja­koby Nowy Te­sta­ment – na­pi­sany przez chrze­ści­jan po­cho­dze­nia ży­dow­skiego, któ­rzy by­naj­mniej nie chcieli ze­rwać z ju­da­izmem – miał wy­dźwięk an­ty­se­micki. Paw­łowi leży na sercu zba­wie­nie Ży­dów (Rz 9–11), a Ewan­ge­lia Jana używa okre­śle­nia „Ży­dzi” w spo­sób nie­jed­no­znaczny (rów­nież po­zy­tywny, na przy­kład w czwar­tym roz­dziale). An­ty­se­mi­tyzm jest zwy­czaj­nie nie do po­go­dze­nia z wiarą no­wo­te­sta­men­tową, nie­za­leż­nie od tego, jak chrze­ści­ja­nie nad­uży­wali pew­nych tek­stów w ko­lej­nych stu­le­ciach.

Ba­dacz No­wego Te­sta­mentu Mi­chael Gou­l­der (w eseju Moc eks­pla­na­cyjna wi­zji na­wró­ce­nio­wych) wy­raża opi­nię, że Craig na­zbyt po­chop­nie od­rzu­cił pro­po­no­waną przez Lüde­manna hi­po­tezę wi­zji, i szcze­gó­łowo uza­sad­nia swoje zda­nie. Przez na­wró­ce­nie ro­zu­mie on „sku­tek wy­da­rzeń, które ra­dy­kal­nie pod­wa­żają na­sze wy­obra­że­nie o so­bie sa­mym i uru­cha­miają wszyst­kie siły emo­cjo­nalne na­szej psy­chiki”. Cała oso­bo­wość i ukie­run­ko­wa­nie ży­cia ule­gają ra­dy­kal­nej zmia­nie. Może to być re­li­gijna wi­zja na­wró­ce­niowa (jak w przy­padku Su­san At­kins, by­łej człon­kini sekty Char­lesa Man­sona, któ­rej ży­cie ule­gło kom­plet­nej prze­mia­nie w trak­cie po­bytu w wię­zie­niu) bądź na­wró­ce­nie świec­kie (jak u Ar­thura Ko­estlera, który w roku 1931 prze­żył kry­zys, wi­dząc, jaką fik­cją było jego ży­cie jako for­mal­nie zde­kla­ro­wa­nego ko­mu­ni­sty, i od tej pory cał­ko­wi­cie po­świę­cił się „spra­wie”). Być może Piotr, który trzy razy za­parł się Je­zusa, i Pa­weł, który prze­śla­do­wał Ko­ściół, mo­gliby się oka­zać po­datni na dra­ma­tyczne, a na­wet trau­ma­tyczne prze­ży­cia. A prze­ży­cia tego ro­dzaju by­wają „za­raź­liwe” dla tych, któ­rzy do­wia­dują się o ta­kich na­wró­ce­niach.

Gou­l­der kwe­stio­nuje wia­ry­god­ność pier­wot­nych świa­dectw prze­ma­wia­ją­cych za po­grze­bem Je­zusa. Zwraca rów­nież uwagę na ten­den­cję do ubar­wień w miarę roz­woju tra­dy­cji (i po­daje z hi­sto­rii wła­snej ro­dziny przy­kłady twier­dzeń o im­po­nu­ją­cym ro­do­wo­dzie, które po zwe­ry­fi­ko­wa­niu oka­zy­wały się fał­szywe). Ewan­ge­lie wy­dają się przy­kła­dem ta­kiej wła­śnie ewo­lu­cji, co pro­wa­dzi do wnio­sku, że ich świa­dec­two nie jest wia­ry­godne. Gou­l­der pod­kre­śla, że cuda to „wy­ja­śnie­nia ostat­niej szansy”, kiedy je­ste­śmy „w sta­nie kom­plet­nej nie­moż­no­ści wy­ja­śnie­nia na­tu­ral­nego”. Lecz za­warte w Ewan­ge­liach opo­wie­ści o pu­stym gro­bie i o po­śmiert­nym uka­zy­wa­niu się Je­zusa ewo­lu­owały pod wpły­wem na­pięć i spo­rów w ło­nie wcze­snego Ko­ścioła w okre­sie od 30 do 70 lat po śmierci Je­zusa. Nie po­trzeba cudu do ich wy­ja­śnie­nia.

Na­stęp­nie ba­dacz No­wego Te­sta­mentu Ro­bert Gun­dry (Za­wę­ża­nie de­baty) traf­nie za­uważa, że sama for­muła de­baty – pla­no­wana z my­ślą o szer­szej pu­blicz­no­ści – może skła­niać do prze­sad­nych wy­po­wie­dzi i nie po­zo­sta­wiać wiele miej­sca na niu­anse. W przy­padku tej kon­kret­nej de­baty Gun­dry chce oczy­ścić ją z pew­nego „nad­miaru” po oby­dwu jej stro­nach, aby do­trzeć do sedna pro­ble­mów i ar­gu­men­ta­cji bę­dą­cych przed­mio­tem sporu. Po do­ko­na­niu ta­kiego „przy­cię­cia” Gun­dry za­uważa, że „po­zo­staje nie­wiele” z ar­gu­men­tów Lüde­manna, pod­czas gdy z ar­gu­men­tów Cra­iga za­cho­wuje się „so­lidny pień”.

Gun­dry za­zna­cza, że rze­czy­wi­ście ist­nieją pewne ślady roz­woju nar­ra­cji o Zmar­twych­wsta­niu i nie wolno ich igno­ro­wać. Lecz roz­wój nie musi ozna­czać wy­pa­cza­nia. Ba­da­jąc wy­po­wiedź Cra­iga, Gun­dry za­sta­na­wia się, dla­czego wi­zje czy „ha­lu­cy­na­cje” nie mogą za­wie­rać tego, co nie jest już obecne w umy­śle. Z dru­giej strony Gun­dry kwe­stio­nuje twier­dze­nie Lüde­manna, że re­la­cje o pu­stym gro­bie zmy­ślono, po­nie­waż uznano, iż su­biek­tywne wi­zje Je­zusa wska­zują na Jego fi­zyczne zmar­twych­wsta­nie. Nie ma żad­nego po­wodu do wy­cią­ga­nia ta­kich wnio­sków (jako że wi­zje osób zmar­łych opi­sane w Bi­blii i w in­nych miej­scach nie pro­wa­dzą do ta­kiego prze­ko­na­nia). Zresztą im da­lej chrze­ści­jań­stwo od­cho­dziło od swo­ich ży­dow­skich ko­rzeni, tym mniej było po­trzebne pre­pa­ro­wa­nie fi­zycz­nych aspek­tów zmar­twych­wsta­nia Je­zusa. Wy­daje się też mało praw­do­po­dobne, aby w ści­śle pa­triar­chal­nej kul­tu­rze ktoś sfa­bry­ko­wał hi­sto­rię o ko­bie­tach jako pierw­szych świad­kach Zmar­twych­wsta­nia. Rów­nież kom­pleks winy uważa Gun­dry za marną hi­po­tezę – dla­czego mamy uwa­żać, że ja­kaś su­biek­tywna wi­zja mia­łaby pro­wa­dzić do prze­ko­na­nia o fi­zycz­nym zmar­twych­wsta­niu Je­zusa?

Gun­dry zwraca też uwagę, że o na­tu­rze uka­za­nia się Je­zusa Paw­łowi do­wia­du­jemy się nie z pism sa­mego Pawła, lecz z Dzie­jów Apo­stol­skich. Słowo „uka­zał się” (ōph­thē), któ­rego Pa­weł używa w spi­sie świad­ków w 1 Kor 15, „nie im­pli­kuje ani sub­stan­cji nie­fi­zycz­nej, ani nie­biań­skiego umiej­sco­wie­nia, ani też nie­biań­skiego po­cho­dze­nia”, a samo słowo zmar­twych­wsta­nie (ana­sta­sis) su­ge­ruje przej­ście od le­żą­cych zwłok do sto­ją­cej po­stawy ciała ży­wego. Pa­weł nie mu­siał więc wspo­mi­nać o pu­stym gro­bie.

Ma­rek, jak przy­znaje Gun­dry, nie za­miesz­cza re­la­cji o fi­zycz­nym ciele Je­zusa wy­cho­dzą­cym z grobu. Nie za­wie­rają jej też po­zo­stałe Ewan­ge­lie. Każda taka opo­wieść mo­głaby naj­praw­do­po­dob­niej wska­zy­wać na le­gendę (jak w Ewan­ge­lii Pio­tra 9,35–10,42). Jed­nakże Ewan­ge­lia Marka w isto­cie za­kłada fi­zyczny cha­rak­ter uka­zy­wa­nia się Je­zusa.

Roy Ho­over, ostatni z ko­men­ta­to­rów, za­uważa w swoim eseju (Ry­wa­li­za­cja mię­dzy or­to­dok­sją a praw­do­mów­no­ścią), że ar­gu­men­ta­cję Cra­iga i Lüde­manna dzieli prze­paść. Przy­wo­łu­jąc okre­śle­nie Alas­da­ira Ma­cIn­tyre’a, Ho­over twier­dzi, że jest w tych ry­wa­li­zu­ją­cych sta­no­wi­skach pewna „nie­współ­mier­ność”. Z apro­batą przy­ta­cza też opi­nię Gor­dona Kauf­mana, że bo­ski byt trans­cen­du­jący Wszech­świat to dla nas coś tak bar­dzo nie­miesz­czą­cego się w gło­wie, iż nasz tra­dy­cyjny ję­zyk teo­lo­giczny na­le­ża­łoby zak­tu­ali­zo­wać i od­po­wied­nio przy­sto­so­wać, aby miał ja­ki­kol­wiek sens we współ­cze­snym świe­cie.

Ho­over uważa sta­no­wi­sko Lüde­manna za in­te­lek­tu­al­nie uczciw­sze w trak­cie tej de­baty. Przy­wo­łuje wi­zytę Billy’ego Gra­hama w Ha­rvard Di­vi­nity School, gdy stu­dio­wał tam na po­czątku lat sześć­dzie­sią­tych XX wieku. Słynny ewan­ge­li­sta opo­wia­dał o swo­ich zma­ga­niach z wąt­pli­wo­ściami co do au­to­ry­tetu Bi­blii i o tym, jak pew­nego dnia, wy­braw­szy się do lasu, po­wie­dział Bogu, że odłoży na bok swoje wąt­pli­wo­ści, za­ufa Bi­blii, a do na­uko­wych ba­dań nad Bi­blią bę­dzie się od­wo­ły­wał tylko w ta­kim za­kre­sie, w ja­kim będą one wspie­rać to, czemu chce po­zo­stać wierny. W oce­nie Ho­overa sta­no­wi­sko Cra­iga w kwe­stii Zmar­twych­wsta­nia przy­po­mina sta­no­wi­sko, ja­kie za­jął Gra­ham co do au­to­ry­tetu Pi­sma – ko­rzy­stamy z me­tod kry­tycz­nych tylko wtedy, gdy wspie­rają one nad­przy­ro­dzony, tra­dy­cyjny świa­to­po­gląd chrze­ści­jań­ski, któ­remu Craig chce po­zo­stać wierny. Craig chce po­zo­stać wierny or­to­dok­sji, Lüde­mann – praw­do­mów­no­ści.

Zda­niem Ho­overa ist­nieje jed­nak po­wód do po­wąt­pie­wa­nia w „ugrun­to­wane fakty” Cra­iga. Mu­simy wyjść od re­la­cji Pawła jako na­ocz­nego świadka, za­war­tej w 1 Kor 15, a nie od Ewan­ge­lii, któ­rych re­la­cje opie­rają się na po­gło­skach. Pa­weł nie po­trze­buje pu­stego grobu w sen­sie fi­zycz­nym, aby wie­rzyć w Zmar­twych­wsta­nie, Craig ow­szem. Po­dą­ża­jąc za Lüde­man­nem, Ho­over stwier­dza, że uży­cie w tym miej­scu przez Pawła słowa ōph­thē („uka­zał się”) świad­czy o tym, że uka­za­nie mu się Je­zusa było w isto­cie tym sa­mym co uka­za­nie się Je­zusa apo­sto­łom. Ucznio­wie Je­zusa albo nie byli w sta­nie, albo po pro­stu nie chcieli przy­wią­zy­wać wagi do miej­sca po­chówku Je­zusa. Zor­ga­ni­zo­wa­nie po­grzebu przez Jó­zefa to „póź­niej­sza le­genda”.

Po­nadto roz­bież­no­ści w nar­ra­cjach ewan­ge­licz­nych każą po­dać w wąt­pli­wość tezę, iż są to nar­ra­cje „so­lid­nie oparte na fak­tach”. „Róż­no­rod­ność nar­ra­cji wiel­ka­noc­nych” oraz oczy­wi­ste „in­te­resy teo­lo­giczne” sa­mych ewan­ge­li­stów czy­nią re­la­cje o Zmar­twych­wsta­niu hi­sto­rycz­nie wąt­pli­wymi. Poza tym zmar­twych­wsta­nie Je­zusa – w od­róż­nie­niu od Jego ukrzy­żo­wa­nia – było wy­da­rze­niem pry­wat­nym w ta­kim sen­sie, że Je­zus uka­zał się tym, któ­rzy już wie­rzyli bądź któ­rzy mieli uwie­rzyć. W osta­tecz­nym roz­ra­chunku to nie opo­wie­ści o pu­stym gro­bie zro­dziły wiarę, lecz wiara zro­dziła opo­wie­ści o pu­stym gro­bie.

Po­dą­ża­jąc za wcze­śniej­szymi stwier­dze­niami Lüde­manna, Ho­over oznaj­mia, że po­trze­bu­jemy „no­wego ję­zyka in­ter­pre­ta­cji”, wy­wie­dzio­nego z so­lid­nych ba­dań nad Bi­blią, nie zaś tego ro­dzaju or­to­dok­syj­no­ści, któ­rej chce po­zo­stać wierny Craig. Za­miast trój­po­zio­mo­wego Wszech­świata uka­za­nego w Bi­blii po­trze­bu­jemy „no­wo­cze­snego ro­zu­mie­nia zna­cze­nia wiary chrze­ści­jań­skiej”, re­spek­tu­ją­cego twier­dze­nia zgodne z prawdą.

Część 3. W eseju koń­co­wym Lüde­mann wska­zuje na po­trzebę, aby naj­pierw po­dej­mo­wać próbę na­tu­ral­nego wy­ja­śnie­nia wiary w Zmar­twych­wsta­nie w po­cząt­kach chrze­ści­jań­stwa. Je­dy­nie tam, gdzie jest to nie­moż­liwe, na­leży pro­po­no­wać inne wy­ja­śnie­nia.

Na ko­niec zwraca uwagę na pięć kwe­stii.

Po pierw­sze, pod­pi­suje się pod za­pro­po­no­waną przez Gou­l­dera obroną hi­po­tezy wi­zji, gdyż świa­dec­twa Paw­łowe nie dają pod­staw do żad­nej al­ter­na­tywy. Fi­zyczny cha­rak­ter spo­tkań ze zmar­twych­wsta­łym Je­zu­sem, obecny w póź­niej­szych Ewan­ge­liach, wska­zuje na wtórny ma­te­riał.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

DE­DY­KA­CJA

[1] Frag­ment pie­śni na­pi­sa­nej przez Anne Ste­ele w 1760 roku, prze­tłu­ma­czo­nej na ję­zyk nie­miecki przez E.H. Ge­bhardta w 1875 roku i za­ty­tu­ło­wa­nej So­lang mein Je­sus lebt: „Tak długo jak mój Je­zus żyje / A Jego siła mnie pod­nosi, / Strach i smu­tek mu­szą ode mnie uciec, / Moje serce w mi­ło­ści musi świe­cić” (przyp. red.).

WSTĘP

[1]Cul­ture and Va­lue, ed. G.H. von Wri­ght with H. Ny­man, trans. P. Winch, Uni­ver­sity of Chi­cago Press, Chi­cago 1980, s. 33, przyp.
[2] Wszyst­kie cy­taty bi­blijne za wy­da­niem: Pi­smo Święte Sta­rego i No­wego Te­sta­mentu – Bi­blia Ty­siąc­le­cia, wyd. piąte na nowo opra­co­wane i po­pra­wione, Pal­lot­ti­num, Po­znań 2020, chyba że za­zna­czono ina­czej (przyp. red.).
[3] W.L. Craig, As­ses­sing the New Te­sta­ment Evi­dence for the Hi­sto­ri­city of the Re­sur­rec­tion of Je­sus, „Stu­dies in the Bi­ble and Early Chri­stia­nity”, Edwin Mel­len, Le­wi­ston, N.Y. 1989, s. 418–420.
[4] G. Lüde­mann, What Re­ally Hap­pe­ned to Je­sus? A Hi­sto­ri­cal Ap­pro­ach to the Re­sur­rec­tion, trans. J. Bow­den, West­min­ster John Knox, Lo­uisville, Ky. 1995, s. 134–135.
[5] Tamże, s. 135.
[6] Tamże, s. 136.
[7] Tamże, s. 137.
[8] D. Hume, Ba­da­nia do­ty­czące ro­zumu ludz­kiego, tłum. J. Łu­ka­sie­wicz, K. Twar­dow­ski, „Ar­cy­dzieła Wiel­kich My­śli­cieli”, De­Ago­stini, Al­taya, War­szawa 2001, s. 112 [pi­sow­nia do­sto­so­wana do ak­tu­al­nych re­guł – przyp. tłum.].
[9] I. Kant, Kry­tyka czy­stego ro­zumu, tłum. R. In­gar­den, t. I, Pań­stwowe Wy­daw­nic­two Na­ukowe, War­szawa 1957, s. 139.
[10] R. Bult­mann, The New Te­sta­ment and My­tho­logy, w: Ke­rygma and Myth, ed. H.W. Bartsch, Har­per & Row, New York 1961, s. 5.
[11] Omó­wie­nie oraz kry­tyczna ocena Kan­tow­skiego twier­dze­nia o na­szej nie­zdol­no­ści do zro­zu­mie­nia Boga / rze­czy sa­mych w so­bie (czy to z per­spek­tywy „jed­nego świata”, czy „dwóch świa­tów”) – zob. A. Plan­tinga, War­ran­ted Chri­stian Be­lief, Oxford Uni­ver­sity Press, New York 1999, s. 3–30.
[12] F.H. Bra­dley, Zja­wi­sko a rze­czy­wi­stość, tłum. J. Szy­mura, Cor­ner, To­ruń 1996, s. 1–2.
[13] G. Lüde­mann, The Unholy in Holy Scrip­ture, trans. J. Bow­den, West­min­ster John Knox, Lo­uisville 1997. Jego ko­men­ta­rze o „an­ty­ju­da­izmie w No­wym Te­sta­men­cie” – zob. s. 76–127.