Sekrety rosyjskiej arystokracji - Jennie Lucas - ebook
Opis

Josie chce uwolnić siostrę przetrzymywaną przez księcia Władimira Ksendowa. Może jej w tym pomóc brat księcia, Kasimir. Jego cena za tę 
pomoc jest wysoka: małżeństwo z nim i jej posiadłości na Alasce. Josie godzi się na te warunki. Nie wie jednak, że to jeszcze nie wszystko.
Kasimir ma swoje ukryte porachunki z bratem…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 142

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Jennie Lucas

Sekrety rosyjskiej arystokracji

Tłumaczenie

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pewnego razu w Honolulu dwa dni po Bożym Narodzeniu, o różowym brzasku, Josie Dalton stanęła pod drapaczem chmur, w którym on miał swój penthouse. Zadarła głowę tak wysoko, jak tylko się dało, i zamyśliła się.

Przecież tego nie zrobi! Poślubić go? Wykluczone.

Poza tym, że nieuniknione.

Poprawiła znoszony plecak. Dla siostry poślubiłaby nawet diabła. Tak naprawdę nie sądziła, że aż do tego dojdzie. Zakładała, że wystarczy zgłosić problem na policji. Tymczasem wyśmiano ją: najpierw na komisariacie w Seattle, potem już w Honolulu.

– Pani siostra założyła się o swoje dziewictwo i przegrała? W pokera? I zniknęła? – powtarzał z niedowierzaniem pierwszy posterunkowy, przekręcając wszystko.

– Pani siostrę wygrał w pokera jej były facet, multimilioner? – ryczał drugi. – Pani Dalton! Ja tu mam do załatwienia dużo prawdziwych spraw! Proszę mi się stąd natychmiast wynosić, bo każę panią zatrzymać pod zarzutem uprawiania nielegalnego hazardu!

A zatem na ratunek Bree mogła wyruszyć już tylko sama. Zresztą sama w te tarapaty ją wpędziła. Gdyby nie przyjęła zaproszenia swego szefa na pokera, siostra nie musiałaby jej pomagać. Bree od dziecka miała talent do gry, a jako nastolatka została znaną w środowisku szulerką. Widać przez minioną dekadę, pracując uczciwie jako zubożała gosposia, wypadła z wprawy. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zamiast wygrać, w pięć minut przegrała wszystko?

Władimir Ksendow natychmiast odseparował siostry, wysyłając Josie siłą na ląd stały swym prywatnym odrzutowcem. Za ostatnią wypłatę wróciła na wyspę zdesperowana, by wyrwać Bree z rąk potwora. Na szczęście wiedziała, że zawsze istnieje plan awaryjny B… No i właśnie teraz musiała przystąpić do jego realizacji. Musiała się sprzedać. Największemu wrogowi Władimira Ksendowa. Jego młodszemu bratu. Musiała poślubić diabła. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Teraz już nie ma odwrotu.

– Słucham panią? – Portier w recepcji apartamentowca zmierzył ją podejrzliwym wzrokiem. Jej przewiązane sznurowadłem włosy, pognieciony podkoszulek i tanie klapki nie wzbudziły jego specjalnej sympatii.

Josie odchrząknęła głośno.

– Mam wziąć ślub z jednym z tutejszych mieszkańców.

– Pani? Z kimś, kto tu mieszka? – Portier nie starał się nawet ukryć wzburzenia.

Przytaknęła.

– Z Kasimirem Ksendowem.

Starszemu mężczyźnie opadła szczęka.

– Z jego wysokością?! Z księciem?! Niech pani lepiej stąd znika, bo wezwę policję!

– Niech się pan uspokoi i do niego zadzwoni. I proszę mu powiedzieć, że przyszła Josie Dalton, bo zmieniła zdanie i zgadza się na ślub.

– Mam do niego zadzwonić? Ja się nie zajmuję takimi rzeczami. Pani jest chyba lunatyczką. Jego obecność tutaj to sekret. Zrobił sobie wakacje. Nie można tak po prostu wmaszerować z ulicy i…

– Niech pan patrzy. – Dziewczyna zaczęła rozpaczliwie wymachiwać mu przed oczami wizytówką. – Dał mi to trzy dni temu, kiedy mi się oświadczył w barze sałatkowym na plaży.

– Bar sałatkowy? Na plaży? – mamrotał ogłupiały portier. – Tak jakby książę kiedykolwiek jadł sałatki na plaży…

Wyrwał jej wizytówkę, na której odwrocie zauważył adnotację naskrobaną mocnym, męskim charakterem pisma: „Jak zmienisz zdanie…”.

– Nie widzę, żeby była pani w jego typie – gderał mężczyzna, nie wiedząc, co właściwie zrobić z nieproszonym gościem.

– Wiem – powiedziała cicho.

Dziesięć kilo nadwagi, kompletne bezguście, zaniedbana – doskonale zdawała sobie sprawę, że nie jest w niczyim typie. Kasimir Ksendow chciał ją przecież poślubić z przyczyn niemających nic wspólnego z miłością czy nawet czystym pożądaniem.

Tymczasem zrezygnowany portier sięgnął po słuchawkę i odwróciwszy się tyłem do dziewczyny, szeptem streścił komuś sytuację. Po chwili spojrzał na nią z niesmakiem i powiedział:

– Jego ochrona mówi, że ma pani wjechać na górę. Trzydzieste dziewiąte piętro i gratulacje na nowej drodze…

– Dziękuję…

Gdy oddalała się po marmurowym holu w kierunku wind, żałośnie klapiąc klapkami, czuła na sobie zdziwione spojrzenia całego personelu. Gdy winda otworzyła się na samej górze, powitało ją dwóch ponurych ochroniarzy, którzy beznamiętnie zrewidowali ją i jej plecak.

– I czego tak szukacie? Naprawdę myślicie, że przyniosłam mu granat ręczny na zaręczyny?

Mężczyźni zignorowali całkowicie jej komentarze.

– Jego wysokość czeka na panią, proszę wejść.

– Panowie, panowie… powiedzcie… to porządny facet? Można mu zaufać? Płaci wam na czas?

Goryle zdawali się być kompletnie głusi.

– Jego wysokość czeka.

– Okej… Wy, cyborgi… Już wchodzę.

Zresztą niepotrzebne jej niczyje zapewnienia. Zaufa swym przeczuciom i sercu. Czyli: jest tragicznie i niebezpiecznie. Gdy ojciec, umierając, przepisał na nią wielką parcelę ziemi na Alasce, celowo zrobił zastrzeżenie, że przejdzie ona na jej własność, gdy córka skończy dwadzieścia pięć lat, czyli w tym momencie zostały jeszcze trzy, lub kiedy wyjdzie za mąż. Nawet gdy była małym dzieckiem, dla Black Jacka Daltona jej naiwność i łatwowierność stanowiły kolosalne zagrożenie.

Josie zamknęła oczy i wyszeptała pod nosem:

– Dla Bree!

W pełnym przepychu foyer nie zobaczyła nikogo. Strzelisty kandelabr oświetlał marmurową klatkę schodową. Widać było schody wiodące na piętro i w dół. To nie penthouse, pomyślała zatrwożona, tylko dwupiętrowa willa ukryta w chmurach. Przez przeszklone ściany ukazywał się niesamowity widok miasta z lotu ptaka. Miliony światełek, czarne niebo, różowopomarańczowa łuna nad horyzontem od strony oceanu.

– Podobno zmieniłaś zdanie.

W holu zadudnił nagle jego bardzo niski i głęboki głos. Odwróciła się powoli. Książę Kasimir był nieziemsko przystojny. Wysoki, mocno opalony, o bardzo szerokich ramionach i umięśnionym ciele. Ciemne gęste włosy, elektryzująco błękitne oczy, rysy jak wyrzeźbione. Idealnie skrojony ciemny garnitur, lśniące skórzane czarne buty o jakości jednoznacznie określającej jego status finansowy. Pewnego rodzaju bezwzględność wypisana na twarzy pokazująca władzę. Mimo że Josie była normalnie bardzo otwarta na ludzi i nikt zbyt długo nie wydawał jej się obcą osobą, Kasimir paraliżował ją całkowicie. Nigdy nie miała do czynienia z tak szykownym mężczyzną.

– Gdy się widzieliśmy po raz ostatni, powiedziałaś, że nigdy za mnie nie wyjdziesz. Za żadną cenę.

– Może zbytnio się pośpieszyłam.

– Wylałaś mi szampana prosto w twarz.

– Przez przypadek!

– Uciekłaś przede mną z baru.

– Bo mnie trochę zaskoczyłeś!

Trzy dni wcześniej, w Wigilię Bożego Narodzenia, Kasimir zadzwonił do niej z recepcji hotelu Hale Ka’nani, w którym pracowała jako kierowniczka piętra. Gdy się przedstawił, od razu zagroziła, że się rozłączy. Zażartował wówczas, że straci tym samym ofertę życia i zaproponował spotkanie w dość znanej spelunce na obrzeżach plaży Waikiki. Zaintrygowana przyjęła zaproszenie. Oferta okazała się propozycją małżeństwa.

– Uciekałaś przede mną, jakbyś zobaczyła diabła! – powtórzył.

– Bo tak się poczułam.

– Czy to twój sposób na przyjęcie zaręczyn?

– Nic nie rozumiesz. Ja…

Zamilkła. Bo i jak miała mu wytłumaczyć, że choć on i jego brat utrudniali im od dawna życie, to uległa czarowi jego oczu? Jak również mogła wyjaśnić, że nagle zamarzyła, żeby na przekór swym wzniosłym ideałom i samotności powiedzieć komuś sakramentalne „tak”, nawet jeśli małżeństwo miało posłużyć transferowi ziemi z rak do rąk? Jak objaśnić przypływ absolutnej głupoty?

– Czemu więc zmieniłaś zdanie? Potrzebujesz pieniędzy?

Owszem, przydałyby się, bo wciąż ścigano je za dawne długi ojca. Pokręciła jednak głową.

– Może chcesz oficjalnie zostać księżną? Wiele kobiet o tym marzy.

– Na pewno nie ja. Poza tym siostra mówiła, że wasze tytuły są nic niewarte. Może i jesteście wnukami rosyjskiego księcia, ale nie macie przecież ziemi.

– Kiedyś mieliśmy całe połacie ziemi w Rosji – zagrzmiał urażony – i ziemie na Alasce, przez ponad sto lat, kiedy to prababka uciekła z Syberii…

– Przykro mi, ale twój brat sprzedał tę ziemię naszemu ojcu zgodnie z prawem!

– Bez mojej wiedzy! Wbrew mojej woli!

Josie odruchowo cofnęła się, zmrożona jego spojrzeniem. Kasimir Ksendow zasłynął nie tylko jako bezwzględny człowiek sukcesu, bezduszny playboy i kolekcjoner serc topmodelek, lecz również wyrobił sobie reputację jako osobnik wyjątkowo mściwy, który przez lata nie odpuścił bratu wykolegowania go z ich pierwszej spółki, zanim stała się naprawdę dochodowa.

– Boisz się mnie? – zapytał znienacka.

– Nie. Czemu miałabym się bać? – skłamała nieudolnie.

– A te wszystkie plotki? Że jestem na wpół obłąkany i rządzi mną jedynie chęć zemsty?

– To pewnie nieprawda… – odpowiedziała niemrawo.

– A gdyby nawet była, to przecież bym ci się chyba nie przyznał? – zaśmiał się szyderczo i szybko zmienił ton. – Czyli jednym słowem zmieniłaś zdanie. A przyszło ci do głowy, że ja też mogłem? Trzy dni temu twoja odmowa była jednoznaczna.

Nagle ogarnął ją paniczny strach. Zaryzykowała ostatnie pieniądze, by tu przyjechać. Bez pomocy Kasimira Bree będzie zgubiona. Pozostanie własnością Władimira Ksendowa. Jego niewolnicą. Na zawsze.

Niezdarnie złapała księcia za ramię.

– Tylko nie to! Proszę! Mówiłeś, że zrobisz wszystko, by odzyskać ziemię. Że obiecałeś to ojcu, kiedy umierał. Ty… – zamilkła nagle, uświadomiwszy sobie, jak twarde ma muskuły. – O Jezu, jaki ciężar potrafiłbyś unieść?

Patrzył na nią nieruchomo. Ona również zamarła. Bezwiednie wypuściła jego rękę.

– Powiedz tylko, czy nadal chcesz wziąć ze mną ślub?

– Muszę zrozumieć twoje motywy. Jeśli nie zamierzasz zostać księżną… Bo widzisz, dla twojej wiadomości, mój tytuł nie jest taki zupełnie bezwartościowy. Zdumiałabyś się, gdybyś wiedziała, na ilu ludziach robi wrażenie.

– Bezwstydnie wykorzystujesz go jako narzędzie marketingowe dla swojej firmy.

Zaśmiał się rozbawiony.

– Widzę, że sporo rozumiesz.

– Owszem, i mam też nadzieję, że nie będę ci musiała dygać ani składać pokłonów.

– Absolutnie nie. Masz tylko za mnie wyjść. Najlepiej jeszcze dziś.

Popatrzyła z niedowierzaniem w jego piękną twarz.

– Czyli jednak nadal zamierzasz mnie poślubić?

– Oczywiście.

Spojrzał na nią, jakby wcale nie była mu obojętna. No pewnie, że nie jest mu obojętna. Przecież to od niej w sumie zależy, czy odzyska swe ziemie rodzinne! Jednak gdy tak na nią patrzył, łatwo było o tym zapomnieć i poddać się marzeniom. Czemu czuła takie dziwne emocje wobec zupełnie obcego mężczyzny? Nieoczekiwanie pogłaskał ją po policzku.

– Powiedz mi, Josie, dlaczego zmieniłaś zdanie?

Miał szorstkie ręce. Musiał za młodu przywyknąć do ciężkiej pracy, lecz jego dotyk był czymś najdelikatniejszym, czego doświadczyła. A jednak książę Kasimir Ksendow nie wyglądał na poetę. Silne ramiona, ogorzały, obrośnięty mocno tors, czujna postawa. Był z natury wojownikiem. Na pewno wielu wrogów mógłby powalić jednym ciosem.

– Josie…

– Moja siostra… – wyszeptała i znów zamilkła.

– To przez Bree zmieniłaś zdanie? Aż trudno mi uwierzyć.

– Tak! Bo twój brat ją… porwał! – wypaliła. – I chcę dla niej ratunku!

Czekała na jego reakcję. Szok, radość, wściekłość, cokolwiek.

Księciu nie drgnęła nawet powieka. Zmrużył tylko oczy.

– Zaraz, zaraz. Władimir porwał Bree?

– No można tak powiedzieć. Technicznie tak. Założyła się z nim w karty. O… siebie. I przegrała.

– Przecież to taka gra kochanków. Inaczej żadna kobieta by nie ryzykowała. Mój brat ma do niej słabość od dziesięciu lat. Muszą być niewyobrażalnie szczęśliwi, jeśli znów udało im się zejść po paroletniej rozłące i kłótniach.

– Zwariowałeś? Bree go nie znosi!

– Tak?!

– Zmusił ją do powrotu.

Twarz Kasimira nagle pojaśniała.

– Ach, rozumiem… – mruknął, uśmiechając się pod nosem.

– I to wszystko moja wina! – Ukryła twarz w dłoniach. – W noc po twoich oświadczynach mój szef zaprosił mnie na prywatną partię pokera. Pomyślałam, że może uda mi się coś wygrać i spłacić jakiś dług. Wykradłam się, kiedy Bree już spała. Nie pozwoliłaby mi wyjść. Zakazała mi raz na zawsze gier hazardowych. Poza tym nigdy nie ufała szefowi, panu Hudsonowi.

– Dlaczego?

– Mówiła, że zatrudnił nas tak… dziwnie. Prosto z Seattle, nie widział nas nawet. Przysłał tylko bilety lotnicze. W jedną stronę, na Hawaje. Byłyśmy w tym momencie w dość podbramkowej sytuacji, więc za bardzo się nie zastanawiałyśmy – westchnęła. – I miała rację! Ale nie posłuchałam. Bree przegrała wszystko w parę minut. Przeze mnie!

– I myślisz, że właśnie ja mogę ją uratować.

– Wiem, że możesz! Tylko ty jeden na całym świecie nie boisz się mu przeciwstawić i jesteś chętny, by z nim walczyć. Bo go nienawidzisz. Proszę… – zaczęła mówić szeptem. – Możesz sobie zabrać moją ziemię. Mam to gdzieś. Ale jak nie odzyskam Bree, nie mam po co żyć.

Kasimir przypatrywał jej się długo w absolutnym milczeniu.

– Najpierw wezmę to. – Ściągnął z niej ciężki plecak. – Zasypiasz na stojąco. Nic dziwnego. Latać tak z Seattle i z powrotem?

– Chyba rzeczywiście jestem trochę zmęczona. Ale czemu właściwie jesteś dla mnie taki miły?

– A czemu miałbym nie być?

– Zawsze mi się zdawało, że im facet przystojniejszy, tym bardziej ma przewrócone w głowie.

– Cokolwiek by twoja siostra o mnie naopowiadała, przecież nie jestem Lucyferem.

Josie poczuła się nagle odrobinę poirytowana własnym zachowaniem. Dlaczego zawsze musiała mówić wszystko, co tylko pomyślała? Dlaczego nie potrafiła zachować dystansu, tak jak Bree? Po co zagadywała każdą przygodną nawet osobę i nierzadko nieproszona udzielała jej rad lub dawała bilet czy jedzenie?

Tym razem jest trochę inaczej. Przy tak atrakcyjnym mężczyźnie naprawdę trudno nie ulegać emocjom.

Kasimir zaprowadził ją do wielkiego pokoju o bardzo wysokim suficie, gdzie wzdłuż trzech ścian piętrzyły się na eleganckich regałach książki oprawione w skórę, a czwarta ściana składała się z samych okien, przez które widać było całe miasto. Schowany w biblioteczce znajdował się wyłożony lustrami barek.

– Josie, czego się napijesz?

– Wody z kranu.

– Mam gazowaną mineralną, mrożoną kawę…

– Kranówki! – przerwała mu. – A jak bardzo chcesz wydziwiać, to wrzuć parę kostek lodu.

– Jesteś nadzwyczajna. Niebywałe uczucie: przebywać z kobietą, która wcale nie stara się zrobić na mnie wrażenia.

Obruszyła się.

– Zrobić na tobie wrażenie? Kompletna strata czasu. Facet taki jak ty w normalnych okolicznościach nigdy nie zainteresowałby się dziewczyną podobną do mnie.

– Masz niskie mniemanie o sobie, Josie.

– Znów usiłujesz być miły, a ja dobrze wiem, że nie mam co udawać kogoś innego – westchnęła. – Chociaż czasem żal.

– Nadzwyczajna: uczciwa i skromna. – Nalał sobie koniaku. – Zatem umowa stoi: odzyskam dla ciebie siostrę.

Ucieszyła się jak dziecko. Nie zastanowiło jej wcale, że obietnica została wypowiedziana jakimś dziwnym tonem.

– Tak?! Kiedy?!

– Jak tylko się pobierzemy. Nasze małżeństwo potrwa do momentu przeniesienia na mnie praw do gruntu na Alasce. Sprowadzę ją tutaj, a potem obie was uwolnię. Czy o to chodzi?

– Tak!

Odstawił kieliszek i wyciągnął do niej rękę.

– No to załatwione.

Powoli wyciągnęła dłoń i delikatnie odwzajemniła mu uścisk. Odchrząknęła głośno.

– Mam nadzieję, że „małżeństwo” ze mną zbytnio cię nie zaboli.

– Ponieważ będziesz moją jedyną żoną, myślę, że będzie mi się bardzo podobało.

– Twoją jedyną żoną?! Chyba jesteś pesymistą… Przecież poznasz kiedyś kogoś… normalnego.

Kasimir zaśmiał się złowieszczo.

– Josie, moje ty niewiniątko, modliłem się o kogoś takiego!

To wcale nie książę Kasimir zapoczątkował rodzinne waśnie przed dziesięcioma laty. Jako dziecko idealizował Władimira. Był dumny ze starszego brata, kochających rodziców, wspaniałej rodziny i domu. Ich pradziadek był jednym z ostatnich książąt ruskich. Zginął, walcząc w szeregach Białej Armii na Syberii. Żonę i synka zdążył jeszcze wysłać na bezpieczne wygnanie na Alaskę. I tak oto cztery kolejne pokolenia Ksendowów żyły tam na farmie oddalonej od wszelkiej cywilizacji. Bardzo skromnie, ale bez niczyjej pomocy. Dla Kasimira rodzinna posiadłość stanowiła zaczarowane królestwo.

Niestety Władimir nienawidził izolacji i niepewności. Nie cierpiał uprawiania warzyw w ogródku, polowania na króliki i robienia weków na zimę trwających przez większą część roku. Nie znosił braku elektryczności i kanalizacji. Podczas gdy Kasimir cieszył się bliskością przyrody, bawił się i walczył z wyimaginowaną armią wroga zrobioną z patyków, Władimir siedział zagrzebany w książkach, niecierpliwie czekając na dwie, trzy wizyty na rok w mieście Fairbanks i powtarzał pod nosem: „pewnego dnia będę żył normalnie!”. Czasami przeklinał, zdrapując lód z zamarzniętych okien ich nieogrzewanej sypialni, i wkładał do głowy młodszemu bratu, że kiedyś będzie mieszkał w ciepłej willi, kupował eleganckie ubrania zamiast je szyć, będzie też prowadził ferrari i latał po całym świecie.

Kasimir uwielbiał brata, ale w ogóle nie rozumiał jego problemu. Kochał ich dom na farmie, wieczną zimę, wspólne polowania z ojcem, czytanie przy kominku książek po rosyjsku i rąbanie drewna dla matki. Dla niego życie w sercu tajgi nie było życiem w całkowitej izolacji – było wolnością.

Tuż po niespodziewanej śmierci ojca, Władimir dowiedział się, że przyjęto go do najlepszej w Rosji akademii górniczej w Petersburgu. Owdowiała matka szlochała ze szczęścia, bo oto spełniło się największe marzenie zmarłego męża. Nie mieli jednak pieniędzy na czesne i internat. Władimir odłożył więc realizację swoich planów i poszedł do pracy do kopalni, żeby oszczędzić pieniądze. Dwa lata później, Kasimir złożył papiery do tej samej wyższej uczelni z jednego tylko powodu: czuł, że ktoś powinien mieć na oku poczynania Władimira. Gdy i jego przyjęto, nie sądził, że zdobędzie niezbędną na studia kwotę. Zdziwił się, gdy nagle znalazły się pieniądze dla nich obu na wyjazd na stałe z Alaski. Dopiero dużo później odkrył, że brat zdołał namówić matkę na sprzedaż pewnemu kolekcjonerowi ostatniej cennej rzeczy, jaką posiadali: wykończonego klejnotami naszyjnika, który należał do prababki. Kasimir poczuł się oszukany, lecz postanowił wybaczyć. Przecież brat zrobił tak dla ich wspólnego dobra.

Zaraz po skończeniu studiów Kasimir chciał wrócić na Alaskę, żeby zająć się matką, która podupadła na zdrowiu. Brat przekonał go jednak, że zamiast wracać, powinni od razu rozwinąć własny biznes. Dzięki temu będą mieli pieniądze, by o nią zadbać. Banki nie zgodziły się jednak udzielić pożyczki. Władimir bez wiedzy młodszego brata namówił matkę na sprzedaż sześciuset trzydziestu ośmiu akrów, które należały do rodziny Ksendowów od czterech pokoleń, od momentu gdy na Alaskę przybyła owdowiała księżna Ksenia Pietrowna Ksendow z niemowlęciem na ręku.

Kasimir po raz pierwszy wpadł w furię. Jak Władimir mógł zrobić coś takiego, jeśli wiedział, że młodszy brat został zaprzysiężony przez umierającego ojca, by nigdy i z żadnego powodu nie dopuścili do sprzedaży tej ziemi?

– Nie bądź takim egoistą – podsumował go chłodno Władimir. – Myślisz, że mama obrobiłaby farmę bez naszej pomocy?

Pieniądze pochodzące ze sprzedaży ziemi pozwoliły im częściowo opłacić pobyt matki w hospicjum w Fairbanks. Cóż z tego, gdy na wspomnienie całej historii Kasimir po tylu latach wciąż czuł gęsią skórkę na ciele. Prawdziwym powodem, dla którego Władimir doprowadził do sprzedaży ziemi, była jego chęć zabezpieczenia pieniędzy na rozpoczęte przez nich interesy kopalniane. Co tak naprawdę się wtedy liczyło: honor młodszego brata, zapewnienie godnej starości matce czy posiadanie stabilnego, dochodowego interesu?

– Nie martw się – rzucił lekko Kasimirowi „na pocieszenie”. – Jak będziemy już bogaci, łatwo odkupisz ziemię.

To wtedy należało zerwać z nim wszelkie kontakty. Jednak, zwłaszcza po śmierci matki, Kasimir czuł się coraz bardziej związany z bratem, który był teraz jego jedyną rodziną. Pracowali razem po osiemnaście godzin na dobę w ekstremalnych warunkach pogodowych, by rozwinąć firmę, i po roku wyglądało na to, że zbliżają się do pierwszych dużych pieniędzy, które pozwolą na odkupienie rodzinnej ziemi.

Nie wiedział jeszcze wtedy ani tego, że nabywca ziemi, Black Jack Dalton, sporządził na korzyść jednej ze swych córek nieodwołalne powiernictwo, ani tego, że Władimir wykoleguje go ze spółki i oszuka przy podziale pierwszego miliarda dolarów zysku.

Nadal, po tylu latach, i będąc samemu właścicielem dającej miliardowe obroty kopalni, czuł wściekłość na wspomnienie ciosu zadanego mu przez ukochanego brata. Nawet gdy odzyska ziemię, nigdy już nie poczuje się na niej jak u siebie – bo nigdy już nie będzie tym samym naiwnym, uczuciowym nastoletnim idealistą. Taka jest smutna prawda. I to istotnie nie Kasimir zapoczątkował rodzinne waśnie.

Ale to on je zakończy!

– Modliłeś się o kogoś takiego? Jak kto? – Z zadumy wyrwał go słodki, kobiecy głos.

Popatrzył na Josie. Wielkie, błyszczące piwne oczy, piękna jasna karnacja, potargane, jasnobrązowe gęste włosy. Ogromne zmęczenie na twarzy. Nie była okazem urody, na pewno nie. Zupełnie też nie dbała o siebie. Ale miała doskonałe, choć trochę zbyt korpulentne ciało. Była niewinna, świeża, młodziutka.

Uciął te rozważanie natychmiast. Odchrząknął i powiedział:

– Od dawna marzyłem o odzyskaniu ziemi rodzinnej. Modliłem się o taką możliwość. Zajmę się teraz przygotowaniami do naszego ślubu.

– Jakimi przygotowaniami? – Przygryzła wargę. – Nie masz chyba na myśli miesiąca miodowego?

Mówiąc to, zaczerwieniła się. Kto się jeszcze na tym świecie czerwieni?!

– Nie, nie mam.

– To dobrze. To znaczy… wiem, że bierzemy ślub… tylko formalnie i właśnie dlatego mogłam się na niego zgodzić.

Zamilkła. Zapatrzyła się na niego.

Zdumiewała go jej niewinność, dziewiczość, brak jakiegokolwiek udawania. Tak łatwo byłoby ją uwieść. Dobrze, że nie gustował w takim typie kobiet. Jego kochanki były zazwyczaj wymuskane, wyrafinowane, wyuzdane… Ich pracę na pełnym etacie stanowiły treningi na siłowni i wielogodzinne wizyty w salonach piękności. Weronika w Paryżu, Fara w Kairze, Roksana w Moskwie. Kobiety o egzotycznej urodzie, które potrafiły zbałamucić każdego mężczyznę, zawsze miały mocny makijaż, otwierały drzwi w jedwabnej bieliźnie i przeźroczystych kusych szlafroczkach i nigdy nie zapominały schłodzić wykwintnej wódki. Mówiły niewiele, szybko lądowało się z nimi w łóżku i co najważniejsze, równie szybko można się było z nimi pożegnać do następnego razu.

Josie Dalton stanowiła dokładne przeciwieństwo takiej kobiety. Mówiła absolutnie wszystko, co zdążyła pomyśleć. Jeśli zapomniała dopowiedzieć choćby jednego słowa, można je było odczytać po wyrazie jej twarzy. Nie malowała się, nie chodziła do fryzjera, wyraźnie traktując gęstwinę swych włosów jako codzienne przekleństwo, nie zaś jako wielką zaletę. Nosiła rozciągnięte podkoszulki i luźne dżinsy, w ogóle nie kierując się modą czy chęcią podkreślenia figury. Zupełnie też nie próbowała go uwodzić. To akurat bardzo go cieszyło, bo nie zamierzał komplikować sobie życia. Ani nie chciał jej ranić. W każdym razie nie bardziej, niż musiał. Zamierzał traktować ją jak drogocenny klejnot.

– Zatem o jakich przygotowaniach mówimy? – dopytywała się niepewnie. – Może o torcie weselnym?

Teraz naprawdę go rozbawiła.

– Chciałabyś tort?

Rozpromieniła się jak małe dziecko.

– Z bitą śmietaną! Z różyczkami z lukru!

– Jak pani sobie życzy, młoda damo!

– A może lepiej nie?

– Tylko nie mów, że jesteś na diecie.

– Czy wyglądam na osobę, która liczy kalorie? – Znów się spłoniła. – Przepraszam, że mówię o jedzeniu, ale miałam pecha, bo w samolocie skończył się catering. Kupiłabym sobie coś na lotnisku, tylko że zostały mi trzy dolary i postanowiłam zachować je na wszelki wypadek…

Kasimir nie czekając na dalszą część historii, zamówił przez domofon śniadanie do apartamentu. Josie śledziła jego poczynania jak zaczarowana. Tak jakby zamówienie dla gościa śniadania było czymś zupełnie wyjątkowym.

– Zaczęłaś mówić, dlaczego jednak nie chcesz tortu weselnego – przywołał ją do rzeczywistości.

– Ach tak… Nasz ślub ma charakter czysto biznesowy. Tort weselny, suknia ślubna, to wszystko atrybuty związane z prawdziwą ceremonią. Lepiej więc oszczędźmy ich sobie.

– Ty tu rządzisz.

– Naprawdę? – Czerwieniła się teraz właściwie bez przerwy. – Jesteś dla mnie taki uprzejmy.

– Czy mogłabyś przestać to powtarzać?

– Oczywiście.

– Staram się zachowywać profesjonalnie wedle twoich życzeń. Uprzejmość stanowi nieodłączną część robienia interesów.

Zastanowiła się nad jego słowami.

Kasimir był ciekaw, czy gdyby znała wszystkie jego zamiary, nadal uważałaby go za uprzejmego. Godzinę przed jej pojawieniem się siedział w biurze i znużony wysłuchiwał telefonicznej opowieści swojego zastępcy o tym, jak jeszcze mogliby sabotować nieuchronnie zbliżające się przejęcie przez jego brata firmy Arctic Oil. Nie chciało mu się słuchać, bo zbyt ubolewał nad tym, że kolejne „niezawodne” plany pogrążenia Władimira brały w łeb jeden po drugim.

Kasimir od samego początku nie darzył sympatią Bree Dalton, małej kombinatorki, którą winił za pierwsze nieporozumienia pomiędzy braćmi sprzed dziesięciu lat, kiedy tylko Władimir ją poznał. Przez wszystkie te lata śledził z daleka losy dziewczyny, czekając, żeby znów powinęła jej się noga albo żeby zgodziła się na ślub siostry i odkupienie ziemi Ksendowów.

W końcu postanowił zrobić wszystko inaczej: zbliżyć się do samej Josie.

Spotkali się dopiero przed paroma dniami w barze sałatkowym. Spotkanie to poprzedziły długotrwałe zabiegi Kasimira, aby uzyskać o niej jak najwięcej informacji, a Josie istniała w jego świadomości tylko jako teczka z zaprzyjaźnionego biura detektywistycznego z niewiele mówiącą fotką. Pół roku temu detektywi po raz pierwszy wystawili ją na próbę. W Seattle podstawiony człowiek upuścił w supermarkecie tuż koło niej pękaty portfel. Josie goniła za nim, nawet gdy wsiadł do auta, około kilometra, aż dopadła go na światłach i oddała zgubę. Nietkniętą. Detektyw poinformował Kasimira, że dziewczę jest chorobliwie uczciwe.

Wtedy podjął ostateczną decyzję.

Korzystając z tego, że Władimir dochodził do siebie na Hawajach po drobnym wypadku na wyścigach samochodowych, przy okazji cotygodniowego pokera „dla wybranych” w hotelu Hale Ka’nani przekupił dyrektora generalnego kurortu, Grega Hudsona, by zatrudnił siostry Dalton w administracji. Miał nadzieję, że Władimir natknie się na Bree, co skończy się gorszącą sceną. Jednak nie to było jego głównym celem. Chciał rozpocząć negocjacje z Josie.

Dalej wszystko potoczyło się niezupełnie zgodnie z przewidywaniami. Josie na pierwszym spotkaniu oblała go drinkiem i uciekła. Wedle raportu Hudsona Władimir i Bree padli sobie w ramiona bez wielkich scen. Starsza siostra Dalton szybko odzyskała przegraną wypłatę młodszej, potem ochoczo przyjęła propozycję rozgrywki kochanków, polegającą na postawieniu wszystkiego „na jedną kartę”: milion dolarów przeciw wolności osobistej. Szczęśliwe wyswatanie brata po paroletniej rozłące nie leżało w planach Kasimira. Rozwścieczony uciekł na dyskotekę, gdzie zaczęły go denerwować nawet tańczące kobiety. W rezultacie wrócił do domu – wcześnie i sam. Po długiej i męczącej nocy zbudzili go ochroniarze, anonsując Josie. I oto była tu z nim. Odmieniła jego świat na zawsze. Miał ochotę ją wycałować.

– Kupię ci tort, markową suknię ślubną i dziesięciokaratowy pierścionek z diamentem! – Pocałował ją w rękę. – Spełnię każde twoje życzenie!

Oczywiście zaczerwieniła się.

– Wystarczy, jeśli uratujesz moją siostrę, to znaczy, odizolujesz ją od swego brata.

– Masz moje słowo. A teraz muszę się zobaczyć z prawnikiem. W międzyczasie odpocznij, poczytaj, rób, co tylko chcesz. Śniadanie przyniosą ci za chwilę.

– Kasimir?

Zamarł. Czyżby się czegoś domyśliła? Przejrzała jego pokrętną duszę? Przyjrzał jej się. Błyszczące otwarte spojrzenie, duży biust, pełne kształty… Odpędził niegrzeczne myśli.

– Dziękuję ci. Za siostrę i za mnie.

Poczuł się nieswojo.

– Oboje skorzystamy na naszym układzie. Oboje.

– Nigdy tego nie zapomnę – szepnęła, wpatrując się w niego jak w bóstwo. Była dużo bardziej urodziwa, niż wydawało mu się na początku. – Nieważne, co ludzie gadają, wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem.

Skłonił się jej i wyszedł bez słowa.

Z biura długo rozmawiał ze swym najbardziej zaufanym prawnikiem o intercyzie. Kiedy wrócił po godzinie, zastał Josie śpiącą na kanapie koło nietkniętego śniadania. Znów zaczął się jej przypatrywać. Wyglądała tak młodo. Czy on sam był kiedykolwiek młody? Dowiedział się, że miała niespełna dwadzieścia dwa lata. Jedenaście lat mniej niż on. Chodząca naiwność i niewinność. Wbrew założeniom swego misternego planu pragnął się nią zaopiekować.

Postanowił nie budzić Josie, ślub może spokojnie poczekać.

Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego.

Wracał zamyślony. Nie okłamał Josie. Będzie jego jedyną żoną. Nie zamierzał nigdy wstępować w związek małżeński na poważnie. Ani ufać nikomu, narażając się na zdradę. Panna Dalton odegra w jego życiu wyjątkową rolę. Przez kilka czy może kilkanaście tygodni będzie jego rodziną.

Westchnął głęboko.

Ta dziewczyna byłaby idealną żoną! Nie ma już takich kobiet. Przypomniał sobie inny epizod z dokumentacji dostarczonej przez biuro detektywistyczne. W Seattle poddano ją jeszcze innej próbie. Jednego z agentów przebrano za bezdomnego. Trzymał się blisko niej, lecz praktycznie znikał w tłumie. Oczywiście nie dla Josie. Wyłuskała go natychmiast i zaczęła wypytywać o samopoczucie. Chciała mu też koniecznie pomóc. Gdy się nie zgodził, wcisnęła mu torebkę z drugim śniadaniem: kanapkami z nutellą! Która dziewczyna tak by się zachowała w dzisiejszych czasach? W przeciwieństwie do całej trójki, Josie zasługiwała na troskę. Była zupełnie niewinna. Nie miała nic wspólnego z postępkami Bree, Władimira i Kasimira.

Poczuł wyrzuty sumienia. Coś, czego nie czuł od lat. Nie zamierzał jednak zmieniać planów. Po prostu będzie z nią postępował najdelikatniej, jak potrafi.

Od dziesięciu lat powoli, w każdy możliwy sposób, mścił się na Władimirze. Ale doprowadzenie do tego, że zdradzi go Bree, będzie największym ciosem. Może śmiertelnym.

Kasimir wpatrywał się przez przyciemnione okna penthouse’u w bezkresny ocean, błękit nieba i oślepiające słońce. Za parę tygodni ziemia przejdzie od Josie pod jego kontrolę. Do tego czasu papużki nierozłączki zbliżą się do siebie jeszcze bardziej. Wtedy Kasimir zaszantażuje Bree! Kobieta złamie Władimirowi serce i nieludzki brat poczuje, co to znaczy, gdy komuś wali się cały świat. A Bree nie będzie miała wyboru, bo Kasimir miał w ręku asa.

Uśmiechnął się złowieszczo.

Miał Josie!

Tytuł oryginału: A Reputation For Revenge

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2013 by Jennie Lucas

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2015, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2263-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.