Dzieje polityczne Europy - Marian Kukiel - ebook

Dzieje polityczne Europy ebook

Marian Kukiel

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 878

Rok wydania: 1992

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



MARIAN KUKIEL

Dzieje polityczne Europy

od rewolucji francuskiej

3 pozycja w serii „Historia”

64 pozycja książkowa Wydawnictwa Puls

PULS

PUBLICATIONS LTD

Marian Kukiel

Dzieje polityczne Europy

od rewolucji francuskiej

(1789-1921)

Pierwsze wydanie: Wydawnictwo Puls

(Londyn), 1992

First edition published in 1992

by Puls Publications (London)

Wszystkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

Copyright © Leszek Suski and Irena Whitehead

ISBN 0 907587 70 4

Zezwolenie na przedruk lub tłumaczenie

należy uzyskać zwracając się pisemnie do:

Permission for reprints, translations and reproductions

must be obtained in writing from:

Puls Publications Ltd

BCM Box 697, London WC1N 3XX,

Great Britain

Printed and bound in Great Britain

by Cox & Wyman Ltd, Reading

PRZEDMOWA

W nekrologu zmarłego w r. 1935 Szymona Askenazego Marian Kukiel napisał: „Historyk ma ścisłą pracą badawczą dochodzić prawdy o przeszłości: ma przez sztukę pisarską prawdę tę uczynić dostępną myślącemu ogółowi swych współobywateli, możliwie ogółowi swych współczesnych: ma przez to służyć dobru ogólnemu, z przeszłości wydobywać światła rozjaśniające teraźniejszość, wskazywać drogę w przyszłość. Historia zatem pragmatyczna”. W dziesięć lat później Kukiel nie był już tak pewien dydaktycznych walorów przeszłości jako takiej, wierzył niemniej, że historia może być kluczem do rozumienia dnia dzisiejszego. Świadczy o tym przeważająca większość książek, które napisał, będących przy tym dowodem wierności przekonaniu, że na efekt pracy historyka składa się nie tylko naukowość i talent pisarski ale także, co powtarzał za Szymonem Askenazym, „niezawisłe zdanie moralno-dziejowe”. Tylko połączenie tych trzech elementów gwarantowało zbliżenie się do ideału „historii prawdziwej”. Z tak rozumianą pracą, czy może powołaniem historyka, utożsamiał się przez całe życie. Świadectwem tej, w znakomitej większości udanej, identyfikacji były jego prace. Szkoda, że nie wznawiane i trochę jakby zapomniane. Zapomniane zresztą tak, jak ich Autor, częściej ostatnio przywoływany w związku ze sprawą Katynia, z którą związany był pełniąc w 1943 r. funkcje ministra obrony narodowej, niż za sprawą swojej twórczości. Nie od rzeczy będzie zatem przypomnienie jego biografii i jego książek.

Kukiel urodził się 15 maja 1885 r. w Bolesławiu w Galicji. Jak napisze po latach, był „takim spóźnionym bardzo pogrobowcem powstania” 1863 r. Jego ojciec był skazanym zaocznie na karę śmierci komisarzem powstańczego Rządu Narodowego, do roku 1870 emigrantem. Wiele, jeśli nie wszystko wskazuje na to, że atmosfera domu, historia domowa zadecydowała o przyszłości Kukiela. 1903 r. zapisał się na wydział filozoficzny Uniwersytetu Lwowskiego z zamiarem studiowania historii. W początkowej fazie studiów jego czas i myśli pochłaniała jednak bardziej niż badanie przeszłości chwila bieżąca. Działo się tak za sprawą wydarzeń w Królestwie,do którego wybrał się wspomagać rewolucję, co nie należało naówczas w Galicji do decyzji powszechnych. Walka z Moskalem skończyła się dość szybko. Po kilku miesiącach pracy w Okręgowym Komitecie Robotniczym PPS w Częstochowie (do PPSD wstąpił we Lwowie na początku studiów), Kukiel został w końcu 1905 r. aresztowany i osadzony w więzieniu gubernialnym w Piotrkowie. Na duchu podtrzymywał go numer celi – 44, który uznał za dobry omen. Jesienią 1906 r., dzięki zabiegom rodziny, był już z powrotem we Lwowie „bez intencji powrotu na rozprawę”, za to z postanowieniem pilniejszego zajęcia się studiami. Wtedy też podjął decyzję o wstąpieniu na seminarium Szymona Askenazego, orędownika szerszych badań nad najnowszymi, tj. XVIII-XIX w. dziejami Polski. Zadomowienie się w szkole Askenazego zaowocowało w 1909 r. doktoratem poświęconym wyprawie Joachima Deniski, opublikowanym w rozszerzonej wersji w 1912 r. pod tytułem Próby powstańcze po trzecim rozbiorze 1795-1797. Wydane w tym samym roku Dzieje oręża polskiego w dobie napoleońskiej uznane zostały ze względu na temat za „rewelację” i przyniosły Kukielowi pierwsze laury i międzynarodowe uznanie.

Seminarium Askenazego, które określiło karierę naukową Kukiela nie odwiodło go od działalności politycznej. Można chyba przy tym mówić o bliskim związku podejmowanych przezeń badań z decyzjami natury politycznej.Te zaś nie były błahe. W czerwcu 1908 r. wraz z m.in. Kazimierzem Sosnkowskim i Władysławem Sikorskim założył Związek Walki Czynnej, na którego czele po pewnym czasie stanął Józef Piłsudski. Prace przy tworzeniu kadr przyszłej armii polskiej wspierał Kukiel także publicystyką, pisując do «Krytyki», «Przedświtu» i «Życia». Bezpośrednio przed wybuchem I wojny światowej redagował wojskowy miesięcznik Strzelec i bliskie jego zainteresowaniom historią militarną wydawnictwo Boje polskie. We wrześniu 1914 r. borykającego się z chorobą płuc przydzielono do Departamentu Wojskowego NKN, a późną jesienią, na jego własną prośbę, Piłsudski przeniósł Kukiela do I brygady

Legionów. Po wycofaniu Legionów z walki (jesień 1916) Kukiel, będąc ówcześnie w stopniu kapitana, skończył kurs oficerów sztabu generalnego i przydzielony został do sztabu II brygady dowodzonej przez gen. Józefa Hallera. Podczas kryzysu przysięgowego, mimo swych sympatii dla Piłsudskiego opowiedział się przeciwko rozwiązaniu Legionów, uważając wojsko za główny atut w walce o niepodległość. Do końca 1919 pełnił funkcję komendanta Szkoły Podchorążych, będąc jednocześnie (awansowany w tym czasie do stopnia podpułkownika) zastępcą komendanta Szkoły Wojennej Sztabu Generalnego. Na początku 1920 r. mianowany został zastępcą szefa Oddziału III Sztabu, w kwietniu t. r. dowódcą 51 pułku piechoty, a w czerwcu XXIV brygady piechoty walczącej w kampanii polsko-bolszewickiej w ramach 6 armii. Jesienią 1920 r. odznaczony orderem Virtuti Militari wrócił do III Oddziału, pełniąc równocześnie obowiązki szefa Biura Historycznego Sztabu Generalnego. Od 1923 do 1925 r. dowodził 13 dywizją piechoty (w lipcu 1923 awansowany do stopnia generała brygady). W styczniu 1925 na powrót objął stanowisko szefa Wojskowego Biura Historycznego. Pełnił je do maja 1926 r.

Przewrót majowy Piłsudskiego spowodował odejście Kukiela z wojska, choć formalnie w stan spoczynku przeniesiony został (na własną prośbę) w styczniu 1930 r. Zadecydowało o tym nie tylko to, że w maju 1926 r. opowiedział się po stronie rządu i prezydenta. Jego wspólne drogi z Piłsudskim zaczęły rozchodzić się już podczas wojny. Pierwsza poważniejsza różnica zdań dotyczyła przyszłości Legionów. W 1917 r. Kukiel wybrał Polską Siłę Zbrojną, Piłsudski w konsekwencji więzienie w Magdeburgu. Po roku 1920 stosunki nie wróciły do stanu sprzed wojny. Kukiel należał do grona przyjaciół wrogo traktowanego przez piłsudczyków gen. Sikorskiego, tworząc wraz z nim organizację oficerską Związek Honoru i Ojczyzny, mającą ambicje: „unowocześnić wojsko” i wytworzyć w nim „wysoką atmosferę ideową”. Głównym jednak powodem definitywnego rozbratu był spór o autorstwo bitwy warszawskiej 1920 r. W jej piątą rocznicę w «Bellonie» ukazał się tekst Kukiela Pierwsza wytyczna operacji warszawskiej, odebrany przez Piłsudskiego jako próba minimalizowania jego zasług wojennych. W serii artykułów ogłoszonych w «Kurierze Porannym» (październik 1925) Marszałek dezawuował tekst Kukiela wszystkimi możliwymi metodami, sięgając nierzadko po argumenty niemerytoryczne, kpiąc z jego nazwiska, umiejętności wojskowych i faktu ukończenia Uniwersytetu z przyznawanym przez cesarza wyróżnieniem. W tym wypadku historyk zanadto zbliżył się do polityki, rządzącej się, o czym zdał się zapomnieć, jakże różnymi prawami niż nauka. Jest przy tym pewne, że intencją Kukiela nie było deprecjonowanie udziału Piłsudskiego w zwycięstwie 1920 r. Natomiast dla myślącego o powrocie do czynnej polityki Marszałka artykuł Kukiela był doskonałym pretekstem do zwrócenia uwagi na prowadzoną z nim jakoby walkę, w tym wypadku sprowadzającą się do próby umniejszania jego zasług wojennych. Polityka zatriumfowała nad historią, pytanie jednak, czy nie z korzyścią dla tej ostatniej.

Kukiel nie wracał do życia cywilnego w niesławie. Wrzawa wokół artykułu i zarzuty wobec pracy Biura Historycznego doprowadziły do powołania Komisji Rzeczoznawców, która po przesłuchaniu 28 oficerów, w tym Piłsudskiego, wyraziła uznanie dla obydwóch szefów Biura w latach 1923-1925, tj. gen. Juliana Stachiewicza i Kukiela. Odejście z wojska było równoznaczne z kontynuacją przerwanej w 1914 r. kariery naukowej, choć Kukiel nosząc mundur nie odłożył pióra. Najważniejszymi pracami powstałymi przed 1926 r. było rozszerzone wydanie Dziejów oręża, które pod tytułem Dzieje wojska polskiego w dobie napoleońskiej 1795-1815 opublikował w 1920 r. W rok później ukazał się cieszący się dużą popularnością i wielokrotnie wznawiany Zarys historii wojskowości w Polsce, zaś w 1923 r. Bitwa pod Wołoczyskami. Studia taktyczne z historii wojen polskich 1918-1921. Książka ta stała się podstawą habilitacji Kukiela na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1927 r. Przeniesienie się do Krakowa i objęcie stanowiska docenta na Uniwersytecie sprzyjało skoncentrowaniu się nad tematem zajmującym Kukiela od lat, nad dziejami militarnymi przełomu XVIII i XIX w. Wojny napoleońskie, które ukazały się w 1927 r. były wstępem do pracy większej, uznawanej przez niektórych krytyków jego twórczości za dzieło życia, do Wojny 1812 roku, której dwa tomy, blisko 1000 stron druku, ogłosił w 1937 r. Książce tej warto poświęcić kilka słów. Stanowiła owoc blisko 25-letnich badań i lektur. Oparta została na imponującej rozległością podstawie źródłowej, napisana zaś językiem,który stanowił pełne rozwinięcie talentów stylistycznych Autora. Aczkolwiek wszystkie te walory doceniono, sam Kukiel pozostawał wstrzemięźliwy wobec swego dzieła, pisząc we wstępie: „Przedstawienie to z konieczności będzie szkicowym. Trzeba by wielu tomów i długich jeszcze lat, by temat wyczerpać”. Skromność i dystans wobec własnych prac były takimi samymi identyfikatorami jego osoby, jak kompetencja i szacunek dla czytelnika były wyróżnikami jego książek.

Za paradoksalny uznać można fakt, że najwybitniejsze dokonanie Kukiela w obszarze historii wojskowości, choć w Wojnie 1812 roku nie dystansował się do kwestii politycznych, stanowiło cezurę jego zainteresowań badawczych. Sprawiło to objęcie w 1930 r. stanowiska dyrektora Muzeum i Biblioteki Czartoryskich w Krakowie. Atrakcyjność archiwum spowodowała nie tylko zwrócenie się ku badaniom nad biografią polityczną Adama Czartoryskiego, ale i dziejami Polski porozbiorowej. Prace te przerwał wybuch wojny.

W pierwszych dniach września 1939 r. Kukiel pełnił funkcje wojskowego komendanta Tamowa, po czym przedostał się do Lwowa, gdzie w dowództwie obrony miasta odpowiadał za sprawy propagandy. 11 września podczas spotkania Kukiela, Hallera, Karola Popiela i Stanisława Kota z gen. Sikorskim padła sugestia utworzenia triumwiratu (Sikorski, Sosnkowski, Haller) będącego wstanie zastąpić pozbawione autorytetu i kontroli nad wydarzeniami władze państwowe. Sikorski odmówił, niemniej uczestnicy spotkania, wyjąwszy autora projektu – Zygmunta Nowakowskiego, objęli wkrótce wysokie stanowiska w sformowanym na obczyźnie rządzie.

Kukielowi nie udało się opuścić Lwowa przed zajęciem miasta przez wojska sowieckie. Ukrywał się w obawie przed aresztowaniem i dopiero w październiku dotarł do Paryża, gdzie Sikorski powierzył mu funkcję swego zastępcy na stanowisku ministra spraw wojskowych. Wejście do grona najbliższych współpracowników premiera nie było wyłączną konsekwencją lwowskich spotkań i narad. Przewrót majowy był cezurą nie tylko w zawodowej biografii Kukiela, ale także zwrotem w jego sympatiach politycznych. Po 1918 r. odszedł od PPS, która wobec odzyskania przez Polskę niepodległości wyczerpała najbardziej pociągający go punkt swego programu. Polityka Piłsudskiego po maju 1926 r., ale bardziej jeszcze polityka piłsudczyków po śmierci Marszałka i przyjaźń z Sikorskim, spowodowała wejście Kukiela do kręgu sympatyków Frontu Morges. Nigdy nie przejawiał ambicji politycznych, nie chciał także specjalnie angażować się w bieżącą działalność organizacyjną, przede wszystkim ze względu na swoje obowiązki i plany naukowe. Był bardziej użyczającym znanego nazwiska stronnikiem, pomagającym w zjednoczeniu dla Frontu środowisk inteligenckich niż działaczem ugrupowania, co do którego efektywności i praktycznego wpływu na bieg życia politycznego w Polsce przejawiał spory sceptycyzm. Nie oznaczało to jednak ukrywania krytycyzmu wobec sytuacji w Polsce: konsekwencją było veto władz przeciw nadaniu mu tytułu profesora, mimo członkostwa Polskiej Akademii Umiejętności. W 1937 r. Kukiel wstąpił do Stronnictwa Pracy i wspierał je publicystycznie, pisując m.in. do uchodzącego za periodyk stronnictwa tygodnika Zwrot.

Sympatie i przynależności polityczne z lat trzydziestych, powodowane w podobnej mierze jego poglądami na sytuację w Polsce, co sięgającymi czasów I wojny przyjaźniami politycznymi (Sikorski, Haller), bardziej niż w ostatnich latach II Rzeczypospolitej okażą się dlań znaczące na emigracji. Pochłonięty przede wszystkim polityką Sikorski powierzył Kukielowi pieczę nad formującą się we Francji armią polską. W czerwcu 1940 r., po tragicznej dla polskich oddziałów klęsce Francji, kierował ewakuacją do Wlk. Brytanii. W sierpniu Sikorski mianował go dowódcą Oddziałów i Obozów Polskich w Szkocji, które z biegiem czasu przekształcone zostały w I Korpus Wojska Polskiego. Stanowisko dowódcy Korpusu Kukiel pełnił do września 1942 r. Tymczasem doszło do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej i podpisania w Londynie układu Sikorski-Majski, przywracającego zerwane 17 września 1939 r. stosunki dyplomatyczne między Polską i ZSRR, uwalniającego setki tysięcy deportowanych i uwięzionych w ZSRR Polaków oraz będącego wstępem do podpisania umowy wojskowej. Mimo niezaprzeczalnych korzyści, jakie porozumienie przyniosło polityce polskiej, umowa stała się przedmiotem krytyki niemałej części emigracji. Krytycy wschodniej polityki premiera stali na stanowisku, że nie uregulowana w układzie kwestia granic oraz ustępstwa wobec Stalina prowadzą do powojennego okrojenia terytorialnego Polski i uzależnienia jej od ZSRR. Podziały nie ominęły środowiska, na którym do tej pory opierał się rząd, m.in. z ostrą krytyką Sikorskiego wystąpił w «Wiadomościach Polskich» Zygmunt Nowakowski. Kukiel czuł się związany z Sikorskim nie tylko mocą lojalności wobec zwierzchnika i długoletnią przyjaźnią, ale także wiarą w sukces prowadzonej przez premiera polityki. Jak emocjonalnie reagował na krytykę rządu świadczy list do Nowakowskiego, w którym pisał: „...Niech Pan pamięta, wrócimy. I zdawać będziemy sprawę narodowi z tego, jak kto z nas pełnił służbę na obczyźnie. Łączę wyrazy poważania dla dawnego Zygmunta Nowakowskiego”. Na opozycję Sikorski zareagował m.in. przeorganizowaniem swego obozu politycznego. Nie mogąc sprostać obowiązkom wynikającym z pełnienia stanowisk premiera, naczelnego wodza i ministra spraw wojskowych, zdecydował się powierzyć tę ostatnią funkcję Kukielowi, mianowanemu ministrem (wcześniej zaś awansowanemu do stopnia generała dywizji) 24 września 1942 r. Stanowisko ministra obrony narodowej Kukiel pełnił w gabinetach Sikorskiego, Stanisława Mikołajczyka, Tomasza Arciszewskiego i gen. Tadeusza Bór-Komorowskiego. W każdym kierowanie sprawami wojska należało do zadań trudnych. Za dowód służyć może rejestr wydarzeń z lat 1942-1945 wymagających szczególnych zabiegów: organizacja II Korpusu na Bliskim Wschodzie, Katyń, udział jednostek polskich w walkach we Włoszech i Europie zachodniej po inwazji, pomoc aliantów dla AK i Powstania Warszawskiego, wreszcie kwestia przystosowania do życia na obczyźnie żołnierzy, którzy zdecydowali się nie wracać do Polski po zakończeniu wojny. Nie ułatwiał Kukielowi pracy nieklarowny podział kompetencji w sprawach wojska między ministra, naczelnego wodza, odgrywającego coraz istotniejszą rolę dowódcę II Korpusu gen. Andersa i premiera, w oczywisty sposób uznającego armię za istotny atut polityczny emigracji. O prawie siedmioletnim okresie pracy Kukiela w rządzie wiele, jeśli nie wszystko, mówi fakt czterokrotnego powoływania go w skład rady ministrów, w warunkach wychodźczych swego rodzaju ewenement, oczywisty jedynie dla znających jego pracowitość i bezinteresowność.

Gabinet gen. Bór-Komorowskiego podał się do dymisji 10 lutego 1949 r. i Kukiel po raz drugi wracał do pracy i życia cywilnego. Przyszło mu to chyba łatwiej niż po maju 1926 r. Podczas wojny nie rozstawał się z piórem pisując do «Bellony» i «Polski Walczącej», przygotowując projekty przyszłych prac. Na ich tematyce zaważyły nie tylko przedwojenne zainteresowania badawcze, ale i rola emigranta, którą przyjął po 1945 r. Fakt zasiadania w gabinecie Tomasza Arciszewskiego, określanego przez emigrację jako rząd protestu przeciw ustaleniom konferencji jałtańskiej, niejako automatycznie przesądzał o decyzji niewracania do Polski. W końcu 1945 r. stanowczo odmówił zaproszeniu wystosowanemu doń przez rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uważał, że na emigracji nie wystarczy być, że trzeba ją tworzyć w sensie organizacyjnym i intelektualnym. Prócz zadań politycznych, zaświadczania o gwałcie zadanym Polsce w Jałcie, emigracja miała do spełnienia ważne zadania w sferze kultury, poddanej w kraju presji niszczącej ją ideologii. Wychodźstwo miało być poprzez wytworzone ku temu instytucje gwarantem trwania i tożsamości kultury. Ocalenia jej swoistości i zapewnienia wolności tworzenia. Tak rozumiana misja emigracji nie zmieniła się zasadniczo od czasów wojny. Zmienił się jedynie charakter zagrożenia kultury polskiej, dla wielu niebezpieczniejszy niż ten, któremu kraj i emigracja starały się przeciwstawić po roku 1939. Stąd też troska o podtrzymanie instytucji założonych w czasie wojny i tworzenie nowych, będących w stanie zaspokoić ambicje emigracji w nowych warunkach. Bycie emigrantem Kukiel pojmował w sposób dwojaki. Po pierwsze przez kontunuowanie swojej działalności twórczej, pisarskiej, po drugie zaś poprzez stymulowanie działalności środowisk naukowych. Brał decydujący udział w powołaniu do życia, w 1945 r., Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego, był inicjatorem powstania i prezesem utworzonego w 1946 r. Polskiego Towarzystwa Historycznego w Wlk. Brytanii, zarazem zaś redaktorem periodyku PTH, «Tek Historycznych». Był także orędownikiem powstania interdyscyplinarnej organizacji uczonych przebywających poza krajem – Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie (1950 r.) oraz także powstałego w 1950 r. Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie (PUNO), którego był profesorem. Od momentu wyjścia z rządu nie angażował się w życie polityczne emigracji. Kilkakrotnie ze względu na szacunek, jakim się cieszył, proszony był o występowanie w roli mediatora w coraz ostrzejszych i coraz bardziej wyniszczających emigrację sporach politycznych.

W twórczości Kukiela po 1945 r. zwraca uwagę biorąca początek w czasach przedwojennych zmiana zainteresowań. Zwrócenie się ku dziejom politycznym Polski XIX w., głównie za sprawą postaci Adama Czartoryskiego, nie było jednak spowodowane wyłącznie badaniami w archiwum Czartoryskich, choć te na pewno odegrały istotną rolę. W przekonaniu emigracyjnej inteligencji biografia Adama Czartoryskiego stanowiła swego rodzaju syntezę polskich dylematów politycznych, przynależnych nie tylko XIX stuleciu. Mieściło się w niej zagadnienie stosunków polsko-rosyjskich (w wymiarze walki i prób koegzystencji), predyspozycja powstaniowa Polaków, tradycja wychodźcza, wreszcie zasadnicze dla „sprawy polskiej” relacje z mocarstwami Zachodu. W każdym z fragmentów biografii Czartoryskiego odnaleźć można wyzwania, przed którymi stanęły pokolenia Polski porozbiorowej. Drugim powodem atencji, którą darzono Czartoryskiego było wyraźne odczuwanie podobieństw losu. Nie tylko Kukiel dostrzegał analogie między wychodźstwem polistopadowym a tym o sto lat późniejszym, szukając w nich potwierdzenia celu i sensu działania.

Przed- i powojenne studia nad działalnością Czartoryskiego doprowadziły do wydania w 1950 r. Księcia Adama, książki otwierającej dwudziestoletni, niezwykle aktywny okres biografii naukowej Kukiela. W pięć lat później rozszerzoną wersję książki (Czartoryski and European Unity 1770-1861} ogłosił w Stanach Zjednoczonych. Wydanie tej pracy w języku angielskim stanowiło spóźnioną rekompensatę za przerwany wojną i w efekcie nie ukończony francuski przekład Wojny 1812 roku. W początku lat pięćdziesiątych Kukiel podjął pracę nad syntezą dziejów politycznych Polski w XIX w. Prowadząc wykłady w Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie na ich podstawie przygotował skrypt Kurs dziejów porozbiorowych Polski, którego cz. I Czasy walk zbrojnych o przywrócenie państwa 1795-1865 ukazała się drukiem w 19j3 r. Zachęcony reakcjami jakie wzbudziła książka zdecydował się na jej poszerzenie m.in. o cykl wykładów transmitowanych do Polski przez Radio Wolna Europa. W 1961 r. pod szyldem PUNO ukazały się Dzieje Polski porozbiorowe 1795-1921, praca oceniana przez obserwatorów twórczości Kukiela za osiągnięcie porównywalne z Wojną 1812, przewyższająca je jednak skalą społecznego znaczenia, uznawana przy tym za jedną z najwybitniejszych syntez dziejów Polski. W 1953 r. przystąpił do pisania Dziejów politycznych Europy pomyślanych jako podręcznik równoległy chronologicznie do Kursu dziejów porozbiorowych. W 1954 r. na prawach rękopisu ukazała się cz. I poświęcona okresowi 1789-1815, w kolejnych latach w tej samej formie wyszły dwie następne części 1815-1871 oraz 1871- 1921.

Istotnym przejawem aktywności Kukiela były teksty drukowane przezeń w Tekach Historycznych, przeważnie lokujące się w obrębie XIX-wiecznych dziejów Polski. Stosowną wadze sprawy uwagę poświęcił kondycji historiografii krajowej, funkcjonującej w warunkach zniewolenia cenzuralnego i interpretacyjnego. Teki Historyczne powołane zostały do życia nie tylko dla umożliwienia historykom na obczyźnie nieskrępowanej prezentacji badań, ale także, co Kukiel wielokrotnie podkreślał, w celu przeciwstawienia się deformacji krajowej humanistyki.

Rozpoczęcie wydawania pisma stało się dla Kukiela pretekstem do prezentacji swego sposobu widzenia pracy historyka. W eseju Historia w służbie teraźniejszości pisał na ten temat: „teraźniejszość domaga się przedstawienia genezy i rozwoju procesów dziejowych nie zamkniętych i stanowiących treść obecnej chwili dziejowej. Tu najgłębiej sięgamy w przeszłość, a zarazem w genetyczne, przyczynowe powiązania wydarzeń”.W tym samym tekście przypominał jednak o niebezpieczeństwach: „Historyk – człowiek nauki – pisał – bronić musi swej niezależności poznawczej, swej myślowej twórczości, przeciw naporom wszelkiego utylitaryzmu, przeciw namiętnościom dnia dzisiejszego: dąży w swej pracy badawczej do wyzwolenia się od naporu współczesności, by uzyskać niezamącone wejrzenie w przyszłość”.

Tekst ten, napisany w roku 1947 i tak bliski przesłaniu cytowanemu na początku tego szkicu fragmentu nekrologu Szymona Askenazego, stanowi credo twórczości Kukiela dostrzegalne zwłaszcza w pracach napisanych przed rokiem 1918 i po 1945. Ogółem powstało ich blisko 1500. Oprócz już przytoczonych, nie można pominąć publicystyki (na emigracji drukował m.in. w Wiadomościach, Kulturze, Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza, Tygodniu Polskim) oraz opublikowanych z jego inicjatywy Polskich Sił Zbrojnych w drugiej wojnie światowej (pięć tomów wydanych w latach 1950-1969 oraz Documents on Polish-Soviet Relations 1939- 1945, t. I-II 1961-1967. Ostatnią większą rzeczą była książka Generał Sikorski. Żołnierz i mąż stanu Polski walczącej, opublikowana w 1970 r. w 25-lecie śmierci Sikorskiego i traktowana przez Kukiela jako spłata długu „za przyjaźń dłuższą od życia”, napisana jednak, co podkreślił we wstępie, „z pełnym poczuciem odpowiedzialności historyka”.

Marian Kukiel zmarł w Londynie trzy lata po jej wydaniu, 15 sierpnia 1973 r.

*

Trzy części Dziejów politycznych Europy od rewolucji francuskiej (1789-1921), napisanych z myślą o studentach Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie, ukazały się w formie powielonego maszynopisu i nakładzie nie przekraczającym prawdopodobnie kilkudziesięciu egzemplarzy między rokiem 1954 a 1956. Nie wiadomo czy Marian Kukiel nosił się z zamiarem opublikowania skryptu w zintegrowanej formie i w odpowiednim nakładzie. Mimo poszukiwań w papierach Autora zdeponowanych w Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, piszącemu te słowa nie udało się tego ustalić. Faktem natomiast jest, że maszynopis Dziejów Europy nie był znany szerszemu gronu czytelników. Świadczy o tym nie tylko brak bieżących recenzji, co zrozumiałe, zważywszy ograniczony krąg odbiorców i pierwotne przeznaczenie maszynopisu, ale przede wszystkim brak wzmianek w pośmiertnych podsumowaniach twórczości Kukiela.

Choć autor Dziejów Polski porozbiorowych był i jest nadal kojarzony głównie z pracami poświęconymi historii Polski, historia powszechna także stanowiła ważny obszar jego zainteresowań i inspiracji. Dowodem na to są wspomniane już Wojny napoleońskie i Wojna 1812 roku, a także duży tekst Dyktatura wojskowa we Francji i dyktatura Francji w Europie (1795-1815), będący jednym z rozdziałów kilkutomowej Wielkiej Historii Powszechnej wydanej w 1936 r. W Dziejach politycznych Europy dostrzec można wspomniane już składniki pisarstwa Kukiela – walor stylistyczny i „niezawisłe zdanie” interpretacyjne sprawiające na czytelniku wrażenie nieudawanego obiektywizmu. Obecne jest w nich także widoczne upodobanie Kukiela do historii militarnej. Świadczy ono jednak bardziej o kompensowaniu sobie zainteresowań, od których odszedł, choć nie całkowicie, po roku 1945, niż przydawaniu militariom decydującego znaczenia w dziejach. Mało jest natomiast w Dziejach Europy informacji dotyczących historii gospodarczej i dziejów kultury, wyjaśnia to jednak tytuł, w którym słowo „polityczne” użyte zostało nie bezpodstawnie. Jeśliby szukać w tej książce metodologicznych swoistości, wskazać trzeba na dwie kwestie dostrzegalne zresztą i w innych pracach Kukiela. Po pierwsze na tendencję poszukiwania „tajemnych sprężyn dziejowych”. Stąd uwaga, którą poświęca organizacjom wolnomularskim i węglarstwu. Po drugie akcentowanie, ale chyba nie przecenianie, wpływu na bieg dziejów wybitnych jednostek, co stanowi bez wątpienia pogłos szkoły Szymona Askenazego. Wszystkie te właściwości nie stanowią jednak próby przekonania czytelnika o ich nadrzędnym bądź nieistotnym znaczeniu dla procesu dziejowego. Są bardziej przejawem zaciekawień Autora, niż dowodem stosowania przezeń określonych kryteriów interpretacyjnych.

Dzieje polityczne Europy, co wynika z ich metryki, nie są książką nową. Napisane głównie w oparciu o literaturę brytyjską i francuską, obejmują stan badań z początku lat 50-tych. Nie wydaje się jednak, by podeszły nieco wiek książki był jej mankamentem. Polska historiografia powojenna nie przejawiała szczególnego zainteresowania dziejami powszechnymi, choć ukazało się szereg wartościowych prac, zwłaszcza w serii historii państw zainicjowanej przez Ossolineum – Historia Francji J. Baszkiewicza, Historia Niemiec W. Czaplińskiego, A. Galosa i W. Korty czy Historia Włoch J. Gierowskiego. Porównywalne z pracą Kukiela pod względem chronologii, układu i przewijającego się wątku polskiego są m.in. książki M. Żywczyńskiego Historia powszechna 1789-1870 i J. Pajewskiego Historia Powszechna 1871-1918, których pierwsze wydania ukazały się w latach 60-tych. Nie wdając się w porównania Dziejów politycznych Europy z obu tymi pracami, na korzyść książki Kukiela przemawia, co trzeba z mocą podkreślić, brak ograniczeń cenzuralnych, którym, chcąc nie chcąc, podlegali historycy krajowi i co dostrzegalne jest w tekstach obu wspomnianych wyżej książek.

Twórczość Mariana Kukiela należy do klasyki polskiej historiografii. Tak też patrzeć można na Dzieje polityczne Europy, choć kwalifikacja ta w żadnym wypadku nie oznacza muzealnego charakteru jego książki. Ponad czterdzieści lat rygoru tematów zakazanych i materializmu historycznego, których doświadczyła polska historiografia po 1945 r. sprawiają, że Dzieje Europy czyta się z paradoksalnym uczuciem swego rodzaju nowości tej książki. Tylko na pozór wydaje się to dziwne. Na pozór z tego względu, że przed blisko czterdziestu laty Kukiel pisał o historii Europy i jej zwrotnych momentach, np. o przewrocie i rewolucji bolszewickiej, tak jak o wydarzeniach tych pisze się dzisiaj. We wspomnianym już obiektywizmie i interpretacyjnej ponadczasowości leży wartość tej niesłusznie zapomnianej książki, w tym leży także wartość pojmowania przez jej Autora powinności historyka.

Na niniejsze wydanie Dziejów politycznych Europy składają się trzy scalone części skryptu. Układ rozdziałów (zwanych w maszynopisie wykładami) w poszczególnych częściach oraz ich tytuły i numeracja pozostały nie zmienione. Uwspółcześniona została pisownia i ujednolicone zasady stosowania nadużywanego przez Kukiela cudzysłowu. W nielicznych fragmentach, przepisanych prawdopodobnie z manuskryptu z błędami uniemożliwiającymi poprawne odczytanie tekstu, dokonano opuszczeń zaznaczając to [...]. Opuszczone zostały także odsyłacze do Kursu dziejów porozbiorowych, co uzasadniało jedynie pierwotne przeznaczenie tekstu. W nawiasie kwadratowym [] umieszczone zostały wstawki odredakcyjne. Kukiel stosował często niezgodną z przyjętą dzisiaj pisownię niektórych nazwisk i nazw geograficznych, zostały one podane w pisowni stosowanej współcześnie. Zachowano natomiast spolszczenia imion obcych, w czasie powstawania książki zabieg często stosowany przez pisarzy i publicystów emigracyjnych. W przypisach przytoczone zostały przeważnie dzieła, których tytuły podaje Kukiel w formie niepełnej bądź tłumaczeniu odbiegającym od przyjętego. Bibliografię (uzupełnioną o brakujące elementy poszczególnych pozycji) zestawiono na podstawie wskazówek bibliograficznych umieszczonych w maszynopisie na końcu kolejnych wykładów.

Rafał Habielski

CZĘŚĆ I 1789-1815

I. „STARY PORZĄDEK” XVIII W. STOSUNKI MIĘDZYNARODOWE

REWOLUCJA FRANCUSKA ZAMYKA I OTWIERA EPOKĘ

Amerykański historyk, pisząc przed kilku laty o rewolucji francuskiej, zwraca uwagę, jak przejawiły się wtedy wszystkie paradoksy i sprzeczności nowoczesnego świata, naszych dni. „Rewolucja oswabadzała jednostkę, a zarazem konsolidowała nowoczesne państwo. Wprowadzała rządy prawa, a stworzyła tradycję gwałtu. Potępiała wojnę jako narzędzie rządów, a uczyniła ją straszniejszą i bardziej ’totalną’, stawiając całe narody na nogi na wsparcie swoich armii. Otwarła drogę do triumfu kapitalizmu, a z jej natchnienia począł się socjalizm, który miał go obalić. Budowała społeczeństwo na fundamencie instytucji prywatnej własności, ale zarazem na zasadzie praw ludzkich prostego człowieka. Ogłosiła równość wszystkich narodów,... a jednocześnie wywołała u wielu przekonanie, że interesa ich są przeciwne interesom ’zachodu...’. O ile zatem konflikty wśród nowoczesnych społeczeństw i między nimi wynikają z wmawiania we wszystkie istoty ludzkie, że mają one te same prawa, gdy tymczasem nie zażywają one jednako dobrodziejstw życia, to konflikty te przypisać można Rewolucji Francuskiej...”1

Bez względu na paradoksalność w sformułowaniu tego wniosku, jest tu stwierdzenie, jak głęboko sięgał dokonany przewrót i jak dalekosiężne wywołał następstwa.

Grozę tego kataklizmu dostrzegali współcześni. Józef de Maistre pisał w r. 1797: „Rewolucja francuska ma charakter szatański”. William Pitt młodszy, w walce zaciętej z Francją rewolucyjną, stwierdzał, że wojny, które się z nią toczy to zmagania się „uzbrojonej opinii” (dziś mówimy o „ideologiach uzbrojonych bombami”). Wielki myśliciel polityczny Edmund Burkę patrzył na rewolucję jak na „potwornego olbrzyma, który powstał z grobu zamordowanej monarchii, zmierzając bez względu na niebezpieczeństwa do celu, z pogardą reguł i zwyczajnych metod, wywracającego wszystkich po drodze, gdy oni dziwią się jeszcze, jakim sposobem w ogóle istnieje”.

Zanim przejdziemy do historii samej rewolucji, trzeba rzucić okiem na to, co miała wywracać – na „stary porządek”, który miał się zawalić.

EUROPA PRZED REWOLUCJĄ.STATUS POLITYCZNY NA ZACHODZIE

Przypomnijmy sobie najpierw w ogólnym zarysie geografię polityczną ówczesnej Europy. Zaczynamy od Wielkiej Brytanii, tj. Zjednoczonego Królestwa Anglii, Szkocji i Irlandii. Ma ono około 12 milionów ludności – tyle co Polska przedrozbiorowa. Jest potęgą światową przez swój handel i kolonie, a co za tym idzie, przez swą potęgę morską. Wiek XVIII rozszerzył jej zamorski stan posiadania przez nabycie (1704) Gibraltaru, opanowanie znacznej części Indii Wschodnich (pod zarządem Kompanii Wschodnio-Indyjskiej) i zdobycie w Ameryce Kanady (przedtem francuskiej, 1763). Natomiast rewolucja amerykańska i wynikła z niej wojna, z udziałem Francji, przyprawiły Anglię o utratę najstarszych, najludniejszych i najcenniejszych kolonii z trzema milionami ludności i dały początek Stanom Zjednoczonym i powstaniu narodu amerykańskiego. Pokój w Wersalu (1783), w którym Anglia uznała ten stan rzeczy, stawiał znak zapytania nad jej przewagą morską w stosunku do Francji i pozostawiał głęboką nieprzyjaźń między obu mocarstwami zachodnimi.

Nie należą wtedy do Wlk. Brytanii ani Afryka Południowa (gdzie są kolonie holenderskie), ani Australia (gdzie jest „Nowa Holandia”, a w roku 1788 odprawiono pierwsze nabożeństwo w kraju nazwanym Nową Południową Walią). Wlk. Brytania ma dynastię niemiecką, hanowerską, już w trzecim pokoleniu. Rozłam wewnętrzny, trwający po usunięciu z tronu Stuartów przez przeszło pół wieku, stopniowo zaniknął. Ustalały się również stopniowo stosunki między królem, mającym jeszcze duży wpływ na rządy, a parlamentem. Hanowerskie dziedzictwo dynastii mocnym węzłem wiąże Wlk. Brytanię ze sprawami Niemiec.

Na kontynencie Europy najpotężniejsza jest Francja. Ma 25 milionów mieszkańców – dwa razy tyle co Wlk. Brytania, tyle co Niemcy (ale te są podzielone politycznie), bez mała tyle co olbrzymia obszarem Rosja. Granice Francji odpowiadają w przybliżeniu dzisiejszym (bez Avignonu papieskiego, Sabaudii i Nicei sardyńskich, pewnych posiadłości książąt niemieckich w Alzacji i Lotaryngii). Jest ona państwem jednolitym narodowo, scentralizowana pod berłem królewskim, na które pada odblask tradycji „Króla-Słońca”, Ludwika XIV Francja mimo utraty Kanady ma duże jeszcze posiadłości zamorskie: w Ameryce – Nowa Fundlandia – i w Antylach, stacje handlowe w Indiach Wschodnich i w Afryce. Armia francuska liczbą ustępuje tylko rosyjskiej, flota świeżo zmierzyła się z powodzeniem z brytyjską, choć wiele od niej słabsza. Dawny antagonizm z Habsburgami przygasł; w wojnie siedmioletniej było przymierze obu mocarstw, a córka cesarzowej Marii Teresy jest na tronie Francji. Z Rosją po konfliktach lat siedemdziesiątych nastąpiło zbliżenie polityczne.

Urok Francji jest potężny, jej kultura, język, jej idee szerzą się po całej Europie, a Paryż jest, choć nie uznaną przez Anglię, stolicą kulturalnego świata.

Hiszpania – wtedy około 10 milionów ludności – ma jeszcze olbrzymie imperium. Należy do niej przeważna część Ameryki Południowej, cała środkowa z Meksykiem, Luizjana i Floryda w Ameryce Północnej, posiadłości na Oceanie Spokojnym (Filipiny), a utrzymanie jego i obrona, mimo dopływu złota zza Oceanu, stawiają przed gospodarczo i społecznie zacofanym krajem zagadnienia bardzo trudne. Tym więcej tyczy się to małej Portugalii, obarczonej posiadłościami kolonialnymi w trzech częściach świata, na trzech oceanach i ogromnym państwem w Brazylii. Ratuje Portugalię wieczysty sojusz z Wlk. Brytanią – poświęcenie dla bezpieczeństwa niezależności w polityce zewnętrznej. Małym państwem a wielkim mocarstwem kolonialnym jest również Holandia, wtedy rzeczpospolita związkowa zjednoczonych prowincji o 3 milionach ludności, z dominującym wpływem finansistów i wielkich kupców. Rządzona jest przez Stany Generalne, ze zmiennym prezydentem, na zasadzie jednomyślności.

Położenie tych trzech państw można tak określić, że żadne z nich nie jest w stanie stawić czoła inwazji francuskiej bez potężnej pomocy z zewnątrz i żadne nie może utrzymać swych posiadłości zamorskich przeciw Anglikom. Polityka ich w kolejnych wielkich konfliktach francusko-angielskich oscyluje między taką Scyllą a Charybdą.

STATUS POLITYCZNYEUROPY ŚRODKOWEJ I WSCHODNIEJ

Niemcy – Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – to trzysta czterdzieści trzy państwa i państewka, licząc państewka duchowne, wolne miasta i panów Reichsunmittelbar, tj. bezpośrednio podległych cesarzowi. Władza cesarska jest symboliczna, Sejm Rzeszy w Ratyzbonie giełdą ścierających się na tym obszarze interesów mocarstwowych, przy czym głównymi partnerami ze strony niemieckiej są, obok Austrii, Prusy, Bawaria, Saksonia – każde z tych państw z polityką własną. Do dawnych z traktatu westfalskiego (1648) gwarantów tego stanu rzeczy – Francji i Szwecji – dochodzi już Rosja, powołując się na swój świeży udział mediacyjny w pokoju cieszyńskim (1779) i w r.1785 ona rozstrzyga spór między cesarzem Józefem II a kierowanym przez Fryderyka Furstenbund. Wrogość jawna lub ukryta Austrii i Prus, chęć odwetu za grabież Śląska po jednej stronie, obawa tego odwetu po drugiej, dominują w polityce Rzeszy.

Przez grabież Śląska, a później polskiego Pomorza z Warmią, Prusy skonsolidowały się terytorialnie, ale mają terytoria rozrzucone daleko, pośrodku Bawarii, za Łabą, nad Renem i za Renem. Fryderyk Wielki nie żyje; ale i za jego zastępcy Fryderyka Wilhelma II Prusy nie ustaną w gorączkowych wysiłkach, by związać to wszystko razem, by „wyrównać” granicę wschodnią dalszymi zaborami w Polsce, północną nad Bałtykiem zaborem Pomorza Szwedzkiego, a już spoglądają na Hanower jako na przyszły łup. Na razie w dobrych stosunkach z Wlk. Brytanią – sojusznikiem z wojny siedmioletniej – gotowe są wyzyskać każdą okazję i z każdym się sprzymierzyć dla takiego przekształcenia mapy Europy, które by z nich czyniło główne mocarstwo w Niemczech i główne mocarstwo bałtyckie.

Austria jest to wtedy nazwa potocznie używana na oznaczenie monarchii habsburskiej, złożonej z różnych „królestw i krajów dziedzicznych”. Do nich należy już kawał Polski (Galicja, bez Krakowa), należą jeszcze Niderlandy belgijskie, Księstwo Mediolańskie, Mantua; członkowie domu habsburskiego mają jakby lennem Toskanię i Modenę; hegemonia Austrii rozciąga się i na resztę półwyspu włoskiego, na Republikę Wenecką, jeszcze dominującą na Adriatyku – należą do niej Istria i Dalmacja, na Parmę, Państwo Papieskie, Królestwo Obojga Sycylii, a nawet na Królestwo Sardynii (z Piemontem). Po staremu Włochy są terenem rywalizacji polityki habsburskiej i francuskiej, z przewagą Austrii. Monarcha – wówczas Józef II, będący zarazem cesarzem Niemiec, w charakterze cesarza związany konstytucją Rzeszy, działa jako król „czeski i węgierski”; dopiero przeobrażenia wywołane rewolucją i rozpad „Cesarstwa Rzymskiego” po latach kilkunastu skłonią ówczesnego monarchę habsburskiego do przyjęcia tytułu cesarza Austrii.

Panując nad „krajami dziedzicznymi” zamieszkałymi przez różne narodowości, mówiące różną mową, o różnych tradycjach i obyczajach, Józef II dąży do skonsolidowania monarchii przez centralizm biurokratyczny, stopniowe znoszenie wszelkich odrębności ustawodawczych i resztek instytucji państwowych, gdzie jeszcze się utrzymały, i narzucanie niemczyzny jako ogólnego języka państwowego gdzie się da – w urzędzie, w szkole, w kościele. Germanizacyjna i niwelacyjna polityka objęła nawet Węgry, które się burzą; w Belgii jest ferment, jakby zwiastun wydarzeń we Francji. W obu krajach następuje w r.1789 wstrząs rewolucyjny.

Rzeczpospolita Polska, okrojona w pierwszym rozbiorze, z utratą Białorusi, Galicji, Pomorza polskiego, części Wielkopolski, rządzona przez Radę Nieustającą pod kontrolą rosyjskiego ambasadora, gwarancją rosyjsko-pruską „praw kardynalnych” spętana na drodze reform, z wolna odradza się kulturalnie, gospodarczo i krzepnie jako państwo. W r.1788 zaczyna się Sejm Czteroletni, przed którym stoi już pytanie, jaką drogą iść wobec wojny na Wschodzie.

Rosja za Katarzyny II opanowała już północne wybrzeże Czarnego Morza, zniosła Sicz Zaporoską, zdobyła Krym. Te czarnomorskie ziemie „noworosyjskie” osaczają od południa Ukrainę i jest to zarazem podstawa wyjściowa do dalszego naporu na Turcję, której granice sięgają jeszcze poza Dniestr, po Dunaj i Sawę. Ożył wielki projekt grecki. Staje sojusz Katarzyny z Józefem II celem rozbioru Turcji. Sprawa wschodnia staje na porządku dziennym. Odpowiedzią jest na Zachodzie sojusz Anglii, Holandii i Prus, podczas gdy Francja zbliża się do Rosji.

Na północy Rosja trzyma już Przesmyk Karelski i Wyborg; Finlandia jeszcze szwedzka. Szwecja pod energicznym i śmiałym panowaniem Gustawa III jeszcze nie wyrzekła się roli mocarstwowej. Dania, złączona unią z Norwegią, jest w ciągłym niemal konflikcie ze Szwecją. Obydwa te państwa grają rolę w wywołanych nową wojną na wschodzie kombinacjach mocarstwowych.

Tak wygląda Europa, gdy patrzeć na ówczesną kolorową jej mapę. Ale trzeba spojrzeć co za tą fasadą, co oznaczają obyczaje polityczne „starego porządku” i co on oznacza w wewnętrznym życiu narodów.

OBYCZAJE POLITYCZNE

Wiek XVIII wniósł w rządy i politykę zagraniczną mocarstw i pomniejszych państw nieznaną przedtem, cyniczną amoralność. Nie kierowała się polityka w poprzednich stuleciach miłością bliźniego. Egoizm państwowy triumfował, ale rozbój polityczny i wiarołomstwo jeszcze nie były sławione i podawane za cnotę. Był wprawdzie traktat Machiavellego Książę, z nauką, jak dla celów politycznych zażywać podstępu, zdrady i zbrodni. Ale wstydzono się tego, co w nim było odbiciem politycznej rzeczywistości i jeszcze w XVIII w. przyszły Fryderyk Wielki pisze za młodu Antymachiawela.

Wkrótce potem zaszły wypadki, które ujawniały zanik hamulców moralnych w polityce międzynarodowej. Po zgonie cesarza Karola VI państwa, które za jego życia zaprzysięgły poszanowanie tzw. sankcji pragmatycznej, poręczającej nietykalność posiadłości habsburskich i przejście ich na córkę cesarza, Marię Teresę, nie tylko nie ujęły się za napadniętą Austrią, gdy Fryderyk II łamiąc przysięgę napadł na Śląsk, ale rzuciły się zewsząd na łatwy, jak sądzono, łup, by go rozszarpać. Czyn Fryderyka nie spotkał się z potępieniem w literaturze politycznej, a Wolter, wyrocznia stulecia, stał się jego wielbicielem. Gdy w roku 1767 już się zdało, że kolej przychodzi na Polskę – była interwencja rosyjsko-pruska upozorowana sprawą dysydentów – papież Klemens XIII apelował do monarchów katolickich: Ludwika XV, Karola III hiszpańskiego i cesarza Józefa II: „Nie mam wojsk na uratowanie Polski... Zaklinam Was na Pana i Zbawiciela naszego: przyjdźcie w pomoc temu nieszczęsnemu narodowi... Jeżeli cierpi jeden członek ciała, złączonego imieniem Chrystusa, cierpią z nim wszystko członki...” Ale, jak stwierdza wielki historyk obyczajów politycznych tego wieku, Albert Sorel, stworzenie koalicji opartej na zasadach prawa publicznego i ku jego obronie byłoby w Europie XVIII w. nie tylko szczytem nieprawdopodobieństwa, ale czymś nieobyczajnym. Mógł też Fryderyk II śmiało się natrząsać: „Papież, który by chciał głosić krucjatę nie pociągnąłby nawet dwudziestu hultajów”. W pięć lat później triumfował: „Będziemy się komunikować tym samym opłatkiem eucharystycznym, podzielimy się Polską”.

Rozbiór częściowy Polski w r.1772 był wedle słów Fryderyka, głównego z trzech sprawców, „pierwszym w historii przykładem podziału ułożonego między trzema mocarstwami i dokonanego pokojowo”, przykładem „godnym podziwu”. Był według Alberta Sorela pierwszym precedensem rozbioru państwa dla samej wygody sprawców i traktowania rozbiorów jako celu polityki i jej środka. Zmowa ta trzech potężnych sąsiadów na słabszego i bezbronnego nastąpiła po prostu dlatego, że słabszy i bezbronny.

Z adresatów owego apelu papieskiego do ratowania Polski jeden, Józef, stał się wtedy jednym z najgorliwszych promotorów rozbioru zaprzyjaźnionej z Austrią od wieków Rzplitej i on wymusił zgodę na matce, Marii Teresie. Opierała się. Płakała. Perswadowała, że podział taki niegodziwy i – taki nierówny. Pisała: „Dla tak mizernego zysku nie godzi się tracić reputacji przed Bogiem i ludźmi”. Więc syn i ministrowie wysuwali coraz dalsze pretensje, by zysk nie był mizerny, a Fryderyk szydził, że ona „wciąż płacze i wciąż bierze”. Z ociąganiem się podpisała wreszcie układ. „Placet. Skoro tylu wielkich i uczonych ludzi tak chce; ale długo po mojej śmierci będzie widać skutki tego pogwałcenia wszystkiego, co dotąd uważano za słuszne i święte”. Był to – jak pisze historyk angielski Europy XVIII w., W. F. Reddaway – jedyny protest starej Europy, jeszcze uznającej moralne zasady w stosunkach międzypaństwowych, przeciwko nowej Europie, uznającej tylko moralność spółki bandyckiej: równy podział łupów, co nazywano słusznością i sprawiedliwością. „Zasadę etyczną sprawiedliwości – pisze Sorel – pomieszano z dokładnym funkcjonowaniem wagi, która odważa równo, bez względu na to, czy jest w rękach sędziów, czy złodziei”. Uznawano także pewne reguły złodziejskiego honoru i savoir faire. Sam Fryderyk II uznawał, że niedobrze jest łamać słowo bez powodu, bo „ma się wtedy reputację człowieka zmiennego i lekkoducha” – trzeba więc znaleźć powód; niedobrze brać byle co i łapczywie, bo wtedy robi się wrażenie, że się jest zachłannym i nienasyconym. Gdy się bierze cały Śląsk czy całe Pomorze polskie z Warmią i obwodem nadnoteckim, a to rzecz inna.

Świętą jest przeto zasada równoważnych nabytków. Na niej opiera się ów pierwszy rozbiór Polski 1772 roku. Ponieważ Rosja, w zwycięskiej wojnie z Turcją i z naszą konfederacją barską sięgała po ujście Dunaju a nawet dalej, po Carogród i Grecję, co groziło konfliktem europejskim, ugodzono się tak, że ograniczyła swe zabory do części ziem tureckich na północ od Morza Czarnego, zabrała za to szmat Rzeczypospolitej po Dniepr, Druć i Dźwinę, a Prusy i Austria otrzymały inne potężne kawały Polski dla równowagi. Reszta Europy przyjęła ten obrót rzeczy jako mniejsze zło od zaboru Konstantynopola, albo nawet jako wydarzenie pomyślne, bo przywracające równowagę. Toteż na długo przed Bismarckiem postawił Fryderyk II zasadę, że siła idzie przed prawem. Pisał w r.1779 w czasie Kongresu w Cieszynie: „Cierpliwością zdobywa się tylko Królestwo Niebieskie. Ziemskie Królestwa należą się sile”.

W roku 1788 spółka Katarzyny II z Józefem II celem rozbioru Turcji wywołuje automatycznie przesilenie europejskie i wprowadza na porządek dzienny sprawę polską.

Powodzenie nie miało uwieńczyć polityki Józefa II. Ten monarcha cnotliwy osobiście, przejęty do głębi duszy dobrem swego państwa i swych poddanych, najczystszy w myśli i intencjach przedstawiciel epoki oświeconego absolutyzmu, umierał wśród niepomyślnej wojny, niebezpieczeństw zewnętrznych, wrogich reakcji ludności w niejednym ze swych „krajów dziedzicznych”. Ciążyła nad nim przestroga matki, nie wysłuchana: „Synu, nie przynosi ci zaszczytu twoje naśladownictwo Fryderyka... Czyż ów głośny bohater, ów zdobywca posiada chociażby jednego przyjaciela? Czyż nie musi wystrzegać się całego świata?... Jakie jego życie, gdy wygnał z niego ludzkość? Wszak podstawą naszej religii jest miłosierdzie... Twoje serce nie jest jeszcze złe, ale stanie się złem...”

Było w tym i proroctwo, i wyrok na to pokolenie władców świata.

Różni byli to ludzie, ci monarchowie XVIII w. Cynizm Fryderyka, zbrodnicza amoralność Katarzyny, równoważy w pewnej mierze wysoki poziom moralny Józefa II w osobistym życiu, choć połączony ze skrajnym, bezwzględnym dochodzeniem interesu państwowego. We Francji rozkład moralny dworu i kół dworskich od czasu Regencji po Ludwiku XIV, poprzez długie panowanie Ludwika XV, przeniósł się na panowanie Ludwika XVI, osobiście człowieka prawego, zacnego, skromnego; cóż z jego zacności i dobroci, gdy stugębna fama mówi nie tylko o marnotrawstwie i lekkomyślności pięknej, uroczej i pełnej życia królowej Marii Antoniny, znienawidzonej „Austriaczki”, ale niezliczone paszkwile drukowane czy pisane tylko i plugawe ryciny i rysunki wystawiają ją jako ladacznicę, jej Trianon jako zamtuz, a w haniebnej aferze „naszyjnika” nawet sąd nie chroni skutecznie jej majestatu przed niegodziwą potwarzą.

W Anglii Jerzy III ma wiele cnót jako ojciec rodziny, jest sumienny, a nawet bywa rozsądny jako monarcha. Przy końcu doby przedrewolucyjnej popada on w umysłową chorobę. Następca tronu, książę Walii, choć popularny wśród opozycji liberalnej, już jest osławiony jako rozrzutny hulaka.

W sumie z pojęciem panującego nie łączy się już w tym czasie po świecie respekt powszechny, ale łączy się przeważnie grabież, oszustwo i gwałt. Za rewolucji amerykańskiej Anglik-emigrant, Tomasz Paine, w swej wulgarnej ale niesłychanie sugestywnej broszurze p.t. Common Sense (1776) mówi bez ogródek: „Więcej warta dla społeczeństwa jedna poczciwa dusza niż wszyscy koronowani łotrzy (rufians), którzy kiedykolwiek żyli”. I już przyświadczają mu miliony ludzi, nie tylko w Ameryce, ale i w starej Europie. Na pewno mu przytakuje nasz Kościuszko właśnie przybyły do Filadelfii gdy świeżo wydrukowaną broszurkę rozchwytują. Przez całe życie będzie już tego zdania.

1 R. R. Palmer w przedmowie do przekładu dzieła G. Lefebvre’a, The Corning of the French Revolution, Princeton 1947. (Przyp. aut.)

II. „STARY PORZĄDEK” XVIII W. STOSUNKI WEWNĘTRZNE

ABSOLUTYZM

Jan Jakub Rousseau, myśliciel i pisarz, którego idee zapalały umysły przed rewolucją, określił stan rzeczy w Europie w tych kilku słowach: „Człowiek z natury jest wolny, a wszędzie jest w kajdanach”. Gdy spojrzeć na mapę Europy ówczesnej, wszędzie prawie jest absolutyzm monarszy; wyjątki wyliczyć łatwo: Wlk. Brytania, gdzie jest monarchia parlamentarna, habeas corpus, wolność religijna (choć katolicy zaledwie tolerowani), duża swoboda słowa i druku. To jest w opinii Europy ostoja wolności.

Do krajów wolnych można zaliczyć na kontynencie Holandię, która jest rzeczpospolitą związkową i Szwajcarię, luźny związek kantonów. Szwecja ma półabsolutny rząd królewski, ale zachowała reprezentację stanową, w której głos mają i chłopi. Natomiast oligarchiczna republika wenecka z wolnością mało ma wspólnego. W Polsce, jak wiemy, jest ogromna jak na ówczesne stosunki warstwa szlachecka, ludzi wolnych o pełni praw obywatelskich, bez mała 1/10 ogółu mieszkańców, i w ręku tej warstwy są losy państwa; ale za to prawie 9/10 ludności znosi ciężką, poddańczą niewolę; według wielkiego myśliciela francuskiego połowy tego stulecia, Monteskiusza, ta forma niewoli, gdy warstwa uprzywilejowana wszechwładnie panuje nad masą, jest gorsza od absolutyzmu monarszego, w którego interesie może być pewna opieka nad ludem.

To są oazy jakiejś wolności w starym świecie. Poza nimi – jak się wyraził wielki przedstuletni historyk starego porządku we Francji Alexis de Tocqueville, wszędzie „rząd zajął miejsce Opatrzności”. Wszędzie jest absolutyzm, który mieni się „oświeconym”. Jak cały ten „wiek rozumu”, tak i monarchowie absolutni i ich ministrowie mają ambicję, by zgodnie z jego postulatami przekształcić stosunki w swoich państwach. Skłonni są też pozbywać się wszelkich tradycji i pozostałości dawnej, stanowej organizacji społeczeństwa, związanych z nią swobód i stanowych ciał reprezentacyjnych, jako zabytków minionej epoki i zawady w dążeniu do unowocześnienia i usprawnienia państwa. W konsekwencji postępuje wszędzie uzależnienie szlachty i duchowieństwa od monarchii, znoszenie lub ograniczenie w prawach samorządów prowincjonalnych czy municypalnych; biurokracja, centralistycznie zorganizowana i kierowana, staje się wszechwładną w stosunku do mieszkańców. Z józefińskiej Austrii pochodzi kapitalne określenie: Beschränkter Untertanen-Verstand – ograniczony rozum poddanych, za których rząd myśli, wszystko wie i rozumie, a do których należy Steuer zahlen und Maul halten – płacić podatki z gębami na kłódkę.

Tak wygląda geografia Europy pod względem wewnętrznego ustroju jej państw. Nie ma tam miejsca na wolności obywatelskie. Choć tolerancja religijna jest w modzie, nie ma miejsca na prawdziwą wolność religijną, bo Kościół ma być narzędziem państwa. We Francji jeszcze obowiązuje formalnie stan prawny, wytworzony przez odwołanie edyktu nantejskiego za Ludwika XIV: dozwolona tylko religia katolicka. Na odwrót w Prusach, Fryderyk Wilhelm II wydaje dekret wprowadzający monopol wyznania augsburskiego. W Austrii Józef II reglamentuje Kościół, po swojemu go urządza, redukuje jego podstawy materialne, z księży robi funkcjonariuszy państwowych. Nie ma miejsca na swobodę nauczania skoro szkoła jest politicum, sprawą państwową. O wolności prasy, druku, słowa, zgromadzeń, mowy nie ma. Nie ma również rękojmi wolności osobistej obywatela.

Z tego, że są jakieś prawa narodowe nie pozbywalne nawet w razie przesunięcia granicy i narzucenia ludności obcego poddaństwa, rządy ówczesne jeszcze nie zdają sobie sprawy.

Oczywiście duża jest rozpiętość między rządami poszczególnych państw. Niewola polityczna ma całą gamę odcieni, od rosyjskiej, najbrutalniejszej, najdalszej od hamulców praworządności, poprzez surowy ale na ogół funkcjonujący według praw i rozporządzeń system pruski czy austriacki, do rządów francuskich, gdzie sroga litera prawa jest już w rozbracie z wyrozumiałą, tolerancyjną choć kapryśną rzeczywistością.

Dodać trzeba, że choć państwo chciałoby we wszystko wglądać, o wszystkim wiedzieć, wszystkim kierować, jak w dzisiejszych ustrojach totalnych, to w praktyce nie jest do tego zdolne. Nie stać go na takie jak dziś armie urzędników, szpiegów, uzbrojonej policji. Środki łączności ówczesne działają powoli. Maszyna rządowa jest ociężała. Władze centralne w większości państw działają systemem rad i komisji, kolegialnie, co ma służyć rozwadze a nie przysparza energii w działaniu.

W Rosji absolutyzm jest „ograniczony przez carobójstwa”, a na niższych szczeblach przez bałagułstwo i „kubany”, w Austrii jest Absolutismus gemildert durch Schlamperei – złagodzony safandulstwem. We Francji absolutyzm sam dawno już przestawał wierzyć we własną trwałość (Apres moi le deluge Ludwika XV). Tutaj na drodze do reform w duchu „Oświecenia” i modernizacji państwa na modę ówczesną stoją stany uprzywilejowane, tj. szlachta i wyższe duchowieństwo, oba wprawdzie pozbawione udziału we władzy ale z wpływem na dwór królewski, na urzędy, na trybunały zwane parlamentami. Te „parlamenty”złożone z nieusuwalnych sędziów stają w poprzek każdej inicjatywie królewskiej, zmierzającej do usprawnienia rządu, uzdrowienia finansów i usunięcia najgorszych społecznych pokrzywdzeń, a walka ich z tronem pod hasłem oporu przeciw samowładztwu miewa poklask tłumów. „Król arcychrześcijański” – jak brzmi tytuł króla Francji – nie miał swobody czynienia dobrze w takim nawet zakresie, w jakim mieli ją Fryderyk czy Józef II. Formalnie absolutny monarcha, w praktyce szamotał się z oporami, których przemóc nie był zdolny.

STOSUNKI SPOŁECZNE

W momencie wybuchu rewolucji wolność osobista człowieka istnieje pod względem prawnym w Wlk. Brytanii; nie ma jej w pełni nigdzie na kontynencie. W Anglii w początku stulecia masa ludu siedziała jeszcze na wsi, jako drobni rolnicy cottagers, wolni ale przeważnie opłacający czynsz za swe kawałki gruntu; obok nich zamożniejsi dzierżawcy i właściciele – freeholders – większych farm stanowią warstwę yeomen. Miasta, choć rosną przez handel w zamożność, nie skupiają jeszcze mas ludzkich. Nawet przemysł tkacki jest jeszcze chałupniczy. Wiek XVIII przyniósł dwie rewolucje bezkrwawe, a przekształcające życie do głębi. Najpierwsza przyszła rewolucja agrarna, w drodze faktów dokonanych przez właścicieli wielkich obszarów i w drodze aktów parlamentu. System enclosures, ogrodzeń, odcinał na ich własną gospodarkę najpierw części nieużytków, przez meliorację zamienianych na pastwiska czy pola orne; tzw. common waste redukują się lub znikają, ze szkodą dla biedoty chałupniczej, która korzystała z nich od wieków. Następnie w drugiej połowie stulecia, zaczyna się takież ogradzanie pól ornych, dotąd „otwartych” i uprawianych zbiorowo na dużych obszarach systemem trójpolowym; teraz przy wkładzie kapitału, płynącego z handlu i przemysłu, wielcy właściciele przechodzą do racjonalnej, intensywnej gospodarki rolnej i hodowlanej. Rolnictwo czyni potężne postępy, ale masa drobnych i średnich rolników, którzy trzymali ziemię tytułem dzierżawy dziedzicznej na okresy długie – przeważnie stuletnie – albo zostaje wprost wyrugowana z ziemi, albo traci podstawy egzystencji. Wtedy to powstaje dzisiejszy stan rzeczy: wielkie obszary ziemskie są podzielone na spore farmy, dzierżawione na niedługie okresy czasu. Małe gospodarstwa w stopniowym zaniku. Wyludnienie się wsi.

Niewątpliwie prowadziłoby to do rewolucji społecznej, gdyby nie dokonywująca się jednocześnie rewolucja przemysłowa, która ze swej strony życie przekształca. W połowie stulecia przychodzi rozwój przemysłu fabrycznego. Kapitał narosły przez handel idzie na zakładanie manufaktur, na warsztaty i maszyny – od 1775 roku są już maszyny parowe. Anglia staje się krajem węgla i żelaza. Wyrastają miasta ogromne, wchłaniające ludność odpływającą ze wsi.

Anglia przechodzi od gospodarki naturalnej do gospodarki pieniężnej. Nowi magnaci, bankierzy, wielcy kupcy, browarnicy, przedsiębiorcy tkaccy, później właściciele fabryk i kopalń zaczynają poważnie konkurować z arystokracją rodową, wchodzą w warstwę wielkich posiadaczy ziemskich przez skupywanie majątków, wywierają – obok prawników – duży wpływ na życie polityczne i parlamentarne. Okoliczność, że arystokracja nie jest stanem zamkniętym, przyczyniła się do stopniowego przenikania się wzajemnego tej arystokracji z warstwą kapitalistyczną i czołowymi elementami mieszczaństwa.

Ogromny wzrost zamożności łagodzi przesilenie socjalne z przemianami tymi związane, choć różnice majątkowe są również ogromne, zarobki robotnicze niskie, mnóstwo nędzarzy, a społeczeństwo niezbyt na los ich czułe. Jednakże prądy humanitarne, filantropijne wzbierają. O los biednych i położenie robotników zaczynają się upominać publicyści i członkowie parlamentu. Lud – także nie wyborcy – ogląda się na Izbę Gmin, na przedstawicielstwo narodu – w świadomości ogółu istnieje otwarta droga do poprawy, do reform.

Natomiast wszędzie na kontynencie przeważa jeszcze gospodarka naturalna, wszędzie są pozostałości z czasów feudalizmu: zależność ludu od wszelkich posiadaczy ziemskich i ciężary pieniężne, w naturze, w osobistych świadczeniach. W większości państw jest poddaństwo i system pańszczyźniany, który na zachód od Łaby dogasa, ale na wschód od niej jest jeszcze w pełni rozkwitu. W Niemczech, a zwłaszcza w Austrii, jest ograniczony świeżymi reformami przez monarchów, w Polsce jeszcze nie skrępowany jest niczym. W Rosji wiek XVIII nie tylko ogarnął systemem pańszczyźnianym całe połacie państwa, dotąd od niego wolne, ale niesłychanie zaostrzył stosunki poddańcze, będące tu okrutną osobistą niewolą. Właściciel „duszy” chłopskiej ma tu nie tylko nieograniczone prawo karania poddanego, nawet knutami i katorgą, ale ma prawo sprzedać go komu innemu, samemu czy z rodziną, jak zwierzę robocze na rynku. Nie ma istotnej różnicy między położeniem rosyjskiego chłopa za „światłej” Katarzyny II, a położeniem niewolnika murzyńskiego w Ameryce, poza tym, że chłop rosyjski posiada zazwyczaj małe gospodarstwo własne i uczestniczy w gminnej wspólnocie (obszczinie). Imperatorowa myślała o reformach i zniesieniu poddaństwa, ale sprawa utonęła przez niechęć powszechną biurokracji, szlachty, nawet kupców i szczupłej warstwy chłopów-właścicieli. Raz po raz wybuchają bunty chłopskie, wstrząsające państwem. Uśmierzane są okrutnie: za każdym razem setki, czasem tysiące chłopów giną pod knutami czy pałkami, mnóstwo skatowanych idzie do katorgi. Strach przed powszechnym buntem mas zespala warstwę szlachecką z samowładztwem i samowładztwo z niewolą społeczną chłopa.

Pomiędzy tym stanem rzeczy w Rosji a stosunkami społecznymi w Polsce jest znaczna różnica. Tym większa w porównaniu z Europą środkową, gdzie przeważnie lepiej niż w Polsce i gdzie żywioł mieszczański odgrywa rolę w życiu społecznym, choć na ogół jeszcze nie w politycznym. Różnica ta olbrzymieje, gdy idzie o Europę zachodnią. Na kontynencie (poza Szwajcarią, Holandią, Belgią, Szwecją) położenie ludu jest stosunkowo najlepsze we Francji, choć zarazem istniejący stan rzeczy odczuwa ludność jako przeżyty i nie do zniesienia. Trzeba przyjrzeć się z bliska panującym tam stosunkom.

Panuje we Francji jeszcze – jak w całej Europie kontynentalnej – podział na stany i przywileje stanowe. Podział na stany, odmienny jak w większości innych krajów, uznaje tylko trzy: szlachtę, duchowieństwo i „stan trzeci”, w którym znajdują się jednako głośny pisarz, znakomity prawnik, możny bankier – gdy nie są ze szlachty, i najbiedniejszy chłop czy wyrobnik. Zbliża to do siebie mieszczaństwo i lud, wyodrębnia tamte stany w sposób, który stanie się dla nich groźnym. Wielka własność ziemska już nie rządzi. Władza pańska ustąpiła już władzy niemal nieograniczonej królewskich intendentów i ich delegatów; dopiero od roku 1787 „rady prowincjonalne” dochodzą obok nich do głosu. Pańszczyzna jest w zaniku, chłop nie jest przykuty już do ziemi, licznie przenosi się do miast, jego świadczenia na rzecz wielkich właścicieli – daniny czynszowe w gotówce lub w naturze i pewne posługi – już są w znacznej części wykupione, chłop zamienia się stopniowo w wolnego dzierżawcę, a prawie połowa gruntów jest własnością chłopską. Jednakże przywilej dwóch stanów, szlachty i duchowieństwa, przesuwa główne brzemię podatków i świadczeń na rzecz państwa na barki ludzi trzeciego stanu – mieszczan i chłopów. Wspólnym podatkiem jest „pogłówne”. Wspólną jest „danina dwudziestego grosza”, od której duchowieństwo jest wolne nominalnie, ale składa ją jako niby dobrowolną ofiarę. Jednak „dwudziesty grosz” (czyli dochód roczny raz na dwadzieścia lat przypadający państwu) różnie się oblicza zależnie od stanu. Jest u Tocqueville’a list szlachcica do generalnego intendenta o ulżenie podatku: „Tkliwe serce Waszej Mości nie dopuści nigdy do tego, by ojciec rodziny mojego stanu był opodatkowany ściśle wedle dwudziestego grosza, jakby był ojcem rodziny z gminu”. Nie wiemy, jak zareagowało „tkliwe serce” intendenta. Faktem jest jednak, że, jak stwierdza Tocqueville, „w XVIII w. w Anglii ubogi ma przywileje podatkowe, we Francji ma je bogaty. Tam (tj. w Anglii) arystokracja bierze na się największe ciężary publiczne, by jej pozwolono rządzić; tu (we Francji) zachowała do końca wolność od podatków na pocieszenie po utracie rządów”. Ta wolność od podatków tyczy się całkowicie daniny majątkowej zw. la taille, obciążającej posiadaczy ziemskich nie-szlachtę, niesłychanie dokuczliwej i przez dowolność wymiaru (stosownie do zamożności) i przez sposób poboru; jest jeszcze podatek od soli la gabelle, również obciążający wyłącznie trzeci stan. Anglik podróżujący wtedy – tuż przed rewolucją – po Francji pisze, że jest obłęd fiskalny; oblicza, że każą płacić 9 liwrów (tj. franków) od 12 morgów posiadłości szlacheckiej, a 14 liwrów od 4 morgów plebejusza (roturier). W dodatku zakorzeniło się wydzierżawianie dochodów skarbowych, także podatkowych, przedsiębiorcom „abonentom”, którzy substytuują się w ich ściąganiu w miejsce władz państwowych z łapczywością i bezwzględnością, którą łatwo sobie wyobrazić. Do tego dochodzi dziesięcina na rzecz duchowieństwa, resztki świadczeń i danin feudalnych i najgorsze świadczenia w robociźnie, szarwarki (corvee) na rzecz króla. Bezpłatną chłopską pracą państwo buduje drogi i nie tylko drogi, zdarza się, że i budynki użyteczności publicznej, i koszary dla wojska. Eksploatuje się chłopa bez litości, bo z przekonaniem, że nędza jest potrzebna, by zapobiec rozleniwieniu. Król Ludwik XVI niejednokrotnie usiłuje znieść owe szarwarki obciążające biednych całym ciężarem. Piętnuje stan rzeczy, w którym biedny żyjący z pracy musi za darmo ją oddawać, kosztem własnej nędzy i głodu, dla korzyści bogatych. „Król nie zniesie – mówi akt urzędowy – by część ludności poświęcano dla chciwości innych”. Niejeden raz piętnuje „zachłanność bogaczy”.

Ludność miejska, stale zasilana dopływem ludzi ze wsi, rośnie w liczbę, a rozkwit handlowy i rozwój przemysłu – jeszcze przeważnie rękodzielniczego, podnoszą jej zamożność. Jest tu oczywiście niezmierne zróżnicowanie – od bankiera, armatora, wielkiego kupca czy przedsiębiorcy przemysłowego do wyrobnika, który często nie dojada, gdy cena chleba się podniesie. Ale te wielkie przeciwieństwa nie występują jeszcze na jaw; urazy możnych i biedaków zwracają się przeciw rządowi. Rozwój gospodarczy i życie społeczne spętane są przez przywileje odwiecznych korporacji w dużej mierze zupełnie już szczątkowych, zamierających, ale trzymających się kurczowo swoich praw i władzy. One przez swych delegatów wszędzie trzymają w ręku zarządy miast, gdy nie tylko ludność pracownicza, ale i narastająca licznie inteligencja dopiero tuż przed rewolucją dochodzi do jakiegoś wpływu i głosu przez rady municypalne.

Duchowieństwo wyższe i zakony przez ogromne posiadłości ziemskie są związane z uprzywilejowaną warstwą szlachecką, z której rekrutują się wszyscy bez wyjątku wielcy dostojnicy kościelni. Jest przepaść pomiędzy nimi a duchowieństwem parafialnym, często ubogim, skarżącym się na niesprawiedliwy podział ogromnych dochodów Kościoła. Ogromne sumy trwonią niektórzy dygnitarze, np. taki kardynał książę Rohan w Strassburgu, skompromitowany w sprawie naszyjnika królowej, cynik i hulaka, o którym król mówi: „Ale czy on w ogóle jest chrześcijaninem?” Oczywiście nie był nim wcale. Obrońcy ówczesnego episkopatu francuskiego doliczyć się mogą na 130 dostojników – piętnastu cnotliwych. Do najbardziej cynicznych należy głośny z czasem i wielbiony mąż stanu – Talleyrand. Masa kleru pragnie zbawczej przemiany i w pierwszej fazie rewolucji złączy się ze „stanem trzecim”.

Szlachta stanowi stan zamknięty. Uszlachceni urzędnicy czy juryści są w nim zaledwie tolerowani. W rządzie i administracji nie ma już wielkich panów. Za to pełno ich na dworze; ich synekury pochłaniają ogromny jego budżet. Szlachta ma monopol na wysokie godności duchowne, na wyższe stopnie wojskowe. Ma szereg gospodarczych monopoli na wsi. Była już mowa o jej przywilejach podatkowych. Jest mimo tego wśród niej niezadowolenie i ferment, opozycja przeciw absolutyzmowi monarszemu, zwłaszcza gdy ten absolutyzm próbuje reform i dąży do zwiększenia dochodów państwowych przez racjonalny rozkład ciężarów podatkowych, a nawet ujmuje się za warstwami upośledzonymi i biednym ludem.

Skoro zatem i szlachta chciałaby przemiany przez ograniczenie władzy monarszej, stary porządek jest skazany na obalenie – z braku wyznawców.

III. IDEE I PRĄDY REWOLUCYJNE

„CHWALEBNA REWOLUCJA” ANGIELSKAI IDEE POLITYCZNO-FILOZOFICZNE LOCKE’A

Mówiąc o genezie rewolucji francuskiej trzeba pamiętać, że poprzedziła ją na sto lat rewolucja angielska zwana „Chwalebną Rewolucją”, a na lat kilkanaście rewolucja amerykańska, przyjęta z aplauzem przez narody Europy.

W „Chwalebnej Rewolucji” 1688 roku zegnany został z tronu brytyjskiego prawowity król „z Bożej łaski” ponieważ wbrew parlamentowi usiłował narzucić tolerancję dla „papistów” i był podejrzany, że im sprzyja. Czterdzieści lat przed tym ojciec jego, Karol I, z podobnych przyczyn po krwawej wojnie domowej z parlamentem oddał głowę pod topór katowski. Fakty te niewątpliwie stanowiły interesujące precedensy, że królów można ścinać i tronu pozbawiać, i że panują nie tyle z Bożej łaski, ile z przyzwolenia poddanych. O ile zaś w walce parlamentu z Karolem I pojęcia religijne dominowały, o tyle w r.1688 już dochodziły wyraźnie do głosu koncepcje ustrojowe, a Bill of Rights ustalał, że król nie ma prawa zawieszania czy anulowania ustaw ani ustanawiania specjalnych sądów, ani nakazywania nadzwyczajnych poborów czy zaciągów wojskowych bez zgody parlamentu swobodnie wybranego, że nie wolno utrzymywać armii stałych, a władze wojskowe podlegają rządowi.

Jednocześnie z tym ograniczeniem władzy monarszej, przyjętym przez króla Wilhelma i królową Marię, a stanowiącym uwieńczenie rewolucji politycznych XVII w., otrzymała Anglia uzasadnienie dokonanego przewrotu i wskazania dalszych dróg rozwoju ustrojowego w filozofii politycznej Johna Locke’a (Two Treatises of Government, 1690, i wiele innych pism).

Filozofia ta wiązała się z przewrotem pojęciowym, wywołanym przez to, co się dziś nazywa naukową rewolucją XVII w. Idzie tu głównie o wielkie odkrycia Newtona z prawem ciążenia na czele, które zdawały się tłumaczyć zagadki świata, a łączyły się ze stwierdzeniem nieskończonej, jak się zdało, wielości światów. Rozum ludzki poczuł się mocen wszystko poznać i zrozumieć. Poczuł się wyższy nad religię objawioną, władny ją przyjmować czy odrzucać, interpretować czy poprawiać, zależnie od wyników nauki i własnych swoich praw. Wiara w Opatrzność rządzącą ludzkimi sprawami waliła się, gdy Bóg, o ile łaskawie przyznawano jego istnienie, degradowany był do roli Demiurga – Architekta Świata – a według niektórych (jak Beniamin Franklin w swoich wczesnych pismach) ograniczony do systemu słonecznego. Wielu uczonych i myślicieli skłaniało się ku ateizmowi lub deifikacji natury. Przeważał pogląd deistyczny, uznający pewną religię „naturalną”, sprowadzającą do wspólnego mianownika to, co różnym wyznawcom wspólne, z zachowaniem oderwanego pojęcia Boga.

Locke, twórca teorii poznania opartego na doświadczeniu zmysłów, skłaniał się ku deizmowi. Teorię Boskiego pochodzenia władzy odrzucał, a z nią „Boskie prawo monarchów do złych rządów”. Wywodził zasady prawa politycznego z prawa natury. Przyjmował, że człowiek posiada od Boga lumen natur ale, przez które uzdolniony jest do poznawania przez zmysły i do rozumowania i tą drogą dochodzi do wykrycia tego prawa. Rozum mówi, że każdy człowiek ma pewne prawa do życia, wolności, własności, dążenia do szczęścia, że wykonując te prawa nie może jednak naruszać takichże praw innych; a że natura ludzka jest niekiedy ułomna, pewnymi ludźmi powoduje chciwość, lenistwo, swawola, żądza władzy nad innymi, przeto konieczny jest rząd – władza powiernicza powołana do zabezpieczenia życia zbiorowego społeczności i każdej w niej jednostki w granicach dobra powszechnego. Taką umowę społeczną przyjmuje Locke jako fakt, będący u podstaw państwowego życia. Nic jego zdaniem nie może poddać człowieka jakiejkolwiek ziemskiej władzy bez jego zgody. Żaden rząd nie ma prawa do posłuchu ze strony ludu, który swobodnie na to nie przyzwolił. Przyzwolenie raz kiedyś dane nie jest odwołalne. Społeczeństwo zawsze zachowuje jednak władzę suwerenną (teza parlamentu, gdy sądził Karola I). W razie naruszenia przez rządzących umowy społecznej rząd traci podstawę w prawie natury, na rządy gwałtu społeczność może odpowiedzieć siłą.

W traktatach Locke’a zarysowuje się idea ustrojowa rozdziału władz, uniezależnienia władzy wykonawczej (z monarchą na czele) od prawodawczej, a widzi jeszcze trzecią, federalną, samorządów społecznych i terytorialnych. Przyznaje jednak supremację władzy ustawodawczej, wybieralnej reprezentacji społeczeństwa.

Te idee Locke’a nie tylko dominują w myśli politycznej angielskiej XVIII w. Wpłynęły one potężnie na myśl francuską i amerykańską; odnajdziemy ich rozwinięcia w doktrynie podziału i równowagi władz Monteskiusza, w doktrynie umowy społecznej Rousseau, w amerykańskiej Deklaracji Niepodległości i we francuskiej deklaracji praw człowieka.

MYŚL REWOLUCYJNA WE FRANCJI:FILOZOFOWIE, EKONOMIŚCI, POLITYCY

We Francji wpływ idei angielskich na filozofów i pisarzy politycznych zaznaczył się potężnie około połowy stulecia pismami Woltera i Monteskiusza. Tutaj Wolter, pisarz bardzo płodny i genialny, umysł zuchwały a niezmiernie przenikliwy, bystry, krytyczny, a często cyniczny, ateista, wysunął postulat, że rząd musi być poddany prawom rozumu. Zaprzeczył Boskiemu pochodzeniu monarchii. Za prawo naturalne człowieka uznał wolność osoby i mienia, wolność myśli, wyznania, słowa; [...] ideą przewodnią była mu idea niezależności osobowości ludzkiej; a ze wszystkich wolności wolność sumienia uznawał za najświętszą. Stąd wysuwał postulat dalszy, rozdziału rządu od religii. Religia nie może być sprawą państwową bardziej, jak przepisy kucharskie (nie przewidywał bowiem kuchni upaństwowionych). Władzę kleru dopuszczał tylko w dziedzinie ściśle duchowej w stosunku do ich owieczek, od państwa żądał neutralności w tych sprawach, ale, przez rażącą niekonsekwencję, domagał się od niego zarazem surowej kontroli nad Kościołem, nad wszystkimi jego aktami, a zwłaszcza nad wychowaniem publicznym, i znoszenia zakonów, jako najszkodliwszych. Tak torował drogę „światłemu absolutyzmowi” w pojęciu Fryderyka i Józefa II, a w imię wolności sumienia propagował ujarzmienie Kościoła przez państwo, z dążeniem do zniszczenia Kościoła (hasło: Ecraser l’infame).