Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
To pierwsze na polskim rynku tak obszerne i wszechstronne opracowanie tematu zimnej wojny – od jej wybuchu do upadku Związku Radzieckiego. Pozwala również zrozumieć mechanizmy rządzące historią Polski, która została ukazana jako jedna z figur na szachownicy rozgrywek światowych mocarstw. Pełna przykładów, analiz dokumentów, anegdot i nieznanych wydarzeń książka składa się na fascynujący przewodnik po historii drugiej połowy XX wieku.
[opis okładkowy]
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Mszanie Dolnej
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Próchnika w Piotrkowie Trybunalskim (3)
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 464
Rok wydania: 2007
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
CjO
VI
2
XI
3
I
VIII
5
VIII
VI
Dokumenty
V IfFfT 9
.
Od 1957 do 1961 roku Chruszczów otwarcie
i wielokrotnie groził Zachodowi nuklearną zagładą w mrożący krew w żyłach sposób. Twierdził, że sowieckie osiągnięcia w dziedzinie pocisków są znacznie większe od amerykańskich, co pozwoliłoby mu zmieść z powierzchni ziemi dowolnie wybrane miasto w USA czy w Europie. Podawał nawet, ile pocisków i głowic może być potrzebnych do zniszczenia poszczególnych celów. Próbował jednak również być uprzejmy - pewnego razu, pastwiąc się nad politykiem z Ameryki, Hubertem Humphreyem, przerwał mu i zapytał, skąd pochodzi. Gdy Humphrey pokazał na mapie Minneapolis, Chruszczów zaznaczył je dużym niebieskim ołówkiem. „To żebym nie zapomniał rozkazać oszczędzić tego miasta, gdy będą startować rakiety” - wyjaśnił grzecznie.
John Lewis Gaddis
ZIMNA WOJNA
ZIMNA WOJNA
i!
\n
tłumaczenie Bartłomiej Pietrzyk
Znak
Kraków 2007
Tytuł oryginału
The Cold War: A New History
Copyright © 2005, John Lewis Gaddis. Ali rights reserved
Projekt okładki i opracowanie typograficzne Kuba Sowiński
Na okładce i na obwolucie u góry: Michaił Gorbaczow i Ronald Reagan, Genewa, 1985
Fot. Peter Marlow/Magnum Photos/EK Pictures Na obwolucie u dołu: Brama Brandenburska, 1961 Fot. Bettman/Corbis
Opracowanie map
CARTA BLANCA: Adam Zakrzewski, Mariusz Wideński
Redaktor prowadzący Katarzyna Ziębowicz-Tobolewska
Wybór i układ zdjęć Katarzyna Ziębowicz-Tobolewska
Konsultacja historyczna dr Maciej Korkuć
Adiustacja Urszula Horecka
Barbara Gąsiorowska Beata Trebel-Bednarz
Indeks
Urszula Horecka
Łamanie
Piotr Poniedziałek
Copyright © for the translation by Bartłomiej Pietrzyk
ISBN 978-83-240-0822-3
Zamówienia: Dział Handlowy, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Bezpłatna infolinia: 0800-130-082
Zapraszamy do naszej księgarni internetowej: www.znak.com.pl
Pamięci Georgea F. Kennana (1904-2005)
Przedmowa
Co roku w poniedziałkowe i środowe popołudnia semestru zimowego prowadzę zajęcia z historii zimnej wojny dla kilkuset studentów Yale. W trakcie wykładów nieustannie muszę sobie powtarzać, że właściwie żaden ze słuchaczy nie pamięta wydarzeń, o których mówię. Gdy wspominam o Stalinie i Trumanie, a nawet o Reaganie i Gorbaczowie, jest tak, jak gdybym wykładał o Napoleonie, Juliuszu Cezarze czy Aleksandrze Macedońskim. Większość absolwentów, którzy ukończyli studia w 2005 roku, miała zaledwie pięć lat, gdy runął mur berliński. Moi studenci mają świadomość, że zimna wojna w pewien sposób ich dotknęła, ponieważ powiedziano im, jak wpłynęła na życie ich rodzin. Część tych młodych ludzi - lecz z pewnością nie wszyscy - rozumie, że gdyby w kilku krytycznych chwilach tego konfliktu podjęto inne decyzje, mogliby w ogóle nie przyjść na świat. Słuchacze zapisują się jednak na mój kurs z bardzo skromną wiedzą o początkach, przyczynach czy powodach takiego, a nie innego zakończenia zimnej wojny. Jest ona dla nich historią nieróżnią-cą się zbytnio od wojny peloponeskiej.
Jednak gdy moi studenci dowiadują się więcej o wielkiej rywalizacji, która położyła się cieniem na drugiej połowie poprzedniego stulecia, większość z nich jest zafascynowana, wielu przerażonych, a kilku - zazwyczaj po wykładzie o kryzysie kubańskim - wychodzi z sali roztrzęsionych. „Ojej! - wykrzykują (to wersja ocenzurowana). - Nie mieliśmy pojęcia, że t a k niewiele brakowało!” „Niesamowite!” - dodają zawsze. Tak więc dla pierwszego pozimnowojennego pokolenia konflikt ten jest doświadczeniem zarówno odległym, jak i groźnym. Czego można się było obawiać ze strony państwa, które okazało się tak słabe, niewydarzone i nietrwałe jak Związek Radziecki? - zastanawiają się młodzi ludzie, jednocześnie jednak zadając samym sobie i mnie pytanie - jak udało nam się wyjść cało z zimnej wojny?
Książka ta jest próbą odpowiedzi na te pytania, lecz również na inne, znacznie bardziej prozaiczne. Uwadze moich studentów nie umknęło, że napisałem kilka książek o historii zimnej wojny - regularnie zadaję im jako lekturę dzieło, w którym czytelnik dociera do 1962 roku dopiero po niemal trzystu stronach. „Czy nie dałoby się zmieścić większej liczby lat w mniejszej liczbie słów?” - pytają delikatnie niektórzy. To rozsądne pytanie, a wydało mi się jeszcze bardziej sensowne, gdy mój dysponujący niezwykłym darem przekonywania agent Andrew Wylie zaczął mi tłumaczyć, że istnieje zapotrzebowanie na krótką, wszechstronnie opisującą temat.i przystępną książkę o zimnej wojnie, taktownie sugerując tym samym, iż poprzednie tych warunków nie spełniały. Ponieważ opinie studentów i agenta są dla mnie niemal tak ważne jak zdanie mojej żony (której ta koncepcja również się spodobała), uznałem pomysł za wart uwagi.
Zimna wojna jest w związku z tym przeznaczona głównie dla młodego pokolenia czytelników, dla których opisane w niej wydarzenia nigdy nie były „współczesne”. Mam jednak nadzieję, że ludzie, którzy sami doświadczyli zimnej wojny, również znajdą w tej książce coś dla siebie, ponieważ, jak powiedział pewnego razu Groucho Marx: „Poza psem książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wewnątrz psa jest zbyt ciemno, żeby czytać”. Podczas zimnej wojny trudno było się dowiedzieć, co się dzieje. Od jej zakończenia, gdy zaczęto otwierać archiwa sowieckie, wschodnioeuropejskie i chińskie, wiemy znacznie więcej - bogactwo informacji stało się wręcz przytłaczające. To kolejny powód, aby napisać krótką książkę. Przedsięwzięcie to zmusiło mnie do poddania wszystkich nowych informacji prostemu testowi istotności, który rozsławił mój nieżyjący już kolega z Yale Robin Winks: „I co z tego?”
Warto też nadmienić, czym ta książka n i e jest. Nie jest ona dziełem oryginalnym. Historycy zimnej wojny z łatwością rozpoznają większość poruszanych przeze mnie kwestii, po części dlatego że w dużej mierze skorzystałem z ich pracy, a po części dlatego, że powtarzam pewne rzeczy, które sam powiedziałem wcześniej. Nie usiłuje ona również doszukiwać się w zimnej wojnie korzeni pozimno-wojennych zjawisk, takich jak globalizacja, czystki etniczne, ekstre-mizm religijny, terroryzm czy rewolucja informacyjna. Nie wnosi też żadnego wkładu w teorię stosunków międzynarodowych - dziedzina ta ma wystarczająco dużo problemów i bez mojego udziału.
Ucieszy mnie jednak, jeżeli zaprezentowany w tej książce ogląd zimnej wojny jako całości zaowocuje nowatorskimi ujęciami jej poszczególnych aspektów. Szczególnie uderza mnie przebijający z tego obrazu optymizm, który nie jest cechą powszechnie kojarzoną z zimną wojną. Jestem pewien, że świat stał się lepszy dzięki temu, iż konflikt ten potoczył się tak, a nie inaczej, oraz dzięki jego wynikowi. Obecnie nikt nie boi się nowej wojny światowej, ostatecznego triumfu dyktatorów czy perspektywy końca cywilizacji. Na początku zimnej wojny było jednak inaczej. Mimo wszystkich swoich niebezpieczeństw, okropności, kosztów, niepokojów i kompromisów moralnych zimna wojna - podobnie jak amerykańska wojna secesyjna - była rywalizacją konieczną, która raz na zawsze rozwiązała fundamentalne kwestie. Nie ma powodu, by za nią tęsknić. Biorąc jednak pod uwagę inne możliwości, nie ma również potrzeby żałować, że ją prowadzono.
Zimna wojna toczyła się na różnych poziomach, w różnorodny sposób, w wielu miejscach i w ciągu bardzo długiego czasu. Wszelkie próby zredukowania jej historii wyłącznie do roli wielkich sił, mocarstw czy przywódców prowadziłyby do zniekształceń. Wysiłki mające na celu ujęcie jej w prosty chronologiczny wywód dałyby w wyniku papkę. Uznałem, że najlepiej będzie poświęcić każdy z rozdziałów ważnemu tematowi; w związku z tym pokrywają się one w czasie, przemieszczając w przestrzeni. Swobodnie zmieniam plan z ogólnego na bliski, po chwili ponownie się oddalając. Nie waham się również pisać z perspektywy w pełni uwzględniającej wynik zimnej wojny - inaczej nie umiem.
Na koniec chciałbym podziękować osobom, które zainspirowały tę książkę, ułatwiły mi jej napisanie i cierpliwie na nią czekały. Należą do nich z pewnością moi studenci, których niesłabnące zainteresowanie zimną wojną podsyca mój zapał. Jestem również wdzięczny - jak z pewnością wdzięczni będą przyszli studenci - Andrew Wyliemu za podsunięcie mi metody zmieszczenia większej liczby lat w mniejszej liczbie słów oraz za pomoc udzieloną kilku moim byłym studentom w publikacji ich prac. Scott Moyers, Stuart Proffitt, Janie Fleming, Victoria Klose, Maureen Clark, Bruce Giffords, Samantha Johnson oraz ich współpracownicy w wydawnictwie Penguin wykazywali godny podziwu spokój ducha w obliczu niedotrzymanych terminów oraz wyjątkową sprawność w przygotowaniu do druku tej opóźniającej się książki, gdy była wreszcie gotowa. Nie powstałaby ona w ogóle bez pomocy Christiana Ostermanna oraz jego współpracowników z Cold War International History Project, których energia i staranność w gromadzeniu dokumentów z całego świata (w chwili kiedy to piszę, dotarła właśnie najnowsza ich partia z archiwów albańskich) uczyniły wszystkich historyków zimnej wojny ich dłużnikami. Chcę wreszcie podziękować Toni Dorfman, która jest najlepszym redaktorem i korektorem oraz najbardziej kochającą żoną na świecie.
Dedykacja upamiętnia jedną z największych postaci w dziejach zimnej wojny - oraz mojego długoletniego przyjaciela - której biografia będzie moim kolejnym zadaniem.
J.L.G. New Haven
Prolog_
SPOJRZENIE NAPRZÓD
W 1946 roku czterdziestotrzyletni Anglik Erie Blair wynajął na krańcu świata dom, w którym zamierzał umrzeć. Dom stał na północnym skraju szkockiej wyspy Jura, na końcu gruntowej drogi. Nie dało się doń dojechać samochodem, nie było tam telefonu ani elektryczności. Najbliższy sklep - jedyny na wyspie - był oddalony o jakieś czterdzieści kilometrów na południe. Blair miał powody, by zaszyć się w odludnym miejscu. Był przygnębiony niedawną śmiercią żony i chorował na gruźlicę, wkrótce miał zacząć kaszleć krwią. Jego kraj uginał się pod brzemieniem kosztów wygranej wojny, która nie przyniosła bezpieczeństwa ani dobrobytu - nawet pewności, że wolność przetrwa. Europa dzieliła się na dwa wrogie obozy, a świat zdawał się za nią podążać. Jakakolwiek następna wojna oznaczałaby apokalipsę, gdyż zostałyby podczas niej zapewne użyte bomby atomowe. Poza tym musiał skończyć powieść.
Książkę zatytułował Rok 1984 - był to anagram roku, w którym ją ukończył. Ukazała się ona w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych w 1949 roku pod pseudonimem literackim Blaira, który brzmiał: George Orwell. Recenzje, jak odnotował „New York Times”, były „w olbrzymiej większości pełne uznania”, lecz „aplauz zagłuszyły krzyki przerażenia”1. Nie było to niczym dziwnym, ponieważ Rok 1984 opisywał erę - odległą o zaledwie trzydzieści pięć lat - w której totalitaryzm zatriumfował wszędzie. Stłamszono w niej indywidualność, prawo, etykę, kreatywność, język, rzetelną historiografię, a nawet miłość, z wyłączeniem, rzecz jasna, miłości, którą każdy musiał czuć do przypominającego Stalina dyktatora - Wielkiego Brata - oraz podobnych do niego władców rządzących światem ogarniętym wieczną wojną. „Jeżeli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłość - słyszy bohater Orwella Winston Smith podczas kolejnej sesji bezlitosnych tortur - wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie!”12.
Orwell zmarł na początku 1950 roku - nie na swojej wyspie, lecz w londyńskim szpitalu - wiedząc jedynie, że dzieło wywarło wrażenie na pierwszych czytelnikach i ich przeraziło. Późniejsi zareagowali podobnie: Rok 1984 stał się najwyrazistszą wizją możliwej przyszłości w erze powojennej. W miarę zbliżania się rzeczywistego roku 1984 porównania z wyimaginowanym rokiem Orwella stawały się więc nieuniknione. Świat nie był jeszcze totalitarny, lecz znaczną jego częścią rządzili dyktatorzy. Niebezpieczeństwo wojny pomiędzy dwoma supermocarstwami - Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim - w miejsce trzech przepowiadanych przez Orwella zdawało się największe od wielu lat. Wieczny, jak się wydawało, konflikt zwany „zimną wojną”, który rozpoczął się jeszcze za jego życia, nie wykazywał symptomów zbliżania się ku końcowi.
A jednak wieczorem 16 stycznia 1984 roku w telewizji wystąpił aktor, którego Orwell rozpoznałby z czasów, gdy sam pracował jako krytyk filmowy - tym razem już w roli prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ronald Reagan był do tej pory uważany za zaciekłego wojownika zimnej wojny. Teraz jednak przedstawiał wizję innej przyszłości:
Wyobraźmy sobie przez chwilę, że Iwan i Ania siedzą w poczekalni albo chronią się przed deszczem czy burzą wraz z Jimem oraz Sally i nie ma bariery językowej, która uniemożliwiałaby im nawiązanie znajomości. Czy roztrząsaliby różnice między swoimi rządami, czy też rozmawialiby raczej o swoich dzieciach i o tym, gdzie pracują? [...] Mogliby się nawet umówić na wspólną kolację. Przede wszystkim udowodniliby, że to nie ludzie wywołują wojny3.
Była to niespodziewanie łagodna sugestia, że ludzka twarz może zatriumfować nad ciężkim butem, dyktatorami oraz mechanizmami wojny. Zapoczątkowała ona - w Orwellowskim roku 1984 - ciąg zdarzeń, który to umożliwił. Nieco ponad rok po przemówieniu Reagana w Związku Radzieckim władzę objął człowiek, który okazał się ostatnim jego przywódcą. W ciągu sześciu lat zakończyła się władza tego kraju nad połową Europy. Po ośmiu zniknął sam Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich - państwo, które zainspirowało wielkie ponure proroctwo Orwella.
To wszystko nie stało się dlatego, że Reagan wygłosił przemówienie, ani dlatego, że Orwell napisał powieść: pozostała część tej książki dowodzi, że przyczyny były bardziej złożone. Warto jednak zacząć od wizji, ponieważ budzą one nadzieje i lęki. O tym, które z nich się ziszczą, decyduje historia.
POWRÓT STRACHU
Czekaliśmy, aż wyjdę na brzeg. Widzieliśmy ich twarze. Wyglądali jak zwykli ludzie. Wyobrażaliśmy sobie coś innego. To byli przecież Amerykanie!
Lubow Kozinczenko 58. Gwardyjska Dywizja Armii Czerwonej
Nie wiedzieliśmy chyba, czego się po Rosjanach spodziewać, ale kiedy się na nich spojrzało i przyjrzało im uważniej, byli tacy sami, rozumiesz? Gdyby dać im amerykańskie mundury, mogliby być Amerykanami!
Al Aronson 69. Dywizja Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych4
Tak miała skończyć się wojna: wiwatowaniem, uściskami dłoni, tańcami, pijaństwem i nadzieją. Był 25 kwietnia 1945 roku w Tor-gau nad Łabą we wschodnich Niemczech. Doszło właśnie do pierwszego spotkania przybywających z przeciwnych stron świata armii, które przecięły na pół nazistowskie Niemcy. Pięć dni później Adolf Hitler strzelił sobie w głowę pod gruzami Berlina. Niewiele ponad tydzień po tym zdarzeniu Niemcy bezwarunkowo skapitulowały. Przywódcy zwycięskiej wielkiej koalicji - Franklin D. Roosevelt, Winston Churchill i Józef Stalin - wymienili już uściski dłoni, toasty oraz wizje lepszego świata podczas dwóch konferencji przed zakończeniem wojny: w Teheranie w listopadzie 1943 roku i w Jałcie w lutym roku 1945. Te gesty byłyby jednak bezwartościowe, gdyby wojska pod ich dowództwem nie były w stanie zorganizować bardziej żywiołowych obchodów tam, gdzie rzeczywiście miały one znaczenie: na liniach frontów, z których właśnie ustępował pokonany wróg.
Dlaczego zatem armie w Torgau zbliżały się do siebie ostrożnie, jak gdyby spodziewały się przybyszy z obcej planety? Dlaczego podobieństwa, które dostrzegły, wydawały się tak zaskakujące - i tak uspokajające? Dlaczego mimo to ich dowódcy nalegali, aby odbyły
iirif 5
się osobne ceremonie kapitulacji - jedna dla frontu zachodniego we francuskim Reims 7 maja, druga zaś dla frontu wschodniego w Berlinie 8 maja? Dlaczego władze sowieckie usiłowały rozbić spontaniczne proamerykańskie demonstracje w Moskwie po oficjalnym ogłoszeniu kapitulacji Niemiec? Dlaczego w następnym tygodniu władze amerykańskie raptownie wstrzymały niezwykle ważne dostawy pomocy dla ZSRR wysyłane zgodnie z ustawą o pożyczce i dzierżawie (Lend-Lease Act), po czym je wznowiły? Dlaczego jeden z najbliższych współpracowników Roosevelta Harry Hopkins, który odegrał decydującą rolę w budowie wielkiej koalicji w 1941 roku, sześć tygodni po śmierci swojego przełożonego musiał w pośpiechu udać się do Moskwy, aby podjąć próbę jej ratowania? Dlaczego kilka lat później Churchill zatytułował swoje pamiętniki traktujące o tych wydarzeniach Triumf i tragedia?
Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi zasadniczo tak samo: wojnę wygrała koalicja, której najważniejsi członkowie toczyli już kolejną wojnę - wprawdzie nie zbrojną, lecz ideologiczną i geopolityczną - ze sobą wzajemnie. Niezależnie od triumfów wielkiej koalicji wiosną 1945 roku jej sukces zawsze zależał od postawienia sobie dających się pogodzić celów przez niedające się pogodzić ustroje. Tragedia polegała na tym, że zwycięstwo zmusiło wszystkich zwycięzców do zanegowania tego, co ich sojusz stanowił do tej pory. 4 do wojny w wyniku niespodziewanego ataku: niemieckiej inwazji na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku oraz japońskiego uderzenia na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku, które Hitler wykorzystał cztery dni później jako pretekst do wypowiedzenia Stanom Zjednoczonym wojny. Na tym jednak podobieństwa się kończyły. Różnice - jak natychmiast zauważyłby ziemski obserwator - były znacznie większe.
Rewolucja amerykańska sprzed półtora wieku wyrosła z głęboko zakorzenionej nieufności do scentralizowanej władzy. Ojcowie Założyciele twierdzili, że wolność i sprawiedliwość można osiągnąć jedynie, ograniczając władzę rządzących. Dzięki pomysłowej konstytucji, geograficznej izolacji od potencjalnych rywali oraz wielkiemu bogactwu zasobów naturalnych Amerykanom udało się zbudować niezwykle potężne państwo, co stało się jasne podczas drugiej wojny światowej. Uczynili to jednak, bardzo silnie ograniczając wpływ rządu na życie codzienne - zarówno w zakresie rozpowszechniania idei, jak i organizacji gospodarki czy prowadzenia polityki. Mimo spuścizny niewolnictwa, niemal całkowitej eksterminacji Indian oraz utrzymującej się dyskryminacji rasowej, płciowej i społecznej obywatele Stanów Zjednoczonych mogli w 1945 roku nie bez racji twierdzić, że są członkami najbardziej wolnego społeczeństwa na ziemi.
Z kolei rewolucja bolszewicka, która wybuchła zaledwie ćwierć wieku wcześniej, wykorzystała scentralizowaną władzę jako środek do pozbycia się wrogów klasowych i stworzenia podstaw rewolucji proletariackiej mającej ogarnąć cały świat. W Manifeście komunistycznym z 1848 roku Karol Marks twierdził, że zapoczątkowany przez kapitalistów proces uprzemysłowienia jednocześnie powiększa szeregi klasy robotniczej i napędza wyzysk robotników, których wyzwolenie się będzie jedynie kwestią czasu. Nie mając cierpliwości czekać na tę chwilę, Włodzimierz Iljicz Lenin postanowił przyspieszyć bieg historii, przejmując w 1917 roku władzę w Rosji i narzucając jej marksizm, choć nie spełniała ona założenia Marksa, że rewolucja może nastąpić jedynie w rozwiniętym społeczeństwie przemysłowym. Stalin rozwiązał ten problem, przebudowując Rosję tak, by pasowała do ideologii marksistowsko-leninowskiej - siłą zaczął przekształcać rolniczy w zasadniczej mierze kraj z bardzo niewielkimi tradycjami wolności w silnie uprzemysłowiony i pozbawiony jakichkolwiek swobód. W wyniku tych działań Związek Socjalistycznych
Republik Radzieckich był pod koniec drugiej wojny światowej najbardziej autorytarnym społeczeństwem na ziemi.
Nie tylko zwycięskie państwa skrajnie się różniły - to samo dotyczyło wojen, które stoczyły w latach 1941-1945. Stany Zjednoczone walczyły równocześnie w dwóch konfliktach - przeciwko Japonii na Pacyfiku i Niemcom w Europie - ponosząc jednak stosunkowo niewielkie straty: na wszystkich polach bitwy poległo niespełna trzysta tysięcy Amerykanów. Dzięki geograficznemu oddaleniu od linii frontu kraj nie padł ofiarą większych ataków, poza pierwszym - na Pearl Harbor. Wraz z brytyjskim sojusznikiem (który stracił w wojnie około trzystu pięćdziesięciu siedmiu tysięcy poległych) Stany Zjednoczone mogły decydować, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach toczyć bój, co znacznie ograniczało koszty i ryzyko związane z walką. W przeciwieństwie jednak do brytyjskiej, amerykańska gospodarka pod koniec wojny kwitła - wydatki wojenne spowodowały niemal podwojenie produktu krajowego brutto w ciągu niespełna czterech lat. Jeżeli można w ogóle mówić o „dobrej” wojnie, to ta była taka dla Stanów Zjednoczonych.
Związek Radziecki nie miał tyle szczęścia. Toczył tylko jedną wojnę, lecz być może najgorszą w dziejach. Miasta, miasteczka i wsie były spustoszone, a instalacje przemysłowe zrujnowane lub w pośpiechu przeniesione za Ural - dla wielu wycofujących się jednostek Armii Czerwonej jedyną możliwością oprócz kapitulacji był rozpaczliwy opór, w terenie i warunkach wybranych przez wroga. Szacunki dotyczące ofiar cywilnych i wojskowych są bardzo nieścisłe, lecz w wyniku bezpośrednich działań wojennych zginęło prawdopodobnie około dwudziestu siedmiu milionów sowieckich obywateli, czyli d z i e-więćdziesięciokrotnie więcej niż Amerykanów. Zwycięstwo nie mogło być ciężej okupione: ZSRR w 1945 roku był państwem zdruzgotanym, które tylko cudem przetrwało. Jak wspominał współczesny komentator, wojna była „najstraszniejszym, a zarazem budzącym największą dumę doświadczeniem Rosjan”6.
Jeżeli chodzi o kształtowanie powojennego porządku, siły zwycięzców były jednak bardziej wyrównane, niż powyższy opis mógłby sugerować. Stany Zjednoczone nie zadeklarowały zmiany swojego tradycyjnego podejścia polegającego na dystansowaniu się wobec spraw europejskich - Roosevelt zapewnił wręcz Stalina w Teheranie, że wojska amerykańskie powrócą do ojczyzny w ciągu dwóch lat po zakończeniu wojny7. Zważywszy na przygnębiające doświadczenia lat trzydziestych XX wieku, nie było również żadnej gwarancji, że ożywienie gospodarcze czasów wojny się utrzyma ani że demokracja się odrodzi, poza stosunkowo nielicznymi krajami, w których przetrwała. Trudna do przełknięcia prawda, że Amerykanie i Brytyjczycy nie zdołaliby pokonać Hitlera bez pomocy Stalina, oznaczała, iż druga wojna światowa była zwycięstwem jedynie nad faszyzmem - nie nad autorytaryzmem i jego perspektywami na przyszłość.
Pomimo poniesionych olbrzymich strat Związek Radziecki dysponował znaczącymi atutami. Z racji swojego położenia w Europie nie miał potrzeby wycofywać wojsk z kontynentu. Jego gospodarka nakazowa okazała się zdolna do zapewnienia pełnego zatrudnienia, podczas gdy demokratyczne państwa kapitalistyczne nie były w stanie uczynić tego w latach poprzedzających wojnę. Sowiecka ideologia cieszyła się w wielu regionach Europy powszechnym poważaniem, szczególnie tam gdzie komuniści stanęli na czele ruchu oporu. Wreszcie nieproporcjonalnie wielki wkład Armii Czerwonej w zwycięstwo nad Hitlerem według wielu dawał ZSRR moralne prawo do znacznego, a może wręcz decydującego wpływu na kształt powojennego porządku. W 1945 roku wydawało się, że autorytarny komunizm ma co najmniej taką samą przyszłość jak demokratyczny kapitalizm.
Związek Radziecki miał jeszcze jeden atut - jako jedyny spośród zwycięskich krajów zakończył wojnę pod wypróbowanym przywództwem. Po śmierci Roosevelta 12 kwietnia 1945 roku gospodarzem Białego Domu został nagle niedoświadczony i niedoinformowany wiceprezydent Harry S. Truman. Trzy miesiące później niespodziewana porażka Churchilla w brytyjskich wyborach parlamentarnych wyniosła na fotel premiera przywódcę Partii Pracy Clementa Attlee, postać znacznie mniejszego formatu. Natomiast Związek Radziecki miał Stalina, niekwestionowanego władcę od 1929 roku, człowieka, który zmienił oblicze kraju, a następnie poprowadził go do zwycięstwa w drugiej wojnie światowej. Przebiegły, budzący respekt i pełen spokojnej determinacji dyktator Kremla wiedział, czego chce w erze powojennej. Wydawało się, że Truman i Attlee oraz narody pod ich przywództwem tego nie wiedzą.
II
Czego więc chciał Stalin? Należy tutaj zacząć od niego, ponieważ tylko on spośród trzech powojennych przywódców miał czas rozważyć i uszeregować swoje priorytety, będąc u władzy. Sześćdziesięcio-pięcioletni w momencie zakończenia wojny władca Związku Radzieckiego był wyczerpany fizycznie, otoczony pochlebcami i samotny, lecz zarazem dzierżył ster władzy silną, przerażająco wręcz potężną ręką. Jego wąs, przebarwione zęby, ospowata twarz i żółte oczy -wspomina amerykański dyplomata - „nadawały mu wygląd starego, pokiereszowanego tygrysa [...]. Nieświadomy gość nigdy by się nie domyślił, że za niepozorną fasadą kryje się niewiarygodne wyrachowanie, ambicja, żądza władzy, zazdrość, okrucieństwo i pełna przebiegłości mściwość”8. Stalin wyeliminował wszystkich rywali już dawno, za pomocą licznych czystek w latach trzydziestych. Podwładni wiedzieli, że podniesienie brwi lub skinienie palcem może decydować o życiu lub śmierci. Mimo uderzająco niskiego wzrostu (miał zaledwie sto sześćdziesiąt trzy centymetry) ten starszy mężczyzna z brzuszkiem był kolosem na czele kolosalnego państwa.
Powojennym celem Stalina było bezpieczeństwo jego osoby, jego reżimu, jego kraju oraz jego ideologii - w takim właśnie porządku. Chodziło mu o pewność, że jego osobistym rządom nie zagrożą już żadne siły wewnętrzne, a krajowi - żadne niebezpieczeństwo z zewnątrz. Interesy komunistów w innych częściach świata, choćby i najbardziej godne wsparcia, nigdy nie przeważyłyby nad ustalonymi przez niego priorytetami sowieckiego państwa. Stalin był uosobieniem narcyzmu, paranoi i władzy absolutnej9: zarówno w Związku Radzieckim, jak i w międzynarodowym ruchu komunistycznym potwornie się go bano, lecz zarazem otaczano nabożną czcią.
Sowiecki przywódca uważał, że o podziale łupów powinny decydować przede wszystkim nakłady wojenne - przelana krew i wydane pieniądze; oznaczało to, że Związek Radziecki otrzymałby ich bardzo wiele10. Miał nie tylko odzyskać ziemie utracone na rzecz Niemiec podczas drugiej wojny światowej, ale również zatrzymać terytoria nabyte wskutek oportunistycznego, lecz krótkowzrocznego „paktu o nieagresji” zawartego przez Stalina z Hitlerem w sierpniu 1939 roku - część Finlandii, Polski i Rumunii oraz wszystkie kraje bałtyckie. Miał się domagać, aby kraje znajdujące się za przesuniętymi granicami pozostały w strefie wpływów Moskwy, a także żądać ustępstw terytorialnych ze strony Iranu i Turcji (w tym kontroli nad tureckimi cieśninami) oraz baz marynarki w regionie Morza Śródziemnego. Miał wreszcie ukarać pokonane i zrujnowane Niemcy wojskową okupacją, wywłaszczeniami, reparacjami oraz ideologiczną transformacją.
Stalin stał jednak przed trudnym dylematem. Nieproporcjonalnie wielkie w porównaniu z USA i Wielką Brytanią straty wojenne dawały, być może, Związkowi Radzieckiemu tytuł do nieproporcjonalnie wielkich zysków po wojnie, lecz odebrały mu również potęgę niezbędną, aby sobie te korzyści jednostronnie zapewnić. ZSRR w tym momencie potrzebował pokoju, pomocy gospodarczej oraz dyplomatycznej przychylności byłych sojuszników. Nie miał więc wówczas wyboru: musiał zabiegać o współpracę Amerykanów i Brytyjczyków - podobnie jak oni potrzebowali wcześniej Stalina, by pokonać Hitlera, Stalin był teraz uzależniony od brytyjskiej i amerykańskiej życzliwości, jeśli miał na drodze dyplomatycznej osiągnąć swoje powojenne cele rozsądnym kosztem. Nie chciał więc wojny - ani gorącej, ani zimnej11. Inną sprawą było jednak to, czy miał się okazać wystarczająco zręczny, by uniknąć innego rozwoju wypadków.
W osądzie swoich wojennych sojuszników oraz ich powojennych celów Stalin opierał się bowiem w większym stopniu na pobożnych życzeniach niż na trzeźwej ocenie priorytetów Waszyngtonu i Londynu. Widać tu piętno ideologii marksizmu-leninizmu, która była źródłem jego złudzeń. Najważniejszym spośród nich była wiara (przejęta od Lenina), że kapitaliści nigdy nie będą zdolni ze sobą współpracować na dłuższą metę. Ich wrodzona chciwość - niepowstrzymany pęd do przedkładania zysków nad politykę - przeważy prędzej czy później, zatem komuniści muszą jedynie cierpliwie czekać, aż ich przeciwnicy sami się zniszczą. „Sojusz między nami a demokratyczną frakcją kapitalistów udało się zawrzeć, ponieważ zapobieżenie dominacji Hitlera było w ich interesie - skomentował Stalin pod koniec wojny. - W przyszłości zmierzymy się również z tą frakcją kapitalistów”12.
Przedstawiona koncepcja kryzysu kapitalizmu nie była zupełnie niedorzeczna. Ostatecznie pierwsza wojna światowa była konfliktem między państwami kapitalistycznymi. To ten konflikt umożliwił powstanie pierwszego komunistycznego państwa na świecie. Podczas wielkiego kryzysu z lat trzydziestych pozostałe państwa kapitalistyczne, zamiast współpracować w celu ratowania gospodarki światowej czy utrwalenia ładu powojennego, starały się ocalić wyłącznie siebie. Jednym ze skutków było powstanie nazistowskich Niemiec. Stalin wierzył, że po zakończeniu drugiej wojny światowej kryzys gospodarczy musi powrócić. W takiej sytuacji to kraje kapitalistyczne potrzebowałyby Związku Radzieckiego, a nie na odwrót. Był więc pewien, że Stany Zjednoczone pożyczą ZSRR miliardy dolarów potrzebne na odbudowę, ponieważ w przeciwnym razie Amerykanie nie znajdą rynków zbytu dla swoich produktów podczas nadchodzącego światowego krachu13.
Był również przekonany, że drugie kapitalistyczne supermocarstwo, Wielka Brytania, z której słabości Stalin wciąż nie zdawał sobie sprawy, wskutek rywalizacji gospodarczej wcześniej czy później zerwie z amerykańskim sojusznikiem. „Wojny między krajami kapitalistycznymi pozostają nieuniknione” - twierdził uparcie jeszcze w 1952 roku14. Tak więc z punktu widzenia Stalina siły historii miały w przyszłości wy-
i
MORZE
NORWESKIE
Zmiany terytorialne w Europie
w latach 1939-1947
| | przyłączone przez Jugosławię
]] przyłączone przez Polskę
nagrodzić katastrofę, jaką dla Związku Radzieckiego stanowiła druga wojna światowa. Bezpośrednia konfrontacja z Amerykanami i Brytyjczykami nie była niezbędna do osiągnięcia jego celów Mógł po prostu czekać, aż państwa kapitalistyczne zaczną się spierać, a zdegustowani Europejczycy sami padną w objęcia komunizmu.
Celem Stalina nie było zatem przywrócenie w Europie równowagi sił, ale całkowita dominacja nad kontynentem, do jakiej dążył Hitler. Zachowało się jego nostalgiczne, lecz wiele mówiące wyznanie z 1947 roku: „Gdyby Churchill otworzył drugi front na północy Francji rok później, Armia Czerwona dotarłaby do Francji [...]. Rozważaliśmy wkroczenie do Paryża”11. W przeciwieństwie do Hitlera, Stalin nie kierował się jednak ustalonym harmonogramem. Z zadowoleniem przyjął lądowanie aliantów w Normandii, mimo że oznaczało ono, iż Armia Czerwona nie będzie miała okazji zająć Europy Zachodniej w najbliższym czasie: najważniejsze było pokonanie Niemiec. Nie rezygnował też z dyplomacji jako środka prowadzącego do celu, również dlatego że liczył - przynajmniej przez jakiś czas - na współpracę Amerykanów w jego osiągnięciu. Czyż Roosevelt nie dał do zrozumienia, że Stany Zjednoczone nie będą się starać o własną strefę wpływów w Europie? Stalin miał zatem wielką wizję: osiągniętą pokojowo, lecz podyktowaną determinizmem historycznym władzę nad Europą. Wizja ta była jednak obarczona pewnym błędem: nie uwzględniała krystalizujących się powojennych celów Stanów Zjednoczonych.
III
Czego pragnęli po wojnie Amerykanie? Niewątpliwie również bezpieczeństwa, lecz w przeciwieństwie do Stalina nie byli pewni, co należy uczynić, by je osiągnąć. Wiązało się to z dylematem, jaki postawiła przed nimi druga wojna światowa: Stany Zjednoczone nie mogły nadal stanowić wzoru dla reszty świata, zarazem się wobec niej dystansując.
Amerykanie usiłowali podążać tą drogą przez większą część swojej historii. Nie musieli się zbytnio martwić o bezpieczeństwo, ponie- 15 waż od wszelkich państw, które mogłyby wyrządzić im szkodę, dzieliły ich oceany. Już sama niezależność od Wielkiej Brytanii wynikała, jak celnie ujął to Thomas Paine w 1776 roku, z nieprawdopodobieństwa sytuacji, w której „kontynent [mógłby] być stale rządzony przez wyspę”16. Mimo swojej przewagi na morzu Brytyjczycy nigdy nie byli w stanie wysłać odpowiednio wielkich sił wojskowych pięć tysięcy kilometrów przez morze, aby utrzymać Amerykanów w obrębie imperium lub powstrzymać ich przed zdominowaniem Ameryki Północnej. Prawdopodobieństwo, że uda się to innym państwom europejskim, było jeszcze mniejsze, gdyż kolejne rządy w Londynie doszły do tego samego wniosku co Amerykanie: czas zakończyć kolonizację zachodniej półkuli. W związku z tym Stany Zjednoczone były w luksusowej sytuacji: posiadały olbrzymią strefę wpływów, nie ryzykując przy tym naruszenia interesów jakiegokolwiek innego mocarstwa.
Amerykanie pragnęli rozpowszechniać swoje idee na całym świecie - Deklaracja Niepodległości zawierała wszak radykalne stwierdzenie, że wszyscy ludzie stworzeni są równymi. Przez pierwsze sto czterdzieści lat niepodległości nie podjęli jednak wysiłków, by zamienić słowa w czyny. Stany Zjednoczone miały stanowić przykład, a decyzja o tym, jak i w jakich okolicznościach pójść za nim, należała do reszty świata. „Ameryka życzy wszystkim wolności i niepodległości” - oświadczył w 1821 roku sekretarz stanu John Quincy Adams -lecz „broni i strzeże jedynie własnej”17. Tak więc mimo międzynarodowej ideologii Amerykanie praktykowali izolacjonizm - nie doszli jeszcze do wniosku, że własne bezpieczeństwo wymaga upowszechnienia wyznawanych zasad. Polityka zagraniczna oraz wojskowa Stanów Zjednoczonych była znacznie mniej ambitna, niż można byłoby oczekiwać po państwie tej wielkości i tak silnym.
Sytuacja zmieniła się dopiero po wybuchu pierwszej wojny światowej. Zaniepokojony możliwością pokonania Wielkiej Brytanii i Francji przez cesarskie Niemcy Woodrow Wilson przekonał rodaków, że do przywrócenia równowagi sił w Europie niezbędna jest amerykańska potęga wojskowa - jednak nawet on uzasadniał ten geopolityczny cel argumentami ideologicznymi. Świat, jak twierdził, należało uczynić „bezpiecznym dla demokracji”18. Wilson zaproponował jako podstawę pokojowego porządku Ligę Narodów, która narzuciłaby państwom coś na kształt prawa, podobnie jak państwa - przynajmniej te oświecone - narzucają prawa jednostkom. Miał nadzieję, że położy to kres zasadzie mówiącej, iż silniejszy ma rację.
Zarówno ta wizja, jak i równowaga, którą dzięki niej przywrócono, wyprzedziły jednak swój czas. Zwycięstwo w pierwszej wojnie światowej nie uczyniło Stanów Zjednoczonych światowym mocarstwem; w oczach większości Amerykanów potwierdziło wręcz, że nadmierne zaangażowanie jest groźne. Plany Wilsona dotyczące utworzenia po wojnie organizacji zbiorowego bezpieczeństwa były, zdaniem jego rodaków, zdecydowanie zbyt dalekosiężne. Tymczasem rozczarowanie sojusznikami, wraz z nieprzemyślaną i niezdecydowaną wojskową interwencją Wilsona przeciwko bolszewikom na Syberii i w północnej Rosji w latach 1918-1920, odebrało radość ze zwycięstwa. Warunki zewnętrzne sprzyjały powrotowi do izolacjonizmu: uważany przez niektóre narody za niesprawiedliwy traktat wersalski, nadejście światowego kryzysu, a następnie pojawienie się agresywnych państw w Europie i Azji Wschodniej przekonały Amerykanów, że najrozsądniej jest unikać angażowania się w sprawy międzynarodowe. Nastąpiła rzecz rzadka: mocarstwo wycofywało się ze swoich zagranicznych zobowiązań.
Po przeprowadzeniu się w 1933 roku do Białego Domu Franklin D. Roosevelt działał wytrwale (choć nieraz okrężną drogą) na rzecz zwiększenia roli Stanów Zjednoczonych w polityce światowej. Nie było to łatwe. „Czuję się, jak gdybym po omacku szukał drzwi w litej ścianie”19 - stwierdził. Nawet po wybuchu wojny chińsko-japońskiej w 1937 roku i drugiej wojny światowej w Europie w roku 1939 Roosevelt nie odniósł większego sukcesu w swoich próbach przekonania narodu, iż Wilson miał rację: że bezpieczeństwo kraju może zostać zagrożone przez wydarzenia na drugim końcu świata. Dopiero po wstrząsających wypadkach z lat 1940-1941 - upadku Francji, bitwie o Anglię, wreszcie japońskim ataku na Pearl Harbor - Amerykanie ponownie zaangażowali się w zadanie przywrócenia równowagi sił poza półkulą zachodnią. „Uczymy się na błędach z przeszłości. Tym razem będziemy wiedzieć, jak w pełni wykorzystać zwycięstwo”20 - obiecał prezydent w 1942 roku.
Roosevelt kierował się podczas wojny czterema podstawowymi priorytetami. Pierwszym było utrzymanie sojuszników - przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckiego oraz (z mniejszym powodzeniem) rządzonych przez nacjonalistów Chin - gdyż była to jedyna droga do zwycięstwa: Stany Zjednoczone nie mogły samotnie walczyć z Niemcami i Japonią. Drugim było zapewnienie sobie współpracy sprzymierzeńców w kształtowaniu powojennego porządku, ponieważ w przeciwnym razie szanse na trwały pokój byłyby minimalne. Trzeci priorytet dotyczył charakteru tego porządku. Roosevelt liczył, że sojusznicy zdecydują się na rozwiązanie, które wyeliminuje najbardziej prawdopodobne przyczyny przyszłych wojen. Oznaczało to nową organizację zbiorowego bezpieczeństwa, która miałaby pełnomocnictwo do powstrzymywania agresorów i w razie potrzeby karania ich, a także uzdrowienie światowego systemu gospodarczego oraz wyposażenie go w mechanizmy chroniące przed nowym światowym kryzysem. Wreszcie porządek ten musiałby być możliwy do zaakceptowania przez amerykańskie społeczeństwo. Roosevelt był zdecydowany nie powtarzać błędu Wilsona, który przedstawił Amerykanom zbyt dalekosiężne rozwiązania. Po drugiej wojnie światowej nie było więc już powrotu do izolacjonizmu, lecz Stany Zjednoczone nie zamierzały - podobnie jak Związek Radziecki - zaakceptować powojennego świata, który przypominał ten sprzed wojny.
Należy wreszcie powiedzieć coś o celach Wielkiej Brytanii. Win-ston Churchill określił je w znacznie prostszy sposób: przetrwanie za wszelką cenę, nawet gdyby to oznaczało zrzeczenie się na rzecz Waszyngtonu przywództwa w brytyjsko-amerykańskiej koalicji, osłabienie brytyjskiego imperium, a także współpracę ze Związkiem Radzieckim, który Churchill, będąc młodszym, bezpośrednio po bolszewickiej rewolucji, miał nadzieję zmiażdżyć21. Brytyjczycy mieli się starać wywierać na Amerykanów jak największy wpływ - aspirowali do roli
Greków będących mentorami nowych Rzymian - lecz w żadnym razie nie mieli wchodzić z nimi w konflikt. Oczekiwania Stalina, który wyobrażał sobie niezależną Wielką Brytanię, zdolną sprzeciwić się Stanom Zjednoczonym, a nawet walczyć z nimi, wydałyby się bardzo dziwne ludziom, którzy w rzeczywistości tworzyli wojenną i powojenną strategię kraju.
IV
Zważywszy na powyższe priorytety, jakie były widoki na powojenny układ, który umożliwiłby zachowanie wielkiej koalicji? Roosevelt, Churchill i Stalin z pewnością mieli na to nadzieję - żaden nie pragnął nowych wrogów natychmiast po pokonaniu starych. Ich koalicja była jednak od samego początku zarówno środkiem mającym doprowadzić do wspólnego pokonania Osi, jaki narzędziem, które miało każdemu ze zwycięzców dopomóc uzyskać jak największe wpływy w powojennej rzeczywistości. Nie mogło być inaczej - pomimo publicznych stwierdzeń wielkiej trójki, że polityka ulega zawieszeniu na czas wojny, żaden z przywódców nie wierzył w tę zasadę ani nie zamierzał jej stosować. W rzeczywistości - podczas kontaktów i konferencji, które zazwyczaj odbywały się bez udziału obserwatorów - starali się godzić rozbieżne cele polityczne, kontynuując jednocześnie współpracę militarną. Ponieśli w dużej mierze porażkę, w której należy się dopatrywać początków zimnej wojny. Najważniejszymi kwestiami były:
Drugi front i osobny pokój. Oprócz klęski Brytyjczycy i Amerykanie najbardziej obawiali się ponownego układu między Związkiem Radzieckim a nazistowskimi Niemcami, podobnego do tego z 1939 roku. W takich okolicznościach znaczna część Europy pozostałaby pod rządami autorytarnymi, dlatego też Roosevelt i Churchill przywiązywali wielką wagę do dalszego udziału ZSRR w wojnie. Oznaczało to dostarczanie wszelkiej możliwej pomocy w postaci żywności, odzieży oraz broni, nawet rozpaczliwymi metodami i wielkim kosztem - wysyłanie konwojów do Murmańska i Archangiel-ska oraz chronienie ich przed niemieckimi łodziami podwodnymi nie było sprawą łatwą. Oznaczało również niesprzeciwianie się żądaniom Stalina dotyczącym zwrotu utraconych terytoriów, mimo że niektóre z nich - kraje bałtyckie, wschodnia Polska oraz część Finlandii i Rumunii - dostały się w ręce Sowietów w wyniku paktu z Hitlerem. Wreszcie zapobieganie osobnemu pokojowi oznaczało utworzenie drugiego frontu w Europie tak szybko, jak tylko było to możliwe z wojskowego punktu widzenia, choć w Londynie i Waszyngtonie uważano, że decyzję tę trzeba odsunąć do chwili, gdy prawdopodobne będzie odniesienie sukcesu możliwym do przyjęcia kosztem.
W związku z tym drugi front - a dokładnie: drugie fronty - ma-terializował się powoli, powodując tym samym gniew nękanych przez wroga Rosjan, którzy nie mogli sobie pozwolić na luksus ograniczania strat w ludziach. Pierwsze działania podjęto w okupowanej przez reżim Vichy Afryce Północnej, gdzie siły amerykańskie i brytyjskie wylądowały w listopadzie 1942 roku; w lecie 1943 roku nastąpiła inwazja na Sycylię i południowe Włochy. Dopiero jednak po lądowaniu w Normandii w czerwcu 1944 roku brytyjskie i amerykańskie działania militarne zaczęły wyraźniej odciążać Armię Czerwoną, która dawno odwróciła losy zmagań na froncie wschodnim i wypierała już Niemców z obszarów przez nich okupowanych. Stalin pogratulował sojusznikom udanego lądowania w Normandii, nie wyzbył się jednak podejrzeń, że opóźnienie było celowe i miało przerzucić jak największy ciężar walk na ZSRR22. Jak stwierdził później pewien sowiecki analityk, plan Stanów Zjednoczonych polegał na wzięciu udziału „dopiero w ostatniej chwili, gdy będą mogły z łatwością wywrzeć wpływ na wynik wojny i w pełni zabezpieczyć swoje interesy”23.
Znaczenie polityczne drugich frontów co najmniej dorównywało militarnemu - dzięki nim Amerykanie i Brytyjczycy mieli wraz ze Związkiem Radzieckim uczestniczyć w kapitulacji i okupacji Niemiec oraz ich krajów satelickich. We wrześniu 1943 roku, gdy skapitulowały Włochy, brytyjskie i amerykańskie dowództwo wojskowe nie dopuściło Rosjan do udziału w tych procedurach - przede wszystkim ze względów praktycznych. Dało to Stalinowi pretekst do posunięcia, na które zapewne i tak by się zdecydował: chodzi tu o odmówienie Amerykanom oraz Brytyjczykom znaczącej roli w okupacji Rumunii, Bułgarii i Węgier po wejściu Armii Czerwonej na terytoria tych państw w latach 1944-1945.
Stalin z Churchillem uzgodnili bez większych trudności w październiku 1944 roku, że Związek Radziecki uzyska przeważające wpływy w tych krajach w zamian za uznanie brytyjskich wpływów w Grecji. Sytuacja była jednak bardziej niepokojąca, niż się na pozór wydawało. Roosevelt zaprotestował, gdyż nie uzgodniono z nim porozumienia między Stalinem a Churchillem, a gdy z kolei Brytyjczycy i Amerykanie rozpoczęli negocjacje w sprawie kapitulacji niemieckich wojsk w północnych Włoszech wiosną 1945 roku, Stalin wpadł niemal w panikę; ostrzegł wówczas swoich dowódców, że może zostać zawarty układ, zgodnie z którym Niemcy zakończą walkę na Zachodzie, kontynuując opór na Wschodzie24. Ujawnił tym samym własne głębokie obawy dotyczące osobnego pokoju. To, że sądził, iż sojusznicy mogliby zawrzeć taki pokój na tak późnym etapie wojny, dowodziło, w jak niewielkim stopniu uspokoiło go utworzenie drugich frontów i jak mało ufał innym.
Strefy wpływów. Wynikający z umowy między Churchillem a Stalinem podział Europy na strefy wpływów nie pozostawiał Europejczykom wielu możliwości decydowania o swoich przyszłych losach, co Roosevelta niepokoiło. Jakkolwiek z jego punktu widzenia usprawiedliwieniem wojny było zachowanie równowagi sił, Amerykanom przedstawił ją podobnie, jak uczyniłby to Wilson - jako walkę o samostanowienie. Churchill zgodził się z tym punktem widzenia w 1941 roku, podpisując Kartę atlantycką - zbiór Wilsonowskich zasad sformułowanych ponownie przez Roosevelta. W związku z tym podstawowym celem Brytyjczyków i Amerykanów było pogodzenie tych ideałów z roszczeniami terytorialnymi Stalina oraz jego żądaniami dotyczącymi stref wpływów, które zagwarantowałyby obecność „przyjaznych” państw za powojennymi granicami Związku Radzieckiego. Roosevelt i Churchill wielokrotnie naciskali na Stalina, by dopuścił do wolnych wyborów w krajach bałtyckich, Polsce i po-
zostałych państwach Europy Wschodniej. Podczas konferencji jałtańskiej zgodził się on na to, nie mając jednak najmniejszego zamiaru dotrzymać obietnic. „Nie ma się co martwić - uspokoił ministra spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa. - Możemy to zrobić po swojemu później. Najważniejszy jest układ sił”25.
Stalin uzyskał więc nabytki terytorialne i strefę wpływów, takie jakich pragnął. Granice Związku Radzieckiego przesunęły się kilkaset kilometrów na zachód, a pozostałej części Europy Wschodniej Armia Czerwona przyniosła na bagnetach służalcze reżimy. Nie wszystkie były już komunistyczne - władca Kremla był jeszcze w tej kwestii elastyczny - lecz żaden z nich nie kwestionował rosnących sowieckich wpływów w sercu kontynentu. Amerykanie i Brytyjczycy liczyli na odmienny wynik: chcieli, aby mieszkańcy Europy Wschodniej, a w szczególności Polski - pierwszej ofiary Niemiec podczas drugiej wojny światowej - wybrali własne rządy. Te dwa stanowiska mogłyby być do pogodzenia, gdyby wszystkie kraje Europy Wschodniej były gotowe wybrać przywódców spełniających wymogi Moskwy, jak uczyniły to Finlandia i Czechosłowacja. W Polsce taki scenariusz był jednak nie do pomyślenia, ponieważ postępowanie Stalina już dawno zniweczyło wszelkie szanse na to, aby rząd podporządkowany ZSRR mógł się cieszyć poparciem Polaków.
Lista krzywd zaczynała się od zawartego w 1939 roku paktu hitlerowców z Sowietami, który odebrał Polsce niepodległość. Później odkryto, że w 1940 roku Rosjanie wymordowali w lesie katyńskim około czterech tysięcy polskich oficerów, a dalszych jedenaście tysięcy zaginęło bez wieści. W 1943 roku Stalin zerwał w związku z tą sprawą stosunki z polskim rządem na uchodźstwie w Londynie i poparł mającą siedzibę w Lublinie grupę polskich komunistów. Następnie celowo wstrzymał działania wojenne, gdy Niemcy brutalnie pacyfikowali zorganizowane w 1944 roku przez rząd londyński powstanie warszawskie, pomimo że Armia Czerwona stała wówczas na przedmieściach polskiej stolicy. Roszczenia Stalina do niemal połowy powojennego terytorium Polski wzbudziły jeszcze większe rozgoryczenie; jego obietnica skompensowania strat kosztem Niemiec nie mogła być wystarczającym zadośćuczynieniem.
Ponieważ Polacy z pewnością nie wybraliby prosowieckiego rządu, Stalin im go narzucił - kosztowało go to jednak trwałą urazę ze strony Polaków oraz utratę zaufania amerykańskiego i brytyjskiego sojusznika. Pozbawiony złudzeń Roosevelt stwierdził na dwa tygodnie przed śmiercią: „[Stalin] złamał wszystkie swoje przyrzeczenia z Jałty”26.
Pokonani wrogowie. Nikt nie miał wątpliwości - przynajmniej od chwili desantu w Normandii - że w przeciwieństwie do kontrolowanej jednostronnie przez ZSRR Europy Wschodniej, Niemcy będą pod wspólną okupacją. Rosjanie czuli się jednak oszukani sposobem zaprowadzenia tej okupacji. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania oraz (dzięki hojności obu tych krajów) Francja kontrolowały ostatecznie dwie trzecie Niemiec - nie w związku z daniną krwi podczas wojny, lecz wskutek geograficznej bliskości ich nacierających armii oraz tego, że Stalin oddał znaczną część wschodnich Niemiec Polsce. Chociaż sowiecka strefa otaczała okupowany wspólnie Berlin, obejmowała jednak zaledwie około jednej trzeciej ludności Niemiec i jeszcze mniejszą część obiektów przemysłowych.
Dlaczego Stalin zgodził się na taki układ? Prawdopodobnie dlatego że sądził, iż marksistowsko-leninowski rząd, który planował zainstalować we wschodnich Niemczech, stanie się magnesem dla Niemców z zachodnich stref okupacyjnych, w związku z czym wybiorą oni przywódców, którzy ostatecznie zjednoczą cały kraj pod kontrolą sowiecką. Nastąpiłaby wówczas spóźniona o wiele lat proletariacka rewolucja, którą zapowiadał w Niemczech Marks. „Całe Niemcy muszą być nasze - czyli sowieckie, komunistyczne” - stwierdził w 1946 roku Stalin27. Ze strategią tą łączyły się jednak dwa poważne problemy.
Pierwszy wynikał z brutalnego postępowania Armii Czerwonej w okupowanych wschodnich Niemczech. Wojska sowieckie nie tylko dokonywały wywłaszczeń i żądały zapłaty wysokich reparacji, lecz również dopuszczały się masowych gwałtów - ich ofiarą padło w latach 1945-1947 około dwóch milionów niemieckich kobiet28. Wsku-
11
17
MORZE PÓŁNOCNE
| Podział Niemiec i Austrii £ ^
1 D^NIAS
»z.włua MORZE i ZWIĄZEK/ BAŁTYCKIE j pRADZIECKI
tek tego Rosjanie zrazili do siebie niemal wszystkich Niemców, co doprowadziło do sytuacji, która miała przetrwać całą zimną wojnę
- reżimowi zainstalowanemu przez Stalina na Wschodzie brakowało legitymizacji, którą jego odpowiednik na Zachodzie miał wkrótce zyskać.
Drugi problem wiązał się z sojusznikami. Unilateralizm działań sowieckich w Niemczech i Europie Wschodniej spowodował, że Brytyjczycy i Amerykanie nieufnie podchodzili do współpracy z Moskwą w okupacji pozostałej części Niemiec. W związku z tym korzystali z każdej możliwości konsolidacji własnych stref, wraz z francuską, będąc gotowymi zaakceptować podział kraju. Chodziło im o zachowanie jak największej części Niemiec pod rządami zachodnimi i uniknięcie ryzyka, że kraj dostanie się w całości pod kontrolę Sowietów. Większość Niemców, coraz lepiej zdając sobie sprawę z tego, co oznaczałyby rządy Stalina, z ociąganiem poparła brytyjsko-amerykańskie plany.
To, co wydarzyło się w Niemczech i Europie Wschodniej, stanowiło z kolei dla Stanów Zjednoczonych argument przeciwko wspólnej amerykańsko-sowieckiej okupacji Japonii. Związek Radziecki nie wypowiedział temu krajowi wojny po Pearl Harbor, zresztą sojusznicy nie oczekiwali tego w sytuacji, gdy niemiecka armia stała na przedmieściach Moskwy. Stalin obiecał jednak wziąć udział w wojnie na Pacyfiku trzy miesiące po kapitulacji Niemiec, w zamian za co Roosevelt i Churchill zgodzili się przekazać pod kontrolę Sowietów będące własnością Japonii Wyspy Kurylskie, a także zwrócić im południową część Sachalinu oraz tereny i bazy marynarki w Mandżurii
- wszystko to Rosja utraciła w wyniku porażki w wojnie rosyjsko-japońskiej wiatach 1904-1905.
W Waszyngtonie i Londynie uważano powszechnie, że pomoc Armii Czerwonej, a szczególnie jej inwazja na okupowaną przez Japończyków Mandżurię, walnie przyspieszy zwycięstwo. Było to jednak przed pomyślnym testem pierwszej bomby atomowej, przeprowadzonym przez Stany Zjednoczone w lipcu 1945 roku. Gdy stało się jasne, że Amerykanie dysponują taką bronią, zapotrzebowanie na sowiecką pomoc militarną zniknęło29. Nowa administracja Tru-mana doskonale pamiętała o wcześniejszych jednostronnych działaniach Sowietów w Europie i nie chciała dopuścić do powtórki w Azji Północno-Wschodniej. Amerykanie podpisali się w tych okolicznościach pod twierdzeniem Stalina zrównującym przelaną krew z wpływami. To na nich spoczął w większości ciężar walk w wojnie na Pacyfiku, mieli więc sami okupować kraj, który ją rozpoczął.
Bomba atomowa. Tymczasem do wzajemnej nieufności Sowietów i Amerykanów przyczyniała się sama bomba. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania opracowywały tę broń w tajemnicy, aby użyć jej przeciwko Niemcom, lecz naziści skapitulowali, nim prace zostały ukończone. Program Manhattan nie był jednak utajniony na tyle dobrze, aby sowiecki wywiad nie mógł się o nim wiele dowiedzieć za pośrednictwem szpiegów - Sowieci podjęli co najmniej trzy udane próby spenetrowania zabezpieczeń Los Alamos, gdzie konstruowano bombę30. Stalin nakazał zakrojoną na wielką skalę operację szpiegowania sojuszników w trakcie wspólnie toczonej wojny, co jest kolejnym dowodem na jego brak zaufania do nich - trzeba jednak także przyznać, że Brytyjczycy i Amerykanie nie zdecydowali się poinformować go o bombie do chwili, gdy przeprowadzono pierwszy udany test na pustyni w Nowym Meksyku.
Sowiecki przywódca nie okazał więc wielkiego zaskoczenia, gdy Truman przekazał mu tę wiadomość na konferencji poczdamskiej. Wiedział o bombie na długo przedtem, zanim dowiedział się o niej nowy prezydent Stanów Zjednoczonych. Stalin zareagował jednak ostro, gdy trzy tygodnie później Waszyngton zdecydował się użyć tej broni przeciwko Japonii. Test na pustyni był jedną rzeczą, zastosowanie broni w warunkach rzeczywistych czymś zupełnie innym. „Wojna to barbarzyństwo - ale użycie bomby A to wyjątkowe barbarzyństwo” - oświadczył, dowiedziawszy się, jak zniszczono Hiroszimę. Przełom dokonany przez Amerykanów był kolejnym wyzwaniem dla jego teorii, że przelana krew powinna się równać osiągniętym wpływom -Stany Zjednoczone zdobyły nagle siłę militarną, która nie wymagała rozmieszczenia armii na polu bitwy. Obecnie w takim samym stopniu liczyły się wiedza oraz technika wojskowa opracowywana dzięki niej. „Hiroszima wstrząsnęła światem - powiedział Stalin swoim naukowcom, uruchamiając intensywny sowiecki program mający na celu nadrobienie zaległości. - Równowaga została naruszona [...]. Tak nie może być”31.
Zdaniem Stalina, bomba skróciła wojnę, uniemożliwiając tym samym Rosjanom odegranie znaczniejszej roli w pokonaniu i okupacji Japonii, uważał ją też za środek, za pomocą którego Stany Zjednoczone będą próbowały zmusić Związek Radziecki do ustępstw po wojnie. „Atomowy szantaż to nowa polityka amerykańska”32. Była w tym odrobina prawdy. Truman użył bomby przede wszystkim, by zakończyć wojnę, lecz prezydent Stanów Zjednoczonych i jego doradcy rzeczywiście liczyli na to, że nowa broń skłoni ZSRR do przyjęcia bardziej pojednawczej postawy. Nie opracowali jednak strategii pozwalającej osiągnąć ten cel, Stalin zaś szybko opracował strategię mającą im to uniemożliwić. Przyjął w forsowaniu sowieckich interesów jeszcze twardszą linię, choćby po to by pokazać, że nie da się zastraszyć. „Jest oczywiste - powiedział swoim głównym doradcom pod koniec 1945 roku - że [...] nie osiągniemy niczego znaczącego, jeżeli ulegniemy w obliczu gróźb lub okażemy niepewność”33.
Zimna wojna wyrosła z wojny światowej, co tłumaczy, dlaczego nowy konflikt zarysował się tak szybko po zakończeniu starego. Rywalizacja mocarstw była jednak od dawna co najmniej tak samo powszechnym zachowaniem narodów jak ich przymierza. Przybysz z innej planety, gdyby był tego świadom, mógłby zapewne dokładnie przewidzieć dalszy ciąg wydarzeń. Teoretykowi stosunków międzynarodowych udałoby się to z pewnością. Interesującym pytaniem jest, dlaczego przywódcy z czasów wojny byli zaskoczeni, a wręcz zaalarmowani rozpadem wielkiej koalicji. Ich nadzieje na inny rezultat były jak najbardziej szczere, w przeciwnym razie bowiem nie usiłowaliby, gdy jeszcze toczyły się walki, uzgadniać planów na czas, kiedy się zakończą. Ich nadzieje były podobne, lecz ich wizje się różniły.
Mówiąc najprościej, Roosevelt i Churchill wyobrażali sobie porządek powojenny, który gwarantowałby równowagę sił, a jednocześnie poszanowanie pewnych zasad. Celem było zapobieżenie nowym wojnom dzięki uniknięciu błędów, które doprowadziły do drugiej wojny światowej: mieli zamiar zapewnić współpracę między mocarstwami, doprowadzić do odrodzenia się Ligi Wilsona w postaci nowej organizacji zbiorowego bezpieczeństwa - Narodów Zjednoczonych - oraz działać na rzecz jak najdalej posuniętego samostanowienia politycznego i integracji gospodarczej poszczególnych krajów, co wyeliminowałoby z czasem przyczyny wojen, tak jak je oni pojmowali. Wizja Stalina była krańcowo różna: był to układ, który zapewniłby bezpieczeństwo jemu samemu i jego krajowi, podsycając zarazem rywalizację między kapitalistami, co miałoby, w jego opinii, wywołać kolejną wojnę. Kapitalistyczne bratobójstwo z kolei zagwarantowałoby w końcu Sowietom władzę nad całą Europą. Pierwsza wizja była wielostronna i zakładała możliwość występowania dających się pogodzić interesów nawet w niedających się pogodzić ustrojach. Druga zakładała coś zupełnie innego.
V
Politolodzy chętnie posługują się pojęciem dylematu bezpieczeństwa - dotyczy ono sytuacji, kiedy pewne państwo podejmuje działania, by zwiększyć swoje bezpieczeństwo, lecz pogarsza tym samym bezpieczeństwo jednego lub większej liczby innych państw, te z kolei usiłują naprawić sytuację, wprowadzając środki, które pogarszają bezpieczeństwo państwa pierwszego. Wynikiem jest rozkręcająca się spirala nieufności, z której trudno jest się wyrwać nawet najbardziej dalekowzrocznym i mającym najlepsze intencje przywódcom - ich podejrzenia stają się samospełniającą się przepowiednią34. Ponieważ stosunki Brytyjczyków i Amerykanów ze Związkiem Radzieckim zaczęły się rozwijać według tego schematu na długo przed zakończeniem drugiej wojny światowej, trudno jest dokładnie umiejscowić w czasie początek zimnej wojny. Nie doszło do ataków z zaskoczenia, wypowiedzenia wojny czy nawet zerwania stosunków dyplomatycznych. Na szczytach władzy w Waszyngtonie, Londynie i Moskwie rosło jednak poczucie zagrożenia wywołane wysiłkami sprzymierzeńców z czasów wojny na rzecz zapewnienia sobie bezpieczeństwa po jej zakończeniu. Po pokonaniu wrogów dawni sojusznicy mieli coraz mniej powodów, by skrywać swoje obawy. Każdy kolejny kryzys napędzał następny, co spowodowało, że podzielona Europa stała się rzeczywistością.
Iran, Turcja, region Morza Śródziemnego i powstrzymywanie Rosji. Po uzyskaniu ustępstw terytorialnych w Europie Wschodniej i Azji Północno-Wschodniej najważniejszym powojennym celem Stalina było umocnienie niewystarczająco, jego zdaniem, zabezpieczonych rubieży południowych. Miał on ponoć wyrazić zadowolenie w związku z mapą przedstawiającą nowe granice Związku Radzieckiego, wskazując jednak z niezadowoleniem na Kaukaz: „Nasza granica tutaj mi się nie podoba!”35. Wynikiem były trzy inicjatywy: Stalin odwlekł w czasie wycofanie sowieckich wojsk z północnego Iranu, gdzie stacjonowały od 1942 roku w ramach brytyjsko-sowieckiego układu mającego na celu zabezpieczenie złóż naftowych w tym kraju przed dostaniem się w ręce niemieckie. Zażądał też ustępstw terytorialnych od Turcji, a także dostępu do baz, które dałyby Związkowi Radzieckiemu efektywną kontrolę nad tureckimi cieśninami. Domagał się wreszcie udziału w zarządzaniu byłymi włoskimi koloniami w Afryce Północnej, mając nadzieję zdobyć jedną lub kilka dodatkowych baz marynarki wojennej we wschodnim regionie Morza Śródziemnego.
Niemal natychmiast stało się jednak oczywiste, że Stalin posunął się zbyt daleko. „Nie zgodzą się na to” - ostrzegał usłużny zazwyczaj minister spraw zagranicznych Mołotow, odnosząc się do cieśnin. „Naciskaj na wspólny zarząd! - odburknął zdenerwowany gen-sek. - Żądaj tego!”36. Mołotow uczynił, jak mu kazano, ale nic nie wskórał. Truman i Attlee kategorycznie odrzucili sowieckie żądania dotyczące korekt granic kosztem Turcji oraz tureckich i śródziemnomorskich baz marynarki. Zaskoczyli również Stalina, podnosząc kwestię przedłużającej się sowieckiej okupacji północnego Iranu na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ na początku 1946 roku - była to pierwsza znacząca próba wykorzystania nowej światowej organizacji w celu zaradzenia międzynarodowemu kryzysowi. Kilka miesięcy później, widząc, że jego siły wojskowe są przeciążone, a jego ambicje zostały zdemaskowane, Stalin nakazał dyskretne wycofanie wojsk z Iranu. Truman zdążył już jednak wzmocnić własną pozycję, rozlokowując amerykańską Szóstą Flotę na czas nieokreślony we wschodniej części Morza Śródziemnego. Był to jednoznaczny sygnał, że Stalin wyczerpał limit ustępstw, których mógł się spodziewać w zamian za współpracę podczas wojny37.
Usztywnienie stanowiska Waszyngtonu zbiegło się w czasie z poszukiwaniem wyjaśnień zachowania Sowietów: dlaczego wielka koalicja się rozpadła? Czego jeszcze chce Stalin? Najtrafniejszej odpowiedzi udzielił George F. Kennan, szanowany, lecz wciąż niezbyt wysokiego szczebla urzędnik służby dyplomatycznej delegowany do amerykańskiej ambasady w Moskwie. 22 lutego 1946 roku Kennan odpowiedział na najnowsze z długiej serii zapytań Departamentu Stanu, przesyłając pospiesznie zredagowany, liczący osiem tysięcy słów telegram - jak sam później przyznał, był to „skandaliczny sposób wykorzystania telegrafu”. Stwierdzenie, że jego odpowiedź odbiła się echem w Waszyngtonie, byłoby eufemizmem. „Długi telegram” Kennana pozostał podstawą strategii Stanów Zjednoczonych wobec Związku Radzieckiego przez całą resztę zimnej wojny38.
Kennan twierdził, że nieprzejednanie Moskwy nie jest skutkiem żadnych posunięć Zachodu, lecz stanowi odbicie wewnętrznych uwarunkowań stalinowskiego reżimu, i żadne ruchy Zachodu w dającej się przewidzieć przyszłości nie mogą tego zmienić. Przywódcy sowieccy muszą traktować świat zewnętrzny jak wroga, ponieważ stanowi to jedyne usprawiedliwienie „dyktatury, bez której nie potrafią rządzić, okrucieństw, od których nie mają odwagi się powstrzymać, i poświęceń, których czują się zmuszeni wymagać”. Oczekiwanie, że ustępstwa zostaną odwzajemnione, jest naiwne, gdyż strategia Związku Radzieckiego się nie zmieni, dopóki nie poniesie on wystarczająco wielu porażek, aby przyszły przywódca na Kremlu doszedł do przekonania - Kennan nie żywił większych nadziei, że Stalin kiedykolwiek to dostrzeże - że postępowanie jego kraju nie służy interesom sowieckim. Aby osiągnąć ten rezultat, nie będzie potrzebna wojna. Potrzebne będzie - jak Kennan ujął to w opublikowanej rok później wersji swojego wywodu - „długoterminowe i cierpliwe, lecz zarazem twarde i czujne powstrzymywanie ekspansjonistycz-nych tendencji Rosji”39.
Kennan nie mógł wówczas wiedzieć, że jednym z najuważniejszych czytelników jego telegramu był sam Stalin. Sowiecki wywiad szybko uzyskał dostęp do „długiego telegramu” - było to stosunkowo łatwe, ponieważ dokument, chociaż utajniony, znajdował się w szerokim obiegu40. Nie chcąc pozostać z tyłu, Stalin nakazał swojemu ambasadorowi w Waszyngtonie Nikołajowi Nowikowowi sporządzenie własnego „telegramu”, który został przesłany do Moskwy 27 września 1946 roku. „Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych - stwierdził Nowików - odzwierciedla imperialistyczne tendencje amerykańskiego monopolistycznego kapitalizmu [i] cechuje ją [...] dążenie do światowej dominacji”. W konsekwencji Stany Zjednoczone „kolosalnie” zwiększyły wydatki na cele wojskowe, zakładając bazy daleko poza granicami, oraz zawarły z Wielką Brytanią układ o podziale świata na strefy wpływów. Brytyjsko-amerykańska współpraca jest jednak „pełna wewnętrznych sprzeczności i z pewnością nie będzie trwała [...]. Jest bardzo możliwe, że Bliski Wschód stanie się ogniskiem konfliktu między Brytyjczykami a Amerykanami, który zniweczy umowy zawierane obecnie przez Stany Zjednoczone i Anglię”41.
Odzwierciedlająca poglądy Stalina - w rzeczywistości jej autorem był Mołotow - analiza Nowikowa42 mogła tłumaczyć spokojną pewność siebie, z jaką władca Kremla przyjmował mianowanego niedawno sekretarza stanu w administracji Trumana Georgea C. Marshalla podczas spotkania amerykańskich, brytyjskich, francuskich i sowieckich ministrów spraw zagranicznych w Moskwie w kwietniu 1947 roku. Stalin miał od lat nawyk szkicowania w notatniku czerwonym ołówkiem wilczych łbów podczas przyjmowania ważnych gości; nie przerywając rysowania, zapewnił Marshalla, że niemożność porozumienia się co do przyszłości powojennej Europy nie jest problemem
- nie ma pośpiechu. Marshall - spokojny, lakoniczny, lecz bystry były generał, który był głównym twórcą amerykańskiej strategii wojskowej podczas drugiej wojny światowej - nie czuł się uspokojony. „Przez całą drogę do Waszyngtonu” - wspominał później jego współpracownik - mówił o „konieczności wyjścia z inicjatywą, która zapobiegnie całkowitemu rozpadowi Europy Zachodniej”43.
Doktryna Trumana i plan Marshalla. Gdyby Stalin czytał sprawozdania wywiadu dotyczące konferencji ministrów spraw zagranicznych równie uważnie jak te dotyczące bomby atomowej i „długiego telegramu” Kennana, zdołałby być może przewidzieć dalszy przebieg zdarzeń. Marshall wraz z brytyjskim i francuskim ministrem spraw zagranicznych spędził wiele godzin w Moskwie - pomijając bezowocne spotkania z Mołotowem - rozmawiając o potrzebie współpracy przy odbudowie Europy. W pomieszczeniach, w których toczyły się rozmowy, był bez wątpienia zainstalowany podsłuch. Ideologia nie pozwoliła jednak Stalinowi poważnie potraktować wyników podsłuchu. Czyż Lenin nie wykazał, że kapitaliści nie są zdolni do długotrwałej współpracy? Czyż „telegram” Nowikowa tego nie potwierdził? Władca Kremla miał powody, by być pewnym siebie.
Nie były to jednak powody słuszne. Truman ogłosił już wcześniej (12 marca 1947 roku) program pomocy wojskowej oraz gospodarczej dla Grecji i Turcji w związku z niespodziewanym, wcześniejszym o dokładnie dwa tygodnie komunikatem brytyjskiego rządu stwierdzającym, że nie jest on już w stanie ponosić kosztów wspierania tych krajów. Program był zakrojony na niezwykle wielką skalę
- Truman stwierdził: „polityką Stanów Zjednoczonych musi być poparcie dla wolnych narodów, które opierają się próbom zdominowania przez uzbrojone mniejszości lub siły zewnętrzne. [...]. Musimy pomóc wolnym narodom w samodzielnym kształtowaniu własnego losu”44. Stalin nie zwrócił większej uwagi na mowę Trumana, choć znalazł tamtej wiosny czas, aby domagać się przeredagowania opublikowanej właśnie historii filozofii w celu zmniejszenia nacisku na osiągnięcia myślicieli Zachodu45.
Podczas gdy Stalin zajmował się tą kwestią, Marshall - idąc w ślady Trumana - opracowywał strategię prowadzenia zimnej wojny. „Długi telegram” Kennana zidentyfikował problem: wynikającą z wewnętrznych uwarunkowań wrogość Związku Radzieckiego w stosunku do świata zewnętrznego. Nie sugerował jednak żadnego rozwiązania. Marshall zalecił teraz Kennanowi przedstawienie jego propozycji; jedynym zastrzeżeniem było, aby „unikał sugestii trywialnych”46. Trzeba przyznać, że polecenie zostało wypełnione. Ogłoszony przez Marshalla w czerwcu 1947 roku Europejski Program Odbudowy zobowiązywał Stany Zjednoczone do ni mniej, ni więcej, tylko odbudowy Europy. Plan Marshalla, jak go natychmiast ochrzczono; nie wprowadzał jeszcze podziału na te części kontynentu, które znajdowały się pod rządami Sowietów, i te, które były poza ich kontrolą, lecz idea leżąca u jego podstaw z pewnością go uwzględniała.
Plan Marshalla opierał się na kilku podstawowych przesłankach: największym zagrożeniem dla zachodnich interesów w Europie nie jest perspektywa sowieckiej interwencji wojskowej, lecz ryzyko, że głód, ubóstwo i desperacja mogą skłonić Europejczyków do głosowania w wyborach na własnych komunistów, którzy będą następnie posłusznie spełniać życzenia Moskwy; amerykańska pomoc gospodarcza zaowocuje natychmiastowymi korzyściami psychologicznymi, a później materialnymi, które tę tendencję odwrócą; Związek Radziecki nie zaakceptuje takiej pomocy i nie pozwoli na to również swoim satelitom, co narazi jego stosunki z nimi na szwank; Stany Zjednoczone będą mogły wówczas przejąć inicjatywę geopolityczną i moralną w rysującej się na horyzoncie zimnej wojnie.
Stalin wpadł w zastawioną przez Marshalla pułapkę, która polegała na spowodowaniu, aby to o n zbudował dzielący Europę mur. Zaskoczony propozycją Marshalla, wysłał do Paryża liczną delegację w celu przedyskutowania udziału Sowietów w planie, następnie ją odwołał, pozwalając krajom wschodnioeuropejskim, w tym Polsce, pozostać na miejscu, po czym zakazał im - w szczególnie dramatyczny sposób Czechom, których przywódców ściągnięto do Moskwy - przyjmowania takiej pomocy47. Była to niezwykła niekonsekwencja w działaniu zazwyczaj pewnego siebie kremlowskiego dyktatora, sugerująca, że strategia powstrzymywania ekspansji komunizmu, której podstawą był plan Marshalla, zaczęła krzyżować jego plany. Dalsze ulepszanie tekstów o filozofii musiało poczekać.
Czechosłowacja, Jugosławia i blokada Berlina. Stalin zareagował na plan Marshalla zgodnie z przewidywaniami Kennana: umacniając swoje wpływy tam, gdzie był w stanie. We wrześniu 1947 roku ogłosił utworzenie Kominformu, nowej wersji przedwojennego Kominternu, którego zadaniem było stanie na straży ortodoksji w międzynarodowym ruchu komunistycznym. „Nie bądźcie tacy ważni - upomniał wyrażającego wątpliwości Polaka Andriej Żdanow, rzecznik Stalina w nowej organizacji. - My w Moskwie lepiej wiemy, jak stosować marksizm-leninizm”48. Znaczenie tych słów stało się jasne w lutym 1948 roku, gdy Stalin zaaprobował opracowany przez czechosłowackich komunistów plan przejęcia władzy w jedynym nadal demokratycznie rządzonym państwie Europy Wschodniej. Wkrótce po zamachu stanu na dziedzińcu praskiego zamku znaleziono zwłoki ministra spraw zagranicznych Jana Masaryka - syna Tomasa Masaryka, jednego z twórców Czechosłowacji po pierwszej wojnie światowej. Nigdy nie udało się ustalić, czy skoczył z okna, czy ktoś go wypchnął49. Nie czyniło to jednak różnicy: perspektywa j a-k i e j k o 1 w i e k niepodległości w obrębie strefy wpływów Stalina zdawała się odchodzić w przeszłość wraz z Masarykiem.
Nie wszyscy komuniści chcieli jednak pozostać w tej strefie. Od zakończenia drugiej wojny światowej Jugosławia była jednym z najwierniejszych sojuszników Związku Radzieckiego, lecz jej przywódca Josip Broz Tito doszedł do władzy własnymi siłami. To on i jego partyzanci, a nie Armia Czerwona, wygnali Niemców; w przeciwieństwie do wschodnioeuropejskich przywódców, Tito nie potrzebował poparcia Stalina, by pozostać u władzy. Obruszał się też na próby zmuszenia go do przestrzegania ortodoksyjnej linii Kominformu, a pod koniec czerwca 1948 roku otwarcie zerwał z Moskwą. Stalin udawał obojętność. „Skinę tylko małym palcem i Tity już nie będzie” - stwierdził50. Wstrząs w Związku Radzieckim i międzynarodowym ruchu komunistycznym po pierwszym akcie nieposłuszeństwa komunisty wobec Kremla nie przypominał bynajmniej skinięcia palcem, niemniej Tito ocalał, a wkrótce zaczął otrzymywać pomoc gospodarczą ze Stanów Zjednoczonych. Jugosłowiański dyktator był być może „sukinsynem”, jak cierpko przyznał w 1949 roku nowy amerykański sekretarz stanu Dean Ache-son, ale był teraz „naszym sukinsynem”51.
Stalin porwał się tymczasem na jeszcze mniej obiecujące przedsięwzięcie: blokadę Berlina. Powody, dla których to uczynił, nie są jasne do dziś. Być może miał nadzieję zmusić Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów do opuszczenia ich sektorów w podzielonym mieście, wykorzystując zależność tych sektorów od przebiegających przez sowiecką strefę okupacyjną linii zaopatrzeniowych. Prawdopodobnie jego celem było opóźnienie ich działań na rzecz konsolidacji własnych stref okupacyjnych, mogących z dużym prawdopodobieństwem dać początek silnemu zachodnioniemieckiemu państwu, w którym Moskwa nie miałaby żadnych wpływów. Niezależnie od jej celów, blokada Stalina spaliła na panewce podobnie jak jego próba zdyscyplinowania Tity. Zachodni sojusznicy zaimprowizowali most powietrzny do oblężonego miasta, zyskując tym samym wielką wdzięczność berlińczyków, szacunek większości Niemców oraz ogólnoświatowy triumf propagandowy, na tle którego Stalin jawił się jako przywódca brutalny i niekompetentny. „Dranie - odnotował, jak gdyby tłumacząc się, starzejący się dyktator w opisującej wydarzenia depeszy dyplomatycznej. - To stek kłamstw [...]. To nie blokada, ale środek obronny”52.
Być może był to środek obronny, lecz agresywny charakter tej i pozostałych reakcji Stalina na plan Marshalla doprowadził do zaostrzenia, nie zaś złagodzenia problemów Związku Radzieckiego w zakresie bezpieczeństwa. Zamach w Czechosłowacji skłonił Kongres Stanów Zjednoczonych - który nie zatwierdził jeszcze Trumanowskiego programu odbudowy Europy - do szybkiego przegłosowania odpowiednich ustaw. Wydarzenia w Pradze wraz z blokadą Berlina przekonały europejskich odbiorców amerykańskiej pomocy gospodarczej, że potrzebują również ochrony militarnej. Zażądali w związku z tym stworzenia Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego. Tym samym Stany Zjednoczone po raz pierwszy w historii zobowiązały się do zapewnienia Europie Zachodniej obrony w czasach pokoju. Zanim Stalin z ociąganiem zniósł blokadę Berlina w maju 1949 roku, w Waszyngtonie został parafowany traktat północnoatlantycki, a w Bonn ogłoszono powstanie Republiki Federalnej Niemiec - była to kolejna rzecz, której dyktator chciał uniknąć. Herezja Tity pozostała bez kary, stanowiąc przykład, że również komuniści mogą w pewnym stopniu uniezależnić się od Moskwy. Wbrew przewidywaniom karmiącego się ideologicznymi złudzeniami Stalina, nie pojawiły się też żadne oznaki niezgody między kapitalistami ani konfliktu między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Jego strategia opanowania Europy po wojnie legła w gruzach, winić zaś mógł za to przede wszystkim siebie.
VI
2
XI
3
I
VIII
5
VIII
VI
Dokumenty
V IfFfT 9
1
Michael Shelden, Orwell: The Authorized Biography, New York 1991, s. 430. Opis ostatnich lat ży
2
cia Orwella zaczerpnąłem z końcowych rozdziałów powyższej książki.
3
Przemówienie radiowe i telewizyjne z 16 stycznia 1984 r„ Public Papers of the Presidents ofthe United States: Ronald Reagan, 1984, Washington 1985, s. 45.
4
Gdyby nad brzegami Łaby w kwietniu 1945 roku znalazły się istoty pozaziemskie, odkryłyby być może powierzchowne podobieństwa między spotykającymi się tam armiami rosyjską i amerykańską, a także między społeczeństwami, z których te armie się wywodziły. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Związek Radziecki narodziły się wskutek rewolucji. Obydwa kraje reprezentowały ideologie o globalnych aspiracjach: ich przywódcy zakładali, że to, co sprawdza się w domu, sprawdzi się też na całym świecie. Obydwa skolonizowały olbrzymie obszary pogranicza, zajmując pokaźne części kontynentów; Stany były w owym czasie największym, a Związek Radziecki trzecim co do wielkości państwem świata. Obydwa przystąpiły też
5
_
Wywiej serial dokumentalny CNN Cold War, odcinek 1: Comrades (1917-1945).
6
Alexander Werth, Russia at War: 1941-1945, New York 1964, s. 1045. Dane o liczbie ofiar wśród Brytyjczyków i Amerykanów pochodzą z Encyclopaedia Britannica Online. Dane o liczbie ofiar sowieckich pochodzą z: Vladimir O. Pechatnov i C. Earl Edmondson, The Russian Perspective, w: Ralph B. Levering, Vladimir O. Pechatnov, Verena Botzenhart-Viehe i C. Earl Edmondson, De-bating the Origins oj the Cold War: American and Russian Perspectives, New York 2002, s. 86.
7
Warren F. Kimball, The Juggler: Franklin Roosevelt as Wartime Statesman, Princeton 1991, s. 97-99.
8
George F. Kennan, Memoirs: 1925-1950, Boston 1967, s. 279.
9
Na ten temat zob.: Alan Bullock, Hitler i Stalin: żywoty równoległe, tłum. Jan Mianowski i Feliks Pastusiak, Warszawa 1994,1.1, s. 471.
10
Pechatnov i Edmondson, The Russian Perspective, dz. cyt., s. 92.
11
Geoffrey Roberts, Stalin and Soviet Foreign Policy, w: Origins of the Cold War: An International Hi-story, red. Melvyn P. Leffler i David S. Painter, New York 2005, s. 42-57.
12
Tamże, s. 51.
13
John Lewis Gaddis, The United States and the Origins of the Cold War, 1941-1947, New York 1972, s. 190.
14
Józef Stalin, Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR, Warszawa 1952.
15
Zapis rozmowy Stalina z Thorezem z 18 listopada 1947 r., w: Levering i in., Debating the Origins of the Cold War..., dz. cyt., s. 174.
16
Uwaga Painea pochodzi z jego pamfletu Common Sense z 1776 r., fragmenty w: Major Problems in American Foreign Policy, red. Dennis Merrill i Thomas G. Paterson, New York 2005,1.1, s. 34.
17
Mowa Johna Quincyego Adamsa z 4 lipca 1821 r., tamże, s. 132.
18
Przemówienie przed Kongresem Stanów Zjednoczonych z 2 kwietnia 1917 r., tamże, s. 431.
19
Robert Dallek, Franklin D. Roosevelt and American Foreign Policy; 1932-1945, New York 1979, s. 70.
20
Mowa do International Student Assembly z 3 września 1942 r„ w: The Public Papers and Addresses of Franklin D. Roosevelt, red. Samuel I. Rosenman, New York 1941-1950, t. XI, s. 353.
21
Roy Jenkins, Churchill: A Biography, New York 2001, s. 350-351.
22
Vojtech Mastny, Russias Road to the Cold War. Diplomacy, War jare, and the Politics ofCommu-nism, 1941-1945, New York 1979, s. 156-162.
23
Telegram Nikołaja Nowikowa do sowieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych z 27 września 1946 r., w: Origins of the Cold War: The Novikov, Kennan, and Roberts „Long Telegrams" of 1946, red. Kenneth M. Jensen, Washington 1993, s. 3-4.
24
Mastny, Russias Road to the Cold War..., dz. cyt., s. 270.0 umowie między Stalinem a Churchillem: Kimball, The Juggler..., dz. cyt., s. 160-164.
25
Pechatnov i Edmondson, The Russian Perspective, dz. cyt., s. 98.
26
W. Averell Harriman i Elie Abel, Special Envoy to Churchill and Stalin, 1941-1946, New York 1975, s. 444.
27
Pechatnov i Edmondson, The Russian Perspective, dz. cyt., s. 109.
28
Norman M. Naimark, The Russians in Germany: A History ofthe Soviet Zonę of Occupation, 1945-1949, Cambridge 1995, s. 69-140.
29
Najnowszy opis można znaleźć w: Tsuyoshi Hasegawa, Racing the Enemy: Stalin, Truman, and the Surrender offapan, Cambridge 2005.
30
Szczegółowy opis operacji Davida Greenglassa i Juliusa Rosenberga oraz Klausa Fuchsa znajduje się w: Richard Rhodes, Dark Sun: The Making ofthe Hydrogen Bomb, New York 1995, s. 27-198. Trzecia próba (Teda Halla) została pokrótce opisana w: Kai Bird i Martin J. Sherwin, American Prometheus: The Triumph and Tragedy ofj. Robert Oppenheimer,
