Zarys historii wojskowości w Polsce - Marian Kukiel - ebook

Zarys historii wojskowości w Polsce ebook

Marian Kukiel

0,0

Opis

[PK]

 

 

 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.

Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.

 

Książka dostępna w zasobach:

Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Próchnika w Piotrkowie Trybunalskim (3 egz.)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 441

Rok wydania: 1993

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Zarys historii wojskowości w Polsce MARIAN KUKIEŁ

8 pozycja w serii „Historia”

93 pozycja książkowa Wydawnictwa Puls

MUS

PUBLICATIONS LTD

Marian Kukieł Zarys historii wojskowości w Polce

Niniejsze wydanie na podstawie piątego

Wydawnictwo Orbis (Londyn), 1949

Wszystkie prawa zastrzeżone All rights reserved

Copyright © Leszek Suski and Irena Whitehead

ISBN 0907587 99 2

Zezwolenie na przedruk lub tłumaczenie należy uzyskać zwracając się pisemnie do: Permission for reprints, translations and reproductions must be obtained in writing from:

Puls Publications Ltd

BCM Box 697, London WC1N 3XX, Great Britain

Printed and bound in Great Britain by Cox & Wyman Ltd, Reading

OD AUTORA

Zarys ten ma już ćwierć wieku. Jego trzecie wydanie, będące właściwie nową książką, ukazało się w Krakowie przed dziewiętnastu laty. Od tego czasu, w ciągu poprzedzających drugą wojnę światową lat dziesięciu, badania nad przeszłością wojskową poczyniły ogromne postępy; postąpiły i własne badania autora i niejedno zjawisko w nowym ukazały mu świetle. Toteż oddany do druku w „Ossolineum” w roku 1939 tekst nowego, czwartego wydania, w znacznej części zawierał nową redakcję, wynikłą z rewizji krytycznej opracowania i z licznych uzupełnień.

Druk był na ukończeniu, gdy wojna go przerwała. Tekst tego nowego lwowskiego Zarysu z 1939 roku dopiero teraz - po przeszło ośmiu latach - dostał się do rąk autora, umożliwiając niniejsze wydanie. Przychodzi ono zbyt późno, by móc służyć Polskim Siłom Zbrojnym drugiej wojny światowej, jako towarzysz w ich zbrojnej wędrówce, o czym autor marzył na próżno, ale w porę jeszcze by towarzyszom broni na obczyźnie mówić o ich poprzednikach z minionych dni.

Autor oparł się pokusie uzupełnienia książki najnowszymi dziejami wojskowymi, z tragedią wrześniową, z cudownym zmartwychwstaniem potężnych Polskich Sił Zbrojnych na obczyźnie, z Monte Cassino, Ankoną, Falaise, Bredą i Bolonią, z pierwszym wystąpieniem wielkich jednostek pancernych i wojsk spadochronowych, ze wspaniałymi czynami marynarki i lotnictwa, z niezrównanym bohaterstwem Armii Krajowej i całopalną ofiarą powstańczej Warszawy. Z tym trzeba czekać na ukończenie sprawozdawczych prac Sztabu Głównego.

Niech mi wolno będzie złożyć w tym miejscu hołd pamięci Wodza Naczelnego, generała Władysława Sikorskiego, i wszystkich żołnierzy polskich, którzy w ostatniej wojnie życie oddali Ojczyźnie.

W stosunku do tekstu z 1939 roku redakcja obecna jest prawie nie zmieniona; książka pozostaje nadal podręcznikiem przedstawiającym ogólny tylko zarys dziejów wojskowości polskiej w jej podstawowych przejawach, a zatem dziejów ustroju, organizacji wojsk i sztuki wojennej. Historia wojen została objęta wykładem o tyle, o ile było to niezbędne do pełnego obrazu przeobrażeń w tych dziedzinach. Przedstawione tu bitwy, wyprawy, kampanie są to przykłady objaśniające właściwy przedmiot wykładu.

Autor starał się uczynić tę książkę dostępną nie tylko dla wojskowych, lecz także dla szerokiego ogółu wykształconych i kształcących się Polaków. Usiłował zawrzeć w niej ten skąpy zasób wiadomości o naszej przeszłości wojskowej, który każdy interesujący się nią znać by powinien.

Trudno wymienić tu wszystkich, którzy przeszło dziesięć lat temu dopomogli w pracy tej wskazówką, informacją, radą. Autor zachowuje we wdzięcznej pamięci członków ówczesnej dyrekcji „Ossolineum”, którzy otaczali książkę troskliwą opieką, a w szczególności ś.p. dyr. Antoniego Lewaka i ś.p. Kazimierza Tyszkow-skiego.

Wyrazy głębokiej wdzięczności składa autor tym, którzy tekst książki ocalili i umożliwili jej wskrzeszenie, i tym, z generałem Władysławem Andersem na czele, którzy dopomogli do obecnego jej wydania.

generał Marian Kukieł

Londyn, 15 sierpnia, 1948 roku

CZĘŚĆ I

EPOKA RYCERSTWA (OD IX WIEKU DO ROKU 1506)

I

WOJE I DRUŻYNA

USTRÓJ PIERWOTNY

Wyłaniająca się z pomroki dziejowej Polska pierwszych Pias-towiców posiadała wykształcony już ustrój obronny i zorganizowaną siłę zbrojną. Jedno i drugie ukształtowały poprzednie stulecia.

Z postępami osadnictwa, zamieniającego pustkowia w kraj ludny i uprawny, szła w parze jego organizacja obronna. Pomnikami jej są grodziska, jakby obozy warowne, otoczone przekopami, tj. rowami i wałami, często podwójnymi, których obronność podnosiły ostrokoły (palisady). Grodziska stanowiły dla ludności, z jej mieniem i dobytkiem, schronienie w razie najazdu. Stale też były przez nią umacniane i naprawiane, a w potrzebie bronione. Budowano też grodziska u ważnych przepraw i przejść na pograniczach.

W miarę rozwoju życia państwowego powstawały z poszczególnych grodzisk warowne grody, również otoczone „przeko-pą”, obwałowaniem i ostrokołem, z drewnianymi jeszcze budynkami wewnątrz i wieżami strażniczymi. Gród był siedzibą władzy (żupanów, czyli panów, z łacińska zwanych później kasztelanami), oraz ośrodkiem obrony i organizacji wojskowej, a zarazem gospodarczej, politycznej i sądowej.

Obok właściwego grodu było zazwyczaj, umocnione również rowami, wałami i ostrokołami, przedgrodzie, jako schronienie dla ludności. Całe wsie służebne pracowały dla grodu, zaopatrywały go w żywność i sprzęt wojenny. Na całej ludności spoczywał w czasie pokoju obowiązek naprawiania grodu i jego „Stróży”, a obrony w czasie wojny. Poza grodami będącymi stolicami ziem, powstawały inne, strzegące granic, bram wpadowych do państwa, przejść i przepraw. W potrzebie „przesiekami” jeżyły się lasy na szlakach najazdu, zatarasowywano brody. Ta prymitywna fortyfikacja kraju związana była z jego przyrodzoną obronnością (puszcze, bagna, szeroko rozlane rzeki); wiązała się także z funkcją społeczną całej ludności, jaką była obrona własnej ziemi. Powinność tej obrony była powszechna, a sygnałem do gromadzenia się w grodach bywały zapewne ognie zapalone na trwogę.

Na wyprawę wojenną zwoływano wojów, tj. ludzi obowiązanych do zbrojnej posługi, śląc po grodach i osiedlach „wici”, czyli pęki powrozów (symbol kary na uchylających się od powinności). Woje zbierali się we właściwych grodach według związków rodowych i szczepowych, ze starostami rodowymi na czele, pod rozkazy swoich „panów”; nad wojami z całego państwa obejmował dowództwo książę czy może w jego zastępstwie wojewoda. Przyjmuje się powszechnie, że wojami byli pierwotnie wszyscy wolni zdatni do broni. Są przypuszczenia, że z czasem wydzieliła się od nich warstwa społeczna owej ludności służebnej, nie powoływana na wyprawy, pociągana natomiast do innych świadczeń na rzecz obrony państwa (daniny, robocizna, dostarczanie sprzętu, koni, bydła, itd.). Zachodzi jednak możliwość, że i ci wyprawiali co dziesiątego jako zbrojnego woja. W każdym razie liczba wychodzących na wyprawę była za pierwszych Piastów bardzo duża i stanowiła znaczną część męskiej ludności kraju. Celem ułatwienia w kierowaniu masami wojów, wprowadzono bardzo wcześnie, może już nawet w IX wieku, podział ich na dziesiątki i setki, z uszanowaniem węzłów rodowych i władzy starościńskiej.

Możniejsi woje, jeszcze bardzo nieliczni, pełnili służbę konno, łączeni zapewne na wyprawie w osobne oddziały jezdne i stanowiący orszak wojskowy księcia. Ogromna większość wojów służyła pieszo. Oręż stanowiły łuki (zdaje się, że były w zaraniu państwa bronią narodową Polaków), oszczepy, dzidy, siekiery, młoty, koły nabijane kamieniami lub osmalane. Żelaza było mało, miecze posiadali tylko możniejsi, nawet groty żelazne u dzid, oszczepów i strzał nie były dostępne każdemu. Zbroje ochronne bywały przeważnie ze skóry; tarcze, czyli „szczyty”, drewniane. Rzadkością był szłom (hełm żelazny); cóż dopiero pancerz z żelaznymi kółkami lub łuskami naszytymi na skórzanym kaftanie. Niemcy za pierwszych Piastów imponowali Polakom bogactwem posiadanego w uzbrojeniu żelaza.

W tych warunkach naturalny proces rozwojowy zmierzał do wytworzenia się przodującego czynnika składowego naszej siły zbrojnej wśród wojów konnych, czy w ogóle lepiej uzbrojonych, którzy mogli się porównać z niemieckimi, czeskimi czy ruskimi.

DRUŻYNA

Zjawiskiem przełomowym w naszej pierwotnej historii wojskowej, związanym ściśle z utworzeniem się pod władzą polańskich Piastowiców silnego państwa polskiego, jest tak zwana drużyna. Powstała ona u nas najpóźniej w początkach X wieku.

Pierwszy władca polski, o którym mamy ściślejsze wiadomości, książę Mieszko (963-992), prócz pospolitego ruszenia wojów miał na rozkazy bardzo silny na owe czasy, rzekomo trzechtysięczny zastęp wojska stałego, gotowego na każde skinienie. Byli to woje nadworni albo „drużyna”, żołnierze zawodowi, pochodzenia już to polskiego, już to cudzoziemskiego, których rzemiosłem była wojna. Książę trzymał ich na dworze lub mniejszymi załogami po grodach, żywił ich, dawał im konie, oręż i zbroje, ubiór jednolity, rzekomo nawet płacił żołd, otaczał opieką ich rodziny.

O wojach nadwornych Mieszkowych mówi geograf arabski, że jedna ich setka starczyła na dziesięć setek innego wojska, to znaczy wojów z pospolitego ruszenia.

Znaczenie tej instytucji musiało być olbrzymie. Znana była ona w państwie frankońskim, gdzie w IX wieku instytucja drużyny, zwanej scara, czyli Schaar, już opisana w capitulariach karolińskich, i wygląda na pierwowzór drużyny polskiej. Bardzo znaną była również wówczas u Normandów, z którymi Polska ma w owej dobie żywą styczność. Od nich przeszła na Ruś, a może również i do Polski.

Tej drużynie wojów, istniejącej niewątpliwie na długo przed Mieszkiem, zawdzięczamy, że z luźnych szczepów i żup powstało pod rządem Piastowiców silne państwo polskie, że plemię Polan podbiło ziemie plemion ościennych i dało początek narodowi naszemu. Dzięki tej drużynie młode państwo polskie obroniło się przed grożącym najazdem niemieckim (zwycięstwo brata Mieszkowego, Czcibora, pod Cedynią w 972 r.), przekroczyło Karpaty (Słowaczyzna, Morawy) i stanęło mocno nad Bałtykiem (Pomorze).

Na tej organizacji siły zbrojnej oparł się następca Mieszka, Bolesław Chrobry, czyli Wielki, i wywalczył Polsce stanowisko mocarstwowe, zupełną niepodległość, a jako znak widomy tej niepodległości koronę królewską.

SIŁA ZBROJNA BOLESŁAWA CHROBREGO

Niesłychane czyny wojenne Bolesława Chrobrego (król: 992--1025): podbój Łużyc, Miśni, przejściowo Czech, wyprawy na Ruś, odzyskanie Ziemi Czerwieńskiej (Rusi Czerwonej), oparcie się zwycięskie potędze Niemiec przy jednoczesnej walce z Rusią, przedsięwzięcia wojenne olbrzymie, nieustanne, zdumiewająco szybkie pochody w kraje odległe - dadzą się pojąć tylko dzięki temu, co wiemy o drużynie rycerskiej, wojsku zaprawionym do walki, karnym, wytrwałym na długą wojaczkę, wolnym od troski o zagrody i łany rodzinne. Wielką rolę odgrywał geniusz wodza, przyrównywanego przez wrogów do „lwa ryczącego” i „żmii jadowitej”. Lecz musiał wielki wódz rozporządzać odpowiednim narzędziem wojny. Byli nim właśnie coraz liczniejsi rycerze nadworni, wyćwiczeni, idący w bój w szyku zwartym, działający sprawnie, jednolicie ubrani w płaszcze futrem podbite z frendzlą złotą, konni i ciężko zbrojni. Nosili hełmy (szłomy), kolczugi (koszulki z kółek drucianych) lub pancerze łuskowe, mieli długie włócznie (kopie) i miecze obosieczne. Dzielili się na dziesiątki i setki, po łacinie acies (po polsku później chorągwie i roty), które po kilka łączono już wtedy w pułki, zwane z rzymska legionami. W podobny sposób organizowano pospolite ruszenie. Wśród wojów „szlachetniejsi”, ciężko zbrojni, stanowią część poważną. Większa część służy jeszcze w lekkim uzbrojeniu i pieszo (tarczownicy). Dla nich zbroją odporną były „szczyty” (tarcze drewniane), niekiedy skórzane hełmy i pancerze. Orężem, prócz włóczni lżejszych, długie topory (berdysze), siekiery, łuki i kusze.

Cała ta siła jest karnym narzędziem w ręku władcy absolutnego, panującego bezpośrednio nad wszystkimi wolnymi mieszkańcami państwa. Ze składu i ustroju siły zbrojnej wielkiego króla wynika jej sprawność i pewność.

W przeciwieństwie do tego Niemcy pod cesarzem Henrykiem II rozporządzają przeciw Polsce siłami tylko pospolitego ruszenia, mającego już cechy rycersko-feudalne; monarcha przewodzi gromadzie niesfornych lenników, z których każdy ma wojsko własne, również niezbyt zwarte moralnie i karne.

Lepsze i cięższe uzbrojenie, większa liczba jeźdźców ciężkich, maszyny oblężnicze itp. nie dały przeto Niemcom przewagi nad siłą zbrojną polską. Reszty dokonał geniusz wodza polskiego.

SZTUKA WOJENNA BOLESŁAWA CHROBREGO

Walcząc z przeciwnikiem przeważającym siłą materialną, Bolesław wyzyskuje korzyści, jakie dają mu mało dostępne bagna i puszcze nadodrzańskie, głębokość teatru wojennego polskiego, oraz jednolitość, zwartość, karność i ruchliwość jego wojska. Prowadzi walkę na wyczerpanie. Gdy Niemcy w 1005 r. docierają aż w pobliże Poznania, zmuszeni są wejść w układy i wracać, nie osiągnąwszy celu wojny, doprowadzeni do wyczerpania, niezawodnie przez wygłodzenie szarpanej zewsząd armii. Gdy w 1015 r. ogromna potęga niemiecka dwiema armiami przekracza Odrę, Bolesław, słabszy od połączonej siły niemieckiej, wyzyskuje jej rozdzielenie: rzuca się najpierw na mniejszą z dwóch mas niemieckich, pędzi ją za Odrę, po czym zwraca się przeciw głównej armii cesarskiej. Ta nie czeka na uderzenie, podejmuje odwrót; lecz u przeprawy uprzedzili ją Polacy. Piesi łucznicy Bolesława zadają ciężkie straty Niemcom, na zmieszanych uderza całe jego wojsko, a konnica pod rozkazami Mieszka (syna Bolesławowego) ściga ich, doprowadzając do zupełnej klęski. W wyprawie 1017 r. cesarz oblega Niemczę, gród śląski, który stawia bohaterski opór; tymczasem Mieszko z kilku „pułkami” Bolesława najeżdża Czechy, konnica polska zagonami pustoszy Łużyce; odcięta i wyczerpana armia cesarska zmuszona jest do odwrotu.

Przezorny w walce z silniejszym przeciwnikiem niemieckim, Bolesław stosuje w walce z Rusią bezwzględną, śmiałą ofensywę; szuka przeciwnika, by na niego uderzyć, rozbić jego wojsko, a następnie opanować stolicę. W walce z tym przeciwnikiem, ruchliwszym niż Niemcy, nie waha się uwolnić jazdy swej od pancerzy, by tym pełniej wyzyskać jej szybkość.

Strategia Bolesława, o ile wyczytać ją można ze skąpych wiadomości, zawartych głównie w kronikach jego przeciwników, każę domyślać się w nim jednego z wielkich wodzów powszechnej historii. W jego taktyce dostrzegamy wyraźne początki współdziałania broni (skombinowanie działania jazdy i łuczników pieszych).

HISTORIA WOJENNA POLSKI PO BOLESŁAWIE WIELKIM

Następca króla Bolesława I, rycerski i wojowniczy król Mieszko II, wódz znakomity, utrzymał potęgę wojenną państwa, odziedziczoną po ojcu, i w zaczepnej walce z cesarstwem niemieckim zwyciężał Niemców za Łabą; obezwładniony rokoszem domowym, opadnięty zewsząd przez koalicję wrogów, uległ w walce, ale ocalił państwo i do śmierci utrzymał się na tronie. W rewolucji, która później spustoszyła państwo polskie, zniszczona została również, jak można przypuścić, piastowska drużyna. Po odbudowie organizacji państwowej przez Kazimierza Odnowiciela, wojowniczy i śmiały król Bolesław II Szczodry odbudował tak dalece potęgę wojenną pradziada Chrobrego, że w szeregu wypraw - do Czech, Węgier, Kijowa, na Pomorze, do Saksonii - mieczem swym rozstrzygać próbował losy Europy. Po nowej rewolucji, która go strąciła, i nowym okresie upadku Bolesław III Krzywousty w walkach zaciętych z Pomorzanami i Niemcami wskrzesza jeśli nie całkowitą potęgę Chrobrego, to sławę wojenną Polski. Książę ten stoczył 47 bitew, prócz jednej wszystkie zwycięskie. Powtórzyła się w 1109 r. historia z 1017 r.; cesarz Henryk V po daremnym oblężeniu Głogowa i marszu na Wrocław zmuszony jest do niesławnego odwrotu spowodowanego zużyciem i wyczerpaniem jego armii, szarpanej przez ruchliwego i zręcznego przeciwnika, przy czym rustici mor-daces (zajadli wieśniacy) niemałą odegrali rolę. W wojskach Krzywoustego występuje wyprawa co dziesiątego kmiecia, przez dziewięciu pozostałych zaopatrywanego i wyręczanego na roli. Wiemy, że takie ustanowił powinności wojenne na Pomorzu. Natomiast rola drużyny zdaje się ustępować miejsca dominującej roli rycerstwa osiadłego; na pewno stwierdzić jednak możemy istnienie stałego żołnierza w książęcej straży przybocznej i załogach niektórych grodów.

Rozwinęła się już sztuka oblężnicza. Polacy uczą się od Niemców posługiwać się machinami, jak proce i kusze, tarany i ruchome wieże drewniane. W obronie rażą przeciwnika strzałami i kamieniami, kołami wyostrzonymi, płonącymi głowniami, leją na szturmujących wrzącą wodę i smołę, osękami zaczepiają i odrzucają przystawiane do murów drabiny (obrona Niemczy, obrona Głogowa). Sami z kolei przy dobywaniu grodów pomorskich budują machiny oblężnicze i stosują z powodzeniem sposoby działania wypróbowane przez sąsiadów zachodnich.

UPADEK DRUŻYN

Z Bolesławem III (1102-1138) drużyna nadworna dobiega zapewne kresu swego istnienia. Po nim siła zbrojna polska szybko upada. Polska zubożała, podległa Niemcom, podzielona na państewka dzielnicowe, nie była już zdolna utrzymać stałego wojska. Od dawna już królowie i książęta polscy nadawali ziemię zasłużonym wojom, nadwornym i cudzoziemskim gościom, nie żądając od nich daniny, jeno służby zbrojnej w potrzebie. Stopniowo osadzano ogół wojów drużynowych na roli, nadając im ziemię z powinnością posługi rycerskiej. Rola rycerstwa nadwornego przeszła całkowicie na rycerstwo osiadłe, a pospolite ruszenie stało się (poza nielicznymi nadwornymi lub doraźnie zaciąganymi oddziałami żołdowni-ków) jedyną formą polskiej siły zbrojnej.

II RYCERSTWO I POSPOLITE RUSZENIE W CZASIE ROZPADU PAŃSTWA

PRZEOBRAŻENIE SIĘ POSPOLITEGO RUSZENIA

W pierwotnej Polsce historycznej masa pospolitego ruszenia składała się ze zbrojnych kmieci i tzw. włodyków, nieco zasobniejszych od zwykłego kmiecia. Tylko trzon jego stanowili ciężko zbrojni woje konni, stanowiący zaczątek rycerstwa, czyli szlachty. Natomiast w późniejszym czasie, zwłaszcza po Bolesławie Krzywoustym, główną i podstawową częścią składową pospolitego ruszenia stają się rycerze (po łacinie milites), po części ci sami, którzy wprzód jako woje nadworni służyli w drużynie monarszej, w wojsku stałym, a z biegiem czasu zostali na ziemi nadanej rozsiedleni po kraju, oraz ich potomkowie. Oni wraz z owymi „szlachetniejszymi”, czołowymi wojami dawnego pospolitego ruszenia oraz z możniejszymi z warstwy włodyczej, dają początek szlachcie polskiej. W przeciwieństwie do dawnych wojów nadwornych nie otrzymują od monarchy ani oręża, zbroi, konia, ani ubioru, wszystko to muszą sprawić sobie własnym przemysłem i kosztem, odpowiednio do obyczaju wojskowego; w czasie wyprawy utrzymują się sami, wioząc żywność ze sobą. Coraz to powszechniej przyjmuje się, że rycerz wyrusza na wojnę konno i w żelaznej zbroi „kolczej” lub łuskowej, rzadziej z blachy, z ciężką tarczą (pawężem lub paiżem). Zaczęto nosić hełmy osłaniające głowę razem z twarzą (przyłbice). Stopniowo też wchodziły w życie zbroje całkowite, chroniące całą postać; zaczęto nawet konie „ladrować”, tj. okrywać zbroją (kro-pieże). Orężem zaczepnym stawały się długie włócznie, „drzewa” i miecze. Rycerz taki nie służył sam. Miał przy sobie poczet złożony z uzbrojonych sług, oczywiście lżej zbrojnych, częścią konnych, częścią pieszych. Ci opiekują się jego rynsztunkiem, wozem, bagażem, żywnością, końmi, paszą i w boju towarzyszą rycerzowi, idąc za nim.

Prócz rycerstwa należą do pospolitego ruszenia nadal lekko zbrojni włodycy, a w potrzebie i kmiecie; sołtysów i wójtów pociąga się do służby nawet w zbrojach i konno.

Z osłabienia i rozproszenia władzy państwowej oraz z przywilejów (immunitetów) nadawanych w tym czasie duchowieństwu, wynika wielkie uszczuplenie ogólnej siły tego pospolitego ruszenia i osłabienie jego spoistości wewnętrznej.

Wprawdzie nie rozwinął się w Polsce ustrój feudalny w takiej pełni jak na Zachodzie i bezpośrednia władza poszczególnych książąt panujących nad rycerstwem nie ustąpiła władzy możnych lenników, jednak i u nas władza ta osłabnie wobec rosnącej siły organizujących się stanów, za czym idzie zwątlenie organizacji wojskowej.

Dla rycerstwa zachodniej Europy jest to okres wojen krzyżowych i związanego z tym najwyższego rozwoju ideologii rycerskiej oraz ukształtowania się obyczajów rycerskich. Z biegiem czasu rycerstwo polskie przejmuje z Zachodu (już z końcem XI wieku) herby, pasowanie na rycerzy, później turnieje rycerskie, rozwijające do najwyższego stopnia osobistą sprawność i męstwo.

ORGANIZACJA, TAKTYKA, FORTYFIKACJA W XII i XIII WIEKU

Rycerstwo nasze w XII i XIII wieku występuje na wojnę podzielone na „kohorty” (huty czy chorągwie) pod chorągwiami (książęca ma już w wieku XIII znak orła); jazda w liniach długich i luźnych, rycerze, jeden obok drugiego w dużych odstępach, by móc swobodnie użyć włóczni, za każdym jego poczet lżej zbrojny. Jest to typowy średniowieczny szyk „w płot” (en haye). Posuwanie się naprzód jest powolne (znaczne obciążenie koni, wciąż rosnące, a nadto trudność równania przy braku ćwiczeń zwartymi zespołami). Rycerz spina konia do skoku dopiero, gdy chce włócznią ugodzić przeciwnika. Starcia takich linij rozgrywają się szeregiem pojedynków, w których uczestniczą poczty idące za rycerzami. Są to walki przewlekłe i chaotyczne. Mamy dane, że już wtedy dzielą nasi książęta swe wojska na skrzydła pod osobnymi dowódcami i zachowują odwód, którym zasilają linie walczące. Manewr na bok lub tyły przeciwnika jest trudny przy powolności i ociężałości manewrowania. Rola ludzi pieszych maleje. Bitwy rozstrzyga jazda rycerska bitnością, sprawnością i liczbą.

Obrona kraju spoczywa nadal na całej ludności, której obowiązki ujęto organizacją grodową. Jednakże ten system obrony już zaczyna zawodzić. Wprawdzie grodów przybywa i są coraz mocniejsze. Od schyłku XI wieku pojawiają się budowane z kamienia polnego wieże strażnicze (stołby; ślady zostały na Wawelu); same zamki są nadal drewniane, o takichże „murach” gliną wylepianych i o wieżach narożnych; przedgrodzia po staremu osłaniają się przekopami i ostrokołami. Obrona bywa jednak niesłychanie niedołężna, a zgromadzeni w nich kmiecie nie okazują tej bitności, co za Bolesławów. Nie wytrzymują też grody szturmów mongolskich, padają bez dłuższej obrony.

Nowy, czynnik obrony kraju stanowią miasta osadzone na prawie niemieckim, otaczane zrazu przekopami i ostrokołami, o wieżach drewnianych oddalonych od siebie na strzelenie z łuku. Później (od schyłku XIII wieku) za przykładem krzyżackim i czeskim otaczają się stopniowo murami z kamienia (a później z cegły), z murowanymi wieżami i bramami.

NAJAZDY MONGOLSKIE

Na Polskę, pozbawioną jednolicie zorganizowanej siły zbrojnej, niezdolną do jednolitego wysiłku obronnego, rozporządzającą tylko szczupłymi, mało sprawnymi taktycznie, pospolitymi ruszeniami dzielnicowymi i nielicznymi rotami najemników - spada w XIII wieku najazd mongolski.

Mongołowie, zorganizowani u schyłku XII wieku przez Temu-dżyna, ogłoszonego Czyngis-chanem („panem nieprzemożonym”), w największą potęgę militarną ówczesnego świata, karną i ślepo uległą genialnemu władcy, tworzą potężne armie konne. Organizacja ich jest dziesiątkowa: dzielą się na dziesiątki, seciny, tysiące (pułki), dziesiątki tysięcy (odpowiadające dywizjom) i korpusy. Mają hierarchię o tyluż szczeblach, bezwzględnie posłuszną, z dowódcami armii i wodzem naczelnym. Górują oni przeto nad europejskimi wojskami rycerskimi dyscypliną i zwartością. Lekko uzbrojeni, na lekkich koniach, małych, ale niesłychanie wytrzymałych, sami obywający się byle czym (żywią się nawet padliną końską), posiadają ruchliwość nieskończenie większą aniżeli ich europejscy przeciwnicy.

Uzbrojenie ich ochronne jest nędzne; zaczepne stanowią: łuk z wielkim zasobem strzał, lekka włócznia lub oszczep, szabla lub maczuga. Doskonałe oporządzenie koni przystosowane do dalekich wypraw. Ciągną ze sobą artylerię oblężniczą, technicznie doskonałą (machiny podobne do rzymskich ballist i katapult); mają w niej już broń palną w pierwszej postaci materiałów zapalnych (nafta i tzw. ogień grecki), miotanych mechanicznie.

Ich strategia (genialny wódz Subutaj) wykazuje mistrzostwo w prowadzeniu wielkich mas, koordynacji ich poruszeń, wyborze kierunku działania, ześrodkowaniu wysiłków w kierunku wybranym, przesłanianiu własnych zamiarów i stosowaniu zaskoczenia, ułatwionego przez szybkość ruchów.

Wiążąc przeciwnika demonstracjami i rozpraszając jego uwagę, Mongołowie umieją rzucić niespodzianie na jego siły główną masę swej armii.

Umieją koordynować działanie swych armij tak, że sprowadzają je tysiąckilometrowymi pochodami w jednej chwili na jeden punkt wybrany.

Taktyka ich polega na umiejętnym skoordynowaniu działania poszczególnych broni, na mistrzowskim wiązaniu przeciwnika i na manewrze doprowadzającym do zaskoczenia natarciem głównym z flanki lub z tyłu.

Bój zaczynają harcami w luźnym szyku, zasypując przeciwnika strzałami. Osaczają zewsząd jego szyk, wzmacniają zastępy łuczników (często spieszane), aż doprowadzą przeciwnika do wyczerpania przez przewlekłą walkę i krwawe straty. Jeśli przeciwnik naciera, środek ich ustępuje z wolna, raz po raz wznawiając walkę, a skrzydła osaczają flanki nacierającego.

Gdy przeciwnik, zużyty, wyczerpany, zdezorientowany, traci swobodę działania, rzucają nań znienacka swój odwód (nieraz główną masę) z flanki lub z tyłu do natarcia konno i cwałem, wyzyskując w tym celu każde zwłaszcza załamanie się moralne nieprzyjaciół, każdy objaw zamieszania lub popłochu.

Tą strategią i taktyką, przy wielkiej zresztą przewadze liczebnej, Mongołowie złamali bez trudu ofiarny opór rycerstwa polskiego w 1241 r. pod Chmielnikiem oraz pod Legnicą, gdzie ginie najpotężniejszy z książąt polskich, Henryk Pobożny.

Od tego czasu ponawiające się raz po raz walki z tzw. Tatarami (nazwa nadana Mongołom przez Zachód) są ciężką szkołą dla wojskowości polskiej.

Wśród walk tych przyswaja ona sobie z czasem pewne właściwości uzbrojenia i taktyki, pochodzące od Mongołów.

WSKRZESZENIE KRÓLESTWA - KRZYŻACY

Osłabiona przez postępujące rozproszenie terytorialne i najazdy mongolskie oraz przez liczny napływ osadniczego elementu obcego (niemieckiego), Polska w drugiej połowie XIII wieku jest silnie zagrożona w swym samowładnym istnieniu. Po próbie wskrzeszenia królestwa polskiego w Wielkopolsce (koronacja Przemysława), większość ziem polskich dostaje się pod panowanie Wacława II czeskiego, który koronuje się na króla polskiego. Niepodległość narodową przywraca Polsce waleczny książę Władysław Łokietek, który poparty przez rycerstwo małopolskie, po długiej walce oswo-badza Polskę spod panowania czeskiego i wskrzesza niepodległe Królestwo Polskie.

Za Władysława Łokietka (1320-1333) zaczyna się walka między Polską a Krzyżakami (niemieckim zakonem rycerskim). Krzyżacy, przez książąt mazowieckich usadowieni na rubieży Mazowsza, by zwalczać pogańskich Prusaków, dokonali podboju całej krainy pruskiej, przystąpili do podboju Litwy, przywłaszczyli sobie pograniczne ziemie mazowieckie, a wreszcie zdradą i mordem zawładnęli Pomorzem nadwiślańskim (z Gdańskiem). Na ziemiach zdobytych wytworzyli mocną organizację państwową (hierarchia i subor-dynacja zakonna), silną materialnie (duże obciążenie podatkowe ludności na rzecz państwa), rozporządzają poważną siłą zbrojną, na której potęgę składają się: tradycja wojenna Zakonu, wielkie doświadczenie nagromadzone, napływ wojowniczych gości z Zachodu, dobrze zorganizowane pospolite ruszenie ziem i miast, środki pieniężne na zaciąg doborowych rot zaciężnych, na fortyfikacje i artylerię.

Z tą potężną organizacją militarną, wspieraną przez wszystkie państwa i dynastie niemieckie oraz przez rycerstwo całej Europy, zmierzyć się przyszło królowi Władysławowi na czele organizujących się dopiero sił uszczuplonego królestwa. Po stronie Krzyżaków stoi Brandenburgia, Czechy, część Piastów śląskich i mazowieckich; Łokietek ma przymierze z Litwą. Działania wojenne ogarniają Marchię Brandenburską, Kujawy, Wielkopolskę, „reizy” krzyżackie sięgają po Kalisz. W 1331 r. sędziwy król polski zmaga się z przemagającymi siłami najezdników na czele niewystarczających sił pospolitego ruszenia małopolskiego i wielkopolskiego; pod Płowcami stacza pierwszą wielką bitwę zwycięską z wojskiem Zakonu.

Jednakże siła wojenna Łokietka nie jest zdolna obronić całości państwa od przemocy czesko-krzyżackiej. Za utratą Pomorza i Śląska idzie przejściowa utrata Wielkopolski i Kujaw. W chwili śmierci, stary król zostawia synowi zadanie odzyskania ziem wydartych i odbudowy potęgi Królestwa.

III

ROZKWIT POSPOLITEGO RUSZENIA ZA WSKRZESZONEGO KRÓLESTWA

SIŁA ZBROJNA POLSKI ZA KAZIMIERZA WIELKIEGO

Mądry syn Łokietka, ostatni król z domu Piastów, Kazimierz Wielki (1333-1370), w drodze układów zakończył wojnę na zachodzie (kosztem Śląska i Pomorza), by umożliwić sobie zorganizowanie państwa i jego siły obronnej. Praca organizatorska Kazimierza umożliwiła odzyskanie dla Polski Rusi Czerwonej ze Lwowem, Ziemi Chełmskiej, części Wołynia, w walce o te ziemie z Tatarami i Litwą. Rozprawę z Krzyżakami trzeba było pozostawić następnemu pokoleniu.

Wielki budowniczy jednolitego państwa, Kazimierz pojmuje, że „na zbrojnym rycerstwie polega honor króla i obrona całego Królestwa”. W wydanych statutach ujmuje powinność służby wojennej w ścisłe postanowienia prawne. Każdy rycerz jest odtąd obowiązany osobiście do służby wojennej z jak najliczniejszym pocztem ludzi zbrojnych; przy nowych nadaniach ziemi król przepisuje ściśle ich liczbę. Także dobra prywatne duchownych muszą dawać ludzi na wojnę. Obowiązani są do służby w pospolitym ruszeniu wójci miejscy, ciężkozbrojni, z trzema lekkozbrojnymi pachołkami; sołtysi wiejscy też mają służyć, niekiedy ciężkozbrojni i konno, z jednym lub dwoma pachołkami lekkozbrojnymi. Mieszczanie zamiast w pospolitym ruszeniu mają poruczoną obronę swoich miast.

Pospolite ruszenie tworzy chorągwie rodowe, czysto szlacheckie, i ziemskie, w których szlachta z rodzin mniej licznych staje obok zbrojnych wójtów i sołtysów. Zbiera się ono według zarządzeń starostów, którzy są głównym organem administracji kraju i wyręczają w wojskowym zarządzie terytorialnym kasztelanów i wojewodów; oni organizują chorągwie pospolitego ruszenia i doprowadzają grody do gotowości obronnej. Później funkcje te wrócą do kasztelanów i wojewodów.

Pospolite ruszenie może być powołane z całego Królestwa lub jego części. Rycerstwo poszczególnych ziem ciągnie na wyznaczony punkt pod rozkazy króla lub wyznaczonego przezeń wodza (capi-taneus). Za wyprawy zagraniczne rycerstwo otrzymuje zapłatę oraz odszkodowanie za utracone konie; jeńcy mają prawo do wykupu ze skarbu królewskiego. Naprawa skarbu państwa, dokonana przez Kazimierza Wielkiego, umożliwia mu nadto zaciąg żołnierza najemnego i wielkie prace fortyfikacyjne (liczne murowane twierdze i zamki). Pod koniec jego rządów pojawia się w Polsce artyleria, działa prochem ładowane, strzelające kulami kamiennymi.

Stworzona przez niego organizacja wojskowa odniesie tryumf w czterdzieści lat po jego zgonie, po pierwszej unii z Litwą, za Władysława Jagiełły (Grunwald).

TAKTYKA ! STRATEGIA U SCHYŁKU ŚREDNIOWIECZA

Pospolite ruszenie polskie w XIV i w początkach XV wieku było bitnym i tęgim narzędziem wojny, nie ustępującym rycerskim wojskom Zachodu, może górującym nad nimi zwartością, jednolitością, solidarnością bojową i siłą moralną, płynącą z miłości ojczyzny i nienawiści ku jej obcym krzywdzicielom.

Główną jego siłę stanowi, jak na Zachodzie, ciężka jazda rycerska. Zasadniczą jednostką jej jest chorągiew, rodowa lub ziemska. Zasadniczą jednostką w chorągwi jest „kopia”, to jest rycerz ze swym pocztem, dwóch do pięciu walczących. Liczba kopij w chorągwi nie jest jednolita; ale dąży się do ich wyrównania przez łączenie ze sobą chorągwi małych i wzmacnianie jednych kosztem drugich na rozkaz króla.

Chorągwie jako jednostki taktyczne nie są mimo to jednostajnie silne. Liczebność ich waha się od 50 do 120 kopij, co czyni 200 do 600 walczących konno.

Szyk „w płot” (en haye) ustępuje stopniowo miejsca szykom bardziej zwartym.

Chorągwie szykuje się do boju „w klin” (cuneus), tak że rycerze najlepiej uzbrojeni tworzą czoło (są to doborowi „przedchorąg-wiani”) oraz osłaniają boki i tyły; reszta ustawia się wewnątrz tej ramy żelaznej, łącząc w boju ku przodowi, na znak chorągwiany. Jest to szyk zwyczajny rycerstwa polskiego owej doby.

Formacja ta jest dużo łatwiejsza do kierowania i bardziej zwrotna niż szyk „w płot”.

Na Zachodzie (także u Krzyżaków) dokonywa się dalszy postęp: chorągwie szykują się w szeregi, zazwyczaj cztery, pierwsze dwa z ciężkozbrojnych kopijników, dalsze z lekkozbrojnych oraz ze strzelców konnych. Szeregi (ze względu na uzbrojenie i sposób walki) są zapewne dość luźne (najmniej pięć kroków na jeźdźca), fronty chorągwi szerokie; formacja ta pozwala należycie i jednolicie wyzyskać sprawność wszystkich walczących; jest natomiast nie-obrotna i płytka.

Wojska rycerskie szykują się w linie chorągwi, rzutowane w głąb. Będą to linie „klinów” chorągwianych (u Polaków) lub ciągłe linie szyków rozwiniętych (u Krzyżaków).

Potężny rozwój łucznictwa (doświadczenia toczącej się wojny stuletniej angielsko-francuskiej) oraz pojawienie się broni palnej wpływają na coraz cięższe uzbrojenie rycerstwa; zbroje całkowite z blach stalowych stopniowo wypierają lżejszą kolczugę i pancerz łuskowy, a kopia staje się znowu coraz cięższa, by przebijać te zbroje. Ewolucja ta sprawia coraz większą ociężałość poruszeń jazdy rycerskiej. Z drugiej strony, lekkozbrojni łucznicy konni i piesi nabierają ceny i upowszechnia się odrębne ich użycie oraz kombinowanie ich działania z walką rycerstwa konnego. Krzyżacy wydzielają w tym celu strzelców konnych z chorągwi; mają poza tym specjalne roty lekkiej jazdy wzorowane na tatarskiej (Turko-polen\ liczną piechotę z kontyngentów miejskich i zaciężne roty cudzoziemskich łuczników. Polacy zachowują jednolity charakter jazdy rycerskiej, mają niewiele, źle zorganizowanej piechoty; ale połączenie z Litwą zapewniło im współdziałanie licznej jazdy lekkiej, mającej właśnie charakter broni „strzelczej” i stosującej sposoby walki podobne do mongolskich (wpływ walk z Tatarami; obecność Tatarów w wojskach litewskich).

Artyleria w wojnie polowej ma jeszcze znaczenie przeważnie moralne. Działa ona z pewnym skutkiem głównie w oblężeniach.

Wozy, obciążające wojsko, tworzą w czasie postoju czworobok taborowy (Wagenhurg), zastępujący rzymskie obozy oszańcowane. Tabor taki odgrywa w bitwach średniowiecznych rolę śródszańca, będącego w potrzebie schronem dla zwyciężonych, czasem zaś służy za punkt oporu dla środka szyku lub jednego ze skrzydeł.

Gdy coraz częstsze przewagi odnoszone nad rycerstwem przez piesze kontyngenty miast flamandzkich (pod Courtrai), chłopów szwajcarskich (pod Morgarten i Sempach) oraz janczarów (pod Nikopolis) zdają się zapowiadać upadek jazdy rycerskiej, w walce polsko-krzyżackiej pozostanie ona panem pola bitwy, przy drugorzędnej, posiłkowej roli piechoty z jednej strony, a jazdy lekkiej z drugiej.

W wojnach owej doby rozwinął się typ bitwy obronno-zaczep-ny: Crecy, Poitiers, Nikopolis. Piesi (lub spieszeni) łucznicy i spiś-nicy staczają bój obronny na pozycji wybranej, z wyzyskaniem przeszkód naturalnych i umocnieniem terenu (zasieki, ostrokoły), wspierani przez działa. Piechota ówczesna, zaopatrzona w koty wyostrzone, stwarza z nich szybko przeszkody nieprzebyte dla ciężkiej jazdy. Gdy jazda rycerska przeciwnika, wyczerpana i zdezorganizowana bezskutecznymi natarciami, traci swobodę działania, następuje przeciwnatarcie zatrzymanej w odwodzie własnej jazdy rycerskiej. Ten typ bitwy odpowiada składowi i taktyce wojsk krzyżackich.

Składowi wojsk polsko-litewskich odpowiada, przeciwnie, bitwa raczej czysto zaczepna, z wyzyskaniem bitnej jazdy ciężkiej do walki czołowej, z możliwością użycia ruchliwej jazdy lekkiej do przesłaniania i manewru.

Zarówno w bitwie obronno-zaczepnej, jak w czysto zaczepnej przejawia się już w XIII i w XIV wieku silne dążenie do działania na flankę nieobrotnego, a związanego czołowo przeciwnika. Widzimy szanse, jakie posiada w tym właśnie kierunku wojsko polsko--litewskie dzięki swej licznej jeździe lekkiej.

Ociężałe taktycznie, wojska średniowieczne ociężałe są również pod względem strategicznym. Strategia wojsk, złożonych przeważnie z rycerskiego pospolitego ruszenia, nacechowana jest zależnością od zapasów prywatnych, zabranych z domu przez rycerstwo, mających starczyć zazwyczaj „na sześć niedziel”. Każdy rycerz musi sam żywić siebie i swoich ludzi. Najmniej jeden wóz przypada „na kopię”. Są więc tabory ogromne, stanowiące niewątpliwie kulę u nogi każdego większego wojska. Przy dłuższym trwaniu operacyj ruchowych wyżywienie staje się trudne; następuje zastój w operacjach, celem odnowienia zapasów, a często naturalny rozkład zgłodniałego wojska. Stąd przedsięwzięcia wojenne bywają zwykle obliczane na krótką metę, rzadko osiągają pełne powalenie przeciwnika, zwycięstwa rzadko mogą być wyzyskane.

Ile w tych warunkach taktycznych i strategicznych dokonać mogła ówczesna sztuka wojenna, wykazuje operacja i bitwa grunwaldzka.

PRZYKŁAD OPERACJI I BITWY: GRUNWALD

1. Położenie ogólne i plan wyprawy

Od roku 1409 połączone państwa, Polska i Litwa, były w wojnie z państwem krzyżackim (dzisiejszy obszar Prus Wschodnich, wielkiego miasta Gdańska, Pomorza polskiego, nadto Łotwy i Estonii). Krzyżacy od stulecia trzymali zagrabione podstępnie Pomorze Gdańskie: nadto opanowali później pograniczne powiaty Wielkopolski i Mazowsza; Litwie zabrali Żmudź. Państwo ich, świetnie zorganizowane, stanowiło pierwszorzędną potęgę militarną, dzięki zwartości organizacji zakonnej, związanej z nią dyscyplinie, długiej i nieprzerwanej tradycji wojennej oraz silnemu poparciu rycerstwa zachodniego.

Polska z Mazowszem i Litwa występowały raczej jako państwa sprzymierzone aniżeli jako potęga jednolita. Interesy Polski prowadziły ją głównie ku ujściu Wisły, interesy litewskie były zaangażowane na Żmudzi. Wojna 1409 r., z różnym prowadzona szczęściem, przerwana została układami pokojowymi i zawieszeniem broni. Wtedy naczelnicy obu państw sprzymierzonych, król Władysław Jagiełło i wielki książę Witold, zjechali się w Brześciu Litewskim i tam ułożyli w grudniu 1409 r., na pół roku z góry, plan wspólnej, wielkiej wyprawy na lato 1410. Plan ten postanawiał: wybór teatru wojennego pruskiego za główny teatr wojenny; zjednoczenie wszystkich sił obu państw do rozstrzygających działań na tym teatrze wojennym; wybór Mazowsza jako podstawy operacyjnej; stolicy nieprzyjacielskiej, Malborka, jako celu wyprawy; ustalono nawet dzień i miejsce na koncentrację obu wojsk. Nie wiemy, czy rozstrzygnięto sprawę dowództwa w kierunku jego jednolitości; zapewne sprawę tę przesądzał majestat królewski Jagiełły. Zdumiewa głęboka trafność wszystkich punktów tego planu: poświęcenie dla działań głównych drugorzędnego teatru wojennego żmudz-kiego; poprzestanie od strony Węgier, związanych sojuszem z Krzyżakami, na skąpo wymierzonej osłonie (rycerstwo sądeckie, szczyrzyckie i bieckie); jednolitość akcji pod jednolitym dowództwem; wybór celu taki, że wyprawa musiała doprowadzić do bitwy walnej z główną siłą przeciwnika; obszar koncentracji wojsk obu narodów wybrany tak daleko od wroga, by uniknąć walki siłami rozdzielonymi.

2. Przygotowanie i rozpoczęcie działań

Obok trafności planu uderza sumienne i zręczne przeprowadzenie. Nieprzyjaciel dowiaduje się, że punktem wyjścia wyprawy ma być Płock. Istotnie, tam zakłada się poniekąd główny punkt etapowy; tam gromadzi się magazyny mięsiwa solonego itp. Tymczasem w Kozienicach budują „mistrze” pontonierzy przenośny most łyżwowy. Gdy nieprzyjaciel ma uwagę zwróconą na Płock, wyprawa ruszy spod Czerwińska koło Zakroczymia, gdzie dokonało się połączenie obu wojsk i przejście Wisły przez wojska polskie (30 czerwca 1410). Jeśli zważy się, że oba wojska przeważnie składały się z pospolitych ruszeń, zatem z sił trudnych do zmobilizowania, często ociężałych w marszach, doskonałe kierownictwo tych mas budzi istotnie podziw. Podnieść trzeba trafność zarządzeń dla zabezpieczenia ruchów. Litwini ciągną pod osłoną Narwi. Gdy doszli pod Serockiem do punktu przeprawy na prawy brzeg rzeki, dwanaście chorągwi polskich wybiega od Czerwińska na ich spotkanie, by zabezpieczyć przeprawę.

Łudząc nadal wroga, Jagiełło przesłania zaczepnie swoje ruchy; słabe partie polskie demonstrują od Płocka w dół Wisły, pod Nieszawą, a śmiały starosta bydgoski, Janusz Brzozogłowy, od Bydgoszczy posuwa się pod miasto Świecie, załogę wywabia, wciąga w zasadzkę i zadaje jej znaczną porażkę. Inna partia polska spod Nakła zapuszcza się zagonem w głąb Pomorza w stronę Kołobrzegu. Litwini zapędzają się zagonami pod Tylżę i Kłajpedę. Wódz krzyżacki, wielki mistrz Ulryk von Jungingen, oczekuje pochodu polskiego w dół Wisły na Pomorze. Trzyma główne swoje siły pod Świeciem, na lewym brzegu Wisły, skąd może zastąpić drogę Polakom ciągnącym na Gdańsk, a zabiegnąć ją nad Drwęcą, gdyby poszli przez Prusy na Malbork. Nagle dowiaduje się, że wojska polskie i litewsko-ruskie od Czerwińska ciągną wprost ku północy, że podjazdy litewskie wpadły w obszar zajęty przez Krzyżaków. Następuje przegrupowanie wojsk krzyżackich, które, stosując się w zupełności do działań Jagiełły, spiesznie wyciągają kordon wzdłuż rzeki Drwęcy, z główną siłą pod Kurzętnikiem, na domniemanym szlaku nieprzyjacielskiego marszu na Malbork.

3. Dowództwo

Dowództwo nad połączonymi wojskami polsko-mazowieckimi i litewsko-rusko-tatarskimi spoczywało niewątpliwie w ręku króla Władysława Jagiełły. Trudno ocenić, o ile był on rzeczywistym wodzem; źródła dopuszczają interpretację w zupełnie sprzecznych kierunkach; z badaczów jedni widzą w nim utalentowanego wodza, drudzy wodza nominalnego, rzeczywistego upatrując w Witoldzie. Ta ostatnia interpretacja bodaj najbardziej pokrywa się z przedstawieniem sprawy dowództwa przez Długosza, będącego dla dziejów tej wyprawy źródłem najcenniejszym. Istotnie, gdy 10 lipca król powołał do kierownictwa połączonymi armiami radę wojenną, przewodniczącym jej mianował Witolda.

Z dwóch armij zjednoczonych litewsko-rusko-tatarska miała w Witoldzie wodza o żelaznej ręce i woli, wojownika z krwi i kości. Polska armia (z chorągwiami mazowieckimi) była zrazu bez osobnego dowódcy. Poszczególnymi chorągwiami dowodzili osobni dowódcy, ductores albo capitanei, zwani przypuszczalnie z czeska hetmanami (od niemieckiego Hauptmann). Król szukał dowódcy wśród wojowników obcych, Czechów lub Morawian, jednakże żaden nie śmiał podjąć się dowodzenia tak wielkim wojskiem. Wówczas, 9 lipca, padł wybór królewski na skromnego miecznika krakowskiego, Zyndrama z Maszkowic, którego mianowanoprinceps militiae i capitaneus exercituum, a więc wodzem rycerstwa i hetmanem wojsk, poruczając mu „przewidywanie i kierowanie poruszeń” oraz „pieczę i sprawianie (tj. szykowanie) wojska”.

4. Poruszenia obu przeciwników

Armie zjednoczone szły w jednej wielkiej kolumnie z Czerwińska (3 lipca), przez Raciąż, Zgliczyn, Bondzin, Lidzbark (9 lipca), na Kurzętnik (Kauernik) nad Drwęcą (10 lipca), przebywając około 130 kilometrów w osiem dni. Tutaj natknięto się na wroga, już gotowego do obrony (przeprawy umocnione ostrokołami). Po wysłuchaniu rady wojennej król postanowił zaniechać przebywania Drwęcy w obliczu wroga, natomiast obejść linię Drwęcy u jej źródeł. Wojska cofnęły się do Lidzbarku, stąd pociągnęły marszem flankowym w prawo, omijając przeszkodę rzeczną, pod Dąbrówno (Gilgenburg), które 13 lipca wzięto szturmem. Armia stanęła na dziale wodnym przeciętym licznymi drogami, zamierzając stąd po nowej linii operacyjnej dążyć do przedmiotu swych działań, do Malborka.

Jungingen, który podjazdami tylko „nękał” armię Jagiełły, powziął wiadomość o tym manewrze. Skoncentrował swe wojsko (niecałe jednak; korpus 3 000 pod Henrykiem von Plauen zostawił na Pomorzu). Przeprawiwszy się przez Drwęcę, ruszył śpiesznie przeciw Jagielle na Sztymbark (Tannenberg), by uprzedzić przeciwnika na drodze do Malborka. Prawie jednocześnie stanęły obie armie 15 lipca, około dziewiątej rano, w pobliżu wsi Sztymbark i Grunwald (Gruenfelde).

5. Siły obu wojsk przed bitwą

Siła liczebna obu wojsk nie da się ustalić ściśle. Krzyżacy mieli jazdy od 12 do 20 000, piechoty jakoby dziesiątki tysięcy. Sprzymierzeni mieli przewagę liczby: w wojsku polskim samej jazdy rycerskiej około 20 000, Litwinów wraz z Rusią najmniej 12 000, nieznana liczba Tatarów, nadto znaczna ilość piechoty i pachołków -razem liczba walczących musiała przekraczać po stronie krzyżackiej 20 000, a po stronie polsko-litewskiej mogła sięgać 40 000. Do tego doliczyć trzeba dla każdej strony 15-20 000 niewalczących. Pod względem uzbrojenia przewagę miała ciężka jazda krzyżacka; zwłaszcza Litwini, Rusini i Tatarzy mieli uzbrojenie lżejsze, oręż lichszy. Piechota, zbrojna w spisy, oszczepy, kusze, łuki, była bronią posiłkową i mało wpływającą na los bitwy. Jednakże Krzyżacy mieli zapewne świetnych łuczników angielskich, genueńskich i innych, jako zaciężnych żołdaków. Artyleria była po obu stronach. Krzyżacy mieli dużo dział. Ogień ich jednak nie był celny i mógł tylko straszyć przeciwnika, niewielkie zadając mu straty. Nie wpłynął też na przebieg walki.

SZKIC NR1.

WYPRAWA GRUNWALDZKA

6. Przebieg bitwy grunwaldzkiej

Wojsko polsko-litewskie rozkładało się właśnie na dłuższy odpoczynek nad jeziorem Lubień; nad samym jeziorem, na wzgórku, rozbijano kaplicę obozową; król zamierzał wysłuchać mszy. Tymczasem czołowe chorągwie polskie, rozłożone w laskach na zachód od Ulnowa, doniosły o nadciąganiu od Grunwaldu całej armii krzyżackiej. Witold, uprzedzony przez króla, a zapewne i podjazdy własne, spiesznie postawił na nogi swoje wojsko i sprawiał je na północ od lasków, tworząc prawe skrzydło całości. Ze strony polskiej czołowe chorągwie sprawiał Zyndram na lewo; ale wojsko, rozciągnięte na biwakach i w marszu, zbierało się powoli i potrzebowało na uszykowanie się dłuższego czasu, aniżeli lekka i karniejsza jazda Witoldowa. Toteż Witold gotów był już, a Tatarzy i Litwa zwodzili harce z Krzyżakami, gdy Polacy nie wyszli jeszcze z terenu poprzecinanego i pokrytego na otwarte pole bitwy i „byli niegotowi”.

Jazda krzyżacka stanęła hufem przednim w gotowości bojowej na wschód od drogi z Ludwikowa do Sztymbarku. Na lewo od niego szykował się huf walny. Huf tylny jeszcze nie nadciągnął; zapewne i piechota była jeszcze z tyłu. Przed front wytoczono działa i wysunięto zapewne spieszonych strzelców konnych. Oddziały lżej zbrojnej jazdy ucierały się z „poganami”.

Mistrz chciał zapewne stoczyć bitwę obronno-zaczepną; dać przeciwnikowi zużyć swe siły w natarciu na piechotę i działa, po czym uderzyć na niego swoją jazdą ciężką.

Ze swej strony Jagiełło nie chciał podejmować natarcia siłą nie połączoną; trwał w modlitwie, później długo pasował nowych rycerzy, podczas gdy Witold raz po raz przynaglał go do rozpoczęcia bitwy.

Otoczenie mistrza nalegało, by uderzył na przeciwnika, nim Polacy będą gotowi. Mistrz trwał zrazu przy swoim planie bitwy; by zaś podrażnić przeciwnika i zachęcić go do natarcia siłą nie zebraną, słał do Jagiełły i Witolda heroldów, ofiarując im dwa miecze z rycerskim wyzwaniem do walki i oświadczając im, że daje Polakom pole, by mogli wystąpić do boju z lasu, w którym się kryją. Istotnie zaczęli Krzyżacy swą lekką jazdą ruch wsteczny, odsłaniając główne uszykowanie, działa i łuczników.

SZKIC NR 2.

BITWA POD GRUNWALDEM (DOMNIEMANY SZYK W POCZĄTKU BITWY)

Wtedy to Witold, chcąc może zaskoczyć manewrującego przeciwnika, uderzył ze swym wojskiem. Król kazał dać sygnał do bitwy i czołowe chorągwie polskie z pieśnią „Bogurodzica” ruszyły na wsparcie Litwinów.

Główna siła polska rozwijała się do boju, zachowując głęboko ustawione odwody. Natarcie litewskie zawładnęło działami krzyżackimi, gdy ciężka jazda krzyżacka uderzyła ze swej strony; nastąpiło zderzenie i ciężka walka, trwająca całą godzinę. Zostawiając przeciw Polakom tylko słabszą część swojej siły, główny wysiłek ześrodkowali Krzyżacy na swym lewym skrzydle, przeciw Litwinom, których zdołali złamać i zegnać z pola bitwy, ścigając ich aż do wyczerpania siły końskiej. Straty wojska Witolda były wielkie; Witold, zrozpaczony słał gońców do króla, wzywając go, by „rozpoczął bitwę”; wreszcie pognał sam do Polaków, odtąd wspólnie z Zyndramem kierując tutaj walką. Z całego jego wojska tylko trzy mężne roty Smoleńszczan zdołały się przebić do Polaków.

Natarcie polskie zaczęło brać górę nad siłami Krzyżaków, gdy pojawiły się na prawej flance polskiej siły zakonne, wracające z pościgu za Litwą i Tatarami; wyczerpane walką i pogonią uległy one natarciu odwodowych chorągwi polskich, odcięte przez Witolda od ich własnej siły głównej.

Polacy nacierają dalej, napierając zapewne na przeskrzydloną prawą flankę Krzyżaków. Ci wprowadzają do walki ostatnie chorągwie tylnego rzutu, przełamując szyk polski, wielka chorągiew Królestwa pada; ale świeży wysiłek Polaków odrzuca ich ostatecznie.

Tymczasem mistrz Ulryk prowadzi osobiście spod Grunwaldu swój hufiec tylny, odwód ostatni, szesnaście chorągwi, chcąc wyjść na prawą flankę Polaków. Chorągwie krzyżackie posuwają się najpierw ku wschodowi (na południe od Sztymbarku), by następnie wielkim zajściem w prawo, ku południowi, wpaść z boku na przeciwnika, „chcąc Polaków w sak nagonić”. Część podsuwa się aż ku stanowisku króla Władysława, spoglądającego na bitwę ze wzgórza na północnym cyplu lasku.

Manewr ten kilku tysięcy jazdy nie dokonał się dość szybko, by zapobiec klęsce głównej siły krzyżackiej. Walczące dotąd chorągwie polskie zdążyły częściowo zebrać się w nowym kierunku; król użył zachowanych dotychczas odwodów; wreszcie pojawiły się na flance i tyłach mistrzowego odwodu pod Sztymbarkiem roje lekkiej jazdy litewsko-tatarskiej, zawracające z ucieczki.

Zupełnie otoczony, mistrz Ulryk ginie. Rycerstwo zakonne legło pokotem. Następuje szturm obozu (słabo zapewne bronionego przez przerażoną piechotę). Poległo wojska krzyżackiego jakoby 18 000; 14 000 wzięto do niewoli; zdobyto wszystkie działa i 52 chorągwie krzyżackie. Ocalało kilka tysięcy niedobitków.

7. Uwagi

W przebiegu wyprawy grunwaldzkiej możemy odnaleźć pewne wskazania sztuki wojennej, dotąd nie przedawnione. Do nich należy staranne opracowanie planu wyprawy, przygotowanie podstawy operacyjnej, mobilizacja i koncentracja wojsk na przestrzeni ograniczonej przed rozpoczęciem działań, osłonięcie obszaru koncentracji przestrzenią, wysuniętymi oddziałami, przesłanianiem zaczepnym, tajemnica zamiarów własnych i dążenie do zaskoczenia; pochód w kierunku tak wybranym, żeby nieprzyjaciel już to musiał szukać bitwy, już to narażał się na odcięcie od swoich podstaw i zasobów; zręczne przesłanianie własnych zamierzeń i poruszeń; dążenie do ominięcia mocnego frontu nieprzyjacielskiego, wreszcie połączenie wszystkich sił na polu bitwy. W samym jej przebiegu rzuca się w oczy początkowe rozproszenie wysiłków armii polsko-litewskiej, od razu ciężko ukarane; natomiast w dalszym przebiegu widzimy po obu stronach celowe użycie części wojska, pozostałych w tyle lub powracających z pościgu albo z ucieczki na plac boju, jako odwodów; pięknie pomyślany jest manewr krzyżacki na bok prawy Polaków; uderza rzucenie się jazdy lekkiej litewsko-tatarskiej na tyły krzyżackie. Tu można już widzieć zespolenie wysiłków w skoordynowanym działaniu. Pojęcia te: mobilizacji, koncentracji, osłony, podstawy, przedmiotu i linii działania, nawet zaskoczenia, odwodu i manewru, niewątpliwie nie były wtedy sprecyzowane, brakło na nie wyrazów i próżno byłoby szukać w ustach Jagiełły, Witolda czy Zyndrama ich definicji. Jednakże istniały jako fakty, jako czynności, były wynikiem dojrzałym długiego już rozwoju i nagromadzonego doświadczenia wojennego. Narzędzie wojny było ciężkie jeszcze, mało sprawne, mimo świetnej sprawności osobistej jednostek, mało nadające się do szybkiego ruchu i manewrowania, lecz nie wytrzymujące dłuższego użycia. Dowodem tego jest ostateczne niepowodzenie wyprawy na Malbork i utrzymanie się potęgi zakonnej mimo poniesionego pogromu. Na wyższy szczebel pod względem sprawności dźwignie się wojsko nasze przez stopniowe zastąpienie pospolitego ruszenia wojskami zaciężnymi.

IV UPADEK RYCERSTWA I ZMIERZCH POSPOLITEGO RUSZENIA (1454-1506)

UPADEK RYCERSTWA W EUROPIE

Upadek rycerstwa średniowiecznego, dokonujący się w wieku XV i XVI, przypisuje się zwykle wynalezieniu prochu i broni palnej oraz wynikłym stąd zmianom w sztuce wojowania. Jest to pogląd błędny. Przeciwnie, w bitwach w XIV i XV wieku, w których świetne rycerstwo średniowieczne - austriackie, niemieckie, bur-gundzkie - poniosło klęskę od piechoty szwajcarskiej oraz czeskiej, właśnie wojska rycerskie miały po swojej stronie działa ogniowe, gdy zwycięscy chłopi czescy czy szwajcarscy działali wyłącznie bronią białą.

Długo jeszcze potem, przez cały wiek XVI, kusza i łuk były bronią groźniejszą od rusznicy, a nawet muszkietu.

Klęski poniesione przez wojska rycerskie wynikły stąd, że rycerze starli się po raz pierwszy w wiekach średnich z piechotą karną, zawziętą w boju, nieustępliwą, dobrze prowadzoną przez dowódców, górującą nad nimi przede wszystkim dyscypliną i zwartością. W tym leży również tajemnica zwycięstw odnoszonych przez janczarów tureckich nad zastępami chrześcijańskimi. Ciężkie prostokąty spiśników, podobne do starożytnej falangi, opierają się skutecznie naporowi rycerstwa, a łucznicy i kusznicy, osłonięci ostrokołem z wyostrzonych palów, które ze sobą noszą, albo wozami obronnego taboru (wozy tarczami osłonięte i łańcuchami spięte w koło lub czworobok) bezkarnie zadają mu straty. Rycerstwo chroni się w zbroje coraz bardziej „całkowite” i ciężkie, z przyłbicami na głowie i ciężkimi pawężami zamiast dawnych, niedużych tarcz, i coraz częściej „ladruje” swe rumaki, zatracając wszelką ruchliwość i niedołężniejąc taktycznie.

W wojnie obrona zamków i miast warownych oraz ich zdobywanie odgrywają coraz większą rolę. Postępom artylerii przeciwstawiają się mury podwójne, od wewnątrz wzmacniane wałami, z basztami przystosowanymi do ustawiania w nich dział lub hakownic (bardzo ciężkie strzelby z hakami do zaczepiania o mury) i wysuniętymi nieco przed lica murów, tj. kurtyny, aby mogły ich bronić ogniem bocznym. Przybywają dzieła murowane wysunięte poza pierścień do obrony głównych dostępów (jak na przykład rondel, czyli barbakan, przed Bramą Floriańską w Krakowie). Jest to system fortyfikacyjny włoski, nawiązujący do sztuki fortyfikacyjnej rzymskiej i rozwijający ją dalej, stosownie do zmienionych przez broń palną warunków wojowania. Do oblężeń tak umocnionych miast wojska rycerskie mało są już przydatne.

Wszędzie w Europie rozwija się dążenie do stworzenia wojsk karnych, wyćwiczonych, złożonych z żołnierza zawodowego, płatnego, już to trzymanego stale pod chorągwią (jak francuskie kompanie ordynansowe), już to zaciągniętego na czas wojny. Tak powstają wszędzie złożone czy to z cudzoziemców, czy to z miejscowych żywiołów, tzw. roty zaciężne, które stają się główną częścią składową wojsk, głównym narzędziem wojen.

ROZKŁAD POSPOLITEGO RUSZENIA W POLSCE

Pospolite ruszenie nasze, które tak świetnie sprawiło się pod Grunwaldem i odznaczyło się w niejednej późniejszej potrzebie (zwłaszcza bitwa nad Świętą pod Wiłkomierzem 1435 r.), uległo za króla Kazimierza Jagiellończyka, młodszego syna Jagiełłowego, rozkładowym wpływom politycznym. W czasie wielkiej trzynastoletniej wojny pruskiej (1454-1466), którą prowadził król z Zakonem Krzyżackim o posiadanie ujść Wisły, o Gdańsk i Pomorze nadwiślańskie, rycerstwo zebrane na pospolite ruszenie zamiast bić wroga, zbuntowało się, stworzyło rady, czyli koła rycerskie, i wymusiło na królu różne przywileje (początek znaczenia sejmików ziemskich), a chociaż król ustąpił i wojsko wyruszyło przeciwko Krzyżakom, to karność wojskowa, raz złamana, nie wróciła do szeregów polskich: przez niesforność poniosło rycerstwo nasze haniebną klęskę pod Chojnicami. Świetne czasy pospolitego ruszenia odtąd minęły. Coraz częściej okrywa się ono niesławą przez niekarność, rozpolitykowanie, upadek ducha żołnierskiego. Wojnę trzynastoletnią wygrała Polska, ale wojskiem zaciężnym, żołdow-nikami. O tych rotach zaciężnych mowa będzie przy opisie naszej wojskowości następnego okresu.

PRÓBY REFORMY WOJSKOWEJ W XV WIEKU

Pospolite ruszenie trwało nadal jako zasadnicza forma organizacji siły zbrojnej. Widząc jego niedomagania, nie wyrzekano się go jednak, usiłowano ściślej opisać zakres i rodzaj powinności wojskowej, wiążąc ją z jednej strony z własnością ziemską, z drugiej - ze stanem szlacheckim. Od 1458 r. pociągnięto miasta do wystawiania kontyngentów pieszych; szlachtę wedle szacunku majątkowego podzielono na cztery klasy, nakładając na najmożniejszych służbę w trzy konie (kopijnik i dwóch strzelców), na średnio zamożnych obowiązek łączenia się we dwóch, celem wystawienia takiej trzykonnej wyprawy, na uboższych - służbę jednokonną (strzelczą), na najbiedniejszych - służbę pieszą (z kuszą). W roku 1474 nowa ustawa dzieliła szlachtę na osiem klas majątkowych, ze stopniowaniem służby od najwyższej, we dwóch kopijni-ków i dwóch strzelców konnych, do najniższej klasy, jednego Strzelca pieszego. Ustawa 1477 r. szła w tymże kierunku, wypraw z dóbr świeckich i dziedzicznych dóbr duchownych wedle szacunku majętności, podobnie wyprawy piechoty z miast, wedle taksacji dochodów, przepisując dla piechoty miejskiej uzbrojenie w kusze lub hakownice (palne), płaskie hełmy (łebki), „blachownice” na-pierśne, rękawice i pawęże; poza tym miasta dostarczają wozów; przy każdym, prócz woźnicy, ma być piechur z kuszą lub rusznicą. Unormowanie służby ubogiej szlachty ustawa przekazała starostom i kasztelanom.

Uchylanie się od wypełnienia tej powinności wojskowej zagrożone było najsurowszymi karami (konfiskata mienia), a prawa były surowo egzekwowane.

Znakomity memoriał Ostroroga o poprawie Rzeczypospolitej rozwijał ideę powinności wojskowej powszechnej, wszechstronnej, żądając, by według szacunku majątkowego każdy szlachcic był zaliczony do jednego z czterech rodzajów konnego rycerstwa: kopijnicy (w zbrojach całkowitych), półkopijnicy (w pancerzach zamiast zbroi płatowych, ale z obojczykami i rękawicami), strzelcy (w samych pancerzach), miecznicy (przyłbice i tarcze jako całe uzbrojenie ochronne). Miasta miały również wyprawiać zbrojnych, konnych i pieszych, dostarczać dział, strzelby i prochu; w potrzebie i włościanie służyliby pieszo. Dotychczasowe pospolite ruszenie byłoby tylko pierwszym powołaniem, pierwszą wyprawą; drugą stanowiłaby jedna trzecia mieszczan i włościan; na trzecią szłoby wszystko, z pozostawieniem części na obronę miejscową.

Gdy król Aleksander w roku 1502 zarządzał obronę Rusi, nakazał wyprawę z ziem ruskich, a w potrzebie w całej Małopolsce, co piątego chłopa przez czterech pozostałych (guatuor quinturri), o ile możności konno. Myśl stałego oparcia pospolitego ruszenia na elemencie ludowym znalazła wyraz w uchwale szlachty krakowskiej z 1503 r. (laudum wojnickie zatwierdzone przez króla Aleksandra), zobowiązującej wszystkich posiadaczy dóbr duchownych i świeckich do wysyłania na wyprawę wojenną co dziesiątego człowieka jako jeźdźca ciężkozbrojnego, z rozłożeniem ciężarów z tym związanych na pozostałych dziewięciu poddanych. W 1504 r. w ziemi sanockiej, a w 1506 r. w ziemi krakowskiej i ruskiej w skład pospolitego ruszenia wchodzili poddani chłopi.

Jednakże pospolite ruszenie (choć dożyje XVIII wieku) nie zabłysło już w naszych dziejach. W wielkiej wyprawie bukowińskiej Jana Olbrachta (1497) okazało się znowu narzędziem wojny zbyt ciężkim, by sprostać zadaniu w walce z ruchliwym i podstępnym przeciwnikiem wołoskim. Obrona Rzeczypospolitej w przekonaniu królów i mężów stanu wymaga stanowczego przeniesienia punktu ciężkości na wojsko zaciężne, którego roty od 1499 r. już stale strzegą Rusi od Wołoszy i Tatarów.

SIŁA ZBROJNA NA LITWIE

Siła zbrojna na Litwie polegała na tzw. służbie ziemskiej, odpowiadającej naszemu pospolitemu ruszeniu; kniaziowie i panowie obowiązani byli do wyprawy z pocztami, w sile zależnej od posiadanej ziemi, z własnymi zapasami żywności; wielcy książęta dzięki nie skrępowanej władzy monarszej normowali swymi nakazami siłę kontyngentu, jakiego na daną wyprawę miała dostarczyć każda z ziem. Ustrój tej siły zbrojnej przypominał feudalne wojska Zachodu, ale siła władzy zwierzchniczej i charakter narodowy zapewniały większą ich karność w porównaniu z rycerstwem zachodnim. Za to uzbrojenie było na ogół lekkie i często liche. Rozwój stosunków na Litwie zmierza do opisania i ustalenia zakresu ziemskiej służby wojennej, przy czym ustaliła się zasada wyprawiania jednego jeźdźca z każdych 8 lub 10 „służb”. Wyjątkowo stosowano wyprawę zdwojoną, „z diesati shiżob dwa mołodcy konno, zbrojno”. Do osobistej służby konnej obowiązani byli osadzeni na Litwie Tatarzy.

Do straży i obrony poszczególnych zamków i miast obowiązane były liczne grupy ludzi służebnych, tytułem nadanej im ziemi: bojarzy i kozacy. Na podobnych prawach osadzani bywają na ziemiach ukrainnych Wołosi, Petyhorcy (Czerkiesi), Czeremisi. Ciężar fortyfikacji i naprawy zamków rozkładał się między hospodara, panów i mieszczan danej ziemi. W taki sposób organizacja grodowa obrony, przeżywająca się w Koronie (poza pogranicznymi starostwami ziem ruskich i Podola), żyła jeszcze pełnią życia na Litwie i jej ziemiach ukrainnych.

Jednakże instytucje te (choć w stosunkach tamtejszych jeszcze nie przeżyte) nie są w stanie zapewnić skutecznej obrony wielkich obszarów litewsko-ruskich przed napaściami Tatarów i Moskwy. Podobnie jak w wojnach z Krzyżakami niezbędną okazuje się pomoc polska, a zarazem wzrasta stale i na Litwie rola żołnierza zaciężnego. Zwycięstwo Michała Glińskiego w 1506 r. nad Tatarami pod Kłeckiem jest pięknym przykładem tego współdziałania litewskich chorągwi ziemskich, rot zaciężnych litewskich (lekko-zbrojni jeźdźcy serbscy, tzw. Racowie) i nadwornego królewskiego wojska zaciężnego.

POCZĄTKI HETMAŃSTWA

Aż do wieku XV dowództwo było w Polsce atrybutem monarchy, którego niegdyś wyręczał wojewoda, później niekiedy starosta generalny. Ale rozrost wojsk i rozwój sztuki wojennej wymagały, jak to zaznaczyło się w wyprawie grunwaldzkiej, porucza-nia dowództwa biegłym, zawodowym poniekąd wojownikom. W tymże roku 1410 po raz pierwszy u nas spotykamy się z wyznaczanymi doraźnie dowódcami wojskowymi (capitanei exercitus), noszącymi przejęty zapewne od Czechów tytuł hetmanów (z niem. Hauptmann, czeskie hejtman). Tytuł ten oznacza u nas zrazu dowódcę wyższego w ogóle. Ale już w roku 1433 spotyka się tytuł hetmana wielkiego wojsk koronnych (exercituum Regni capitaneus generalia), odtąd zaś w każdej potrzebie wojennej występuje jeden heitman generalia (capitaneus generalia, campiductor generalis lub supremus) albo (rzadziej) paru dowódców z tym tytułem. Za Kazimierza Jagiellończyka urząd naczelnego hetmana tak się już ustalił, że w roku 1488, po zgonie Feliksa Paniowskiego, mianowany hetmanem Jan Pieniążek otrzymał go dożywotnio „wraz z dochodami, z dawna doń należącymi”.

W końcu stulecia hetmanem wielkim był Czech, Jan Trnka z Raciborza. W roku 1503 został nim Mikołaj Kamieniecki i piastował buławę do zgonu w 1515 r.

Obok hetmanów wielkich bywali nadworni (Regiae maiestatis). Mianowano niekiedy po kilku naraz hetmanów z określonymi zadaniami albo też przydawano hetmanom pomocników (coadiu-torea).

Także i na Litwie już za Kazimierza Jagiellończyka istniał urząd hetmański, choć pierwszym znanym hetmanem jest tam mianowany przez wielkiego księcia Aleksandra w roku 1497 kniaź Konstanty Ostrogski.

CZĘŚĆ II

EPOKA WOJSK ZACIĘŻNYCH (1506-1717)

I

KSZTAŁTOWANIE SIĘ NOWYCH INSTYTUCJI WOJSKOWYCH (1506-1576)

ZAGADNIENIE OBRONY.RZPLITEJ ZA JAGIELLONÓW

Zagadnienie obrony Rzplitej u progu czasów nowożytnych nabrało już groźnej powagi. Warunki obrony w porównaniu z wczesnym średniowieczem uległy wielkiej i niekorzystnej zmianie. Na granicy zachodniej i północnej ubyło lasów, wód, bagien. Namnożyły się znane i wygodne przejścia i przeprawy. Wprawdzie zdołała Polska posunąć na Północy granicę aż do Bałtyku, jednakże poprawa przez to osiągnięta nie jest pewna, bo wrogiem ukrytym jest lennik zakonny, wrogiem stanie się z biegiem czasu następujący po nim lennik książęcy pruski. Dalej ku wschodowi lasy nad-narwiańskie i nadbużańskie dzieliły teraz nie od wrogiej, ale od bratniej Litwy, a Królestwu (Koronie) przypadała współodpowiedzialność za olbrzymie obszary Wielkiego Księstwa, za całe dorzecze Dniepru, gdzie słabo zaludnione ziemie białoruskie stykały się tuż z najgęściej zaludnionym ośrodkiem wojowniczego i zdobywczego Carstwa Moskiewskiego, a dalej ku południowi za wszystkie te ziemie ukrainne, gdzie „Dzikie Pola”, stepy czarnomorskie, ziemie niczyje, stanowiły nie tyle osłonę dla osiadłych ziem ruskich, ile rojowisko Tatarów, synów stepu. Stepy Besarabii i Budziaku przeszkodą bywają zawsze wojskom naszym, ale nie Tatarom, podobnie jak lasy bukowińskie i mołdawskie złowieszczo szumią rycerstwu polskiemu, a fortecą są przyrodzoną Wołoszy.

Osadzanie ziem pogranicznych, czerwonoruskich i podolskich (zachodnie Podole należy do Korony), łączyło się po staremu z obronną organizacją kraju, niezbędną wobec sąsiedztwa wołoskiego i tatarskiego. Ludność osadzana związana zostaje z grodami wielorakimi powinnościami na ich rzecz: dostawa żywności, roboty przy fortyfikacjach, straż, wyprawa wojenna w razie trwogi. Do służby zbrojnej na każde zawołanie obowiązani są bojarzy, kozacy grodowi, Czeremisi barscy. Starostwa halickie, trembowelskie, kamienieckie, barskie, chmielnickie - to jakby gubernatorstwa wojen-no-pograniczne. Starodawny Kamieniec, od XIV wieku opatrzony mocnym zamkiem murowanym, ma stałą załogę i wyrasta w najpotężniejszą fortecę Rzplitej, która łoży też ze skarbu koronnego na jego wzmocnienie, a płyną na to z czasem także prywatne zapisy i ofiary. Trembowla „tylko samemu Kamieńcowi pokłonić się może”, a Bar i Krzemieniec zawdzięczają królowej Bonie potężne zamki obronne. Na sąsiednim Wołyniu (jeszcze należącym do Litwy) i w litewskiej części Podola, jak w ogóle po zamkach Wielkiego Księstwa, podobnież całe grupy ludności służebnej, bojarów i kozaków obowiązane są do ich naprawy i obrony; na panach ciąży jeszcze w XVI wieku obowiązek utrzymywania wałów, murów i baszt („ho-rodni”), wieże należą bowiem do hospodara, tj. panującego; ale już uchylają się od tych obowiązków, by wszystko na hospodara zwalić. Nędzne też były i nie opatrzone te zamki wołyńskie i ukraińskie, które po unii lubelskiej przejęła od Litwy Korona. Od Tatarów broniła tu kraju siła zbrojna starostw i służba ziemska z ziem przyległych. Zasłynął zręcznością i szaloną odwagą za Zygmunta Starego Ostafi Daszkiewicz, starosta kaniowski i czerkaski.

Oprócz grodów w Koronie i zamków hospodarskich w Wielkim Księstwie wyrastają liczne i mocne zamki prywatne: Ostróg, Korzec, Wiszniowiec, Zbaraż i inne. Wśród miast warownych ziem wschodnich naczelną jest rola Lwowa, który stanowi oparcie dla całego roju fortec i zamków czerwonoruskich, podolskich i wołyńskich, będących szeroką i głęboką zaporą u zbiegu szlaków tatarskich.

Gorzej jest w innych stronach. Wielkie Księstwo nie ufortyfikowało należycie od strony Moskwy swej rozległej ściany wschodniej. Korona ma prawie otwartą ścianę zachodnią; poza Krakowem brak tu poważnej fortecy aż po miasta i zamki Prus Królewskich, potężnie ufortyfikowane niegdyś przez Krzyżaków i utrzymane nadal w wysokiej gotowości obronnej, z Gdańskiem, Malborkiem, Puckiem, Elblągiem i Toruniem na czele. Wszędzie tu nieporównanie słabsza niż na pograniczu południowo-wschodnim jest gotowość wojenna ludności.

Przy tej rozległości otwartych granic nawet o wiele potężniejsze i liczniejsze fortece nie byłyby dostateczną ich osłoną. Bronić ich musi przede wszystkim człowiek. Poza służbą starostw, zamków i miast pogranicznych, Rzplita ma dwojaką formę obrony. Pierwszą, i ważniejszą, jest teraz wyprawa wojsk zaciężnych. Drugą, zepchniętą na dalszy plan, jest „pospolita obrona”, czyli stare pospolite ruszenie.