Opis

Właściciel sieci hoteli Sergio Castellano nieoczekiwanie zostaje bohaterem skandalu. Na przyjęciu, na którym miały zostać ogłoszone jego zaręczyny z angielską hrabianką, zjawia się Kristen Russell. To z nią przed laty przeżył na Sycylii gorący romans. Konfrontacja tych dwóch pań to czysta gratka dla paparazzich…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 155

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Chantelle Shaw

Zaręczynowy skandal

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

To był chyba najgorszy poranek w jej życiu.

Kristen skuliła ramiona, usiłując choć trochę osłonić twarz przed strugami lodowatego deszczu, zacisnęła zdrętwiałe z zimna palce na pasku swojej przepastnej torby, która dzisiaj wydawała jej się ciężka jak kula galernika, i pognała po mokrych, śliskich schodach w dół, wśród szarej, wezbranej o tej porze rzeki, wlewającej się gwałtownymi falami na peron stacji metra. Zamrugała, kiedy jej wzrok, wbity w brudne stopnie, zasnuła mgła.

Łzy? Potrząsnęła głową. Nie płakała od tamtego, absurdalnie słonecznego dnia, kiedy na progu jej rodzinnego domu pojawił się młody, wyraźnie zakłopotany policjant. Z ogromną przykrością musiał zawiadomić ją, jako najbliższą krewną pani Kathleen Russell, że poniosła ona śmierć w wypadku drogowym. Przebiegała przez jezdnię tuż za zakrętem, nadjeżdżający samochód nie zdążył zahamować. Prowadzone jest śledztwo, które ma ustalić, czy kierowca jechał z przepisową prędkością i czy nie znajdował się pod wpływem środków odurzających. Policjant przestępował z nogi na nogę, mnąc służbową czapkę w spoconych dłoniach. Powtórzył co najmniej pięć razy, że jest mu przykro z powodu jej straty, a ona milczała, patrząc na niego nieruchomym wzrokiem, ciężko oparta o framugę drzwi. Widziała wyraźnie, jak usta policjanta się poruszają. Słyszała słowa, które wypowiadał, ale rozum odmawiał posłuszeństwa, a w głowie miała kompletną pustkę. Pierwsze zareagowało serce, instynktownie, na krawędzi świadomości. Kristen poczuła ból, przeszywający ją na wskroś niczym cios sztyletu. Wybuchnęła płaczem. Potem nie było już czasu na łzy. Jej niespełna trzyletni synek, Nicolas, zeskoczył ze swojej ulubionej huśtawki i przybiegł przez trawnik, zaintrygowany wizytą „panalicjanta”. Kristen musiała wziąć się w garść, błyskawicznie otrzeć łzy i przywołać na twarz spokojny uśmiech. Nie miała pojęcia, jak powiedzieć chłopcu, że jego ukochana babcia, najlepsza kompanka do szalonych zabaw, odeszła na zawsze, choć miała tylko skoczyć do sklepu spożywczego po kakao. Nie będzie czekoladowych ciasteczek na podwieczorek… nie będzie beztroskiego, domowego życia… Jak miała wytłumaczyć to trzylatkowi, skoro sama nie pojmowała?

Na pogrzebie stała wyprostowana jak żołnierz na warcie, trzymając synka za rączkę. Malec, ubrany w zbyt poważnie jak na niego wyglądający garniturek, patrzył na trumnę smutnym, nierozumiejącym spojrzeniem swoich dużych, okrągłych oczu, o tęczówkach ciemnych jak gorzka czekolada. Chcę do babci, mówił, wyginając buzię w podkówkę. Czy babcia nie mogłaby już wrócić z tego nieba?

Kristen krajało się serce. Czy mogła się dziwić, że Nicolas tęsknił za babcią? To Kathleen, na dobrą sprawę, zajmowała pierwsze miejsce w życiu chłopca. Kiedy Kristen, młodziutka studentka i wschodząca gwiazda brytyjskiej akrobatyki, wróciła z długich wakacji na kontynencie, przywożąc pod sercem pasażera na gapę, jej mama stanęła za nią murem. Nie zadawała zbędnych pytań, nie wyrażała krytycznych opinii, nie dawała budujących rad. Po prostu oświadczyła, że być młodą babcią – a miała lat niespełna pięćdziesiąt – to supersprawa. Wspierała ciężarną córkę, siedziała obok niej podczas badań USG, a kiedy przyszedł czas, zawiozła ją do szpitala i nie dała się wyprosić z sali porodowej. Potem, kiedy Kristen wróciła do domu z maleńkim Nicolasem, Kathleen oświadczyła bez wstępów, że złożyła rezygnację w pracy. Od kariery zawodowej interesowała ją o wiele bardziej kariera babci. Dodała, że jej wnuk zasługuje na to, żeby mieć wykształconą i samodzielną mamę. Kristen zgadzała się z tym całkowicie. Skończyła więc studia i poszła do pracy, spokojna o synka, którego co rano zostawiała pod opieką babci. Chłopiec rósł zdrowo i wręcz rozkwitał, a jego mama powoli wyrabiała sobie markę jako młoda, zdolna fizjoterapeutka.

Tragedii, która nieodwracalnie zniszczyła sielankę, nic nie zapowiadało. Nowa rzeczywistość była jak koszmarny sen, z którego Kristen nie potrafiła się obudzić. Dostała tydzień urlopu z przyczyn rodzinnych. Tydzień, żeby wytłumaczyć synkowi, że już nie będzie mógł spędzać beztroskich dni w domu z babcią, podczas kiedy mama jest w pracy. Tydzień, żeby przyzwyczaić go do myśli, że będzie musiał pójść do żłobka.

Tydzień to o wiele za mało, pomyślała, walcząc ze łzami. Tego ranka jej mały Nicolas rozpaczliwie płakał, kiedy zostawiała go w żłobku, pod okiem bardzo miłych, ale zupełnie obcych opiekunek. Wspomnienie tego płaczu prześladowało ją, bolało nieznośnie, jak tkwiąca w sercu drzazga.

Cóż jednak miała robić? Wykorzystała już cały przysługujący jej w tym roku urlop. Potrzebowała pracy, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Była samotną matką, w pełnym znaczeniu tego słowa. Na całym świecie nie miała bliskiego człowieka, na którego mogłaby liczyć. Zacisnęła usta w grymasie uporu. Nie, nie będzie się mazgaić, roztkliwiać nad sobą. Musi być silna. Jej mama na pewno nie chciałaby widzieć córki załamanej, a Nicolas… Nicolas potrzebował jej spokoju i pogody ducha. Tylko jak miała mu to zapewnić, skoro tonęła w odmętach czarnej rozpaczy i beznadziei, a zmęczenie zdawało się przygniatać ją straszliwym, śmiertelnym ciężarem?

Jakiś podróżny, który najwyraźniej spieszył się do pracy jeszcze bardziej niż ona, staranował ją potężnym impetem swojego co najmniej studwudziestokilogramowego cielska, wciśniętego w wysłużony garnitur. Uderzenie było tak mocne, że tylko instynktowna reakcja trenowanych od dzieciństwa mięśni uchroniła ją przed upadkiem. Zatoczyła się i oparła o ladę kiosku z gazetami. Tuż przed jej nosem, za szybą wystawową, wielkimi literami krzyczał tytuł na pierwszej stronie tabloidu:

„Udane polowanie! Córka hrabiego ustrzeliła multimilionera z Sycylii!”

Sycylia…

Samo brzmienie tego słowa było cudowne, niczym kęs soczystej, dojrzałej pomarańczy. Kristen poczuła, że fala rozkosznych, krzepiących wspomnień rozgrzewa ją od środka. Kiedyś była na Sycylii. Spędziła tam kilka cudownych miesięcy, pełnych słońca, szczęścia, swobody i… miłości. Czy naprawdę od tego czasu minęły tylko niecałe cztery lata? Miała wrażenie, że to było wieki temu. W innym życiu.

Sama nie wiedząc do końca, dlaczego to robi, wysupłała z kieszeni garść drobniaków, kupiła egzemplarz kolorowego pisma i, wsadziwszy je pod pachę, popędziła ku otwartym drzwiom metra. Kiedy usiłowała wywalczyć sobie skrawek miejsca w nieprawdopodobnie zatłoczonym wagonie, omal nie zgubiła gazety. Unieruchomiona na dobre pomiędzy młodzieńcem z wypakowanym plecakiem a damą o bujnych kształtach, która zdradzała wyraźną predylekcję do mocnych perfum, zdołała wyciągnąć lekko już pomięty papier spod pachy i, pomagając sobie zębami, otworzyć pismo na pierwszej stronie. Metro ruszyło. Kristen, poddając się miarowemu kołysaniu pojazdu, z uszami wypełnionymi wizgiem pędzących po szynach kół, dość bezmyślnie wbiła wzrok w tekst. I zamarła, kiedy jej spojrzenie padło na ilustrujące artykuł zdjęcie, przedstawiające wysokiego mężczyznę o włosach czarnych jak heban. Multimilioner z Sycylii splatał ramiona na szerokim torsie, patrząc prosto przed siebie władczym, chłodnym spojrzeniem oczu o zaskakującej, intensywnie niebieskiej barwie. Nie wydawał się w najmniejszym stopniu przejęty faktem, że jego łokcia uczepiła się blond piękność o figurze modelki, odziana w kreację godną członkini brytyjskiej rodziny królewskiej.

Kristen znała tego multimilionera. Naprawdę dobrze go znała. Nie widzieli się od prawie czterech lat, ale ona codziennie patrzyła na małego człowieka, który był jego wierną kopią. Nicolas wrodził się w ojca. Sergio nie mógłby wyprzeć się syna, nawet gdyby chciał. A czy chciałby? To było pytanie czysto teoretyczne, bo o przyjściu na świat syna Sergio nie miał pojęcia. I tak miało pozostać. Kristen nie planowała nawiązać z nim kontaktu po tym, jak ich drogi definitywnie się rozeszły.

A jednak… serce tłukło jej się w piersi jak oszalałe, kiedy czytała doniesienie z ostatniej chwili.

„Bywalcy London Palladium mieli w tym tygodniu niewątpliwą przyjemność spotkać tam młodą lady Felicity Denholm, która wybrała się zwiedzić zabytkowy teatr w towarzystwie włoskiego biznesmena, potentata branży hotelarskiej, Sergia Castellana. Wiemy z pewnego źródła, że ta piękna para właśnie się zaręczyła.

Choć zaręczyn nie podano jeszcze do publicznej wiadomości, dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że hrabia Denholm ogromnie raduje się z perspektywy tego mariażu. I nic dziwnego! Sergio Castellano jest znakomitą partią. To jeden z najbogatszych Włochów – imperium Castellanów, zarządzane przez braci bliźniaków, Sergia i Salvatore’a, w którego skład wchodzą rozsiane po całym świecie kompleksy hotelowo-rekreacyjne, oraz prawdziwy klejnot Sycylii, rozległa winnica, gdzie uprawia się między innymi czarną winorośl Nero d’Avola oraz produkuje linię szlachetnych, luksusowych win, oceniane jest na kilka miliardów euro. Nieprzeciętna zamożność i głowa do interesów to nie jedyne atuty Sergia, który, podobnie zresztą jak jego brat bliźniak, urodą nie ustępuje chyba nawet bogom z rzymskiej mitologii”.

Kristen skrzywiła usta, czując niespodziewaną gorycz. Nie po raz pierwszy o matrymonialnych planach Sergia Castellana dowiadywała się z gazety. Dzisiaj, po latach, nie miało to dla niej większego znaczenia. Ale nie potrafiła zapomnieć szoku i bólu, który przeżyła poprzednim razem, kiedy przeczytała o zaręczynach Sergia z piękną dziewczyną z jego rodzinnej Sycylii. Wiadomość pojawiła się w prasie zaledwie kilka tygodni po tym, jak Kristen wróciła do domu, zdruzgotana nagłym, niespodziewanie dramatycznym zakończeniem ich związku. To, co przeżyła na Sycylii, było jak niewiarygodnie piękny sen. Pobudka okazała się przeżyciem wyjątkowo trudnym, a świadomość, że Sergiowi wystarczyło kilka tygodni, by obiecać innej kobiecie to, czego jej obiecać nie zechciał, niczego nie ułatwiała.

Małżeństwo z delikatną Włoszką o ogromnych, sarnich oczach najwyraźniej okazało się nietrwałe, bo Sergio Castellano powrócił na rynek singli. Mało tego, zdążył już namierzyć rasową angielską arystokratkę. Na fotografii lady Felicity miała minę kotki, której trafiła się wyjątkowo tłusta mysz. Cóż za fatalna pomyłka! Kristen aż pokręciła głową. Sergio Castellano nie był łatwym łupem i w najmniejszym stopniu nie przypominał myszy. Słodka, wypieszczona koteczka już niebawem zorientuje się, że ma do czynienia z drapieżcą, i to takim, który może pożreć ją jednym kłapnięciem. Ale prawdopodobnie będzie wolał pobawić się nią przez chwilę, a gdy się znudzi, pójdzie w swoją stronę.

Metro zwalniało ze zgrzytem, zatrzymując się na kolejnych stacjach, podróżni, dokonując w ścisku sztuk godnych Houdiniego, wysiadali i wsiadali, pociąg szarpał i przyspieszał gwałtownie, powodując falowanie zbitej masy ludzkiej. Kristen nie zwracała na to wszystko najmniejszej uwagi. Nie mogła oderwać wzroku od zdjęcia Sergia. Boże drogi, ależ to był piękny mężczyzna! Mijający czas uwypuklił tylko jego wyjątkową urodę. Rysy, przed czterema laty jeszcze młodzieńczo miękkie, stały się wyraziste, jakby wyrzeźbione w granicie. Lekko zarysowane zmarszczki w kącikach oczu podkreślały siłę spojrzenia. Włosy miał teraz dłuższe; już nie nosił zabawnej, opadającej na czoło grzywki, tylko odgarniał je do tyłu, eksponując szlachetne linie szczupłej, pociągłej twarzy. Może sprawił to ciemny smoking, w który był ubrany, a może sposób, w jaki zrobiono zdjęcie, ale wydawał się jeszcze wyższy i bardziej imponująco zbudowany niż wtedy, gdy go poznała. Doskonale pamiętała ich pierwsze spotkanie – wpadli na siebie, dosłownie wpadli, kiedy podczas joggingu na plaży, w pewien słodki, pogodny poranek, oboje uskoczyli przed tą samą falą, którą wysłało ku nim morze rozhuśtane po nocnej wiosennej burzy. Kristen, żeby nie stracić równowagi, oparła dłonie o szeroką, umięśnioną klatkę piersiową wyższego od niej o głowę biegacza, ten zaś odruchowo otoczył jej talię ramionami, chroniąc przed upadkiem.

– Scusi – wydukała ona.

– Sorry – powiedział w tej samej chwili on. A potem spojrzeli sobie w oczy i roześmiali się oboje, beztroskim, radosnym śmiechem. Kristen nie wiedziała, ile czasu tak stali; u ich stóp szumiało Morze Śródziemne, a nad głowami niebo jaśniało złotą łuną świtu. W końcu, wciąż roześmiana, wyplątała się z jego ramion i pobiegła dalej, a on podążył w swoją stronę. Ale tego dnia nie mogła się skupić na treningu. Myślami wciąż wracała do ciemnowłosego, opalonego na złocisty brąz młodego mężczyzny o czarującym uśmiechu i intensywnym spojrzeniu niebieskich oczu, skrytych w gąszczu ciemnych rzęs. Następnego ranka wyszła pobiegać na tę samą plażę, zwabiona nieokreśloną tęsknotą. Radosna nadzieja przepełniała ją, niosła lekko po wilgotnym piasku. Kristen wiedziała, po prostu wiedziała, że za którymś kolejnym zakrętem skalistego wybrzeża zobaczy wysoką postać ciemnowłosego biegacza. I nie myliła się. Tym razem zatrzymali się oboje, gdy dzielił ich krok. Ciemnowłosy nie zamierzał nic mówić. Po prostu ujął jej twarz w dłonie, pochylił się i pocałował ją w usta.

Wystarczyło wspomnienie tego pocałunku, by Kristen westchnęła bezgłośnie, rozchylając wargi. Cała mądrość życiowa, jaką zdobyła w ciągu ostatnich czterech lat, i wszystkie nowe doświadczenia – niektóre trudne, inne niewiarygodnie piękne – nie zdołały zatrzeć w jej pamięci intensywności tamtej chwili. Jego usta były ciepłe i aksamitne, ich dotyk – zdecydowany, natarczywy wręcz, lecz zarazem w jakiś niepojęty sposób delikatny, jakby ta pieszczota stanowiła niewyrażone słowami pytanie. Smakował rześkim, morskim wiatrem i czystą energią życia. Odpowiedziała na jego milczące pytanie tak entuzjastycznie, jak tylko potrafiła. Czas mijał, odmierzany szumem biegnących ku brzegowi korowodów fal, a oni trwali, pochłonięci bez reszty dialogiem bez słów. Dla młodziutkiej Kristy to było jak objawienie. Jakby nagle pojęła sens istnienia. Jakby odnalazła swoje miejsce we wszechświecie, miejsce pełne słońca, szczęścia i beztroski. Od tego ranka ona i Sergio stali się nierozłączni. Razem biegali po plaży, razem pływali w chłodnym, rozkołysanym morzu. Wieczorami siadywali w ogrodzie na wysokim klifie i rozmawiali godzinami, a łagodne światło świec tańczyło, oświetlając ich roześmiane twarze, migocząc w oczach, które wpatrywały się w siebie z zachwytem. Ten zachwyt zaprowadził ich dalej, ku namiętności, tak naturalnej jak oddech, i tak potężnej jak samo życie.

Kilka tygodni później Kristen przekonała się, że za te chwile niczym niezmąconego, beztroskiego szczęścia musi zapłacić ogromną cenę. I że nic na tym świecie nie trwa wiecznie. Ich związek – jeśli w ogóle można było tym mianem określić beztroską przygodę dwojga młodych ludzi, którzy oszaleli wzajemnie na swoim punkcie, chcieli wycisnąć z każdej spędzonej razem godziny tyle szczęścia, ile tylko się da, i ani jednej myśli nie poświęcali przyszłości – nie przetrwał zderzenia z prawdziwym życiem. Podczas szalonych, szczęśliwych tygodni, jakie spędzili razem, Kristen dowiedziała się, że jej ciemnowłosy kochanek pochodził z bardzo zamożnej rodziny. Że błękit oczu, koci wdzięk ruchów i absolutny słuch muzyczny Sergio odziedziczył po matce, rosyjskiej primabalerinie. Nie dowiedziała się natomiast, czy ich przygoda była dla niego czymkolwiek więcej niż chwilową rozrywką. Najpierw uważała za pewnik, że zakochał się w niej tak samo poważnie i głęboko, jak ona zakochała się w nim. Potem musiała uznać, że była to wielka naiwność z jej strony.

Sergio… przez te cztery lata naprawdę się zmienił. Tamtej wiosny spotkała na plaży uroczego chłopaka. Teraz ze zdjęcia patrzył na nią mroczny, niemalże groźny mężczyzna. Wzrok miał zimny, usta zaciskał w twardą, prawie agresywną linię. Co się stało, kochany? – miała ochotę zapytać. Gdzie się podziała spontaniczna radość życia, która tak mnie w tobie zachwycała? Oczywiście, wiedziała, że o nic go nie zapyta. W sumie dobrze, że kupiła tę gazetę. Tylko utwierdziła się w przekonaniu, że postąpiła słusznie, kiedy zdecydowała nie nawiązywać z nim kontaktu. Dla synka, którego wraz z Sergiem sprowadzili na ten świat, pragnęła pogodnego, szczęśliwego dzieciństwa i kochającej rodziny. Naprawdę nie chciała, żeby stał się on wstydliwym szczegółem w czyimś życiorysie, niewygodnym faktem, który należało ukryć przed narzeczoną, czy pretekstem do podejrzeń o szantaż.

Tytuł oryginału: His Unexpected Legacy

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2013 by Chantelle Shaw

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2015, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2246-4

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.