Zezia, Giler i Oczak - Agnieszka Chylińska - ebook + książka

Zezia, Giler i Oczak ebook

Agnieszka Chylińska

4,6

Opis

"Zupełnie nowe przygody Zezi, nowi przyjaciele i nowy dom.
W rodzinie Zezików duża zmiana. Pojawia się trzecie dziecko!

Zezia Zezik, już trochę starsza, obserwuje swoimi dziecięcymi oczami dobrze nam znany świat i oczarowuje spostrzeżeniami.

Opowieść o ciepłej i dobrej rodzinie – niby zwyczajna, a jednak niezwykle głęboka.
Mądra, wzruszająca i zabawna.
Dla dzieci i dorosłych."

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 72

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Karta redakcyjna

Copyright for the text © Agnieszka Chylińska

Copyright for this edition © Wydawnictwo Pascal

Tytuł: Zezia, Giler i Oczak

Autor: Agnieszka Chylińska

Redakcja: Agnieszka Hetnał

Korekta: Dorota Dąbrowska-Dębska

Ilustracje i projekt graficzny: Suren Vardanian

Redaktor techniczny: Jarosław Jabłoński

Redaktor prowadząca: Zuzanna Klim

Wydawnictwo Pascal sp. z o.o.

ul. Zapora 25

43-382 Bielsko-Biała

www.pascal.pl

Bielsko-Biała 2014

ISBN 978-83-7642-428-6

eBook maîtrisé parAtelier Du Châteaux

Wiadomość

Kie­dy Ze­zia do­wie­dzia­ła się, że jej Ro­dzi­ce spo­dzie­wa­ją się trze­cie­go dziec­ka, naj­pierw ba­aar­dzo się ucie­szy­ła, ale po­tem ba­aar­dzo się zmar­twi­ła. Po pierw­sze za­sta­na­wia­ła się, gdzie po­miesz­czą się wszy­scy do­mow­ni­cy i gdzie bę­dzie spać NO­WE DZIEC­KO. Po dru­gie, czy NO­WE DZIEC­KO bę­dzie bar­dzo ha­ła­so­wa­ło i tym sa­mym ba­aar­dzo prze­szka­dza­ło Ze­zi i Gi­le­ro­wi w no­cy. Od­kąd Gi­ler był na die­cie, Ze­zia ogrom­nie się cie­szy­ła z każ­dej prze­spa­nej no­cy i nie chcia­ła, by co­kol­wiek – lub kto­kol­wiek – zbu­rzy­ło ten spo­kój.

Ze­zia pa­mię­ta­ła bar­dzo nie­wy­raź­nie, ale JED­NAK, kie­dy po­ja­wił się ma­ły Gi­ler (wte­dy jesz­cze Cza­rek). Na po­cząt­ku wszyst­ko od­by­wa­ło się bez więk­szych zmian: Ze­zia miesz­ka­ła wte­dy w du­żym po­ko­ju, a Ma­ma spa­ła z Gi­le­rem w ma­łym i cho­ciaż w no­cy Ze­zia sły­sza­ła pła­czą­ce­go bra­cisz­ka, to w za­sa­dzie nie mu­sia­ła się wy­pro­wa­dzać ani z ni­cze­go re­zy­gno­wać. Pro­blem po­ja­wił się, gdy Gi­ler skoń­czył dwa la­ta i za­czął po­trze­bo­wać wy­jąt­ko­wo du­żo miej­sca. Wte­dy Ro­dzi­ce wy­tłu­ma­czy­li Ze­zi, że Gi­ler jest trosz­kę in­nym dwu­lat­kiem niż wszyst­kie zna­ne jej dwu­lat­ki i że trze­ba dać mu więk­szy po­kój. Ze­zia po­cząt­ko­wo nie by­ła za­chwy­co­na, ale z cza­sem po­lu­bi­ła swój po­ko­ik, a i tak w cią­gu dnia obo­je z bra­tem prze­by­wa­li po­za do­mem. Zresz­tą Gi­ler ni­g­dy nie pro­te­sto­wał, gdy Ze­zię od­wie­dza­ła Jul­ka i oby­dwie mia­ły ocho­tę spę­dzić czas w więk­szym po­ko­ju. Co jed­nak się sta­nie, gdy po­ja­wi się NO­WE DZIEC­KO?

Ze­zia od sa­me­go po­cząt­ku my­śla­ła i mó­wi­ła o trze­cim dziec­ku Ro­dzi­ców – „NO­WE DZIEC­KO”. Z jed­nej stro­ny nie by­ło w tym ni­cze­go złe­go, z dru­giej – Ze­zia nie po­tra­fi­ła ina­czej okre­ślić ma­łej osób­ki, któ­ra wy­brzu­sza­ła Ma­mę z ty­go­dnia na ty­dzień. Dziew­czyn­ka bar­dzo uważ­nie ob­ser­wo­wa­ła swo­ich Ro­dzi­ców. Do­pie­ro te­raz da­ło się za­uwa­żyć, że są tro­chę bar­dziej ner­wo­wi i na­pię­ci. Szcze­gól­nie Ma­ma, któ­ra ca­ły czas za­mar­twia­ła się, czy nie stra­ci pra­cy.

Ze­zia bar­dzo nie lu­bi­ła Pa­ni Kie­row­nicz­ki z ban­ku, w któ­rym pra­co­wa­ła Ma­ma. Pa­ni Kie­row­nicz­ka nie mia­ła dzie­ci, tyl­ko trzy psy, i za­wsze głę­bo­ko wzdy­cha­ła, gdy Ma­ma dzwo­ni­ła do pra­cy, by drżą­cym gło­sem po­in­for­mo­wać, że któ­reś z dzie­ci jest cho­re i trze­ba z nim po­je­chać do le­ka­rza. Ma­ma rzad­ko dzwo­ni­ła, że­by zwol­nić się z pra­cy. Nie lu­bi­ła słu­chać wzdy­chań Pa­ni Kie­row­nicz­ki. Naj­czę­ściej pro­si­ła Ta­tę, że­by za­brał dzie­ci do le­ka­rza. Ale te­go też nie lu­bi­ła, bo Ta­ta nie umiał po­tem Ma­mie prze­ka­zać, co mó­wił le­karz, i mu­sia­ła jesz­cze raz dzwo­nić do przy­chod­ni i wszyst­kie­go się do­wia­dy­wać. Go­rzej, gdy dzie­ci przy­no­si­ły ze szko­ły wi­ru­sy i za­ra­ża­ły ni­mi Ma­mę i Ta­tę. Kie­dy Ma­ma by­ła cho­ra, MU­SIA­ŁA za­dzwo­nić do Pa­ni Kie­row­nicz­ki. Nie mo­gła prze­cież za­ka­ta­rzo­na i z chry­pią­cym gło­sem ob­słu­gi­wać klien­tów ban­ku. Dla­te­go Ma­ma bar­dzo się mar­twi­ła re­ak­cją Pa­ni Kie­row­nicz­ki i po­sta­no­wi­ła po­wie­dzieć jej o NO­WYM DZIEC­KU jak naj­póź­niej. Ze­zia sły­sza­ła też wie­czor­ną roz­mo­wę Ro­dzi­ców i po­czu­ła po raz pierw­szy, że awan­tu­ra na czte­ry fa­je­ry mo­że się w koń­cu zda­rzyć w ro­dzi­nie Ze­zi­ków.

Cho­dzi­ło o to, że Ma­ma po­wie­dzia­ła, że czas po­szu­kać więk­sze­go miesz­ka­nia. Jed­no­cze­śnie Ta­ta usły­szał, że Ma­ma boi się, że nie da­dzą so­bie ra­dy z pie­niędz­mi. Tu­taj pa­dło pa­rę słów, któ­rych Ze­zia nie do koń­ca ro­zu­mia­ła, ale za­pi­sa­ła je skrzęt­nie w no­wym ze­szy­cie z zie­lo­nym kot­kiem na okład­ce. Ra­ta, kre­dyt, dług, urząd skar­bo­wy i po­życz­ka. Ze­zia po­sta­no­wi­ła w wol­nej chwi­li spy­tać Ma­my Jul­ki, o co w tym wszyst­kim cho­dzi. Na ra­zie zro­bi­ła osob­ną ta­bel­kę we wspo­mnia­nym ze­szy­cie, gdzie wpi­sa­ła wszyst­kich zna­nych jej człon­ków ro­dzi­ny oraz zna­jo­mych i ich re­ak­cje na wia­do­mość o tym, że Ma­ma Ze­zi spo­dzie­wa się NO­WE­GO DZIEC­KA. Sie­bie po­sta­no­wi­ła wpi­sać na koń­cu, bo szcze­rze mó­wiąc, cią­gle nie wie­dzia­ła, czy za­re­ago­wa­ła do­brze, czy źle na tę wia­do­mość. Gi­ler do­wie­dział się o NO­WYM DZIEC­KU przy śnia­da­niu na dru­gi dzień po tym, jak do­wie­dzia­ła się Ze­zia. Nic nie po­wie­dział sam z sie­bie, do­pie­ro gdy Ro­dzi­ce do­kład­nie wy­tłu­ma­czy­li mu, co to zna­czy, że bę­dzie jesz­cze jed­no dziec­ko w do­mu, Gi­ler od­po­wie­dział tyl­ko „w po­rząd­ku”. Ze­zia za­pi­sa­ła więc w ze­szy­cie, że Gi­ler do­brze przy­jął wia­do­mość o NO­WYM DZIEC­KU.

Ze­zi bar­dzo za­le­ża­ło na tym, by być świad­kiem re­ak­cji każ­dej ze zna­nych jej osób, ale nie­ste­ty nie uda­ło się. Je­dy­nie słów Bab­ci Ja­sno­wło­sej, któ­ra przy­je­cha­ła na łi­kend, by po­móc Ro­dzi­com, Ze­zia nie mu­sia­ła się do­my­ślać, bo by­ła w tym sa­mym po­ko­ju, gdy Ma­ma po­in­for­mo­wa­ła Bab­cię o NO­WYM DZIEC­KU. Ze­zia dłu­go za­sta­na­wia­ła się nad tym, co ta­kie­go mia­ła na my­śli Bab­cia. Kie­dy to prze­my­śla­ła, do­szła do wnio­sku, że nie mo­że za­zna­czyć re­ak­cji Bab­ci Ja­sno­wło­sej ko­lo­rem zie­lo­nym, czy­li ja­ko do­brej, tyl­ko mu­si użyć czer­wo­nej kred­ki. Bab­cia po­wie­dzia­ła coś ta­kie­go, że moż­na by­ło po­my­śleć, że Ma­ma sa­ma za­de­cy­do­wa­ła o przyj­ściu na świat NO­WE­GO DZIEC­KA i oznaj­mi­ła to Ta­cie, któ­ry nie miał z tym nic wspól­ne­go i nie bar­dzo też miał coś do po­wie­dze­nia. A prze­cież Ze­zia wie­dzia­ła, że to nie­praw­da. Mi­mo że Ma­ma spra­wia­ła wra­że­nie oso­by gło­śniej­szej i bar­dziej ak­tyw­nej niż Ta­ta, to Ze­zia by­ła pew­na, że wszyst­kie waż­ne de­cy­zje Ma­ma i Ta­ta po­dej­mo­wa­li wspól­nie.

Re­ak­cji Bab­ci Ciem­no­wło­sej Ze­zia mo­gła się tyl­ko do­my­ślać, bo Ma­ma roz­ma­wia­ła z nią przez te­le­fon, gdy Ze­zia by­ła w szko­le. Do­pie­ro po kil­ku dniach Ze­zi uda­ło się roz­szy­fro­wać, że re­ak­cja Bab­ci Ciem­no­wło­sej też nada­wa­ła się do za­zna­cze­nia na czer­wo­no. Cio­cia Za­gra­ni­ca, z któ­rą Ma­ma roz­ma­wia­ła jesz­cze mniej niż zwy­kle, też by­ła bar­dzo nie­mi­ła, o czym do­wie­dzia­ła się Ze­zia przy ko­la­cji, gdy Ta­ta po­cie­szał Ma­mę sło­wa­mi: „Co się bę­dziesz przej­mo­wać sa­mot­ną sta­rą pan­ną?”.

Ze­zia jed­nak czu­ła, że to wszyst­ko strasz­nie Ma­mę za­smu­ca. Po­wo­lut­ku po­ja­wi­ło się w niej współ­czu­cie dla ma­łe­go czło­wiecz­ka w środ­ku Ma­my, na któ­re­go nikt oprócz Ma­my i Ta­ty za bar­dzo nie cze­kał. Ze­zia po­sta­no­wi­ła więc, że bę­dzie Ma­mie wię­cej po­ma­gać i że od tej po­ry nie bę­dzie już mó­wić o NO­WYM DZIEC­KU, tyl­ko o swo­im bra­cie lub sio­strze, a swo­ją re­ak­cję za­zna­czy­ła zie­lo­ną kred­ką ja­ko do­brą. Na szczę­ście do­brych re­ak­cji in­nych za­czę­ło się po­ja­wiać co­raz wię­cej. Ma­ma Jul­ki bar­dzo się ucie­szy­ła i po­wie­dzia­ła Ma­mie, że we wszyst­kim jej po­mo­że. Pa­ni Ania, są­siad­ka, za­pew­ni­ła, że je­śli tyl­ko Ro­dzi­ce da­lej bę­dą miesz­kać w ka­mie­ni­cy, to ona jest do dys­po­zy­cji. Ma­ma jed­nak już roz­po­czę­ła po­szu­ki­wa­nia no­we­go do­mu i Ze­zia cze­ka­ła w na­pię­ciu na de­cy­zję Ro­dzi­ców.

Domek

Pew­ne­go dnia Ma­ma przy­szła do Ze­zi, gdy ta od­ra­bia­ła lek­cje, i po­wie­dzia­ła, że na świat przyj­dzie jej dru­gi brat i że to ona, Ze­zia, mo­że wy­brać mu imię. Ze­zia bar­dzo się ucie­szy­ła. W du­chu li­czy­ła na to, że bę­dzie mieć dru­gie­go bra­ta. Lu­bi­ła być je­dy­ną cór­ką w ro­dzi­nie. Dru­ga wia­do­mość by­ła bar­dzo nie­po­ko­ją­ca. Ma­ma po­wie­dzia­ła, że ra­zem z Ta­tą zna­leź­li ma­ły do­mek, ale da­le­ko od War­sza­wy, i że Ze­zia bę­dzie mu­sia­ła zmie­nić szko­łę. Ze­zia spy­ta­ła, czy rze­czy­wi­ście trze­ba to zro­bić i czy Ta­ta nie mógł­by jej przy­wo­zić do szko­ły sa­mo­cho­dem. Ma­ma jed­nak od­po­wie­dzia­ła, że i Gi­ler, i ona ma­ją cho­dzić do no­wych szkół, któ­re są obok te­go ta­jem­ni­cze­go dom­ku. Ze­zia by­ła bar­dzo nie­szczę­śli­wa. Co z Jul­ką? Co z Wojt­kiem Ko­cem, jej kla­są i Pa­nią Wy­cho­waw­czy­nią? To wy­da­wa­ło się Ze­zi nie­wy­obra­żal­nie nie­spra­wie­dli­we. Nie chcia­ła pła­kać przy Ma­mie, ale gdy ta ci­chut­ko wy­szła z po­ko­iku Ze­zi, dziew­czyn­ce łzy sa­me po­cie­kły z oczu. Tak bar­dzo lu­bi­ła swo­ją szko­łę, i w ogó­le.

Ro­dzi­ce za­po­wie­dzie­li, że w naj­bliż­szy łik­end za­bio­rą Ze­zię i Gi­le­ra tam, gdzie bę­dą miesz­kać. Ze­zia wca­le nie chcia­ła je­chać. Obie­ca­ła so­bie, że ni­g­dy, prze­nig­dy nie po­lu­bi te­go miej­sca. Że bę­dzie wy­sy­łać roz­pacz­li­we li­sty do Jul­ki, by ta po­roz­ma­wia­ła ze swo­ją Ma­mą, by ta po­roz­ma­wia­ła z Ma­mą Ze­zi, by ta zmie­ni­ła zda­nie.

Na­de­szła so­bo­ta. To był po­czą­tek paź­dzier­ni­ka i za­po­wia­dał się pięk­ny dzień. By­ło cie­pło jak na je­sień i bar­dzo sło­necz­nie. Ro­dzi­ce by­li za­chwy­ce­ni po­go­dą. Gdy dzie­ci wsia­da­ły do sa­mo­cho­du, Ma­ma po­wie­dzia­ła, że mia­stecz­ko, w któ­rym bę­dą te­raz miesz­kać, na­zy­wa się Ma­li­nów­ka. Ze­zia już chcia­ła wy­krzyk­nąć, że to jej ulu­bio­na od­mia­na ja­błek, ale w po­rę się po­wstrzy­ma­ła. Po­sta­no­wi­ła mil­czeć przez ca­łą dro­gę, a naj­le­piej – źle się po­czuć, by Ro­dzi­ce mu­sie­li za­wró­cić. Nie­ste­ty nie czu­ła się źle. Nic jej nie bo­la­ło, a Ta­ta je­chał bar­dzo ostroż­nie. Gdy w koń­cu do­tar­li do Ma­li­nów­ki i wje­cha­li do mia­stecz­ka, Ze­zia za­nie­mó­wi­ła na­praw­dę. Ulicz­ki by­ły wą­skie, ale bar­dzo ład­ne i za­dba­ne. Ma­łe skle­pi­ki z barw­ny­mi szyl­da­mi za­pra­sza­ły na oścież otwar­ty­mi drzwia­mi. Wszę­dzie by­ło mnó­stwo ko­lo­ro­wych drzew, ra­ba­tek i krze­wów. Ze­zia tyl­ko u Dziad­ków wi­dzia­ła ty­le ro­ślin i ty­lu nie­spiesz­nie idą­cych prze­chod­niów, któ­rzy wra­ca­li wła­śnie z tar­gu, gdzie ku­pi­li świe­że wa­rzy­wa, owo­ce i kwia­ty.

Ma­ma po­wie­dzia­ła gło­śno, że za mo­ment dzie­ci uj­rzą swój no­wy dom. Do­da­ła tyl­ko, że na ra­zie nie mo­gą jesz­cze wejść przez furt­kę, bo Ro­dzi­ce nie do­sta­li jesz­cze klu­czy. Po kil­ku mi­nu­tach sa­mo­chód Pań­stwa Ze­zi­ków skrę­cił w jed­ną z ale­jek i za­trzy­mał się przy wy­so­kim ży­wo­pło­cie. Do­pie­ro gdy dzie­ci wy­sia­dły z au­ta, Ze­zia przez furt­kę zo­ba­czy­ła dom. Gi­le­ro­wi trud­no by­ło wy­tłu­ma­czyć, że ma tyl­ko stać i pa­trzeć, więc po krót­kiej chwi­li chło­piec wró­cił do sa­mo­cho­du.

Do­mek był pięk­ny. Po pro­stu. Dla Ze­zi był naj­pięk­niej­szym dom­kiem pod słoń­cem i choć Ro­dzi­ce uprze­dza­li ją, że nie jest zbyt du­ży, dla Ze­zi był w sam raz. Ta­ta po­wie­dział, że Ze­zia bę­dzie mieć du­ży po­kój oraz wspól­ną z Gi­le­rem ła­zien­kę, w któ­rej bę­dzie du­uuuża wan­na. Ze­zia by­ła ocza­ro­wa­na. Do­mek miał brą­zo­wy dach i ta­kie brą­zo­we na­kład­ki na okna, któ­re Ta­ta na­zy­wał okien­ni­ca­mi! Cho­wał się wśród wy­so­kich drzew jak wspa­nia­ły grzy­bek. Wo­kół nie­go by­ło bar­dzo du­żo miej­sca i Ma­ma po­wie­dzia­ła, że w łi­ken­dy Jul­ka bę­dzie mo­gła przy­jeż­dżać do Ze­zi i ba­wić się z nią na dwo­rze.

Ze­zia po­my­śla­ła, że Ta­ta na pew­no za­wie­si ha­mak i że bę­dą mieć huś­taw­kę, a gdy spad­nie pierw­szy śnieg, bę­dzie mo­gła ule­pić bał­wa­na na wła­snym po­dwór­ku. Na ko­niec Ro­dzi­ce po­ka­za­li Ze­zi jej no­wą szko­łę, któ­ra sta­ła nie­da­le­ko do­mu-grzyb­ka. Szko­ła by­ła mniej­sza od tej w War­sza­wie, ale mia­ła ład­ny, za­dba­ny pla­cyk za­baw i pięk­ne bo­isko. W dro­dze po­wrot­nej Ze­zia by­ła bar­dzo ra­do­sna. Choć oba­wia­ła się no­wej kla­sy i no­wych ko­le­ża­nek, a przede wszyst­kim czu­ła, że bę­dzie tę­sk­nić za sta­rą szko­łą, to jed­no­cze­śnie coś jej w środ­ku mó­wi­ło, że to wszyst­ko, co się wy­da­rzy, bę­dzie dla niej do­bre.

Przeprowadzka

Ze­zia za­sta­na­wia­ła się, czy bar­dziej jest cie­ka­wa no­wej szko­ły, czy bar­dziej boi się no­we­go miej­sca. Ro­dzi­ce uprze­dzi­li ją, że za­nim na do­bre za­miesz­ka­ją w no­wym do­mu, mu­szą go tro­chę wy­re­mon­to­wać, więc przez ja­kiś czas bę­dzie tam ba­ła­gan i ha­łas. Ma­mie nie­zbyt po­do­bał się po­mysł, by spro­wa­dzić ca­łą ro­dzi­nę do do­mu, któ­ry nie jest jesz­cze go­to­wy, ale trze­ba by­ło po­wo­li wy­pro­wa­dzać się z miesz­ka­nia przy uli­cy Gró­jec­kiej.

Ze­zia w so­bo­tę umó­wi­ła się z Jul­ką, by ra­zem po­że­gnać wszyst­kie zna­ne jej miej­sca. Naj­pierw dziew­czyn­ki po­szły do Pań­stwa Na­tków, któ­rzy Ro­dzi­nie Ze­zi­ków przez la­ta sprze­da­wa­li wa­rzy­wa i owo­ce w ma­łej bud­ce. Ze­zia opo­wie­dzia­ła im o no­wym dom­ku i no­wej szko­le, i że się tro­chę boi, jak to bę­dzie. Po­tem Ze­zia z Jul­ką po­szły do ko­ścio­ła. By­ło w nim ci­cho i ciem­no. Ze­zia usia­dła w ław­ce i po­mo­dli­ła się, że­by nie ba­ła się prze­pro­wadz­ki i że­by Jul­ka po­zo­sta­ła jej naj­lep­szą ko­le­żan­ką. Jul­ka wpraw­dzie za­pew­nia­ła Ze­zię, że bę­dzie do niej przy­jeż­dża­ła, dzwo­ni­ła i w ogó­le, ale Ze­zia czu­ła, że to już nie bę­dzie to sa­mo.

Gdy dziew­czyn­ki wy­szły z ko­ścio­ła, ru­szy­ły przez plac do par­ku. Na pla­cu o tej po­rze ro­ku by­ło mniej lu­dzi niż zwy­kle, ale Pa­ni w Czer­wo­nej Czap­ce jak zwy­kle sie­dzia­ła na ław­ce i kar­mi­ła go­łę­bie. Ze­zia bez za­sta­no­wie­nia po­de­szła do niej i po­wie­dzia­ła, że wła­śnie się wy­pro­wa­dza i chce się po­że­gnać. Pa­ni w Czer­wo­nej Czap­ce uśmiech­nę­ła się do niej. Ze­zia od­wa­ży­ła się przy­znać, że boi się no­wej szko­ły i te­go, co ją cze­ka. Pa­ni w Czer­wo­nej Czap­ce od­po­wie­dzia­ła, że na pew­no spo­tka ją tam wie­le do­bre­go, bo jest mi­łą i grzecz­ną dziew­czyn­ką. Ze­zi zro­bi­ło się bar­dzo przy­jem­nie, po­dzię­ko­wa­ła Pa­ni w Czer­wo­nej Czap­ce i ru­szy­ły z Jul­ką da­lej.

W par­ku Ze­zia usia­dła na huś­taw­ce i bu­ja­ła się na niej w mil­cze­niu. Co ja­kiś czas zer­ka­ła w stro­nę szko­ły i szkol­ne­go pla­cu za­baw. Jul­ka po­smut­nia­ła. Ze­zia czu­ła ca­łą so­bą, że jej hi­sto­ria w tym miej­scu do­bie­gła koń­ca. Bar­dzo chcia­ła się po­pła­kać, ale głę­bo­ko w ser­cu czu­ła, że wca­le nie jest smut­na.

W koń­cu nad­szedł dzień prze­pro­wadz­ki. W miesz­ka­niu na Gró­jec­kiej zro­bi­ło się na­gle mnó­stwo miej­sca. Ta­ta za­pa­ko­wał rze­czy Ze­zi do du­żych kar­to­nów, a po­tem przy­je­cha­li Pa­no­wie i po­wo­li za­czę­li zno­sić wszyst­kie pa­kun­ki do du­że­go sa­mo­cho­du, któ­ry cze­kał pod ka­mie­ni­cą.

Gi­le­ra nie by­ło. Ta­ta za­wiózł go do Wu­ja Rol­ni­ka. Wszyst­kim za­le­ża­ło na tym, że­by Gi­ler jak naj­le­piej i naj­ła­god­niej prze­żył zmia­nę miej­sca. Ha­łas, ob­cy lu­dzie i ogól­ne za­mie­sza­nie mo­gły go wy­stra­szyć i nie­po­trzeb­nie zde­ner­wo­wać. Dla­te­go Wuj Rol­nik za­brał Gi­le­ra do sie­bie, do mo­men­tu gdy Ro­dzi­ce urzą­dzą mu no­wy po­kój. A je­go no­wy po­kój mie­ścił się na pod­da­szu. Ze­zia by­ła nim za­chwy­co­na i bar­dzo się cie­szy­ła, że jej brat bę­dzie miał ty­y­y­le miej­sca tyl­ko dla sie­bie. Gdy przy­by­ła z Ro­dzi­ca­mi do no­we­go do­mu, jej po­kój był pięk­nie po­ma­lo­wa­ny na ró­żo­wy ko­lor, a na pod­ło­dze le­żał ślicz­ny dy­wa­nik w ko­lo­ro­we kwiat­ki. Od ra­zu po­lu­bi­ła swój no­wy po­kój.

Ze­zia mar­twi­ła się tyl­ko, jak prze­pro­wadz­kę prze­ży­je kot­ka Idź­stąd. Nie dość, że cze­ka­ła ją po­dróż w kon­te­ne­rze, za któ­rym kot­ka zde­cy­do­wa­nie nie prze­pa­da­ła, to jesz­cze mia­ła za­miesz­kać w zu­peł­nie nie­zna­nym miej­scu już do koń­ca ży­cia... Oka­za­ło się, że po kil­ku dniach spę­dzo­nych w no­wym po­ko­ju Ze­zi, na dnie no­we­go łóż­ka, a do­kład­nie w szu­fla­dzie na po­ściel, kot­ka nie­śmia­ło wy­szła na ko­ry­tarz, by po pa­ru ko­lej­nych dniach po­znać już ca­ły do­mek, a co naj­cie­kaw­sze, by nie­śmia­ło wy­cho­dzić na dwór. Te­go Ze­zia ba­ła się naj­bar­dziej. Że kot­ka Idź­stąd któ­re­goś dnia znik­nie, bo tak jej się spodo­ba ży­cie na dwo­rze. Kot­ka jed­nak by­ła bar­dzo mą­dra. Ow­szem, lu­bi­ła wy­glą­dać przez otwar­te okno al­bo wy­cho­dzić na ga­nek przed dom i wdy­chać ró­żo­wym no­skiem świe­że po­wie­trze, ale nie kor­ci­ło jej, by wyjść za ogro­dze­nie. Ze­zia ode­tchnę­ła z ulgą, gdy upły­nę­ły pierw­sze ty­go­dnie…

(fragment)…

.

.

.

Całość dostępna w wersji pełnej

Pierwszy dzień w no­wej szko­le

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Giler i jego nowa szkoła

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Narodziny Oczaka

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Życie z Oczakiem

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Nowi koledzy i ko­le­żan­ki Ze­zi

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Nowa fryzura Zezi

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Wielkanoc Zezi

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Komunia Zezi

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Nowa praca Mamy

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Prawdziwe pożegnanie

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej