Zdobyć serce Scarlett - Jennie Lucas - ebook
Opis

Ślub milionera Vincenza Borgii na Manhattanie zostaje niespodziewanie przerwany. Do kościoła wpada rudowłosa dziewczyna w ciąży i prosi Vincenza o pomoc. Vincenzo rozpoznaje Scarlett, z którą spędził najpiękniejszą noc w życiu. Szukał jej od miesięcy, bo to ona powinna zostać jego żoną. Jednak Scarlett zamiast przyjąć jego propozycję, znowu ucieka…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Jennie Lucas

Zdobyć serce Scarlett

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

‒ Wybór jest prosty, Scarlett. – Jej były szef przesunął łakomym wzrokiem po jej wydatnym brzuchu i pełnych piersiach napierających na materiał bluzki. – Albo zrzekniesz się dziecka po jego urodzeniu i zostaniesz moją żoną, albo…

‒ Albo co? – Scarlett Ravenwood próbowała się odsunąć, jednak muskularne ciało mężczyzny zajmowało niemal całe tylne siedzenie wozu.

‒ Albo doktor Marston stwierdzi u ciebie chorobę psychiczną i umieści cię w zakładzie. Dla twojego dobra, oczywiście. Bo każda normalna kobieta poślubiłaby mnie bez wahania. A wtedy i tak stracisz dziecko, prawda?

Scarlett patrzyła na niego, ledwie dostrzegając za szybą budynki Manhattanu. Blaise Falkner był przystojnym, bogatym mężczyzną. I potworem.

‒ Żartujesz, prawda? Daj spokój. Który to wiek?

‒ Wiek, w którym bogaty może robić, co chce. I z kim chce. – Owinął kosmyk jej włosów wokół palca. – Powstrzymasz mnie?

Przez ostatnie dwa lata mieszkała w rezydencji na Upper East Side jako opiekunka jego umierającej matki; przez cały ten czas zalecał się do niej. Tylko jego rodzicielka, przerażona myślą, że jej spadkobierca zadaje się z pomocą domową, trzymała go w ryzach.

Teraz jednak pani Falkner nie żyła, a Blaise był nieprawdopodobnie bogatym człowiekiem, Scarlett zaś tylko sierotą, która przyjechała do Nowego Jorku w poszukiwaniu pracy. Od tamtej pory tkwiła w pokoju chorej, spełniając polecenia pielęgniarek i opiekując się kapryśną i złośliwą inwalidką. Nie miała tu przyjaciół.

Z wyjątkiem…

Nie. Tylko nie on.

A jeśli Blaise mówił prawdę? Gdyby policja jej nie uwierzyła? Czy, korzystając z pomocy psychiatry, zdołałby wcielić groźbę w czyn?

Kiedy oświadczył jej się bezceremonialnie podczas pogrzebu – nad grobem matki! – potraktowała to żartobliwie i powiedziała, że wyjeżdża z Nowego Jorku. Zaproponował grzecznie, że ją podwiezie na dworzec autobusowy.

Należało się domyślić, że nie ustąpi tak łatwo. Ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że posunie się tak daleko. Zmuszać groźbą do małżeństwa? Do wyrzeczenia się dziecka?

Popełniła błąd, widząc w nim playboya, który zapragnął zabaweczki. Był obłąkany.

‒ I co ty na to? – spytał teraz.

‒ Po co chcesz się ze mną żenić? – Próbowała odwołać się do jego próżności. – Jesteś przystojny, czarujący, bogaty. Każda kobieta byłaby szczęśliwa, mogąc cię poślubić.

‒ Ale ja chcę ciebie. – Chwycił ją mocno za nadgarstki. – Odrzucałaś mnie przez cały czas, a potem puściłaś się z innym mężczyzną. I nie chcesz powiedzieć, kto to taki. Jak już się pobierzemy, tylko ja będę mógł cię dotykać. A kiedy już pozbędziemy się tego twojego bachora, będziesz na zawsze moja.

Scarlett próbowała stłumić panikę. Limuzyna jechała wzdłuż Piątej Alei, a ona ujrzała słynną katedrę. Do głowy przyszła jej szalona myśl. Czy…?

Tak.

Nie myślała o tym początkowo. Zamierzała pojechać autobusem na południe i dzięki skromnym oszczędnościom zacząć życie tam, gdzie zawsze świeci słońce, i wychowywać dziecko. Jak jednak powiadał jej ojciec: nowe wyzwania to nowe plany.

Jednak plan, który przyszedł jej do głowy, trochę ją przerażał. Jeśli Blaise Falkner jest porywczy, to Vincenzo Borgia jest niczym ogień.

Wyobraziła sobie ciemne oczy ojca swojego nienarodzonego dziecka, raz gorące, raz zimne jak lód. Siłę jego ciała. Siłę woli.

Poczuła dreszcz. A jeśli…

Nie myśl o tym, powiedziała sobie. Działaj. Kolejna maksyma ojca.

Kiedy szofer zwolnił na czerwonym świetle, wiedziała, że teraz albo nigdy.

‒ Blaise. – Nachyliła się, zaciskając prawą dłoń w pięść. – Wiesz, co zawsze chciałam zrobić?

‒ Co? – spytał, patrząc na jej piersi.

‒ To! – Uderzyła go od dołu w szczękę tak mocno, że głowa poleciała mu do tyłu.

Nie czekając, aż limuzyna stanie na dobre, wyskoczyła na chodnik. Zsunęła szpilki ze stóp, położyła opiekuńczo dłoń na brzuchu, po czym pobiegła na bosaka ile sił w nogach w stronę ogromnej katedry.

Wymarzony dzień na ślub. Pierwszy października, wszystkie drzewa przystrojone na żółto, pomarańczowo, czerwono. To tu, w tej katedrze, bogaci i możni tego świata chrzcili swoje dzieci, brali śluby i żegnali zmarłych. Dwustuletni budynek z szarego marmuru, którego wieżyce sięgały błękitnego nieba.

Zdyszana Scarlett zerknęła na zegarek należący niegdyś do jej matki. Modliła się, by nie było za późno.

Przy krawężniku parkował stary rolls-royce przybrany wstęgami i kwiatami. Obok czekał szofer w uniformie. Wszędzie widać było pracowników ochrony w ciemnych okularach ze słuchawkami w uszach.

A więc uroczystość już trwała. Scarlett starała się o tym nie myśleć przez ostatnie cztery miesiące, kiedy zobaczyła anons w „New York Timesie”. Ale teraz tylko Vin Borgia mógł jej pomóc.

Drogę zastąpił jej ochroniarz.

‒ Proszę się cofnąć…

Chwytając się teatralnie za brzuch, Scarlett zatoczyła się na chodniku.

‒ Pomocy! Ściga mnie jakiś mężczyzna! Próbuje porwać moje dziecko!

‒ Co?

Wyminęła go, wołając:

‒ Niech pan wezwie policję!

‒ Hej! Nie wolno…

Scarlett wbiegła na schody kościoła.

‒ Proszę się zatrzymać. – Pojawił się przed nią drugi ochroniarz z gniewnym wyrazem twarzy. Potem się odwrócił, słysząc krzyk kolegi, którego dwaj goryle Blaise’a zaczęli tłuc na chodniku. – Co, do diabła…

Wykorzystując zamieszanie, Scarlett pchnęła drzwi katedry i weszła do środka. Przez chwilę mrugała, zaskoczona mrokiem.

Potem zobaczyła przed sobą ślub jak z bajki. W ławkach siedziało dwa tysiące gości, a przy ołtarzu, pośród białych róż, lilii i orchidei, obok najprzystojniejszego mężczyzny na świecie, stała najpiękniejsza panna młoda.

Kiedy zobaczyła Vina, po raz pierwszy od czasu tamtej magicznej nocy, zaparło jej dech w piersi.

‒ Jeśli ktoś zna powód, dla którego tych dwoje nie może się połączyć węzłem małżeńskim…

Usłyszała za plecami metaliczny dźwięk, a potem triumfalne sapnięcie, kiedy Blaise wpadł do środka.

‒ …niech przemówi teraz albo zamilknie na wieki.

Zdesperowana Scarlett ruszyła niepewnie środkiem kościoła i podniosła rękę.

‒ Proszę! Jedną chwilę!

Rozległo się zbiorowe westchnienie; dwa tysiące par oczu obróciło się w jej stronę, nie wyłączając pana młodego i panny młodej.

Scarlett zakręciło się w głowie. Nie mogła złapać tchu. Skupiła uwagę na jedynej ważnej osobie.

‒ Błagam, Vin, musisz mi pomóc… – Po chwili rzuciła mocnym głosem, myśląc o swoim nienarodzonym maleństwie. – Mój szef próbuje mi odebrać nasze dziecko!

Vincenzo Borgia, dla przyjaciół Vin, w przeciwieństwie do wielu mężczyzn gotowych stanąć na ślubnym kobiercu, spał minionej nocy bardzo dobrze.

Wiedział, że ma poślubić kobietę doskonałą. Podbój Anne Dumaine nie nastręczał trudności, podobnie jak zaręczyny. Żadnych kłopotliwych uczuć. Również seksu, przynajmniej chwilowo.

Tego dnia jednak mieli się połączyć – także ich rodziny, a co ważniejsze, ich firmy. Fuzja Vin’s SkyWorld Airways i Air Transatlantique należącej do ojca panny młodej pozwoliłaby uzyskać trzydzieści nowych tras powietrznych, w tym niezwykle dochodowych: Nowy Jork‒Londyn i Boston‒Paryż.

Był pewien, że w jego życiu nie będzie już więcej niespodzianek. Żadnych wątpliwości, jeśli chodzi o przyszłość. Podobała mu się ta myśl.

Tak, spał dobrze poprzedniej nocy, i wierzył, że po miłosnym akcie z bardzo konserwatywną małżonką, która zachowała dziewictwo, będzie spał jeszcze lepiej. Do końca uporządkowanego życia.

Panna młoda nie za bardzo go pociągała, ale co z tego? Wiedział, że namiętność umiera szybko po zawarciu małżeństwa.

Niewiele mieli ze sobą wspólnego poza interesami. Czy robiło to jakąś różnicę? Mężczyźni i kobiety zawsze mieli odmienne zainteresowania. Wiedział, że żona będzie kryła jego słabości. A on będzie krył jej słabości.

Miał ich kilka. Brak cierpliwości. Brak empatii. W świecie biznesu stanowiło to siłę, wiedział jednak, że wraz z pojawieniem się dzieci cierpliwość i empatia będą konieczne.

Był gotów się ustatkować. Chciał mieć rodzinę. Poza pragnieniem stworzenia biznesowego imperium stanowiło to główny, choć nie jedyny powód małżeństwa. Po tej niezwykle namiętnej nocy z cudowną rudowłosą dziewczyną, która zapewniła mu najwspanialszy seks w życiu, a potem zniknęła, doszedł do wniosku, że ma dosyć nieprzewidywalnych romansów.

Zatem, kilka miesięcy później, oświadczył się  Anne Dumaine. Urodzona w Montrealu, była piękna i zapowiadała się na dobrą matkę i żonę. Władała kilkoma językami i była wykształcona. Poza tym wniosła wspaniały posag – Air Transatlantique.

Vin uśmiechnął się do niej tuż przed słowami przysięgi. W tej skromnej białej sukni i ręcznie tkanym welonie przypominała księżną Grace. Była nieskazitelna.

Arcybiskup udzielający ślubu oznajmił:

‒ Jeśli ktoś zna powód, dla którego tych dwoje nie mogłoby połączyć się węzłem małżeńskim…

Rozległ się jakiś łoskot. Kroki. Vin dostrzegł kątem oka, jak zebrani w kościele obracają głowy

‒ …niech przemówi teraz albo zamilknie na wieki.

‒ Proszę! Jedną chwilę!

Vin zacisnął szczęki na dźwięk tego głosu. Kto śmiał zakłócić jego ślub. Była kochanka? Odwrócił się z wściekłością.

Zastygł, ujrzawszy zielone oczy okolone czarnymi rzęsami i cudowną twarz w kształcie serca, wreszcie rude włosy opadające kaskadą na ramiona. Stała w szarej kamiennej katedrze niczym marzenie, które się nagle ziściło.

Scarlett. Kobieta, która nawiedzała jego sny przez ostatnie osiem miesięcy. Płomiennowłosa dziewica, która spędziła z nim jedną niezapomnianą noc, a potem uciekła, zanim zdążył poprosić ją o numer telefonu czy nawet nazwisko! Żadna go tak jeszcze nie potraktowała. Rozpaliła w nim krew, a potem zniknęła jak Kopciuszek.

Była cała ubrana na czarno i… bosa? Jej piersi rozpierały materiał bluzki. Skierował spojrzenie na jej brzuch. To chyba niemożliwe…

‒ Błagam, Vin, musisz mi pomóc! – rzuciła zdławionym głosem. – Mój szef próbuje odebrać mi nasze dziecko!

Przez chwilę patrzył na nią zszokowany.

Nasze dziecko?

Dwa tysiące osób wydało z siebie głośne westchnienie i wlepiło w niego wyczekujący wzrok.

Vin poczuł, jak traci gwałtownie kontrolę – nad swoim ślubem, prywatnością, życiem. Dostrzegał gniewne spojrzenie ojca Anne, pełne zdumienia oczy jej matki. Na szczęście nie miał własnej rodziny, którą mógłby rozczarować.

Zwrócił się do panny młodej; spodziewał się łez czy przynajmniej bolesnego rozczarowania i pragnął się jakoś wytłumaczyć, ale piękna twarz Anne była doskonale obojętna.

‒ Przepraszam – powiedział. – Daj mi chwilę.

‒ Nie spiesz się.

Ruszył powoli w stronę Scarlett. Twarze gości w ławkach przypominały rozmazaną plamę. Serce waliło mu jak młotem, kiedy stanął przed kobietą, w której istnienie już prawie nie wierzył.

‒ Jesteś w ciąży?

Spojrzała mu w oczy.

‒ Tak.

‒ Dziecko jest moje?

‒ Myślisz, że bym cię okłamała?

Vin przypomniał sobie jej westchnienie bólu, kiedy ją brał, tuląc z całych sił jej gorące ciało w mroku sypialni. Jak spijał z niej łzy, aż ten ból przemienił się w coś innego…

‒ Nie mogłaś powiedzieć mi wcześniej?

‒ Przepraszam – wyszeptała i spojrzała za siebie, a na jej twarzy pojawił się strach.

Środkiem kościoła szło trzech mężczyzn; oblicze tego na przedzie przypominało maskę furii.

‒ Tu jesteś, ty mała… – Chwycił Scarlett za nadgarstek. – To prywatna sprawa – warknął do Vina. – Wracaj do tej swojej ceremonii.

Niewiele brakowało, by Vin to zrobił. Czuł straszliwe ciśnienie… panna młoda, rychła fuzja firm, katedra pełna ludzi, arcybiskup i goście, którzy przelecieli pół świata, by się tu znaleźć. Mógł sobie wmówić, że Scarlett kłamie. Mógł się odwrócić i wypowiedzieć słowa przysięgi małżeńskiej, wiążąc się na zawsze z Anne.

Coś go jednak powstrzymało.

Może żelazny uścisk dłoni mężczyzny na szczupłym nadgarstku Scarlett, a może to, że razem ze swymi dwoma kompanami zaczął ją ciągnąć w stronę wyjścia. Może panika malująca się na jej cudownej twarzy, kiedy ci wszyscy bogaci i potężni ludzie przyglądali się w milczeniu, nie mając zamiaru interweniować.

A może był to duch jego własnego wspomnienia, dawno stłumionego – jak to jest być bezradnym i niekochanym, pozbawianym jedynego domu.

Postanowił zrobić coś, czego nie robił od wieków.

Zaangażować się.

‒ Ani kroku dalej – rozkazał.

Mężczyzna trzymający Scarlett obrócił ku niemu gwałtownym ruchem twarz.

‒ Nie wtrącaj się.

Vin podszedł do niego.

‒ Ta dama nie chce z tobą wyjść.

‒ Jest wzburzona. I obłąkana. – Wykręcił Scarlett nadgarstek. – Zabieram ją do psychiatry. Zamkną ją w zakładzie, i to na bardzo długo.

‒ Nie! – jęknęła Scarlett. – Nie jestem obłąkana. To mój były szef. Chce mnie zmusić, żebym za niego wyszła i oddała nasze dziecko.

Oddała nasze dziecko.

Te słowa były jak cios nożem. Znieruchomiał.

‒ Puść ją – nakazał lodowatym tonem.

‒ Myślisz, że posłucham?

‒ Wiesz, jak się nazywam? – spytał cicho Vin.

Tamten spojrzał na niego pogardliwie.

‒ Nie mam poję… – umilkł nagle. – Borgia – powiedział, a Vin dojrzał strach w jego oczach. Przywykł do takiej reakcji. – Ja… nie zdawałem sobie sprawy…

Vin rzucił okiem na swoich ochroniarzy, którzy weszli do katedry i otoczyli trzech mężczyzn z chirurgiczną precyzją; pokręcił nieznacznie głową. Potem popatrzył na tego, który trzymał Scarlett.

‒ Zabieraj się stąd.

Tamten posłuchał od razu, uwalniając dziewczynę. Odwrócił się i czmychnął, a dwóch jego ludzi ruszyło czym prędzej za nim.

Nagle zewsząd zaczęła dobiegać wrzawa. Scarlett rzuciła się ze szlochem w ramiona Vina.

Ze środkowej ławki wyskoczył jakiś młody człowiek.

‒ Mówiłem ci, Anne! Nie wychodź za niego! – Rozglądając się po nawie głównej, oświadczył głośno: – Od pół roku sypiam z panną młodą!

W tym momencie nastąpił istny chaos. Ojciec panny młodej zaczął się wydzierać, jej matka zalała się łzami, a Anne, bez słowa i bardzo ostrożnie, osunęła się na podłogę.

Vin ledwo to dostrzegał. Jego świat skurczył się nagle. Istniały w nim tylko łzy Scarlett i drżenie jej ciężarnego ciała w jego opiekuńczych ramionach.

Tytuł oryginału: A Ring for Vincenzo’s Heir

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Jennie Lucas

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3580-8

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.