Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
22 osoby interesują się tą książką
Książka nagrodzona National Book Award 2025 w kategorii literatury faktu.
25 października 2023 roku, po zaledwie trzech tygodniach bombardowania Gazy, Omar El Akkad opublikował na Twitterze wpis: „Któregoś dnia, gdy będzie już bezpiecznie, gdy nazywanie rzeczy po imieniu nie będzie miało przykrych konsekwencji, kiedy będzie już za późno, by kogokolwiek pociągnąć do odpowiedzialności, okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko”. Ten tweet został wyświetlony przez użytkowników 10 milionów razy.
W wieku 16 lat El Akkad wyemigrował z rodziną do Kanady, żywiąc wiarę, że Zachód obiecuje prawdziwą wolność. Myślał, że to miejsce sprawiedliwości dla wszystkich. Jednak w ciągu ostatnich dwudziestu lat, relacjonując „wojnę z terroryzmem”, zmiany klimatyczne, protesty Black Lives Matter i wiele innych doniosłych wydarzeń, a przede wszystkim obserwując niepowstrzymaną rzeź w Gazie, El Akkad doszedł do wniosku, że wiele z tego, co Zachód obiecuje, jest kłamstwem, że zawsze będą istniały całe rzesze tych, których Zachód nie widzi i nie traktuje jak „ludzi”, że Arabowie, muzułmanie, imigranci i różne inne grupy nigdy nie zaznają zachodnich wolności i przywileju.
Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko to zapis tego bolesnego dojścia do prawdy, zapis moralnych zmagań z tym, co znaczy – gdy jest się obywatelem USA i zarazem ojcem – próbować odnaleźć poczucie sensu i nadziei w czasie rzezi, to wreszcie książka-oskarżenie i pisany z bólem serca list o rozstaniu z Zachodem.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Omar El Akkad
Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko
Przełożyła
Agata Ostrowska
ObrotyWarszawa 2026
Prędzej czy później opuszczą nasz kraj na podobieństwo wielu ludów, które przez wieki wywędrowały z wielu krajów. Koleje i parowce, szpitale, fabryki i szkoły będą nasze. Będziemy mówili ich językiem bez poczucia winy lub wdzięczności. Będziemy tym, kim jesteśmy. Będziemy tym, kim jesteśmy: zwykłymi ludźmi. Jeśli jesteśmy fikcją, to została ona stworzona przez nas samych.
At-Tajjib Salih, Sezon migracji na Północ,przeł. Jacek Stępiński
Czy to są twoje dzieci? – Tak.
Wisława Szymborska, Wietnam
Kiedy ją znajdują, ma barwę mgły, jest przekonana, że dobiegła kresu. Niczym bagażowi w służbie jakiegoś groteskowego arystokraty, sześciu mężczyzn wychodzi z noszami z otchłani, która niegdyś była domem, i wynosi ją: dziewięcio-, może dziesięcioletnią dziewczynkę. Siada na noszach, oszołomiona i cała we krwi, patrzy w bok. Jakby czegoś szukała. Tragarze poruszają się pośpiesznie, jak gdyby zapewnienie jej troski, opieki, mogło zniweczyć to, co wydarzyło się temu dziecku, temu miejscu, ciałom jeszcze niewykopanym spod gruzów. Ktoś w pobliżu domaga się pomsty od Boga. Może Bóg gdzieś tu jest i też czegoś szuka.
Poznany przeze mnie przed laty żołnierz, który swoim hobby uczynił badanie działania przemysłowej machiny przemocy, powiedział mi kiedyś, że to wcale nie odłamki ani ogień zabijają w pierwszej chwili po wybuchu bomby. Zabija fala uderzeniowa: powietrze pod wysokim ciśnieniem wypchnięte gwałtownie na zewnątrz od ośrodka eksplozji. W takiej sytuacji powinniśmy, tłumaczył, paść na ziemię i zatkać uszy, zrobić wydech, opróżnić płuca, zanim zderzy się z nimi fala powietrza i je rozpłaszczy. Oczywiście, jeśli znajdujemy się dostatecznie blisko, nie ma najmniejszego znaczenia, co zrobimy. Mówił, że siła fali uderzeniowej słabnie proporcjonalnie do sześcianu odległości od miejsca wybuchu, innymi słowy – najefektywniejszą metodą na uniknięcie śmierci od pocisku, miny lub granatu jest znajdować się jak najdalej w momencie eksplozji.
Skąd można to wiedzieć?, spytałem.
Co wiedzieć?
Kiedy ma się coś takiego zdarzyć. Wiedzieć, żeby się oddalić.
Cóż…, powiedział i urwał. Po chwili opowiadał już o dziwacznym wypadku, który spotkał jego kilkuletnią wówczas córkę, i że nigdy w życiu nie bał się tak bardzo jak wtedy, gdy niósł ją na szpitalny oddział ratunkowy. Mimo tego, czym zajmował się w życiu, mimo wszystkiego, czego się naoglądał, to było dla niego najstraszniejsze.
—
Gdy mężczyźni wynoszą ją z pozostałości po jej domu, dziewczynka pyta, czy zabiorą ją na cmentarz. Jeden z nich odpowiada: Maszallah, maszallah. W dosłownym przekładzie słowo to oznacza: wola Boga. Dokładniejsza interpretacja znaczenia – jednego ze znaczeń – brzmiałaby: To, co się wydarzyło, stało się z woli Boga. Ale w zetknięciu z takim słowem angielszczyzna sztywnieje, robi się monofoniczna, a maszallah brzmi jak orkiestra. Dla każdego ucha, które wychowało się na tym języku, jest jasne, że gdy ten mężczyzna to mówi, ma na myśli coś zupełnie innego. Natychmiast rozpoznają to całe pokolenia, które słyszały to słowo z ust pękających z dumy babć na zakończenie recitalów fortepianowych, ceremonii wręczania dyplomów czy na widok nowo narodzonego dziecka. W takich kontekstach spełnia ono swoją główną funkcję, czyli wyraża radość. Spójrzcie, jaką wspaniałą rzecz uczynił Bóg.
ما شاء الله
—
Również język wydusza powietrze z płuc.
Za wysokimi murami, drutem kolczastym i posterunkami, które ograniczają ten teren, istnieje imperium. Imperium także tkwi odizolowane w swojej własnej twierdzy z języka – języka, według którego budynki nigdy nie zostają zniszczone, lecz ulegają samozapłonowi, eksplozje pojawiają się i znikają niczym fale chinooka wiejącego znad gór, a ludzie giną tragicznie, jakby tragiczna śmierć była jedynym naturalnym i słusznym porządkiem ich świata. Jakby życie było anomalią. Ten język może i ochrania najbardziej żądne krwi, skrajne elementy imperium, ale ci skrajni nie mają żadnego pożytku z takich nadużyć językowych. Tymczasem to właśnie centrum – liberalne, pełne najlepszych intencji, łatwo wytrącane z równowagi – rozpaczliwie potrzebuje ochrony zapewnianej przez taki właśnie język. Gdyż to właśnie centrum imperium powinno móc na to spojrzeć i powiedzieć: Tak, to tragiczne, lecz niezbędne, gdyż alternatywą byłoby barbarzyństwo. Alternatywą dla niezliczonych ofiar śmiertelnych i okaleczonych, i osieroconych, i pozbawionych domu i szkoły, i szpitala, i dla krzyków wydobywających się spod gruzów, i dla zwłok rozszarpywanych przez sępy i psy, i dla kilkudniowych dzieci zostawionych na pastwę losu i śmierć głodową byłoby barbarzyństwo.
—
Dziewczynka na noszach jest przekonana, że dobiegła kresu. Jeden z mężczyzn mówi do niej: Inti zaj el-amar.
Jesteś jak księżyc. Tłumaczenie znowu zawodzi. Nie istnieje angielski odpowiednik rodowodu tego wyrażenia, rodowodu obejmującego pokolenia starych filmów, piosenek o miłości i spotkań rodzinnych. Wsłuchajcie się w tę melancholijną radość i błagalny, boleśnie błagalny ton słów tego mężczyzny do dziewczynki, która przeżyła, choć tak wielu zginęło, kiedy mówi jej, że jej piękno wykracza poza granice naszego świata.
زي القمر
—
Coś się tu skończyło. Ale coś innego się zaczyna. Martwi kopią studnie w żywych.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Tytuł oryginału: One Day, Everyone Will Have Always Been Against This
Redaktor inicjujący: Krzysztof Cieślik
Redaktor prowadzący: Michał Michalski
Redakcja: Gabriela Niemiec
Opracowanie graficzne oprawy: Łukasz Piskorek
Projekt makiety: Mimi Wasilewska
Korekta: Aleksandra Tarnowska, Hanna Trubicka, Krzysztof Cieślik
Koordynacja produkcji: Szczepan Kulpa
Opieka promocyjna: Paula Czubaj, Agata Krajewska
Copyright © 2025 by Omar El Akkad
Copyright for this edition by Wydawnictwo Obroty, 2026
Copyright for the Polish translation by Agata Ostrowska, 2026
Wydanie I, Warszawa 2026
ISBN 978-83-8432-055-6
wydawnictwo-obroty.pl
Kontakt: [email protected]
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
