Ziarenko prawdy - Ewelina Mazurek - ebook + audiobook

Ziarenko prawdy ebook

Ewelina Mazurek

5,0
24,00 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Eli jest wrażliwym i radosnym chłopcem, jednak gdy na skutek usilnych próśb dostaje cybertrop, czyli okulary będące bramą do wirtualnego świata, zupełnie się zmienia. Staje się agresywny, leniwy, całe dnie spędza na graniu, zabijaniu potworów i zdobywaniu kolejnych umiejętności oraz odznaczeń w wirtualnej rzeczywistości. Prawdziwy świat, ludzie i dotychczasowe życie stają się dla niego nudni. Zaniepokojona mama szuka sposobów, by oderwać chłopca od gry, lecz na próżno. Aż za radą pewnego mądrego staruszka sięga po ostateczny argument – niszczy okulary syna. Eli nie może już grać, na nowo musi nauczyć się funkcjonować w prawdziwym świecie i może uda mu się zrozumieć, że jest w nim tak wiele ważniejszych spraw od technologii i jej dominacji nad światem…

Utwór radykalnie opowiadający się po stronie wrażliwości, głębokich więzi międzyludzkich, umiłowania natury, tajemnicy, która nie pozwala zapominać o istnieniu uczuć metafizycznych. To wszystko przeciw technicyzacji świata, przeciw dominacji technologii narzucającej światu władzę rzeczywistości wirtualnej, gdzie najważniejsze ludzkie wartości poddane są relatywizacji, a w konsekwencji erozji. Trzeba bronić człowieka, miłości, przyjaźni – takie jest przesłanie tej baśni.

Mirosław Wieteska

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 38

Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
EwaDra13

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo mądra i piękna książka.
00



 

 

 

 

 

 

 

 

Pewnego pięknego dnia młoda dziewczyna o imieniu Estera urodziła rumianego chłopczyka. Nadała mu imię Elizeusz. Zaraz po urodzeniu położyła na główce małego chłopczyka ziarenko i powiedziała:

– To jest twój mały właściciel. Od tej pory będziecie nierozłączni.

Ziarenko wypuściło drobne korzenie, którymi połaskotało delikatnie skórę dziecka, jakby chciało je pocałować. Związało się z jego sercem nierozerwalną i niewidzialną nicią. Jego życie, wzrost i kwitnienie były zależne od ilości dobra i miłości w sercu Elizeusza. Dziewczyna umieściła ziarenko w małej ozdobnej donicy, delikatnie je pogłaskała i wróciła do swojego synka.

Dawno temu dostała ziarenko od tajemniczej staruszki, która poprosiła Esterę, aby zachowała je do narodzin swojego pierwszego dziecka. Dziewczynka była wtedy ogromnym łasuchem, więc za kawałek przepysznego ciasta z jagodami obiecała staruszce, że zaopiekuje się ziarenkiem i przekaże je swojemu dziecku w chwili narodzin. Jeszcze wtedy nie rozumiała, dlaczego kobieta daje jej tę magiczną roślinę.

Estera mieszkała z chłopczykiem w drewnianej chatce na skraju lasu, którą odziedziczyła po swoim dziadku. Mąż pracował i mieszkał w pobliskim mieście. Rodzinę odwiedzał raz w tygodniu, przywożąc im najpotrzebniejsze rzeczy oraz prezenty.

Elizeusz rósł bardzo szybko. Był niesamowicie energicznym i ciekawym świata chłopcem. Chodził codziennie z Esterą na spacery, uśmiechając się do każdego napotkanego przechodnia i zwierzątka.

– Cześć, puszysty króliczku, jak się masz? Chodź, pobawimy się razem w chowanego – zagadnął Eli do napotkanego zwierzaka.

Chłopczyk uwielbiał tańczyć na łące w rytm szumu drzew kołysanych przez wiatr, leżeć z mamą na trawie, oglądać puszyste obłoki i snuć opowieści, które mu podpowiadały chmury i drzewa. Jego wyobraźnia nie znała granic, a opowiadane przez chłopca historie nieraz wprawiały Esterę w zdumienie bądź rozbawiały ją do łez.

– O, popatrz, mamo, tam przed nami toczy się prawdziwa batalia pomiędzy mrówkami dźwigającymi jabłuszka na swych grzbietach a pucharkiem lodów z bitą śmietaną. Pucharek dzielnie broni swojej zawartości łyżeczką, ale mrówek jest tak wiele, że nie wiem, czy da im radę. Ciekawe, czemu te mrówki podczas ataku noszą na grzbiecie jabłuszka. Czy nie wiedzą, że tak będzie im trudniej zdobyć pucharek z lodami?

– Hm, może jabłuszka służą im za amunicję? – odpowiedziała Estera, głośno się śmiejąc.

– No, może masz rację, mamo – zamyślił się Eli. – Och jej, popatrz, łyżeczka zgarnęła mrówki i rzuciła je daleko, a teraz pewnie weźmie sobie jabłuszka do pucharka.

– Kochanie, a może mrówki przyniosły pucharkowi jabłuszka i teraz łyżeczka wysłała je po kolejną dostawę? Może to wcale nie była bitwa, tylko współpraca? – zasugerowała Estera.

– Wiesz co, chyba masz rację, mamo – odpowiedział zadumany chłopczyk.

I tak godzinami potrafili snuć opowieści, popijając przy tym owocowy koktajl.

W tym czasie w pokoju Elizeusza ziarenko zaczęło kiełkować, wypuściło pierwsze listki, a gdy chłopczyk skończył pięć lat, na roślince pojawił się piękny, malutki kwiat. Dla Eliego nie było nic niezwykłego w tym, że roślinka potrafi rosnąć bez ziemi i wody, chociaż wszystkie inne kwiaty wokół tego wymagały. Chłopiec czuł niezwykłą więź z roślinką, a w jej obecności jego serce przepełniały niczym niezmącona radość i zachwyt nad otaczającym światem.

Jednak z czasem chłopczyk zaczął tracić swój entuzjazm. Powoli wszystko zaczęło robić się zwyczajne, spotkani ludzie nie odwzajemniali uśmiechu, a dzieci nie były skore do biegania i zabaw. Estera, widząc to, postanowiła wysłać chłopczyka do dzieciochatki, gdzie ludzie z pobliskiego miasta pozostawiali swoje pociechy, pędząc rano do pracy. Miała nadzieję, że Eli spotka tam przyjaciela, z którym będzie mógł się bawić, biegać, nie tracąc swojego zapału i radości w sercu.

– Mamo, szybko, bo spóźnię się na pierwsze śniadanie w dzieciochatce, a jestem strasznie głodny! – Chłopczyk codziennie rano ponaglał Esterę. Wskakiwali szybko na rower i jechali przez las do przedszkola.

Ku zdziwieniu Estery roślinka przestała się ładnie rozwijać, listki zaczęły żółknąć, a kwiatuszek pochylił się smutno do ziemi. Po miesiącu kobieta postanowiła porozmawiać z chłopcem, ponieważ codziennie na pytanie, jak się bawił z kolegami w dzieciochatce, odpowiadał tylko zdawkowo, że wszystko w porządku.

– Chodź, Eli, pójdziemy na łąkę i pooglądamy razem niebo. Dzisiaj jest taki piękny dzień – zaproponowała mama.

– Nie chce mi się – odpowiedział leniwie chłopiec.

– Nie daj się prosić. Zobaczysz, będziemy się świetnie bawić. Takie ładne chmury zagościły na naszym niebie, na pewno wymyślisz jakąś niesamowitą historię z ich udziałem.

– E tam, mamo, wymyślanie historii jest bez sensu. Teraz wszystko robi za ciebie cybertrop.

– Co?

– Cybertrop. Wszyscy to już mają i świetnie się bawią. To są takie magiczne okulary – mówił z przejęciem Elizeusz. – Zakładasz je na głowę i przenosisz się do innego świata, gdzie bez wychodzenia z domu możesz przeżyć super przygodę. One czytają w twojej głowie i wiedzą, na co masz ochotę, dlatego chłopcy grają głównie w wojnę i sporty ekstremalne, a dziewczynki w świat mody i sławy. W przedszkolu pomiędzy grami łączy się z nami pani opiekunka i uczy nas sterowania oraz kontroli nad okularami, tak abyśmy mogli w przyszłości pracować z ich pomocą.

– Przecież to jest okropne! – krzyknęła przestraszona Estera.