Zło. Dlaczego jesteśmy psychopatami, mordercami i sadystami - Lauri Nummenmaa - ebook
NOWOŚĆ

Zło. Dlaczego jesteśmy psychopatami, mordercami i sadystami ebook

Lauri Nummenmaa

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

17 osób interesuje się tą książką

Opis

Aby zrozumieć prawdziwą naturę zła, musimy odważyć się spojrzeć mu prosto w oczy.

Historia ludzkości to nieskończony ciąg morderstw, gwałtów, zniewalania, tortur, wojen i wszelkich aktów okrucieństwa. Już w czasach społeczeństw zbieracko-łowieckich zapuszczenie się na tereny sąsiedniego plemienia groziło utratą życia. Dziś, pomimo głębokiej humanizacji wielu sfer naszej codzienności, wciąż dopuszczamy się aktów zła – i wciąż go nie rozumiemy.

Bliskość z innymi ludźmi jest dla nas źródłem poczucia sensu i bezpieczeństwa, jednak konflikty i przemoc zdają się nieodzowną częścią naszego wspólnego życia na Ziemi. Jednocześnie nikt z nas nie przyznaje się do bycia złym i nikt nie chce, by inni byli źli.

Psycholog i neurobiolog, profesor Lauri Nummenmaa, odsłania przed czytelnikami mroczną stronę ludzkiego umysłu, badając biologiczną, psychologiczną i moralną naturę zła oraz jego możliwe przemiany w przyszłości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 514

Data ważności licencji: 4/1/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Przedmowa

Zło wciąż jest aktu­al­nym tema­tem, cho­ciaż wcale tego nie chcemy. Codzien­nie wpy­cha się do naszego życia. Nawet gdy sami nie sta­jemy z nim twa­rzą w twarz, wdziera się w nasz świat za pośred­nic­twem nie­prze­rwa­nego potoku bie­żą­cych infor­ma­cji. Choć­by­śmy z całych sił pró­bo­wali uni­kać wszel­kiego okru­cień­stwa i nie­spra­wie­dli­wo­ści, prze­stęp­stwa z uży­ciem prze­mocy, gangi mło­dzie­żowe, wojny i znę­ca­nie się nad dziećmi są czę­ścią naszego życia. Obec­nie sytu­acja w Euro­pie jest nie­sta­bilna z powodu ataku Rosji na Ukra­inę, a cza­jące się w ludz­kim umy­śle zło mate­ria­li­zuje się tuż za gra­nicą.

Zło łączy w sobie ele­menty, które budzą jed­no­cze­śnie nasz wstręt i fascy­na­cję. Włos jeży nam się na gło­wie na myśl o uczest­ni­cze­niu w bójce, co nie prze­szka­dza jed­nak temu, by prze­moc w książ­kach, fil­mach i grach wideo przy­cią­gała nas niczym magnes. Czło­wiek jest istotą o natu­rze dwo­istej: z jed­nej strony potra­fimy doszczęt­nie nisz­czyć, z dru­giej zaś – two­rzyć piękno i dobro. Kłó­cimy się i kochamy, burzymy i budu­jemy. Taki jest efekt pie­czo­ło­wi­tych prac ewo­lu­cji nad ludz­kim mózgiem. W natu­rze naj­le­piej radzi sobie ten, kto nie tylko ma instynkty zabójcy, ale potrafi też zawie­rać soju­sze, kochać i trosz­czyć się o innych. Jeśli jed­nak jed­nostką kie­ruje jedy­nie jej mroczna strona, jest ska­zana na porażkę, ponie­waż ludzie przy­jaź­nie nasta­wieni i uczciwi mogą sprzy­mie­rzyć się i poko­nać prze­ciw­nika dzięki prze­wa­dze liczeb­nej. W razie kon­fliktu zbyt uprzejmi nie­zmien­nie prze­gry­wają.

Ostat­nia dekada przy­nio­sła olbrzy­mie postępy w pra­cach nauko­wych nad zro­zu­mie­niem prze­mocy, prze­stęp­czo­ści i powsze­dniego zła. Gene­tyka, bada­nia nad mózgiem oraz psy­cho­lo­gia ewo­lu­cyjna otwo­rzyły spe­cja­li­stom drzwi do mrocz­nych zakąt­ków ludz­kiego umy­słu i poka­zały, że naj­bar­dziej nisz­czy­ciel­skie siły czło­wie­czej natury dzia­łają według prze­wi­dy­wal­nej logiki. Wyniki badań mają także to do sie­bie, że wzbu­dzają ambi­wa­lentne uczu­cia. Wpływ genów, wię­zów rodzin­nych i kul­tury na prze­moc jest zatrwa­ża­jący. Bada­nia poka­zują, że ludzki umysł nie jest wcale tak czy­sty i nie­winny, jak to sobie wyobra­ża­li­śmy. Czę­sto trudno nam zro­zu­mieć zło, ponie­waż prze­moc i okru­cień­stwo po pro­stu nie pasują do wyide­ali­zo­wa­nego obrazu ludz­kiej natury, jaki nosimy w sobie. Aby pojąć jego istotę, trzeba spoj­rzeć mu pro­sto w oczy. Tylko w ten spo­sób możemy zapa­no­wać nad okru­cień­stwem ludz­kiego umy­słu i kon­tro­lo­wać instynkt zabójcy.

Ta książka opo­wiada o mrocz­nej stro­nie ludz­kiego umy­słu, a zwłasz­cza o pano­wa­niu nad nią. Im lepiej rozu­miemy, jak funk­cjo­nują wciąż ukry­wa­jące się w naszych mózgach instynkty zabójcy, tym lepiej potra­fimy wza­jem­nie się przed nimi chro­nić. Choć bada­nia poka­zują, że natura czło­wieka składa się zarówno z dobrej, jak i złej czę­ści, w różny spo­sób można wpły­wać na to, która z tych sił się ujawni. W końcu w dzie­jach ludz­ko­ści to wła­śnie edu­ka­cja, kul­tura i poczu­cie przy­na­leż­no­ści były naj­więk­szymi wro­gami dzi­kich instynk­tów czło­wieka.

Pracę nad książką wsparły Fiń­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Auto­rów Lite­ra­tury Faktu (Suomen Tie­to­kir­ja­ili­jat ry) oraz Komi­tet do Spraw Upo­wszech­nia­nia Nauki (Tie­don­jul­ki­sta­mi­sen neu­vot­te­lu­kunta), za co jestem im bar­dzo wdzięczny. Dzię­kuję rów­nież bada­czom i per­so­ne­lowi Pań­stwo­wego Ośrodka Pozy­to­no­wej Tomo­gra­fii Emi­syj­nej (Val­ta­kun­nal­li­nen PET-keskus), z któ­rymi mogli­śmy spraw­dzić, z jakich mole­kuł składa się w rze­czy­wi­sto­ści mroczna strona ludz­kiej natury. Naj­więk­sze podzię­ko­wa­nia skła­dam z kolei mojej rodzi­nie, która codzien­nie poka­zuje, że umysł czło­wieka zbu­do­wany jest przede wszyst­kim ze szczę­ścia, miło­ści i rela­cji z innymi ludźmi.

Turku, 23 czerwca 2022 rokuAutor

1. Urodzeni zabójcy

1.

Uro­dzeni zabójcy

Szla­chet­ność czło­wieka ni­gdy nie prze­sta­nie zdu­mie­wać. Adop­tu­jemy dzieci obcych ludzi, odda­jemy nie­zna­jo­mym krew, komórki macie­rzy­ste, a nawet narządy wewnętrzne. Co wię­cej, opie­ku­jemy się potrze­bu­ją­cymi pomocy zwie­rzę­tami. Źró­dłem suk­cesu naszego gatunku są nie­zna­jąca gra­nic pomy­sło­wość, zdol­no­ści przy­sto­so­waw­cze i goto­wość do współ­pracy. Jeśli funk­cjo­nuje się samemu, wycho­wy­wa­nie dzieci, uprawa zbóż, budowa domu i pro­wa­dze­nie szkoły mogą się nie udać, za to współ­praca w każ­dej sytu­acji przy­nie­sie korzy­ści. Dla­czego zatem mię­dzy ludźmi powstają kon­flikty? Na świe­cie zda­rzają się wszel­kiego rodzaju spory, a w wielu przy­pad­kach dobro wła­sne sta­wiane jest ponad dobro ogółu. Żyw­no­ści, part­ne­rów oraz miejsc do osie­dle­nia się ni­gdy nie wystar­czy dla wszyst­kich. Kon­ku­ro­wa­nie o naj­lep­sze warunki życia i moż­li­wość prze­dłu­że­nia rodu w wielu przy­pad­kach przy­biera formę prze­mocy. Kochamy się i kłó­cimy, budu­jemy mia­sta i je nisz­czymy, poko­nu­jemy cho­roby, dając jed­no­cze­śnie moż­li­wość roz­woju kolej­nym. Gazety codzien­nie roz­pi­sują się o woj­nach, mor­der­stwach, pod­pa­le­niach oraz wypad­kach. Każ­dego ranka w szko­łach i miej­scach pracy roz­wią­zy­wane są mniej­sze i więk­sze kon­flikty, a tysiące par oraz rodzin z dziećmi wza­jem­nie dzia­łają sobie na nerwy każ­dego wie­czoru.

Histo­ria ludz­ko­ści obfi­tuje w mor­der­stwa, napa­ście, znie­wo­le­nia, gwałty i inne prze­stęp­stwa. W cza­sach spo­łe­czeństw zbie­racko-łowiec­kich dosta­nie się na tery­to­rium obcego ple­mie­nia skut­ko­wało ode­bra­niem życia. Prze­moc od zawsze była czę­stą przy­czyną śmierci. Oce­nia się, że w kul­tu­rach ple­mien­nych, zanim jesz­cze powstały pań­stwa naro­dowe, około 2% wszyst­kich zgo­nów spo­wo­do­wane było ludzką agre­sją1. Wiele zna­le­zisk arche­olo­gicz­nych pod­suwa dowody na sto­so­wa­nie prze­mocy.

Ostat­nie chwile czło­wieka zwa­nego Ötzim były bar­dzo ponure. Bada­nia suge­rują, że śmierć owego męż­czy­zny spo­wo­do­wana została strzałą raniącą go w oko­li­cach płuc albo ura­zem powsta­łym w wyniku ude­rze­nia tępym narzę­dziem2. Z kolei na broni, którą dzier­żył Ötzi, zna­le­ziono krew i DNA co naj­mniej czte­rech osób, co suge­ruje, że przed śmier­cią brał udział w walce, pod­czas któ­rej musiał się bro­nić lub zabi­jać prze­ciw­ni­ków. Czło­wiek z Ken­ne­wick, któ­rego szczątki odna­le­ziono w 1998 roku w oko­li­cach Waszyng­tonu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, zgi­nął około roku 7000 p.n.e. na sku­tek ugo­dze­nia oszcze­pem3. Naj­star­sze szczątki ofiary zabój­stwa pocho­dzą z pół­noc­nej Hisz­pa­nii. Zna­le­ziona w jaskini roz­trza­skana czaszka liczy sobie ponad 400 tysięcy lat (Ilu­stra­cja 1.1). Dzięki mode­lo­wa­niu kom­pu­te­ro­wemu bada­czom udało się usta­lić, że kości czoła zostały zmiaż­dżone wie­lo­krot­nymi ude­rze­niami tępego narzę­dzia. Liczba cio­sów wska­zuje na to, że ata­ku­jący świa­do­mie dążył do zabi­cia prze­ciw­nika4.

Ilu­stra­cja 1.1. Naj­star­sza znana ofiara mor­der­stwa. Szczątki zna­le­zione w pół­noc­nej Hisz­pa­nii pocho­dzą sprzed 400 tysięcy lat. Rekon­struk­cja kom­pu­te­rowa czaszki i pęk­nię­cia na czole poka­zuje, że uraz powstał wsku­tek co naj­mniej dwóch sil­nych ude­rzeń. Źró­dło ilu­stra­cji: Juan Luis Arsu­aga et al. (2015). Lethal Inter­per­so­nal Vio­lence in the Mid­dle Ple­isto­cene, PLOS ONE, 10. https://jour­nals.plos.org/plo­sone/article?id=10.1371/jour­nal.pone.0126589 (dostęp: 14.01.2026).

W wielu daw­nych kul­tu­rach powszechne było skła­da­nie ofiar z ludzi. Inka­skie mumie dzieci dowo­dzą peł­nej okru­cieństw histo­rii głów­nych sta­ro­żyt­nych ludów Ame­ryki Połu­dnio­wej. W ten spo­sób praw­do­po­dob­nie potwier­dzano wła­dzę ducho­wych lub świec­kich przy­wód­ców. Jed­nak z per­spek­tywy współ­cze­snego czło­wieka wydaje się to irra­cjo­nalne – pozo­sta­wione przy życiu dzieci mogłyby stać się przy­datną siłą robo­czą lub wojow­ni­kami, a jeń­ców wojen­nych bar­dziej opła­ci­łoby się znie­wo­lić niż zabi­jać. Ludz­kiemu życiu nie przy­pi­sy­wano wów­czas jed­nak dużej war­to­ści, uwa­żano je za pełne trudu i bólu, uprzy­krzane przez cho­roby i wojny. A skoro bogo­wie róż­nych reli­gii stwo­rzyli świat takim nędz­nym, na pewno czer­pią przy­jem­ność z cier­pie­nia i ludz­kich ofiar. Nawet w biblij­nej histo­rii o począt­kach świata poja­wia się prze­moc, która speł­nia­łaby kry­te­ria ludo­bój­stwa. W Księ­dze Rodzaju Kain mor­duje swo­jego brata, czyli jedną czwartą lud­no­ści całej pla­nety. Przy życiu pozo­staje tylko on sam, Adam i Ewa. Wątek życia i śmierci Jezusa, naj­waż­niej­szy w Biblii, to nie tylko histo­ria o prze­ba­cze­niu, lecz rów­nież o bru­tal­no­ści, zabój­stwie i nie­to­le­ran­cji. Krzyż, święty sym­bol chrze­ści­jan, był prze­cież swego czasu wyko­rzy­sty­wany jako naj­okrut­niej­sze narzę­dzie tor­tur i zada­wa­nia śmierci.

Ludz­kość zawsze wyka­zy­wała się pomy­sło­wo­ścią w opra­co­wy­wa­niu moż­li­wie naj­prost­szych metod uśmier­ca­nia bliź­nich. Przez długi czas maczugi, mie­cze i łuki były szczy­to­wym osią­gnię­ciem tech­no­lo­gii prze­mocy. Po Wiel­kiej Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej krwawo rzą­dzący jako­bini potrze­bo­wali metody na szyb­kie zabi­ja­nie szlachty, jej służby domo­wej i pozo­sta­łych pod­le­głych jej pod­wład­nych oraz wszyst­kich tych, któ­rzy sprze­ci­wiali się nowej wła­dzy. Wtedy Joseph-Ignace Guil­lo­tin stwo­rzył gilo­tynę, która miała być szyb­szym i bar­dziej huma­ni­tar­nym zamien­ni­kiem egze­ku­cji wyko­ny­wa­nych sie­kierą. Gilo­tyna była nie­za­wod­nym narzę­dziem, które odci­nało głowę jed­nym ruchem. „Krwawe igrzy­ska” Fran­cu­zów trwały dzie­sięć lat i zakoń­czyły się dopiero w 1799 roku, gdy do wła­dzy doszedł Napo­leon Bona­parte.

W Fin­lan­dii ostat­nia tego typu egze­ku­cja została wyko­nana w 1825 roku. Ska­za­nym był paro­bek Tahvo Put­ko­nen z powiatu Pieksämäki na wscho­dzie kraju, który zabił chłopa czyn­szow­nika Las­sego Hirvo­nena.

W cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej nazi­stow­skie Niemcy potrze­bo­wały jesz­cze sku­tecz­niej­szego narzę­dzia do zabi­ja­nia, gdyż dążyły do jak naj­szyb­szego wymor­do­wa­nia milio­nów Żydów. Masowe egze­ku­cje pro­wa­dzono z uży­ciem Cyklonu B, który pier­wot­nie sto­so­wany był do zabi­ja­nia owa­dów. Ska­za­nych zamy­kano w komo­rach gazo­wych, a w kana­łach wen­ty­la­cyj­nych umiesz­czano por­cję tru­ci­zny. Po kon­tak­cie z wil­go­cią zaczy­nała ona uwal­niać cyja­no­wo­dór. Ofiary umie­rały w ciągu około pięt­na­stu minut.

Zabój­cza siła Cyklonu B nie dorów­ny­wała jed­nak rezul­ta­towi pro­jektu Man­hat­tan. Bomby ato­mowe, zrzu­cone w 1945 roku na Hiro­szimę i Naga­saki przez ame­ry­kań­skie siły powietrzne, zabiły łącz­nie około 200 tysięcy Japoń­czy­ków.

Mor­der­stwa, napady i gwałty są nie­od­łącz­nymi ele­men­tami naszej współ­cze­sno­ści. Każ­dego roku w wyniku prze­mocy ginie około pół­tora miliona osób5. W 2019 roku w samej Fin­lan­dii zgło­szono 33 800 napa­ści, 1500 gwał­tów, 1700 przy­pad­ków wyko­rzy­sta­nia sek­su­al­nego dzieci i 72 zabój­stwa. Zło wśród ludzi to jed­nak nie tylko pozba­wie­nie kogoś życia lub oka­le­cze­nie. W ciągu roku poli­cja otrzy­muje zawia­do­mie­nia o około milio­nie prze­stępstw, a mniej wię­cej 20% uczniów – według ankiety Insty­tutu Zdro­wia i Opieki Spo­łecz­nej (Tervey­den ja hyvi­nvo­in­nin laitos) – zgła­sza, że stało się ofia­rami prze­mocy w szkole.

Bez względu na formę, prze­moc i prze­stęp­czość zawsze wyrzą­dzają ofie­rze krzywdę. W naj­dra­stycz­niej­szym przy­padku traci ona życie, w naj­ła­god­niej­szym – jedy­nie mie­nie, ale mię­dzy tymi skraj­no­ściami mie­ści się wiele róż­nych sce­na­riu­szy. Ofiary prze­stępstw zma­gają się z róż­nymi następ­stwami: od cho­rób i poważ­nych pro­ble­mów ze zdro­wiem psy­chicz­nym po nie­zdol­ność do pracy, degra­da­cję spo­łeczną i kło­poty finan­sowe. Około 20% ofiar prze­stępstw oraz wete­ra­nów wojen­nych cierpi z powodu zespołu stresu poura­zo­wego6. Z kolei prze­stęp­stwa na tle sek­su­al­nym dzie­się­cio­krot­nie zwięk­szają ryzyko samo­bój­stwa pokrzyw­dzo­nej osoby7.

Codzienne doświad­cza­nie zła i trud­nych sytu­acji rów­nież głę­boko odci­ska się na ofia­rach. Drę­cze­nie w szkole zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo pro­ble­mów ze zdro­wiem fizycz­nym i psy­chicz­nym8, na przy­kład ner­wicy, depre­sji9, trud­no­ści z ucze­niem się10, zabu­rzeń psy­cho­so­ma­tycz­nych11, a także pod­wyż­sza ryzyko myśli i prób samo­bój­czych12. Ofiary prze­mocy szkol­nej odczu­wają jej skutki rów­nież w doro­sło­ści – prze­ja­wiają na przy­kład trud­no­ści z budo­wa­niem trwa­łych związ­ków i czę­ściej bory­kają się z pro­ble­mami finan­so­wymi13. Te ten­den­cje mogą być także prze­ka­zy­wane z poko­le­nia na poko­le­nie, ponie­waż psy­chiczne i finan­sowe pro­blemy rodzi­ców rzu­tują rów­nież na losy ich dzieci. Zło, prze­moc i agre­sja łamią ludzi, a szcze­gól­nie tych naj­młod­szych. Kłót­nie rodzi­ców osła­biają więź mię­dzy nimi oraz ich dziećmi, a także wzma­gają agre­sję mię­dzy rodzeń­stwem14. Już sama groźba, że sta­nie się coś złego lub ktoś zasto­suje prze­moc, szko­dzi zdro­wiu. Na przy­kład ataki Hamasu utrzy­mują Izra­el­czy­ków w sta­nie cią­głej goto­wo­ści. Szcze­gól­nie miesz­kań­com obsza­rów gra­ni­czą­cych z Zachod­nim Brze­giem Jor­danu trudno jest zapo­mnieć o rakie­tach ter­ro­ry­stów. Liczba ata­ków waha się na prze­strzeni lat. Ponie­waż trwają one już od dekad, naukowcy zebrali obszerny histo­ryczny mate­riał, na któ­rym udało im się prze­ana­li­zo­wać związki pomię­dzy zagro­że­niem ter­ro­ry­zmem a stre­sem. Zauwa­żono, że im bar­dziej Izra­el­czycy bali się ata­ków, tym wyż­sze było u nich tętno spo­czyn­kowe oraz tym niż­szy poziom ace­ty­lo­cho­liny, czyli neu­ro­prze­kaź­nika, który łago­dzi stre­sowe reak­cje mózgu15. Z tego wynika, że cią­głe zagro­że­nie bru­talną prze­mocą zmu­sza ciało i mózg do pracy na wyso­kich obro­tach, co może zwięk­szyć ryzyko przed­wcze­snej śmierci.

Niepojęte zło

Cho­ciaż na świe­cie jest pełno zła, z jakie­goś nie­wy­tłu­ma­czal­nego powodu ludzki umysł nie chce pojąć jego natury. Instynk­tow­nie rozu­miemy, dla­czego matka pocie­sza pła­czące dziecko albo dla­czego zako­chani leżą obok sie­bie w cia­snych obję­ciach, ale wydaje się, że myśli i emo­cje zło­czyńcy wymy­kają się cał­ko­wi­cie naszemu rozu­mowi. Po pro­stu nie jeste­śmy w sta­nie pojąć, dla­czego nie­któ­rzy ludzie wyrzą­dzają innym zło. Gdy sły­szymy, że poszko­do­wany został nie­winny czło­wiek, pierw­sza nasza reak­cja to wiel­kie zdzi­wie­nie: jak takie coś jest w ogóle moż­liwe?

Siód­mego grud­nia 2020 roku pra­cow­nik budowy w hel­siń­skiej dziel­nicy Koskela zaraz po roz­po­czę­ciu swo­jej zmiany zna­lazł nagie ciało szes­na­sto­let­niego chło­paka. Ofiara została pod­dana prze­ra­ża­ją­cym tor­tu­rom. Tego samego dnia ujęto trzech podej­rza­nych o udział w spra­wie szes­na­sto­lat­ków i posta­wiono im zarzut zabój­stwa. Już na początku śledz­twa oka­zało się, że sprawcy nagrali komórką poprze­dza­jące śmierć znę­ca­nie się, a czas popeł­nie­nia prze­stęp­stwa to pią­tek 4 grud­nia. W momen­cie zna­le­zie­nia ciało leżało na miej­scu zbrodni już od kilku dni. W week­end dwóch spraw­ców przy­szło je obej­rzeć. Szybko wyszło na jaw, że ofiara znała opraw­ców od dłu­giego czasu, a ci z kolei od lat sys­te­ma­tycz­nie i dotkli­wie znę­cali się nad chło­pa­kiem. W ciągu ostat­niego roku sytu­acja eska­lo­wała do tego stop­nia, że prze­śla­dowcy ucie­kli się do prze­mocy fizycz­nej.

Sprawa zabój­stwa wzbu­dziła u Finów nie­po­kój, smu­tek i gniew, lecz przede wszyst­kim wpra­wiła ich w nie­do­wie­rza­nie i poczu­cie bez­sil­no­ści. Co takiego musiało się wyda­rzyć, skoro nasto­lat­ko­wie posta­no­wili naj­pierw tor­tu­ro­wać swo­jego zna­jo­mego, a potem jesz­cze go zabić? W pra­sie i na forach inter­ne­to­wych z zapa­łem pro­wa­dzono pry­watne ama­tor­skie śledz­twa. Ludzie, któ­rzy w ogóle nie byli zaan­ga­żo­wani w sprawę, robili, co mogli, aby wydo­być na świa­tło dzienne i udo­wod­nić jakie­kol­wiek – praw­dziwe lub zmy­ślone – motywy zabój­stwa. Rów­nież w opu­bli­ko­wa­nych w pra­sie listach czy­tel­ni­ków poszu­ki­wano przy­czyn tego, co się stało, i pytano, dla­czego nie udało się uchro­nić bez­bron­nego nasto­latka i czy zapew­niono mu odpo­wied­nią pomoc i opiekę. Sprawa wstrzą­sała do głębi rów­nież z tego powodu, że ofiara nie ukoń­czyła jesz­cze osiem­na­stego roku życia i w prak­tyce była jesz­cze dziec­kiem, które miało całe życie przed sobą. Fino­wie zde­ner­wo­wali się jesz­cze bar­dziej, gdy podano infor­ma­cję, że nie­peł­no­let­nich spraw­ców nie można pocią­gnąć do odpo­wie­dzial­no­ści przed sądem kar­nym.

To zatrwa­ża­jące wyda­rze­nie poka­zuje, że nawet dzieci, które uwa­żamy za nie­winne, są zdolne do robie­nia innym skraj­nie okrut­nej krzywdy. Tego typu zbrod­nia zmu­sza nas do reflek­sji nad naturą zła. Bar­dzo trudno jed­nak zro­zu­mieć, dla­czego dzieci potra­fią zabi­jać inne dzieci, dla­czego matka topi nowo­rodka albo dla­czego mąż co wie­czór nabija żonie kolejne siniaki. Taki brak zro­zu­mie­nia jest zdu­mie­wa­jący, w końcu ludzie zwy­kle nie mają więk­szych trud­no­ści w odczy­ty­wa­niu emo­cji innych i rozu­mie­niu moty­wów ich postę­po­wa­nia16. Nie potra­fimy jed­nak pojąć zła. Łatwo jest myśleć, że ludzie czy­nią je po pro­stu dla­tego, że są źli. Jest to jed­nak błędne koło w rozu­mo­wa­niu, które może być szko­dliwe – gdy pozwa­lamy złu zamknąć nasze umy­sły, w ogóle nie pró­bu­jemy dociec jego źró­deł.

Na szczę­ście czło­wiek ma zdol­ność bada­nia oraz wyja­śnia­nia sobie wła­snej natury i pły­ną­cych z niej dzia­łań. Dzięki temu, z pomocą nauko­wych metod bio­lo­gii i psy­cho­lo­gii, można zro­zu­mieć zło. Skoro wiemy, co je wywo­łuje, wiemy też, jak wci­snąć hamu­lec, gdy umy­słem zaczyna wła­dać ciem­ność. Kiedy ana­li­zu­jemy agre­sję, gwałty i śmierć pod posta­cią liczb lub jako wynik pracy komó­rek układu ner­wo­wego, hor­mo­nów czy neu­ro­prze­kaź­ni­ków, zni­kają całe wią­żące się ze złem i prze­mocą ból, bez­rad­ność i nie­po­kój. Ana­li­tyczne i zdy­stan­so­wane podej­ście wraz z prze­ło­że­niem zja­wisk na cyfry, przy jed­no­cze­snym porzu­ce­niu emo­cji oraz wła­snych poglą­dów poli­tycz­nych, pozwala zro­zu­mieć dzia­ła­nie ludz­kiej natury i to, jak można utrzy­mać pod kon­trolą jej naj­mrocz­niej­sze strony.

Twarze zła

Gdy roz­ma­wia się o złu, na myśl natych­miast przy­cho­dzą gwał­ci­ciele i seryjni mor­dercy, któ­rych histo­rie są nie­ustan­nie wał­ko­wane przez bru­kowce i strony inter­ne­towe (Ilu­stra­cja 1.2). Wielu Finów wciąż pamięta, kim był Veikko „Jammu” Sil­ta­vu­ori, który popeł­nił liczne gwałty na dzie­ciach oraz w skraj­nie bru­talny spo­sób zamor­do­wał w swoim domku let­ni­sko­wym dwie ośmio­latki, a następ­nie spa­lił ich ciała. Sil­ta­vu­ori stał się – i jest do dzi­siaj – naj­bar­dziej zna­nym i znie­na­wi­dzo­nym prze­stępcą w Fin­lan­dii. Nie bez powodu. Skala potwor­no­ści jego czy­nów znacz­nie prze­wyż­sza to, co jest w sta­nie pojąć prze­ciętny czło­wiek. Nie dziwi więc, że w spo­łecz­no­ści wię­zien­nej był na samym dnie hie­rar­chii, inni osa­dzeni tor­tu­ro­wali go, a nawet pod­jęli próbę mor­der­stwa. Współ­cze­śnie okre­śle­nie „wujek Jammu” stało się syno­ni­mem pedo­fila. Wielu pamięta także nazwi­sko i twarz sprawcy szkol­nej strze­la­niny, Pekki-Erica Auvi­nena. W zespole szkół w mie­ście Tuusula zabił on sied­mioro uczniów i dwie pra­cow­niczki.

O naj­słyn­niej­szych ame­ry­kań­skich mor­der­cach sły­szał znów cały świat. Ludzie w każ­dym kraju wie­dzą, kim był seryjny mor­derca Ted Bundy, stra­cony za swoje czyny na krze­śle elek­trycz­nym. Rów­nie znany jest Char­les Man­son, reli­gijny guru, który doko­nał maso­wego mor­der­stwa. Wśród jego ofiar zna­la­zła się Sha­ron Tate, żona Romana Polań­skiego, oraz wiele innych osób. Man­son cie­szył się sławą rów­nież pod­czas odby­wa­nia kary: otrzy­my­wał w wię­zie­niu dzie­siątki tysięcy listów od wiel­bi­cieli. Z kolei Richard Rami­rez był znany jako Nocny Prze­śla­dowca (ang. Night Stal­ker). Tor­tu­ro­wał i zabił trzy­na­ście osób – kobiet, męż­czyzn i dzieci – a zgwał­cił co naj­mniej jede­na­ście. Przez rok siał postrach na uli­cach Kali­for­nii.

Moż­li­wo­ści poje­dyn­czych spraw­ców są jed­nak nie­wiel­kie w porów­na­niu ze skalą zbrodni, jakich dopusz­czają się pań­stwowe machiny ter­roru17. Zwłasz­cza jeśli znaj­dują się one w rękach okrut­nego despoty. Aby dostać się na listę naj­więk­szych katów w histo­rii, tyran musi mieć na kon­cie przy­naj­mniej 5 milio­nów ofiar. Takim wyni­kiem poszczy­cić może się Hideki Tōjō, pre­mier i dyk­ta­tor Japo­nii w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej, odpo­wie­dzialny za prze­pro­wa­dze­nie w usys­te­ma­ty­zo­wany spo­sób zbio­ro­wych egze­ku­cji ponad 5 milio­nów cywi­lów. Wynik ten został trzy­krot­nie pobity przez króla Bel­gii Leopolda II – pod­czas jego rzą­dów zgi­nęło około 15 milio­nów miesz­kań­ców impe­rium.

Gdy­by­śmy zapy­tali ludzi, która postać histo­ryczna jest pro­to­ty­pem zła, naj­wię­cej osób wska­za­łoby przy­wódcę Naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nej Nie­miec­kiej Par­tii Robot­ni­ków, kanc­le­rza Trze­ciej Rze­szy Adolfa Hitlera. W sys­te­ma­tycz­nie pro­wa­dzo­nej maso­wej zagła­dzie nazi­ści zamor­do­wali około 17 milio­nów Żydów, czyli tro­chę ponad trzy razy tyle ludzi, ile mieszka dziś w Fin­lan­dii. Wal­czący prze­ciwko Hitle­rowi alianci nie oka­zali się jed­nak ide­alną prze­ciw­wagą dla pocho­dzą­cego z Nie­miec zła: cho­ciaż przy­wód­ców Zachodu Win­stona Chur­chilla i Fran­klina Delano Roose­velta na­dal uważa się za sza­no­wa­nych mężów stanu, ich wschodni sojusz­nik nie oka­zał się tak gor­li­wym obrońcą wol­nego świata. Według sza­cun­ków za dru­giego naj­strasz­niej­szego tyrana w histo­rii można uznać przy­wódcę Komu­ni­stycz­nej Par­tii Związku Radziec­kiego Iosifa Wis­sa­rio­no­wi­cza Dżu­gasz­wi­lego, zna­nego sze­rzej jako Józef Sta­lin. Cho­ciaż ZSRR ode­grał klu­czową rolę w zwy­cię­stwie nad nazi­stami, los oby­wa­teli repu­blik radziec­kich nie oka­zał się tak pomyślny jak zachod­nich Euro­pej­czy­ków. Jesz­cze przed drugą wojną świa­tową sta­li­now­skie wła­dze roz­po­częły masową kolek­ty­wi­za­cję rol­nic­twa i roz­pę­tały bez­pre­ce­den­sowy ter­ror pań­stwowy. Rzą­dzący twardą ręką Sta­lin zało­żył sieć obo­zów pracy zwany GUŁa­gami, do któ­rych zesłano około 15 milio­nów jego prze­ciw­ni­ków poli­tycz­nych. Nie­któ­rzy z tych ludzi byli od razu mor­do­wani, jed­nak duża część zmarła na sku­tek wyczer­pa­nia ciężką pracą. Oprócz tego miliony miesz­kań­ców Związku Radziec­kiego zgi­nęły wsku­tek spro­wo­ko­wa­nych przez reżim Sta­lina klęsk głodu, a także przy­mu­so­wych prze­sie­dleń. Trudno dokład­nie okre­ślić skalę jego nisz­czy­ciel­skich dzia­łań, ale według bada­czy liczba ich ofiar wynosi od 20 do nawet 40 milio­nów.

Ilu­stra­cja 1.2. Histo­ria świata pełna jest mor­der­ców i dyk­ta­to­rów, kon­ku­ru­ją­cych ze sobą pod wzglę­dem okru­cień­stwa. Zro­zu­mie­nie aktyw­no­ści mózgów tych osób inte­re­suje wielu, jed­nak bada­nie tak wyjąt­ko­wych jed­no­stek nie daje repre­zen­ta­tyw­nego obrazu psy­cho­lo­gicz­nych i bio­lo­gicz­nych mecha­ni­zmów zła.

W histo­rii świata był jed­nak pewien czło­wiek, któ­rego dyk­ta­tura oka­zała się tak okrutna, że nawet ter­ror Sta­lina przy niej bled­nie. Mao Zedong, prze­wod­ni­czący Komu­ni­stycz­nej Par­tii Chin, doszedł do wła­dzy w 1949 roku i uczy­nił z Chin – znisz­czo­nego przez wojny opiu­mowe agrar­nego kraju – jedno z naj­więk­szych świa­to­wych mocarstw. Wszel­kie koszty tego pro­cesu spa­dły na samych Chiń­czy­ków: oce­nia się, że maoistyczna gospo­darka cen­tral­nie pla­no­wana, poli­tyczne prze­śla­do­wa­nia i klę­ski gło­dowe poskut­ko­wały śmier­cią około 70 milio­nów osób. Dla porów­na­nia można przy­po­mnieć, że indu­stria­li­za­cja w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych prze­bie­gła swego czasu prak­tycz­nie bez więk­szych kon­flik­tów. Liczba osób, które zgi­nęły przez Mao, odpo­wiada nie­malże licz­bie lud­no­ści dzi­siej­szych Nie­miec (nieco ponad 83 miliony) i jest ponad trzy razy więk­sza niż liczba żoł­nie­rzy pole­głych w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej (około 25 milio­nów). W Fin­lan­dii corocz­nie z róż­nych powo­dów umiera mniej wię­cej 53 tysiące osób, co poka­zuje, jak abs­trak­cyjna była liczba ofiar Mao. O sto­sunku tych danych sporo mówi obser­wa­cja, że chiń­ski dyk­ta­tor zabił tylu ludzi, ilu według obec­nego tempa zmar­łoby w Fin­lan­dii w ciągu 1500 lat.

Co tak naprawdę dzieje się w gło­wach dyk­ta­to­rów i osób, które popeł­niły masowe zbrod­nie? Czy na pod­sta­wie aktyw­no­ści mózgów tyra­nów i mor­der­ców można zro­zu­mieć ludz­kie zło? Prze­ana­li­zo­wa­nie tego, jakie pro­cesy zacho­dzą w umy­śle despo­tów, psy­cho­pa­tów i pedo­fili, jest zarówno konieczne, jak też, w maka­bryczny spo­sób, pocią­ga­jące, ale na pod­sta­wie takich infor­ma­cji nie da się wyja­śnić całej istoty zła. Wszystko dla­tego, że pozna­nie aktyw­no­ści mózgu kon­kret­nej osoby pozwala zro­zu­mieć tylko tę osobę. Drugi taki sam Hitler albo wujek Jammu (na szczę­ście!) nie uro­dzi się na naszej pla­ne­cie. Ponadto trudno jest dotrzeć do wia­ry­god­nych źró­deł na temat mózgów dyk­ta­to­rów i mor­der­ców. Hitler popeł­nił samo­bój­stwo w bun­krze w Ber­li­nie, gdy do mia­sta docie­rała Armia Czer­wona, i ni­gdy nie udało się go prze­słu­chać. Z kolei Sta­lin skoń­czył swoją karierę jako czczony przez komu­ni­stów przy­wódca ZSRR i dopiero po jego śmierci Zachód w pełni zdał sobie sprawę ze skali pro­wa­dzo­nego przez niego ter­roru.

Szcze­gól­nymi jed­nost­kami wśród i tak wyjąt­ko­wej grupy prze­stęp­ców są sławni mor­dercy. „Jammu” Sil­ta­vu­ori został uznany za nie­po­czy­tal­nego i osa­dzony w zamknię­tym zakła­dzie kar­nym bez prawa do ubie­ga­nia się o wcze­śniej­sze zwol­nie­nie. Gdy stam­tąd wyszedł, został skie­ro­wany na przy­mu­sowe lecze­nie psy­chia­tryczne do końca życia. Pekka-Eric Auvi­nen, po tym, jak zamor­do­wał dyrek­torkę szkoły, pie­lę­gniarkę i sied­mioro uczniów, popeł­nił samo­bój­stwo. Ted Bundy oraz Char­les Man­son byli praw­do­po­dob­nie psy­cho­pa­tami lub socjo­pa­tami, z kolei Richard Rami­rez cier­piał na epi­lep­sję, miał halu­cy­na­cje, był wyznawcą sza­tana i zaży­wał nar­ko­tyki. Umy­sły tych postaci funk­cjo­no­wały zapewne według wła­snych, spe­cy­ficz­nych zasad, któ­rych nie spo­tyka się nawet u innych prze­stęp­ców.

Mroczna strona ludzkiej natury

Ludo­bój­stwa i mor­der­stwa to nie­je­dyne przy­kłady zła wystę­pu­jące na świe­cie. Mnó­stwo jest przy­pad­ków innych krzywd, na przy­kład gwał­tów, prze­mocy w rodzi­nie, drę­cze­nia szkol­nego, zdrad, zazdro­ści i kłótni. Bada­nia psy­cho­lo­giczne poka­zują, że umysł każ­dego z nas ma swoją mroczną stronę. Fan­ta­zju­jemy o zro­bie­niu krzywdy dru­giej oso­bie, cho­ciaż ni­gdy nie chwy­ci­li­by­śmy za broń ani nikogo nie zaata­ko­wali. Nie­mal 80% męż­czyzn i 60% kobiet dekla­ruje, że marzyło o zabi­ciu dru­giego czło­wieka18. Takie fan­ta­zje czę­sto są bar­dzo szcze­gó­łowe. W wyobraźni zbrod­nię pre­cy­zyj­nie pla­nu­jemy i reali­zu­jemy dokład­nie tak, jak zamie­rzy­li­śmy. Po wszyst­kim zacie­ramy ślady, ucie­kamy z miej­sca zbrodni i odda­jemy się rado­ści z rezul­ta­tów swego dzia­ła­nia.

Ludzie nie mogą pochwa­lić się wro­dzo­nym poczu­ciem spra­wie­dli­wo­ści. Naj­bar­dziej cenimy rodzinę, krew­nych, zna­jo­mych i inne bli­skie osoby, a odczło­wie­czamy tych, któ­rzy należą do mniej­szo­ści albo są przed­sta­wi­cie­lami grup dys­kry­mi­no­wa­nych. Gdy na zdję­ciach widzimy znane nam osoby albo zwy­kłych pra­cu­ją­cych oby­wa­teli, akty­wują się obszary mózgu odpo­wia­da­jące za empa­tię. Jed­nak gdy foto­gra­fie przed­sta­wiają osoby bez­domne lub zaży­wa­jące nar­ko­tyki, aktyw­ność tych obsza­rów mózgu słab­nie, a one same zaczy­nają dzia­łać na naj­niż­szych obro­tach19. Doro­śli postrze­gają także osoby pijane jako mniej „ludz­kie” – czyli mniej kul­tu­ralne, reflek­syjne, ser­deczne i otwarte – niż ludzi trzeź­wych20.

Porażka dru­giego czło­wieka to jeden z naszych naj­więk­szych powo­dów do rado­ści. Książki i filmy pełne są scen, które poka­zują nie­po­wo­dze­nie głów­nych boha­te­rów, spra­wia­jąc tym ucie­chę odbior­com. Pech innych uszczę­śli­wia nas także w życiu codzien­nym: odczu­wamy przy­jem­ność, gdy nie­lu­biany kolega z pracy nie otrzy­muje awansu, na który liczył, a uciąż­liwy sąsiad roz­bija swój nowy samo­chód. Już czte­ro­let­nie dzieci cie­szą się, gdy słu­chają opo­wie­ści, w któ­rych wzbu­dza­jący nie­chęć boha­ter ponosi porażkę21.

Rów­nież sadyzm to część naszego dnia powsze­dniego22. Wielu z nas chęt­nie ogląda bru­talne filmy, śle­dzi sporty kon­tak­towe, takie jak hokej czy fut­bol ame­ry­kań­ski, albo gra w gry wideo, które umoż­li­wiają udział w wir­tu­al­nych aktach agre­sji. Nic dziw­nego, że okrutne roz­rywki od zawsze podo­bały się ludziom. Oglą­da­nie publicz­nych egze­ku­cji, walk gla­dia­to­rów i pale­nia cza­row­nic na sto­sie to wido­wi­ska prze­szło­ści, jed­nak prze­moc na­dal ma dla roz­rywki duże zna­cze­nie. Ludzie czę­sto fan­ta­zjują o agre­sji, lecz to nie wszystko. Nie­wia­ry­godną popu­lar­no­ścią cie­szą się skraj­nie bru­talne filmy (na przy­kład Nadzy i roz­szar­pani, Ludzka sto­noga) oraz gry wideo (seria Grand Theft Auto, Red Dead Redemp­tion II albo Bul­let­storm), nie wspo­mi­na­jąc już o książ­kach, zwłasz­cza kry­mi­na­łach i komik­sach o super­bo­ha­te­rach.

Nar­cy­styczne i psy­cho­pa­tyczne cechy oso­bo­wo­ści są odpy­cha­jące, a jed­nak z jakie­goś powodu nas przy­cią­gają. Spra­wiają, że dana osoba wydaje się bar­dziej atrak­cyj­nym part­ne­rem23, choć na dłuż­szą metę życie z kimś emo­cjo­nal­nie chłod­nym i mani­pu­lu­ją­cym nie­uchron­nie pro­wa­dzi do kata­strofy. Bada­nia wyka­zały też, że łagodne cechy psy­cho­pa­tyczne wiążą się z suk­ce­sem osób na sta­no­wi­skach kie­row­ni­czych – przy­naj­mniej jeśli mie­rzyć go wyso­ko­ścią rocz­nych docho­dów24. Łagodne prze­jawy psy­cho­pa­tii są rów­nież powszechne wśród osób zaj­mu­ją­cych sta­no­wi­ska kie­row­ni­cze, choć udo­wod­niono, że z per­spek­tywy zarzą­dza­nia ludźmi są one bar­dzo szko­dliwe!25

Trudno uwie­rzyć w to, jak świet­nie potra­fimy nego­wać wła­sną mroczną stronę. Pra­wie wszy­scy ludzie uwa­żają sie­bie samych za ponad­prze­cięt­nie sym­pa­tycz­nych i inte­li­gent­nych, cho­ciaż w rze­czy­wi­sto­ści w ogóle tak nie jest26. Brak samo­kry­tyki jest tym więk­szy, im mniej zaso­bów ktoś posiada, co zna­czy, że naj­mniej uta­len­to­wani są czę­sto naj­sil­niej prze­ko­nani o wła­snej wyjąt­ko­wo­ści27. Ponadto sądzimy, że jeste­śmy moral­nie wyżsi od innych28. Ta ilu­zja dotyka nawet więź­niów. Znaczna ich część uważa sie­bie za świet­nych kom­pa­nów do towa­rzy­stwa, a także god­nych zaufa­nia i pra­wych oby­wa­teli29. Jeste­śmy bar­dzo hipo­kry­tyczni wobec wła­snego zacho­wa­nia. Uwa­żamy, że nasze kłam­stwa i oszu­stwa nie są tak godne pogardy jak podobne występki u innych30. Zazwy­czaj wie­rzymy, że nie­mo­ral­ność ludzi, jak na przy­kład zdrada albo kłam­stwo, wyni­kają z ich cech cha­rak­teru, pod­czas gdy nasze czyny i potknię­cia są spo­wo­do­wane siłą wyż­szą31. Cho­ciaż uwa­żamy ludzką naturę za dobrą, nie jeste­śmy wcale tak wyjąt­kowi, jak nam się wydaje. Nie trzeba długo drą­żyć, aby pod atrak­cyjną powłoką zoba­czyć swoją ciemną stronę. Ale skąd takie zło wkra­dło się do ludz­kiej natury?

Naturalna przemoc

Pod­sta­wową przy­czyną agre­sji, prze­mocy i innych złych czy­nów jest potrzeba prze­trwa­nia. Czę­sto mówi się, że ewo­lu­cja to „walka o byt”, ale w rze­czy­wi­sto­ści z jej per­spek­tywy prze­trwa­nie jed­nostki, na przy­kład kon­kret­nego zwie­rzę­cia czy rośliny, nie ma zna­cze­nia. Ważne jest tylko to, jak sku­tecz­nie roz­prze­strze­nia się jej genom, czyli mate­riał gene­tyczny. Aby sku­tecz­nie brać udział w walce o byt, geny roz­wi­nęły liczne umie­jęt­no­ści. Ste­rują zwie­rzę­tami tak, aby jadły, na noc mościły się do snu w bez­piecz­nym miej­scu i zabi­jały innych, nawet przed­sta­wi­cieli tego samego gatunku, jeśli to pomoże im prze­żyć. Dla­tego w całym kró­le­stwie zwie­rząt prze­moc i agre­sja są uni­wer­sal­nymi zja­wi­skami bio­lo­gicz­nymi. Kot fuka, pies war­czy, czło­wiek prze­klina i krzy­czy. Gniew zwie­rzę­cia i czło­wieka są skut­kiem takiej samej aktyw­no­ści mózgo­wej i pomaga zarówno przy ata­ko­wa­niu ofiary, jak rów­nież przy bro­nie­niu się przed ata­kami. Ewo­lu­cja ufor­mo­wała nasze mózgi i inne organy tak, żeby­śmy uzy­skali naj­lep­sze moż­liwe spo­soby na prze­trwa­nie.

Pod­sta­wową jed­nostką doboru natu­ral­nego jest nie gatu­nek, lecz gen, a ewo­lu­cja to walka jed­no­stek i skła­da­ją­cych się na nią genów o to, aby się roz­mno­żyć. Dla­tego to wła­śnie te cechy, które poma­gają w roz­prze­strze­nia­niu się genów i jed­no­stek, są prze­ka­zy­wane z poko­le­nia na poko­le­nie i się wzmac­niają. Na przy­kład moż­li­wość prze­ży­cia dzi­kiego zwie­rzę­cia zwięk­sza się, jeśli biega szyb­ciej niż polu­jący na nie dra­pież­nik oraz umie poru­szać się tak, aby nie zwró­cić na sie­bie niczy­jej uwagi. Geny odpo­wie­dzialne za pręd­kość i spryt są prze­ka­zy­wane kolej­nym poko­le­niom, ponie­waż to wła­śnie ich nosi­ciele roz­mnożą się z więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem niż wolne i robiące hałas jed­nostki. Tamte z kolei skoń­czą jako żer. Rów­nież geny dra­pież­ników kon­ku­rują ze sobą: efek­tyw­niej roz­prze­strze­niają się te, któ­rych wła­ści­ciele są naj­szybsi, naj­cichsi i naj­bar­dziej zabój­czy.

Dobór natu­ralny zmie­nił (i zmie­nia na­dal) cechy fizyczne roślin oraz zwie­rząt. Jego pra­wi­dło­wo­ści doty­czą rów­nież zacho­wa­nia ludzi. Można więc stwier­dzić, że dzięki ewo­lu­cji czło­wiek jest, jaki jest, i że ewo­lu­cja będzie go kształ­to­wała w dal­szym ciągu32. To wła­śnie ona stwo­rzyła w ludz­kim mózgu mecha­ni­zmy odpo­wie­dzialne za zdol­no­ści łowiec­kie oraz za sto­so­wa­nie prze­mocy, ponie­waż poma­gały one naszym przod­kom wyjść zwy­cię­sko z walki o prze­trwa­nie. Ten dopra­co­wany do per­fek­cji sys­tem działa w naszych mózgach do dziś, ponie­waż przez poko­le­nia udo­wad­niał swoją sku­tecz­ność, dzięki czemu mógł prze­cho­dzić na kolejne osob­niki. Żeby dogłęb­nie zro­zu­mieć ludz­kie zło, trzeba na nie spoj­rzeć nie tylko przez pry­zmat psy­cho­lo­gii, ale rów­nież bio­lo­gii, a przede wszyst­kim ewo­lu­cji. Ona ujaw­nia nie­wi­dzialne siły, które mody­fi­ko­wały nasze geny tak, żeby łatwiej było im prze­trwać.

Gdy myślimy o okru­cień­stwie natury, na myśl przy­cho­dzi nam naj­czę­ściej walka o prze­trwa­nie pomię­dzy róż­nymi gatun­kami, na przy­kład polu­jący na anty­lopy na sawan­nie gepard, wyła­wia­jący łoso­sia przy progu rzecz­nym niedź­wiedź albo piku­jący po młodą mysz myszo­łów. Zarówno zwie­rzęta, jak i ludzie zabi­jają, żeby mieć co zjeść. Cho­ciaż wydaje się to okrutne, zazwy­czaj nie uzna­jemy tego za coś złego, lecz za ele­ment kręgu życia natury. Ale w przy­ro­dzie okru­cień­stwo rów­nież wobec przed­sta­wi­cieli tego samego gatunku zda­rza się powszech­nie. Wiele małp człe­ko­kształt­nych jest skraj­nie bru­tal­nych, nawet wobec człon­ków tego samego stada, i potrafi zabi­jać zarówno doro­słe osob­niki, jak i młode33. Prze­moc wystę­puje czę­sto w całej gro­ma­dzie ssa­ków i nie jest wyjąt­kiem, lecz pew­nego rodzaju regułą. Mnó­stwo gatun­ków, które są uwa­żane za spo­kojne i przy­ja­zne (na przy­kład konie i cho­miki), cza­sami zabija swo­ich pobra­tym­ców34.

Skąd to się w ogóle bie­rze? Hisz­pań­ski badacz José María Gómez wraz ze swo­imi współ­pra­cow­ni­kami opi­sał w obszer­nym stu­dium agre­sję u róż­nych gatun­ków ssa­ków, z wyłą­cze­niem czło­wieka35. Zauwa­żono, że 40% z nich zacho­wuje się agre­syw­nie wobec przed­sta­wi­cieli wła­snego gatunku i jest zdolne do ich zabi­cia. W rze­czy­wi­sto­ści liczba musi być jesz­cze więk­sza, ponie­waż w bada­niu uwzględ­niono tylko część zna­nych gatun­ków. Agre­syw­ność jest szcze­gól­nie powszechna w rzę­dzie naczel­nych, do któ­rego należy rów­nież czło­wiek. Tylko nie­które ssaki, na przy­kład wie­lo­ryby, nie­to­pe­rze i zaję­czaki, w ogóle nie sto­sują prze­mocy. Te zwie­rzęta ze względu na budowę ana­to­miczną nie mają nawet moż­li­wo­ści zabi­ja­nia się nawza­jem.

Aby wyja­śnić bio­lo­giczną histo­rię prze­mocy, bada­cze spraw­dzili, w jakim stop­niu gene­tyczne podo­bień­stwo gatun­ków wpływa na ich agre­sywne zacho­wa­nie. Wnio­sek był jed­no­znaczny: im bli­żej spo­krew­nione są dwa gatunki, tym wię­cej łączy je w kwe­stii sto­so­wa­nia prze­mocy. Ta kon­klu­zja wska­zuje na dzie­dzicz­ność agre­sywnego zacho­wa­nia i jego prze­ka­zy­wa­nie w toku ewo­lu­cji. Bada­cze naj­pierw stwo­rzyli model roz­woju agre­syw­nych zacho­wań, co pozwo­liło im oce­nić, jak bar­dzo bru­talny byłby czło­wiek, gdyby jego ewo­lu­cja podą­żyła tą samą drogą co u innych gatun­ków. Opie­ra­jąc się na kolej­nym modelu, który przed­sta­wiał prze­moc u innych gatun­ków ssa­ków, stwier­dzono, że około 2% przy­pad­ków śmierci u ludzi byłybo spo­wo­do­wane przez innych ludzi. Taki sce­na­riusz jest znacz­nie bar­dziej ponury niż obecna rze­czy­wi­stość, jed­nak pre­cy­zyj­nie odzwier­cie­dla liczbę zgo­nów na sku­tek prze­mocy w cza­sach kul­tur ple­mien­nych przed naro­dzi­nami bar­dziej roz­wi­nię­tej cywi­li­za­cji. Agre­sja czło­wieka ści­śle wiąże się z roz­wo­jem gatunku i nie jest wyni­kiem postępu kul­turalnego. Z punktu widze­nia ewo­lu­cji agre­sja daje korzy­ści, skoro skłon­no­ści do prze­mocy prze­cho­dzą z poko­le­nia na poko­le­nie.

W natu­rze na agre­syw­ność wpły­wają przede wszyst­kim dwa czyn­niki: zdol­ność do two­rze­nia spo­łecz­no­ści oraz tery­to­rial­ność. U ssa­ków spo­łecz­nych prze­moc jest częst­sza niż u samot­ni­czych. Ponadto wystę­puje ona powszech­niej u tych gatun­ków, które żyją na jasno wyty­czo­nym tery­to­rium i muszą go bro­nić (Ilu­stra­cja 1.3). Naj­czę­ściej agre­sja zda­rza się u ssa­ków podob­nych do czło­wieka, które zarówno są tery­to­rialne, jak i two­rzą spo­łecz­no­ści. Cho­ciaż życie w gru­pach ozna­cza wza­jemną tro­skę, wymaga od czło­wieka rów­nież dosto­so­wy­wa­nia się do zachcia­nek innych, a naj­bar­dziej goto­wym do ustępstw trzeba być w bli­skich kon­tak­tach. Nie zawsze się to udaje. O ciem­nych stro­nach życia w spo­łecz­no­ściach świad­czy fakt, że w prze­wa­ża­ją­cej licz­bie przy­pad­ków prze­moc sto­so­wana jest wobec naj­bliż­szych. Aż 80% ofiar zabój­stwa zgi­nęło z rąk osoby, którą wcze­śniej znało, a w przy­padku 50% ofiar sprawcą był ich przy­ja­ciel lub krewny36. Z tego powodu wielu bada­czy twier­dzi, że prze­moc wymie­rzona w naj­bliż­szych roz­wi­nęła się w mózgo­wych sys­te­mach prze­twa­rza­ją­cych infor­ma­cje spo­łeczne37 oraz że w mózgu ist­nieją nacho­dzące na sie­bie i wza­jem­nie się hamu­jące mecha­ni­zmy, które zarówno pro­wo­kują do agre­sji, jak i jej zapo­bie­gają38. Naj­praw­do­po­dob­niej w trak­cie ewo­lu­cji prze­moc i zdol­ność do two­rze­nia spo­łecz­no­ści roz­wi­jały się rów­no­le­gle. Spo­łecz­ność zwięk­sza ryzyko prze­mocy, ale z dru­giej strony wspól­no­to­wość i zdol­ność two­rze­nia soju­szy poma­gają się także przed nią chro­nić.

Gdy gatunki roz­wi­nęły umie­jęt­ność two­rze­nia spo­łecz­no­ści i zaczęły odno­sić korzy­ści ze współ­pracy, łatwiej­sze stało się rów­nież wyko­rzy­sty­wa­nie innych. Wałę­sa­jący się samot­nie po lesie niedź­wiedź rzadko zostaje zmu­szony do zaata­ko­wa­nia innego osob­nika. Ponie­waż da się zna­leźć jedze­nie i samicę bez wcho­dze­nia dru­giemu w drogę, wśród przed­sta­wi­cieli tego samego gatunku nie docho­dzi do spo­rów. W życiu spo­łecz­nym niedź­wie­dzi nie ma gwał­tow­nie wybu­cha­ją­cych kon­flik­tów. Ina­czej sprawa ma się w przy­padku małp człe­ko­kształt­nych, w któ­rych spo­łecz­no­ściach napię­cie jest cały czas wyraź­nie odczu­walne. Dla członka stada szym­pan­sów obec­ność dru­giego osob­nika ozna­cza rów­no­cze­śnie korzy­ści i straty. Cho­ciaż grupa potrafi sku­tecz­niej bro­nić swo­jego rewiru i roz­dzie­lać obo­wiązki przy jego pil­no­wa­niu oraz zdo­by­wa­niu jedze­nia, wśród jego człon­ków trwa cią­gła rywa­li­za­cja. Kto otrzyma naj­lep­szą żyw­ność, kto z kim będzie mógł się roz­mno­żyć i tak dalej. Samiec sto­jący na czele stada bie­rze siłą to, co jest do wzię­cia, a samce sto­jące niżej w hie­rar­chii pró­bują spry­tem i pod­stę­pem podzie­lić mię­dzy sobą resztę jedze­nia i samic. Pozy­cja prze­wod­nika stada jest cały czas zagro­żona, ponie­waż naj­sil­niej­sze osob­niki cią­gle cze­kają na oka­zję, aby zająć jego miej­sce.

Ilu­stra­cja 1.3. Prze­moc pomię­dzy przed­sta­wi­cie­lami tego samego gatunku jest wśród gatun­ków tery­to­rial­nych i spo­łecz­nych powszech­niej­sza niż u gatun­ków nietery­to­rial­nych i żyją­cych samot­nie. Zmo­dy­fi­ko­wany graf ze źró­dła39.

Życie we wspól­no­cie daje dużo korzy­ści, ale łączy się rów­nież z kon­flik­tami, które łatwo prze­ra­dzają się w prze­moc. Agre­sja może być jed­nak poży­teczna wśród gatun­ków żyją­cych w spo­łecz­no­ściach, ponie­waż dzięki niej osob­nik ma oka­zję do popra­wie­nia swo­jej pozy­cji w sta­dzie i zyska­nia dodat­ko­wych zaso­bów. Ludzie, pomimo swo­jej spo­łecz­nej natury, nie ata­kują się jed­nak nie­ustan­nie. Z punktu widze­nia prze­trwa­nia genu nikomu nie jest na rękę zabi­ja­nie przed­sta­wi­cieli wła­snego gatunku czy człon­ków swo­jej rodziny. Pro­wa­dzi­łoby to prze­cież do znik­nię­cia rów­nież wła­snych genów.

Szympansy wojownicy

Kon­flikty zbrojne pomię­dzy pań­stwami pochło­nęły dzie­siątki milio­nów ofiar i na dekady znisz­czyły spo­łe­czeń­stwa. Czy życie było szczę­śliw­sze, zanim wyna­le­ziono broń? O co wal­czono dawno temu w spo­łe­czeń­stwach zbie­racko-łowiec­kich, skoro wła­sno­ści pry­wat­nej wtedy w zasa­dzie nie było? Brak jedze­nia czy nie­wy­star­cza­jąca liczba part­ne­rek oraz mały rewir to odwieczne pro­blemy. Cho­ciaż wystar­czy­łoby wody, zaso­bów natu­ral­nych i stra­te­gicz­nie waż­nych tere­nów, takich jak pola rolne, rzeczne delty czy niziny, aby wyży­wić wszyst­kie osob­niki, to powięk­sza­nie tery­to­riów i gro­ma­dze­nie żyw­no­ści nie­ustan­nie pro­wo­kuje rywa­li­za­cję i walkę. Osła­bie­nie prze­ciw­nika zawsze popra­wia szanse na prze­ka­za­nie dalej wła­snych genów. Wojny są na świe­cie praw­do­po­dob­nie tak długo jak ludzie (Ilu­stra­cja 1.4). Naj­star­sze arche­olo­giczne zna­le­zi­ska potwier­dza­jące wojnę mię­dzy ludz­kimi spo­łecz­no­ściami pocho­dzą sprzed około 10 tysięcy lat40. Szczątki dwu­dzie­stu sied­miu osób, które odkryto w Kenii, świad­czą o tym, jak podobne było pro­wa­dze­nie wojen na prze­strzeni wie­ków. W gro­nie ofiar byli męż­czyźni, kobiety, dzieci i starcy. Zabito ich bro­nią, która nie była stwo­rzona do polo­wa­nia, lecz spe­cjal­nie do sto­so­wa­nia prze­mocy wobec innych ludzi. Atak został zapla­no­wany, a jego celem było pod­bi­cie nowych tere­nów i zaję­cie bogactw natu­ral­nych. Nie ma wia­ry­god­nych dowo­dów wcze­śniej­szych bitew, ale na pod­sta­wie innych zacho­wa­nych źró­deł można wysnuć przy­pusz­cze­nie, że prak­tyka wojenna roz­wi­nęła się ewo­lu­cyj­nie już na długo przed poja­wie­niem się pierw­szego Homo sapiens na Ziemi.

Ilu­stra­cja 1.4. Krótka histo­ria gatunku ludz­kiego (Homo sapiens). Naj­star­sze znane szczątki zamor­do­wa­nych ludzi pocho­dzą z okresu pale­olitu, zaś naj­star­sze ślady pro­wa­dze­nia regu­lar­nej wojny – z neo­litu. Szym­pansy, które sześć milio­nów lat temu oddzie­liły się od czło­wieka i stwo­rzyły odrębny gatu­nek, zabi­jały człon­ków obcego i wła­snego stada. To ozna­cza, że zabój­stwa i wojny ist­niały już długo przed tym, jak na Ziemi poja­wił się czło­wiek rozumny.

Wielu ludzi sądzi, że naj­więk­szą eska­la­cją zła jest wojna. Zdję­cia i filmy poka­zu­jące doświad­czone nią spo­łecz­no­ści i zbu­rzone mia­sta opo­wia­dają nam ponurą histo­rię o ludz­kiej sile znisz­cze­nia. Wojna nie jest jed­nak wyni­kiem roz­woju kul­tu­ral­nego. Bada­cze zauwa­żyli bowiem, że stada szym­pan­sów wal­czą ze sobą w ten sam spo­sób jak ludzie. Poży­wie­nie szym­pan­sów, na przy­kład orze­chy i owoce, rośnie na ogra­ni­czo­nym obsza­rze, a na jego poszu­ki­wa­nie i zbiór wycho­dzą grupy liczące do pięt­na­stu osob­ni­ków. Jeśli spo­tkają się wyprawy pocho­dzące z róż­nych stad, natych­miast biorą się za usta­le­nie, do kogo należy teren. Prze­ciwne grupy grożą sobie nawza­jem, krzy­cząc i wyda­jąc inne dźwięki, rzu­ca­jąc kawałki gałęzi i kamie­nie oraz symu­lu­jąc ataki. Słab­sza strona czę­sto sama się wyco­fuje, ponie­waż fizyczne star­cie może nieść dla niej zbyt duże ryzyko. Z kolei sil­niej­sze stado od razu pró­buje naj­le­piej wyko­rzy­stać sytu­ację. W takich wal­kach sto­su­nek zabi­ja­ją­cych do ofiar wynosi prze­cięt­nie osiem do jed­nego, co zna­czy, że szym­pansy wyko­rzy­stują prze­wagę, żeby unik­nąć strat w swoim sta­dzie41.

Prze­moc sto­so­wana wobec obcego stada ma swoje pra­wi­dło­wo­ści. Zabija się młode oraz samot­nie poru­sza­jące się samce, a samice pró­buje się pokryć. Mor­do­wa­nie człon­ków sąsied­nich stad, szcze­gól­nie ich sam­ców, może być dla zwy­cięz­ców wyjąt­kowo opła­calne42. Dzięki temu roz­sze­rza się wła­sne tery­to­rium, przez co popra­wiają się moż­li­wo­ści zdo­by­cia poży­wie­nia. Zwy­cię­skie stado przy­łą­cza samice z prze­gra­nego stada i w ten spo­sób się powięk­sza, a geny zwy­cię­skich sam­ców mogą zostać prze­ka­zane dalej. Także pod tym wzglę­dem szym­pansy są nie­wia­ry­god­nie podobne do ludzi. „Szym­pansi umysł” wciąż przy­po­mina czło­wie­kowi o tym, że przy rato­wa­niu osób spoza naszej wspól­noty naj­bar­dziej opłaca się sku­pić na kobie­tach i dzie­ciach. Nawet bez­bronni z pozoru męż­czyźni mogą być groźni dla spo­łecz­no­ści, pod­czas gdy kobiety i dzieci poma­gają jej wzro­snąć. Cho­ciaż zasada „naj­pierw kobiety i dzieci” brzmi szla­chet­nie, jakby wyjęta z kodeksu rycer­skiego, napę­dzają ją stare siły natury pocho­dzące od ssa­ków człe­ko­kształt­nych.

Naukowcy udo­wod­nili, że szym­pansy pro­wa­dzą w swo­ich rewi­rach walki, które przy­po­mi­nają wojnę o wła­dzę wśród ludzi43. Na potrzeby bada­nia okre­ślono roz­miar rewiru oraz prze­śle­dzono ruchy „patroli” szym­pan­sów na obsza­rach nad­gra­nicz­nych ich tery­to­rium na prze­strzeni dzie­się­ciu lat. Trasa wielu wypraw wio­dła wzdłuż gra­nicy, ale duża część z nich wykra­czała rów­nież na tery­to­rium sąsiada. Bada­cze zare­je­stro­wali wszyst­kie star­cia z sąsied­nim sta­dem, które dopro­wa­dziły do śmierci, a na koniec okre­ślili na nowo roz­miar rewiru. Więk­sza część walk skut­ku­ją­cych ofia­rami miała miej­sce na obsza­rze, który stado w końcu od swo­jego sąsiada odbiło. W wal­kach ewi­dent­nie nie cho­dziło tylko o ubez­pie­cze­nie gra­nic, lecz o roz­sze­rze­nie wła­snego obszaru kosz­tem innego stada. Można więc powie­dzieć, że „wojna” szym­pan­sów przy­po­mina wojny ludz­kie, a cel obu stad jest taki sam: pod­bi­cie nowych ziem (Ilu­stra­cja 1.5). Wojna nie jest więc zja­wi­skiem kul­tu­ro­wym, tylko sta­rym wytwo­rem roz­woju gatun­ków44.

Ilu­stra­cja 1.5. Wojna agre­sywna szym­pan­sów. Stado wysyła „patrole” na gra­nice swo­jego rewiru. Wyprawy te zostały przed­sta­wione na mapie A za pomocą kre­sek. Więk­szość walk, w któ­rych padły ofiary (czarne punkty na mapie B), sto­czono w miej­scach zaję­tych póź­niej przez stado jako wła­sny rewir.

Dobry plan to podstawa

Dla­czego ludzie i zwie­rzęta nie znaj­dują się w sta­nie per­ma­nent­nej wojny, skoro agre­sją można osią­gnąć różne korzy­ści? Jedna z przy­czyn jest taka, że ewo­lu­cja to cią­gły wyścig zbro­jeń. Nie­prze­rwane akty prze­mocy nie są opła­calne, ponie­waż w wal­kach straty może ponieść każda ze stron. Agre­sja jest prze­waż­nie umo­ty­wo­wana stra­te­gicz­nie. To zna­czy, że jakie­kol­wiek osob­niki jakie­go­kol­wiek gatunku ni­gdy nie zaata­kują albo swo­ich pobra­tym­ców, albo przed­sta­wi­cieli innego gatunku spon­ta­nicz­nie, ponie­waż agre­sja wybu­cha tylko wtedy, gdy jed­nostka jest wystar­cza­jąco pewna tego, że może coś zyskać i że pobije prze­ciw­nika w walce. W takich sytu­acjach rów­nież słab­sza ze stron pró­buje bro­nić się agre­sją, ponie­waż walka z sil­niej­szym jest stra­te­gicz­nie uza­sad­niona, a nawet konieczna. Obra­nie pasyw­nej postawy naj­praw­do­po­dob­niej ska­za­łoby ją na śmierć, a przy­naj­mniej na zra­nie­nie. Ludzie zazwy­czaj sądzą, że prze­moc czło­wieka wobec czło­wieka jest nie­ra­cjo­nalna. Wie­rzy się, że wariat cza­jący się w ciem­nej uliczce ata­kuje ofiarę z powodu nagłego impulsu, a sady­styczny mor­derca i ini­cju­jący agre­sywną wojnę przy­wódca pań­stwa albo cier­pią na manię wiel­ko­ści, albo są nie­spełna rozumu. W rze­czy­wi­sto­ści olbrzy­mia część przy­pad­ków agre­sji i złych czy­nów ma w pełni rozu­mowe wytłu­ma­cze­nie, a tylko mała grupa wyjąt­ko­wych osób czer­pie przy­jem­ność z samego sto­so­wa­nia prze­mocy45.

O stra­te­gicz­nym cha­rak­te­rze agre­sji świad­czy rów­nież fakt, że z reguły nie ucieka się do niej, gdy cel można osią­gnąć bez uży­cia siły. Rabuś, który chce jedy­nie zdo­być pie­nią­dze, nie postąpi roz­sąd­nie, się­ga­jąc po dra­styczne środki, jeśli ofiara sama oddaje mu swoją wła­sność. Na przy­kład Czyn­gis-chan i jego gene­ra­ło­wie sto­so­wali bez­po­śred­nią tak­tykę nego­cja­cyjną, w któ­rej dru­giej stro­nie ofe­ro­wano moż­li­wość bez­wa­run­ko­wego pod­po­rząd­ko­wa­nia się Mon­go­łom jako wasal. Jeśli prze­ciw­nik odrzu­cił pro­po­zy­cję, nisz­czono jego mia­sta i wsie, a lud­ność mor­do­wano. Tego typu bru­talne i usys­te­ma­ty­zo­wane ruj­no­wa­nie miało dwie korzy­ści. Opła­cało się zbu­rzyć każde napo­tkane na dro­dze mia­sto sta­wia­jące opór, żeby unik­nąć bun­tów w przy­szło­ści. Ponadto, gdy sława nie­zwy­cię­żo­nych Mon­go­łów sze­roko się roze­szła, nego­cja­cje z nowymi wro­gami stały się łatwiej­sze, ponie­waż wyobra­żano sobie, że armia mon­gol­ska to machina wojenna, która z łatwo­ścią zgniata każ­dego. Wielu z prze­ciw­ników Mon­go­łów było naj­praw­do­po­dob­niej mili­tar­nie sil­niej­szych, ale dzięki sku­tecz­nej woj­nie psy­cho­lo­gicz­nej wielu przy­wód­ców nawet nie pró­bo­wało sta­wiać oporu, bojąc się wła­snej zagłady w wyniku star­cia.

Także w natu­rze prze­moc jest pra­wie zawsze sto­so­wana w prze­my­ślany spo­sób i w okre­ślo­nych gra­ni­cach. Z reguły zwie­rzęta uni­kają agre­sji tak długo, jak to tylko moż­liwe, ponie­waż kon­flikt zawsze ozna­cza ryzyko. Czę­sto zda­rza się, że zarówno zwy­cięzca, jak i zwy­cię­żony odno­szą w walce rany, i nawet agre­sor, który ma zde­cy­do­waną prze­wagę, może zostać osła­biony. Zwy­cięzca cza­sem staje się także ofiarą zemsty. Dla­tego ludzie i zwie­rzęta sta­rają się nie dopusz­czać do prze­kształ­ce­nia się kon­fliktu w prze­moc fizyczną. Na przy­kład spo­tka­nia stad szym­pan­sów koń­czą się prze­waż­nie tylko na groź­bach, które skut­kują wyco­fa­niem się słab­szej strony. Agre­sja poja­wia się, gdy jedno stado uważa, że jest wystar­cza­jąco silne, aby pobić dru­gie bez odnie­sie­nia zna­czą­cych strat46. Taka sama pra­wi­dło­wość tyczy się wojen mię­dzy pań­stwami: mało który gene­rał pro­wa­dzi swoje woj­sko i cenny sprzęt do ataku, jeśli wygrana nie jest pewna. Ana­lo­gicz­nie dzia­łają osoby sto­su­jące mob­bing oraz szkolni drę­czy­ciele, któ­rzy wybie­rają sobie ofiarę tak, by mieć nad nią wyraźną prze­wagę fizyczną lub psy­chiczną.

Instru­men­talną agre­sję można wyja­śnić tym, że jest ona prak­tyczna i zorien­to­wana na cel. To tak jak zdej­mo­wa­nie ryby z haczyka: cho­ciaż węd­karz w ten spo­sób odbiera jej życie, robi to bez mru­gnię­cia okiem, a cza­sem nawet z wielką dumą. Taka prag­ma­tyczna prze­moc może oczy­wi­ście pro­wa­dzić do czy­nów, które trudno jest nam zro­zu­mieć. Na przy­kład do histo­rii prze­szły okru­cień­stwa dowo­dzo­nych przez Pol Pota Czer­wo­nych Khme­rów. Na polach śmierci żoł­nie­rze ude­rzali nie­mow­lę­tami i małymi dziećmi w drzewa, aby je zabić. Skoro popeł­niali tak okrutne czyny, to jakim gnie­wem musieli być ogar­nięci albo jaką cho­robą psy­chiczną ośle­pieni? Według wła­snej opi­nii dzia­łali stra­te­gicz­nie i roz­sąd­nie. Żoł­nie­rzy i dzieci wroga wyłą­czono spod moral­nej tro­ski i nie odczu­wano wobec nich żad­nych uczuć, byli rów­nie mało zna­czący jak komary przy domku let­ni­sko­wym w cie­pły wie­czór. Gdy komar brzę­czy nam przy uchu, w naszym mózgu akty­wują się sieci prze­wo­dzące agre­sję, co skła­nia nas do zabi­cia owada. Mało kto pomy­śli wtedy o jego emo­cjach lub obu­dzi w sobie empa­tię. Czer­woni Khme­rzy Pol Pota trak­to­wali swoje ofiary w ten sam lodo­waty spo­sób. Dzieci były po pro­stu uciąż­liwą prze­szkodą, któ­rej trzeba było się pozbyć, i dla­tego nale­żało je zabić.

W nieustającej gotowości

Agre­sja i zdol­ność do two­rze­nia spo­łecz­no­ści są głę­boko zako­rze­nione w naszych genach. Umysł czło­wieka w momen­cie naro­dzin nie jest pustą tablicą czy dys­kiem twar­dym, na któ­rych w trak­cie życia zapi­sują się kon­cep­cje dobra i zła. Umysł nie jest rów­nież skoń­czoną książką czy kom­pu­te­rem, na któ­rym biu­rowi infor­ma­tycy zdą­żyli zain­sta­lo­wać już wszyst­kie potrzebne pro­gramy. Lep­szą ana­lo­gią jest nie­ukoń­czony manu­skrypt. W momen­cie naro­dzin czło­wieka gotowy jest jej pierw­szy ręko­pis. Zawiera on naj­waż­niej­sze posta­cie i zwroty akcji, jed­nak cały czas pra­cuje nad nim redak­tor. W przy­padku mózgu ana­lo­giczne funk­cje spra­wują śro­do­wi­sko i two­rzone przez nie doświad­cze­nia, ponie­waż stale mody­fi­kują dostar­czoną przez ewo­lu­cję wer­sję robo­czą. Ten maszy­no­pis to jedy­nie naj­lep­sza wska­zówka, jakie spo­soby należy wyko­rzy­sty­wać, aby w życiu prze­trwać. Jeśli mózg byłby osta­tecz­nie zapro­gra­mo­wany, stra­ciłby swoją ela­stycz­ność i nie potra­fiłby dosto­so­wać się do nowych i zaska­ku­ją­cych sytu­acji i śro­do­wisk, w któ­rych mogą się zna­leźć ludzie. Cechy wro­dzone dyk­tują spo­sób dzia­ła­nia cen­tral­nego układu ner­wo­wego, jed­nak ten sys­tem może być polep­szany i mody­fi­ko­wany za pomocą doświad­cze­nia. Na umysł wpływa śro­do­wi­sko, da się go rów­nież zmo­dy­fi­ko­wać poprzez ucze­nie się nowych rze­czy. Zmiany są moż­liwe jed­nak tylko w ramach, które zostały okre­ślone przez geny ukształ­to­wane w pro­ce­sie ewo­lu­cji.

Ludzką zdol­ność czy­nie­nia dobra i zła można porów­nać do szwaj­car­skiego scy­zo­ryka (Ilu­stra­cja 1.6). W trak­cie ewo­lu­cji w mózgu roz­wi­nęły się różne mecha­ni­zmy obronne, któ­rych używa się w razie potrzeby. Gdy cza­jący się w ciem­no­ści prze­stępca wyciąga ostrze, żeby zaata­ko­wać niczego nie­spo­dzie­wa­jącą się ofiarę, w jego mózgu zaczyna się reali­zo­wać sce­na­riusz łowów i ataku. W innym miej­scu ktoś pod­czas wyprawy nar­ciar­skiej otwiera ze scy­zo­ryka śru­bo­kręt, żeby napra­wić zepsute wią­za­nie. Narzę­dzia wewnątrz scy­zo­ryka mają różne zasto­so­wa­nie. Są jak sce­na­riusze dzia­łań, które w mózgu zmo­dy­fi­ko­wał dobór natu­ralny. Ostrzem da się zabić dru­giego czło­wieka, ale także stru­gać drewno na roz­pałkę albo rzeź­bić łódeczkę z kory. Ana­lo­gicz­nie instynktu łowów i ataku można użyć, żeby napaść na drugą osobę i ją obra­bo­wać lub żeby ura­to­wać od nie­bez­pie­czeń­stwa wła­sne dziecko.

Ilu­stra­cja 1.6. Zło i dobro w umy­śle czło­wieka są jak scy­zo­ryk szwaj­car­ski. Ewo­lu­cja wypo­sa­żyła mózg w nie­zli­czone narzę­dzia, a wie­loma z nich można zarówno zdzia­łać coś war­to­ścio­wego, jak i wyrzą­dzić krzywdę. Cho­ciaż po przyj­ściu czło­wieka na świat nie da się zmie­nić zestawu tych narzę­dzi, wła­sne decy­zje oraz zasady spo­łe­czeń­stwa wpły­wają na to, któ­rych z nich uży­jemy w danej sytu­acji i jakie cele będziemy reali­zo­wać za ich pomocą.

Porów­na­nie do scy­zo­ryka świet­nie obra­zuje ludzką psy­chikę. Cho­ciaż zło i dobro żyją w naszych umy­słach obok sie­bie, to jeśli chcemy, łatwo umiemy wyłą­czyć jedno z nich. Od sytu­acji zależy, po które narzę­dzia naszego umy­sło­wego scy­zo­ryka się­gamy. Zro­zu­mie­nie zła wymaga także zro­zu­mie­nia pod­staw bio­lo­gii, ponie­waż ona zmie­nia się znacz­nie wol­niej niż nasze spo­łeczne i kul­tu­rowe oto­cze­nie.

Zło i agre­sja są natu­ral­nymi ele­men­tami ludz­kiej psy­chiki. Rodzimy się z umie­jęt­no­ścią krzyw­dze­nia innych ludzi, ale nie­ko­niecz­nie odczu­jemy kie­dy­kol­wiek potrzebę jej uży­cia. Wyjąt­kiem może być sytu­acja, gdy nasze bez­pie­czeń­stwo jest zagro­żone. Geny spra­wiają, że potra­fimy być agre­sywni albo przy­ja­ciel­scy, a oto­cze­nie uczy, jak naj­le­piej zacho­wać się w kon­kret­nej sytu­acji. Prze­moc jest czę­ścią ludz­kiej natury, tak samo jak sumie­nie, moral­ność, trosz­cze­nie się o drugą osobę i potrzeba bli­sko­ści. Koniec koń­ców to kwe­stia wyboru, któ­rych sił uży­jemy, by roz­wi­jać sie­bie i nasze oto­cze­nie. Im lepiej rozu­miemy ciemną stronę ludz­kiej natury, tym sku­tecz­niej jeste­śmy w sta­nie ją rów­nież kon­tro­lo­wać.

2. Umysł przestępcy

2.

Umysł prze­stępcy

W roz­wi­nię­tych kra­jach zachod­nich poziom życia jest wysoki, więc wyda­wa­łoby się, że nikt nie ma potrzeby kraść, napa­dać i mor­do­wać. Więk­szość ludzi chce prze­cież żyć w spo­koju, uczyć się, cho­dzić do pracy, spę­dzać czas z rodziną i naj­bliż­szymi. Część jed­nak nie pod­po­rząd­ko­wuje się regu­łom spo­łecz­nym i wybiera drogę prze­stępstw i prze­mocy47. Kim są ci nie­przy­sto­so­wani? Trudno prze­wi­dy­wać prze­stęp­czość, ale naukow­com udało się usta­lić pewne pra­wi­dło­wo­ści zwią­zane ze stan­dar­dem życia, które jasno wska­zują, jakie czyn­niki sprzy­jają agre­sji i bez­pra­wiu. Bada­nia jed­no­znacz­nie opi­sują bio­lo­giczny i psy­cho­lo­giczny pro­fil prze­stępcy: do prze­mocy i łama­nia prawa skła­niają się zazwy­czaj mło­dzi męż­czyźni, któ­rych geny, oso­bo­wość i zdol­no­ści inte­lek­tu­alne czy­nią karierę prze­stęp­czą atrak­cyjną opcją.

Ta ogromna różnica

Każdy domo­ro­sły psy­cho­log wie, że męż­czyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Zresztą to stwier­dze­nie pod wie­loma wzglę­dami się spraw­dza. Bada­nia naukowe poka­zały, że pomię­dzy męż­czy­znami i kobie­tami ist­nieje wiele wyraź­nych róż­nic, poczy­na­jąc od oso­bo­wo­ści, a na pre­fe­ren­cjach i zacho­wa­niach koń­cząc. Przy­kła­dowo męż­czyźni mają sil­niej­szy popęd sek­su­alny, a dla kobiet ważna jest uczu­cio­wość48. Obie płcie róż­nią się także pod wzglę­dem upodo­bań: męż­czyźni czę­ściej chcą podej­mo­wać ryzyko, pod­czas gdy kobiety wolą być bar­dziej altru­istyczne i ufniej­sze. Męż­czyźni czę­ściej inte­re­sują się naukami przy­rod­ni­czymi czy mate­ma­tyką. Ta róż­nica musi wyni­kać z bio­lo­gii, ponie­waż najbar­dziej zauwa­żalna jest w kul­tu­rach, które pod­kre­ślają wol­ność wyboru wła­snego stylu życia49. Naj­ja­skraw­sza roz­bież­ność mię­dzy płciami doty­czy prze­mocy i prze­stęp­czo­ści. Męż­czyźni popeł­niają wię­cej prze­stępstw niż kobiety. Są spraw­cami 95% zabójstw i w więk­szo­ści przy­pad­ków są rów­nież ich ofia­rami50. Co wię­cej, męż­czyźni w zasa­dzie dopusz­czają się roz­ma­itych prze­stępstw czę­ściej niż kobiety.

Dla­czego męż­czyźni mają tak duże skłon­no­ści do prze­mocy? Odpo­wiedź tkwi w spo­so­bie roz­mna­ża­nia się u czło­wieka. Róż­nice płciowe w agre­sji i skłon­no­ści do łama­nia zasad są uni­wer­salne i świad­czą o tym, że są z góry zapro­gra­mo­wane w naszych genach. Płeć doty­czy po pro­stu wiel­ko­ści gamet: u samic są one więk­sze niż u sam­ców i nie mają form pośred­nich. Ist­nieją gatunki, jak na przy­kład grzyby, u któ­rych wszyst­kie komórki płciowe są jed­na­ko­wej wiel­ko­ści i dla­tego nie wyróż­nia się sam­ców i samic. Roz­mna­ża­nie zawsze wymaga komó­rek obu płci, które łączą się w cza­sie zapłod­nie­nia, przez co zaro­dek otrzy­muje po poło­wie genów od samca i samicy.

Płeć u czło­wieka można naj­ła­twiej roz­po­znać na pod­sta­wie narzą­dów płcio­wych oraz zacho­wań zwią­za­nych z roz­mna­ża­niem. Róż­nice widać rów­nież w budo­wie ciała. Męż­czyźni są od kobiet wyżsi i ciężsi oraz mają około 40% wię­cej masy mię­śnio­wej51. U kobiet zaś zazwy­czaj piersi są więk­sze, a bio­dra szer­sze. Płcie róż­nią się rów­nież kształ­tem twa­rzy52, dzięki czemu z nie­mal stu­pro­cen­tową popraw­no­ścią potra­fimy roz­po­znać, kto jest kobietą, a kto męż­czy­zną53. Ponadto już u dzieci prze­ciw­nych płci widać róż­nice w budo­wie mózgu. U męż­czyzn jest on o jede­na­ście punk­tów pro­cen­to­wych więk­szy w sto­sunku do całej masy ciała niż u kobiet54, ina­czej dzia­łają rów­nież neu­ro­prze­kaź­niki regu­lu­jące ból, przy­jem­ność, agre­sję i moty­wa­cję55. Takie bio­lo­giczne róż­nice prze­ja­wiają się na przy­kład w podat­no­ści na zabu­rze­nia psy­chiczne: u kobiet powszech­niej­sze są zabu­rze­nia nastroju i zabu­rze­nia lękowe, u męż­czyzn zaś różne pro­blemy zwią­zane z używ­kami56. Te cechy jed­nak nie okre­ślają płci, więc zda­rza się, że męż­czy­zna jest drobny albo że ma piersi wypeł­nione tkanką tłusz­czową; ana­lo­gicz­nie kobieta może mieć sze­ro­kie barki i być umię­śniona.

Tym, co naj­wy­raź­niej odróż­nia płcie, jest roz­mna­ża­nie samo w sobie. Męż­czyźni mają o wiele wię­cej moż­li­wo­ści, aby mieć dzieci. Cho­ciaż ich płod­ność spada po osią­gnię­ciu wieku śred­niego, szansę zosta­nia ojcem zacho­wują nie­mal przez całe życie. W teo­rii jeden męż­czy­zna może spło­dzić nie­ogra­ni­czoną liczbę dzieci, ponie­waż do tego potrzebne są jedy­nie współ­ży­cie i udane połą­cze­nie się męskich i żeń­skich komó­rek płcio­wych. Kobiety z kolei noszą swo­ich potom­ków przez dzie­więć mie­sięcy. Jesz­cze długi czas po naro­dzi­nach dziecko jest zależne od matki, ponie­waż naj­czę­ściej karmi je ona pier­sią. Praw­do­po­do­bień­stwo zaj­ścia w ciążę w tym okre­sie jest małe. U kobiet płod­ność zaczyna szybko spa­dać po osią­gnię­ciu wcze­snej doro­sło­ści i koń­czy się meno­pauzą w wieku około pięć­dzie­się­ciu lat. Moż­li­wo­ści roz­mna­ża­nia u kobiet są więc ogra­ni­czone. Najwię­cej dzieci na świe­cie – sześć­dzie­siąt dzie­więć – uro­dziła Walen­tyna Wasil­jewa. Dla porów­na­nia podobno Czyn­gis-chan spło­dził ponad tysiąc potom­ków, a suł­tan Maroka Mau­laj Isma’il około dzie­wię­ciu­set. Z kolei żyjący nie­malże współ­cze­śnie Simon Wat­son i Ber­told Wie­sner byli daw­cami rekor­do­wej ilo­ści spermy, przez co każdy z nich jest ojcem naj­praw­do­po­dob­niej ponad pię­ciu­set dzieci.

Taka dys­pro­por­cja w moż­li­wo­ściach roz­mna­ża­nia się ska­zuje męż­czyzn na walkę mię­dzy sobą. Kobiety wkła­dają wię­cej wysiłku w ten pro­ces i dla­tego męż­czyźni są gotowi wal­czyć o repre­zen­to­wane przez nie zasoby. Z kolei kobiety mają więk­szą swo­bodę wyboru nosi­ciela naj­lep­szych genów. Męż­czyźni muszą zado­wo­lić się tymi, które zaak­cep­tują ich jako swo­ich part­ne­rów (Ilu­stra­cja 2.1).

Zarówno kobieta, jak i męż­czy­zna mogą wycho­wy­wać dziecko w poje­dynkę, jed­nak dla wielu ludzi oczy­wi­ste jest, że zaj­mują się nim oboje rodzice – na przy­kład trosz­cząc się o nie lub zapew­nia­jąc mu bez­pieczne oto­cze­nie. Tym­cza­sem w kró­le­stwie zwie­rząt dzie­le­nie odpo­wie­dzial­no­ści za opiekę nad potom­kiem nie jest normą. Wpraw­dzie 90% gatun­ków pta­ków żyje w parach i razem wycho­wuje młode57, ale wśród ssa­ków doty­czy to tylko 3% gatun­ków58. Naczelne sytu­ują się pomię­dzy skraj­no­ściami – około 25% z nich two­rzy pary. Korzy­ścią z takiego trybu życia są podwo­jone zasoby przy opiece nad potom­stwem. Gdy oby­dwoje rodzice biorą w niej udział, ich poto­mek ma więk­sze szanse na prze­ży­cie i osią­gnię­cie doro­sło­ści. Cię­żary zwią­zane z roz­mna­ża­niem nie roz­kła­dają się mię­dzy płciami po równo. Kobiety płacą meta­bo­liczny rachu­nek za ciążę, ponie­waż to w ich jajo­wo­dach odbywa się zapłod­nie­nie. Ponadto przez dzie­więć mie­sięcy noszą płód i dają mu wszyst­kie potrzebne do roz­woju skład­niki odżyw­cze. Rów­nież po uro­dze­niu nie­mowlę jest zależne od matki z powodu jej mleka, ale ojciec i inni doro­śli też są w sta­nie zapew­nić mu opiekę. Z punktu widze­nia kobiety ważne jest, żeby part­ner mógł spło­dzić zdro­wych i sil­nych potom­ków, a także był gotowy do trosz­cze­nia się o nich.

Jak w zasa­dzie działa „rynek matry­mo­nialny”? Ponie­waż kobiet i męż­czyzn jest tyle samo, podaż i popyt powinny być równe. Na pozio­mie spo­łecz­nym i psy­cho­lo­gicz­nym daleko mu jed­nak do rów­no­wagi. Ewo­lu­cja ukształ­to­wała męskie mózgi tak, że nasta­wione są na spło­dze­nie tylu dzieci, ile to moż­liwe. Cechy part­nerki nie mają tak wiel­kiego zna­cze­nia, ponie­waż liczba potom­ków jest waż­niej­sza niż ich jakość. Kobiety nie mogą mieć tak wielu dzieci jak męż­czyźni, więc muszą sku­pić się na jako­ści, czyli uro­dzić moż­li­wie naj­zdrow­sze i naj­sil­niej­sze dzieci moż­li­wie naj­god­niej­szemu zaufa­nia i naj­bar­dziej goto­wemu do opieki nad nimi part­ne­rowi. Dla męż­czyzny seks sam w sobie ma więc więk­sze zna­cze­nie. Dobrym na to dowo­dem jest znana na całym świe­cie pro­sty­tu­cja. Pro­sty­tutki to prze­waż­nie kobiety, któ­rym męż­czyźni są gotowi zapła­cić za seks59.

Współ­cze­śnie róż­nice mię­dzy płciami widać rów­nież w dobie­ra­niu się w pary. Tin­der to świetny przy­kład tego, jak działa natu­ralny rynek matry­mo­nialny: użyt­kow­nicy mogą wybrać naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cych dla sie­bie kan­dy­da­tów, nie ma swa­tów, aran­żo­wa­nych czy wymu­szo­nych mał­żeństw. Doświad­cze­nia użyt­kow­ni­ków, ana­lizy danych z apli­ka­cji oraz bada­nia naukowe poka­zały, że Tin­der działa według pra­wi­dło­wo­ści bio­lo­gii. Gdy naukowcy stwo­rzyli fał­szywe pro­file kobiet i męż­czyzn, zaob­ser­wo­wali, że kobiety otrzy­mały ponad pięt­na­ście razy wię­cej polu­bień niż męż­czyźni60. Można powie­dzieć, że 80% męż­czyzn wal­czy o 20% naj­bar­dziej atrak­cyj­nych kobiet, a 80% kobiet wal­czy o 20% naja­trak­cyj­niej­szych męż­czyzn.

Ilu­stra­cja 2.1. Pro­ces roz­mna­ża­nia płcio­wego, w któ­rym samica ponosi naj­więk­sze meta­bo­liczne koszty, two­rzy nie­sy­me­trycz­ność wyboru, co ozna­cza, że samica może wybrać samca z naj­lep­szymi genami. Ta cha­rak­te­ry­styka doty­czy rów­nież ludzi.

Płeć i jej prawidłowości

Agre­sja to cecha, która wykształ­ciła się u męż­czyzn dawno temu w trak­cie roz­woju gatunku ludz­kiego, a przy­czyną jej poja­wie­nia się była rywa­li­za­cja o part­nerki. Męż­czyźni są wojow­ni­kami, ponie­waż kobiety są walki warte. Czę­sto cho­dzi nie tylko o sym­bo­liczną rywa­li­za­cję, lecz o fizyczną prze­moc i reali­za­cję wła­snych celów bez względu na zasady spo­łeczne. O daw­nych korze­niach męskiej agre­sji świad­czy fakt, że zarówno u ludzi, jak i u bli­sko z nimi spo­krew­nio­nych szym­pan­sów dokład­nie taka sama liczba zabójstw (95%) zostaje doko­nana przez sam­ców61. U ludzi nawet wśród dzieci róż­nice mię­dzy płciami w agre­syw­nych zacho­wa­niach są ewi­dentne: sto­so­wać prze­moc mogą już nawet pół­to­ra­roczni chłopcy62. Nie da się tego wytłu­ma­czyć socja­li­za­cją. Nie­mow­lęta i małe dzieci – z wyjąt­kiem smut­nych przy­pad­ków prze­mocy w rodzi­nie – w zasa­dzie nie bywają świad­kami agre­sji, więc nie mogą nauczyć się przez obser­wa­cję, że jest to typowa dla męż­czyzn forma zacho­wa­nia. Gdy dzieci w wieku około roku uczą się cho­dzić, po raz pierw­szy otwiera się przed nimi moż­li­wość świa­do­mego wej­ścia w kon­flikt i zasto­so­wa­nia prze­mocy. Mie­rze­nie agre­sji, zanim dziecko ukoń­czy pół­tora roku, jest trudne, jed­nak wszyst­kie bada­nia wska­zują na to, że róż­nice płci pod wzglę­dem agre­syw­no­ści widać w mózgu już w momen­cie naro­dzin.

Jed­nym z moż­li­wych wyja­śnień agre­sji wśród męż­czyzn jest więk­sza niż u kobiet masa mię­śniowa. Ozna­cza to, że zaata­ko­wa­nie kogoś łączy się w przy­padku męż­czyzn z mniej­szym ryzy­kiem. Cho­ciaż intu­icyj­nie wiemy, że są oni sil­niejsi niż kobiety, nie­ko­niecz­nie uświa­da­miamy sobie, jak duża jest w rze­czy­wi­sto­ści ta róż­nica. Śred­nią siłę mię­śni czło­wieka dokład­nie odzwier­cie­dla siła uści­sku dłoni (Ilu­stra­cja 2.2). U czło­wieka siła rośnie rów­no­mier­nie do około 20–25 roku życia, po czym zaczyna stop­niowo słab­nąć. Pomiary poka­zują, że męż­czyźni są znacz­nie sil­niejsi od kobiet. W prze­pro­wa­dzo­nym bada­niu w żad­nej gru­pie wie­ko­wej nie ma zbyt wielu kobiet, któ­rych uścisk byłby sil­niej­szy niż u naj­słab­szego męż­czy­zny! Masa mię­śniowa u męż­czyzn jest prze­cież pra­wie o połowę więk­sza niż u kobiet. Naj­więk­sze róż­nice mię­dzy płciami doty­czą mię­śni szyi i mię­śni żucia, które chro­nią szcze­gól­nie głowę i mózg. Ponie­waż kości czaszki naj­czę­ściej ule­gają uszko­dze­niu w cza­sie bija­tyk, u męż­czyzn są one moc­niej­sze. Wynika więc z tego, że są oni lepiej przy­sto­so­wani do walki63.

Ilu­stra­cja 2.2. Pra­wie wszy­scy męż­czyźni w kon­kret­nej gru­pie wie­ko­wej są sil­niejsi niż wszyst­kie ich rówie­śniczki. Wykres opiera się na otwar­tych danych z ame­ry­kań­skiego bada­nia Natio­nal Health and Nutri­tion Exa­mi­na­tion Survey (NHA­NES) z 2013 roku, w któ­rym mie­rzono siłę uści­sku dłoni.

Więk­sza masa mię­śniowa spra­wia, że prze­moc staje się bez­piecz­niej­sza. Losowo wybrany męż­czy­zna ma wię­cej słab­szych od sie­bie prze­ciw­ni­ków niż losowo wybrana kobieta. Ale jeśli róż­nice mię­dzy płciami w sto­so­wa­niu prze­mocy wyni­ka­łyby jedy­nie z poczu­cia bez­pie­czeń­stwa dawa­nego przez siłę oraz potrzeby roz­ła­do­wa­nia nagro­ma­dzo­nej agre­sji, praw­do­po­dob­nie męż­czyźni biliby i zabi­jali przede wszyst­kim kobiety i dzieci. To wią­za­łoby się z naj­mniej­szym ryzy­kiem. Sprawy mają się jed­nak ina­czej, ponie­waż męż­czy­zna zazwy­czaj wcho­dzi w fizyczny kon­flikt z dru­gim męż­czy­zną64. Agre­sja męż­czyzn to prze­cież walka o ogra­ni­czone zasoby, czyli o kobiety65, a ich zabi­ja­nie byłoby po pro­stu nie­roz­sądne z punktu widze­nia prze­ka­zy­wa­nia dalej swo­jego genomu.

Problem z testosteronem

Testo­ste­ron to męski hor­mon płciowy, który wpływa na przy­kład na nastrój, siłę mię­śni i sek­su­al­ność. Jego małe ilo­ści wystę­pują rów­nież u kobiet. W okre­sie pło­do­wym testo­ste­ron spra­wia, że zaro­dek zaczyna nabie­rać męskich cech. Hor­mon ten oddzia­łuje rów­nież na tak zaska­ku­jącą rzecz jak sto­su­nek dłu­go­ści palca wska­zu­ją­cego i ser­decz­nego. U męż­czyzn palec ser­deczny jest prze­waż­nie dłuż­szy niż wska­zu­jący, a u kobiet odwrot­nie, cho­ciaż pro­por­cje mogą się róż­nić w zależ­no­ści od osoby. Nazywa się to wskaź­ni­kiem 2D:4D, ponie­waż mie­rzone są drugi i czwarty palec (ang. digit). Bada­nia zoo­lo­giczne poka­zują, że na sto­su­nek dłu­go­ści pal­ców wpływ mają naj­praw­do­po­dob­niej oddzia­łu­jące w cza­sie ciąży hor­mony płciowe. Jeśli mody­fi­kuje się dzia­ła­nie testo­ste­ronu lub andro­genu u cię­żar­nej myszy, drugi i czwarty palec u łap mło­dych przyjmą dłu­go­ści typowe dla sam­ców lub samic66. Ponie­waż mecha­ni­zmy roz­woju układu kost­nego są podobne u wszyst­kich krę­gow­ców, wynik bada­nia byłby praw­do­po­dob­nie taki sam u ludzi. Sto­su­nek dłu­go­ści pal­ców jest więc orien­ta­cyjną infor­ma­cją o eks­po­zy­cji na dzia­ła­nie testo­ste­ronu w cza­sie ciąży i być może także o męsko­ści (Ilu­stra­cja 2.3).

Ilu­stra­cja 2.3. Wskaź­nik dłu­go­ści pal­ców 2D:4D. U męż­czyzn palec ser­deczny jest zazwy­czaj dłuż­szy niż palec wska­zu­jący (A), a u kobiet palec wska­zu­jący jest prze­waż­nie dłuż­szy niż palec ser­deczny. Palec ser­deczny i wska­zu­jący mogą być także równe (C).

Mie­rze­nie sto­sunku dłu­go­ści pal­ców jest dzięki swo­jej łatwo­ści popu­larną metodą bada­nia eks­po­zy­cji na testo­ste­ron, cho­ciaż nie można nazwać jej dosko­nałą. Spraw­dza­nie poziomu tego hor­monu u roz­wi­ja­ją­cego się płodu byłoby spo­rym ryzy­kiem, a bada­cze nie chcą go podej­mo­wać tylko z powodu wła­snej cie­ka­wo­ści nauko­wej. Mie­rze­nie dłu­go­ści pal­ców jest z kolei pro­ste i bez­pieczne. Wiele badań pró­bo­wało więc wyja­śnić, czy wskaź­nik 2D:4D ma zwią­zek z męsko­ścią albo typo­wym dla męż­czyzn zacho­wa­niem. Wiemy, że dłuż­szy palec ser­deczny jest powią­zany z zabu­rze­niami zacho­wa­nia i agre­sją u męż­czyzn67, ale u kobiet już nie68. W nie­któ­rych publi­ka­cjach nauko­wych zauwa­żono, że dłuż­szy palec ser­deczny może mieć zwią­zek z gro­że­niem prze­mocą oso­bie, z którą pozo­staje się w rela­cji roman­tycz­nej69. Prze­moc pomię­dzy part­ne­rami może być więc odbi­ciem bio­lo­gicz­nych czyn­ni­ków wyni­ka­ją­cych z eks­po­zy­cji na testo­ste­ron w cza­sie ciąży. Dłu­gość pal­ców sama w sobie nie jest żad­nym wyja­śnie­niem, lecz efek­tem dzia­ła­nia testo­ste­ronu. Bada­nia poka­zują więc, że wysta­wie­nie na jego oddzia­ły­wa­nie może być czyn­ni­kiem warun­ku­ją­cym agre­syw­ność.

W prze­szło­ści domi­nu­jąca pozy­cja męż­czyzn w spo­łe­czeń­stwie wyraź­nie wpły­wała na ich suk­ces pro­kre­acyjny. Władcy i szlach­cice mieli moż­li­wość utrzy­my­wa­nia na swo­ich dwo­rach olbrzy­miej liczby kocha­nek, pod­czas gdy chłopi musieli zado­wo­lić się nie­licz­nymi kobie­tami, które miesz­kały w tej samej wsi. Obec­nie na atrak­cyj­ność męż­czyzn na rynku matry­mo­nial­nym wpły­wają wykształ­ce­nie i zamoż­ność70. Testo­ste­ron wiąże się u wielu zwie­rząt z domi­na­cją i agre­syw­no­ścią. Tak samo jest u ludzi, cho­ciaż zwią­zek ten jest słab­szy. Poziom hor­monu rośnie przez okres mło­do­ści i wiek średni, a potem spada. Ana­lo­gicz­nie rośnie i spada agre­sja. Ślub obniża poziom testo­ste­ronu, a roz­wód go pod­wyż­sza71. Testo­ste­ron być może nie wiąże się bez­po­śred­nio z agre­syw­no­ścią u męż­czyzn, lecz prę­dzej z goto­wo­ścią do kon­ku­ro­wa­nia o part­nerkę i domi­na­cję. Po ślu­bie potrzeba domi­na­cji maleje i spada też poziom hor­monu. Moż­liwe, że u ludzi testo­ste­ron nie wpływa wprost na agre­syw­ność, lecz na domi­na­cję, a ta z kolei może przy­bie­rać formy agre­sji.

Trudno zmienić mężczyznę

Agre­syw­ność jest głę­boko zako­rze­niona w męskim geno­mie. Czy można by ogra­ni­czyć prze­moc, jeśli męż­czyzn upodob­ni­łoby się do kobiet tak bar­dzo, jak to tylko moż­liwe? Nie da się odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, prze­pro­wa­dza­jąc eks­pe­ry­ment, ponie­waż zdro­wych ochot­ni­ków nie zmie­nia się w bio­lo­giczne kobiety tylko z powodu nauko­wej cie­ka­wo­ści. Można za to roz­wa­żać odpo­wiedź, bada­jąc pacjen­tów, na przy­kład osoby trans­pł­ciowe, czyli takie, któ­rych płeć bio­lo­giczna okre­ślona przy naro­dzi­nach jest nie­zgodna z toż­sa­mo­ścią płciową. Trans­pł­cio­wość jest rzadka i w kli­nicz­nych bada­niach eks­pe­ry­mentalnych oscy­luje na pozio­mie 0,02%. Znacz­nie częst­sza jest u osób, któ­rym przy naro­dzi­nach przy­pi­sano płeć męską, niż u tych okre­ślo­nych jako kobiety72. W nie­któ­rych przy­pad­kach takie osoby pod­dają się korek­cie płci, w któ­rej trak­cie mody­fi­kuje się budowę i wygląd orga­nów układu roz­rod­czego, a także innych orga­nów wska­zu­ją­cych na płeć, tak aby odpo­wia­dały tej, z którą dana osoba się iden­ty­fi­kuje. Jest to kom­plek­sowy i wie­lo­aspek­towy pro­ces, który wpływa nie tylko na ana­to­mię ciała i wygląd, lecz rów­nież na gospo­darkę hor­mo­nalną. Korekta płci nie zmie­nia genomu, więc chro­mo­somy płci pozo­stają w każ­dej komórce takie, jakie były wcze­śniej. Bada­nie takich pacjen­tów daje rzadką oka­zję do przyj­rze­nia się, jak czyn­niki dzie­dziczne, fizjo­lo­gia, a także spo­łecz­nie doświad­czana płeć i jej eks­pre­sja wpły­wają na goto­wość do sto­so­wa­nia prze­mocy.

Szwedz­kim bada­czom udało się zgro­ma­dzić pra­wie wszyst­kie osoby, które w ciągu 30 lat w Szwe­cji prze­szły korektę płci. W momen­cie prze­pro­wa­dze­nia bada­nia było ich w sumie 324. Bada­cze kom­po­no­wali dla każ­dej z nich grupę kon­tro­lną skła­da­jącą się z dzie­się­ciu moż­li­wie naj­bar­dziej podob­nych do niej osób, które nie pod­dały się korek­cie płci. Potem spraw­dzono wszyst­kie w reje­strze wyro­ków za prze­stęp­stwa, w tym za te z uży­ciem prze­mocy. Wyniki były wprost zadzi­wia­jąco jed­no­znaczne: trans­ko­biety (osoby, które sko­ry­go­wały płeć bio­lo­giczną na żeń­ską) były tak samo agre­sywne i skłonne do popeł­nia­nia prze­stępstw jak męż­czyźni z grupy kon­tro­l­nej73. U trans­męż­czyzn (osób, które sko­ry­go­wały płeć bio­lo­giczną na męską) agre­syw­ność zwięk­szyła się z kolei tylko tro­chę. Wynika z tego, że agre­sji u męż­czyzn nie da się usu­nąć, ale da się ją zwięk­szyć u kobiet. Podobne rezul­taty uzy­skano, gdy badano wyroki osób trans­pł­cio­wych, które nie pod­dały się korek­cie płci. Według sta­ty­styk bry­tyj­skiej służby wię­zien­nej bli­sko połowa trans­pł­cio­wych więź­niów odbywa wyrok za prze­stęp­stwa sek­su­alne, pod­czas gdy wśród męż­czyzn 19%, a u kobiet 4%74.

Pro­wa­dze­nie takich badań jest trudne, ponie­waż osoby trans­pł­ciowe są grupą małą, rzadko spo­ty­kaną i pod wie­loma wzglę­dami wyjąt­kową. Z dys­fo­rią płciową łączy się wiele zabu­rzeń psy­chicz­nych, na przy­kład depre­sja, fobie, stany lękowe, pro­blemy z używ­kami75. To utrud­nia inter­pre­ta­cję badań nad agre­syw­no­ścią, ponie­waż zabu­rze­nia te same w sobie są zwią­zane z prze­stęp­czo­ścią76. Z dru­giej strony tego typu prace naukow­ców są ory­gi­nal­nymi pró­bami zro­zu­mie­nia agre­sji, prze­mocy i prze­stęp­czo­ści z per­spek­tywy róż­nic mię­dzy płciami. Bada­nia doty­czące korekty płci suge­rują, że męska prze­moc zwią­zana jest z bio­lo­gią. Nie pomoże na nią ani nóż chi­rurga, ani przy­bra­nie roli spo­łecz­nej prze­ciw­nej płci.

Młodzi wojownicy

Kolej­nym po płci czyn­ni­kiem, który ewi­dent­nie wpływa na prze­moc, jest wiek. Na całym świe­cie naj­wię­cej zabójstw i innych prze­stępstw popeł­niają mło­dzi męż­czyźni, a naj­mniej – senio­rzy77. Jed­nym z wyja­śnień tej pra­wi­dło­wo­ści jest przy­rost masy mię­śnio­wej w mło­dej doro­sło­ści i jej utrata w wieku pode­szłym. Prze­moc i kon­flikty zawsze sta­no­wią ryzyko, więc warto uni­kać ata­ko­wa­nia sil­niej­szej od sie­bie osoby tak długo, jak tylko się da. Róż­nice bio­lo­giczne w masie mię­śnio­wej wręcz zmu­szają dzieci i osoby star­sze do bycia ostroż­niej­szymi. Ale jak sprawa ma się z innymi prze­stęp­stwami? Nie wszyst­kie z nich wyma­gają pry­mi­tyw­nej siły i na przy­kład prze­stęp­stwa nar­ko­ty­kowe i prze­ciwko wła­sno­ści można popeł­nić bez ucie­ka­nia się do prze­mocy. Opu­bli­ko­wana przez FBI sta­ty­styka z 2018 roku (Ilu­stra­cja 2.4) poka­zuje, że w przy­padku wszyst­kich prze­stępstw liczba aresz­to­wań wzra­sta wśród nasto­lat­ków, osiąga szczyt w oko­li­cach dwu­dzie­stego pią­tego roku życia, a następ­nie stop­niowo spada. Osoby star­sze niż 64 lata rzadko mają do czy­nie­nia z wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści.

Ilu­stra­cja 2.4. Sprawcy prze­stępstw według grup wie­ko­wych. Na wykre­sie przed­sta­wiono liczbę aresz­to­wa­nych w sto­sunku do ich wieku oraz powodu aresz­to­wa­nia. Infor­ma­cje pocho­dzą ze sta­ty­styk FBI z roku 2018.

W momen­cie naro­dzin mózg daleki jest od osią­gnię­cia osta­tecz­nej formy. Ze względu na jego pla­stycz­ność w okre­sie nie­mow­lęc­twa warunki zewnętrzne z łatwo­ścią go kształ­tują, lecz jego pro­ces doj­rze­wa­nia i dosto­so­wy­wa­nie się do oto­cze­nia trwa znacz­nie dłu­żej. Jesz­cze w okre­sie mło­dej doro­sło­ści nie jest w pełni roz­wi­nięty. To może być jed­nym z wyja­śnień przy­czyn wystę­po­wa­nia prze­stęp­czo­ści wśród mło­dych osób78. Wiele obsza­rów i funk­cji mózgu roz­wija się w różny spo­sób. Mecha­ni­zmy regu­lu­jące pod­sta­wowe czyn­no­ści, takie jak oddy­cha­nie, muszą funk­cjo­no­wać już od momentu naro­dzin dziecka, ale wiele innych kształ­tuje się znacz­nie wol­niej. Jako ostatni doj­rzewa płat czo­łowy, który ste­ruje impul­syw­no­ścią i funk­cjami poznaw­czymi. Osiąga osta­teczną formę i typową dla doro­słych budowę we wcze­snej doro­sło­ści czło­wieka, czyli po tym, jak skoń­czy osiem­na­ście lat79.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Gómez, J.M., Verdú, M., González-Megías, A. et al., 2016. [wróć]

Per­n­ter, P., Gostne, P., Vigl, E.E. et al., 2007. [wróć]

Owsley, D.W. & Jantz, R.L., 2014. [wróć]

Sala, N., Arsu­aga, J.L., Pan­toja-Pérez, A. et al., 2015. [wróć]

WHO, 2007. [wróć]

Resnick, H.S., Kil­pa­trick, D.G., Dan­sky, B.S. et al., 1993; Sut­ker, P.B., Davis, J.M., Uddo, M. et al., 1995. [wróć]

Kil­pa­trick, D.G., Edmunds, C.N. & Sey­mour, A.K., 1992. [wróć]

Due, P., Hol­stein, B.E., Lynch, J. et al., 2005. [wróć]

Zwie­rzyn­ska, K., Wolke, D. & Lereya, T.S., 2013. [wróć]

Rueger, S.Y. & Jen­kins, L.N., 2014. [wróć]

Gini, G. & Poz­zoli, T., 2013. [wróć]

Geof­froy, M.C., Boivin, M., Arse­ne­ault, L. et al., 2016. [wróć]

Wolke, D. & Lereya, S.T., 2015. [wróć]

Cum­mings, E.M., 1994. [wróć]

Shen­har-Tsar­faty, S., Yayon, N., Waiskopf, N. et al., 2015. [wróć]

Pre­ston, S.D. & de Waal, F.B.M., 2002. [wróć]

Liczby ofiar reżi­mów, które podaje autor, bywają roz­bieżne z danymi pre­zen­to­wa­nymi przez inne źró­dła. Na przy­kład przyj­muje się, że przez rządy Leopolda II zgi­nęło do 10 milio­nów osób, a Mao Zedonga od 50 do 66 milio­nów. Nato­miast w Holo­kau­ście zgi­nęło 6 milio­nów Żydów (przyp. tłum.). [wróć]

Ken­rick, D.T. & She­ets, V., 1993. [wróć]

Har­ris, L.T. & Fiske, S.T., 2006. [wróć]

Rie­mer, A.R., Gervais, S.J., Sko­rinko, J.L.M. et al., 2019. [wróć]

Schulz, K., Rudolph, A., Tscha­rakt­schiew, N. et al., 2013. [wróć]

Buc­kels, E.E., Jones, D.N. & Paul­hus, D.L., 2013. [wróć]

Duf­ner, M., Rau­th­mann, J.F., Czarna, A.Z. et al., 2013. [wróć]

Howe, J., Fal­ken­bach, D. & Mas­sey, C., 2014. [wróć]

Lan­day, K., Harms, P.D. & Credé, M., 2019. [wróć]

Alicke, M.D., 1985; Heck, P.R., Simons, D.J. & Cha­bris, C.F., 2018. [wróć]

Kru­ger, J. & Dun­ning, D., 1999. [wróć]

Tap­pin, B.M. & McKay, R.T., 2017. [wróć]

Sedi­ki­des, C., Meek, R., Alicke, M.D. et al., 2014. [wróć]

Val­de­solo, P. & DeSteno, D., 2008. [wróć]

Malle, B.F., 2006. [wróć]

Wil­son, E.O., 1978; Pin­ker, S., 2002; Brown, D.E., 1981. [wróć]

Wran­gham, R.W. & Glo­wacki, L., 2012; Wran­gham, R. & Peter­son, D., 1996. [wróć]

Polis, G.A., Myers, C.A. & Hess, W.R., 1984; Lukas, D. & Huchard, E., 2014. [wróć]

Gómez, J.M., Verdú, M., González-Megías, A. et al., 2016. [wróć]

Har­rell, E., 2012. [wróć]

Bar­tho­low, B.D., 2018. [wróć]

Marsh, A.A., 2019. [wróć]

Gómez, J.M., Verdú, M., González-Megías, A. et al., 2016. [wróć]

Lahr, M.M., Rivera, F., Power, R.K. et al., 2016. [wróć]

Wil­son, M.L., Boesch, C., Fruth, B. et al., 2014. [wróć]

Wil­son, M.L., Boesch, C., Fruth, B. et al., 2014. [wróć]

Mitani, J.C., Watts, D.P. & Amsler, S.J., 2010. [wróć]

Mitani, J.C., Watts, D.P. & Amsler, S.J., 2010. [wróć]

Buc­kels, E.E., 2018; Kirsch, L.G. & Bec­ker, J.V., 2007. [wróć]

Wil­son, M.L., Boesch, C., Fruth, B. et al., 2014. [wróć]

Falk, Ö., Wal­li­nius, M., Lundström, S. et al., 2014; Stef­fen­sme­ier, D. & Stre­ifel, C., 1991. [wróć]

Bau­me­ister, R.F., Cata­nese, K.R. & Vohs, K.D., 2001; Costa, P.T., Ter­rac­ciano, A. & McCrae, R.R., 2001. [wróć]

Stoet, G. & Geary, D.C., 2018; Falk, A. & Hermle, J., 2018. [wróć]

Stef­fen­sme­ier, D. & Stre­ifel, C., 1991; UNODC, 2013. [wróć]

Car­rier, D.R. & Mor­gan, M.H., 2015. [wróć]

Bur­ton, A.M., Bruce, V. & Dench, N., 1993; Hen­nessy, R.J., Kin­sella, A. & Wad­ding­ton, J.L., 2002. [wróć]

Bruce, V. & Young, W.I., 1998. [wróć]

Rit­chie, S.J., Cox, S.R., Shen, X. et al., 2018; Paus, T., Wong, A.P.Y., Syme, C. et al., 2017. [wróć]